piątek, 30 maja 2014

Bierzcie i jedzcie ciało moje, pijcie krew moją


Wieczerza
Tatiana Jachyra

 
Wydawnictwo: Akurat
Ilość stron: 368
Ocena: 4-/6










      Z czym Wam się kojarzy Ostatnia Wieczerza? Większość zapewne zgodnie z prawdą napiszę, że to pożegnalny posiłek, który Jezus Chrystus zjadł z apostołami w przeddzień swej ofiarnej śmierci. Jednak dla niektórych ludzi ten termin ma całkiem inne znaczenie. Jakie? Spróbujemy się tego dowiedzieć na przykładzie ,,Wieczerzy’’ Tatiany Jachyry.

Joanna, Dawid, Tomasz i Yasmine to główni bohaterowie powieści. Ich losy w mniejszym bądź większym stopniu przeplatają się ze sobą. Początkowo poznajemy Joannę, młodą fotografkę, która wraz ze swoim chłopakiem niedawno przeprowadziła się z Krakowa do Warszawy. Osamotniona przez częste wyjazdy swojego ukochanego ciężko jej zaaklimatyzować się w nowym otoczeniu. Niespodziewanie dowiaduje się, że jest w ciąży. W zaistniałej sytuacji zgłasza się do doktora Dawida Czestera, który roztacza nad nią opiekę. Między nimi nawiązuje się wzajemna nić porozumienia i sympatii. Jednak pod przykrywką przyjaciela/doradcy kryje się nieobliczalny socjopata. Wkrótce ginekolog odkryje przed przez Joanną swoje prawdziwe, mroczne oblicze podszyte dewiacyjnym okrucieństwem. Co z tego dalej wyniknie?

Z kolei piękna, charyzmatyczna Yasmine jest cenioną tancerką go-go, która w wolnych chwilach dorabia jako ekskluzywna prostytutka. Nigdy nie angażuje się w żaden związek, traktując swoich klientów przedmiotowo. Ale w głębi duszy pragnie kochać i być kochaną. Dlatego, kiedy na jej drodze staje ksiądz Tomasz ulega jego psychologicznej, seksualnej grze. Okazuje się jednak, że tych dwoje łączy coś jeszcze-wspólna, dramatyczna przeszłość. Już niebawem role się odwrócą, bowiem zemsta jest cierpliwa i ma słodki smak. O co w tym wszystkim chodzi? Gdzie leży wspólny mianownik w historii tej czwórki bohaterów? Przekonajcie się sami.

‘’Wieczerza’’ jest debiutem prozatorskim Tatiany Jachyry. Autorka urodziła się w 1976 roku we Wrocławiu. Z zawodu i zamiłowanie jest fotografką. Od 2004 roku mieszka i pracuje w Warszawie. W 2009 roku odbyła się jej autorska wystawa „Gwiazdy w Obiektywie”. Realizuje sesje zdjęciowe osób z pierwszych stron gazet między innymi: Natasza Urbańska, Joanna Koroniewska, Paweł Małaszyński, dam Sztaba, Katarzyna Glinka, Maryna Wojcechowska itp. W 2011 roku odbyła się premiera jej debiutanckiego tomiku wierszy "Historie pisane nocą", rok później opublikowała kolejny zbiór poezji pt. "Bezsenny".

Mam bardzo mieszane uczucia, co do tej książki. Wiele osób postrzega ją, jako makabryczny, skandalizujący thriller. A mnie jakoś ani nie zniesmaczył, ani tym bardziej nie przestraszył. Może to kwestia odporności psychicznej. A może po prostu brakuje tej historii odpowiedniego zaplecza psychologicznego. Fabuła oscyluje wokół obsesyjnej miłości połączonej z uległością, ubezwłasnowolnieniem i pozornym poczuciem bezpieczeństwa. Rozwój relacji Joanny i Dawida uświadomił mi jedną, przerażającą rzecz: nie wolno nigdy nikomu ufać, bo nie wiadomo, z kim tak naprawdę mamy do czynienia. Różni szaleńcy po tym świecie chodzą. Na co dzień mogą skutecznie ukrywać się pod maską normalności, ale wystarczy jeden pozornie nic nieznaczący impuls, aby obudzić w nich barbarzyńską bestię. Poruszył mnie także chory umysł szanowanego w swych kręgach ginekologa. Nie bałam się jego wynaturzeń i osobliwych dewiacji. Bardziej poraziło mnie źródło powstania tego zjawiska. Ludzie, którzy w dzieciństwie byli molestowani, doświadczyli przemocy rodzinnej zazwyczaj mają poważny problem z równowagą psychiczną i emocjonalną. Nie potrafią wykorzenić, wymazać swojego bólu, wstydu i cierpienia, którego kiedyś doświadczyli, dlatego nie bacząc na nic i na nikogo, chwytają się różnych sposobów, żeby zagłuszyć i ukoić swoją tęsknotę za normalnością i spokojem.

Tymczasem związek księdza Tomasza i Yasmine, bez zahamowań i skrupułów odsłania kontrowersyjny temat pedofilii wśród duchownych. Tatiana Jachyra nie bawi się z żadne spekulacje i domysły. Wykłada w sposób jasny i konkretny "kawę na ławę" odsłaniając tragiczne, negatywne skutki molestowania dzieci. Uderza w autorytet Kościoła pokazując jego hipokryzję, fałsz, obłudę, zepsucie i zakłamanie. Choć jest to jeden z czynów najbardziej obrzydliwych, to wciąż jest tematem tabu. Dlatego uważam, że nie wolno zamiatać go pod dywan.

Książka składa się z licznych, aczkolwiek krótkich rozdziałów. Napisana jest lekkim, momentami nawet kwiecistym stylem, z domieszką groteski. Narracja pierwszoosobowa pozwala lepiej zrozumieć daną postać i bardziej wczuć się w fabułę. Bohaterowie nakreśleni są całkiem nieźle, ale na dłuższą metę drażnią. Zatopieni w morzu namiętności usilnie dążą do spełnienia własnych pragnień, marzeń i aspiracji. Niemniej jednak czuje się nieco rozczarowana, bowiem liczyłam na więcej dynamicznego szaleństwa oraz dokładniejszą analizę ich myśli, uczuć i zachowań. Na plus zasługuje umiejętne połączenie losów wszystkich bohaterów. Początkowo pozornie odrębne dwa wątki się zazębiają i tworzą niezwykle ciekawą całość. Z kolei otwarte zakończenie pozwala czytelnikowi na osobiste spuentowanie historii.

To bardzo specyficzny, osobliwy, momentami bulwersujący thriller psychologiczny z obyczajową z nutką erotycznego akcentu. Bez owijania w bawełną obnaża najmroczniejsze, najgłębiej skrywane zakamarki ludzkiej duszy oraz bezlitośnie demaskuje obłudę i zakłamanie. W gęstej atmosferze niepokoju, pożądania i niepewności poznasz religijny fanatyzm, alienację rzutującą na losy jednostek, szkodliwą fascynację seksualną, molestowanie nieletnich, ubezwłasnowolnienie oraz przemoc psychiczną i fizyczną. Polecam, ale na własną odpowiedzialność.

***

Wydawnictwo Akurat.

czwartek, 29 maja 2014

Wywiad z Ewą Bauer

Jola
1. Skąd pomysł na tę książkę?


Trudno tak jednoznacznie powiedzieć skąd pomysł, bo sama do końca nie wiem, kiedy się narodził. Od wielu lat interesuję się psychologią, czytam powieści obyczajowe, oglądam tego typu filmy. W telewizji, gazetach i w życiu sporo też mówi się o różnych problemach w związkach. Zawsze zastanawia mnie, co prowadzi do tego, że tak a nie inaczej układają się relacje międzyludzkie. I tak zainteresowałam się kiedyś tematem szantażu emocjonalnego, chciałam dowiedzieć się więcej na jego temat. Wówczas sięgnęłam po literaturę  z nim związaną. Chyba wtedy powstał pomysł, by stworzyć obyczajową powieść, w której ten problem będzie głównym wątkiem.

2. Ile w niej jest fikcji literackiej, a ile tzw. życia. Tzn. czy spotkała pani w swoim życiu pierwowzór bohaterki książki?


„Kurhanek Maryli” jest powieścią w 95% fikcyjną. Te pozostałe 5% to część wspomnień bohaterki z lat dzieciństwa, które tak naprawdę są moimi wspomnieniami. Nie spotkałam nigdy osób, które stałyby się pierwowzorem, dla bohaterów mojej powieści, choć jestem pewna, że tacy istnieją.

3. Czy uważa pani, że kobiecie maltretowanej w wystarczającym stopniu pomagamy jako sąsiedzi czy udajemy przeważnie, że problemu nie ma. Co pani o tym myśli.?

Myślę, że osoby maltretowane, czy w inny sposób krzywdzone pozostawione są same sobie. Są oczywiście instytucje pomocowe, ale największy problem polega na tym, by taka ofiara w ogóle o pomoc poprosiła. Zazwyczaj nie ma wsparcia rodziny, przyjaciół, a sąsiedzi nic nie widzą. To bardzo przykre. Moja bohaterka jest właśnie taką osobą, która boi się poprosić o pomoc, nie wierzy, że ktoś mógłby wyciągnąć ją z bagna, w którym się znalazła.

Aleksandra X
1. Kto jako pierwszy przeczytał Pani książkę i jakie były odczucia tej osoby? Jak zareagowała?


Jako pierwsza czyta moja mama, a potem mąż. Mama oceniła „Kurhanek Maryli” jako najdojrzalszą z wydanych dotychczas moich powieści, a mąż, po wytknięciu mi kilku niekonsekwencji, które na etapie redakcji zostały usunięte, stwierdził, że „nie jest źle”, co w jego ustach było komplementem :) . Zawsze mnie wspierają, to dla mnie bardzo ważne.

2. Przychodzi do Pani list, w którym ktoś informuje, że została Pani wybrana i już jutro straci Pani wszystkie zmysły. Co Pani robi? Jaka jest reakcja?

Co ma być to będzie. Nie wierzę, że można przewidzieć, co się stanie. I przyznam szczerze, że taki żart wcale by mnie nie rozbawił.

3. Jak Pani zareagowała widząc pierwszy raz swoją książkę w sklepie?

Zawsze mnie to cieszy, czasem robię zdjęcie na pamiątkę. W końcu spełniają się moje marzenia. Kiedy książka jest w księgarni, mam na to namacalny dowód.

syl_ko91
1. Pisze Pani i lubi czytać w każdej wolnej chwili, jakie książki najbardziej przypadają Pani do gustu? Czy są to książki z pieprzykiem, czy wręcz odwrotnie, kryminały?


Najczęściej czytam literaturę obyczajową, ale zdarza mi się czytać też inne gatunki. Nie pogardzę dobrym kryminałem, ale najbardziej lubię te, w których prowadzi się psychologiczną grę. Czytam sporo literatury polskiej, ale chyba najbardziej lubianymi przeze mnie autorami są zagraniczni: Charlotte Link i Jodie Picoult. Przez całe lata uwielbiałam Elię Kazana i nawet ostatnio doszłam do wniosku, że muszę sobie „odświeżyć” jego literaturę.

2. Do dziś pamiętam zapach ... ?

Perfum Allure Chanel, których próbkę podarował mi kolega na studiach. Siedzieliśmy na wykładzie i bardzo się nudziliśmy. Pokazał mi prezent, jaki kupił dla swojej dziewczyny, a do niego dołączona była próbka perfum. Gdy powąchałam, zakochałam się w tym zapachu. Dostałam od kolegi próbkę i szybko ją zużyłam. Po kilku latach kupiłam sobie sama wymarzone perfumy, ale nigdy już nie pachniały tak, jak te z małej próbki na wykładzie.

3. Gdyby wiedziała Pani, że ma przed sobą tylko jeden dzień życia, jakby go Pani spędziła i co by robiła w tych ostatnich minutach?

W pierwszej chwili chciałam odpowiedzieć, że starałabym się pozałatwiać jak najwięcej spraw, żeby tym, co po mnie zostaną ułatwić wszystko po tym jak odejdę, ale teraz myślę, że zrobiłabym coś szalonego, spełniła największe marzenia moich dzieci, starała się, żeby ten dzień był najbardziej wyjątkowy w ich życiu i żeby zawsze już pamiętały mnie uśmiechniętą i szczęśliwą.

Inna Niezwykła
1. Jaki jest Pani ulubiony cytat z "Małego księcia" ?


„Należy wymagać tego, co można otrzymać. Autorytet opiera się na rozsądku.” Te słowa powiedział Małemu Księciu król i miał rację.

2. Jakie jest Pani popisowe danie które zawsze gotuje na ważne okazję ?

Niestety nie mam takiego dania. Nie jestem dobra w kuchni. Lubię dobrze zjeść, ale u mnie w domu tą osobą, która genialnie gotuje jest mój mąż :) Nie przeszkadza mi to natomiast brać udział w kobiecych spotkaniach, na których gotujemy kuchnie świata, z lepszym lub gorszym skutkiem, choć ostatnio prawie wszystko nam wychodzi. Nigdy nie powtarzamy dań. Relacje z niektórych spotkań i przepisy można znaleźć na moim blogu.

3. Gdyby miała Pani możliwość cofnięcia czasu zrobiłaby to Pani?

Nie. Uważam, że wszystko, co dzieje się w naszym życiu, dzieje się po coś. Nawet jeśli w danym momencie tego nie rozumiemy.

Kasiek
1. Jako koleżanka po fachu, nie po piórze, ale po prawniczych studiach, obracając się ciągle wśród prawników zapytam. Kobieta w swoim wieku, wykształcona, w zawodzie który jest synonimem szczęścia i oznaką złapania Pana Boga za nogi, nie poświęca całego czasu na paragrafy, tylko pisze. Czy literatura to terapia po, umówmy się, wyczerpującym psychicznie stosowaniu prawa, czy może pierwotna potrzeba opowiadania świetnych historii tkwiła tam gdzieś od dawna i kwestią czasu było gdy dojdzie do głosu?


Jedno i drugie. Jako prawnik rozumiesz, że to bardzo stresujący i wyczerpujący zawód. Czasem ma się ogromną ochotę uciec, albo choćby odetchnąć. Pomarzyć, że można być kimś innym. Takie marzenia czasem się spełniają. Co do pierwotnej potrzeby opowiadania historii, to rzeczywiście mam ją od wieku nastoletniego. Już w szkole podstawowej zaczynałam pierwsze próby pisarskie, już wtedy czułam się „wypełniona” historiami, które chciałam opowiadać. W końcu musiało mi się ulać :)

mojedamskiemysli
1. Czy ma Pani jakąś fobię ?


Nie wiem, czy można to nazwać fobią, ale mam lęk przed pająkami, a ostatnio jeszcze większy przed kleszczami.

2. Co Panią najbardziej uszczęśliwia ?

Moje dzieci. W ogóle rodzina jest dla mnie bardzo ważna. I poczucie bezpieczeństwa.

3.  Ja kocham kawę i bez niej nie wiedzę dnia ani przyszłości. A Pani lubi kawę a może herbatę ? Jaką Pani pije ?

Od dziecka uwielbiałam smak kawy, więc moje ulubione cukierki i czekolada były kawowe, ale samej nie mogłam pić, bo mój organizm źle na kawę reagował. Teraz zdarza mi się pić, czasem wręcz jest niezbędna, ale nie jest tak, że nie mogę bez niej żyć. Jestem natomiast amatorką herbat wszelkiego rodzaju, lubię odkrywać rozmaite mieszanki, lubię zieloną, czarną, prawdziwą owocową  i ziołowe. Staram się unikać sztucznie aromatyzowanych.

nieidentyczna
1.  Od czego zaczęła się Pani przygoda z pisaniem?


Od pisania pamiętnika, a potem opowiadań w szkole podstawowej. Brałam udział w olimpiadach i konkursach polonistycznych.

2. Proszę dokończyć zdanie: "Dobry pisarz to..."

Dobry pisarz to człowiek, który przenosi nas w swój świat literacki, porusza nasze emocje, bawi, uczy, albo po prostu sprawia, że przez kilka chwil możemy oderwać się od życia codziennego.

3. W swoich powieściach porusza Pani tematy trudne, ale życiowe, a jako prawniczka zapewne spotyka się Pani z podobnymi. Stąd moje pytanie, czy praca stanowi dla Pani inspirację do tworzenia własnych historii?


Tak, spotykam się z różnymi tematami, ale nie tylko w pracy zawodowej. Tworząc swoich bohaterów, pilnuję, żeby nie byli podobni do osób, które poznałam. Bardzo poważnie traktuję obie moje działalności i je rozgraniczam. Moja wyobraźnia jest na tyle rozbudowana, że nie potrzebuję czerpać inspiracji z konkretnych historii, a kiedy już stawiam na jakiś temat, dobrze się do niego przygotowuję poprzez czytanie innych źródeł na dany temat czy konsultacje z fachowcami.

iza.81
1. We wstępie "Kurhanka Maryli" czytamy, że zawarła Pani w nim coś bardzo osobistego. Co to takiego?


Tak jak napisałam we wstępie do powieści, prawdziwe w książce są niektóre historie – wspomnienia bohaterki, gdy była dzieckiem. Chciałam, żeby mimo tragedii, która ją spotkała miała miłe wspomnienia z pobytu na wsi, dlatego obdarzyłam ją po części moimi historyjkami. Bardzo kochałam wieś, w której spędziłam wiele miesięcy jako mała dziewczynka. Pisząc książkę zapragnęłam część tego uczucia przenieść na jej karty.

2. Jaki jest Pani przepis na lepsze jutro?

Wierzyć, że będzie dobrze. Ufać ludziom. Żyć w zgodzie z sobą. Pielęgnować miłość i przyjaźń.

3. W swoich książkach porusza Pani trudne tematy. Czy jest coś, o czym najbardziej chciałaby Pani napisać?

Jest kilka tematów, o których chciałabym napisać, ale nie mogę ich zdradzić, żeby ktoś nie opisał ich wcześniej :)

Sylwka S.
1.  Bardzo się Pani skupia na emocjach, na jakich najbardziej? Czy są takie, które powodują uśmiech, czy takie które rozrywają serce z żalu?

Nie wiem czemu, ale łatwiej mi pisać o sprawach smutnych, rozrywających serce z żalu niż pobudzać czytelnika do śmiechu. Chyba wynika to z mojej wrażliwości.

2. Z czym kojarzy się dla Pani dom rodzinny?

Z miłością i poczuciem bezpieczeństwa. Z rodziną, śmiechem dzieci, wspólną zabawą i pracą w domu. Ze wsparciem najbliższych i ich bliskością, gdy tego potrzebuję; ze zrozumieniem i swobodą, gdy tego chcę.

3. Jakie jest Pani najlepsze lub najśmieszniejsze wspomnienie z dzieciństwa?

Wiele wspomnień z dzieciństwa wiąże się z wakacjami, jakie spędzałam z babcią i kuzynami na wsi. Jedno z tych, jakie najbardziej utkwiło mi w pamięci to pogrzeb ptaszka, który szczegółowo opisałam w „Kurhanku Maryli”.

kwiatusia
1.  Czy po wydaniu pierwszej powieści „W nadziei na lepsze jutro” Pani życie się zmieniło? Jakie są plusy i minusy bycia pisarką ?


Od kiedy zaczęłam wydawać powieści moje życie zmieniło się o tyle, że poznałam środowisko literackie, biorę udział w wydarzeniach literackich i wciąż odpowiadam na pytanie, jak udaje mi się godzić pisanie z życiem rodzinnym i zawodowym, a poza tym wszystko jest jak przedtem. Nie umiem odpowiedzieć na pytanie o plusy i minusy bycia pisarką, bo jestem pisarką (o ile można mnie już tak nazwać) „z doskoku” i za krótko, by wyrobić sobie zdanie na ten temat.

2. Proszę sobie wyobrazić, że jako znana pisarka została Pani poproszona o spotkanie z zagorzałymi molami książkowymi, którzy nie sięgają po polską literaturę, aby przedstawiła Pani argumenty oraz przekonała ich, że warto sięgać po książki z rodzimej literatury - zarazem namawiając ich, aby zapoznali się również z Pani twórczością? Zgodziłaby się Pani? Jeśli tak, to proszę przedstawić uzasadnienie, którego by Pani użyła na spotkaniu?

Zgodziłabym się, bo lubię wyzwania. Ale temat trudny i wymagałby dobrego przygotowania. Myślę, że to ja zadałabym im kilka pytań. Dlaczego nie czytają polskiej literatury? Dlaczego z góry ją przekreślają? A jeśli nie czytają, to jak mogą wyrobić sobie o niej zdanie? Doprowadziłabym do dyskusji, w której miłośnicy literatury zastanowiliby się nad swoimi motywami, być może wówczas przekonałabym ich, że warto spróbować.

3. „Wonderful world”, czy jednak ”Dziwny jest ten świat”?

Moje serce woła, żeby dać odpowiedź „wonderful world”, ale rozum puka się w czoło i mówi: rozejrzyj się dookoła, przecież ten świat dziwny jest. I chyba tak właśnie jest, choć jak śpiewał Niemen, ten świat nie zginie dzięki ludziom dobrej woli, których jest więcej.

mam namyszy
1.  Muszę się przyznać, że źle przeczytałem tytuł pani książki. Zamiast "kurhanek", narzuciło mi się "kochanek". Czym, oprócz tytułu, zaskoczy pani powieść? Dlaczego na okładce pojawiła się znudzona dziewczynka?


Jeśli powiem czym zaskoczy, to nie będzie już zaskoczenie :) A, czy ta dziewczynka jest znudzona? Moim zdaniem jest naburmuszona, niezadowolona z życia, które ma, gotowa do podróży w nieznane.

2. Jakie są pani uczucia, gdy stawia pani ostatnią kropkę w napisanej powieści? Jaka jest reakcja weny i wyobraźni?


Uczucie ulgi, że skończyłam i teraz mogę już pokazać tę powieść światu, ale też uczucie niepokoju, jak zostanie odebrana. Ale tak naprawdę, to praca nie kończy się po ostatnim zdaniu. Powieść nabiera kształtu po redakcji, korekcie i ponownym czytaniu.

3. Przyszła wiosna, idzie lato... Ptaki śpiewają, trawa szepce, tańcząc z wiatrem, a niebo wreszcie ujawniło swoją niebieską szatę... Zapewne nie tylko ja bujam w obłokach... O czym pani marzy? Jakie jest pani największe marzenie?

Obudzić się któregoś dnia i stwierdzić, że nigdzie nie muszę się spieszyć, nad niczym panować, o nic martwić. Wyjść na taras zalany porannym słońcem, przeciągnąć się i zjeść śniadanie na powietrzu z najbliższymi. I tak rozpoczynać każdy dzień.

JaneS
1.  A może z książkami jest jak z kremami? Do jakiej grupy zaliczyłaby Pani „Kurhanek Maryli”? Do kategorii +20 czy +35? Pani książka jest przeznaczona zarówno dla mężczyzn, jak i dla kobiet? Dla kogo głównie jest skierowana?


Z kremami to nie jest podobno tak, że zależą tylko od wieku. Czasem 20 - latka potrzebuje kremu mocniejszego, a kobiecie dojrzałej wystarczy +20. I tak jest z książkami, to do kogo są skierowane zależy raczej od typu wrażliwości niż od wieku. Nie polecałabym „Kurhanka Maryli” dzieciom i młodzieży ze względu na mocny temat, a co do reszty nie ma żadnych ograniczeń.

2. Czy ma Pani jakiś pomysł by zachęcić młodsze pokolenie, szczególnie urodzone po 1990 roku do czytania polskich pisarzy?

Odpowiedziałam już na podobne pytania powyżej

3. Wchodzi Pani do windy, a tam schody. Jak zareagowałaby Pani?


Czy to pytanie jest na poważnie?

martucha180
1. Zapewne ma Pani przyjaciółkę Wenę. Jaka ona jest?


Moja przyjaciółka nie ma na imię WENA tylko WYOBRAŹNIA i jest siostrą tej pierwszej. Czasem za bardzo mnie absorbuje i bywa uciążliwa, są chwile, że chcę od niej odpocząć, a ona wciąż mnie „molestuje”. Ale nieraz bardzo przyjemnie spędzamy razem czas i dużo pomaga mi w pracy.

2. Czym jest dla Pani SŁOWO?

Słowo jest narzędziem. Narzędziem, które może być użyteczne, ale też takim, które może zranić, a nawet zabić. Wszystko zależy w czyich „rękach” się znajduje.

3. Pisanie książek wymaga lekkiego pióra. Jak z jego lekkością było w czasach szkolnych? Jak Pani wypracowania oceniali poloniści – co chwalili, a co krytykowali? Czy widzieli w Pani talent literacki czy wręcz przeciwnie?

Dużo zależało od nauczyciela. Jeden dostrzegał we mnie talent i mocno mnie dopingował, żebym brała udział w konkursach literackich i olimpiadach, inni w ogóle nie byli zainteresowani rozwijaniem zdolności literackich u uczniów. W liceum zabrakło mi kogoś, kto pokierowałby mną we właściwą stronę i dostrzegł ewentualny potencjał w dziedzinie literatury. Był ktoś taki, ale uczył mnie historii, stąd kierunek studiów, który wybrałam.

ulvang
1. Jakie tematy i wątki będą zawarte w Pani kolejnej książce?


Jak już odpowiadałam. Nie mogę zdradzić wątków, które chcę umieścić w kolejnych książkach.

2. Czy ma Pani pomysł jak przekonać dzieci i młodzież do czytania książek?

Dla dzieci najlepszą motywacją jest nagroda. Powinno organizować się wiele konkursów, w których dzieci miałyby odpowiadać na pytania z przeczytanych książek i nagradzać je za to. Nie tylko te najlepsze, ale wszystkie, które podjęły wyzwanie. Ale przykład dzieci powinny wynosić z domu, dlatego w pierwszej kolejności powinno się przekonać rodziców, że warto czytać. Niech choćby czytają swoim pociechom książki dla dzieci, to oboje na tym skorzystają.

3. Kto jest Pani ulubionym pisarzem i kiedy poświęca się Pani czytaniu i pisaniu bo przecież trzeba pogodzić życie rodzinne ze swoją pasją?

Na pierwszą część pytania odpowiedziałam wcześniej. Czytaniu i pisaniu poświęcam każdą wolną chwilę, którą wygospodaruję pomiędzy codziennymi obowiązkami.

Edyta Chmura
1. Pani książki zbierają bardzo dobre recenzje, co z pewnością bardzo cieszy i motywuje do dalszej pracy. Czy była jakaś sytuacja (wiadomość od czytelniczki, słowa podczas spotkania autorskiego czy może w gronie rodzinnym), która szczególnie utkwiła Pani w pamięci ze względu na ogrom dumy i ciepłych uczuć, wywołanych w sercu?


Jedna z osób po przeczytaniu „Kurhanka Maryli” powiedziała mi, że ta książka zmienia człowieka, że staje się lepszy. To słowa, które mnie zaszokowały, bo choć chcę poruszać emocje i wstrząsać czytelnikiem, to nie uważam, żeby to co piszę mogło mieć aż taki wpływ. A jeśli tak jest, to tylko mogę się cieszyć.

2. „Prawie całe zło świata wywodzi się z faktu, że ktoś się czegoś boi.” – tak mówiła Valancy w „Błękitnym zamku” Lucy Maud Montgomery. Zgadza się Pani z tą opinią? Czego Pani boi się najbardziej?


Zgadzam się z tym stwierdzeniem. Już w którymś z wywiadów o tym mówiłam. Ludzie atakują innych ze strachu. Mam tego świadomość, dlatego mimo różnych obaw, staram się ugryźć w język zanim powiem coś, co w istocie nie ma sensu, a może komuś wyrządzić krzywdę. Czego się boję? Utraty bliskich, poczucia bezpieczeństwa, cierpienia…

3. Spotkałam się nie raz z opiniami, że to mężczyźni są najlepszymi kucharzami, ponieważ gotowanie traktują jako pasję, a kobiety jako codzienny żmudny obowiązek, który narzucono im już za czasów jaskiniowców…mężczyzna rzucał do groty upolowaną sarnę i rób, kobieto, z tym, co chcesz. A jak jest u Pani – zawsze ciągnęło Panią do gotowania czy to zamiłowanie przyszło z czasem?

Ani jedno ani drugie. Nigdy mnie nie ciągnęło do gotowania i tak jest do tej pory, traktuję to tylko jako obowiązek. Natomiast Babskie Gotowanie, którego jestem współzałożycielką ma głębszą filozofię. To spotkania kobiet, które na co dzień są żonami, matkami, bizneswoman, podróżniczkami, realizują swoje pasje i karierę, to czego zazwyczaj im brakuje to wolnego czasu dla siebie i spotkań z przyjaciółkami. Gromadzimy się raz na jakiś czas na ploteczki i przy okazji gotujemy wcześniej wybraną kuchnię świata. W ten sposób zajmujemy czymś ręce, podczas gdy buzie się nie zamykają, poznajemy nowe smaki i przekonujemy się, że gotowanie dla przyjemności a nie z obowiązku całkiem jest fajne. A jak coś nam nie wyjdzie, to nikt nas nie skrytykuje. Po prostu ląduje w koszu, a my robimy kolejne danie. Ale prawdę mówiąc rzadko kiedy coś nam nie wychodzi.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Serdecznie dziękuję Ewie Bauer za zainteresowanie, poświęcenie swojego, cennego czasu i udzielenie niezwykle ciekawego wywiadu.


Składam także gorące podziękowania wszystkim, którzy wzięli udział w konkursie i zadali pytania. ♥

Do nagrody autorka wytypowała:

syl_ko91

Inna Niezwykła
mojedamskiemysli

Gratuluje i pozdrawiam!!!

Cyrysia

środa, 28 maja 2014

Pszczoły ślubne


Miód na serce
Sarah-Kate Lynch

Wydawca: Prószyński Media
Liczba stron: 320
Data wydania:15-05-2014
Ocena: 5/6









    Spośród wszystkich owadów, pszczoły są szczególnie pożyteczne. Dzięki nim wiele gatunków roślin może się w pełni rozwijać. Produkują także miód oraz wytwarzają produkty o właściwościach leczniczych (propolis, kwiatowy pyłek, pierzga itp.). Ale czy wiecie, że mogą również decydować o czyimś losie? Główna bohaterka książki ,,Miód na serce’’ Sarah-Kate Lynch jest tego najlepszym przykładem.

Sugar „Honey” Wallace to niezwykle uprzejma, o nienagnanych manierach i wielkiej kulturze osobistej trzydziestosześciolatka. Co roku od kilkunastu lat wspólnie ze swoimi pszczołami osiedla się w przypadkowych miejscach, gdzie zaczyna wszystko od początku. Tym razem jej wybór pada na Manhattan, przy ulicy Flores Street. Sąsiedzi kamienicy są zaskoczeni nietypową lokatorką. Pod jej urokiem jest też czterdziestoletni Theo Fitzgerald, prawnik reprezentujący organizację działające na rzecz bezdomnych. Niestety napotyka na poważną przeszkodę. „Ona ma fioła na punkcie pszczół. A ja jestem na nie uczulony”. Ponadto Sugar nie chce się angażować w żaden związek, ponieważ kiedyś w przeszłości zrobiła coś strasznego. Tymczasem niespodziewanie od jakiegoś czasu pszczoły wraz z Królową Elżbietą Szóstą strajkują. O co w tym wszystkim chodzi? Jaką mroczną tajemnicę skrywa nasza bohaterka? Czy pomimo silnej alergii na jad pszczeli Theo będzie zabiegał o jej względy? Przeciw komu bądź czemu owady wszczęły bunt?

Sarah-Kate Lynch przez prawie 20 lat pracowała jako dziennikarka, m.in. w New Zealand Woman’s Weekly oraz w New Zealand Herald. Mieszka z mężem, Markiem Robinem, reżyserem filmowym w Queenstown, malowniczym miasteczku położonym nad jeziorem w górach na południu Nowej Zelandii. Poza pisaniem książek prowadzi stałą rubrykę w tygodniku New Zealand Woman’s Weekly. W swoim dorobku literackim posiada między innymi: ''Za oknem cukierni'', ''Dom córek'', ''Na domiar złego'', ''Błogosławieni, którzy robią ser'', ''Nie samym chlebem'', ''Biesiada z Aniołami'' itp. ''Miód na serce'' jest dziewiątą powieścią pisarki.

To moje pierwsze spotkanie z twórczością Lynch, ale mam nadzieję, że nie ostatnie. Jestem bardzo mile zaskoczona tą książką. Nie spodziewałam się, że dostanę tak zabawną, błyskotliwą i pełną wewnętrznego ciepła historię miłosną. Fabuła jest ciekawa i wciągającą. Poznajemy Sugar (to imię oznacza cukier) uroczą, otwartą i serdeczną dziewczynę, która wraz ze swoimi ukochanymi pszczołami odziedziczonymi po dziadku, najważniejszej osobie z jej przeszłości i zagorzałym pszczelarzu regularnie, co rok przemierza kraj w poszukiwaniu własnego miejsca we wszechświecie. Nigdzie jednak nie potrafi na dłużej zapuścić korzeni. Tym razem jej wybór pada na Alphabet City. Już pierwszego dnia pobytu próbuje zaznajomić się z pozostałymi mieszkańcami kamiennicy. Nie jest to jednak takie proste. Sąsiedzi odnoszą się do niej z dużą rezerwą i niechęcią. Pani Keschl i pan McNally, którzy mieszkają na różnych piętrach są nieuprzejmi, krzykliwi  i wiecznie naburmuszeni. Jest także Ruby, młoda dziewczyna chorująca na anoreksje, Nate, nieśmiały, zakompleksiony kucharz oraz Lola, młoda matka samotnie wychowująca synka. Ku zaskoczeniu wszystkich Sugar angażuje się w życie każdego z nich, chcąc je zmienić na lepsze. Z jakim to wyjdzie rezultatem? Autorka w piękny, ujmujący sposób uświadamia czytelnikowi, że dobroć zawsze popłaca. Obdarowując kogoś swoją radością równocześnie i sobie sprawiasz radość, widząc, że ten ktoś jest szczęśliwy, a każdy dobry uczynek wróci do Ciebie jak bumerang. Kolejną istotną kwestią poruszaną przez pisarkę jest problem z eleganckim zachowaniem i nienagnanymi manierami. Jeśli chcemy być postrzegani jako osoby kulturalne musimy podjąć wysiłek aby w sposób celowy i zamierzony uczyć grzeczności i szacunku wobec innych.

''Mniejsza z tym, że ludzie nie potrafią się zachować, mawiał. Grunt, że ty potrafisz. Tak działa dobre wychowanie. Rób innym, co tobie miłe. Dobre maniery to nic innego jak uprzejmość, bez względu na zachowanie drugiej osoby. Dzięki nim świat staje się lepszy, możesz mi wierzyć na słowo''.

Dobre wychowanie to podstawa, ponieważ grzeczność sprawia, że nasze życie staje się bardziej znośne.

Spędziłam kilka przyjemnych chwil przy tej lekturze. Szczególnie urzekł mnie motyw pszczół, które odegrały w tej niezwykłej historii kluczową rolę. Są jakby latającą chmarą aniołów stróżów przejmując kontrolę nad daną sytuacją. To one po przez własny ustalony system decydują o losie swojej opiekunki. Za ich sprawą Sugar pozostaje w złych stosunkach z rodziną. Dlaczego? Tego musicie dowiedzieć się sami. Czy w takim przypadku zaakceptują Theo, który jest silnie uczulony na ich jad? Zdradzę tylko, będziemy świadkami wielu zaskakujących, humorystycznych sytuacji.

Dawno nie czytałam tak przyjemnej, podnoszącej na duchu i pachnącej miodem komedii romantycznej. Całość napisana jest lekkim, swobodnym stylem, z ogromną wrażliwością i z niezwykłą swadą. Akcja płynie spokojnym, miarowym rytmem, nie ma tutaj jakiś gwałtownych zwrotów. Jednak, mimo tego czyta się dobrze, bez poczucia znudzenia. Bohaterowie- zróżnicowani pod względem temperamentu, osobowości i prezentacji, zapadają w pamięć i budzą emocje. Zwłaszcza Sugar wydaje się być zupełnie z innej epoki. I w tym tkwi cały jej urok. W natłoku codziennych spraw i obowiązków zapominamy o ogładzie towarzyskiej i obowiązujących w niej zasadach. Współczesna kindersztuba różni się od tej sprzed kilkuset lat. Obecnie panuje swoista anarchia wolności słowa, zachowań, ponieważ każdy z nas ma prawo, uzewnętrzniać emocje, uczucia i potrzeby. Mimo to uważam, że stosowanie zasad savoir-vivre’u może znacznie ułatwić nasze codzienne, międzyludzkie kontakty i wprowadzić do nich życzliwość, a nawet łagodność, szacunek i dobro. Dlatego z ogromną przyjemnością śledziłam skromne, kulturalne obycie naszej Pszczelarki.

,,Miód na serce’’ jest jak promyk słońca w pochmurny dzień, a w upalne lato wymarzony cień. To krzepiąca opowieść nie tylko o miłości, ale także o przyjaźni, dobrych manierach, stawianiu czoła innym ludziom i dawaniu sobie drugiej szansy. W iście magiczny sposób udowadnia, że złamane serce można wyleczyć i ponownie zacząć żyć w pełni radości. Serdecznie polecam. Nie będziecie zawiedzeni.

***
  Wydawnictwo Prószyński i S-ka.

poniedziałek, 26 maja 2014

Wywiad z Michałem Matuszakiem

martucha180
1. Zapewne ma Pan przyjaciółkę Wenę. Jaka ona jest?


-Figlarna bo czasem nie daje się okiełznać. Potrafi być wszystkim, nawet czymś prozaicznym. W końcu pisanie to grzebanie w detalach. Wena jest uśmiechem, rozmową, kłótnią, wszystkim co wyzwala emocje.

2. Czym jest dla Pana SŁOWO?

-Niewyczerpaną możliwością konstruowania, radością z tworzenia. Czymś szczególnym, wyjątkowym. Sprawia mi ogromną przyjemność zabawa ze słowem. Bogactwo naszego języka nie pozwala się nudzić. 

3. Pisanie książek wymaga lekkiego pióra. Jak z jego lekkością było w czasach szkolnych? Jak Pana wypracowania oceniali poloniści – co chwalili, a co krytykowali? Czy widzieli w Panu talent literacki czy wręcz przeciwnie?

-Nigdy nie sprawiało mi to większych problemów. W podstawówce w czwartej klasie polonistka czytała moje wypracowania szóstoklasistom jako przykład pracy pisanej. W technikum zdarzało się pisać na przerwie zadania domowe z polskiego zapominalskim kolegom. Ostatni rok szkoły średniej dostaliśmy w zastępstwie nową polonistkę, która często powtarzała pół żartem, pół serio, że mógłbym pisać książki. Wtedy przeszły mi przez głowę pierwsze myśli zabrania się za to na poważnie. Przez polonistów zazwyczaj czułem się ciut faworyzowany, może poznali się że jestem kolegą "po fachu". He, he.

Piotr Z
1. Moje pytanie dotyczy zbierania materiałów dotyczących książki. Sam pracowałem przez pewien czas jako streetwalker. Wchodziłem w ciemne miejsca, ryzykując zdrowie i życie. Wracając do tematu. Autor nie obawiał się ryzyka, że książka może zostać niezrozumiana przez większość czytelników, którzy wybierają lektury lekkie i przyjemne w odbiorze.


-Pisząc książkę za dużo się nie zastanawiałem czy temat jest odpowiedni. Sam lubię tematykę cięższą, więc naturalnie zabrałem się za trudniejsze zagadnienia, faktycznie raczej rzadko czytane. Nie szukam w książce rozrywki, a dostrzeżenia jakiejś nowej perspektywy, poszerzenia horyzontu, innego spojrzenia na coś co dotychczas było takie naiwnie jasne. Co do odbioru "Na marginesie" to wolałem otoczyć się elitarnym gronem czytelników, ludźmi lubiącymi wyzwania. W nich właśnie upatruję przychylności dla swojej książki. Mam nadzieję, że chociaż tej garstce moje pisanie przypadnie do gustu.

Piotr Śliwiński
1. Socjologowie skłaniają się ku tezie, że architektura miejskiej przestrzeni jest odzwierciedleniem różnic społecznych. Czy architekt krajobrazu ma podobne lub inne spostrzeżenia dotyczące różnic społecznych na polu kształtowania przestrzeni otwartych ?


-Jeśli chodzi o projektowanie przestrzeni zielonej to chyba nie ma tak widocznej granicy jaka istnieje przy architekturze budowlanej. Chociaż charakterystyczną zielenią dla starych blokowisk jest zapuszczony trawnik i zaniedbany żywopłot. Taki zestaw w bardziej ekskluzywnej dzielnicy jest nie do przyjęcia. Rzeczywiście nie do każdego otoczenia pasuje oczko wodne czy lepsza odmiana żywotnika. Być może pana pytanie podsunie socjologom nowy temat do badań.

2. Dobry architekt krajobrazu winien posiadać cechy takie jak kreatywność, poczucie estetyki i rozwinięta wyobraźnia - jak te cechy pomagały Panu przy pisaniu swojej powieści?

-Bardzo pomogły. Myślę, że były znaczące i bez nich ciężko byłoby komukolwiek napisać książkę. Są nieodłącznym elementem do tworzenia. Bez wyobraźni ani rusz.

3. No i na koniec, pytanie z przymrużeniem oka: mamy setki, jeśli nie tysiące powieści o policjantach, lekarzach, psychologach, profilerach, adwokatach i profesorach różnych maści - dlaczego nikt jeszcze nie napisał powieści z architektem krajobrazu w roli głównej? :)

-Widocznie architekci są nudni he, he. Lekarze piją w pracy, psychologowie sami mają problemy podobne co ich pacjenci, profesorowie zdradzają żony ze studentkami, a policjanci to najbardziej przekupna grupa zawodowa. Jest o czym pisać. Oczywiście żartuje. Tak na serio to ciężko mi się wypowiedzieć, bo architektem krajobrazu jestem jedynie z nazwy. Tylko chwilę pracowałem w zawodzie. Na pewno ciężko mnie nazwać reprezentantem tej grupy. Teraz już nie wiele mam z tym wspólnego. Za to w klasie roiło się od naprawdę ciekawych postaci. Gdyby zagłębić się w prywatne życie tych osób, dodając trochę literackiej fikcji, można by stworzyć ciekawą książkę. Może komuś z byłej klasy zaproponuję współpracę? He, he.

Monika Piotrowska-Wegner
1. Proszę sobie wyobrazić, że znalazł się Pan na bezludnej wyspie. Ma Pan ze sobą tylko jedną książkę. Jaką i dlaczego właśnie tę?


-"Moskwa-Pietuszki" Wieniedikta Jerofiejewa. Ni to satyra, ni to dramat pewnego alkoholika. Zabawne, a zarazem smutne. Dla mnie mistrzowskie opisanie człowieka mało znaczącego dla świata, ale dążącego do celu, do spełnienia swojego marzenia. Jeśli komuś spodoba się "Na marginesie" tym bardziej powinien docenić "Moskwa-Pietuszki". Polecam przeczytać zaraz po "Na marginesie".

2. "Na marginesie" czytałam, że to bardzo dobra książka poruszająca ciekawe tematy. Skąd pomysł na napisanie właśnie takiej książki?


-Dziękuję. Mam nadzieję, że tak będzie odebrana przez tych, którzy zdecydują się po nią sięgnąć. Książka miała opowiadać o zwykłych ludziach, trudniących się  ciężką pracą fizyczną, pijących piwo po robocie, oglądających przez większość swego wolnego czasu telewizję, jedzących w niedzielę ziemniaki z sosem, narzekających na wszystko, czyli o statystycznym Polakach. Choć kocham Ojczyznę to nie idzie nie zauważyć tych negatywnych, tradycyjnych dla nas zachowań. Chciałem pokazać jak wygląda życie tych poniżej średniej krajowej i te charakterystyczne postępowania. "Na marginesie" ma pokazać jacy jesteśmy pasywni, bierni wobec własnego życia. Opowiedzieć o drodze od przełomowej myśli do czynu. Reasumując, dużo planujemy, mało działamy, pozostawiając nasze życie w rękach innych.

3. Zakładając, że Niebo istnieje, co chciałby Pan usłyszeć od Boga u bram Raju? (bardzo proszę wysilić wyobraźnię).

-Chłopie zazdroszczę ci tak przeżytego życia he, he. Poważniej mówiąc, to wystarczyłoby mi usłyszeć, że postępowałem godnie realizując siebie nie zapominając przy tym o innych. W sumie każda aprobata od Boga byłaby czymś niesamowicie krzepiącym, fantastycznym ukoronowaniem dobrego życia. Przyziemne przyjemności mogą się chować przy takim wyróżnieniu.

JaneS
1. A może z książkami jest jak z kremami? Do jakiej grupy zaliczyłby Pan „Na marginesie”? Do kategorii +20 czy +35? Pana książka jest przeznaczona zarówno dla mężczyzn, jak i dla kobiet? Dla kogo głównie jest skierowana?


-Jedyną kategorią jaką bym się posłużył przy scharakteryzowaniu "Na marginesie" byłoby: myślący/niemyślący, choć to może dziwaczny podział. Książka spodoba się każdemu, kto lubi trochę pogłówkować, podjąć się odmiennej lektury, odskoczyć na chwilę od ulubionego typu książki. Prawdę powiedziawszy niech nie sięgają po nią ci co na własne kompleksy odpowiadają krytyką wszystkiego wokół.

2. Czy ma Pan jakiś pomysł by zachęcić młodsze pokolenie, szczególnie urodzone po 1990 roku do czytania polskich pisarzy?

-Może należy nieznacznie przekształcić system edukacji. Pokazać, że książka nie  jest jakąś dziedziną zarezerwowaną dla sztywnych intelektualistów, a skutecznym odizolowaniem od codzienności, wycieczką z dala od tu i teraz. Czasem mi się wydaję, że co poniektórzy uważają czytanie za skazę. Gdy usłyszą, że czytasz patrzą wyłupiastymi ślepiami i chichrają się pod nosem. Widziałem jak wielu zareagowało na to, że napisałem książkę. Należy najzwyczajniej uzmysłowić jaką frajdę może sprawiać czytanie, często opowiadające o sprawach które nas wręcz namacalnie dotykają. Książka to zasobna kopalnia, która niewyobrażalnie wzbogaca.

3. Wchodzi Pan do windy, a tam schody. Jak zareagowałby Pan?

-Stwierdziłbym, że ktoś miał niezłą myśl techniczną, ale nieco skopał wykonanie. Potem zastanowiłbym się gdzie jest ukryta kamera. Po czym ruszyłbym zadowolony, że trochę schudnę idąc schodami.

iza.81
1. "Na marginesie" jest powieścią o ludziach żyjących na marginesie naszego społeczeństwa. Czy gdyby miał Pan taką możliwość, że mógłby wysłuchać (poznać historię) takich ludzi na własnej skórze - czy podjąłby się Pan napisania książki?


-Znam takich ludzi, lecz w większości to już osoby mające za sobą ten "margines". Na szczęście. Niektórzy założyli szczęśliwe rodziny, inni układają życie za granicą. Dużo z ich opowieści czerpałem. Naprawdę byłem pod wrażeniem, że można wyrwać się z takiego osobistego bagna. "Na marginesie" ma ostrzegać i zmusić do refleksji nad własnym życiem, oddając hołd tym, którzy wyszli na gładką powierzchnię, będąc już w naprawdę przytłaczającej sytuacji.

2. Jest Pan z wykształcenia architektem krajobrazu. Czy już Pan coś zaprojektował, a może marzy się Panu coś konkretnego?

-Kiedyś w szkole na praktykach dostaliśmy polecenie zrobienia skalniaka. Jeśli dobrze pamiętam dostaliśmy za niego celujący. Tu mieliśmy wolną rękę i szansę wykazania. Na tym kończy się moja przygoda z działaniem w architekturze krajobrazu. Całego projektu nigdy nie wykonałem, jedynie realizowałem, lecz też nie w pojedynkę. Jak wspomniałem nie pracuję w zawodzie, choć lubiłem tą robotę. Praca wiosną na świeżym powietrzu to coś fantastycznego.

3. Lubi Pan też ubierać myśli w słowa. Jakie myśli lubi Pan "ubierać"?

-Tak jak każdy codziennie przyswajam tyle komunikatów, wiadomości, plotek. Uczestniczę w tylu rozmowach, sytuacjach, wydarzeniach, że wszystkiemu jest poświęcona jakaś myśl. Często nasuwa to jakieś wnioski, a to już kończy się "ubieraniem w słowa". Każdy dzień czegoś nas uczy, napotykamy w nim coś nowego. Zazwyczaj powoduje to u mnie jakieś emocje czy wrażenia które sobie lubię opisywać. 

Sylwka S.
1. Jaka jest Pana definicja szczęścia?


-Żyć po swojemu i mieć święty spokój.

2. Z czym kojarzy się dla Pana dom rodzinny?

-Z czymś bardzo dobrym. Mieliśmy stworzone dobre warunki, na które nie można było narzekać. Dzieciństwo kojarzy mi się przede wszystkim z swędzącym ciałem, kiedy biegaliśmy po polach ze zbożem, a okres gimnazjalny z "M jak Miłość", bo zawsze wieczorem zasiadaliśmy przed telewizorem, by śledzić losy rodziny Mostowiaków.

3. Dość długo pisał Pan do szuflady, z skąd odwaga, aby w końcu Pana twórczość ujrzała światło dzienne. Co było tym impulsem?

-W pewnym momencie szkoda mi było zaprzepaścić coś co wydawało mi się dobre. Jakiegoś nagłego impulsu nie doświadczyłem, raczej na decyzję złożyło się wiele przemyśleń, wątpliwości, nadziei i w końcu chęci wyeksponowania tego na szerszą skalę. Pierwszym zamierzeniem było stworzyć płytę hiphopową, ale po napisaniu tekstów stwierdziłem, że nie umiem rapować. Wtedy już całe siły przerzuciłem na tworzenie książki.

mam namyszy
1. Jaki jest Pana azyl?


-Spotkania ze znajomymi, każda chwila z dziewczyną, czas spędzony na pisaniu, mecze żużlowe. Zdecydowanie te cztery rzeczy. Najlepiej gdy idę na mecz z dziewczyną i znajomymi. Pisanie jest biegunowo odległe, wszak do niego potrzebuję samotności i ciszy.

2. Jakie jest życie na marginesie?

-Odsyłam do książki. Tam znajduje się wyczerpująca odpowiedź na to pytanie.

3. Co dla Pana znaczy "margines"?

-Za tytułowym "marginesem" bo pewnie o niego jest pytanie, kryje się dwojakie znaczenie. Pierwsze dosłowne czyli pochodzenie, rodzina, tożsamość, otoczenie. Wszystko co zostało bohaterom dane niezależnie od nich i z którym ciężko polemizować. Drugie to metaforyczne, mianowicie mentalność przegranych, zachowanie, obojętność. To już wybór, któremu zawsze można nadać inny tor. Bohaterowie książki utknęli w "marginesie" i jednym i drugim.

syl_ko91
1. Pisze Pan i lubi czytać w każdej wolnej chwili, jakie książki najbardziej przypadają Panu do gustu? Czy są to książki z pieprzykiem, czy wręcz odwrotnie, kryminały?


-Ani z pieprzykiem, ani kryminały. Kiedyś chwilę czytałem Jo Nesbo, ale nie związałem się z jego twórczością na dłużej. Obecnie od dłuższego już czasu lubuję się w literaturze faktu i powieściach społeczno-obyczajowych.

2. Do dziś pamiętam zapach ... ?

-Metanolu na stadionach żużlowych. Nawet w środku zimy gdy sezon zamiera potrafię wyobrazić sobie ten zapach tak wyraźnie, że wręcz go czuję. Żużel to jedna z niewielu dyscyplin sportowych, która oddziałuje na trzy zmysły: wzrok, węch, słuch. Jeśli ktoś nie widział polecam obejrzenie meczu na żywo.

3. Gdyby wiedział Pan, że ma przed sobą tylko jeden dzień życia, jakby go Pan spędził i co by robił w tych ostatnich minutach?

-Pewnie nie starczyłoby mi czasu na zrealizowanie tego co chciałem. Podejrzewam, że zebrałbym wszystkim życzliwych mi znajomych i urządzilibyśmy konkretną imprezę. Takie pożegnanie z uśmiechem na twarzy. Jak umierać to tylko wśród swoich, he, he.

biedronka
1. Czy pisanie to dla Pana bardziej hobby czy zawód? 


-Zdecydowanie hobby. Chociaż wspaniale byłoby móc poświęcić się w całości pisaniu i uczynić nadrzędnym zajęciem. Niestety realia są takie, że nie spodziewam się w przyszłości jakiegoś odwrotu sytuacji. Obecnie często brakuje czasu. Piszę "z doskoku", często kosztem czegoś. Nie narzekam, bo robię to z przyjemnością, ale interesuję się też innymi rzeczami, dla których rezerwuję ciut mniej wolnego czasu. Jeśli ktoś ma na sprzedaż nadmiar czasu chętnie odkupię, he, he.

2. Czy ma Pan poczucie humoru? Jak wykręci się Pan od wypicia kawy z nieznaną fanką? Czy poważną odpowiedzią, że "jestem w związku", czy może jakoś żartobliwie?     
                                                                                                                               
-Nieskromnie stwierdzam, że mam poczucie humoru, a z fanką wypiłbym kawę. O każdego poznanego fana będę dbał jak o diament. Będąc na początkowym etapie przygody z pisaniem i raczej niszowym temacie nie spodziewam się wielkiej rzeszy wielbicieli mojej twórczości. Ucieszy mnie każde dobre słowo i z taką osobą chętnie zasiadłbym do dyskusji przy piwie, kawie czy herbacie. Z oponentem też pogadam, jeśli jego krytyka będzie wychodziła z jakiegoś pojęcia i przybierze konstruktywną formę.

ulvang
1. Czy pańska powieść ma nas ostrzegać i chronić przed życiem na marginesie czy uzmysłowić nam, że wśród nas w każdym polskim mieście a nawet na wsiach ludzie mają takie same problemy?


-I jedno i drugie, a w rezultacie obudzić refleksję nad tym czy nasze życie jest zadowalające.

2. Jako kibic leszczyńskich Byków ma Pan lub miał swojego żużlowego idola. Kto nim jest?(poproszę o inne nazwisko niż Leigh Adams, który dla nas wszystkich był przykładem prawdziwego sportowca).

-Damian Baliński jest moim lokalnym wzorem sportowca, jakich obecnie nie ma za dużo. Uosobienie waleczności, oddania drużynie, zadziorności. Wynik drużyny zawsze stawia ponad indywidualne osiągnięcia. Całą sportową karierę związał z Unią Leszno. Pomimo 37 lat na karku nigdy nie zmienił klubu. Przez mieszkańców Leszna kochany. Nie widziałem innego wyboru niż Baliński. Z innych dyscyplin doceniam także piłkarza AS Romy Francesco Tottiego. Za to samo co Balińskiego. Pomimo innych wykonywanych zawodów są do siebie niezwykle podobni.

3. Czy istnieje szansa, że napiszę Pan książkę o wątku sportowym?

-Wątek sportowo-kibicowski został zawarty w "Na marginesie". Myślałem o takiej tematyce, ale jak już by do tego doszło w przeważającej części byłaby to powieść o kibicach żużlowych, rzecz jasna.

Justyna P
1. Bardzo zainteresowała mnie ta książka. Oby tylko autor dawał nadzieję, że taka osoba może się podnieść, odbić z dna i coś osiągnąć. Mój ojciec jest alkoholikiem, zresztą jak praktycznie mężczyźni z całego mojego byłego osiedla. Przyjazdy policji i brak pieniędzy na jedzenie, wyrzucanie 40-stu butelek po piwie, walających się po całym domu - to była norma.
Czasami zastanawiałam się nad tym samym, o czym pisze autor... Czy miejsce urodzenia decyduje o dalszym życiu, czy będąc członkiem takiej, a nie innej rodziny, ma się szanse na lepsze życie?
W sumie widzę, że ludzie potrafią wyjść zwycięsko z każdej sytuacji, ale ja chyba dopiero się tego uczę. Powoli pokonuję nieśmiałość, chociaż w dalszym ciągu mam dni, kiedy boję się o cokolwiek spytać, np. w sklepie. Wizyty w urzędach to dla mnie udręka. Ale daję radę. Pamiętam, że kiedyś byłam inna, bardziej pewna siebie. I chcę, żeby tak znowu było. :) Jedyne, o czym teraz myślę, to co będzie z moim bratem. Teraz on co chwilę wychodzi na piwo, napić się vódki (bo kolega stawia). Dziwnie codziennie czuć w jego oddechu zapach alkoholu. Dziwne, że nie pracując, chwali się że zarobił za coś trzy stówki w jeden dzień. Ale za co... tego już nie powie.


-Bardzo emocjonalnie. Cóż, jeśli pojawia się świadomość i chęć poprawy to nawet niesprzyjające warunki nie są w stanie powstrzymać nadejścia tych zmian. Jeśli te chęci realizują czyny nasza siła jest niewyobrażalna. Bohaterowie "Na marginesie" popełniają grzech zaniedbania właśnie przez to że myśli nie przekuwają w czyn. Gdzieś dookoła nich lewituje te niezadowolenie ze swego życia, ale wygoda i przyzwyczajenie odbiera moc. Zazwyczaj błahe, wewnętrzne bariery są największym ogranicznikiem. Wystarczy trochę wiary, by je sforsować i diametralnie odmienić to co przeszkadza. Pozostaję mi życzyć wszystkiego wymarzonego. By ułożyło się według Twojego scenariusza.

2. Komu poleciłby Pan swoją książkę? Czy uważa Pan, że dla osób, o podobnych przeżyciach do moich etc., książka ta może być nadzieją na lepsze życie, może dać kopa do działania, w takim celu została napisana? I czy uważa Pan, że wykształcenie, dobra opinia w środowisku, ogólnie - pozycja, daje prawo do nazywania rodziny "dobrą rodziną"? Często słyszy się, że jakiś przestępca "pochodził z dobrej rodziny"...

-Książka ma przede wszystkim dawać tego kopa, pomóc zrzucić to co uważamy w swoim życiu za niewłaściwe, ale nie chce nam się podjąć trudu zmian. "Na marginesie" wytyka błędy i ma służyć jako ostrzeżenie. Co do drugiego pytania, taki podział jest absolutnie zły. Można pochodzić z bogatszego bądź biedniejszego domu, ale to tylko wartość nabyta, materialna, którą zawsze idzie poprawić. Tak jak wszystko. Opinia w środowisku często nie jest adekwatna do rzeczywistości. Pochodzenie o czymś mówi, kształtuje, ale nie jest niezmywalnym piętnem. Zmienię lekko definicję. "Dobrą rodziną" jest rodzina, w której się najlepiej czuje. W stu procentach to subiektywna odpowiedź. Nie wykształcenie, status materialny czy opinia, a to jak się w niej odnajduje. I niech to pozostanie raz na zawsze odbierane jako "dobra rodzina".


Za pytania chciałbym wszystkim podziękować. Tak naprawdę nie spodziewałem się aż tak wysoko jakościowych pytań. Parę z nich nadaje się na dłuższą dyskusję, która nie zakończyłaby się na paru zdaniach. Niektóre zaskakiwały, niektóre bawiły. Gdybym mógł nagrodziłbym każdego, ale szczęśliwców może być tylko trzech. Gratuluję Justynie P, ulvanie i Piotrowi Śliwińskiemu. Resztę mimo wszystko także zachęcam do przeczytania "Na marginesie". Pozdrawiam.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Również gorąco dziękuję Michałowi Matuszakowi za poświęcony czas i niezwykle interesujący wywiad.


Składam także gorące podziękowania wszystkim, którzy wzięli udział w konkursie i zadali pytania. ♥

Gratuluje i pozdrawiam!!!

Cyrysia

niedziela, 25 maja 2014

Wywiad z Adrianem Bednarkiem

Lustro Rzeczywistosci
1. W jaki sposób przygotował się Pan do napisania powieści o seryjnym mordercy? W końcu umiejętność wniknięcia w umysł mordercy i zmanipulowania czytelnika nie jest łatwym zadaniem, a samo zainteresowanie kryminalistyką niczego nie wyjaśnia
.

Prawdę mówiąc nie czyniłem żadnych specjalnych przygotowań do napisania "Pamiętnika diabła". Od lat czytam o seryjnych mordercach, oglądam dużo programów tematycznych, Te postacie są moim pewnego rodzaju hobby, stworzenie własnej i zbudowanie jej odpowiedniej psychiki, charakteru czy historii oraz motywów było czystą przyjemnością. Kierowałem się jedynie nabytą wcześniej wiedzą i wyobraźnią.

2. Jaką mroczną tajemnicę (poza talentem do pisania, bo to już wiemy) jeszcze Pan skrywa?

Miło wiedzieć, że mam talent :) Skrywam wiele tajemnic, ale gdybym je wyjawił, nie byłyby dłużej tajemnicami ;)

3. Co Pan czuje widząc tak dobre recenzje swojego debiutu?

Poza radością, bo nie zaprzeczę, że dobre recenzje sprawiają mi wielką radość, przede wszystkim presję. Bardzo chciałbym, żeby kolejna książka ( jeśli uda mi się ją wydać ) była ciekawsza od pierwszej. Zdaję sobie sprawę, że jeśli "Pamiętnik diabła" spodoba się czytelnikom, wzrosną oczekiwania co do jakości kolejnej historii.

kwiatusia
1. Kiedy narodziła się u Pana chęć pisania? Czy w tej chwili spontanicznie chwycił Pan za długopis, usiadł przed klawiaturą komputera; a może wrócił Pan do tego pomysłu po pewnym czasie?


Sam motyw zawarty w "Pamiętniku diabła" chodził mi po głowie od dłuższego czasu. Rok wcześniej w przypływie emocji napisałem zupełnie inną historię, z której średnio byłem zadowolony, bo tak naprawdę już wtedy myślałem o diable. Tylko miałem pewne obawy, wciąż zastanawiałem się, czy ta historia ma rację bytu. Decyzja "piszę, przecież nie mam nic do stracenia" zapadła spontanicznie. Zacząłem pisać i doprowadziłem historię do samego końca. 

2. Czy po wydaniu powieści „Pamiętnik diabła” Pana życie się zmieniło? Jakie są plusy i minusy bycia pisarzem?

Na dzień dzisiejszy wiele się w moim życiu nie zmieniło. Wciąż toczy się tym samym rytmem, co przed wydaniem książki. W chwili postawienia ostatniej kropki w "Pamiętniku diabła" postanowiłem, że bez względu na wszystko będę pisał regularnie. Od tamtej pory minęło dużo czasu a ja wciąż staram się tworzyć nowe historie.  Różnica polega przede wszystkim na tym, że przeszedłem najtrudniejszy etap, który nazywam "pokazanie swojej książki światu". Samo pisanie i sprawy związane z losami Kuby traktuję, jako wielką przygodę, która chciałbym, żeby trwała jak najdłużej. Z pisania najbardziej lubię świetną zabawę, jaką zapewnia mi zatracanie się w stworzonym przez siebie świecie. Prawdę mówiąc ciężko mi znaleźć jakieś poważne minusy. Za największy mogę uznać ciągłą chęć poprawiania skończonych już historii.

3. Czym jest dla Pana pasja i czy wyobraża Pan sobie życie bez niej?

Pasja to czerpanie radości z tego, co się robi. Nie wyobrażam sobie życia bez pasji, bo takie życie zwyczajnie traci swój smak. Staje się bezbarwne.

martucha180
1. Zapewne ma Pan przyjaciółkę Wenę. Jaka ona jest?

Jak każda przyjaciółka, miewa swoje humory.  Potrafi spowodować prawdziwą euforię myśli. Ale potrafi też odejść bez słowa pożegnania i mimo usilnych chęci nie dawać znaku życia. Najbardziej lubię ją za to, że jak do tej pory zawsze pojawiała się w najtrudniejszych momentach dając krótką podpowiedź, co zrobić, żeby do końca opowiadania było ciekawie. Podsumowując lubię moją przyjaciółkę wenę, choć stanowi ona co najwyżej połowę wartości podczas pisania książki. Drugą połową jest ciężka praca nad udoskonalaniem pomysłów wyszeptanych w myślach przez ową przyjaciółkę :)

2. Czym jest dla Pana SŁOWO?

Słowo stanowi dla mnie klucz do komunikacji z drugim człowiekiem.

3. Pisanie książek wymaga lekkiego pióra. Jak z jego lekkością było w czasach szkolnych? Jak Pana wypracowania oceniali poloniści – co chwalili, a co krytykowali? Czy widzieli w Panu talent literacki czy wręcz przeciwnie?

Nie przypominam sobie, żeby jakikolwiek polonista widział we mnie talent literacki. W czasach podstawówki bardziej żyłem jeszcze światem komiksów, które pochłaniałem w ilościach hurtowych, niż książek. Z kolei polonistce w liceum najbardziej zależało, żeby Bednarek za swoje nazwisko zawsze miał na koniec roku ocenę dopuszczającą, broń Boże wyższą i tylko o to przez wszystkie lata nauki dbała w stosunku do mojej osoby. Inna sprawa, że nigdy nie starałem się zaimponować swoim pisaniem osobie z góry nastawionej do mnie negatywnie. Jedna cecha łączyła wszystkich polonistów, z którymi miałem kontakt. Potrafili docenić mój antytalent ortograficzny :)

Natalia Z
1. Mam pytanie odnośnie pomysłu na napisanie książki. -Skąd pomysł na to, by napisać taką, a nie inną książkę? Sama chciałabym kiedyś coś stworzyć własnego, aczkolwiek nie mam pomysłu. Więc nasuwa się II pytanie, Skąd czerpać pomysły? :)

Ja swoje pomysły czerpię z codziennych zainteresowań. Interesują mnie postacie seryjnych morderców dlatego narodził się pomysł, żeby napisać książkę o zabójcy opowiedzianą z perspektywy zabójcy. Jeśli miałbym podpowiedzieć, skąd czerpać pomysły polecałbym skupić się na własnych zainteresowaniach i wymyślaniu historii w oparciu o nie. Świat bohaterów, same postacie, ich problemy wynikają już tylko i wyłącznie z działania wyobraźni. Przynajmniej tak jest w moim przypadku.

Dalia
1. Skąd wzięła się ta fascynacja tematyką kryminalną , chodzi o sam aspekt kryminalny czy też psychologiczny?


Interesują mnie motywy, dla których seryjni mordercy pozbawiają życia swoje ofiary. Sytuację, które wywołały nieodwracalne zmiany w psychice, czyniąc ich bezwzględnymi zabójcami. Zawsze chciałem wiedzieć dlaczego niektórzy chwalą się swoimi zbrodniami poprzez np. wysyłanie listów do prasy czy na policję. Równie interesująca jest sama zbrodnicza działalność. To, w jaki sposób przygotowują się do dokonania zabójstwa, wybierają konkretną ofiarę, obserwują ją. Zastanawia mnie czy z góry zakładają, że kiedyś wpadną czy może mają specjalnie przygotowaną taktykę, która ma pozwolić im pozostać wolnymi. Prawdę mówiąc chodzi o oba wymienione przez Panią aspekty.

2. Ted Bundy przed egzekucją powiedział "Nie jesteśmy urodzonymi potworami. Jesteśmy waszymi synami i jesteśmy waszymi mężami" - jak by Pan zinterpretował jego słowa?

Według mnie Bundy'emu chodziło o to, że nikt ot tak nie rodzi się seryjnym mordercą.  Podobnie, jak nikt nie rodzi się pisarzem, malarzem, sportowcem, złodziejem czy dyktatorem. Urodził się taki sam, jak wszyscy i dopiero kolejne doświadczenia nabywane w życiu spowodowały nieodwracalne zmiany w psychice i uczyniły go człowiekiem odpowiedzialnym za śmierć ponad trzydziestu osób. Z jego słów można również wywnioskować, że seryjni mordercy na co dzień są zwykłymi ludźmi. Mają swoje prywatne życie, zakładają rodziny, często sami są ojcami, mogą być sąsiadem każdego z nas, kolegą z pracy, albo sympatycznym panem sprzedającym nam codziennie rano gazetę a o mrocznej stronie ich osobowości dowiadują się tylko ofiary.

3. Co Pan sądzi o seryjnych mordercach, który z nich wywołał w Panu największe emocje?

Seryjni mordercy są postaciami nietuzinkowymi. Człowiek, który odbiera życie drugiemu człowiekowi tylko dlatego, że sprawia mu to przyjemność automatycznie wywołuje we mnie fascynacje. Od razu nasuwa się pytanie, dlaczego właśnie to sprawia mu przyjemność. Zdecydowanie największe emocje wywołał we mnie Dennis Rader BTK. Właściwie to dzięki jego historii, która przeczytałem dawno temu w "Detektywie" zaciekawiłem się tematyką seryjnych morderców. Wszystko, co dotyczy postaci BTK powoduje gęsią skórkę. Od pierwszego zabójstwa, sposobu, w jaki go dokonał, poprzez chęć stania się sławnym aż do sytuacji przez którą został złapany po prawie 30 latach od pierwszego, poczwórnego zabójstwa.

Sylwka S.
1. Jaka jest Pana definicja szczęścia?

Szczęściem jest dla mnie posiadanie życiowych celów, których realizację zaczynam budząc się każdego kolejnego dnia.

2. Z czym kojarzy się dla Pana dom rodzinny?

Przede wszystkim z dzieciństwem i czasami nastoletnimi. Wywołuje sentyment do najbardziej beztroskiego okresu życia.

3. Jest Pan zafascynowany kryminałami, czy tylko przy takim gatunku literackim będzie Pan trwał, czy może kiedyś napisze Pan np. erotyk bądź powieść obyczajową?

Nie wiem, co przyniesie przyszłość, nie wykluczam, że napiszę coś w innym gatunku niż thriller. Pierwsza historia, którą napisałem była mieszanką akcji z kryminałem szpiegowskim ( tajni agenci, mafia, pseudokibice, handel narkotykami). Pisanie w tych klimatach również sprawiało mi przyjemność, choć nie taką jak opowiadanie losów Kuby. Powieści obyczajowej z pewnością nigdy nie napiszę, bo to kompletnie nie moja działka, co innego erotyk. Może podjąłbym się wyzwania...

iza.81
1. Czy istnieje jakiś jeden wątek w "Pamiętniku Diabła", którego pisanie sprawiło Panu największą przyjemność?

Napisanie całego "Pamiętnika diabła" sprawiło mi wielką przyjemność.  Gdybym jednak musiał wybrać jeden motyw wahałbym się pomiędzy pierwszą obserwacją domu Martyny ( ofiara numer dwa ) i wakacjami w Jastrzębiej Górze. Chyba postawiłbym na ten drugi.

2. Co (lub jaki wątek) według Pana jest najbardziej przerażające w "Pamiętniku Diabła"?


Ocenę odczuć z danych wątków pozostawię czytelnikom. Mogę powiedzieć, który wątek zakładałem, że może przerazić czytających najbardziej. Chodzi o wątek domu rodzinnego Kuby a konkretnie sprawę Klary. Długo myślałem nad odpowiednią traumą z dzieciństwa dla głównego bohatera i postawiłem na dość ryzykowną. Nigdy o takiej traumie nie słyszałem, dlatego uważam ją za coś co miało zrobić "mroczną różnicę" podczas czytania książki. Szczerze mówiąc strasznie jestem  ciekaw odbioru tego motywu przez czytelników.

3. Od lat fascynuje Pana tematyka kryminalna. Czy gdyby miał Pan taką możliwość, że mógłby wysłuchać (poznać historię) prawdziwego kryminalisty - czy podjąłby się Pan napisania o nim książki?

Gdyby chodziło o seryjnego mordercę i gdybym miał pewność, że w mojej obecności będzie skuty solidnymi łańcuchami to z pewnością podjąłbym się wyzwania.

mojedamskiemysli
1. Moje pierwsze skojarzenie po przeczytaniu recenzji to serial "Dexter", którego widziałam kilka odcinków. Oglądał Pan ? Ogląda Pan jakieś inne seriale kryminalne ?


Owszem oglądałem Dextera, przeczytałem też wszystkie książki Jeffa Lindsey'a związane z tą postacią. Nie zaprzeczę, że bardzo mi się podobał, ale nie uważam, że serial jest podobny do "Pamiętnika diabła". Dexter jest kimś w rodzaju Batmana, tylko w nieco innej wersji. Zabija wyłącznie bardzo złych ludzi. Kuba poluje na niewinne kobiety w celu zaspokojenia własnych potrzeb. Jego nie interesuje historia ofiary i udowodnienie winy. Mordując chce przeżywać swoje wynaturzone wizje. Jest prawdziwym seryjnym mordercą a nie "umoralnionym". Oglądam kilka seriali kryminalnych. W ostatnim czasie stałem się fanem "Bates Motel", "Hannibala" i "Following", choć za najlepszy serial nadal uważam nieśmiertelną "Rodzinę Soprano". Nie lubię natomiast niczego w stylu CSI.
 
2. Czytam i oglądam głównie kryminały. Czasem aż się siebie boję, zafascynowanej mordami i mordercami, bo dla mnie im ich więcej tym ciekawiej. Czy nie boi się Pan siebie i swoich fascynacji?

Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że nie boję się swojego hobby ;) Bo traktuję to bardziej w rodzaju mrocznej rozrywki. ??- Prawdę mówiąc nie widzę nic nienormalnego w fascynacji morderstwami. Najmroczniejsza strona zła jest naprawdę interesująca. Przecież, gdyby nie zainteresowanie zbrodnią nie powstałaby taka dziedzina nauki, jak kryminalistyka. Oczywiście, że traktuję swoje zainteresowanie w kategoriach rozrywki. Nie kusi mnie, żeby wymknąć się w nocy z domu i kogoś zamordować, jeśli to ma Pani na myśli :) Gdyby takie rzeczy chodziły mi po głowie z pewnością nie pisałbym o nich książek.

Agnieszka Sudoł
1. Kuba Sobański to przykład idealnego socjopaty. Czytając Pańską powieść byłam jednocześnie przerażona i zafascynowana jego sposobem działania oraz myślenia. Podczas opisów dokonywanych przez niego zbrodni łapałam się również na tym, iż w minimalnym stopniu starałam się go usprawiedliwić poprzez pryzmat wydarzeń związanych z Klarą. W związku z tym ciekawi mnie jaki jest Pana stosunek do wykreowanego przez siebie bohatera?


Przede wszystkim bardzo się cieszę, że właśnie takie odczucia wywołał w Pani Kuba. Po cichu miałem nadzieję, że Kuba wzbudzi u czytelników pewną dozę zrozumienia. Dlatego tak wiele stron poświęciłem na przedstawienie jego myśli, choć nawet przez chwilę nie starałem się pisać w kierunku "umoralnienia" Kuby. Cały czas miał być zimnym psychopatą i tej wersji trzymałem się do samego końca. Gdybym powiedział, że mam neutralny lub negatywny stosunek do Kuby, byłoby to kłamstwo. Jakby to nie zabrzmiało: darzę Kubę dużą sympatią. W końcu sam go wymyśliłem, nadałem mu charakter, problemy, traumę, żądze, pragnienia. Stworzyłem go od podstaw i uważam za najciekawszą postać, jaką udało mi się wymyślić. W pewnym sensie stał mi się bardzo bliski a wymyślanie jego dalszych losów stanowi świetną zabawę.

2. W sposobie selekcjonowania przez Kubę swoich ofiar osobiście odnajduje motywy, jakie pojawiły się przy sprawie Teda Bundy'ego. Czy to on był główną inspiracją do stworzenia Rzeźnika Niewiniątek czy może jest on hybrydą różnych seryjnych psychopatów?

Ted Bundy w ogóle nie służył za inspirację przy tworzeniu Rzeźnika Niewiniątek. Fakt, książka zaczyna się od jego cytatu, ale tworząc Kubę nie myślałem o Bundym. Proszę zwrócić uwagę, że Budny mordował swoje ofiary z pobudek czysto seksualnych. Za każdym razem oprócz morderstwa dochodziło do gwałtu. Kuba nie gwałci swoich ofiar, tylko wyładowuje na nich swoje frustracje, wstyd i nienawiść do jednej konkretnej osoby. O tym, że też mordował brunetki dowiedziałem się niedawno. W przypadku Kuby wybór pewnego rodzaju ofiar miał zupełnie inne podłoże.

imitashi
1. Skąd czerpiesz inspiracje?


Z pomieszania pasji i zainteresowań z własną wyobraźnią.

2. Skąd wziął się pomysł skonstruowania tak skomplikowanej psychicznie osoby jak Kuba Sobański?


Tworząc postać Kuby kierowałem się jedną zasadą. Chciałem napisać taką książkę, jaką sam chciałbym przeczytać. Zaliczyłem bardzo dużo książek w tematyce seryjnych morderców, ale brakowało mi takiej, która w pełni opisuje życie seryjnego mordercy, jasno przedstawia jego motywy, myśli, pragnienia, życie osobiste, która... jest jego pamiętnikiem. Pisząc kolejne historie nadal kieruję się tą samą zasadą.

3. Czy masz swoje własne, wewnętrzne demony?


Pewnie, chyba każdy z nas je ma :) Nie koniecznie takie, jak Kuba. :)

nieidentyczna
1. Jest Pan zafascynowany tematyką kryminalną. A którzy autorzy tworzący ten gatunek są Pana ulubionymi i dlaczego? Za co szczególnie ich Pan ceni?


Tutaj mógłbym wymieniać i wymieniać. Autorzy, tytuły... ileż tego było... Nie chciałbym Pani zanudzać, więc powiedzmy, że wybiorę swój obiektywny top3 pisarzy, którzy w szczególności wpłynęli na moje postrzeganie literatury. Może wydać się to Pani dziwne, ale nie są to tylko autorzy piszący o seryjnych mordercach. Numer jeden to zdecydowanie Mario Puzo. Po przeczytaniu "Ojca chrzestnego" "przesiadłem się" z komiksów na książki. Wszystkie jego historie pochłaniały mnie bez reszty a przez "Głupcy umierają" i "Omertę" zdarzyło mi się tak zaniedbać przygotowania do letniej sesji egzaminacyjnej, że we wrześniu czekało mnie pięć poprawek w trzy dni :) Numer dwa na mojej liście to Jens Lapidus. "Czarna trylogia sztokholmska" stanowiła prawdopodobnie najlepszą serię, jaką czytałem. Fakt, że na drugą część musiałem czekać ponad rok a na trzecią... pięć tylko spotęgował odczucia. Czytając Lapidusa zobaczyłem z jaką lekkością można operować słowem, zmieniać styl w zależności od postaci, z której perspektywy opisuje się akcję. Każda postać miała zupełnie inny język, slang, postrzeganie świata a przecież wszystkie miały ten sam cel. Numer trzy to Bret Easton Ellis, autor "American psycho". Jedynej w wymienionym gronie książki traktującej o seryjnym mordercy. Niezwykłej, pokazującej świat oczami zabójcy, lecz pozostawiającej więcej pytań niż odpowiedzi. Styl Ellisa jest stylem "innym" niż wszystkie. Bardzo wysoko cenię również jego książkę "Od loty godowe". Z kolei najwięcej swego czasu czytałem powieści Pattersona, Ziemiańskiego i Cobena. Mam nadzieję, że nie zanudziłem Pani przytoczeniem zaledwie kilku ulubionych pisarzy ;)

2. Proszę dokończyć zdanie: 'Dobry pisarz to...."

...taki pisarz, który sprawia, że czytelnik dobrze się bawi czytając jego książki.

mam namyszy
1. Jaki jest "Pamiętnik diabła"?


Żeby przekonać się, jaki jest "Pamiętnik diabła" najlepiej przeczytać go osobiście. W książce jest zawarta odpowiedź na to pytanie :)

2. Co jest pana nałogiem?

Mam co najmniej kilka nałogów. Najsilniejsze z nich to w kolejności: żona, pisanie, bieganie, czytanie, papierosy, żużel, Manchester United. :)

3. Jest pan oko w oko z seryjnym mordercą rodem z pana książki... Co się dzieje? Jakie ma pan uczucia?

Zależy w jakich okolicznościach? Jeżeli wybrałby mnie na swoją ofiarę prawdopodobnie nie dałby mi czasu na jakąkolwiek reakcję, ponieważ on atakuje w najdogodniejszym dla siebie momencie, kiedy ofiara jest całkowicie bezbronna. Zwykle jest zdeterminowany i uzbrojony, szybko zyskałby całkowitą przewagę. Pewnie czułbym jedynie ból i paniczny strach. Ale morderca z mojej książki zabija tylko według pewnego wzoru a ja na szczęście się w ten wzór nie wpisuję :)

92ana
1. Jak rozpoczęła się Pana przygoda z pisaniem książek, skąd u Pana pasja z tym związana?


Przygoda z pisaniem książek zaczęła się dość późno i przyszła spontanicznie "sama z siebie". Spróbowałem dla zaspokojenia własnej ciekawości i później nie mogłem przestać. Szybko uzależniłem się od pisania. Pasja wzięła się z mojego uwielbienia do czytania. Od dziecka czytałem najpierw komiksy a później książki.

2. Co zmieniłby Pan w swoim życiu, jeśli dostałby Pan taką szansę?


Nie mam możliwości cofnięcia czasu, więc o tym nie myślę. Skupiam się wyłącznie na teraźniejszości i przyszłości. Ale jeśli umie Pani cofnąć czas, proszę dać znać wtedy na pewno znajdę kilka spraw, które będę chciał zmienić :)

3. Który bohater z Pana książek ma najbardziej wyrazisty charakter, jest najlepiej wykreowany (Pana zdaniem). A może jakaś postać jest na kimś wzorowana? Co inspiruje Pana do pisania?


Oczywiście Kuba, główny bohater "Pamiętnika diabła". W końcu książka opisuje świat widziany jego oczami, więc wszystko kręci się głównie wokół niego. Inspirują mnie własne zainteresowania wymieszane z wyobraźnią :)

Piotr Śliwiński
1."Od lat zafascynowany tematyką kryminalną, w szczególności postaciami seryjnych morderców (...) Od kilku lat szczęśliwie żonaty," - a co na tę fascynację małżonka. Podziela, toleruje ? :)

 Podziela choć w niewielkim stopniu, toleruje jak najbardziej i mocno wspiera przy literackim debiucie :)

2. Książkę o jedne z pasji już mamy - kryminał o seryjnym mordercy - coś w klimatach/o II Wojnie Światowej w planach?

Na chwilę obecną z pewnością nie. Temat II WŚ jest fascynujący, ale wydaje mi się, że nie jestem jeszcze gotów podjęcia się osadzenia akcji w świecie z tego okresu. W przyszłości... nie wykluczam. Mam za to pomysł na opowiadanie zainspirowany jedną z postaci z II WŚ, ale osadzony we współczesnych realiach.

3. Cechą wielu dobrych pisarzy jest to, że nigdy do końca nie są zadowoleni ze swoich dzieł, nawet jeśli wszyscy inni wychwalają je pod niebiosa. Większość recenzji Pana książki jest przychylna, ale czy, patrząc z perspektywy czasu, jest coś, gdyby była taka możliwość, co chciałby Pan poprawić lub zmienić w "Pamiętniku" ?

Niestety to jedyny minus pisania... Cały czas chciałbym coś poprawiać. Zawsze, kiedy czytam swój tekst coś mi w nim nie pasuje. Wątek, motyw, dialog a nawet znajdzie się pojedynczy wyraz psujący całość. Dlatego w pewnym momencie zmuszam się do odłożenia skończonej historii i mówię "dosyć". Więc odpowiadając na pytanie, tak. Znalazłbym wiele rzeczy, które można ulepszyć w "Pamiętniku". To samo dotyczy drugiej części, dlatego po pewnym czasie odłożyłem ją na bok, żeby nie kusiło do kolejnych poprawek. Całe szczęście odnośnie  "Pamiętnika" mam czystą głowę, ponieważ książka została wydana i na więcej poprawek nie ma miejsca.

Justyna G.
1. Co z wydarzeń z II Wojny Światowej najbardziej Pana fascynuje?

Najbardziej fascynuje mnie aspekt niemiecki. Wszystko, co dotyczy kariery Adolfa Hitlera, Hermana Goringa, Heinricha Himmlera, działalności NSDAP i w ogóle III Rzeszy. Wliczam w to również okres sprzed wojny.

2. Jak Pan myśli co siedzi w głowie psychopaty?

Myślę, że głowa psychopaty stanowi prawdziwą mieszankę wybuchową. Oprócz wynaturzonych potrzeb takich, jak konieczność pozbawienia kogoś życia w celu odczucia przyjemności taki człowiek musi nosić w sobie strach, który narodził się w nim kiedy był jeszcze dzieckiem. Jest zapewne przesiąknięty bólem, nieodłącznym kompanem strachu, czuje się samotny ponieważ nie może podzielić się z nikim swoimi myślami. Większość psychopatów wykazuje cechy narcystyczne, więc zapewne uważa się za lepszego od innych, jednocześnie zdaje sobie sprawę, że to co robi w ogólnie przyjętych normach uważane jest za złe. Wie, że nikt nigdy go nie zrozumie, co może czynić go smutnym.

3. Jak Pan spędza swój wolny czas od obowiązków?

Najczęściej... piszę ;) Staram się pisać regularnie, ale oczywiście na tym spędzanie czasu wolnego się nie kończy. Jestem uzależniony od ćwiczeń, trenuję praktycznie codziennie, uwielbiam czytać ( co jest chyba oczywiste ), spędzać z żoną długie wieczory w towarzystwie dobrego filmu, odcięty od reszty świata. Nie wyobrażam też sobie życia bez żużla, mojego Włókniarza, meczów Manchesteru United i całonocnych maratonów gry w Fifę na xboxie od czas do czasu. 

JaneS
1. A może z książkami jest jak z kremami? Do jakiej grupy zaliczyłby Pan „Pamiętnik diabła”? Do kategorii +20 czy +35? Pana książka jest przeznaczona zarówno dla mężczyzn, jak i dla kobiet? Dla kogo głównie jest skierowana?


Książki to zdecydowanie nie kremy i nie posiadają tak rygorystycznych ograniczeń :)Myślę, że moja książka jest skierowana do wszystkich, którzy lubią mroczne historie, dreszczyk emocji i opisy mrożące krew w żyłach. Polecałbym ją również fanom tzw. "zbrodni doskonałych" i tym, którzy chcieliby zajrzeć do głowy psychopaty lub zwyczajnie... przeżyć mroczną przygodę. Z pewnością "Pamiętnik diabła" trafi zarówno do kobiet jak i do mężczyzn. Nie jest książką skierowaną stricte do konkretnej płci. Nigdy nie klasyfikowałem książek ze względu na przedział wiekowy czytających, prędzej na zainteresowania daną tematyką.

2. Czy ma Pan jakiś pomysł by zachęcić młodsze pokolenie, szczególnie urodzone po 1990 roku do czytania polskich pisarzy?

Jestem świeżo upieczonym debiutantem, więc nie zdążyłem jeszcze dobrze poznać realiów panujących na polskim rynku wydawniczym. Zauważyłem natomiast, że pokolenie urodzone po 1990 roku bardzo lubi czytać książki. Zdaję sobie sprawę, że najwięcej ludzi czytających w ogóle, sięga po zagraniczne pozycje, których wybór jest praktycznie nieograniczony. Ja ze swojej strony mogę starać się zachęcić młodych czytelników ( wydaje mi się, że kilka osób urodzonych po 1990 polubiło "Pamiętnik diabła", co bardzo mnie cieszy) pisząc historie, które wzbudzą ich zainteresowanie. Nie mam możliwości reklamować swojej książki w sposób taki, jak reklamuje się autorów międzynarodowych best-sellerów. Moją jedyną bronią jest jakość pisanej historii i tego się trzymam :)

3. Wchodzi Pan do windy, a tam schody. Jak zareagowałby Pan?

Zastanowiłbym się, czy papieros, którego wypaliłem przed wejściem nie pochodził przypadkiem z Holandii :)

Aleksandra X
1. Kto jako pierwszy przeczytał Pana książkę?


Moja szwagierka byłą pierwszą osobą, która przeczytała "Pamiętnik diabła".

2. Przychodzi do Pana list, w którym ktoś informuje, że został Pan wybrany i już jutro straci Pan wszystkie zmysły. Co Pan robi? Jaka jest reakcja?

Stwierdzam, że autor listu ewidentnie zapomniał dodać "stanie się tak, jeśli nie przepiszesz tego listu dziesięć razy a potem nie wyślesz do dziesięciu dowolnych osób. To nie żart, potraktuj moją prośbę poważnie, nie przerywaj łańcuszka. Już sto dwadzieścia osób na całym świecie straciło zmysły!" I zastanawiam się, czemu nie wysłał mi tego mailem. :)

3. Jak Pan zareagował widząc pierwszy raz swoją książkę w sklepie?

Pierwszy raz, kiedy zobaczyłem "Pamiętnik diabła" na półce sklepowej miał miejsce dokładnie 2 maja w jednym z krakowskich Matrasów. Namierzyła go moja żona. Poczułem wtedy przyspieszone bicie serca wywołane emocjami i dziwną niepewność zmieszaną z ulgą. Wcześniej cały czas miałem wątpliwości, czy książka rzeczywiście trafi na półkę do dużej sieci, musiałem to zobaczyć na własne oczy. Na pamiątkę "pierwszego razu" zrobiłem zdjęcie swojego dzieła dumne leżącego w towarzystwie Hakana Nessera i Charlaine Harris.

Zjadam Skarpety
1. II wojna światowa to okres, w którym ludzkość zatraciła wszystkie swoje humanitarne odruchy - stała się żądną krwi bestią, dla której liczyła się jak największa cyferka w statystykach, przykład: ilość poległych - im więcej, tym lepiej, pokażmy jacy jesteśmy silni, nikt nie da sobie z nami rady! Były osoby, które każdy kojarzył z powodu ich zbrodniczych poczynań, i były tzw. szare eminencje, które w ukryciu wykonywały czarną robotę. Gdyby miał Pan okazję poświęcić swoją książkę takiemu zbrodniarzowi, to na kogo padłby wybór i dlaczego?

Zapewne nie będę zbyt oryginalny mówiąc, że wybór padłby na osobę Adolfa Hitlera. Wyjaśniam dlaczego. Otóż, nie słyszałem o drugim człowieku, który zaczynając karierę od niespełnionego malarza, bezdomnego malującego widokówki, pomimo wielu porażek nigdy się nie poddał i doszedł do pozycji absolutnego dyktatora jednego z największych europejskich państw. Samo dojście Hitlera do władzy, walka z przeciwnościami, upartość w dążeniu do celu jest prawdopodobnie najbłyskotliwszą karierą w historii. Drugi aspekt jego osoby stanowi sama wojna. Dopiero wojna pokazuje, jak wyglądały prawdziwe, szalone ambicje tego człowieka. Dojście do władzy w Niemczech nie wystarczało, on marzył o władzy nad światem i spróbował tą wizję urzeczywistnić. Nikt inny w XX wieku się na to nie odważył. W dodatku nakazywał całkowitą eksterminacje poszczególnych ras podbitych krajów, toczył wojnę totalną i miał nierealne wizje, w których spełnienie szczerze wierzył. Mało tego sprawił, że miliony ludzi ślepo mu ufały, wielbiły go. Gdybym miał poświęcić książkę jednemu zbrodniarzowi wybór padłby na Adolfa Hitlera, ponieważ to jeden z najbardziej mrocznych i tajemniczych psychopatów, o jakich słyszałem. Choć uważam, że nie jest największym zbrodniarzem wojennym. Więksi żyli u jego boku w III Rzeszy a jeszcze więksi w Rosji.

2. Co według Pana ma największy wpływ na kształtowanie psychiki osób parających się seryjnym morderstwem? Są to zwykli ludzie, którzy nagle pobłądzili i zagubili się w gąszczu życiowych dróg, czy może to obłąkańcy, których miejsce powinno być w pokoju bez klamek?

Według mnie są to ludzie, którzy z pewnością nie urodzili się z wszczepionym "czipem zła" pod skórą. To ludzie, którzy nie tyle pogubili się w gąszczu życiowych dróg, co mieli wielkiego pecha. Pech polegał na tym, że na jednej z tych dróg spotkali kogoś, kto wyrządzając im bolesną krzywdę spowodował nieodwracalne zmiany psychiczne i fizyczne. Żądza zabijania rodzi się w cierpieniu, seryjni mordercy powstają przez wynaturzone, sadystyczne zachcianki ludzi, którzy zaspokajając je nie wiedzą, jakich bestii stają się stwórcami. 

3. Bycie pisarzem to nie jest łatwy kawałek chleba - czy spotykał się pan ze sceptycznymi opiniami swoich najbliższych, krewnych, przyjaciół czy znajomych? Od początku wierzyli w Pana sukces i wspierali, czy podchodzili do Pana pomysłu jak kot do jeża?


Od premiery "Pamiętnika diabła" minęło niewiele ponad miesiąc z wieloma znajomymi nie miałem niestety jeszcze okazji porozmawiać o książce. Z kolei najbliżsi, mam na myśli rodzinę i kilku przyjaciół podchodzą do mojego pomysłu jak najbardziej pozytywnie. Wspierają mnie i mocno kibicują przy literackim debiucie.

syl_ko91
1. Gdyby wiedział Pan, że ma przed sobą tylko jeden dzień życia, jakby go Pan spędził i co by robił w tych ostatnich minutach?


Zapewne byłby to niezwykle smutny dzień, ponieważ wiedziałbym, że jest ostatnim. Prawdopodobnie spędziłbym go z najbliższymi a ostatnie godziny życia tylko w towarzystwie żony próbując wmówić sobie, że wcale nie żałuję, że to już koniec i nigdy jej nie zobaczę... Całe szczęście nie wiem, który dzień będzie moim ostatnim i na chwilę obecną nie mam tego problemu.

2. Najlepsze miejsce do tworzenia, gdzie dostaje Pan największej weny do pisania?

Najlepsze miejsce do tworzenia: Dom, drewniane biurko kupione jeszcze w okresie studiów, przy którym piszę. Najwięcej pomysłów przychodzi mi podczas porannego biegania lub przy papierosie popitym filiżanką espresso na balkonie. Później pozostaje ubieranie pomysłów w odpowiednie słowa i zapisywanie do otwartego pliku Worda :)

3. Jakie byłoby Pana zachowanie i co by Pan powiedział gdyby stanął twarzą w twarz z mordercą?

Zależy czy chciałby mnie zabić czy nie. Jeśli tak próbowałbym ratować własne życie nie bacząc na nic. A jeśli spotkanie nastąpiłoby na przykład w jakiejś sali przesłuchać to chciałbym zrozumieć jego motywy. Dowiedzieć się, w którym momencie narodziło się w nim zło i dlaczego właśnie przez zabijanie osiąga spełnienie. Próbowałbym zrozumieć motywy jego działania.

ulvang
1. Kto według Pana jest największym przestępcą XX wieku?


Według mnie Józef Stalin. Lista argumentów jest długa. Wystarczy, że wspomnę sposób pozbywania się chłopów czy Ukraińców poprzez zagładzanie ich na śmierć albo metody bronienia Stalingradu. Jego decyzje pochłonęły o wiele więcej istnień niż decyzje bossów III Rzeszy.

2. Żużel to sport dla starszych i dzieci. Dla mnie wzorem był niezapomniany Hans Nielsen. A dla Pana kto jest przysłowiowym "diabłem" na dwóch kołach?


Przede wszystkim uważam, że żużel to sport dla wszystkich pokoleń. Sam chodzę na stadion regularnie od 1994 roku. Osobiście nigdy nie należałem do fanów talentu "profesora Hansa" z tego względu, że nie przepadam za startowcami. Choć nie zaprzeczę, że lepszego w puszczaniu sprzęgła pod taśmą nie miałem przyjemności oglądać. Zasiadając przez 20 lat na trybunach stadionu Włókniarza od zawsze podziwiałem rasowych walczaków takich, jak Joe Screen, Mark Loram, Adreas Jonsson czy w ostatnim czasie Grigorij Łaguta. Jestem też pod wielkim wrażeniem talentu "toruńskiego kangura" Darcy Warda. Mimo to wybór mojego "diabła na dwóch kółkach" rozstrzyga się pomiędzy Sławkiem Drabikiem, który dostarczył mi niezapomnianych wrażeń szczególnie podczas mistrzowskiego sezonu 96 i podczas startów w Grand Prix a Tomaszem Gollobem, którego uważam za najlepszego technika w historii żużla. Mimo, że lokalny patriotyzm wyżej stawia Drabika, obiektywnie "diabłem na dwóch kółkach" tytułuję Golloba. W końcu przez prawie 25 lat kariery nie schodzi z samego światowego szczytu a wdrapał się na niego w połowie lat dziewięćdziesiątych mając praktycznie całą światową czołówkę przeciwko sobie.

3. O czym będzie Pana kolejna książka (przypuszczam, że leży już gdzieś schowana w szufladzie pańskiego biurka):)?

Oczywiście dobrze Pan przypuszcza, kolejna książka jest już skończona. Jest to kontynuacja przygód seryjnego mordercy z Krakowa :) Kuba, jako świeżo upieczony adwokat dostaje do poprowadzenia pierwszą poważną sprawę w życiu. Kogo ma bronić? Kto jeszcze pojawi się w jego życiu? Odpowiedzi na te pytania są zawarte w kontynuacji "Pamiętnika diabła", która wierzę, że kiedyś pojawi się na półkach.

***
Dziękuję wszystkim, którzy chcieli wziąć udział w konkursie i mieli ochotę mnie przepytać. Pytania były naprawdę ciekawe a wybór zwycięzców stanowił nie lada problem. Mam nadzieję, że zainteresowałem Was swoimi odpowiedziami do sięgnięcia po "Pamiętnik diabła" ;)) 

Pozdrawiam, Adrian Bednarek

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Również gorąco dziękuję Adrianowi Bednarkowi za poświęcony czas i niezwykle fascynujący wywiad.

Składam także gorące podziękowania wszystkim, którzy wzięli udział w konkursie i zadali pytania. ♥

Do nagrody autor wytypował:

I miejsce użytkownik Dalia - prośba o interpretację słów Teda Bundy'ego stanowiła nie lada wyzwanie :)

II miejsce użytkownik mam namyszy - ponieważ zmusił mnie do wyobrażenia sobie spotkania twarzą w twarz z Kubą :)

Gratuluje i pozdrawiam!!!

Cyrysia