sobota, 30 marca 2013

Świąteczne życzenia.


               Kochani, jednym słowem życzę wszystkim WESOŁEGO ALLELUJA!
 Pozdrawiam świątecznie.
Cyrysia.

piątek, 29 marca 2013

Rodzinne zawirowania.


Galeria uczuć
Alina Białowąs 

 
wydawnictwo: Replika
data wydania: lipiec 2012
ISBN: 978-83-76741-84-0
liczba stron: 372

ocena: 5 /6







       Alina Białowąs, mieszkanka Wrocławia, od kilku lat publikuje swoje opowiadania w kobiecych czasopismach, ale jakiś czas temu dzięki wydawnictwu Replika na światło dzienne wyszła jej pierwsza debiutancka powieść zatytułowana ,,Galeria uczuć’’.

Aleksandra ma trzydzieści lat, wspaniałego męża Pawła i dwóch uroczych chłopców. Bardzo kocha swoją rodzinę i chciałaby dla nich poświęcać cały swój cenny czas. Tymczasem pracuje poza domem w małym sklepiku z bibelotami, zwanym potocznie przez jej szefową- galerią. Pewnego dnia rodzinna idylla zostaje zakłócona przez szokujące zachowanie małżonka. Mężczyzna niespodziewanie wyprowadza się z domu do swojej matki, aby zastanowić się nad własnym życiem. W zaistniałej sytuacji zrozpaczona żona tak naprawdę podejrzewa swojego ukochanego o zdradę. Czy jej przypuszczenia są bezpodstawne? A może jednak jej kobieca intuicja mówi prawdę?

Biorąc do ręki ,,Galerię uczuć’’ spodziewałam się lektury lekkiej, przyjemnej i optymistycznej i w tym przypadku mój szósty zmysł mnie nie zawiódł. Niemal od pierwszej sceny książkę czyta się bardzo swobodnie i z nieustannym zainteresowaniem. Duża zasługa zapewne tkwi w lekkiej narracji okraszonej humorystycznymi elementami. Akcja płynie spokojnie, miarowo, ale na szczęście nie przynudza. Sylwetki głównych bohaterów dopracowane są starannie i precyzyjnie. Swoim zachowaniem przypominają ludzi z krwi i kości. Autorka bez zbędnego koloryzowania pokazuje ich wszystkie wady i zalety. Nie znajdziemy tutaj wyimaginowanej, słodkiej historii, tylko prawdziwe życie pełne wzlotów i upadków. Alina Białowąs niezwykle realistycznie nakreśliła mechanizm dojrzewania głównej bohaterki. Ola początkowo wzbudziła moją niechęć. To kobieta iezwykle irytująca, która ma niezdrową tendencje do przesadnego dramatyzowania, lecz na szczęście wraz z rozwojem poszczególnych wydarzeń zmienia się ku lepszemu. Jej ewolucja stanowi doskonałą przestrogę dla innych osób. Nie wolno pochopnie oceniać czyjegoś zachowania, nawet, jeśli jesteśmy przekonani o słuszności swojej racji. W związku kochających się ludzi liczy się przede wszystkim wzajemne zaufanie, szczerość i tolerancja, dlatego wszelkie niepokojące sygnały należy odbierać ze zdrowym rozsądkiem. Wiem, że łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić, ale mimo wszystko dobrze jest mieć odrobinę dystansu do danej sprawy.

Komu mogę polecić ,,Galerię uczuć’’? Uważam, że jest to interesująca powieść skierowana nie tylko do typowych ,,kur domowych’’, wręcz przeciwnie. Zawiera bardzo mądrą i życiową historię z morałem dla każdego, bez względu na płeć. Zawiłe perypetie głównych bohaterów uczą, jak ustrzec się pewnych życiowych błędów i jak dokonywać właściwych wyborów. Masz ochotę na humorystyczną prozę z delikatną nutką ironii i sarkazmu? W takim razie zapraszam do w/w lektury.


środa, 27 marca 2013

Miłość sprzed lat.


Sześć strun
Małgorzata Karlińska

Wydawca: Novae Res
Wydanie: Pierwsze-2013
Liczba stron: 270
ISBN: 978-83-7722-569-1
ocena: 5 / 6








      ,,Sześć strun’’ Małgorzaty Karlińskiej, to kolejna powieść obyczajowa, która niedawno miała swoją premierę dzięki wydawnictwu Novae Res.

Czterdziestosiedmioletni Marek za namową córki zakłada konto na Naszej Klasie. Grono  jego znajomych powiększa się z dnia na dzień, ale mężczyzna szuka przede wszystkim tylko jednej osoby- Matyldy, szkolnej miłości sprzed lat, z którą stracił bezpowrotnie kontakt. Pewnego dnia na ekranie komputera Marek znajduje wiadomość:

,,Stare dzieje.
Poniżej parę prostych słów:
Czy Ty to naprawdę Ty? M.’


Okazuje się, że szczęśliwym zbiegiem okoliczności była dziewczyna sama go odnalazła. Powracają wspomnienia i gorące uczucia.

,,Mareczku, tak strasznie tęsknie za Tobą, tak tęsknie… Powiedz mi, dlaczego to całe życie ma przebiegać bez ,,nastrojonych strun’’? Ile nam zostało? Tego życia? Mniej niż połowa… Moim zdaniem trzeba czerpać z niego każdą miłą chwilę, obojętnie, jak ulotna by nie była’’.

Marek nie pozostaje obojętny na wyznanie Matyldy. Jego małżeństwo z Kasią od dawna istnieje jedynie na papierze.  Żałuje swojej decyzji z przeszłości. Czy w obecnej sytuacji mężczyzna zostawi żonę i dzieci dla własnego szczęścia? Jak skończy się jego ponowna znajomość z Matyldą?

,,Sześć strun’’ jest drugą ( po ,,W pętli’’) powieścią Małgorzaty Karlińskiej. Nie miałam wcześniej do czynienia z twórczością tej autorki, ale postanowiłam zaryzykować biorąc do ręki najnowsze jej dzieło. Już na wstępie mogę śmiało napisać, że to był bardzo dobry wybór. Od niemal pierwszej sceny dałam się porwać interesującej fabule. Teraźniejszość przeplata się ze wspomnieniami z młodości, które zgrabnie ze sobą harmonizują podążając w kierunku finalnego zakończenia. Z reguły nie lubię retrospekcji, ale w tym przypadku nie wyobrażam sobie, aby mogło być inaczej. Narracja prowadzona jest z perspektywy kilku osób m.in. Marka, jego żony oraz Matyldy, dzięki czemu czytelnik poznaje ich różne punkty widzenia na poszczególne sprawy. Akcja toczy się swobodnie i niekiedy nawet zaskakuje. Psychologiczne portrety głównych osób są bardzo wyraziście i wiarygodnie nakreślone. To prawdziwe postacie z krwi i kości, które mogłoby istnieć w realnym świecie. Ich uczucia, myśli i doznania są autentyczne, bez zbędnego patosu.

Sugerując się zarysem fabuły wiele osób będzie zapewne mylnie interpretowało jej rzeczywistą historię. To nie jest zwyczajna, banalna opowieść o szkolnej miłości sprzed lat. Znajdziemy tutaj również obsesyjne uczucia, intrygi, zdrady, śmierć, żałobę, alkoholizm, próby samobójcze, nieustanną tęsknotę, żal, cierpienie, nadzieję, wiarę itp. Wszystkie w/w problemy i uczucia umiejętnie pokazują osobiste studium poszczególnych bohaterów. Jestem pod wielkim wrażeniem głębokiej treści zawartej w tej książce. Zawiłe losy Marka i Matyldy są mocnym argumentem na to, że nie warto postępować wbrew sobie, gdyż potem można do końca życia żałować swojej decyzji.

Polecam ,,Sześć strun’’ wszystkim osobom szukającym czegoś więcej niż lekkiej, bajkowej historii. Nie znajdziecie tutaj romantycznej sielanki, tylko prawdziwe życie pełne wzlotów i upadków. Zobacz, jak prawdziwa miłość potrafi przetrwać mimo przeciwności losu i upływu czasu. Zapraszam do lektury.

***
              Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Novae Res. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

wiersz "Sześć strun" - "Las seis cuerdas" F.G.Lorci

Gitara
cuda sprawia,
do płaczu marzenia namawia.
Łkania zagubionych dusz
wyrywają się z jej ust.
I tak jak tarantula
wielką sieć tka żmudnie
aby złowić westchnienia
unoszące się w jej czarnym,
drewnianym pudle.

wtorek, 26 marca 2013

Przekraczanie erotycznych granic.


Tajemnice Emmy: początki
Natasha Walker 

 
tłumaczenie: Monika Wyrwas - Wiśniewska
tytuł oryginału: The Secret Lives of Emma: Beginnings
wydawnictwo: Akurat
data wydania: luty 2013
liczba stron: 208
ocena: 5- / 6







        Nikogo już nie dziwi fakt, że literatura erotyczna przeżywa prawdziwy szał. Ja również uległam temu trendowi, dlatego kiedy w moje ręce wpadła książka ,,Tajemnice Emmy: Początki" Natashy Walker, nie wahałam się ani chwili, żeby dogłębniej poznać jej treść. Czy udało się autorce zabrać mnie w arkana seksualności? Zaraz do tego dojdziemy, a tymczasem kilka słów o fabule.

Emma Benson, to silna, zdecydowana i pewna siebie młoda mężatka. Jej życie erotyczne kwitnie niczym pączek różany, lecz dla nienasyconej nimfomanki, to ciągle za mało. Pewnego dnia Emma nawiązuje bliższe relacje z Jasonem, osiemnastoletnim, nieśmiałym sąsiadem. Zafascynowana młodym, niedoświadczonym chłopcem Benson postanawia go uwieść wprowadzając we wszelkie tajniki seksualnych praktyk. Czy osiągnie zamierzony cel? Jak dalej rozwinie się zmysłowa gra nauczycielki i jej ucznia?

,,Tajemnice Emmy: Początki", to bardzo kontrowersyjna powieść budząca szereg sprzecznych emocji. Do tej pory przeczytałam kilkanaście różnych erotyków, lecz żaden nie podziałał tak mocno na moją wyobraźnię, jak powyższa pozycja. Myślę, że przyczyna takiego stanu rzeczy tkwi w grzesznej relacji między trzydziestodwuletnią główną bohaterką a młodym nastolatkiem. Taki niekonwencjonalny ,,związek’’ wydaje się być sprzeczny z  zasadami moralnymi i etycznymi, ale to właśnie przekroczenie granic przyzwoitości przez głównych bohaterów wzbudza w czytelniku niezdrową ciekawość, niesmak, jak również przyjemny dreszczyk emocji i zmysłową rozkosz. Postać Emmy wywołała we mnie całą lawinę negatywnych uczuć. Nie potrafię zrozumieć, jak można zaledwie po osiemdziesięciu dziewięciu dniach od ślubu zdradzać z premedytacją ukochanego bez żadnych wyrzutów sumienia. Rozumiem, że dla Benson liczy się tylko nieustannie rosnące libido i ciągle marzy o zaspokojeniu własnych seksualnych pragnień, ale mimo wszystko powinna próbować nałożyć na siebie pewne ograniczenia. Niestety dla główniej bohaterki łamanie konwencji  jest ważniejsze niż moralne zasady. Wykorzystywała Jasnona, jako zabawkę, która ma jej przynieść radość, spełnienie i ekscytacje nie zdając sobie sprawy, jak taka erotyczna zabawa może wpłynąć na niedoświadczonego nastolatka.

Proza Natashy Walker zaskoczyła mnie mocną, dyskusyjną fabułą. Nie znajdziemy tutaj delikatnego romansu, tylko śmiałą, momentami wręcz wyrafinowaną historię. Żałuje, że autorka bardziej nie rozbudowała perypetii głównych bohaterów. Akcja w dużej mierze skupiona jest na opisach kopulacji lub indywidualnych fantazjach Emmy. Jak dla mnie, to zdecydowanie za mało i chciałbym więcej pobocznych, ciekawszych wątków, które z powodzeniem mogłyby uatrakcyjnić całokształt tej historii. Podłoże psychologiczne postaci  praktycznie nie istnieje. Styl narracji jest prosty i konkretny, ale niektóre sztampowe dialogi obniżają jego poziom. Na uznanie zasługuje natomiast umiejętnie stopniowane napięcie i znakomicie nakreślone realne, obrazowe wątki erotyczne. Swoista gra kochanków przestawia się niezwykle sugestywnie, jednocześnie na granicy dobrego smaku.

Jesteś pełnoletnim czytelnikiem i masz ochotę na bezceremonialną, frywolną rozrywkę pełną pożądania, namiętności i dzikiej żądzy? Jeśli tak, to serdecznie polecam ,,Tajemnice Emmy: Początki". Zobacz, jak najśmielsze erotyczne fantazje znajdują ujście w realnym świecie. Zapraszam.

***
Wydawnictwo Akurat.


poniedziałek, 25 marca 2013

Wywiad z Anną Pasikowską


Zapraszam do przeczytania wywiadu z Anną Pasikowską

                             ***

ORION
1. Czy jakkolwiek Pani książki scalają się z Pani życiem (czy wydarzenia z życia mają wpływ na wydarzenia z książki)?
   AP – Niemożliwym jest raczej aby autor pisał w kompletnym oderwaniu od swojego życia. I choć moje powieści są efektem działania li tylko wyobraźni, jakieś małe fragmenty z własnego życia oczywiście przemycam. Czasami są to krótkie inspirujące epizody, które rozbudowuję, czasami tylko emocje, czasami marzenia, które w fikcji literackiej realizuję do woli.

2. Czy jest Pani w trakcie pisania następnej książki?
  AP – Tak, właśnie kończę swoją czwartą powieść. Winogrona bez pestek są trzecią opublikowaną.

3. Jak długo powstaje jedna książka?
AP – Bardzo różnie. W moim przypadku nie jest to długi proces, choć zdarzało mi się napisać np. jedną czwartą i zostawić na długi czas. Ale jak już się zmobilizuję to trwa to nie dłużej niż trzy miesiące.

PIMEYS17

1. Co miało wpływ na to że postanowiła Pani napisać książkę? Czy to jakieś wydarzenie z życia, czy po prostu, że tak to ujmę, kaprys?
AP – Właściwie nie pamiętam. Pierwszą powieść napisałam ponad dziesięć lat temu.  Ponieważ decyzję o napisaniu pierwszej podjęłam wtedy kiedy na rynku polskim nie było jeszcze tak wielu współcześnie piszących autorów, więc postanowiłam że napiszę taką powieść jaką sama chciałabym przeczytać. Zresztą to chyba nie jest żadne odkrycie, wydaje mi się, że każdy autor pisze taką literaturę jaką lubi. Przypomniało mi się, jedno z wydawnictw ogłosiło konkurs na powieść, miałam rozpoczętą i termin dwa miesiące na ukończenie. Pisałam wtedy piórem na papierze, a więc w ciągu tych dwóch miesięcy musiałam jeszcze tekst przenieść na komputer, co było wyczynem bo niestety wtedy o pisaniu na komputerze nie miałam pojęcia. Ale zdążyłam, niestety konkursu nie wygrałam.

2. Dlaczego wybrała Pani taką życiową tematykę książek, dlaczego nie jest to fantastyka czy książki przygodowe i co skierowało Panią na te właśnie tematy i pomysły? 
AP –  Wielu czytelników mówi, że moje książki nie są życiowe, że za dużo w nich bajki, ale może to dlatego że w dzieciństwie nimi właśnie żyłam, często w myślach zmieniałam ich fabuły i dopisywałam własne zakończenia.  Co nie oznacza, że historie które opisuję nie mogłyby zdarzyć się naprawdę. Mogłyby, bo mimo wszystko staram się żeby losy bohaterów były wiarygodne i ciekawie przedstawione. Nie potrafię odpowiedzieć dlaczego nie piszę fantastyki czy książek przygodowych, może dlatego że czytać też najbardziej lubię właśnie literaturę obyczajową, w której bohaterowie są realni, cokolwiek to znaczy.

3. Każdy pisarz ma swoje ulubione miejsce do pisania, a pytanie w tym jest takie:
 Jakie miejsce daje pani wenę twórczą czy energię do pisania Pani książek?

AP – Piszę w domu, nie szukam specjalnych miejsc, nie są mi potrzebne. Wenę mam zawsze, a piszę w przerwach od życia, pomiędzy zakupami i obiadem czy innymi prozaicznymi zajęciami. Nawet nie mam swojego własnego biurka, siadam z laptopem, już teraz, na kolanach i piszę, czasami nawet przy włączonym telewizorze, potrafię się wyłączyć. Kiedy wkraczam w świat swojej fikcji reszta nie istnieje.

NATASHA
1. W wakacje zamierzam pojechać do Szczecina. Czy jest jakieś ulubione Pani miejsce w tym mieście, które mogłabym odwiedzić? 
AP – Jest wiele ciekawych miejsc w moim mieście. Oczywiście najpiękniejsze i jedyne w swoim rodzaju są Wały Chrobrego nad samą Odrą, renesansowy wyjątkowej urody Zamek Książąt Pomorskich, ale również willowa dzielnica z przepięknymi starymi pałacykami, z których każdy stanowi architektoniczną perełkę. W jednym z takich rozgrywa się akcja powieści Pałac z lusterkami. Oprócz tego mamy całe kilometry ulic z pięknymi secesyjnymi kamienicami z których każda może być inspiracją do napisania kolejnej historii. Zapraszam.

2. Czy w którejś z książek opisała Pani jakieś wydarzenie czy sytuację, która wydarzyła się podczas Pani pobytu w Toronto?
 
AP – Tak, Winogrona bez pestek dzieją się w większości w Toronto, ale historia która tam opisałam nie była moim udziałem. Zawarłam w niej tylko szczątkowe elementy z mojego życia, choć przyznam że opisałam jedno wydarzenie które miało miejsce w rzeczywistości, oczywiście nie zdradzę które.

3. Skąd Pani czerpie wenę, pomysły? Kto jest Pani muzą przy pisaniu książek? Czy są to Pani dzieci bądź mąż? 
AP -  Czasami wystarczy jakieś jedno zasłyszane bądź przeczytane zdanie, z którego potrafię stworzyć całą opowieść.  Niekiedy jest to jakaś osoba którą spotykam, czasami są to po prostu przeżycia i emocje moje ubrane w całkiem wymyśloną postać. Dzieci były inspiracją tylko w jednym przypadku ale to też tylko w niewielkiej części. Męża jeszcze nie wykorzystałam literacko, i nie wiem czy by chciał.

PIOTREK
1. Co sprawiło że w pewnym momencie życia zaczęła Pani pisać powieści?  
AP – Dzieci poszły do przedszkola, zaczęłam mieć więcej czasu, nie pracowałam zawodowo. Wcześniej bardzo dużo czytałam. Postanowiłam spróbować jak to jest kiedy samemu się tworzy, kiedy dowolnie kieruje się losem bohaterów. A powieści bo jestem marzycielką, podobno romantyczką…nie umiałabym napisać dokumentu albo pracy naukowej, pasjami lubię zmyślać.

2. Jak wygląda u Pani zwyczajny, wolny od pracy i obowiązków dzień?
AP – Nigdy nie mam dni wolnych od obowiązków. Od pracy jakiejkolwiek zresztą też. Mam troje, co prawda, prawie dorosłych już dzieci, ale nie mogę nie ugotować obiadu, nie iść z psem na spacer, czy posprzątać. Marzy mi się choć tydzień, w którym nie musiałabym absolutnie nic. Najlepiej w samotności.

3. W jaki sposób przebiega u Pani proces tworzenia nowej powieści? 
AP –  Kiedy postanawiam napisać nową powieść mam tylko jakiś mglisty zarys, czy bardzo ogólną koncepcję którą mogę ująć w trzy zdania. Siadam i piszę. Nigdy nie mam planów, streszczeń. Wszystko wymyślam w momencie kiedy piszę, postacie, wydarzenia miejsca powstają kiedy stukam w klawiaturę. Nawet jak wcześniej coś zaplanuję to w trakcie pisania i tak wychodzi inaczej, to nie ja kieruję losem bohaterów, to oni prowadzą mnie na większe lub mniejsze manowce. A potem kiedy czytam tekst po zakończeniu to zawsze się dziwię że to ja go napisałam.

AWIOLA
1. Skąd pomysł na tytuł powieści i co on oznacza? 
AP – Winogrona bez pestek są jednym z bohaterów powieści.  Ale tytuł jest jakby symbolem miejsca, w którym rozgrywa się akcja. Nie chcę zdradzać więcej, ale zapewniam iż nie jest to powieść o uprawie winogron.

SISSI13087
1. Czy potrzeba pisania narodziła się w jednej chwili, czy dojrzewała jakiś czas? 
AP – O tym, żeby napisać powieść myślałam zaraz po powrocie z Kanady. To było ponad dwadzieścia lat temu. Potem o tym zapomniałam, bo przy maleńkich dzieciach zapomina się o wszystkim. A potem jak tylko zrobiło się cicho, bo kilka godzin nie było ich w domu to znalazłam sposób na wypełnienie tej ciszy. I o tym właśnie trochę wspominam w powieści Rollercoaster.

2. Jeśli ma Pani możliwość oceny to częściej są to książki czy ich twórcy? 
AP – Oczywiście, że książki.  Oceniam zawsze tekst i to on ma być dobry. Autor w przypadku powieści zawsze powinien być na drugim planie. Czytelnicy kupują i czytają  książkę. Nie znam osoby, która kupiłaby powieść bo spodobało jej się zdjęcie autora. Wielu polskich autorów znam osobiście lub wirtualnie i to czy kogoś lubię czy nie ma wpływu na ocenę jego literatury.

3. Na ile pisanie to dla Pani praca na ile przyjemność? 
AP – Ani jedno ani drugie. Pisanie powieści to dla mnie wkraczanie w inny wymiar, to w danym momencie dosłownie moje drugie życie, kiedy piszę czuję się jakbym oglądała film i była w środku akcji. I ciągle wydaje mi się, że ktoś mi dyktuje.

ALISON2 
1. Co prawda nie znam Pani książek ale z tego co przeczytałam specjalizuje się Pani w ciepłych, romantycznych historiach. Co Pani zdaniem wyróżnia Pani książki na tle innych romantycznych opowieści?
AP
– W moich powieściach bardzo dużo się dzieje, bohaterki są niezwykłymi kobietami, jest w nich dużo emocji, wzruszają, a moi czytelnicy czytają powoli, żeby jak najdłużej delektować się atmosferą powieści. I kiedy przeczytają jedną zaraz chcą sięgać po następne. To chyba najlepsza nagroda dla autora.

2. Czy w życiu prywatnym również sięga Pani po ten gatunek książek, a może najchętniej czyta Pani coś bardziej odmiennego? 
AP – Tak, najchętniej sięgam po literaturę którą sama piszę. Nie jestem fanką kryminałów, sensacji czy fantasy. Ale zdarzyło mi się czytać niejednokrotnie właśnie te gatunki. Największy szacunek mam do autorów piszących literaturę, której nie lubię a mimo to potrafią mnie uwieść i zatrzymać przy lekturze do końca.  To wielka sztuka napisać powieść tak żeby spodobała się nie tylko wielbicielom. Podam przykład, nie znoszę wręcz Stephena Kinga ale jego Misery to dla mnie majstersztyk.

3. Jaki wpływ na pisanie ma Pani rodzina? 
AP – Nie przeszkadza. :-)

MALINECZKA 74
1. Czy pisanie książki wpłynęło w jakiś sposób na Pani życie osobiste – umocniło jakieś cechy charakteru, dodało pewności siebie? 
AP – Samo pisanie niekoniecznie, ale listy od czytelników z pewnością. Czy dodało pewności siebie? Dodało to odpowiednie określenie, myślę iż człowiek niepewny siebie nie będzie pisał powieści, a przynajmniej nie będzie chciał ich publikować.

2. Czy pisząc traci Pani poczucie czasu i zaczyna żyć życiem książki? 
AP – Poczucia czasu nie tracę, moja rodzina ma zawsze obiad, a pies zawsze jest wyprowadzony :-) A życiem książki żyję wtedy kiedy piszę. Wtedy rzeczywiście się wyłączam, ale szybko wracam do żywych kiedy na przykład dzieci wracają ze szkoły, albo łazienka zalana. Ale zdarza mi się, że nie mogę spać w nocy bo myślę o tym przeżywają bohaterowie i jak powinni wybrnąć z tej czy innej zawieruchy. Natomiast bardzo dbam o to, żeby moi czytelnicy się zatracali w czytaniu i żeby garnki były poprzepalane :-)

3. Jak rodzą się pomysły na fabułę? Czy w pewnym sensie kształtuje je to co dzieje się wokół Pani w świecie rzeczywistym? 
AP – Specjalnie nie szukam fabuł, nie myślę o nich. Jak wspominałam często wystarczy jakieś zasłyszane zdanie, piękne tajemnicze miejsce, jakieś jedno intrygujące wydarzenie lub osoba.  Rzeczywistość w której żyję ma niewielki wpływ na moją literaturę, jeśli już to są to małe epizody, nigdy nie opisuję własnego życia, a jedynie przemycam niewielkie jego fragmenty odpowiednio przetworzone na potrzeby fikcji literackiej.

BARBARA MORAWIEC
1. Czy tytułowe WINOGRONA BEZ PESTEK odzwierciedlają doświadczenia losu bohaterki?
AP
– Oczywiście tytuł ma ścisły związek z powieścią, ale nie powiedziałabym że odzwierciedla losy bohaterki. Tytuł u mnie zawsze jest jakąś wypadkową tego co jest pomiędzy okładkami i przede wszystkim ma zachęcać. Powinien tez być łatwy do zapamiętania.


2. Czy postacie kreowane w Pani powieściach są całkowicie fikcyjne, tworzone od podstaw?
Czy też inspiracja płynie z życia? 

AP – Właściwie są fikcyjne. Wymyślane od podstaw, choć w każdej głównej bohaterce jest coś ze mnie samej z różnych okresów mojego życia, ale i to są szczątkowe jego elementy. Ale to, że postacie są fikcyjne nie oznacza, iż niewiarygodne, każda z moich postaci mogłaby istnieć naprawdę.

KINGA
1. Czy czyta Pani opinie na temat swoich książek w Internecie?

AP – Tak, czytam. I wszystkie bardzo cenię. I te pochlebne i te mniej i te całkowicie negatywne, bo takie również się zdarzają. Zresztą jak u każdego autora.

2. Co skłoniło Panią do pisania? (było już kilka takich pytań więc pomijam)

3. Czy bohaterowie mają jakieś cechy Pani charakteru? 
AP – Wspominałam wcześniej, że każdą ze swoich głównych bohaterek obdarowuję moimi cechami charakteru, ale każdą inaczej i każdą innymi. Jedną ulepszam, innej ujmuję, ale generalnie są to postaci stworzone przeze mnie. Lepię jak z plasteliny i nigdy nie myślę o tym żeby czytelnik ją polubił, jest jaka jest. Innych bohaterów nie obdarzam swoimi cechami.

JOLA
1. Pani Anno – wita dziewczyna ze Szczecina.
Ja od razu z pretensjami –haha. Po przeczytaniu Pałacu z lusterkami chciałam w naszym mieście szukać opisywanego przez Panią miejsca/ na pewno nie jestem pierwsza ani ostatnia?
Tym bardziej, że w latach siedemdziesiątych, gdy budowano w Dąbiu domki jednorodzinne to ozdabiano je kawałkami lusterek właśnie!
Skąd pomysł na napisanie drugiej Pani powieści, czy to w stu procentach osoba wymyślona przez Panią, czy może taka Laura Pilawska miała swój pierwowzór w realnym świecie?

AP – Przykro mi że zawiodłam, wiem że czytelnicy często doszukują się analogii w realnym życiu, aczkolwiek są w naszym mieście stare przedwojenne wille ozdobione właśnie takimi kawałkami lusterek. W każdej z nich mogła się wydarzyć taka lub podobna historia. Zawsze mnie te stare domy inspirowały i w końcu znalazło to swoje ujście w literaturze.
Laura Pilawska (Rollercoaster) jakiś tam swój pierwowzór ma ale tylko w części i to niewielkiej, a jej przeżycia są, myślę, marzeniem każdej kobiety zwłaszcza piszącej.

2. Jaką ma Pani receptę na napisanie dobrej książki?
AP – Na to nie ma recepty. Albo się umie ją napisać albo nie. Albo to coś w człowieku tkwi albo nie. Tego nie można się nauczyć, przynajmniej takie jest moje zdanie. Trzeba mieć dobre pomysły, niezwykłą wyobraźnię, lekkie pióro i to coś co powoduje, że jak czytelnik zacznie czytać to kończy na ostatniej stronie. Myślę że to jest pasja, z którą potem  książkę czyta.

3. Czy trudno jest być pisarką i kobietą w domu na całym etacie? Nie tęskni Pani do szkoły  ani troszeczkę?
AP – Teraz już nietrudno, jak wspominałam wcześniej, dzieci mam już prawie dorosłe, najmłodsza córka ma 17 lat, ale kiedy pisałam najintensywniej były małe. Mimo to pisałam, bo to była moja ucieczka od codzienności. A do szkoły nie tęsknię, choć bardzo tę pracę lubiłam była moim marzeniem od najmłodszych lat. Jako pedagog i wychowawca, mam nadzieję ,sprawdziłam się inaczej.

KWIATUSIA
1. Jakie emocje Pani towarzyszyły gdy wydawnictwo Albatros opublikowało Pani pierwszą powieść ROLLERCOASTER?
AP – Oczywiście radość, to było kilka lat temu, to była pierwsza moja powieść, która przybrała formę książki. Miło jest widzieć efekt swojej pracy właśnie w takiej postaci, a jeszcze przyjemniej kiedy stoi na półce w księgarni. Ale więcej na ten temat właśnie we wspomnianej powieści, tam dość dokładnie opisałam uczucia, które towarzyszą autorowi w momencie kiedy pierwszy raz trzyma swoje „dziecko” w dłoniach.

2. Co czuje pisarz który pisze ostatnie zdanie swojej powieści?
AP – Przede wszystkim zastanawia się czy to na pewno ostatnie zdanie, teraz wiem że moje nie powinno być ostatnie, bo czytelnicy piszą że powinno być dalej :-)
Ja czuję ulgę ale i tęsknotę za bohaterami. Bo nagle nie ma dalej, bo nagle nie mam o czym myśleć. A ulgę dlatego, że perypetie bohaterów tak mnie wyczerpują emocjonalnie, że w trakcie pisania zwłaszcza blisko końca, marzę: niech to się wreszcie skończy. I na szczęście kończy się wtedy kiedy ja chcę, i tak jak chcę. Pozostawiając czytelnika w niedosycie.

3. I ostatnie pytanie takie wiosenne, choć za oknami mamy cały czas zimę: czy jako dziecko/nastolatka chodziła Pani na wagary 21 marca? ; a jako nauczycielka czy traktowała Pani nieobecność uczniów 21 marca z przymrużeniem oka? A  może chodziła Pani wspólnie z nimi? Czy wyciągała Pani konsekwencje wobec wychowanków?
Pozdrawiam serdecznie KWIATUSIA

AP – Pewnie, że były wagary w pierwszy dzień wiosny, nie dało się inaczej, choć potem zawsze się bałam co będzie następnego dnia w szkole. Jako nauczycielka byłam bardziej wyrozumiała w tym dniu niż jako uczennica. Udawałam, że nie widzę nieobecności w tym dniu :-) Podobno byłam bardzo surową i wymagającą nauczycielką ale z tego co wiem, lubianą.

ARMALKOLIT
1. Nie znam twórczości Pani Anny ale z chęcią bym się z nią zapoznała ponieważ również jestem ze Szczecina! Moje pytania również odniosą się do tego tematu:
Czy lubi Pani Szczecin, czy jest Pani lokalną patriotką?

AP – To wcale niełatwe pytanie, ale tak lubię swoje miasto, za jego wyjątkowość i odmienność. Inaczej patrzą na miasto turyści, inaczej mieszkańcy. Dla mieszkańców jest pospolite i nudne, dla przyjezdnych ciekawe. Toteż gdzie tylko mogę to zachwalam, a w dobie Internetu jest to tym bardziej ułatwione. Cieszy mnie kiedy innym spoza miasto się podoba, więc chyba jestem lokalna patriotką.

2. Jakie jest Pani ulubione miejsce w Szczecinie? Pozdrawiam!
AP – Platanowe aleje w Parku Kasprowicza, i zaczarowane uliczki wokół niego gdzie można do woli napawać się widokiem starych przedwojennych willi, z których każda może być bohaterką kolejnej historii. To prawdziwe perły architektury, nigdzie indziej takich nie widziałam.

KATARZYNA LEGIĘĆ
1. Którego ze współczesnych autorów ceni Pani najbardziej?
AP – Nie mam jednego wybranego, ale najpewniej moimi ulubionymi autorami są ci po przeczytaniu których pierwszej powieści każdą kolejną kupuję w ciemno. Kilkoro takich mam, i polskich i zagranicznych.

DOMI
1. Dlaczego właśnie taki tytuł?
AP  - Zastanawiam się czy jest dobry, i do dziś nie wiem, wcześniej odpowiedziałam.

2. Czy Pani zdaniem zawód pisarza to ciężki kawałek chleba?
AP – Zależy jak na to spojrzeć. Jeśli chodzi o proces twórczy, to dla mnie absolutnie nie. Nigdy nie siedzę nad klawiaturą i nie zastanawiam się co pisać bo zawsze wiem.
Nigdy nie zamęczam się prozą zawodu pisarza, staram się żeby była poezją, zresztą moje powieści zawsze kończą się tam gdzie zaczyna się proza życia.

3. Jakich rad mogłaby Pani udzielić osobom które chcą rozpocząć własną zabawę z pisarstwem?
AP – Absolutnie żadnych, nie czuję się uprawniona. Po prostu usiąść i pisać. Po zakończeniu dać do przeczytania obojętnie komu. Jeśli zacznie wieczorem, a skończy rano to znaczy że tekst jest dobry. Ja tak zrobiłam. :-)

ANTYŚKA
1. Dlaczego zaczęła Pani pisać książki w tym gatunku, a nie w zupełnie przeciwnym?
I jak cała przygoda z pisarstwem się zaczęła?

AP – Już wspominałam, bo sama takie lubię czytać, a dlaczego nie w innym? Trudno żeby autor pisał o czymś w czym nie czuje się dobrze. O początkach pisałam wcześniej :-)

Dziękuję bardzo wszystkim, którzy wzięli udział w konkursie i zadali mi pytania. Nagrody w postaci mojej powieści otrzymują:

KWIATUSIA I ORION    

GRATULUJĘ ZWYCIĘZCOM , POZDRAWIAM I ŻYCZĘ MIŁEJ LEKTURY.

ANNA  PASIKOWSKA


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Gratuluje wszystkim, którzy wytrwali do końca wywiadu :-)

Dziękuję również Ani Pasikowskiej za odpowiedzi na pytania uczestników konkursu.

Pozdrawiam i zapraszam jednocześnie do kolejnej konkursowej zabawy - klik.!!!!

niedziela, 24 marca 2013

Konkursik !!!


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Piotr Kołodziejczak (ur. 1957 w Warszawie) – pisarz, kompozytor i dziennikarz, autor sześciu powieści wydanych nakładem wydawnictwa Borgis.
W 1977 roku rozpoczął studia na Wydziale Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego, a po zdaniu egzaminu wyjechał do Rostowa nad Donem, gdzie kontynuował studia (specjalizacja: logika). Po ukończeniu studiów w 1982 roku rozpoczął pracę jako dziennikarz, zajmując się przede wszystkim dziennikarstwem sportowym i tłumaczeniami. Po kilku latach przyjęty został do Stowarzyszenia Dziennikarzy Rzeczypospolitej i Stowarzyszenia Tłumaczy Polskich. Autor sześciu powieści, poruszających tematykę obyczajową, dotyczącą m.in. małżeństwa, związków damsko-męskich, spełnienia zawodowego i sytuacji kobiet we współczesnym świecie. Autor muzyki do piosenek Uliashy.
STRONA AUTORA.

  Tym razem zbieramy pytania do pana Piotra Kołodziejczaka. Przez najbliższe kilka dni będzie można na moim blogu, w komentarzu zadawać swoje pytania (1-maksymalnie 3) do autora. Następnie wraz z odpowiedziami zbiorę w formę wywiadu i umieszczę w odpowiednim poście.

Dla dwóch osób, które według pana Piotra Kołodziejczaka wykażą się najciekawszym pomysłem na pytanie, mamy nagrodę - najnowszą powieść ,,W kajdankach namiętności'', ufundowaną przez wydawnictwo Borgis.


Regulamin:
1.Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga: Świat książek i ja...
2.Sponsorem nagród jest wydawnictwo: Borgis.
3. Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest napisanie w komentarzu pytania (1- maksymalnie 3) do pana Piotra Kołodziejczaka na temat jego twórczości i nie tylko.
4. Konkurs trwa od 24 marca 2013 roku do 29 marca 2013 roku do godz. 23.59
5. Wywiad oraz ogłoszenie zwycięzcy nastąpi 1 kwietnia 2013 roku.
6. Nagrodą są dwa egzemplarze książki ,,W kajdankach namiętności''
7. W konkursie mogą brać udział osoby posiadające blogi oraz anonimowy uczestnicy, którzy popiszą się imieniem/nickiem oraz podadzą adres mailowy.
8. Konkurs skierowany do osób mieszkających w Polsce.
9. Ze zwycięzcą skontaktuję się drogą mailową. W przypadku, gdy zwycięzca w ciągu 7 dni nie odpowie na wiadomość, nastąpi losowanie innego wygranego.
10. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
banerek 


Zapraszam i życzę powodzenia !

piątek, 22 marca 2013

Spotkanie po latach.


To, co najważniejsze
Małgorzata Rogala 

 
wydawnictwo: Replika
data wydania: październik 2012
ISBN: 978-83-76742-07-6
liczba stron: 240

ocena: 5 / 6







      Co w życiu tak naprawdę najbardziej się liczy? Kariera, uroda, pieniądze, rodzina czy może miłość, ta jedyna, prawdziwa i niepowtarzalna? W tej kwestii chyba bezapelacyjnie wygrywają uczucia. Małgorzata Rogala, autorka debiutanckiej książki „To, co najważniejsze”, także uważa, że największym szczęściem w życiu człowieka, jest kochać i być kochanym.

Marta, to czterdziestokilkuletnia prawniczka, która, na co dzień pracuje w renomowanej kancelarii w Warszawie. Klika lat temu rozwiodła się z mężem i obecnie mieszka z dorastającą córką Anią. Kobieta powoli oswaja się z życiem singla, lecz pewnego dnia przewrotny los stawia na jej drodze Marcina, wielką miłość z czasów młodości. Oboje nie widzieli się prawe dwadzieścia lat, kiedy to w skomplikowanych, niewyjaśnionych okolicznościach Marcin porzucił ukochaną wyjeżdżając na stałe do Kanady. Mimo upływu czasu wspólnie nie potrafią zapomnieć o tym, co kiedyś ich łączyło. Dlaczego w przeszłości związek Marty i Marcina rozpadł się bezpowrotnie i czy uda im się ponownie zacząć wszystko od początku?

Niemal od pierwszej sceny uległam urokowi tej romantycznej historii. Widocznie w odpowiednim momencie sięgnęłam po debiutanckie dzieło Małgorzaty Rogali, ponieważ perypetie Marty pochłonęły mnie całym sercem i duszą. Zapewne niektórzy czytelnicy uznają, że fabuła jest zbyt naciągana, banalna i nieprawdopodobna, lecz w moim odczuciu, to bardzo piękna, sentymentalna powieść o wielkiej sile miłości i namiętności, która nawet po latach rozpala w sercu ogromne płomienie.

Narracja jest prosta, zrozumiała i konkretna, bez zbędnej hiperbolizacji wydarzeń, co osobiście uważam za duży plus. Akcja natomiast płynie wartko i nawet niekiedy zaskakuje. Momentami brakuje czasu na dłuższe delektowanie się treścią. Osobiście żałuje, że autorka bardziej nie rozbudowała zawiłych losów głównych bohaterów, dając tym samym jeszcze więcej emocji i wzruszeń. Podłoże psychologiczne poszczególnych postaci również nakreślone jest bardzo realistycznie i z wyczuciem. Zakończenie, chociaż przewidywalne jednocześnie napawa wiarą i optymizmem.

,,To, co najważniejsze’’, to niezwykła opowieść o trudnej przeszłości, codziennych problemach i walce z własnymi słabościami. Znajdziemy tutaj rodzinne tajemnice, niewyjaśnione zagadki  i życiowe dylematy. Perypetie Marty i Marcina są najlepszym dowodem na to, że na miłość nigdy nie jest za późno i niekiedy warto na nią poczekać wiele, wiele lat. Zapraszam.

środa, 20 marca 2013

Skomplikowane relacje damsko- męskie.


W kajdankach namiętności
Kołodziejczak Piotr
 

Format: 12.4x19.5cm 
Oprawa: Miękka 
Ilość stron: 232 
Wydawca: Borgis 
Rok wydania: 2013
ocena: 4 / 6






         Piotr Kołodziejczak, pisarz, kompozytor, dziennikarz i zarazem autor sześciu powieści obyczajowych („Bo wiesz…”, „Puść już mnie”, „Nie rób mi tego”, „Wschody do nieba” i „Klępy śpią”, ,,Kobieta niespodzianka’’), w swoich dziełach kładzie nacisk na skomplikowane relacje damsko-męskie pokazując ich prawdziwe oblicze. ,,W kajdankach namiętności’’ najnowszej książce pisarza również mamy do czynienia z nietypowym związkiem między kobietą a mężczyzną.

Justyna, główna bohaterka powieści, żona Karola i mama nastoletniej Kasi od jakiegoś czasu podejrzewa, że mąż ją zdradza. W odwecie sama ląduje w ramionach pewnego pisarza, Bartka. Mimo początkowych obaw, nie potrafi i nawet nie chce wyzwolić się z pod wpływu silnego zauroczenia, jaki ją ogarnął.

,,Kiedy już raz założysz sobie kajdanki namiętności, wtedy ich zdjęcie wymaga nie lada wysiłku’’.

Tymczasem w mieście nieoczekiwanie grasuje seryjny morderca. Śledztwo w tej sprawie przejmuje komisarz Kolski. Czy wspomniane zabójstwa mają jakiś ścisły związek z główną bohaterką? Już wkrótce ktoś poczuje smak strachu, nienawiści i szalonej zemsty. Co z tego dalej wyniknie?

Twórczość Piotra Kołodziejczaka miałam już wcześniej przyjemność poznać, dlatego z żywym zainteresowaniem sięgnęłam po jego najnowszą prozę. Jak przebiegło nasze spotkanie? Moim zdaniem było przyjemnie, aczkolwiek z małą nutką goryczy. Styl powieści jest lekki, swobodny i konkretny bez filozoficznych formułek i kwiecistego słownictwa. Akcja toczy się umiarkowanie, ale na szczęście nie nuży. Główni bohaterowie, to postacie z krwi i kości, którzy, na co dzień borykają się z samotnością, bólem i niezrozumieniem. Często prowadzą podwójne życie niszcząc w ten sposób wartość prawdziwej, szczerej miłości. Dlaczego tak się dzieje?  Wierzę, że ,,W kajdanach namiętności’’ sami znajdziecie na to odpowiedź.

Wątek kryminalny został poprowadzony całkiem zgrabnie i z polotem. Początkowo nie zgadłam, kim jest seryjny morderca. Teraz jednak wydaje mi się to takie oczywiste. Widocznie miałam lekkie zaćmienie umysłu, ponieważ finał tej historii zaskoczył mnie ogromnie. Nie podobało mi się natomiast, że niemal na każdym kroku główna bohaterka ciągle ,,napotykała’’ wcześniejsze książki Piotra Kołodziejczaka. Moim zdaniem, to zbędna, niepotrzebna reklama. Takie nadmierne lansowanie jest irytujące, gdyż uważam, że jeśli czytelnikowi przypadnie do gustu najnowsze dzieło autora, to sam bez dodatkowej zachęty sięgnie po inne jego pozycje.

Lubisz powieści obyczajowe z delikatnym kryminalnym tłem? W takim razie serdecznie polecam ,,W kajdanach namiętności’’. To ciekawa, niezobowiązująca proza pełna kontrowersyjnych uczuć. Znajdziemy tutaj szaloną zazdrość, gorącą miłość oraz subtelną dawkę ironii i bezpretensjonalnego czarnego humoru. Nie jest to jakaś górnolotna lektura, ale mimo wszytko zapewnia doskonałą rozrywkę, relaks i odprężenie. Zapraszam.

***
Wydawnictwo Borgis. 


poniedziałek, 18 marca 2013

Rytualna śmierć.


Architekt zła
Michał Mazurek 

 
wydawnictwo: Novae Res
data wydania: marzec 2013
ISBN: 9788377225592
liczba stron: 318
ocena: 4+/ 6








            Michał Mazurek, dwudziestoośmioletni nauczyciel języka angielskiego, na co dzień pracuje w przedszkolu w Pionkach. W wolnych chwilach lubi tworzyć na ,,papierze'' fikcyjne historie, lecz dopiero niedawno nakładem wydawnictwa Novae Res ukazała się pierwsza, debiutancka powieść autora zatytułowana "Architekt Zła. Część 1".

W małym, prowincjonalnym miasteczku hrabstwa Darkmoor miejscowa policja odnajduje zwłoki mężczyzny okaleczonego w bardzo nietypowy sposób. Na jego ciele widnieje pełno dziwnych, nieznanych symboli. Dochodzenie w tej sprawie przejmuje agent federalny, detektyw Chase McMillan. Już na wstępie okazuje się, że nie jest to przypadkowe morderstwo, lecz kolejne ogniwo łączące serię rzeźnickiej wyliczanki. Chase wspólnie z lokalnym komendantem Ronaldem Beaks’em próbuje dociec prawdy, lecz nawet nie przypuszcza, że niedługo sam wejdzie w mroczne arkana czarnej magii.

,,Czyste zło potrzebuje naczynia w formie ludzkiego ciała, by utworzyć więź z naszym światem. Ofiary są tylko przynętą. Pan Ciemności potrzebuje kogoś, kto wskaże mu odpowiednie drzwi, kto oprowadzi go po naszym wymiarze i stworzy dla niego królestwo na Ziemi- potrzebuje Architekta’’.

Kiedy zobaczyłam mroczą, tajemniczą okładkę ,,Architekta zła’’ - uległam pokusie. Czy debiut Michała Mazurka okazał się rewelacyjną powieścią? Szczerze- chyba jednak nie do końca między nami zaiskrzyło. Patrząc na całokształt niby przedstawia się niezwykle obiecująco, ale przyznam, że liczyłam na bardziej dynamiczną akcję i więcej niebezpiecznej grozy. Fabuła podzielona jest na dwie równorzędne historie, które zgrabnie ze sobą harmonizują zmierzając wspólnie do finałowej sceny. Poszczególne wydarzenia rozgrywają się w łagodnym, umiarkowanym tempie, ale na szczęście nie nużą. Na szczególne uznanie zasługuje przede wszystkim niezwykle barwny, bogaty styl narracji. Każdy rozdział poprzedzony jest dodatkowo ciekawymi, intrygującymi wierszami Michała Mazurka. Moim zdaniem autor ma potencjał i wierzę, że pokaże jeszcze więcej talentu w następnej swojej powieści.

Szkoda, że akcja ,,Architekta Zła'' nie rozgrywa się w Polsce. Wiem, że niektórym osobom nasze realia wydają się zbyt pospolite, jednak uważam, że  i nasze słowiańskie korzenie także mogą zaczarować swoim pięknem.

"Architekt Zła. Część 1", to niebanalna, interesująca mieszanka thrillera z elementami kryminału i powieści psychologicznej. Znajdziemy tutaj zadziwiające symbole, zagadki, tajne bractwa, okultyzm itp. Zobacz, z CZYM przyjdzie się zmierzyć głównym bohaterom. Zapraszam do lektury.

***

Wydawnictwo Novae Res.


niedziela, 17 marca 2013

Konkurs :-)

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

 Anna Pasikowska (ur. 29 kwietnia 1963 w Szczecinie) – polska pisarka specjalizująca się głównie w literaturze z gatunku romans. Ukończyła filologię rosyjską na Uniwersytecie Szczecińskim. Po studiach przez półtora roku pracowała w jednym ze szczecińskich liceów. Potem wyjechała z mężem na dwa lata do Toronto, z którego wróciła do Polski w 1991. Mieszka w Szczecinie, razem mężem i trójką dzieci. Kiedy najmłodsze dziecko rozpoczęło edukację przedszkolną zaczęła pisać powieści.
Zadebiutowała w 2006 roku powieścią Rollercoaster, opublikowaną w wydawnictwie Albatros. W roku 2010 wydawnictwo Walkowska opublikowało jej drugą powieść: Pałac z lusterkami.

 Tym razem mam wspaniałą wiadomość dla wszystkich fanów Anny Pasikowskiej oraz osób, które chcą poznać twórczość tej pisarki. Przez najbliższe kilka dni będzie można na moim blogu, w komentarzu zadawać swoje pytania (1-maksymalnie 3) do autorki, które potem wraz z odpowiedziami zbiorę w formę wywiadu i umieszczę w odpowiednim poście.


Pytajcie o wszystko, co was interesuje. Dla dwóch osób, które według Anny Pasikowskiej wykażą się najciekawszym pomysłem na pytanie, mamy nagrodę - najnowszą powieść autorki ,,Winogrona bez pestek'', ufundowaną przez wydawnictwo mwk.


Regulamin:
1.Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga: Świat książek i ja...
2.Sponsorem nagród jest wydawnictwo: mwk.
3. Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest napisanie w komentarzu pytania (1- maksymalnie 3) do pani Anny Pasikowskiej na temat twórczości pisarki i nie tylko.
4. Konkurs trwa od 17 marca 2013 roku do 22 marca 2013 roku do godz. 23.59
5. Wywiad oraz ogłoszenie zwycięzcy nastąpi 25 lutego 2013 roku.
6. Nagrodą są dwa egzemplarze książki ,,Winogrona bez pestek''
7. W konkursie mogą brać udział osoby posiadające blogi oraz anonimowy uczestnicy, którzy popiszą się imieniem/nickiem oraz podadzą adres mailowy.
8. Konkurs skierowany do osób mieszkających w Polsce.
9. Ze zwycięzcą skontaktuję się drogą mailową. W przypadku, gdy zwycięzca w ciągu 7 dni nie odpowie na wiadomość, nastąpi losowanie innego wygranego.
10. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
banerek dla zainteresowanych

piątek, 15 marca 2013

Demony z przeszłości.


Wszędzie śnieg
Gregg Olsen


Przekład: Jan Hensel
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 21 lutego 2013
Liczba stron: 464

ocena: 5 /6






   
       Gregg Olsen, amerykański dziennikarz, autor bestsellerowych kryminałów, w Polsce dotychczas kojarzony był jedynie z książką ,,Zazdrość’’. Obecnie nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka możemy poznać ,,Wszędzie śnieg’’ kolejne dzieło pisarza, które jest jednocześnie jego debiutem.

Hannah Griffin, pracownica laboratorium kryminalistycznego, to z pozoru zwyczajna kobieta, szczęśliwa mężatka i kochająca mama. Rzeczywistość przedstawia się jednak zgoła całkiem inaczej. Hannah nosi w sobie bolesną traumę z przeszłości. Mając trzynaście lat dziewczyna była świadkiem pożaru własnego domu, w którym zginęła jej mama- Claire Logan i dwoje braci, zaś ona sama cudem uniknęła śmierci. Po jakimś czasie ciało rodzicielki nieoczekiwanie znika, zaś policja dokonuje kolejnego szokującego odkrycia. Wokół pogorzeliska śledczy znajdują wiele zwłok mężczyzn w różnym stadium rozkładu. Wstępne badania ewidentnie wskazują na to, że sprawczynią morderstw była pani Claire. W zaistniałej sytuacji wszyscy uważają, że główna podejrzana gdzieś uciekła i żyje w ukryciu.

Mija dwadzieścia lat. Nikt z najbliższego otoczenia Griffin nie wie o jej mrocznej tragedii. Demony z przeszłości nie dają jednak o sobie zapomnieć. Pewnego dnia do biura Hannah dzwoni tajemnicza kobieta. Anonimowa wiadomość przyprawia ją o dreszcze: ,,dzwoniła twoja matka''. Koszmar powraca. Czy prawda ujrzy kiedyś światło dzienne?

Moje pierwsze spotkanie z twórczością Gregga Olsena uważam za nadzwyczaj udane. Początkowo może czułam lekkie znużenie fabułą, ale moje zainteresowanie zaczęło rosnąć wraz z każdą kolejną przeczytaną sceną. Książka podzielona jest na kilka rozdziałów, w których mamy do czynienia z różnorodnymi wątkami. Autor nie skupia się tylko i wyłącznie na pogoni za mordercą, wręcz przeciwnie. Śledząc losy głównej bohaterki możemy zobaczyć, jak brutalna przeszłość mocno odciska swoje piętno na psychice małej dziewczynki. Hannah od momentu tragedii żyła w ciągłym strachu i chociaż próbowała zapomnieć o przeszłości, to jednak pewne osoby nawet po wielu latach nie dawały jej spokoju szukając sensacji. Innym wątkiem równie ważnym jest praca Griffin, w której, na co dzień spotyka się z wyrodnymi matkami. Ten aspekt także idealnie współgra i nawiązuje do przeszłości głównej bohaterki.

,,Wszędzie śnieg’’, to niezwykle intrygująca, wielowarstwowa powieść kryminalna, obok której nie sposób przejść obojętnie. Wciągająca fabuła, ciekawe wątki poboczne, wiarygodni bohaterowie, nietuzinkowy styl, emocjonująca akcja oraz barwne tło społeczne, to wszystko razem stanowi interesującą mieszankę zaskoczenia, realizmu, psychologii, thrillera itp. Myślę, że miłośnicy literatury z dreszczykiem nie poczują się zawiedzeni. Nawet osoby nie mające na co dzień do czynienia z tym gatunkiem również będą usatysfakcjonowane. Zapraszam serdecznie.

***
                                             Wydawnictwo Prószyński i S-ka.


środa, 13 marca 2013

Wywiad z Jackiem Skowrońskim

  
Zgodnie z obietnicą przedstawiam wywiad z Jackiem Skowrońskim.
Zapraszam do czytania.

 ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


limonka
W którym momencie swojego życia przyszło Panu na myśl, by zacząć pisać książki? Było to związane z jakąś konkretną sytuacją, czy była to naturalna kolej rzeczy?


Gdy jako młody człowiek zaczytywałem się w Karolu Mayu , Juliuszu Verne czy Jacku Londonie autorzy ci jawili mi się jako ludzie z jakiegoś niedosiężnego piedestału. To wtedy pierwszy raz zakiełkowała myśl, jak to fantastycznie byłoby zostać pisarzem. Więc po latach spróbowałem, nawet nie bardzo wierząc w spełnienie. Bo podobno z niektórych marzeń nigdy się nie wyrasta.

Robert Cyganowski
Jaką funkcję, według Pana, powinna przede wszystkim pełnić literatura?


W pierwszym rzędzie powinna dostarczać przyjemności obcowania ze sobą, niezależnie od tego, z jakich pobudek po nią sięgamy i czy oczekujemy najprostszej rozrywki, czy też wyzwań intelektualnych. Wszelkie inne funkcje literatury są wtórne, a nawet, moim zdaniem, podrzędne wobec szeroko rozumianej przyjemności czytania.

miqaisonfire
1. Do której z napisanych przez siebie książek jest Pan najbardziej przywiązany? Którą darzy Pan największym sentymentem?


To trudne pytanie, gdyż każda jest nieco inna, ma swą własną historię powstania i myśli mi się o nich trochę przez pryzmat reakcji, jakie wywołały. Nie umiałbym się zdecydować, którą darzę największym sentymentem, ale na bezludną wyspę zabrałbym ostatnią.

2. Praca, nad którą książką była dla Pana najtrudniejszym zadaniem?


Zdecydowanie nad ostatnią. Musiałem zebrać wiele informacji o domach dziecka i środowisku płatnych morderców. Już sama natura podjętych problemów jest zagadnieniem niełatwym, do tego dowiedziałem się więcej niż pragnąłem, trzeba było zmierzyć się z tym, starając się rozumieć i nie wydając łatwych osądów.

3. Gdy Pan mógł: czy chciałbym Pan zamienić zawód pisarza na jakiś inny?

Nie porzuca się łatwo zajęcia, które daje trudną do porównania z czymkolwiek innym satysfakcję. Na szczęście to zajęcie nie koliduje z żadnym innym, co więcej pisarzowi żadne doświadczenie nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie. Nigdy nie pragnąłem zostać aktorem, politykiem czy zawodowym bokserem, największą wartością w życiu jest wolność robienia dokładnie tego, na co ma się akurat ochotę. A bycie pisarzem nie tylko temu nie przeszkadza, ale często nawet daje alibi dla oddawania się zajęciom, łagodnie mówiąc, niecodziennym…

mrugamy
Kto według Pana powinien zginąć, kto zniknąć, a o kim powinno się zapominać?


Nikomu nie życzę śmierci, nawet jeśli sądzę, że ten i ów na nią zasługuje. Tym bardziej, iż istnieją rzeczy znacznie od niej gorsze, przy których pozbawienie kogoś życia wydaje się wręcz nagrodą.  A wielu polityków miałbym ochotę „zniknąć” i definitywnie o nich zapomnieć!

ulvang
Czy istnieje szansa, że doczekamy się książki, która poruszy naszą wyobraźnię i pozwoli czytelnikowi przenieść się w przeszłość a bohaterom rozwikłać zagadki sprzed lat?


W tym momencie teraźniejszość zaprząta mnie tak mocno, tak wiele rzeczy w otaczającej nas rzeczywistości aż prosi się o literacki komentarz, że w przewidywalnej przyszłości raczej nie zabiorę się za kryminał retro, tym bardziej, iż wielu znajomych robi to z naprawdę niezłym skutkiem. Ale życie nauczyło mnie, by nigdy nie mówić nigdy.

APRIL
1. Czy powieść "Zabić, zniknąć, zapomnieć" powstała wyłącznie z Pana wyobraźni, czy też zainspirowały Pana, choć w minimalnym stopniu jakieś prawdziwe wydarzenia?

Ta książka jest w dużej mierze oparta na faktach, tych łatwo dostępnych i powszechnie znanych, oraz wyszukiwanych mozolnie za pośrednictwem prywatnych kontaktów. Podobnie miejsca i ludzie istnieją naprawdę, tyle że z oczywistych względów musiałem ukryć, niektóre tożsamości. Trochę z obawy o własną skórę, a trochę dlatego, że póki komuś nie udowodni się winy jest uznawany za niewinnego…

2. Czy główny bohater powieści "Zabić, zniknąć, zapomnieć" - Rafał - ma w sobie jakieś Pana cechy charakteru i osobowości?

Oczywiście. Tworzenie od podstaw postaci jest możliwe, lecz nie daje tyle satysfakcji, nie pozwala równie głęboko przeżywać, co utożsamienie się, na ile to rzecz jasna możliwe, z bohaterem. Autor jest w tej szczęśliwej sytuacji, że nawet mówiąc prawdę może się zawsze powołać na licentia poetica, ukryć wygodnie za jednym z bohaterów dramatu, co daje mu swoiste alibi. Być może naprawdę jestem podłym draniem, a może tylko udaję, któż to wie? Sam tego do końca nie wiem.

3. Gdyby Pana ostatnia powieść miała być przeniesiona na ekran - kogo w swojej wyobraźni widziałby Pan, jako odtwórcę głównej roli (Rafała) - z aktorów polskich i z aktorów zagranicznych?


Z naszych byłby to Krzysztof Kiersznowski. A z zagranicznych Daniel Craig… Ale zdecydowanie wolę Kiersznowskiego.

Agnesto
1. Z krótkich notek biograficznych dowiadujemy się, że imał się Pan wielu różnorodnych zajęć i zawodów. Które z tych życiowych doświadczeń i zdobytych umiejętności uważa Pan za najcenniejsze?

Bez wątpienia bycie włóczęgą i  postacią z marginesu społecznego jest doświadczeniem pozostawiającym najgłębszą rysę w osobowości, będąc zarazem swoistą szkołą przetrwania. Pozwala też zrozumieć, do czego jest się zdolnym w sytuacjach skrajnych, wymagających zaradności i podejmowania wyborów moralnych, które w zwykłych okolicznościach wydają się oczywiste. W takich chwilach przypominają mi się słowa Leszka Herliczki: Dlaczego opluwasz mnie swoim spojrzeniem? Dlaczego uparcie szukasz ze mną zwady? Pamiętaj fortuna kapryśną jest,  w moim świecie, nie dasz sobie rady.

2. Co oprócz powieści Chandlera czyta Pan najchętniej, a jakie książki omija szerokim łukiem?

Zupełnie nie czytuję fantasy, romansów i książek, niezależnie od gatunku, które po kilku stronach nie potrafiły zawładnąć moją wyobraźnią. Odkładam je na bok bez żalu. A czytuję pasjami literaturę sensacyjno-kryminalną, bez określonego faworyta, szukając w niej najchętniej odejścia od czarnobiałych schematów i papierowych postaci. Dla wytchnienia i z wrodzonej ciekawości świata sięgam też często do pozycji popularnonaukowych, głównie z kosmologii, fizyki kwantowej i nauk biologicznych.

3. Czy zdarza się, że śnią się Panu sceny z pańskich książek lub sny inspirują do ich napisania?


Nawet zbyt często, jak na mój gust. Oczywiście nigdy nie przyśniła mi się konkretna scena, raczej pomieszane osoby i wątki, widać motywy z jakimi ma się do czynienia w realu przenikają głęboko do podświadomości. Nie czerpię więc bezpośredniej inspiracji z sennych majaków, jednak nastroje i ujrzana w nich sceneria są mocno obecne między wierszami.

patrycja
1. Moim ukochanym pisarzem, ze względu na emocje, jakie przekazuje w swoich książkach i jakie było jego życie, jest i sądzę cały czas będzie, Sergiusz Piasecki. Po wywiadzie z 2011 roku nakanapie.pl nie mogę oprzeć się pokusie, by nazwisko Piasecki nie łączyć ze Skowrońskim. Czy zna Pan tego pisarza? Jeżeli tak, to, co Pan myśli o takim odkrywaniu siebie w powieściach? Oczywiście biorę pod uwagę wszelkie różnice.


Porównanie przynosi mi zaszczyt. Zastanawiam się niekiedy jak Piasecki odnalazłby się w dzisiejszych czasach, czy byłby równie niepokorny, czy szukałby wyzwań na swoją miarę i unikał kompromisów? Zapewne tak. Szanuję bezkompromisowość w przedstawianiu siebie i własnego odbioru świata, zwłaszcza gdy nie robi się tego dla taniego poklasku. Dlatego też jedne nazwiska zapadają głęboko w powszechną świadomość, a inne pozostają na zawsze wyłącznie zbitką liter bez treści.

2. We wspomnianym już wywiadzie nakanapie.pl "powiedział" Pan:
"Staram się nie pisać o czymś, o czym nie mam bladego pojęcia, bo jestem przekonany, że czytelnik natychmiast wychwyci fałsz. I nie żałuję niczego, bo nie byłbym tym, kim jestem po prostu. Nawet trudno powiedzieć, czy chwyciłbym za pióro."
Moja miłość do Piaseckiego nie wzięła się znikąd, lubię czytać o miejscach, historiach pisanych z wnętrza, z przeżyć autora, mimo że ubrane w fikcje, to emocje biją ze stron. W takim razie bezczelnie pytam, czy osadzi Pan swoją jakąś powieść na Syberii. I nie chcę ukrywać, że owa kraina, to moje prywatne miejsce usłyszanych rodzinnych wspomnień, stąd ciekawi mnie jak widzą ją inni.


Zakochałem się w Syberii od pierwszego wejrzenia. W przyrodzie i mieszkańcach, w jej historii tak związanej z tym, co najwyżej cenię – odwagą, uporem oraz skłonnością do stawiania czoła wyzwaniom. Kilkakrotnie już chciałem, choć na dłuższą chwilę, przenieść bohaterów i akcję w te surowe okolice, ale taki zabieg wymaga naprawdę ciekawej fabuły, dobrego pomysłu i wiele pracy. Często wracam na kartach książek do miejsc znanych mi z autopsji, więc gdy pomysły nabiorą treści, niewykluczone, że i syberyjskie klimaty w nich zagoszczą.

fenix8874
1.Czy myśli pan nad ekranizacją swoich książek?


Od autora bardzo niewiele w tej kwestii zależy, to cały przemysł wymagający pieniędzy i zaangażowanych ludzi. Są już w tym temacie prowadzone rozmowy.

2.Kto jest pana ulubionym pisarzem?


Nie mogę wskazać  jednego nazwiska, to zmienia się w zależności od nastroju, pory roku, miejsca, w którym się akurat przebywa i paru jeszcze nieuświadomionych czynników. Wracam często do Chandlera i Agathy Christie, ale i czasem zdejmuję z półki Niziurskiego. Dostojewskiego wolę czytać w samotności i we fragmentach, do których jestem szczególnie przywiązany; Chmielewską od deski do deski (ale nie wszystko), Kinga zdarzało mi się odkładać po kilku stronach, by wracać do niego i czytać z prawdziwą przyjemnością.

3.Jakie uczucia budzą się w panu podczas mijania slumsów?

Marek Siudym powiedział kiedyś, że gdy mija meneli sączących na murku wino, ma ochotę przysiąść się, bo w nich jest cała prawda o życiu. A z drugiej strony – nie po to wyrwałem się stamtąd, by wracać.

Marek Syndyka
1. "Zabić, zniknąć, zapomnieć", zabić... Zbrodnia zbrodni nierówna i w związku z tym emocje, jakie budzi w człowieku są różne, od przerażenia do ciekawości. Idąc tym tropem Panie Jacku, jakie zbrodnie budzą w Panu największe emocje i czy właśnie je najbardziej lubi pan opisywać, oraz, czy jest coś, czego nie był by Pan w stanie napisać, np. w narracji pierwszoosobowej w czasie teraźniejszym, oraz ze szczegółami i dlaczego właśnie tego nie?


Skrajne emocje budzi we mnie czynienie krzywdy drugiej osobie, bez dania racji, bez powodu, dla samego upajania się czyimś cierpieniem. Wobec sprawcy takich czynów umiałbym być okrutny i byłoby to w całkowitej zgodzie z moim sumieniem.
A czy nie byłbym w stanie czegoś opisać? Byłoby mi bardzo trudno opisywać zadawane cierpienia dzieciom.

2. Pozostając w tonie okrucieństw tego świata i emocji, czy pisane przez Pana historie mają wpływ na Pana życie i osobowość - wyostrzają wrażliwość, czy może wręcz przeciwnie, znieczulają?

To może nieoczywiste, ale wydaje mi się, że uwrażliwiają. Obcowanie na co dzień z ciemniejszą stroną ludzkiej natury skłania do przemyśleń, zastanowienia się nad ludzką naturą i skłonnościami. Człowiek stawia sobie pytania, na jakie często zwyczajnie brakuje czasu, a odpowiedzi nie zawsze są miłe. Pisarzem nie tylko się bywa, siedząc godzinami przed monitorem, ale jest się nim cały czas. Polega to na obserwowaniu rzeczywistości we wszystkich jej odcieniach, nasiąkaniu nastrojami, dopisywaniu w myślach fabuły do rejestrowanych epizodów. Nie przechodzi się obojętnie, gdy komuś dzieje się krzywda, nie wzrusza ramionami.

3. To pytanie zapewne nieraz już padło, ale akurat wtedy niedosłyszałem odpowiedzi... Dlaczego Jacek Skowroński został pisarzem, a nie np. budowlańcem, lub... rzeźnikiem? - Co najbardziej kręci Pana w pisaniu?

Zostałem pisarzem z lenistwa i dla la spełnienia najskrytszych marzeń. Czy można wyobrazić sobie fajniejsze zajęcie od stukania w klawiaturę, kiedy ma się ochotę? Marzenia udało się spełnić, jednak wrodzone lenistwo dostało okropnego prztyczka w nos. Osobiście sprawdziłem, że kopanie rowów jest zajęciem lżejszym i zdecydowanie mniej stresującym.

Jakub Kowalski
1. Czy mógłby Pan zdradzić, co takiego wzbudziło Pana zainteresowanie kryminałem oraz w jaki sposób gatunek ten wpłynął na Pana życie i twórczość literacką ?


Kryminał jest najpojemniejszym gatunkiem literackim, a jego korzenie sięgają do chwil, gdy nasi przodkowie przy ogniskach zaczynali snuć pierwsze opowieści. Fascynujące jest przyglądanie się z bliska zbrodni w poczuciu pełnego bezpieczeństwa. Tu chyba leży klucz do sukcesu gatunku. Zdecydowanie wolę podglądać zbrodniarzy niż sąsiadów. Prywatnie uważam, że każdy z nas posiada zapisaną w genach skłonność do przestępstwa, altruizmu uczymy się później. A jak tu oddawać się… słabościom i nie dać się złapać? Trzeba potrenować, czytając lub pisząc kryminały!

2. Do jakiego stopnia oczekiwania czytelników wpływają na kształt Pańskich książek ?

Oczekiwania czytelnicze są często sprzeczne, nie da się zadowolić wszystkich. Gdyby jednak w zasadniczy sposób rozmijały się z tym, co mam do powiedzenia i w jaki sposób to robię, nie miałbym czego szukać w tym fachu, gdyż prawa rynku są nieubłagane. Jestem pewien, że każdy autor pisze to, co sam chciałby czytać. Więc ma szczęście, jeśli jego gusta są zbieżne z gustami ludzi przychodzących na spotkania autorskie.

3. Czy kiedy Pan pisze, bierze Pan w ogóle pod uwagę odbiorców czy też dąży Pan wyłącznie do kreatywnego wyrażania własnego siebie ?


Nie piszę do szuflady ani dla samego epatowania własnymi wizjami. Ponadto nie traktuję literatury jako osobistej psychoterapii lub sposobu zrozumienia samego siebie, cokolwiek miałoby to oznaczać. Do tego wystarczą mi samotne spacery brzegiem morza lub bezsenne noce. Piszę, by być czytanym. Gdyby nie kupowano moich książek, wtedy do kreatywnego wyrażania własnego siebie używałbym innych rzeczy. Może zostałbym alpinistą albo chirurgiem plastycznym? Nie wiem, na pewno nie rwałbym włosów z głowy, tylko poszukał sobie niszy, w której dałoby się zaistnieć, powtarzając sobie jak motto: Każdego dnia nieuchronnie rośnie liczba ludzi, którzy mogą mnie pocałować... ;)


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Serdecznie dziękuję Jackowi Skowrońskiemu za obszerny wywiad i poświęcony czas.

Zdaniem autora, najciekawsze pytania padły od Agnesto oraz  patrycji.
Gratuluje!!!

Pozostałym uczestnikom bardzo dziękuje za udział w zabawie i zapraszam ponownie za klika dni. Forma ta sama, zaś tym razem nagrodą będzie powieść obyczajowa. 
Pozdrawiam !!!!

niedziela, 10 marca 2013

Smak ziemi obiecanej.


Winogrona bez pestek
Anna Pasikowska


Wydawnictwo: mwk
Oprawa miękka

Liczba stron: 318
Rok wydania 2013
ocena: 5/6








       Anna Pasikowska, to kolejna polska pisarka specjalizująca się głównie w literaturze obyczajowej. Zadebiutowała w 2006 roku powieścią ,,Rollercoaster’’, zaś w roku 2010 opublikowano jej drugą książkę ,,Pałac z lusterkami’’. Obecnie nakładem wydawnictwa mwk możemy poznać najnowsze dzieło autorki o niezwykle intrygującym tytule ,,Winogrona bez pestek’’.

Główną bohaterką powieści jest Magdalena Kieniewska, młoda, dwudziestoośmioletnia nauczycielka. Jakiś czas temu dziewczyna straciła wszystko, co było dla niej ważne, co miało sens. Łukasz, jej niedawno poślubiony mąż zginął w wypadku samochodowym zostawiając młodą wdowę bez nadziei i wiary w dalszą przyszłość. Pewnego dnia Sylwia Żychlicka, serdeczna przyjaciółka z czasów licealnych zaprasza Magdę do siebie, do Toronto. Dziewczyna chętnie korzysta z owej propozycji. Kilkumiesięczna wizyta u koleżanki wpływa na nią niezwykle kojąco. Koszmary z przeszłości odpływają gdzieś daleko a życie zaczyna nabierać głębszego sensu. Nieoczekiwanie historia Magdy zatacza krąg znajdując się  ponownie w punkcie wyjścia. Co takiego wydarzyło się w Kanadzie i jak dalej potoczyły się losy Kieniewskiej?

Moje pierwsze spotkanie z twórczością Anny Pasikowskiej uważam za nadzwyczaj udane. Wprawdzie spodziewałam się czegoś innego, ale mimo to, nie czuje się jakoś zawiedziona. ,,Winogrona bez pestek’’ są bardzo interesującą powieścią, z zaskakującymi zwrotami akcji, w której dominują miłosne perypetie głównej bohaterki. Magdalena jest niezwykle ciepłą osobą, boleśnie doświadczoną przez los. Przyjeżdża z komunistycznego kraju do barwnego, bogatego Toronto w poszukiwaniu lepszego jutra. Czy ziemia obiecana będzie dla niej wybawieniem, czy może przekleństwem? Jedno mogę wam zdradzić, emocji tutaj nie zabraknie. Autorka nader dokładnie nakreśliła burzliwe życie Magdy, która miała niebywały talent do pakowania się w niejasne sytuacje. Muszę przyznać, że jej barwne perypetie przyprawiały mnie niejednokrotnie o zawrót głowy. Taki fabularny miszmasz o uczuciach jest niezwykle ciekawym, emocjonującym zabiegiem, aczkolwiek zawiłe losy głównej bohaterki były, jak dla mnie nieco odrobinę wyidealizowane. Początkowo młoda wdowa zmaga się z cierpieniem i bólem, lecz wraz z przyjazdem do Toronto z niezwykłą łatwością dostaje wszystko na srebrnej tacy- tymczasowe lokum u przyjaciół, dobrą pracę oraz cały wianek adoratorów. Nawet dramatyczna końcówka została moim zdaniem zbyt ulgowo potraktowana. Trochę ciężko mi uwierzyć w tak wspaniałą przychylność losu, niemniej jednak, jako fikcja literacka miłosna historia Magdy stanowi piękną, ciekawą a'la baśń.

Akcja książki rozgrywa się w czasach PRL-u. Osobiście pamiętam ten okres, jak przez mgłę, dlatego nie potrafiłam z sentymentem czytać o tamtych ciężkich chwilach, w których jedzenie kupowało się na kartki, zaś sklepowe półki straszyły pustkami. Myślę jednak, że nieco starsi czytelnicy z miłą chęcią powrócą do komunistycznego albumu wspomnień wykreowanego przez autorkę.

,,Winogrona bez pestek’’, to niezwykle pasjonująca powieść dla każdego. Lekkie pióro i umiarkowanie bogaty, żywy język sprawiają, że czyta się ją nadzwyczaj swobodnie i z nieustannym zainteresowaniem. Piękne jest również przesłanie tej książki mówiące o tym, że nigdy nie jest za późno na wielką miłość i, że ,,wszystko w życiu dzieje się po coś''. Losy główniej bohaterki są na to najlepszym dowodem. Serdecznie zapraszam do lektury.

piątek, 8 marca 2013

Prawdziwe oblicze księcia z bajki.


Fatalne zauroczenie
Kay Schubach

 
tłumaczenie: Marianna Malik
tytuł oryginału: Perfect Stranger
seria/cykl wydawniczy: Pisane przez życie
wydawnictwo: Hachette
data wydania: styczeń 2013
Ilość stron: 320
Ocena: brak






        ,,Fatalne zauroczenie’’ Kay Schubach, to kolejna powieść z serii Pisane przez Życie, która niedawno ukazała się nakładem wydawnictwa Hachette.

Kay jest szczęśliwą, atrakcyjną czterdziestolatką, która ma wszystko- dobrą, ciekawą pracę, gustowne mieszkanie, mnóstwo oddanych przyjaciół oraz wspaniałego chłopaka Robbiego, z którym tworzy udany związek od ponad czterech lat. Marzy jedynie jeszcze o dzieciach, ale jej partner nie jest gotowy do roli bycia ojcem. Pewnego dnia Kay spotyka na swojej drodze przystojnego, czarującego Simona Lowe i niemal od razu ulega jego urokowi.
,,Poznałam tego człowieka zaledwie wczoraj. Wydawało mi się, że widzi, dokąd idę, czego pragnę, że weźmie mnie za rękę i poprowadzi prosta drogą do realizacji moich marzeń’’.
Będąc pod silnym wpływem kochanka, Schubach zrywa z Robbim i rozpoczyna nowy etap w swoim życiu. Bardzo szybko okazuje się jednak, że Simon jest niezwykle władczym i agresywnym partnerem. Kontroluje każde jej zachowanie nie pozwalając na żadne bliskie kontakty z rodziną, przyjaciółmi i znajomymi. Czy Kay wyzwoli się z tego szaleństwa? A może zachwycona nieznanym dotąd dreszczykiem emocji dalej będzie brnęła w toksyczny związek z nieobliczalnym mężczyzną?

Dawno żadna książka nie wywołała we mnie tyle emocji, co ,,Fatalne zauroczenie’’. W trakcie obserwacji perypetii głównych bohaterów monetami nóż otwierał mi się w kieszeni. Czasami żałowałam, że nie mogę osobiście rozprawić się z czarnym charakterem, czyli Simonem. Także zachowanie głównej bohaterki doprowadzało mnie do białej gorączki. Miałam niejednokrotnie ochotę przemówić jej do rozumu w bardziej fizyczny sposób. Kay ma czterdzieści lat, ale osobiście miałam wrażenie, że mam do czynienia z szesnastoletnią, głupiutką pannicą. Jak można brnąć w tak chory związek, kiedy druga połowa stosuje brutalną przemoc? Trzeba chyba być masochistką. Mimo wszystko Schubach ślepo wierzyła, że może uleczyć swojego partnera. Stanęła na krawędzi czegoś nowego, ale bez żadnego zabezpieczenia w razie upadku. Przeszła prawdziwe pranie mózgu. Widać u niej ewidentnie objawy syndromu sztokholmskiego. Chociaż kochanek poniżał ją na każdym kroku traktując wielokroć gorzej niż szmatę, to ona uparcie tkwiła przy nim służąc pomocą bez względu na wszytko. Nie potrafię zrozumieć tak silnego uzależnienia. Dla mnie to tandetny horror, w którym wszyscy ostrzegając główną bohaterkę przed mordercą, a ona ślepo i z ufnością dalej brnie w jego szpony.

Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak naprawdę niewiele potrzeba, żeby ulec drugiemu mężczyźnie będąc samemu w szczęśliwym związku. Wystarczy tylko, żeby potencjalny adorator umiejętnie wychwycił nasze pragnienia mamiąc czułymi słówkami i obietnicami. I chociaż początkowo możemy odczuwać niepokój, to jednak fascynacja wizją nowego, lepszego życia sprawia, że często zapominamy o realnym zagrożeniu.

,,Fatalne zauroczenia’’, to niezwykle brutalna, szczera historia na temat bezgranicznej obsesji i okrutnym pożądaniu. Zawiera w sobie ogromny ładunek emocjonalny, tylko dla czytelników o mocnych nerwach, odpornych psychicznie, ponieważ nie każdy będzie w stanie spokojnie śledzić dramatyczne dzieje Kay. Tutaj trzeba być przygotowanym na wszelkie kontrowersyjne uczucia: złość, niedowierzanie, wściekłość, gniew, irytacja, agresja itp.  Najlepiej już przed lekturą polecam zażyć coś na uspokojenie, bo czeka na was potężna dawka mocnych wrażeń.

Polecam pamiętnik Kay Schubach wszystkim osobom, które chcą poznać zgubne skutki miłosnego zauroczenia. Zawiłe i bolesne losy głównej bohaterki są doskonałą przestrogą dla wielu kobiet będących w początkowej fazie związku. Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że czasem nasz książę z bajki może okazać się zwyczajną ropuchą. Przekonajcie się o tym sami sięgając po ,,Fatalne zauroczenie’’. Zapraszam.

***

          Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa  Hachette.