sobota, 30 maja 2015

Najmniejsze państwo świata ❤


Stalowe serce
Laven Rose


Wydawnictwo: Novae Res
data wydania: maj 2015
liczba stron: 484
Ocena: 5+/6









''Niektórym ludziom jest pisane się spotkać. Niezależnie od tego, gdzie się znajdują czy dokąd się wybierają. Któregoś dnia i tak na siebie wpadną''.
Claudie Gally.

  Dwudziestosiedmioletnia Emilia Ligocka niebawem stanie na ślubnym kobiercu. Nie jest jednak z tego powodu zbyt szczęśliwa, gdyż Anatol, jej narzeczony, nie budzi w niej gorących uczuć, ani upragnionego poczucia bezpieczeństwa. Także Agnieszka, najlepsza przyjaciółka odradza Emilii małżeństwo z zaborczym, despotycznym maminsynkiem, ale bezskutecznie. Sytuacja ulega zmianie, kiedy podczas podróży służbowej do USA dziewczyna poznaje Kristophera - przystojnego, seksownego Amerykana, który od razu przyprawia ją o szybsze bicie serca. Oboje spędzają ze sobą miłe chwile, lecz wkrótce okazuje się, że Kris oszukał Emilię nie tylko w kwestii swojego prawdziwego imienia, ale także chowa w zanadrzu jeszcze niejeden sekret.


''…nie poznałaś całej o mnie. Jeśli ją poznasz, możliwe, że zechcesz odejść''.

  Kim jest nowo poznany mężczyzna i jakie ma zamiary? Czy Emilia zerwie zaręczyny z Anatolem i zdecyduje się na nowy związek z tajemniczym obcokrajowcem?


  Laven Rose to pseudonim literacki  inowrocławianki. Prywatnie matka i żona. Z wykształcenia technik usług kosmetycznych, z zamiłowania kreatorka malowania słowem. Niepoprawna marzycielka i romantyczka. Wielka fanka Thirty Seconds To Mars i miłośniczka twórczości Stephenie Meyer. ''Stalowe serce'' jest jej debiutem prozatorskim.


  Jestem niepoprawną romantyczką, dlatego od czasu do czasu lubię czytać ckliwe historie o pięknej, wielkiej miłości. Spodziewałam się zatem, że niniejsza pozycja przypadnie mi do gustu. Mimo to nie byłam przygotowana na to, co otrzymałam. Sama fabuła wydaje się dość niepozorna, a jednak zaskakuje natężeniem emocji i bogactwem wydarzeń. Mamy dwoje młodych ludzi, których niespodziewanie, w najmniej oczekiwanym momencie trafiła strzała Amora.

''Między nami istniała niebezpieczna magia przyciągania i oboje wiedzieliśmy o tym fakcie. Jednak żadne z nas nie protestowało, byliśmy niewolnikami własnych serc''.
  Ale zarówno ona, jak i on zmaga się z demonami przeszłości i psychicznymi urazami. Emila przeżyła kiedyś wielki dramat: w  tragicznych okolicznościach straciła rodziców i sama padła ofiarą ludzkiego zła. Także Kris nie miał w życiu lekko. Wychowywany przez ekscentrycznego wuja, zaślepiony chęcią zemsty, wpada w szpony niebezpiecznej profesji. Dlatego też ich związek wielokrotnie zostaje wystawiony na próbę.

'''
 ''Sądziłam, że miłości można się nauczyć, będąc po prostu razem, jednak kiedy poznałam Matta, moje filozofie życia uległy degradacji. Zrozumiałam, że miłość nie pyta nas o pozwolenie, sama atakuje nasz umysł, serce, a nawet ciało. Miłość to nie tylko śmiech i radość, miłość to również ból, obawa i ta fascynująca niepewność. Miłość to często i łzy, ważne jednak, aby ich sprawca całował je z policzków i był blisko''.

  Autorka stworzyła piękną, przejmującą powieść o miłości, przyjaźni, bezgranicznym oddaniu, ukrytych pragnieniach i odwadze w podejmowaniu niełatwych wyborów. Ciężko przeanalizować poszczególne wydarzenia, bo tyle się dzieje, że nie wiadomo, od czego zacząć. Jedno jest pewne: nuda nam nie grozi. Będzie mnóstwo tajemnic, ciągłe rozstania i powroty, irracjonalny strach przed odejściem ukochanej, konfrontacja z bolesną przeszłością i negatywną rzeczywistością, a także szczypta sensacji, skąpanej w dramacie. Momentami ciężko zebrać myśli i ogarnąć ten nadmiar wrażeń, lecz właśnie czegoś takiego potrzebowałam.

  Istotną rolę w powieści odgrywają bohaterowie oraz ich wzajemne interakcje. Są to charakterystyczne i wyraziste osobowości. Na pierwszy plan wysuwa się Emilia oraz Kris. Ona, jest piękną, ale nieświadomą swej urody kobietą, która uwikłała się w toksyczny związek gburowatym, agresywnym bucem. Dopiero w ramionach Amerykana rozkwita niczym kwiat po deszczu. On, jest troskliwy, słodki, pełen namiętności i pasji. Jednak trudno go rozgryźć. Nie wiadomo, skąd  wzięła się jego niebotyczna fortuna, dlaczego co jakiś czas znika na kilka dni i nie chce rozmawiać o swojej pracy. Ale przychodzi taka chwila, kiedy w końcu decyduje się ściągnąć maskę utkaną pozorami, by pokazać siebie w całej okazałości, ze wszystkimi wadami i niedoskonałościami. Czy wyjdzie mu to na dobre? Tego musicie dowiedzieć się sami. Muszę przyznać, że polubiłam tę parę, choć odrobinę drażniła mnie ich labilność emocjonalna i nadmierna płaczliwość. W szczególności od Krisa oczekiwałam, że będzie miał mocniejszą psychikę, wszak niejedno w życiu przeżył i widział. Acz ogólnie rzecz biorąc nie było tak źle.


  Postacie drugoplanowe również są dobrze przemyślane i dopracowane. Mam tu zwłaszcza na myśli Agnieszkę, najlepszą przyjaciółkę Emilii, Anatola, Jamesa - wuja Krisa oraz Jo, wizażystę zakochanego w pannie Ligockiej. Każdy z nich ukrywa jakiś sekret, każdy ma jakiegoś trupa w szafie, lecz powoli, kawałek po kawału, odkrywamy wszystkie niespodzianki i mroczne tajemnice.


  Książka jest dobrze napisana - barwnym, plastycznym językiem. Akcja toczy się wartko, rozgrywa się w kilku miejscach, między innymi w Polsce, w Stanach Zjednoczonych i w Wielkiej Brytanii. Wspomnę jeszcze coś o zakończeniu, które zostawiło krwawą ranę w mojej duszy. Nie godzę się na taki finał! Mam nadzieję, że ukaże się kontynuacja, która napełni mnie radością i pozytywną energią.
 

  Polecam ''Stalowe serce'' nie tylko wszystkim miłośnikom romansów, ale także tym, którzy cenią dobrą literaturę kobiecą. Jestem przekonana, że każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Moim zdaniem, Laven Rose ma spory twórczy potencjał i z pewnością jeszcze nie raz o niej usłyszymy. Nie ma co więcej pisać, po prostu sięgnijcie po tę książkę, a nie pożałujecie.


***
Fan page Laven Rose na Facebooku: klik

piątek, 29 maja 2015

Zapowiedź ''Przypadki Callie i Kaydena''


 Hipnotyzująca opowieść o przeznaczeniu, przyjaźni i uzdrawiającej sile miłości.

  Dla Kaydena cierpienie w milczeniu było jedynym sposobem, by przeżyć. Jeśli miał szczęście, nie wychylał się i wypełniał polecenia, mógł przetrwać kolejny dzień. Jednak pewnej nocy, kiedy zdawało się, że jego szczęście – a może nawet i życie – właśnie się kończy, pojawił się anioł imieniem Callie. Kayden został ocalony…


Callie nie wierzyła w szczęśliwe zrządzenia losu. Przynajmniej od czasu swoich dwunastych urodzin, gdy odebrano jej wszystko. Kiedy najgorsze już minęło, dziewczyna pogrzebała uczucia i przysięgła nigdy nikomu nie zdradzić, co się naprawdę wydarzyło. Teraz, sześć lat później, nadal zmaga się z bolesną tajemnicą...


  Gdy traf sprawia, że Kayden i Callie zaczynają uczęszczać do tego samego college’u, chłopak z determinacją postanawia poznać bliżej piękną dziewczynę, która odmieniła jego los. Jest przekonany, że Callie nie pojawiła się w jego życiu bez powodu. Im bardziej próbuje stać się częścią jej świata, tym mocniej uświadamia sobie, że tym razem to ona potrzebuje ocalenia...


 Premiera 15 czerwca

 Moja rekomendacja (przeze mnie powiększona), którą widzicie powyżej znalazła się na wewnętrznym skrzydełku okładki, z czego ogromnie się cieszę.

 Dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka za tak wielkie wyróżnienie.

 Oprócz mnie, swoje rekomendacje zmieściły też 4 inne osoby - serdecznie gratuluję. 

  Recenzja niebawem. Będą też konkursy :)

 Jesteście zainteresowani? 

 Już teraz zdradzę - naprawdę warto!

czwartek, 28 maja 2015

Konkurs z Alkiem Rogozińskim

Alek Rogoziński z wykształcenia filolog, z zawodu dziennikarz, z pasji kryminalista... to znaczy - twórca kryminałów. Przez lata związany z mediami. Karierę zaczynał w połowie lat 90. w kultowej już dzisiaj Rozgłośni Harcerskiej, potem pracował m.in. w Radiu Plus i warszawskim Radiu Kolor. Od 2007 roku jego macierzystą bazą jest magazyn Party, w którym piastuje zaszczytną funkcję sekretarza redakcji oraz tworzy w pocie czoła, acz i z niekłamaną przyjemnością rubryki kulturalne. Ma dwa życiowe hobby: muzykę i podróże. W obu nie zna granic. Jego marzeniem jest objechać cały świat, a na stare lata zamieszkać na jednej z wysp Morza Śródziemnego. A tam już tylko pisać, i pisać, i pisać, i pisać…


Zadebiutował powieścią kryminalną na wesoło pt. ''Ukochany z piekła rodem''. Recenzja: klik
Fan Page autora: klik 

  Dziś macie szansę na bliższe poznanie Alka Rogozińskiego. Przez najbliższe kilka dni można zadawać autorowi swoje pytania (1-maksymalnie 3). Następnie gotowy wywiad zostanie umieszczony w odpowiednim poście. 
Przy czym zastrzegam, że autor ma prawo bez podania uzasadnienia odmówić odpowiedzi na dane pytanie.

 Trzy osoby, która według pisarza wykażą się najciekawszym pomysłem na pytanie otrzymają nagrodę w postaci książki ''Ukochany z piekła rodem''.

  Sponsorem nagród jest Wydawnictwo Melanż.
  Fan Page wydawnictwa na Facebookuklik

  Proszę nie powielać pytań ani nie stosować plagiatów. Jeśli coś takiego będzie miało miejsce, zdublowane/ukradzione pytanie zostanie zignorowane.

  Mam również prośbę do stałych uczestników tej zabawy konkursowej. Byłabym wdzięczna za urozmaicenie swoich standardowych pytań, aby zwalczyć tzw. rutynę :)
Do dzieła kochani!!!

  Regulamin:
1. Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga: LITERACKI ŚWIAT CYRYSI
2. Sponsorem nagród jest Wydawnictwo Melanż.
3. Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest zadanie w komentarzu pytań (1-maks. 3) do Alka Rogozińskiego na temat jego twórczości, zainteresowań, pasji itp.
4. Konkurs trwa od 28 maja 2015 roku do 1 czerwca 2015 roku do godz. 23.59
5. Wywiad oraz ogłoszenie zwycięzcy nastąpi 8 czerwca 2015 roku.
6. Nagrodą są trzy egzemplarze książki : ''Ukochany z piekła rodem''.
7. W konkursie mogą brać udział osoby posiadające blogi oraz anonimowy uczestnicy, którzy popiszą się imieniem/nickiem oraz podadzą adres mailowy.
8. Konkurs skierowany do osób posiadających adres zamieszkania w Polsce.
9. Ze zwycięzcą skontaktuję się drogą mailową. W przypadku, gdy zwycięzca w ciągu 7 dni nie odpowie na wiadomość, nastąpi wybór innego wygranego.
10. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
                                             banerek dla zainteresowanych

wtorek, 26 maja 2015

Sprawiedliwa kara


Ukochany z piekła rodem
Alek Rogoziński

 
Wydawca: Melanż
Liczba stron: 272
Ocena: 4+/6









  
   Miłość czasem bywa bardzo podstępna i zdradliwa...

  Joanna Szmidt jest atrakcyjną czterdziestolatką, popularną autorką romansów. Podczas wakacji w Zakopanem poznaje Konrada, młodego, przystojnego fotografa. Szybko nawiązuje się między nimi gorący romans i razem zamieszkują w podwarszawskiej posiadłości pisarki. Jednak wkrótce okazuje się, że ukochany ma niejedno na sumieniu, za co spotyka go sprawiedliwa kara. W zaistniałej sytuacji Joanna, wspólnie ze swoją menadżerką – Betty, postanawia dowiedzieć się, komu podpadł Konrad, że go tak urządzili. Lecz im dalej w las, tym więcej... wilków.


  ''Ukochany z piekła rodem'' to debiut prozatorski Alka Rogozińskiego. Autor z wykształcenia jest filologiem, z zawodu dziennikarzem. Przez lata związany był z mediami. Karierę zaczynał w Rozgłośni Harcerskiej, następnie pracował m.in. w Radiu Plus i Radiu Kolor. Od 2007 roku na stałe związany z magazynem Party.


  Kiedyś chętnie zaczytywałam się w kryminałach, ale po jakimś czasie znudziły mi się, i teraz wolę inny gatunek literacki. Mimo to uległam intrygującej okładce ''Ukochanego…'', na której widnieje seksowna kobieta z niebezpiecznym narzędziem. Pomyślałam sobie - będzie się działo. Jednak w miarę upływu stron mój zachwyt nieco ostygł. Ogólnie rzecz biorąc historia całkiem ciekawa i zabawna, ale brakowało mi jakiegoś mocnego przytupu, czegoś zaskakującego, co na dłużej wbiłoby się w moją pamięć. Może gdybym uprzednio nie znała twórczości Olgi Rudnickiej, która jak mało kto potrafi tworzyć świetne, zakręcone, i do tego ze specyficznym humorem kryminały, zapewne moja ocena byłaby znacznie wyższa. Mimo wszystko nie żałuję czasu spędzonego z lekturą, ponieważ zapewniła mi przyjemną odskocznię od codzienności. 


'''
  Fabuła nie jest może jakaś odkrywcza, ale za to zgrabnie poprowadzona. Mamy znaną romansopisarkę, która odkrywa, że jej kochanek nie miał czystych intencji wobec niej, i w końcu się doigrał. Nie chcę zbyt wiele zdradzać, co by nie zepsuć zabawy, zatem napiszę tylko - ktoś będzie miał bliskie spotkanie z siekierą. Reszty domyślcie się sami. Intryga jest ładnie zawiązana, również całkiem sprawnie budowane jest napięcie. Stopniowo poznajemy kolejne fakty, które przybliżają nas do rozwiązania zagadki związanej z tajemniczą śmiercią pewnej osoby.

  Istotną rolę w powieści odgrywają również bohaterowie zarówno pierwszo-, jak i drugoplanowi. Występuję ich dość dużo, ale na samym początku książki widnieje lista osób, z krótką charakterystyką, więc dezorientacja nam nie grozi. Jako ciekawostkę zapodam, że wymyślone przez pisarza postacie mają podobno swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości, a ponieważ dużo tutaj ludzi z pierwszych stron gazet, więc można zgadywać, o jakiego celebrytę chodzi. Fajna łamigłówka. Przy czym mam delikatne zastrzeżenia do kreacji
niektórych bohaterów. Zwłaszcza Joanna została potraktowana nieco powierzchownie, miałam wrażenie, jakby była na dalszym planie, zdominowana przez swoją przebojową menadżerkę.

  Jest to powieść kryminalna na wesoło, zatem nie brak absurdalnego, groteskowego humoru oraz komizmu słownego i sytuacyjnego. Nie raz i nie dwa uśmiechałam się pod nosem. Niemniej jednak spodziewałam się większej dawki zabawnych, niefortunnych wpadek, dzięki czemu historia zyskałaby jeszcze bardziej na atrakcyjności. Acz generalnie nie było najgorzej. 


  Książka jest napisana przystępnym, prostym i dowcipnym językiem. Akcja toczy się płynnie, choć nie zawsze tak dynamiczne jakby się można spodziewać, zdarzały się lekko przegadane sceny. Także zakończenie troszkę mnie zawiodło. Pomimo tego chętnie sięgnę po kolejny tom serii, czyli "Morderstwo na Korfu", który prawdopodobnie ukaże się już jesienią.


  Tak czy inaczej, patrząc na całokształt, ''Ukochany z piekła rodem'' jest naprawdę dobrą, odprężającą i niezobowiązującą rozrywką. Alek Rogoziński ma spory twórczy potencjał, trzymam za niego kciuki i mam nadzieje, że jeszcze nie raz będzie o nim bardzo głośno. A tymczasem wszystkich zainteresowanych zapraszamy do lektury.



***
Fan Page Alka Rogozińskiego na Facebooku: klik

ps. zapraszam do konkursu, w którym można wygrać ''Ukochanego z piekła rodem'':klik

poniedziałek, 25 maja 2015

Zapowiedź ''Co jeśli...'' Rebecca Donovan (patronat)


Z niekłamaną przyjemnością informuję, iż mój blog: LITERACKI ŚWIAT CYRYSI objął patronatem medialnym książkę pt. ''Co, jeśli'' Rebeccy Donovan.

***
Powieść autorki bestsellerowej serii „Oddechy”, równie pełna emocji i zapierającej dech akcji!

Co, jeśli dostałbyś drugą szansę na to, by kogoś poznać po raz pierwszy? Cal Logan doznaje szoku, gdy widzi Nicole Bentley siedzącą naprzeciwko niego w kawiarni tysiące mil od ich rodzinnego miasta. Przecież od ponad roku – gdy oboje skończyli szkołę – nikt jej nie widział ani o niej nie słyszał. Tylko że to nie jest Nicole.

Wygląda dokładnie jak miłość Cala z dzieciństwa, ale nazywa się Nyelle Preston. Jest przeciwieństwem Nicole: impulsywna i odważna, zaraża wszystkich wokół pasją życia. Cal jest nią totalnie zafascynowany. Ale Nyelle kryje też wiele tajemnic, a im bardziej Cal zbliża się do rozwiązania jej zagadek, tym mniej chciałby wiedzieć.

Gdy tajemnice z przeszłości i teraźniejszości zderzają się, jedno staje się jasne: nic nie jest takie, jakim się wydawało…

 Premiera: 17.06.2015 rok.

 Książka jest już w przedsprzedaży na empik.com: KLIK

 Już teraz polecam! Recenzja niebawem. Będą też konkursy :)

 Znajdzie się ktoś zainteresowany?

niedziela, 24 maja 2015

Pasjonujący konkurs z ''Toxic''

 Moi drodzy!

Dziś przychodzę do Was z konkursem, w którym do wygrania są 2 egzemplarze rewelacyjnej książki: ''Toxic'' Rachel Van Dyken, objętej moim patronatem medialnym.

 Co trzeba zrobić, żeby zdobyć nagrodę?

Otóż w recenzji ''Toxic'' (klik) wspominałam, że z kart powieści wyłania się pasja, serce i zaangażowanie do muzyki. To właśnie gra na fortepianie w pewien sposób połączyła głównych bohaterów. 

Jestem przekonana, że każdy z Was także ma jakieś pasje, zainteresowania, hobby.
 Pokażcie co Was interesuje, co kochacie. 
Technika dowolna. Może to być zwykły tekst, wiersz, rysunek, zdjęcie, a nawet krótki filmik. 

Liczę na Waszą wyobraźnię i kreatywność!

Swoje zgłoszenia proszę umieszczać w komentarzu lub przesłać na maila: kryniame@wp.pl

 Nagrodzę dwie osoby, których prace najbardziej mnie urzekną.

Mam nadzieję, że znajdzie się ktoś chętny? 
 Regulamin:
1. Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga: LITERACKI ŚWIAT CYRYSI
2. Sponsorem nagród jest wydawnictwo Feeria.

3. Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest napisanie (dowolną techniką) o swojej pasji, zainteresowaniach itp.
4. Konkurs trwa od 24 maja 2015 roku do 29 maja 2015 roku do godz. 23.59
5. Ogłoszenie zwycięzcy nastąpi 1 czerwca 2015 roku.
6. Nagrodą są dwa egzemplarze
''Toxic'' Rachel Van Dyken
7. W konkursie mogą brać udział osoby posiadające blogi oraz anonimowy uczestnicy, którzy popiszą się imieniem/nickiem oraz podadzą adres mailowy.
8. Konkurs skierowany do osób posiadających adres zamieszkania w Polsce.
9. Ze zwycięzcą skontaktuję się drogą mailową. W przypadku, gdy zwycięzca w ciągu 7 dni nie odpowie na wiadomość, nastąpi wybór innego wygranego.
10. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

 banerek dla zainteresowanych

piątek, 22 maja 2015

Widzę ją, kiedy oczy zamykam, słyszę ją, kiedy cisza trwa


Maybe someday
Colleen Hoover

Wydawnictwo: Otwarte
Stron: 360
Ocena: 6/6










   W życiu spotykają nas różne sytuacje, na które często nie mamy wpływu.

  Sydney Blake jest młodą, niezależną dziewczyną. Studiuje, pracuje, ma własne mieszkanie, które dzieli wspólnie z najlepszą przyjaciółką oraz przystojnego chłopaka - Huntera. Ale pewnego dnia, w ciągu kilku chwil, wszystko się sypie niczym domek z kart, kiedy Sydney przyłapuje Huntera na zdradzie z jej współlokatorką. Zrozpaczona, zostawia niewiernych zdrajców szukając innego lokum. Zupełnie niespodziewanie swoją pomoc ofiarowuje jej Ridge – sąsiad z naprzeciwka. Wkrótce oboje odkrywają, że ten pozornie nic nieznaczący gest dobroci, zmienia ich życie na zawsze...


  Twórczość Colleen Hoover miałam okazję poznać podczas lektury ''Pułapki uczuć'', ''Szukając kopciuszka'' oraz ''Hopeless''. Przytoczone powieści wspominam całkiem pozytywnie, aczkolwiek obyło się bez większego zachwytu. A jak było tym razem? Bez porównania. Nie jest to kolejny banalny, przerysowany wyciskacz łez o skrzywdzonej dziewczynie, która próbuje na nowo poskładać swoje życie. Przeciwnie. Autorka stworzyła wyjątkową, fascynującą historię o wielkiej pasji i namiętności do muzyki, a także o czystej, prawdziwej miłości, która tak naprawdę nie powinna mieć racji bytu.



   Nie bez powodu ta powieść zajęła drugie miejsce w plebiscycie Goodreads Choice Awards 2014 w kategorii Romans, i znajduje się na liście bestsellerów „New York Timesa”. Uważam, że nagroda w pełni zasłużona, ponieważ książka jest nie tylko dobrze napisana, ale również charakteryzuje ją niepowtarzalny klimat, piękna muzyka płynąca z głębi duszy i niezwykłe emocje. Ja w każdym razie jestem oczarowana.

  Fabuła wydaje się mało odkrywcza, mimo to niesamowicie wciąga i urzeka. Poznajemy dwoje głównych bohaterów: Sydney, która znalazła się na bruku, ze złamanym sercem oraz Ridge, tajemniczy sąsiad mieszkający naprzeciwko. Tych dwoje poznało się już wcześniej podczas ''wspólnych'' wieczornych spotkań na balkonie, gdzie Ridge grywał na gitarze, zaś  Sydney nuciła pod nosem do jego muzyki. Przy bliższym kontakcie okazuje się, że chłopak ma blokadę twórczą, jego utworom brakuje tekstów. Natomiast Blake z niezwykłą łatwością potrafi uformować właściwe słowa do danej melodii. W zaistniałych okolicznościach Ridge przyjmuje pod swój dach swoją muzę, by razem tworzyć piosenki dla jego zespołu. Jednak nie wszystko przebiega zgodnie z planem, gdyż pewne sprawy wymykają się spod kontroli.


  Autorka stworzyła przejmujący wątek miłosny, który budzi wzruszenie oraz wewnętrzne rozdarcie. Z powodu pewnej ułomności Ridge ma częsty kontakt fizyczny z Sydney. Więc kiedy znajdują się w takich momentach, granice stają się zamazane, a reakcje niezamierzone. Mimo to z całych sił starają się zwalczyć rosnące pożądanie, tym bardziej, że chłopak od kilku lat jest w stałym, szczęśliwym związku.


''Niezależnie od tego, co do ciebie czuję, i od tego, czy moim zdaniem mogłoby się nam udać, nigdy jej nie zostawię. Kocham ją. Kocham ją od chwili, kiedy ją poznałem, i będę ją kochał aż do śmierci''.

  Zapewne od razu pomyślicie sobie "kolejny oklepany trójkąt miłosny''. Stop! Mylicie się w swojej ocenie. Chodzi tu o coś znacznie głębszego. Kiełkujące uczucie między bohaterami sukcesywnie wyrasta z przyjaźni, wzajemnego zaufania, wrażliwości i zrozumienia. Silnie przeżywałam ich wzajemne interakcje. Ridge stanął przed bardzo trudną decyzją: z jednej strony wierność i lojalność wobec swojej ukochanej, z drugiej strony: czyste porozumienie dusz. Kogo wybierze i jakie będą tego konsekwencje? Tego musicie dowiedzieć się sami.

 ''Patrzę, jak zamyka za sobą drzwi. Przyciskam dłoń do piersi, bojąc się przeczytać to, co na niej napisał.
Widziałam to w jego oczach.
Widziałam w nich ból, żal, lęk... i miłość.
Trzymam dłoń przyciśniętą do piersi. Nie chcę czytać słów, które tam napisał, bo wiem, że pozbawią mnie całkowicie nadziei na nasze »może kiedyś«''.
  Wszystkie postacie powieści, zarówno pierwszo- jak i drugoplanowe są ukazane niezwykle wyraziście i wiarygodnie. Od razu zapadają w pamięć i łatwo się z nimi utożsamić. Zwłaszcza Ridge zaskarbił sobie moją niekłamaną sympatię i podziw. To szczery, oddany, prostolinijny chłopak, którego życie nie rozpieszczało. Na dodatek dźwiga na sobie wielkie brzemię. Jakie? Nie mogę nic zdradzić, żeby nie popsuć niespodzianki. Napiszę tylko jedno – przygotujcie się na mega zaskoczenie. Polubiłam także Syndey: nikogo nie udaje, jest życzliwa, serdeczna, dobroduszna, empatyczna i wyrozumiała. Nie irytuje swoim zachowaniem, nie gra na nerwach. Moim zdaniem, przekonywująca kreacja, godna zapamiętania. 

  ''Maybe someday'' aż tętni muzyką. Piosenki napisane przez  Ridge i Sydney są szalenie fascynujące, klimatyczne, nastrojowe i inspirujące. Brak mi słów, żeby opisać ich piękno. W dodatku pisarka we współpracy z Griffinem Petersonem stworzyła specjalny album zawierający wszystkie utwory, które przez zeskanowanie telefonem i odczytanie specjalnego kodu, można samemu wysłuchać. Wspaniała niespodzianka.

  Mogłabym tak pisać i pisać bez końca, gdyż niniejsza lektura wywarła na mnie ogromne wrażenie. Wszystko mi się w niej podobało: barwny, plastyczny język kształtujący twórczą wyobraźnię, świetne dialogi, wciągająca akcja i satysfakcjonujące zakończenie. Czego chcieć więcej? Nic, tylko czytać.


  Uwierzcie mi na słowo – to jedna z najlepszych powieści w swoim gatunku. Można się w niej zapomnieć, zatracić i odpłynąć. Nikogo nie pozostawi obojętnym. Bez wahania po nią sięgnijcie - naprawdę warto.



***
Wydawnictwo Otwarte

środa, 20 maja 2015

Zraniona duma

 
Szukaj mnie wśród lawendy. Gabriela. Tom III
Agnieszka Lingas-Łoniewska

 
Cykl: Szukaj mnie wśród lawendy (tom 3)
Wydawnictwo: Novae Res
data premiery: 25 czerwiec 2015
Ilość stron:
Ocena:5+/6






''Słuchaj tego, co mówi ci serce. A nie inni ludzie''.

  Po wszelkich meandrach i kaprysach losu życie Zuzanny i Zosi Skotnickiej wreszcie weszło na właściwe tory. Jedynie Gabriela, najmłodsza z sióstr wciąż płaci za błędy popełnione w przeszłości. Przed laty ojciec jej syna- Ivo, przystojny Chorwat w wyniku pewnego nieporozumienia zostawił dziewczynę w obcym kraju i wyjechał do Włoch. Mimo to Gabrysia nigdy nie przestała go kochać. W końcu postanawia wyjaśnić wszystko ukochanemu, wyznać prawdę i zacząć od nowa. Niestety okazuje się, że Ivo znalazł sobie już inny obiekt zainteresowań. Jakie tajemnice uniemożliwiły tej parze szanse na bycie razem? Czy uda im się jeszcze kiedyś odnaleźć wspólną drogę?

  ''Szukaj mnie wśród lawendy. Gabriela. Tom III'' to ostatnia część lawendowej trylogii Agnieszki Lingas-Łoniewskiej. Tym razem główną bohaterką jest Gabriela. Ponownie wracamy na półwysep Peljesac do Trpanj, by wspólnie z najmłodszą Skotnicką zawalczyć o szczęście u boku gorącego południowca. Nie jest to jednak takie proste, gdyż oboje są uparci, honorowi, niespokojni duchem, pewni siebie i niezależni. Nie potrafią odsłonić się przed sobą i pokazać, co tak naprawę czują. Dlatego ciężko im się przedostać przez własny mur zbudowany z domysłów, przypuszczeń i domniemywań. 

  Autorka stworzyła niezwykle piękną, pełną tajemnic i namiętności historię, która w niewytłumaczalny dla mnie sposób, skradła moje serce. Moim zdaniem to najlepsza część ''chorwackiej'' serii. Jest niezwykle emocjonalna i autentycznie przejmująca. Fabuła od samego początku owiana jest zagadkową aurą. Wiemy tylko tyle, że Gabriela coś zawiniła, zaś Ivo uniósł się honorem i nie chciał dać jej szansy na wytłumaczenie się.

 ''Liczył się tylko on, jego zraniona duma i prawda, która była kłamstwem''. 

  Jednakże dzięki retrospekcjom, stopniowo poznajemy skrawki wydarzeń, które poróżniły parę głównych bohaterów. Rozwiązanie tej sprawy bardzo mnie zdumiało. Nie przypuszczałam, że pozornie błahy incydent nabierze tak monstrualnego wymiaru. Poprzez ten wątek pisarka sygnalizuje, jak ważna w każdym związku jest wzajemna uczciwość, zrozumienie, zaufanie i komunikacja. Bez tego nie da się stworzyć udanej relacji. Jednocześnie uświadamia, że wszystko w życiu dzieje się po ''coś''. Każda sytuacja nas formuje po to, byśmy docenili przyszłe szczęście.

''Doświadczenia w jakiś sposób nas kształtują i uczą tego, jak należy postępować, pokazują, że rozmowa, dialog są warte wszystkiego. I dopiero jak człowiek znajdzie się na krawędzi własnych myśli, prowadzących do prostych rozwiązań, zaczyna dostrzegać, że one właśnie są jedynym wyjściem, rozwiązaniem i prostą receptą na wszystko. Na życie''.

  Jestem wprost urzeczona tą lekturą. Pochłonęłam ją niemal błyskawicznie, co w dużej mierze jest zasługą lekkiego, sugestywnego i charakterystycznego stylu Agnieszki. Doceniam również ciekawie zawiązaną fabułę, plastyczne opisy, realistycznych, pełnokrwistych bohaterów, wartką akcję, zmysłową erotykę w subtelnym wydaniu i magiczny klimat Chorwacji. W skrócie - perfekcja niemal w każdym calu.

  Ponieważ jest to ostatni tom trylogii, wszystkie wątki zostały zgrabnie zamknięte, odpowiedzi na wszystkie pytanie otrzymane i historia każdej fikcyjnej osoby opowiedziana. Zatem ja już wiem, jaki scenariusz napisał los dla Zuzanny, Zofii, Maksa, Adama, Roberta, Gabrieli i Ivo. Teraz Wy musicie się tego dowiedzieć.

  Polecam i jeszcze raz polecam. To optymistyczna, wartościowa powieść obyczajowa o sile miłości, namiętności, przyjaźni, przeznaczeniu, odnajdywaniu samego siebie i otwieraniu się na drugiego człowieka. Jest jak ciepły powiew wiatru przynoszący zapach nadziei, radości i rozplątania wszystkiego co poplątane. Aż chce się czytać!



***
Fan page autorki na Facebooku: klik
Wydawnictwo Novae Res

poniedziałek, 18 maja 2015

Zatrzymaj się na chwilę


Stacja Jagodno. Zaplątana miłość.
Karolina Wilczyńska


Wydawnictwo: Czwarta Strona
Ilość stron: 336
Data premiery: 2015-05-20
Ocena: 5/6







    
   
   Żyjemy w ciągłym biegu, nie mamy na nic czasu. Podczas gdy niekiedy warto zatrzymać się na chwilę, by dostrzec innych ludzi i piękno w tym co nas otacza...

  Tamara pracuje jako specjalistka od PR-U i otrzymuje zadanie zorganizowania kampanii wyborczej kandydatowi na wójta gminy Jagodno. W trakcie spotkania przedwyborczego sprawy przybierają niespodziewany obrót. Jeden z oponentów zarzuca jej, że zamiast promować politykę prospołeczną, powinna skupić się na swojej rodzinie, którą ewidentnie zaniedbuje. Mężczyzna ma na myśli pewną staruszkę nazwiskiem Marcisz, mieszkającą na końcu Borowej, pod lasem. Tamara nie zna nikogo takiego. Jest przekonana, że to czysta prowokacja, wierutne bzdury wyssane z palca. Mimo to kierowana ciekawością postanawia odwiedzić dom Marciszkowej.


''Nie miała pojęcia, skąd to wie, ale miała pewność, że trafiła. Szukała w najdalszych zakamarkach pamięci i nie znajdowała żadnych wspomnień, które potwierdzałyby, że mogła kiedykolwiek wcześniej tutaj być. A jednak czuła, że w jakiś dziwny sposób zna to miejsce''.

   Czy obie kobiety są ze sobą w jakiś sposób spokrewnione? I jak się ułożą relacje Tamary z jej córką Marysią, która obecnie przechodzi okres buntu i negacji?


  Karolina Wilczyńska to niezwykle interesująca osobowość. Prowadzi podwójne życie – w jednym jest prezesem własnej fundacji, trenerką, terapeutką i wykładowcą uniwersyteckim, w drugim – żoną, matką nastolatka i właścicielką jamnika z charakterem. Zadebiutowała w 2006 roku tytułem "Performens", następnie pojawiła się "Ta druga", "Anielski kokon" oraz ''Jeszcze raz, Nataszo''. Teraz mamy okazję poznać nowy cykl powieści Stacja Jagodno, na który składa się: "Zaplątana miłość", "Marzenia szyte na miarę", "Po nitce do szczęścia" i "Serce z bibuły".


  Patrząc na cudną, klimatyczną okładkę książki, spodziewałam się ciekawej, optymistycznej historii i całe szczęście takową dostałam. Fabuła toczy się dwutorowo, naprzemiennie poznajemy losy Tamary oraz jej córki. Tamara jest trzydziestokilkuletnią rozwódką, sama wychowuje szesnastoletnią Marysię. Aby zapewnić jej dobry start w życiu posłała ją do najlepszego liceum, gdzie można zdawać międzynarodową maturę, która otworzy jej drzwi uczelni na całym świecie. Tymczasem sama ciężko pracuje od świtu do nocy, nie mając praktycznie żadnego życia towarzyskiego. Aż pewnego dnia na jej drodze pojawia się Dominik – dyrektor działu handlowego. Mężczyzna stopniowo zabiega o jej względy, lecz pojawia się mały problem: dorastająca nastolatka, która zaczyna sprawiać coraz więcej kłopotów wychowawczych. Czy nowy partner Tamary odnajdzie
się w nietypowej dla niego sytuacji?

  Z kolei Marysia upaja się udawaną dorosłością. Zamiast ciągle siedzieć z nosem w książkach, zaczyna z pasją poznawać nowy świat: malować się, nosić oryginalne ciuchy i brylować w różnych klubach z dopiero co poznanym chłopakiem. Jednak po pewnym czasie wszystko wymyka się spod kontroli i pewne sprawy posuwają się za daleko. Co z tego dalej wyniknie? Czy przyjdzie opamiętanie?


  Pozostaje jeszcze jedna niezwykle istotna kwestia – tajemnicza staruszka zwana babcią Różą. Kim jest ta kobieta i czy coś ją łączy z Tamarą?  Autorka stworzyła wyjątkową historię o trzech pokoleniach kobiet, które próbują odnaleźć się w dramatycznych okolicznościach, w jakich się znalazły. W piękny i mądry sposób uświadamia, że miłość rodzicielska, rodzinna i międzyludzka czasami pląta się jak włóczka.  A jak się poplącze, to trzeba postępować  z nią uważnie i delikatnie, by nie zerwać nitki. Dlatego, aby umocnić/odbudować więź z ukochaną osobą, potrzeba trochę czasu, cierpliwości i ochoty.


''…w życiu nie da się nic zrobić na siłę. Wszystko ma swój czas. I gdy ten nadejdzie, stanie się to, co się ma stać''.

  Jestem bardzo zadowolona z lektury, dostarczyła mi wielu wrażeń. Karolina Wilczyńska wie jak oczarować czytelnika i wciągnąć go w opowiadaną przez siebie historię. Ma lekkie pióro, bardzo dobry warsztat i sugestywny styl. W wielu momentach z zapartym tchem śledziłam rozwój wydarzeń. Nic nie jest pozostawione same sobie, nic nie jest dziełem przypadku. Każdy wątek, każda postać, pojawia się w ściśle określonym celu. Przynajmniej takie są moje odczucia. Najbardziej podobało mi się w Borowej (gmina Jagodno), w urokliwej miejscowości w Górach Świętokrzyskich. To właśnie tu mieszka babcia Róża, która częstuje nas smakiem domowej konfitury z fiołków, dobrej na wszelkie smuteczki. Od razu polubiłam tę staruszkę, jest w niej bowiem jakieś wewnętrzne ciepło, mądrość życiowa i spokój. Próbowałam ustalić, czy łączą ją powiązania rodzinne z Tamarą. Niestety bezskutecznie. W tej części serii ten wątek owiany jest tajemnicą.

  Wspomnę jeszcze o bohaterach. Są starannie dopracowani pod względem różnorodności wyglądu i charakteru. Jak każdy człowiek mają swoje wady, słabości, popełniają błędy. Szczególnie Tamara budzi niekłamaną sympatię. To bardzo dzielna kobieta. Stworzyła dla siebie i córki w miarę bezpieczny azyl. Acz w pewnym momencie zmęczona codziennym zmaganiem z pracą, szefem i domowymi obowiązkami, popada w bezsilność i zagubienie. Mimo to potrafi odbić się od dna i znaleźć wyjście z pozornie patowej sytuacji. Również Marysia w rzeczywistości jest dobrą nastolatką,
która po prostu pogubiła się trochę w swoim życiu. Ale dzięki wsparciu wielu dobrych ludzi, ma szansę wyjść na prostą.

   Mam nadzieję, że skusicie się i przeczytacie ''Stację Jagodno. Zaplątana miłość''. To ciepła powieść obyczajowa o pogoni za bezpieczeństwem, tęsknocie za miłością, rodzinnych więzach, skomplikowanych relacjach międzyludzkich,
poszukiwaniu własnego szczęścia i próbie znalezienia swojego miejsca na ziemi. Błyskotliwie pokazuje, że …
 ''…nie da się nikogo uchronić od bólu i rozczarowań. Bo każdy ma swoją drogę, swoje kamienie, o które się potyka i swój cel, do którego prędzej czy później dojdzie''.
  Szczerze i serdecznie polecam.



***
Wydawnictwo Czwarta Strona

niedziela, 17 maja 2015

Wywiad z Agnieszką Olejnik

Małgorzata P
1. Gdy byłam dosyć młodą osóbką lubiłam patrzeć na ludzi i kreować różne historie z nimi związane, czy też zastanawiać się jak mogłoby wyglądać ich życie. Na tej podstawie wymyślałam różne historie. Czy Pani także się to zdarzało?


Mnie się to zdarzało nie tylko, gdy byłam młodą osóbką - nadal mi się zdarza. Na przykład na dworcach, w wielkich marketach, w takich miejscach, gdzie płynie ludzki potok, a przechodnie poddają się jego nurtowi i zapominają, że ktoś na nich patrzy. Wtedy ich twarze i ciała opowiadają niezwykłe historie. Często smutne, ale niekiedy pełne dobrych emocji. Wystarczy spokojnie obserwować – i opowieść gotowa.

2. Gdyby mogła Pani wybrać jeden dzień ze swojego życia, który jest dla Pani bardzo ważny, do którego mogłaby Pani wrócić by przeżyć go jeszcze raz, co to byłby za dzień?

To bardzo trudne pytanie. Interesujące, ale trudne. Długo myślałam, aż w końcu wybrałam: gdybym mogła, cofnęłabym się do czasów swego wczesnego dzieciństwa, sprzed rozwodu rodziców, i spędziłabym z nimi i z bratem jeden zwyczajny dzień. Chciałabym sobie przypomnieć, jak to jest mieć pełną rodzinę i być beztroskim, szczęśliwym dzieciakiem.

izabela81
1. Otaczają nas 30-letni, a nawet 40-letni chłopcy. Chłopcy zamiast mężczyźni. Jak Pani sądzi, dlaczego w dzisiejszych czasach tak trudno spotkać prawdziwego mężczyznę? Z czego to wynika, że tak zmienił się obraz mężczyzny? I jak w ogóle rozpoznać wśród tych chłopców prawdziwego mężczyznę?


Szczerze mówiąc nie zgadzam się z tezą, jakoby trudno było spotkać „prawdziwego mężczyznę”. Wszyscy oni są prawdziwi. Są tacy, jacy byli zawsze - to świat się zmienił. Irytowałabym się, gdyby panowie nagle zaczęli mówić, że trudno teraz o „prawdziwą kobietę”. Co by to niby miało znaczyć? Że nie ma już takich kobiet, co to marzą wyłącznie o zamążpójściu, a potem zasuwają od rana do nocy piastując dzieci, gotując, piorąc ręcznie, prasując żelazkiem na duszę, szorując drewnianą podłogę, żeby pachniała i lśniła? Przecież my jesteśmy takie same, równie wartościowe jak tamte nieszczęsne kobiety sprzed stu czy dwustu lat – tylko wywalczyłyśmy sobie lepszy świat (no, może nie my – one nam wywalczyły).
A tak naprawdę, jako siostra dwóch braci i matka trzech synów jestem absolutnie przekonana, że w tym, co się NAPRAWDĘ liczy, nie ma znaczących różnic między mężczyzną a kobietą. Gdzieś tam głęboko, pod grubą warstwą obyczajów narzuconych nam przez kulturę i ról społecznych, które pełnimy, bo tak nas nauczono – jesteśmy tacy sami, niezależnie od płci.


3. "Człowiek ogląda te filmy, czyta książki o miłości i marzy o wielkich uniesieniach, a kiedy coś takiego się naprawdę dzieje, to oddałoby się wszystko za zwyczajną, spokojną miłość." - tak pisze Pani w "Dante na tropie". Jak Pani myśli, dlaczego tacy właśnie jesteśmy?


Nie mam pojęcia, dlaczego – ale tak właśnie jest: chcemy więcej, niż mamy. Począwszy od spraw materialnych, a skończywszy na uczuciach. Zawsze nam się wydaje, że tam gdzie nas nie ma, jest piękniej, że inni mają lepsze życie, że kochają prawdziwiej, mają więcej szczęścia i tak dalej. Dopiero tracąc coś dostrzegamy, ile to było warte.

Chabrowa
1. Jest Pani mamą trzech synów, ma Pani cztery psy, podróżuje i pisze książki. Jak to wszystko pogodzić? Ma Pani jakiś przepis, którym podzieli się z tegoroczną maturzystką dopiero wchodzącą w życie?


Jak rozumiem, w tym pytaniu chodzi głównie o organizację czasu. Nie mam może gotowego przepisu, ale radę owszem – trzeba po prostu pozwolić sobie na niedoskonałość. Okna nieumyte, święta się zbliżają, a ja czuję, że nie zdążę? No to umyję po świętach, i tyle. Kiedyś tego nie potrafiłam, byłam straszną perfekcjonistką, chciałam się spisać na jakiś wyimaginowany medal we wszystkich dziedzinach. Teraz odpuściłam – dzięki temu mniej zrzędzę na moich chłopaków (jestem jedyną kobietą w domu, nie jest lekko), jestem pogodniejsza, podchodzę do wielu spraw z humorem. No i dzięki temu, że nauczyłam się odsuwać na bok mniej ważne sprawy, znajduję czas na pisanie.

3. Przejrzałam Pani bloga i jako wielbicielka nalewek muszę zapytać, która jest Pani faworytem :)


Ojojoj, jeśli tegoroczna maturzystka już jest wielbicielką nalewek, to co będzie dalej? :) Żartuję. Wprawdzie sama w tym wieku z alkoholi piłam wyłącznie piwo, a już na pewno nic, co mocniejsze niż wino, nie przeszłoby mi wtedy przez gardło… Ale nalewki są trunkiem szlachetnym, z tradycjami; poza tym pije się je dla smaku, po troszeczku, z wielką kulturą i zachowaniem swoistego rytuału. Ja mam słabość do cassis – nalewki z czarnej porzeczki, ale wspaniała jest także malinówka, w której dosłownie czuje się słońce zamknięte w dojrzałych malinach. Cudownie smakuje wiśniówka, ale byłabym niesprawiedliwa, gdybym nie wspomniała o kwaskowatej pigwówce.

Kasia Jabłońska
1. Każda z Pani książek reprezentuje inny gatunek literacki i w każdym sprawdza się Pani świetnie. A jakiego typu lektury lubi Pani czytać prywatnie?


Także bardzo różne. Wśród moich ulubionych książek są pozycje tak odmienne, jak „Saga Millenium”, „Paragraf 22”, „Diamentowa karoca” Akunina, „Igrzyska śmierci”, „Opowieści galicyjskie” Stasiuka i trylogia husycka Sapkowskiego. Jestem otwarta na nowości, nie skreślam książki tylko dlatego, że należy do gatunku, którego dotąd nie czytywałam. Poza tym wielką miłością darzę ulubione lektury z dzieciństwa. Jestem pod tym względem sentymentalna, nie zapominam „dawnych przyjaciół”. Gdybym miała sporządzić listę najlepszych książek, jakie czytałam w życiu, na pewno znalazłyby się na niej takie książki, jak „Lato Muminków”, „Bromba i inni” czy „Kubuś Puchatek”.

3. Czy istnieje jakiś taki gatunek literacki, którego nie chciałaby się Pani podjąć i nie wyobraża sobie Pani, by napisać książkę w tym stylu?

Nie ma takiego gatunku. Mogłabym napisać wszystko – inna sprawa, czy wyszłoby z tego coś dobrego. Na przykład nie jestem pewna, czy nadawałabym się na autorkę powieści erotycznej, ponieważ w tego typu scenach wolę powściągliwość i wręcz śmieszą mnie dokładne opisy, jak to czyjaś ręka pełznie w dół czyichś pleców, a właściciel(-ka) owych pleców jęczy z rozkoszy. Chętnie natomiast napisałabym w tym stylu coś prześmiewczego, to mogłaby być niezła zabawa.
Nie wierzę w swoje możliwości do tego stopnia, żeby rzucać się na głęboką wodę i pisać „twarde” science-fiction albo thriller polityczny, ale ponieważ lubię wyzwania i chętnie próbuję czegoś nowego, kto wie, może kiedyś w swoich próbach literackich pójdę w zupełnie niespodziewanym kierunku.

martucha180
1.  Pisanie książek wymaga lekkiego pióra. Jak z jego lekkością było w czasach szkolnych? Jak Pani wypracowania oceniali poloniści – co chwalili, a co krytykowali? Czy widzieli w Pani talent literacki czy wręcz przeciwnie?


Było dobrze. Chwalili. Pisałam bez wysiłku, lubiłam to robić, analizowałam własne błędy i nawet się czasem zacietrzewiałam, że więcej ich nie popełnię. Byłam piekielnie ambitna. W ogóle chyba byłam fajną uczennicą, grzeczną, solidną i ciekawą wszystkiego. Dopiero w wieku dojrzewania mi się poprzestawiało i zamieniłam się na jakiś czas w koszmarną pannicę, ale na szczęście ten trudny czas minął bez poważniejszych konsekwencji.



Szczęśliwa Mama
3. Pisanie na pewno wciąga i uzależnia. Spróbowało się raz i chce się jeszcze, więcej. Jakie są więc Pani dalsze plany pisarskie? Czy myślała Pani o pisaniu książek dla dzieci i młodzieży? Czy pozostanie Pani w kręgu powieści dla dorosłych?


Nie jestem pewna, czy zgodzę się z Panią, że pisanie wciąga i uzależnia. Proszę pamiętać, że pisanie to także piekielnie nudna praca fizyczna polegająca na stukaniu godzinami w klawiaturę w pozycji siedzącej. Bolą podudzia, boli pupa i kręgosłup, palce drętwieją, bo ileż można je trzymać w jednym ustawieniu – zgięte niczym szpony… Wymyślanie historii jest cudowne, rzeczywiście – i naprawdę wciąga, ale samo pisanie jest po prostu męczące i bardzo mozolne; myśl przelatuje nam przez głowę znacznie szybciej, niż ręce są w stanie ją zapisać. A do tego dochodzi korekta, wielogodzinne analizowanie tekstu, wyłapywanie błędów, skreślanie czegoś i cofanie tej decyzji...
No, pomarudziłam trochę.
Ale oczywiście nie wyobrażam sobie życia bez pisania. Chciałabym tylko, żeby ktoś wymyślił taki komputer, który pisze sam – ja mu jedynie dyktuję albo nawet on czyta od razu moje myśli :)
Co do planów, to w wydawnictwie czekają w tej chwili dwa teksty; jeden z nich to powieść obyczajowa, a druga – kobiecy kryminał, ale zupełnie inny niż „Dante na tropie”, mniej ironiczny, bardziej serio. W tej chwili pracuję nad trzema innymi tekstami, oczywiście nie jednocześnie, ale dwa są w stadium „rodzenia się historii” w mojej głowie, a jeden w stadium pisania. Wszystkie trzy to książki obyczajowe dla czytelników dorosłych. A co do książek dla dzieci i młodzieży, to napisałam dwie: „Ava i Tim. Droga na północ” i „Awantura w bajkach”. Ta ostatnia nie została wydana, ale otrzymała wyróżnienie w konkursie Fundacji ABC XXI „Cała Polska czyta dzieciom”, więc kto wie, może się jeszcze ukaże.

Dominika Bruzda
1. Porcelana jest krucha, ale ma w sobie urok i swój charakter. Skąd pomysł na taki intrygujący tytuł " Dziewczyna z porcelany"???


Porcelana ma także klasę, jest szlachetna. Taka właśnie jest tytułowa bohaterka książki. Z jednej strony delikatna i krucha, bardzo łatwo ją zranić. Z drugiej – jej siła płynie z tego, że pozostaje sobą, nie ulega niskim emocjom, jest wierna temu, w co wierzy i co dla niej ważne.

Joanna Mikulech
2. Książka "Zabłądziłam" jest dla mnie jedną z tych książek, które nie sposób zapomnieć, które poważnie "uszkadzają" umysł i do których warto wrócić więcej niż jeden raz. Czytając ją wiele wylałam łez, wiele użyłam chusteczek higienicznych i dalej pozbierać się nie mogłam. A czy Pani też tak przeżywała tę historię pisząc ją? Czy płakała Pani nad nią, czy też może, kiedy już Pani skończyła i przeczytała ją od początku do końca, nie potrafiła Pani powstrzymać łez?


Pisząc tę książkę nie płakałam, ale czułam się bardzo zmęczona emocjonalnie. To było w ogóle przedziwne doświadczenie, bo ja tę opowieść z siebie wyrzuciłam. Siadając do komputera i pisząc pierwsze zdanie nie wiedziałam nic – ani jakich stworzę bohaterów, ani co im się przytrafi. Po prostu usiadłam i zaczęłam pisać, i tak powstali Majka i Alek. Pisałam po dwanaście godzin dziennie, nie mogłam się oderwać. Wieczorami z trudem rozprostowywałam palce. Śnili mi się bohaterowie, budząc się słyszałam w  głowie ich dialogi i o piątej rano biegłam do komputera, żeby je zapisać. Był to lipiec, więc miałam wakacje i dzięki temu mogłam się tak zupełnie poświęcić pisaniu. Pamiętam, że na przemian było mi strasznie źle, a potem nagle czułam się szczęśliwa – dopiero po jakimś czasie uświadomiłam sobie, że to są uczucia bohaterów.
Kiedy czytałam książkę, aby dokonać korekty, nie przeżywałam już takich emocji. Ale czytając ją potem w wersji papierowej, rozbeczałam się kilka razy.

Mała Pisareczka
3. Jaką historią nas pani jeszcze zaskoczy? :)


Myślę, że „A potem przyszła wiosna” okaże się interesującą propozycją. To książka, do której lubię wracać - co dziwne, kiedy się weźmie pod uwagę, że sama ją napisałam :)  Nie zdradzę na razie fabuły, ale powiem, że składa się ona z przeplatających się opowieści kobiety i mężczyzny, dzięki czemu oglądamy te same wydarzenia z dwóch punktów widzenia i możemy dostrzec, jak bardzo różnie można postrzegać te same sprawy. Jest to także historia bardzo emocjonalna, choć absolutnie nie typowy wyciskacz łez, bo takich książek nie lubię.

Wonderland OfBook
2. Czy Pani pies, to ten sam, który jest na okładce książki ,,Dante na tropie”? Jeżeli tak, to kto wpadł na taki pomysł?


Niestety, to nie jest mój pies – a „niestety” dlatego, że moje psy (wszystkie cztery) są dużo ładniejsze. Na pomysł wpadłam ja, to znaczy nie na pomysł całej okładki, tylko żeby był na niej pies. Wysłałam nawet do WL kilka zdjęć prawdziwego Dantego, ale żadne nie miało wymaganej jakości (nie mam dobrego sprzętu, zdjęcia robiłam zwykłą „głupawką” – przeciętnemu „oglądaczowi” to na ogół wystarczy, jednak dla potrzeb wydawniczych potrzebne były lepsze fotografie).

Jane S
1. Czy kiedykolwiek miała Pani do czynienia z takim dużym chłopcem, lekkoduchem i bawidamkiem jakim jest Michał w Pani książce przed swoją wielką metamorfozą? Jak Pani odbiera takich mężczyzn? A jakie cechy muszą mieć mężczyźni, aby zwróciła Pani na nich uwagę (mam nadzieję, że Pani mąż nie będzie okazywał zazdrości ;))?


Kiedy spotykam takich mężczyzn, natychmiast odwracam się i idę w drugą stronę – dlatego odpowiedź brzmi: nie, nie miałam nigdy do czynienia z takim typem. Ten rodzaj ludzi, nie tylko mężczyzn, kompletnie nie jest dla mnie interesujący.
Co do drugiej części pytania – u mężczyzny (i u ludzi w ogóle) najważniejsze są dla mnie dwie cechy, które zazwyczaj idą w parze. Chodzi mi o inteligencję i poczucie humoru. Jeśli mężczyzna sprawia wrażenie głupszego ode mnie i jeśli nie chwyta żartów albo mnie nie śmieszą jego dowcipy – choćby był absolutnie najpiękniejszą istotą na świecie, nie zainteresuję się nim. I na odwrót: byłabym w stanie zakochać się z mężczyźnie, który imponuje mi intelektem i przy którym śmieję się do rozpuku, nawet gdyby nie był atrakcyjny fizycznie.


3. Co jest dla Pani ważniejsze - iść czy dojść? Co czuła Pani w chwili pisania kolejnych stron książki? Jakie uczucia (być może ze sobą sprzeczne) Pani towarzyszyły, gdy ją Pani skończyła?


Tu jest tak naprawdę kilka pytań, a najbardziej interesujące wydaje mi się to pierwsze. Zdecydowanie: iść! Nigdy nie rozumowałam w ten sposób, że chcę osiągnąć cel, wszystko jedno jakim kosztem i w jakim stylu. Ważne jest, żeby wszystko, co robimy, robić ze smakiem, z klasą, z przyjemnością – ważne jest samo robienie tego czegoś, a nie osiągnięcie celu. Z tego przecież składa się życie – z wędrówki, pokonywania kolejnych etapów, mozolnej nauki na własnych potknięciach. Kiedyś zdarzało mi się myśleć: „niech już będą…” (wakacje, święta itd.) albo „chciałabym zasnąć i obudzić się już po…” (egzaminach, klasówce itd.). Teraz szkoda by mi było każdego dnia. Nie ma sensu „przeczekiwać” własnego życia. Trzeba je przeżyć tak, jak się smakuje ulubioną potrawę – uważnie, z przyjemnością i namaszczeniem, bez pośpiechu.
Co do drugiej części pytania – podczas pisania towarzyszą mi skrajnie różne emocje: od zniecierpliwienia (bo bywają takie puste dni, kiedy nic się „nie chce” napisać, po euforię, że opowieść płynie sama - i ulgę, kiedy stawiam ostatnią kropkę. Czasem też przeżywam to, co w danym momencie spotyka moich bohaterów, płaczę z nimi, boję się, zaciskam pięści z bezsilności. Jednym słowem: pisząc książkę, tak samo jak potem ją czytając, przez chwilę żyje się cudzym życiem.

Edyta Chmura
1. Na blogu napisała Pani, że jest osobą szczęśliwą i chcę się tym dzielić z innymi. Ja w ostatnim czasie czuję się nieco przytłoczona trudami życia, ciągłymi kłodami rzucanymi pod nogi i własną bezsilnością. Jaka jest Pani recepta na szczęście? Jak odnaleźć radość w codzienności?


Ze szczęściem jest dziwnie. Na ogół nie zauważamy, że nasza pomyślność w ogromnej mierze zależy od tego, co sami o swoim życiu myślimy. Szczęście nie jest czymś zewnętrznym, co można znaleźć, kupić, wyprodukować. Ono pojawia się w nas, gdy chcemy i umiemy je w sobie znaleźć.
Według mnie recepta jest prosta: polubić siebie i własne życie. Zaakceptować to, czego nie mogę zmienić, a to, co mogę – właśnie zmienić, żeby było lepsze, żebym w tym widziała sens. I jeszcze kilka drobiazgów: znaleźć sobie pasję, a najlepiej kilka. Otoczyć się ludźmi, na których nam zależy i którym zależy na nas. Nie tracić kontaktu z naturą, bo jesteśmy jej częścią i jestem przekonana, że bez roślin i zwierząt obumieramy niczym kwiat, któremu zabrakło światła. I ostatnie: sprawiać sobie drobne przyjemności. Celebrować bycie ze sobą. Być dla siebie dobrym.

Natalia
1. Którą podróż wspomina Pani najmilej i dlaczego lub w której wydarzyło się coś, czego Pani nigdy nie zapomni?


Nie zapominam i nigdy nie zapomnę żadnej z moich podróży. Pielęgnuję te wspomnienia, przeglądam zdjęcia, uwielbiam rozmawiać o miejscach, które odwiedziłam. Każda z wypraw miała „to coś”, co sprawia, że była jedyna w swoim rodzaju. W Norwegii był to na przykład kemping, na którym rozbiliśmy namiot tuż przy potężnym wodospadzie, tak że nie mogliśmy rozmawiać, bo nie słyszeliśmy się nawzajem. Sądziłam, że nie zmrużę oka w tym hałasie, a tymczasem nigdy nie spałam tak głęboko – huk wody zadziałał jak niekończąca się kołysanka. No i przecudne fiordy, i własnoręcznie złowione ryby, smażone na poboczu szutrowej drogi, gdzie Lapończycy sprzedawali swoje lokalne wyroby.



Oblicza Rozy
1. Jakim jest Pani żywiołem: pełnym optymizmu i energii Ogniem, praktyczną i ceniącą ustalony plan Ziemią, logicznym i zamyślonym Powietrzem czy kierującą się emocjami Wodą?


Naprawdę długo myślałam nad odpowiedzią na to pytanie – i wyszło mi, że jestem absolutnie całym Wszechświatem. Mam wszystkie te cechy. Z jednej strony optymizm i energia, jak najbardziej. Wiecznie czegoś szukam, stawiam sobie nowe cele, proponuję bliskim czy moim uczniom wycieczki („bo tam jeszcze nie byliśmy”), nie znoszę biadolenia i czarnowidztwa. Jestem przy tym bardzo emocjonalna, często działam pochopnie, bo tak podpowiada mi serce. Z drugiej strony nie lubię rzeczy niepotrzebnych, lubię, kiedy to, co robię, ma jakieś przełożenie na codzienność – jestem więc praktyczna. W szkole nie znosiłam lekcji, z których nic nie wynikało – jakiejś niepotrzebnej analizy utworów literackich, za to uwielbiałam matematykę czy chemię, a z języka polskiego – gramatykę. Nigdy nie lubiłam chaosu, wolę sobie wszystko poplanować i trzymać się jakichś ustaleń, nie znoszę, gdy ktoś mi coś poprzestawia w szafkach kuchennych, w przyprawach itd. Bywam refleksyjna, lubię zamknąć się na odludziu i spędzić kilka dni zupełnie sama, w swoim świecie. Kocham długie, samotne spacery, tylko ja i psy, i wiatr.
I co z tego wynika? Że naprawdę jestem po trosze każdym z żywiołów.

2. Nie mamy wpływu na to jaka "iskra Boża" zawiśnie nad naszą głową, ale możemy zadecydować, co z posiadanym talentem zrobimy. Choć pisać może każdy, nie każdego określimy mianem pisarza. Kim według Pani jest "dobry pisarz", kiedy możemy o autorze tak powiedzieć?


Dobry pisarz to taki, który tworzy dobre książki. A dobrą książką jest opowieść napisana w taki sposób, że dzięki niej coś przeżywamy, czegoś się dowiadujemy o sobie lub o innych – bo mówi prawdę o świecie i ludziach. Musi być sprawna językowo, nie może zawierać „szkolnych” niedociągnięć, jej język może nas drażnić (bo np. dużo w nim wulgaryzmów albo neologizmów), ale nie może niecierpliwić albo niezamierzenie śmieszyć. Dobra książka unika patosu i kwiecistości, bywa oszczędna w opisie uczuć. Równie ważne, jak to, co w niej powiedziano, jest to, co czytelnik musi sobie dopowiedzieć.
Po przeczytaniu takiej historii nie chcemy się jeszcze rozstawać z bohaterami. Kłębią się w nas myśli, emocje, czasem wracamy do jakiegoś fragmentu, żeby go przeżyć jeszcze raz. I jeszcze jedno: do dobrej książki chce się wrócić. Za rok, za dwa, kiedyś tam – ale wie się, że przeczyta się ją jeszcze raz.
Jeśli ktoś potrafi napisać taką historię, to jest dobrym pisarzem.


***

Co do zwycięskich pytań, to miałam z tym nie lada kłopot, ponieważ podobały mi się pytania znacznie więcej niż trzech osób. Skoro jednak musimy wybrać trzy, niech będą to Małgorzata P, Jane S oraz Kasia Jabłońska. Natomiast nagrodę specjalną od autorki - książkę z zakładką - otrzymuje pokrewna dusza (wielbicielka nalewek) Chabrowa :)

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Dziękuję serdecznie pani Agnieszce Olejnik za poświęcenie swojego czasu oraz za udzielenie Nam niezwykle interesującego wywiadu.  

Składam także gorące podziękowania wszystkim, którzy wzięli udział w konkursie i zadali pytania.  


Gratuluje zwyciężczyniom i pozdrawiam!!!

cyrysia 

czwartek, 14 maja 2015

Miłość - cierpienie - pasja



Toxic. Zatraceni 2
Rachel van Dyken
 
LICZBA STRON: 344
Wydawnictwo: Feeria
DATA PREMIERY: 3.06.2015
Ocena: 6/6
Patronat: LITERACKI ŚWIAT CYRYSI





 
 ''Ludzie utrzymują, że wiedzą, czym jest miłość, a jednak kiedy mają szansę to udowodnić, wycofują się i tchórzą''. 

  Gabe Hyde od czterech lat maskuje przed światem swoją prawdziwą tożsamość. Próbuje prowadzić w miarę możliwości normalne życie, co jak się okazuje, wcale nie jest takie proste. Bo gdzieś tam w głębi duszy dręczy go ból, smutek i poczucie winy. Pewnego dnia na swojej drodze spotyka dziewczynę o imieniu Saylor. Między nimi coś zaczyna iskrzyć. Jednak z pewnych przyczyn Gabe nie może, a raczej nie potrafi zaangażować się w żaden związek. Mimo to los płata mu figla. Oboje coraz częściej przypadkowo wpadają na siebie. Jak dalej potoczy się ta znajomość?  Kim jest Gabe i dlaczego się ukrywa?

  "Toxic" Rachel Van Dyken jest drugim tomem bestselerowej serii ''Zatraceni''. Pierwszy – ''Utrata'' szalenie mi się spodobał, dlatego też nie mogłam odmówić sobie przyjemności poznania kolejnej części, która może być czytana jako samodzielna powieść. Czy jestem usatysfakcjonowana? Po tysiąckroć tak. Moim zdaniem ta książka jest o niebo lepsza od swojej poprzedniczki, ponieważ nie tylko chwyta za serce, wywołuje lawinę emocji, ale także zmusza do wielu przemyśleń.

  Fabuła na pozór wydaje się mało zaskakująca i nowatorska. W rzeczywistości jest jedną, wielką niespodzianką. Mamy dwudziestojednoletniego mężczyznę, który cztery lata wcześniej przeżył niespodziewaną tragedię. Od tamtej pory, by zatuszować swoją prawdziwą naturę i swoje cierpienie, ukrywa się za fasadą długich, czarnych włosów, tatuaży i aroganckiego stylu bycia. Na dodatek poprzysiągł komuś, że nie opuści go aż do śmierci. Jednak pewnego dnia w życiu Gabe pojawia się piękna, utalentowana muzycznie Saylor. I tu zaczynają się schody, bowiem  dziewczyna zaczyna kruszyć mur, jaki wniósł wokół swojego serca. Jestem urzeczona tą historią. Autorka stworzyła coś pięknego, wyjątkowego. Nie przypuszczałam, że enigmatyczna przeszłość głównego bohatera będzie aż tak fascynująca i trudna jednocześnie. Wyrzuty sumienia nie pozwalają mu zaznać spokoju, dlatego ucieka przed sobą, przed światem i przed normalnym życiem. Pewnie jesteście ciekawi, co takiego się stało? Nic nie zdradzę.

  W powieści pojawia się trójkąt miłosny, ale od razu uprzedzę – to zupełnie inna relacja niżby się mogło wydawać. Mężczyzna tkwi w stanie dziwnego zawieszenia między jedną miłością a drugą. I nie wie, co z tym fantem zrobić. Chciało mi się płakać, w gardle mnie ściskało, jak śledziłam ten nietypowy związek trzech osób. To prawdziwy dowód szczerego uczucia, bezgranicznego poświęcenia i głębokiego przywiązania. Pojmiecie moje słowa, kiedy sami będziecie już po lekturze.

  Od samego początku polubiłam parę głównych bohaterów. Co prawda Gabe, już w pierwszej części serii zaskarbił sobie moją sympatię, która się teraz tylko pogłębiła. To młody, pogubiony chłopak, szukający swojego ''ja'' i poszukujący swojej drogi.  Za sprawą jednej złej decyzji zmienia się cały jego świat. Mimo to odważnie stawia czoło wielu przeciwnościom losu i nigdy się nie poddaje. Ujął mnie swoim  poświeceniem, troską i opiekuńczością. Także Saylor odbieram bardzo pozytywnie. Niektórzy zapewne nie będą popierać jej wyborów i metod postępowania. Wszak, jak można świadomie być tą drugą? A jednak dziewczyna ma w sobie dużo empatii i umiejętności wczucia się w czyjeś położenie. Rozumie, że w życiu nie wszystko jest czarne albo białe. Istnieją liczne odcienie szarości.

  Z kart książki wyłania się także pasja, serce i zaangażowanie do muzyki. To właśnie gra na fortepianie w pewien sposób połączyła  Saylor i Gabe’a.  Ona: jest dobra w tym, co robi, ale nie umie wyrazić swoich emocji. On: wkłada w muzykę całą swą duszę. To jego terapia, sposób na uzewnętrznienie swojego bólu. Czy pomogą sobie nawzajem? Czy uda im się odnaleźć spokój i szczęście? Tego musicie dowiedzieć się sami.

    Całość napisana jest lekko, barwnie, z inteligentnym humorem. Narracja prowadzona jest naprzemiennie przez Gabe’a i Saylor. Dzięki temu możemy lepiej zrozumieć ich myśli, uczucia, wewnętrzne rozterki i skrywane obawy oraz dostajemy szerszy obraz wydarzeń. Akcja toczy się żwawo, co rusz stara się nas zainteresować czymś niespodziewanym. Wiarygodnie prezentują się też bohaterowie, zarówno pierwszo-, jak i drugoplanowi. Jak każdy człowiek posiadają zalety, mocne strony, wady i słabości. W tle przewijają się również losy Wesa i Kristen, bohaterów pierwszej części serii. Dzięki temu wiemy, co u nich słychać, i jak obecnie wygląda ich życie. Miło było ponownie ich spotkać. Końcówka powieści niezwykle porusza, za to epilog jest jak promyk słońca w deszczowy dzień. Po prostu rewelacja.

  Co tu dużo pisać - piękna, przejmująca opowieść o sile bezwarunkowej przyjaźni, miłości, oddaniu, poświęceniu, wytrwałości, ucieczce od dręczącego poczucia winy i godzeniu się z tym co nieuniknione. Wzrusza, bawi oraz zaskakuje bogactwem wrażeń i doznań. Szczerze i gorąco polecam.


*** 
 Wydawnictwo Feeria.