niedziela, 31 sierpnia 2014

Konkurs z Tadeuszem Sałkiem

Tadeusz Sałek - autor książki "Pąk szkarłatnej róży" przedstawiającej losy młodej dziewczyny, Ewy, która zniechęcona brakiem pracy w Polsce, jedynego wyjścia ze swej sytuacji upatruje w pracy za granicą.

Recenzja książki: KLIK

Autor sam o sobie: "To już 50 lat minęło od chwili kiedy napisałem pierwszy wiersz. Niewiarygodnie dawno a wydaje się jakby to było wczoraj, Ten wiek tak ma. Pisałem także sporo fraszek i wierszowanych bajek dla dzieci. Powieści i opowiadania też pisałem jednak nigdy ich nie publikowałem. Pierwszą moją publikowaną powieścią jest właśnie Pąk szkarłatnej róży. Dlaczego piszę ?... Sam chciałbym to wiedzieć. Ot, po prostu przychodzi taka ochota, coś inspiruje wewnętrznie, każe przekazać nastrój, wrażenie, koloryt otaczającego mnie świata. Jestem człowiekiem starszej daty, który po prostu kocha poezję i prozę." 
 
Dziś macie niepowtarzalną okazję poznać bliżej sylwetkę Pana Tadeusza Sałka. Przez najbliższe kilka dni będzie można w bieżącym poście, w komentarzu zadawać swoje pytania (1-maksymalnie 3) do autora. Następnie spośród wszystkich pytań Pan Tadeusz wybierze od 25 do 30 i odpowie na nie w formie wywiadu w odpowiednim poście.

Trzy osoby, które według autora zadadzą najciekawsze pytanie otrzymają nagrodę w postaci książki: "Pąk szkarłatnej róży" ufundowaną przez Wydawnictwo Psychoskok. (Za pierwsze miejsce będzie to egzemplarz papierowy, natomiast drugie i trzecie miejsce zostanie nagrodzone e-bookami).

Proszę również nie powielać pytań ani nie stosować plagiatów. Jeśli coś takiego będzie miało miejsce, zdublowane/ukradzione pytanie zostanie zignorowane. Do dzieła kochani!!!

Regulamin:
1.Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga: Świat książek i ja...
2.Sponsorem nagród jest: Wydawnictwo Psychoskok. 
3. Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest napisanie w komentarzu pytania (1- maksymalnie 3) do Pana Tadeusza Sałka na temat jego twórczości, zainteresowań etc.
4. Konkurs trwa od 31 sierpnia 2014 roku do 5 września 2014 roku do godz. 23.59
5. Wywiad oraz ogłoszenie zwycięzcy nastąpi: 10 września 2014 rok.
6. Nagrodą są 3 egzemplarze książki:"Pąk szkarłatnej róży". (I miejsce papierowy egzemplarz, II i III- e-book).
7. W konkursie mogą brać udział osoby posiadające blogi oraz anonimowy uczestnicy, którzy popiszą się imieniem/nickiem oraz podadzą adres mailowy.
8. Konkurs skierowany do osób posiadających adres zamieszkania w Polsce.
9. Ze zwycięzcą skontaktuję się drogą mailową. W przypadku, gdy zwycięzca w ciągu 7 dni nie odpowie na wiadomość, nastąpi wybór innego wygranego.
10. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
                                               banerek dla zainteresowanych

sobota, 30 sierpnia 2014

Wywiad z Agnieszką Steur

Kasia Jabłońska
1. Co zainspirowało Panią do pisania książek fantasy? Czy prywatnie też wybiera Pani takie lektury?


Bardzo lubię bajki i zawsze lubiłam dobrze skonstruowane historie. Kilkanaście lat temu zakochałam się w literaturze fantasy. Naprawdę uwierzyłam, że te książki mają magiczną moc a przy dobrej książce sen jest niepotrzebny. Zafascynowała mnie możliwość posługiwania się z jednej strony symbolami a z drugiej właśnie odpowiednią budową historii. Pisałam felietony, krótkie opowiadania i chciałam sprawdzić, czy z mojego pióra uda mi się wykrzesać trochę magii. Wtedy pomyślałam o tworzeniu w tym gatunku.

2. Co jest dla Pani sposobem na relaks?

Czas spędzony z rodziną + rozmowy z przyjaciółką + filiżanka kawy + czarowanie w kuchni + sklep z butami = mój relaks

3. Czy jest jakaś książka, która zajmuje szczególne miejsce w Pani sercu?


Zawsze i na zawsze (choć nie powinno się mówić zawsze, bo nigdy nie wiadomo, co przyniesie następna książka) najbliższą sercu będzie „Martwa natura z wędzidłem” Zbigniewa Herberta

Monika Piotrowska-Wegner
1. Załóżmy, że z niewiadomych względów znalazła się Pani na bezludnej wyspie, to jaką książkę chciałaby Pani mieć ze sobą i dlaczego akurat tę?


Gdybym tylko miała możliwość znaleźć się na bezludnej wyspie, chciałbym mieć na niej stos książek, których nie udało mi się jeszcze przeczytać ale bardzo chcę, wśród nich powinny się znaleźć: „Cmentarz w Pradze” Umberto Eco, „Dzienniki” Mrożka, i jeszcze najnowszy tom „Tuneli” Gordon & Williams. Bezsprzecznie musiałabym wziąć notatnik do spisywania pomysłów na moje książki.

2. Jakie słowa Pani nadużywa a jakich nie znosi?

Bardzo nie lubię sytuacji, w których rozpoznaję swoich rodaków po nadmiernej ilości wulgaryzmów i przekleństw. Sama natomiast nadużywam w mowie „ojejkuś” - chyba czas dorosnąć ;)

3. Zakładając, że Niebo istnieje, co chciałaby Pani usłyszeć od Boga u bram Raju?

„Dobra robota, Agnieszko!”

nieidentyczna
1.Wielu ludzi obecnie stwierdza, że rzadko czyta książki. Są wśród nich i tacy, którzy w ciągu roku nie przeczytają ani jednej. Jak Pani myśli, czy możliwe jest pełnowymiarowe i pełnowartościowe życie bez literatury? Czy istnieje jej jakiś dobry zamiennik?


Dla mnie nie ma, jak dotychczas, niczego co byłoby w stanie zastąpić człowiekowi obcowanie z książką, ponadto jestem przekonana, że ludzie, którzy nie czytają ogromnie wiele tracą, a najgorsze wg mnie jest to, iż nie zdają sobie nawet z tego sprawy, jak ich życie jest ubogie w niezwykłe doznania. Kocham również kino i prawie fanatycznie oglądam seriale, lubię na dłużej związać się z postaciami, jednak nie jest to zamiennik a dodatek.

2. Jaką zasadą kieruje się Pani podczas pracy twórczej –pisania?


Sprawić taką przyjemność moim czytelnikom, jakiej ja doświadczam czytając książki innych.

3. Proszę dokończyć zdanie: „Dobry pisarz to…”

... czarodziej

Joanna Stoczko
1. Oglądając pewien film, zauważyłam na ścianie restauracji jednego z głównych bohaterów tekst: „Nigdy nie pozwól, by strach przed działaniem wykluczył Cię z gry”. Zgadza się Pani z tą myślą? Gdy postanowiła Pani napisać, a następnie wydać swoją książkę, to dosięgły Panią w którymś momencie wątpliwości typu: „książka się nie przyjmie”, „skrytykują ją” itp.?


Zgadzam się całkowicie. Wątpliwości miałam mnóstwo, do teraz je mam, choć to bardziej strach niż wątpliwości a z tym strachem udaje mi się walczyć, dzięki moim bliskim. Trudno jest mówić w imieniu wszystkich, ale podejrzewam, że bardzo wielu twórców się boi. Ten strach jest dla mnie bardziej siłą napędową niż hamulcem. Robię to co kocham i mam nadzieję, że to właśnie widać w mojej twórczości.

2. „Nikt nie może uciec przed własnym sercem. Dlatego już lepiej słuchać, co ono mówi. Aby żaden niespodziewany cios nigdy cię nie dosięgnął”- możemy przeczytać w „Alchemiku” Paula Coelho. W pracy i w życiu prywatnym częściej słucha Pani serca, czy jednak rozumu? Co w Pani przypadku jest bardziej zawodne?

Zarówno w pracy jak i w życiu prywatnym słucham serca, zawodny jest chyba jednak bardziej w moim przypadku rozum, czasem za dużo marudzi. Najważniejsze decyzje w życiu podejmowałam słuchając właśnie serca i na dzień dzisiejszy mogę stwierdzić, że mam to szczęście, że serce częściej dobrze mi podpowiada.

3. Co jest dla Pani ważniejsze- iść czy dojść? Co czuła Pani w chwili pisania kolejnych stron książki? Jakie uczucia (być może ze sobą sprzeczne) Pani towarzyszyły, gdy ją Pani skończyła?


Idzie się zawsze, żeby dotrzeć do celu, zdecydowanie należę do osób, które dążą do celu nie porzucają marzeń. Cel jednak nie jest ważniejszy od przebytej drogi. To ona nadaje wartość temu, co chcę zdobyć, osiągnąć. Dlatego rozumiem, że czasem musi być długa. W czasie pisania czułam się różnie. Gdy tworzyłam pierwszą i drugą część Jangblizji, nie do końca wiedziałam jak potoczą się losy moich postaci. Moja droga była również drogą Nany, Ewy, Roana i Dawida. Szłam razem z nimi. To była również przygoda dla mnie. Gdy kończę pisać to w jednej chwili miesza się kilka uczuć; ulga, radość, chwila satysfakcji a potem smutek. No i od razu chcę pisać coś nowego.

fot. Gosia Lubbers
Sylwia Silviana
1. Jakie uczucia Pani towarzyszą w trakcie pisania książek?


To trochę jak w tym pytaniu powyżej. W trakcie pisania towarzyszy cała gama uczuć, od dziecięcej radości - przypominającej budowanie zamków z piasku poprzez frustracje, bo nie dopadła mnie jeszcze wizja tego, co ma się wydarzyć w powieści, którą tworzę, towarzyszą mi również ekscytacja i euforia, gdy wreszcie wiem, gdy widzę oczami wyobraźni, co znajdzie się na kolejnej stronie. No oczywiście czasem dopada mnie też strach, czy to co robię, ma sens.

2. Kto jest dla Pani inspiracją?


Największa inspiracją dla mnie są moje dzieci, ale zawsze powtarzam, że inspiracje znajduję wszędzie. Czasem ktoś coś powie, coś zobaczę, coś się wydarzy a to samo w mojej głowie przekłada się na fabułę. W drugiej części Jangblizji Roan kłóci się ze swym ojcem. Nie potrafią się zrozumieć. Inspiracja do tego rozdziału pojawiła się, gdy mój syn sprzeczał się ze swym tatą.  

mam namyszy
1. Moja miłość do słodkości jest doprawdy nierozerwalna. Gdy się złoszczę- sięgam po słodycze, jestem szczęśliwy- sięgam po słodycze, nudzi mi się- sięgam po słodycze, czytając książkę. A gdyby dziwnym trafem zamieniła się Pani w "coś słodkiego" (przyjmijmy, że zostałaby Pani trafiona różdżką czarownicy Zochy Straszliwej III ), w co by się Pani zmieniła i jaką miała masę/ nadzienie? Jaki byłby przepis, żeby Panią upiec?


Jestem mufinką z jagodami, żebym była dobrze upieczona i sprawiała rozkosz wyobraźni, musiałbym być troskliwie otulona ciepłym kocem, wymieszana z odrobiną ciszy, nieprzespanej nocy, smakiem świeżo zaparzonej kawy pod czułym i motywującym wzrokiem moich najbliższych.

2. Ludzie robią sobie tatuaże, żeby coś upamiętnić. Jedni tatuują sobie wizerunki rodziny, drudzy zaś wolą mieć na skórze coś abstrakcyjnego. Gdyby Pani musiała, jaki tatuaż i gdzie umieściłaby Pani na swoim ciele? Miałby dla Pani jakieś sentymentalne znaczenie?

Tatuaż pewnie ozdobiłby moje plecy, w każdym razie nie na widocznym dla wszystkich i rzucającym się od razu miejscu, byłoby to pięć niezapominajek.

3. Dostała Pani bardzo poważne zadanie. Ma Pani wcielić się w rolę przewodniczki po Jangblizji. Co pokazałaby Pani turystom- czytelnikom? Czego wolałaby uniknąć?

Niestety państw Myszowatych nie mogłabym pokazać - niedostępne są dla Ludzkich, ale z pewnością pokazałabym zamek króla i królowej, drzewa na Łąkach Lotnych, Wielką Rozpadlinę a na koniec, oczywiście Poddaństwo. Zdecydowanie nie pokazałabym wszystkich Trzech Wież. Nie wiadomo, kto jest tam zamknięty i jakie zaklęcie na nie zostało rzucone.

martucha180
1. Zapewne ma Pani przyjaciółkę Wenę. Jaka ona jest?


Moja Wena potrafi być natrętna, potrafi przychodzić w nieodpowiednich chwilach. Na przykład, gdy prowadzę samochód i nie mogę zanotować i potem całą drogę boję się, że zapomnę.  Przychodzi nieproszona a zaproszona czasem się nie zjawia, nie lubię, gdy pojawia się w nocy, a ja nie zapiszę zasypiam, i już nie wiem. Ale te nocne zapisane są najlepsze. Tak cudownie niepojęte, no bo skąd i jak. Wena potrafi wcielić się w różne osoby a czasem staje się niespodziewanie całym miejscem, irytuje mnie jej niecierpliwość, bo czasem chce bym się pospieszyła i a innym razem znów się ociąga.

2. Czym jest dla Pani SŁOWO?

Pozwolę sobie tu zacytować fragment mojej dwujęzycznej książki "Słowa do użytku wewnętrznego". Tam właśnie poświęciłam cały fragment temu, czym dla mnie jest słowo.
Słowa niczym podróżni niosą ze sobą walizki znaczeń. Podobne tułaczom wyruszają w drogę, bardziej lub skromniej obładowane. Każde ma swój bagaż, bez względu na wagę czy długość. Czasem jest to wielka torba, z przegródkami na każdą okazję, z ukrytymi znaczeniami, z niuansami nie do końca jasnymi. Czasami jest to po prostu papierowa torebka, w której prawie nic nie można schować. Słowo jak eteryczna mgła zawisa między nami i mogłabym przysiąc, że ma smak, ma kolor, dźwięk, który, mimo, że ucichł, nadal dźwięczy. Niekiedy można je poczuć, niczym pieszczotę dłoni, ciepły pocałunek lub uderzenie pięści.
Słowa gdzieś się czają, gotowe by wypłynąć. Niekiedy wymykają się za szybko, a czasami wymknie się tylko co drugie. Mogą uratować życie, ale też je odebrać. Brzmią tak nad podziw cudownie w ojczystym języku. Gdy są tłumaczone, stają się trochę niewymowne, już coś przed nami ukrywają. Słowa mogą być biedne, bo tak bardzo odarte z tego, co mogłyby przynieść. Każde ma znaczenie. Jak czarodziejskie wiolinowe klucze otwierają pięciolinie wspomnień, marzeń, ale również tego, co dziś. Potrafią też przepowiedzieć przyszłość, choć nie do końca należy im ufać. Często kłamią.
Słowa jak modlitwa o dłonie, o usta, o ciebie. Są też takie, które się dodaje, tak byle jak, ale nawet wtedy ta bylejakość ma znaczenie. Coś mówi o sobie i o tym, kto otworzył usta. Tak często odchodzą i tak bardzo jest ich brak. Rozumieć bez słów to lepsze niż rozumieć co drugie słowo. Są też takie, których nie zdążymy wypowiedzieć. Choć tak naprawdę nikt jeszcze w to nie wierzy. Nikt do teraz, bo później już jest łatwiej.

3. Pisanie książek wymaga lekkiego pióra. Jak z jego lekkością było w czasach szkolnych? Jak Pani wypracowania oceniali poloniści – co chwalili, a co krytykowali? Czy widzieli w Pani talent literacki czy wręcz przeciwnie?


W czasach szkolnych nie było źle, mam dobre wspomnienia. Za to początek studiów sprawił, że moje pisarstwo zostało zakute w kajdany dbałości o składnię, poprawność, językową, ortograficzną, i interpunkcyjną, za to niezwykle inspirujące były zajęcia języka polskiego na Uniwersytecie Amsterdamskim i słowa mojej mentorki „Myślałaś o tym, żeby to, co piszesz opublikować? Powinnaś to zrobić” sprawiło, że moje pióro znów zostało uwolnione i nabrało lekkości.

izabela81
1. Czy chciałaby Pani żyć w świecie Jangblizji? A może w jakimś innym wymarzonym świecie?


Przeniosłabym się na pewno i żyłabym w Jangbizji.

2. W "Wojnie w Jangblizji" porusza Pani temat tolerancji i dyskryminacji rasowej (świetne tematy do dyskusji na zajęciach szkolnych). Co myśli Pani o tym, aby powieść ta trafiła do kanonu lektur szkolnych? Jak by Pani na to zareagowała?

Po pierwsze ucieszyłabym się i byłabym niezwykle dumna, martwiłabym się jednak, czy dzieci zmuszane do jej czytania polubiliby ją. Po drugie żywię nadzieję, że z pomocą moich bohaterów nauczycielom łatwiej byłoby uczyć tolerancji a uczniowie lepiej zrozumieliby, jak fascynujące, potrzebne i piękne są różnice między istotami.

3. Jak Pani – jako pisarka – odnajduje się w gąszczu tego całego fantastycznego nazewnictwa?

To nie jest dla mnie problem, ponieważ sama wymyślam nazwy. Jednak przyznam, że czasem mogę troszeczkę się zgubić, wtedy pomaga mi tablica z notatkami.

Anne18
1. Dlaczego zdecydowała się Pani na taki niecodzienny kierunek studiów i to jeszcze nie w Polsce, ale samym sercu Holandii?

Filologię polską rozpoczęłam w Polsce, w trakcie studiów wyjechałam do Holandii, gdzie postanowiłam zamieszkać, ale że należę do osób, które lubią dokończyć rozpoczętą pracę, podjęłam naukę na UvA na podobnym kierunku.

2. Czy myślała Pani o tym aby napisać książkę w dwóch językach jeśli tak to w jakich i dlaczego?


Myślałam, napisałam w języku polskim i niderlandzkim „Słowa do użytku wewnętrznego”, marzę o tłumaczeniu na język niderlandzki  trylogii Jangbizjańskiej.

3. Jakie jeżyki obce Pani zna, a jakie chciałaby poznać?

Posługuję się 2 językami obcymi, holenderskim i angielskim. Marzy mi się nauka języka hiszpańskiego. Mój syn uczy się języka francuskiego i gdy go słucham myślę, ja również bardzo chciałabym znać ten język, ale wydaje mi się, że nauczyć się go już nie dałabym rady.

fot. Gosia Lubbers
Elenkaa _
1. Dlaczego wybrała Pani Uniwersytet Amsterdamski i kierunek Języki Słowiańskie i Kultura?

UvA był jedyną holenderską uczelnią, która miała kierunek z językiem polskim.

2. Podoba się Pani bardziej Polska, czy Holandia?

Nie mogę wybrać jednego z tych krajów, oba są już częścią mnie.
ulvang

1. Jangblizja-jak najkrócej i w najprostszy sposób może Pani scharakteryzować tą krainę czy ziemię (nie znam jeszcze Pani twórczości dlatego zadaje takie pytanie), kto na niej żyje i czy możemy o niej tylko fantazjować czy może istnieje gdzieś w realnym świecie jakaś kraina czy wyspa, która przypomina Pani literacką Jangblizję?

Jangblizja jest całkowicie wytworem mojej wyobraźni, to moje pragnienie cudownego spokoju, harmonijnego, czystego ekologicznie miejsca, pełnego kojącej zieleni i istot, które nauczyły się obok siebie żyć, ale równocześnie jest to miejsce dalekie od ideału, bo jak wszędzie moi bohaterowie: Lotni, Koci, Płynni czy Ludzcy, zarówno młodzi jak i dorośli zmagają się problem bycia odpowiedzialnym za siebie oraz innych, uczą się szanowania odmienności i przeciwstawiania złym decyzjom.

2. Najbardziej znaną polską osobą żyjącą kiedyś w Utrechcie był śp. Włodzimierz Smolarek. Czy interesuje się Pani piłką nożną a może jakimś innym sportem?

Jeśli chodzi o sport to, jako mieszkania Holandii bardzo często jeżdżę na rowerze.

3. Jakie przesłanie niesie Pani trylogia i do jakiego grona czytelniczego jest skierowana? Tylko dla młodzieży a może kobiet bo ostatnio spotkałem się z takim feministycznym podejściem polskich pisarek, które z góry zakładają, że piszą tylko dla płci pięknej.

Pisząc Wojnę w Jangblizji myślałam o młodym czytelniku, nie kierowałam się jego płcią. Później, już po wydaniu pierwszej części z przyjemnością dowiedziałam się, że książkę czytają również dorośli.

Sylwka S.
1. Każda z nas zawsze marzyła o księciu z bajki, przystojnym z poczuciem humoru. Jaki typ mężczyzn się dla Pani podobał jak była Pani nastolatką?

W wieku nastoletnim podobali mi się mężczyźni w typie pana Darcy z "Dumy i uprzedzenia" i Bohuna z "Ogniem i mieczem". A wymarzonym księciem z bajki byłaby racjonalna mieszanka obu tych bohaterów.

2. Wspomnienie z dzieciństwa, który pamięta Pani do dziś?

Najlepsze wspomnienia to na pewno te związane z wakacjami spędzanymi w Rychwałdzie, w pięknych zielonych okolicach, które w dużej mierze stały się inspiracją do wyobrażenia części Jangblizji. Złych nie chcę wspominać :-)

fot. Gosia Lubbers
3. Każdy ma w życiu sytuacje, z których jest dumny lub odwrotnie. Co najbardziej szalonego zrobiła Pani w swoim życiu, a co chciałaby zrobić?

Dumna jestem z wielu rzeczy: z decyzji wyjazdu do innego i zupełnie obcego dla mnie kraju z mojej rodziny i przyjaciół oraz z tego jak wielu wspaniałych ludzi poznaję. Odczuwam dumę również, kiedy myślę o wydaniu moich książek, "Wojny w Jangblizji" i "Słów do użytku wewnętrznego".  Natomiast wolałabym zapomnieć o sytuacjach, w których boleśnie doświadczałam tego, kiedy pozwalałam wpływać innym ludziom na to, że źle się czułam sama z sobą.
Szalone zdecydowanie w moim życiu było jeszcze do niedawna to, że sama nie wiem jak udawało mi się pogodzić rolę żony, mamy, przyjaciółki, pani domu, pisarza, nauczyciela, studentki, badacza językowego, blogerki i dziennikarki. Teraz tych ról jest mniej, ponieważ skończyłam studia, ale kto wie, może znów zacznę coś robić w tym kierunku.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Dziękuję serdecznie Agnieszce Steur za poświęcenie swojego czasu oraz za udzielenie nam niezwykle interesującego wywiadu. 

Składam także gorące podziękowania wszystkim, którzy wzięli udział w konkursie i zadali pytania. ♥


Do nagrody autorka wytypowała:

Gratuluje zwycięzcom i pozdrawiam!!! 

Cyrysia

czwartek, 28 sierpnia 2014

Wywiad z Karoliną Kubilus

Anastazja B. 
1. Pisząc powieść czym głównie się Pani inspiruje? Inną książką, pogodą, filmem, muzyką? A może ludźmi, którzy Panią otaczają?

 Inspirują mnie głownie ludzie, ich życie, ich problemy. I to zarówno wokół mnie, jak i zupełnie obcy. Lubię ich słuchać, np. w pociągu, u fryzjera, u lekarza. Nigdy nie jest jednak tak, że jakąś postać kopiuję do swojej książki. Czasem jest to jakieś wydarzenie, czasem wypowiedziane słowa, przeżycia. To jakby kamyczki mozaiki, do których dokładam następne i powstaje zupełnie nowy obraz.

2. Gdyby miała by Pani dostać talent niesamowicie szybkiego czytania i możliwość dostania "ot tak" na pstryknięcie palcem każdej książki jaką Pani sobie wymarzy, ale kosztem niemożliwości pisania do końca życia...Co Pani by wybrała? I dlaczego, co dawałoby dla Pani większą radość?

Wybrałabym pisanie, bo bardzo lubię i sprawia mi to radość. To moja pasja. I mogę sprawić radość innym ludziom, przynajmniej niektórym. A książki i tak czytam, może niekiedy brakuje czasu, bo przecież nie tylko piszę, ale i pracuję zawodowo. Myślę jednak, że kiedyś przeczytam te wszystkie książki, które chcę.

3. Bała się Pani wydać swoją pierwszą książkę? Jak zareagowali na nią bliscy? Czy taki proces (wiadomo, ciężki) nie przeraził Pani?

Bałam się, trochę czułam się zażenowana, że moja książka znajdzie się na półce wśród tylu pięknych książek. Moi bliscy chyba nie byli aż tak bardzo zaskoczeni, bo wiedzieli o mojej pasji pisania. Ucieszyli się, a to ucieszyło mnie. Nawet w tajemnicy zorganizowali mi piękny wieczór w knajpce. Z prezentami, tortem, szampanem, kwiatami… To była ogromna niespodzianka. Szłam z koleżanką i myślałam, że wstępujemy do tej knajpki po drodze, na chwilę, żeby ustalić menu na jej imprezę rodzinną. Przeżyłam kompletne zaskoczenie! Jak w amerykańskim filmie. To było bardzo miłe.

nieidentyczna
1.Wielu ludzi obecnie stwierdza, że rzadko czyta książki. Są wśród nich i tacy, którzy w ciągu roku nie przeczytają ani jednej (sama -niestety- takich znam!:(). Jak Pani myśli, czy możliwe jest pełnowymiarowe i pełnowartościowe życie bez literatury? A może istnieje jej jakiś dobry zamiennik? 


Nie, nie ma zamiennika. Książki nie da się zastąpić! Moim zdaniem pełnowartościowe życie bez literatury nie jest możliwe. Ale jeśli komuś odpowiada… Ja sobie tego nie wyobrażam. Lubię muzykę, film, teatr, ale wszystko „oprócz”, a nie „zamiast”.

2. Jaką zasadą kieruje się Pani podczas pracy twórczej –pisania? 

Trudne pytanie. Tak naprawdę nie zastanawiałam się nad tym. Może taką, że uwielbiam happy end i moje książki muszą się dobrze kończyć.

3. Proszę dokończyć zdanie: „Dobry pisarz to…”

. …taki, którego czytają.

Kasia Jabłońska
1. Co daje Pani większą satysfakcję - praca z dziećmi, czy pisanie książek?

Trudno zmierzyć, bo każde zajęcie inną! Praca z dziećmi na ogół nie przynosi efektu od razu. Tak jak w tej chińskiej maksymie „Chcesz mieć efekt za rok, siej ryż, za 10 lat, zasadź drzewo, za 100 lat, ucz ludzi.”No może trochę prędzej niż za sto lat, ale na pewno długo. Pisanie książek to efekt od razu, co prawda „po kawałku”, ale widoczny! Chyba jednak ważniejsza jest dla mnie praca z dzieckiem i świadomość, że się coś z siebie da, że kształtuje się ludzkie losy. Mrówcza praca, ale bardzo ważna. I odpowiedzialna. Dla mnie pisanie jest dodatkiem, pasją. Kiedyś myślałam, że zrealizuję ją na emeryturze, ale do emerytury coraz dalej…

2. Czy jest jakaś książka, która ma dla Pani szczególne znaczenie? 

Rozumiem, że nie chodzi o moją. Szczególne znaczenie… Może pierwsza, którą pokochałam i którą uważam za fenomen literatury dziecięcej, „Dzieci z Bullerbyn”Astrid Lindgren. W swoim życiu przeczytałam wiele interesujących książek, jakoś szczególny sentyment mam do „Smażonych zielonych pomidorów”Fannie Flagg. Za klimat, ciepło, życiową mądrość. Zaraz potem byłby „Grek Zorba”Nikosa Kazantzakisa.

3. Jakie to uczucie, zobaczyć po raz pierwszy swoje imię i nazwisko na okładce książki? 

Uczucie ze wszech miar niezwykłe. Niedowierzanie. Zaskoczenie. No i radość, przeogromna!

Anne18
1. Skończyła Pani pedagogikę specjalną , a konkretnie oligofrenopedagogikę. Czy myślała Pani kiedyś , aby bohaterką swojej książki uczyć osobę niepełnosprawną intelektualnie? bo na pewno miała Pani z kimś takim do czynienia na studiach .


Myślałam, owszem. Nie wiem, czy główną bohaterką, bo nie mam jeszcze chyba odpowiedniej wiedzy na ten temat. Mimo studiów. To przecież trening, praktyka czynią mistrza. Takie pytanie zadał mi też pewien niepełnosprawny młody człowiek na jednym ze spotkań autorskich. Przymierzam się. W mojej czwartej książce jest chłopczyk, który ma „coś” z mojego Kuby. Mam niepełnosprawnego synka i to jemu chcę poświęcić jedną z moich książek. A właściwie zmaganiom matki. Dla innych matek. Ale to już będzie inny rodzaj literatury.

Taki jest świat
1. Jak widzi Pani swoją osobę i świat za 10 lat?

Ja bardzo rzadko wykraczam myślami w odległą przyszłość, może dlatego, że raczej twardo stąpam po ziemi. Chociaż 10 lat to w końcu nie aż tak daleko. Nawet nie będę jeszcze na emeryturze(gdyby nie zmieniono przepisów, to już bym była). Nie wiem. Wiem, co chciałabym. Móc cieszyć się z bliskimi życiem i dobrym zdrowiem. Nadal pisać i mieć swoich czytelników.

Joanna Stoczko
1. Oglądając pewien film, zauważyłam na ścianie restauracji jednego z głównych bohaterów tekst: ''Nigdy nie pozwól, by strach przed działaniem wykluczył Cię z gry''. Zgadza się Pani z tą myślą? Gdy postanowiła Pani napisać, a następnie wydać swoją książkę, to dosięgły Panią w którymś momencie wątpliwości typu: „książka się nie przyjmie”, „skrytykują ją” itp.?


Zgadzam się, strach często nas ogranicza. Tak naprawdę często ze strachu rezygnujemy z czegoś, a potem żałujemy. Myślę, że lepiej starać się go pokonać. Odważyć się. Pewnie, że miałam wątpliwości. Ale uznałam, że skoro wydawnictwo chciało ją wydać, może ktoś będzie chciał ją czytać. To pomogło mi pokonać niepewność. A krytyka… zawsze jest budująca. 

2. Jak Pani uważa, dlaczego ludzie coraz rzadziej mówią swojej przysłowiowej drugiej połówce „Kocham Cię”?

W ogóle dzisiaj rzadziej ze sobą rozmawiamy, żyjemy w biegu, nie mamy dla siebie czasu, wydaje nam się, że jak już się ze sobą jest wiele lat, to słowa „kocham” nie trzeba używać. Nic bardziej mylnego. Miłość trzeba podsycać, żeby nie wygasła. Bo jest niezwykle ważna w życiu. Daje nam siłę.

3. Co jest dla Pani ważniejsze- iść czy dojść? Co czuła Pani w chwili pisania kolejnych stron książki? Jakie uczucia (być może ze sobą sprzeczne) Pani towarzyszyły, gdy ją Pani skończyła?

Wybieram trzecią wersję. Iść i dojść. Ważne, żeby iść, ale i dojść do celu. Co czułam pisząc? Radość, że mogę się spotkać z moimi bohaterami. To taki mój świat. Koniec pracy to radość, że się skończyło, ale i żal. No i ta niepewność, czy książka się spodoba czytelnikom.

monweg
1. Gdyby trafiła Pani na bezludną wyspę, to jaką książkę chciałaby Pani mieć przy sobie i dlaczego akurat tę?


Poradnik przetrwania. W przeciwnym wypadku pewnie bym z niej nie powróciła. A na deser „Smażone zielone pomidory”Fannie Flagg. Lubię ją za atmosferę, ciepło, klimat i życiową mądrość. Pewnie są inne podobne w swej wymowie książki, ale ja pokochałam akurat tę.

2. Mój syn także studiuje filologię polską i bardzo dużo czyta, ma również swoich ulubionych pisarzy. W związku z tym jestem ciekawa kim Pani się zaczytywała?

Czytałam wszystko, co mi wpadło w ręce. Na studiach mieliśmy sporo lektur z tzw. klasyki literatury, to zajmowało bardzo dużo czasu. I nie zawsze to akurat mnie interesowało, ale należało je przeczytać. Pamiętam, że zaczytywałam się Remarque’m. Potem wieloma innymi. Ale Remarque’a przeczytałam od deski do deski.

3. Zakładając, że Niebo istnieje, co chciałaby Pani usłyszeć od Boga u bram Raju?

Że nie zmarnowałam swojego życia.

Anne18
1. Jakie to uczucie, kiedy pisze się ostatnie zdania powieści?


Wielka radość, że doprowadziłam rzecz do końca, żal, że się skończyło i … niepewność, czy się spodoba.

martucha180
1. Zapewne ma Pani przyjaciółkę Wenę. Jaka ona jest?


Kapryśna, raz szczodra, raz skąpi swoich darów, ale potrafię się z nią dogadać, okiełznać, ubłagać, wykorzystać…

2. Czym jest dla Pani SŁOWO?

Tworzywem, budulcem, ale nie takim zwyczajnym. Słowo musi odpowiednio brzmieć, czasem zmieniam jakieś słowo na inne, bo mi nie pasuje, nie brzmi odpowiednio.

3. Pisanie książek wymaga lekkiego pióra. Jak z jego lekkością było w czasach szkolnych? Jak Pani wypracowania oceniali poloniści – co chwalili, a co krytykowali? Czy widzieli w Pani talent literacki czy wręcz przeciwnie?

Lekkie pióro miałam zawsze. Podobno w ósmej klasie pisałam prace na poziomie maturalnym (zdanie mojego polonisty). Z krytyką się nie spotkałam. Pisałam również „książki”, ale dobrze, że zaginęły. Ale talent literacki we mnie widzieli.

mam namyszy
1. Moja miłość do słodkości jest doprawdy nierozerwalna. Gdy się złoszczę- sięgam po słodycze, jestem szczęśliwy- sięgam po słodycze, nudzi mi się- sięgam po słodycze, czytając książkę. A gdyby dziwnym trafem zamieniła się Pani w "coś słodkiego" (przyjmijmy, że zostałaby Pani trafiona różdżką czarownicy Zochy Straszliwej III ), w co by się Pani zmieniła i jaką miała masę/ nadzienie? Jaki byłby przepis, żeby Panią upiec?


Ze słodyczy najbardziej lubię schabowe. Naprawdę wolę konkrety! Słodycze lubię, owszem, mam nawet swoje ulubione,ale sięgam po nie stosunkowo rzadko, np. uwielbiam raffaello. One już mają nadzienie – migdał. To chyba moja bajka.

2. Ludzie robią sobie tatuaże, żeby coś upamiętnić. Jedni tatuują sobie wizerunki rodziny, drudzy zaś wolą mieć na skórze coś abstrakcyjnego. Gdyby Pani musiała, jaki tatuaż i gdzie umieściłaby Pani na swoim ciele? Miałby dla Pani jakieś sentymentalne znaczenie?

Nie mam pojęcia, nie zastanawiałam się, nie lubię tatuaży, podobają mi się u niektórych ludzi, młodych dziewczyn, ale sama nigdy nie dałabym sobie z własnej woli niczego wytatuować. A na siłę? Może małe serduszko. Banalne? Trudno. A gdzie? Tam, gdzie najmniej boli i gdzie byłoby niewidoczne.

3. Nasze całe życie składa się z olbrzymiej palety kolorów. Jakie kolory przybiera Pani życie? Dlaczego?

Jestem optymistką i często zakładam różowe okulary, więc moje życie przybiera różowe kolory.


Irena Bujak
1. Jak Pani się czuła kiedy okazało się, że zostanie wydana Pani pierwsza powieść?


Byłam zaskoczona, zdziwiona, a nawet zażenowana i przerażona, jak to będzie, zobaczyć swoją książkę, swoje nazwisko wśród innych na półce księgarskiej. Nie byłam pewna, czy na to zasługuję.

2. Czy pamięta Pani swoją pierwszą przeczytaną samodzielnie książkę?

Nie pamiętam, jedną z pierwszych były „Dzieci z Bullerbyn”, potem „Bułeczka”, ale tej pierwszej nie pamiętam. Dużo książek najpierw czytali mi rodzice.

3. Kim chciała być Pani w dzieciństwie?

Z zamierzchłego dzieciństwa pamiętam, że chciałam być dyrygentem, bo uważałam, iż dyrygent nic nie robi. Musiałam być bardzo leniwa! Potem chciałam być dziennikarką, pisarką albo nauczycielką. Nauczycielką chyba chciałam być bardzo długo, sadzałam na kanapie rząd lalek i bawiłam się w szkołę. Zazdrościłam koleżance, która miała mamę nauczycielkę i przyniosła jej prawdziwy dziennik. Zostałam nauczycielką. Dziennikarką też byłam przez pewien czas, co prawda lokalną, ale za to i telewizyjną, i prasową. Pisarką się wciąż nie czuję, ale książki wydaję. Tylko dyrygentem nie mam szans zostać. Słoń mi na ucho nadepnął. Ale muzykę kocham!

Małgorzata Zaczytana
1. Urodziła się Pani 13 grudnia - "trzynastka" nie jest więc dla Pani pechową liczbą. A czy jest Pani przesądna? 

Nie jestem przesądna, mimo że urodziłam się trzynastego w piątek. Nie narzekam na pecha, chociaż moją osiemnastkę „zepsuł” generał Jaruzelski. Jestem życiową optymistką, a pecha odpędzam daleko. Jak w tym wierszyku : „Nigdy nie mów: mam pecha, mów: mam szczęście, a ono się uśmiecha”!

2. Czy uważa Pani, że opinie publikowane na blogach mają wpływ na popularność autora? Czy opinie pozytywne przysparzają mu więcej czytelników?

Myślę, że tak. Opinie na blogach są ważne, ludzie je czytają. Pewnie, że te pozytywne są lepsze, ja też lubię, jak mi ktoś coś szczerze poleci. Ale niekiedy i te niepochlebne mogą pomóc. Czasem sięgam po książkę, którą skrytykowano, właśnie, żeby się przekonać, czy słusznie. Blogi to znak naszych czasów. Sama niedawno założyłam bloga i żałuję, że tak późno.

3. Cohen i Beatlesi (też ich bardzo lubię) - jak zachęciłaby Pani młodzież, żeby oderwała się trochę od współczesnych "wyjców" i posłuchała tej wspaniałej klasyki?

Może czasem wystarczy włączyć jakiś piękny „kawałek”? Młodzież ich nie zna, więc nie słucha. Trzeba ich „osłuchać”. Wierzę, że muzyka sama do nich przemówiłaby.

kwiatusia
1. Czy po wydaniu kilku powieści zdarza się Pani po wysłaniu tekstu do wydawnictwa mieć wątpliwości typu: „A jednak mogłam napisać to inaczej, albo coś dopisać i dlaczego wcześniej nie wpadło mi to głowy?” Czy pojawiają się obawy przed premierą nowej książki, czy spodoba się czytelnikom i czy fani nie będą zawiedzeni? 

Czasem miewam takie myśli, ale tylko jeśli chodzi o jakieś konkretne zdanie lub wyraz. Dobrze, że wydawnictwo przesyła jeszcze raz lub dwa tekst do korekty, więc czasem mogę jeszcze dokonać zmian. Ale to są tylko zmiany kosmetyczne, nigdy zasadnicze.

2. Czy przed przystąpieniem do pisania powieści ma Pani już stricte określoną fabułę; czy bohaterowie, ich losy, zwroty akcji powstają dopiero z chwilą tworzenia powieści?

Tylko ogólny zarys, ale niektórzy bohaterowie, niektóre wydarzenia powstają już w trakcie pisania. Nigdy nie lubiłam zbyt szczegółowego planowania od początku do końca, nie tylko podczas pisania.

3. Czym jest dla Pani pasja? Czy wyobraża sobie Pani życie bez niej?
Pozdrawiam serdecznie,


Pasja to radość i sens życia, pasja nadaje życiu treść, kolory, jest jego nieodłącznym komponentem, bez niej życie blaknie i smutnieje.

Sylwia Silviana
1. Gdyby Pani miała w trzech słowach określić charakter swojej twórczości, jakie byłby to słowa?


Literatura lekka, łatwa i przyjemna.

2. Jakie cechy twórczości (kunsztu) ceni Pani u innych pisarzy?

Umiejętność zainteresowania czytelnika. Książka musi wciągać, żeby trudno było się od niej oderwać.

3. Na jakim pisarzu nigdy by się Pani nie chciała wzorować i dlaczego.

Nie chcę się na nikim wzorować i nawet nie próbuję. Ani też nie chcę nikogo dyskredytować. Myślę, że każdy pisarz ma swoich czytelników. Jeden pisze tak, drugi inaczej. „Do dustibus es non disputandum”.

Paula S
1. Czy chciałaby Pani, aby któraś z Pani książek została zekranizowana?


Tak, najbardziej „Jak zjeść słonia”. Uważam, że jest najbardziej „filmowa”.

Nulek
1. "Burgund" to jedno ze słówek, które bardzo lubię i hołubię - ze względu na brzmienie i skojarzenia (całkiem przyjemne, choć nie zawsze typowe). Jakie jest Pani ulubione słowo/słowa? :) No i dlaczego, oczywiście. :)


Też bardzo lubię to słowo i koniecznie chciałam umieścić je w tytule. Mimo zawiłości gramatycznych, które jako polonistce spędzały mi sen z powiek. Chodzi o dopełniacz : burgunda czy burgundu? Zwróciłam się do językoznawców i … odpowiedzi były różne. Bałam się, że ktoś zarzuci mi błąd. Ale nie chciałam zrezygnować z tego słowa w tytule właśnie dla jego piękna i brzmienia.

2. Gdyby miała Pani zostać wysłana w przestrzeń kosmiczną i mogła Pani wybrać tylko 3 książki na tę dłuuuugą wyprawę - co by to były za lektury? 

Fannie Flagg „Smażone zielone pomidory”
Nikos Kazantzakis „Grek Zorba”
I przez sentyment „Dzieci z Bullerbyn” Astrid Lindgren

3. Gdyby mogła Pani wybrać się w podróż do świata którejś z ulubionych książek, to do jakiej książki chciałaby Pani wskoczyć - choć na chwilę? :)

Na pewno do jednej z nich!

Aniela M
1. Hanna Krall mówi, że pisze się z myślą o jednym konkretnym czytelniku. Ona pisała dla Michała Radgowskiego, zastanawiając się, co powie, jak przeczyta. Potem zwracano jej uwagę, że to metoda niesłuszna, że powinno pisać się z myślą o śpiącym podróżnym z dworca w Koluszkach :) Jak jest w Pani przypadku-czy pisze Pani mając w głowie konkretnego odbiorcę – „słuchacza” pisanych opowieści?


Nie myślę o jakimś konkretnym czytelniku ani o śpiącym podróżnym. A kto czyta moje książki jako pierwszy? Wydawca, do którego ja wysyłam. Potem dopiero moje koleżanki i moja rodzina. Poza mężem, który moich książek nie czyta, ale nie zmuszam go do czytania babskiej literatury.

2. Komu pierwszemu daje Pani do przeczytania swoje książki lub ich fragmenty? Kogo najchętniej pyta Pani o radę i opinię ... ?

Nigdy nie pokazałam żadnego fragmentu nikomu, zanim ukazał się drukiem. O zdanie pytam znajomych i przyjaciół, zresztą sami mi o tym mówią, dzielą się swoimi przemyśleniami. Czasem proszę o jakiś pomysł, sugestie w trakcie pisania.

3. Czy są pytania, które by chętnie Pani zadała swoim czytelnikom? :)
pozdrawiam serdecznie,
życzę niegasnącego źródła inspiracji i zadowolenia z tworzenia oraz dzielenia się tą twórczością z innymi :)


Dziękuję za życzenia. Czytelników najchętniej zapytałabym, jak to się stało, że sięgnęli po moją książkę.

iza.81
1. W "Szczęściu w kolorze burgunda" opisuje Pani trudne relacje rodzinne. Jaka jest Pani osobista recepta na udane relacje rodzinne?


Nie wiem, czy jest jakaś recepta. Myślę, że to kwestia doboru, czasem się mówi „dobrali się jak w korcu maku”, nieważne czy na zasadzie przeciwieństwa czy podobieństwa. Zawsze uważałam, że życie jest sztuką kompromisu. Czasem trzeba ustąpić, przymknąć oko. Najważniejsze, to mieć dla siebie czas, rozmawiać ze sobą. I okazywać  sobie serce, nawet jeśli ma się „-dzieści” i „-dziesiąt lat”. No i warto zostawić pewien margines niezależności, którą każdy z nas potrzebuje.

2. Kojarzę Panią jako osobę z dużym poczuciem humoru jaki przelewa Pani na papier. Co chciała Pani w ten sposób przekazać czytelnikom?

Poczucie humoru jest niezwykle ważne w życiu, pozwala na dystans do rzeczywistości. Nie na darmo mawiają, że „śmiech to zdrowie”. Pogodnym ludziom, z poczuciem humoru żyje się łatwiej. I to udziela się innym. Jestem optymistką i to między innymi, ten optymizm, wiarę, że wszystko się pomyślnie ułoży, chciałabym przekazać swoim czytelnikom.

3. Jaki kolor ma dla Pani szczęście? Również koloru burgunda, czy może inny?

Czasem jest w kolorze burgunda, a czasem w kolorze pomarańczy.
 
Patrycja T
1. Co myślisz o blogach internetowych, na których są umieszczane opowiadania własnego autorstwa? Czy czytałaś kiedyś jakieś?


Ludzie piszą blogi, bo chcą zaistnieć. Raczej czytałam blogi z recenzjami książek lub opowieściami o podróżach.  Opowiadań nie czytałam, ale jeśli trafię na jakieś, to pewnie z ciekawości przeczytam.

2. Czy kiedykolwiek myślałaś o zmianie gatunku literackiego np. na kryminał? Czy to kompletnie nie twój styl?

Nie, nie myślałam o kryminałach. Chyba nie są w moim stylu, chociaż gdyby było takie zapotrzebowanie… Już prędzej myślałam o jakiejś bardziej historycznej, z wykorzystaniem wątków rodzinnych, ale to wymaga dłuższego przygotowania. Na to jednak nie mam zbyt dużo czasu. Chcę jeszcze napisać książkę o Kubie, moim niepełnosprawnym synu, nawet już zaczęłam ją pisać. To będzie książka matki dla innych mam. Taka trochę „ku pokrzepieniu serc”.
 
3. Czy posiada Pani jakąś książkę z dzieciństwa, do której ma Pani sentyment? Dzięki, której zainteresowała się Pani książkami z poza obowiązkowej literatury szkolnej?

Tak, „Dzieci z Bullerbyn”, „Bułeczka”, „Dom pod kasztanami”. Ale nie wiem, czy były w lekturze, czy spoza. Spoza kanonu była na pewno ukochana „Bella i Sebastian”. W dzieciństwie czytałam bardzo dużo, nawet z latarką pod kołdrą, gdy mama lub tato zgasili mi światło. Mogłabym wymienić jeszcze wiele tytułów, bo zawsze kochałam i kocham książki.
 
Sylwka S.
1. Każda z nas zawsze marzyła o księciu z bajki, przystojnym z poczuciem humoru. Jaki typ mężczyzn się dla Pani podobał jak była Pani nastolatką?


Trudno mówić o typie. Musiał być ciepły, serdeczny, właśnie z poczuciem humoru. I najlepiej żeby umiał grać na gitarze. Mój mąż co prawda grać nie potrafi, ale pod innymi względami pasuje…

2. Najzabawniejsza sytuacja jaka się Pani wydarzyła w szkole, a którą Pani pamięta do dziś ?

Od kiedy zostałam nauczycielką, szkoła to jakby mój drugi dom. Każdy dzień jest inny. Pamiętam, gdy zaczynałam pracę w małej szkole na wsi i dostałam wychowawstwo, wypełniając dziennik, zapytałam chłopca o zawód ojca. „Dojarz” – usłyszałam. „Miejsce pracy”- pytam dalej. Spojrzał na mnie, jakbym była niespełna rozumu i odpowiedział „W oborze”.

3. Każdy ma w życiu sytuacje, z których jest dumny lub odwrotnie. Co najbardziej szalonego zrobiła Pani w swoim życiu, a co chciałaby zrobić?

Raczej twardo stąpam po ziemi i trudno mówić o jakichś szczególnych szaleństwach. Kiedyś, jeszcze podczas studiów, wpadłam na pomysł, żeby przelecieć się samolotem do Warszawy (były zniżki dla studentów), po to, żeby sprawdzić jak to jest oderwać się od ziemi. Namówiłam koleżankę i poleciałyśmy. Wracałyśmy pociągiem, bo już nam nie starczyło kasy. Nie wiem, czy to szaleństwo, wtedy na pewno trochę szaleństwa w tym było. Albo gdy pędziłyśmy za znanym aktorem ulicami Warszawy, żeby zdobyć  autograf. A co chciałabym zrobić? Jeszcze nad tym pomyślę.

Paula Korobejko
1. Czy przeżyła pani kiedykolwiek to co ukazane jest w Pani książkach ?


Raczej nie, ale czasem ktoś z moich znajomych może odnaleźć tam coś, co przeżył lub powiedział. Uwielbiam słuchać innych ludzi i zdarza mi się, że wykorzystuję niektóre wątki. Ale nigdy od początku do końca, coś zmieniam, dopisuję…

2. Jakiej magii Pani używa, że tak chętnie sięgamy do Pani książek, że nie można się od nich oderwać, że wciągają po uszy? :)

Piszę zwyczajnie, o zwykłych ludziach, dodaję odrobinę poczucia humoru, szczyptę optymizmu i już!

3. Czy jest taka tematyka, taki gatunek literacki, czyli takie „zamówienie wydawcy”, którego Pani mogłaby nie podjąć napisać ?

Nie boję się wyzwań i gdyby było zapotrzebowanie, na pewno bym spróbowała każdej tematyki. Nie wiem, co by z tego wyszło, ale na pewno bym spróbowała.

Edyta S
1. Często się mówi "nie oceniaj książki po okładce". Ja jednak muszę przyznać, że dla mnie okładka ma bardzo duże znaczenie. Jest to moje pierwsze zetknięcie z książką na podstawie którego serducho zabije mi mocniej do danej lektury lub przejdę obok niej obojętnie. Zdarza mi się nawet kupić jakieś czytadełko tylko dlatego, iż okładka mnie urzekła.
Czy dla Pani ma znaczenie to, jak będzie wyglądała okładka Pani książki? Wyobraża ją sobie Pani, gdy oddaje książkę do wydawnictwa? Ma Pani wpływ na to co znajdzie się na niej? A może jest to Pani rzecz zupełnie obojętna? Albo z ciekawością czeka Pani na to jak będzie wyglądała oprawa Pani kolejnej książki? Czy zdarzyło się, że któraś z okładek Pani lektur się Pani nie spodobała lub podoba się szczególnie? Jeśli tak to o jakie tytuły chodzi?


Zawsze jestem bardzo ciekawa, jak będzie wyglądała okładka mojej książki. Uważam, że okładka jest bardzo ważna , musi przyciągać czytelnika. Ale nie wyobrażałam sobie wcześniej moich okładek ani też nie miałam wpływu na to, co się na nich znajdzie. Za to za każdym razem rzeczywiście z niecierpliwością czekałam na ich projekt. I nigdy się nie zawiodłam.

2. Praca w szkole to bardzo wymagające zajęcie. Niby kończy się ją po kilku godzinach, a w domu często nadrabiamy mnóstwo pracy papierkowej, wymyślamy kolejne tematy zajęć, przygotowujemy się do nich, do tego zebrania, rady pedagogiczne, uroczystości szkolne, przygotowania do tych imprez itp. Zajęcia te niejednokrotnie pochłaniają znacznie więcej czasu niż te umowne 40 godzin pracy w tygodniu. Mimo, iż praca ta nie jest ciężka fizycznie to niejednokrotnie wynosi się z niej do domu wielki bagaż obciążenia psychicznego. Wiem o tym doskonale. ;)
Pisarstwo zdecydowanie nie jest łatwą sztuką. O tym wiem, bo marzę, aby kiedyś wydać swoją książkę i kilka razy próbowałam coś napisać. ;) Kończyło się tym, że po kilku dniach odpuszczałam, gdyż nie wystarczało mi czasu na inne zajęcia. A Pani wydaje jedną, a czasem dwie książki w roku. :D  Do tego: rodzina, dom, dzieci. Jak udaje się Pani pogodzić te wszystkie zajęcia? Nie myślała Pani nigdy o tym, aby rzucić pracę w szkole i zająć się wyłącznie pisaniem lub odpuścić sobie pisanie i skoncentrować się tylko na pracy pedagogicznej - zyskując w ten sposób więcej czasu dla siebie i dla bliskich? 


Może im więcej zajęć, tym jesteśmy bardziej poukładani? Ja zawsze miałam ich dużo, kiedyś byłam redaktorką programów w telewizji lokalnej, pisałam artykuły do gazety lokalnej. I zawsze marzyłam o pisaniu. Jeżeli potrafię wszystko pogodzić, to nie chciałabym z niczego rezygnować. A czas to pojęcie względne. Znam takich, którzy twierdzą, że nie mają czasu, a tak naprawdę przecieka on im między palcami. Owszem, niekiedy mam zaległości np. w prasowaniu, ale i na to jest sposób. Mam bardzo dobrą koleżankę, z którą umawiam się na ploty i prasujemy…

3. Znam osoby, które czytają książki i marzą o tym, aby samemu coś napisać? Czy ma Pani jakieś rady dla takich osób? Podpowiedzi, jak zacząć? Co zrobić, aby wydać książkę?
Serdecznie pozdrawiam Panią Karolinę oraz Cyrysię. :*


Mogę jedynie powiedzieć, w jaki sposób ja wydałam. Odważyłam się i wysłałam książkę na konkurs ogłoszony przez wydawnictwo. Znalazłam się poza podium, to znaczy nie otrzymałam  nagrody, ale wydawnictwo zaproponowało kilku osobom wydanie książki. I tak to się zaczęło… Ale najważniejsza rada to się odważyć! Do odważnych świat należy!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Dziękuję serdecznie Karolinie Kubilus za poświęcenie swojego cennego czasu i udzielenie niezwykle interesującego wywiadu. 


Składam także gorące podziękowania wszystkim, którzy wzięli udział w konkursie i zadali pytania. ♥

Do nagrody autorka wytypowała:

iza.81
Nulek 

Gratuluje zwycięzcom i pozdrawiam!!! 

Cyrysia

środa, 27 sierpnia 2014

Pragnienie serca


Desire
Cybulski Wiesław 

 
Wydawnictwo: Novae Res
Objętość: 308 stron
Data wydania: sierpień 2014
Ocena: 5/6









   Marzyliście kiedyś o żeglowaniu? Wsiąść na jacht i płynąć tam, gdzie się chce, cieszyć się swobodą i samemu planować trasę. Brzmi jak bajka, prawda? Sama nigdy nie myślałam o zorganizowaniu takiej podróży, ale kiedy przypadkiem w moje ręce trafił ''Desire'' Władysława Cybulskiego, zapragnęłam poczuć smak przygody. Jak udała się wycieczka? Zapraszam do przeczytania moich wrażeń.

''Wszystko zaczęło się piątego lipca po południu''.

Gdynia. Przypadkowe spotkanie dwóch kolegów ze studiów: Michała i Wojtka oraz ich towarzyszek-Mirki i Agaty, przeradza się we wspólną trzytygodniową eskapadę po Bałtyku. Początkowo wszystko zapowiada się znakomicie: spokojna żegluga, piękne widoki, doborowe towarzystwo, ale do czasu… Dość szybko zaczynają pojawiać się pierwsze zgrzyty, a za nimi kolejne. Z dalszej wyprawy najpierw rezygnuje Mirka, a następnie pod pretekstem służbowych obowiązków ucieka Wojtek.

''miał być przyjemny, spokojny rejs czwórki przyjaciół, a tu prawie każdy dzień przynosi nowe rewelacje. Ciekawe, co będzie jutro?''

Jak dalej potoczą się losy naszych bohaterów? Czy uda się im rozstrzygnąć osobiste spory i naprawić wzajemne relacje?

źródło
Jestem urzeczona książką Wiesława Cybulskiego. Autor, były Prezes Stowarzyszenia Armatorów Jachtowych jest  kapitanem całkiem sporego jachtu morskiego "Free.Dom". Nic więc dziwnego, że potrafił stworzyć fachową i rzetelną historię o żeglowaniu. Nie przypuszczałam jednak, że taki wilk morski również umie odnaleźć się w tematyce romantycznej miłości.

Fabuła jest prosta. Dwie na pozór bardzo szczęśliwe pary wypływają w rejs. Niby wszystko pięknie do momentu pierwszej nawałnicy. Przerażona Mirka rezygnuje z kontynuowania dalszej podróży i z dalszego związku z Michałem. Także w małżeńskim duecie zaczyna się coś psuć. Coraz częściej dochodzi do ostrej wymiany zdań. Agata zarzuca mężowi, że zdradza ją z sekretarką. On z kolei uważa, że jest zwykłą ćpunką, która wszystko wyolbrzymia, zatem sfrustrowany wraca sam do domu. Na pokładzie zostaje jedynie Michał i Agata. Czy zdecydują się sami dalej płynąć? Autor namiesza trochę w życiu głównych bohaterów. Będą musieli zmierzyć się nie tylko ze sobą, ale również z osobistym systemem przekonań i wyznawanych wartości. Przyjaźń, lojalność i miłość poddane zostaną najcięższej próbie. Kto z nich wyjdzie z tej konfrontacji zwycięsko?

Historia z grubsza jest przewidywalna, mimo to mocno wciąga i absorbuje. Główny wątek skupia się na miłosnym trójkącie Michała, Agaty i Wojtka. Młode małżeństwo od dawna zmaga się z trudnymi osobistymi problemami. Jak w obliczu ich kryzysu zachowa się Michał? Czy wykorzysta ów rozłam? Zdradzę tylko, nic nie jest tak proste i oczywiste jakby się mogło wydawać. Przed nimi wiele ważnych życiowych momentów i wyborów.

Lektura tej książki była dla mnie prawdziwą przyjemnością. Plus daje za oszczędny, niewymagający styl, świetne dialogi, niesamowity klimat oraz za dobrze zagrane, wyraziste postacie pierwszoplanowe. Początkowo obawiałam się, czy nomenklatura żeglarska, nazewnictwo elementów sprzętu oraz pokrewne żeglarstwie nauki jak nawigacja oparta na geografii, fizyka, meteorologia etc. okażą się dla mnie zbyt niezrozumiałe. Ale na szczęście moje obawy okazały się bezpodstawne. Wszystko zostało zaprezentowane w sposób jasny, przejrzysty i wiarygodny i gładko wplotło się w wartką akcję. Dzięki temu bez przeszkód mogłam całą swoją uwagę skupić na atrakcjach jakie pan Cybulski zaoferował swoim bohaterom. Trochę tego było, między innymi sztormy, awarie, trudne warunki pogodowe, choroba morska, dramatyczna akcja ratunkowa itp. Krótko mówiąc czeka Was ''niedźwiedzie mięso'', czyli smak prawdziwego życia, pasji, wyzwań i niebezpieczeństw. Najbardziej podobało mi się zakończenie, które dobitnie uświadamia, że radykalne zmiany w naszym życiu wcale nie muszą wiązać się z rezygnacją własnych pasji i zainteresowań. Piękne zwieńczenie historii.

Serdecznie polecam ''Desire'' wszystkim sympatykom i entuzjastom żeglarstwa oraz osobom lubującym się w powieściach obyczajowych z odrobiną romantyzmu. To ciekawa, ujmująca historia o niegasnący pragnieniu miłości, skomplikowanych relacjach międzyludzkich, zmaganiach z morskim żywiołem i z ludzkimi słabościami. Myślę, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie. A tymczasem, Panie kapitanie zabierz mnie w kolejny literacki rejs. Czekam z utęsknieniem! Ahoj!

***
Wydawnictwo Novae Res

wtorek, 26 sierpnia 2014

Konkurs z Luizą Dobrzyńską

Luiza „Eviva” Dobrzyńska - ur w 1970r. Warszawianka, z zawodu technik medyczny, miłośniczka zwierząt i kosmosu , zwłaszcza serialu Star Trek. Autorka opowiadania w zbiorze ''Dziedzictwo Gwiazd'' oraz powieści: ''Jesteś na to zbyt młoda'' i jej ciąg dalszy "Wiedźma z Podhala - Nie jestem już dzieckiem!'', ''Dusza'', ''Kawalkada'', grudzień 2013 r. ''Dzieci planety Ziemia''. Laureatka nagrody ''Debiut roku'' (Dusza) i plebiscytu internetowego ''Książka na wiosnę roku 2012'' (Kawalkada). Warszawianka od urodzenia. W cywilu technik rtg z 25-letnim stażem. A oto jak sama siebie widzi z przymrużeniem oka: Zakamieniała stara panna. Pisze od 12 roku życia, wydaje drukiem od trzech lat. Recenzentka nowości literackich i redaktorka działu biblioteka w portalu literacko-kulturalnym Szuflada. Fanatyczna miłośniczka swego rodzinnego miasta, kotów i wszystkich innych zwierząt, oraz Star Treka. Aktywna członkini stowarzyszenia TrekSfera. Osoba gwałtowna i pyskata, ale równie łatwo zawierająca pokój, co wybuchająca gniewem- Eviva.

Recenzja książki: "Wiedźma z Podhala - Nie jestem już dzieckiem!''-klik
Blog Luizy Dobrzyńskiej: ''Stara panna i morze''.
Fan page pisarki na Facebooku: klik
 
Dziś macie niepowtarzalną okazję poznać bliżej sylwetkę Luizy Dobrzyńskiej. Przez najbliższe kilka dni będzie można w bieżącym poście, w komentarzu zadawać swoje pytania (1-maksymalnie 3) do autorki. Następnie wraz z odpowiedziami zbiorę w formę wywiadu i umieszczę w odpowiednim poście.
 
Trzy osoby, które według autorki wykażą się najciekawszym pomysłem na pytanie, otrzymają nagrodę w postaci książki: "Wiedźma z Podhala - Nie jestem już dzieckiem!'' ufundowaną przez Luizę Dobrzyńską.

Proszę również nie powielać pytań ani nie stosować plagiatów. Jeśli coś takiego będzie miało miejsce, zdublowane/ukradzione pytanie zostanie zignorowane. Do dzieła kochani!!!

Regulamin:
1.Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga: Świat książek i ja...
2.Sponsorem nagród jest: Luiza Dobrzyńska
3. Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest napisanie w komentarzu pytania (1- maksymalnie 3) do Luizy Dobrzyńskiej na temat jej twórczości, zainteresowań etc.
4. Konkurs trwa od 26 sierpnia 2014 roku do 30 sierpnia 2014 roku do godz. 23.59
5. Wywiad oraz ogłoszenie zwycięzcy nastąpi: 5 września 2014 rok.
6. Nagrodą są 3 egzemplarze książki:"Wiedźma z Podhala - Nie jestem już dzieckiem!''
7. W konkursie mogą brać udział osoby posiadające blogi oraz anonimowy uczestnicy, którzy popiszą się imieniem/nickiem oraz podadzą adres mailowy.
8. Konkurs skierowany do osób posiadających adres zamieszkania w Polsce.
9. Ze zwycięzcą skontaktuję się drogą mailową. W przypadku, gdy zwycięzca w ciągu 7 dni nie odpowie na wiadomość, nastąpi wybór innego wygranego.
10. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
                                               banerek dla zainteresowanych

niedziela, 24 sierpnia 2014

Wyjątkowa nastolatka


Wiedźma z Podhala - Nie jestem już dzieckiem!
 Luiza Dobrzyńska

Wydawnictwo: Literackie Białe Pióro
Ilość stron:228
Data premiery: 19 sierpień 2014
Ocena: 5-/6



 



    Zazwyczaj nie sięgam po książki traktujące o fantasty, mimo to postanowiłam zrobić wyjątek i zapoznać się z najnowszą pozycją Luizy Dobrzyńskiej zatytułowaną "Wiedźma z Podhala - Nie jestem już dzieckiem!". Jest to kontynuacja powieści ''Jesteś na to zbyt młoda''. W zaistniałej sytuacji najpierw zaczęłam czytać pierwszy tom, by przekonać się, czy można sięgnąć po tę serię bez zachowania należytej chronologii. Do jakich doszłam wniosków? Najpierw pokrótce przedstawię fabułę.

Minął już ponad rok odkąd czternastoletnia Edyta (Edi) Gwerska po tragicznej śmierci rodziców przeprowadziła się z Warszawy do Małej Świerkowy, niewielkiej wsi pod Krakowem. Osieroconą nastolatką zaopiekowało się ekscentryczne wujostwo ze strony matki. Ciotka Janina jest energiczną i cenioną w całej okolicy panią weterynarz, natomiast wujek Fred to przystojny, wesoły, o łagodnym usposobieniu mężczyzna pracujący w pobliskiej bibliotece. Jednak Edi szybko odkrywa, że są kimś więcej niż zwyczajnymi ludźmi. Sama również posiada Wielki Dar, dzięki któremu dowiaduje się o rzeczach o jakich dotąd nie miała pojęcia i poznaje istoty zazwyczaj skrywające się przed ludzkim okiem. Wkrótce w okolicach Krakowa zaczynają dziać się dziwne, niepokojące wydarzenia zagrażające bezpieczeństwu Edyty. Kim jest nasza bohaterka i dlaczego znajduje się w centrum zainteresowania wielu osób?

Luiza Dobrzyńska (pseudonim ''Eviva'') to warszawianka, absolwentka Studium Medycznego na wydziale elektroradiologii. Od dwudziestu pięciu lat pracuje w szpitalu dziecięcym. Jest fanatyczną miłośniczką kotów i popularnego "Star Treka" (od 2010 roku działa aktywnie w Stowarzyszeniu Treksfera, polskim zgromadzeniu fanów Star Treka). Autorka pisze od dwunastego roku życia. W swoim dorobku literackim posiada między innymi: ''Dusza” (za którą otrzymała I miejsce w konkursie na Literacki Debiut Roku), jej kontynuacja-''Kawalkada'' i trzecia część zamykająca cykl sf: "Dzieci planety Ziemia" oraz powieść fantasty ''Jesteś na to zbyt młoda'' i jej ciąg dalszy "Wiedźma z Podhala - Nie jestem już dzieckiem!".

Nieco sceptycznie podchodziłam do tej książki. Jednak im dalej śledziłam fabułę tym bardziej mnie wciągała. Od razu zaznaczę, że można ją czytać bez znajomości pierwszej części, ponieważ pisarka w skrócie przybliża nam poprzednie wydarzenia. Szkoda tylko, że tytuł powieści jest taki, a nie inny, gdyż od razu zdradza pochodzenie główniej bohaterki, co za tym idzie psuje przyjemność okrywania tajemnicy jej tożsamości. Tak przynajmniej uważam. Historia sama w sobie jest prosta, zarazem magiczna i fascynująca. Autorka umiejętnie i z polotem lawiruje między światem prawdziwym, a baśniową krainą. Każdy wątek jest starannie przemyślany kompozycyjnie i konstrukcyjnie. Nie odniosłam wrażenia, że czegoś mi brakuje. Niemniej czasami trafiają się przegadane momenty. Na szczęście nie było ich aż tak dużo, by mogły znacząco wpłynąć negatywnie na mój odbiór..

Podoba mi się styl pisania Dobrzyńskiej: lekki i budzący wyobraźnię. Z kolei miarowa akcja obfituje w wiele zaskakujących wydarzeń. Dodatkową atmosferę niepokoju podnosi nadchodzące zagrożenie w postaci Loży Symbiotyków, (grupy mężczyzn obdarzonych niewielką mocą magiczną, która pragnie zwiększyć swe możliwości kosztem czarownic) oraz Łowców Wampirów, dowodzonych przez tajemniczego człowieka, który ma niecne zamiary względem młodziutkiej Edyty. Postacie wykreowane przez pisarkę są żywe, swojskie i od razu zapadają w naszą pamięć. Mimo swoich nieziemskich zdolności wypadają całkiem przekonywująco na tle niesamowitych zjawisk. Aczkolwiek irytował mnie sposób wypowiedzi Edi, niepasujący do jej nastoletniego wieku.

W książce znajduje się cała plejada istot nadprzyrodzonych, co dla miłośników fantastyki stanowi zapewne raj. Znajdziemy tu prasłowiańską boginię Żywię, skrzaty, wiedźmy i wampiry, elfy, utopce, Łowców, wilkołaków, praistoty, wierzbowe biesy, rusałki, mamuny, strzygi i zmory, driady i boginki, wampiry, nimfy, dziwożony, czarownice ect. Osobiście zdecydowanie ograniczyłabym tę liczbę, ponieważ czułam z tego powodu lekki mętlik w głowie. Brakowało mi również jakiegoś naprawdę czarnego charakteru - bo w tej roli  niestety nikt nie spisał się zadowalająco.

Nie byłabym sobą gdybym nie wspominała o wątku miłosnym. Niestety Pani Luiza pominęła ten aspekt kładąc nacisk na zwyczajne sympatyzowanie, przez co moja dusza niepoprawnej romantyczki czuła ogromny niedosyt. Mam nadzieję, że w następnym tomie dostanę odrobinę gorących uczuć w relacji damsko-męskich. Podobały mi się za to kulisy zawodu weterynarza. Taki medyk nie ma lekko, musi być dyspozycyjny nawet po godzinach otwarcia gabinetu. Bardzo często trafiają się mu trudne przypadki zagrażające zdrowiu bądź życiu zwierzęcia. Na szczęście dzięki swojej fachowej wiedzy, doświadczeniu i odrobiny magii dla doktor Janiny nie było rzeczy niemożliwych. Wspomnę jeszcze o zakończeniu. Zostało urwane w najbardziej szokującym momencie, dlatego wprost nie mogę się doczekać kolejnego tomu.

Reasumując. To ciekawa, wciągająca czytelnika w swój świat powieść obyczajowo-fantastyczna opowiadająca o sile rodzinnych więzi, odwadze, przyjaźni i dokonywaniu trudnych wyborów. Myślę, że Was również pozytywnie zaskoczy. Zainteresowanych zapraszam do lektury.


***
Blog Luizy Dobrzyńskiej: ''Stara panna i morze''.
Fan page Luizy Dobrzyńskiej na Facebooku: klik

piątek, 22 sierpnia 2014

Niezwykła erotyczna podróż


Seksturysta
Adam Ambler


Data premiery: wrzesień 2014
Wydawnictwo:
Self-publishing 
Ilość stron: 240
Ocena: 5/6









    Na przestrzeni lat seksturyzm stał się czymś bardzo popularnym. Dla wielu mężczyzn i kobiet to szalenie atrakcyjna forma odpoczynku. ''Są turyści pragnący odpoczywać i robić sobie zdjęcia pod piramidą Cheopsa, są też tacy, którzy chcą uprawiać miłość w jej cieniu. Najlepiej z dwoma ładnymi Egipcjankami''. Mimo rosnącego rozkwitu pierwszy raz spotkałam się z tym zjawiskiem, dlatego z ogromną ciekawością zabrałam się za czytanie ''Seksturysty'' Adama Amblera. Czy coś mnie tu zdziwiło, zaskoczyło lub poruszyło? Najpierw pokrótce przedstawię ogólny zarys fabuły.

Adam jest dobrze prosperującym handlowcem z Polski. Często w ramach pełnionych obowiązków podróżuje służbowo do różnych krajów, między innymi do Indonezji. Pobyt w tym miejscu jest dla niego również doskonałą okazją dla zaspokojenia własnych cielesnych potrzeb. Przemierzając ulice Dżakarty planuje spotkać się z wieloma kobietami, aby dać upust swoim żądzom. Jak zakończy się jego wizyta w tym egzotycznym kraju? Czy znajdzie tu wszystko czego pragnie? A może czeka go coś znacznie więcej?

''Seksturysta'' to debiut Adama Amblera. Autor już na samym wstępie ujął mnie lekkością pióra, błyskotliwością umysłu, odważnymi tezami, wiedzą i fachowym podejściem do tematu seksualności człowieka. Efektem czego powstał fascynujący erotyczny reportaż, zarazem alternatywny przewodnik po barwnej Indonezji. Narrator niczym doświadczony wykładowca przedstawia nam swoją znajomość topografii wielu miast, takich jak Dżakarta, wyspa Bali, Semarang, Dżogdżakarta, a także bardzo zgrabnie i z dużym znawstwem opowiada o kulturze, przyrodzie, architekturze tego kraju oraz o zwyczajach, wierzeniach i mentalności ich mieszkańców. Dzięki temu mamy możliwość lepiej poznać niektóre aspekty Indonezyjskiego życia jak i wiążące się z nimi wszelkie legendy, mity i inne historyczne ciekawostki.

Najbardziej przypadły mi do gustu opisy scen erotycznych. Są to ujęcia niezwykle śmiałe, namiętne, dzikie ale zarazem romantyczne. Tantryczna uczta dla zmysłów. W pamięci szczególnie utkwiła mi pozycja ''Helikopter", wykonywana przez chińskie prostytutki. Coś nieprawdopodobnego. Jednak sam akt kopulacji to nie wszystko. Coś zupełnie innego przykuło moją uwagę, mianowicie stosunek Adama do kobiet z branży rozrywkowej. Zawsze odnosił się do nich z szacunkiem, podziwem i wdzięcznością. Nigdy nikogo nie mamił fałszywymi obietnicami i nie skupiał się tylko i wyłącznie na sobie. Takie dżentelmeńskie podejście do sprawy powinno być wzorem dla innych, bowiem jednym z największych błędów, jakie popełniają mężczyźni zaraz po odbytym stosunku, to jawne ignorowanie partnerki. Większość z nich zaledwie kilka sekund po ostatnich spazmach rozkoszy odpychają się od swojej wybranki jakby zbliżenie było tylko jakimś chwilowym zapomnieniem. Tymczasem każda kobieta potrzebuje odrobinę życzliwości, czułości czy namiastki bezpieczeństwa.

To powieść nie tylko o erotycznych przygodach głównego bohatera. Wszystkie wyjątkowo ważne tematy są ukryte pod płaszczykiem dociekliwości i zdawania trudnych pytań dotyczących moralności, człowieczeństwa, ograniczeń, obłudy, zakłamania, hipokryzji i cynizmu dzisiejszego świata. Widać, że autor jest osobą wielce inteligentną, błyskotliwą, elokwentną i oświeconą. Wszelkie swoje rozważania lub uzasadnienia filozoficzne opiera na zagadnieniach naukowych, historycznych, społecznych i literackich. (Czy wiedzieliście, że w Biblii aż kipi od erotyzmu?! Ja byłam bardzo zaskoczona tym faktem.) W mądry sposób uświadamia, że seks to nic zdrożnego, wręcz przeciwnie. Jego uprawnianie niesie wiele korzyści dla ludzkiego organizmu.

 ''Seks jest zdrowy, reguluje ciśnienie, daje lepszego kopa niż jakikolwiek narkotyk, w dodatku można go powtarzać raz po raz, można przedłużać na kilka godzin, w czasie uprawiania go tracimy kalorie, pracują wszystkie mięśnie ciała, nie ma po nim kaca, głodu narkotykowego, na dodatek i przed, i w czasie, a już szczególnie po – wprowadza nas w doskonały nastrój, a życie wydaje nam się lepsze, barwniejsze i pełne optymizmu. Seks to darmowe pigułki szczęścia. Sto razy lepsze niż najlepszy skręt, whisky czy marlboro – a mimo to jest społecznie zakazany''.

Dlatego stosunek płciowy nie powinien być demonizowany i piętnowany przez Kościół, który naucza, że współżycie seksualne powinno odbywać się tylko i wyłącznie pomiędzy małżonkami, a sam niekiedy lubieżnie wyciąga dłonie po niewinną dziatwę płci obojga. Czysty absurd.

Jestem pod wrażeniem wnikliwej problematyki tej lektury, sugestywnego, odważnego języka, ciekawie wykreowanych bohaterów oraz atmosfery przepełnionej dreszczykiem emocji. Mały minus daję za akcję spowalnianą (w niektórych momentach) przez wplecione w tekst rozważania filozoficzne dotyczące m.in. etyki seksualnej oraz za powtarzanie niektórych kwestii z poprzednich rozdziałów. Poza tym wszystko jest w porządku.

Takie książki mogę czytać po prostu bez końca. To wielowymiarowa, uniwersalna, pełna zmysłowego napięcia, ociekająca soczystymi scenami erotycznymi historia o pierwotnej naturze człowieka, zachowaniu głębokiego szacunku do siebie i innych, niespodziewanej miłości i ograniczeniach, którym wszyscy podlegamy i które pragniemy znieść. Tylko tu pośród barwnej azjatyckiej kultury masz okazję odnaleźć siebie na nowo i uświadomić własne pragnienia. Idealna pozycja dla odważnych kobiet i mężczyzn, którzy nie boją się sięgać po tematy tabu i przekraczać granice. Polecam!!!

***
Oficjalna strona ''Seksturysty'': klik
Blog (dodatek do książki): klik

czwartek, 21 sierpnia 2014

Konkurs z Agnieszką Steur

Agnieszka Steur to polonistka, nauczycielka, badaczka języka, pisarka, dziennikarka i felietonistka.

Absolwentka Uniwersytetu Amsterdamskiego– kierunek Języki Słowiańskie i Kultura. Ukończyła studia pracą i rozległymi badaniami na temat wpływu języka holenderskiego na język polski dzieci dwujęzycznych mieszkających w Holandii.

Od lat jest zagorzałą zwolenniczką nauki języka polskiego dzieci urodzonych i wychowywanych w polsko-holenderskich rodzinach. Regularnie spotyka się z rodzicami prowadząc wykłady na temat wychowania dwujęzycznego dzieci. Przez kilka lat pracowała jako pedagog w Polskiej Szkole w Utrechcie i aktywnie uczestniczyła w działalności tej placówki. Jest autorką licznych publikacji na temat dwujęzyczności, w tym serii artykułów popularno-naukowych obejmujących wiele aspektów bilingwizmu opublikowanych w Biuletynie Polsko-Niderlandzkiego Stowarzyszenia Kulturalnego PNKV.

10.01.2013 ukazała się nakładem wydawnictwa Poligraf jej pierwsza powieść fantasy zatytułowana „Wojna w Jangblizji. W Tamtym Świecie”(recenzja). Jest to pierwsza część cyklu przewidzianego na trzy powieści. Premiera kolejnej części “Wojna w Jangblizji. W domu” (recenzja) odbyła się w sierpniu 2014 roku.

Więcej szczegółów w linku: KLIK

Dziś macie niepowtarzalną okazję poznać bliżej sylwetkę Agnieszki Steur. Przez najbliższe kilka dni będzie można w bieżącym poście, w komentarzu zadawać swoje pytania (1-maksymalnie 3) do autorki. Następnie wraz z odpowiedziami zbiorę w formę wywiadu i umieszczę w odpowiednim poście.

Dwie osoby, które według autorki wykażą się najciekawszym pomysłem na pytanie, otrzymają nagrodę w postaci pakietu książek ''Wojna w Jangblizji. W Tamtym Świecie'' + ''Wojna w Jangblizji. W domu'', ufundowany przez Agnieszkę Steur.

Proszę również nie powielać pytań ani nie stosować plagiatów. Jeśli coś takiego będzie miało miejsce, zdublowane/ukradzione pytanie zostanie zignorowane. Do dzieła kochani!!!

Regulamin:
1.Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga: Świat książek i ja...
2.Sponsorem nagród jest : Agnieszka Steur.
3. Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest napisanie w komentarzu pytania (1- maksymalnie 3) do Agnieszki Steur na temat jej twórczości, zainteresowań etc.
4. Konkurs trwa od 21 sierpnia 2014 roku do 25 sierpnia 2014 roku do godz. 23.59
5. Wywiad oraz ogłoszenie zwycięzcy nastąpi  ok. 30 sierpnia 2014 rok.
6. Nagrodą są 2 pakiety książek ''Wojna w Jangblizji. W Tamtym Świecie'' + ''Wojna w Jangblizji. W domu''.
7. W konkursie mogą brać udział osoby posiadające blogi oraz anonimowy uczestnicy, którzy popiszą się imieniem/nickiem oraz podadzą adres mailowy.
8. Konkurs skierowany do osób posiadających adres zamieszkania w Polsce.
9. Ze zwycięzcą skontaktuję się drogą mailową. W przypadku, gdy zwycięzca w ciągu 7 dni nie odpowie na wiadomość, nastąpi wybór innego wygranego.
10. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
                                               banerek dla zainteresowanych

środa, 20 sierpnia 2014

Powrót do domu


Wojna w Jangblizji. W domu
Agnieszka Steur

 
Wydawnictwo: Poligraf
Rok wydania: 2014
Ilość stron: 480
Ocena: 5/6









    ''Wojna w Jangblizji. W domu'' to kolejne spotkanie z niezwykłymi istotami z Jangblizji, którzy walczą o wolność swojego kraju. Pierwszy tom ''Wojna w Jangblizji. W Tamtym Świecie'' zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie, dlatego z zainteresowaniem zabrałam się za kontynuację. Jakie przygody czekały na mnie tym razem? Może najpierw krótkie przypomnienie fabuły.

Dopóki nie wybuchła wojna, W Jangblizji, w spokojnym, pełnym harmonii miejscu, otoczonym nieskażoną przyrodą władzę sprawował król Taro z małżonką Zarą i dziećmi: księciem Roanem oraz księżniczką Naną. Teraz panoszy się tu Szmaragdowa Pani razem ze swoją armią, siejącą strach i zniszczenie. Król natomiast znikł w niewyjaśnionych okolicznościach, królowa została uwięziona we Wschodniej Wieży, zaś książęce rodzeństwo przeniesiono do Tamtego Świata. Od tej tragedii minął już ponad rok. Księżniczka Nana wspólnie z grupą przyjaciół przedostała się z powrotem do upragnionej ojczyzny. Jednak z nutą żalu i zaskoczenia odkrywa, iż jej dom nie jest taki, jaki zapamiętała. Tymczasem książę Roan pozostający w Tamtym Świecie intensywnie skupia się na poszukiwaniu ojca. Jakie niespodzianki czekają na naszych bohaterów? Czy Nana odnajdzie się w nowej, niepokojącej rzeczywistości? Czy Roan trafi na jakikolwiek ślad swojego taty i wróci z nim do rodzinnego państwa?

Sporadycznie sięgam po fantastykę. Wyjątek robię jedynie dla paranormal romanse, mimo to wyszłam poza ustalone granice. Czy warto było? Analizując twórczość Agnieszki Steur uważam, że tak. Autorka jest absolwentką Uniwersytetu Amsterdamskiego. Pochodzi z Wałbrzycha, ale od lat mieszka w Holandii. Od dłuższego czasu pracuje jako rzeczniczka nauki języka polskiego dzieci urodzonych i wychowywanych w polsko-holenderskich rodzinach. W swoim dorobku literackim oprócz bieżącej pozycji posiada także: ''Wojna w Jangblizji. W Tamtym Świecie'' (2012) i  ''Słowa do użytku wewnętrznego. Voedsel voor de ziel''(2013). Wracając do sedna sprawy. ''Wojna w Jangblizji. W domu'' oczarował mnie pod wieloma względami. Co prawda nie jestem znawczynią tego gatunku, niemniej śmiem twierdzić, że pisarkę cechuje niezwykła kreatywność, innowacyjność, pełen profesjonalizm, zaangażowanie, rzetelność i pomysłowość. Wszystkie wymienione cechy przyczyniły się do powstania świeżej, oryginalnej i przede wszystkim ciekawej powieści dorównującej dziełom Tolkiena czy też Joanne Kathleen Rowling.

Drugi tom tej serii w niczym nie ustępuje swojej poprzedniczce. Poprowadzony został lekko, swobodnie, z wdziękiem, ujmującą bezpośredniością i mądrą refleksją. Fabuła niby prosta, zwyczajna, a jednak przekazana czytelnikom w nietypowy pod względem formalnym sposób. Nastoletnia księżniczka wróciła do wytęsknionego domu. Jednak to co zobaczyła przerosło jej oczekiwania. Trwająca od wielu miesięcy wojna wyniszcza kraj i zadaje śmierć istotom. Nie oszczędza nikogo ani niczego. W obliczu zagrożenia Nana wraz z przyjaciółmi przemierza poszczególne tereny, aby znaleźć ukrytych sprzymierzeńców. Podobnie jak jej brat, który w przeciwległym świecie również toczy prawdziwą batalię o przetrwanie. Na swojej drodze napotyka wielu wygnanych Jangblizjan i poznaje ich niezwykłe, dramatyczne losy. Co niektórzy chcą powrócić w rodzinne strony. Ale czy to w ogóle możliwe, wszak zostali deportowani na rozkaz swojego władcy? Autorka nie rozpieszcza swoich bohaterów, nie szczędzi im trudnych chwil. Każdego dnia poddawani są nowym doświadczeniom, które stanowią próbę ich siły, inteligencji, hartu ducha, lojalności, przyjaźni i współdziałania. W ten oto sposób dowiadujemy się, że proces podejmowania decyzji nie jest łatwy ani wolny od ryzyka. Wymaga sporego poświęcenia i zrezygnowania z niektórych rzeczy.

Poprzez konfrontację dwóch pozornie różnych światów Agnieszka Steur daje nam czas na refleksję, zadumę, chwilę ciszy i zastanowienia. Mieszkańcy Jangblizji i Tamtego Świata nie zdają sobie sprawy z tego, że łączy ich bardzo wiele i mogą wzajemnie się uzupełniać. Ten wątek ma ukryty podtekst. Tak naprawdę jest realnym obrazem emigracji, poczucia wyobcowania i różnic, które tak trudno niekiedy ze sobą pogodzić. Często to, czego nie znamy wydaje się nam przerażające i niebezpieczne, a to, co budzi w nas niepokój nie zachęca do tego by to poznać i tak koło się zamyka. Autorka porusza też inną istotną kwestię, którą często możemy spotkać w naszej rzeczywistości. Otóż w Jangblizji przedstawiciele różnych gatunków nie mogą łączyć się w pary. Jest to wręcz zakazane. Podobne zjawisko widać w codziennym życiu. Bardzo źle widziany jest związek ludzi o odmiennym kolorze skóry, orientacji, wyznania itp.

Nie przypuszczałam, że ta książka wciągnie mnie aż tak mocno. Wprawdzie początkowo czułam lekką dezorientację wywołaną przez luki pamięciowe dotyczące finalnego zakończenia pierwszego tomu. Na szczęście po jakimś czasie doznałam całkowitego olśnienia i wszystkie elementy układanki wskoczyły na swoje miejsce. Dzięki temu mogłam skupić się na swobodnym, przejrzystym stylu narracji oraz żwawej, dynamicznej akcji. Na szczególne uznanie zasługuje też galeria różnorodnych postaci. To jeden z największych atutów tego utworu. Mamy tu Ludzkich, Myszowatych, Psowatych, Kocich, Koniowatych, Lotnych, Płynnych, Wróblowatych, Niedźwiedzi  itp. Wszyscy bez trudu zapadają w pamięć, ale i skutecznie pobudzają wyobraźnię. Na koniec wspomnę jeszcze o zachwycających pięknych ilustracjach autorstwa Ewy Kieńko Gawlik. Idealnie przeplatają się z treścią tworząc efektowną całość.


Z czystym sumieniem mogę polecić tę pozycję przede wszystkim czytelnikom, którzy mają za sobą pierwszą część serii. Pozostałych także zachęcam do zapoznania się z pisarstwem Agnieszki Steur. Mimo iż jej dzieła są tylko czystą fikcją literacką, to jednak nie brakuje w nich autentycznych wartości. Zapraszam zatem w baśniową, pełną przygód i emocji podróż. Na pewno nie będziecie zawiedzeni.

***
Wydawnictwo Poligraf.
Oficjalna strona Agnieszka Steur: klik
Blog autorki: Emigrantka