czwartek, 1 listopada 2012

Starania o dziecko- IVF


Dziecko ze szkła In vitro – moja droga do szczęścia

Dagmara Weinkiper-Hälsing

Wydawnictwo: E-media
Rok wydania: 2012
Okładka: miękka
Stron: 124






            
         W dobie XXI wieku jednym z największych problemów ludzkości jest niepłodność, oceniana przez Światową Organizację Zdrowia, jako choroba społeczna. Większość par pragnie mieć potomka, dlatego próbują dosłownie wszystkiego, aby osiągnąć wymarzony cel. Obecnie nowoczesna medycyna daje taką możliwość ofiarując ,,cud’’  techniki zwany In vitro, dzięki któremu wiele osób może zostać szczęśliwymi rodzicami.

Temat niepłodności nie jest również obcy dla Dagmary Weinkiper- Hälsing, autorki książki „Dziecko ze szkła In vitro – moja droga do szczęścia”.  Dagmara urodziła się we Wrocławiu, lecz na stałe mieszka w szwedzkiej miejscowości, z skąd pochodzi jej mąż Stefan. W styczniu 2006 roku otrzymała ostateczne wyniki lekarskie, z których jasno wynikało, iż nie ma żadnych szans na naturalne zajście w ciąże, dlatego wspólnie z mężem podjęła decyzje o ICSI. Poddaje się, więc zapłodnieniu pozaustrojowym w specjalistycznej klinice. Z nadzieją patrzy w przyszłość, gdzie znajduje się miejsce dla niej, męża i maleńkiej, ukochanej istotki.  Czy od razu za pierwszym podejściem uda się Dagmarze spełnić swoje marzenie? A może trasa do upragnionego celu wcale nie będzie usłana różami? Zobaczcie sami na podstawie publikacji „Dziecko ze szkła In vitro – moja droga do szczęścia”.

Czytając pamiętnik Dagmary Weinkiper- Hälsing  doznałam wiele wzruszających emocji. Niemal każda kobieta marzy o tym, by w przyszłości mieć kochającego męża i cudowne dziecko. Nie zawsze jednak pragnienia się urzeczywistniają. Czasami trzeba  samemu spróbować o nie powalczyć, dlatego kiedy autorka dowiedziała się, że nigdy nie będzie samodzielnie matką, podjęła decyzję, by w inny sposób walczyć o potomka. Zdecydowała się na In vitro, lecz ta decyzja wcale nie przyszła jej łatwo. Targana argumentami moralnymi głoszącymi przez kościół, początkowo miała pewne obawy, lecz mimo wszystko skorzystała z usług nowoczesnej medycyny. W swojej historii opisuje skomplikowane zmagania w kierunku macierzyństwa.
,,Droga jest bardzo trudna. Tak, jak wspinaczka- wyczerpująca, pozbawiająca nas wszelkiej energii. Czasami traci się wiarę w jej sens, wiarę w to, że kiedyś osiągnie się szczyt. Kamienie ranią stopy. Stoję zmęczona na szczycie.(…) IVF jest narkotykiem przybliżającym mnie do szczęścia, nadającym życiu barw.’’

W Szwecji zapłodnienie pozaustrojowe jest refundowane i potencjalni rodzice mają szansę na trzy pełne podejścia (stymulacja i transfer) do zabiegu za darmo. Inaczej sprawa przedstawia się w Polsce, gdzie In vitro ciągle budzi szereg kontrowersyjnych tematów. Opinia publiczna uważa, iż powyższą procedurę prokreacji powinno się zabronić, gdyż jest to nieetyczne działanie, bo przecież, czy człowiek powinien powstawać w maleńkiej probówce? Kolejnym problemem są zamrażane, bądź odrzucane embriony. Uważa się, że podczas In vitro ,,morduje się zarodki’’. Ile w tym jest prawdy? Z tego, co mi wiadomo, lekarze łączą plemnik z komórką jajową, obserwując czy dojdzie do zapłodnienia. Dalej śledzą rozwój zarodka. Jeśli jest on na tyle silny, to przetrwa, lub w przeciwnym wypadku obumiera. Podobnie jest w zapłodnieniu naturalnym, z tą różnicą, że nie zawsze kobieta zdaje sobie sprawę z tego, że mogła być w ciąży, która samoistnie się skończyła.

Wracając jednak do tematu, nie zamierzam w tej kwestii być niczyim adwokatem. Pragnę jedynie na podstawie „Dziecka ze szkła In vitro – moja droga do szczęścia” pokazać, jak trudna i wyboista jest droga do macierzyństwa. Wspólnie z Dagmarą odczuwałam smutek, żal, bezsilność, złość, frustrację, jak również nadzieję, miłość i wiarę w lepsze jutro. Nikt, kto sam nie przeszedł całej medycznej i psychicznej procedury walki o dziecko nie wie, co czuje kobieta patrząc z zazdrością na osobę w stanie błogosławionym. Jak wielki ból rodzi się w jej sercu czując się ,,gorsza’’ niczym jałowa ziemia. Pomyślicie sobie, przecież zawsze można adoptować czyjeś dziecko? Też tak uważam, lecz w przypadku autorki sprawa adopcji była nieco skomplikowana, ale o tym dowiedziecie się czytając powyższy pamiętnik. Wierzę, że dzięki niemu całkiem inaczej spojrzycie na In vitro i przekonacie się, iż ten zabieg wcale nie jest brakiem szacunku do poczęcia ludzkiego życia, wręcz przeciwnie. W maleńkiej probówce rodzą cię dzieci z miłości obojga rodziców, którzy dzielnie znoszą trudy leczenia czekając z utęsknieniem na szczęśliwy finał stworzenia ,,pełniej’’ rodziny.

Wszystkim osobom, szczególnie tym, którzy wiedzą, jak smakuje bezdzietność i związana z nim niemoc, zwątpienie, bunt, złość itp. polecam przeczytać „Dziecko ze szkła In vitro – moja droga do szczęścia”. Dzięki tej książce w sposób niezwykle subiektywny i zarazem optymistyczny poznacie przebieg walki o wymarzone dziecko, które jest jednocześnie świadectwem na to, że mimo przeciwności losu cuda się zdarzają….

 ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Fan Page książki na Facebooku: KLIK. 

Ps. A jakie jest wasze zdanie w kwestii in vitro? Jeśli okazałoby się, że z pewnych przyczyn nie możecie adoptować dziecko, czy zdecydowalibyście się na zapłodnienie pozaustrojowe?

43 komentarze:

  1. Widzę, że książka zdecydowanie warta przeczytania. Tematyka jaką podejmuje autorka do lekkich nie należy, ale jeżeli będę miałam możliwość, na pewno przeczytam tę lekturę. Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasandra...przeczytalam ksiazke jednym tchem i polecam ja wszystkim a w szczegolnosci przeciwnikom ivf.Ja sama nie mam tego problemu,ktory miala Dagmara i w tym moje,nasze szczescie,bo droga ,ktora oni przeszli nie jest uslana rozami,wyboista i czasem rani stopy.Polecam ja z czystym sumieniem.Maglo

      Usuń
    2. Maglo, ale ja nie napisałam że jestem przeciwniczką in vitro. Wprost przeciwnie. Jako lekarka wiem na czym ten zabieg polega i jeżeli jest przeprowadzony zgodnie z zasadami, to nie widzę w nim nic złego. Nie ma co na siłę szukać sensacji tam, gdzie jej nie ma. Oczywiście mam tu na myśli medialny szum wokół tego zagadnienia i potępianie ludzi, którzy się jemu poddają. Pozdrawiam:)

      Usuń
  2. Temat bardzo na czasie i - przynajmniej dla mnie niezbyt kontrowersyjny, cała ta dyskusja to szukanie dziury w całym i próba moralnego szantażu, choć mogę zrozumieć, że w pewnych kręgach budzi moralne niepokoje. Książka zdecydowanie warta przeczytania.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Temat na który lubię rozmawiać, więc książkę na pewno przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie słyszałam wcześniej o tej pozycji, ale teraz będę się rozglądać. Temat zapłodnienia in vitro jest mi dość bliski - bliska mi osoba starała się o dziecko w ten sposób i wiem ile bólu i cierpienia zaznała, a przy okazji ile to kosztowało, zarówno w kwestii finansowej, jak i nerów. Nie życzę nikomu czegoś takiego. Jestem zwolenniczką in vitro, nie widzę nic złego w tym, że rodzi się nowa istotka, a cały ten szum medialny uważam za grę polityczną. Oczywiście rozumiem, że pewne kręgi są przeciwne in vitro, ale mam wrażenie, że jakaś kampania społeczna uświadamiająca, czym jest ten zabieg i jak on wygląda mogłaby dużo dać.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Temat gorący, wciąż na wokandzie... Mnie także męczy medialny szum wokół tego i politycy, którzy chcą decydować i szczęściu lub nieszczęściu innych. Dobrze więc, że są takie książki...

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie słyszałam o tej książce - przyznaję się bez bicia. Jednak pozycja na pewno jak dla mnie obowiązkowa do przeczytania, skoro wywarła w Tobie tyle emocji.
    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozśmiesza mnie twierdzenie, że in vitro to zabijanie zarodków, czy coś w ten deseń - masturbacja także, jakby już iść tym tropem... Ciekawe, czy politycy słyszą krzyki umierających plemników, doprawdy.
    Książka wydaje mi się ciekawa, podejmuje ważny temat, w sumie dla nas - kobiet - jeden z kluczowych. Chętnie zapoznam się z tą opowieścią. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dobrze że powstała taka książka, może pomoże podjąć decyzje kobietom, które z jednej strony chciałyby spróbować a z drugiej tak mało wiedzą, że najzwyczajniej w świecie się boją. Mam nadzieję że ten problem nigdy mnie nie dotknie, mimo to bardzo chętnie bym przeczytała, by sama wyrobić sobie bardziej konkretne zdanie w tym temacie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jeszcze nie czytałam żadnej wypowiedzi na temat tej książki, ale opinia bardzo pozytywna, więc może kiedyś po nią sięgnę.:)

    OdpowiedzUsuń
  10. In vitro jest głęboko niemoralne. Argumenty przeciw tej metodzie wspomaganego rozrodu są następujące:
    1) ciąża wśród kobiet które przekwitły, kto wychowa ich dzieci?
    2)Urodzenie dziecka przez tzw. surogatki z materiału genetycznego niewiadomego pochodzenia (dawstwo gamet)
    3)wycofanie się z umowy tzw. surogatki
    4) odsprzedanie dziecka przez surogatkę innemu małżeństwu
    5) ciąże w związkach homoseksualnych
    6) Ciąże z materiału genetycznego nieżyjącego już partnera lub rozwiedzionego partnera, który nie godzi się na użycie swojej spermy 7)dążenie do urodzenia dziecka głuchego przez głuche kobiety
    8) urodzenie dziecka o ciemnym kolorze skóry, rodzicom o jasnym kolorze skóry.
    9) śmierć tzw. mrozaczków w wyniku awarii chłodziarek.
    10) selekcja eugeniczna w fazie pre-implantacyjnej na zasadzie wyboru - ty będziesz żył, a ty umrzesz. Tego typu przypadki miały już miejsce w historii tej metody. Powstaje pytanie czy ktoś kto jest dotknięty niepłodnością ma prawo do posiadania dziecka za wszelką cenę, którą jest śmierć lub zawieszenie w niebycie w atmosferze ciekłego azotu - tylko dlatego, że technologia daje mi taką możliwość? W związku z tym, że natura sprawiła, iż jestem bezpłodny/a?

    Z drugiej strony powstaje pytanie dokąd zmierza współczesny człowiek? Państwo ma dofinansowywać in vitro? Czy może antykoncepcję i aborcję?





    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co to za argumenty? To tylko przykłady tego, co może się zdarzyć, a nie argumenty. Nie kopiuj z innych for tego, co ludzie napiszą tylko pomyśl przez chwilę sam. Postaw się na miejscu kobiety, która nie może mieć dzieci, mimo że ogromnie tego chce, a Ty chcesz ją pozbawić jedynej szansy.
      To już nawet nie chodzi o dofinansowania, tylko o zaprzestanie publicznej niechęci, która nie wiadomo skąd się bierze. Każdy ma swój mózg i powinien mieć wolność wyboru.

      Usuń
    2. To są fakty świadczące o tym, że in vitro jest głęboko niemoralne. Tego typu zdarzenia miały miejsce w historii tej metody. Człowiek nie ma absolutnego prawa do posiadania dziecka.

      Usuń
    3. Poza tym w Polsce jest tzw. wolna amerykanka w sprawie in vitro. Pieniądze w programie zdrowotnym Ministerstwa Zdrowia też się znalazły. Nie zmienia to faktu, że jest to metoda kontrowersyjna i niemoralna i nikt mnie do niej nie przekona. Stąd mój sprzeciw, chyba mam prawo do sprzeciwu? Prawda?

      Usuń
    4. Każdy ma prawo do sprzeciwu, ale nie do krytykowania. Moim zdaniem państwo powinno dofinansowywać in vitro, a także antykoncepcje. Zmalałaby wtedy ilość niechcianych ciąż i zabijania dzieci, czy oddawania dzieci do domów dziecka. Takie jest moje zdanie, a może i nawet nadzieje.
      Absolutnie nie uważam, że darmowa antykoncepcja zachęcałaby nieletnich do współżycia. Oni i tak sa faszerowani tym tematem przez media. A przede wszystkim, każdy ma wolną wolę i jeżeli nie będzie chciał korzystać z antykoncepcji, to nie będzie, i tyle. A
      le na pewno zmniejszyłaby się ilość wielodzietnych rodzin, których nie stać na antykoncepcje, która niestety, ale wiąże się nieraz z dużymi kosztami [zależy od zamożności i dochodów danej rodziny].
      Na pewno na zabieg in vitro nie decyduje sie byle kto. Jeżeli ktoś nie może zajśc w ciąże naturalnie, a bardzo pragnie dziecka, stworzenia prawdziwej, rodziny, to dlaczego miałby nie próbować ta drogą? Owszem, zarodki się odrzuca, ale koniec końców - rodzi się dziecko, które jest kochane i oczekiwane od początku.

      Proszę mi wybaczyć to rozpisanie się...

      Usuń
    5. Panie anonimowy, bo nie sadze, zeby kobieta kryla sie pod tym anonimem. Pana argumenty, wlasciwie caly komentarz przesycony jest tym, co jest mi tak bardzo obce-brakiem tolerancji, empatii i rzetelnych informacji na temat procedury zaplodnienia pozaustrojowego. Coz wlasciwie caly Pana wpis jest jedna wielka bazdura, przeprasam, ze tak brutalnie i bez ogrodek ale nie potrafie inaczej.
      1. "Ciaza wsrod kobiet, ktore przekwitly". okres przekwitania u kobiety wystepuje najczasciej miedzy 45-55 lat, granica wieku przy ktorej mozna podejsc do IVF to w wiekszosci krajow europejskich( bo chyba wystarczy, ze ograniczymy sie do naszego kontynentu mowiac o in vitro w "naszych" warunkach)to 40 lat. W Polsce jak Pan, wyjatkowo, slusznie zauwazyl nie ma zadnych regulacji prawnych dlatego teoretycznie wszystko jest dozwolone( za pieniadze zainteresowanego). I wlasnie o to walcza nieplodni o prawo o regulacje o pomoc panstwa w chorobie obywatela. I na takiej podstawie uwazam, ze jako obywatel danego kraju mamy prawo domagac sie dostepu do osiagniec niwoczesnej medycyny w kazdych dziedzinach.
      2."Urodzenie dziecka przez tzw. surogatki z materiału genetycznego niewiadomego pochodzenia (dawstwo gamet)"
      Nadal wszystko legalne , bo nie mamy uregulowan prawnych a wszystki decyzje sejmowe sa skutecznie blokowane przez konserwatystow z katolickich kregow.
      Surogactwo to bardzo trudne zagadnienie i szczerze mowiac nie jest w Polsce czeste, choc owszem zdarza sie ale co ma to w spolnego z samym zaplodnieniem in vitro? Co do materialu genetycznego "niewiadomego pochodzenia" to Pan juz polecial, bo dawcy sa badani, testowani i poza tym istnieje mozliwosc nie pozostawania anonimowym jako dawca. Wiec nie jest to material nie wiadomo jakiego pochodzenia.
      3.Co to ma za bezposredni zwiazek z IVF- TU CHODZI O UMOWY I SUROGACTWO
      4. Gdzie sie Pan tego naczytal? Indie??? Przypominam, ze jestesmy w Polsce.
      5. Kwestia swiatopogladowa.
      6."Ciąże z materiału genetycznego nieżyjącego już partnera lub rozwiedzionego partnera, który nie godzi się na użycie swojej spermy. Dążenie do urodzenia dziecka głuchego przez głuche kobiety ". W krajach ktore stosunek do medycyny wspomaganego rozrodu uregulowaly prawnie jest to nielegalne. Oglada Pan seriale brazylijskie???
      8. O i na dodatek jest Pan rasista. A jak Pan "widzi" adopcje dzieci afrykanskich, chinskich etc? Te adopcje sa najczestszymi w krajach Europy. Tez be?
      9. Smierc ludzi w wyniku pozaru lup katastrofy lotniczej
      10. Selekcja to mit wykorzystywany przez przeciwnikow metody in vitro. Wszystkie zarodki, ktore po zaplodnieniu nadal rozwijaja sie maja szanse na przezycie. Zarodki nie sa usmiercane, nie sa wylewane do toalety, czy wyrzucane do smietnika!Owszem sa klasyfikowane na podstawia podzialu komorek, witalnosc ale to nie zmienia faktu, ze nadal wszystkie maja szanse na dalszy rozwoj i przezycie. Zarodki nadliczbowe a to na prawde wbrew temu co mowia przeciwnicy IVF zdarza sie rzadko, mozna oddac do adpcji. Dla mnie taka adopcja nie rozni sie niczym od adopcji dziecka( w przeciwnikach, nazywajacych zarodki dzieckiem, nie powinna budzic tylu emocji). Gdybym miala nadliczbowe zarodki oddalabym je parze tak pardzo pragnacej stac sie rodzicem.
      Nasze dzieci sa dziecmi z milosci, wzrastaja w milosci, tolerancji i szacunku. Dokad zmierza wspolczesny czlowiek? No wlasnie jak tu odpowiedziec czytaja te pelne nienawisci slowa Pana ktory nawet nie ma odwagi sie pod nimi podpisac...
      Dagmara Weiniper-Hälsing

      Usuń
  11. Nie jestem przeciwko, In vitro to nadzieja dla wielu ludzi, dla kobiet, które staną się matkami. W końcu każdy ma wolny wybór i jeśli jest przeciwny, to niech nie korzysta z tej metody.
    Jak będzie okazja to na pewno zapoznam się z tą publikacją!

    OdpowiedzUsuń
  12. Wspomniałaś o tym, co myśli "opinia publiczna" - u nas raczej to właśnie opinia jest za in vitro, a przeciw wszystkie te kościoły i konserwatyści. Jako liberał, popieram to, bo daje szansę ludziom, którzy bez niego nie mogliby mieć dzieci. Ale o tym to nikt nie pomyśli, ważniejsze jest "zabijanie dzieci", które i tak by się nie urodziły. Polska logika.

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie mam nic przeciwko in vitro, tym bardzie, że wiem ile bólu niesie za sobą niepłodność. Moja przyjaciółka od wielu lat próbuje zajść w ciążę, co prawda zaadoptowała słodką dziewuszę, ale pragnienie posiadania przez nią własnego, biologicznego dziecka jest ogromne, niemożność spełnienia tego marzenia, niestety za sobą wiele problemów natury psychicznej. Dlatego jestem jak najbardziej na tak za in vitro.

    Książka może niekoniecznie wzbudza moje zaciekawienie, tym bardziej, że nie mam potrzeby wałkowania tego tematu i utwierdzania się w słuszności swojej decyzji, ale ta publikacja na pewno jest cenną lekturą dla wielu innych osób.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja na razie sam temat mnie nie dotyczy i mam nadzieję, że nigdy nie będzie. Jednak z chęcią zapoznałabym się z tym tematem i samą historią. Jestem zwolenniczką tej metody zapłodnienia. Jeżeli ktoś chce mieć dziecko, a naturalnie nie może, to dlaczego miałby nie spróbować in vitro? To tylko pokazuje, że są ludzie na tym świecie, którzy chcą stworzyć prawdziwy dom. Pomijam kwestie fakt, że występuje tutaj selekcja, które "dziecko" przeżyje, a które nie, ale taka jest natura. Inaczej to funkcjonować nie może.

    Pozdrawiam,
    Klaudyna

    OdpowiedzUsuń
  15. Temat mnie nie dotyczy, więc raczej nie przeczytam. W dyskusje ideologiczne nie chce się wdawać. Jednak jako osoba stojąca z boku i przy tym nienależąca do Kościoła Katolickiego nie widzę nic złego w metodzie in vitro.

    OdpowiedzUsuń
  16. Temat bardzo ciekawy. Chętnie przeczytam. Ja nie jestem ani za, ani przeciw tej metodzie. Jeśli komuś ma pomóc i by się na nią zdecydował to nie będę go krytykować za to. Mnie to nie dotyczy i mam nadzieję, że tak zostanie. Jednak w razie "w" nie zdecydowałabym się na taki zabieg.

    OdpowiedzUsuń
  17. Wierzę w coś takiego jak wola Boża, więc gdybym nie mogła mieć dzieci, z pewnością zdecydowałabym się na adopcję, a gdyby to nie było możliwe, po prostu musiałabym się z tym jakoś pogodzić - takie jest życie, nie zawsze otrzymujemy to, czego chcemy. Moja matka chrzestna była w takiej sytuacji, teraz żyje z mężem i moim zdaniem nie jest mniej szczęśliwa. Każdemu jest po prostu pisane coś innego. A swoją drogą - książka porusza bardzo drażliwy temat ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieje, ze nigdy nie stanie pani przed tak trudnym dylematem...Syty glodnego nie zrozumie...
      dagmara

      Usuń
  18. Jestem jak najbardziej za invitro. Każdy ma prawo mieć dziecko i każdy ma wybór!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem ciekaw skąd wywodzi Pani to prawo, może z konstytucji RP albo kodeksu karnego? Proszę o wskazanie konkretnego artykułu.

      Usuń
    2. To prawo wywodzi sie z tego, ze nieplodnosc jest choroba uznana prze Swiatowa Organizacje Zdrowia i jako obywatel RP na podstawie konstutucji, art. 68 nieplody maja prawo do leczenia.
      Dagmara Weinkiper-Hälsing

      Usuń
  19. In vitro to dobra metoda. Przecież jest po to, aby pomóc ludziom w problemie, pomóc ludziom założyć rodzinie. Nie jest to coś złego. Po książkę chętnie sięgnę, gdy będę miała ku temu okazję.

    OdpowiedzUsuń
  20. Niepłodność to bardzo delikatna kwestia. Wyobrażam sobie jaki dramat przeżywają pary, które dowiadują się, że nie mogą mieć dziecka. Po książkę raczej nie sięgnę, ale nie wątpię, że komuś może pomóc uporać się z własnymi przeżyciami i problemami.

    OdpowiedzUsuń
  21. Po przeczytaniu wszystkich wpisów, zwłaszcza pewnego „anonimowego” gościa i ja postanowiłam dodać kilka swoich zdań do dyskusji.
    To dobrze, że książka Pani Dagmary Weinkiper-Hälsing „Dziecko ze szkła – moja droga do szczęścia” wzbudza zainteresowanie. Wiele osób deklaruje, że przeczyta ją z ciekawością. Ja też ją przeczytam, ale z pełnym zrozumieniem przeżyć autorki. Również z wielkim żalem, że w naszym kraju, inaczej niż w Szwecji, wokół in vitro wyrosło tak wiele mitów, że wciąż uważa się je za niemoralne, szkodliwe, że brak rozwiązań prawnych, że tak łatwo przychodzi innym obrażanie ludzi, którzy i tak są poszkodowani przez los. Bo czyż obraża się ludzi chorujących na nowotwory? Nie. Więc dlaczego pozwalamy sobie na to w przypadku tych, którzy borykają się z niepłodnością? Dla których ostatnią deską ratunku jest trudna i kosztowna droga jaką jest in vitro.
    Tak, przeczytam z pełnym zrozumieniem, bo sama także jestem mamą dziecka poczętego przy użyciu tej metody.
    Jestem szczęśliwa i głęboko wdzięczna wszystkim ludziom, których wiedza i umiejętności pozwalają mi cieszyć się pełnią macierzyństwa i rodzinnego szczęścia.
    Moje dziecko jest cudownym, zdrowym, doskonale się rozwijającym, wesołym i inteligentnym trzylatkiem, czerpiącym z życia pełnymi garściami. Nie dzieckiem bez duszy, nie mordercą swoich braci i sióstr, nie pomiotem szatana. Po prostu małym dzieckiem, takim samym jakie spotykamy codziennie na ulicach, placach zabaw, w przedszkolu.
    Nie wstydzę się o tym mówić, bo to przecież nie jest wstyd. Nie czuję się też niemoralna w żadnym względzie. Bo moje dziecko jest z miłości, a nie z idei Frankensteina.

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja również nie rozumiem całej tej kontrowersji krążącej wokół metody in vitro i nagonki na nią. To wspaniałe, że dzięki nauce, bezpłodne osoby mogą być teraz szczęśliwymi rodzicami i nie widzę żadnych argumentów przeciw. Jeżeli dla kogoś jest to niemoralne, niech tego po prostu nie robi, ale niech tym samym da wolność wyboru innym.

    OdpowiedzUsuń
  23. Książka budząca wiele kontrowersji, jak widać.
    Nie podoba mi się to, że Kościół zakazuje in vitro. Osobiście jestem osobą wierzącą i gdybym stanęła w takiej sytuacji między młotem a kowadłem, to jak najbardziej bym się poddała metodzie in vitro, bo chyba ważniejsze jest szczęście ludzkie. Wiadomo - można zaadoptować dziecko, ale to nie to samo, gdy kobieta przez 9 miesięcy nosi je pod swoim sercem. W tej kwestii jak i w kwestii aborcji (nie na życzenie, ale np. gdy dziecko jest efektem gwałtu) nie zgadzam się z Kościołem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobne zdanie. najbardziej denerwuje mnie to, że głos w jak najbardziej kobiecej sprawie mają mężczyźni i księża...

      Usuń
    2. Z tego co się orientuję, kobieta nie jest w stanie się sama zapłodnić. Chyba, że coś się zmieniło w tym temacie. Mężczyzna też ma prawo głosu, a tym bardziej ksiądz.

      Usuń
  24. dla mnie demonizowanie tej procedury jest wielkim błędem. skoro istnieje taka możliwość i jest dość skuteczna, to powinno się ją udostępniać, a nie zmykać ludziom, często jedyną drogę na zostanie rodzicem. w Polsce proces adopcyjny ciągnie się latami i nie dla wszystkich jest dostępny (wymagani lokalowe, zarobkowe w tym wypadku to kosmos. dla tego jestem za.

    OdpowiedzUsuń
  25. Chętnie zapoznam się z tą książką. I jak najbardziej jestem za in vitro. :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Lektura poruszająca ciekawy temat, więc może sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  27. Widzę, że sięgnęłaś po tematykę wybitnie na czasie. Jeśli chodzi o mnie to jestem jak najbardziej za umożliwianiem bezpłodnym parom skorzystania z tej metody.

    OdpowiedzUsuń
  28. Kontrowersyjny temat. Moim zdaniem każdy powinien mieć szansę zaznania macierzyństwa, czy to w naturalny sposób, czy in vitro i nie piszę tu o adopcji, bo adopcja, powiedzmy sobie szczerze jest czymś innym.

    OdpowiedzUsuń
  29. Bardzo ciekawy temat. I głośny ostatnimi czasy. Ja szczęśliwie zostałam już mamą, jednak były z tym pewne problemy. Doskonale rozumiem wszystkich rodziców, którzy czepiają się każdej możliwości. Nie widzę w tym nic złego. Krytyką sztucznego zapłodnienia zajmują się osoby, które nie borykały się nigdy z problemami związanymi z niemożnością posiadania potomstwa. Czy w takim razie mają one jakiekolwiek prawo protestu? Moim zdaniem nie. Oby więcej takich książek:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  30. Oj, ależ ta Twoja recenzja wywołała burzę :)

    Książkę chętnie przeczytam, choć sama pewnie nie zdecydowałabym się na in vitro.
    Staram się o dziecko od trzech lat, straciłam dwie ciąże i ... nie wiem pewnie co przyniesie przyszłość. Potrafię jednak zrozumieć kobiety, które z pomocą in vitro pragną dopełnić swoje szczęście i stworzyć kochającą się rodzinę.
    Wiem ile bólu i emocji kosztuje kobietę walka z bezpłodnością. Dziecko poczęte z in vitro w żadnym stopniu nie jest gorsze od poczętego naturalnie. A metoda pozwala nawiązać więź między matką a dzieckiem już w jej łonie, co daje przewagę nad adopcją.
    W moim przypadku in vitro nie przyniosłoby oczekiwanych rezultatów, bo ja mam problem z donoszeniem ciąży.
    Gdyby jednak było inaczej to nie wiem czy bym się zdecydowała, jednak podobne zdanie mam względem adopcji. Myślę, że bym się zwyczajnie poddała, bo cały ten proces (i przygotowań do in vitro i adopcji) jest bardzo obciążający psychicznie. A ja już funkcjonuję resztkami sił...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo ci współczuje, lecz na pocieszenie powiem ci tyle, iż nie poddawaj się. Warto wierzyć, że kiedyś twoje marzenie o posiadaniu dziecka się spełni. Moja serdeczna znajoma 8 razy była w ciąży i za każdym razem bezpowrotnie ją traciła. Też miała ten sam problem z donoszeniem ciąży, ale mimo wszytko walczyła do końca i za 9 razem udało jej się urodzić cudownego synka a teraz ma już nawet i córeczkę:-)
      Wiem, że cały proceder starania się o dziecko jest bardzo wyniszczający psychicznie, ale ja wierzę w ciebie, że osiągniesz swój cel. Trzymam za ciebie mocno w kciuki i życzę dużo wiary, cierpliwości i nadziei.

      Usuń

Zaglądaj, czytaj, przegryzaj moje słowa, ale wychodząc, zostaw po sobie niezatarty ślad swojej obecności...