wtorek, 31 grudnia 2013

Do siego roku!

Wasza obecność rozświetla moje blogowe życie. Dziękuje Wam za to, że jesteście! Pozdrawiam - cyrysia

niedziela, 29 grudnia 2013

Wesołe jest życie malucha ...



Oskar i reszta
Pałczyńska-Winek Ewa 

 
Wydawnictwo: Lucky
Ilość stron: 80
Ocena: 5/6







      Witajcie uuuu! Mam na imię Oskar. Jestem duuużym, rocznym chłopcem. Mieszkam z mamą, z tatą, nastoletnią siostrą Martą i suczką Sonią. Moja rodzinka jest super, chociaż niekiedy nie potrafię ich zrozumieć. Wiecznie mają jakieś pretensje i obawy. Nie pojmuje dlaczego? Nie robię przecież nic złego, zawsze się grzecznie zachowuje. Pewnego dnia mama dała mi nową szczoteczkę do zębów, więc pokazałem naszemu pieskowi jak ją używać, wszak  "higiena ważna rzecz". Innym razem podarowałem mamusi kwiatuszka, którego wyrwałem z doniczki. Byłem przekonany, że się bardzo ucieszy z tak miłego gestu, niestety zrobiła dziwną minę i powiedziała: Oskar, ty mnie dziecko wykończysz! Kiedyś postanowiłem również pomóc przy praniu. Do pralki z białymi ubraniami wrzuciłem czerwoną bluzeczkę, czarne spodenki, pastę do zębów i taki płyn do przepychania rur. Do tej pory nie wiem, czemu mama tak wrzeszczała, jak wyjmowała wyprane rzeczy?

 ,,Dziś fajnie było, mama poszła na zakupy. Marta poleciała na rower, a my z tatą zostaliśmy sami. Mama wychodząc powiedziała do taty: Pamiętaj, abyś uważał na małego. Tata zakatarzony odpowiedział przez nos: Oczywiście kochanie. Mama poszła, tata zatarł ręce i powiedział: Synu, nie będę ograniczał twojej wolności, tylko nie rozrabiaj i poszedł na kompa. A ja postanowiłem nie ograniczać sobie wolności i poszedłem do kuchni. Zacząłem od szafki z kaszą, cukrem i mąką. Troszkę się naśmieciło, ale co tam. Potem poszedłem do łazienki. Tam jest fajnie. Na półce stała mała buteleczka, mama jak wychodzi, to robi sobie z niej psik. Wziąłem tę buteleczkę, chodziłem po domu i robiłem ,,psik’’. Fajnie było, wszędzie pachniało, ale głupia buteleczka zrobiła się szybko pusta. To wyrzuciłem ją i poszedłem się pobawić na DVD. Tata cały czas grał na kompie i mnie nie przeszkadzał. Ale przyszła mama, pociągnęła nosem i się zaczął cyrk’’. Co było dalej? Nic nie zdradzę :)

Ani się obejrzałem jak zacząłem chodzić do przedszkola. Na razie nie jest tak źle. Wszyscy doskonale się bawimy i jesteśmy grzeczni niczym aniołki. Wprawdzie moja wychowawczyni twierdzi inaczej. Nie mam zielonego pojęcia dlaczego?

Chcecie poznać pozostałe anegdotki z życia mojej rodziny? Mam dla was nie lada niespodziankę. Otóż moja rodzicielka, Ewa Pałczyńska Winek, (rzecznik Fundacji „Oscar”, pracownica Poczty Polskiej, cerber wydawnictwa Białe Pióro) spisała nasze perypetie w niewielkiej objętościowo książeczce zatytułowanej ,,Oskar i reszta’’. Rzecz jasna ja jestem głównym bohaterem, gdzie w sposób prosty, zabawny i kreatywny próbuje przedstawić świat widziany moimi oczyma. Wszystkie historie są prawdziwe i obfitują w szereg niecodziennych, komicznych przygód, dlatego przygotujcie się na niekontrolowane wybuchy śmiechu. Nieskromnie powiem, że nigdzie nie zajdziecie tak odjazdowej lektury. Niektórzy porównują moje zwariowane perypetie do przygód ,,Mikołajka’’ autorstwa Jean-Jacques Sempé oraz René Goscinny. Nie znam kolegi, więc nie będę polemizować w tej kwestii, ale zaręczam, że moje wybryki bezsprzecznie warte są poznania. Zdradzę również, że niebawem ukaże się kontynuacja ,,Oskar w domu i przedszkolu’’, w której będzie jeszcze więcej humorystycznych sytuacji.

Macie ochotę zobaczyć, jak doprowadzam do szału moich kochanych najbliższych? Jak zmagam się z licznymi wyzwaniami i codziennie poznaje rewelacyjne uroki bycia ciekawskim i skorym do pomocy smykiem? Zatem zapraszam do przeczytania książki ,,Oskar i reszta’’. To idealna publikacja dla przyszłych i obecnych rodziców, jak również dla każdego, kto choć przez moment był dzieckiem. Dzięki niej pośmiejesz się do łez z niektórych błędów wychowawczych, jakie zdarzają się każdemu dorosłemu oraz poznasz ,,wielki’’, fascynujący świat widziany z perspektywy małego, spostrzegawczego chłopca. Chyba znajdzie się ktoś chętny? Prawda?

***

Wydawnictwo Białe Pióro


piątek, 27 grudnia 2013

W szponach własnej intrygi


Małżeńska pułapka
Jennifer Probst


Tytuł orginału: Marriage trip
Wydawnictwo: Akapit Press
Miejsce i data wydania: Łódź 2013
Ocena: 4+/6









       "Małżeńska pułapka" to kontynuacja bestsellowego ,,Układu dokonałego" Jennifer Probst. W pierwszym tomie poznaliśmy nietypowe, ekscytujące relacje Nicka Ryana i Aleksy McKenzie. Tym razem autorka skupiła się na zawiłych losach Maggie (siostry Nicka) i hrabiego Michaela Conte.

 Maggie na co dzień zawodowo zajmuje się fotografią męskiej bielizny. Dzięki swojej profesji może bezkarnie i z dystansem obserwować ludzi. Prywatnie nie potrafi się zaangażować w żaden związek. Praktycznie z nikim nie utrzymuje bliskich relacji za wyjątkiem swojego brata i bratowej, która jest jednocześnie jej jedyną i najlepszą przyjaciółką. W głębi serca zazdrości tej dwójce rodzinnej sielanki, lecz umiejętnie tłumi w zarodku swoje uczucia. Stara się cieszyć ich szczęściem pilnując, by nikt tego nie zniszczył. Tymczasem na horyzoncie pojawia się Michael Conte, przystojny, seksowny i bajecznie bogaty, Włoski hrabia, który z Nickiem robi pewne interesy. Maggie jest zaniepokojona jego niezwykłą serdecznością w stosunku do Aleksy. Podejrzewa, że mężczyzna podkochuje się w żonie brata, dlatego, kiedy pewnego dnia biznesmen składa jej tymczasową matrymonialną propozycje zgadza się, ale w zamian żąda, aby po wszystkim zniknął z życia Rayan’ów raz na zawsze. Conte nie ma wyjścia. Musi przystać na warunki Maggie, jeśli chce uszczęśliwić swoją młodszą siostrę Wenecję, która pragnie wyjść za mąż, lecz zgodnie z włoską tradycją ten przywilej należy najpierw do najstarszego rodzeństwa. Co wyniknie z tego małżeństwa na niby? Czy uda im się przetrwać w domniemanym związku bez żadnych uczuć i zobowiązań? A może sami wpadną w sidła uknutej przez siebie intrygi?

Mam mieszane uczucia wobec tej książki. Z jednej strony dostałam przyjemną rozrywkę dla ducha i umysłu, z drugiej czułam irytacje z powodu przewidywalnej fabuły, która powiela schemat z poprzedniej części cyklu. Tym razem pomysł z udawanym małżeństwem zbytnio nie wypalił. Chciałoby się rzec-ale to już było. Liczyłam na oryginalną świeżość w tej kwestii. Na szczęście lekkie, proste i barwne pióro autorki połączone z wartką akcją i żywiołowymi postaciami sprawia, że całość czyta się nadzwyczaj swobodnie i z nieustannym zainteresowaniem. To główni bohaterowie ratują czytelnika przed nudą i monotonią. Michael z pozoru gra beztroskiego luzaka wiodącego przyjemne życie, tymczasem to naprawdę poważny, silny człowiek zdolny do podejmowania trudnych decyzji dla dobra ludzi, których kocha. Pragnie mieć dużą rodzinę i prowadzić spokojne życie bez dramatycznych wzlotów i upadków. Woli miłą, przyjemną codzienność niż życie na pół gwizdka. Z kolei Maggie jest niezwykle opryskliwą, pyskatą, upartą i szczerą do bólu kobietą. Nie potrafi funkcjonować w zdrowym, normalnym związku, pójść na kompromis, rezygnując z części siebie, zaufać bez reszty drugiemu człowiekowi. Dlaczego? Ponieważ jest więźniem własnej przeszłości, od której nie potrafi się uwolnić. Czy w takim razie uda się czarującemu hrabiemu odnaleźć u panny Ryan za fasadą dominującej twardzielki autentyczne ciepło i wielką wrażliwość. Zobaczcie sami.

Bardzo lubię powieści oscylujące w italiańskich klimatach, dlatego miałam nadzieję, że autorka namaluje słowami niezwykle realistyczny obraz Włoch. Niestety ten element został potraktowany pobieżnie i lakonicznie. Za mało było opisów krajobrazu i nawiązań do tamtejszej tradycji, zwyczajów i kultury. Szkoda, gdyż dzięki temu historia zapewne nabrałaby znacznie efektowniejszego kolorytu. Zabrakło także ironii i komizmu sytuacyjnego, który dominował w poprzednim tomie. Mam nadzieję, że następnym razem Probst nie zapomni o tym istotnym szczególe.

Czas spędzony na czytaniu ,,Małżeńskiej pułapki'' nie uważam za stracony. Dzięki niemu przyjemnie odpoczęłam i na chwilę zapomniałam o rozterkach dnia codziennego. Autorka nie skupia się tylko i wyłącznie na uczuciowych zawirowaniach Maggie i Michaela, wręcz przeciwnie. Między wierszami uświadamia, że rodzina jest najważniejszą wartością w naszym życiu oraz sugeruje, by w niektórych sytuacjach podejmować konkretne decyzje nie tylko z myślą o sobie, lecz także przez wzgląd na innych. Krótko mówiąc to ciekawa niezobowiązująca opowieść o sile rodzinnych więzi, podążaniu za głosem serca i wzmocnieniu własnej wartości. Polecam.

***


Wydawnictwo Akapit Press.

środa, 25 grudnia 2013

Konkurs z Haliną Kowalczuk

brak zdjęcia na prośbę autorki
Halina Kowalczuk – urodzona w ubiegłym stuleciu pomyliła drogi swojego życia, kierując się i kończąc Uniwersytet Szczeciński o kierunku ekonomii, zamiast filologii polskiej. Jednak zdążyła to naprawić, wydając wraz z Wydawnictwem „Lucky” swoją debiutancką książkę „Chata pod jemiołą”. Autorka pracuje zawodowo, wychowuje dwójkę dzieci, prowadzi dom i... pisze. Jak twierdzi, kocha swoje miejsce zamieszkania, ale marzy o domku w górach, ciągnie  ją także nad morze. Cóż wybierze? Kocha weekendowe wypady za miasto wraz z rodzinką, prywatnie uwielbia powieści historyczne.
Obecnie na światło dzienne wyszła kolejna powieść Haliny Kowalczuk zatytułowana ,,Dwie Anny''. Zaskakujący, trzymający w napięciu thriller erotyczny w cieniu klasycznego romansu.

Recenzja książki ,,Dwie Anny'': KLIK

Dziś zbieram pytania do pani Haliny Kowalczuk. Przez najbliższe kilka dni będzie można na moim blogu, w komentarzu zadawać swoje pytania (1-maksymalnie 3) do autorki. Następnie wraz z odpowiedziami zbiorę w formę wywiadu i umieszczę w odpowiednim poście.

Dwie osoby, które według autorki wykażą się najciekawszym pomysłem na pytanie, otrzymają nagrodę, w postaci powieści ,,Dwie Anny'' ufundowaną przez  Wydawnictwo Literackie Białe Pióro.

Fan page wydawnictwa: klik

Serdecznie zachęcam do udziału w konkursie, ponieważ nagroda jaka na was czeka jest naprawdę znakomitą powieścią i myślę, że każdemu bez wyjątku przypadnie do gustu.

Bardzo proszę również o uważne czytanie cudzych komentarzy, żeby wasze pytania do autorki nie pokrywały się z innymi. Jeśli coś takiego będzie miało miejsce, zdublowane pytania zostaną zignorowane. Do dzieła kochani!!!

Regulamin:
1.Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga: Świat książek i ja...
2.Sponsorem nagród jest : Wydawnictwo Literackie Białe Pióro.
3. Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest napisanie w komentarzu pytania (1- maksymalnie 3) do Haliny Kowalczuk na temat jej twórczości i nie tylko.
4. Konkurs trwa od 25 grudnia 2013 roku do 30 grudnia 2013 roku do godz. 23.59
5. Wywiad oraz ogłoszenie zwycięzcy nastąpi  ok. 5 stycznia 2014 roku.
6. Nagrodą są dwa egzemplarze książki: ,,Dwie Anny''
7. W konkursie mogą brać udział osoby posiadające blogi oraz anonimowy uczestnicy, którzy popiszą się imieniem/nickiem oraz podadzą adres mailowy.
8. Konkurs skierowany do osób posiadających adres zamieszkania w Polsce.
9. Ze zwycięzcą skontaktuję się drogą mailową. W przypadku, gdy zwycięzca w ciągu 7 dni nie odpowie na wiadomość, nastąpi wybór innego wygranego.
10. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

                                               banerek dla zainteresowanych


 

niedziela, 22 grudnia 2013

Biznesowa transakcja


Układ doskonały
Jennifer Probst \


tytuł oryginału: The Marriage Bargain
wydawnictwo: Akapit-Press
data wydania: 6 lutego 2013
liczba stron: 282
ocena: 5/6








    Jennifer Probst od zawsze marzyła, by zostać pisarką. Swoją pierwszą książkę napisała w wieku dwunastu lat i nigdy nie zaprzestała twórczej pasji. Dzisiaj jest autorką wielu powieści, które nieustannie figurują na liście bestsellerów New York Times i Wall Street Journal. W Polsce dotychczas ukazały się trzy książki tejże literatki: ,,Układ doskonały’’, ,,Małżeńska pułapka’’ oraz ,,Gra o miłość’’. Postanowiłam rozpocząć moją przygodę z twórczością Probst od jej pierwszej pozycji wydanej w naszym kraju. Jak przebiegło owe spotkanie? Zapraszam do przeczytania moich wrażeń.

Aleksa McKenzie jest właścicielką eklektycznej księgarni Bibliofil w modnym ośrodku uniwersyteckim. W wolnych chwilach maluje, pisze wiersze, udziela się społecznie, jako wolontariuszka w schronisku dla zwierząt oraz odprawia miłosne czary, w których prosi opatrzność i matkę-ziemię o idealnego męża. Odpowiedni kandydat powinien: być fanem jej ulubionej drużyny baseballu, miłośnikiem sztuki i wszelakiej literatury, kochać zwierzęta, preferować monogamię, pragnąć własnego potomstwa i co najważniejsze posiadać na zbyciu sto pięćdziesiąt tysięcy dolarów, dzięki czemu uratuje z kłopotów finansowych jej rodzinną posiadłość, zwaną „Tarą”. W obliczu ostatniego problemu najlepsza przyjaciółka Aleksy, Maggie Ryan wpada na genialny pomysł. Postanawia umówić ją ze swoim starszym bratem Nickiem, przystojnym, pozbawionym skrupułów, bogatym architektem. To wprawdzie zdecydowany przeciwnik małżeństwa, lecz obecnie ma ,,nóż na gardle''. Zgodnie z testamentem nieżyjącego stryja, aby otrzymać jego spadek musi jak najszybciej, przynajmniej na rok znaleźć sobie żonę. W zaistniałej sytuacji  McKenzie i Ryan przyparci do muru decydują się na fikcyjny ślub. To ma być zwykły kontrakt biznesowy bez żadnych porywów serca i namiętności. Jak to się wszystko dalej potoczy? Czy wytrzymają oboje tak długo w celibacie? A może jednak z tego związku wyjdzie układ doskonały?

Czegoś takiego właśnie potrzebowałam, czyli bajkowej, romantycznej komedii, przy której zapomnę o szarej rzeczywistości. Jennifer Probst idealnie sprostała moim oczekiwaniom. Fabuła bynajmniej jest przewidywalna, nieco stereotypowa. Nie zmienia to jednak faktu, że dzięki serii nieporozumień i niejasnych sytuacji śledzi się ją nieustannie z żywym zainteresowaniem. Styl pisania autorki jest prosty, zwięzły, bez bogatych opisów, ale za to niezwykle żywy i dynamiczny. Akcja płynie niczym rwąca rzeka, lecz panuje w niej odpowiednia spójność i ład. Swoistego kolorytu dodaje też komizm sytuacyjny, lekka ironia oraz cięte riposty, które nawet największego ponuraka wprawią w dobry, wesoły nastrój. Sceny erotycznie są zmysłowe, namiętne i subtelne. Nie znajdziemy w nich żadnej perwersji czy wyuzdania. Mocnym trzonem powieści są przede wszystkim jej bohaterowie, pełni wewnętrznych sprzeczności, o różnych temperamentach i odmiennej wizji tego co ważne. Oboje zyskali moją niekłamaną sympatię, zaś ich walka charakterów rozbrajała mnie dosłownie i przenośni. Aleksa jest naturalną, szczerą, otwartą i błyskotliwą kobietą. Wielokrotnie pokazała, że ma swój honor i dumę. Wychowana w licznej, pełnej miłości rodzinie sama również pragnie szczęśliwej stabilizacji. Jej całkowitym przeciwieństwem jest Nick, który boi się stałego związku. Żadnej kobiecie nie pozwala wejść do swojego świata (wyjątek stanowi jedynie siostra Maggie), gdyż w przeszłości zbyt wiele wycierpiał, żeby podjąć ryzyko. Dlatego niechętnie przystaje na małżeński, szalony pakt. Już na wstępie w ich związku aż iskrzy z nadmiaru uczuć i emocji. Zwłaszcza Aleksa swoimi osobliwymi argumentacjami i gwałtownymi tyradami nieustannie wytrącała męża z równowagi. Tutaj sprawdza się przysłowie „kto się czubi ten się lubi”. Autorka niebywale ciekawie, zabawnie i zarazem mądrze nakreśliła relacje tych dwojga. Pokazała, że oprócz chemii i pożądania ważna jest przyjaźń, zrozumienie i wzajemny kompromis.

,,Układ doskonały’’ to najlepsze antidotum na chandrę i złe samopoczucie. Zawiera szczyptę zmysłowej pikanterii, docieranie się dwóch silnych osobowości, przyjaźń, miłość, ekscytującą grę słowną i mnóstwo pozytywnej energii. Osobiście nie żałuje czasu spędzonego przy tej lekturze, gdyż dzięki niej w atmosferze zabawy i relaksu oderwałam się od codzienności. Z przyjemnością poznam pozostałe dzieła pisarki, tymczasem serdecznie polecam powyższy sympatyczny, przyjemny, fascynujący acz niezobowiązujący romans.

***

Wydawnictwo Akapit Press.


czwartek, 19 grudnia 2013

W szponach przeznaczenia


Dwie Anny
Halina Kowalczuk 

 
wydawnictwo: Lucky
data wydania: 2013
liczba stron: 280
ocena: 6/6









     Halina Kowalczuk, absolwentka Uniwersytetu Szczecińskiego (kierunek-ekonomia) w wolnych chwilach zajmuje się prowadzeniem domu, wychowuje dwójkę dzieci i pisze książki. Jakiś czas temu zadebiutowała powieścią „Chata pod jemiołą”. Obecnie możemy poznać najnowsze dzieło autorki o intrygującym tytule ,,Dwie Anny’’. Wedle zebranych przeze mnie informacji jest to thriller erotyczny w cieniu klasycznego romansu. Postanowiłam zatem sprawdzić, jak nasza rodzima pisarka poradziła sobie z tym gatunkiem. Zapraszam do przeczytania moich wrażeń.

Główna bohaterka, Anna Stanley to młoda kobieta o polsko-angielskich korzeniach. Od pewnego czasu nawiedzają ją niezwykle realistyczne sny. Przenosi się w nich do Anglii z przełomu XVIII i XIX wieku, gdzie mieszka w Appyl małej, biednej wsi należącej do hrabiego Henryka Bartona. Na co dzień wraz z rodzicami pracuje ciężko na polach swojego możnowładcy. Pewnego dnia hrabina Luiza zatrudnia ją u siebie, jako służącą. Anna jest szczęśliwa, jednak praca u państwa Bartonów nie do końca okazuje się być sielanką. Od jakiegoś czasu nachodzi ją panicz Tomasz, syn hrabiostwa. Niekiedy jest wobec niej bardzo okrutny i wulgarny. Innym razem ratuje z opresji. Dziewczyna nie rozumie, co to wszystko znaczy. Czuje strach, jednocześnie pragnie jego bliskości. Tymczasem Tomasz wiąże z jej osobą pewne plany. Jakie? Każdego ranka we współczesnym świecie Anna próbuje to odkryć. Nieoczekiwanie zauważa, że niektórzy ludzie z jej otoczenia są niemal identyczni jak ze świata Morfeusza. Co to wszystko oznacza? Czy jej sny mają jakiś ukryty związek z realną rzeczywistością? Jedno tylko zdradzę. Wkrótce zjawa z przeszłości usunie wszelkie bariery międzypokoleniowe i spróbuje wypełnić swoją misje.

,,Tak musi się stać. Przeznaczenia nie da się oszukać, ono wszędzie znajdzie swoją ofiarę’’.

Wiele myśli kłębi się w mojej głowie. Nie sposób opisać wszystkie uczucia i emocje, jakie towarzyszyły mi w takcie czytania tej lektury. Moim zdaniem ,,Dwie Anny’’ są rewelacyjne. Nie mogę zbyt wiele napisać, żeby nie zdradzić treści i nie odebrać zaskoczenia. Powiem tylko, że fabuła posiada niezwykle nowatorski i oryginalny charakter. Wprowadza swoisty powiew świeżości i nieznanych doznań. Autorka łapie kilka wątków, jednak są one spójne i uporządkowane. Akcja rozgrywa się naprzemiennie w dwóch płaszczyznach – tej historycznej, gdzie Anna, jako chłopka przebywa na służbie u państwa Bartonów oraz we współczesnych realiach, w których Stanley podejmuje pracę w pewnej korporacji polsko-angielskiej. Oba te nurty biegną równolegle i wzajemnie się uzupełniają. Efekt tego zabiegu niezwykle przypadł mi do gustu i uważam, że dodaje całości szczególnego kolorytu. Bohaterowie nakreśleni są z niebywałą precyzją i wyczuciem. Każdy z nich jest na swój sposób charakterystyczny. Anna to dobra, serdeczna i niewinna dziewczyna. Niby nie wyróżnia się żadną szczególną cechą a jednak młody hrabia zwrócił na nią uwagę. Co więcej, obrał ją sobie za cel do swoich przerażających planów. Jakich? Stopniowo będziemy odkrywać kolejne karty w tej niepokojącej historii. Z kolei Tomasz jest niebywale okrutnym osobnikiem. Lubi katować niewinne osoby i patrzeć jak wiją się u jego stóp błagając o litość. Czasem w przypływie agresji zabija i zostawia ciało nieszczęśnika porzucone na polu czy w lesie. Dla niego to sposób nie tylko na wyżycie się, lecz na eliminowanie zbędnego plebsu. Odebranie komuś życia i jego ducha dodaje mu tylko sił. Czuje wtedy jak rośnie w nim nieziemska moc. Skąd u niego tyle zła? Zaręczam, będziecie zaskoczeni fantazją i wyobraźnią Haliny Kowalczuk, która uraczyła nas ciekawym czynnikiem nadprzyrodzonym. Osobiście jestem zachwycona i w pełni usatysfakcjonowana.

Dotychczas czytałam tylko jeden thriller erotyczny, mianowicie ,,Wszystkie odcienie cierni’’ Ilony Felicjańskiej, który wspominam całkiem pozytywnie. Teraz jednak w ogólnym zestawieniu stwierdzam, że ,,Dwie Anny’’ wypadają zdecydowanie korzystniej w przeciwieństwie do dzieła słynnej celebrytki. Mocnym trzonem omawianej przeze mnie powieści jest osobliwa walka głównych bohaterów z nieuchronnym ananke. Od samego początku aż do końca czuć strach i podskórne napięcie. Szczyptę pikanterii oraz dreszczyku emocji dodają również sceny erotyczne, które są odpowiednio wyważone, zmysłowe, bez wulgarności, perwersji i chamstwa. Autorka skupiła się przede wszystkim na przedstawieniu nietypowej historii miłosnej ograniczając do minimum wszechobecną mechaniczną kopulację, którą często można zauważyć w większości współczesnej literatury erotycznej. Całość napisana jest lekko, (sporadycznie występują literówki), styl współgra z nastrojem. Wydarzenia toczą się wartko, wedle ustalonego scenariusza. Zakończenie zdumiewa wyrafinowaną intrygą. Podziwiam kreatywność autorki.

Gorąco polecam najnowszą prozę Haliny Kowalczuk. To prawdziwa perełka wśród innych pozycji z tego gatunku. Diabelnie się cieszę, że ją ,,odkryłam’’. Od teraz uważam się za zagorzałą fankę tej książki i całej twórczości tejże pisarki. Myślę, że każdy znajdzie tu coś odpowiedniego dla siebie. Na pewno nie powinni być zawiedzeni miłośnicy powieści obyczajowej, historycznej, romansu, thrillera, fantasty oraz literatury erotycznej. Zapraszam!

***

Wydawnictwo Lucky.


wtorek, 17 grudnia 2013

Mroczne sekrety Miasta

Czarny Książę
Katarzyna Michalak 

 
seria/cykl wydawniczy: Seria z tulipanem
wydawnictwo: Filia

PREMIERA: 15 stycznia 2014
ocena: 6-/6









   
     Wielkimi krokami zbliża premiera ,,Czarnego księcia’’(15.01.14r.), najbardziej oczekiwana przeze mnie powieść Katarzyny Michalak, poczytnej pisarki, autorki wielu bestsellerów. Zgodnie z zapowiedzią jest to pikantny kryminał. Poprzednia książka ,,Mistrz’’ spowita w erotycznym klimacie zrobiła na mnie piorunujące wrażenie, dlatego z ogromną niecierpliwością zabrałam się za najnowszą lekturę. Jakie są moje pierwsze wrażenia? Poniżej postaram się je przedstawić.

Osiemnastoletnia Konstancja Lubowiecka przez niebotyczne długi swojego ojca zostaje sprzedana jego siostrze, Klarze Gott, którą widziała może ze dwa razy w swoim życiu. Ciotka jest bogatą, chorobliwie skąpą wdową. Swoją bratanicę tratuje jak zbędny balast i ma wobec niej niecne plany. Ponieważ zazdrości innym władzy, pieniędzy oraz blichtru, zamierza sprzedać dziewictwo Konstancji komuś wpływowemu, aby dzięki temu dostać się na salony. Najlepszym kandydatem okazuje się być Maksymilian Romanow zwany Czarnym Księciem, jeden z najbardziej zepsutych, najpotężniejszych i najbogatszych obywateli Miasta, który ochoczo bierze we władanie losy niewinnej Konstancji. Tymczasem w metropolii nieoczekiwanie giną piękne, młode kobiety. Winowajca zabija je elegancko, finezyjnie, z fantazją.

,,Ostrze lancetu precyzyjnie wbiło się w nasadę karku, przecinając rdzeń kręgowy. Runęła na bruk jak szmaciana lalka. Serce stanęło w pół uderzenia. Nie zdążyła krzyknąć z przerażenia, nie zdążyła zawołać o pomoc. Prawdę mówiąc, nawet nie wiedziała, że umiera…’’


Śledztwo w tej sprawie przejmuje Paul de Brien, inspektor policji o nieposzlakowanej opinii, który dochodzi do zaskakujących wniosków. Wszystkie ofiary przed swoją śmiercią bawiły się w Zakazanym Owocu, nocnym klubie należącym do Czarnego Księcia. W zaistniałej sytuacji stróż prawa obawia się o życie panny Lubowieckiej. Czy rzeczywiście jego podejrzenia mają racje bytu? Kto tak naprawdę odpowiedzialny jest za morderstwa czarujących niewiast?

Biorąc do ręki ,,Czarnego księcia’’ liczyłam na kawał mocnej, zmysłowej i emocjonującej lektury i na szczęście nie zawiodłam się. Już sam początek ma wielką siłę rażenia. Katarzyna Michalak zaskoczyła mnie całkowicie swoją nietypową koncepcją na fabułę. Akcja toczy się pod koniec XIX wieku. Autorka wiernie oddała koloryt epoki. Dżentelmeni paradują we frakach, panie olśniewają strojnymi sukniami. Ludzie żyją pełnią życia. Skromna dziewczyna może przeobrazić się w rasową uwodzicielkę lub rozwiązłą kurtyzanę. Z reguły gustuje we współczesnych powieściach niemniej jednak doskonale odnalazłam się w tamtych realiach. Ciekawie połączony jest wątek kryminalny z powikłanymi losami młodziutkiej Konstancji. Żałuje jedynie, że zbyt szybko dowiadujemy się, kto jest mordercą i w zasadzie czekamy tylko na dalszy rozwój wypadków. Jest intryga, trochę zagadek, niestety zabrakło dopracowania kilku szczegółów, dzięki któremu całość jeszcze bardziej trzymałaby w napięciu. Ale za to sceny erotyczne nakreślone są do perfekcji. Szalenie pobudliwe, odważne jednocześnie zachowują wdzięk, subtelność i dobry smak. Autorka udowodniła, że można napisać znakomitą, wyrazistą i mocno pikantną historie nie mającą nic wspólnego z wulgaryzmem czy chamstwem. Jestem pod wrażeniem. Bohaterowie mocno się różnią, często reprezentują skrajne postawy. Czarny Książę jest mężczyzną zepsutym do szpiku kości. Opuścił szeregi wojska, jako prawy człowiek, lecz hazard, duże pieniądze, władza, łatwe kobiety i alkohol uczyniły z niego bogatego wyrzutka. Mimo wszystko w głębi duszy potrafi być czuły, opiekuńczy i odpowiedzialny. Widać to zwłaszcza w relacjach z jego siostrą. Z kolei panna Lubowiecka to kobieta o wielu twarzach. Słodka, niewinna, olśniewająca urodą nosi w sobie jakąś zadrę z przeszłości, która zatruwa jej serce i umysł. Ważną rolę odgrywa też Paul, inspektor policji. Niezwykle skrupulatnie, sumiennie, bardzo profesjonalnie podchodzi do swojej pracy. Za wszelką cenę próbuje złapać trop prowadzący do tajemniczego przestępcy. I chociaż wielokrotnie się myli, nie poprzestaje na poszukiwaniach rozważając wszystkie możliwe warianty. Pozostałe postacie drugoplanowe również stoją na wysokim poziomie, wnoszą sporo do fabuły. Natomiast jeśli chodzi o zakończenie jest nieprzewidywalne, widowiskowe i niebywale dramatyczne. Nie spodziewałam się tak niekonwencjonalnego rozwiązania i po cichu liczę na ciąg dalszy owych zdarzeń.

Na temat tej książki chciałabym napisać wiele, ale boję się za bardzo zdradzić treść. Powiem tylko, że ,,Czarny książę’’ jest niezwykłą, nietuzinkową opowieścią o pożądaniu, zdradzie, przyjaźni zmieniającej się w nienawiść, morderstwach i iluzorycznej miłości. Od początku do końca towarzyszyć nam będzie gorąca atmosfera, dlatego przygotujcie się na płomienne doznania.

Uwielbiam ,,grzeszyć" z Katarzyną Michalak, ponieważ doskonale wie jak rozpalić moje zmysły. Dostałam literacką, satysfakcjonującą przejażdżkę na największym rollercoasterze i ciągle nie mam dosyć. To ciekawy, osobliwy kryminał historyczno-erotyczny o ciemnej stronie ludzkiej natury. Zaręczam, będziecie zdziwieni tym, kto tutaj gra pierwsze skrzypce. Gorąco polecam. Oby więcej takich efektownych, śmiałych polskich powieści.

***
Oficjalna strona Katarzyny Michalak: klik
Wydawnictwo FILIA.


niedziela, 15 grudnia 2013

Nietypowa rodzinna tradycja


Pałac
Emma Cavalier 

 
tłumaczenie: Moineau Marta
tytuł oryginału: La rééducation sentimentale
wydawnictwo: Amber
data wydania: 3 października 2013
liczba stron: 288
ocena: 4+/6







        Od pewnego czasu literatura erotyczna niczym fala tsunami zalewa nasz rodzimy rynek wydawniczy. Szukamy swego rodzaju magicznych dopalaczy dla naszej uczty zmysłów. Też poddałam się temu trendowi, dlatego tym razem w moje ręce trafił ,,Pałac’’ debiutancka książka Emmy Cavalier, francuskiej bibliotekarki. Jest to rzekomo unowocześniona wersja „Historii O”, światowego kanonu literatury erotycznej. Książka została entuzjastycznie przyjęta przez francuskie czytelniczki i podczas festiwalu d'Evian w 2012 roku otrzymała nagrodę dla najlepszego debiutu w kategorii powieść erotyczna. Czy rzeczywiście wskazana pozycja zasługuje na uwagę? Zapraszam do przeczytania moich wrażeń.

Pauline, świeżo upieczona absolwentka bibliotekoznawstwa otrzymuje niezwykle atrakcyjną propozycję pracy przy porządkowaniu i badaniu materiałów archiwalnych rodziny Andringer, które znajdują się w bibliotece w niezwykłym Pałacu de Charmoie. Przed dziewczyną otwierają się zatem nowe możliwości i wyzwania. Nie zdaje sobie jednak sprawy z tego, że owa rezydencja posiada swoje mroczne tajemnice. Od ponad stu lat odbywają się tutaj perwersyjne, wyuzdane orgie połączone z dosadnymi praktykami BDSM. Julien Andringer, nowy pracodawca Pauline od razu odkrywa przed nią wszystkie swoje szokujące sekrety oraz narzuca własne warunki i zasady. Jak młoda archiwistka zareaguje na nietypową propozycje swojego szefa? Czy zgodzi się wejść do jego niebezpiecznego, ekscytującego świata pełnego bólu, brutalności, rozkoszy i spełnienia?

Dawno żadna książka z gatunku powieści erotycznej nie wywołała we mnie tyle sprzecznych uczuć. Z jednej strony czułam empatie i swego rodzaju podziw, z drugiej złość oraz frustracje. Jedno jest pewne, autorka nie powiela schematów, ale oferuje coś zupełnie znacznie innego. Ckliwy romantyzm to nie jej działka. Spotykamy tutaj dojrzałych, świadomych, nieco szorstkich bohaterów, którzy próbują odpowiedzieć sobie na pytanie, czym tak naprawdę jest miłość. Zamiast czułych, serdecznych wyznań dostaniemy gorące, mocno pikantne seanse sado-maso, zaś namiętne, delikatne pieszczoty zastąpione są mechanicznymi gadżetami typu pejcz lub szpicruta. Nie jestem i nie będę zwolenniczką takiej formy okazywania uczuć, dlatego ten aspekt nie przypadł mi do gustu. Mam również zastrzeżenia do tego, jak autorka zobrazowała dominacje i uległość. Relacje Pana i Uległej nieco odbiegały od ich prawdziwego wizerunku. Granice dyscypliny zostały mocno zachwiane. Stosowana tutaj kara nie była wyłącznie środkiem represyjnym, lecz codziennym rytuałem inicjacyjnym a przecież nie o to w tym wszystkim chodzi. Także zachowanie Pauline było dla mnie zbyt mało wiarygodne. Nigdy wcześniej nie miała do czynienia z sado-maso, mimo to ochoczo zgadzała się na wszelkie, czasami niezwykle dotkliwe kary przeznaczone dla doświadczonych niewolników.

Dzieło Emmy Cavalier wyróżnia się z tłumu innych pozycji z tego gatunku. Posiada swój wyjątkowy, specyficzny, tajemniczy klimat, który czuć już od pierwszych stron. Fabuła rozgrywająca się w zakamarkach wspaniale zdobionego pałacu dodaje całości swego rodzaju kolorytu. Perypetie głównych bohaterów przeplatane są z opisami różnych archiwów dotyczących rodziny Andringer. Oba nurty wzajemnie się uzupełniają i stanowią podstawę dla dalszego rozwoju historii. Autorka pisze prostym i lekkim stylem a akcja toczy się jak po sznurku.  Sylwetki poszczególnych osób nakreślone są dość lakonicznie. Niewiele wiemy na ich temat. Pauline to zagubiona dziewczyna szukająca swojego prawdziwego ja. Na szczęście jej zachowanie nie trąci infantylizmem. Reaguje naturalnie i spontanicznie na otaczającą ją rzeczywistość. Z kolei Julien to mężczyzna pełen sprzeczności: jednocześnie zmysłowy i zachowawczy. Zbudował wokół siebie oblężoną twierdzę, przez którą ciężko komukolwiek się przedostać. Nie potrafiłam go przejrzeć. Najbardziej irytował mnie fakt, że na oczach Pauline brał inne kobiety, zaś w międzyczasie inny osobnik biczował lub kopulował jego uległą. Tego nie jestem w stanie pojąć. Zaakceptuje wszystko, nawet perwersyjne praktyki BDSM, ale nie wybaczę przedmiotowego traktowania i braku szacunku do osoby, którą się rzekomo kocha.

Lektura ,,Pałacu’’ wywołuje lawinę emocji, zarówno pozytywnych, jak i negatywnych. Nie każdemu może przypaść do gustu. Jej tematyka zdecydowanie przeznaczona jest dla osób pełnoletnich o stalowych nerwach, ponieważ niektóre opisy są szokujące i sprzeczne z powszechnie przyjętymi normami obyczajowymi i etycznymi. Jedno jest pewne. Nie sposób obojętnie przejść obok tej pozycji. To niezwykle wyrafinowana historia o meandrach ludzkiego ciała i umysłu, tajnikach praktyk sadomasochistycznych oraz o skomplikowanej miłości, która niesie za sobą sporo ryzyka. Zapraszam zainteresowanych.

***
Wydawnictwo Amber

środa, 11 grudnia 2013

Pogromca mafii


Operacja Mamba
Marcin Sobecki 

 
wydawnictwo: Novae Res
data wydania: 31 października 2013
liczba stron: 272
ocena: 5+/6









        Kraków, katedra wawelska. Właśnie rozpoczyna się msza żałobna Jacka Wilka, młodego studenta zakatowanego kijem bejsbolowym przez nieznanych sprawców. Tymczasem do Komendy Wojewódzkiej Policji dzwoni tajemniczy mężczyzna z zaskakującym komunikatem. Przed chwilą w jednym z mieszkań na Kleparzu podłożył bombę, która uśmierciła Jana Kotowskiego, członka lokalnej mafii. Zdaniem informatora denat należał do grona sześciu oprawców odpowiedzialnych za brutalną śmierć Jacka. To nie koniec rewelacji. Rozmówca deklaruje również, że pozostałe osoby winne bestialskiego pobicia, czeka podobny los. Nie wiadomo, kim jest ten nieznany sprawca i co nim kieruje. Czy to niezrównoważony psychicznie osobnik, przypadkowy "dowcipniś" a może w jakiś sposób został skrzywdzony przez tych, których wybrał na ofiary? Jedno jest pewne, wkrótce da się we znaki wielu ludziom.

,,Operacja mamba’’ to debiutanckie dzieło Marcina Sobeckiego. Tak przynajmniej wynika z moich poszukiwań. Urzeczona tajemniczą, magnetyzującą okładką nie mogłam się doczekać kiedy poznam jej ,,zawartość’. Wstępnie zdradzę, jestem w pełni usatysfakcjonowana. To świetny dreszczowiec kryminalny pełen śmiertelnych zagrożeń  i potencjalnie niebezpiecznej sytuacji. Na pierwszy plan wysuwa się doskonale przemyślana i misternie skonstruowana intryga. Przez większość fabuły nie dowiemy się kim jest tajemniczy pan określany mianem ,,X’’, który skutecznie wyręcza organy ścigania wymierzając na własną rękę sprawiedliwość. W pewnym momencie będziemy niemal pewni, że jednak znamy sprawcę, lecz autor dalej umiejętnie wprowadza czytelnika na manowce. Pierwszy raz miałam do czynienia z tak nietuzinkowym przestępcą. Nawet opinia publiczna wypowiadała się na jego temat z sympatią, co rzadko się zdarza w przypadku osób, które dopuściły się pospolitej zbrodni. Ja również byłam pełna podziwu dla jego niekonwencjonalnych metod likwidacji poszczególnych złoczyńców. To bardzo inteligentny, niebezpieczny człowiek z dwóch powodów: determinacji i profesjonalnego działania. Ze stoickim spokojem, metodycznie, jakby z naukową precyzją ustalał scenariusz, przewidując każdy następny ruch i opracowując już zawczasu swoją reakcje. Przez pewien czas przebywał w dzikiej Afryce, gdzie zajmował się odłowem dzikiej zwierzyny. Zdobyte doświadczenie skrupulatnie wykorzystał w walce z miejscowym półświatkiem, który dosłownie drżał przed nim ze strachu. Wobec zaistniałej sytuacji policja kręciła się w kółko i nie miała nawet sensownej koncepcji, w jaki sposób odnaleźć nieznanego mściciela. Natomiast Jagielski, bezwzględny boss mafii postanowił zatrudnić fachowca od mokrej roboty. Ale czy w tym przypadku udział płatnego zabójcy rzeczywiście odniesie wymierne korzyści? Zdradzę tylko, czeka was niezwykle widowiskowa zabawa w kotka i myszkę.

Skąd wziął się kryptonim Operacja Mamba? Otóż nasz okrutny pan ,,X’’ wykorzystał do likwidacji jednego z członków mafii Mambę Czarną, najniebezpieczniejszego węża, jaki kiedykolwiek żył na ziemi. Jad tego gada jest dziesięć razy bardziej toksyczny niż innych jadowitych węży. Ofiara w kilkadziesiąt sekund po ugryzieniu doznaje paraliżu zaś jego miękka tkanka niemal z miejsc ulega rozkładowi. Nawet podane od razu serum nie jest w stanie całkowicie go uleczyć. Chyba się ze mną zgodzicie, że taka zbrodnia to istny majstersztyk okrucieństwa. Na tym jednak nie koniec grozy. To zaledwie przedsmak tego, czego jeszcze możemy doświadczyć z udziałem nieobliczalnego szaleńca.

Dostałam do ręki kawał dobrej, męskiej literatury i chociaż jestem kobietą czytało mi się ją rewelacyjnie. Styl pisarza nie męczy, łatwo wczuć się w fabułę. Akcja toczy się żwawo, co krok stara się zainteresować czytelnika na nowo. Bohaterowie są całkiem dobrze dopracowani, bez przeszkód można ich sobie wyobrazić. Znajdziemy nawet delikatny wątek miłosny, lecz w moim mniemaniu niestety został potraktowany zbyt lakonicznie i powierzchownie. Pod płaszczykiem sensacyjnych wydarzeń kryje się także wzruszająca historia, mająca swój początek w czasach powstania Warszawskiego w 1944 roku, która bardzo pomysłowo i zgrabnie wpasowuje się w aktualne wątki. Ogólnie całość przedstawia się nad wyraz dobrze, bez większego zarzutu i z przyjemnością poznam następne dzieło autora jeśli takowe się ukaże.

Szukasz mocnej, bezkompromisowej i niepokojącej literatury? W takim razie polecam ,,Operacje mamba’’ Marcina Sobeckiego. Tylko tutaj zobaczysz czy mszczenie się na innych jest właściwą drogą dającą upragnioną satysfakcję. Ta książka z pewnością zadowoli miłośników kryminałów, powieści sensacyjnej czy konspiracyjnych thrillerów. Ufam, że nie będziecie zawiedzeni. Zapraszam do lektury.

***

Wydawnictwo Novae Res


poniedziałek, 9 grudnia 2013

Walka o lepsze jutro


Zwycięzcy
Danielle Steel 

 
tłumaczenie: Irena Kołodziej
wydawnictwo: Amber
data wydania: 7 listopada 2013
liczba stron: 320
ocena: 5/6








        Danielle Steel to niezwykle popularna amerykańska pisarka, autorka ponad 90 książek (ponad dwadzieścia zostało sfilmowanych), z których większość stała się bestsellerami. Dotychczas ich łączny nakład przekroczył rekordową liczbę 600 milionów egzemplarzy. Na co dzień Danielle udziela się społecznie, jest przewodniczącą Amerykańskiego Stowarzyszenia Bibliotecznego oraz rzecznikiem prasowym American Human Association, działającego na rzecz dzieci uzależnionych. Znalazła się nawet w „Księdze Guinnessa”. Również w Polsce twórczość Steel jest bardzo znana i ceniona, dlatego nie mogłam nie skorzystać z okazji, aby przeczytać najnowsze dzieło autorki zatytułowane ,,Zwycięzcy’’. Czy warto było poznać historię tej książki? Zanim przejdziemy do sedna sprawy, pokrótce przedstawię fabułę.

Lily Thomas jest energiczną, pełną pasji siedemnastolatką. Na co dzień namiętnie trenuje narciarstwo marząc o olimpijskim złocie. Pewnego dnia na wyciągu krzesełkowym zdarza się tragiczny wypadek. Lily doznaje kompletnego paraliżu od pasa w dół. Teraz do końca życia skazana jest na wózek inwalidzki. Bill Thomas, ojciec nastolatki jest zdruzgotany zaistniałą sytuacją. Ich wspólne marzenia o karierze w jednej chwili rozsypują się jak domek z kart. Tej samej nocy swój osobisty dramat przeżywa również doktor Jessie Matthews, neurochirurg, która operowała młodziutką narciarkę. Jej mąż Tim nieoczekiwanie ginie w wypadku samochodowym zostawiając zrozpaczoną wdowę z czworgiem dzieci. Wkrótce losy obu rodzin przeplatają się ze sobą. Na swojej drodze spotkają również: Joe, finansistę na skraju życiowego bankructwa, Carole, szpitalną psycholog walczącą z bliznami na ciele i duszy oraz Teddy’ego, młodego, utalentowanego i ciężko chorego chłopaka. Każdy z nich zmaga się z jakimś cierpieniem, lecz razem pragną pokonać wszelkie przeciwności losu. Z jakim to wyjdzie rezultatem? Czy w walce o własne szczęście uda im się odnieść zwycięstwo?

Biorąc do ręki ,,Zwycięzców’’ liczyłam na kawał mądrej, wartościowej prozy i takową otrzymałam. Pomysł na fabułę uważam za niezwykle trafiony. Jest naturalny, prawdziwy, jakby spłodziło go samo życie. To było fatum. Wyciąg narciarski utrzymywany był właściwie, po prostu zdarzył się jeden z tych wypadków losowych, które nieodwracalnie zmieniają bieg życia przypadkowych osób. Siedemnastoletnia Thomas niestety znalazła się w tym pechowym gronie. Na szczęście dzięki wsparciu kochającego ojca oraz troskliwej lekarki dziewczyna udowodniła, że nawet bez zdrowych nóg można dalej realizować swoje marzenia. Przecież niepełnosprawność nie przekreśla normalnego funkcjonowania w społeczeństwie. Na początku faktycznie nie ma lekko, ale z czasem wszystko można wszystko przezwyciężyć. Jeśli tylko zechcemy otworzą się przed nami nowe ścieżki, o których istnienia nawet nie podejrzewamy. Bynajmniej nie wygramy złota na olimpiadzie, ale możemy wygrać złoto we własnym życiu, a to dużo ważniejsze.

Lektura tej książki zapewniła mi wiele emocji, rozrywki i wzruszeń. Danielle Steel na przykładzie Billa, ojca nastoletniej Lily w niebywale piękny sposób zaprezentowała wielką moc i siłę dobrych uczynków. Mężczyzna w pełni wykorzystał swoją władzę i pieniądze, aby pomóc w leczeniu niepełnosprawnych osób. Przy okazji umożliwił im także rozwijanie pasji i talentów. Jego zaangażowanie i pasja odbiły się głośnym echem wśród społeczeństwa. Dzięki niemu niektórzy ludzie wyszli z życiowego marazmu. Ten przypadek pokazuje, jak nieoczekiwane zdarzenia mogą łączyć ludzi i zmieniać ich życie na zawsze .

,,Zwycięzcy’’ to naprawdę dobra powieść. Napisana przyjaznym zrozumiałym i bardzo przystępnym językiem, mimo ogromu poruszanych zagadnień. Dialogi nie są pustymi słowami, lecz doskonale odzwierciedlają rzeczywistą konwersacje. Akcja płynie spokojnym, umiarkowanym tempem, na szczęście nie nuży. Bohaterowie w kluczowych momentach okazują się zaskakująco ludzcy, otwarci i uczuciowi. Polubiłam każdego z nich bez wyjątku i gorąco kibicowałam w ich w egzystencjalnych zmaganiach. Ogólnie całość kończy się happy endem, bez banalnego schematu, co osobiście uważam za duży plus.

Resumując, to wzruszająca opowieść o marzeniach, prawdziwej przyjaźni, miłości, wewnętrznej sile, odwadze i zwycięstwie nad tragedią. Dzięki niej nauczysz się skąd brać zapał, energię i hart ducha do tego, by nigdy nie tracić nadziei w najtrudniejszych momentach swojego życia. Serdecznie polecam miłośnikom literatury obyczajowej oraz fanom autorki. Nowi czytelnicy także zapewne nie będą czuli się zawiedzeni. Zapraszam!

***

Wydawnictwo Amber

sobota, 7 grudnia 2013

Przypadkowe nieporozumienie


Kwiaty nie są konieczne
Cari Quinn 

 
tłumaczenie: Wolin Julia
tytuł oryginału: No Flowers Required
seria/cykl wydawniczy: Miłość jest konieczna tom 1
wydawnictwo: Amber
data wydania: 24 października 2013
liczba stron: 240
ocena: 5-/6






      Cari Quinn jest kolejną osobą stawiającą pierwsze kroki w pisarskim fachu. Jakiś czas temu, dokładnie jesienią 2012 zadebiutowała powieścią ,,Kwiaty Nie Są Konieczne’’, która jest początkiem serii ,,Miłość Jest Konieczna’’. Zaraz po wydaniu książka weszła na listę „USA Today” oraz na 3. miejsce Amazonu pozostając przez wiele tygodni w czołówce najlepszych współczesnych romansów. Jej nakład rozszedł się blisko w 100 000 egzemplarzy i znalazł w Top 10 największej amerykańskiej sieci księgarskiej Barnes & Noble. W obliczu takiej popularności nie mogłam przejść obojętnie wobec tej pozycji. Jak przebiegło owe spotkanie? Zapraszam do przeczytania moich wrażeń.

Alexa Conroy przejmuje w spadku po Roz, nieżyjącej byłej opiekunce małą, stylową kwiaciarnię, która znajduje się na skraju bankructwa. Mimo kłopotów dziewczyna nie zamierza się poddać. Aby związać koniec z końcem sprzedaje swój wymarzony dom i przeprowadza się do obskurnego mieszkanka nieopodal swojego miejsca pracy. Właścicielem całego budynku jest wielka, prężna korporacja należąca do Corina Santngelo, człowieka odpowiedzialnego za niebotyczne długi Conroy, który ma w planach wyeksmitować ją z jej sklepu, żeby przerobić ten lokal na bar z mrożonymi jogurtami. Tymczasem Alexa próbuje jakoś zaaklimatyzować się w nowym miejscu, chociaż nie jest łatwo. Kapiące krany, zepsute okna, pająki to zaledwie wierzchołek góry lodowej tego, co ją czeka. Na szczęście los stawia na jej drodze Jamesa Dillona, szalenie seksownego, atrakcyjnego nadzorcę budowlanego, który pomaga dziewczynie w remoncie. Od samego początku między nimi aż iskrzy z pożądania. W końcu oboje ulegają wzajemnej namiętności. Dziewczyna nie wie jednak, że Dillon coś ważnego przed nią ukrywa. Ten sekret definitywnie zniszczyłby ich związek. Jakie tajemnice chowa w zanadrzu majster i czy ma to jakiś związek z podupadającym biznesem Alexy?

Biorąc do ręki ,,Kwiaty Nie Są Konieczne’’ liczyłam na niezwykle energetyczny, iskrzący emocjami romans. Troszkę się jednak zawiodłam, chociaż ogółem nie było źle. Pomysł na fabułę uważam za całkiem trafiony. Odrobinę przypomina moją ulubioną komedię romantyczną ,,Masz wiadomość’’(1988r.) tylko w znacznie bardziej pikantniejszej oprawie. Opowiada o rozkwitającej miłości, która dopadła dwoje ludzi. Alexa to kobieta zagadka. Na jej temat nie znajdziemy zbyt wiele informacji. Kiedyś była bardzo rozrywkową, swawolną osobą, lecz pewne okoliczności sprawiły, że musiała szybko zacząć twardo stąpać po ziemi. W obliczu kryzysu zgrywa dzielną wojowniczkę, lecz tak naprawdę ciężko jej sprostać oczekiwaniom własnym i rodziny. Z kolei James to notoryczny playboy, nie miałby kłopotu z zaciągnięciem jakiejkolwiek dziewczyny do łóżka. Pomimo tego spotkanie z Conroy nie uważa za jednorazową przygodę wręcz przeciwnie. Z każdym dniem coraz mocniej angażuje się w ten związek. Bardzo mi się podobał jego opiekuńczy charakter w stosunku do Alexy oraz jego interakcje z bratem, ciepłe uczucia wobec matki oraz odpowiedzialność do wszystkiego, co stanowiło w jego życiu jakąś wartość. W tym wszystkim pojawił się tylko jeden istotny problem. Przypadkowe nieporozumienie i kłamstwo ciągnie za sobą kolejne skutki. Dillon w obawie przed utratą ukochanej nie mówi jej wszystkiego na swój temat. Kim zatem jest ten mężczyzna? Przekonajcie się o tym sami.

Jak to z debiutami bywa, raz są lepsze, a raz gorsze. Także w tej książce znalazłam zarówno wady jak i zalety. Styl jest względnie prosty, bez zbędnych opisów czy ozdobników. Dialogi prezentują dość nierówny poziom. Zabrakło mi również rozbudowania wątków pobocznych. Autorka mogła bardziej dopracować detale, rozwinąć treść. Sceny erotyczne są zgrabnie wkomponowane, nie przyćmiewają całości, jednakże liczyłam na nieco więcej napięcia, perwersji i wyuzdania. Sylwetki głównych bohaterów charakteryzują się całkiem wyrazistą osobowością. Szkoda tylko, że drugoplanowe postacie zostały zepchnięte na margines. Mam nadzieję, że ten aspekt w drugim tomie będzie będzie zacznie lepiej dopracowany. Na plus zasługuje natomiast żwawa akcja. Ma odpowiednie tempo, przy którym z pewnością nie będziemy się nudzić. Także zakończenie jest takie jak lubię, romantyczne i pełne optymizmu.

Nie żałuje czasu spędzonego przy lekturze tej książki. To taki typowy romans z lekkim akcentem erotycznym, jednocześnie zawiera pewne minimalne wartości. Między wierszami Cari Quinn próbuje nam uświadomić, że biznesie nie wszystko należy rozpatrywać według kryterium zysku i strat, ponieważ oprócz zarabiania pieniędzy ważniejsze są więzy międzyludzkie. Ponadto pokazuje, że w kryzysowych momentach nie zawsze warto unosić się dumą, czasami lepiej odrzucić w kąt wszelakie wątpliwości i przyjąć pomocną dłoń.

Szukasz ucieczki od rzeczywistości? Chcesz, aby twoja wyobraźnia przejęła stery? W takim razie serdecznie polecam ,,Kwiaty Nie Są Konieczne’’. Nie jest to literatura najwyższych lotów, ale nie zmienia to faktu, że mi się podobała. Znalazłam w niej szczyptę humoru, przypadkowe nieporozumienia, desperacje, niegrzeczny seks, miłosną chemię oraz intensywne emocje. Zapewne miłośnicy współczesnych romansów będą zadowoleni. Zapraszam.


***

Wydawnictwo Amber



piątek, 6 grudnia 2013

Wyniki Mikołajkowego konkursu



Nadszedł decydujący moment- ogłoszenie wyników Mikołajkowego konkursu, w którym nagrodą jest książka ,,Alex'' Pierre Lemaitre.  .

Na wstępie pragnę WSZYSTKIM uczestnikom zabawy bardzo gorąco podziękować. Nie spodziewałam się tak wielkiego zaangażowania z waszej strony. Jesteście nieocenieni !!!

Wybór zwycięzcy był naprawdę szalenie trudny i wielokrotnie zmieniałam swoje typowania. Moim zdaniem każdy z WAS zasługuje na nagrodę. Niestety reguły gry są jasne.

Tylko jedna osoba może otrzymać nagrodę i tym razem będzie to: alicjamagdalena

***
Zacznę od prezentu, który wspominam najgorzej:) Był to prezent os Św. Mikołaja, który przekazał poprzez kolegę z klasy podczas tzw. losowanych Mikołajek w klasie I gimnazjum (miałam wtedy 13 lat). Oczywiście losowania były tajne, nikt nie wiedział, kto go ma. Wszystkie dzieci dostały swoje prezenty piszcząc z zachwytu. Ja przekazałam koleżance również piękną, drogą niespodziankę od Mikołaja ma się rozumieć, a sama czekałam i czekałam i nic... Trochę było mi przykro, ale udawałam, że trzymam się dzielnie. Psiapsióła odważnie zaproponowała mi podzielenie się swoim prezentem otrzymanym ode mnie na pół. W pewnej chwili wszedł spóźniony kolega. Podał mi torebkę, na której dnie znajdowała się figurka - sikający mężczyzna ;] Sięgnęłam na dno torby, aby wydobyć resztę, ale... więcej nic nie było. Tak więc przyniosłam tę dziwną figurkę do domu, a mama zapytała się co to za brzydactwo i gdzie pozostała część prezentu... Od tej pory nie chciałam już klasowych Mikołajek. Pamiętam, że od II klasy jeździliśmy już do kina i to było lepsze rozwiązanie. 
*** 
Myślę, że tego uzasadnienia nie trzeba za wiele komentować. Chyba nikt nie chciałby dostać figurki sikającego faceta? Ja z pewnością nie, dlatego współczuje nietrafionego prezentu.

Natomiast z nutką zazdrości przeczytałam o ulubionym podarunku alicjimagdaleny, mianowicie- list od samego Świętego Mikołaja. To wielki zaszczyt poznać lepiej tak ważną osobistość i dostać od niego zaproszenie na wizytę :)

***

Prezent, który wspominam natomiast najlepiej to...list od Św. Mikołaja, otrzymany w 1995r. :) Byłam wówczas w zerówce i pisaliśmy w klasie z dziećmi krótkie listy. List wyglądał tak, że gryzmoliliśmy taki sam wstąp i zakończenie, a od myślników, co chcemy otrzymać (było to uzależnione od angielskich słówek jakie znaliśmy, a znaliśmy ich niewiele). Pewnego dnia do domu przyszedł mi list w pięknej kopercie, którą w stresie i pośpiechu porwałam, więc się nie zachowała. Niesamowite, że otrzymałam odpowiedź od samego Św. Mikołaja. Byłam szczęśliwa i bardzo dumna, tym bardziej, że jako jedyna z klasy go dostałam. Oczywiście zazdrosne dzieci mi nie wierzyły. Dokuczyły mi mówiąc, że to moi rodzice napisali list i podobne bzdury. Najlepsze jest to, że z listu nic nie zrozumiałam w owym czasie, nie miał mi kto go pomóc przetłumaczyć, bo jednak większość borykała się z barierą językową. Parę zdań wyjaśniła mi ciocia, która co nieco rozumiała. List jest schowany wśród moich najważniejszych skarbów, żaden prezent nie będzie od niego ważniejszy. W zasadzie niedawno wpadłam na pomysł, że przetłumaczę go dokładniej. Co roku chwalę się nim znajomym i rodzinie, aż mają mnie dosyć, co zrobić skoro odpisał mi sam Mikołaj i to na tak pięknej papeterii :) W zasadzie list nie zawierał odpowiedzi na moje ówczesne prośby, tylko wyjaśnił jak żyć - być dobra dla ludzi i zwierząt. Mikołaj opisał swoje miejsce pracy i zaprosił. Mam nadzieję, że uda mi się go kiedyś odwiedzić :) 

***

Gratuluje!!!

Raz jeszcze dziękuje pozostałym uczestnikom konkursu i pozdrawiam wszystkich serdecznie :)

czwartek, 5 grudnia 2013

Wywiad z Katarzyną Gubała

Recenzje Kiti
1. Skąd pomysł na napisanie książki?


Mam tak dużo samotnych koleżanek, że postanowiłam im pomóc. Bardzo chciałam, żeby znalazły sobie drugą połówkę pomarańczy. Dlatego „Faceci z sieci” nie są wyłącznie powieścią, ale także swoistym poradnikiem, jak szukać ukochanej osoby prze Internet. Stworzyłam miłosnego bloga www.porywyserca.pl i tam wiele osób wyznaje, że chciałoby poznać ukochaną osobę. Książka miała więc być nie tylko rozrywką, ale też zachętą do poszukiwań własnej miłości. Znam tyle samotnych osób, które marzą o uścisku dłoni, o namiętnym pocałunku, o wspólnej kolacji. To wszystko jest możliwe, jeśli tylko zalogujemy się na portalu randkowym.

2. Czy wierzy Pani, że znajomość w Internecie naprawdę może przerodzić się w coś więcej?

Wierzę, a nawet mam tego namacalne dowody w postaci własnego męża i kilku przyjaciół. Jestem absolutnie przekonana, że tych wszystkich ludzi nie poznałabym, gdyby nie światłowód.

miqaisonfire
1. Co w przypadku, gdy faktycznie przychodzi Pani do głowy wyjątkowy pomysł, jednak w nietypowej sytuacji (fotel u dentysty, kąpiel w wannie, stanie w kolejce na poczcie). Jak sobie Pani radzi? Stara się Pani zapamiętać daną ideę, czy gdzieś zapisuje Pani swoje pomysły?


Zawsze zapisuję. Mogą to być małe karteczki, przypadkowe strony z jakiejś gazety, a nawet wyblakłe rachunki fiskalne. Wierzę też w to, że dobre pomysły zagnieżdżają się w głowie. I nie uciekają szybko. Jeśli są dobre, rozmyślam o nich długo. Dlatego potem trudno je zapomnieć.

2. Czy pracuje Pani obecnie nad jakąś książką? Jeśli tak, to proszę uchylić rąbka tajemnicy.

Druga książka jest prawie skończona. Jest przede wszystkim o miłości, bo to ona jest motorem naszych działań, dodaje nam skrzydeł albo zrzuca w otchłań nicości. Będzie też o grupie przystojnych mężczyzn i pewnej tajemnicy, którą bohaterka będzie musiała odkryć. Lubię, gdy książka oprócz zwykłej fabuły, niesie ze sobą jeszcze jakieś podteksty, drugie dno, ciekawostki. Dlatego sporo w mojej pierwszej książce zajęły przypisy. Druga też będzie ich pełna.

3. Co jest najtrudniejsze w pracy pisarza, a co należy do najprzyjemniejszych jej aspektów?

Najłatwiej jest książkę napisać :) Najtrudniej książkę sprzedać. Przecież na półkach jest tyle innych ciekawych pozycji. Jak zatem przekonać czytelników, żeby sięgnęli właśnie po moje dzieło? To bardzo trudne.

Katarzyna K
1. Jakie uczucia towarzyszyły Pani, kiedy trzymała Pani w rękach swoją wydaną książkę?


Po prostu i zupełnie szczerze – cieszyłam się jak dziecko. Myślę, że każdy by się cieszył. Pokazywałam ją każdemu, kto chciał ją ze mną oglądać. Pierwsze egzemplarze przyszły do mnie szybciej niż te, które pojawiły się na półkach księgarń. Książka była wprawdzie w przedsprzedaży w wirtualnych sklepach, ale wiadomo – to nie to samo. To dokładnie jak z wirtualnymi randkami – niby fajnie się z kimś pisze, ale dopóki się go nie dotknie w realu, to mała z tego przyjemność. Tak samo było w przypadku „Facetów z sieci”. Kiedy znalazłam pierwszy egzemplarz w księgarni znów cieszyłam się niesamowicie. To takie pozytywne emocje, które dają człowiekowi kopa do życia na wiele tygodni.

2. Do których pisarzy i książek powraca Pani najchętniej? Czy z którąkolwiek, przeczytaną przez Panią książką, związana jest jakaś szczególna historia?

Jednym z moich ulubionych pisarzy jest Ferenc Mate. Łączy w sobie wszystko co lubię – Węgry (bo jest Węgrem), Toskanię (bo tam mieszka na stałe) i pisarstwo (bo pisze o prostym życiu wśród niezwykłych ludzi). Mam taki plan, żeby go kiedyś odwiedzić. Raz już nawet byłam o rzut kamieniem od jego winnicy w Montalcino, ale się nie odważyłam. Stałam przy drodze i zastanawiałam się czy powinnam do niego zagadać po węgiersku, włosku czy angielsku. Ostatecznie zdezerterowałam, ale wierzę, że ta chwila jeszcze przede mną.

Tosia
1. Na jaki temat byłoby Pani najtrudniej napisać książkę?


Najtrudniejsza jest dla mnie motoryzacja. Pracowałam prze wiele lat w radiu, a potem w dzienniku. Zajmowałam się prawie każdą tematyką – od kryminalnej po urodową. Niestety najtrudniejsza była zawsze motoryzacja. Kiedyś przez dwa dni przeżywałam okropne katusze relacjonując w radiu Rajd Polski. Ledwie rozróżniałam marki samochodów! Ale jakoś poszło. Wpadki nie było, ale nerwów cały worek. Z tej lekcji wyciągnęłam wniosek. Odtąd nie zajmuję się sprawami, które nie są w zasięgu mojego umysłu :)

2. Jakie swoje cechy dała Pani głównej bohaterce książki „Faceci z sieci”?

Taki mix niepoukładania połączony z germańskim ordnungiem :) Jedną z moich wad jest pewien specyficzny rodzaj bałaganiarstwa, który staram się okiełznać maksymalnym porządkiem. Może stąd w książce pewne rozdźwięki. Karolina na początku książki radzi – nie wsiadaj z obcym facetem do jednego auta, a parę kartek dalej umawia się z Maxxymalistą na wyprawę w sklepie z dywanami. Rozum i serce zawsze we mnie walczą. I na szczęście nie ma w tej bitwie przegranych :)

kasandra_85
1. Jak zmieniło się Pani życie po wydaniu książki "Faceci w sieci"?


Hmmm… Mam więcej pracy :) Bo pisanie książek wciąga, więc od razu pojawiły się pomysły na kolejną i na kolejną. Poza tym to naprawdę fajna sprawa mieć na półce biblioteczki swoją własną książkę. To dodaje skrzydeł. Człowiek wierzy, że może o wiele więcej. Ergo – książka dodaje pewności siebie. Tak sobie teraz myślę, że to świetna terapia dla ludzi z kompleksami czy mało asertywnych. Kiedy już mają w rękach swoje dzieło mogą wreszcie odetchnąć i powiedzieć: hej, udało mi się, nie jestem taki kiepski, jak mi się wydawało!

2. Jakie inne tytuły Pani książki były brane pod uwagę? A może od początku chciała Pani tak ją nazwać?


Roboczy tytuł brzmiał „Jak złapać męża w sieci”. Taka zresztą idea przyświeca bohaterce i taki jest sens tej książki – jeśli się najbardziej na świecie pragnie mężczyzny, to jak to zrobić, żeby on obok nas się pojawił. Potem trzeba było wymyślić ten ostateczny tytuł. I tutaj na szczęście przyszły mi z pomocą moje kochane koleżanki, które zrobiły burzę mózgów i już po kwadransie miałyśmy tuzin dobrych tytułów. Wygrał „Faceci z sieci”, choć przez długi czas upierałam się przy tytule „Nim zjedzą mnie koty”. Przyznacie jednak, że ten pierwszy był bardziej optymistyczny i chwytliwy. Czasami warto dać dojść do głosu rozumowi, a nie sercu :) Choć koty nadal uwielbiam.

alicjamagdalena
1. Jestem Dolnoślązaczką podobnie jak Pani. Ciekawi mnie, jakie miejsca z naszego regionu są pani szczególnie bliskie.


Bardzo lubię Wałbrzych. Tam przez wiele lat pracowałam w radiu, tam chodziłam do liceum. Tam mam wielu przyjaciół. Ale też okolice są dla mnie fantastyczne. Zjeździłam na kolażówce Góry Sowie. Jestem zakochana w Bolkowie i Świnach. Eksplorowałam nie raz kompleks RISE w Walimiu, Osówce i Włodarzu. Chyba nie ma takiego miejsca na Dolnym Śląsku, o którym bym nie pisała jako dziennikarz Gazety Wrocławskiej, ani takiego, w którym bym nie była osobiście. To wspaniały region, pełen tajemnic, mrocznych zagadek i cudownych ludzi.

2. Jakie porady może dać Pani początkującym pisarzom?

Być sobą i uwierzyć w siebie. Czasami książkę wydaje się od razu, czasami po latach. Wierzę, że książka mieszka w nas, gnieździ się gdzieś między mózgiem, a duszą i prędzej czy później musi się z nas wydobyć. Jeśli ktoś czuje, że musi się podzielić ze światem tą wiedzą – to niech robi to. To naprawdę wspaniała przygoda.

3. Jak odnosi się Pani do zdrowego trybu życia? Czy jest Pani bliski?


Zdrowie to podstawa, żeby mieć możliwość cieszenia się życiem. Niesamowicie potrzebny do szczęścia jest też optymizm, spokój i śmiech. Regularnie ćwiczę jogę i wiem, że daje mi ona niesamowitą energię na cały dzień. Nie ma nic lepszego nić zacząć dzień od stania na głowie. Działa lepiej niż kawa czy inne pobudzacze.
Lubię też piec chleb i bułki. Osiągnęłam w tym mistrzostwo. Do tego swoje przetwory, wypieki, jogurty. Lubię wiedzieć co jem.

Iva
1. Jak wygląda procedura napisania przez Panią powieści? (czy najpierw są to stosy brudnopisów, czy też od razu pisze Pani na komputerze)?


Zwykle wstępny plan zapisuję w zeszycie. A potem, kiedy już mam wszystko rozplanowane, zaczyna się praca przy komputerze. Muszę być w miarę poukładana, bo teksty zwykle piszę w tramwaju. Mam prawie godzinę jazdy w jedną stronę do pracy i z tyle samo z powrotem. To daje 2 godziny pisania dziennie. Dla mnie to dużo.

2. Czym zajmuje się Pani oprócz pisania? Jakie ma Pani zainteresowania i hobby?

Głównie jestem redaktor naczelną „Przepisu na Ogród” miesięcznika interaktywnego w wydawnictwie Burda. Dlatego spora część moich zainteresowań ociera się o rośliny, ogród i zdrowie. Sama mam sporą działkę i uprawiam na niej głównie warzywa. Mam też trochę owocowych krzewów i drzew. Taka działka genialnie odstresowuje i jest jednocześnie dostarczycielką świetnych powideł, dżemów i innych pikli. Kiedy zaś nie jestem w biegu, nie pracuję i nie zajmuję się domem i rodziną, staram się regularnie ćwiczyć jogę. Kilka lat temu wyrzuciliśmy z mieszkania telewizor. Dzięki temu czasu dla siebie i bliskich mam o wiele więcej.

3. Przed nami Boże Narodzenie. Proszę opowiedzieć o swoich niezapomnianych świętach oraz o najwspanialszym/najciekawszym/najfajniejszym prezencie?
Pozdrawiam serdecznie!


Mikołaj czasami potrafi mieć fantazję. Tak też było w moim przypadku. Święty wiedział, że moją wielką pasją jest historia II wojny światowej, dlatego dostałam od niego zaproszenie na weekend z noclegiem w Jugowicach. Spędziłam dwa dni na zwiedzaniu i eksplorowaniu Włodarza – największych podziemi kompleksu RISE. Jeździłam na tyrolce, brodziłam po kolana w wodzie nosząc wielki ponton, zjeżdżałam na linie szybem wentylacyjnym, jeździłam czołgiem, a na koniec szukałam skarbu SS. Może nie był to najromantyczniejszy prezent, jaki dostałam od Mikołaja, ale na pewno najbardziej ekscytujący i pełen przygód. Gorąco polecam każdemu Mikołajowi takie aktywne podarki.

finkaa
1. Pisze Pani o miłości w nieprzypadkowym wydaniu. Co to jest miłość? Czy gdy zauroczenie przeminie, a ludzie nadal chcą być razem, nie powinniśmy mówić o przyzwyczajeniu? Jak odróżnić słowo "kocham", od zwykłego "chcę z nim być"?


Miłość jest ponadczasowa. Zauroczenie czy namiętność to uczucia ulotne. Miłość to szacunek, spokój i bliskość. Przyzwyczajenie jest wtedy, kiedy dwie osoby nie mają o czym ze sobą rozmawiać, ani nie muszą ze sobą zbyt blisko przebywać. Kiedy się kocha, to należy założyć, że miłość ta będzie się zmieniać. Raz będzie namiętna, raz spokojna. Na przestrzeni lat my się zmieniamy i nasze życie, to ma ogromny wpływ na miłość pomiędzy dwojgiem ludzi. Dlatego jeśli uczucie się pojawi, warto nad nim pracować. Każdego dnia. To bardzo ciężka robota, ale satysfakcja jest długofalowa. To nie jest coś, co nas spotyka i już. Miłość to proces i warto mieć tego świadomość. Być gotowym na dawanie i branie oraz na wspólne tworzenie. Nie wystarczy sama deklaracja o byciu z kimś. Za tym powinny iść czyny. Każda ze stron oddaje cząstkę siebie dla tej drugiej ukochanej osoby.

kwiatusia
1. Przeczytałam, że jest Pani wielką fanką miłości w nieprzypadkowym wydaniu, czy to oznacza, że lubi Pani swatać samotnych znajomych aranżując dla nich spotkania? :) A może miłość w nieprzypadkowym wydaniu oznacza tyko historie związane z szukaniem miłości w sieci?


Trafiła Pani, jestem ciągłą swatką. Na każdym kroku próbuję wydać za mąż koleżanki, ożenić kolegów. Rozpytuję, kto nie ma pary, kto chciałby spotkać kogoś. Mam też bardzo miłe odzewy po lekturze „Facetów z sieci” na moim blogu www.porywyserca.pl Piszą do mnie ludzie, którzy dzięki książce postanowili poszukać miłości w sieci, także ponownie. To leje miód na moje serce. Taki właśnie był cel. Niech miłość opanuje cały świat :)

2. Czy autorce „F@cetów z sieci” zdarzyło się szukać miłości w Internecie? ;)

Tak, mam męża z tegoż przybytku :) Sieć to jedno z lepszych miejsc do znalezienia ukochanego. I mnie się taki trafił, a właściwie znaleźliśmy się metodą prób i błędów, z podobną determinacją, jak Karolina i z równie przedziwnymi przygodami po drodze.

3. Napisała Pani paraporadnik dla samotnych. Czy planuje Pani napisać kolejny poradnik? Czy Pani sięga po tego typu literaturę? Jeśli tak, to czy korzysta Pani z rad, wskazówek które się w niej znajdują?
Pozdrawiam serdecznie,


Lubię poradniki, szczególnie te o samorozwoju. Z każdego z nich można się czegoś ciekawego dowiedzieć o sobie i o życiu innych. Potem testuję to na sobie, sprawdzam, czy autor dobrze radził. Ucieszyłam się, kiedy wiele kobiet zaczęło dzięki „Facetom z sieci” także szukać ukochanej osoby w Internecie. Wielu poradnik się przydał i to dla autora jest naprawdę budujące.

martucha180
1. Teraz aż się prosi napisać książkę o kobietach z sieci. Czy mężczyźni z Pani otoczenia nie domagają się takiego parapodręcznika dla siebie? Czy ma Pani plan napisania takiej książki?


Ha, ha, ha, mój maż poznany przez Internet odgrażał się już na początku, że jeśli książka stanie się bestsellerem, to on napisze wersję dla mężczyzn o kobietach z sieci. Myślę, że byłoby to równie zabawne i budujące dzieło. Osobiście wolę jednak pisać dla żeńskiej części czytelniczek. Kobiety są wspaniałymi odbiorcami, są życzliwe, krzepiące i wspierające. Wciąż dostaję miłe słowa od czytelniczek i nie zamieniłabym je na nic innego.

2. Z jakim kwiatem się Pani utożsamia? Który kwiat najbardziej do Pani pasuje?

Jeśli miałabym poruszać się w tematyce roślinnej to kwiaty zamieniłabym na jakieś owoce. Od kilku lat uprawiam działkę wyłącznie w celach użytkowych, a nie rekreacyjnych. Jedyne kwiatki jakie na niej mam to nagietki (na toniki) i trochę chwastów, które zakwitają po to by opanować mój zielony raj. Dlatego z roślin wybrałabym jabłka. Przepadam za ich smakiem, są niepospolite i pełne witamin.

3. Czytając Pani słowa o sobie samej, odniosłam wrażenie, iż jest Pani zakochana w prowincji. Jeśli tak, to za co Pani kocha prowincję? A tak przy okazji, czy zna Pani książki Katarzyny Enerlich o Prowincji?

Książki znam i bardzo lubię. Rozkoszuję się niespiesznym życiem toskańskiej wsi czy węgierskiej puszty. Tam wszędzie czas płynie inaczej. Lubię życiu nadawać sensy i tylko w takich wyciszających miejscach jest to możliwe. Sama mieszkam w mieście, ale takiej części Wrocławia, gdzie jest mnóstwo zieleni, parków, działek i terenów spacerowych. Nikt by nie pomyślał, że tu jest miasto. I oto właśnie chodzi. O swój kawałek raju, gdziekolwiek się znajdujemy.

agf
1. Wiem jak to jest czytać książkę i nie móc się oderwać. Znam to uczucie, gdy mówię sobie "jeszcze jedna karta, jeszcze jeden rozdział"... A jak to jest z pisaniem? Czy zna Pani zakończenie już na początku czy też akcja tworzy się, że tak powiem na bieżąco? I jak wygląda pisanie takiej powieści - codziennie po trochu czy też tak jak czytanie potrafi wciągnąć na kilka godzin?


Mnie ogranicza trasa tramwajowa. Piszę głównie w tramwaju na laptopie i kiedy pojazd dojeżdża do pętli, czas wysiąść. I tyle. No mercy. Nawet jeśli bohaterzy są w trakcie pikantnej sceny w alkowie, ja muszę wysiąść. To uczy dyscypliny i pisania konkretów. Z góry znam zakończenie, choć czasami pozwalam bohaterom na wycieczki w głąb mojego mózgu i przy wsparciu wyobraźni. Jednak bez względu na to, co zrobią, z góry skazuję ich na miłość. I zdania nie zmieniam. Ciężko pracowali przez wszystkie kartki, więc wielkie uczucie im się należy :)

2. Co chciałaby Pani dostać na Mikołajki? :)

Mój Mikołaj zwykle przynosi mi pod choinkę upragnione książki. W tym roku też tak jest. Zrobiłam długa listę, a Mikołaj sukcesywnie ja realizuje.

3. Na jakie pytanie nie chciałaby pani publicznie odpowiedzieć?

To zbyt publiczne pytanie :) A tak serio, to nie opowiadam o swojej rodzinie, bo uważam, że to ich prywatna sprawa.

Delfina
1. Jak to jest tworzyć książkę, a później widzieć ją na półkach w księgarni?


Super, extra, niesamowicie, genialnie, megawspaniale. To coś tak odlotowego, że życzę tego każdemu. Naprawdę warto podjąć trud tej pracy, aby doprowadzić sprawę do końca.

2. Czy książka została całkowicie wymyślona czy może można w niej odnaleźć elementy Pani życia?

Sporo swoich emocji dałam bohaterce. Jest kilka takich scen, które w pewien sposób zdarzyły się moim znajomym, zostały jednak w mojej głowie przemielone i okraszone wyobraźnią. Moja bohaterka, tak jak ja, uwielbia Węgry, Toskanię, książki Witolda Jabłońskiego, a jej największym bohaterem jest Józef Bem. Tylko dając opowieści cząstkę siebie można w pewien sposób zachować autentyczność, a mnie na niej najbardziej zależy.

3. Czytując inne książki czerpie Pani z nich pomysły czy raczej unika Pani tych samych tematów?

W mojej głowie rodzi się tyle pomysłów, że czasami zastanawiam się, gdzie to się mieści. Inne książki są dla mnie kolejnymi przygodami. Nie patrzę na nie przez pryzmat warsztatu, ale doskonałej zabawy, ubogacenia życia i ogromnej intymności.

agasam9
1. Czy postacie w Pani powieściach mają swoje prawdziwe odwzorowania?


Jest taka jedna osoba, która istnieje, ale została mocno pozmieniana. Dla utrudnienia dodam, że nie jest to mężczyzna. Zwykle jednak staram się wymyślać postacie gruntownie. Ostatnio koleżanka zapytała mnie czy jak piszę we wstępie o Helence z Koszalina, to czy ją miałam na myśli. I co ja miałam odpowiedzieć? Że Koszalin był takim samym miastem jak Wrocław, Gdańsk czy Puławy. Ot, się pomyślało. Ot, się napisało. Ot, się wydrukowało. Upss…

karolina2701
1. Jaka jest Pani recepta na miłość?


Ciężka praca. Uważam, że w życiu nic nie jest za darmo i po to mamy dwie ręce i rozum, aby z nich korzystać. Dlatego zarówno kobieta jak i mężczyzna powinni wspólnie pracować nad tym, co udało im się stworzyć pod wpływem strzały amora. To szansa od życia. Ale czy będziemy mieć dość siły, aby ją wykorzystać? A może dość rozumu, żeby odpuścić, kiedy z tej miłości nic nie będzie? Warto próbować patrzeć na siebie i partnera i zastanawiać się, co z tego będzie za 10, 20 czy 30 lat. Jeśli już teraz nie możemy znieść wspólnej jazdy autem do teściowej, to po co się katować?

2. Co jest wg Pani miarą dobrego życia?


Spokój wewnątrz siebie, a co za tym idzie spokój też na zewnątrz. Jeśli możemy na chwilę przystanąć i zastanowić się nad swoim życiem, to zróbmy to. A najlepiej gdybyśmy takie refleksje mieli często. Emocjonujemy się polityką, życiem gwiazd, skandalami, wrednym mężem sąsiadki, niewychowanymi dziećmi kuzynki, a tak naprawdę unikamy emocji wewnątrz nas. To sobie powinniśmy się najpierw przyjrzeć i znaleźć swoje największe zalety i wady. Pracować nad sobą, szkolić się, doskonalić, czytać książki, patrzeć na tworzące się w nas emocje. To sprawi, że dowiemy się kim jesteśmy i czego w życiu chcemy. Kiedy będziemy to wiedzieć, zacznijmy do tego dążyć. Dobre życie to kierunek do jakiego zmierzamy i jaki świadomie wybieramy.

3. Czy uważa Pani, że pisanie jest darem czy można się go nauczyć?

Wierzę, że wielu rzeczy można się nauczyć, także pisania. Kiedyś nie umiałam pisać opowiadań, choć byłam dobrym dziennikarzem i reporterem. Potem przez kilka lat trenowałam pisanie opowiadań i dłuższych form literackich. Gdyby nie ten czas, nie potrafiłabym chyba dobrze skonstruować fabuły czy pociągnąć intrygę. Czasami na pisarskich warsztatach pokazuje się adeptom także techniki pobudzania wyobraźni do kreowania wyimaginowanych światów. Dlatego uważam, że i fantazję da się wyszkolić. Pytanie tylko, ile mamy w sobie determinacji? Każdy ma w sobie wiele darów, które z nich będzie chciał rozwinąć, zależy wyłącznie od jego silnej woli. Wierzę, że to jest motor do działania.

Magnolia044
1. Jak zachęciłaby Pani w kilku zdaniach czytelnika by sięgnął po Pani książkę? Czytelnika - singla i czytelnika - mężatkę?


Nie ważne ile masz lat i w jakim jesteś wieku, pośmiejesz się z perypetii nieco szalonej Karoliny, która za punkt honoru postawiła sobie znalezienie męża przez Internet. Jeśli jesteś singlem – dowiesz się, jak skutecznie poruszać się w sieci i jak postępować z mężczyznami poznanymi przez portal randkowy. Jeśli natomiast jesteś mężatką, to dzięki tej lekturze dowiesz się, jak to dobrze, że twój ukochany facet jest, jaki jest. Zawsze mogłaś przecież gorzej trafić… Na pewno zaś dowiesz się dlaczego Józef Bem największym bohaterem narodowym był, dlaczego Irena Santor może uratować każdą imprezę i dlaczego nie należy zgłaszać pretensji do zakupywanych hamburgerów.

2. Czy zdarzyło się Pani ocenić książkę po okładce? Czy uznaje Pani okładkę za integralną część książki? Czy wręcz przeciwnie i jest pani zdania że „nie ocenia się książki po okładce”?

Okładka jest integralną częścią książki. To tak, jak ważne dla produktu jest opakowanie. Powinno być spójne z zawartością.

3. Czy aprobuje Pani powstawanie książek w postaci audiobooków i e-booków? Czy jest Pani miłośniczką tradycyjnych książek i ma Pani nadzieję, że książka w takiej wersji nigdy nie zniknie?

Jestem miłośniczką papierowych wersji, ale uważam za zbawienne także inne formy książek. Sama korzystam przede wszystkim z audiobooków. Jeżdżę bardzo dużo rowerem, właściwie bardzo często poruszam się nim po mieście. Wtedy nie mam szansy czytać. Audiobook jest wybawieniem. Zdarzało się, że wciągał mnie bezgranicznie. Tak było z Sensacjami XX wieku Bogusława Wołoszańskiego. Pan Bogusław swoim niesamowitym głosem opowiadał kolejne tajemnice II wojny światowej, a ja jechałam rowerem. W pewnym momencie zorientowałam się, że jeżdżę dookoła parku, bo nie mogę się doczekać rozwikłania zagadki gdzie Himmler ukrył dzieła sztuki czy dlaczego Hermann Goering zdradził. Każda forma popularyzacji literatury jest dobra, byleby nie była piracka.

jasmin
1. Czy jest Pani szczęśliwa i spełniona jako kobieta?


Uważam, że tak, ale… No właśnie, uważam, że miłość, podobnie jak szczęście czy spełnienie jest bardzo ulotnym zjawiskiem. I żeby zostało z nami na dłużej, rozgościło się w naszych sercach i opanowało nasze umysły potrzebna jest ciężka praca. Zacząć należy od siebie, a nie od innych. Dlatego spełnienie to tylko taka umowna chwila. Mam tyle planów, tak wiele celów krótko i długoterminowych, więc spełniać zamierzam się przez całe życie.

2. Jaki otrzymany prezent sprawił Pani najwięcej radości?


Wciąż uwielbiam dostawać prezenty, małe, duże, proste i skomplikowane. Mam naturę dziecka, więc potrafię się ucieszyć i zwykłym plastikowym prezentem i zagraniczną wycieczką. Ostatnio cieszę się z prezentów od czytelników. Polubień na moim FB KatarzynaGubalaPisarka, wyznań na moim blogu porywyserca.pl. To takie bezcenne prezenty. Gdybym mogła, to za każdą taką wypowiedź ściskałabym i przytulała. Zresztą każdego, kto wziął udział w tym konkursie, też bym przytulała. Jest we mnie tyle pozytywnej energii od ludzi, że mogę ją tylko rozdawać.

montagne
1.  Skąd pomysł na powieść? Poznała Pani kiedyś kogoś w sieci?


Poznałam męża i paru przyjaciół właśnie przez Internet. Wierzę w to, że to świetny sposób na znalezienie bardzo wartościowych ludzi. No chociażby ja i osoby zadające mi pytania odnalazły się tutaj - na tym świetnym blogu. Książką chciałam nakłonić wiele samotnych osób, a szczególnie kobiet, żeby się nie poddawały, żeby uwierzyły, że miłość czeka na nas tuż za rogiem. Trzeba jednak szczęściu pomóc. Zalogować się, opracować plan i szukać. Od pewnego momentu w życiu spada prawdopodobieństwo trafienia na swoją drugą połówkę pomarańczy w realu. Internet zwiększa nasze szanse niesamowicie i znów pozwala wrócić do gry, randkować, umawiać się, całować, chodzić za rękę na spacery. To wszystko jest możliwe dzięki sieci. To genialne. Każdy może znaleźć ukochaną osobę w Internecie, musi tylko chcieć i mieć odpowiednią determinację. Dlatego tak ważne jest wzięcie życia w swoje ręce, tylko samemu możemy sobie pomóc. Wystarczy chcieć.

2. Ile czasu Pani spędza na pisaniu? To hobby czy raczej ciężka praca?

W tej chwili to hobby. Na co dzień jestem redaktor naczelną „Przepisu na Ogród” siedzę po pachy w roślinnej dżungli :) Pisanie jest wielką przyjemnością, polecam każdemu. Odstresowuje, pozwala uwolnić umysł i kreuje alternatywne światy. To wielka frajda, dlatego polecam każdemu, kto czuje, że ma coś do powiedzenia. Czasami jednak tak w życiu bywa, że hobby przeradza się w zawodowy fach.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


W imieniu Katarzyny Gubała dziękuję wszystkim uczestnikom, którzy wzięli udział w powyższym wywiadzie.

Do nagrody autorka wytypowała:
 
kwiatusia
 
Gratuluje !

Pozdrawiam wszystkich bardzo gorąco!!!

 Cyrysia