piątek, 2 października 2015

Randkowy konkurs!!!

Moi Drodzy,
dziś przychodzę do Was z konkursem, w którym do wygrania są 2 egzemplarze książki ''Wyznania randkowiczki'' Rosy Edwards.

Recenzja: klik
 
Aby zdobyć tę wyjątkową nagrodę należy w komentarzu pod postem (lub na moim FP) opisać najgorszą lub najlepszą randkę w swoim życiu. 

Spośród nadesłanych zgłoszeń wybiorę subiektywnie 2 osoby: jedną osobę, która miała najpiękniejsze wspomnienia ze swojej randki oraz drugą osobę, która doświadczyła niemiłego rendez-vous.

Do dzieła!!! Naprawdę warto!!!
 
 Regulamin:
1. Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga: LITERACKI ŚWIAT CYRYSI
2. Sponsorem nagród jest
wydawnictwo Zysk i S-ka.
3. Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest opisanie w komentarzu najlepszej lub najgorszej randki w swoim życiu.
4. Konkurs trwa od 2 października 2015 roku do 7 października 2015 roku do godz. 23.59
5. Ogłoszenie zwycięzcy nastąpi 10 października 2015 roku.
6. Nagrodą są dwa egzemplarze
''Wyznania randkowiczki'' Rosy Edwards.
7. W konkursie mogą brać udział osoby posiadające blogi oraz anonimowy uczestnicy, którzy popiszą się imieniem/nickiem oraz podadzą adres mailowy.
8. Konkurs skierowany do osób posiadających adres zamieszkania w Polsce.
9. Ze zwycięzcą skontaktuję się drogą mailową. W przypadku, gdy zwycięzca w ciągu 7 dni nie odpowie na wiadomość, nastąpi wybór innego wygranego.
10. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
banerek dla zainteresowanych 

31 komentarzy:

  1. Pewnego lata ja, mój młodszy brat i rodzice, pojechaliśmy pod namioty. Tam poznałam moją pierwszą wakacyjną miłość. Miałam jakieś 5 lat. Bawiłam się jak zwykle na brzegu jeziora, robiąc babki z piasku. Nagle podbiega do mnie chłopiec, mniej więcej w moim wieku. Pyta czy może się ze mną pobawić i proponuje, że możemy zbudować wielki zamek z piasku, a ja będę księżniczką, którą on potem uratuje. Budujemy, budujemy, następnie mój rycerz na białym koniu mnie ratuje. Chwilę później, jak to dzieci, zaczynamy się nudzić. Maciek pyta czy całowałam się już z chłopakami. Ja odpowiadam, że nie i mówię, że jak moja mama całowała się z tatusiem, to potem urodziła mi braciszka. A Maciek na to: eee głupia jesteś, nie znasz się, moi rodzice mówili że dzieci przynosi bocian, pokażę ci jak się całuje. A ja, jak to zawsze ciekawska dziewczynka, zgadzam się. Robię tak jak mi każe Maciek, zamykam oczy i szykuję się do mojego pierwszego w życiu pocałunku z chłopakiem! Maciek całuje mnie cały uśliniony i mokry. Ja krzyczę: to obrzydliwe, fuj! On na to: nie znasz się na całowaniu, tak ma być, widziałem na filmach. Ja w takim razie mówię: pocałowałeś mnie, to teraz musisz się ze mną ożenić. A on jak się nie wydrze i zaczyna uciekać krzycząc: mamo, tato, Iza chce żebym się z nią ożenił! I tak skończyła się moja pierwsza randka. Ciekawe czy Maciek jeszcze mnie pamięta? Tak więc nie jest to chyba najlepsza randka w moim życiu, ale na pewno zapamiętam ją na zawsze. :)

    iza.81@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam już książkę, więc trzymam kciuki za resztę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo chciałam dodać tutaj opis jednej z najlepszych randek, ale jest ograniczenie do 4096 znaków... Kurcze no nie mieszczę się, choćbym chciała nie da się tego skrócić w żaden sposób. Wszystkie szczegóły są ważne, bez tego ta randka nie byłaby taka idealna....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można rozłożyć wpis na 2-3 komentarze :)

      Usuń
  4. Parę lat temu poznałam pewnego chłopaka. Był z daleka, ale gdy był w moim mieście, spotykaliśmy się codziennie, odkąd się poznaliśmy. Pewnego razu późnym wieczorem postanowiłam zorganizować spontaniczne spotkanie. Poszłam do parku i pisałam mu smsy że siedzę na ławce i tak dalej. Miałam nadzieję, że domyśli się i przyjdzie, nie pisałam wprost "przyjdź" (tak, typowa kobieta działająca na zasadzie "domyśl się" :D ). Ławka, którą wybraółam, znajdowała się blisko stawu, z którego... okropnie śmierdziało :/ No ale przecież jestem twarda, dam radę, kto jak nie ja. Siedziałam tam już dobre pół godziny, w międzyczasie wymyśliłam chyba trzy wiersze, które zapisałam na komórce, po czym podszedł i dosiadł się do mnie... Ale niestety nie chłopak, na którego czekałam, ale pan, będący przedstawicielem gatunku "żulipapą", czyli po prostu pan "żul". Jego aromat tylko uzupełnił woń cudownej wody ze stawu. Oczywiście siedziałam tam dalej, po pierwsze, przecież czekałam nadal na mojego "księcia", a po drugie, nie chciałam być niemiła dla pana żula. Pan okazał się bardzo rozmowny - zaczął zagadywać, wypytywać, mówić, że to tak niebezpiecznie, że taka młoda dziewczyna o tak późnejporze siedzi sama, że ktoś ją może zaczapić. Pan żul zaczął snuć takie mroczne wizje, że zaczęłam się zastanawiać, czy je wymyśla, czy po prostu opowiada, co sam zamierza mi zrobić... Oczywiście był bardzo uprzejmy, chciał poczęstować mnie papierosem, a gdy odmówiłam, sam zapalił. Dym śmierdzącego peta dopełnił klimatu tej "randki", więc pożegnałam się i postanowiłam dłużej już nie czekać, tylko wrócić dodomu. W drodze powrotnej natknęłam się jeszcze na dresów słuchających disco-polo i wrzeszczących w moją stronę różne wulgarne "komplementy". Tak, "książę" się nie domyślił i nawet nie wpadł na to, aby do mnie przyjść.

    domino1994domino@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  5. Witam, dzisiaj pozostanę anonimowa :)
    Możecie nazywać mnie - Lola, opowiem wam dzisiaj o mojej najpiękniejszej randce.

    Jak to zwykle bywa, gdy dziewczyna się zakocha pojawiają się problemy! Początki mojej znajomości z moim chłopcem były skomplikowane, ale jednak udało nam się rozwiązać wszelkie komplikacje. Teraz jesteśmy razem już długo, choć nie zawsze jest dobrze. Jednakże wracam do randki :)

    Wiem, że jest to dosyć dziwne, ale naszą pierwszą randkę...odbyliśmy dokładnie na nasze święto ( dzień naszej pół rocznicy - 19.07 ). Wiem! Dopiero 6 miesięcy po chodzeniu. Był to jednak najpiękniejszy dzień w moim życiu. Mój ukochany zaprowadził mnie na piękną łąkę (powiedział, że od teraz to nasze miejsce), na środku łąki leżał koc, kwiaty i laptop z komedią romantyczną. Z początku było typowo, ale potem zdecydowaliśmy się na poważny krok. Może kogoś to zniesmaczy, ale dla mnie było to idealne. Pierwszy raz dla mnie i dla niego. Z pewnością zapamiętam tą randke, ten dzień.
    Niezręczność, delikatność, miłość, pożądanie...wszystkie te emocje były ze mną tego dnia.
    Spędziliśmy niemal cały dzień na naszej łące, a potem (uwaga znów troszkę dziwnie), naszła nas ochota by wrócić do czasów dzieciństwa. Poszliśmy na lody i "orendżade". Zapewne nasze ogromne uśmiechy wyglądały dość dziwacznie, kiedy ludzie nas oglądali, ale mieliśmy to gdzieś, byliśmy dla siebie a nasza miłość stała się jeszcze silniejsza. Na naszą lakę udaliśmy się jeszcze raz, a z każda nowa randka była romantyczniejsza niż poprzednie.

    Rzadko się zdarza, że dopiero, któryś chłopak z kolei staje się tym pierwszym. Ze mną tak właśnie było. On jest pierwszą osobą jakiej powiedziałam "kocham Cię", to z nim udałam się na pierwszą randkę, to z nim pierwszy raz zobaczyłam: wiewiórkę, sarnę, nietoperza...tak jest pierwszy, jeśli chodzi o wiele rzeczy.
    Przede wszystkim...jestem w nim: szaleńczo, głęboko i nieodwracalnie zakochana. Wkrótce planujemy razem zamieszkać i...ciągle jesteśmy jak ogień i woda, więc...zobaczymy jak to będzie :)

    Pozdrawiam serdecznie, a mój adres email to:
    lola.poznaje.swiat@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj to były najpiękniejsze chwile kiedy kilkanaście lat temu pewien chłopak na wycieczce w Zakopanym powiedział, że mnie kocha i chce ze mną chodzić. To było na oczach wszystkich pracowników i uczestników WTZ którzy na tej wycieczce byli. Szczerze, czekałam na te słowa. Potem my się zatraciliśmy w pocałunkach i nasza opiekunka robiła nam zdjęcia, bo przecież, taka ułożona Iva, taka spokojna potrafi robić takie rzeczy :-)). Jednak nam to nie przeszkadzało, byliśmy bardzo szczęśliwi, a jako, że pić alkoholu nie było wolno, poszliśmy do restauracji na pyszna colę oraz ciacho! Fakt, nie ułożyło się, i już z nim nie jestem, ale to była najpiękniejsza, niespodziewana dla mnie randka.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja w konkursie udziału nie biorę, ale aż się uśmiechnęłam na wspomnienie jednej takiej randki. Koleżka zabrał mnie na żużel, a ja tak się bałam, że moi rodzice się o tym dowiedzą, że ilekroć widziałam kogoś znajomego, padałam na ziemię :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Wszystko zaczęło się dwa lata temu, na początku marca...
    Miałam wtedy dwadzieścia dwa lata i powoli przygotowywałam się do obrony pracy licencjackiej. Brakowało mi wsparcia ze strony rodziny i znajomych, nie miałam nikogo bliskiego, byłam zdana wyłącznie na siebie. Pewnego dnia oglądając telewizję natknęłam się na reklamę portalu randkowego. Uśmiechnięci ludzie zachęcali do rejestracji w owym serwisie dla samotnych, opowiadali jak poznali tam miłość swojego życia, dzielili się doświadczeniami. Ciężko było w to uwierzyć, ale co miałam do stracenia? Żyłam w szarym świecie równie szarych ludzi. Pomyślałam: Czemu nie? Warto spróbować!
    Konto na Sympatii założyłam w nadziei, że znajdę choćby przyjaciela - takiego od serca,
    który będzie zawsze, a nie tylko wtedy, kiedy ma taki kaprys. Początkowo byłam dość ostrożna, nie odpisywałam na wiadomości podejrzanych „typków”, nie podawałam żadnych danych kontaktowych. Kilka razy zdarzyło mi się otrzymać propozycję matrymonialną, w mniemaniu nadawców „nie do odrzucenia”. Pozostawiałam owe wiadomości bez komentarza, choć czasem miałam ochotę napisać co sądzę o takich degeneratach. Po tygodniu, może dwóch zaczęły docierać do mnie wiadomości od całkiem miłych facetów, a bynajmniej tak mi się wtedy wydawało...
    Szybko jednak znudziły mi się pytania w stylu: jak masz na imię? ile masz lat? Jaki jest Twój ulubiony kolor? dlaczego masz psa a nie kota? Itd. Szczerze mówiąc z odpowiedziami tych osób na moje pytania wcale nie było lepiej. Pozwolę sobie przytoczyć jeden z takich wirtualnych dialogów, w którym stroną próbującą czegokolwiek się dowiedzieć i jednocześnie jakoś podtrzymać rozmowę byłam ja:
    - Witaj. Może masz ochotę porozmawiać i bliżej się poznać?
    - Może.
    - W takim razie opowiedz coś o sobie, czym się zajmujesz w życiu, co robisz?
    - Nudzę się.
    - Ach rozumiem... Uczysz się jeszcze? Pracujesz gdzieś?
    - Yhy.
    - To znaczy uczysz się czy pracujesz?
    - Yhyy.
    - Co znaczy „Yhyy”?!
    - ...
    Pozostałe rozmowy były na nieco wyższym, bądź niższym poziomie. Niektóre zapowiadały się całkiem obiecująco, jednak zazwyczaj po tygodniu kontakt się urywał. Wszystko zmieniło się w ciągu jednego dnia, kiedy na portal weszłam właściwie tylko po to, by usunąć swoje konto. Zauważyłam, że w skrzynce odbiorczej jest nowa wiadomość oraz powiadomienie o dodaniu mojego profilu do „ulubionych”. Z ciekawości przejrzałam profil nadawcy i przeczytałam dość długą (jak na mężczyznę) wiadomość.
    Kamil – bo tak się przedstawił - był ode mnie starszy o 6 lat, mieszkał prawie 300 km od
    mojego miasta. Skończył studia informatyczne i pracował jako grafik komputerowy. Opisywał
    z humorem swoje zainteresowania, w bardzo optymistyczny sposób podchodził do życia. Miał cele, marzenia, pasje. Wydawał się być inteligentnym człowiekiem, który wie czego chce. Z każdą nową wiadomością od niego rosła moja ciekawość. Zadawałam coraz więcej pytań, coraz więcej chciałam o nim wiedzieć. Znajomi, których nigdy nie było, gdy tego potrzebowałam nie omieszkali ocenić mojej wirtualnej znajomości z Kamilem. Jedni podchodzili do tego dość sceptycznie, twierdząc,
    że nic z tego nie będzie, inni śmiali się, że dobraliśmy się chociaż imionami. Przestałam się przejmować ich opiniami i po kilku tygodniach podałam mężczyźnie prywatny adres email i numer telefonu. Pisaliśmy do siebie codziennie, on dzwonił kiedy tylko mógł. Potrafiliśmy przegadać ze sobą kilka godzin pod rząd (głównie nocą). Podobało mi się jego zdjęcie profilowe na Sympatii, ale nie wiedziałam że jest trochę nieaktualne. Zanim zdecydowaliśmy się spotkać minęły cztery miesiące. Wiele osób próbowało odwieść mnie od pomysłu poznania Kamila „na żywo”.
    Pytali: „A co jeśli się rozczarujesz i okaże się zupełnie inny niż sobie wyobrażasz?” Trudno. Chciałam przekonać się o tym sama i zaryzykowałam.
    Sympatyczny nieznajomy mimo 300 km dzielącej nas odległości zdecydował się przyjechać.
    Umówiliśmy się, że to nie będzie jeszcze randka, a zwykłe spotkanie i jeśli się sobie nie spodobamy, to każde z nas pójdzie w swoją stronę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spotkaliśmy się dokładnie 1 lipca. Czekałam w umówionym miejscu już dwadzieścia minut przed czasem, ponieważ nie chciałam wyjść na niepunktualną. Po kilku minutach dostałam smsa, że Kamil się spóźni (korki), pomyślałam wtedy że nie ma zamiaru w ogóle przyjechać. Kiedy zobaczyłam przystojnego bruneta idącego w moim kierunku, w pierwszej chwili go nie poznałam. Podszedł bliżej i poczułam tylko, że nogi się pode mną ugięły. Wyglądał zupełnie inaczej niż na zdjęciu, a w ręku trzymał pudełko czekoladek
      w kształcie serca (zdążyłam mu kiedyś wspomnieć, że nie przepadam za kwiatami, wolę słodycze). Boże, nawet nie potraficie sobie wyobrazić jak się wtedy bałam. Bałam się, że mogę mu się nie spodobać. Wyglądał jeszcze lepiej niż na zdjęciu. Jakby ktoś wyciął mój ideał i wkleił wtedy
      w tamto miejsce... Przywitał się grzecznie i przeprosił za spóźnienie. Długo nie mogłam wydobyć
      z siebie słowa, szliśmy w milczeniu. On od czasu do czasu uśmiechał się, widziałam wtedy błysk
      w jego fantastycznych ciemnych oczach. Poszliśmy do kawiarni, wypiliśmy Latte, zjedliśmy deser, powoli jakoś się rozkręciłam. Rozmawialiśmy ze sobą kilka godzin. Kamil był dokładnie taki jak sobie wyobrażałam. Może nawet lepszy. Następnego dnia musiał być w pracy więc pożegnaliśmy się i pojechał. Czekałam aż po spotkaniu napisze pierwszy, ale nie było od niego żadnej wiadomości. Czułam się strasznie. Jeśli mu się nie podobałam, mógł napisać wprost. Wystarczyło głupie "nie jesteś w moim typie". Milczenie było od tego dużo gorsze.
      Odezwał się dopiero po trzech dniach. Miałam ochotę mu wygarnąć, ale zaproponował
      randkę, jak to sam ujął "pierwszą randkę - niespodziankę". Zgodziłam się, a on napisał tylko,
      że zadzwoni wieczorem. Czekałam... Przez ten czas nie za bardzo nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Snułam się po mieszkaniu bez celu. Zadzwonił około godziny 20-tej. Powiedział, że mam mu zaufać i wysłuchać do końca. Kazał mi się spakować (wziąć ciuchy i inne potrzebne rzeczy na minimum 3 dni) i poprosił o adres. Nie wiedziałam co on kombinuje, bałam się z jednej strony, bo przecież znaliśmy się dosłownie chwilę. Powiedziałam rodzicom, że jadę ze znajomymi pod namioty (nadopiekuńczy staruszkowie woleli wiedzieć gdzie jestem i z kim), a znajomych poprosiłam o alibi w razie czego i poinformowałam o całej sytuacji. Kamil rano pojawił się pod moim blokiem, na szczęście rodzice byli już wtedy w pracy. Wziął ode mnie bagaż i poprosił żebym się nie denerwowała. Akurat! Ciężko było się nie denerwować, jadąc nie wiadomo gdzie z prawie obcym facetem. Podróż z przerwami na krótkie przystanki trwała dość długo. Na miejscu byliśmy około godziny 17-tej. Nie wiedziałam do końca gdzie, bo kiedy dojeżdżaliśmy Kamil kazał mi zamknąć oczy i nie podglądać. Kiedy wysiedliśmy z auta ktoś wziął nasze bagaże i zaprowadził do pokoju w dość dużym 2-piętrowym pensjonacie. Sądząc po nazwie "Biała mewa" musieliśmy być w jakiejś miejscowości nad morzem - tego się właśnie obawiałam. Weszliśmy do pokoju, a ja kładąc swoje bagaże na podłodze zapytałam:
      - Powiesz mi o co chodzi i jak Ty to sobie wyobrażasz?
      - Tylko spokojnie, przecież obiecałem Ci, że będziesz bezpieczna i nic Ci przy mnie nie grozi. – odpowiedział bez wahania chłopak.
      - A kto za to wszystko zapłaci? Przecież wiesz, że jestem świeżo po studiach i dopiero szukam pracy!
      - Wiem i o nic nie musisz się martwić. Zabrałem Cię tu z własnej woli, Ty się zgodziłaś, więc w końcu mi zaufaj. – poprosił, zawadiacko się przy tym uśmiechając.
      Cieszyłam się tylko, że w pokoju są dwa łóżka, a nie jedno. Postanowiłam odświeżyć się po podróży, bo sympatyczny facet już coś kombinował. Pogoda tego dnia była piękna. Błękitne niebo, ani jednej chmurki i to słońce, które świeciło jakoś inaczej niż zawsze. Świeciło dla mnie.

      Usuń
    2. Trochę zgłodniałam, więc Kamil spakował kilka rzeczy do podręcznej torby i zabrał mnie na kolację. Był bardzo miły. Czułam, że delikatnie ze mną flirtuje. Robił to w taki sposób, że miałam wrażenie, iż znamy się od lat.
      - O czym myślisz? – jego słodki głos przerwał ciszę.
      - Dziwnie się czuję... Pojawiasz się znikąd, akurat wtedy, kiedy najbardziej tego potrzebuję. – odpowiedziałam całkiem poważnie.
      Kamil musiał się zawstydzić, bo natychmiast spuścił wzrok i przez chwilę milczał. Widać było,
      że nad czymś się zastanawia. Uśmiechnął się, ale tym razem inaczej niż zwykle i oznajmił:
      - Cieszę się, że jesteśmy tu razem. Uwierz mi, że dawno się tak nie czułem...
      Gdy zjedliśmy kolację postanowiliśmy wejść jeszcze na moment do sklepu. Kamil kupił butelkę dobrego wina i powiedział, że idziemy na plażę.
      Słońce zdawało się być coraz niżej, a fale coraz spokojniej odbijały się od brzegu.
      Mężczyzna moich marzeń wyciągnął z torby nieduży koc i rozłożył go na piasku. Usiedliśmy
      i wpatrywaliśmy się w widok jak z obrazka. Białe mewy od czasu do czasu śmiały się z niczego. Delikatny wiatr bawił się ziarenkami piasku i pieścił spienione morskie fale. Słońce powoli zachodziło, jego kolor był teraz żółto-czerwony. Chłopak otworzył butelkę i jak z worka bez dna wyciągnął z torby dwa kieliszki. Spojrzałam na niego ze zdziwieniem, a on tylko powiedział:
      - No co? Przecież nie będziemy pili z gwinta.
      Uśmiechnęłam się w duszy. Nigdy nie wyobrażałam sobie lepszej randki. Upojona nie wiem czy alkoholem, czy uczuciem, patrzyłam jak głupia w jego śliczne brązowe oczy. Nie wierzyłam
      w miłość od pierwszego wejrzenia. Ale wtedy nic się nie liczyło. Słońce zachodziło stopniowo za horyzontem, a we mnie coś z każdą minutą rosło - nadzieja, radość, strach że mogę to wszystko stracić. Nawet nie zauważyłam kiedy Kamil delikatnie mnie objął. Siedzieliśmy tak długo, położyłam głowę na jego ramieniu. Minęło trochę czasu, kiedy nagle wpadł na szalony pomysł. Stwierdził, że zawsze chciał to zrobić. Tym razem byłam przerażona, bo dziwne myśli zaczęły mi krążyć po głowie.
      - Umiesz pływać? - zapytał wtedy podekscytowany.
      Jego pytanie całkiem mnie zaskoczyło, zwłaszcza że zrobiło się już ciemno, a na plaży było prawie pusto - tylko nieopodal w dyskotece na bawili się ludzie, no i kilku szaleńców biegało brzegiem morza.
      - Pływać umiem, ale na pewno nie o tej porze! – wrzasnęłam oburzona.
      Kamil jakby nie słuchając odpowiedzi wziął mnie za rękę i poprowadził za sobą. Gdzieś po drodze porzuciłam japonki i stąpałam teraz ostrożnie po mokrym piasku. Pomimo późnej pory woda była ciepła. Chłopak ściągnął koszulkę i spodnie, zostawił ciuchy na brzegu i powoli wchodził do wody. Jego ciało w blasku księżyca wyglądało zjawiskowo, aczkolwiek poczułam się lekko zawstydzona. Kiedy był już do połowy zanurzony, zawołał do mnie żebym też weszła. Pomyślałam sobie:
      "za żadne skarby świata", po pierwsze nie byłam chyba aż tak szalona, a po drugie nie miałam zamiaru wejść do wody w samej bieliźnie.

      Usuń
    3. Kamil wrócił po mnie i powiedziałam mu co sądzę o tym pomyśle.
      - Możesz wejść do wody w ciuchach, ale wtedy wszystko będziesz mieć mokre i będzie Ci zimno kiedy już się stąd zbierzemy. – wytłumaczył jak małemu dziecku.
      Miał rację. Ale z drugiej strony... No cóż. W końcu mnie namówił. Wlazłam do wody, która naprawdę wydawała się ciepła. To wszystko było takie inne, szalone i fajne zarazem. Księżyc przeglądał się w morzu. Dookoła było na tyle ciemno, że człowiek mógł dostrzec tysiące gwiazd na niebie. Kamil podpłynął do mnie i stanął na przeciwko. W jego oczach było coś niezrozumiałego, jakaś tajemnica. Delikatnie odgarnął moje mokre włosy. Spojrzał pytająco, a ja jakby odpowiadając przysunęłam się bliżej. Pocałował mnie wtedy tak, jak nikt do tej pory, szepcząc przy tym, że jestem cudowna. Chyba nie śniłam o czymś takim. Albo śniłam i sen zbyt szybko się kończył.
      Z Kamilem spędziłam kilka szalonych i romantycznych dni, z których pierwsza randka była
      moją najpiękniejszą randką w życiu. Po powrocie z nad morza spotykaliśmy się jeszcze kilka miesięcy. Były to cudowne chwile. Aż do 17-tego grudnia. Jak w każdy weekend, tak i w ten Kamil jechał do mnie na spotkanie.
      Śnieg padał coraz mocniej. Zadzwonił do mnie około godziny 15-tej, że spóźni się, bo był
      wypadek i ulica jest zablokowana. Kiedy jednak zaczęło się robić późno, już wiedziałam że coś jest nie tak, że coś musiało się stać. Dopiero późnym wieczorem, kiedy próbowałam dodzwonić się do Kamila, dowiedziałam się, że 30 km od Częstochowy był kolejny wypadek. Pijany kierowca dużego auta dostawczego nie wyhamował na oblodzonej ulicy, wjechał w auto Kamila i zepchnął go przez jakieś barierki z trasy. Nie zdążyłam się z nim pożegnać, nie zdążyłam mu powiedzieć jak bardzo go kocham, bo zmarł w godzinę po przewiezieniu do szpitala. Miał 28 lat, a przed sobą całe życie
      i plany, które chciał zrealizować.
      Długo nie mogłam się pozbierać. Czułam jakby ktoś wyrwał mi serce. Tamtego wieczoru
      jeden człowiek zabił dwie osoby – jego i mnie, bo przecież on był częścią mojego życia... moją receptą na szczęście. Pamiętam do dziś, ile było w nim pozytywnej energii, ile ciepła i wrażliwości. Potrafiłam śmiać się z każdego żartu, słuchać z zaciekawieniem jego historii z dzieciństwa i bać się oglądając wspólnie horror, w nadziei, że zaraz mnie przytuli. Dzięki niemu nauczyłam się wielu rzeczy – przede wszystkim nauczyłam się żyć. Szkoda tylko, że z kropli szczęścia zrodziło się morze bólu, którego do dziś nie mogę przepłynąć. Każdego dnia staram się żyć na nowo, wymazać z pamięci tamte chwile, ale one wracają jak echo. I na usta ciśnie się tylko jedno krótkie przesłanie – „Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą...”

      czarna.marzycielka@gmail.com

      Usuń
    4. Wybacz mi Cyrysiu, ale opis mi się nie zmieścił w jednym komentarzu :)

      Usuń
  9. Ja dzisiaj również zostaję anonimowa :) Nick : porcelanowalalka :) meil : piesek3e9pl@op.pl. Muszę zacząć od tego ,że jestem z chłopakiem dosyć długo jak na mój wiek. Wszyscy mi na początku mówiili ,że takie szczenięce miłości nie przetrwają, że się rozstaniemy. Ble ble, nadal jesteśmy razem. Wiadomo , bywało czasami gorzej czasami lepiej, ale się kochamy a to najważniejsze. Najlepsza randka ? Nie moge tego nazwać randką , bo nie trwało to dzień , ale trochę dłużej. Ale zacznijmy od początku. Któryś tam rok, właśnie wychodziłam z matury ustnej z angielskiego . Więc pewnie Maj. Adrenalina na poziomie + 10000, no ale zdane. Najważniejsze. I to nie byle jak , bo 90 % . Po pogratulowaniu przyjaciółce również wspaniałego wyniku oraz po serdecznym ucisku pożegnałam się z nią i dosłownie sfrunęłam ze schodów. Szukałam gorączkowo telefonu w torebce , chcąc jak najszybciej zadzwonić do chłopaka i rodziców, że się udało . Ale przed wejściem do szkoły dojrzałam charakterystyczny czerwony samochód. Uśmiechnęłam się do siebie. I podbiegłam do niego, czułam się jakbym miała doczepione skrzydła. Kamil , mój chłopak widząc mnie szybko obszedł samochód , uśmiechnął się i otworzył mi drzwi z mojej strony. Od razu jak tylko wsiadłam , zasypał mnie pytaniami na temat matury. Wyraźnie się cieszył, że zdałam i uzyskałam tak dobry wynik. Sięgnął za siedzenie i podał mi bukiet róż . Powiedział ,że to w nagrodę i wiedział , że zdam. Czułam,że dzień ten nie może być już lepszy. Jak ja się wtedy myliłam :) Powąchałam róże, moje ulubione i odłożyłam na siedzenie z tyłu. Mężczyzna mojego życia odpalił samochód i ruszył. Pytałam się gdzie jedziemy ale mnie zbywał. Jechaliśmy długo, ja usypiałam. Zmęczenie dało o sobie znać .

    OdpowiedzUsuń
  10. Obudziło mnie nawoływanie Kamila,żebym wstawała i że jesteśmy na miejscu. Przeciąnełam się i rozejrzałam po okolicy.'' Lotnisko? o co chodzi ''? Myślałam. Spojrzałam na niego pytająco , ale on znowu tylko się uśmiechnął. ''Ta jego cholerna tajemniczość'' Pomyślałam. Widziałam jak wyjmuje dwie walizki z samochodu, jego czarną i moją niebieską. Stawia je na ziemi i mówi do mnie ''Chodź. To moja niespodzianka. Zabierz róże''. Posłusznie udałam się za nim.
    - Gdzie idziemy ? Czy ja się wkońcu dowiem, co się tu dzieje? - Usłyszałam zdenerwowanie we własnym głosie
    -Zaraz sie dowiesz. Albo i nie . Spokojnie. Ufasz mi czy nie ?- Odpowiedział wymijająco
    -Ufam przecież wiesz.. - Odpowiedziałam z rosnącym rozdrażnieniem
    Kiedy odbieralismy bilety chciałam jeden wziąć, ale był szybszy. Jak zwykle..
    Wsiedliśmy do samolotu. ''O boże, lecimy pierwszą klasą. Ile to musiało kosztować.. Czy będę mieć tyle ,żeby mu oddać ?'' Pomyślałam przerażona, ale postanowiłam narazie o tym nie myśleć i cieszyć się tą chwilą. Rozsiadłam się wygodnie w fotelu. Zastanawialam się co tu robić, gdy własnie w tym momencie Kamil podał mi moją mp3.
    -Pomyślałes o wszystkim- Powiedziałam z podziwem
    -Oczywiście, przecież mnie znasz- I znowu ten uśmiech. Rozbrajał mnie..
    - To za ile wylądujemy ? Ile godzin mogę sobie spać ? Zapytałam z ciekawością
    -No około 5 godzin możesz sobie spokojnie spac. Jak dolecimy to cię obudzę. - Po tych słowach położyłam mu głowę na ramieniu i oddałam się w objęcia marzeń.
    Straasznie szybko mi zleciało te parę godzin. Ale obudziłam się rześka i rozbudzona jak nigdy. Zapowiadała się jakaś ciekawa wycieczka. Kiedy wyszłam na lotnisko, rzucił mi się w oczy napis
    -EGIPT??!!- Prawię krzyknęłam. Parę osób spojrzało na mnie z zaciekawieniem, ale ich zignorowalam.
    -Ćśśś ! Nie musisz krzyczeć. Tak jesteśmy w egipcie, To taka mała niespodzianka ode mnie dla ciebie w nagrodę za wyniki matur- Mówiąc to objął mnie w pasie
    -Kamil, ale ja nie wiem czy mam wszystko. Ubrania, kosmetyki, pieniądze. NIC nie pakowałam-słyszałam panikę we własnym głosie
    -Już ci mówiłem ,że wszystko załatwiłem tak ? Ubrania spakowane, kosmetyki tez. Twoja mama mi pomagała, myślę, że masz wszystko co potrzebne. Jeśli nie, to kupimy. O pieniądze też się nie martw
    Taki on właśnie jest, spontaniczny , ale myślący o wszyskim. Mam wielkie szczęście.

    OdpowiedzUsuń
  11. Kiedy zobaczyłam miejsce gdzie spędzimy następne pare dni to oniemiałam. Wyobrazałam sobie hotel, może motel . Ale to przerosło moje oczekiwania. Domek, mały jednopiętrowy przy samej plaży. Biały,przestronny, z dużymi oknami. ''O MÓJ BOŻE'' myślałam, przechodząc z sypialni do łazienki. Wszystko było takie śliczne, zadbane, świeże . Nie mogłam uwierzyć we własne szczęscie. Ale Kamil nie tracił czasu, zabrał mnie na przejażdzkę łódką. Wynajął łódkę. Dla nas ! Wprawdzie nie za dużo rozumiałam słowa mężczyzny który sterował ale to i tak mi nie przeszkadzało. Czułam na sobie cudowne słoneczko, powiew bryzy i popijałam schłodzonego szampana. Czego chcieć więcej ? Ale na tym niespodzianki się nie skończyły , naszym przystankiem było małe miasteczko. Miało swój klimat. Poszliśmy do restauracji , zjedliśmy pyszne potrawy, choć nazwy ich nie byłam w stanie wymówic. Zjedliśmy deser i poszliśmy zwiedzać. Kamil robił mi zdjęcia, choć tego nie nawidze na codzień, zgodziłam się. Byłam zbyt szczęśliwa ,żeby przejmować się tym jak w danej chwili wyglądam. Zwiedzaliśmy jakiś duży zamek, gdy zrobiło się ciemno .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. -Trzeba wracać. Jutro też jest dzień- Słowa ukochanego wyrwały mnie z zadumy
      -Zabierzesz mnie tutaj też jutro ?- Zapytałam błagalnie
      -Zobaczymy kochanie - Odpowiedział zdawkowo.
      To co robiliśmy po powrocie do domku,ominę i przemilczę. Pewnie wszyscy się domyślają Emotikon smile
      Po śniadanku podanym do łóżka czułam, że Kamil jest spięty i nerwowy. Wiedziałam ,że coś się święci. No ale nic, zapronował zwiedzanie piramidy więc poszliśmy. Nie, my pojechaliśmy. Na wielbłądzie, boże nie sądziłam ,że to będzie aż takie przezyćie, trochę.. bolesne ? Ale warte zapamiętania, to napewno. Zeszło nam tutaj aż do wieczora. Czas uciekał nam tak szybko, że nie zdawałam sobie z tego sprawy jak bardzo późno jest i jak bardzo jestem głodna . Więc gdy Kamil zaproponował mi piknik na plaży i oglądanie gwiazd natychmiast się zgodziłam . Miał przyszykowaną jakąś sałatkę, wino, moje ulubione ciastka i chipsy. Wzielismy koszyk , jedzenie i kocyk i wyszliśmy na plażę. Było tam przygotowane fajne miejsce, ze świeczkami które zapaliliśmy.Zrobił się przyjemny nastrój Noc była ciepła, na tyle ,że było mi dobrze w sukience . Spojrzalam w niebo, idealnie przejrzyste. Zapowiadało się cudownie. Zauwazyłam , że mój chłopak mi się przygląda. Widzialam w jego oczach zdecydowanie pomieszane ze.. strachem ? Chciałam już zapytać czy coś się stało, ale nie zdążyłam. On klęknął , wyjął czarne małe pudełeczko z kieszeni
      -Dzisiaj jest nasza rocznica. Dokładnie 5 lat temu zaczęliśmy być parą. Nie sądziłem,że miłość do ciebie mnie aż tak zmieni. Oczywiście na lepsze, przy tobie zacząłem dostrzegać piękno świata, czułem się kochany. Dlatego też dzisiaj pytam , czy ty czujesz to samo do mnie ?- Mówił tak cicho, że ledwo go słyszałam.
      - Oczywiście. - Powiedziałam niepewnie. Starałam sie powstrzymać łzy , które na siłę cisnęły mi się do oczu
      -Dobrze . Więc chciałbym z tobą dzielić resztę mojego życia. Czy zgadzasz się na to, by zostać moją żoną ?
      Chwilę milczałam, ale znałam odpowiedź. Mimo to , nie mogłam wydysić z siebie slowa. Dopiero po spłynięciu łez byłam w stanie wykrztusić krótkie ''Tak''

      Usuń
    2. Kamil założył mi od razu na palec pierścionek. Widać , że całe napięcie z niego zeszło. Pocałował mnie długo i namiętnie. Parę następnych godzin spędzliśmy właśnie na tym kocu, wymieniając ukradkowe spojrzenia pomiędzy sobą. Staralam się nie za dużo patrzeć na pierścionek, ale to było zbyt silne. Milczeliśmy, ale w tym momencie właśnie to było nam potrzebne. Żadne słowa nie były w stanie opisać tego jak w tym momencie sie czuliśmy i jak bardzo byliśmy przepełnieni miłością do siebie. Usnęłam jak kamień, przytulona do jego ręki. Kiedy obudziłam się sama na kocu gorączkowo się rozglądałam w poszukiwaniu mojego ukochanego. Ale nigdzie go nie zlokalizowałam. Przeciągnęłam się i wstałam powoli rozruszając mięsnie. Swoje kroki skierowałam do domku. Kiedy weszłam do niego, zamarłam. Zobaczyłam swoją najbliższą rodzinę, przyjaciół, chłopaka . Wszyscy wykrzykiwali ''NIESPODZIANKA'' Wydawalo mi się, że to jeden wielki sen. Dopiero gdy zajadalam się tortem upieczonym przez moją mamę i witałam się uściskiem z każdym docierało do mnie to jaki wysiłek Kamil włożył w to,żeby mnie uszczęśliwić.Rozmową i gratulacjom nie było końca. Każdy chciał zobaczyć mój pierścionek. Opowiadałam cała czerwona nasze zaręczyny na plaży gdy wszyscy zasiedliśmy wkoło kominka. Mama aż się popłakała. Wspominała, że maczała palce w przygotowaniach na wyjazd, ale nie zdawala sobie sprawy z tego ,że Kamil mi się oświadczy.
      - Oczywiście przepraszam,że dopiero teraz o to proszę. Ale czy udzielą nam państwo błogosławieństwa?- pierwszy raz widziałam Kamila tak czerwonego..
      - Jescze się pytasz chlopie? Nie widać tego jak moja córka jest szczęśliwa, gdy jest w twoim towarzystwie? Waszą miłość aż widać. Oczywiście ,że wyrażamy zgodę. - gdy zdania te wypowiedział mój tata zrobiło mi się cieplej na sercu.
      - Więc kiedy chcielibyście mieć ślub i gdzie? W Kościele, na plaży, w namiocie ? Mam nadzieję, że będę mogła wam pomagać . - Mama patrzyła na mnie tak błagalnym wzrokiem, że wiedziałam ,że jej nie odmówię. Pozatym , miała naprawdę dobry gust.
      - Mamo,wiesz,że nie musisz o to nawet pytać. Przyda mi się twoja ręka w tych przygotowaniach. A co do miejsca to ja osobiście chciałabym...- przerwałam w połowie zdania, kiedy usłyszałam skrzypienie drzwi wejściowych. Zerwałam się, gdy zobaczyłam w nich mojego brata. Nie widziałam go rok, gdyż wyjechał na misję. Miał jeszcze na sobie mundur.
      - Gratuluję zaręczyn. Nie mogłem przegapić tego jak moja młodsza siostra przestaje być panną.-Powiedział Michal z uśmiechem od ucha do ucha. Rzuciłam się mu w ramiona , na chwilę zapominając o świecie.
      - Do kiedy możesz zostać ? Zapytałam cicho, nie odrywając się od niego
      - Jutro popołudniu mam samolot niestety- Odpowiedział smutno
      -Nie szkodzi, najwazniejsze ,że jesteś - Powiedziałam , odrywając się od niego z wielkim uśmiechem. Wieczór spędziliśmy robiąc grilla, piecząc kiełbaski, śpiewając piosenki . Moj chłopak, mój brat i mój tata postanowili się wykąpać w morzu. Wbiegli w ubraniach , nie zważając na nic. Patrzyłam na nich w oddali, jak beztrosko pływają, chlapią się . Cieszyłam się z tej chwili, naprawdę. Prosiłam w myślach '' Chwilo bądz wieczna''. Kiedy po 10 dniach wróciliśmy, z mojej twarzy nie schodził uśmiech ani opalenizna. Zaczęliśmy powoli myśleć o dacie ślubu i miejscu. Tak , to był jeden z piękniejszych wyjazdów i napewno będzie niezapomnianą randką w życiu

      Usuń
    3. Trochę długie wyszło, przepraszam ^^. Mam nadzieję , że ktoś dotrwa do końca:)

      Usuń
  12. Najgorsza randka w życiu? Nie mam zbytnio co opowiadać.
    Byliśmy umówieni na godzinę 19.
    Szczęśliwa, wystrojona, pomalowana czekałam na niego godzinę. I co? Nie pojawił się. Napisał mi tylko: "Zapomnij o mnie". Do dziś go unikam.

    OdpowiedzUsuń
  13. Najgorsza randka w życiu!!!
    Kolega z pracy, który od jakiegoś czasu bardzo mi się podobał, wreszcie się ocknął i zaprosił mnie do siebie na kolację.
    Gdy nadeszła sobota byłam niezwykle podekscytowana i stroiłam się, żeby wypaść jak najlepiej. Niestety godzinę przed wyjściem zaczęłam się stresować i strasznie denerwować. Z tego wszystkiego zrobiło mi się niedobrze i rozbolał mnie brzuch. Zaparzyłam sobie więc meliskę i poszłam na spotkanie życia, mając nadzieję, że dolegliwości te szybko miną.
    Ależ się myliłam! Gdy dotarłam na miejsce ujrzałam romantyczną scenerię – stół pięknie zastawiony, świece, kwiaty i nastrojowa muzyka w tle. Robert, bo tak miał na imię mój kawaler, bardzo się postarał, ale ja wszystko zepsułam
    Zaczęło mnie mdlić i przewracać mi się w żołądku. Gdy na stole pojawiło się jedzenie, nie wytrzymałam… Zdążyłam jeszcze zapytać, gdzie jest łazienka i już mnie nie było. Wymiotowałam w obcej łazience, u faceta z którym wiązałam pewne nadzieje, i coraz bardziej popadałam w czarną rozpacz. Gdy wyszłam sponiewierana, rozmazana i blada, było mi strasznie głupio. Nie było mi dane jednak dokończyć swojego tłumaczenia i przeprosin, bo znowu mnie pogoniło do łazienki.
    Oczywiście, w przełomowym momencie mojego życia dopadła mnie grypa żołądkowa, chyba tylko ja mogłam mieć takiego pecha! Zamiast jeść smaczną kolacją w miłym towarzystwem, ja zajadałam się Stoperanem, a za towarzystwo miałam muszlę klozetową! Po prostu świetnie!
    Gdy poczułam się trochę lepiej, Robert odwiózł mnie do domu. Wstyd, żenada i rozpacz były nie do opisania. Gdy wysiadałam z auta, Robert pocałował mnie w czoło, wcisnął do ręki opakowanie Stoperanu, uśmiechnął się i kazał szybko wyleczyć, żeby nie musiał czekać wieczność na następne spotkanie:)
    Pomyślałam sobie, że chyba musi mu na mnie zależeć, skoro widząc mnie w takim stanie nadal chciał się spotkać. No i naprawdę mu zależało… i w sumie zależy do dzisiaj:)
    Mój mail: juta18@vp.pl

    OdpowiedzUsuń
  14. Jakis czas po powrocie do Polski po latach spedzonych w Anglii, zainstalowalam sie na portalu randkowym, na ktorym poznalam Anglika. Ucieszylam sie, ze wreszcie trafilam na kogos, kto mnie zrozumie. A on (w kolejnosci ujawniania zachowan):
    1. specyficznie sie umawial na randke, nie akceptujac moich propozycji ani miejsc, ani terminow, z wielkim trudem uzgodnilismy cos, co bylo dla mnie nie po czasie i nie po drodze, ale wykonanalne,
    2. zamowil sobie kawe, zostawiajac mnie, zebym sobie zamowila i oplacila swoja, podczas gdy on zajal sobie miejsce przy stoliku,
    3. opowiadal jak to przez 15 lat pobytu w Polsce uczyl angielskiego (niby punkt wspolny, bo ja tez jestem lektorka) i wszyscy tacy niby nienauczalni,
    4. w profilu mial wyksztalcenie "niepelne wyzsze" - okazalo sie, ze sam zrezygnowal ze studiow na pierwszym roku, bo go nudzila nauka,
    5. opowiadal ciagle, jakie to "gowniane" miasto ta Warszawa,
    6. szydzil z mojego jezyka smsowego (ktorego sam nigdy nie opanowal),
    7. stwierdzil, ze powinnam byc szczesliwa, ze sie ze mna spotkal na "darmowa konwersacje angielska",
    8. narzekal na kobiety, ze takie materialistki, ze oczekuja, ze im bedzie kawe stawial.

    Do konca randki nie wytrwalam. Kazda uprzejmosc ma granice.

    OdpowiedzUsuń
  15. rozumiem, ze laureatki juz poinformowane?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Wyniki już były, a nagrody poszły do zwyciężczyń :)

      Usuń

Zaglądaj, czytaj, przegryzaj moje słowa, ale wychodząc, zostaw po sobie niezatarty ślad swojej obecności...