wtorek, 17 czerwca 2014

Salomonowy dylemat


Drogie Maleństwo
Julie Cohen

 
tytuł oryginału: Dear Thing

data premiery: 18 czerwiec 2014 rok
Liczba stron: 466
Wydawnictwo: Filia
Ocena: 5+/6








    Zakochany człowiek często nie myśli racjonalnie. Niejednokrotnie w przypływie emocji  oddałby wszystko, żeby uszczęśliwić wybranka serca. Ale jak daleko można posunąć się w swoich działaniach? Spróbujemy się tego dowiedzieć na przykładzie głównych bohaterów książki ''Drogie Maleństwo'' autorstwa Julie Cohen.

Romily jest samotną matką wychowującą kilkuletnią córeczkę Posie. Od czasów uniwersyteckich przyjaźni się z Benem i z jego żoną Claire. Często spędzają czas we czwórkę. Ben i Claire są małżeństwem idealnym w każdym calu. Mają praktycznie wszystko za wyjątkiem wymarzonego potomka. Po wielu bezowocnych próbach IVF Claire traci nadzieję i rezygnuje z dalszych starań o założenie rodziny. Załamany małżonek nie może pogodzić się z jej decyzją. W przypływie impulsu Romily proponuje przyjacielowi, że podda się sztucznemu zapłodnieniu i urodzi im dziecko. Mimo początkowych obaw małżonkowie akceptują jej pomysł.

''Zostałeś poczęte z chwilą, gdy troje osób zebrało się i postanowiło, że spróbuje Cię stworzyć. Nie mieliśmy pojęcia, na co się porywamy, lecz powinieneś wiedzieć. Że tamten dzień był piękny, a my kierowaliśmy się miłością''.

Wszystko przebiega bez najdrobniejszych komplikacji. Jednak ciąża z Benem wyzwala w Romily burzę emocji. Z każdym dniem coraz trudniej jej zapomnieć o maleńkiej istotce rozwijającej się pod jej sercem należącej do mężczyzny, w którym podkochuje się skrycie od czasów studenckich. Czy pomimo swojej sympatii  surogatka wywiąże się należycie z umowy? Jak w tej delikatnej, nietypowej sytuacji znaleźć idealne rozwiązanie?

Wielu osobom starania o dziecko zazwyczaj przychodzi bez najmniejszego trudu, zaś u niektórych jest nieplanowaną niespodzianką. Istnieją jednak małżeństwa, związki partnerskie, które mimo usilnych starań i ingerencji lekarzy nie mają szansy ujrzeć dwóch różowych kresek na teście ciążowym. W takim przypadku pozostaje adopcja bądź wynajęcie matki zastępczej. W tej sytuacji najwięcej kontrowersji wybudza korzystanie z usług surogatek. Czy warto tak daleko posunąć się do spełnienia marzeń o potomku? Dotychczas uważałam tę procedurę za całkowity bezsens, lecz lektura ''Drogiego Maleństwa'' uświadomiła mi, że w określonych okolicznościach to jedyne rozwiązanie. {Jeśli dotarłeś do tego miejsca, napisz w komentarzu: Co sądzisz o surogatkach? Czy ten ''zawód'' mieści się w normach etycznych? A jutro o godz. 15.00 wskażę osobę, która otrzyma ''Drogie maleństwo'' ufundowane przez wyd. Filia}.

Losy głównych bohaterów już od pierwszych scen chwyciły mnie za serce. Z jednej strony mamy perfekcyjne małżeństwo Claire i Bena, którym do pełni szczęścia brakuje jedynie owocu ich nieustającej miłości. Lata leczenia niestety nie przynoszą żadnych efektów. Claire czuje się zmęczona ciągłym mierzeniem temperatury, terminowym seksem, braniem zastrzyków, hormonów, poddawaniu się wszelkim medycznym zabiegom i nieustannym sprawdzaniem testu ciążowego. Wszystkie dostępne środki zawodzą. Z drugiej strony mamy Romily, która pod wpływem chwili pragnie pomóc przyjacielowi w potrzebie. Zgadza się zostać matką zastępczą jego dziecka, wszak on i jego żona kiedyś dużo dla niej zrobili pomagając w najbardziej kryzysowych momentach. Rozumiałam postawę Romily, bowiem dla ukochanego mężczyzny kobieta jest w stanie zrobić niemal wszystko. Ben nie był świadomy jej platonicznej miłości, zatem z radością przyjął ''podarunek'' od serdecznej przyjaciółki. Sytuacja ulega jednak diametralnej zmianie. Surogatka z każdym dniem coraz bardziej przywiązuje się do maleńkiej istotki, którą nosi w sobie. Co dalej począć? Dawno nie czułam się tak emocjonalnie rozdarta między dwiema kobietami. Romily i Claire: która z nich powinna wychowywać  drogie maleństwo mając u swego boku ukochanego mężczyznę? Okropny dylemat. Kolejny raz okazuje się, że życie nie jest takie czarno - białe jak się niektórym wydaje. Perypetie głównych bohaterów składają się z całej plejady kolorów i ich odcieni.

Nie chciałam czytać tej książki, bowiem bardzo emocjonalnie podchodzę do tematu macierzyństwa. Ale ujmująca okładka siłą rzeczy przywoływała mnie do siebie. Czy żałuje? Po tysiąckroć-nie! To bardzo piękna, głęboka historia o miłości, przyjaźni i chęci posiadania potomstwa. Napisana jest wprawnym i lekkim piórem, bez niepotrzebnych udziwnień, czy taniego sentymentalizmu. Akcja płynie miarowym rytmem, jednocześnie tak mocno absorbuje, że nie sposób oderwać się od czytania. Bohaterowie urzekają swoim realizmem, naturalnością i przede wszystkim prostotą. Romily i Claire są jak ogień i woda. Romily sprawia wrażenie człowieka wyluzowanego, nierozgarniętego i pewnego siebie. Z kolei Claire lubi mieć wszystko pod kontrolą, starannie planuje a potem wprowadza w życie jakiś plan. Jest jeszcze czuły, opiekuńczy i odpowiedzialny Ben oraz sympatyczna, pełna energii i wigoru Posie. Wszystkie postacie zarówno pierwszo jaki drugoplanowe są charakterystyczne i zapadają w pamięć. Zżyłam się z nimi, od początku im współczułam i bardzo przeżywałam ich problemy i rozterki. Natomiast zakończenie poruszyło mnie dogłębnie, na tyle, że nie dało się nie uronić łezki. Autorka zastosowała rozwiązanie najlepsze z możliwych, lecz w głębi duszy marzyłam o innym finale, dlatego czuje malutkie rozczarowanie.

 ''Drogie maleństwo'' jest jak silny sztorm na morzu z huraganowymi porywami. Przynosi łzy, rozczarowanie, chwile złości i zwątpienia jak również daje radość, nadzieję i wiarę w spełnienie marzeń. Pozwala zrozumieć istotę problemu bezpłodności, trudy macierzyństwa i skomplikowanych relacji międzyludzkich. To nie żaden banalny utwór o zdradzie bądź lukrowatej miłości. Wręcz przeciwnie. To niepowtarzalna, wzruszająca historia o ogromnej mocy rodziny, przyjaźni, poświęceniu, przeznaczeniu, popełnianiu błędów, dążeniu do realizacji własnych pragnień i podejmowaniu odpowiednich decyzji. Gorąco polecam. Satysfakcja i emocje gwarantowane.

***
Wydawnictwo FILIA.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

ps. Moi drodzy. Nie wiem, czy wszyscy zauważyli, ale w powyższej recenzji znajdowała się konkursowa podpucha :) Taka mała, ekspresowa niespodzianka dla uważnych czytelników mojego bloga :) 
Większość z was wykazała się spostrzegawczością i ochoczo wzięła udział w konkursie. Bardzo Wam za to dziękuję.
Wybór zwycięzcy był wyjątkowo trudny. Zaskoczyliście mnie ogromną kreatywnością. Niestety nagrodę mogę przyznać tylko jednej osobie, dlatego wybieram odpowiedź: Oblicza Rozy
Gratuluje.

68 komentarzy:

  1. Wow jestem pod wrażeniem tego tekstu. Chcę zawalczyć o książkę. Jestem młodą osobą i w sumie do końca nie wiem co napisać może po prostu to co mi coś tam podpowiada. Moim zdaniem surogatki nie powinno się nazywać zawodem. Po drugie według mnie "lepszym" wyjściem jest adopcja. Kobieta, która rodzi komuś dziecko a potem je oddaje do końca życia będzie jakby trochę "rozchwiana emocjonalnie" między tym, że obiecała i musiała wywiązać się z tej obietnicy a miłością do tego dziecka, którą ma w sercu, a,której nie może mu dać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi się wydaje, że adopcja jest lepszym wyjściem ze względu na mniejsze ryzyko emocjonalnego zaangażowania się surogatki, ale z drugiej strony wiemy, kim jest matka zastępcza i jakie ewentualnie może przekazać geny swojemu dziecku, zaś dziecko z adopcji jest pod tym kątem jedną wielką niewiadomą. Oj ciężki wybór, ciężki.

      Usuń
  2. Sztormy zwykle mają działanie niszczycielskie, ale też oczyszczające. Myślę, że ta książka taka właśnie jest - trudna, ale powinno się ją przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Książka z pewnością nie jest łatwa, ale chciałabym się z nią zapoznać.
    Moim zdaniem surogatki mają jakąś ta rację bytu, jednak z pewnością jest im bardzo ciężko ,,wywiązać się z umowy" i oddać dziecko tuż po narodzeniu. Przecież przez 9 miesięcy nosił to dziecko w sobie, czuły jego ruchy, bicie serduszka. Z pewnością nie jest to łatwa decyzja i wiele osób się wycofuje. Musimy to też zrozumieć. Czytałam kiedyś, że sporo osób robi to także ze względu na zarobek, aby polepszyć swój byt. Nie sądzę, abym sama się na to zdecydowała...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, wiele osób decyduje się na ''wynajęcie swojego brzucha'' ze względów finansowych, bowiem jest to dla nich ostatnia deska ratunku w sytuacji kryzysowej, dlatego mimo moich moralnych oporów staram się nie krytykować zachowanie surogatek. Wprawdzie ja bym się nie zdecydowała na tak drastyczny krok, ale z drugiej strony nigdy nie byłam pod taką ,,ścianą''.

      Usuń
  4. Oj, faktycznie ciężki temat... Nie dziwię się, że książka Cie poruszyła.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeśli chodzi o surogatki, to niestety, ale nie mogę pojąć tego "zawodu". Nie wyobrażam sobie tego, żebym mogła nosić pod sercem dziecko, a później je oddać i wziąć za to pieniądze. Dla mnie jest to handel ludźmi!! Rozumiem, że nie każdy rodzic może mieć dzieci, ale jest tyle dzieci, które można zaadoptować, które potrzebują domu, rodziny i miłości. I chociaż jest to proces na pewno niełatwy i czasochłonny, to wolałabym uciec się do tego niż "zatrudnić" kogoś do urodzenia mi dziecka! Dlatego uważam, że ten "zawód" nie mieści się w normach etycznych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście można tę procedurę odebrać jako handel ludźmi. Wszystko zależy od punktu widzenia i nastawienia danej osoby. Ja również uważam, że to nieetyczne, ale nie mnie osądzać czyjś świadomy wybór.

      Usuń
  6. Kochana wielki ukłon dla Ciebie ;) Surogatki to temat trudny i etycznie niejasny, ale ja jestem na tak. Każdy sposób, który może przynieść ukochane maleństwo jest dobry, jeśli zgoda na taką formę macierzyństwa jest obopólna. Myślę tylko, że w Polsce się nie uda, nasz naród ma zbyt wielką skłonność do korupcji ;)
    Tę książkę prędzej czy później i tak kupię ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też myślę, że w Polsce jeszcze przez długi czas ten proceder nie będzie miał racji bytu, bowiem nasze postrzeganie w tej kwestii jest dość ,,zaściankowe'' (mam na myśli siebie, choć pewnie wiele osób też będzie uważało podobnie), dlatego wątpię, aby coś uległo zmianie w tym temacie.

      Usuń
  7. Twoja recenzja tylko dodatkowo mnie zachęciła do przeczytania!

    Nie mam jakiegoś określonego zdania co do surogatek. Jestem wciąż za młodo, a i w mojej rodzinie nie spotkałam się dotychczas z takim problemem, dlatego też sama nie wiem, jak ja bym postąpiła. Rozumiem obie strony - zarówno małżeństwa, które usilnie stara się zdobyć potomstwo, jak i młodej kobiety, która stara się im w tym dopomóc ("w końcu co trudnego jest w zrobieniu dziecka?" - można pomyśleć). Według mnie jest to kwestia, która nieważne w jaki sposób wyjdzie na świat, doprowadzi jedynie do zła. Matka zawsze będzie pamiętała o tym, że nie jest biologiczną matką - a surogatka nigdy nie zapomni, że nią jest. W dodatku, surogatki nie są w ciąży za darmo - to sprzedawanie dziecka! To niemoralne rozwiązanie problemu, które wszystkich unieszczęśliwia. Wspomnę tutaj również o innym sposobie posiadania dziecka - adopcji, bo o ile wiem, to rozwiązanie jeszcze nikogo nie zasmuciło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem jak wygląda sprawa od kwestii finansowej, ale w lekturze ''Drogiego maleństwa'' jest napisane, że potencjalni rodzice nie mogą płacić surogatce, jedynie zapewnić jej profesjonalną opiekę medyczną, wyżywienie itp. Mimo to i tak znalazłam w sieci wiele ogłoszeń przyszłych matek zastępczych, które w zamian za określoną sumę pieniędzy są gotowe urodzić komuś dziecko.
      Z tego co wiem, adopcja jest bardzo czasochłonna i niekiedy skomplikowana, dlatego większość osób idzie na łatwiznę, by szybko osiągnąć cel w postaci upragnionego potomka. Ogólnie temat niełatwy, kontrowersyjny i niejednoznaczny.

      Usuń
    2. Na temat adopcji niejedni już się rozpisywali.
      Papierkowa - bardzo czasochłonna - robota jedynie zniechęca potencjalnych rodziców do adopcji. Urzędnicy nie rozumieją, że dziecko chciałoby jak najszybciej znaleźć się w ciepłym, bezpiecznym domu.
      W ubiegłoroczne mikołajki wspólnie z klasą zorganizowaliśmy paczki dla Domu Dziecka. Przy okazji mogłam je odwiedzić i zobaczyć, jak to wygląda od środka. Nie jest to bidul (na całe szczęście!) a dzieci z Domu Dziecka mogą się pochwalić lepszymi przedmiotami i piękniejszym pokojem od niejednego domu rodzinnego. Lecz - z tego co zauważyłam - one i tak zawsze będą pokrzywdzone - zakompleksione.
      Najlepiej by było, gdyby Domy Dziecka nie musiały nawet istnieć, lecz to utopijna myśl. Podobnie wspaniale by było, gdyby nie było potrzeby wymyślania takiego zawodu jak surogatki - i tak, naprawdę, może nie wszystkie, ale bardzo duża ich część rodzi dziecko "na zamówienie" - dla pieniędzy. Niemałych pieniędzy.

      Usuń
  8. Ja nie potrafię się wypowiedzieć na temat surogatek. Uważam, że są pewne tematy i sytuacje, o których nie powinni się wypowiadać ci, których one nie dotknęły. Wiem jedno, sama nie zdecydowałabym się na takie "usługi", ale nie mnie oceniać tych, którzy uciekają się do takich środków.

    OdpowiedzUsuń
  9. Z każdą kolejną recenzja tej książki utwierdzam się w przekonaniu, że w końcu po nią sięgnę. Trudny temat, ale i takie trzeba poznawać.

    OdpowiedzUsuń
  10. Z chęcią ją przeczytam, temat dość niecodzienny a przez to niezwykle ciekawy !

    OdpowiedzUsuń
  11. Temat książki jest bardzo poruszający ale i intrygujący. Opisałaś książkę bardzo zachęcająco i muszę ją mieć w swoim zbiorze;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie jestem jeszcze matką, ale domyślam się co oznacza macierzyństwo. Z chęcią wzruszę się przy tej lekturze.

    OdpowiedzUsuń
  13. Temat surogatek jest w moim odczuciu dość skomplikowany i musi być poddany indywidualnej ocenie moralnej. Myślę, że osoby, które nigdy nie były w roli bezpłodnego rodzica nie potrafią sobie nawet wyborazić co takowi czują. Dlatego pozwólny im decydować, wybierać najlepszą metodę i czekać na potomstwo. Nie podrzucajmy rozwiązań i nie oceniajmy ich wyborów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz racje. nie nam oceniać i umoralniać czyjeś zachowanie, bowiem łatwo jest stać z boku i krytykować, gdy osobiście nie ma się tego problemu.

      Usuń
  14. Recenzja mi się bardzo podoba więc jak będę miała tylko okazję to bardzo chętnie sięgnę po książkę :)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie INNA
    http://happy1forever.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  15. Mam przeczucie, że podczas czytania tej książki może mi się przydać paczka chusteczek i to niejedna. Pięknie opisana fabuła chwytającej ze serce książki. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo mnie zaintrygowałaś tą książką, jestem ciekawa historii tej trójki, a raczej czwórki bo do kogo w końcu trafi dziecko... Super recenzja!:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Temat ciekawy, nie powiem ;) teraz będę się zastanawiać, jak to się skończy :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Bardzo bym chciała przeczytać *.*

    OdpowiedzUsuń
  19. Surogatka, czyli brzuch do wynajęcia....Moim zdaniem zależy z której strony patrzymy na etykę.Jeśli to my wynajmujemy surogatkę ,to wydaje nam się ,że jest to jak najbardziej ok,prawda? ale jeśli przypatrzymy się już ze strony surogatki,kobiety która nosi pod sercem dziecko i będzie musiała urodzić i potem oddać,to już nie wygląda to tak wspaniałe.Są kobiety które się na to godzą i to już od nich zależy czy są z etyką na bakier czy nie.

    OdpowiedzUsuń
  20. Surogatki to... dość kontrowersyjny... "zawód". A może nie zawód, a zajęcie. Trudno jest określić co myślę na ten temat, bo mam dość rozdwojone zdanie. Z jednej strony, uważam ze zarabianie na dzieciach i traktowanie ich jako narzędzi do zarabiania pieniędzy jest po prostu niemoralne i absolutnie egoistyczne. Nie rozumiem, jak można nie kochać kogoś komu się dało życie i jeszcze wymagać od "klientów" kosmicznych sum za poczęcie istoty, bądź co bądź - Boskiej. Jako katoliczka, muszę tutaj zaznaczyć, że z tego miejsca, surogatki nie jaśnieją jakimś złotym światłem w moich oczach. Obdarzenie kogoś życiem... To naprawdę wielki dar, poza tym - dziecko z natury należy do swoich rodziców i instynktownie raczej chce być z rodzicielami. Jestem za młoda na mówienie o macierzyństwie, ale z takiej strony się na nie zapatruję, może dlatego, że sama mam naprawdę szczęśliwą rodzinę i rodziców, którzy są po prostu wspaniali.
    Natomiast mój drugi punkt widzenia... Naprawdę rozumiem jak ciężko musi się żyć potencjalnym matkom z myślą, że nie mogą spłodzić własnego dziecka - ze swojej krwi, ze swoich genów. Wyjście z surogatką jest w sumie nie aż tak do końca złym wyjściem, ponieważ zazwyczaj mamy pewność, że ta - nie upomni się o swojego dziedzica, skoro go oddała. Adopcja jest niepewna. I nawet nie pod kątem prawnym, a bardziej... czy ja wiem? Człowiek adoptując - nie wie kim byli rodzice dziecka. Jak to się stało, że dziecko wylądowało w domu dziecka. Jaką przeszłość skrywa. Jakimi cechami się objawi. Wybierając surogatkę mamy pełną kontrolę.
    No, ale. Tak jak już wspomniałam - trudno o tym mówić. Myślę, że to osobista kwestia każdego z nas i nie da się wybrać jednego "dobrego" wariantu. :)
    A odnośnie książki - jestem jak najbardziej na tak, bo nie dość, że tematyka jest ciekawa, to jeszcze z tego co widziałam - ilość stron gwarantuje, że czytelnik będzie miał okazję dogłębnie zbadać historię i zrozumieć, lub przynajmniej zaprzyjaźnić się z bohaterami. Naprawdę mam nadzieję, że kiedyś złapię jakąś promocję, bo jestem pełna podziwu dla pisarzy/pisarek, które umieją pisać o nie tak łatwych tematach. I to jeszcze umiejętnie! :) Wyczekuję dnia, gdy "Drogie maleństwo" znajdzie się na mojej półce. :) A jestem pewna, że i moja mama i babcia chętnie ją przeczytają. :)
    Pozdrawiam!
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W twojej wypowiedzi jest wiele racji i sama nie wiem od czego zacząć....
      Tak sobie pomyślałam, że zamiast surogatek, lepszym rozwiązaniem byłoby zgłaszanie się przyszłych matek, (które nie chcą dzieci z różnych względów: gwałt, bieda itp.) do jakiejś specjalnej placówki i tam mogły się rejestrować, że chcą oddać dziecko. Następnie potencjalni rodzice mogliby wybrać daną kobietę w ciąży, aby to ich prawnie wskazała czyli tzw. adopcja ze wskazaniem. Uważam, że ta procedura byłaby znacznie bardziej etyczna, bowiem dana placówka zapewniłaby komfort psychiczny i finansowy ciężarnej osobie, zaś przyszli rodzice mogliby niczym w 'katalogu'' (wiem, wiem, ze to brzydko brzmi, ale nie wiem jak to określić) wybrać daną matkę zastępczą np. na podstawie jakiegoś podobieństwa typu kolor włosów lub zbliżone do nich rysy twarzy matki itp.
      W ogólnym rozrachunku to temat naprawdę delikatny i szeroki jak rzeka, z którego ciężko znaleźć jedno rozsądne rozwiązanie nieraniące nikogo.

      Usuń
  21. Raczej surokatki nie można nazwać zawodem i moim zdaniem nie mieści się w normach etycznych. Jest to temat tabu o którym mówią tylko osoby z tym procederem powiązanych, reszta milczy, nawet jeśli wiedzą to w obecnych czasach każdy pilnuje swojego nosa. Dla mnie jest to niewyobrażalne bo nigdy nie byłam postawiona w takiej sytuacji i tak naprawdę nie wiem jakbym się zachowała. Myślę, że do zależy indywidualnie od osoby. Surokatka decyduje się urodzić dziecko dla pieniędzy, ale przez 9 miesięcy nosi je pod sercem, mówi do niego i prawdopodobnie kocha je. Później po urodzeniu dziecka bardzo dużo matek nie chce oddać dziecka. Tym bardziej, że jest ono podobne do matki, ma jej geny, czasami kształt twarzy, oczy i wystarczy jedno spojrzenie, aby rodzina nie dostała dziecka. Czasami przecież się zdarza, że są komplikacje porodowe lub dziecko urodzi się z wadą genetyczną, czy wtedy ci przyszywani rodzice będą chcieli chore dziecko, czy odetną się od tego. I w tym miejscu zaczyna się koszar, ale dla obydwóch stron. Mam nadzieję, że nigdy nie zostanę postawiona w takiej sytuacji, ale myślę, że bym się nie zdecydowała zostać surokatką. Każdy pragnie dziecka, aby stworzyć prawdziwą rodzinę, ale czy należy dążyć do tego za wszelką cenę, a czasami nawet po trupach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poruszyłaś bardzo istotną kwestię. A co jeśli dziecko surogatki urodzi się genetycznie chore? Wtedy może tak się zdarzyć, że żadna ze stron nie będzie chciała opiekować się takim niedoskonałym maleństwem i powstanie z tego jeszcze większy Sajgon emocjonalny niż jest.
      Ech naprawdę ciężka sytuacja i nie życzę nikomu, aby się w niej znalazł.

      Usuń
    2. Popieram, różnie życie się układa, a największe cierpienie później spotka dziecko, mają istotkę, która nie jest niczemu winna

      Usuń
  22. Co myślę o surogatkach? Dla ludzi, którzy najbardziej na świecie pragną zostać rodzicami, a sami nie mogą sami przez 9 miesięcy pod sercem nosić swojego maleństwa, taka kobieta jest czasem jedynym ratunkiem. Nie mówię tu tylko o kobietach, jest wielu mężczyzn, którzy zostali ojcami cudownych maleństw właśnie dzięki surogatkom. Jestem bardzo za, choć z początku byłam sceptyczna. Ale jest to zawód jak najbardziej potrzebny. Co do etyki.. Tak długo jak dla tej kobiety rodzenie dla kogoś dziecka jest tylko pracą i nie wykańcza jej psychicznie myśl o oddaniu go obcym ludziom, wszystko jest do zaakceptowania. Dla mnie brak zrozumienia dla ludzi, którzy szukają pomocy u surogatek jest tak samo dziwny, jak krytykowanie małżeństw, które dzięki in-vitro mogą się cieszyć swoimi pociechami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz swoje racje. Ten ''zawód'' posiada swoje plusy i minusy. My możemy jedynie stać z boku i krytykować, bo nas to nie dotyka osobiście. Ale osoby, które zmagają się z niepłodnością chwytają się każdej deski ratunku. Tak więc nie nam to oceniać, bowiem nigdy nie wiadomo, do czego my sami posunęlibyśmy się, aby osiągnąć upragnione szczęście.

      Usuń
  23. Czytając recenzje - już mnie ogarnia dreszczyk ,chcę to czytać ,chcę poznać tę historię ,jestem matką trójki dorosłych dzieci i nigdy nie rozumiem kobiet - oddających dzieci ,bądz rodzących na zamówienie - nie potępiam ale i nie rozumiem .
    Dlatego uważam ,ze to temat idealny dla mnie ,57 letniej ,która duzo w życiu widziała i dużo czytala a jeszcze stale ciekawa tych wszystkich spraw ,które kierują matkami i nie matkami .Bardzo ,bardzo chciałabym przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Kilka dni tematu dowiedziałam się o istnieniu tej ksiażki. Mogłam się spodziewać, że zaraz znajdę u Ciebie jej recenzję...

    Temat rzeczywiście kontrowersyjny, ale i aktualny, przez co ciekawy. Dotąd chyba nie czytałam ksiażki podejmującej temat surogatek, ale mam nadzieję to zmienić. Mam nawet zapisany pewien tytuł dość niezwykłej historii (ale prawdziwej), w której surogatką została matka niemogącej zajść w ciążę dziewczyny.

    OdpowiedzUsuń
  25. Zapowiada się wspaniale, a książka porusza temat ważny i bolesny.

    OdpowiedzUsuń
  26. Już od jakiegoś czasu mam ochotę na tę książkę, a po kolejnych pełnych zachwytu recenzjach stanie się chyba ona priorytetem na mojej liście:)

    OdpowiedzUsuń
  27. Cóż za tematyka! Jeszcze się z wątkiem surogatki nie spotkałam w powieści. W sumie myślę, że jest to dobry temat dla Jodi Picoult. Może kiedyś zdecyduję się na tą niepowtarzalną powieść.

    OdpowiedzUsuń
  28. Bardzo ciekawa recenzja i nie ukrywam - zachęcająca. Cieszę się, że książka już do mnie leci, bo nie mogę się doczekać, aż sama zapoznam się z tą powieścią :)

    OdpowiedzUsuń
  29. O Boże! Temat surogatek interesuje mnie od dawna. Zawsze zastanawiałam się, co te kobiety myślą, jak udaje im się znieść to trudne (bądź co bądź) doświadczenie. Teraz myślę, że jednak podziwiam takie kobiety. Noszą przecież pod sercem czyjeś, cudze dziecko. Czują, jak ono zaczyna rosnąć, są z nim przez 9 miesięcy, a przecież w każdej kobiecie drzemie instynkt macierzyński, więc logiczne jest, że prędzej czy później pokocha ona to dziecko. Pokocha, a później będzie zmuszona (albo i nie) go oddać komuś innemu. Czy nie będzie tęsknić za nim? Nie będzie myśleć? To niezwykle trudny temat.
    Czy ten "zawód" mieści się w normach etycznych? Nie wiem, czy można nazywać "to" zawodem. Czym to właściwie jest? Ja myślę, że dziecko jest darem. Nieważne, czy nosi je surogatka, czy prawdziwa matka. Z jednej strony to jest etyczne, ponieważ jeśli ludzie nie mogą mieć dzieci, a bardzo chcą, to jest jedno z wyjść. Z drugiej strony... czy w mężczyźnie nie rodzi się miłość do surogatki? Czy surogatka nie zaczyna kochać dziecka? Czy etycznym jest odebranie jej dziecka, które nosiła? Czy etycznym jest zapłodnienie obcej kobiety? Nie da się tego jednoznacznie ocenić. Myślę, że każdy ma swój system wartości, swój system moralny i potrafi to ocenić, znaleźć plusy i minusy. Myślę, że nie możemy oceniać takiej sytuacji, jeśli sami się w niej nie znaleźliśmy.
    Historia głównej bohaterki ogromnie mnie ciekawi. Mam wielką ochotę na tę książkę! Domyślam się, że to bardzo emocjonalna lektura,jak sama napisałaś. Jestem też z Ciebie dumna, że zaczęłaś sięgać po takie trudne książki, bo ostatnio częściej taką tematykę u Ciebie widzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten temat wywołuje prawdziwą burzę emocji i zgadzam się z tobą iż każdy ma swój system wartości, swój system moralny i potrafi to ocenić, znaleźć plusy i minusy. My możemy sobie jedynie popolemizować na temat, ale właściwą decyzję pozostawmy jednak osobom, które same znajdą się w takiej sytuacji.
      Faktycznie coraz częściej sięgam po książki trudne tematycznie, ale muszę przyznać, że bardzo emocjonalnie mnie wyniszczają, więc chyba zrobię sobie od nich dłuższą przerwę.

      Usuń
    2. O tak, koniecznie sobie zrób. Ja też nie potrafię dużo czytać takich książek pod rząd. Właśnie obecnie jestem w takim stanie i wolę sięgać po lekkie książki.

      Usuń
  30. Wydawnictwo Filia oferuje kolejną wspaniałą powieść z serii tych, które lubię najbardziej - życiowych, skłaniających do refleksji, bombardujących emocjami, o których szybko się nie zapomina. Muszę koniecznie przeczytać!
    Ja się nie musiałam starać o dziecko, po prostu pewnego listopadowego dnia okazało się, że Ono już słodko drzemie pod moim sercem. Wiele osób pisze o miłości, którą czuje się do nienarodzonego dziecka, ale to nie zawsze tak jest. Ta miłość przychodzi z czasem, nie pojawia się ot tak, gdy na teście zobaczy się dwie kreski. Trzeba oswoić się z nową sytuacją, zmienić wszystkie dotychczasowe plany czy przykładowo pogodzić się (jak w moim przypadku) z utratą pracy. Gdy dziecko przyjdzie na świat można sobie zażyczyć, aby go nie widzieć. Wydaje mi się, że surogatki często tak robią, bo gdy położna kładzie noworodka na piersi czuje się jego bezbronność, widzi się jak mocno przytula się do matki...potrzebuje jej i całkowicie poddaje jej opiece...to rozczula najbardziej zatwardziałe serce i tego nie da się wyrzucić z pamięci!
    Mam koleżankę, która borykała się z niemożnością zajścia w ciążę. To był dla niej prawdziwy dramat! Poczucie, że zawiodła jako kobieta, że jest bezwartościowa, niepotrzebna...Męczące badania, leczenie, kolejne rozczarowania. To zachwiało podstawy ich małżeństwa, które wydawało się przez lata prawdziwym ideałem! W końcu zdecydowali się na adopcję...masa papierków do zdobycia, tysiące pytań, które stawiano im tak, jakby podejrzewani byli o chęć zabicia dziecka, a nie stworzenia mu kochającej rodziny...i oczywiście upływający czas.
    Biorąc to pod uwagę wiem, że jeśli kobieta i mężczyzna nie mogą mieć własnych dzieci są w stanie zrobić wszystko, aby osiągnąć upragnione szczęście i jeśli decydują się na to, aby dziecko urodziła im surogatka, to ja to w pełni rozumiem. Owszem są tu pewne elementy nieetyczne - to pieniądze powodują tu falę oburzenia i buntu, ale czy komuś dzieje się krzywda? Surogatka zgadza się na swój los, który z pewnością jest ciężki i przykry, bo musiała się znaleźć w skrajnie trudnej sytuacji życiowej, aby zdecydować się na taki "zawód". Ale jednak zgadza się na to...
    Nie potrafię postawić się w sytuacji surogatki, nawet nie będę próbować zgadywać, co ona czuje w momencie oddania dziecka. Ja nie potrafiłabym tego zrobić. Nie potępiam takich kobiet, ani ich nie podziwiam, po prostu akceptuję fakt, że ich "zawód" potrafi dać niewysłowioną ilość radości jakiemuś małżeństwu, a dziecku zapewnia pełen miłości dom.

    Pozdrawiam!
    Katarzyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Według mnie pieniądze nie wywołują aż tak wielkiego oburzenia i buntu, co sam fakt, że zgadzasz się być inkubatorem dla swojego dziecka, które potem oddajesz innym ludziom, a nie matką, która czeka z utęsknieniem, aż zobaczy po drugiej stronie swojego brzuszka ,,cud natury'', który nosiła przez 9 miesięcy. Taki jest przynajmniej mój punkt widzenia.

      Usuń
    2. Zgadzam się, utarł się w naszej świadomości obraz kochającej matki, zawsze cierpliwej i opiekuńczej i to, że można chcieć urodzić tylko po to, aby oddać maleństwo nie mieści się w głowie. Każdy przejaw "niematczynego" zachowania jest surowo negowany i słuszne jest to w wielu przypadkach (agresji wobec dzieci, głodzenia ich, zmuszania do zarabiania na rodzinę itp.). Jeśli chodzi o surogatki sprawa jest bardziej złożona, nie zawsze zasługują na potępienie.
      Bardzo dziękuję za nagrodzenie mojej wypowiedzi! Jestem przeszczęśliwa, że będę miała okazję dowiedzieć się, jak ten trudny temat przedstawiony jest w książce :)
      Za chwilę napiszę maila z danymi.
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. Wielu osobom po prostu się to nie mieści w głowie, że można świadomie oddać własne dziecko, dlatego cała ta sprawa z surogatkami tak bardzo bulwersuje opinię publiczną. Mnie też ciężko się z tym pogodzić, ale nauczyłam się nie potępiać takiego zachowania.
      Gratuluje serdecznie wygranej i mam nadzieję, że lektura ''Drogiego Maleństwa'' okaże się dla ciebie satysfakcjonująca.
      Również pozdrawiam :)

      Usuń
  31. Mnie niestety nie porusza kompletnie tematyka tej powieści, bo od samego początku przewidziałam opis fabuły. Nudzi mnie takie sztampowe ujęcie tematu niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś w błędzie, ponieważ fabuła jest nieprzewidywalna do samego końca i wcale nie taka oczywista. Dlatego nie sugeruj zawczasu, że tematyka jest sztampowa jeśli nie znasz osobiście tej książki.

      Usuń
  32. Chętnie zapoznałabym się z tą poruszającą historią. Zgadzam się okładka przyciąga czytelnika. :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Surogatki nie postrzegałabym w kategoriach zawodu. trzeba mieć bardzo mocną konstrukcję psychiczną, żeby przez 9 miesięcy nosić pod sercem dziecko i potem oddać je bez straty emocjonalnej. Ale dla ludzi, którzy nie mogą mieć dzieci, to pewnie ostatnia deska ratunku. I mimo, że wcześniej ludziom wydaje się, że do szczęścia brakuje im tylko dziecka, nie wszyscy tę próbę przechodzą pomyślnie, kiedy to dziecko już się pojawi w rodzinie. Parę lat temu ten temat w swojej książce "Zupa z ryby fugu" poruszała Monika Szwaja. Polecam wszystkim zainteresowanym tematem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj to prawda, trzeba mieć naprawdę mocną psychikę, by bez poczucia żalu oddać dziecko z którym w pewien sposób nawiązuje się więź emocjonalną.
      Muszę poczytać "Zupę z ryby fugu"skoro porusza ten sam temat, co ''Drogie maleństwo''. Dziękuję za polecenie owej pozycji.

      Usuń
  34. Temat jest mi bardzo bliski. Takie książki najczęściej wybieram do lektury. Samej recenzji nie czytałam zbyt uważnie gdyż sama czekam na egzemplarz recenzencki tej powieści :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tak dawno czytałam i recenzowałam książkę o kobiecie, która urodziła dziecko za swoją córkę. To była prawdziwa historia. Polecam Twojej pamięci Sara Connell "Surogatka" wyd. Nasza Księgarnia.

      Usuń
  35. Zapowiada się ciekawa historia, ale nie rozumiem, co kierowało kobietą, która zgodziła się wyświadczyć taką przysługę mężczyźnie, w którym jest zakochana. Przecież to z góry wiadomo, że taka decyzja spowoduje mnóstwo problemów i rozterek.

    OdpowiedzUsuń
  36. Trudny, ale przez to ciekawy temat, ostatnio o nim głośno. Muszę ją przeczytać

    OdpowiedzUsuń
  37. Strasznie przeżywam tego typu książki, pewnie dlatego że sama prze kilka lat próbowałam zajść w ciążę i być może taka tematyka daje mi zdrowo w kość.

    Mam mieszane uczucia jeśli chodzi o korzystanie z usług surogatek. Rozumiem potrzebę posiadania dziecka, bardzo rozumiem, ale marzenie o dziecku, własnym, z krwi i kości jest z lekka egoistyczne, dlatego kiedy wszystkie próby zawiodą warto zwrócić oczy tam, gdzie jest wiele dzieci pragnących miłości - na domy dziecka. Poza tym nigdy bym się nie zdecydowała na opcję z surogatką, bo raz, że narażałabym na silny emocjonalny szok inną kobietę, ponieważ nie wierzę, że można nosić pod sercem istotę, którą później oddaje się bez żadnego ale, a po drugie, chyba nie dałabym rady pogodzić się z myślą, że to nie mnie rośnie brzuszek, dlatego zdecydowanie łatwiejszą dla mnie opcją byłoby zgłoszenie się do ośrodka adopcyjnego, ale oczywiście to tylko moje zdanie. Kwestia tak trudnych decyzji jest sprawą subiektywną.

    OdpowiedzUsuń
  38. Książka bardzo ciekawa i bardzo chętnie ja przeczytam.
    PS O surogatkach nie napiszę nic, bo właśnie napisałam i to dość spory elaborat i zamknęła mi się (nie wiem, dlaczego) przeglądarka. Wszystko znikło. Wena opadła, a złość na głupi komputer urosła do wielkości Mount Everestu.

    OdpowiedzUsuń
  39. To rzeczywiście musi być ciekawa książka. Ale instytucji surogatki nie rozumiem i w pewien sposób podziwiam kobiety, które decydują się nosić przez dziewięć miesięcy dziecko, a potem je oddać. Dla mnie to mimo wszystko niezrozumiałe.

    OdpowiedzUsuń
  40. Ciężko jest zmierzyć się z tym tematem, nawet jeśli bezpośrednio on nas nie dotyczy. Mam nadzieję, że Julie Cohen sprostała wyzwaniu, które sobie postawiła.

    OdpowiedzUsuń
  41. Niesamowita recenzja :) Teraz już wiem, że powinnam koniecznie przeczytać tę książkę. Natomiast jeśli chodzi o temat surogatek, to faktycznie ciekawe pytanie... Potrzebowałabym więcej czasu, by się na ich temat wypowiedzieć :)

    OdpowiedzUsuń
  42. Och, trudny temat... Ale książkę muszę obowiązkowo przeczytać. Szkoda, że spóźniłam się na konkurs.

    OdpowiedzUsuń
  43. Gratuluję nagrodzonej osobie.

    OdpowiedzUsuń
  44. Jeszcze nie czytałam żadnej książki o takiej tematyce, więc z chęcią sięgnę po ,,Drogie maleństwo", takie historie na zawsze pozostają w mojej pamięci..

    OdpowiedzUsuń

Zaglądaj, czytaj, przegryzaj moje słowa, ale wychodząc, zostaw po sobie niezatarty ślad swojej obecności...