niedziela, 28 kwietnia 2013

Walka o nową toższamość.


Martwe dusze
Magdalena Bryja

 
wydawnictwo: Replika
data wydania: 2013
ISBN: 9788376742427
liczba stron: 372
ocena: 4+/ 6








       Magdalena Bryja w dzieciństwie marzyła o tym, żeby zostać psychologiem, psychiatrą, plastykiem, informatykiem lub policjantką, lecz poprzestała jednak na dyplomie technika ekonomisty. Swój pierwszy tekst napisała w wieku dwunastu lat; krwawy horror, który niestety nie przypadł  nikomu do gustu. Obecnie nakładem wydawnictwa Replika na światło dzienne wyszła debiutancka powieść autorki ,,Martwe dusze’’. Jaka historia kryje się za niezwykłym tytułem tej książki?

Gizela Browska pracuje, jako instruktorka w siłowni Roberta Biedrzyńskiego. Z szefem łączą ją bardzo zażyłe stosunki. Oprócz tego, od  pięciu lat spotyka się również z podkomisarzem Marcinem Hagnowskim. Obaj panowie wiedzą o sobie, znają się i nie mają nic przeciwko wzajemnej specyficznej relacji. Dla nich w pewnym stopniu liczy się tylko Gizela. Są niczym towarzysze broni w jej wojnie ze strachem. Browska była kiedyś ofiarą brutalnego psychopaty, który karmił się jej wstydem, cierpieniem i nienawiścią. Pewnego dnia wszystko uległo zmianie.
,,Trzeciego  września 2011 roku zawalczyłam o siebie. Zawalczyłam o to, by móc normalnie żyć. Bez wściekłości, chęci zemsty, szaleństwa’’.
Co się stało tego dnia i jak owe zdarzenie wpłynęło na dotychczasowe życie głównej bohaterki?

,,Martwe dusze’’ to bardzo szokująca powieść budząca wiele kontrowersji. Nie myślałam, że historia Gizeli tak mocno mną wstrząśnie i wzburzy. Momentami miałam ochotę zapomnieć wszystko, co do tej pory w niej przeczytałam. To nie jest książka dla każdego. Jej przekaz jest niezwykle brutalny i porażający. Niektóre sceny budzą niesmak, zgorszenie i odrazę. Nawet ja, chociaż nie należę do delikatnych i wrażliwych osób, niekiedy robiłam przerwy, żeby ochłonąć z nadmiaru emocji. Fabuła idealnie nawiązuje do tytułu tej nietypowej prozy. Każdy z bohaterów na swój duchowy sposób jest martwy, zniszczony przez pewne brutalne okoliczności, które doprowadziły go do samozagłady. Pierwsze skrzypce gra oczywiście Gizela. To wyjątkowo specyficzna osoba. Ciężko było mi się z nią zaprzyjaźnić. Początkowo nie potrafiłam zrozumieć jej dziwacznego zachowania i luźnego sposobu bycia, lecz z czasem zrozumiałam, że to tylko zasłona dymna przed koszmarami z dzieciństwa. Dla niej kochająca rodzina, przyjaciele, czy zwykła codzienna normalność, to puste pojęcia i zwykła abstrakcja. Wiele najbliższych osób pozbawiło ją godności, zdeptali pewność siebie i wolę walki o lepszy los. Sukcesywnie przekonywali, że jest dziwolągiem niemającym żadnego prawa do normalnego życia. Dopiero obecni ,,partnerzy’’ sprawili, że Gizela uwierzyła, że jest pełnowartościowym człowiekiem.

Autorka bardzo sugestywnie nakreśliła także motyw zemsty kierując się definicją oko za oko. Pokazała, jak karkołomny los spotka oprawców, którzy rozprawiają się z niewinnymi ludźmi. Z reguły takie osoby unikają kary, gdyż ofiary od rozdrapywania starych ran wolą spokój, bo tak jest bezpieczniej. Przeszłości nie da się jednak wyprzeć z pamięci. W niektórych przypadkach ludzkie emocje biorą górę nie bacząc na zgubne konsekwencje swoich czynów. Osobiście tego nie pochwalam, ponieważ taki samosąd niczemu dobremu nie służy.

Kolejnym niezwykle delikatnym i trudnym tematem poruszanym przez Magdalenę Bryję jest molestowanie i bicie dzieci przez własną matkę/opiekunkę. Jestem przerażona tym okropieństwem. Te biedne, niewinne istoty zdane były tylko i wyłącznie na siebie, gdyż w tym przypadku oprawcą okazała się osoba, która powinna je chronić i kochać zamiast zdawać ból, wstyd, bezradność i psychiczny uraz do końca życia.

Komu mogę polecić debiutanckie dzieło Magdaleny Bryi? Mam wielki dylemat, ponieważ jest to tak problematyczna powieść, że nie każdy będzie w stanie przez nią przebrnąć. Tutaj moralność w rzeczywistości nie istnieje. Każdy z bohaterów kieruje się własnym elementarnym kodeksem. Jesteś gotowy na prawdziwe życie pełne brudu, nienawiści, zła , deprywacji i szalonej zemsty? Jeśli tak- to zapraszam do świata ,,Martwych dusz’’, w którym od nowa poznasz swoją tożsamość. Polecam.


***

Wydawnictwo Replika. 


piątek, 26 kwietnia 2013

Internetowa znajomość.


Pozwól się uwieść
Anna Karpińska
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: 4 kwietnia 2013
ISBN: 9788378394877
liczba stron: 560
ocena: 5 / 6








  
       Anna Karpińska zadebiutowała książką "Chorwacka przystań", która przez większość czytelników została bardzo ciepło przyjęta. Obecnie nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka na światło dzienne wyszła kolejna powieść autorki o niezwykle wymownym tytule ,,Pozwól się uwieść’’.

Czterdziestokilkuletnia Marta Zawadzka definitywnie rozstaje się z niewiernym mężem. Teraz mieszka tylko z dorastającymi bliźniakami. Zdrada Rafała, to ogromny cios, po którym świeżo upieczona rozwódka nie może się pozbierać. Nie znajduje jednak zrozumienia u swoich najbliższych i dopiero Szymon, przypadkowy znajomy z internetowego forum okazuje jej swoje wsparcie. Zawadzka coraz częściej koresponduje z tajemniczym mężczyzną wiążąc z nim pewne nadzieje na przyszłość. Niestety Szymon odwleka termin spotkania w realu. Kto tak naprawdę kryje się po drugiej stronie ,,komputera’’? Czy Marta odnajdzie jeszcze w swoim życiu miłość?

Z wielkim sentymentem podchodzę do polskiej literatury, dlatego nie mogłam przejść obojętnie obok najnowszej powieści Anny Karpińskiej. Nie znam wprawdzie poprzedniego dzieła autorki, ale kierując się kobiecą intuicją liczyłam na ciepłą, optymistyczną historię i na szczęście takową otrzymałam. Początkowo przerażała mnie objętość tej książki i zastanawiałam się, czy, aby podczas czytania przypadkiem nie usnę z nudów. Moje obawy okazały się jednak bezpodstawne, ponieważ narracja jest niezwykle lekka, prosta, zrozumiała, zaś akcja dynamiczna i pełna emocji, dzięki czemu płynnie i rosnącym zainteresowaniem mknęłam przez kolejne zawiłe perypetie głównej bohaterki. Marta, zawsze żyła w cieniu innych osób. Zwłaszcza mama i siostra nieustannie zadręczają ją swoimi problemami. Kochający mąż prawnik także zawiódł na całej linii decydując się na skok w bok ze swoją aplikantką. Teraz kobieta czuje się samotna i zniechęcona monotonią życia, lecz dzięki mailom tajemniczego mężczyzny nabiera większej pewności siebie. Sugestie Szymona sprawiają, że Marta jest bardziej zdecydowana walczyć o własne szczęście. Startuje w konkursie na projekt ogrodu, w którym odnosi znaczący sukces. Wykazuje się coraz większą asertywnością i nie pozwala już, jak dotychczas być tylko i wyłącznie powierniczką i opoką dla całej rodziny. Kim jest jednak jej internetowy przyjaciel, który zna ją niemal od podszewki? Nic nie zdradzę! O tym musicie przeczytać sami.

Autorka nie skupia się tylko i wyłącznie na jednym temacie. Wprowadza wiele pobocznych wątków, które zgrabnie się uzupełniają w jedną spójną całość. Będziemy mieli do czynienia m.in. ze zdradami, które jakoś wyjątkowo nie budzą zgorszenia. Tak przynajmniej było w moim przypadku. Niejednokrotnie popierałam ,,odwagę’’ niektórych osób, którzy mimo statecznego wieku potrafili odciąć się od starego związku, gdzie nie czuli się komfortowo i szukali szczęścia u boku innego partnera. Wiem, że niewierność powinna być potępiana, ale niekiedy lepiej jest zacząć wszystko od nowa, aniżeli dusić się w nieszczęśliwej zależności.

Szukasz ciekawej, życiowej historii, w której odnajdziesz cząstkę siebie? Polecam w takim razie ,,Pozwól się uwieść’’. To interesująca historia o trudnych rodzinnych relacjach, walce o własne szczęście i odkrywaniu siebie. Pokazuje, że miłość przeznaczona jest dla ludzi w każdym wieku bez względu na status społeczny, rodzinny itp. Zapraszam serdecznie.


                                                                           ***

Wydawnictwo Prószyński i S-ka. 

środa, 24 kwietnia 2013

Bolesna decyzja.


Nie płacz kochanie
Cathy Glass 


tłumaczenie: Patryk Dobrowolski
tytuł oryginału: A Baby's Cry
seria/cykl wydawniczy: Pisane przez życie
wydawnictwo: Hachette Polska
data wydania: kwiecień 2013 
liczba stron: 368
ocena: brak






          Cathy Glass, to brytyjska pisarka, która, na co dzień pracuje w opiece społecznej, gdzie pełni rolę matki zastępczej dla pokrzywdzonych i potrzebujących dzieci. W wolnych chwilach, na podstawie własnych doświadczeń tworzy niezwykle poruszające i życiowe historie. Jakiś czas temu nakładem wydawnictwa Hachette ukazała się najnowsza, ósma powieść autorki zatytułowana ,,Nie płacz kochanie’’ wchodząca w skład serii ,,Pisane przez życie’’.

Matka małego Harrisona już przed jego przyjściem na świat zdecydowała, że odda synka do rodziny zastępczej, dlatego po dwóch dniach od porodu zostawia go pod tymczasową opiekę pracownicy społecznej- Cathy Glass. Nie podaje jednak prawdziwego powodu swojej dramatycznej decyzji. Dołącza jedynie krótki list z prośbą o troskliwą opiekę nad swoim dzieckiem oraz walizkę pełną ubranek na pierwszy rok życia jego życia. Wszyscy inni pracownicy opieki społecznej wtajemniczeni we sprawę, także nie znają dokładnych przyczyn dziwnego zachowania kobiety. Wiadomo natomiast, że cała sprawa jest ściśle tajna. Nikt nie może się dowiedzieć, że mały Harrison przyszedł na świat. Dlaczego tożsamość dziecka musi pozostać w konspiracyjnej tajemnicy i jak pracownica opieki społecznej, która do tej pory nigdy nie zajmowała się noworodkiem poradzi sobie z zaistniałą sytuacją?

Moje pierwsze spotkanie z twórczością Cathy Glass przebiegło w bardzo emocjonującej i wzruszającej atmosferze. Jestem pełna podziwu i uznania dla autorki, która bierze tak wielką odpowiedzialność za życie czyjegoś maleństwa. Prywatnie także sama wychowuje dwoje małych dzieci. Przyznam się szczerze, że nieco sceptycznie podchodzę do nietypowej profesji Cathy, ponieważ moim zdaniem prowadzenie rodziny zastępczej może niekiedy wyrządzić emocjonalną krzywdę najbliższym. Perypetie głównych bohaterów tej książki są na to najlepszym dowodem. Harrison zaskarbił sobie sympatię całej rodziny Glassów i kiedy nadszedł moment rozstania bardzo wszyscy bardzo boleśnie to przeżyli. Nie wyobrażam sobie, żeby, co chwila fundować swoim pociechom taką emocjonalną huśtawkę.

Dlaczego matka noworodka zdecydowała się go oddać. Możemy o tym spekulować w nieskończoność, lecz główny powód tego stanu rzeczy, jest bardzo nieoczekiwany. ,,Czasami w życiu popełniamy błędy, bo nie widzimy innego rozwiązania. A później dzieje się coś, co pozwala nam zrozumieć, że jednak istnieje jakieś inne wyjście’’. Czy z tej pozornie patowej sytuacji jest jakieś wyjście? Przekonajcie się o tym sami.

,,Nie płacz kochanie’’, to bardzo poruszająca historia, która zapewne  sprawi, że niejedna wrażliwsza osoba wielokrotnie uroni łzę. Nie jest to jednak powieść utrzymana nieustanie w melancholijnym temacie, wręcz przeciwnie. Napawa również wiarą i optymizmem pokazując, że miłość matki zdolna jest przezwyciężyć wszelkie przeciwności losu. Autorka z niezwykłą dbałością o szczegóły pokazuje wszelkie procedury, obowiązki i prawa związane w rolą matki zastępczej. Zobaczymy, jak wygląda cały proces spotkań z biologicznymi i potencjalnymi rodzicami oraz wspólnie z narratorką doświadczymy codziennych trudów w opiece nad noworodkiem.

Jesteście ciekawi, dlaczego wokół małego Harrisona jest tyle sekretów? Zapraszam w takim razie do przeczytania powyższej powieści, która aż kipi od nadmiaru emocji. Tutaj nic nie jest czarne lub białe, bo to nie komiks z szarej gazety, tylko prawdziwe życie pełne wzlotów i upadków. Polecam.

***

Wydawnictwo Hachette. 


poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Pensjonat przyjemności.


Szkoła żon
Magdalena Witkiewicz 

 
seria/cykl wydawniczy: Seria z tulipanem tom 2
wydawnictwo: Filia
data wydania: 17 kwietnia 2013
ISBN: 9788363622176
liczba stron: 272

ocena: 5 / 6






        Na naszym rynku wydawniczym literatura erotyczna ciągle przeżywa swoje ,,5 minut’’, dlatego wykorzystując tę popularność z zainteresowaniem szukam literackiej rozkoszy. Nasi rodzimi pisarze także wzięli się za tworzenie pikantnych historii, które mają pobudzić nasze zmysły. Naprzeciw realizacji ich planów wyszło wydawnictwo FILIA organizując ,,Serię z tulipanem’’ pod hasłem POLSKIE AUTORKI – ZMYSŁOWO I EROTYCZNIE. Jako pierwsza ,,wystartowała’’ Katarzyna Michalak z ,,Mistrzem’’, zaś w skład drugiej części cyklu wchodzi ,,Szkoła żon’’ Magdaleny Witkiewicz.

Do ekskluzywnego pensjonatu-Szkoła Żon, położonego w leśnej głuszy na Mazurach, trafiają cztery kobiety: Julia, świeżo upieczona rozwódka, pięćdziesięciotrzyletnia Jadwiga notorycznie zdradzana przez męża, Marta-mama dwójki dzieci szukająca spokoju i przyjemności w jedzeniu oraz Michalina, dziewiętnastoletnia barmanka, dla której liczy się tylko dogadzanie swojemu partnerowi. Przez trzy tygodnie dziewczyny  mają nauczyć się, jak być piękną, pożądaną i uwielbianą przez mężczyzn.

Czy ten przepiękny budynek w środku lasu, to centrum zabaw i niecnych igraszek bogatych pań? A może chodzi tutaj o coś zupełnie innego?

Po lekturze ,,Szkoły żon’’ mam nieco mieszane uczucia.  Z jednej strony jestem zachwycona ciekawym podejściem autorki do tematu, z drugiej, zbrakło mi tego, co lubię najbardziej, czyli sensacji, napiętej atmosfery oraz lawiny iskrzących relacji między głównymi bohaterami. Może gdybym nie znała wcześniej ,,Mistrza’’ Katarzyny Michalak, to obecna powieść zyskałaby w moich oczach znacznie więcej. Mimo moich drobnych uwag, najnowsza proza Magdaleny Witkiewicz zasługuje na uznanie. Początkowo śledzimy życiowe problemy Julii, Jadwigi, Marty i Michaliny. Dowiemy się skąd są i jaki mają bagaż doświadczeń. Muszę przyznać, że wszystkie dziewczyny zyskały moją niekłamaną sympatię. To bardzo naturalne, ciepłe i autentyczne osoby z ,,życia wzięte’’. Każda z nich zmaga się z jakimiś kłopotami, dlatego wizyta w luksusowym SPA ma być przyjemną odskocznią od szarej rzeczywistości.
,,To nie szkoła dla tych, których jedynym marzeniem jest służyć swojemu mężowi. To szkoła dla kobiet, które chcą złapać wiatr w żagle i poczuć się szczęśliwe. Szkoła, w której przeżywasz najwspanialszą bajkę swojego życia. Masz wszystko czego pragniesz. Relaks, strawę dla ciała i duszy’’. 
Wątki erotyczne są tutaj niezwykle zgrabnie połączone z obyczajowymi. Nie zawierają krzykliwej formy, wręcz przeciwnie. W sposób bardzo subtelny, delikatny i niewymuszony stanowią naturalne dopełnienie fizycznej miłości. Magdalena Witkiewicz postawiała przede wszystkim na treść i głębie przekazu. Tutaj seks nie gra najważniejszej roli. Jest on zaledwie tłem dla bieżących wydarzeń. Styl i język powieści jest niebywale lekki, swobodny i wysmakowany, zaś dialogi spontaniczne, bez zbędnych, oklepanych słów i frazesów. Widać, że autorka jest wnikliwą obserwatorką ludzkich zachowań i potrafi odnaleźć się w każdym gatunku literackim.

Z czystym sumieniem polecam przeczytać ,,Szkołę żon’’ wszystkim osobom, które mają ochotę na ciekawą, zabawną, wzruszającą i refleksyjną powieść z erotycznymi elementami. To bardzo piękna, życiowa historia o kobietach i ich problemach, o miłości, szacunku do samego siebie i odrywaniu wewnętrznego piękna. Uczy, jak akceptować swoją kobiecość i jak odnaleźć główne źródło własnych pragnień. Już dziś zajrzyj do uroczego pensjonatu, w którym odnajdziesz, to, co masz w sobie najpiękniejsze. Zapraszam.

***

Wydawnictwo FILIA.


 Tutaj można wygrać ,,Szkołę żon'': KLIK.
ZAPRASZAM.

czwartek, 18 kwietnia 2013

,,Braterskie'' więzy.


Mój łagodny bliźniak

Nino Haratischwili 

 
tłumaczenie: Małgorzata Bochwic-Ivanovska
wydawnictwo: Muza
data wydania: luty 2013
ISBN: 978-83-7758-213-8
liczba stron: 288
ocena: 3+ / 6






     Nino Haratischwili, to autorka i reżyserka sztuk teatralnych oraz laureatka nagród za twórczość teatralną i prozatorską. Jej debiut powieściowy Juja (2010) znalazł się na liście książek nominowanych do prestiżowej nagrody Longlist des Deutschen Buchpreises, nagrody ARD – I programu telewizji niemieckiej, został też uhonorowany nagrodą Buddenbrookhaus dla debiutu literackiego. Druga powieść ,,Mój łagodny bliźniak'' otrzymała w 2011 nagrodę literacką Hotlist, przyznawaną przez niezależnych wydawców niemieckich. Czy rzeczywiście najnowsze dzieło  Haratischwili jest tak wyjątkowe i niepowtarzalne? Zaraz do tego dojdziemy, tymczasem parę słów o fabule.

Stella i Ivo są przybranym rodzeństwem. Poznali się w nietypowych dla siebie okolicznościach, kiedy ojciec Stelli  nawiązał romans z matką chłopca. W wyniku pewnych tragicznych wydarzeń Ivo zostaje przysposobiony przez kochanka swojej rodzicielki. Stella niemal od razu akceptuje nowego brata. Przez klika lat ich wzajemne stosunki ulegają zacieśnieniu. Gorące uczucie przeistacza się jednak w związek pełen bólu i łez, dlatego młodzi postanawiają rozstać bezpowrotnie. Nieoczekiwanie po siedmiu latach mężczyzna powraca do swojej ukochanej namawiając ją na wyjazd do Gruzji, gdzie być może odnajdą źródło własnych problemów. Stella, obecnie żona i matka rozgoryczona niespodziewaną wizytą Ivo nie wie, jak w zaistniałej sytuacji ma się zachować. Czy kierować się rozumem, czy też sercem. Co z tego dalej wyniknie? Czy losy tych dwojga splotą się ponownie?

 ,,Mój łagodny bliźniak’’ wzbudził we mnie bardzo mieszane uczucia. Nie wiem czego się spodziewałam, ale na pewno nie tego, co napisała Nino Haratischwili. To bardzo smutna, melancholijna historia o bólu, toksycznej miłości i duchowym cierpieniu. Niestety nie potrafiłam odnaleźć się w tym dziwnym, pogmatwanym świecie głównych bohaterów. To wszystko stanowiło dla mnie jakąś zupełnie szaloną formę. W moim odczuciu Stella mimo dojrzałego już wieku zachowywała się bardzo dziecinnie, naiwnie i irracjonalnie. Wspólnie z Ivo okradała się z możliwości i szans na własne szczęście. Nie podobała mi się ich chora, niejasna relacja. Znalazłam również kilka literackich elementów, za którymi osobiście nie przepadam. Przede wszystkim irytował mnie zbyt monotonny, spokojny i refleksyjny styl narracji. Za dużo tutaj także przesadnej egzaltacji. Drażniła mnie taka uczuciowa filozofia, gdyż zdecydowanie wolę prosty, bardziej powściągliwy przekaz. Akcja płynie wolno, nostalgicznie niczym leniwa rzeka. Momentami nie mogłam się doczekać, kiedy dobrnę do ostatniej sceny i chociaż całokształt  powieści dopracowany jest w najdrobniejszych detalach, to jednak nie potrafiłam ulec jego urokowi.

,,Mój łagodny bliźniak’’, to lektura pełna wrażliwości, empatii i altruizmu. Pokazuje, jak silne może być uzależnienie od drugiego człowieka. Skłania także do refleksji i zadumy nad sensem życia, miłości i cierpienia. Szukasz nastrojowej, poruszającej powieści? Zapraszam zatem do w/w lektury.

***

Wydawnictwo MUZA SA. 


środa, 17 kwietnia 2013

Niebezpieczny rytuał.


Trans śmierci
Graham Masterton 

 
tłumaczenie: Grzegorz Jasiński
tytuł oryginału: Death Trance
wydawnictwo: Replika
data wydania: 2013
liczba stron: 400

ocena: 4+/ 6






     Grahama Mastertona, brytyjskiego mistrza literatury grozy nie muszę zapewne nikomu przedstawiać. To bardzo płodny pisarz. Napisał łącznie blisko 60 powieści grozy, lecz jego dorobek literacki jest znacznie większy. Oprócz horrorów, Masterton jest również autorem wielu poradników seksuologicznych, zbiorów opowiadań, powieści sensacyjnych, obyczajowych i historycznych. „Trans śmierci” to trzynasta powieść z dreszczykiem napisana  w 1986 roku. Obecnie wydawnictwo Replika postanowiło wznowić jej wydanie. Czy warto było? Zaraz się o tym przekonamy.

Randolph Clare, szczęśliwy mąż, ojciec trójki dzieci i właściciel prężnego przedsiębiorstwa -Clare Cottonseed wiedzie spokojne, ustabilizowane życie. Pewnego dnia, wspólnie z całą rodziną udaje się na zasłużone wakacje do leśnej głuszy w Quebecu. Niestety w wyniku nieszczęśliwego pożaru w jednej z fabryk Clare’a, jego właściciel zmuszony jest do przerwania urlopu. Reszta rodziny zostaje jednak na miejscu, gdzie nieoczekiwanie padają ofiarą bestialskiego mordu. Życie Randolpha traci sens. Dręczony wyrzutami sumienia chciałby cofnąć czas, lecz to niemożliwe. Podczas pobytu w szpitalu, Clare dowiaduje się przypadkiem od doktora Ambara, że według indonezyjskiej religii dusze wędrują z ciała do nieba, aby się przygotować do powtórnych narodzin i można się z nimi skontaktować, chociażby po to, aby się pożegnać. Taki mistyczny obrzęd nazywa się transem śmierci, który niesie jednak za sobą wiele niebezpieczeństw.
,,Kiedy wchodzi się do królestwa śmierci, panie Clare, otwiera się drzwi w obie strony, drzwi, które pozwalają jednym wejść, ale także mogą pozwolić drugim się wydostać’’.
Podczas duchowej wędrówki można na swojej drodze spotkać boginię śmierci Wdowią Wiedźmę Rangdy oraz jej wiernych pomocników- lejaków (coś w rodzaju zombie).

Czy zrozpaczony mężczyzna podda się tajemniczemu rytuałowi? I kto stoi za morderstwem jego najbliższych? Już wkrótce Randolph poczuje na sobie niebezpieczny oddech śmierci. Jak dalej potoczą się jego losy?

Dobrze jest znów powrócić do twórczości ulubionego pisarza. Masterton kolejny raz mnie nie zawiódł. I chociaż ,,Trans śmierci’’ nie jest jego najnowszym dziełem, to mimo wszystko zasługuje na uwagę. Autor, jak zwykle wykazał się dużą fantazją i pomysłowością. Wprawdzie w wielu jego książkach powielany jest podobny schemat, czyli człowiek kontra potężny demon, ale w powyższej historii znajdziemy trochę więcej, innych fabularnych momentów na temat miłości, śmierci i poświęcenia, które dodają kolorytu całej fabule. Wszystkie wątki idealnie harmonizują się ze sobą w jedną, spójną całość. Tutaj wszystko ma swoje miejsce i nie musimy obawiać się zbędnych scen, czy niepotrzebnych zwrotów akcji. Całość napisana jest prostym, konkretnym i zrozumiałym językiem, co sprawia, że książkę czyta się nadzwyczaj swobodnie. Jedynie na początku ciężko mi było wdrożyć się w fabułę, ale dalej złapałam już odpowiedni rytm i z żywym zainteresowaniem odkrywałam wiele różnych tajemnic i byłam świadkiem dziwnych, metafizycznych zjawisk. Nawet znalazłam kilka mocnych scen gore, które podziałały niewymownie na mój umysł.

Żałuje jedynie, że autor nie rozbudował na większą skalę wątków religijnych. Potraktował je bardzo po macoszemu a szkoda, ponieważ religia Indonezji jest bardzo zróżnicowana i zarazem szalenie intrygująca. Również liczyłam na to, że niektóre postacie m.in. demoniczna postać bogini śmierci oraz lejaki będą w szerszym kontekście dopracowane. No cóż. Nie można mieć wszystkiego, niemniej jednak, jako całokształt ,,Trans śmierci’’ wypada całkiem przyzwoicie na tle innych książek z tego gatunku.

Szukasz dobrego i ciekawego dreszczowca? Polecam, zatem ,,Trans śmierci’’ Grahama Mastertona. Nie jest to może horror z najwyższej półki, ale napisany niezwykle sprawnie i z polotem. Wieszanie ludzi, strzelanie do nich, obcinanie im nóg, nadprzyrodzony rytuał, groźne, upiorne demony, to tylko przedsmak tego, co cię czeka. Ponadto, oprócz dużej dawki makabry znajdziesz tutaj także duchową walkę o zbawienie, życie wieczne, pojednanie i odpuszczenie win. Miłośnicy mocnych wrażeń nie powinni czuć się zawiedzeni. Zapraszam do lektury.


***
Wydawnictwo Replika. 




Prośba.


Witajcie. Tak, jak wcześniej wspominałam mój blog został nominowany do konkursu na Blog Miesiąca Kwiecień.
Teraz rozpoczęło się głosowanie, dlatego jeśli uważacie, że moja skromna strona jest godna uwagi, to zagłosujcie na nią.
Należy wejść w podany link: KLIK i po prawej stronie jest ankieta z 23 blogami. Mój widnieje pod nr. 20 (Cyrysia), więc wystarczy na niego kliknąć i zagłosować.
Z góry ślicznie dziękuję za każdą formę sympatii z waszej strony.
Dziękuje i pozdrawiam.
Cyrysia.

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Odkrywanie własnej kobiecości.


Barwy pożądania
Megan Hart

wydawnictwo:Harlequin/ Mira
data wydania: 20 marca 2013
ISBN: 9788323890485
liczba stron: 432
ocena: 4/6








      Megan Hart, to jedna z najbardziej dojrzałych, utalentowanych autorek specjalizujących się w tworzeniu romansów historycznych, współczesnych, futurystycznych, fantasty oraz powieści erotycznej. Jakiś czas temu miałam okazję poznać namiastkę twórczości tej pisarki, dzięki książce  „Trzy oblicza pożądanie”, która wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Obecnie nakładem wydawnictwa Mira możemy poznać najnowszą prozę Megan Hart o niezwykle zmysłowym tytule ,,Barwy pożądania’’.

Paige DeMarco zakończyła niedawno krótkie, nieudane małżeństwo z Austinem. Znów jest beztroskim singlem, lecz sytuacja zmienia się diametralnie, gdy pewnego dnia w skrzynce na listy dziewczyna dostaje dziwną instrukcje od nieznajomej osoby. Z każdym dniem coraz więcej przybywa tajemniczej korespondencji. Początkowo psychologiczna zabawa wydaje się niewinna i nieszkodliwa, lecz z czasem nabiera złowieszczych barw. Co z tego dalej wyniknie? Kto wysyła do Peige anonimy i co one zawierają?

Biorąc do ręki ,,Barwy pożądania’’ wiązałam z nim wielkie nadzieje, lecz już na wstępie muszę przyznać, że czuje literacki niedosyt i rozczarowanie. Moim zdaniem najnowsze dzieło Megan Hart, to raczej powieść obyczajowa z nutką erotycznego akcentu. Wprawdzie znajdziemy tutaj kilka bardziej pikantnych scen, lecz uważam, że zabrakło im szaleństwa, dzikiej żądzy i gorących, zmysłowych uczuć. Konstrukcja fabuły ma całkiem interesujące podłoże, ale brak staranniejszego dopracowania niektórych detali. Autorka wplotła wiele pobocznych wątków, które najwidoczniej zapomniała rozbudować na szerszą skalę. Szkoda, ponieważ niektóre z nich zasługiwały na większą uwagę np. zawiłe relacje Paige z jej rodzicami. Sylwetki głównych bohaterów także są mało wyraziste. Liczyłam na większą emocjonalną ekspresje podczas uzewnętrzniania ich myśli, uczuć i zachowań. Niestety moje oczekiwania spaliły na panewce. Na uznanie zasługuje jedynie prosta, nieskomplikowana narracja oraz swobodna, płynna akcja, która trzyma w niepewności aż do finałowej sceny.

,,Barwy pożądania’’, to lekka, przyjemna i zarazem niezobowiązująca literatura erotyczna, przy której można na chwilę zapomnieć o problemach dnia codziennego. Perypetie głównej bohaterki pokazują, co tak naprawdę w życiu jest ważne, czyli wzajemna miłość i oddanie. Jeśli szukasz, zatem odskoczni od przeintelektualizowanej literackiej twórczości, to zapraszam do w/w lektury.

***

Wydawnictwo Harlequin Mira. 


niedziela, 14 kwietnia 2013

Baśniowa rzeczywistość.


Z innej bajki
Jodi Picoult, Samantha van Leer

 
tłumaczenie: Magdalena Moltzan-Małkowska
tytuł oryginału: Between the Lines
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: 2 kwietnia 2013
liczba stron: 312
ocena: 5+/ 6






 
      Jodi Picoult ma na swoim koncie wiele bestsellerowych powieści, które do tej pory przełożono na 34 języki. Autorka nie poprzestaje jednak na laurach. Tym razem wspólnie z nastoletnią córką- Samanthą Van Leer stworzyła ,,Z innej bajki’’, książkę skierowaną w dużej mierze dla młodzieży. Czy powyższe dzieło trafiło w mój czytelniczy gust? O tym za chwilę, tymczasem krótki zarys fabuły.

Piętnastoletnia Delilah McPhee, to zwyczajna, nieco wyobcowana nastolatka. Całe dnie najchętniej spędzałaby na czytaniu książek. Szczególnie upodobała sobie bajkę o sprytnym księciu Olivierze i nie potrafi się z nią rozstać ,,wałkując’’ nieustannie każdą jej scenę. Pewnego dnia zaskoczona dziewczyna słyszy głos płynący z kart ulubionej powieści. Okazuje się, że Olivier planuje wydostać się ze swojej bajki i prosi Delilah o pomoc w ucieczce. Czy McPhee pomoże uroczemu księciu przenieść się do innego wymiaru? A może sama trafi do literackiej fikcji? Co jest prawdą, a co urojeniem?

Takiej Jodi Picoult nie znałam. Jej twórczość kojarzyła mi się przede wszystkim z obyczajowymi powieściami, w których nie brak poruszających, wrażliwych tematów. Teraz zobaczyłam całkiem inne oblicze autorki i muszę przyznać, że jestem nim zachwycona. Picoult wspólnie z córką stworzyła nietuzinkową, niezwykle oryginalną historię o magicznej miłości, która rodzi się pomiędzy wyobcowaną nastolatką a iluzorycznym księciem z bajki. Chłopak ma dość obecnej egzystencji i chciałby zaznać czegoś innego, dlatego prosi swoją wierną czytelniczkę o pomoc. Co z tego dalej wyniknie? O tym musicie przekonać się sami.

Bardzo pozytywnie odebrałam ,,Z innej bajki''. To niezwykła, pełna inspiracji baśń dla każdego, bez względu na wiek. Narracja poprowadzona jest z punktu widzenia Delilah, Oliviera  i czytelnika, dzięki czemu łatwiej możemy odnaleźć się w ich niecodziennych perypetiach. Akcja rozgrywa się naprzemiennie w dwóch miejscach- we współczesnym świecie głównej bohaterki oraz w bajkowym wymiarze, gdzie oprócz księcia znajdziemy również trolle, syreny, smoki i czarodzieje. Język powieści jest niezwykle żywy i plastyczny, co powoduje, że dialogi wypadają nadzwyczaj naturalnie i błyskotliwie, zaś postacie sprawiają wrażenie żywcem wyciągniętych z rzeczywistego świata. Dużym plusem jest również humor, który dodaje kolorytu całej historii.

Masz ochotę na cudowną, wielowymiarową historię, która zawiera krzepiące przesłanie i szczęśliwe zakończenie? Serdecznie, zatem polecam ,,Z innej bajki’’, dzięki której możesz wyruszysz w niezapomnianą podróż pełną czarów i uczuciowych zawirowań. Czy wiesz, że kiedy zamykamy książkę, jej bohaterowie nadal żyją swoim życiem? Nie wierzysz? Przekonaj się o tym osobiście. Zapraszam w/w lektury.

***

Wydawnictwo Prószyński i S-ka. 


Radosny news dnia :-)

 Witajcie kochani. Nie mogę się powstrzymać i muszę z kimś podzielić się radosną wiadomością, która zaskoczyła mnie totalnie.
Jedna z blogerek- monalisap nominowała mój blog w konkursie na Blog Miesiąca Kwiecień 2013.
Bardzo ci dziękuję. Wiele to dla mnie znaczy, że ktoś, kogo nie znam, tak bezinteresownie docenia moją pasje.

Na stronie organizatorów można przeczytać zasady- KLIK.
Do 15 kwietnia można nadsyłać zgłoszenia blogów, które uważacie za wyjątkowe i warte tytułu bloga miesiąca. Następnie ruszy głosowanie w formie ankiety i ten blog, który zbierze najwięcej punktów otrzyma tytuł Blog Miesiąca. Dodatkowo 12 blogów nagrodzonych tytułem bloga miesiąca weźmie udział w konkursie na Blog Roku 2013.
Głosować będzie można poprzez stronę organizatorów oraz na  Facebooku.

 Na wygraną nie liczę, gdyż wiele innych blogów jest o niebo lepszych od mojego. Dla mnie sama nominacja jest zwycięstwem, ale jeśli zechcecie wyróżnić mojego bloga, to będę bardzo wdzięczna. Głosowanie ruszy po 15 kwietnia. Dam jeszcze znać. A tymczasem pozdrawiam WAS wszystkich wiosennie i życzę MIŁEGO DNIA :-)

sobota, 13 kwietnia 2013

Pomoc z zaświatów.


Ballada o ciotce Matyldzie
Magdalena Witkiewicz

 
seria/cykl wydawniczy: Babie lato
wydawnictwo: Nasza Księgarnia
data wydania: marzec 2013
ISBN: 9788310122353
liczba stron: 304

ocena: 5 / 6






        Magdalena Witkiewicz, marketer z wykształcenia, w wolnych chwilach pisze książki, które podobno poprawiają czytelnikom samopoczucie. Czy faktycznie tak jest? Postanowiłam przekonać się o tym osobiście biorąc do ręki ,,Balladę o ciotce Matyldzie’’. Z jakim rezultatem wypadło owe spotkanie? Zaraz do tego dojdziemy.

Joanna od kilku miesięcy jest w upragnionej ciąży. Niestety swoją radością może podzielić się jedynie z ciocią Matyldą, ponieważ Piotr, marynarz- geolog woli podróżować po całym świecie marząc o sukcesie nad swoimi badaniami naukowymi, dlatego niezbyt przejmuje się losami małżonki. Na szczęście ukochana ciocia stanowi prawdziwą opokę w każdym momencie jej życia. To ona po tragicznej śmierci rodziców podnosiła ją na duchu. Nawet teraz, gdy starsza pani szykuje się na ,,tamten świat’’  planuje wszystko w najdrobniejszych szczegółach.

Nadchodzi decydujący moment ,,Jedna Matylda się rodzi, druga umiera, w przyrodzie nic nie ginie. Liczba Matyld musi być stała’’. Joasia zostaje sama z córeczką, ale nieoczekiwanie na oddziale położniczym odwiedza ją dwóch muskularnych, tajemniczych osiłków, którzy na prośbę śp. Matyldy mają służyć jej pomocą. Kim są ci mężczyźni i czy uda się dziewczynie nawiązać głębsze relacje z mężem?

Twórczość Magdaleny Witkiewicz miałam już okazje poznać, dzięki książce ,,Opowieść niewiernej’’, która mnie bardzo pozytywnie zaskoczyła, dlatego z niekłamaną przyjemnością sięgnęłam po kolejne dzieło autorki. Już pierwsze kilkanaście stron utwierdziło mnie w przekonaniu, że warto dalej śledzić zawiłe perypetie Joasi. Główna bohaterka, to bardzo miła, otwarta i wielkoduszna osoba z głową pełną pomysłów. Początkowo nie ma łatwo. Jej mąż woli podróże od rodzinnej stabilizacji, dlatego dziewczyna sama musi zmierzyć się z trudną, macierzyńską rzeczywistością. Na szczęście zawsze może liczyć na prawdziwych, szczerych, oddanych przyjaciół, dzięki którym stopniowo odzyskuje wiarę w lepsze ,,jutro''. Uczy się powoli, jak walczyć o swoje marzenia i jak mimo przeciwności losu być szczęśliwą. Myślę, że wiele kobiet odnajdzie w Joasi cząstkę siebie. Ja osobiście darzę ją wielką sympatią za to, że jest taka naturalna i prawdziwa, niemal z krwi i kości. Pozostali bohaterowie także pozostaną w mej pamięci na długo, gdyż ujęli mnie swym ciepłem, dobrocią i zrozumieniem. Aż chce się przebywać wśród takich ludzi i czerpać od nich całe pokłady życzliwości.

Wielu czytelnikom ,,Ballada o ciotce Matyldzie’’ zapewne wyda się banalna, lecz osobiście wcale tak nie uważam. Czasem potrzebne są takie powieści, które są niczym promyk słońca w pochmurne dni. Napełniają nadzieją i pokazują, że mimo wyboistej drogi nie wolno się nigdy poddawać. Również za sprawą ekscentrycznej ciotki możemy z całkiem innej perspektywy spojrzeć na śmierć. Tutaj przemijanie nie jest połączone z morzem łez, wręcz przeciwnie. Autorka w niezwykle humorystyczny sposób pokazała, że kres ziemskiego życia może być zarazem początkiem nowego istnienia.

Szczerze polecam przeczytać ,,Balladę o ciotce Matyldzie’’. To piękna historia o wielkiej sile przyjaźni i realizacji własnych marzeń. Napisana lekko, przystępnie, mądrze i często żartobliwie. Nie ma tutaj taniego sentymentalizmu, tylko zwyczajne trudy codziennego życia, które pokazują, że chociaż w sercu nieraz gości żal i nostalgia, to jednak warto wierzyć w szczęśliwe zakończenie. Zapraszam.

***

Wydawnictwo Nasza Księgarnia. 


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Fan Page autorki na Facebooku: KLIK.
Strona autorska M. Witkiewicz: KLIK.

czwartek, 11 kwietnia 2013

Zakazana miłość.


Piekło Gabriela
Sylvain Reynard 

 
tłumaczenie: Joanna Grabarek, Anna Dorota Kamińska, Ewa Morycińska-Dzius
tytuł oryginału: Gabriel’s Inferno
seria/cykl wydawniczy: Piekło Gabriela tom 1
wydawnictwo: Muza S.A.
data wydania: luty 2013
liczba stron: 640

ocena: 6 /6




    Moda na literaturę erotyczną wciąż nie słabnie, wręcz przeciwnie. Czytelnicy szukają coraz więcej fikcyjnych zmysłowych doznań. Ja również uległam temu trendowi, więc kiedy tylko nadarzyła się okazja poznania ,,Piekła Gabriela’’ Sylvain Reynard wiedziałam, że nie mogę przejść obojętnie obok tej książki. Czy ten wybór był strzałem w dziesiątkę? Zaraz do tego dojdziemy, a tymczasem przedstawię krótki zarys fabuły.

Julia Mitchell, to młoda, nieśmiała i zakompleksiona studentka z ubogiej rodziny. Na co dzień dziewczyna jest wielką miłośniczką dzieł Dantego, dlatego wyjeżdża z Selinsgrove do Toronto, aby  zrobić dyplom z tej specjalizacji pod czujnym okiem profesora Gabriela Emersona, doskonałego eksperta od twórczości włoskiego mistrza. Już pierwszego dnia seminarium kończy się dla Julii katastrofą. Gabriel odnosi się do nowej uczennicy z dużym dystansem i z pewnego rodzaju wrogością, lecz w wyniku pewnych okoliczności oboje coraz częściej spotykają się na prywatnym gruncie. Pewnego dnia ich wzajemne relacje nabierają bardziej intymniejszego wymiaru.
„Niniejszym zapisuję się na kurs jako twój student. Naucz mnie, jak się o ciebie troszczyć.”
Czy zakazany związek pomiędzy profesorem a studentką ma szansę na przetrwanie? Jak dalej potoczą się losy Emersona i panny Mitchell?

Nie tego się spodziewałam. Liczyłam na diabelski erotyk, zaś w rzeczywistości dostałam … przepiękną, romantyczną historię o miłości, która zawładnęła całym moim sercem i duszą. Takie literackie niespodzianki chciałabym częściej spotykać na swojej drodze. Niech was nie zrazi banalna fabuła. Sylvain Reynard udowodnił, że można z oklepanego schematu stworzyć coś nadzwyczajnego. Tutaj główny prym wiedzie romantyczne uczucie rozkwitające między niewinną dziewczyną a zgorzkniałym mężczyzną z mroczną przeszłością. Od samego początku główni bohaterowie zyskali moją niekłamaną sympatię. Julia jest skromna i dobra, lecz bolesne wspomnienia z dzieciństwa ukształtowały w niej niskie poczucie własnej wartości. Uważa, że nie jest godna kochać i być kochaną. Podobnie zresztą myśli Gabriel, który zmaga się z demonami przeszłości. Jego całe dotychczasowe życie pozbawione było jakiegokolwiek głębszego znaczenia dopóki nie spotkał swojej ,,Beatrycze’’, dzięki której uświadomił sobie, że ma szansę na zbawienie własnej duszy. Podoba mi się stopniowa metamorfoza głównych bohaterów. Ich zachowanie uświadomiło mi, że intymne relacje między kochankami nie zawsze muszą nawiązywać do cielesnego aktu. Niekiedy bardziej liczy się duchowa i emocjonalna więź, dlatego, jeśli ktoś oczekuje od tej książki erotycznych perwersji, to mocno się zawiedzie. Tutaj fizyczna miłość jest swoistym aktem uwielbienia, zaś jego fundamentem jest wzajemny szacunek i dawanie, a nie branie i wykorzystywanie.

Niemal z wypiekami na twarzy i z szaleństwem w oczach brnęłam przez zawiłe losy Julii i Gabriela pragnąc więcej i jeszcze więcej. Sylvain Reynard idealnie trafił w mój czuły punkt. Mam wielką słabość do romantycznych historii rodem z kopciuszka. Na uznanie zasługuje również ciekawy, oryginalny styl narracji, w którym znajdziemy wiele interesujących cytatów i fragmentów nawiązujących  do znanych dzieł  literatury klasycznej (m.in. Dantego i Beatrycze), dlatego zalecam w ciszy i spokoju delektować się tutaj każdym słowem, zdaniem i wersem, aby w pełni docenić walory tej powieści. Akcja płynie spokojnie i miarowo, lecz w żaden sposób nie nudzi. Opisy poszczególnych osób, miejsc bądź zdarzeń także zostały dopracowane w najdrobniejszych detalach. Może w niektórych momentach fabuła wydaje się nieco przesłodzona, lecz mnie osobiście to nie przeszkadzało.

Gorąco polecam przeczytać ,,Piekło Gabriela’’. To wyjątkowa, ciepła i niepowtarzalna powieść obyczajowa pełna emocji i życiowych zawirowań. Pokazuje, jak właściwie traktować ukochaną osobę doceniając jej duchową głębie i osobowość, a nie tylko zewnętrzny wizerunek. Losy Gabriela i Julii wywarły na mnie niesamowite wrażenie, dlatego teraz z ogromną przyjemnością poznam ,,Ekstazę Gabriela’’, drugi tom tej serii. Zapraszam.

źródło

***

                                              Wydawnictwa Muza S.A.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Fan Page książki na Facebooku: KLIK.

środa, 10 kwietnia 2013

Wywiad z Aliną Białowąs.

Zapraszam do rozmowy z autorką książki ,,Galeria uczuć''.



OLA
1.Gdyby miała Pani namalować wybrane uczucia, które by to były? i dlaczego?
 
AB - Miłość, bo wierzę w miłość.
Empatia, bo staram się wczuć w położenie innych osób i spojrzeć na rzeczywistość, ich wzrokiem. Pomaga mi to nie oceniać pochopnie zachowania się tych osób wobec mnie.
Nadzieja, bo daje mi siłę, abym mogła wydostać się z „doła”, który, pomimo, że nie wyobrażam sobie mojego życia bez poczucia humoru, i mnie czasem dopadnie.

 2. Mądrość życiowa którą kieruje się Pani w życiu to? 
AB – Mądrość życiowa? Hm, uczyłam się żyć przez całe moje dotychczasowe życie i nadal się uczę, jednak wiem, że za mało jeszcze wiem, abym mogła „mądrować się” na ten temat:) Mam trochę doświadczeń, które, być może, przydałyby się komuś, ale to wciąż za mało, by nazwać je mądrością życiową. Myślę, że to pytanie możemy powtórzyć, gdy będę już zgrzybiałą staruszką. Jeśli takiego wieku dożyję i będę świadoma moich myśli ;)

KINGA
1.Czy zaczynając pisać wiedziała pani jaki będzie tytuł książki? A może myślała Pani o nim    podczas pisania?
AB
– Nie wiedziałam. Nie myślałam nad tytułem, pisząc książkę. Skupiłam się na stworzeniu głównej bohaterki, na tworzeniu postaci drugoplanowych i wikłaniu ich w problemy. Tytuł, według mnie, jest klamrą spinającą całość. Dlatego pojawił się, gdy  książka była już  napisana.

2. Czy jest Pani ciekawa opinii na temat swojej książki? Czyta je pani? Bierze sobie do  serca?
AB
- Tak, jestem ciekawa. To bardzo ważne dla mnie, autorki, jakie  zdanie mają czytelniczki. Czytam wszystkie opinie i wszystkie wędrują do mojego serca:)

3. Ma już Pani plany na następną książkę? Jeżeli tak, to proszę zdradzić coś więcej.
AB
- Następną książkę już piszę. Mogę jedynie zdradzić, że bohaterka nie będzie mężatką z dwójką dzieci :)

 KAMILA
1.Jakiego rodzaju książki lubi Pani czytać najbardziej i dlaczego?
AB
- To zależy od mojego nastroju. Ale najchętniej sięgam po powieści obyczajowe. Przez ten cały czas, gdy czytam książkę, żyję problemami postaci stworzonych przez autora, jest więc to forma ucieczki od otaczającego mnie świata, który często, po przerwie, nabiera innych barw. Zazwyczaj jaśniejszych.

2 .Jaka była Pani pierwsza myśl, gdy dowiedziała się Pani, że  książka zostanie wydana?
AB
- Że czasem marzenia się spełniają. Że warto uwierzyć w siebie.

3. Ile książek ma Pani w domu?
AB
– Ciągle za mało:) A mówiąc poważnie, cztery wysokie regały, każdy regał ma osiem  półek, zapełnionych książkami. I jeden regał niższy z sześcioma półkami. Liczenie na sztuki byłoby pracochłonne, ale może kiedyś to zrobię.

MONALISAP
1. Co sprawiło Pani największą trudność przy pisaniu książki?
AB
- Hm, może to zabrzmi zarozumiale, ale nie miałam trudności. Bardzo lubię pisać. Tylko to nie jest tak, że siadam przy klawiaturze i od razu piszę książkę, czy opowiadanie. Najpierw muszę zobaczyć postaci w myślach, przyjrzeć im się, a dopiero później owijam je w fabułę i zaczynam pisać.

2. Jak wygląda proces tworzenia postaci tzn czy jest decyzja, że dana bohaterka będzie miała takie a nie inne cechy, czy to „jakoś” wychodzi w procesie pisania?
AB
- Nie, to nie wychodzi „jakoś” w procesie pisania:)  Jeśli zdecyduję, że bohaterka będzie „zakręcona” i uparta, jak osioł, to w trakcie pisania nie może nagle stać się potulnym aniołkiem. Musi upłynąć trochę czasu, czyli przybędzie zapisanych stron, gdy wreszcie bohaterka zacznie dostrzegać swoje wady. Albo któraś z postaci podpowie jej, że „przegina”:)

PIOTREK
1. Gdyby miała Pani wymienić tytuł najważniejszej książki w swoim życiu, jaka by to była?
AB
– Hm, chyba „Elementarz” – Mariana Falskiego. Wiem, że to jest podręcznik, ale miałam cztery lata, gdy wzięłam ją do rąk. Dla mnie była to pierwsza poważna książka. Ojciec nauczył mnie czytać i zanim poszłam do pierwszej klasy, znałam cały „Elementarz” na pamięć. Jednak przyszło mi za to boleśnie zapłacić. Przyjechał wizytator, nauczycielka wskazała mnie do czytania. Byłam tak przejęta, że szybciej czytałam niż odwracałam strony książki. Nie uszło to uwadze wizytatora. Nauczycielka dostała reprymendę, że uczniowie uczą się czytanek na pamięć, aby wykazać się przed wizytatorem, a ja dostałam linijką po łapach za to, że... źle czytałam. Ale nie zniechęciłam się do czytania. Bakcyl został już wcześniej połknięty i zaraził mnie miłością do książek.

2. Ulubioną formą relaksu jest dla Pani?
AB
– Długi samotny spacer.

3. Jak wygląda Pani miejsce pracy?
AB
- Przy biurku wygodne krzesło, ale nie obrotowe, tylko „staroć” podarowana przez koleżankę. Podobno jej dziadek, siedząc na tym krześle, pisał dla niej bajki. Na biurku mam ciągły nieład artystyczny, inaczej mówiąc, bałagan. Ale orientuję się, gdzie co leży:) Jest też metalowa lampka, w kolorze pomarańczowym, z czasów PRL, „wynaleziona” na serwisie aukcyjnym na literę A. Stoją dwa kubki pełne długopisów, z których większość nie pisze, ale nie umiem się z nimi rozstać, bo przyzwyczajam się do przedmiotów, które kiedyś mi służyły, a tymi długopisami pisałam opowiadania „na brudno”. Ach, te sentymenty:) Ale wracajmy do mojego miejsca pracy. Na biurku stoi doniczka z paprotką, bo podobno paprotki nawilżają i jonizują powietrze. Obok doniczki siedzi irlandzki skrzat, w Irlandii zwany leprechaun, podarowany mi przez koleżankę z podstawówki, żeby zapewniał mi wenę:) Nad monitorem jest pusta ściana. Celowo, bo to jest jakby ekran, na którym „wyświetlam” moje książkowe postaci z moich myśli. Kiedyś, dawniej, biurko stało przy oknie, ale zamiast pisać obserwowałam widoki i „scenki rodzajowe”:)

SOSENKA
1. Co sprawia, że czuje Pani, że książka została skończona?
AB
- Kiedy wszystkie wątki są już zamknięte, a para bohaterów wyjaśniła sobie nieporozumienia, czas się rozstać. Nie mogę powiedzieć, że w przypadku „Galerii uczuć”, zrobiłam to z radością, bo przez te wszystkie miesiące zżyłam się z moimi postaciami. Nie wiem czy wszyscy autorzy tak mają, czy tylko ja jestem taka „przyczepna” :)

Miqaisonfire
1. Skąd Pani bierze pomysły na tytuły książek? Czy to jest trudne zadanie?
AB
– Tytuł wynika z treści. Nie, to nie jest trudne wymyślić tytuł, ale zdarza się, że wydawnictwo zaproponuje coś innego.

2.Czy praca pisarki jest ciężką pracą?
AB
- Hm, jestem autorką tylko jednej książki, dlatego nie daję sobie prawa nazywać siebie pisarką, może więc odpowiem, jako autorka:) Pisanie książki, i opowiadań nie jest dla mnie ciężką pracą. Pisanie sprawia mi przyjemność. Lubię pisać. Nawet jeśli nie siedzę przy klawiaturze, a jestem np w sklepie, albo na spacerze, nadal piszę. W myślach:)

3. Skąd czerpie Pani inspirację dla swoich książek?
AB
- Do napisania pierwszej książki zainspirowała mnie moja własna sytuacja. Gdy urodziłam dzieci, byłam pewna, że rola kury domowej jest moim powołaniem.. Realizowanie własnych marzeń odłożyłam na później. Ale wydarzenia opisane w „Galerii uczuć”, nie są wydarzeniami z mojego życia:). Do pisania drugiej mojej książki zainspirowała mnie wypowiedź jednej z kobiet w porannej audycji radiowej. Od razu wyobraziłam sobie jak ona będzie wyglądać, jakie będzie mieć zalety, jakie wady i zaczęłam pisać. Piszę, ale moja bohaterka ciągle jeszcze nie ma imienia. Nadawanie imion postaciom nie jest łatwe, wbrew pozorom:)

TRISH  NEEDLOVE
1. Czy praca nad książką przychodziła pani z łatwością, czy pojawiały się też trudniejsze chwile, momenty załamania, brak natchnienia?
AB
- Momentów załamań nie było. Ale była niepewność, czy, jeśli książka zostanie wydana, mój styl pisania znajdzie czytelniczki. Czy bohaterka, którą stworzyłam, wzbudzi jakiekolwiek emocje. Brak natchnienia? Tak, zdarzały się takie dni, że natchnienie brało sobie urlop i musiałam czekać aż wróci. Na szczęście szybko wracało.

2. Czy mieszkając przez całe życie w jednym miejscu nie odczuwa pani nudy monotonii, codziennie widząc te same ulice, te same budynki, tych samych ludzi? I czym jest dla Pani Wrocław?
AB
- Myślę, że ze mną to jest tak, jak ze starym, dobrym małżeństwem, albo partnerstwem. Znają siebie nawzajem, znają każdy zakamarek ciała i duszy, ale gdy jedno z nich wyjedzie na kilka dni, drugie zaczyna tęsknić i nie wyobraża sobie życia z kimś innym, choć miewało takie myśli wcześniej. Kilka razy przymierzałam się do zmiany miasta, ale rozsądek wybijał mi z głowy te pomysły. Monotonii nie odczuwam. W moim mieście zachodzą bardzo szybkie zmiany. Jadę rano do znajomej piekarni po chleb na zakwasie, a tu - apteka. Po kilku tygodniach jadę do tej apteki, a tu – bank. Jak widać na monotonię nie mogę narzekać:) A ci sami ludzie? Hm, zdarza mi się, że nie mogę już patrzeć na te same twarze, „barykaduję” się więc na jakiś czas w domu, a gdy wychodzę, słyszę: – „O, jak dawno pani nie widziałam. Dzień dobry!” Nic pani nie straciła - odpowiadam żartobliwie, ale miło mi, że ktoś zauważył moją nieobecność na moim osiedlu. Czym jest dla mnie Wrocław? Moim miejscem urodzenia, moim domem i moją tęsknotą, gdy wyjeżdżam. A gdy wracam, odkrywam na nowo piękno tego miasta. I cieszę się, że tu mieszkam. W mieście krasnali:)

KRASNOLUDEK
1.Co by Pani zrobiła gdyby zagubione pamiętniki, nagle się odnalazły? Czy wyobraża sobie Pani powrót do przeszłości i towarzyszące temu emocje?
AB
– Ucieszyłabym się bardzo. To było kilkadziesiąt zeszytów. Na pewno z zaciekawieniem i ze wzruszeniem czytałabym ich treść. Pamiętniki zaczęłam pisać w podstawówce, jako siedmioletnia dziewczynka. Byłoby to ciekawe spotkanie:) Czy wyobrażam sobie powrót do przeszłości i towarzyszące temu emocje? Hm, czasem zastanawiam się, czy zmieniłabym kilka decyzji w moim życiu, jeżeli można by było cofnąć czas. Ale, gdyby naprawdę była taka możliwość, chyba bałabym się ingerować w mój los. Mam własną ścieżkę i będę po niej szła...

2.W jaki sposób stara się Pani odstresowywać podczas pisania?
AB
- Pisanie nie jest dla mnie stresującym zajęciem. Ale czasem czuję się znużona. Kilka, lub kilkanaście, godzin przed monitorem, potrafi znużyć. Zaczynam wtedy robić porządki w mieszkaniu. Trochę pracy fizycznej i znowu jestem w formie:)

3. Czy oprócz pisania i czytania, w Pani życiu jest miejsce na inne równie interesujące pasje?
AB
- Pasjonuje mnie aranżacja wnętrz. Ciągle coś zmieniam i przestawiam w moim mieszkaniu i w mieszkaniach moich znajomych, na ich prośbę. Dobieram im kolory do ścian, pomagam przy wyborze mebli, dywanów, aranżuję wystrój okien. Sprawia mi to przyjemność i satysfakcję, bo znajomi są zadowoleni z moich podpowiedzi i sugestii.

JOLA
1. Jaka jest Alina Białowąs prywatnie, co ją cieszy, a co potrafi wyprowadzić z równowagi?
AB
- Na pewno jestem mniej ufna i bardziej ostrożna, przy zawieraniu nowych znajomości, niż kilka lat temu. Odsuwam się od osób, które próbują mną manipulować. Umiem cieszyć się drobiazgami. Jestem z natury pogodna. Nie ranię ludzi celowo, ale moje specyficzne poczucie humoru sprawia czasem kłopot, bo nie zawsze jest właściwie odebrane. Co potrafi wyprowadzić mnie z równowagi? Wmawianie mi słów, których nie powiedziałam. Przekręcanie moich wypowiedzi. Manipulowanie moimi uczuciami. Podziwiam ludzi, którzy potrafią być asertywni. Uczę się być asertywna, ale ciężko mi ta nauka idzie:)

2. To pierwsza pani książka. Jak to zwykle bywa ma pani swoich zagorzałych wielbicieli, ale są i krytycy pani pisarstwa - jak sobie pani z tym radzi i czy można sobie poradzić z ludzką zazdrością czy złośliwością?
AB
- Nie ma lekarstwa, które leczyłoby ludzką zazdrość i złośliwość. Jeśli chodzi o „Galerię uczuć”- tylko jeden raz spotkałam się ze złośliwością i to ze strony osoby, której pomogłam przy pisaniu opowiadań i namówiłam do pisania książek. Ale jej zachowanie nie zniechęciło mnie do pomagania ludziom. Natomiast krytykę, jeśli jest konstruktywna, przyjmuję jako wskazówkę na przyszłość. Krytyki w stylu, „nie podoba mi się, bo nie”, nie biorę pod uwagę.

3.Czy w tej książce jest odrobina Aliny Białowąs? 
AB - Odrobina na pewno ;)

ANIA
1.Gdyby istniała taka możliwość z jaką postacią literacką chciałaby się Pani spotkać?
AB
- Z Anną Kareniną. Wytłumaczyłabym jej, że żaden mężczyzna nie jest wart, aby zapomnieć o sobie samej, zatracić się w uczuciach i przez niego rzucić się pod pociąg.

2. Jaką najdziwniejszą/ najciekawszą nagrodę literacką/ za opowiadanie itp. Pani otrzymała?
AB - Nigdy nie wysyłałam moich opowiadań na jakieś ważne i wielkie konkursy. Leżą ciągle w szufladzie:) Nie miałam odwagi. Ale, będąc w ogólniaku, wzięłam udział w konkursie ogólnoszkolnym i wygrałam bilety do kina na dwie osoby. Zaprosiłam koleżankę, ale pani bileterka nie chciała nas wpuścić, bo w tym kinie ten film był od lat osiemnastu, a my miałyśmy siedemnaście. W innych kinach był od lat szesnastu. Jak pech, to pech. Nawet przy nagrodach:)

KWIATUSIA
1. Proszę nam zdradzić jakie uczucia znajdziemy w „Galerii uczuć”?

AB – Na pewno miłość i zazdrość. Dwie nieodłączne siostry. Reszty nie zdradzam. Zapraszam do przeczytania:)

2. Co czuje pisarz, pisząc ostatnie zdanie powieści/opowiadania?
AB
- Hm, myślę, że nazywanie siebie pisarką jednak zobowiązuje mnie do napisania, przynajmniej, dwóch książek:) Co czułam, pisząc ostatnie zdanie w mojej książce? Mówiąc szczerze, żal. Chyba za bardzo zaprzyjaźniłam się z postaciami:) Jeśli chodzi o opowiadania, to żalu nie ma, jest pomysł na kolejne opowiadanie. Opowiadanie rodzi opowiadanie:)

3. W jednym z wywiadów powiedziała Pani „... uzupełniam biblioteczkę gdy trafię na książki, które wzbudzą moje zainteresowanie”. Jak książka może wzbudzić Pani zainteresowanie? Co sprawia, że sięga Pani akurat po tę lekturę?
AB
- Zwracam uwagę na tytuł. Jeśli mnie zaintryguje, przeglądam treść. Czasem jestem poinformowana przez znajomych, że ukazała się książka warta zainteresowania – sięgam więc po nią.

AGNIESZKA PERZKA
1. Jeżeli mogłaby Pani zwiedzić dowolne miejsce na ziemi, to gdzie by Pani się udała?
AB
- Od wielu lat marzę o Paryżu:)

2. Czy żałuje Pani, że nie jest dziennikarką, skoro ten zawód był tym wymarzonym?
 AB
- Tak. Żałuję. Ale to nie znaczy, że zadręczam siebie rozmyślaniem. Nie zawsze i nie wszystkie marzenia się spełniają. Czuję się dobrze w tym, czym zajmuję się teraz i jest OK :)

ASYMAKA
1. Proszę mi powiedzieć, czym wyróżniają się Pani książki, jak by mnie Pani zachęciła do przeczytania pani powieści?
AB
- Napisałam, jak na razie, jedną książkę:) Jeśli lubi Pani lekkie powieści, ale z przesłaniem, zachęcam z całego serca do jej przeczytania:)

2. Skąd się wziął pomysł na pisanie książek, czy od dziecka Pani pisze, czy to przyszło nagle nie wiadomo skąd?
AB
- Tak. Piszę od dziecka:) Zaczęłam od pisania pamiętników w szkole podstawowej i pisałam aż do mojej „osiemnastki.” Później była przerwa: narzeczeństwo, małżeństwo, macierzyństwo, rozwód. A jeszcze później: pierwsze opowiadania do czasopism kobiecych. I dopiero po dziesięciu latach pisania opowiadań, zabrałam się za pisanie książki.

3. Czy to, że stała się Pani pisarką zmieniło coś w Pani życiu? Czy ciekawi Panią opinia innych na temat Pani twórczości? Jak znosi Pani krytykę, jeżeli takowa się zdarza? Czy ma Pani dystans do siebie? I czy lubi Pani kontakt z czytelnikami? Czy radzi się Pani swoich czytelników, o czym by chcieli przeczytać, itd?
AB
- Hm, pisarką jeszcze się nie stałam, ale nie tracę nadziei:) Tak, ciekawi mnie opinia innych na temat mojego pisania. Krytykę konstruktywną traktuję z szacunkiem. Krytyki, „nie podoba się, bo nie”, nie traktuję poważnie. Tak, myślę, że mam dystans do siebie. Lubię kontakt z czytelnikami, to bardzo miłe chwile. Ten konkurs jest tego dowodem:) Nie, nie radzę się czytelników, o czym chcieliby przeczytać. Ale staram się tak pisać, aby chcieli mnie przeczytać:)

DELFINA
1.Pisanie to Pani pasja, a co doradziłaby Pani początkującym pisarzom, którzy dopiero zaczynają przygodę z własną twórczością?
AB
- Hm, aby jak najwięcej czytali. Ale, aby nie naśladowali stylu pisania. By pisząc, byli sobą. By wypracowali sobie własny styl pisania. By, po napisaniu tekstu, czytali go na głos. By, gdy już ukończą pisać swoją powieść, odłożyli ją „na trochę” np na miesiąc. A później przeczytali raz jeszcze, poprawili, gdy zauważą, że tekst wymaga poprawek. Następnie, by poszukali wydawców, którzy wydają książki, o tematyce, jaką zawiera przygotowany do wysłania tekst Albo, by wysłali swój tekst do agencji literackiej. Nawet jeśli nie przyjmą, odpiszą, dlaczego. A taka odpowiedź, to bardzo cenna wskazówka.

2. Czy z własnego doświadczenia potrafiłaby Pani podać receptę na dobrą książkę?
 AB
- Hm, napisanie jednej książki, to trochę za mało, by podać receptę na dobrą książkę, ale spróbuję:) Na pewno należy pisać o tym, o czym mamy pojęcie. Albo, jeśli pojęcia nie mamy, ale bardzo chcemy pisać, to musimy wyzwolić w sobie cierpliwość i zapał do zbierania informacji na temat, który będziemy opisywać w naszej książce, bo czytelnik bardzo szybko nas zdemaskuje, jeśli zaczniemy „kombinować” bez przygotowania. Pisząc, należy zawsze pamiętać, o szacunku dla czytelnika. To czytelnik doda nam skrzydeł, albo pogrąży nas w rozpaczy. Na koniec pozwolę sobie zacytować słowa pana Pawła Pollaka: „Pisarz może sobie wybrać odbiorców, dla których pisze, i nie musi to być cały naród.”  

Lynn
1.Czy, gdy była Pani nastolatką, to myślała Pani o zostaniu pisarką?
AB
- Tak:) W moich pamiętnikach, które gdzieś przepadły, opisałam plany „na życie” moje i mojej ówczesnej przyjaciółki. Ona miała zostać poetką, ja, pisarką. Hm, ponoć nigdy nie jest za późno na zrealizowanie marzeń, ale lepiej późno niż później:)

2.Jaka jest Pani ulubiona książka?
AB
- Nie mam jednej ulubionej książki. W różnych okresach mojego życia, były różne książki. Lubię do nich wracać, ale tylko w myślach. Zmieniamy się w miarę upływu czasu i zmieniają się też nasze odczucia. Chciałabym zachować w pamięci tamte przeżycia i emocje, które towarzyszyły mi, gdy czytałam ulubione książki, będąc dzieckiem, nastolatką, i dużo młodszą, niż jestem, kobietą:)

3.Ciężko było się Pani wybić ze swoją książką?
AB
- Moja książka jest w trakcie zdobywania sobie czytelniczek i czytelników. I oby trwało to jak najdłużej:)

***

Bardzo dziękuję Cyrysi za zorganizowanie konkursu, a wszystkim uczestnikom za wzięcie w nim udziału. Brałam pod uwagę tylko trzy pytania, zgodnie z regulaminem.

„Galerię uczuć” otrzymują:
KRASNOLUDEK i ASYMAKA.

 W drodze wyjątku nagrodzę również
Piotrka. To dla mnie miła niespodzianka, że mężczyzna wziął udział w tym konkursie.

Bardzo dziękuję za wszystkie pozdrowienia. Pozdrawiam serdecznie.
Alina Białowąs



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Również serdecznie dziękuję Alinie Białowąs i wszystkim uczestnikom konkursu za udział w mojej zabawi.

Pozdrawiam cieplutko !!!!!!!!!
Cyrysia

wtorek, 9 kwietnia 2013

Miłość w czasach wojny.


Wojenna narzeczona
Alyson Richman 

 
tłumaczenie: Anna Kłosiewicz
tytuł oryginału: The Lost Wife
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: 14 marca 2013
liczba stron: 384

ocena: 5 / 6






     Czy zwyczajna wizyta u fryzjera może stać się inspiracją do napisania książki? Okazuje się, że tak. Alyson Richman podczas wizyty w zakładzie fryzjerskim usłyszała historię pewnych małżonków, którzy rozdzieleni przez wojnę spotkali się ponownie kilkadziesiąt lat później na weselu swoich wnuków. Na podstawie tych wspomnień autorka nakreśliła fikcyjną i bardzo życiową opowieść zamieszczając ją w książce ,,Wojenna narzeczona’’.

Lenka Maizel jest młodą studentką Akademii Sztuk Pięknych w Pradze. Ma wierną, oddaną przyjaciółkę i kochającą rodzinę. Odnajduje również miłość. Jej wybrankiem serca jest Josef Kohn, student medycyny. Niczego więcej Lence nie potrzeba do szczęścia. Wielkimi krokami zbliża się II wojna światowa. Młodzi biorą ślub i wspólnie z całą rodziną zamierzają wyemigrować z czeskiej Pragi do odległych Stanów Zjednoczonych. Niestety w wyniku pewnych dramatycznych okoliczności wojenna zawierucha rozdziela Lenkę i Josefa na wiele, wiele lat. Oboje są przekonani, że ich druga połowa nie żyje. Domniemana wdowa znajduje nazwisko swego męża na liście pasażerów zatopionego przez Niemców statku, zaś Josef po wielu bezskutecznych poszukiwaniach odnajduje dane osobowe swojej żony w spisie uczestników transportu do obozu śmierci. W zaistniałej sytuacji każde z nich rozpoczyna nowy etap w swoim życiu.

Mija ponad sześćdziesiąt lat. Na weselu swoich wnuków Lenka i Josef zszokowani rozpoznają siebie. Los postanowił dać im jeszcze jedną szansę, ale czy nie jest na nią już za późno? Przez co przeszli główni bohaterowie w okresie holokaustu? Jak wojenna pożoga wpłynęła na ich życie?

Nie lubię czytać literatury wojennej, gdyż poraża mnie ona swoim okrucieństwem wydarzeń, dlatego nie wiem, czemu zdecydowałam się przeczytać ,,Wojenną narzeczoną’’. To był po prostu impuls, lecz muszę przyznać, że takie nieoczekiwane spotkanie wyszło mi na dobre. Potrzebowałam prawdziwego, emocjonalnego wybuchu, który zrujnuje mój spokój ducha i taki pakiet dokładnie dostałam. Alyson Richman nakreśliła przepiękną i niezwykle tragiczną historię miłosną rozgrywającą się w obliczu bezwzględnych rządów Hitlera. Naziści byli bezlitośni wobec Żydów. Wiele osób zostało wywiezionych do obozów koncentracyjnych, gdzie panował głód, choroby, przeludnienie, wyczerpanie pracą ponad siły oraz śmierć. Tutaj godność ludzka w bezlitosny sposób była deptana przez reżimowe bezpieki. Ich poczynania niejednokrotnie wzbudzały we mnie złość, bunt, niedowierzanie i poczucie beznadziejności. Nie potrafię wyobrazić sobie, jak bardzo trudne było życie w obozach zagłady. To okropny horror, który napisało samo życie.

Mimo niezwykle ciężkiej tematyki, ,,Wojenną narzeczoną’’ czyta się bardzo płynnie i z rosnącym zainteresowaniem. Historię głównych bohaterów śledziłam z zapartym tchem, ze łzami w oczach, ze strachem, przerażeniem i nadzieją. Narracja poprowadzona jest z punku widzenia Lenki i Josefa, dzięki czemu ich osobiste wspomnienia są bardzo żywe, plastyczne i sugestywne. Momentami miałam wrażenie, że sama jestem w centrum wielkiej tragedii. Autorka wprawdzie nie utrzymała chronologicznego ciągu, ale mimo to, fabuła jest zrozumiała, harmonijna i logiczna. Dawno już żadna książka nie wywołała we mnie tylu kontrowersyjnych emocji.

Polecam „Wojenną narzeczoną” Alyson Richman wszystkim osobom szukającym poruszającej i zarazem wstrząsającej historii miłosnej. Znajdziemy tutaj również szokujący obraz działań wojennych, trudne życie w getcie i bolesne wspomnienia z holokaustu . Zobacz, jak tęsknota, nadzieja i miłość miesza się z cierpieniem, żalem i bezsilnością. Zapraszam do lektury.

***

Wydawnictwo Prószyński i S-ka. 


niedziela, 7 kwietnia 2013

Niespodzianka od losu.


Chwila nieuwagi
Agnieszka Niezgoda 

 
wydawnictwo: Novae Res
data wydania: marzec 2013
ISBN: 9788377225868
liczba stron: 268

ocena: 5 / 6







      Agnieszka Niezgoda urodziła się w Słupsku, lecz obecnie od kliku lat mieszka w Warszawie. W wolnych chwilach interesuje się aromaterapią, medycyną naturalną oraz pisaniem książek. Niedawno nakładem wydawnictwa Novae Res na światło dzienne wyszła jej debiutancka powieść o zagadkowym tytule ,,Chwila nieuwagi''.

Julka po rozstaniu z chłopakiem próbuje odreagować trudne chwile, dać upust swojej frustracji, dlatego pewnego dnia, wczesnym rankiem wsiada na rower i jedzie do lasu. Z ulubioną muzyką w uszach pędzi przed siebie myśląc o złamanym sercu i nawet nie zauważa, że do skrzyżowania leśnych dróg w szybkim tempie podbiega jakiś mężczyzna. Przez swoje gapiostwo oboje boleśnie zderzają się ze sobą. Dziewczyna nie jest w stanie o własnych siłach wrócić do domu, dlatego Jarek, współsprawca całego zamieszania ofiaruje swoją pomoc. Okazuje się, że obydwoje są wolni i po ciężkich zawodach miłosnych. Czy przypadkowe spotkanie Juli i Jarka będzie miało swój ciąg dalszy? Czy jedna chwila nieuwagi odmieni ich życie na lepsze?

Biorąc do ręki najnowsze dzieło Agnieszki Niezgody liczyłam na zabawną, relaksującą i zaskakującą historię i w rzeczywistości otrzymałam taki wymarzony pakiet. Wprawdzie początkowo zaczyna się banalnie. Dwoje młodych ludzi po przejściach spotyka się przypadkiem w niefortunnych okolicznościach i zaczyna się zabawa w podchody. Dalej mamy już tylko nieustanny bieg pod górkę. Nie znajdziemy tutaj cudownych, słodkich, lukrowanych uczuć, tylko ogromne pokłady iskrzących relacji. Główna bohaterka, to bardzo specyficzna osoba. Posiada swoisty ,,dar'' do pakowania się w niejasne sytuacje. Czasami sprawia wrażenie ofiary losu, lecz myślę, że to jednak krzywdzące porównanie. To raczej typ pechowca, który na szczęście potrafi jednak spaść na cztery łapy. Zraniona przez byłego chłopaka nie wierzy w dobre intencje płci przeciwnej, dlatego mimo wielkiej sympatii do Jarka nieustannie odpycha jego zaloty. Wydaje się, że ich potencjalny związek skazany jest na porażkę, lecz, czy aby na pewno?

Bardzo mile spędziłam czas z ,,Chwilą nieuwagi’’. Nawet nie zauważyłam, kiedy dobrnęłam do ostatniej strony powieści. Perypetie Julki tak mocno mnie pochłonęły, że nie potrafiłam o niczym innym myśleć, jak tylko o tym, czy ulegnie ona wreszcie nowemu adoratorowi, czy też dalej będzie uparcie tkwiła przy swojej obranej drodze. Styl narracji jest prosty, skromny, wręcz minimalistyczny, ale mnie osobiście to nie przeszkadza. Tutaj prym wiodą wartka akcja i szalone emocje. Autorka poruszyła również niezwykle ważną kwestię na temat mobbingu w miejscu pracy. Zawiłe relacje między Julią a jej pseudo koleżankami są najlepszym dowodem na to, że psychiczne dręczenie nie popłaca, gdyż konsekwencje tego stanu rzeczy mogą mieć katastrofalne skutki.

Marzysz o lekkiej, niezobowiązującej lekturze, która na parę godzin oderwie cię od szarej, monotonnej rzeczywistości? W takim razie polecam ,,Chwilę nieuwagi’’. To interesująca powieść o przyjaźni, miłości i pokonywaniu przeciwności losu. Bawi, rozśmiesza, złości, irytuje i napawa optymizmem. Serdecznie zapraszam do czytania.

***

Wydawnictwo Novae Res. 


piątek, 5 kwietnia 2013

Tropicielka rodzinnych tajemnic.


Kaszmirowy szal
Rosie Thomas 

 
tłumaczenie: Katarzyna Łuniewska
wydawnictwo: Hachette Polska Sp. z o.o.
data wydania: luty 2013
ISBN: 9788377399965
liczba stron: 502

ocena: 5 / 6






       Rosie Thomas jest niezwykłą osobą. Uwielbia podróżować, wspinać się po górach i uczestniczyć w rajdach samochodowych. W wolnych chwilach znajduje również czas na pisanie książek. Niedawno nakładem wydawnictwa Hachette ukazała się najnowsza powieść autorki o wyjątkowo egzotycznym tytule ,,Kaszmirowy szal’’. 

Mair Ellis, to młoda, niezależna dziewczyna, która żyje z dnia na dzień nie martwiąc się o przyszłość. Dopiero śmierć ojca zmienia jej sposób postrzegania świata. Pewnego dnia podczas porządkowania rzeczy po zmarłych rodzicach Mair natrafia na niezwykłe znalezisko- przepiękny szal z najdelikatniejszego włókna oraz tajemniczy pukiel włosów dziecka. Okazuje się, że te rzeczy należały do jej babci Nerys Watkins, która za młodu przebywała z mężem na misji w odległych Indiach. Zaintrygowana drogocennym skarbem dziewczyna chce dogłębniej poznać jego historię. Zostawia wszystko za sobą i wyjeżdża do Kaszmiru w poszukiwaniu rodzinnej genezy swoich przodków. Czy uda się Ellis trafić na jakikolwiek ślad istnienia dziadków i jaki sekret skrywa w sobie orientalny szal?

Rzadko sięgam po powieści, w których króluje egzotyka i nieznana kultura, lecz tym razem dałam się ponieść estetycznym walorom pięknej, wysublimowanej okładki ,,Kaszmirowego szalu''. Czy jej treść spełniła moje literackie oczekiwania? Bez wątpienia- tak. Fabuła od pierwszej niemal sceny pobudziła moją wyobraźnie zapraszając w dalekowschodnią podróż. Akcja rozgrywa się w dwóch wymiarach czasowych, które zgrabnie ze sobą harmonizują tworząc składną całość. Początkowo wspólnie z główną bohaterką będziemy przemierzać szlaki naznaczone ,,obecnością’’ jej dziadków. W dalszej kolejności cofniemy się do roku 1939, gdzie poznamy trudne losy Nerys Watkins. Taki pułap wiekowy niezwykle uatrakcyjnił tę historię wprowadzając do niej dużo świeżości i finezji. Możemy zobaczyć, jak bardzo różnią się współczesne Indie od tych, z przez kilkudziesięciu lat. Dawniej kobiety zmagały się z licznymi ograniczeniami społeczno-obyczajowymi, zaś w dzisiejszych czasach coraz swobodniej wyzbywają się wszelkich schematów, stereotypów czy konwenansów.

Powieść Rosie Thomas zauroczyła mną dogłębnie. Z natury jestem domatorką, która najbardziej ceni sobie ciepło domowego ogniska, ale za sprawą ,,Kaszmirowego szalu’’ wyjątkowo nabrałam ochoty na egzotyczne podróże. Autorka urzeka niezwykłym, malowniczym obrazem Kaszmiru, Śrinagaru, Indii. Wystarczy tylko na chwilę zamknąć oczy i pozwolić swoim zmysłom poczuć klimat dalekiego wschodu. Niezapomniane wrażenia…

Ogromne znaczenie ma także procedura powstawania szali z kaszmiru. Jest to niebywale żmudny, długotrwały i kosztowny proces, lecz potem jego efekty są piorunujące. Czy owa tradycja przetrwała do dziś? Dowiedzie się sami czytając powyższą lekturę. Osobiście nie podejrzewałam, że ten maleńki kawałek materiału ma, aż tak drogocenną wartość.

Wszystkim bez wyjątku polecam najnowsze dzieło Rosie Thomas. To przepiękna, fascynująca historia o rodzinnych tajemnicach, wielkiej mocy przyjaźni, miłości i odkrywaniu samego siebie. Chcesz wspólnie z Mair przeżyć niezapomnianą przygodę? Wyrusz na malowniczą wyprawę do nieznanego Kaszmiru i poczuj niezatarte emocje.

***

Wydawnictwo Hachette. 

czwartek, 4 kwietnia 2013

Nigdy nie mów żegnaj.


Prawo krwi
Tess Gerritsen

 
tytuł oryginalny: Never Say Die
tłumaczenie: Maria Świderska
wydawnictwo: Mira
data wydania: luty 2013r.
ilość stron: 300
ocena: 5/6







     ,,Prawo krwi’’ Tess Gerritsen, współczesnej, amerykańskiej pisarki, to kolejna powieść z dreszczykiem, która niedawno miała swoją premierę nakładem wydawnictwa Mira. Jest to jednak wznowione wydanie, które wcześniej znane było pod tytułem ,,Nigdy nie mów żegnaj’’.

Zgodnie z prośbą nieuleczalnie chorej mamy, Willy Maitland leci do Azji w poszukiwaniu prawdy o dramatycznych wydarzeniach z Wietnamu z przed ponad dwudziestu lat, kiedy to jej ojciec "Dziki Bill", znakomity pilot organizacji Air America, lecąc samolotem został ostrzelany przez wroga i rozbił się w dżungli. Ciała nigdy nie odnaleziono i brak jakiejkolwiek informacji na temat feralnego lotu. W międzyczasie dziewczyna spotyka Guya Barnarda, antropologa pracującego dla armii Stanów Zjednoczonych, który ofiaruje jej swoją pomoc. Mimo początkowych obaw wspólnie z nowym znajomym Willy rozpoczyna śledztwo. Oboje wkraczają na niebezpieczny obszar budząc śpiące od lat smoki. Dlaczego córce ,,Dzikiego Billa’’ grozi śmiertelne niebezpieczeństwo? Komu, po tylu latach od katastrofy samolotu Air America 5410 zależy na tym, żeby wszystko pozostało tak, jak dawniej, w konspiracyjnej tajemnicy?

Moje kolejne spotkanie z twórczością Tess Gerritsen przebiegło nader sprawnie i w bardzo emocjonującej atmosferze. Akcja od niemal pierwszej sceny mknie z zawrotną prędkością nie dając czasu na chwilę wytchnienia. Jest to zapewne dużą zaletą, ale niekiedy brakowało mi wolniejszych momentów, w których mogłabym na spokojnie zweryfikować zagrożenie czyhające na głównych bohaterów. Narracja jest nadzwyczaj przystępna, zaś dialogi naturalne i dynamiczne. Autorka świetnie buduje napięcie bawiąc się emocjami czytelnika. Wątek miłosny i kryminalny w bardzo pomysłowy sposób został spleciony ze sobą, dzięki czemu historia do końca jest nieprzewidywalna. Pośród strachu i śmierci rodzi się pożądanie a nawet może i coś więcej, ale to już musicie sprawdzić sami.

Wszystkim osobom szukającym emocjonującej literatury sensacyjnej z wątkiem romantycznym w roli główniej polecam ,,Prawo krwi’’. To ciekawa, pełna tajemnic historia, która wciąga od samego początku i trzyma w napięciu do samego końca. Tutaj nie ma czasu na nudę. Od razu wejdziemy w samo meritum tajemniczej intrygi czując strach, adrenalinę i  gorące szaleństwo uczuć. Zapraszam do lektury.

***

Wydawnictwo Harlequin Mira. 


KONKURS :-)

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Alina Białowąs. Urodziła się 17 kwietnia we Wrocławiu i mieszka w nim do dzisiaj. Nie wyobraża sobie życia bez książek. Swoją przygodę z pisaniem zaczęła od pamiętników w szkole podstawowej. Pamiętniki przepadły podczas przeprowadzki, ale pasja pisania została. Od dziesięciu lat publikuje swoje opowiadania w czasopismach dla kobiet. Interesuje ją psychika kobieca i jej dojrzewanie do różnych etapów życia. Lubi obserwować ludzi. Ma ogromne poczucie humoru i dużo pozytywnej energii, którą chętnie obdarza znajomych.
Marzyła o zawodzie dziennikarki, ale życie napisało dla niej inny scenariusz.

  Tym razem zbieramy pytania do pani Aliny Białowąs. Przez najbliższe kilka dni będzie można na moim blogu, w komentarzu zadawać swoje pytania (1-maksymalnie 3) do autorki. Następnie wraz z odpowiedziami zbiorę w formę wywiadu i umieszczę w odpowiednim poście.

Dla dwóch osób, które według pani Aliny Białowąs wykażą się najciekawszym pomysłem na pytanie, mamy nagrodę - najnowszą powieść ,,Galeria uczuć'', ufundowaną osobiście przez autorkę.


Regulamin:
1.Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga: Świat książek i ja...
2.Sponsorem nagród jest Alina Białowąs.
3. Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest napisanie w komentarzu pytania (1- maksymalnie 3) do pani Aliny Białowąs na temat jej twórczości i nie tylko.
4. Konkurs trwa od 4 kwietnia 2013 roku do 7 kwietnia 2013 roku do godz. 23.59
5. Wywiad oraz ogłoszenie zwycięzcy nastąpi 10 kwietnia 2013 roku. Jeśli pytań będzie bardzo dużo, to ogłoszenie wyników nastąpi najpóźniej 13 kwietnia.
6. Nagrodą są dwa egzemplarze książki ,,Galeria uczuć''.
7. W konkursie mogą brać udział osoby posiadające blogi oraz anonimowy uczestnicy, którzy popiszą się imieniem/nickiem oraz podadzą adres mailowy.
8. Konkurs skierowany do osób mieszkających w Polsce.
9. Ze zwycięzcą skontaktuję się drogą mailową. W przypadku, gdy zwycięzca w ciągu 7 dni nie odpowie na wiadomość, nastąpi losowanie innego wygranego.
10. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

banerek dla zainteresowanych


Zapraszam do zabawy i życzę powodzenia.