piątek, 21 marca 2014

Jak pozbyć się pecha?


Nie zabija się czarnego kota
Wit Bonia

Wydawnictwo: Novae Res

Rok wydania: 2014
Liczba stron: 310
Ocena: 5+/6









      Wierzycie w przesąd, że czarny kot przynosi pecha? Wydaje mi się, że niektórzy są o tym święcie przekonani. Co prawda żyjemy w świecie nowoczesności, mimo to w dalszym ciągu odczuwamy pewne obawy przed wierzeniami naszych pradziadów. Ale może jednak w tych legendach istnieje jakieś ziarenko prawdy? Bona Wit (Bożena Witkowska), położna z zawodu i zamiłowania, studentka na Uniwersytecie Medycznym w Poznaniu, w swojej książce ,,Nie zabija się czarnego kota’’ pokazuje, że niektóre gusła mogą mieć jednak coś wspólnego z rzeczywistością. Przekonał się o tym osobiście Piotr Tylewski, główny bohater w/w powieści.

Piotr nigdy nie wierzył w żadne zabobony do czasu, kiedy w trakcie podróży z Poznania na Mazury przez przypadek przejechał samochodem czarnego kota. Od tego momentu jego życie staje się pasmem dziwnych zdarzeń i niefortunnych okoliczności. Pech zdaje się go nie opuszczać. Najpierw płonie tartak, jego rodzinny biznes, następnie dowiaduje się, że w wyniku przelotnego romansu ma pięcioletnią córkę Gabrysię. I jeszcze jakby tego było mało, ten dziwnie sformułowany testament nieżyjącej babci Zofii. Okazuje się, że staruszka przepisała wszystko na swojego wnuczka, ale darowiznę obwarowała dwoma warunkami: musi zameldować się i zamieszkać w nieruchomości, czyli w małej, rozpadającej się chatce w Gałkowo, urokliwej mazurskiej wsi, albo utworzyć w tym miejscu muzeum lub skansen z możliwością udostępnienia go zwiedzającym. Piotr koniecznie chce pozbyć się zbędnego jego zdaniem balastu, dlatego zamierza podważyć akt prawny swojej krewnej. Niestety najbliższa sąsiadka Bernadetta Kołacka stanowczo się temu sprzeciwia. Między nimi dochodzi do niemiłej wymiany zdań, po której mężczyzna wraca do Poznania. Postanawia zapomnieć o wszystkim i skupić się, jak zwykle na sobie.

Piotra nieoczekiwanie co noc zaczyna nawiedzać w snach kot z wypadku, który powoli staje się jego zmorą. Co jeszcze złego go spotka? Czy wypełni ostatnią wolę babci Zofii? Już wkrótce główny bohater będzie musiał zweryfikować całe swoje dotychczasowe życie i zmienić podejście do wielu spraw. Z jakim to wyjdzie rezultatem?

Biorąc do ręki tę książkę nie wiedziałam, czego się po niej spodziewać. Wprawdzie na tylnej okładce jest napisane, iż „Nie zabija się czarnego kota”- ''to nie kryminał. To opowieść o trudnych miłościach''. Pomimo tego fabuła była dla mnie jedną wielką niewiadomą. Na szczęście wraz z rozwojem wydarzeń stopniowo w mojej głowie pojawiać zaczął się bardzo wyraźny obraz całej historii. Nie przypuszczałam, że tak szybko dam się jej porwać. Od samego początku zafascynowały mnie zaskakujące perypetie Piotra. To trzydziestopięcioletni wieczny chłopiec, bawidamek, dla którego liczy się tylko dobra zabawa. Nagle w ciągu kilku chwil jego życie zmienia się o 180 stopni. Niespodziewanie pojawiają się kłopoty osobiste i zawodowe. Niczym grom z jasnego nieba spada na niego wiadomość o ojcostwie, zaś testament babci, który miał być potencjalnym zastrzykiem gotówki, okazuje się pasmem problemów. Czy winę za zaistniałą sytuacje rzeczywiście ponosi nieszczęsny czarny kot? Dlaczego notorycznie pojawia się w snach Tylewskiego? Może chce mu coś przekazać?

To ciepła, optymistyczna, lekko zabawna, momentami wzruszająca powieść. Z przyjemnością obserwowałam metamorfozę głównego bohatera, jak z Piotrusia Pana przeistoczył się w odpowiedzialnego, statecznego mężczyznę. A to wszystko dzięki swojej córce, która obudziła w nim instynkt ojcowski i sprawiła, że całkiem inaczej zaczął postrzegać świat. Ktoś jeszcze poruszył serce Tylewskiego. Tym kimś była Bernadetta, sąsiadka i zarazem najbliższa przyjaciółka babci Zofii. Istnieje jednak pewien problem a nawet dwa. Kobieta nie popiera jego zamiarów podważenia testamentu i ma kilkuletniego synka z zespołem Downa. Czy w tym przypadku Piotr nawiąże z nią cieplejsze relacje? Czy nadszedł  wreszcie czas na zmiany, na stabilizacje? Taki kobieciarz, outsider, miałby się wszystkiego wyzbyć na rzecz małżeństwa i rodziny? Ten wątek szalenie mi się spodobał. Autorka postawiła na naturalność i spontaniczność, dzięki czemu nie uświadczymy banalnej, lukrowatej miłości, lecz będziemy świadkami uczuciowych, bezradnych zmagań głównych bohaterów. Nie zabraknie też pewnej intrygi związanej z dwoma biznesmenami, którzy chcą ,,położyć łapę’’ na majątku nieżyjącej Pani Zofii. Z tym epizodem wiąże się kilka niepokojących momentów. Żałuje jedynie, że Pani Bonia nie doprowadziła do konfrontacji Piotra z matką dziewczynki, nie wyjaśniła sprawy z podejrzanymi przedsiębiorcami skupującymi ziemie od miejscowych z Gałkowa, jak również pozostawiła otwarte zakończenie. Mam tylko nadzieję, że ukaże się kontynuacja, w której poznam brakujące elementy tej układanki.

Proza Bony Wit zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Czytałam ją z wielkim zainteresowaniem oraz emocjonalnym zaangażowaniem. Całość napisana jest lekkim piórem i przystępnym stylem, bez oklepanych frazesów czy pustych słów. Akcja się toczy gładko i dość wartko, bez niepotrzebnych dłużyzn. Na uznanie zasługuje także kreacja bohaterów, z którymi przez cały czas się identyfikowałam odczuwając ich emocje. Podsumowując. To ciekawa, sympatyczna, wciągająca powieść obyczajowa, idealna dla umilenia sobie czasu, lub na poprawę nastroju. Bardzo się cieszę, że mogłam ją poznać. Serdecznie namawiam do sięgnięcia po tę książkę. Myślę, że wam się spodoba i nie będziecie zawiedzeni.

***

Wydawnictwo Novae Res

52 komentarze:

  1. To może być coś ciekawego, jednak na razie funduszy brak na nowe książki. Jestem więc zmuszona sobie ja odpuścić :(

    OdpowiedzUsuń
  2. ale piękna okładka :) Myślę, że książka by mi się spodobała ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ooo! No proszę :)
    Sama też miałam ochotę na tę książkę!
    Rozejrzę się w takim razie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Kociaki robią się coraz modniejsze i coraz częściej wykorzystywane w literaturze ")
    Myślę, że gusła i zabobony są gdzieś wpisane w polskość. Od dziecka słyszy się o pechu przynoszonym przez czarnego kota, bądź będącego wynikiem stłuczenia lustra lub wysypania soli. Niby w to się nie wierzy, ale z solą raczej się obchodzi uważnie, bo 7 lat nieszczęścia nie wróży nic dobrego :D
    Książka wydaje się być interesującą pozycją. Z chęcią zapoznałabym się z dziwnymi przygodami Piotrka. Ten pojawiający się w jego snach kot przywodzi mi na myśl kruka z "Zapomnij patrząc na Słońce".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, że od jakiegoś czasu koty królują ;) Ale to dobrze, bo ten motyw w literaturze uważam za całkiem ciekawy.
      Wydaje mi się, że jakieś ziarenko prawdy musi być w tych zabobonach, gdyż z opowiadań mojej nieżyjącej już babci pamiętam wiele szokujących przygód, właśnie z kotem w roli główniej. Babcia opowiadała, że w niektórych kotach ukryta jest dusza zmarłych, które próbują coś przekazać. Czy to prawda? Wolę nie wiedzieć o tym nie myśleć :) Jestem za duży cykor, jeśli chodzi o wszelkie tajemnice wszechświata:))
      Co do powyższej książki-serdecznie polecam. Ja ubawiłam się przy niej świetnie.
      Faktycznie kot pojawiający się w snach Piotra przywodzi na myśl kruka z "Zapomnij patrząc na Słońce". Ale na szczęście tutaj nie ma takiego ponuro- melancholijnego nastroju, jak powieści Mlek.

      Usuń
    2. Tego wierzenia o kotach nie słyszałam :) Ja lubię słuchać takich historii, ale nie chciałabym na własnej skórze się przekonać, czy owe zabobony się sprawdzają.
      Może kiedyś nadarzy się okazja, to z pewnością przeczytam. Fajnie o niej piszesz, więc trudno się nie skusić :)

      Usuń
  5. Urocza okładka i ciekawa pozycja :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Szukam takich powieści, więc trafiłaś w mój gust. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Hmm..ciekawa pozycja, chyba się skuszę :-)
    Pozdrawiam ciepło :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Książka super. Mimo, że chyba tzw. babskiej literatury można ją zaliczyć. Ale do wakacyjnego bagażu jak znalazł. Polecam. Czyta się bardzo dobrze. Ktoś zna jakieś inne książki tej autorki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wydaje mi się, żeby to była typowa ,,babska'' literatura, wszak głównym bohaterem jest mężczyzna, więc i panowie zapewne odnajdą się w tej lekturze znakomicie.
      Faktycznie czyta się tę książkę rewelacyjnie. Ja dosłownie pochłonęłam ją w mig.
      Nie jestem przekonana, ale wydaje mi się, że to debiut Bony Wit. W każdym razie nie znalazłam w sieci żadnych informacji o jakichkolwiek innych dziełach tej autorki.

      Usuń
  9. Książka super. Mimo, że chyba tzw. babskiej literatury można ją zaliczyć. Ale do wakacyjnego bagażu jak znalazł. Polecam. Czyta się bardzo dobrze. Ktoś zna jakieś inne książki tej autorki?

    OdpowiedzUsuń
  10. Okładka ładna, ale książka nie dla mnie. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ale cudna okładka! Mam ochotę na tę książkę. Wiem, że mi się spodoba :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Gdyby nie ty pewnie nie zwróciłabym uwagi na tę książkę, a tak myślę że to będzie fajna lektura :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Czarnego kota mam i o przynoszenie pecha go nie posądzam. :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Okładka rewelacyjna, ale do książek tego wydawnictwa zawsze podchodzę z dużą rezerwą. ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Okładka jest prześliczna. Fabuła również interesująca, dlatego zamierzam przeczytać tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ciekawa lektura. Lubię takie historie: intrygi, emocje i wciągająca fabuła. Będę jej wypatrywać.

    OdpowiedzUsuń
  17. Żadnego kota się nie zabija, niezależnie od koloru futra ! :) Uwielbiam czarne koty, pewnie dlatego, że wierzący w zabobony tak bardzo się ich boją :) nie wspominając, że moją szczęśliwą liczbą jest 13. Jak najbardziej chciałabym przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Święta prawda. Nie wolno tak dyskryminować kotów :) Ja również uwielbiam czarne koty, pewne dlatego, że jestem pechowcem, więc jak się dwa ,,pechy'' spotkają, to pojawia się szczęście :))) Lubię tak to sobie tłumaczyć :))
      A książkę oczywiście polecam jak najbardziej.

      Usuń
  18. Zainteresowałaś mnie tą książką i to pomimo tego, że nie przepadam za tego typu powieściami. Kota mam, na szczęście biało-czarnego, a właściwie białego w czarne łatki, więc opisywany w zrecenzowanej przez Ciebie książce pech mnie nie dotyczy. Mam nadzieję. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ufam, że nie będziesz rozczarowana tą książką. Mnie w każdym razie bardzo przypadła do gustu.
      Pecha przynosi cały czarny kot, więc Ciebie to nie dotyczy, skoro twój kociak jest pełen ,,łatek'' :)

      Usuń
  19. Ostatnio kocie tytuły są w modzie jak nie: "Pierwsze koty robaczywki, to "Historia kotem się toczy" czy "Nie licząc kota" ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Zapowiada się całkiem intrygująca lektura. Może powinnam przeczytać ku przestrodze, bo też w przesądy nie wierzę i miałam nawet czarnego kota kiedyś :) W każdym razie tytuł już zanotowałam :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Tytuł mi się nie podoba, ale za to okładka klimatyczna. Wszędzie, gdzie jest kot, jestem tam i ja :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Okładka jak i zawartość interesujące. Rozejrzę się za nią. Skoro piszesz, że to prawdopodobnie debiut, to tym bardziej jestem zainteresowana - ostatnio trafiam na bardzo dobre polskie debiuty.

    OdpowiedzUsuń
  23. Dobrze, że wydawca nie chciał oddać na okładce tytułu dosłownie;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Bardzo ciekawe :D I szczególnie, że jest tam kot :3 Przeczytam, jak będę miała okazję.

    OdpowiedzUsuń
  25. Byłam nią zainteresowana,szkoda, że się nie skusiłam. Kiedyś pewnie nadrobię;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Sięgnęłabym po tę książkę nie ze względu na głównego bohatera, ale dla wątku kota. Szalenie mnie zainteresował ten zabieg. Uwielbiam koty, czarne są piękne!, więc jestem ciekawa, w jaki sposób nawiedza bohatera i co ma mu do przekazania. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę cię nieco zmartwić, ponieważ wątek z kotem jest ograniczony do minimum. Stanowi zaledwie blade tło dla fabuły. Autorka skupiła się bardziej na przyziemnych sprawach, które na szczęście są tak interesujące, że nie dostrzega się ,niedosytu'' z powodu braku rozwinięcia innych scen.

      Usuń
  27. Jak dobrze że książka na mnie czeka na półce :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Już sama okładka mnie przekonała, a co dopiero Twoja recenzja:)

    OdpowiedzUsuń
  29. Tytuł jest intrygujący, ale wydaje mi się, że ta książka nie trafiłaby do mnie.. :)

    OdpowiedzUsuń
  30. gdyby nie ilość romansów i obyczajówek, które mam teraz w planach to przeczytałabym;) zapisuję tytuł;)

    OdpowiedzUsuń
  31. Ja również zapisuję. Pozycja wydaje mi się ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
  32. chociaż wydaje mi się, że nie wierzę w przesądy, to włosów przed maturą nie obetnę, może lepiej nie ryzykować ;-) ciekawa książka, więc tytuł zapamiętam :D

    OdpowiedzUsuń
  33. Nie czytałam, ale wydaje się być interesująca :)

    Pozdrawiam serdecznie,
    W.

    OdpowiedzUsuń
  34. Na okładce iście mój kot Benek:) Co do książki jestem za :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Fajna okładka, nie wierzę w przesądy, ale fabuła wydaje się ciekawa i oryginalna

    OdpowiedzUsuń
  36. A ja na przekór uważam, że czarne koty przynoszą szczęście ;d Bardzo chętnie sięgnę po książkę, bo właśnie takiego opowiadania mi trzeba :)

    OdpowiedzUsuń
  37. Obyczajówki to moje klimaty, więc dam jej szansę. Myślę, że mi się spodoba

    OdpowiedzUsuń
  38. Miałam okazję wybrać tę książkę do recenzji, ale zdecydowałam się na coś innego... Powoli zaczynam żałować tego kroku...

    OdpowiedzUsuń
  39. Z takimi pozycjami mam zwykle tak, że wydają mi się na tyle ciekawe się nad nimi zastanowić, ale też nie ciągnie mnie tak by sięgać po nią już teraz, od razu :)

    OdpowiedzUsuń
  40. Książki z kotami automatycznie wpadają do kręgu moich zainteresowań. Tutaj koci motyw jest dość nietypowy, tym chętniej przeczytałabym książkę :-)

    OdpowiedzUsuń
  41. Co do tytułu to... no wiadomo, że nie zabija się czarnego kota! Ani żadnego innego, bo koty są super hehe :)
    Ciekawa musi to być powieść.

    OdpowiedzUsuń
  42. Podoba mi się Twoja recenzja oraz okładka książki, mam ochotę sprawdzić czy powieść również mi się spodoba. :)

    OdpowiedzUsuń
  43. Zapowiada się całkiem fajnie, z pewnością kiedyś przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  44. Brzmi bardzo ciekawe i te kotyyy, jakaś moda na te stworzonka panuje, ale nie mam nic przeciwko, bo sama jestem posiadaczką kocurka ;)

    OdpowiedzUsuń
  45. Jakkolwiek opis książki mnie nie zainteresował, już bardziej okładka, tak po Twojej recenzji mam ochotę się zapoznać. :) Brzmi bardzo ciekawie :))

    OdpowiedzUsuń

Zaglądaj, czytaj, przegryzaj moje słowa, ale wychodząc, zostaw po sobie niezatarty ślad swojej obecności...