sobota, 28 lutego 2015

Proszę wstać, sąd idzie


Kasacja
Remigiusz Mróz


Wydawnictwo: Czwarta Strona
Darta wydania: 18 luty 2015
Liczba stron: 496
Ocena: 5/6








  
      Kasacja to nadzwyczajny środek zaskarżenia od orzeczenia sądu pierwszej lub drugiej instancji do Sądu Najwyższego. Umożliwia przeprowadzenie kontroli zaskarżonego wyroku z powodu naruszenia przepisów prawa. Dlaczego poruszam ten temat? Bo ma on kluczowe znacznie dla najnowszej powieści Remigiusza Mroza. Najpierw zarys fabuły.

Piotr Langer, syn znanego biznesmena zostaje oskarżony o zabicie dwóch osób, na dodatek spędził z ciałami ofiar aż dziesięć dni w swoim mieszkaniu. Zatrzymany przez policję zdaje się w ogóle nie przejmować tym, że grozi mu dożywocie. Jego obrońcą jest inteligentna i ostra jak żyleta Joanna Chyłka, pracująca dla warszawskiej kancelarii Żelazny & McVay. Na swoim koncie ma niejedną wygraną sprawę. Pomaga jej młody aplikant, Kordian Oryński vel Zordon. Wyrok w tym procesie wydaje się być z góry przesądzony. Natomiast winowajca zapuścił kurtynę milczenia. Nie przyznaje się do winy, ale też nie zaprzecza, że jest mordercą. Mimo to prawniczy duet zamierza odnieść zwycięstwo w sądowym starciu. Czy im się to uda?

To moje pierwsze spotkanie z twórczością Remigiusza Mroza. Autor jest doktorantem w Kolegium Prawa Akademii Leona Koźmińskiego raz twórcą kilku publikacji naukowych. Zadebiutował  powieścią "Wieża milczenia". W swoim dorobku posiada  także ''Turkusowe szale'', cykl: ''Parabellum'', ''Chór zapomnianych głosów'' oraz niepublikowane dotychczas powieści historyczne, science-fiction i polityczne.

Nie przypuszczałam, że prawniczy thriller Mroza tak mocno przypadnie mi do gustu. Już od pierwszych chwil zostałam wciągnięta w sieć intryg, szantaży i bezwzględnych manipulacji. Fabuła na pozór wydaje się zwyczajna. Mamy oskarżonego za zabójstwo mężczyznę, który nie chce współpracować ze swoimi adwokatami. Milczy jak zaklęty. I choć wszelkie dowody ewidentnie wskazują na jego winę, to jednak Chyłka i Zordon mają pewne wątpliwości, dlatego na własną rękę próbują rozwikłać zagadkę śmierci dwójki denatów. Co z tego wyniknie? Autor stworzył doskonałą intrygę uknutą z mistrzowską precyzją. Dał Nam zawiłą sprawę z wieloma niewyjaśnionymi zagadkami. Fenomenalnie zadbał o każdy detal i szczegół, łącząc wszystko w jedną, spójną, logiczną całość. Odważnie rzuca swoich bohaterów na głęboką wodę brutalnej rzeczywistości. Ich dociekliwość i determinacja sprawia, że nieustannie pakują się w kłopoty klucząc pomiędzy prawdą a fałszem. Ze swoimi domysłami kilka razy zostałam przez pisarza wyprowadzona w pole. Ale nie mam mu tego za złe. Przeciwnie. Zabawa była przednia.

Ponieważ w książce zawarte są wątki prawnicze, obawiałam się, że będzie zbyt dużo prawniczego żargonu, który jest dla mnie czarną magią. Na szczęście moje obawy okazały się bezpodstawne. Wszelkie przepisy, ustawy, kodeksy, rozporządzenia, orzeczenia etc. nie przytłaczały swoją fachową terminologią, były klarowne i jasno zrozumiałe. Nawet o dziwo elitarny świat prawników, mający własne zasady i zwyczaje, przypadł mi do gustu.

Trzon powieści stanowią fenomenalnie odegrane postacie, zarówno pierwszo- jak i drugoplanowe. Każda z nich posiada wyraźny zarys charakteru, wiarygodnie operuje emocjami, wydobywając z siebie swoje zakorzenione nawyki i usposobienie. Oczywiście pierwsze skrzypce gra niezwykły prawniczy duet: aplikant i patronka. On: spokojny, błyskotliwy, ugodowy. Podróżuje tramwajami, słucha hip-hopu i preferuje zdrowe jedzenie. Ona: bezkompromisowa, odważna, zawzięta. Ciągle się spieszy, żyje w nieustannym biegu, lubi rozkazywać innym, podporządkowywać ich sobie i wysługiwać się nimi. Kocha dobrze zjeść (najlepiej porządne mięcho), szybkie samochody, w szczególności swoje autko "iks piątkę" oraz ostrą muzykę. Jak widać, różnią się między sobą niczym dzień i noc. Jednak w miarę upływu czasu pomiędzy tą dwójką zawiązuje się coś na kształt przyjaźni. Osobiście bardzo ich polubiłam i do samego końca kibicowałam im, aby wszystko ułożyło się pomyślnie. Nie myślcie sobie, że autor usadził ich grzecznie w kancelarii i zasypał papierkową robotą. Co to, to nie. Zbierając dowody potwierdzające niewinność Langera, narażają nie tylko swoje życie, ale też wszystkich innych, którzy znajdują się w centrum ich zainteresowań. Przygotujcie się zatem na prawdziwą jazdę bez trzymanki.

Jestem pod ogromnym wrażeniem: pomysłu, wykonania i treści zawartej w książce. Remigiusz Mróz posiada niezwykły i niepowtarzalny styl. Znakomicie żongluje słowami, dobiera adekwatnie do danej osoby, sytuacji czy okoliczności. Na plus zasługuje również wartka akcja pełna niespodzianek i zaskakujących zwrotów, między innymi: zastraszenia, pobicia, konfrontacje z przestępczym półświatkiem, wyścig z czasem. Natomiast zakończenie sygnalizuje, że to koniec emocjonujących przygód Chyłki i Zordona. Ogromnie mnie to cieszy.

Co tu dużo pisać? Rewelacja w każdym calu! To thriller z wyższej półki, który usatysfakcjonuje nawet najwybredniejszych miłośników mocnych wrażeń. Na każdym kroku elektryzuje zmysły pokazując, jak wielka i złowroga jest pajęcza sieć powiązań i wpływów. Niezapomniane doznania. Koniecznie polecam!


ps. Zapraszam do konkursu, w którym można wygrać ''Kasację'' R. Mroza: KLIK

***
Wydawnictwo Czwarta Strona

piątek, 27 lutego 2015

Konkurs: Będzie dobrze, kotku!

 Już 10 marca do księgarń trafi ''Będzie dobrze, kotku'', druga powieść Wioletty Sawickiej, a tymczasem w imieniu wydawnictwa Prószyński i S-ka zapraszam do wzięcia udziału w konkursie! 
Szczegóły w poniższym filmiku:



Jeśli nie jesteście jeszcze zdecydowani, polecam moje recenzje:

''Wyjdziesz za mnie, kotku?'' 
''Będzie dobrze, kotku'' 

 Proszę również o zapoznanie się z REGULAMINEM: 

czwartek, 26 lutego 2015

BOOK TOUR, ZAPLĄTANI Emma Chase!


Jako pierwsza blogerka (dziękuję wydawnictwu Filia za ten zaszczyt) rozpoczynam zabawę BOOK TOUR z ''Zaplątanymi''.

Każdy bloger, do którego dotrze książka, musi:
- wpisać adres swojego bloga na stronie tytułowej
- opublikować krótką recenzję ZAPLĄTANYCH na swoim blogu
- zrobić zdjęcie egzemplarza, opublikować je wraz z recenzją
- szybko przesłać książkę kolejnej osobie
WSZYSCY, którzy wpiszą się na stronie tytułowej TEGO EGZEMPLARZA książki i opublikują recenzję ZAPLĄTANYCH dostaną od nas tom 2!
Pamiętajcie, że książka z wpisami musi wrócić do wydawnictwa Filia do 15 kwietnia!

Recenzję ''Zaplątanych'' opublikowałam już wcześniej. Raz jeszcze zapraszam do jej przeczytania: KLIK
 
A poniżej przedstawiam moją rekomendację na okładce książki Emmy Chase:


Teraz książkę przesyłam dalej do wybranej przeze mnie blogerki. Kto to? Nic nie zdradzę! Śledźcie uważnie blogi :)
Pozdrawiam!

środa, 25 lutego 2015

Sztuka kompromisu


Będzie dobrze, kotku
Wioletta Sawicka

 
Cykl: Wyjdziesz za mnie, Kotku (tom 2)
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data premiery: 10 marca 2015
Ocena: 5/6








  
     Powieści obyczajowe mają szczególne miejsce w moim sercu, ponieważ poruszają znane Nam dobrze ludzkie problemy, codzienne życiowe zmagania i rozterki. Dlatego też, kiedy w moje ręce trafiła najnowsza powieść Wioletty Sawickiej, zatytułowana ''Będzie dobrze, kotku", ochoczo zabrałam się do lektury. Książka ta opisuje dalsze losy bohaterów ''Wyjdziesz za mnie, kotku?''.

Ania doskonale odnalazła się w roli żony i matki. Jednak w miarę upływu czasu dochodzi do wniosku, że pragnie czegoś więcej, niż tylko stabilizacji i ciepła rodzinnego. Marzy jej się powrót do pracy, lecz nadgorliwy i despotyczny Patryk nie chce nawet o tym słyszeć. Życzy sobie mieć swoje ukochane kobiety (żonę i córkę-Maję) na wyłączność. Dlatego zaczyna je kontrolować na każdym kroku. Co z tego dalej wyniknie. Jak ułożą się losy rodziny Terlińskich? Jedno jest pewne: nic już nie będzie takie jak było...

Wioletta Sawicka urodziła się i mieszka na Warmii. Z wykształcenia pedagog, z pasji dziennikarka radiowa, prasowa i telewizyjna. Zawodowo realizuje się w pisaniu reportaży i przeprowadzaniu wywiadów z ciekawymi ludźmi. Zadebiutowała powieścią ''Wyjdziesz za mnie, kotku?''. Obecnie autorka pokusiła się o napisanie kontynuacji.

Przyjemnie było znów spotkać się z bohaterami tej serii. Czułam się tak, jakbym wróciła z dalekiej wyprawy na łono rodziny. Pisarka potrafi wciągnąć czytelnika w swój świat. Już od pierwszych stron nie mogłam oderwać się od książki. Fabuła na pozór wydaje się banalna i schematyczna. W rzeczywistości kryje w sobie bogate wnętrze, warte poznania. Mamy zwyczajną, szczęśliwą rodzinę. Ania zajmuje się domem i dziećmi, zaś Patryk jest cenionym chirurgiem. Po prostu sielanka, idylla. Mimo to w pewnym momencie Ani przestaje wystarczać słodki schemat ''kury domowej''. I tu zaczynają się schody, gdyż małżonek jest przeciwny jej marzeniom o karierze zawodowej. Ten wątek dał mi dużo do myślenia. Autorka pokazuje, że małżeństwo to przede wszystkim sztuka kompromisu. Wyjątkiem jest sytuacja, gdy jedna ze stron ustępuje drugiej na każdym kroku. Często w obawie przed konfliktem ulegamy drugiej stronie, zagłuszając własne pragnienia i potrzeby. Tymczasem należy grać ze sobą w duecie a nie wyłącznie pod batutą jednego z małżonków. Wszak rodzina i kariera mogą stać na jednym poziomie w hierarchii wartości, i jedno z drugim da się wspaniale pogodzić. Jak w takim razie poradzili sobie z tą sytuacją nasi bohaterowie? Tego musicie dowiedzieć się sami.

Kolejnym ważnym elementem tej historii jest pewna rodzinna tajemnica związana z ojcem Anny, którego nigdy nie poznała. W obliczu życiowych zawirowań Terlińska szuka jakiegoś powiernika. Wierzy, że stanie się nim poszukiwany ojciec. Ale jej mama prosi, wręcz nalega, żeby zapomniała o nim definitywnie i nie próbowała go odnaleźć. W umyśle dziewczyny pojawiają się pytania bez odpowiedzi:

''Kim był mój ojciec, skoro matka tak przeżywa każde wspomnienie o nim? Czemu mają służyć te tajemnice okradające mnie z tożsamości? Tajemnice, z których nic nie rozumiem?''

Pisarka całkiem zgrabnie ukrywała pochodzenie tego mężczyzny, aczkolwiek od samego początku podejrzewałam, która to konkretna osoba. Niemniej, zupełnie mi to nie przeszkadzało. Na dodatek ujawnienie całej prawdy totalnie mnie zaskoczyło.

Książka bardzo mi się podobała. Sawicka w mądry sposób uświadamia, że życie nie zawsze jest usłane różami, ale dzięki miłości, wsparciu i zrozumieniu bliskich, wszystkie problemy łatwiej jest pokonać. Prócz tego porusza tematy, które dotyczą codziennego życia: praca, dom, obowiązki, a także wspomina o ''chorej'' zazdrości i jej konsekwencjach, jak również sygnalizuje, że nie warto posuwać się do intryg, knowań i kłamstw, gdyż może odbić się to negatywnie na nas samych.

Całość napisana jest żywym, spójnym i lekkim językiem. Fabułę dodatkowo uatrakcyjniają barwne, plastyczne opisy i inteligentne, naturalne dialogi. Akcja przebiega bardzo miarowo, chociaż nie brakuje zaskakujących momentów i niespodziewanych zwrotów. Dużym atutem powieści są jej bohaterowie: realni, wyraziści, świetnie nakreśleni. To ludzie z krwi i kości, którzy zmagają się z codziennymi problemami i swoimi słabościami. Każdy z nas znajdzie w nich cząstkę siebie. Wspomnę jeszcze o otwartym zakończeniu, pozostawia wiele niejasnych wątków i niewyjaśnionych spraw. Z tego wynika, że w planach szykuje się kolejny tom.

I tom
Krótko mówiąc: ciepła, głęboka, poruszająca lektura, pełna ważnych wartości takich jak przyjaźń, miłość, zaufanie, szczerość, oddanie, rodzina, altruizm, wybory itp. Chwyta za serce, pozwala nam spojrzeć na wiele spraw z innej perspektywy i pozostaje we wspomnieniach na długo. Gorąco polecam wszystkim, którzy mają już za sobą pierwszą część i są ciekawi dalszych przygód Ani. Tym natomiast, którzy jeszcze nie sięgnęli po tę serię, zachęcam do nadrobienia zaległości. Jestem pewna, że nie będziecie zawiedzeni.




***
  Wydawnictwo Prószyński i S-ka.

wtorek, 24 lutego 2015

Mordercza wyliczanka


Ene, due, śmierć
M. J. Arlidge


tytuł oryginału: Eeny Meeny
wydawnictwo: Czwarta Strona
data premiery: 4 marca 2015
Ilość stron: ok. 400
Ocena:
5+/6







      Są chwile w życiu człowieka, kiedy musi dokonać wyboru: zabić, albo zostać zabitym. Która alternatywa jest lepsza? Czy naprawdę ''tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono''? Dowiemy się tego czytając ''Ene, due, śmierć'' M. J. Arlidge.

Southampton. Okolicą wstrząsa seria dziwnych zabójstw. Tajemnicza osoba porywa ofiary parami, odurza ich, a następnie wywozi w odludne miejsce i więzi bez jedzenia i wody. W pułapce znajduje się tylko nabity jedną kulą pistolet i telefon z ultimatum:

źr.
 ''kiedy jedno z was zabije drugie, ocalały odzyska wolność (…) Musicie wspólnie zdecydować, kto przeżyje, a kto zginie. Tylko śmierć może was wyzwolić. Nie ma zwycięstwa bez poświęcenia''.

Inspektor Helen Grace wraz ze swoim zespołem próbuje dopaść seryjnego zabójcę, lecz bezskutecznie. Ofiary nic nie łączy, ani wiek, ani płeć, ani status materialny. Rozpoczyna się szalony wyścig z czasem. Wkrótce Helen będzie musiała zagrać z nieobliczalnym psychopatą według jego reguł. Kto wygra, a kto przegra to starcie?

M. J. Arlidge przez piętnaście lat pracował dla telewizji, specjalizując się w produkcjach spod znaku drama. Ostatnie pięć spędził przy produkcji kilku seriali kryminalnych dla ITV, emitowanych w godzinach najlepszej oglądalności, w tym ''The Little House'', ''Undeniable'' oraz znanych ze stacji Tele 5 ''Rozdartych''. Aktualnie pisze scenariusze do ''Milczącego świadka'' (w Polsce dostępnego na BBC Entertainment). Jego debiutancka, bestsellerowa książka ''Ene, due, śmierć'', to pierwsza część serii o inspektor Helen Grace. Została przetłumaczona już na 21. języków, prawa do jej publikacji kupiło 25 krajów. Będzie miała też swoją ekranizację. Polska premiera drugiego tomu serii, ''Powiedz panno, gdzie ty śpisz'', jest planowana na wrzesień 2015 roku.

Książka zrobiła na mnie świetne wrażenie. Wyjątkowo mocna, wstrząsająca, miejscami drastyczna, a przede wszystkim pełna emocji i zaskakujących zwrotów. Fabuła może nie brzmi zbyt wymyślnie, ale w rzeczywistości jest naprawdę obiecująca. Mamy bardzo zorganizowanego, piekielnie inteligentnego i dokładnego szaleńca, który parami porywa pozornie przypadkowe osoby. Następnie zmusza je do grania w piekielną wyliczankę, wiedząc ponad wszelką wątpliwość, że morderca będzie cierpieć bardziej niż zamordowany. Czy właśnie trauma tych, którzy przeżyli, jest jego ostatecznym celem? Ten wątek dosłownie ryje psychikę. Wyobraźcie sobie tę panikę, głód, rozpacz i tą koszmarną świadomość, że masz szansę przeżyć tylko, jeśli zabijesz swojego ''współtowarzysza niedoli''. A potem jak żyć wiedząc, że ma się krew na rękach? Jak widać, czeka Nas ekstremalny survival. Najbardziej wstrząsnęła mną scena, w której przetrzymywani więźniowie zjadali robaki zalęgnięte w ranach swoich ciał. Niewyobrażalny horror. Autor ma niezwykły dar plastycznego obrazowania. Każda sytuacja jest znakomicie dopracowana i tak sugestywna, że niemal widziałam ruchomy obraz, niczym film.

To doskonały thriller, z mistrzowską uknutą intrygą, w którym idealnie przeplata się i wzajemnie uzupełnia wiele wątków. W życiu nie wpadłabym na to, że to właśnie ocalone ofiary mogą stać się kluczem do rozwiązania zagadki. Chapeau bas! Istotną rolę w całej historii odgrywa Inspektor Helen. Kobieta nałożyła na siebie wizerunek twardej, oddanej policjantki, niczym nie dającej się zaskoczyć, zastraszyć, ani ośmielić. W rzeczywistości nosi na swoich barkach ogromne brzemię, o którym próbuje zapomnieć na regularnych sadomasochistycznych sesjach. Co takiego wydarzyło się w przeszłości? Tego musicie dowiedzieć się sami.

Bohaterowie zarówno pierwszo-jak i drugoplanowi są niesamowicie wiarygodni i naturalni. Ich charaktery zostały nakreślone mocną kreską, posiadają zalety, mocne strony, wady i słabości. Każdy z nich ma swoją historię, swój dramat, nie są tylko bezbarwnym tłem. Na plus zaliczam także bardzo zgrabny i wciągający styl pisania M. J. Arlidge, trochę przypominający scenariusz dramatu policyjnego oraz wartką akcję, dobre tempo, zaskakujące punkty zwrotne i niesłabnące napięcie. Jedyne zastrzeżenia mam odnośnie wypuszczania więźniów na wolność, zaraz po zabiciu swojego przeciwnika. Nie wyjaśniono, skąd morderca wiedział, że dany czyn został popełniony-wszak działo się to w różnych dniach i porach. Chyba, że to ja coś przeoczyłam. Pomijając ten aspekt, i tak jestem zadowolona. Liczyłam na przerażającą, mroczną powieść, i takową dostałam. Teraz z niecierpliwością czekam na drugi tom.

Reasumując. Świetna, mocna, soczysta proza, która zburzy spokój Twojego ducha i rozchwieje Twoje poczucie bezpieczeństwa. Tylko tu łzy szczęścia mieszają się z zapachem krwi, a każda podjęta decyzja może decydować o czyimś "być albo nie być" . Czy jesteś gotowy na tak krańcowe doznania? Spróbuj, naprawdę warto!


***
Wydawnictwo Czwarta Strona

poniedziałek, 23 lutego 2015

Wywiad z autorami książki ''3 godziny''

Ewelina Jasik
martucha180
1. Kim jest dla Pani SINGIEL?


SINGIEL – w odróżnieniu od osoby samotnej, to osoba, która w danym momencie swojego życia nie ma partnera i nie upatruje w jego znalezieniu swego jedynego życiowego celu. Singlem można być z wyboru, przez jakiś czas lub przez całe życie. Dla mnie to ktoś, komu nie jest źle ze sobą samym, ale jeśli spotka osobę, z którą widzi szansę wzajemnego dopełnienia podejmuje wyzwanie. Singiel dba o swoją wolność i granice, także w momencie, w którym wchodzi w związek.

2. Co jest najważniejsze w pracy z osobą, która przychodzi do Pani na terapię?
W każdym przypadku najważniejsze jest dla mnie jak najlepsze poznanie stanu w jakim przychodzi do mnie dana osoba oraz jej potrzeb. Chcę niejako poznać punkt wyjściowy, aby móc efektywnie poprowadzić tę osobę do stanu oczekiwanego.

3. Pisanie książek wymaga lekkiego pióra. Jak dwie różne osobowości, dwa różne style pisania skumulowały się w jedno? Jak Państwo godziliście pracę nad książką? I kto wiódł prym, miał ostatnie zdanie?


Praca nad książką przebiegała bardzo intensywnie, zwłaszcza, że każde z nas musiało pogodzić wiele obowiązków rodzinnych i zawodowych. Od strony technicznej prace ułatwiał nam dostępny wszędzie, nawet z telefonu komórkowego dokument na Google Dysk. Każde z nas miało bieżący dostęp do tego, na czym drugiemu udało się skończyć. Połączenie różnych stylów potraktowaliśmy jako eksperyment-wyzwanie, który miał wzbogacić i tak już bardzo okraszoną autentycznymi zdarzeniami treść.  Czy nam się to udało?
Będę wdzięczna za Pani opinię, po przeczytaniu naszej książki

izabela81
1. Czy w dzisiejszych zabieganych czasach jest możliwe, aby nie przeoczyć tej jedynej, prawdziwej miłości?


 Droga Izabelo, nie jest łatwo ją dostrzec, a jeszcze trudniej nie przeoczyć. Pozwoliłam sobie na tę literacką grę słów, ponieważ czasem kiedy ta miłość jest w zasięgu naszej ręki, możemy ją stracić, ponieważ nie wierzymy, że to ona.  W dzisiejszych czasach szukamy prawdziwej miłości, ale brakuje nam skupienia, by o nią zadbać. Dobra rada: Aby nie przeoczyć miłości, warto odpowiedzieć sobie na pytania: Czego szukam? Kogo szukam? Co mogę zaoferować? Czy jest coś, z czego dla drugiej osoby mogę zrezygnować?

2. Szukanie miłości w świecie wirtualnym jest nadal tematem dość kontrowersyjnym i nie każdy z nas wierzy w takie w historie z happy endem z portali randkowych. Jak Pani myśli, czy historia Laury i Witka może rzeczywiście przełamać to tabu i zmienić myślenie społeczeństwa o związkach w sieci? Bo przyznam, że jeszcze nie czytałam żadnej pozycji książkowej poruszającej ten temat, i myślę, że takich książek jest mało lub wcale.

Zgadzam się z Tobą, takich książek nie ma wcale…, a takich historii, jak historia Laury i Witka jest bardzo dużo. Są małżeństwa, pary z długim stażem, przyjaźnie ale i tacy, którzy mają niezwykłe wspomnienia z krótkich, ale i zarazem pouczających znajomości, zawartych online.
Historia Laury i Witka, jest tak naprawdę pierwszą spisaną w taki sposób historią wielu ludzi w kraju, a pewnie i na świecie. Wszędzie tam, gdzie możliwe jest zawieranie znajomości online, te historie codziennie pisze życie. W Polsce przełamanie tabu podążania według wielopokoleniowych, utartych schematów, gotowych scenariuszy na „związek”, na „rodzinę” jest niezwykle trudnym zadaniem. Wierzę jednak, że jest to potrzebne, a historia Laury i Witka może stać się pierwszym mocnym sygnałem w tym kierunku.

Joanna Stoczko
1. „Nikt nie może uciec przed własnym sercem. Dlatego już lepiej słuchać, co ono mówi. Aby żaden niespodziewany cios nigdy cię nie dosięgnął”- możemy przeczytać w „Alchemiku” Paula Coelho. W pracy i w życiu prywatnym częściej słucha Pani serca, czy jednak rozumu? Co w Pani przypadku jest bardziej zawodne?


Droga Joanno, życzyłabym sobie dojść do tego poziomu harmonijnego rozwoju, aby mój umysł i serce przemawiały jednym głosem. Jestem w trakcie tego procesu, choć wymaga on wielu zmian w różnych dziedzinach życia wewnętrznego, jak i zewnętrznego. W swoim życiu słuchałam na zmianę raz serca, a raz rozumu, a i tak „niespodziewany cios” i na mnie przyszedł. Doświadczyłam, tego, że najlepiej jest jeśli serce słucha rozumu, a rozum serca, wtedy krew płynie w ciele spokojnie i harmonijnie:)

2. Czytać można wszędzie. Każde miejsce jest do tego odpowiednie, ale do niektórych książek trzeba się przygotować, znaleźć idealne warunki. Pragnę zatem dowiedzieć się w jakim miejscu najlepiej czytać „3 godziny”? W jakim miejscu można w pełni zrozumieć sens książki? Jakie miejsce jest idealne, aby dogłębnie przeanalizować historię bohaterów?

Hmm… bardzo ciekawe pytanie. Książka pójdzie razem z Tobą, to Ty masz nad nią władzę, a ona trzyma się Twojej dłoni. Także tam, gdzie Ty ją zabierzesz i zdecydujesz otworzyć, ma Ci posłużyć i otworzyć swoje karty przed Tobą. Tam gdzie Tobie będzie wygodnie, gdzie poczujesz się otwarta na treść, jaką ona ze sobą niesie, tam jest najlepsze miejsce do czytania.

Radosław Kowalski
1. Jak to jest współpracować z inną osoba nad jedną książką? :)


Drogi Radku, współpraca nad wspólnym dziełem nie jest usłana różami. Tymbardziej, że ja, jak i współautor musieliśmy pogodzić wiele innych obowiązków, zarówno tych rodzinnych, jak i zawodowych. Pomogła nam bardzo aplikacja Google Dysk, tam bardzo płynnie, czasem i jednocześnie udawało nam się tworzyć. Bardzo ciekawe doświadczenie.

Wonderland OfBook
1. Czy szukaliście Państwo miłości przez internet? Jeśli tak, czy przyniosły zamierzony efekt?


Jeśli chodzi o mnie, to spróbowałam tej formy zawierania znajomości. Tak poznałam współautora książki, mojego kolegę „po fachu”.

2. Jaka była Pani reakcja na propozycję napisania książki?

Zareagowałam, dokładnie tak, jak jest to napisane na kartach „3 godzin”. Wydawało mi się to dość szalonym pomysłem, potem wielkim wyzwaniem, aż w końcu misja, którą przyszło nam wypełnić.

Edyta Chmura
1.  Są Państwo osobami pełnymi ciepła i pozytywnej energii :) Nie zawsze jednak da się tryskać optymizmem. W jaki sposób odreagowuje Pani złość: rzuca ciastem o stolnicę bezlitośnie je gniotąc, popada w artystyczny szał, malując pełne zgrozy wizje, przelewa Pani/Pan emocje na - Bogu ducha winny – papier czy może siada cichutko w kącie i czeka, aż Pani przejdzie ;)?


Droga Edyto, świetne pytanie;) Zdarzyło mi się wyżywać nad Bogu ducha winnym ciastem, ale zazwyczaj  gdy roznosi mnie złość wybieram samotność. Wtedy koniecznie muszę pobyć sama i odbyć ze sobą poważną rozmowę. Staram się kontrolować swoje emocje, ale daję upust swojej złości właśnie w samotności. Czasem tupnę nogą, czasem wybiegam złość, ale najczęściej stosuję techniki oddechowe.

2. „Prawie całe zło świata wywodzi się z faktu, że ktoś się czegoś boi.” – tak mówiła Valancy w „Błękitnym zamku” Lucy Maud Montgomery. Zgadza się Pani z tą opinią? Czego Pani/Pan boi się najbardziej?
   
    Droga Edyto, jest wiele mądrości w tym stwierdzeniu. Faktycznie ludzie imają się złych czynów w momencie, gdy czują zagrożenie odebrania im czegoś, np. władzy, pozycji społecznej, pieniędzy, miłości, honoru, itp.  Lęk rodzi w człowieku wiele mrocznych instynktów, działających na zewnątrz, tj. do świata, jak i do wewnątrz, objawiając się poprzez autodestrukcję. Warto zatem nauczyć się panować nad swoimi lękami, starać się je okiełznać i nie „dokarmiać” negatywnym myśleniem.
A w odpowiedzi na pytanie, czego ja najbardziej się boję…powiem Tobie, Droga Edyto, że obawiam się utraty miłości do samej siebie, poprzez liczne, nie zawsze przyjemne i budujące życiowe doświadczenia. Tracąc miłość do samego siebie, człowiek traci miłość do innych a także do życia.
Staram się zatem codziennie dbać o pielęgnowanie miłości.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Adam Jakubiak
martucha180
1.  Kim jest dla Pana SINGIEL?


     Bardzo dobre pytanie i jak na polskie realia dość skomplikowane. U nas występują bowiem co najmniej trzy określenia na osobę, nie posiadającą pary:
- „sam” - osoba, która nie ma aktualnie partnera,
- „samotny” - osoba, która nie ma partnera i ten stan jej niezbyt odpowiada,
- „singiel” - osoba, która jest sama z wyboru i dobrze się z tym czuje.
     Na zachodzie funkcjonuje tylko „singiel” i nie ma żadnych podziałów. W Polsce każdy interpretuje to jak chce, częstokroć myląc pojęcia.
     Staram się upraszczać, jak tylko jest to możliwe, zatem dla mnie SINGIEL to po prostu osoba, która nie ma pary w znaczeniu związkowym. Powodów takiego stanu mogą być setki i przyporządkowywanie ich do określeń nie ma po prostu sensu, w końcu każdy singiel powie co innego, inną historię swojego życia i poda inną przyczynę.
     Pracuję często z singlami, ale w zdecydowanej większości są to osoby, które chciałyby z kimś być, znaleźć przysłowiową „połówkę”, zatem nasza współpraca polega głównie na zwiększeniu szans na taką znajomość, nauczeniu się w jaki sposób można ją znaleźć. Zdarzają się jednak osoby, które świadomie chcą pracować najpierw nad sobą, „poprawić się” przed znalezieniem tej najważniejszej osoby. Życzę takiego podejścia każdemu.

2.  Co jest najważniejsze w pracy z osobą, która przychodzi do Pana na terapię?

     Terapia, to nieco za duże słowo. Bardziej tyczy się osób, które są niestabilne przede wszystkim emocjonalnie i trzeba im przywrócić stan równowagi. Jestem przede wszystkim trenerem motywacyjnym i coachem od rozwoju osobistego. Pracuję zatem z osobami, które stan równowagi mają lub są jego bliskie i świadomie dążą do udoskonalenia samych siebie, zmiany nawyków, wyuczenia tych pożądanych, odzyskania wiary w siebie, własne możliwości. Oczywiście zdarzają się również osoby na poważnym zakręcie życiowym, nie radzące sobie ze sobą, w każdym wypadku staram się pomóc. Praca nad sobą, pod okiem coacha (lub mentora – w zależności od oczekiwań osoby, z którą pracuję) sprawia, że coachee (klient) staje się lepszym pracownikiem, szefem, specjalistą, osobą z bardziej ustabilizowanym życiem, lepszym partnerem, przyjacielem. Zyskuje to, po co do coacha przyszedł.
     Jednak najważniejsza w tej współpracy jest wytrwałość i samodyscyplina. Zdarzało mi się, że osoba wracała po jednej sesji i mówiła, że nie chce więcej, ponieważ „to nie działa”. Cóż, zapewne żadna z tych osób nie wsiadła za pierwszym razem na rower i nie pojechała od razu bez upadku. Jednak to trzeba zrozumieć – to również ważny aspekt – chodzi o zmiany charakteru, nawyków, wpajanych niejednokrotnie przez lata schematów i przyzwyczajeń. Można zastąpić je nowymi znacznie szybciej, ale nie od razu. To wymaga pracy, zaangażowania i chęci, z dużą dawką motywacji, która jest oczywiście moim konikiem.
     Duże znaczenie ma również zaufanie. Przed trenerem otwieramy się czasem bardziej niż przed rodziną czy przyjaciółmi. Oczywiście obowiązuje tajemnica zawodowa, ale by się otworzyć i wydobyć z siebie wszystko, co potrzebne by uzyskać pożądany efekt, duża doza zaufania jest nieodzowna.
     Z mojej strony ważne jest zaangażowanie. Osoba, która przychodzi na sesję liczy na to, że jestem tylko dla niej i pomogę w jej problemach. Tak też się dzieje. Pracuję nad rozwojem danej osoby nie tylko w czasie spotkania, ale też poza nim, przygotowując się do kolejnego.
     Niezwykle ważna jest umiejętność słuchania, także tego, co coachee mówi poza słowami. Czytanie gestów, mimiki, emocji, współodczuwanie jest niezwykle istotne, dając pełniejszy obraz tego, co zostało przekazane werbalnie.
         Z wieloma osobami utrzymuję kontakt nawet po latach, co daje wiele satysfakcji i pozwala zobaczyć, jaki kierunek obrał ich rozwój.
    
3.  Pisanie książek wymaga lekkiego pióra. Jak dwie różne osobowości, dwa różne style pisania skumulowały się w jedno? Jak Państwo godziliście pracę nad książką? I kto wiódł prym, miał ostatnie zdanie?

        Tajemnica handlowa ;)
        A na poważnie. Nie było to takie trudne, biorąc pod uwagę, że para autorów opisuje parę bohaterów – każdego z osobna. W praktyce Ewelina skupiła się na spisaniu historii z punktu widzenia Laury, a ja miałem zaszczyt i przyjemność opisywać zdarzenia tak, jak przeżywał to Witek. Na sesjach niejednokrotnie spotykaliśmy się również razem, we trójkę lub we czwórkę, czerpiąc znacznie większą inspirację, gdy widzieliśmy parę razem, ich uczucia, wzajemny szacunek i inspirację, którą czerpali od siebie wzajemnie.
        Praca nad książką była zatem oddzielnie, a jeśli było konieczne uzgodnienie niektórych szczegółów robiliśmy to zdalnie lub przy okazji sesji coachingowych. Zdarzały się też bardzo ciekawe chwile – np. dzwoniliśmy do siebie (słuchawki na uszach), by uzgodnić jakieś szczegóły, a potem nie rozłączając się i prawie nic nie mówiąc siedzieliśmy godzinę czy dwie pisząc jednocześnie.
        Przyczyną napisania książki „3 godziny”, był nie tylko pomysł na treść, czy marzenie o napisaniu książki, lecz przede wszystkim szczera chęć pomocy innym. Mam nadzieję, że każda osoba po przeczytaniu tej książki znajdzie coś dla siebie. I jeśli zmieni na lepsze, choć jedną decyzję w swoim życiu, choć jedną maleńką rzecz, która da zadowolenie i przyczyni się do jakiegoś sukcesu – to warto było tę książkę napisać. Będzie nam niezmiernie miło, jeśli podzielicie się z nami tymi doświadczeniami pisząc na: Autorzy@3godziny.pl

izabela81
1.  W opisie książki "3 godziny" przeczytałam, że jest kilka słów o sztuce porozumiewania się w związku, m.in. o tym jak się kłócić. Wszyscy wiemy, że kłócić się też trzeba umieć i kłótnia jest potrzebna w każdym związku, ale nie każdy z nas to potrafi. Jak Pana zdaniem powinna wyglądać dobra konstruktywna i oczyszczająca atmosferę kłótnia?


     Pani Izabelo, wyjątkowo na to pytanie nie odpowiem, z bardzo prostego powodu. Jedna z porad w książce: „Pokłóć się dobrze” na stronie 223 jest dokładną odpowiedzią na Pani pytanie, dlatego po prostu zapraszam do lektury.
     Natomiast zastanawiam się nad Pani słowami: „kłótnia jest potrzebna w każdym związku”. Czy aby na pewno? Pierwsze pytanie jakie zadałbym Pani to: „Po co?” Jaki cel ma przynieść owa kłótnia? Jest jak wojna — walka na argumenty, by osiągnąć swój cel — najczęściej tym celem jest przeforsowanie swojej racji przez którąś ze stron sporu. Czy rzeczywiście? Realia mówią coś zupełnie innego. Czas po kłótni można porównać do pola walki po bitwie. Następuje spustoszenie, ból, cierpienie i najczęściej żadna ze stron nie czuje się tą wygraną. Bo trzeba by być zupełnie bez serca, ciesząc się ze swojej racji, jednocześnie patrząc, jak druga strona cierpi, nawet jeśli tej racji nie miała.
     Kilka stron wcześniej w książce umieściłem poradę: „Skuteczny sposób na uniknięcie kłótni” - polecam przede wszystkim wziąć sobie do serca wszystko, co tam opisałem, a być może umiejętność kłócenia się nie będzie już potrzebna ;) No ale nie kłóćmy się już o to...

2. Jak Pan myśli, czy po nieudanym związku trzeba zrobić sobie przerwę w nawiązywaniu kontaktów z drugą osobą? A może od razu spróbować szukać dalej drugiej połówki?

         Wszystko zależy od naszych indywidualnych predyspozycji, a dokładniej od tego, jak szybko „odreagujemy” poprzedni związek. Można wyjść z założenia, że chcąc być z kimś, chcąc mieć udany związek, nie ma sensu tracić czasu na samotność. Jednak jeśli rozpoczynając nową znajomość głównym tematem Waszych rozmów będą opowieści o byłych, niczego dobrego to nie wróży. Owszem temat przeszłości jest istotny, zazwyczaj w ten sposób poznajemy poniekąd nowego partnera, jednak rozmowy z miażdżącą przewagą opowieści o wadach, czy zaletach niedawnej „połówki” mogą doprowadzić do sytuacji, gdzie będziemy znów szukać kogoś nowego.
        Jeśli masz problem z przesunięciem ostatniej znajomości do kategorii „zamknięte, nie wracać”, proponuję rozmowę właśnie z coachem i poukładanie wszystkiego w Twojej głowie. Jeśli chcesz poradzić sobie samodzielnie, proponuję głębokie rozważenie następujących słów: „To przeszłość i nie mam na nią już w tej chwili żadnego wpływu – nie zmienię jej! Za to wszystko, co będzie później, zależy od tego, co zrobię dziś! Dziś będę robić tylko i wyłącznie to, co pragnę mieć jutro.”
        Im szybciej dotrze do Ciebie powaga powyższych słów, tym szybciej skupisz się na udanym, satysfakcjonującym związku, który możesz mieć.

Joanna Stoczko
1.  Jak Pan uważa, dlaczego ludzie coraz rzadziej mówią swojej przysłowiowej drugiej połówce „Kocham Cię”?


     Rzeczywiście jest tak, że okazywanie uczuć stało się dziś rzadsze. Czemu tak się dzieje, skoro mamy nieporównywalnie więcej możliwości niż, np. 20 lat temu, gdy miłość można było wyznać tylko osobiście, listem lub przez telefon. Dziś mamy sms'y, mms'y, maile, dziesiątki portali społecznościowych, poczty kwiatowe, kurierów, billboardy i wszystko, co nam tylko do głowy przyjdzie. Być może jest to związane z faktem, że mamy mniej czasu, więcej pracy, pogoni za zadaniami, pieniędzmi... Brak czasu na dobrą książkę, rozmowę, bliskość sprawia, że zamykamy się bardziej w swoim świecie, ze sobą, nie patrząc, że przecież obok kogoś mamy. Otwórzmy się na drugą osobę, bądźmy, okazujmy uczucia – to wróci do nas ze zdwojoną siłą. Oderwij się teraz od lektury tego, co dalej i po prostu przytul kogoś, powiedz, że go kochasz. Trudne? A jednak spróbuj.
     Niektórzy boją się zaangażować, często dlatego, że sami boją się skrzywdzenia, a paradoksalnie krzywdzą drugą osobę i siebie jednocześnie. W końcu jeśli zamykasz się na jakieś nowe doznanie czy uczucie to owszem, unikasz bólu czy rozczarowania, ale jednocześnie nie spotka Cię nic dobrego, co mogłoby się zdarzyć. Nie da się zjeść ciastka i mieć ciastko. W takim przypadku polecam bardzo szczere rozmowy z drugą osobą, tak by znacznie lepiej ją poznać. Pytania „co by było gdyby...?” mogą okazać się pomocne.
     Ograniczone okazywanie uczuć pojawia się również, gdy jesteśmy niezdecydowani, niepewni siebie, gdy nie wiemy do końca czego chcemy, gdy nam się coś tylko wydaje. Wtedy często się wycofujemy, wahamy, działamy po omacku. To działanie podobne do tego, jakbyśmy szli do celu, ale kręcąc się w kółko. Wiadomo, że dojść nigdzie nie dojdziemy, a stracimy wiele czasu. Warto podjąć słuszną dla nas decyzję, zastanowić się czego się chce, potem wytrwale i bez wahania do tego dążyć – wtedy i okazywanie uczuć staje się łatwiejsze, gdyż wiemy co jest naszym pragnieniem, z kim tego chcemy doświadczać i co nas ze sobą łączy.

2. Co jest dla Pana ważniejsze- iść czy dojść? Co czuł Pan w chwili pisania kolejnych stron poradnika? Jakie uczucia (być może ze sobą sprzeczne) Panu towarzyszyły, gdy ją Pan skończył?

         Zarówno sam cel jest istotny, jak i droga do niego. Nikogo nie ucieszy, gdy osiągnie cel, a odwracając się za siebie zobaczy jak wiele go to kosztowało, jak wiele po drodze stracił. Odwrotnie, jeśli drogę do celu idziemy w przyjemny sposób, ale do celu się w ogóle nie zbliżamy, to prędzej czy później pojawi się frustracja i rozczarowanie. Warto wyznaczyć sobie duży, wyraźny cel, ale możliwy do osiągnięcia, zaplanować go w czasie i określić dokładnie kroki, które nas do niego doprowadzą. Duży cel, ponieważ wtedy problemy, które pojawią się po drodze nie będą większe od samego celu – w innym wypadku zrezygnowalibyśmy przy pierwszej przeszkodzie. Wyraźny i konkretny, byśmy tak naprawdę wiedzieli czego chcemy, a nie krążyli po omacku dookoła czegoś, co nam się wydawało że jakieś było, a w rzeczywistości sami nie wiemy jakie. Określona data daje nam granicę w jakiej chcemy postanowienie zrealizować, inaczej moglibyśmy do celu dążyć i całe życie. A wszystkie punkty, które mamy na liście „droga do celu” mają nas do niego nie tylko doprowadzić, ale również dopilnować byśmy z tej drogi nie zeszli, nie rozpraszali się rzeczami niepotrzebnymi. Warto postarać się, by każdy krok rozwijał nas, stwarzał możliwość do nabywania nowych umiejętności i sprawiał wiele przyjemności.
         Co czułem pisząc kolejne strony? Ogromną satysfakcję, że pokonuję kolejne kroki w drodze do celu. Satysfakcję, ponieważ sam się rozwijałem, pokonywałem swoje słabości, jednocześnie pomagając wszystkim, którzy książkę przeczytają, dając wskazówki jak poradzić sobie na drodze, która jest dla każdego wyjątkowo trudna. Uczucia i relacje, to jeden z najważniejszych aspektów naszego życia – bez tego cała reszta może lec w gruzach.
         Po skończeniu książki towarzyszyła mi nie tylko satysfakcja, ale i wielka radość, zwłaszcza, gdy na każdym kroku spotykałem się z pozytywnymi reakcjami i opiniami. Takie wyrazy uznania sprawiają, że człowiek czuje, jak bardzo była jego praca potrzebna i jak wiele dobrego może dać innym. Wierzę, że książka „3 godziny” pokaże wszystkim świat innych możliwości, na które większość z nas jest zamknięta. Mówi się żartem, że czasem nie dostrzeżemy okazji, choćby na nas wpadła. Wiele w tym prawdy. Starałem się w książce „otworzyć oczy” czytelnikowi i wierzę, że się udało.

Radosław Kowalski
1. Jak to jest współpracować z inną osoba nad jedną książką? :)


         Gdy współpracujesz z odpowiednią osobą, która zgadza się z Tobą, widzi ten sam cel, podąża w jego kierunku i chce go osiągnąć – to współpraca jest czystą przyjemnością. Książka, którą napisaliśmy wspólnie z Eweliną Jasik, miała swoją misję, a my oboje wiedzieliśmy, jak bardzo jest ludziom potrzebna, jak wiele osób boryka się na co dzień z problemami, których doświadczali główni bohaterowie. To znacznie ułatwiło współpracę i sprawiło, że książka powstała bardzo szybko, w zaledwie cztery miesiące, pomimo tego, że jest dość obszerna i skomplikowana. To wynik m.in. dobrej i owocnej współpracy, za co mogę tutaj podziękować współautorce.

Wonderland OfBook
1.  Czy szukaliście Państwo miłości przez internet? Jeśli tak, czy przyniosły zamierzony efekt?


         Książka „3 godziny” jest odpowiedzią na pytanie czy można znaleźć miłość przez internet – tak, można. Główni bohaterowie poznali się przez internet i my, jako autorzy, również. Spora część porad jest wynikiem moich własnych doświadczeń i obserwacji. Osoby, które poznajemy przez internet mają wciąż, niejednokrotnie przypiętą etykietę „TEN Z NET'u” - co oznacza, że to ktoś gorszy, nierealny, podejrzany, oszust, naciągacz, wykreowana postać. Być może w niektórych przypadkach tak jest rzeczywiście, ale czy w realnym świecie nie jest identycznie?   
    Pamiętajmy, że internet, to tylko narzędzie skutecznej komunikacji i nic więcej. A osoba, która jest po drugiej stronie łączy – jest realna, żyje, mieszka, pije z rana kawę. Internet stanowi w tym przypadku tylko i wyłącznie formę pierwszego, dłuższego lub krótszego, kontaktu. Są oczywiście osoby, które utrzymują znajomości tylko wirtualnie (zapewne większość naszych znajomych z Facebook'a to osoby, których nigdy nie widzieliśmy), ale przy poszukiwaniu miłości przez internet, zazwyczaj dążymy do szybkiego pierwszego spotkania, by zweryfikować nasze wrażenia ze świata cyfrowego. I dobrze. W końcu o to tu chodzi.
         Czy poszukiwania przyniosły zamierzony efekt? To już skomplikowane pytanie, gdyż można je rozpatrywać wielopłaszczyznowo. Jeśli zamierzonym efektem ma być znalezienie miłości na całe życie, to jeszcze mi się to nie udało, nie pojawiła się odpowiednia osoba i wciąż jej szukam, oczywiście również z wykorzystaniem internetu. Oczywiście znajdą się osoby, które powiedzą, że tak można szukać całe życie. Odpowiem, że tak samo można przeżyć całe życie z kimś, kto jest dla nas nieodpowiedni – co jest lepsze? Każdy odpowie sobie indywidualnie. Ja wolę poczekać na osobę, która będzie wszystkim i dla której warto zrobić wszystko. Dzięki internetowi, szansa na poznanie jest dużo większa, niż kiedy nie było takich możliwości.
         Pomimo faktu, że wciąż szukam, to jednak poznałem przez internet wielu fantastycznych ludzi, z którymi do dziś utrzymuję znajomości i szczere przyjaźnie. Było również kilka mniej lub bardziej udanych związków, co utwierdza tylko w przekonaniu, że można znaleźć kogoś dla siebie w sieci. A że nie zawsze się udaje? Cóż, w realnym świecie jest dokładnie tak samo. Ważne by wyciągać wnioski, zmieniać się na lepsze i się nie poddawać, ponieważ wtedy z pewnością nie znajdziemy tego, czego szukamy.

2. Czy długo Pan przekonywał innych do swojego pomysłu?
        
        Jak sądzę chodzi o pomysł napisania książki. Bieg wydarzeń związanych z „3 godzinami” był błyskawiczny. Główni bohaterowie nie wahali się wcale, gdy zaproponowałem im spisanie ich historii. Współautorka i świetny coach, Ewelina Jasik, uznała pomysł napisania takiej książki i poradnika za wyjątkowo dobry i zgodziła się szybko. Pracę nad książką rozpoczęliśmy... dosłownie na drugi dzień. Pisaliśmy a w międzyczasie życie głównych bohaterów dostarczało nam cały czas materiałów do dalszej pracy.
        Książką były również poważnie zainteresowane aż trzy wydawnictwa, którym spodobała się tematyka, sposób naszego pisania i nietypowa, niespotykana wcześniej forma. Ostatecznie podjęliśmy decyzję o współpracy z Helionem, która jak dotąd układa się bardzo owocnie. Myślę, że jest szansa na kolejne książki.

Edyta Chmura
1. Są Państwo osobami pełnymi ciepła i pozytywnej energii :) Nie zawsze jednak da się tryskać optymizmem. W jaki sposób odreagowuje Pan złość: rzuca ciastem o stolnicę bezlitośnie je gniotąc, popada w artystyczny szał, malując pełne zgrozy wizje, przelewa Pan emocje na - Bogu ducha winny – papier czy może siada cichutko w kącie i czeka, aż Panu przejdzie ;)?


        Pani Edyto, dziękuję za tę opinię. Jest mi niezmiernie miło, że tak nas Pani odbiera. Ciepła i pozytywnej energii nigdy dość.
    Co do złości. Przez lata pracy nad sobą udało mi się na szczęście dojść już do etapu, że do tej złości nie dochodzi. Udaje mi się ją zdusić w zarodku. Pomaga w tym logika, która podpowiada, że złością niczego nie zyskam, a w danym momencie mogę wiele stracić. Większość osób wie, że, np. ważnych decyzji nie podejmuje się pod wpływem silnych emocji, ale niewielu się to udaje, gdyż emocje same napędzają nas do działania tu i teraz, do natychmiastowego rozwiązania problemu, wyładowania agresji, ataku, bądź ucieczki. Potem niestety ponosimy konsekwencje naszego działania.
    Jeśli już dopada mnie tak poważny stan, że złość się pojawia (najczęściej wywołana bezradnością), staram się odreagować ją w sposób, który przyniesie jakąś korzyść dla mnie lub dla otoczenia. Zatem czynności, które bywały pomocne to: bieganie, koszenie trawnika, sen lub przelanie emocji na papier – czasem nawet wychodzi z tego coś konstruktywnego. Podoba mi się Pani pomysł ze stolnicą i ciastem. Nie próbowałem jeszcze, ale czemu nie – zwłaszcza, że znów może z tego wyjść coś pożytecznego i dobrego dla innych.

2. „Prawie całe zło świata wywodzi się z faktu, że ktoś się czegoś boi.” – tak mówiła Valancy w „Błękitnym zamku” Lucy Maud Montgomery. Zgadza się Pan z tą opinią? Czego Pani/Pan boi się najbardziej?

         Zgodzę się z opinią, że strach może prowadzić do złego. Może nie w każdym wypadku, ale jednak. Najgorsze jest to, że przez strach robimy krzywdę sobie. Lęki sprawiają, że mamy opór przed podjęciem działania, przed szukaniem rozwiązania, przed podjęciem ryzyka. Strach paraliżuje i zasłania nam oczy w poszukiwaniu dobrych rozwiązań.
    Często słyszymy: „Nie zrobię tego, ponieważ się boję”. Jeśli te obawy dotyczą skoku ze spadochronem, to można na nie przymknąć oko – nie będzie adrenaliny i miłych wspomnień i tyle. Sam pamiętam jak bałem się, by zjechać kolejką tyrolską – stałem na krawędzi platformy i nie mogłem się ruszyć. Usłyszałem od osoby asekurującej: „- Zjeżdżasz, czy mam Cię zepchnąć? Liczę do trzech”. Przyznam, że to skuteczna metoda. Zjechałem sam i dziś cieszę się, że to zrobiłem – fantastyczne uczucie.
    Co jednak jeśli ze strachu, np. przed odrzuceniem, nie szukamy miłości, nie idziemy na rozmowę kwalifikacyjną, nie spotykamy się z klientem? Konsekwencje tego strachu są nieporównywalnie większe i powodują w naszym życiu znacznie więcej szkody, niż zysk z ryzyka, którego uniknęliśmy. Są skuteczne metody wychodzenia z takiego lęku, ale to już temat na indywidualną sesją coachingową. Zapraszam.
    Czego się boję? Zapytam inaczej – a co mi da strach? Odbiera mi przyjemność, możliwości, szanse. Nie chcę się bać. Życie jest tylko jedno i nie warto tracić go na siedzeniu w bezpiecznym fotelu w obawie przed zrobieniem czegokolwiek. Ja chcę działać, rozwijać się, szukać i znajdować, poznawać i cieszyć się. Strach mi w tym nie pomoże.
    Najlepsza metoda by się nie bać? Zrobić dokładnie to, czego się boisz. Zapewniam – na drugi raz strach będzie znacznie mniejszy.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Dziękuję serdecznie Ewelinie Jasik i Adamowi Jakubiakowi za poświęcenie swojego czasu oraz za udzielenie Nam niezwykle interesującego wywiadu.  

Składam także gorące podziękowania wszystkim, którzy wzięli udział w konkursie i zadali pytania. 

Nagrodę w postaci książki "3 godziny'' otrzymują:

 Edyta Chmura
Joanna Stoczko
Wonderland OfBook

Gratuluje zwycięzcom i pozdrawiam!!! 

Cyrysia

sobota, 21 lutego 2015

Stara miłość nie rdzewieje


Szukaj mnie wśród lawendy.
Tom II. Zofia

Agnieszka Lingas-Łoniewska


Wydawnictwo: Novae Res
Data premiery: 25 luty 2015
Ocena: 5+/6









    ''Szukaj mnie wśród lawendy. Tom II. Zofia'' Agnieszki Lingas-Łoniewskiej jest drugim tomem ''chorwackiej'' trylogii o uczuciowych perypetiach sióstr Skotnickich. W pierwszej części poznaliśmy Zuzannę, tym razem na celowniku jest Zofia.

Zofia Faber od szesnastu lat jest szczęśliwą żoną i matką dorastających dzieci. Mimo to gdzieś głęboko, na samym dnie swojej duszy chowa jakiś nieodgadniony smutek. Dziewczyna ciągle rozpamiętuje Maksa Kralla, swoją pierwszą, wielką miłość, która zakończyła się niespodziewanym rozstaniem. Wtedy pojawił się Adam, który chodził za nią niczym cień i skutecznie zabiegał o jej względy, aż w końcu został jej mężem. Nagle po latach Maks nawiązuje z Zofią kontakt mailowy i decyduje się wyznać, dlaczego przed laty ją zostawił.

'' Życie jest jedno, krótkie, czasami za krótkie. Nie może pozwolić, aby ona nadal tkwiła w przekonaniu, że on odszedł, bo jej nie kochał. Właśnie kochał ją za bardzo, szalał na jej punkcie, wielbił. I dlatego odszedł. Ona musi się o tym dowiedzieć, choćby miała go za to znienawidzić i gardzić nim do końca życia.''

O co w tym wszystkim chodzi? Z jakiego powodu Maks zrezygnował ze swojej wielkiej miłości? Czy Adam miał coś z tym wspólnego? Kogo wybierze Zosia: rodzinę czy byłego chłopka?

Niektórym ludziom los pisze zaskakujące scenariusze, które wywołują nieprzenikniony ból. Taka jest właśnie fabuła drugiego tomu ''Szukaj mnie wśród lawendy''. Czasami trzeba odejść dla czyjegoś dobra. Pozwolić, by ten ktoś był szczęśliwy na swój sposób. Tak właśnie postąpił Maks. Usunął się na boczny tor pozwalając tym samym Adamowi zrealizować swój plan. Jaki? Autorka stworzyła iście mistrzowską intrygę, w którą uwikłani są obydwaj panowie. Bez wiedzy Zosi uzgodnili, co będzie dla niej najlepsze. Przyznam, że nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Jestem absolutnie zaskoczona, zszokowana ich decyzją. Niestety nie mogę uchylić Wam rąbka tajemnicy, bowiem wystarczy jedno słowo kluczowe, aby wszystkie elementy układanki wskoczyły na swoje miejsce.

Z kolei niczego nieświadoma Zosia, niby jest szczęśliwa i spełniona, a jednocześnie czegoś jej brakuje. Dopiero kiedy ponownie spotka swojego eks chłopaka uświadamia sobie, że tak naprawdę nigdy nie przestała go kochać. Żyła w dwóch światach naraz. W tym realnym i w tym w jej wspomnieniach. Wiele razy próbowała zapomnieć, ale bezskutecznie. Jak zatem zareaguje na wieść, że dwaj najbliżsi jej mężczyźni posunęli się do niegodziwych czynów? Tego musicie dowiedzieć się sami.

Polubiłam główną bohaterkę, zżyłam się z nią jak z najlepszą przyjaciółką. Pisarka niemal do perfekcji dopracowała tę postać, była jakby żywcem wyjęta z realnego świata. Jak każdy z nas posiada swoje wady, ulega namiętnością i porywom serca. Nie brak też kilku wzmianek o pozostałych siostrach Skotnickich, czyli Zuzi oraz Gabi. Dzięki temu wiemy, co u nich słychać.

Świetna lektura, o wiele lepsza od swojej poprzedniczki. Bardziej emocjonalna, szalona, zagadkowa. Wszelkie kłamstwa, domysły, niedomówienia czynią całość w wyższym stopniu interesującą. Styl i język autorki jak zawsze bez zarzutu- lekki, prosty i obrazowy. Żwawa akcja rozgrywa się nie tylko w Polsce, ale i w Niemczech jak i w Chorwacji. Zakończenie skłania do głębokiej zadumy i refleksji na temat trafności wyborów, słuszności podejmowania decyzji nie zawsze dla nas korzystnych. Jednocześnie każe nam nie ustawać pod żadnym pozorem w poszukiwaniu właściwej drogi, wierząc w to, że wszystko ma swój głębszy sens, a człowiek jest zdolny go pojąć.

''Bo czasami los podkłada nam kolejne niespodzianki, często niechciane i nie przynoszące nic dobrego. A my jesteśmy ludźmi, którzy dają się porwać ułudzie, często podejmując błędne decyzje i szukając wyjścia nieodpowiednimi drogami. Ale czasami udaje się nam wejść na tę właściwą ścieżkę i odnaleźć to, za czym goniliśmy przez lata. I jeśli to się stanie, to musimy uczynić wszystko, aby ponownie tej drogi nie zgubić i nie miotać się przez resztę życia, szukając tego, co było dla nas istotą wszystkiego''.

Podsumowując. To poruszająca powieść o miłości prawdziwej, głębokiej, zdolnej do największych poświęceń, a także o wyrzeczeniu się własnego szczęścia na rzecz drugiej osoby oraz o umiejętności przebaczania i dawania drugiej szansy, tym, którzy jej potrzebują. Agnieszka Lingas-Łoniewska wie, jak chwycić czytelnika za serce i pozostać w pamięci na bardzo długo. Co tu dużo pisać-pozycja warta przeczytania! Polecam!

***

Konkurs z Piotrem Rozmusem

Piotr Rozmus urodził się 27 kwietnia 1983 roku w Koszalinie. Ukończył doradztwo psychospołeczne oraz socjologię stosowaną na Uniwersytecie Szczecińskim, a także profilaktykę społeczną i resocjalizacyjną na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Obecnie pracuje na promie M/F Polonia pływającym do Szwecji.

Jego przygodę z książką zapoczątkował Robert E. Howard, którego powieści fantasy dosłownie pochłaniał, jako mały chłopiec, natomiast największą inspirację czerpał zaczytując się w powieściach grozy, zwłaszcza Stephena Kinga.

Debiutancka powieść zatytułowana "Bestia", została wydana w marcu 2014 roku nakładem wydawnictwa Videograf. Otrzymuje bardzo pochlebne recenzje, a jej akcja toczy się w malowniczym Szczecinku, mieście, z którego pochodzi sam autor.
Lubi aktywny wypoczynek. Oprócz czytania, pisania i pracy, czas zajmuje mu uprawianie sportu.

Fan Page autora na Facebooku: klik
Recenzja ''Kompleksu Boga': klik

Dziś macie szansę na bliższe poznanie Piotra Rozmusa. Przez najbliższe kilka dni można zadawać autorowi swoje pytania (1-maksymalnie 3). Następnie gotowy wywiad zostanie umieszczony w odpowiednim poście.

Dwie osoby, która według pisarza wykażą się najciekawszym pomysłem na pytanie otrzymają nagrodę w postaci książki ''Kompleks Boga''.

Sponsorem nagrody jest wydawnictwa Videograf SA
Fan Page wydawnictwa Na Facebookuklik

Proszę nie powielać pytań ani nie stosować plagiatów. Jeśli coś takiego będzie miało miejsce, zdublowane/ukradzione pytanie zostanie zignorowane.

Mam również prośbę do stałych uczestników tej zabawy konkursowej. Byłabym Wam bardzo wdzięczna za urozmaicenie swoich pytań, aby zwalczyć tzw. rutynę :)
Do dzieła kochani!!!

Regulamin:
1. Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga: LITERACKI ŚWIAT CYRYSI
2. Sponsorem nagród jest wydawnictwo Videograf.
3. Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest zadanie w komentarzu pytań (1-maks. 3) do Piotra Rozmusa na temat jego twórczości, zainteresowań itp.
4. Konkurs trwa od 21 lutego 2015 roku do 25 lutego 2015 roku do godz. 23.59
5. Wywiad oraz ogłoszenie zwycięzcy nastąpi 5 marca 2015 roku.
6. Nagrodą są dwa egzemplarze ''Kompleksu Boga''.
7. W konkursie mogą brać udział osoby posiadające blogi oraz anonimowy uczestnicy, którzy popiszą się imieniem/nickiem oraz podadzą adres mailowy.
8. Konkurs skierowany do osób posiadających adres zamieszkania w Polsce.
9. Ze zwycięzcą skontaktuję się drogą mailową. W przypadku, gdy zwycięzca w ciągu 7 dni nie odpowie na wiadomość, nastąpi wybór innego wygranego.
10. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
                                             banerek dla zainteresowanych

czwartek, 19 lutego 2015

Piękny i boski


Zaplątani
Emma Chase


Wydawnictwo: Filia
Data premiery: 4 marzec
Ilość stron:?
Ocena: 6/6









       W powszechnej opinii mężczyźni myślą tylko o seksie. Czy tak jest naprawdę? Spróbujemy się tego dowiedzieć na przykładzie szalonych perypetii głównego bohatera ''Zaplątanych'' Emmy Chase.

Drew Evans to przystojny, inteligentny, bogaty, czarujący i pewny siebie biznesmen. Ma kochającą rodzinę i niekończący się wianuszek pięknych kobiet, które rozkładają się przed nim jak baranki ofiarne. Nie angażuje się w związki, nie składa żadnych deklaracji, bo...

''Po co wozić drewno do lasu? Po co sypać piasek na plażę? Po co kupować krowę, gdy mleko dostaje się za darmo?''. 

Pewnej sobotniej nocy w barze Drew spotyka Kate Brooks-atrakcyjną, błyskotliwą brunetkę, która wprawdzie reaguje na jego podryw subtelnym flirtem, ale chwilę później znika w tłumie. Nazajutrz okazuje się, że nowo poznana dziewczyna z klubu właśnie rozpoczęła pracę w firmie jego ojca. Co z tego dalej wyniknie? Czy rozrywkowy bawidamek zmieni dla Kate swoje podejście do kobiet, miłości i związków? A może potraktuje ją jak kolejną zdobycz na długiej liście swoich podbojów, a potem znajdzie sobie następną ''ofiarę''?

Emma Chase jest oddaną żoną i matką dwójki dzieci. Mieszka w niewielkim, malowniczym miasteczku z stanie New Jersey. Nocą zmienia się w pogromczynię klawiatury, która niestrudzenie, przez wiele godzin ubarwia swoje postacie i prowadzi je przez niekończące się przygody. Pozostaje także w wieloletnim, opartym na miłości i nienawiści związku z kofeiną. ''Zaplątani'' są jej debiutancką powieścią, a zarazem pierwszym tomem serii Tangled.

Nie wiem, jak ubrać w słowa emocje towarzyszące mi podczas czytania ''Zaplątanych''. Jestem całkowicie urzeczona tą książką. Sama fabuła jest prosta, ale jej wykonanie powala. Rzadko spotyka się historię przedstawioną z perspektywy mężczyzny napisaną przez kobietę. Dla mnie to coś nowego, dlatego jestem pod wrażeniem pomysłu autorki. Poznajemy Drewa Evansa, bożyszcze kobiet, któremu wpadła w oko seksowna dziewczyna, i za wszelką cenę pragnie ją ''zaliczyć''. Ale czy mu się to uda skoro trafiła kosa na kamień? Z uśmiechem na twarzy śledziłam rozterki i poczynania napalonego faceta. Emma Chase doskonale wykreowała zarówno głównych bohaterów, jak i postacie poboczne. Są oni wielowarstwowi, wyraziści i doprawdy interesujący. Pierwsze skrzypce gra oczywiście Drew: zadufany w sobie megaloman, dla którego liczą się tylko chętne panienki na nieobowiązujący seks.

-
 ''Nie patrzcie tak na mnie. Nie jestem tym złym. Nie ściemniam; nie bajeruję babek czułymi słówkami o wspólnej przyszłości i miłości od pierwszego wejrzenia. Walę prosto z mostu. Chcę się zabawić – przez jeden wieczór – i o tym mówię''.

Do czasu, aż na horyzoncie pojawia się Kate, która zdaje się być odporna na jego urok osobisty. Jednak ugodzony strzałą Amora mężczyzna, nie zamierza odpuścić. Bawiłam się przednio śledząc miłosne podchody Drewa. Początkowo zależało mu na tylko na jednorazowym numerku, ale z czasem zrozumiał, że chodzi o coś więcej niż noce rozrywki i zmysłowe przygody.

''…miałem kiedyś życie. Życie, które kochałem. Było poukładane. Zabawne. Było logiczne. Bezpieczne. Aż pewnego wieczoru weszła w nie ciemnowłosa dziewczyna i rozwaliła je w drobny mak. Teraz moje życie to chaos. W dobrym tego słowa znaczeniu. Gigantyczna i nieprzewidywalna sieć upadków i wzlotów. Frustracji i czułości. Rozdrażnienia i przyciągania. Żądzy i miłości''.

Podoba mi się także kreacja Kate. Nie jest zwykłą, naiwną gąską, która wpada w ekstazę na widok seksownego playboya. W odróżnieniu od wielu kobiet w książkach, potrafi samodzielnie myśleć oraz bezwzględnie postawić na swoim. Czy zatem uda jej się oprzeć tej zwodniczej miękkości słodkiego drania? Z ogromnym zainteresowaniem obserwowałam ich swoistą żonglerkę słowną. Oboje mieli niesamowitą ''zdolność mówienia celnych rzeczy-by zranić. By uderzyć w najczulsze miejsce i zniszczyć je werbalnym ogniem''.

Szalenie przypadła mi do gustu pierwszoosobowa narracja w czasie teraźniejszym, dzięki której bez trudu mogłam ''wejść'' w specyficzny umysł głównego bohatera. Być może nie każdy zaakceptuje jego dziwne rady,  przemyślenia, śmieszne komentarze, spostrzeżenia i porównania, jednak dla mnie to było naprawdę niezwykłe doświadczenie. Zwłaszcza arbitralne spojrzenie na relacje damsko-męskie wydawało mi się w jakimś stopniu prawdziwe. Nie wiem, jak to się stało, że przekabacił mnie na swoją stronę?

Co tu dużo pisać-świetna powieść odkrywająca tajniki męskiego umysłu, aczkolwiek ze względu na odważne, gorące sceny seksu, nie dla wszystkich. Całość napisana jest prostym, współczesnym językiem, momentami kontrowersyjnie, dowcipnie, z pazurem i z lekką ironią. Nie brakuje również komizmu słownego i sytuacyjnego. Natomiast wartka akcja obfituje w ciekawe niespodzianki, zapewnia dobrą zabawę i gorącą atmosferę nasyconą erotyzmem. Już nie mogę doczekać się na następnych części z tej serii.
  
NIESAMOWICIE PORYWAJĄCA, POZYTYWNIE ZAKRĘCONA, SZALENIE SEKSOWNA I PRZEZABAWNA- PO PROSTU BOSKA! -tak w największym skrócie mogę podsumować tę książkę. Szczerze polecam.


***
Fan page serii Tangled na Facebooku: klik
Wydawnictwo FILIA.

środa, 18 lutego 2015

Nieobliczalny psychofan


Wiem o tobie wszystko
Claire Kendal

 
Przełożył: Piotr Lewiński
Wydawnictwo: Akurat
Ilość stron: ok. 413
Data premiery: 19 luty
Ocena: 4-/6







 
    Pojęcie stalkingu w ostatnim czasie jest coraz bardziej powszechne. To słowo budzi wielki postrach nie tylko wśród osób z pierwszych stron gazet, ale także wśród całkiem zwyczajnych ludzi. Elementem tego zjawiska jest uporczywe nękanie, podglądanie, śledzenie, składanie niepożądanych propozycji, deklaracji, często także nachodzenie rodziny i bliskich ofiary. Czy istnieje jakieś racjonalne wyjście z tej całej pajęczej sieci intryg? A  może, nawet jeśli pomoc nadchodzi, jest już za późno? Spróbujemy się coś więcej dowiedzieć na ten temat dzięki lekturze ''Wiem o tobie wszystko'' autorstwa Claire Kendal.

Złudna i fałszywa nadzieja zawsze pociąga za sobą wielkie koszty. Niechybnie przekonała się o tym główna bohaterka Clarissa. Po jednorazowej nocy z Rafe, znajomym z pracy, jej życie całkowicie się zmienia. Okazuje się, że mężczyzna zakochał się w niej na zabój i chce ją mieć tylko dla siebie. Chodzi za nią niczym cień, osacza ze wszystkich stron. Co z tego dalej wyniknie? Czy uda się kobiecie pozbyć stalkera zanim posunie się on o krok za daleko?

Claire Kendal urodziła się w USA, dorastała w Wielkiej Brytanii, gdzie mieszka do dziś. Wykłada literaturę angielską, prowadzi także kursy pisarskie. ''Wiem o tobie wszystko'' to jej debiut prozatorski, który został już przetłumaczony na ponad dwadzieścia języków. Obecnie autorka pracuje nad kolejnym thrillerem psychologicznym.

Mam mieszane odczucia wobec tej pozycji. Po szeroko zakrojonej kampanii reklamowej ze strony wydawnictwa, spodziewałam się wielu rzeczy: przerażającego thrillera psychologicznego, ostrej walki z szalonym stalkerem, dramatycznego i umiejętnie budowanego napięcia oraz nagłych zwrotów akcji. Niestety. Spotkało mnie jednak wielkie rozczarowanie. Sądzę, że wina leży między innymi po ''chłodnej'' i zdystansowanej narracji, która starannie ukrywa silne emocje i przeżycia głównej bohaterki. A szkoda, bowiem pomysł na fabułę był znakomity. Ciągle mam w pamięci ''Cichego wielbiciela'' Olgi Rudnickiej, który parokrotnie wywołał u mnie przyspieszony puls i dreszczyk strachu. Tym razem, poza paroma przebłyskami nie czułam praktycznie nic. Historia podzielona jest dwa wątki, które są ściśle ze sobą powiązane. Pierwszy, rozgrywa się w sądzie, drugi -w domu Clarissy i okolicach. Przez siedem tygodni, nasza bohaterka (w roli członka ławy przysięgłych) uczestniczy w procesie przeciwko kilku młodocianym handlarzom narkotyków oskarżonych o gwałt na młodej ćpunce i prostytutce. Zeznania ofiary w pewnym stopniu są odzwierciedleniem sytuacji, w której Clarissa znalazła. Ona też czuje się bezradna, zagubiona, zaszczuta i zdominowana przez swojego oprawcę. Natomiast poza gmachem sądu jej strach pogłębia się coraz bardziej. Gdziekolwiek spojrzy, widzi postać Rafe, dokądkolwiek idzie, on podąża za nią.

źr.
 ''Żaden inny mężczyzna nie zrobi Ci tego, co ja mogę.
Żaden inny nie będzie Cię kochać tak jak ja''


Autorka boleśnie uświadamia, że przemoc emocjonalna to przerażająca taktyka, którą ciężko jest udowodnić. Wiarygodnie przedstawia psychikę osaczonej Clarissy, jej lęki, wahania i obsesje. Sygnalizuje, że istnieją odpowiednie środki pokazujące, jak postępować ze stalkerem, jednakże potrzeba dużo wytrwałości, odrobinę sprytu i ogromnej odwagi, by móc walczyć z prześladowcą. Ostrzega. Należy dawać jasne odpowiedzi. Otwarcie i zdecydowanie mówić ''NIE!''.  Ale w rzeczywistości łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić. Czasem sprawy przybierają zły obrót i bardzo się komplikują. Jak zatem Clarissa poradziła sobie z obłąkańczą miłością byłego kochanka? Tego musicie dowiedzieć się sami.

Książka napisana jest poprawnym stylem, bez zbędnych ozdobników, wyszukanych form. Akcja przez większość czasu płynie powoli i swobodnie. Dopiero w końcowej fazie nabiera tempa i dynamiki. Bohaterowie też całkiem wiarygodni w swoich działaniach. Ponadto w tle przewijają się odniesienia do wybranych baśni np. ''Zbójecki narzeczony'' - Braci Grimm lub ''Sinobrody'' Charles'a Perraulta, które zawierają pewną symbolikę i ostrzeżenie. Wspomnę jeszcze coś o zakończeniu. Jestem wielką fanką happy endu, dlatego przedstawione przez pisarkę rozwiązanie historii mnie nie usatysfakcjonowało. Ale to już indywidualna rzecz gustu i oczekiwań.

Ponarzekałam odrobinę, mimo to nie żałuję czasu spędzonego nad tą lekturą. Ma w sobie potencjał i oryginalny, psychologiczny wydźwięk. Zatem jestem zdania, że warto dać jej szansę. Ale wybór należy do Was.

moje foto :)


***
Wydawnictwo Akurat.

Konkurs z Barbarą Sęk

Barbara Sęk-ur. 1985 w Krakowie. Autorka powieści obyczajowych "Dlaczego ona?" (Replika, 2012) i "Miłość na szkle" (Świat Książki, luty 2015). Laureatka Akcji Twoje Dziesięć Minut, organizowanej przez Fundację Sztuki Nowej Znaczy się i Strefę Wolnego Czytania podczas XV Targów Książki w Krakowie (2011). Debiutowała opowiadaniem "Jej okupacja" w internetowym wydaniu "Przekroju" ("Twój Przekrój", 2011). Twórczyni scenariuszy teatralnych dla dzieci i młodzieży, na stałe współpracująca - także w charakterze aktorki - z Teatrem Otwartym T.O. w Krakowie. Matka ośmioletniego Sebastiana. Wyznawczyni dewizy: "SĘK w tym,  by pisać tak, żeby odbiorca czytał trzy dni, a myślał o lekturze trzy lata".

Fan Page autorki na Facebooku: klik 

Dziś macie szansę na bliższe poznanie Barbary Sęk. Przez najbliższe kilka dni można zadawać autorce swoje pytania (1-maksymalnie 3). Następnie gotowy wywiad zostanie umieszczony w odpowiednim poście.

Jedna osoba, która według pisarki wykaże się najciekawszym pomysłem na pytanie otrzyma nagrodę w postaci książki ''Miłość na szkle''.

Sponsorem nagrody jest Wydawnictwo Świat książki.
Fan Page wydawnictwa Na Facebookuklik

Proszę nie powielać pytań ani nie stosować plagiatów. Jeśli coś takiego będzie miało miejsce, zdublowane/ukradzione pytanie zostanie zignorowane.
Mam również prośbę do stałych uczestników tej zabawy konkursowej. Byłabym Wam bardzo wdzięczna za urozmaicenie swoich pytań, aby zwalczyć tzw. rutynę :)
Do dzieła kochani!!!

Regulamin:
1. Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga: LITERACKI ŚWIAT CYRYSI
2. Sponsorem nagród jest wydawnictwo Świat książki.
3. Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest zadanie w komentarzu pytań (1-maks. 3) do Barbary Sęk na temat jej twórczości, zainteresowań itp.
4. Konkurs trwa od 18 lutego 2015 roku do 22 lutego 2015 roku do godz. 23.59
5. Wywiad oraz ogłoszenie zwycięzcy nastąpi 1marca 2015 roku.
6. Nagrodą jest egzemplarz ''Miłości na szkle''.
7. W konkursie mogą brać udział osoby posiadające blogi oraz anonimowy uczestnicy, którzy popiszą się imieniem/nickiem oraz podadzą adres mailowy.
8. Konkurs skierowany do osób posiadających adres zamieszkania w Polsce.
9. Ze zwycięzcą skontaktuję się drogą mailową. W przypadku, gdy zwycięzca w ciągu 7 dni nie odpowie na wiadomość, nastąpi wybór innego wygranego.
10. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
                                             banerek dla zainteresowanych

wtorek, 17 lutego 2015

Wywiad z Danutą Pytlak

Sylwka S
1. Czy warto walczyć o swoje marzenia? Czy czasami warto odpuścić tylko po to, aby kogoś nie skrzywdzić? Czy iść za słowami, że "życie jest tylko jedno" i dojść do niektórych rzeczy po trupach?

Paulo Coelho powiedział: "Trzeba umieć walczyć o swoje marzenia, ale trzeba też wiedzieć, które drogi są nie do przebycia i zachować siły na przejście innymi ścieżkami."
Oczywiście, uważam, że warto walczyć o swoje marzenia. Nigdy nie wolno ich porzucać, bo to one są motorem naszego życia. Jednak spełnianie ich nie powinno odbywać się kosztem innych. Jeśli ktoś miałby cierpieć dlatego, że ja "po trupach" dochodzę do swoich wymarzonych rzeczy, to... to ja nie chcę takiego marzenia. Zresztą, czy to wtedy jest marzenie, czy zwykła żądza?
Tak, życie jest jedno. Ale żyjemy nie tylko dla siebie. Najwięcej radości zawsze jest z dawania. Bo ja głęboko wierzę w to, że dobro dane drugiemu człowiekowi dobrem do mnie powróci. Przekonałam się o tym wielokrotnie.

2. Wspomnienie z dzieciństwa, który pamięta Pani do dziś?

Mam całe mnóstwo wspomnień z dzieciństwa. Jestem swoistą kroniką zdarzeń przeżytych przeze mnie i zasłyszanych. Pamiętam naukę jazdy na rowerze i pierwszą samodzielną "pętlę" przepedałowaną przeze mnie po parkowej alejce. Pamiętam pierwsze ukochane książki (jedną z nich mam do dziś). Pamiętam strach i ucieczkę przed rozwścieczonym gąsiorem i bolesne ukąszenie osy na łące. I ohydną kaszę mannę w przedszkolu, taką fuj, z krupami. O żurku z dudkami też pamiętam, choć nie chcę. Żurku do dziś do pyska nie wezmę za żadne skarby świata, a z kaszką dopiero się oswajam. Ale bez euforii.
Dużo rzeczy pamiętam, na szczęście. Jeszcze pamiętam.

3. Każdy ma w życiu sytuacje, z których jest dumny lub odwrotnie. Co najbardziej szalonego zrobiła Pani w swoim życiu, a co chciałaby jeszcze zrobić?

Dużo szaleństw w życiu popełniłam, nie wyprę się tego, o nie! Ale nie opowiem o tym. Nie dlatego, że się wstydzę, ale dlatego, że są zbyt osobiste :)
No, do jednej mogę się przyznać. Kilka lat temu zaskoczyłam wszystkich (siebie też) kupując samochód. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że kompletnie nie umiałam jeździć, mimo posiadanego od dobrych dziesięciu lat prawa jazdy. Nie mam smykałki motoryzacyjnej, to stwierdzam z całą stanowczością i odpowiedzialnością. Ale jeździć się nauczyłam, życie przymusiło. I jak do tej pory nie zaliczyłam nawet jednego mandatu, ani stłuczki. Ale gdy mam wybór - zawsze wybiorę miejsce dla pasażera :)
A chciałabym... wyruszyć żaglowcem dookoła świata.

Ula J.
1. Czym jest dla Pani pisanie powieści o życiu innych ludzi? Czy to przede wszystkim praca, zabawa, a może swoiste wczuwanie się w rolę "Boga", który może, choćby na kartach literatury, ulepszać troszkę ten Nasz świat..:)?


Hmm... Babie Lato jest jak na razie moją pierwszą powieścią, dlatego do niej się odniosę. Dla mnie była to przede wszystkim odskocznia od codzienności, stworzenie sobie azylu, własnego świata, do którego mogłam uciekać po męczących dniach. Odgradzałam się od problemów i myśli o tym, co by było, gdyby i o tym, co może być. Następnie była to praca. Tworzyłam te moje postaci powoli, mozolnie, nie spiesząc się, coś dla nich planowałam, a oni nagle zaczynali żyć własnym życiem, wymykali się spod kontroli i tworzyli własne historie. Niektóre wątki napisały się same, czy ktoś w to wierzy, czy nie. W ogóle ich nie planowałam. Moi bohaterowie ani przez chwilę nie pozwolili mi sobą rządzić. Czasami nawet wodzili mnie za nos. Nie, na pewno nie czułam się "Bogiem", który wiele może.

izabela81
1. Czym jest dla Pani "babie lato"?

Babie lato - najpiękniejszą porą roku. Zmrużeniem oczu, łagodnym światłem, poświstywaniem wiatru na pustych polach. Zapachem lasu i ciszą wieczoru. Poranną rosą i śmiesznymi chmurkami na niebie. Świadomością, że coś się kończy, ale po to, by znów się odrodzić.
Babie lato - powieść - moim pierwszym dzieckiem.

2. Co chciałaby Pani robić na jesieni swojego życia? Czy wie Pani jak ono będzie wyglądało?


Chciałabym robić same przyjemne rzeczy i cieszyć się każdą chwilą życia. Móc patrzeć, jak zmieniają się pory roku, nigdzie się nie spieszyć, słuchać, jak płynie czas.  Mam nadzieję, że będzie to możliwe. A to już tuż tuż.
A jak będzie - czas pokaże :)

3. Są takie historie, które przywracają nam nadzieję na lepsze jutro. Myślę że taką książką jest właśnie "Babie lato". A co jest w stanie sprawić, że w chwilach smutku lub gorszego dnia, radośniej spogląda Pani w przyszłość? Co poprawia Pani humor?

W chwilach smutku potrzebuję samotności i nic tego nie zmieni. Potem muszę porozmawiać z przyjacielem, a potem zjeść coś dobrego. Wielką pociechą są dla mnie zawsze placuszki z jabłkami :)

martucha180
1.  Zapewne ma Pani przyjaciółkę Wenę. Jaka ona jest?


Jest zależna od mojego nastroju, a więc bywa krnąbrna i uparta, a innym razem psotna i swawolna. A czasami idzie gdzieś precz i trzeba pokornie czekać na jej łaskawy powrót.


Mówisz, że smutno, że depresja,

że jesień jakoś tak przygnębia.

Wena tak dawno już odeszła,

a z nią twych czułych wierszy głębia.

Skwaszoną minę masz od rana,

patrzysz za okno na krople dżdżu.

ta jesień jakaś zachlapana,

znikasz wciąż w myślach, tak dzień po dniu.

A przecież życie takie piękne,

choć niebo ulewą skraca dni,

urzeka drzew głęboka czerwień

i świerszcz na strychu o wiośnie śni.

Popatrz wraz ze mną na jabłonie,

rozchmurz swe myśli, uśmiechnij się.

Jak dawniej splećmy nasze dłonie,

przyjaźnią szczerą obdarzaj mnie.

Siądźmy przy piecu o wieczorze,

rozniećmy ogień, niech płoną drwa,

smakujmy ciszę o tej porze,

a za oknami niech wicher gra.

Może powróci Wena krnąbrna,

spłoszona smutkiem jesiennych dni.

Będzie znów psotna i swawolna

gdy uczuciami wśród rymów brzmi.


2. Czym jest dla Pani SŁOWO?

Mocą, która potrafi zmieniać ludzi.

3. Pisanie książek wymaga lekkiego pióra. Jak z jego lekkością było w czasach szkolnych? Jak Pani wypracowania oceniali poloniści – co chwalili, a co krytykowali? Czy widzieli w Pani talent literacki czy wręcz przeciwnie?

To było dawno, dawno temu, więc szczegółów nie pamiętam, ale chyba nie miałam problemów z pisaniem wypracowań. Nie pamiętam, co ganili, a co chwalili, ale na pewno mieli uwagi. Pani polonistka z liceum mówiła, że mam lekkie pióro, ale nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek powiedziała coś o talencie literackim, a była bardzo mądrą Kobietą :)

Katarzyna Żarska
1. Czy napisanie książki, było dla Pani sposobem na oderwanie się od rzeczywistości?


Tak, było nawet ucieczką od rzeczywistości.

2. Czy myśli Pani o napisaniu drugiej części?

Tak, myślę o napisaniu drugiej części Babiego Lata.

3. Jakie rady przekazałaby Pani osobom, które próbują pisać, a boją się krytyki?

Krytyka jest potrzebna, zwłaszcza ta konstruktywna. Trzeba się z nią oswoić, "brać na klatę" i pracować nad błędami. Inaczej się nie da, chyba, że ktoś jest geniuszem i błędów nie popełnia, w co jakoś trudno mi uwierzyć. Nie ma co się obrażać, choć zawsze boli. No chyba, że przekazana jest w sposób nie do przyjęcia, chamski. Wtedy traci moc.

Radosław Kowalski
1. Od czego to wszystko się zaczęło? :)


Jak zwykle. Banalnie. Bo od marzenia. A marzeniom czasem trzeba trochę pomóc, żeby się spełniły. Więc pewnego dnia stwierdziłam, że nie mogę już dłużej tylko marzyć i marzyć. Wzięłam się do roboty :)

Kasia Jabłońska
1. Jakie to uczucie, zobaczyć po raz pierwszy swoja książkę na półce w księgarni?


To była cała gama uczuć. Od niedowierzania, zdumienia, radości, wzruszenia, po przerażenie, że TO już się stało. Już jest i nie zniknie. Od premiery książki mam wrażenie, że to wszystko dzieje się obok mnie, a ja jestem tylko widzem. Wciąż nie mogę uwierzyć, że to o mnie chodzi :)

2. Jaki zapach najsilniej kojarzy się Pani z latem?

Szczerze mówiąc, nie przepadam za latem. Źle znoszę upały.
Zapach lata to dla mnie zapach owoców, szczególnie jabłek, choć wolę te jesienne. A, prawda, byłabym zapomniała - uwielbiam zapach morskiej bryzy.

3. Czy jest jakiś autor/autorka, który Panią inspiruje i zachwyca swoją twórczością?

Moją najbardziej ulubioną autorką jest Stanisława Fleszarowa-Muskat. A zaraz po Niej Joanna Chmielewska.

Wojtek Q
1. Gdyby zamieniła się Pani w coś słodkiego, co by to było? Dlaczego?

Oj, chyba zablokowała mi się wyobraźnia! Jakoś nie potrafię podążać w tym kierunku. Ale myślę, że musiałoby to być coś, czym koniecznie trzeba delektować się przy jedzeniu, a smak pozostaje w pamięci na długo.

2. Jakim obrazem byłoby Pani życie? Dlaczego?

Z pewnością byłby to jeden z obrazów Iwana Szyszkina, np. Sosny w słońcu, albo Poranek w sosnowym lesie. A może po prostu Polna Droga?
Bo kocham sosny i promienie słoneczne zaczepione na ich gałęziach, a obrazy Iwana Szyszkina są przepełnione wielką miłością do przyrody, oddychają, żyją. Patrząc na nie niemal słyszę szelest lasu i spadające szyszki. Czuję ten szczególny zapach sosnowych igieł. Jest mi dobrze i spokojnie. I takie chciałabym mieć życie.

3. Każdy ma na świecie swój azyl. Mój jest oblany słońcem i pachnie polnymi kwiatami... A jak wygląda Pani azyl?


Mój azyl ma ciszę nadmorskich wydm.

Joanna Stoczko
1. Oglądając pewien film, zauważyłam na ścianie restauracji jednego z głównych bohaterów tekst: „Nigdy nie pozwól, by strach przed działaniem wykluczył Cię z gry”. Zgadza się Pani z tą myślą? 

Gdy postanowiła Pani napisać, a następnie wydać swoją pierwszą książkę, to dosięgły Panią w którymś momencie wątpliwości typu: „książka się nie przyjmie”, „skrytykują ją” itp.? Czy wręcz przeciwnie, była Pani pewna sukcesu?

Strach czasami jest paraliżujący i jeśli nie mamy siły, aby go pokonać, lepiej jest samemu zrezygnować z gry. Nic na siłę. Widocznie to jeszcze nie pora na udział w grze.
Prawdę mówiąc cały czas mam takie myśli. Nie opuszczają mnie nawet na chwilę. Dużym zaskoczeniem, ale i ogromną radością była dla mnie decyzja Wydawnictwa o wydaniu Babiego Lata. Trudno mi było w to uwierzyć. Wciąż zadawałam sobie pytanie - to prawda? To naprawdę mowa o mojej książce?
Wciąż nie wiem, czy książka się przyjmie. Ile razy zostanie pochwalona, a ile razy skrytykowana. To wciąż dla mnie wielka niewiadoma. Nie byłam i nie jestem pewna sukcesu, za to byłam i jestem pełna wątpliwości i obaw. Mimo wszystko. Widocznie wciąż brak mi wiary w siebie :)

2. „Człowiek jest jak garderoba- ściera się i niszczy. Musi jednak wytrzymać wszystkie rzeczy, które mu się przytrafią w życiu i nawet po upadku wracać do pionu”- możemy przeczytać w książce „Profesor Tutka” Jerzego Szaniawskiego.
Czy pisząc „Babie lato” dopadł Panią w pewnej chwili jakiś większy kryzys? Jeśli tak, to jak Pani sobie z nim poradziła? Jeśli nie, to czy może nam Pani zdradzić, co pomagało Pani w pisaniu kolejnych stron?


Tak, miałam taki kryzys. Nie napisałam ani słowa przez ponad trzy miesiące. Podchodziłam wielokrotnie do pisania, ale nie byłam w stanie pokonać wewnętrznej blokady i pustki. Ale nie walczyłam z tym. Postanowiłam przeczekać. I dobrze zrobiłam, bo po okresie stagnacji pewnego wieczoru po prostu usiadłam do komputera i "pociągnęłam" temat bez żadnego wysiłku.

3. Co jest dla Pani ważniejsze - iść czy dojść? Co czuła Pani w chwili pisania kolejnych stron książki? Jakie uczucia (być może ze sobą sprzeczne) Pani towarzyszyły, gdy ją Pani skończyła?

Ważna jest i droga i cel. Bez celu nie byłoby drogi, bo to cel określa drogę, którą podążamy. Ale ostatecznie liczy się droga, która do tego celu prowadzi, bo dzięki niej następuje nasz rozwój.
Uczucia towarzyszące mi podczas pisania kolejnych stron były bardzo różne. Dzisiaj myślę, że były uzależnione od nastroju, w jakim wówczas się znajdowałam.  Było to często zmęczenie, czasem znudzenie, zniecierpliwienie, ale najczęściej podekscytowanie i radość.
Kiedy skończyłam Babie Lato byłam przede wszystkim zdziwiona tym, że udało mi się doprowadzić swój szalony pomysł do końca, bo zdarza mi się zostawić niedokończone sprawy swojemu losowi. A dopiero potem przyszło zadowolenie, a tuż za nim ciekawość, czy uda mi się książkę wydać, tak jak sobie wymarzyłam.

Kolorowa Kratka
1. Pisarz, który był dla Pani zawsze inspiracją? :)


Stanisława Fleszarowa-Muskat

2. W jaki sposób radziła sobie pani ze stresem (i oczywiście nadal radzi) podczas pisania książek? W końcu to niełatwe zajęcie. :)


Niełatwe zajęcie, to prawda, ale dla mnie ani trochę nie denerwujące. Aż dziwne, bo z natury jestem nerwusem i cholerykiem. Może dlatego, że przede wszystkim piszę dla swojej przyjemności? Stres zaczyna się dopiero wtedy, gdy nadchodzi czas oczekiwania na decyzję Wydawnictwa.

3. Czy bierze Pani do siebie niepochlebne komentarze na temat Pani książek czy wręcz przeciwnie, raczej jest Pani pewna siebie i wie, że to tylko zazdrość i nie bierze Pni tego na poważnie?

Niestety, biorę do siebie niepochlebne komentarze, choć bardzo staram się tego nie robić, ale na razie jest to dla mnie za trudne. Nie jestem za grosz pewna siebie i łatwo zbić mnie z tropu. Nie potrafię posądzać ludzi o zazdrość i trudno mi uwierzyć, że właśnie to paskudne uczucie często jest przyczyną  takich wypowiedzi. Wypowiedzi, które nie są w żadnej mierze konstruktywną krytyką.

Dorota
1. Jak dużo potrzeba odwagi i wysiłku żeby zdecydować się opublikować swoją twórczość?

Pewnie każdego kosztuje to inaczej. Ja dosyć długo rozważałam decyzję o wysłaniu tekstu do Wydawnictwa. Zwyczajnie się bałam. Aż w końcu powiedziałam sobie, że jak nie spróbuję, nigdy się nie dowiem, czy mi się uda. Nabrałam więc powietrza, zamknęłam oczy i skoczyłam głową w dół na głęboką wodę. Raz kozie śmierć, pomyślałam. Najwyżej mi odmówią, niczym innym to nie grozi :)

bassia5
1. Masłowska, Rudnicka i wielu innych pisarzy zadebiutowało w bardzo młodym wieku, Pani pierwsza powieść ukazuje się dopiero teraz, dlaczego? :)


Bo dopiero teraz ją napisałam. Myślę, że do pewnych rzeczy w życiu trzeba dojrzeć, a ja do tego dojrzałam dopiero teraz. Myślę, że wiek nie powinien mieć znaczenia. Niech każdy ma szansę.

2. Czy "Babie lato" było jednorazową przygodą pisarską czy ma Pani w planach wydanie kolejnych powieści?
Mam nadzieję, że nie jest to jednorazowa przygoda. Mam w planach napisanie kolejnych powieści i bardzo bym chciała, aby były wydane, ale nie ode mnie to zależy.

Ola Z
1. Jak narodził się pomysł na książkę "Babie lato"?


Podczas przerw obiadowych w pracy. Korporacja, w której pracuję planowała fuzję z inną korporacją, a naturalną konsekwencją takich działań jest restrukturyzacja i zmniejszenie zatrudnienia. Każdy z nas obawiał się utraty pracy i snuliśmy sobie dywagacje, czasem żartobliwe, na temat ewentualnego nowego zajęcia. Prześcigaliśmy się w pomysłach na tzw. plan B. To wtedy właśnie po raz pierwszy wyartykułowałam głośno od dawna plączące mi się po głowie myśli - a może napisać książkę? Od pomysłu przeszłam do tematu, a następnie do realizacji. I tak powstało Babie Lato.  Przy wiernym kibicowaniu moich współpracowników, tych byłych już również.

2. Czy podczas pisania "Babiego lata" miała Pani takie momenty, w których nie wiedziała, co pisać dalej, zabrakło Pani pomysłów?

Oczywiście, że miałam takie momenty, nawet niemało ich było. Czasem usiłowałam to zwalczyć i pisałam dalej, ale czułam, że mi nie idzie, więc przestawałam i przeczekiwałam. I to było najlepsze rozwiązanie, bo gdy wracałam do książki, najczęściej usuwałam te kawałki pisane "na siłę".

Królowa Karo
No proszę - kolejne dotychczas nieznane mi nazwisko.


Tak to już jest na tym świecie - jedni odchodzą, drudzy przychodzą :) Miło mi poznać Królową Karo :)

nieidentyczna
1. Wielu ludzi obecnie stwierdza, że rzadko czyta książki. Są wśród nich i tacy, którzy w ciągu roku nie przeczytają ani jednej. Jak Pani myśli, czy możliwe jest pełnowymiarowe i pełnowartościowe życie bez literatury? Czy istnieje jej jakiś dobry zamiennik?


No, jak widać, jest to możliwe. Może wolą oglądać filmy, albo snuć marzenia? Niezbadane są ścieżki umysłu ludzkiego. Najważniejsze, żeby czuli się szczęśliwi w życiu, które przeżywają na swój własny sposób.

2. Jaką zasadą kieruje się Pani podczas pracy twórczej – pisania?

Nie wiem, czy to zasada, ale pisząc staram się wczuć w rolę odbiorcy i zastanawiam się, czy czytelnika zainteresuje to, co napisałam. Czytam jego oczami, a przynajmniej tak mi się wydaje :)

3. Proszę dokończyć zdanie: „Dobry pisarz to…”

osoba, która sprawnie posługuje się językiem, w którym pisze książki i potrafi stworzyć ciekawą fabułę przyciągającą czytelników.

bogusiam24
1. W jakim stopniu (procencie) "Babie lato" jest fikcją literacką, a ile jest tam faktów - czyli realnych zdarzeń, choćby tylko zasłyszanych, bądź osobistych Pani obserwacji?
(nie śmiem pytać ile jest tam Pani samej, bo może nie wypada...)
.

Babie Lato jest w całości fikcją (może być literacką), choć na pewno jest zlepkiem moich życiowych obserwacji i zasłyszanych sytuacji. Ale nie potrafię określić, jaki może być tego procent. Jakiś niewielki.

SallyBrovn
1. Kto pierwszy dostąpił zaszczytu poznania Pani twórczości? Przeczytania pierwszego wiersza?


Nie wiem, czy to był zaszczyt... :))))) Mam kilka przyjaciółek, które są swoistymi testerkami napisanej przeze mnie prozy.
Wiersze były wstawiane przeze mnie na portal internetowy, którego byłam użytkownikiem przez cztery lata i tam podlegały ocenie współużytkowników. W tej chwili już rzadko piszę wiersze, choć czasem się zdarza.

2. Czyja opinia dotycząca "Babiego lata" znaczy dla Pani najwięcej? kto jest najważniejszym recenzentem? i czy oczekuje Pani od tej osoby zapewnienia, że książka jest świetna czy może konstruktywnych rad co należałoby dopracować w przyszłości?

Nie mam jednej takiej osoby. Zanim wysłałam książkę do wydawnictwa, czytało ją kilka osób i każda z nich zwróciła mi uwagę na błędy, niedociągnięcia, nielogiczne zdarzenia, które dzięki temu mogłam poprawić. Miło jest słuchać pochwał, ale ja prosiłam koleżanki o właśnie takie informacje i takie otrzymałam. Teraz książka jest już "w obiegu" i również słucham pilnie uwag - będę miała nad czym pracować w przyszłości. Może uda się nie powielić błędów. W końcu człowiek uczy się całe życie, o ile, oczywiście, tego chce.

Szczęśliwa Mama
1. "– Jeanno, kobiety potrafią kochać o wiele mądrzej niż my! One nie kochają mężczyzny dla jego wyglądu. Nawet jeśli on się im bardzo podoba. – Joaquin westchnął błogo. – Kobiety kochają cię przez wzgląd na twój charakter. Twoją siłę. Twoją mądrość. Albo dlatego, że potrafisz zaopiekować się dzieckiem. Bo jesteś dobrym człowiekiem, masz honor i godność. One kochają cię inaczej niż mężczyzna kobietę. Nie z powodu kształtnych łydek ani nie dlatego, że w swoim garniturze budzisz zazdrość u jej koleżanek z pracy. Owszem, istnieją też takie kobiety, ale są tylko jak zły przykład dla innych" (Nina George "Lawendowy pokój").
Co sądzi Pani o tym cytacie? Czy uważa Pani, że kobiety i mężczyźni inaczej kochają? Co dla kobiet jest ważne w miłości, w wyborze Tego Jedynego?


No cóż - ciśnie mi się na klawiaturę - każdemu według potrzeb.
Jest tyle rodzajów miłości, ilu ludzi na ziemi. Każdy kocha inaczej. Nie lepiej, nie gorzej - po prostu inaczej. Każdy szuka czegoś innego i kocha za coś innego. A nawet za nic. Po prostu kocha. I całe szczęście, bo inaczej byłoby nudno.
Powołam się tu na wiersz Naszej Noblistki, Wisławy Szymborskiej - Nic dwa razy. Niech jego treść posłuży za odpowiedź na zadane przez Panią pytanie.

2. „Podróże kształcą”, zatem czy lubi Pani podróżować? Szukając inspiracji do nowej książki dokąd udałaby się Pani w podróż? Jaki to mógłby być kraj i dlaczego akurat ten?

Wiem, jestem dziwna, ale nie lubię podróżować. Lubię swoją norkę i najlepsze podróże przeżywam w wyobraźni. Ale fascynuje mnie Norwegia. Nie wiem, dlaczego :)

3. Jako mała dziewczyna marzyłam o zawodzie nauczycielki, miałam swoją klasę, dziennik i tablicę. Moje marzenia mogą się jeszcze ziścić… O jakim zawodzie marzyła Pani w dzieciństwie? Czy już jako mała dziewczynka myślała Pani, że zostanie Pani właśnie pisarzem? Kiedy zrodziła się ta idea?

W żadnym wypadku nie czuję się pisarką. To zbyt wielkie słowo i mnie jeszcze do niego bardzo daleko, o ile w ogóle kiedykolwiek zasłużę sobie na to miano. Ale rzeczywiście, od zawsze chciałam pisać, tylko nie wierzyłam, że jest to możliwe, że kiedykolwiek kogoś zainteresuje to, co piszę. Swoje pierwsze próby literackie zaczęłam umieszczać w internecie, na jednej ze stron poetyckich - spodobało się. Skorzystałam z wielu dobrych rad, aż poczułam, że nadszedł czas, żeby spróbować czegoś więcej. A jak będzie dalej - czas pokaże.

Edyta Chmura
1. Wychowałam się na wsi, co oznaczało dla mnie brak dostępu do kina, teatru czy lekcji baletu, brak wakacyjnych wyjazdów (w lecie jest za dużo pracy w polu, aby móc sobie pozwolić na wolne), brak czasu na odpoczynek w innym dniu niż niedziela. Oczywiście dostrzegam też wiele plusów życia na wsi :) Czy bycie "mieszczuchem" to dla Pani zło konieczne, bo tak się ułożyło, czy jednak tęskniłaby Pani za zgiełkiem, gdyby przeprowadziła się w jakieś spokojne miejsce, z daleka od cywilizacji? :)


Mam świadomość minusów i plusów życia na wsi, czy "z dala od zgiełku". Nie wiem, czy bycie mieszczuchem jest złym koniecznym - na razie nie mam wyboru, tak ułożyło się moje życie. Ale jestem już zmęczona, hałasem, pędem, wiecznym wyścigiem i przymusowym uczestnictwem w życiu innych ludzi. Może, gdybym odpoczęła jakiś czas daleko od szumu wielkiego miasta, niespodziewanie zatęskniłabym? Nie wiem. Jak na razie, po dłuższym pobycie na łonie natury, wciąż wracam niechętnie. Jeżeli za czymś tęsknię, to za własnym łóżkiem :)

2. Jako osoba kochająca książki zapewne dość wysoko postawiła sobie Pani poprzeczkę, pisząc "Babie lato". Ktoś mądry kiedyś powiedział mi, że powinnam porównywać się z lepszymi od siebie, aby się doskonalić, a nie tymi gorszymi, aby czuć się "wspaniała". Co ceni sobie Pani najbardziej w książkach? Czy inaczej, jakie cechy powinna mieć powieść, aby przypadła Pani do gustu?

Nie wiem, czy poprzeczka była wysoko, nie potrafię tego ocenić. Babie Lato do jednych trafia, wzrusza, zachwyca, innym się nie podoba, twierdzą, że jest zbyt łzawe i za dużo w nim smutnych elementów. Wniosek z tego prosty - każdy potrzebuje czego innego w konkretnym momencie życia.
Osobiście lubię powieści, które zaciekawiają, zmuszają do zastanowienia. Idealna powieść to taka, która powoduje, że żal mi się od niej oderwać, a gdy to robię, wciąż szukam pretekstu, żeby do niej powrócić. Nie ma znaczenia, czy jest to romans, czy sensacja, czy kryminał. Musi trafiać prosto w serce, a jej bohaterowie, nawet ci źli, muszą mieć zwykłą, ludzką twarz.

3. „Prawie całe zło świata wywodzi się z faktu, że ktoś się czegoś boi.” – tak mówiła Valancy w „Błękitnym zamku” Lucy Maud Montgomery. Zgadza się Pani z tą opinią? Czego Pani boi się najbardziej?

Chociaż uwielbiam Błękitny Zamek, nawet czytałam wielokrotnie - nie do końca zgadzam się z tym stwierdzeniem, bowiem doświadczenie życiowe przyniosło mi wiedzę, że wiele zła świata bierze się z żądzy władzy, albo po prostu ze zwykłej głupoty.
Najbardziej w życiu obawiam się niedołężności i uzależnienia od innych ludzi.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Dziękuję serdecznie Danucie Pytlak za poświęcenie swojego czasu oraz za udzielenie Nam niezwykle interesującego wywiadu.  

Składam także gorące podziękowania wszystkim, którzy wzięli udział w konkursie i zadali pytania.  

Nagrodę w postaci książki "Babie lato'' otrzymują:

Ula J.
Kasia Jabłońska

Gratuluje zwyciężczyniom i pozdrawiam!!! 

Cyrysia