poniedziałek, 6 czerwca 2011

Życie, samo życie, czyli ,,Tak mi dobrze, że aż źle''


 ,,Tak Dobrze, że aż Źle''

Kwiatkowska Jolanta

Wydawca: MG Wydawnictwo
Ilość stron: 232
Rok wydania: 2010







W czasach naszych babć, kobieta która w wieku 20- 30 lat, nie miała męża bądź narzeczonego, nazywana była starą panną. Sama pamiętam porzekadła mojej babci, która mówiła : wnusiu, z mężczyznami to ,, do dwudziestki ten nie, tamten nie, a po dwudziestce jaki taki byle jaki aby był’’. Do dziś uśmiech nie schodzi mi z twarzy, kiedy przypominam sobie te jej słowa.

Teraz w nowoczesnym społeczeństwie nikogo już nie dziwi fakt, że trzydziestoletnie dziewczyny chcą dopiero założyć rodzinę. Termin ,,stara panna’’ został wyparty na bardziej młodzieżowe określenie tzw. ,,singiel’’. Dla większości osób, to słowo kojarzy nam się z osobą samotną, często nieszczęśliwą. Nic bardziej mylnego. Przecież już sam fakt, że jesteśmy samotne, świadczy o naszym świadomym wyborze. Możemy same decydować o swoim życiu, co w dzisiejszych czasach jest rzadko spotykane.

Jolanta Kwiatkowska w swojej powieści ,,Tak dobrze, że aż źle’’ wydaną przez wydawnictwo Mg, próbuje złamać stereotyp znacznika słowa ,,stara panna’’. Pokazuje to na przykładzie głównej bohaterki trzydziestoletniej Aleksandry, kobiety wolnej i niezależnej , cieszącej się dobrą pracą, mieszkaniem i gronem wiernych, oddanych przyjaciół,  Ludwikiem, Basią i jej partnerką Elką oraz Gosią i Staszkiem i oczywiście  niezastąpioną powiernicą mamą. Wszyscy,  choć mają różne zawody, zainteresowania a nawet odmienne orientacje seksualne,  potrafią jednak się wzajemnie wspierać i być oparciem dla siebie w tzw. ,,stanach depresyjnych’’. Ola, dopóki nie przekroczyła magicznej trzydziestki, nie zastanawiała się nad swoim życiem, jednak teraz zapragnęła stabilizacji i chciałby wreszcie spotkać tego jedynego. Ma już dość weekendowych szaleństw i marzy o ustatkowaniu się. Przyjaciele z przymrużeniem oka traktują jej  smuteczki oraz różne wariacje, takie jak choćby celebracja nietypowych codziennych świąt np. Dzień Pozdrawiania Blondynek, Dzień Ręcznika lub Dzień karmienia piersią łącznie z Dniem Zagrychy.

Ponadto wiedzą, że Olka ma skłonność do szybkiego i pochopnego angażowania się w nowy związek jak i również szybko odkochuje się  w danym mężczyźnie , który przypadkiem stanie na jej drodze. Rodzicielka oraz przyjaciele, dobrze wiedzą, że dziewczyna posiada  szczęście na wyciągnięcie ręki, jedynie musi wreszcie ,,zrzucić klapki z oczu’’ i ,,pójść po rozum do głowy’’. Czy tak się właśnie stanie? Czy Aleksandra zerwie ze statusem ,,starej panny’’? Przekonajcie się sami, śledząc zabawne perypetie bohaterki książki ,,Tak mi dobrze, że aż źle’’.

Na ogół po przeczytaniu  danej pozycji książkowej, staram się ukazywać ją w samych superlatywach. Niestety muszę żyć w zgodzie z własnym sumieniem i dlatego powiem prawdę, że książka ,,Tak mi dobrze, że aż źle’’, nie zachwyciła mnie. Z wielkim trudem przeszłam przez pierwszą połowę czytania. Akcja bardzo powoli  się rozwijała, zaś poszczególne szczegółowe opisy odbiegały od głównego wątku. Nie polubiłam także  głównej bohaterki, która drażniła mnie swym egoizmem i zwariowanymi  pomysłami. To prawda, że dla swoich przyjaciół, Ola była bardzo oddana, jednak  wielokrotnie zdarzały się momenty, gdzie widziała tylko czubek własnego nosa. Nie przypadł mi także do gustu, zwyczaj obchodzenia  dziwacznych świąt. Osobiście nie mam nic przeciw temu, niech każdy sobie świętuje co chce, nie mniej uważam to za wariactwo, gdyż nie wyobrażam sobie by np. W dzień pozdrawiania Blondynek, dawać przypadkowym dziewczynom buziaki, składać życzenia i mówić ,,fajne cycki, tyłeczki, nogi i figurka’’. To zdecydowanie nie dla mnie!

Cieszę się jednak, że postanowiłam przeczytać do końca, ponieważ druga połowa książki, jest zdecydowanie lepsza. Znacznie lżej i szybciej się czyta, dzięki czemu z większym zainteresowaniem mogłam śledzić losy Oli i jej przyjaciół. Na duży plus zasługuje sam przekaz powieści.

Jolanta Kwiatkowska ze swego rodzaju wyczuciem, pokazuje problemy ludzi przekraczających magiczną trzydziestkę. Wiele tych osób spełnia się zawodowo i finansowo, jednak czują pustkę w sercu, którą może zapełnić jedynie miłość i uczucie drugiej osoby. Nie każdy z nich zdaje sobie jednak sprawę, że czasem wystarczy dobrze się rozejrzeć dookoła siebie, bo może miłość znajduje się właśnie na wyciągnięcie ręki ?

Podsumowując mogę jedynie powiedzieć, nie zrażajcie się moimi negatywnymi odczuciami. Ta książka po prostu nie trafiła w mój czytelniczy gust, co nie oznacza, że jest zła czy niedobra.  W tym przypadku radzę samemu się przekonać, czy będzie wam ,,Tak dobrze, że aż źle’’, czy może wręcz przeciwnie. Spróbuj i zaryzykuj.

Moja ocena 3 /6

Książkę przeczytałam dzięki serwisowi nakanapie.pl , za co serdecznie dziękuję.










Zapraszam na blog Jolanty Kwiatkowskiej
tam możecie dowiedzieć się czegoś więcej o autorce książki.

12 komentarzy:

  1. Chyba się jednak nie skuszę, bo sama recenzja wystarczyła już, bym zdecydowanie nie polubiła głównej bohaterki ;) A to źle wróży lekturze ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Może kiedyś... Skoro jednak Ci się nie spodobała to chwilowo ją sobie odpuszczę. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czasami lubię czytać takie lekkie książki - szczególnie w wakacje. Lecz jeśli nie jestem w stanie polubić głównej bohaterki to przeraźliwie się męczę podczas lektury. Dlatego chyba jednak nie będę ryzykować - nie znoszę egoistów (choć sama pewnie nie raz przejawiam zadatki na egoistkę :))

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. z dwojga złego wolę, gdy książka gorzej się zaczyna niż kończy, więc kiedy nadarzy się okazja, z ciekawości do niej zerknę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kochani, wszystko naprawdę zależy od kwestii gustu. To co mi się nie podoba was morze urzec i wręcz odwrotnie. Tak więc nie chce zniechęcać ani namawiać. Napisałam po prost, tylko jakie miałam odczucia i tle.

    OdpowiedzUsuń
  6. To sie zrażać nie będę i jako singielka przeczytam o singielce :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Obawiam się, że jakoś książka nie trafi w mój gust. Może kiedyś po nią sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  8. Czyli jednak książka.. średnia. Także nie wiem, na pewno nie będę przeszukiwała biblioteki, żeby ją dostać w swoje ręce.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Hmmm...przemyślę tę lekturę...jako singielka. ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Przyznam, że opis również mnie nie zachwycił. Wydaje mi się, że taka tematyka w polskich realiach to ciągle naciąganie struny. A może się mylę...

    OdpowiedzUsuń
  11. A mnie zaciekawiła recenzja, Okładka jest przesłodka, lubię psy, więc mam słabość do wszelkich piesków na okładkach. Ponadto każdy człowiek ma inne gusta, a co czytelnik, to inny odbiór, więc lubię sama wyrobić sobie zdanie. Tym bardziej, że lubię literaturę kobiecą i bardzo lubię czytać ksiązki polskich autorów.

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja powiem tak: jeszcze żadna recenzja mnie ani nie przekonała do książki, ani mnie od niej nie odstręczyła. To subiektywny odbiór słów napisanych przez innego człowieka, jeśli tematyka uderza w mój gust, to sięgam po książkę, nawet jeśli opinie o niej są dobre/złe/kontrowersyjne/sporne/zachęcające/odstręczające/etc...
    Recenzja może być tylko dodatkową reklamą dla książki i tak właśnie ją traktuję:)

    OdpowiedzUsuń

Zaglądaj, czytaj, przegryzaj moje słowa, ale wychodząc, zostaw po sobie niezatarty ślad swojej obecności...