piątek, 28 czerwca 2013

Nieszczęśliwe fatum.


W pętli.
Małgorzata Karlińska 

 
wydawnictwo: Ston
data wydania: 2009
liczba stron: 202
ocena: 4+/6









         Małgorzata Karlińska, wolontariuszka Fundacji Adopcje Malamutów, (broni porzucone zwierzęta od śmierci) niemal od zawsze pisała do tzw. szuflady, jednakże w 2009 roku wreszcie urzeczywistniło się jej marzenie i na światło dzienne wyszła debiutancka powieść autorki zatytułowana ,,W pętli’’.

Phil od dziecka skrycie podkochuje się w Mary. Dziewczyna jest dla niego ucieleśnieniem marzeń, cudowną amerykańską pięknością. Pewnego dnia, Mary z okazji zakończenia liceum zaprasza chłopaka na bal. Pod wpływem alkoholu oboje dają się ponieść pożądaniu, co w efekcie owocuje ciążą. Zrozpaczona dziewczyna nie może pogodzić się z zaistniałą sytuacją. Jej dalsza edukacja musi odejść na boczny tor. Phil staje jednak na wysokości zadania i oświadcza się ukochanej. Młodzi wspólnie czekają narodzin dziecka, ale sprawy przybierają nieoczekiwany obrót. Podczas porodu Mary umiera zostawiając zszokowanego wdowca z córeczką. Oszalały z bólu mężczyzna nie wie, jak ma teraz dalej żyć. Nie może patrzeć na maleńką kruszynkę, przez którą umarła jego żona. Mija kilka lat. Phil wyjeżdża do Paryża, gdzie zamierza nabrać dystansu do siebie i swojego życia. Tam poznaje Liz, małą, drobną uroczą Polkę. Między nimi nawiązuje się płomienny romans, lecz niestety emigrantka musi wracać do swojego kraju. Pomimo tego planuje szybko załatwić swoje sprawy i wrócić do kochanka. Tymczasem sytuacja ulega diametralnej zmianie. W Polsce ogłaszają stan wojenny, przez co nie można nigdzie dzwonić ani podróżować. Czy uda się Philipowi i Liz pokonać wszelkie przeszkody i być razem? A może ciążące nad mężczyzną fatum ponownie da o sobie znać?

Twórczość Małgorzaty Karlińskiej miałam okazję poznać dzięki jej drugiej powieści ,,Sześć strun’’, która wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie, dlatego i tym razem z ogromnym zainteresowaniem sięgnęłam po debiut autorki. Czy warto było? Bez wątpienia tak. To niezwykle emocjonująca historia pełna ludzkich dramatów. Główni bohaterowie na każdym kroku zmagają się z wieloma trudnościami m.in. śmierć, zdrady, rozstania itp. Dla równowagi mamy również gorące, namiętne, romantyczne i szalone uczucia. Sceny erotyczne są odważne, naturalne, na granicy dobrego smaku. Wartka akcja cały czas pędzi na przód  trzymając w napięciu do ostatniej strony. Zakończenie dosłownie zbija z pantałyku. Nie myślałam, że finał tej historii potoczy się tak nieprzewidywanie. Reasumując, jest to naprawdę interesująca proza, aczkolwiek mam parę drobnych zastrzeżeń. Fabuła w moim odczuciu została nieco zbyt pobieżnie potraktowana. Liczyłam na dokładniejszą analizę poszczególnych miejsc, osób i zdarzeń. Szkoda również, że wydarzeniom stanu wojennego poświęcono tak mało uwagi. Mimo tych drobnych niedociągnięć nie żałuje czasu z spędzonego z tą pozycją. Wiem, że Małgorzata Karlińska posiada duży potencjał literacki, który znakomicie ewoluuje w jej następnej książce.

,,W pętli’’ posiada swoisty klimat i czar. Nastraja optymizmem, lub dla odmiany zmusza do refleksji nas sensem życia i siłą miłości. Pokazuje, że człowiek jest istotą niedoskonałą, która posiada swoje chwile zwątpienia, nieraz słabości. Czasem popadamy z jednej skrajności w drugą, lecz w tym całym zamieszaniu należy pamiętać o tym, aby odpowiednio korzystać z okruchów radości, jakie daje nam życie. Chcesz poznać zagmatwane, dramatyczne koleje losu głównych bohaterów? Tylko tutaj dowiesz się, jak wiele jesteśmy w stanie wybaczyć ukochanej osobie. Zapraszam do lektury.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Autorka posiada jeszcze kilkanaście egzemplarzy swojej debiutanckiej książki ,,W pętli''. Jeśli ktoś jest zainteresowany kupnem, to pisać do mnie na maila klik.



Konkurs z Katarzyną Mlek.


Katarzyna Mlek- od lat zajmuje się malarstwem, fotografią, muzyką i pisaniem. Prowadzi internetową galerię sztuki. Jest autorką książki „Za firewallem” oraz tomu poezji „Zawodowa królowa”. Prywatnie szczęśliwa mama i żona oraz właścicielka miniaturowego pinczera.






Tym razem zbieram pytania do Katarzyny Mlek. Przez najbliższe kilka dni będzie można na moim blogu, w komentarzu zadawać swoje pytania (1-maksymalnie 3) do autorki. Następnie wraz z odpowiedziami zbiorę w formę wywiadu i umieszczę w odpowiednim poście.

Jedna osoba, która według Katarzyny Mlek wykaże się najciekawszym pomysłem na pytanie, otrzyma nagrodę ,,Zapomnij patrząc na słońce'' (recenzja-klik), ufundowaną przez wydawnictwo Oficynka.

Gorąco zachęcam do wzięcia udziału w konkursie, ponieważ najnowsza proza Katarzyny Mlek jest niezwykle poruszająca i godna uwagi.

Wystarczy napisać tylko jedno max trzy, błyskotliwe pytania i być może nagroda będzie twoja. Proszę również o uważne czytanie cudzych komentarzy, żeby wasze pytania do autorki nie pokrywały się z innymi. Do dzieła kochani!!!

Regulamin:
1.Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga: Świat książek i ja...
2.Sponsorem nagród jest wydawnictwo Oficynka.
3. Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest napisanie w komentarzu pytania (1- maksymalnie 3) do Katarzyny Mlek na temat jej twórczości i nie tylko.
4. Konkurs trwa od 28 czerwca 2013 roku do 2 lipca roku do godz. 23.59
5. Wywiad oraz ogłoszenie zwycięzcy nastąpi 5 lipca 2013 roku.
6. Nagrodą egzemplarz książki ,,Zapomnij patrząc na słońce''.
7. W konkursie mogą brać udział osoby posiadające blogi oraz anonimowy uczestnicy, którzy popiszą się imieniem/nickiem oraz podadzą adres mailowy.
8. Konkurs skierowany do osób posiadających adres zamieszkania w Polsce.
9. Ze zwycięzcą skontaktuję się drogą mailową. W przypadku, gdy zwycięzca w ciągu 7 dni nie odpowie na wiadomość, nastąpi losowanie innego wygranego.
10. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
banerek dla zainteresowanych

czwartek, 27 czerwca 2013

Oszukać przeznaczenie.


Zapomnij patrząc na słońce
Katarzyna Mlek

seria/cykl wydawniczy: Szpunt do Antałka
wydawnictwo: Oficynka
data wydania: 22 marca 2013
liczba stron: 255
ocena: 5+/6








    Katarzyna Mlek, z wykształcenia ekonomistka, mieszka ze swoją rodziną w górach. W wolnych chwilach oddaje się wielu pasjom m.in. malarstwo (prowadzi internetową galerię sztuki- http://www.katamlek.pl/) fotografia, muzyka, poezja oraz tenis. Pisze również książki. Jej debiut "Za firewallem’’ ukazał się pod zmienionym nazwiskiem – Melk. Obecnie nakładem wydawnictwa Oficynka możemy poznać najnowszą prozę autorki zatytułowaną "Zapomnij patrząc na słońce".

Akcja powieści rozgrywa się w biednej dzielnicy Tysiąclecia w Katowicach, gdzie wraz z rodzicami Januszem i Sabiną mieszka siedmioletnia Hanka. Ojciec pracuje, jako księgowy w kopalni, zaś matka, gospodyni domowa po narodzinach córki stała się nadpobudliwą alkoholiczką terroryzującą fizycznie i psychicznie całą rodzinę. Dziewczynka dzielnie próbuje radzić sobie z otaczającą gehenną, lecz najbardziej przerażają ją nocne koszmary, w których pojawia się czarny, złowieszczy, gadający kruk zwiastujący niebezpieczeństwo oraz śmieć. Po pewnym czasie Hanka odkrywa, że senne mary znajdują swoje ujście w rzeczywistym świecie. Co z tego dalej wyniknie? Przekonajcie się o tym sami.

Czuje się tak, jakbym dostała obuchem w głowę. "Zapomnij patrząc na słońce" jest książką niezwykle szokującą, mroczą i szalenie nietuzinkową. Niemal z każdej strony przebija się tutaj duszny klimat brudnych, zatłoczonych Katowic polany gęstym sosem biedy, ubóstwa i wszechobecnego cierpienia. Niezwykle realny jest również obraz patologicznej, śląskiej rodziny, gdzie małe, bezbronne dziecko jest na każdym kroku bite i poniewierane. Czasem głodne musi uciekać do szkoły, zaś potem po lekcjach, w domu przejmować obowiązki po pijanej matce. Jedyna ostoja w ojcu, lecz niestety i on nie potrafi dosadnie przeciwstawić się agresywnej małżonce. Z reguły w takich chorych relacjach mężczyźni stosują przemoc. Tutaj mamy jednak odwrotny wariant. Muszę przyznać, że tym bardziej boleśnie odebrałam rolę matki-kata, która zamiast być podporą dla swojego dziecka wolała oddawać się grzesznym uciechom. Śledząc nieszczęśliwe losy Hanki czułam całą lawinę rozbieżnych emocji m.in. gniew, złość, oburzenie, nienawiść oraz żal, empatię i nadzieję na lepsze jutro. Chociaż to tylko literacka fikcja, to jednak wiem, że w prawdziwym życiu też bywają takie dramatyczne przypadki.

Kolejnym ważnym elementem są przerażające sny, które nawiedzają główną bohaterkę. Kim tak naprawdę jest kruk? Czy w jego osobie kryje się jakaś symbolika? Próbowałam znaleźć właściwą interpretacje mrocznej osobowości tego ptaszyska, lecz z mizernym skutkiem. Na myśl jedynie przychodzi mi mój ulubiony horror ,,Oszukać przeznaczenie’’, w którym kostucha zostawia głównemu bohaterowi wskazówki dotyczące śmierci poszczególnych osób. Tutaj mamy bardzo podobną zabawę. Kruk naprowadza dziewczynkę na pewne, tragiczne wydarzenia i jej zadaniem jest odgadnąć, kiedy i gdzie będą one miały miejsce. Muszę przyznać, że niejednokrotnie włos jeżył mi się na głowie śledząc szaleństwo tych sennych koszmarów. Autorka źródło inspiracji znalazła w realnej rzeczywistości wykorzystując prawdziwe tragedie, jakie kiedyś nawiedziły Polskę np. zawalenie hali MTK  lub katastrofa kolejowa w Babach. Ten aspekt nadał całej fabule rzeczywistego wydźwięku i czasem miałam problemy z oddzieleniem prawdy od literackiego fałszu. Uważam to jednak za duży plus i cieszę się, że Katarzyna Mlek stworzyła tak niebanalną, trzymającą w nieustanym napięciu historię.

Gorąco polecam przeczytać "Zapomnij patrząc na słońce’’. To niezwykle mocna, poruszająca lektura chwytająca za gardło i serce. Nie znajdziecie tutaj pięknej, sielankowej aury, tylko dosadną, brutalną prozę życia. To znakomite połączenie thrillera, psychologii oraz dramatu z nutką kryminalnego i metafizycznego akcentu. Ta książka jest swoistym wołaniem o zdrowe, rodzinne i pełne miłości relacje. Naprawdę warto ją poznać. Zapraszam.

***
Wydawnictwo Oficynka. 



środa, 26 czerwca 2013

Moc przyjaźni.


Szczęściara
Kristyn Kusek Lewis

 
tłumaczenie: Bożena Jóźwiak
tytuł oryginału: How Lucky You Are
wydawnictwo: Filia
data wydania: 12 czerwca 2013
liczba stron: 472

ocena: 5+/6






     Czym jest szczęście? Dla jednych, to stabilizacja rodzinna, miłość, zdrowie. Dla drugich piękny dom, wypasione auto, kariera, sława lub ogromna fortuna. Różne są typy szczęścia i każdy z nas inaczej je interpretuje. Kristyn Kusek Lewis, dziennikarka Glamour, Marie Claire, Cosmopolitan i New York Timesa na przykładzie  swojej debiutanckiej książki ,,Szczęściara’’  pokazuje, czym tak naprawdę kierować się w życiu, aby osiągnąć spokój i harmonię.

Waverly, Kate i Amy od wielu lat są serdecznymi przyjaciółkami. Waverly, na co dzień prowadzi cukiernię, która niestety nie przynosi zbyt wielu dochodów, dlatego po jakimś czasie dziewczyna wpada w poważne długi. Kate jest żoną potencjalnego gubernatora Wirginii, jednakże ciężko jej żyć w blasku reflektorów, wobec tego marzy o normalnym, zwyczajnym życiu. Natomiast Amy z pozoru prowadzi spokojne, idylliczne życie u boku kochającego męża i cudownej córeczki. Rzeczywistość przedstawia się zgoła inaczej. Kobieta skrywa w sobie mroczną tajemnicę. Cała trójka próbuje jakoś radzić sobie z własnymi problemami, lecz nieoczekiwanie sprawy przybierają poważniejszy obrót. Już wkrótce każda z nich będzie musiała wiele zaryzykować w imię przyjaźni. Co z tego dalej wyniknie?

Nie byłam pozytywnie nastawiona do tej książki. Myślałam, że czeka mnie kolejna, typowa, nudna historia o przyjaciółeczkach i ich pseudo rozterkach. Pomyliłam się i to bardzo. Tutaj nie ma błahych zmartwień, wręcz przeciwnie. Trudne, zawiłe perypetie głównych bohaterek pokazały moje życie w całkiem innym, lepszym świetle. Nie chciałabym być na ich miejscu. Wszystkie trzy przyjaciółki oszukiwały siebie nawzajem tkwiąc w błędnym kole. Amy udawała, że ma szczęśliwą, kochającą rodzinę. Kate uparcie tkwiła w roli, w której nie czuła się najlepiej, zaś Waverly  była przekonana, że osiągnie spokój ducha tylko wtedy, gdy wszystko wokół będzie idealne. Na szczęście w odpowiednim momencie dziewczyny ocknęły się z tego letargu szukając właściwego rozwiązania dla swoich kłopotów. Zdały sobie sprawę z tego, że w razie niepowodzeń zawsze mogą na siebie liczyć.

Muszę przyznać, że zagmatwane losy Waverly, Kate i Amy pochłonęły mnie bez reszty. Niekiedy sama czułam się częścią ich kobiecego klanu. Razem z nimi przeżywałam wszelkie wzloty i upadki. Autorka w piękny i poruszający sposób pokazała, jak wielkie znaczenie ma przyjaźń. Niekiedy pomocna dłoń od najbliższych znajomych może uratować nas z egzystencjalnego marazmu. Tak było i w tym przypadku. Kristyn Kusek Lewis porusza szereg istotnych, niezwykle ważnych kwestii takich, jak chociażby brak zaufania do drugiej osoby, wstyd przed przyznaniem się do porażki, zdrady oraz przede wszystkim przemoc w rodzinie. Szczególnie ostatnie zagadnienie daje dużo do myślenia. Czy osoba z zewnątrz powinna jakoś zareagować na to chore zjawisko, czy może lepiej nie angażować się w cudzy związek? Gdzie znajduje granica, w której wolno podejmować jakieś działania w tym kierunku? Zobaczcie, jak autorka wybrnęła z tego tematu.

,,Szczęściara’’ niesie za sobą całą lawinę różnorodnych emocji: smutek, łzy, niepowodzenia oraz dla odmiany garść optymizmu, wiary i nadziei. Lekkie pióro, naturalne dialogi, wyraziste postacie, sugestywne opisy oraz barwna akcja powodują, że czyta się tę książkę bez najmniejszego trudu i z nieustanym zainteresowaniem. Znajdziecie tutaj również piękne przesłanie mówiące o tym, że należy cieszyć z rzeczy na pozór nieistotnych np. zwykły uśmiech posłany nam przez przypadkową osobę. Nie warto oglądać się wstecz na swoje porażki, bo przecież liczy się tylko to, co tu i teraz. Zapraszam do czytania. Naprawdę warto.

***

Wydawnictwo FILIA. 


wtorek, 25 czerwca 2013

Wywiad z Agnieszką Lingas Łoniewską

Kinga
1. Co Pani myśli na temat okładek swoich książek? Czy ma Pani wpływa na to jak wyglądają?


Jak większość autorów w Polsce nie mam zbyt wielkiego wpływu na wygląd okładki. Okładka to opakowanie książki, która dla wydawcy jest produktem i to on ostatecznie decyduje w jaki „papier” opakuje swój towar. Takie są realia, aczkolwiek czasami wydawca zgadza się z moimi sugestiami. Z moich wszystkich okładek najbardziej lubię tę do ostatniej książki, czyli „W szpilkach od Manolo”.

2. Ile jest Agnieszki Lingas-Łoniewskiej w książkach? Czy któraś z postaci ma pani charakter?

Myślę, że w Lilianie z „W szpilkach od Manolo” można by doszukać się pewnych moich cech. Na pewno będą do nich należeć: poczucie humoru, wyobraźnia i cięte riposty.

3. Czy zdecydowałaby się Pani na napisanie z kimś książki? Jeśli tak, to z kim najchętniej i dlaczego?

Nigdy o tym nie myślałam i nie potrafię w tej chwili powiedzieć kim mogłaby być ta osoba. A, nie. Wiem! Stephen King. Uwielbiam jego książki i chętnie powymyślałabym wspólnie z nim jakąś krwawą i mrożącą krew w żyłach opowieść.

molarnia
1. Gdyby wydano tylko jeden egzemplarz Pani książki, komu chciałaby go Pani podarować i dlaczego akurat tej osobie.


Mojej mamie. Bo jest cudowna i nauczyła mnie miłości do książek już od najwcześniejszych lat.

Klaudia Dutkiewicz
1. Gdyby mogłaby być Pani parą butów, to jakie one by były?


Kolorowe trampki z wiszącymi sznurowadłami.

Recenzje Kiti
1. Czym kieruje się Pani przy wyborze fabuły do swoich książek?


Często wystarczy jakiś impuls, zasłyszana opowieść, news w telewizji, piosenka, która mnie porwała i już tworzy mi się w głowie zarys historii. Innym razem jest to fragment czyjegoś życia, z którego biorę sobie jakiś pasujący mi element. Jeszcze innym razem są to moje własne przeżycia, które obrysowuję, ubieram w postaci i tworzę nową opowieść.

2. Jaki gatunek Pani najbardziej odpowiada i dlaczego?

Myślę, że na pewno thriller psychologiczny, a także dobra sensacja. Uwielbiam książki Daniela Silvy o izraelskim szpiegu, Gabrielu Allonie. Lubię adrenalinę, niepewność i zaskakujące zwroty akcji.

3. Która Pani pozycja cieszy się Pani największą sympatią, jako autorki?

Zawsze mówię, że niedobra ze mnie matka, bo kocham tylko to "dziecię", nad którym właśnie pracuję. Ale z dotychczas napisanych książek chyba niezwykłą sympatią darzę Zakręty losu-Historię Lukasa, W szpilkach od Manolo i wydany w USA Dirty World (który ukaże się w 2014 roku w Polsce jako Brudny świat).

Paulina Kwiatkowska
1. Skąd w ogóle pomysł na pisanie?


Chyba z potrzeby serca. Z szalonych myśli przepełniających umysł i nieokiełznanej wyobraźni. A także z radości, jaką daje pisanie.

2. Czy cieszą Panią spotkania z czytelnikami? Które najmilej Pani wspomina?

To jedno z wielu przyjemnych aspektów bycia autorką książek. Bardzo lubię spotkania z czytelnikami, którzy mają okazję zobaczyć, że jestem normalną uśmiechniętą kobietą, która nie żyje gdzieś w abstrakcyjnej rzeczywistości, ale jest tutaj, obok nich. A ja z kolei mogę spotkać się z tymi, dla których piszę i którzy często cudownie przeżywają każde napisane przeze mnie słowo. Które najmilej wspominam? Każde spotkanie jest szczególne i każde coś wnosi do mojego życia.

monalisap
Czy losy Krzysztofa i Kasi Borowskich z Trylogii Zakręty losu są wzorowane na jakiejś parze znanej Pani z codziennego życia, czy od początku do końca są fikcją literacką?


Ich akurat nie, aczkolwiek postać Lukasa ma swojego odpowiednika w rzeczywistości.

2. Woli Pani szczęśliwe zakończenia czy smutne, tragiczne w czytanej przez Panią literaturze- dlaczego właśnie takie?

Książka powinna wywoływać obrażenia. To moje ulubione sformułowanie, zapożyczone od Emila Ciorana. I tak właśnie postrzegam to, co lubię czytać. Nieistotne jak powieść się kończy, ważne, aby pozostawiła w nas jakiś ślad. Nawet bolesny.

Agatha
1. Czy bohaterowie pani książek posiadają niektóre cechy pani przyjaciół lub członków rodziny?


Niektórzy tak. Albo cząstki cech. Często bohaterowie i ich osobowości są miksem cech moich znajomych, przyjaciół, od każdego z nich biorę sobie jakąś małą cząsteczkę i powstaje mój wymarzony bohater.

2. Jak wygląda pani proces twórczy? Zamyka się pani w pokoju przed laptopem czy czeka pani na "wenę"?

Najpierw mam pomysł. Czasami wystarcza nowo usłyszana piosenka, przeczytana książka, zasłyszana opowieść. Potem zaczynam rozwijać fabułę, ale wszystko dzieje się w mojej głowie. Następnie „rysuję” postaci, nadaję im różnorakie cechy, imiona, nazwiska, role. A potem… zaczynam pisać. Z weną jest różnie. Czasami jest niezwykle kapryśna. Staram się postępować wedle metody Kinga, czyli każdego dnia otwierać plik z tekstem i pisać. Choćby miało to być jedno zdanie dziennie. Z doświadczenia wiem, że zostawienie tekstu „bo nie mam siły/pomysłu/zrobię to jutro” powoduje, że czas zaczyna przeciekać przez palce, mija pół roku, a książka leży niedokończona.

Dorota
1.W swoich książkach pisze Pani o miłości. Czy wierzy Pani w miłość od pierwszego wejrzenia, tzn. w szczególne więzi łączące dusze dwojga ludzi, sprawiające iż wzajemna miłość staje się ich przeznaczeniem, czy raczej uważa Pani, że aby kogoś szczerze pokochać, trzeba najpierw dobrze poznać jego charakter?


Wierzę w taką miłość. Może to nierealne w dzisiejszych czasach, ale tak właśnie postrzegam związek dwojga ludzi. Musi być ta iskra, to uderzenie, ten błysk. Potem przychodzi czas na poznawanie się, docieranie, ale ten pierwszy symptom jest motorem wszystkiego.

2.Wiele osób, czytając książki, mimowolnie wciela się w wyobraźni w postaci głównych bohaterów/bohaterek. Czy zdarza się to Pani przy kreowaniu postaci we własnych książkach, czyli mówiąc inaczej - czy w trakcie pisania książki wyobraża sobie Pani, że jest jej bohaterką, czy raczej dystansuje się Pani od stworzonych przez siebie postaci?

Nie jestem w stanie się zdystansować. Pisząc, żyję życiem moich bohaterów. Wraz z nimi cierpię, płaczę, śmieję się i przeżywam każdy kolejny dzień. Nie mogłabym pisać „na sucho”, wówczas nie byłoby to prawdziwe, wciągające i emocjonalne.

3.Gdy Pani powieści są już wydane i trafiają na półki księgarni – czy czyta je Pani jeszcze raz, bardziej krytycznie, znajdując być może coś, co – w Pani odczuciu – można było napisać inaczej, troszkę lepiej, czy też jest to już dla Pani sprawa zamknięta i zdaje się Pani jedynie na opinie recenzentów?


Czytam wielokrotnie, takie są wymogi korekty. Nie lubię wracać do książek już wydanych, wówczas nie podobają mi się, najchętniej znowu bym je poprawiała, albo napisała od początku. Ale rozmawiałam z wieloma pisarzami i większość twierdzi, że mają podobne odczucia.

AnnieK
1. Ile ma Pani par szpilek?


Chyba 3  :-)

2. Czy od dzieciństwa chciała być pani pisarką?

Nie, chciałam być nauczycielką języka polskiego i to jest mój wyuczony zawód. Ale pisać lubiłam zawsze.

STASIA7556
1. KTO LUB CO ZAINSPIROWAŁO PANIĄ DO PISANIA KSIĄŻEK?


Zawsze lubiłam pisać, tworzyć, na początku moje utwory trafiały do przysłowiowej szuflady, potem do Internetu. Inspiracją są dla mnie książki i muzyka.

2. KTÓRA KSIĄŻKA JEST PANI "WYPIESZCZONYM DZIECKIEM'?


Jeśli chodzi o moje powieści, to niezwykłym uczuciem darzę Historię Lukasa, a także W szpilkach od Manolo. Z tych niewydanych także Łatwopalnych (premiera 23 września), gdyż ta powieść wyeksploatowała mnie emocjonalnie, a także bardzo silnie związana jest z regionem, w którym mieszkam, czyli z Dolnym Śląskiem.

3. JAKIE PYTANIE JESZCZE PANI NIE ZADALI CZYTELNICY, A NA KTÓRE CHCIAŁABY PANI ODPOWIEDZIEĆ.

Hm. Nie wiem. Może jak mam na drugie imię? Kasia :-)

Dominika S.
1. Czytałam wiele pozytywnych recenzji Pani książek, ale zdarzają się również te negatywne. Jednym z głównym zarzutów jest nadmiar erotyki, jak radzi sobie Pani z taką krytyką?


Krytyka jest różna. Ta uważna, konstruktywna, celnie wskazująca na obszary do poprawienia, do pracy nad warsztatem, jest zawsze przyjmowana przeze mnie z należną uwagą. Taką krytykę cenię.
Jeśli chodzi o sceny erotyczne, to z tym bywa różnie. Nie we wszystkich moich powieściach można takie znaleźć, to zależy od charakteru książki, albo od danej sytuacji, którą opisuję. W „W szpilkach od Manolo” na przykład, takich scen nie ma. A odbiór? Jeśli się komuś nie podoba taka forma epatowania erotyką, cóż. Mamy wolną wolę, wolny wybór :-)



Bożena Witkowska
Witam!
1. Pani pisanie to sposób na nudę, ucieczka od rzeczywistości, czy potrzeba tworzenia, pozostawienia czegoś po sobie?


Na nudę raczej nie, bo nigdy się nie nudzę. Oprócz tego, że piszę, prowadzę także bloga i portal Czytajmy Polskich Autorów. Więc mam co robić ;-) To raczej potrzeba tworzenia, możliwość dania wolnego pola wyobraźni, chęć dialogu i pozostawienia czegoś po sobie. A także potrzeba wywołania uśmiechu, łez i wzruszeń o moich czytelników.

makomt
1. W szpilkach kobieta wygląda niezwykle pociągająco, a do tego dodają one pewności siebie (w moim odczuciu oczywiście;)). Czy zdarzyło się Pani pisać powieść będąc "wystrojoną" w szpilki?


Nieeee. Mój strój, w którym piszę to raczej mało elegancki zestaw. T-shirt i dresy :-)

Kulturalna
1. Pani Agnieszka ma pięknego kota :) Hmmm ja bym ją zapytała o to jak zaczęła się jej przygoda z pisarstwem. Zapraszam http://qltura.blogspot.com/


Kot na zdjęciu to Misia. Mam jeszcze Piksela i Zojkę. Oraz psa Dragona.
A przygoda z pisaniem? Po prostu. Pewnego dnia wpadł jeden pomysł, potem drugi i tak się zaczęło. Ale zanim moje książki trafiły na półki księgarskie trochę czasu minęło. Debiutowałam w styczniu 2010 roku, a piszę od 2008. Pisałam też wcześniej, także na studiach, ale nic nie robiłam z tymi tekstami. Dopiero, gdy zaczęłam wrzucać swoje teksty do Internetu i zaczęło się to spotykać z dużym zainteresowaniem, postanowiłam poszukać wydawcy. I udało się :-)

Nathalie X.  
Jestem ciekawa jednej rzeczy.
1. Wydała Pani jedną ze swoich książek w Stanach pod tytułem "Dirty World". Pamiętałam, jak czytałam ją jeszcze na chomiku jako fan-fiction i potem z największą przyjemnością powtórzyłam lekturę wersji autorskiej. Historia rzeczywiście jest nietuzinkowa i zapada w pamięć. Przyznam, że najbardziej utkwiło mi w głowie zakończenie - płakałam jak głupia, a wtedy mało która książka wywoływała u mnie takie emocje. Zastanawia mnie jednak, dlaczego ze wszystkich napisanych dotychczas historii, zarówno autorskich, jak i fan-fiction, wybrała Pani akurat "Brudny świat", a nie przykładowo swój polski debiut "Bez przebaczenia". Kwestia przypadku czy świadomy wybór?


Świadomy wybór :-) Akcja powieści dzieje się w USA, dlatego wraz z przyjaciółmi wpadliśmy na pomysł, aby wydać ją właśnie tam. To była taka przygoda, a właściwie sprawdzenie, czy w ogóle takie coś jest możliwe. W tej chwili mój polski wydawca wykupił prawa do tej książki i „Brudny świat” ukaże się w 2014 roku.

Ula J.
1. Może to nie co przewrotne pytanie, ale czy gdyby nie była Pani pisarką i ujrzała na półce księgarni okładkę książki "W szpilkach od Manolo'' oraz przeczytała krótki widniejący na niej krótki opis, to sięgnęłaby Pani po ową książkę:)?


Myślę, że tak, bo lubię połączenie kilku gatunków, a opis na okładce Szpilek właśnie to gwarantuje. Poza tym podoba mi się ta okładka (o czym pisałam wcześniej) i chociaż nie sugeruję się okładkami, to jeśli zainteresowałby mnie opis, to zapewne zerknęłabym właśnie na ilustrację i ona na pewno by mnie zachęciła.

Monika
Dzień dobry Pani Agnieszko!
Mam dla Pani takie pytania:
1. Ile ma Pani kotów?


Mam trzy koty: Misię, Zojkę i Piksela. Wszystkie trzy koty występują w książce „W szpilkach od Manolo”.

2. Czy do Pani ulubionych książek zaliczy Pani " Anię z Zielonego Wzgórza"?

Tak, seria L.M. Montgomery była moją ulubioną, kiedy jeszcze byłam dziewczynką. A do ulubionych książek tej autorki należy „Błękitny zamek”. Odniesienia do tej lektury znajdziecie w mojej najnowszej powieści „Łatwopalni”, która ukaże się 23 września.

3. Moim marzeniem jest "być pisarką"- jak Pani zachęci przyszłą pisarkę, by nią została?
Pozdrawiam


To długi proces. Ja sama jeszcze nie uważam się za pisarkę. Mówię o sobie autorka książek, albo kreatorka wyobraźni. Pasja, wena to jedno, ale ważny jest warsztat, a nad tym pracuje się latami. Ciągle jestem na etapie pracy i rozwoju. Życzę powodzenia, wiary i krytycznego podejścia do własnej twórczości.

alicjamagdalena
1. Co zadecydowało o tym, że stworzyła Pani stronę internetową o polskich pisarzach oraz zdecydowała się na prowadzenie własnego bloga? Były to spontaniczne decyzje czy może przemyślane? Spodziewała się Pani, że odniosą one sukces czy może była Pani bardziej sceptyczna?


 Gdy podpisałam umowę z wydawcą i zaistniałam na rynku wydawniczym, poznałam wielu polskich autorów i autorki. Niektórzy mieli już po kilka książek na koncie, a w ogóle o nich nic nie słyszałam. I zaznaczam, że nie jestem ignorantką książkową, czytam dużo, kocham to. Wówczas postanowiłam zrobić coś, co pomoże chociaż w niewielkim stopniu dotrzeć do większej grupy odbiorców. Najpierw, w 2010 powstał fanpage na FB, a w listopadzie 2012 ruszył portal Czytajmy Polskich Autorów. Decyzje? Raczej na początku spontaniczne, a potem już dokładnie przemyślane.


2. Wrocław - rozumiem, jest Pani Wrocławianką. Co z Książem czy Kamienną Górą? Są to bliskie dla Pani serca miejsca? Wiąże z nimi Pani szczególne wspomnienia?


We Wrocławiu mieszkam od 5 roku życia, urodziłam się w Wałbrzychu i bardzo mocno jestem związana z Dolnym Śląskiem. Jest tu wiele magicznych, niezapomnianych miejsc i dlatego o nich piszę, aby osoby, które nie znają tego regionu po lekturze moich książek zechciały bliżej się z nim zapoznać. W „W szpilkach od Manolo” występuje oczywiście Wrocław, a także Zamek Książ i Kamienna Góra. W powieści „Łatwopalni” będzie jeszcze więcej naszych dolnośląskich perełek.

3. Czy lubi Pani chodzić w szpilkach ? :)

 Lubię, ale chodzę tylko wówczas kiedy jeżdżę ;)

kwiatusia
1. Pisze Pani recenzje z przeczytanych książek na swoim blogu oraz na innych stronach poświęconych tematyce książkowej. Proszę nam powiedzieć, czy jest jakiś gatunek literacki, do którego czuję Pani awersje? Jeżeli tak, to czy sięga Pani po lektury z tego gatunku, recenzuje, czy omija je Pani szerokim łukiem?


Nie przepadam za fantasy, ale ostatnio złamałam się i przeczytałam Grę o tron. Najbardziej jednak lubię thrillery psychologiczne. Polecam „Ciężar wody” Anity Shreve.

2. Jest Pani szefową portalu Czytamy Polskich Autorów (stronę znajdziemy również na Facebooku). Skąd pomysł, aby założyć taką stronę internetową? Promuje Pani jak by na to nie spojrzeć „konkurencję” – czytelnicy mogą w księgarni zamiast po Pani twórczość sięgnąć po powieści innych polskich autorów - właśnie dzięki Pani „dobremu słowu na ich temat”. Nie obawia się Pani tego? (na marginesie powiem, że nie spotkałam się z taką akcją prowadzoną przez innych autorów dlatego podziwiam, popieram i podpisuję się pod akcją obiema rękami ;))


Nie postrzegam tego w ten sposób. Mam swoje grono czytelników i jako osoba, która wiele lat pracowała w marketingu i finansach wierzę, że ten tort jest dostatecznie duży, aby dla każdego starczył kawałeczek. Prowadzenie strony CPA traktuję raczej jako misję, aby pomóc debiutantom, aby dotrzeć do jak największej liczby potencjalnych czytelników polskiej literatury i aby być na bieżąco z twórczością rodzimych autorów.

3. Moje trzecie pytanie, dotyczy „tytułowej twórczości Agnieszki Lingas - Łoniewskiej prywatnie” :):
- proszę nam powiedzieć, czy jest Pani z kimś w konflikcie, takim „bez przebaczenia”;
- „Szósty” numer to…”- powiedział prezenter telewizyjny. Co by Pani zrobiła, gdyby przez przypadek trafił w Pani ręce kupon lotto, a na nim znajdowałaby się główna nagroda?;
- czy na Pani drodze życiowej pojawiły się jakieś „zakręty losu” (poza książką oczywiście:))?;
- oglądała Pani indyjski film z 2004 roku „Zakład o miłość”?; czy lubi Pani bollywoodzkie produkcje?;
- proszę nam zdradzić, czy ma Pani jakiś sekret, który powinien pozostać „w zapomnieniu” (aby nigdy nie ujrzał światła dziennego)?;
- czy odbierała Pani lub zamierza w przyszłości odebrać nagrodę za swoją twórczość „w szpilkach od Manolo”? ;)


Unikam takich konfliktów. Jeśli ktoś nie odpowiada mi charakterologicznie lub osobowościowo po prostu zrywam z nim wszelki kontakt. Życie jest zbyt krótkie, aby w ten sposób się spalać.
Szóstka? Pewnie kupiłabym domek nad jeziorem i pisała do końca moich dni ;)
Chyba każdy ma takie zakręty losu, bardziej lub mniej ostre i zawiłe. Jednak większych tragedii w życiu nie przeżyłam i jestem za to wdzięczna dobrotliwemu losowi.
Nie, nie widziałam tego filmu. Bollywoodu także nie oglądam.
Noo, nie mogę tego zdradzić;) Niech pozostanie w zapomnieniu.
W szpilkach zapewne. Nie wiem czy od Manolo. Ale gdy odbierałam żelazny glejt Ambasadora Krakowskich Targów Książki to chyba szpilek nie miałam. Tak samo, gdy odbierałam II nagrodę w konkursie na opowiadanie kryminalne. Muszę koniecznie to nadrobić!

truskaweczka8989
1.Jak czuła się Pani, gdy po raz pierwszy miała Pani namacalny dowód swojej pracy w postaci wydanej książki? Czy dotykała Pani z namaszczeniem jej stron, grzbietu, wąchała Pani pachnące nowością strony?


Oczywiście, cieszyłam się, wąchałam i robiłam jej niezliczoną ilość zdjęć. Zresztą, szczerze mówiąc, za każdym razem, gdy przybywają do mnie egzemplarze autorskie kolejnej powieści, reakcja jest podobna.

2.Czy pamięta Pani pierwszą osobę, która poprosiła Panią o podpisanie książki?

To było na pewno na promocji debiutu „Bez przebaczenia” na początku 2010 roku. Ale kto to był konkretnie, już nie pamiętam.

3.Gdyby miała Pani zachęcić czytelników, którzy Pani twórczości do tej pory nie poznali, co by Pani powiedziała? Co Pani książki mają takiego, że są wyjątkowe i warto po nie sięgnąć?


Ciężko się tak reklamować. Najlepiej przekonać się na własnej skórze. Jeśli lubicie powieści pełne emocji, tych złych i dobrych, skomplikowane charaktery, zagmatwane układy międzyludzkie, akcję, sensację i humor-zapraszam do mojego świata :-)


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
~~~~~~~

Serdecznie dziękuję za niezwykle sympatyczne pytania, na które miałam przyjemność odpowiedzieć a Cyrysi za zorganizowanie tego konkursu i tym samym pomoc w promocji mojej najnowszej książki. Agnieszka

 Nagrodę w postaci książki ,,W szpilkach od Manolo’’ otrzymuje : alicjamagdalena

 
Gratuluje!


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ja również gorąco dziękuję Agnieszce Lingas Łoniewskiej za wspaniały wywiad, jak również dziekuję wszystkim uczestnikom zabawy.
Pozdrawiam!
Cyrysia

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Tragiczny los Kingi.


Bezdomna
Katarzyna Michalak


seria/cykl wydawniczy: z czarnym kotem tom II
wydawnictwo: Znak literanova
data wydania: 3 czerwca 2013
liczba stron: 256
ocena: 6-/6







  
     Katarzyna Michalak to pisarka niezwykle wszechstronna. Potrafi tworzyć nie tylko piękne, wzruszające powieści obyczajowe, lecz również doskonale odnajduje się w literaturze historycznej, erotycznej oraz fantastyce. Niemal każda historia wychodząca z spod jej pióra zachwyca siłą przekazu i emocjami, dlatego bez wahania postanowiłam przeczytać ,,Bezdomną’’ , która jest drugim (po ,,Nadziei'') tomem ,,serii z czarnym kotem’’.

Kinga Król miała kiedyś wszystko: męża, dom, dobrą pracę i wspaniałe plany na przyszłość, lecz pewnego dnia sytuacja uległa diametralnej zmianie. Z dnia na dzień dziewczyna ląduje na bruku. Mija rok. Kinga ma dosyć swojej marnej egzystencji, dlatego w wigilijny wieczór w zamkniętym śmietniku planuje popełnić samobójstwo. Nie wszystko przebiega jednak zgodnie z planem. Wraz z nią w kontenerze nieoczekiwanie znajduje się mały bury kotek. To dzięki niemu niedoszła samobójczyni spotyka się z Joanną Reszką, dziennikarką, która akurat wyszła wyrzucić śmieci. Aśka zaprasza bezdomną na świąteczną wieczerze. Okazuje się, że obie kobiety jednoczy wspólna przeszłość. Jakie relacje łączą Kingę z dziennikarką?  Co takiego strasznego zrobiła, że rodzina i przyjaciele się od niej odwrócili? "Niech cię szlag, Kingo Król. Będziesz się smażyć w piekle za to, co zrobiłaś." Już wkrótce główna bohaterka odkryje wszystkie mroczne sekrety ze swojego życia.

Wiedziałam, że w trakcie lektury ,,Bezdomnej’ czekają mnie nie lada emocje, ale to, co dostałam przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Tak mocnego dramatu nie miałam jeszcze okazji poznać. Perypetie Kingi Król są najlepszym dowodem na to, że życie potrafi pisać zaskakujące scenariusze. Zwyczajna, szczęśliwa dziewczyna w ciągu kilku chwil zostaje zaszczutą zbrodniarką. Jeden tragiczny moment powoduje ogromną lawinę bolesnych zdarzeń.

Jak w mózgu inteligentnej dziewczyny może coś ,,przeskoczyć’’ zmieniając jej sposób postrzegania otoczenia. Ludzki umysł nie potrafi tego zrozumieć. Dla rozwścieczonego tłumu liczy się tylko sprawiedliwość i najsurowsza kara. Łatwo kogoś pochopnie ocenić sugerując się jedynie suchymi faktami. Nie zastanawiamy się, czy dana historia nie posiada czasem drugiego dna. Katarzyna Michalak na przykładzie głównej bohaterki pragnie przestrzec i uwrażliwić społeczeństwo przed niepotrzebnym linczem skierowanym na dzieciobójczynie. Ja również do niedawna nie miałam żadnej empatii dla ,,takich’’ osób, lecz obecnie całkiem inaczej zapatruje się na tę kwestie. Dotychczas wszystkie morderczynie dzieci mierzyłam jedną miarą nie zważając na żadne okoliczności łagodzące. Istnieją jednak pewne silne schorzenia typu depresja i psychoza poporodowa. Wydaje nam się, że to zwykła fanaberia niektórych matek. Tak naprawdę nie zdajemy sobie sprawy z powagi tej choroby.  Psychoza poporodowa przypomina obrazem klinicznym depresję albo manię, w postaci urojeń i omamów, co w konsekwencji popycha chorą do dramatycznych działań. W tym przypadku niezwykle ważne jest wsparcie najbliższych oraz odpowiednich organów zdrowia. Niestety rzeczywistość sprawa przedstawia się zgoła inaczej. Często bagatelizujemy niepokojące sygnały zostawiając świeżo upieczoną mamę na pastwę losu.

Niezwykle ważnym tematem poruszanym przez autorkę, jest także problem bezdomności. W Polsce to zjawisko społeczne bywa bardzo powszechne. Wydaje nam się, że nas to nie dotyczy. Nic bardziej mylnego. Czasem wystarczy wyjątkowa niefortunność losu i każdy z nas może znaleźć się na ulicy. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że traktujemy bezdomnych gorzej niż zwierzęta. Nad biednym kotkiem ulituje się większość ludzi, nad cuchnącym kloszardem prawie nikt. Są oni złem koniecznym, który tylko psuje nasz piękny, poukładany świat. Tymczasem ludzie z marginesu muszą jakoś żyć, dlatego niekiedy kradną ciesząc się, że spędzą noc w ciepłej celi, lub biorą udział w pijackiej burdzie, po której ranni trafiają do szpitala, gdzie czeka ich dobra opieka. Jedyne, czego się obawiają, to napadu zwyrodnialców ,,z dobrych domów’’, którzy dla rozrywki zatłuką na śmierć lub podpalą benzyną. Straszne, ale prawdziwe.

,,Bezdomna’’ jest powieścią o ogromnym ładunku emocjonalnym. Zmusza do dyskusji i refleksji nad własnym życiem i dokonywaniem właściwych wyborów. Uwrażliwia na krzywdę bliźniego i pokazuje różne odcienie zbrodni. ,,To historia, która może toczyć się obok ciebie. Zawsze warto wysłuchać historii drugiego człowieka do końca. W ten sposób można uratować komuś życie’’. Polecam wszystkim bez wyjątku.


sobota, 22 czerwca 2013

Osobisty ochroniarz.


Kto się śmieje ostatni
Trish Wylie 

 
seria/cykl wydawniczy: KISS
wydawnictwo: Harlequin Enterprises
data wydania: 14 czerwca 2013
liczba stron: 240
ocena:5/6








       Trish Wylie, jako nastolatka namiętnie czytywała romanse Harlequin powtarzając swoim przyjaciołom, że sama kiedyś będzie pisać dla tego wydawnictwa. Po jakimś czasie mimo drobnych przeszkód jej marzenie wreszcie się urzeczywistniło. I tak oto obecnie możemy poznać najnowszą powieść autorki ,,Kto się śmieje ostatni’’, która jest zarazem drugim tomem z serii Kiss. Jakie emocje czekały na mnie tym razem?

Nowy Jork. Miranda Kravitz, córka burmistrza ubiegającego się o reelekcje, jest nieustanie oceniana przez opinię publiczną. Jej każdy nieodpowiedni krok rzutuje cieniem na kandydaturę ojca. Niestety dziewczyna ma skłonność do pakowania się w tarapaty, dlatego burmistrz zatrudnia dla niej nowego ochroniarza- policjanta Tylera Brannigana. Bezwzględny, ambitny perfekcjonista za wszelką cenę stara się sumiennie wywiązywać ze swoich obowiązków, lecz to nie takie proste. Miranda wykorzystuje każdą sposobność na ucieczkę lub kusząc swoimi wdziękami próbuje złamać opór swojego opiekuna. Co z tego dalej wyniknie? Czy Tyler ulegnie pięknej, czarującej i jednocześnie zadziornej dziewczynie?

Tego właśnie było mi potrzeba. Znalazłam cudowne antidotum na wszelkie smutki i problemy dnia codziennego. „Kto się śmieje ostatni” jest wspaniałym lekarstwem na każdą chandrę. Bawi, rozśmiesza, nastraja optymistycznie i przywraca wiarę w miłość i szczęśliwe zakończenia. Perypetie Mirandy i Tylera dostarczyły mi wielu wrażeń i emocji. Od samego początku w ich relacjach tak mocno iskrzyło, że niemal sama czułam na sobie miłosne fluidy. Można by rzecz-trafiła kosa na kamień. Dziewczyna dotychczas umiejętnie wymykała się swoim ochroniarzom, aby, chociaż przez chwilę poczuć namiastkę normalnego życia. Niestety z bezkompromisowym policjantem nie idzie jej tak łatwo, ale przecież na każdego istnieje jakiś sposób. Kto będzie się śmiał ostatni? Zobaczcie sami.

Książka przypadła mi do gustu już od pierwszych scen. Fabuła stanowi ciekawą mieszankę romansu, komedii i szczypty kryminału. Lekkie pióro, dynamiczna akcja, wyraziste postacie oraz emocjonujące dialogi powodują, że z zapartym tchem i nieustannym zainteresowaniem zmierzamy w kierunku finalnego zakończenia. Jedynie końcówka historii w moim mniemaniu została potraktowana zbyt pobieżnie i ckliwie. Mimo to nie żałuje czasu spędzonego przy tej lekturze i z przyjemnością będę czekała na kolejne tomy.

Zrób pierwszy krok i sięgnij po minipowieści z serii Kiss.Poczuj ekscytujący dreszczyk towarzyszący rozkwitaniu nowej miłości. Polecam każdemu, kto pragnie niezobowiązującej, rozrywkowej powieści polanej gorącym lukrem uczuć. Życzę przyjemnego czytania.

                                                             ***

Wydawnictwo Harlequin.


piątek, 21 czerwca 2013

Zakazana miłość.


Chuliganka
Izabela Jung

Wydawnictwo: Czarna Owca
Data wydania: 2013-06-05
Kategoria: Obyczajowe
Liczba stron: 288

ocena: 5+/6







     Ewa ma trzydzieści jeden lat, dwójkę małych dzieci, piękny dom, dobrą pracę i świetlane perspektywy na przyszłość. Jedynie relacje z mężem nie układają się zbyt najlepiej.Tymczasem w domu przeprowadzany jest remont poddasza. Pewnego dnia pojawia się nowa ekipa robotnicza, w której znajduje się Zeliem Ismanow, dwudziestoletni, wysoki, przystojny muzułmanin, z pochodzenia Czeczen. Mężczyzna od razu wpada dziewczynie w oko. Po jakimś czasie między nimi wybucha gorące pożądanie, jednak potajemne schadzki na dłuższą metę nie wystarczają kochankom. Zeliem nie uznaje kompromisów i czuje się źle w tym nietypowym ,,układzie'', ale miłość nie wybiera. Ewa również nie potrafi wyrzucić go ze swojego serca i umysłu.

,,Nie miałam pojęcia, jak sobie pomóc.
Jak zapomnieć?
Jak sobie przetłumaczyć?
Jak przestać kochać?
Jak nie myśleć?
Jak nie mieć nadziei?
Jak wyrzucić, wymazać z siebie?


Czy ich uczucie  ma szansę na przerwanie? Czy warto zostawić dla biednego obcokrajowca swoje wygodne życie?

,,Chuliganka’’ jest debiutem literackim Izabeli Jung, ale już teraz mogę śmiało napisać, że to naprawdę znakomita powieść obyczajowa. Może i były jakieś małe literackie wpadki, lecz osobiście ich nie zauważyłam. Pomysł na fabułę uważam niezwykle nowatorski. Dotychczas nie spotkałam tak ciekawie nakreślonego egzotycznego romansu. Połączenie dwóch różnych kultur stanowi niebezpieczny koktajl Mołotowa. Ewa i Zeliem są jak dwa przeciwstawne bieguny. Dzieli ich nie tylko wiek, religia, mentalność, ale również pogląd na rodzinę. Czy w takiej sytuacji można stworzyć normalny związek? Trzeba również pamiętać o tym, że główna bohaterka jest matką i żoną. W tym momencie zapewne wiele osób zacznie krytykować jej nieodpowiedzialne zachowanie. Jak można być taką egoistką i myśleć tylko o własnych potrzebach? Ja też początkowo tak myślałam, lecz z biegiem czasu zrozumiałam, że to nie jest zwyczajne, szczeniackie zauroczenie. To, co ich łączyło było silniejsze od nich samych.

,,Wirowaliśmy wokół siebie jak dwa beztroskie listki spadające w bezdenną przepaść. Nieświadoma lub pozbawiona świadomości tańczyłam w koło niego jak motyl, zamiast wryć się pazurami w przelatujące przed oczami kamieniste ściany przepaści’’.

Nie popieram zdrad, ale w przypadku Ewy wyjątkowo zaakceptowałam jej wielkie uczucie do obcokrajowca. Zeliem, mimo młodego wieku wydał mi się nadzwyczaj dojrzały. Może wynika to z faktu, iż od wczesnych lat dzieciństwa bardzo wiele złego doświadczył w swoim życiu. Autorka szczegółowo i precyzyjnie nakreśliła czeczeńską mentalność mieszkańców tego narodu pokazując ich niebywałą dumę, hardość, religijność, oddanie i waleczność. Muszę przyznać, że na swój sposób podziwiam odwagę głównej bohaterki, która nie bacząc na liczne społeczne i kulturowe przeszkody podążała za głosem swojego serca. Czasami po prostu tak bywa, że miłość jest ślepa, głucha i niepełnosprawna.

Jestem pod wielkim wrażeniem tej książki. Izabela Jung stworzyła piękną, ekscytującą, poruszającą historię o niezwykle trudnej, zakazanej miłości. Tutaj emocje wylewają się ze wszystkich stron niczym gorąca lawa z wulkanu. Pierwszoosobowa narracja prowadzona z perspektywy Ewa pozwala nam dogłębniej poznać jej myśli, uczucia i wszelkie targające nią życiowe rozterki. Wartka akcja obfituje w zaskakujące wydarzenia, zaś umiejętnie zbudowane napięcie podnosi się wprost proporcjonalnie do każdej kolejnej sceny. Największym plusem są  bohaterowie – wyraziści  i przede wszystkim naturalni. Jak każdy z nas mają wady i zalety. Zaślepieni miłością popadają niejednokrotnie z jednej skrajności w drugą. Autorka doskonale pokazała intensywność uczuć, ich ważność  i zaangażowanie. Niemal sama zapragnęłam sięgnąć po ten zakazany owoc.

Dawno nie czytałam powieści napisanej z taką pasją, żarliwością i namiętnością. To nie jest typowy, banalny romans, wręcz przeciwnie. Wspólnie z głównymi bohaterami doświadczymy smaku gorzko-słodkiej miłości. Czy warto, zatem porzucić wszelki możliwy umiar oraz rozsądek i pójść wymarzoną drogą do ,,raju’’? Zobaczcie sami, jak kocha serce chuliganki.

***
Wydawnictwo Czarna Owca.


czwartek, 20 czerwca 2013

Tajemniczy park rozrywki.


Joyland
Stephen King

tłumaczenie: Tomasz Wilusz
tytuł oryginału: Joyland
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: 6 czerwca 2013
liczba stron: 336
ocena: 5-/6







         Stephen King niemal od 40 lat jest jednym z najsłynniejszych, najbardziej poczytnych pisarzy. Doskonale potrafi odnaleźć się w wielu literackich gatunkach m.in. horror, fantasy, science-fiction, kryminał lub powieść obyczajowa. Wiele jego dzieł zostało zekranizowanych i odniosły znaczący sukces. „Joyland” to najnowsza książka autora, która niedawno miała swoją premierę dzięki wydawnictwu Prószyński i S-ka.

Akcja powieści rozgrywa się latem w 1973 roku w tytułowym, amerykańskim parku rozrywki, gdzie poznajemy Devina Jonesa, dwudziestojednoletniego studenta. Na okres wakacji chłopak zatrudnia się w wesołym miasteczku. Nowa posada staje się dla niego początkiem zaskakującej przygody. Nawiązuje bliskie relacje z innymi pracownikami lunaparku, poznaje nieuleczalnie chorego chłopca oraz odkrywa szokujące fakty dotyczące pewnego morderstwa sprzed lat. Już wkrótce nasz bohater przekona się, że czas spędzony w Joylandzie odciśnie na jego umyśle prawdziwe piętno. Dlaczego? Zobaczcie sami.

Mam bardzo mieszane uczucia, co do tej książki. Liczyłam na mocny, przerażający horror, zaś w rzeczywistości dostałam porządną dawkę klasycznej obyczajówki. Nie czuje się przez to jakoś szczególnie zawiedziona, ale mimo wszystko wolałabym już na samym początku wiedzieć, że najnowsze dzieło Stephena klasyfikuje się do nieco lżejszego gatunku. Początkowo gdzieś tam przemyka się krótka wzmianka o tajemniczych wizjach czy duchu zamordowanej dziewczyny, który zamieszkuje tutejszy park rozrywki, lecz w dużej mierze przez dwie trzecie książki czytamy o zawiłych perypetiach młodego studenta o gołębim sercu. King kreuje go jednak w iście mistrzowski sposób, że wszystko wokół przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Devin posiada magnetyczną siłę przyciągania. Jest nadzwyczaj naturalny  i zarazem niezwykły w tym, co robi. Wspólnie z nim przeżywamy rozczarowanie pierwszą miłością, jesteśmy świadkami mrożących krew w żyłach wydarzeniach oraz z pewną dumą obserwujemy, jak z dnia na dzień ewoluuje jego sposób postrzegania świata. To po prostu człowiek z krwi i kości, z którym chciałoby się iść na piwo i pogadać od serca.

Tło obyczajowe wiedzie tutaj główny prym, jednakże miejscami przebija się także delikatny wątek kryminalny i nadprzyrodzony. Wprawdzie autor potraktował go zbyt po macoszemu, ale mimo wszystko każda scena świetnie ze sobą współgra w jedną, spójną całość. Gawędziarski styl narracji jest typowym atrybutem twórczości Kinga. Na szczęście nie spotkamy zbędnych opisów, czy nużących, długich dygresji. Tym razem mamy do czynienia z krótką i niezwykle treściwą historią, co uważam zdecydowanie na plus. Żywe i autentyczne dialogi przeplatane swoistym żargonem kuglarzy uatrakcyjniają fabułę i napędzają akcję, dzięki czemu książkę czyta się z nieustanym zainteresowaniem. Jednym z wielu atutów są bohaterowie, niezwykle barwni, wyraziści i wiarygodni w swoim zachowaniu. Najbardziej do gustu przypadło mi sensacyjne zakończenie pełne adrenaliny, napięcia i grozy. Szkoda jednak, że dopiero na samej mecie autor pokazał swoje słynne, mroczne oblicze.

 Nie żałuje spotkania z „Joyland”. To bardzo wyjątkowa powieść o dorastaniu, cierpieniu, chorobie, ludzkich dylematach i poszukiwaniu swojego jestestwa. Polecam nie tylko fanom Stephena Kinga, lecz wszystkim osobom bez względu na czytelnicze preferencje. ,,Wejdź jeśli się odważysz’’. Zapraszam.



                                                                ***



środa, 19 czerwca 2013

Wywiad z Carlą Mori.

Ewa Książkówka
1.  Dlaczego ludzie wierzą w Boga/bogów? (mam tu na myśli ogół religii, nie tylko chrześcijaństwo)


Jejku, naprawdę nie wiem, czy to jest pytanie akurat do mnie, ale spróbujmy. Biorąc pod uwagę, że ludzkość miała swoje wierzenia od zarania dziejów, trzeba założyć, że jest to swoista cecha naszego gatunku. Dzięki temu, że posiadamy zdolność abstrakcyjnego myślenia, możemy snuć marzenia, rozkoszować się dobrą literaturą, ale i tworzyć filozofie, ideologie i religie. Kiedyś przypisywanie pewnych zjawisk przyrody bożym działaniom ułatwiało ludziom zrozumienie świata. Poza tym, religia nierzadko umożliwiała władcom i kapłaństwu trzymanie swoich poddanych w ryzach. Strach pomyśleć ile innowierczej krwi przelało się w imię różnych bogów. Dzisiaj, kiedy nauka rozwikłała większość zagadek cywilizacji, a wszechświat znacznie się skurczył religia straciła swoją funkcję „informacyjną”. Jednak ludzie wciąż wierzą. Nie wiem do końca, dlaczego tak jest. Pewnie po trosze z sentymentu i wierności tradycji, bo wszystkie kultury, czy tego chcemy czy nie, przesiąknięte są naleciałościami wyznaniowymi i trudno się od nich jednoznacznie odciąć. Niektórzy pewnie wciąż czują się bezbronni w tym ogromnym świecie, albo mają potrzebę nadawania swoim życiom sensu. Religia w tym pomaga. Wskazuje ścieżki i podpowiada, jak żyć. Obiecuje też ten, czy inny rodzaj życia po śmierci i to wciąż jest dla ludzi atrakcyjne. Jeszcze inni, zwłaszcza ci, którym w życiu jest pod górkę, szukają w wierze pocieszenia, bo obecność bóstw w naszym życiu ułatwia pogodzenie się z tym, na co nie mamy, lub nie chcemy mieć wpływu. Przecież, jeśli stanie się coś dobrego to mówimy: „Wola boża!”, a jeśli spotka nas nieszczęście, to: „Niezbadane są wyroki boskie!”. Usłyszałam to w jakimś filmie i według mnie trafia w samo sedno.

ania_majewska
1.  Jaki etap tworzenia książki uważa Pani za najtrudniejszy? Sam zamysł i zbieranie materiału, pisanie czy pracę redakcyjną?


Każdy z wymienionych jest trudny. Teoretycznie łatwo jest coś wymyślić, ale w praktyce, mam mnóstwo jednozdaniowych pomysłów na książki i żaden nie jest wystarczająco dobry, obszerny, ciekawy, oryginalny, lub wyczerpujący, żeby zrobić z niego powieść czy choćby opowiadanie. Zbieranie materiału to praca nie tyle żmudna, co niesamowicie wyczerpująca, bo media, zwłaszcza Internet, zasypują nas takim ogromem informacji, że z mózgu robi się papka, a i tak większość nadaje się tylko do śmieci. Pisanie jest oczywiście najprzyjemniejsze. Ale i tutaj nie jest wcale kolorowo, zwłaszcza, jeśli ma się też inne sprawy na głowie. Często jest tak, że widzę coś oczyma wyobraźnie i palce aż mnie świerzbią, żeby to zapisać, ale akurat muszę odgrzać dziecku zupkę, potem pielucha, picie, spacer, obiad i okazuje się, że dzisiaj już nie dam rady. A następnego dnia patrzę na pustą kartkę i nie mogę spłodzić ani jednego zdania. Natomiast redakcja tekstu to z jednej strony mozolna dłubanina, a z drugiej ciągłe odkładanie „gotowca” na kolejne tygodnie i miesiące, żeby później „na świeżo” sprawdzić, czy wciąż mi się podoba.

2. Czy jest jakiś gatunek literatury, której Pani brakuje na rynku wydawniczym?

Chyba nie. Jakoś nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Staram się czytać wszystkiego po trochu i nie zamykam się na żadne gatunki. W mojej czytelniczej karierze trafiłam na takie koktajle gatunkowe, że trudno byłoby mi wymyślić coś jeszcze.

Dori
1.  Co skłoniło Panią do napisania książki o takiej tematyce?


Temat wydał mi się plastyczny i wciąż jeszcze „dziewiczy”, przynajmniej na naszym rodzimym podwórku. Zawsze warto pisać to, czego jeszcze nie było, a ja nie znam innego polskiego horroru o podobnej tematyce.  Poza tym, kiedy trafiłam na artykuł, o którym wspominam w posłowiu „Krwi…”, po prostu to zobaczyłam. Nie mogłam tego zostawić tak sobie, takich „wizji” się nie lekceważy. Wiedziałam, że to dobry temat i postanowiłam w to pójść.

2.  Który etap w duchowym, religijnym życiu człowieka uważa Pani za najważniejszy? Dlaczego?

Czytając pytanie, najpierw pomyślałam, że dzieciństwo. Czas, w którym uczymy się słów pacierza, a rodzice wieszają nam nad łóżkiem aniołki. Ale po zastanowieniu stwierdzam, że najważniejszy jest czas, kiedy zaczynamy postrzegać rzeczywistość świadomie, zastanawiać się nad tym, co nas otacza, w co wierzymy. To często przypada na wiek nastoletni, na okres buntu, ale czasem dojrzewamy dopiero w wieku dwudziestu kilku, czy trzydziestu lat. Jeśli po tej rewizji poglądów uznajemy, że religia jest dla nas ważna, to wtedy tak jest naprawdę. W przeciwnym wypadku najczęściej nierozumnie powielamy zachowania naszych rodziców i dziadków, ale to nie ma nic wspólnego z Bogiem. Przynajmniej ja tak myślę.

Kinga
1. Czy miała Pani jakieś obawy, gdy książka została wydana? W końcu jest to powieść kontrowersyjna.


Bałam się jak przyjmie ją moja rodzina, ale był to chyba bardziej stres debiutanta, niż obawa o to, że ktoś poczuje się urażony. Nie czuję, że kogoś w powieści obrażam.

2. Gdyby Pani życie było książką, jaki byłby jej tytuł?

„Rozważna i romantyczna”, albo „Miłość w czasach popkultury”.

3. Dlaczego wybrała Pani taki, a nie inny pseudonim?

Początkowo szukałam pseudonimu męsko brzmiącego. Zastanawiałam się nad imionami Robin, albo Sam, które nie wskazują jednoznacznie na płeć osoby, która je nosi. Ważnym kryterium był również wygląd pseudonimu, jego „okładkowość” i dopasowanie do gatunku, jaki reprezentuję. Ponieważ nie mogłam znaleźć dobrego imienia, skupiłam się na nazwisku. Pojawiło się Czakai, ale uznałam, że brzmi zbyt egzotycznie. Wpadłam na pomysł z Mori, bo dość jednoznacznie się kojarzy, a przy tym jest miłe dla ucha. Pozostało dopasowanie odpowiedniego imienia. Miało być Mika, ale zestawienie horroru z disnejowską kreskówką wydało mi się mało odpowiednie :-) I wtedy pojawiła się Carla.

Dorota
1.Książka „Krew, pot i łzy”, zbiera bardzo dobre recenzje. Pani z pewnością stała się w swoim mieście bardziej rozpoznawalną osobą. Jak na to reagują Pani znajomi, ci bliżsi, ale także ci dalsi – czy cieszą się z Pani sukcesu, czy spotkała się może Pani z otwartą lub ukrytą zazdrością, a może są tacy, którzy zareagowali zgorszeniem i oburzeniem na podjętą w książce tematykę (krytyka kleru)?


Jeśli ma Pani na myśli Częstochowę, to naprawdę trudno mi odpowiedzieć, bo bywam tam zaledwie dwa razy do roku. Do tej pory nikt nie rozpoznał mnie na ulicy, ale może to i lepiej :-) Moi znajomi i przyjaciele okazują spory entuzjazm, bo mam wrażenie, książka mówi też o tym, o czym większość młodych częstochowian chciałaby powiedzieć światu.
Objawów jawnej zazdrości, czy niechęci nie zarejestrowałam, ale czasem czyjeś milczenie najdobitniej świadczy o jego podejściu do sprawy. A jeśli chodzi o osoby oburzone, to widziałam kilka nieprzychylnych komentarzy rozsianych tu i ówdzie w Sieci, ale ich autorami byli ludzie, którzy książki nie czytali, więc ich opinii w ogóle nie biorę pod uwagę :-)

2.Główne bohaterki Pani książki to dziennikarka Klara Wasowska i prokurator Zuzanna Bachleda. Czy któraś z nich odzwierciedla Pani charakter i osobowość, a może w każdej z nich ukryła Pani cząstkę samej siebie – jeśli tak, to jaką?

Muszę zawieść wszystkich, którzy widzą w Klarze moje alter ego. Ani ona, ani Zuza nie mają ze mną wiele wspólnego :-) Ale na pewno obie bohaterki mają jakieś moje cechy, albo zachowania. Z Klarą łączy mnie przebyta ciąża, miłość do Nory Jones i gorącej czekolady oraz pewna wrażliwość. Zuza natomiast jest uparta, stanowcza i choleryczna, zupełnie jak ja. Jednak to są cechy, które posiada wielu ludzi, więc próżno się doszukiwać jakichś wielkich analogii do mojej osoby.

3.Jakie miała Pani w dzieciństwie marzenia dotyczące własnej przyszłości, kim chciała Pani zostać: pisarką, a może kimś zupełnie innym?

Pisarką, piosenkarką, weterynarzem, psychologiem, tancerką i dyrygentką :-) Ale przede wszystkim zawsze chciałam być mamą. To się udało, więc czuję się spełniona. Jeśli uda mi się napisać i wydać przynajmniej dwie kolejne powieści, to nazwę się również pisarką. Pozostałe dziecięce marzenia już się raczej nie ziszczą, ale myślę, że wykonywanie dwóch z siedmiu wymarzonych zajęć, to i tak nieźle :-)

Thrish NeedLove
1. Czemu wyjechała pani do Anglii? W książce "odwiedziła" pani Częstochowę, z której pani pochodzi. Czy tęskni pani za nią? Za ojczyzną?


    Trochę tęsknię, czasem marzy mi się, żeby wrócić do domu, ale na chwilę obecną to nie jest możliwe. Zakładając rodzinę trochę odcięłam sobie drogę powrotu, przynajmniej na razie. Z wykształcenia jestem polonistką. W tym roku mijają trzy lata, odkąd zdobyłam dyplom, ale nie podjęłam pracy w zawodzie. Pracowałam wprawdzie w polskiej szkole w Anglii, ale nikt raczej nie policzy tego, za „prawdziwe” doświadczenie zawodowe. Zresztą nawet gdyby znalazł się dla mnie etat, to z nauczycielskiej pensji nie wykarmię dziecka, zwłaszcza w wynajętym mieszkaniu. Wyjechałam, żeby nie musieć się martwić o takie rzeczy. Wprawdzie wciąż jeszcze nie czuję się w Anglii całkiem swobodnie, ale powoli przyzwyczajam się do myśli, że to miejsce stanie się moim azylem na dłużej.

2. Pasjonuje się pani muzyką. Gra pani może na jakimś instrumencie, albo tworzy? Inspiruje to panią w pisaniu? I jaka muzyka jest najlepszym "motywatorem" do pisania?

Skończyłam pierwszy stopień szkoły muzycznej w klasie fortepianu, amatorsko próbowałam gry na flecie poprzecznym, ale moją prawdziwą miłością był zawsze śpiew. Teraz już zarzuciłam tę wspaniałą pasję, ale całe dzieciństwo i wczesną młodość spędziłam na szlifowaniu swoich umiejętności w tym zakresie. Śpiewałam w kilku chórach, potem już solowo. W liceum nawet komponowałam z kolegą poezję śpiewaną. Na studiach przez jakiś czas byłam zatrudniona, jako wokalistka zespołu weselnego :-) Miło wspominam tamten czas.
Muzyka jest bardzo ważna w moim życiu. Niestety nie potrafię przy niej pisać. Głównie dlatego, że słysząc jakąś piosenkę od razu próbuję odnaleźć w pamięci jej słowa, a to utrudnia pisanie własnych. Jeśli zaś chodzi o motywację, to muzyka raczej poprawia mi nastrój, niż nakręca do działania. Jeśli zaś potrzebuję solidnego kopa na rozpęd, włączam film „Rocky”- zawsze pomaga :-)

3. Jak pani się czuje, wiedząc, że pani debiutancka książka odniosła tak wielki sukces? Zachęca to panią do dalszego pisania, czy wręcz przeciwnie - sądzi pani, że osiągnęła wystarczający sukces, i że można skończyć z tworzeniem (czego my czytelnicy byśmy oczywiście nie chcieli)?

„Wielki sukces” to chyba za dużo powiedziane :-) Oczywiście cieszy mnie, że powieść zbiera przychylne opinie i że czytelnicy tak dobrze ją przyjęli. To jest szalenie budujące i dodaje skrzydeł. Jednocześnie mam obawy, czy sprostam oczekiwaniom wydając następną książkę, bo ci, którzy w „Krwi…” wybaczyli mi jakieś niedociągnięcia z uwagi na to, że to mój debiut, przy kolejnym tytule mogą już nie być tacy wyrozumiali. Ale na pewno nie przestanę pisać- spokojna głowa :-)

monalisap
1. Czy fabuła książki "chodziła" za Panią dłuższy czas, czy był to moment chwila, by sobie ją poukładać w głowie?


Pierwsze pomysły pojawiły się znienacka. Właściwie nawet nie ja wymyśliłam fabułę, tylko mój mąż :-) Ale kiedy już zaczęłam pisać, bohaterowie wzięli swoje losy we własne ręce i nieco nagięli fabułę „pod siebie”. A kiedy trafiłam na wcześniej wspomniany artykuł, reszta ułożyła się szybko i wszystkie wcześniej poczynione notatki wylądowały w koszu.

2. Jakie gatunki książek lubi Pani czytać?

Czytam wszystkiego po trochu. Oczywiście najchętniej horrory i kryminały, szeroko pojęte dreszczowce czy to medyczne, czy psychologiczne, czy komediowe. Ale lubię też Szwaję, Whartona, Siesicką. Przepadam za serią o Ani z Zielonego Wzgórza i za Panem Samochodzikiem. Ja chyba po prostu lubię czytać ;-)

3. Czy kiedyś chciałaby Pani spróbować swoich sił w pisaniu książki z innego gatunku literackiego, jeśli tak/nie, to dlaczego?

Nie mówię „nie”, ale w chwili obecnej mam jeszcze kilka pomysłów na powieści grozy i chcę je wykorzystać w pierwszej kolejności. Nie wykluczam, że kiedyś napiszę coś innego. Może za kilkanaście lat poczuję potrzebę podzielenia się z ludzkością jakąś uniwersalną prawdą i spróbuję swoich sił w literaturze „ambitnej”. Albo nagle pokocham romanse i będę chciała sprawdzić się na tym polu. Jednak póki co, niech Carla Mori będzie autorką kryminału i grozy.

Recenzje Kiti
1.  Czym kieruje się Pani przy tworzeniu fabuły? Są to Pani wyobrażenia, może sny, czy impuls, który nagle Panią kieruje? ;)


Raczej impuls. Oczywiście, kiedy ten już się pojawi, zaczynam intensywnie o nim rozmyślać i rozbierać go na czynniki pierwsze. Wtedy pojawiają się alternatywne scenariusze, a nawet sny, będące kontynuacją barwnych wyobrażeń przed zaśnięciem. Ale chyba już tak jest, że kiedy się nad czymś pracuje i wkłada w to całego siebie, to trudno nam nawet śnić o czymś innym :-)

kwiatusia
1.  „Krew, pot i łzy” - debiut, który odnosi sukces, wzbudza wiele kontrowersji. Czy spodziewała się Pani takiego odzewu pisząc pierwsze zdanie swojej powieści?


Kiedy pisałam pierwsze zdanie swojej powieści, nie myślałam nawet, że kiedykolwiek postawię ostatnią kropkę :-) A już na pewno nie zakładałam scenariusza, w którym moja książka leży sobie w pięknej oprawie na półkach w księgarniach w całym kraju. Tak naprawdę to wszystko zaczęło do mnie docierać dopiero, kiedy wydawnictwo przedstawiło mi projekt okładki. Wtedy zrozumiałam, że to się faktycznie dzieje, że nie ma już odwrotu.  W dniu premiery obgryzałam paznokcie myśląc o tym, że zaraz pojawią się recenzje i ludzie na pewno zmieszają mnie z błotem. Jednak tak się nie stało, za co wszystkim recenzentom serdecznie dziękuję :-) A kontrowersje? Mam wrażenie, że dużo się mówi o tym, że książka na pewno wywoła oburzenie niektórych środowisk, a tak naprawdę nikt nie jest specjalnie zgorszony :-)

2. W Pani książce poza mrocznymi tajemnicami kościoła odnajdziemy również inne tematy „zmowy milczenia”: alkoholizm, homoseksualizm oraz nieślubna ciąża. Czy jest jakaś tematyka tabu, o której by Pani nigdy nie napisała?

Nigdy nie mówię: nigdy. Na pewno trudno byłoby mi pisać o czymś, o czym nie mam pojęcia. Ale na co dzień obserwuję wiele sytuacji, o których się nie mówi, a o których chciałabym powiedzieć kilka słów. Pytanie, czy potrafiłabym wpasować to w jakąś sensowną fabułę. Druga rzecz, że nie każda powieść musi przełamywać tabu i szokować. Można przecież napisać dobry horror o czymś zupełnie codziennym, tak jak Masterton, który tworzy zaczarowane meble i nowe światy na strychach.

3. 12 czerwca miała Pani urodziny, więc proszę nam zdradzić, jakie jest Pani największe marzenie :)? (życzę oczywiście, aby się ono spełniło oraz wszystkiego dobrego!:))
Pozdrawiam serdecznie.


Dziękuję, bardzo mi miło :-) Uważam się za dość szczęśliwą osobę. Mam wspaniałego męża, zdrowe dziecko, niezłe perspektywy, właściwie niczego więcej nie oczekuję. Ale jeśli miałabym zdecydować się na jedną rzecz, która by mi dopełniła tę sielankę, to na pewno byłby to mały domek w Bieszczadach, w kompletnej głuszy. Zajęłabym się pisaniem na werandzie, mąż rąbałby drewno do kominka, a dzieci miałyby własny domek na drzewie. A, i jeszcze konto z taką liczbą zer, żebyśmy mogli jeść oscypki na świeżym chlebie do końca naszych dni ;-)

ild
1. Czy na książkę (jej formę, treść) miały wpływ takie rzeczy jak chociażby Pani przeszłość, ludzie, którzy Panią otaczali/otaczają, ulubione miejsca, muzyka? Czy może "Krew, pot i łzy" to chęć zwrócenia uwagi na dwojakość takiego miejsca jak Jasna Góra? Częstochowa przez wielu uważana jest za miejsce święte, a może książka napisana przez Kobietę, która się tam wychowała i żyła w tych realiach jest próbą "otwarcia oczu"?
Pozdrawiam i życzę odniesienia wielkiego sukcesu!


Dziękuję za dobre słowo :-)Nie wiem, jak jest u innych twórców, ale ja nie potrafiłabym napisać niczego, z czym się nigdy w życiu nie zetknęłam. Wydaje mi się niemożliwe stworzenie bohatera, który nie ma żadnej cechy wyglądu, albo charakteru nikogo, kogo znamy, lub widzieliśmy w telewizji. Z tego samego powodu na miejsce akcji wybrałam Częstochowę- miasto, które znam od podszewki. Opisałam moje ulubione miejsca, ulice, którymi codziennie chadzałam, Klarze użyczyłam nawet własnej miłości do Nory Jones :-) Jeśli chodzi o „otwieranie oczu”, to poniekąd chciałam pokazać Częstochowę z innej perspektywy. Uzmysłowić ludziom, że Częstochowa to nie Jasna Góra, a Częstochowianie to nie pielgrzymi. No i chciałam stworzyć jakąś historię, która miałaby szansę zakotwiczyć się w krajowej świadomości, jako częstochowski „dodatek extra” :-)

thetis
1. Jakie posiada Pani priorytety?


To jest trudne pytanie. Trudne, bo niedoprecyzowane. Więc odpowiem trochę po omacku. Najważniejsza jest dla mnie moja rodzina. Nie ma takiej rzeczy, której bym dla niej nie zrobiła. Miłość jest bardzo ważna w moim życiu. Ważne jest szeroko pojęte szczęście moje i moich bliskich, poczucie bezpieczeństwa i zdrowie. Ważne jest też, żeby mieć jakiś cel, do czegoś dążyć, niczego nie żałować, ale uczyć się na błędach i nigdy nie oglądać się za siebie.
Nie wiem, czy tego dotyczyło pytanie, ale starałam się, słowo :-)

Zatopiony..
1). "(...) wieczorami zachwyca się pracami najznakomitszych tatuatorów świata." Ale tatuaż to nie tylko sztuka sama w sobie. Osoba robiąca tatuaż wyraża nim siebie (jeśli nie jest to tandeta z katalogu), mówi coś o swoim życiu. Przyjmując takie założenie, co przedstawiał by Pani wymarzony, przemyślany wzór i z czym by się wiązał? O miejsce wykonania nie pytam;)


Tak się składa, że jestem raczej zwolenniczką tatuażu, jako sztuki samej w sobie. Nie przepadam za nadmierną ideologią, którą się przypisuje do tego typu ozdób. Oczywiście wzór musi się podobać osobie, która będzie go nosić, ale nie ma obowiązku, żeby to było motto życiowe, albo symbol-amulet. Moim zdaniem w dzisiejszych czasach, kiedy tatuaż jest powszechną formą zdobienia ciała, ważniejsze od znalezienia wzoru dla siebie jest znalezienie artysty-tatuatora dla siebie. W dobie Internetu, można podejrzeć portfolio każdego studia na świecie i jeśli znajdzie się kogoś, kto trafia w nasz gust, po prostu zadzwonić i umówić się na wizytę. W dobrym studio nie powinno nawet być katalogów. Artyście wystarczy powiedzieć, co wzór powinien przedstawiać i gdzie być umiejscowiony, a reszta to jego inwencja twórcza. Tylko wtedy możemy dostać coś naprawdę unikalnego.
Mam to szczęście, że wyszłam za tatuatora (nie chwaląc się- niezłego) i mogę raz na jakiś czas podłożyć mu się pod igłę bez wcześniej umówionego terminu. Każdy z moich tatuaży jest częścią mnie i mówi o moim życiu, ale żaden z nich nie ma szczególnego znaczenia w sensie symbolicznym. Mam jeszcze kilka pomysłów i trochę wolnego miejsca na ciele, ale nie lubię się zbyt długo zastanawiać nad wzorem. Zwykle po prostu albo mi się podoba, albo nie.
 
2). Na jednej książce się chyba nie skończy, stąd pytanie, czy są już jakieś konkretne plany na drugą, czy raczej czeka Pani na "grom z jasnego nieba", który podsunie ten jeden jedyny pomysł i sprawi, że książka napisze się w tydzień?

Plany są, powoli nawet powstaje coś w rodzaju wstępu. Ale napisanie powieści w tydzień nie leży w kręgu moich możliwości :-) Może, gdybym miała ten domek w Bieszczadach i dziecko w wieku, w którym jeździ się na kolonie… :-) Póki co, liczę się z tym, że na kolejną książkę potrzebuję przynajmniej pół roku.

3). Gdyby można było posiadać tylko jedną książkę, to, którą by Pani wybrała - autor, tytuł?

„Mistrza i Małgorzatę” Michaiła Bułhakowa

Basia
1.  Ile czasu zajęło Pani napisanie książki?


Trochę ponad rok, wliczając w to prace redakcyjne.
 
2. Dlaczego postanowiła Pani wydać książkę pod pseudonimem?

A dlaczego nie :-)? Posiadanie pseudonimu, to jeden z przywilejów twórcy, zresztą bardzo powszechny. Piszę pod pseudonimem po trosze dlatego, żeby odciąć swoje prywatne życie od swoich książek i bohaterów. Poza tym moje prawdziwe nazwisko uważam za nieco „nieokładkowe” :-) Carla Mori brzmi zdecydowanie lepiej.

3. Proszę się przyznać, jakiej szkolnej lektury Pani nie przeczytała lub nie dokończyła?:)

Wstyd się przyznać, ale „Faraona” i „Nad Niemnem”. Pierwsza mi się wybitnie nie podobała i pamiętam, że polonistka w gimnazjum (przy okazji serdecznie pozdrawiam), bardzo mądra kobieta, oddała mi sprawdzoną rozprawkę z kilkoma czerwonymi przecinkami i oceną dostateczną. Na końcu wypracowania dopisała komentarz: „Praca ciekawa, styl świetny, ale wiem, że nie przeczytałaś lektury, dlatego trója”. Do dziś nie wiem, skąd wiedziała, ale oczywiście miała rację :-). A proza Orzeszkowej jest po prostu… długa. I jakoś do mnie nie dociera. Wolałam „Martę”.

 ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
                                                                   
Bardzo dziękuję wszystkim, którzy wzięli udział w konkursie. Gratuluję kreatywności, a organizatorce wspaniałego pomysłu. Z wielką przyjemnością odpowiadałam na Wasze pytania, które stanowiły przyjemną odmianę od pytań „standardowych”, z jakimi na ogół stykam się w wywiadach. 

Książką chciałabym nagrodzić Kwiatusię.

Zwyciężczyni gratuluję, pozdrawiam i zapraszam do lektury.
Carla Mori


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Serdecznie dziękuję Carli Mori za wspaniały wywiad.
Dziękuje także wszystkim uczestnikom zabawy. Jesteście nieocenieni!
Pozdrawiam!
Cyrysia