piątek, 28 lutego 2014

Wywiad z Martą Grzebuła

nieidentyczna
1. Skąd taki pseudonim artystyczny?

MG- Kilka lat temu zakładając konto na portalu z poezją amatorów, należało podać Nick. Wtedy, syn, Marcin mi go podpowiedział, mówiąc: „ Mamciu, masz włosy jak jarzębina, daj więc taki Nick". I tak zostało. Z czasem zainteresowałam się jego znaczeniem zerkając na horoskop celtycki i okazało się, że niemal idealnie oddaje on moją osobowość. Mimo, że jestem celtyckim jesionem, i co dziwne też identyfikuję się ze znaczną częścią owej charakterystyki osobowości. Ale bliższa mi jest jarzębina.

2. Za co najbardziej Pani ceni poezję Mickiewicza, Słowackiego oraz Asnyka? Ma Pani jakiś swój ulubiony wiersz?

MG - Trudno jednym zdaniem odpowiedzieć na to pytanie. Ponieważ musiałabym najpierw powiedzieć ogólnie, za co tak cenię poezję. A cenię ją za jej wyjątkowość, głębię, wręcz powiedziałabym unikatowość, jaka płynie ze słów.
Asnyk i Jego wiersz "Tęsknoty" był jednym z pierwszych, które mnie oczarowały. "Rozłączenie" J. Słowackiego było niczym olśnienie, a "Dwa słowa" Adama Mickiewicza stały się pięknem wyznania. Ale nie tylko ci Poeci, wiersz "Nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy" W. Szymborskiej wywołał u mnie silne wzruszenie. Po prostu poezja dla mnie to szept a czasem krzyk z głębi duszy. Tym jest dla mnie poezja.

3. Proszę dokończyć zdanie: "Dobry pisarz to...."


MG - Odpowiem przewrotnie: " dobry człowiek to...?" no właśnie. Stawiam znak równości. Tyle w nas dobra, w każdym człowieku, ile i jak potrafimy to dobro z siebie przekazać. Ale nie tylko poprzez słowo, lecz przede wszystkim czyn.

monweg

1. Gdyby znalazła się Pani na bezludnej wyspie, to jaką książkę chciałaby Pani mieć ze sobą i dlaczego właśnie tę?

MG - Z pewnością poradnik survivalu {uśmiecham się} a tak naprawdę? W tym wypadku tylko "Przypadki Robinsona Crusoe" Daniela Defoe.
 A dlaczego akurat tę - choćby tylko pierwszą część? Odpowiedź wydaje się być oczywista. Może udałoby mi się dzięki niej przetrwać a przy tym móc udać, że jestem w świecie fikcji literackiej.

2. Jeżeli Niebo istnieje, to co chciałaby Pani usłyszeć od Boga u bram Raju?


MG - Piękne pytanie. Ale pozwolę sobie odpowiedzieć na nie swoim wierszem. Ponieważ i ja dość dawno temu nad tym się zastanawiałam.

A GDYBYM

Niezależnie od wyznania każdy może zadać te pytania.
Dokąd idziemy po śmierci? Co jest tam, gdzie mieszkają anioły.

A gdybym dziś oczy zamknąć miała.
To, co bym Ci, Panie, powiedziała.
Jak mogłabym wytłumaczyć swe życie?
I czyny, te na dnie serca wciąż skryte.

A gdybym w światłość już miała wstąpić,
to czy umiałabym w Twą dobroć nie zwątpić?
Czy też skrywane gdzieś w duszy, emocje,
dałyby siłę, bym nie bała się mocnej?

Boję się, Panie, Twej mocy.
 Strach mi odbiera nadzieję,
że jestem na tyle niegodna,
by stanąć blisko gdzieś Ciebie.

A gdyby śmierć mnie objęła
swoim kościstym ramieniem,
to co bym mogła powiedzieć
ostatnim słowa tchnieniem?

Nie wiem…

A może poszukam w sercu,
 gdzie zawsze się tli nadzieja,
gdzie wiara razem z miłością
 wypełnia nasze pragnienia?

Gdzie dusza jest darem Boga
i trzyma myśl ciągle przy Nim,
że jest On na tyle wielki,
by mógł wybaczyć mi winy.

Wrocław 7.10.2009 r. Z cyklu „Listy niewysłane”

krytykbook
1. Pisarz - zawód czy powołanie?

MG - Dla jednych zawód. Dla mnie - powołanie.

2. Co panią popycha do pisania książek?

MG - To, jakby wewnętrzny "przymus". Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Czasami śmieję się mówiąc, że "wena depcze mi po...palcach". Innym razem nazywam to wewnętrzne pragnienie "duszkiem podszeptuszkiem" Bywa, że i noc jej, weny, nie powstrzymuje. Muszę wstać i pisać. Kubek kawy, zimna woda, niemal na głowę i siadam, i piszę. Bo inaczej być nie może.

3. Co pani myśli o czytaniu dzieciom?

MG - Odpowiem tak- Trzy razy TAK. Moim synom czytałam od kołyski, lub wymyślałam na poczekaniu " bajeczki wymyśluneczki" jak po latach nazwał to najmłodszy syn Mariusz. Spisałam je i być może kiedyś nie tylko wydam, ale mam nadzieję czytać wnukom.

Niekończące się Marzenia
1. Akcja w Pani ostatniej książce rozgrywa się również w Karpaczu, które miejsce w tym jakże pięknym miejscy lubi Pani najbardziej ?

MG - Jeśli odpowiem, zgodnie z prawdą, że nigdy nie byłam w Karpaczu, uwierzy mi Pani? Ale tak, to prawda. Przejeżdżałam, ale nie byłam. Byłam tam jedynie oczami wyobraźni. Nie byłam w Londynie, w Krakowie { O przepraszam, byłam raz, jak miałam około 10 lat}. I niewiele pamiętam, nie licząc oczywiście smoka {uśmiecham się}. Ale on wówczas nie ziajał ogniem. Wszystkie moje "podróże" odbywam dzięki wyobraźni, oraz nie ukrywam, posiłkuję się wiedzą płynącą z książek, czy Internetu.

2. Czym jest dla Pani miłość ?

MG. - Wszystkim. Oddechem. Uśmiechem. Wiarą. Nadzieją. Moimi synami, mężem, zwierzaczkami... Po prostu wszystkim i każdym.

3. Dla osoby, która jeszcze nigdy nie była we Wrocławiu gdzie by Pani poradziła wybrać w pierwszej kolejności ?

MG - Rynek, Ostrów Tumski i przy okazji zapraszam do siebie. Po małej kawce razem wybierzemy się zwiedzać Wrocław.

martucha180
1. Od tylu lat Pani pisze, że zapewne ma Pani przyjaciółkę Wenę. Jaka ona jest?

MG - I tym razem odpowiem wierszem. To akrostych. Proszę "przyjrzeć" się mu uważnie. I będzie on odpowiedzią na Pani pytanie.

Bądź przy mnie zawsze...

Weno co jesteś mi przyjaciółką
Echem z mej duszy i myśli
Nie mniej mi za złe gdy czasem płaczę
Otul mnie wówczas i wyśnij...

 Wyśnij wraz ze mną moje marzenia
 Emocji moich bądź lustrem
 Nie pozwól zbłądzić mi w mych pragnieniach
 A potem stań się słów bóstwem
   
Wiele zawdzięczam ci przyjaciółko
Erraty słów i mych czynów
Nierzadko musisz stawiać im veto
Ypsilon bytu, ulotność rymów..

    
jestem dla siebie antycząsteczką
anty pragnieniem trwania
to ty ma weno sensu nadajesz
mego rannego wstawania...


2. Czym jest dla Pani SŁOWO?

MG - Słowo jest i było od zawsze związane z obrazem. Gdy mówię: „ trawa" widzę ją. Dam przykład.

Widzę dwie siedzące na niej dziewczyny. Uśmiechają się. Spoglądają po chwili w słońce, ale widać, że czekają na kogoś. Zdradza to poruszenie ich ciał. Jedna z dziewczyn, ta o jasnych włosach, Dominika, by czymś się zająć, gładzi dłonią wilgotną trawę. Ta układa się pod jej ręką. Oddaje na swój sposób dotyk. Pachnie, pobłyskuje. Kilka kropel rosy osadzonych na źdźbłach są, jak małe diamenciki. Dziewczyna przygląda się im z uwagą. Dostrzega to piękno. Ale nagle słyszy głos:
- Idą...słyszysz? Idą. Czy powiedzą nam dziś to, co obiecali? -Alina podnosi się. Jej ciemne długie włosy opadają łagodną falą na plecy. Zakrywają kremową sukienkę, podobną do tej, w którą ubrana jest jej siostra, Dominika.
-A co, chcesz? Naprawdę wierzysz, że właśnie dziś usłyszysz -kocham? - odpowiada  i nadal nie przerywając głaskania trawy uśmiecha się. Bo przecież ona też wierzy.
A trawa pachnie...tak cudnie pachnie.
Jak on, Kamil, który właśnie, po minucie, ją przytulił. Usłyszała to, na co czekała...
A trawa wciąż pachniała. Nawet wtedy, gdy obje na niej leżeli...Zwłaszcza wtedy.

I tym jest dla mnie słowo. Obrazem. I kolejnym, kolejnym, jak puzzle.
Napisałam to mini-opowiadanko, spontanicznie, bez większych przemyśleń. Bo w mojej głowie "rodziły" się obrazy. I tak powstało.

3. Pisze Pani od 13-go roku życia. Jestem ciekawa, jak to było w czasach szkolnych – jak Pani wypracowania oceniali poloniści – co chwalili, a co krytykowali? Czy widzieli w Pani talent literacki, potencjał na pisarkę, poetkę?


MG -  Będzie w to chyba trudno uwierzyć, ale w latach 1967-1975 gdy chodziłam do szkoły, jako dyslektyczka miałam "przechlapane". Nie było znane to „zjawisko" i nauczyciele nie byli tolerancyjni. Tak, więc miałam tylko czwórki, i to po ciężkiej pracy nad tekstem. Ale wygadana byłam zawsze i tym nadrabiałam w ocenach. Z czasem było już tylko lepiej. Zwłaszcza, jak przepisałam, z pełnym zrozumieniem, jedną z serii Tygrysów mojego taty. Niby to tylko 168 stron, ale maczkiem napisanych. Książeczki te nie były większe od opakowania płyt CD, ale było to wyzwanie i dobra szkoła dla mnie i mojej "przypadłości"
{ Uśmiecham się na to wspomnienie}
  
paulinka49-89-1989
1. Osobiście po ciężkim dniu lub w słabszych chwilach chwytam po Pani twórczość, bardzo mnie to odpręża i uspokaja. Czy u Pani jest tak samo, że w ciężkich chwilach sięga Pani po książki swojego autorstwa?

MG -Oj, nie. Tak dużo i długo pracuję nad tekstem, że znam je niemal na pamięć. Zazwyczaj słucham Marka Bilińskiego, instrumentalistę z lat osiemdziesiątych i Jego "Fontannę radości" nazywano Go Polskim Jean-Michel Jarre.   Bynajmniej w moich kręgach znajomych. Ale bywa, że czytam poezję innych. I nie podam tu nazwisk, ponieważ wszystko zależy od głębokości danych emocji, jakie drążą moją psyche. Raz potrzebuję czegoś lżejszego, z humorem a raz odwrotnie. Gdy zbyt bujam w obłokach.

2. Skąd czerpie Pani pomysły do stworzenia kolejnych cudownych książek?

MG - Chyba nie będę oryginalna, jeśli odpowiem, że: z życia...Także mojego. A może zwłaszcza mojego. Jestem dość dobrym, wnikliwym obserwatorem. Jeden obraz, jedno słowo bywa, że uruchamia we mnie niemal lawinę słów. Wtedy powstaje powieść, innym razem, wiersz.

3. Co jest Pani priorytetem życiowym?

MG - Tylko i wyłącznie- DAR ŻYCIA. I nie, jako pielęgniarka tak stwierdzam, ale jako ktoś, kto wie, co to znaczy stracić kogoś najdroższego...i samej „otrzeć się” o śmierć.

Księgarka
1. Czy zdarza się Pani, że natchnienie przychodzi w najmniej odpowiednim momencie? Jeśli tak to, co Pani wówczas robi?

MG- Nie raz i nie dwa zdarzyło mi się spisywać notatkę na papierze toaletowym. I to nie żart. A to już graniczy z obsesją { uśmiecham się}, ale taka jest prawda. Karteczki, jak małe wróbelki, czasem szare, bo to skrawki gazet, są do dziś dnia w moim posiadaniu. To na nich mam wiersze. Lub ich "zalążki". Podobnie jest z prozą.

2. Czy pisanie pomaga czy przeszkadza w codziennym życiu?

MG- Oj, tak, tak, tak- POMAGA tylko i wyłącznie. To mój swoisty zawór bezpieczeństwa, dla psyche. Bo życie przecież to nie róża, a jeśli nawet to mam ten "zaszczyt" stąpać po kolcach. Dopiero od siedmiu lat, mogę powiedzieć- „ jestem szczęśliwa” - nie zapeszać. Kiedyś mąż żartobliwie stwierdził { a propos  róż} 
" Ależ kochanie od dawna hoduje się  róże bez kolców. Ułożę tylko takie na twojej drodze".
I jak powiedział tak uczynił. Henryk był dla mojego życia "kołem ratunkowym" jak ja dla Niego. Kiedyś -śp. Mama- lata temu powiedziała:
 " Martusiu wasza miłość to na fabułę książki się nadaje", więc kto wie, kto wie, czy kiedyś się tak nie stanie...

Varia czyta
1. Jakie są Pani ulubione miejsca w naszym kraju? Góry, morze, a może wręcz przeciwnie, to miasto mobilizuje Panią do działania?

MG - Od dziecka kochałam i kocham morze. To w Jastrzębiej Górze spędziłam wszystkie wakacje, niemal od urodzenia. I tylko morze jest tym, za czym tęsknię, co pragnę widzieć ze swojego okna. Póki co, moje wychodzi na stare czynszowe kamienice. Ale i to jest dla mnie impulsem. Bo przecież za tymi oknami jest człowiek...I jego historia życia, którą mogę opisać. Zmienić. Dać mu szczęście. Piękną miłość i spełnić marzenia. Tak właśnie było z mini-powieścią KOBIETA Z OKNA.

Moje książki
1. Pani zbiór liczy sobie setki wierszy. To piękna, choć niestety obecnie mniej popularna forma. Jak przekonałaby Pani współczesnego czytelnika do przełamania uprzedzeń i czytania poezji?

MG - Uprzedzonego? Chyba nie da się przekonać. Ale niezdecydowanego już przekonałam. I to nie tylko swoim tomikiem poezji, ale również Małgorzaty Malangiewicz. Mało tego, wszystkie tomiki, jakie posiadam, wędrują pośród moich znajomych.

2. Swoje książki wydaje Pani w opcji self-publishingu. Czy poleciłaby Pani taką formę osobie pragnącej wydać swój debiut?

MG - Osobiście? Tak. Gdybym wcześniej, w 2010 roku wiedziała o takiej możliwości, pewnie bym z niej skorzystała. Ale debiutantowi powiedziałabym równocześnie: " Ślij wszędzie, do każdego wydawcy. Szukaj swojej szansy"
Ale self-publishing to - moim zdaniem- przyszłość. Tylko należałby by ją "dopracować". Bo rzeczywiście, puszczone w Świat sprzedaży, teksty bez, lub ze słabą korektą, bez zachowania podstawowych zasad warsztatu i mnie, { nie tylko jako dyslektyczkę} ale i "selfa"  przerażają. Ten problem znam z autopsji. Niestety. Ja jego również nie uniknęłam.

3. I jeszcze pytanie-prośba. Czy zechciałaby Pani opowiedzieć nam o najmilej wspominanym spotkaniu z osobą, która miała okazję poznać Pani twórczość? :-)

MG - Chętnie. Był rok 2011 w księgarniach, w bibliotekach ukazała się moja mini -powieść EPIZOD NA DWA SERCA.  Po jakimś czasie na portalu Naszej Klasy odnajduje mnie pani...I pisze tak wzruszającego maila, że się z ryczałam, jak bóbr ,i miałam ochotę ucałować Jej zdjęcie. Podziękowała mi za tę książkę, za to, co w niej zawarłam...A co to jest? Wybaczcie Kochani. Nie podpowiem. Jak zechcecie to sami postaracie się dowiedzieć.
Inna sytuacja.
Mam dyżur, dość ciężki. Na korytarzu stoi grupka ludzi, to odwiedzający. Nagle prawie podbiega do mnie starszy pan. Ma około siedemdziesięciu lat. Całuje mnie w rękę. A ja wówczas myślę, że to może jakiś mój pacjent. Usiłuję sobie go przypomnieć. Na próżno. A on podnosi głowę i mówi:
" Mam pani książki - ZAPOMNĘ IMIĘ TWOJE i DZIEŃ, KTÓRY NIE MIAŁ JUTRA - i chcę pani za nie podziękować...”
Po czym następuje dość długa, uzasadniająca, wypowiedź . A ja czuję, jak do oczu napływają mi łzy. I proszę mi wierzyć...Nigdy już potem, aż do dziś, niedane mi było przeżyć aż TAKICH emocji. Ale dość często zdarzają się również miłe memu sercu, tego typu sytuacje, choćby jak zdanie Pani Pauliny K. zawarte w pytaniu do mnie...

"Osobiście po ciężkim dniu lub w słabszych chwilach chwytam po Pani twórczość, bardzo mnie to odpręża i uspokaja"
Czyż mogłabym marzyć o czymś więcej?
Chyba nie...

Sylwka S.
1. Ukończyła Pani Studium Medyczne, wydaje się ono takie inne niż pisanie. Dlaczego akurat takie studium Pani wybrała?

MG – Złożyło się dość dziwnie, ale chyba typowo i to lata, lata temu...Od piątego roku życia, "leczyłam" lalki, miśki, jak moja mama ludzi - i to stanowi odpowiedź na Pani pytanie.

2. Pani wiersze mają owocowe nazwy, czemu akurat takie? Czy z czymś to się wiąże? Czy woli Pani zdrową żywność czy również daje się Pani skusić np. na fast food?

MG - To chyba przypadek... z tym owocami w wierszach, ale jeśli, to jest ich niewiele. Prawda, że ładnie pachną, te moje wiersze...?  { Uśmiecham się, to oczywiście żart} A na poważnie... Lubię wszystko, co zdrowo...Niezdrowe. Ale niestety, dręcz mnie złe choróbsko, o nazwie Hashimoto plus silna alergia i jak przykładna pielęgniarka { i osoba cierpiąca na różne dolegliwości związane z chorobą}  wcinam zdrową żywność. Ale czasem daję się skusić, no coś wysoce niezdrowego, ale szalenie smacznego...Np. na frytki i kurczaka z rożna, plus góóóra sałatek. Taki bukiecik, prosto z wielkiego kosza - ogrodniczki. Mąż czasem, nazywa mnie " króliczek" Sałata to moje bóstwo :-}

3. W jakim miejscu lub w jakiej osobie ma Pani największą wenę do tworzenia swoich dzieł. Proszę trochę uzasadnić.

MG-
Każde miejsce jest dobre. Ale uwielbiam swój pokój. Otoczona pamiątkami rodzinnymi, echem wspomnień bliskich, zwłaszcza Mamy, mam klimat, który lubię, cenię, i w którym dobrze i efektywnie pracuje. Czasem mąż bywa „podpowiadaczem”. Tak było w przypadku powieści ZAPOMNĘ IMIĘ TWOJE. A syn Michał dał, poprzez swoje zdjęcie, pomysł na SZACHOWNICĘ ŚMIERCI. Bo gdy mi pokazał tę fotkę wiedziałam, że jest nośnikiem czegoś wyjątkowo mrocznego, powiedziałabym wręcz diabolicznego. I tak powstała wspomniana powieść.

Martyna Kuligowska
1. Co jest największą siłą poezji? Co czyni ją wyjątkowym środkiem przekazu?

MG - Bez wątpienia -szczerość jest jej siłą. Bo uważam, że w niej, w poezji, nie można "puścić wodzy fantazji", każde kolejne słowo musi wypływać z głębi- duszy- serca- umysłu. Po prostu z nas, naszego doświadczenia, zdolności postrzegania, ale przede wszystkim postrzegania...siebie. Wiersze jak mówią - są zwierciadłem duszy.

2. W jaki sposób Pani pisze - siadając w ulubionym fotelu z notesem, bazgrząc na serwetkach pod wpływem chwili, a może jeszcze inaczej?

MG- I fotel, i serwetka, od kilku lat telefon komórkowy, a nawet przed snem..."opowiadam" sobie różne historie, po czym sięgam pod łóżko { tam mam notatnik} i to, co uznam za dobre, natychmiast zapisuję.

3. Jakie to uczucie wydać swój pierwszy tomik poezji? :)

MG - Niedopisania. Całowałam go, głaskałam, płakałam. A nawet położyłam na poduszce przed snem i co rusz zerkałam...

Monika Klaudia
1. Jaka jest pani "recepta" na sukces?
MG - Jeszcze go nie odniosłam :-} Jak tak się stanie, odpowiem...Ale na serio...Po prostu- w życiu na wszystko trzeba CIĘŻKO pracować, ale do tego potrzebny jest łut szczęścia. Ja na razie ciężko pracuje...

2. Jakie jest Pani motto, którym kieruje się Pani w życiu?

MG - Żyć tak by nikt przeze mnie nie płakał - to jedno z kilku. Inne: " Nigdy nic na siłę. Wszystko ma swoje miejsce i czas" A jeszcze inne: " Nie goń miłości, bo nikt nie lubi być ścigany. Poczekaj, ona sama zapuka do twoich drzwi.”
I ostatnie..." Wiara, że można. Nadzieja, że coś się uda.  I miłość -Że mimo wszystko, może zaistnieć".

3. Ponoć muzyka daje nam natchnienie, jednocześnie wycisza czy też rozśmiesza. Podczas pisania słuchała Pani muzyki? Która piosenka lub piosenki pomogły w pisaniu?

MG - Nie, gdy piszę panuje absolutna cisza. Ponieważ zbyt często czytam, dany tekst na głos. Ale piosenki ... Tylko Urszuli ...Kocham Ją, te niesamowite, pełne mądrości testy i wyjątkową muzykę oraz Jej głos.

kwiatusia
1. Czy po wydaniu kilku tomików poezji oraz powieści Pani życie się zmieniło? Jakie są plusy i minusy bycia poetką/pisarką?
MG - Minusów, póki co, nie ma.. :-} Plusy są. To reakcja czytelników, Ich słowa, maile, czy rozmowy podczas spotkań. Myślę, że jestem dopiero na etapie, jak ja to nazywam: " Zachłystuję się radością, że to, co i jak piszę trafia do czytelnika”. Ale moje życie zmieniło się na takie fajne, kochaniutkie, już ponad siedem lat temu...I nic nie chcę więcej. Być kochaną, kochać i mieć świetne dzieciaki, pasierbice a do tego cieszyć się w miarę zdrowiem....Cóż chcieć więcej...? Chyba nic. A jeśli nadejdzie-kiedyś taki czas, że pozna moją twórczość więcej, więcej czytelników, to tym bardziej będę się cieszyć z takiej ZMIANY. Bo o takiej marzę. Tak po cichutku. Przecież nie piszę dla siebie...

2. Czy ma Pani ulubione, szczególne miejsce, w którym lubi Pani tworzyć?

MG - Tak. Mój pokój, mój komputer, laptop i kącik, gdzie tuż nad głową wisi zdjęcie mojej śp. Mamy, gdzie wisi zegar, ręcznie, od podstaw robiony, przez męża, a po lewej stronie jeden z moich obrazów, z cyklu " Oczami dziecka". To mój "świat, mój czas, mój obraz i pamięć." To metaforyczne stwierdzenia w odniesieniu do poprzedniego zdania.

3. Czy przed przystąpieniem do pisania powieści ma Pani już stricte określoną fabułę; czy bohaterowie, ich losy, zwroty akcji powstają dopiero z chwilą tworzenia powieści?

MG - I tak i nie. Stos notatek. Pod sam "dekielek" ułożone pomysły...i nagle zwrot o 180 stopni. "Wena, lub jak ja to nazywam " duszek podszeptuszek" zmienia wszystko...I wówczas zaczyna się "intuicyjne pisanie".
To wtedy zdarza się, że przez pięć godzin nie odejdę o klawiatury...Nie nadążam za "podszeptami". I gdy już opadnę z sił...Zazwyczaj idę spać z pełną głową obrazów. I mam różne sny. Czasem horrory, wszystko zależy od fabuły. Mija dzień lub dwa, łapię dystans. I wtedy do "gry wchodzę" ja, Marta. I działam w myśl notatek, itp.
Ale bywa, że moi bohaterowie "wyłamują się" z pod mojej kontroli. Tak było w przypadku SZACHOWNICY ŚMIERCI .Tam Anioł śmierci "kreował" się sam.  Pisało mi się niezwykle lekko tę książkę. Dopiero pod koniec musiałam zrobić kilka notatek. Ale jest jeszcze jedna rzecz. Mam wyjątkowo dobrą pamięć. Nie mylę imion bohaterów. Pamiętam ich wygląd, ubrania, tego nie muszę zapisywać. Kiedyś zapytano mnie - na spotkaniu z czytelnikami- jak mi się to udaje; zapamiętać tak wiele. Odpowiedziałam wówczas: " Że nie ma w tym nic wielkiego. Przecież pamięta się swoich przyjaciół". Mało tego, to ja „daję im –życie”. Więc jak mogę cokolwiek zapomnieć? Zwłaszcza, że bywa i tak, że „zsyłam” na nich cierpienie, wtedy przechodzę wraz z nimi przez to wszystko…
A takich emocji również się nie zapomina.  Przyznaję, dość emocjonalnie podchodzę do pisarstwa. Do tworzenia historii ludzi. Ponieważ często odnoszę wrażenie, że nie jest to akurat fikcją. Że może ktoś to przeżył...Bo przecież ja nie mogę mieć pewności, że tak się komuś nie potoczyło życie, lub nie toczy…

KaroL.ina
1. Jaki tytuł miało Pani pierwsze dzieło - opowiadanie, wiersz, a może powieść?


MG – Tytułu wiersza nie pamiętam, ale powieść, w sumie mini powieść tak. Pierwszą bezsprzecznie była historia zatytułowana „Pomarańczowe ogrody” { Po latach wydalam tę powieść, oczywiście znacznie dopracowaną, dopisaną, ale główny wątek pozostał}. Drugą była „Moja pierwsza wojna, moja pierwsza miłość”. Mój tatko, pracujący wówczas w gazecie „Wieczór Wrocławia” puścił ją w obieg. Spodobała się, 
i emitowana była w odcinakach. Ale te notatki przepadły bezpowrotnie podczas kolejnych przeprowadzek.
Ale pamiętam początek tej książki oraz główny wątek.

2. Gdyby mogła Pani zamknąć jakieś dwa wspomnienia w butelce i podarować je komuś, co by to było?

MG – Dzień, w którym uwierzyłam, że będę zdrowa. I dzień, w którym trzymałam pierworodnego syna w rękach. Trzecim zaś dzień, gdy otrzymałam od wydawcy mój debiutancki tomik poezji. To były dla mnie pierwsze i niezapomniane oraz szczęśliwe chwile. I tylko takimi chcę się dzielić.

3. Gdyby A. Asnyk, A. Mickiewicz i J. Słowacki jeszcze żyli i chcieliby zadedykować Pani jeden ze swoich wierszy (każdy autor z osobna), jakie utwory poetyckie wybrałaby Pani i dlaczego?


MG - Odpowiadając już -na podobne do tego pytanie - pozwolę sobie go powtórzyć i nieco rozwinąć.
Asnyk i Jego wiersz "Tęsknoty" był jednym z pierwszych, które mnie oczarowały. "Rozłączenie" J. Słowackiego było niczym olśnienie, a "Dwa słowa" Adama Mickiewicza stały się pięknem wyznania. – tak odpowiedziałam wcześniej. I podtrzymuję te słowa. A teraz rozwijając myśl…
Dlaczego akurat te? By to zrozumieć należałoby je tu przytoczyć. Trudno jest, bowiem zamknąć w dwóch, czy nawet trzech zdaniach to, co czułam. Mało tego, te wiersze w każdym z nas mogą budzić inne emocje. Czasem, by być dosadną w sformułowaniu, i w pełni zrozumianą mówię, iż wiersze czytam sercem. Ale jak to rozumieć? Interpretację zostawiam Wam Drodzy Czytelnicy. Pojmiecie oczywistość tych słów, gdy sami przeczytacie te wiersze, ale tak, jak ja je czytam. Sercem.

Nata lia
1. Czy od dziecka chciała być Pani pisarką czy raczej była to pasja ?

MG - Jako mała dziewczyna marzyłam by leczyć, jak moja mama. Ale równocześnie chciałam być i pracować jak tato, w książkach, czy filmie, lub być redaktorem. Przeprowadzałam wywiady z miśkami, lalkami, które najpierw oczywiście leczyłam.  Precyzyjnie nie potrafię odpowiedzieć na te pytanie, ponieważ to pragnienie, pisania, szło równolegle z pragnieniem bycia pielęgniarką.

2. Skąd bierze Pani pomysły na pisanie ? Są to zdarzenia z życia czy wymyślone historie ?

MG- Podpatruję, spisuję, obserwuję i wyciągam wnioski, także i z własnego życia, emocji, błędów czy nabywanej z latami tak zwanej „mądrości życiowej”. Ale wciąż się uczę i szukam słów by oddać to, co stało się i moim udziałem. Na kanwie czegoś mi bliskiego, rozbudowuję, dodaję i tworzę tło pełne fikcji, ale nie ma w moich powieściach, wierszach- fikcji emocji. Bo to a wykonalne. Emocje zawsze będą autentyczne.

3. Jakby Pani życie miało potoczyć się inaczej zrezygnowała by Pani z pisania ?

MG- „Zrezygnować z pisania?” A jak to zrobić? To niewykonalne. To część mnie.

Patka
1.Jak wspomina Pani początki swojej kariery pisarskiej? Nie od dziś wiadomo, że na polskim rynku wydawniczym bardzo ciężko się wybić. Jak wyglądał początek Pani drogi do zastania pisarką?

MG- Myślę, że wciąż jestem na początku tej drogi { Uśmiecham się}. Jak dojdę do takiego punktu, że uznam, że to kres, to będę stać jedną nogą, nad …
Ale na poważnie.
To wyboista droga. Ale ja i tak dostrzegam w niej same plusy. Cieszę się, gdy ktoś do mnie z Czytelników napisze, czasem „zaczepi” na ulicy to takie miłe, że omal nie mam ochoty go wówczas ucałować. Ale jedno jest pewne: to, co osiągnęłam zawdzięczam w bardzo dużym stopniu sobie. Samozaparciu, uporowi, ale przede wszystkim wiarze, we mnie, moich bliskich.

2. Jakie ma pani rady dla debiutujących autorów? Co w pisarstwie jest Pani zdaniem szczególnie ważne?

MG- Ważna jest wiara, ale połączona z pokorą. Dystans do tego, co i jak piszemy. Ufać sobie, ale nie stawiać się na piedestale „własnego geniuszu”. To pułapka, w którą często się wpada. Ja, do dziś dnia i wciąż od lat poprawiam warsztat, czytam poradniki.  Ale musi być w debiutancie to „coś”, co jest i we mnie, coś, co daje Powera do tego by pisać, a tego żadne kursy nie udoskonalą, ani nie nauczą. Jeśli tego brak, { niektórzy nazywają to talentem} nic z tego. Moim zdaniem trzeba po prostu pracować nad sobą. I dużo czytać - ZE ZROZUMIENIEM.

3. Jak wyglądają Pani przyszłe plany wydawnicze? Czy miała Pani kiedyś pomysł na powieść zupełnie inną od proponowanych na rynku wydawniczym, odważną, zaskakującą i taką, której zwyczajnie nie miała Pani odwagi zrealizować?

MG- Mam taką powieść i nikt póki co nie chce jej wydać. Ale znajdę i na to sposób. A co do najbliższych planów, to już wkrótce pojawi się powieść OSZUKANA, która ma ciekawą, dość skomplikowaną historię powstania. Na początku pisałam ją na czyjeś zlecenie. Gdy zleceniodawca, którego to miała być biografia, przemyślał konsekwencje, jakie teoretycznie mogłyby się pojawić- zrezygnował. I wówczas powieść zaczęła żyć „własnym życiem”. Nieskrepowana mogłam dać porwać się wyobraźni…I dałam…Powieść ta już w niczym nie przypomina pierwowzoru. Było mi szalenie ciężko i przykro kasować i wyrzucać, drzeć, ponad 200 stron manuskryptu, ale cóż takie jest życie. Jednego dnia podejmujemy jakąś decyzję, drugiego zmieniamy zdanie w obawie przed konsekwencjami. Ja, co prawda tak nie postępuję, ale to nie miała być moja biografia. Na szczęście po kilku miesiącach pracy udało mi się uratować powieść. Dałam szansę jej i sobie…

karolina27 
1. Sztuka pisania skłania bardziej do pytań czy odpowiedzi?


MG – Myślę, że do jednego i do drugiego. Z dwóch powodów. Nie ma odpowiedzi bez pytań a każde pytanie wymaga odpowiedzi.

2. Jakie słowa, Pani zdaniem, najlepiej charakteryzują Martę Grzebułę?


MG- Przymiotniki bez stopniowania { uśmiecham się } a będą to: ustępliwa, spokojna, bezkonfliktowa, ciepła, otwarta i szczera { aż do bólu}

kotun3
1. Jak Pani Marto godzi Pani obowiązki zawodowe z pisaniem. Pani praca wymaga wielkiego poświęcenia. Czy w którejś z powieści nawiązała Pani do niej?


MG - Tak to prawda, mój zawód wymaga ode mnie pełnego zaangażowania. Ale przez trzydzieści lat pracy, miałam czas by nauczyć się godzić z nią obowiązki domowe. A czy nawiązuję w moich powieściach do zawodu? Tak. Nie w każdej, ale jednak. W "Epizodzie na dwa serca" czy "Dotykając nieba" lub też " To, co mogło się zdarzyć" czytamy o pielęgniarkach. Ale ten wątek jest marginalny i dotyczy, co oczywiste głównego bohatera, lub ogólnego tła zdarzeń. Lecz w każdej powieści czynię odniesienie do tego, co ja nazywam - darem życia.

2. Czy ma Pani w planach stworzyć bohaterkę - pielęgniarkę?

MG - Myślałam o tym...Ale nie dojrzałam jeszcze do tego. Bo by to uczynić musiałabym zdystansować się od tych emocji, których nośnikiem jest ten zawód. Popatrzeć na to z innej perspektywy, to w obecnej sytuacji trudne. Ponieważ wciąż ocieram się o śmierć i obawiam się, iż książka byłaby by jej pełna. A tego chcę uniknąć. Pragnę w moich powieściach po chwilowych dramatach, smutkach przekazać, nadzieję, że można, miłość, że mimo wszystko zaistnieje i wiarę, że wszystko jest możliwe. Pragnę pozytywów. Myślę, że wystarczająco dużo w naszym życiu stykamy się z patowymi sytuacjami, masą kłopotów, dlatego w swoich książkach odchodzę od tego, co boli, co jest swoistym wyrokiem. Chcę mieć nadzieję, i chcę ją "dawać"

3. W jakim stopniu pomaga Pani mąż ?

MG- Wystarczy, że jest obok mnie, z miłością, oddaniem i akceptacją. Od lat powtarzam, że nie sztuką jest kochać ludzi za ich zalety, sztuką kochać w nich, ich wady. A mój mąż kocha mnie taką, jaka jestem. I działa to w dwie strony.

4. Dlaczego Pani synowie są tak daleko?

MG- Odpowiem przewrotnie: A dlaczego ludzie wjeżdżają za granicę? odpowiedź wydaje się być oczywista.

Monika Chyczewska
1. Co Pani dostała w prezencie od św. Mikołaja?


MG- Mam chyba u niego "chody", co roku spełnia moje marzenia. W tym podarował mi tablet i parę fajnych drobiazgów.

elaluczkow
1. Czy miała Pani chwile w trakcie swojej pracy zawodowej, kiedy miała Pani dosyć pisania, pojawiała się chęć rzucenia wszystkiego w niebyt i zajęcia się czymś innym? Jeśli nie, to jak Pani by wtedy postąpiła - poddałaby się, zrezygnowała z tego i próbowała sił w czymś innym czy walczyła i próbowała odnaleźć dawną radość płynącą z pisania?

MG - Trudne pytanie. Raz, że nie miałam takich chwil, a dwa że nad tym się nie zastanawiałam.  Jedno jest pewne, chyba jak każdy autor i ja mam „ wzloty i upadki”, ale jestem więcej niż przekonana, że pisanie, jak i bycie pielęgniarką, wykonywanie tego zawodu, jest sensem mojego życia. Już dziś boję się, co będzie jak pójdę na emeryturę, ponieważ „odejdzie” mi praca zawodowa. A wtedy powstanie luka w moim życiu, moich emocjach, duszy i nie wiem, jak i czym wówczas ją wypełnię.
Czy zacznę więcej czytać? A może podróżować? Nie wiem.
Ale na szczęście pisać – jak zdrowie nie zawiedzie - będę mogła aż do śmierci. Oby tylko zdrowie na to mi pozwoliło. Niestety pisanie, ciągłe siedzenie przed komputerem, czy nawet kartkami papieru wiąże się z nadwyrężaniem wzroku, a ja już i tak muszę posiłkować się mocnymi okularami. I tego boję się najbardziej.

Marta Świć
1. Większość osób piszących i artystów to osoby nierozumiane przez swoje rodziny. Twórcy często czują się osamotnieni, gdyż ich hobby jest nietypowe, nieopłacalne- pisanie i czytanie książek też należy do tych profesji. Niestety:( Pani tymczasem ma wsparcie męża i synów. Na profilu FB nie raz podkreśla pani istotną rolę rodziny w kontynuacji tej pasji. Jaka jest recepta na taką aprobatę? Co można zrobić by nie słuchać: "obiad nieugotowany a ty piszesz", " "znowu cię gdzieś wołają, a ile na tym zarobisz"? Przecież wiadomo, że za rzadko, które spotkanie płacą) Będę wdzięczna za odpowiedź.

MG - Tak, też i do mnie dochodzą tego typu informacje, że co niektórzy autorzy „borykają „ się z niezrozumieniem bliskich. Ale sądzę, że to –mimo wszystko należy do rzadkości - co mnie osobiście cieszy.
Moi bliscy wspierają mnie, mąż nad wyraz jest tolerancyjny, choć ostatnio „pożalił mi się”, że jak tylko wracam z pracy, z dyżuru od razu zasiadam przed komputerem, aby pisać.
 „Nie masz czasu, aby ze mną, choć chwilkę porozmawiać?” Usłyszałam pierwszy raz od lat, właśnie wczoraj, aż przystanęłam zdziwiona. I w ułamku sekundy zawstydziłam się, bo mąż miał rację.
I tak cały dzień przegadaliśmy.  Uśmiecham się na to wspomnienie, ponieważ podczas tej rozmowy podsunął mi temat do nowej powieści. W końcu, bowiem i tak wszystko sprowadza się do mojego zamiłowania, do pisania. Ale postanowiłam od tego dnia, nie otwierać laptopa po powrocie z dyżuru. Ten czas –dwie, trzy godziny- przegadam z mężem. Bo a nóż znów będzie miał mądre i ciekawe spostrzeżenia na temat życia, ludzi, ogólnie, pomysłu na książkę. Ale bywa też i tak, że to właśnie z Nim omawiam „pierwsze impulsy” moich pomysłów. Mam w Henryku nie tylko wiernego słuchacza, „podpowiadacza”, ale i krytyka.
Recepty? Nie znam, nie mam. Ponieważ wszystko zależy od indywidualnych cech małżonków, bliskich, od tak wielu czynników, że trudno jednoznacznie na tę część pytania odpowiedzieć. 

karolinaszarlotka
1. Co lubi Pani robić w wolnych chwilach, poza pisaniem i czytaniem książek najbardziej?

MG – Wbrew pozorom to trudne pytanie, ponieważ takich chwil mam niewiele. Ale jeśli już się zdarzają odpowiem szczerze- po prostu- śpię. Ponieważ cierpię na chroniczny tego deficyt. Zazwyczaj śpię od 4 do 5 godzin na dobę.

2. Jaka była pierwsza książka w życiu, którą Pani samodzielnie przeczytała?

MG – Przyznaję, nie pamiętam. Śp. Mama opowiadała mi, że pierwszy - jak miałam około czterech lat - był podręcznikiem do pielęgniarstwa. Mama wtedy dokształcała się i te książki ciągle leżały na wierzchu. A ja w nie zaglądałam. Początkowo koncentrując się na ilustracjach, potem - jak mama mówiła - „czytałam na głos”.
 Pamiętajmy, mamy rok 1964. Rodzice nie mieli ani za dużo pieniędzy, ani możliwości { tak jak później miało to miejsce} kupować książek. A te, które były trzymali w szklanej gablocie. Za wysoko, jak dla mnie, małej dziewczynki. W moim domu bardzo szanowano książki {zresztą nie tylko} trzeba wciąż pamiętać, że to były inne czasy. Nie takie jak dziś, gdzie ogrom towarów zalewa półki sklepowe i księgarskie. Pamiętam, że miałam jedną, jedyną bajkę, był to zbiór wierszy Jana Brzechwy „ Sto bajek”, którą wieczorami wyjmowano z gabloty i z namaszczeniem rozpoczynało się „wieczorne czytanie Martusi”. Potem mama czytała mi Jasia i Małgosię. Do dziś pamiętam spore jej fragmenty:

„Bardzo dziwna ta przygoda wydarzyła się raz w lesie, gdzie zaginał Jaś z Małgosią…
Przeogromny wielki bór ukrył drogi, ścieżki z mylił a zza rośli wyszedł cień i nad dziećmi się pochylił. Powolutku zamknął oczka i leciutko umknął z ziemi bezszelestnie poszybował w głąb tajemnych leśnych cieni…”

Jakub Kowalski
1. Jak się zaczęła Pani przygoda z pisaniem a potem z wydawaniem kolejnych książek? Jak w ogóle powstały pierwszy pomysł, pierwsze, zdania, rozdziały? Ktoś zachęcił, zaniósł za Panią do wydawnictwa, A może sama chciała pani sprawdzić jak ludzie to przyjmą?


MG – Częściowo odpowiedziałam na te pytanie, udzielając odpowiedzi, nie tylko podczas tego wywiadu, ale i przy okazji innych.  Zaczęło się od „Pana Tadeusza”, a po ponad 30 latach, gdy moje szuflady { i to dosłownie} pękały w szwach, mąż wraz z synami - na moje urodziny  - ufundował mi mój własny tomik poezji. Synowie - do dziś dnia nie wiem, który z trzech- opracowali go pod względem korekty, i ogólnie szczegółów cały plik Word, i wysłali do wydawcy. Ale nie uczynili niczego, o czym bym ja nie marzyłam od lat. Oni to wiedzieli i spełnili je. Mąż, gdy nadeszła paczka od wydawcy, wręczając mi ją powiedział, –jako prezent urodzinowy - { zacytował słowa śp. Mamy}

 „ Martusiu czas marzenia nazwać celem”.
I tak ruszyło.

2. Jak widzi się Pani za parę lat? Cały czas piszącą o miłości i innych emocjach od serca, jako kobietę, która zostawiła wszystko za sobą, łącznie z pisaniem i zaczęła nowe życie na nowo, jako kogoś, kto zrobił sobie przerwę od pisania, lecz nie ukrywa, że wróci gdy tylko odpocznie, jak kiedyś postąpił Andrzej Ziemniański, jako kogoś, rozchwytywanego i rozczytywanego, nie tylko w całej Polsce ale i w Europie a może i na świecie, a może zupełnie inaczej, jako kogoś specjalizującego się tylko w powieściach albo tylko w wierszach, a może rozwój w kierunku pisania tekstów piosenek, tak jak kiedyś za dawnych lat postąpiła Agnieszka Osiecka, a może jeszcze zupełnie inaczej?

MG – Bardzo ciekawe, choć niesamowicie złożone pytanie. Taka, więc musi być odpowiedź.
Jak się widzę? Jako pogodną, spełnioną staruszkę, której nie dopadła zbyt mocno skleroza. Jako kobietę, która to, o czym marzyła zrealizowała, ponieważ nie tylko ona w to wierzyła, ale i jej bliscy wierzyli w nią. Jako kogoś, kto ma nadzieję, że to co, i jak pisze dało komuś radość, dało nadzieję i poprawiło tak po prostu humor.  A czy będę „rozchwytywana w całej Polsce, czy nawet Europie? Nie zastanawiałam się nad tym. Jedynie, bardzo pragnę, aby moje książki stały się przekazem czegoś pozytywnego, nie tylko pod względem „lekkości fabuły” zabawności, bo póki co, nie w takich klimatach piszę, { co nie oznacza, że nie spróbuje}, ale by były nośnikiem tego, co uważam za tak cenne; Wiary, nadziei i miłości. I będę wdzięczna za nie dopatrywanie się tu patosu. Każdy z nas w głębi duszy o tym myśli, tym się kieruje. Ale bywa, że tracimy nie tylko miłość, nadzieję, ale i wiarę{ nie szukajmy też tu odniesienia do Boga, do religii}, bo życie nikogo nie rozpieszcza. Z autopsji wiem, że nigdy nie wolno tracić wiary. Ja jej nie straciłam, i pomogło mi to wytrwać w najcięższym, wręcz dramatycznym okresie mojego życia. I o tym marzę. A czy sprzedaż moich książek przełoży się na rozgłos? Nie zawsze tak bywa. Choć to niewiarygodne.  Znam autorów, którzy postrzegają się w kategoriach „ znany”, a gdy ja w moim środowisku wymieniam jego nazwisko od razu słyszę pytanie:
„ A kto to jest?”.
I działa to w dwie strony.
A czy postąpię, jak Pani Agnieszka Osiecka?
Mam za sobą przygodę, jako autorka tekstu do piosenki Wilczyca”. To moje dwa wiersze, połączono je, i uzyskano dobry efekt. Muzykę skomponował Tomasz Darech. Ale nie sądzę, by to miało być za jakiś czas, moją drogą życia. Jeśli jednak komuś przypadnie do gustu i uzna, że któryś z moich wierszy może stać się tekstem piosenki…proszę
bardzo. Niech go „bierze”. Jedno jest pewne, dopóki zdrowie, wzrok, mi będzie dopisywał dopóty będę pisać książki. Powieści, w których lubię - i chyba tak nadal będę robić- mieszam gatunki.

3. Jaka jest Marta Grzebuła prywatnie, gdy odetnie się od niej mnóstwo napisanych i wydanych książek, gdy nie patrzy się na jej wiersze, i oderwie się ją od tych aktualnie piszących obojętnie czy wierszy czy powieści?

MG – Mówią o mnie tak:
„ Spokojna, aż do bólu, Uczynna aż do przesady. Ufna, podobnie”
I dalej w tym guście.
Ale jak ja się postrzegam?
 Zobrazuje to zdanie męża:
 „ Martuś wciąż jesteś dziecinna. Nie myl z infantylnością. Lecz dorośnij i przestać tak bezgranicznie ufać ludziom…Ceń się, bo masz za co. A ty wciąż jesteś, jak mała dziewczynka, która rozkłada ręce i biegnie na oślep do drugiego człowieka tylko, dlatego że ten się do niej uśmiechnął. Zrób tak, aby to on przybiegł do ciebie”

I wiecie Kochani, co jest w tych słowach dziwnego?
 Że latami powtarzała mi to śp. mama. I choć nie wymienili się spostrzeżeniami, zięć i teściowa, oboje tak mówili.
Teraz, nadal powtarza to Henryk. Więc chyba taka właśnie jestem, jak zabierze się tę całą otoczkę ode mnie.
Jestem małą naiwną, zbyt ufną dziewczynką, która wierzy, że uśmiechem, okazanym sercem, życzliwością coś zmieni i zyska przyjaźń, sympatię drugiego człowieka.
Paradoks, wiem, że to nie tak działa, ale nie umiem inaczej. Jak starych drzew się nie przesadza, tak ludzi nie zmienia.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Chciałabym w tym miejscu podziękować za tak liczne pytania, za Waszą aktywność a właścicielce bloga Cyrysi, Pani Krystynie należą się szczególne podziękowania. To Ona zbliżyła mnie do Was, a {mam nadzieję} że Was do mnie.

 ***
Ja również serdecznie dziękuję Pani Marcie za poświęcony czas i fascynujący wywiad. Ponadto dziękuję wszystkim, którzy wzięli udział w konkursie i zadali pytania. Cieszę się, że mogę zawsze na was liczyć ♥

Zgodnie z obietnicą każdy z uczestników zabawy otrzyma od autorki niespodziankę. Czekajcie na maila :)

Tymczasem na podium znaleźli się:

I miejsce: Moje książki
II miejsce: Sylwka S.
III miejsce: Jakub Kowalski
wyróżnienie: Marta Świć


Gratuluje serdecznie!

 ♥♥♥

Mam dla Was jeszcze WAŻNĄ informację! Każdy, kto jest zainteresowany twórczością Marty Grzebuły (proza, poezja) może otrzymać którąkolwiek książkę w wersji elektronicznej w zamian za recenzje. Gorąco zapraszam do skorzystania z tej niepowtarzalnej okazji. Jest w czym wybierać :) Gwarantuje, nie będziecie zawiedzeni. Chętni pisać na maila: skopuj

Pozdrawiam!!!

Cyrysia

czwartek, 27 lutego 2014

Boska interwencja


Uparte serce
Becky Wade

 
Wydawnictwo: Święty Wojciech
data wydania: 10 lutego 2014
liczba stron: 420
ocena: 6/6









,,To zabawne, co się dzieje z naszymi modlitwami. Bóg ich wysłuchuje-to pewne. Ale nigdy nie wiadomo, kiedy ani jak zamierza na nie odpowiedzieć’’.

Kate Donovan za swego przyszłego męża zaczęła modlić się już w czwartej klasie podstawówki. Prosiła, aby spotkać go na swojej drodze, gdy nadejdzie odpowiednia pora. Niecierpliwie czekała na ten moment. Aż w końcu skończyła trzydzieści jeden lat i zaczęła wątpić w to, że jej bezimienny mąż istnieje. Zmęczona samotnymi powrotami do wiecznie pustego mieszkania, postanawia wziąć trzymiesięczny urlop w ośrodku społecznym, w którym pracuje i pomóc babci wskrzesić Chapel Bluff, jej rodzinną posiadłość w miasteczku Redbud w Pensylwanii. Na miejscu poznaje Matta Jarreau, młodego, przystojnego mężczyznę wynajętego do remontu domu. Jego widok Kate zapiera dech w piersiach.

,,Jakby coś w jej wnętrzu, do tej pory uśpione, teraz budziło się do życia, biło na alarm, dudniło. To coś jakby mówiło: To ty’’.

Okazuje się, że Matt to były hokeista, niegdyś bardzo sławny, teraz zamknięty w skorupie żalu po śmierci żony, dlatego unika Boga i ludzi. Nie jest łatwo do niego dotrzeć. Dotychczas nikomu się to nie udało, jednak uparte serce Kate postanawia zaryzykować i za wszelką cenę przywrócić mu chęć i radość życia.

,,-Myślę… -zaczęła i urwała. Poczuła, że traci zimną krew, więc spróbowała jeszcze raz. - Myślę, że Bóg ma dla ciebie plan. Chce ci dać swoje błogosławieństwo, ale nie może tego zrobić, dopóki Mu nie pozwolisz’’.

Czy uda Kate wyzwolić Matta z bolesnych okowów przeszłości? Czy to właśnie ten mężczyzna jest jej przeznaczony? A może Ktoś ma wobec nich całkiem inne plany?

 ,,Uparte serce’’ Becky Wade zostały uznane przez CBA za najlepszy debiut 2012 roku, a rok później znalazły się w finale konkursu RITA Award i INSPY Award. Nie jestem wcale zdziwiona, że doceniono tę książkę, ponieważ mnie również urzekła bez reszty. To nie jest zwyczajny romans, jakich wiele. Jej historia sięga o wiele głębiej niż nam się pozornie wydaje. Tak naprawdę, to przepiękna, nastrojowa, poruszająca opowieść o uwolnieniu z głębokiego smutku, uzdrowieniu duszy, pozostawieniu za sobą bolesnej przeszłości, wsłuchiwaniu się w głos Boga oraz dążeniu do pełni szczęścia. W trakcie czytania moje emocje były napięte jak naciągnięte struny. W jednej chwili potrafiłam płakać, a w następnej śmiać się. Kate i Matt zawładnęli moim umysłem. Pokochałam ich oboje bezgraniczną miłością. On- sławny w całym kraju hokeista był u szczytu kariery, w szczęśliwym związku. I nagle wszystko się rozsypało. Runęło niczym domek z kart. W wieku dwudziestu siedmiu lat jego żona zmarła na nowotwór. Wszystko przestało mieć sens. Zrozpaczony porzucił karierę, rodzinę i zamknął się w więzieniu żałoby i nie dopuszczając do siebie nikogo. Ona-silna, odważna, cierpliwa, zawzięta, nieustępliwa, zdeterminowana, pełna nadziei i wiary.

,,Od kilku lat jej uparte serce nie chciało nawet spojrzeć na tych wszystkich praktycznych facetów, w których chciała się zakochać. A teraz, mimo jej wysiłków, zaczęło mu bardzo zależeć na jednym facecie, w którym usilnie starała się nie zakochać’’.

Przeszłość Matta stanęła między nimi grubym murem, który próbowała stopniowo zburzyć. Z jakim to wyszło rezultatem? Przekonajcie się sami.

W książce pojawiają się także drobne odniesienia na temat modlitwy i wiary w Boga. Na szczęście nie przytłaczają swoim rozmiarem, a wręcz przeciwnie. Wszystko zostało przedstawione w sposób zupełnie niewymuszony i naturalny. Bohaterowie postrzegali Stwórcę, jako przyjaciela. Choć czasem nie rozumieli jego działań, buntowali się i wciąż pytali: Dlaczego?, to jednak w głębi duszy wiedzieli, że zawsze jest obok nich. Boska interwencja uświadomiła im, że nic na tym świecie nie dzieje się bez powodu, wszystko, co nas spotyka ma jakiś sens.

Oprócz głównych postaci, pojawia się wiele drugoplanowych osób, które również odgrywają znaczącą rolę w fabule. Mowa tu oczywiście o babci Kate i jej wścibskich przyjaciołach. Seniorzy obrali sobie za cel swatanie panny Donovan z przystojnym ciachem- Jarreau. Sami również zmagali się z sercowymi rozterkami. Przyznam, że ten wątek był szalenie zabawny i uroczy.

Becky Wade jest królową emocji. Spijałam każde słowo, które płynęło z  jej tekstu. Wszystko zostało tu dopracowane do perfekcji, każdy szczegół, każdy detal. Wciągająca fabuła, wartka akcja, wiarygodni, złożeni bohaterowie, subtelny humor i wartościowe przesłanie, to tylko niektóre atuty tej książki.

Gorąco polecam ,,Uparte serca’’. To niezwykła, lekko zabawna, niekiedy melancholijna, współczesna powieść romantyczna. Dzięki niej uświadomisz sobie, że śmierć ukochanej osoby nie przekreśla szansy na szczęście, miłość i normalne życie. Ponadto zobaczysz, jak uporać się z bolesną traumą z przeszłości i jak lepiej zrozumieć siebie, bliźnich oraz Boga. Podsumowując. Czeka Was kawał dobrej prozy, którą naprawdę warto przeczytać.

***
Wydawnictwo Święty Wojciech.


środa, 26 lutego 2014

Konkurs z Thomasem Arnoldem

Thomas Arnold to pseudonim literacki Arnolda P.

Urodziłem się w 1985 roku. Od zawsze mieszkam w Rydułtowach – niewielkiej, 22-tysięcznej miejscowości na południu Polski. W 2010 roku ukończyłem 5-letnie studia magisterskie na kierunku Farmacja, Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach. Obecnie pracuję w swoim zawodzie.
Lubię zwiedzać ciekawe zakątki naszego kraju. Dużo bardziej cenię sobie podróże po Polsce niż wycieczki zagraniczne. Uwielbiam ciszę górskich szlaków i kojący szum morza.
Wychowałem się na literaturze autorów tworzących w atmosferze kryminału, sensacji i thrilleru, takich jak: Ludlum, Coben, Patterson, Brown, których dzieła z pewnością, w większy lub mniejszy sposób, ukształtowały charakter mojej książki.
„Anestezja” to debiutancka powieść. Ukazała się dzięki wydawnictwu „Novae Res”, które obdarza dużym zaufaniem początkujących autorów, za co bardzo im dziękuję.

Recenzja ,,Anestezji''- klik
Oficjalna strona książki na Facebooku: klik

 Tym razem zbieram pytania do Thomasa Arnolda. Przez najbliższe kilka dni będzie można na moim blogu, w komentarzu zadawać swoje pytania (1-maksymalnie 3) do autora. Następnie wraz z odpowiedziami zbiorę w formę wywiadu i umieszczę w odpowiednim poście.

Trzy osoby, które według Arnolda wykażą się najciekawszym pomysłem na pytanie, otrzymają nagrodę, w postaci debiutanckiej powieści ,,Anestezja'', wraz z autografem i dedykacją od autora

Bardzo proszę również o uważne czytanie cudzych komentarzy, żeby wasze pytania do autora nie pokrywały się z innymi. Jeśli coś takiego będzie miało miejsce, zdublowane pytanie zostanie zignorowane. Do dzieła kochani!!!

Regulamin:
1.Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga: Świat książek i ja...
2.Sponsorem nagród jest : Thomas Arnold
3. Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest napisanie w komentarzu pytania (1- maksymalnie 3) do Thomasa Arnolda na temat jego twórczości i nie tylko.
4. Konkurs trwa od 26 lutego 2014 roku do 3 marca 2014 roku do godz. 23.59
5. Wywiad oraz ogłoszenie zwycięzcy nastąpi  ok. 8 marzec 2014 roku.
6. Nagrodą są 3 egzemplarze książki: ,,Anestezja'', wraz autografem/dedykacją.
7. W konkursie mogą brać udział osoby posiadające blogi oraz anonimowy uczestnicy, którzy popiszą się imieniem/nickiem oraz podadzą adres mailowy.
8. Konkurs skierowany do osób posiadających adres zamieszkania w Polsce.
9. Ze zwycięzcą skontaktuję się drogą mailową. W przypadku, gdy zwycięzca w ciągu 7 dni nie odpowie na wiadomość, nastąpi wybór innego wygranego.
10. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
                                               banerek dla zainteresowanych


wtorek, 25 lutego 2014

Wywiad z J.M.R. Michalskim

TOMASZ KRZEMIŃSKI
1. Witam. Dlaczego akurat taki temat, rzadko w Polsce są poruszane takie tematy i to jeszcze w książkach

Poniekąd odpowiedź jest w pytaniu. Chciałem napisać o tematyce, która w naszym kraju często jest pomijana. Jest to dla mnie dość dziwne, ponieważ problemy  damsko - męskie dotyczą większości ludzi. Tym bardziej wśród młodych osób, u których hormony buzują do granic możliwości. Sam niedawno skończyłem studia, więc chciałem przelać na papier to, co zdążyłem zaobserwować.

Adriana B
1. Czy podczas Pana życia studenckiego, też wydarzyło się coś szczególnego, co odmieniło Pana życie?

Oczywiście. Myślę, że te pięć lat życia mocno mnie zmieniło i w pewien sposób ukształtowało mój światopogląd. Będę dobrze wspominał ten czas.

2. Czu uważa Pan, że bez alkoholu, też można się dobrze bawić?

Można. Myślę jednak, że potrafi to naprawdę niewielka ilość osób. Z drugiej strony chyba każdy ma w pamięci imprezy, gdzie wódka lała się strumieniami, a na samo wspomnienie czerwienią się poliki. Wszystko jest dla ludzi:)

monweg
1. Pierwsze pytanie banalne: Gdyby znalazł się Pan na bezludnej wyspie, to jaką książkę chciałby Pan mieć ze sobą i dlaczego?

Myślę, że najbardziej praktyczny byłby Robinson Crusoe. Przypomniało mi się takie przysłowie:  "mądry człowiek uczy się na cudzych błędach, rozsądny na własnych a głupi nie uczy się wcale"

2. Mniej banalnie: Jeżeli Niebo istnieje, to co chciałby Pan usłyszeć od Boga u bram Raju?
Witaj w domu.

Daga
1. Co spowodowało, że zaczął Pan pisać?

Po prostu poczułem silną potrzebę przelania swoich emocji na papier. Zaczęło się od jednej strony, a potem poszło bardzo szybko. Gdzieś głęboko w środku poczułem, że coś się dzieje i tak właśnie powstała moja pierwsza książka.

2. Skąd bierze Pan pomysły na książki?

Z filmów, książek, internetu i przede wszystkim z życia. Nigdy w historii nie było od niego lepszego scenarzysty.

mrugamy
1. Dlaczego to Sienkiewicza akurat tak Pan ceni? Czy to za sprawą "Trylogii", czy może innych jego dzieł?

Tak, Trylogia to dla mnie prawdziwy majstersztyk. Kunszt Sienkiewicza mnie powalił. Myślę, że w taki sposób nie można się nauczyć pisać. Z takim talentem można się tylko urodzić.
Kyou
1. Zdziwiło mnie Pana zamiłowanie do klasyki. Sienkiewicz, Dostojewski... Dlaczego akurat oni?

Sienkiewicz to był geniusz. Pisał z takim rozmachem, że wstyd byłoby mi nawet obok niego stać. Za każdym razem, gdy kończyłem Trylogię czułem się tak jakbym stracił bardzo dobrych przyjaciół.
Dostojewski jak nikt inny potrafił nakreślić portret psychologiczny postaci. Zawsze lubiłem jego język i tę głęboką analizę ludzkich słabości.

2. Od czego i kiedy zaczęła się Pana przygoda z pisaniem? Ma Pan w przysłowiowej szufladzie jakieś początkowe próby napisania książki?

Pierwszą książkę ,,Dwie strony medalu’’ napisałem w 2011 roku. Rok później ją wydałem. W szufladzie nic nie leży. Jeśli już coś napiszę to staram się to za wszelką cenę wydać. Ludzie szybko zweryfikują czy jesteś dobry. Od czego się zaczęła przygoda? Chyba od momentu wydania pierwszej książki. To naprawdę bardzo miłe uczucie trzymać w ręku własną powieść.

3. Ile książek udało się przeczytać Panu w ubiegłym roku? :)

Jedynie 18 sztuk. Sporo zajęć nie pozwala zbyt dużo czytać…

źródło
martucha180
1. Jest Pan miłośnikiem słowa pisanego. W takim razie czym dla Pana jest SŁOWO?

Dla mnie słowo to narzędzie za pomocą, którego wyrażamy własne emocje.

2. Czytając powieści historyczne H. Sienkiewicza byłam zafascynowana stylizacją językową, zwłaszcza staropolską. Co Pana fascynuje w powieściach historycznych noblisty? (pomijam inne)

Prawie wszystko :). Wspaniałe opisy, rewelacyjne sceny batalistyczne, dialogi no i bohaterowie. Kmicic, Jeremi Wiśniowiecki, Bohun, Zagłoba to wszyscy moi przyjaciele, którzy są już ze mną ładny kawał czasu.

3. Praca dziennikarza i pisarza wymaga lekkiego pióra. Jak z jego lekkością było w czasach szkolnych? Jak Pana wypracowania oceniali poloniści – co chwalili, a co krytykowali? Czy widzieli w Panu talent literacki, potencjał na dobrego dziennikarza, czy wręcz przeciwnie?

Z językiem polskim nigdy nie miałem problemów. Byli jednak lepsi uczniowie ode mnie w klasie z tego przedmiotu, więc jak sięgam pamięcią raczej nikt mi nie wróżył kariery pisarza :). Zdarzało się jednak, że ponosiły mnie wodze fantazji i moje wypracowania były nie na temat:).

kwiatusia
1. Czy przed przystąpieniem do pisania książki ma Pan już stricte określoną fabułę; czy bohaterowie, ich losy, zwroty akcji powstają dopiero z chwilą tworzenia powieści?

Zawsze, gdy zaczynam pisać nową powieść mam już przygotowany kręgosłup fabuły. Przed pisaniem samej powieści piszę plan wydarzeń. Każdy rozdział ma swoje podpunkty i na bazie tych przemyśleń przechodzę do pisania. Bohaterowie często jednak mnie zaskakują i czasem w połowie książki ich przeznaczenie zostaje zmienione:).

źródło
2. Czy po wydaniu powieści „Dwie strony medalu” oraz „Orły i Wrony” Pana życie się zmieniło? Jakie są plusy i minusy bycia pisarzem?

Z pewnością. W końcu jak to mówią człowiek jest sumą własnych doświadczeń. Pisanie dedykacji, odbieranie pochwał i gratulacji, wywiady, czytanie recenzji to wszystko są bardzo miłe rzeczy. Jakie są minusy? Trzeba umieć radzić sobie z krytyką i być przygotowanym na zawiść ludzką. Nie wszyscy życzą nam na świecie dobrze.

3. Czym jest dla Pana pasja i czy wyobraża Pan sobie życie bez niej?

Gdy silnik w samochodzie nie działa to już nigdzie nie pojedziemy. Możemy już tylko stać w miejscu. Dla mnie pasja to właśnie taki silnik, napędza moje życie.

Sylwka S.
1. Czy ma Pan swoje ulubione miejsce bądź osobę, która inspiruje i potęguje pomysły na wątki i postacie w Pana książkach?

To zawsze są nowe bodźce. Wciąż się czegoś uczę, coś poznaje i wtedy nagle wpadam na jakiś pomysł.

2. Dobrą wiadomością jest ...? Proszę dokończyć zdanie.

informacja, że nakład się wyczerpał :D

3. Jakie jest ulubione Pana motto? Dlaczego akurat to?

Jest wiele wspaniałych cytatów. Kardynał Stefan Wyszyński powiedział kiedyś: ,, Każda rzecz wielka musi kosztować i musi być trudna. Tylko rzeczy małe i liche są łatwe’’. Czasem, gdy już przestaje w coś wierzyć staram się wracać do tych słów. Na niektóre rzeczy trzeba pracować latami i warto to sobie uświadomić na samym początku.

Antykwariat z ciekawą książką
1. Kiedy pojawił się w Pana życiu literacki impuls, który rozbudził zamiar do napisania książki? Czy może pojawił się on pod wpływem jakiś wydarzeń, czy jednak rodził się stopniowo?

Było to w 2011 roku. Myślę, że byłem w takim okresie swojego życia, że potrzebowałem wyrzucić z siebie pewne emocje. Nie wiem czy to rodziło się stopniowo. Czasem czujemy tak silną potrzebę zrobienia czegoś, że nic na świecie nie jest w stanie nas zatrzymać.

2. Często czytając książki, doświadczamy pragnienia znalezienia się w tym samym świecie, który opisywany jest na kartach powieści. Gdyby mógł Pan wcielić się na jeden dzień w wybraną postać, kim by Pan był i dlaczego? Proszę uzasadnić.

Interesujące pytanie. Myślę, że Frodo z Władcy Pierścieni to intrygująca osobowość. Jestem ciekaw, co czuje malutki Hobbit, zdając sobie sprawę, że losy ludzkości zależą tylko od niego.

3. Książki mają ogromny wpływ na postrzegania świata, często wręcz kształtują nasz charakter. Czy zetknął się Pan z książką, która zmieniła Pana sposób myślenia? Jaki był tytuł tej książki i jaką mądrość na swych stronach Panu przekazała?

,,Rok 1984’’ Orwella mną wstrząsnął. Myślę, że pisarz uświadomił mi fakt, że każdego człowieka można złamać. Jest to jedna z niewielu książek, po której było mi naprwdę bardzo przykro.

Erivan
1. Jako ulubionych pisarzy podaje pan Dostojewskiego i Sienkiewicza. Czy czytuje pan powieści współczesnych autorów, jeśli tak to czy czyjaś twórczość szczególnie przypadła panu do gustu?

Rzadko. Większość pisarzy, który czytuje jest już na tamtym świecie. Ostatnio przeczytałem jednak kilka książek Komudy i ,,kod da vinci’’ Dana Browna.

2. Co by Pan wybrał: Literacka nagroda Nobla, ale Pana książki trafiające do niszowej liczby czytelników, czy mnóstwo fanów w Polsce i nie tylko, ale krytycy literaccy nie pozostawiający na Panu suchej nitki?

Zdecydowanie Nobel. Byłbym w bardzo zacnym gronie i to by z pewnością mi wystarczyło. Z drugiej strony w naszym kraju dostanie nagrody Nobla, automatycznie równa się ogromnej sławie, z którą każdy chce przeprowadzić wywiad i zrobić zdjęcie. 

3. Czy złapał Pan już swojego króliczka? ;)

Tak. Mogą go Państwo oglądać właśnie na okładce :).

Martyna Kuligowska
1. Opis Pana książki "Złapać króliczka" sprawia, że książka wydaje się być banalna, o tematyce nieco sztampowej. Co chciał Pan osiągnąć za pomocą takiej fabuły? Czy z tej książki płynie jedna konkretna puenta, a może jest ich wiele?

Myślę, że każdy może w niej znaleźć coś dla siebie. To po prostu opis życia pewnej grupy ludzi. Myślę, że warto pochylić się nad pewnymi problemami społecznymi. Napisałem tę książkę, ponieważ historie bohaterów są mi bardzo bliskie. Chciałem się tym podzielić z szerszą publiką.

2. Jak to jest poczuć, że własna twórczość jest doceniana przez innych i kiedy pierwszy raz Pan to odczuł?

Pierwszy raz to był 2012 rok ( premiera ,,dwie strony medalu’). To wspaniałe uczucie. Człowiek czuje się ważny i ma świadomość, że zrobił coś co przetrwa nawet po jego śmierci.

3. Jakie ma Pan plany na kolejne książki - czy czymś zamierza nas Pan zaskoczyć, jeżeli chodzi o tematykę?

Za wcześnie jeszcze by o tym mówić. Myślę jednak, że moja następna powieść będzie dość poważna. Skierowana raczej do czytelników w wieku średnim.

Monika Klaudia
1. Jakie jest Pana motto życiowe?

Jezu Ufam Tobie.

2. Czy przeżywa pan książki w ten sam sposób jak my- czytelnicy? Płacze Pan i śmieje się w różnych momentach?

Oczywiście. Każda powieść to nowe przygody i nowe przyjaźnie. Zawsze bardzo silnie utożsamiam się z bohaterami książek, które czytam.

3. Co daje Panu powód do szczęścia? :)

Świadomość, że spełniam swoje marzenia.

KaroL.ina
1. Gdyby mógł Pan stworzyć Książkę Idealną z połączenia trzech powieści, jakie utwory by to były i dlaczego właśnie te?

,,Shogun’’ Clavella, bo Japonia to doskonałe miejsce na akcję powieści. ,,Zbrodnia i kara’’ Dostojewskiego, aby w pełni zrozumieć poczynania bohatera oraz Władca Pierścieni by całość krążyła wokół jednego elementu.

2. Kiedy nadaje Pan tytuł swojej książce - jeszcze przed zaczęciem pisania, w trakcie, czy może dopiero po skończeniu?

Zawsze przed rozpoczęciem pisania.

3. Czy są takie słowa, których Pan nie lubi i które Pana irytują?

Poddaje się. Bardzo nie lubię tego zdania.

Eska_85
1.Proszę powiedzieć dlaczego akcja powieści toczy się wśród studentów Pana uczelni, czyżby ta książka była w jakimś stopniu autobiografią?

Życie studenckie jest mi bardzo bliskie, więc dlatego wybrałem właśnie taką tematykę. Oczywiście pewne elementy są zaczerpnięte z mojego życia.

2. Zaintrygował mnie tytuł "Złapać króliczka", który skojarzył mi się z książką Marioli Zaczyńskiej" Gonić króliczka", dlaczego taki? skąd pomysł na tytuł i na piękną okładkę?

Króliczek to oczywiście kobieta. Moi bohaterowie mają całkiem sporą ilość tych ,,króliczków’’, więc pomyślałem, że taki tytuł będzie w odpowiedni sposób oddawał treść mojej najnowszej powieści. Uważam, że taka forma okładki przyciąga uwagę. Pomysłów na okładkę było naprawdę sporo. Ten projekt wydawał mi się po prostu najbardziej trafny. Przyciąga uwagę…

3. Zapewne warsztat dziennikarski pomaga tworzyć powieści(trzy książki w okresie trzech lat-świetny dorobek),proszę zdradzić czy będzie następna książka i o jakiej tematyce?


Zbyt wcześnie by o tym mówić. Będzie to jednak raczej kolejna powieść obyczajowa.

Jakub Kowalski
1.Co pana zdaniem jest największym atutem Pańskich książek, czym co sprawia, że nie można przejść obok nich bez namiętnie?

Zaskakujące zwroty akcji. Często słyszę: ,,tego się nie spodziewałem/am).

2. Gdyby mógł Pan spotkać się z dowolnym autorem, żyjącym lub nie, polskim lub zagranicznym, kogo by Pan wybrał do rozmowy, i dlaczego akurat jego? O co chciałbym Pan go zapytać, co chciałbym Pan mu powiedzieć, i o czym posłuchać?

Myślę, że Hemingway to ciekawa osobowość. Fajnie byłoby z nim porozmawiać o życiu. Spytałbym go jak radzić sobie z problemami i chętnie opowiedziałbym mu o mojej wierze. To byłaby długa i owocna rozmowa.

3. Jako absolwent dziennikarstwa, po wydaniu książki romansu, historycznego-fantasy i obyczaju, nie myśli lub nie myślał Pan by wydać książkę, z wykorzystaniem własnej nabytej wiedzy, np. której głównym bohaterem byłby właśnie dziennikarz, który musi rozwikłać nader istotną i tajemniczą sprawę (coś na kształt Millenium) albo historia dziennikarza który dostaje za zadanie napisanie artykułu o jakiejś gwieździe, z którego to zadania, może zrodzić się miłość? Połączenie własnego doświadczenia i nabytej wiedzy z talentem i zamiłowaniem do pisania mogło by zaprocentować naprawdę ciekawą książką.

Nigdy nie myślałem o takiej powieści. Pomysł jest jednak ciekawy, więc z pewnością go rozważę.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ 
Dziękuję wszystkim, którzy wzięli udział w konkursie i zadali pytania. Dziękuję również J.M.R. Michalskiemu za interesujący, błyskotliwy wywiad.

Zdaniem autora najciekawsze pytania zadali:

1.Monika Klaudia
2.kwiatusia
3.Kyou

Gratuluje serdecznie!

Jest jeszcze okazja, aby wygrać najnowszą powieść autora!  

Wywiad dla TV Bzicool + konkursklik
Wywiad dla TV Zebrra: klik

 Pozdrawiam !!!

 Cyrysia

poniedziałek, 24 lutego 2014

Młodość musi się wyszumieć...


Kaśka Podrywaczka
Marta Fox

Wydawca: Akapit Press
Ilość stron: 248
Ocena: 5-/6









       Chciałabym cofnąć czas i mieć znów ,,naście’’ lat, głowę pełną marzeń i niezłomną wiarę, że świat stoi przede mną otworem. To był chyba najlepszy, najbardziej szalony i buntowniczy okres w moim życiu. Tak miło powspominać te chwile. Ja skorzystałam z tej sposobności, dzięki lekturze ,,Kaśki podrywaczki’’ Marty Fox, poetki, eseistki i powieściopisarki. Autorka ukończyła filologię polską w Uniwersytecie Śląskim. Pracowała jako nauczycielka języka polskiego w liceum, bibliotekarka i dziennikarka. W swoim dorobku literackim posiada ponad 30 książek (powieści, opowiadania, wiersze, eseje). Jej książki zostały uhonorowane przez Polską Sekcję IBBY (International Board on Books for Young People) w konkursie Książka Roku 1995 i 2000. Powieścią "Paulina w orbicie kotów" rozpoczęła cykl historii o nastolatkach, radzących sobie z rozwiązywaniem życiowych problemów. Następne powieści w tej serii to: "Kaśka Podrywaczka", "Karolina XL" oraz "Karolina XL zakochana". Czy moje pierwsze spotkanie z twórczością Pani Marty okazało się udane? Zapraszam do przeczytania moich wrażeń.

Kaśka to typowa, zwyczajna gimnazjalistka szukająca swojego miejsca na ziemi. Mieszka w bloku na Śląsku, ma kochających rodziców i serdeczną przyjaciółkę. Pomimo tego zachowuje dystans do świata budując wokół siebie mur. Chce być samowystarczalna – nikogo nie potrzebować, wobec nikogo nie mieć zobowiązań. Kiedyś została boleśnie skrzywdzona przez nieznanego adoratora, który wykorzystał jej wizerunek do perfidnego żartu. Od tamtej pory jej poglądy na życie radykalnie uległy zmianie. Teraz uważa, że w dzisiejszych czasach trzeba być niezależnym i po trupach dążyć do celu, dlatego zyskuje przydomek Kaśka Podrywaczka.

,,Jestem dziewczyną po przejściach, swoje wiem i nie pozwolę sobą manipulować, o, nie.(…) Nie dam się.
Podrywaczka zawsze na pierwszym miejscu stawia godność własną. To podrywaczka stawia warunki, bo jak nie postawi, to jej postawią i zepchną do roli popychadła.
Podrywaczka nie żyje po to, by spełniać oczekiwania innych.
Podrywaczka jest panią siebie.
Podrywaczka zawsze stoi na własnych nogach. (…)
Podrywaczka nie marudzi, nie zrzędzi, tylko robi swoje dzięki czemu skupia uwagę na sobie.
Podrywaczka wie, że jeśli sama się nie uszanuje nikt jej nie uszanuje.


Pasją dziewczyny jest taniec. W każdy piątek chodzi do pobliskiej dyskoteki ,,Za szybą’’, aby odreagować wszelkie troski i przy okazji poznać swoją drugą połówkę. Niestety prawdziwe życie to nie bajka. Już wkrótce Kaśka przekona się o tym osobiście.

,,Wracając do domu, myślałam o pozorach, które mylą. Kandydat na chłopaka podobał mi się zewnętrze, jednak bardzo mnie rozczarował. Oczekiwałam, że będzie księciem. O, jakiż ze mnie Czerwony Kapturek. Kandydat nawet by się na wilka nie nadawał, bo nie potrafił się maskować, udając kogoś innego. Dobrze, że mam oczy dookoła głowy’’.

Czy uda się gimnazjalistce znaleźć jakiś cel w swoim życiu i doświadczyć pierwszej miłości?

Mam mieszane uczucia względem tej lektury. Z jednej strony nie powala żadną nowatorską świeżością, z drugiej zachwyca dowcipnymi sytuacjami i żartobliwym slangiem. Fabuła jest prosta, ale zabawna i emocje – prawdziwe. Przejrzysty, zrozumiały język posiada specyficzny żargon i nietypowe powiedzonka. Może nie każdemu taki przekaz przypadnie do gustu, chociaż ja byłam zachwycona. Akcja toczy się dość spokojnie, ale na szczęście nie nuży. Bohaterowie nakreśleni są całkiem wyraziście i wiarygodnie. Od razu zapadają w pamięć i budzą sympatię, choć żałuje, że autorka nie nadała im bardziej złożonych cech. Szczególnie duże nadzieje wiązałam z Kaśką. Byłam przekonana, że jej problemy urosną do jakiejś rangi kataklizmu i tragikomedii. Niestety, dobrze żarło a zdechło. Jej konflikty z rodzicami, lub nieporozumienia z przyjaciółmi wydawały się bardzo błahe i dziecinne. Przynajmniej ja tak to odbieram. Zapewne nastoletni czytelniczy będą odmiennego zdania. Mimo to uważam, że główna bohaterka jest godna naśladowania. Wbrew pozorom to bardzo mądra, ostrożna i dojrzała jak na swój wiek dziewczyna. Unika picia, palenia, narkotyków i innych rzeczy. Zachowuje też odpowiednie środki ostrożności w doborze potencjalnego adoratora. Nie daje się poderwać byle komu. Z przyjemnością obserwowałam jej metamorfozę z buntowniczego dziecka w dorastającą, zaradną i rozsądną dziewczynę, która wie, co chce osiągnąć i jak to zrobić.

Polecam tę książkę wszystkim, a zwłaszcza nastolatkom. To dobra pozycja na odstresowanie dnia. Ukazuje różnorodność problemów, z jakimi może zmagać się współczesny młody człowiek oraz uświadamia, jak ważna w takich chwilach jest rozmowa i obecność kogoś bliskiego. Spędziłam przy ,,Kaśce Podrywaczce'' całkiem przyjemne chwile. Was również namawiam. Być może odnajdziecie w niej odpowiedź na własne nurtujące zagadnienia związane z dojrzewaniem emocjonalnym oraz dorastaniem. Zapraszam zainteresowanych.


***
Wydawnictwo Akapit Press.

niedziela, 23 lutego 2014

Brzydkie kaczątko


Miłość w rozmiarze XXL
 Stephanie Evanovich


Tytuł oryginału: Big Girl Panties

Liczba stron: 344
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Data wydania: 18 luty
Ocena: 6/6








     Większość osób w mniejszym bądź większym stopniu zmaga się z nadprogramowymi kilogramami. Niektórzy podejmują liczne próby odchudzania, inni po prostu starają się zaakceptować swoje ciało takie, jakim jest. Przecież liczy się wnętrze, a nie wygląd. Niestety nie każdy tak uważa. Niektórzy z pogardą spoglądają na pulchniejsze osoby, jakby były niemalże potworami bez uczuć. Czy nadwaga rzeczywiście może stać na przeszkodzie do szczęścia? Spróbujemy się dowiedzieć z powieści "Miłość w rozmiarze XXL" Stephanie Evanovich. Autorka mieszka w Asbury Park w New Jersey. Uczęszczała do New York’s School of Film and Television i grała w kilku filmach. Obecnie jest pełnoetatową pisarką i zagorzałą wielbicielką różnych dyscyplin sportowych, posiadającą czarny pas w taekwondo.

Urzeczona ciepłą, magnetyzującą okładką i jej wymownym tytułem z ogromną niecierpliwością zabrałam się za czytanie. Czy warto było? Zanim się tego dowiemy, kilka słów o fabule.

Trzydziestodwuletnia Holly Brennan nie spodziewała się, że w tak młodym wieku zostanie wdową. Po śmierci męża ciężko jej wrócić do rzeczywistości. Swój ból, smutek i żałobę próbuje zagłuszyć jedzeniem. Wcześniej nigdy nie była filigranową kobietą, dlatego na ,,większe’’ efekty nie trzeba czekać zbyt długo. Pewnego dnia Holly zmuszona jest podróżować samolotem w klasie ekonomicznej. Sytuacja jest o tyle kłopotliwie, że dziewczyna siada obok Logana Montgomery’ego, osobistego trenera największych sportowych sław w kraju, który wygląda jak młody bóg, ucieleśnienie kobiecych fantazji. Młoda wdowa swoją sylwetką nie wywiera zbyt pozytywnego wrażenia, lecz podczas wspólnej rozmowy mężczyzna zauważa jej inteligencje, błyskotliwość i ironiczne poczucie humoru tak mało mu znane u pięknych modelek, z którymi zazwyczaj się spotyka. Pod wpływem impulsu oferuje Holly pomoc w odzyskaniu odpowiedniej wagi, na co ochoczo się zgadza. Nazajutrz rozpoczyna morderczy trening w jego klubie. Dzięki silniej woli, wytrwałości i determinacji po kilku miesiącach widać oszałamiające rezultaty (18 kg. miej w 3 miesiące). Z dnia na dzień staje się coraz bardziej atrakcyjna, chociaż daleko jej do figury wiotkiej trzciny.

,,Wiedział, że Holly ma endomorficzną budowę ciała, więc żadne ćwiczenia i zmiany dietetyczne, poza głodówką, nie pozwolą jej osiągnąć rozmiaru poniżej czterdziestki. Z medycznego punktu widzenia była zdrowa i w doskonałej kondycji fizycznej’’.


Wspólne spędzanie czasu na siłowni coraz bardziej zbliża do siebie Logana i jego podopieczną. Czują wzajemną sympatię a może nawet coś więcej. Jak dalej rozwiną się relacje tych dwojga? Czy seksowny mężczyzna, bez grama tłuszczu będzie w stanie zaangażować się w poważny związek z dziewczyną całkowicie odbiegającą od jego ustalonych, żelaznych standardów?

Intuicyjnie przeczuwałam, że "Miłość w rozmiarze XXL" trafi w centralny punkt mojego serca. Już od pierwszych stron powieści fabuła zdaje się pochłaniać czytelnika. W dzisiejszych czasach piękna, szczupła sylwetka oraz wysportowane ciało, to niemal wymóg społeczny. Dlatego osoby o nieco pulchniejszych kształtach powinny siedzieć w domu i nie wychylać się, by nikogo nie gorszyć swoim wyglądem. Coraz więcej ludzi, zwłaszcza młodych wyznaje taką idee. Niektórzy od wczesnych lat dzieciństwa katują się różnymi dietami, żeby wyglądać jak gwiazdy z pierwszych stron gazet. Nie każdy jednak może być chudy i nie każdy chce. Powinniśmy wykazać się w odpowiednią tolerancją wobec osób o większej masie ciała. Rzeczywistość przedstawia się zgoła inaczej. Podobnie sytuacja wyglądała w relacji Holly i Logana. Początkowo wszystko układało się dobrze, lecz kiedy ich zażyłość wyszła poza ramy koleżeństwa coś uległo zmianie.

,,Wolał jeździć do niej, zamiast zabierać ją do siebie, żeby uniknąć przypadkowych wizyt mogących prowadzić do konfrontacji. Wmawiał sobie, że nigdzie razem nie wychodzą, ponieważ woli spokój od zgiełku publicznych lokali. Miał jednak świadomość, że nie jest ze sobą całkiem szczery’’.


Chociaż byli razem, nie potrafił zdobyć się na odwagę, by pokazać ją całemu światu. Dotychczas spotykał się z samymi olśniewającymi pięknościami, dlatego wstydził się swojej partnerki wyglądającej jak brzydkie kaczątko w środowisku nieskazitelnych, zachwycających celebrytów. Czy w takim przypadku ich związek miał szansę na przetrwanie? Tego musicie dowiedzieć się sami.

Jestem urzeczona tą książką. To ciepła, optymistyczna, zabawna i wzruszająca komedia romantyczna. Całość napisana jest z niezwykłą lekkością i polotem. Akcja płynie dość żwawo i cały czas budzi zainteresowanie. Wprost nie mogłam oderwać się od czytania. Bohaterowie są wyraziści, naturalni i wiarygodni, na dodatek budzą sympatię. Bardzo szybko utożsamiłam się z Holly. Też często lubię podjadać, dlatego tu i ówdzie można dostrzec niepotrzebne kilogramy, dlatego doskonale rozumiem obawy Brennan związane z atrakcyjnym Loganem. Nie zabrakło także wątków erotycznych, z jednej strony delikatnie zabarwione, z drugiej zaskakujące swą gwałtownością. Miejscami pojawia się również komizm sytuacyjny i słowny, który nadaje utworowi charakter humorystyczny.

Gorąco polecam "Miłość w rozmiarze XXL" wszystkim miłośnikom powieści obyczajowych, romansów oraz każdemu, komu nie jest obcy problem z nadwagą. Dzięki tej książce nauczysz się, że nie ocenia się ludzi na podstawie wyglądu, jak również zrozumiesz, czym jest prawdziwa siła, wytrzymałość i piękno. Krótko mówiąc, niesamowicie wciągająca i błyskotliwa powieść. Aż nie chce się jej odkładać na półkę. Zapraszam do lektury!

***
Wydawnictwo Prószyński i S-ka.