poniedziałek, 30 listopada 2015

Wyniki konkursu - Na ratunek

  Moi Drodzy,
 
nadszedł czas na ogłoszenie wyników konkursu, w którym do zdobycia były 2 egzemplarze książki ''Ocalenie Callie i Kaydena'' J. Sorensen.
 
   Bardzo Wam dziękuję za tak liczny udział w konkursie. Miałam niełatwy orzech do zgryzienia, gdyż wszystkie Wasze wypowiedzi zasługują na uwagę. Ale reguły konkursu są nieubłagane. Tylko dwie osoby mogłam nagrodzić. 
Zatem postanowiłam wybrać historię Lonely S, która w moich oczach zachowała się jak prawdziwa bohaterka. Poruszyła mnie również opowieść Zjadam Skarpety. Ten epizod pokazał, że bezinteresowna pomoc może czasem odnieść skutek zupełnie odmienny od zamierzonego

 ~~ * ~~

Lonely S
Ostatnio trafiła mi się dość nieprzyjemna sytuacja, która mogła skończyć się tragicznie...
Szłam z koleżanką oddać krew do wyznaczonego punktu. Akurat dziwnym trafem poszłyśmy inną, niż zawsze drogą, która prowadziła obok przedszkola. Wiadomo, poranna godzina, chcieliśmy zrobić to jak najszybciej, aby nie czekać później w kilometrowych kolejkach. Przed nami szła młoda kobieta z córeczką. Tak na oko 4-5 lat. One i my rozmawiałyśmy na swój temat. Znajdowały się kilkanaście kroków przed nami. I nagle kobieta się do nas odwraca, trzymając córkę za rękę. Pierwszy raz widziałam na żywo takie przerażenie. Zaczęła wołać o pomoc bo jej dziecko się dusi.
Pierwsza reakcja? Rzuciłyśmy wszystko co mieliśmy pod ręką i biegiem do dziewczynki, która robiła się powoli sina. Koleżanka wyciągnęła telefon, aby zadzwonić po pogotowie, a ja złapałam od tyłu małą. Automatycznie pochyliłam ją do przodu, żeby miała głowę lekko w dół i zaczęłam mocno klepać ją po plecach. Po kilku klepnięciach w końcu wypluła jakiegoś żelka. Odwróciłam dziewczynkę, żeby zobaczyć czy już wszystko w porządku, a kiedy zobaczyłam, że jej twarz przybiera normalną barwę, odetchnęłam z ulgą.
Jej mama wzięła córkę na rękach i aż się popłakała. Odwołaliśmy karetkę, mówiąc, że już wszystko jest w porządku.
Kobieta nie przestawała nam dziękować. Adrenalina powoli opadała, ale ręce nadal mi się trzęsły.
Nigdy nie zapomnę tego co się tam zdarzyło. No i gdy kiedyś będę miała dzieci, nigdy nie dostaną żelki :< 

~~ * ~~

Zjadam Skarpety
Nawet nie planowałam udziału w tym konkursie, ale po tym, co wydarzyło mi się ostatnio uznałam, że warto jest spróbować. Historia, która przydarzyła mi się w sobotę z jednej strony sprawiła, że zwątpiłam w ludzi i w to, że warto jest im pomagać, a z drugiej strony pozwoliła mi wierzyć, że wszędzie są jakieś anioły, które nad nami czuwają.
Byłam w klubie, bo przyjaciółka obchodziła urodziny i razem z grupką osób, z którymi mamy naprawdę dobry kontakt wybrałyśmy się, aby jakoś inaczej uczcić ten dzień - zabawić się, wypić co nieco, potańczyć i spędzić razem czas. Wybrałyśmy miejsce, w którym zawsze jest masa ludzi - pozwala to na nieco anonimowości, co akurat dla mnie jest dość ważną kwestią. Tłok co nie miara, osób leżących na podłodze czy gdzieś na zewnątrz (pomimo niskiej temperatury!) też sporo, ogólnie widać było, że niektórzy aż za dobrze się bawili. W końcu jakaś grupka smarkul (zastanawiałam się później, czemu weszły, skoro na pierwszy rzut oka było widać, że pełnoletnie to one nie są) wymyśliły zabawę, w której podchodziło się od tyłu do jakiejś osoby i za kołnierz wlewało alkohol czy drinka. Spotkało to i mnie, dlatego mocno zdenerwowana udałam się do toalety, by zobaczyć co i jak. Nie było tam podziału na toalety damskie i męskie, więc kiedy weszłam, to od razu rzucił mi się w oczy leżący na ziemi mężczyzna. W pierwszej chwili go minęłam, bo pomyślałam, że pewnie pijany tak jak wielu innych, ale chwilę później się cofnęłam, bo głupio mi się zrobiło, że w ten sposób oceniłam człowieka, nawet go nie znając. Alkoholem nie śmierdział, jednak był nieprzytomny, dlatego mocno się przestraszyłam i zadzwoniłam po przyjaciółkę, by przyleciała do mnie, a sama zajęłam się przypominaniem podstawowych zasad udzielania pierwszej pomocy. Gdy chciałam rozpiąć temu mężczyźnie kurtkę, nagle się przebudził... i jak nie zaczął na mnie krzyczeć, że jestem złodziejką! Przyznaję, zatkało mnie. Nawet mi coś takiego nie przeszło przez głowę, bo i kto normalny widząc kogoś, kto potrzebuje pomocy, myśli o kradzieży? Pan jak się nie zerwał z podłogi i jak nie zaczął na mnie krzyczeć! Jako że nie należę do zbytnio wygadanych osób, to dość wcięło mnie i nieporadnie próbowałam wytłumaczyć, że leżał nieprzytomny, że chciałam mu pomóc, itd. Jednym słowem byłam spanikowana, już łzy krokodyle w oczach... a on mnie trzasnął w brzuch, tak że się zwinęłam... Wycelował idealnie w przeponę, nie mogłam wziąć oddechu i czułam wręcz, że coś naprawdę jest nie tak i że to robi się zbyt poważne. Oczywiście jeszcze większa panika, nie byłam w stanie chwycić telefonu i wybrać jakiegokolwiek numeru, miły pan też się ulotnił. Na całe szczęście przyszedł wtedy ochroniarz, bo zerknął akurat na monitoring z kamer i zobaczył, co się dzieje. Nie wiem, co by się stało, gdyby wtedy nie przyszedł - może bym się udusiła, może zaraz by mi przeszło - w każdym razie jednak wierzę, że tak miało być. Pewnie jest nikła możliwość, by ten pan to przeczytał, ale mogę Wam powiedzieć, że jestem mu naprawdę wdzięczna - jednak na tym świecie są jeszcze prawdziwi ludzie.


Gratuluję!

niedziela, 29 listopada 2015

''Szukając szczęścia'' Anety Krasińskiej pod patronatem medialnym LITERACKI ŚWIAT CYRYSI


Szukając szczęścia
Aneta Krasińska



Wydawnictwo: Novae Res
Data premiery: grudzień
Ocena: 5+/6
Patronat medialny:
LITERACKI ŚWIAT CYRYSI





   Narodziny dziecka to niezwykły moment w życiu rodziców. Ale czasami może stać się zaczątkiem poważnych problemów.....

  Malwina i Artur Zarzyccy od trzech lat są zgodnym, kochającym się małżeństwem. Mają własne mieszkanie, dobrą pracę i dziecko w drodze. Po prostu pełnia szczęścia. W końcu nadchodzi ten długo wyczekiwany dzień – poród. Niestety sprawy przybierają nieoczekiwany obrót. Okazuje się, że ich córeczka: Dagmara, urodziła się z Zespołem Pierre'a Robina. To ogromny szok dla młodych rodziców. Czy dadzą radę zająć się chorym dzieckiem? A może wybiorą inne rozwiązanie?

  Aneta Krasińska to absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Łódzkim. Na swoim koncie posiada  kilkanaście artykułów naukowych oraz debiut prozatorski zatytułowany ''Finezja uczuć'', który miałam niewątpliwą przyjemność poznać i oceniam nadzwyczaj pozytywnie. Dlatego, gdy tylko nadarzyła się okazja przeczytania kolejnej powieści autorki, nie wahałam się ani chwili. Czy warto było? Po stokroć tak! Pani Aneta już wcześniej udowodniła, że nie boi się poruszać trudnych, życiowych tematów. Tym razem także poznałam poważną historię, ale opisaną w bardzo ciepły sposób. Widzimy świeżo upieczonych rodziców, których życie ulega całkowitej zmianie. Niepełnosprawność córeczki odziera ich z marzeń o idealnej rodzinie. Rokowania nie są najlepsze. Oprócz rozszczepu podniebienia i warg istnieje wiele wad współtowarzyszących, między innymi: wada serca, słuchu i wzroku, a także obniżona odporność całego organizmu, co grozi częstymi infekcjami. Jak poradzić sobie w takich okolicznościach? 


  Bardzo mnie poruszyły perypetie Malwiny i Artura. Spotkał ich smutny los. Z jednej strony widać radość z narodzin potomka, z drugiej najgłębsze, największe cierpienie. Każde z małżonków inaczej przeżywa ten dramat. Ona dzielnie walczy o zdrowie swojej kruszynki, całe dnie spędza w szpitalu, bierze udział w zajęciach rehabilitacyjnych, przyjmuje wsparcie psychologiczne. On pogrążony w odrętwieniu, szuka ucieczki i zapomnienia w pracy. Ma problem z nawiązaniem kontaktu z własną córką; ani razu nie wziął jej na ręce, nie przytulił i nie odezwał się do niej nawet słowem. Autorka boleśnie uświadamia, że trudno jest pogodzić się z niepełnosprawnością dziecka. Pojawia się poczucie zawodu i niespełnionych nadziei, szukanie winnych za zaistniałą sytuację, wstyd lub dążenie do normalności za wszelką cenę. Jak zatem znaleźć optymalną równowagę? Czy małżonkowie dojdą do porozumienia i wspólnymi siłami zadbają o córeczkę? Tego musicie dowiedzieć się sami.

  Książka wywołała we mnie szereg emocji i skłoniła do wielu refleksji. Nic tu nie jest przerysowane, przekoloryzowane, przedramatyzowane czy odrealnione. To samo życie. W najczystszej postaci. Oprócz wątku głównego mamy jeszcze subtelnie zarysowany wątek
rodzącej się i kiełkującej przyjaźni i miłości. Nie zabraknie też walki o wolność mając na względzie czyjeś dobro. Nic więcej nie zdradzę, żeby nikomu nie zepsuć przyjemności czytania.

  Autorka posiada wyjątkowo plastyczne i lekkie pióro. Widać tu dużo włożonej pracy, no i oczywiście serca. Wszystko jest na swoim miejscu, a każdy detal starannie dopracowany
Warto zwrócić uwagę zwłaszcza na bohaterów. To postacie z krwi i kości. Bywają dobrzy i podli, popełniają błędy, mają swoje chwile słabości etc. Jednak dzięki temu są nam znacznie bliżsi, niż zwykliśmy sądzić. Jedynie liczyłam na ciut dokładniejszą analizę psychologiczną Artura. Na szczęście pod koniec powieści mężczyzna odsłania swoją duszę i głęboko skrywane emocje. Dlatego w ostatecznym rozrachunku jestem zadowolona i usatysfakcjonowana. Dostałam piękną, przejmującą historię, acz bez grania na uczuciach czytelnika, co uważam za dodatkowy atut.

  Co tu dużo pisać czy przesadnie zachwalać - wystarczy samemu sięgnąć po książkę Anety Krasińskiej, aby się przekonać, że jest warta swojego czasu i uwagi. Z mojej strony mogę tylko gorąco polecić!


 ***
Tutaj możesz kupić książkę: klik
Fan-page A. Krasińskiej: klik
Oficjalna strona autorki: klik

sobota, 28 listopada 2015

Intrygujące zapowiedzi wydawnictwa Videograf

Grzegorz Filip: Miłość pod koniec świata
Premiera: 18.01.2016 r.

Anna, warszawska dziennikarka, przyjeżdża na Zamojszczyznę, by zebrać materiał do artykułu o powiązaniach korupcyjnych miejscowych urzędników i biznesmenów. Poznaje Bernarda, byłego muzyka rockowego, który po tragicznej śmierci żony i syna porzucił estradę i zaszył się na wsi. Małżeństwo Anny nie należy do udanych – mąż od lat prowadzi badania polarne i ma romans z inną kobietą. Dziennikarskie śledztwo nie przynosi wprawdzie oczekiwanych rezultatów, lecz Anna znajduje na prowincji coś cenniejszego – miłość. Ale czy kłopoty rodzinne i przeszłość Bernarda pozwolą jej zaznać szczęście?
Tymczasem zbliża się dzień, w którym według Majów ma nastąpić koniec świata. Dramatyczny finał romansu z Anną staje się jednak końcem świata dla Bernarda…

~~ * ~~

Sylwia Trojanowska: Blisko chmur
Premiera: 29.01.2016 r.

Kontynuacja bestsellerowej „Szkoły latania”, niesamowitej powieści o miłości, przyjaźni i podejmowaniu wyzwań.                                                               
Po rozstaniu z Maksem Kaśka próbuje poukładać wszystko od nowa, choć zdaje sobie sprawę, że nie będzie łatwo. Uczucie, które sprawiło, że rozkwitła, stała się pewniejsza siebie i po prostu szczęśliwsza, nabrało innych barw. Przyjaciółka, rodzina i grupa wsparcia pomagają jej przejść przez najtrudniejsze momenty, a Kaśka dzięki nim zaczyna budować nową przyszłość i pokonuje trudności, które pojawiają się na jej drodze. Czy uda jej się kontynuować odchudzanie i utrzymać nowy, lżejszy styl życia?


~~ * ~~

Magda Skubisz: Chałturnik
Premiera: 22.02.2016 r.

Zabawna i jednocześnie przerażająca opowieść o grupie młodych mieszkańców Przemyśla, nawiązująca do własnych doświadczeń autorki, która przez 15 lat zarobkowała na weselnych chałturach, specjalizując się w zabawianiu pijanych ludzi.
Siedemnastoletni Zenon Kobiałka w towarzystwie kolegów z klasy dorabia nocami w weselnym zespole. Przysypianie na lekcjach oraz nie najlepsza renoma lokalu, o którym krążą plotki, jakoby pełnił funkcję agencji towarzyskiej, budzą niezadowolenie nauczycieli. Uczniowie muszą stawić czoło nie tylko zgorszonym pedagogom, ale i poznanym w miejscu pracy rozmaitym typom spod ciemnej gwiazdy. Równocześnie  próbują pomóc uwikłanym w przemyt rodzicom koleżanki, a ją samą uwolnić z rąk psychopatycznego patomorfologa.

~~ * ~~

Maciej Loter: Chłopiec w czerwonej sukience
Premiera: 22.02.2016 r.

Wzruszająca autobiografia młodego mężczyzny, który urodził się z ciałem kobiety. Już od wczesnego dzieciństwa czuł, że jest chłopcem. Z czasem tak dalece nie akceptował swojej seksualności, że ukrywał się za luźnymi męskimi strojami i krótkimi fryzurami. Zakochał się w szkolnej koleżance, której wreszcie powierzył swój sekret. Rodzina dostrzegła dziwne zachowania córki i postanowiła skierować ją na badania. Gdy lekarze potwierdzili niezgodność fizyczną i psychiczną dziewczyny, rozpoczął się długi proces zmiany płci.
Autor książki stara się jak najwierniej oddać bogactwo skomplikowanych stanów emocjonalnych wrażliwego człowieka, którego największymi marzeniami są dostosowanie swojego ciała do płci odczuwanej psychicznie, a także zdobycie społecznej akceptacji. 

~~ * ~~

Martyna Senator: Ósmy kolor tęczy
Premiera: 15.02.2016 r.

Minęło pięć lat, odkąd Lilka straciła wzrok. Dzisiaj stoi u progu dorosłości, a jej życie wydaje się szczęśliwe, choć nieco monotonne. Wszystko się zmienia, gdy na jej drodze pojawia się Tomek. Znajomość, która początkowo miała ograniczać się do zwykłych korepetycji z fizyki, dość szybko przeradza się w znacznie głębszą zażyłość. Lilka na nowo odkrywa świat, w którym żyje. Każdego dnia coraz śmielej przekracza własne granice i robi to, co wcześniej wydawało jej się niewykonalne. Jednak nowa rzeczywistość skrywa w sobie wiele tajemnic. Kim tak naprawdę jest Tomek? Dlaczego tak bardzo zależy mu na znajomości z Lilką? I wreszcie: co zrobi Lilka, gdy pozna odpowiedzi na pytania, których nikt nawet nie odważył się zadać?


~~ * ~~

Która z powyższych propozycji najbardziej wzbudziła Wasze zainteresowanie? 

piątek, 27 listopada 2015

Zapowiedź ''Szukając szczęścia'' Anety Krasińskiej pod patronatem medialnym LITERACKI ŚWIAT CYRYSI


Z niekłamaną przyjemnością chciałabym Was poinformować, iż mój blog: LITERACKI ŚWIAT CYRYSI objął patronatem medialnym najnowszą książkę Anety Krasińskiej, zatytułowaną ''Szukając szczęścia''.

Opis fabuły:

W momencie gdy u malutkiej Dagusi zdiagnozowano zespół Pierre’a Robina, cały szczęśliwy świat Malwiny runął. Młoda niepracująca matka – opuszczona przez męża, samotnie wychowująca niepełnosprawną córkę – stara się jednak iść przez życie z podniesioną głową, ciesząc się z każdego dnia i kolejnych nowych umiejętności córki, w duchu licząc na uśmiech losu.
Malwina codziennie na nowo odbudowuje w sobie chęć do życia i walki o lepsze jutro dla siebie i swojego dziecka, które przez wielu, w tym również przez własnego ojca, zostało odtrącone, a tym samym pozbawione miłości, troski i wsparcia, którego ze względu na swój stan zdrowia szczególnie potrzebuje.


Premiera już w grudniu!
(przed świętami)

Tutaj możesz kupić książkę: klik

Fan-page A. Krasińskiej: klik

Oficjalna strona autorki: klik

Recenzja niebawem.Będą też konkursy ;)

Jesteście zainteresowani tym tytułem?

czwartek, 26 listopada 2015

Inteligentny Geniusz


CARRIE PILBY (Nieznośnie genialna)
Caren Lissner

Wydawnictwo: HarperCollins
Premiera: 4.11.2015
Ocena: 4-/6









   Czy bycie intelektualnym geniuszem ma swoje wady? Okazuje się, że tak.

  Carrie Pilby ma dziewiętnaście lat i już zdążyła ukończyć Harvard. Jednak
mimo błyskotliwego umysłu, jest zamknięta w sobie i nie potrafi nawiązywać kontaktów z otoczeniem. Zazwyczaj siedzi samotnie w domu, z nosem w książkach. Jej terapeuta widząc, co się dzieje, nakłania ją do wykonania kilka najprostszych czynności:
1. Zrobić 10 rzeczy sprawiających radość.
2. Zostać członkiem jakiejś organizacji lub klubu (aby SPOTYKAĆ SIĘ z ludźmi).
3. Iść na randkę (z naprawdę INTERESUJĄCYM chłopakiem).
4. Wyznać komuś (z WYJĄTKIEM własnego terapeuty), ile dla niej znaczy.
5. Bawić się w Sylwestra (w gronie znajomych)
   Czy uda się nastolatce zrealizować powierzony plan? A może okaże się to ponad jej siły?

  Mam mieszane uczucia wobec tej książki. Spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Jakiejś lekkiej, banalnej historyjki w stylu Kopciuszka. Tymczasem dostałam specyficzną, refleksyjną powieść o ogromnym ładunku intelektualnym. Niestety filozofia analityczna to dla mnie za wysokie progi. Wolę jasny, konkretny przekaz bez niepotrzebnych dygresji, niezrozumiałych wywodów i dywagacji. Dlatego też niniejsza lektura nie sprawiła mi przyjemności. Nie oznacza to jednak, że jest tworem słabym i niegodnym uwagi. Przeciwnie. To doskonała pozycja dla czytelników chcących spojrzeć na świat z nieco innej perspektywy, perspektywy przyczynowo- skutkowej, dzięki której można  zrozumieć, dlaczego ktoś podejmuje takie, a nie inne decyzje.

  Pomysł na fabułę prezentuje się całkiem intrygująco. Mamy młodą, aspołeczną, nad wyraz mądrą dziewczynę, która żyje w jakimś zawieszeniu, nie potrafi odnaleźć się w dzisiejszym społeczeństwie. W zaistniałej sytuacji terapeuta próbuje nakłonić ją do zdobywania nowych doświadczeń, żeby mogła lepiej zrozumieć mechanizm ludzkich zachowań i nauczyć się budować przyjazne relacje z innymi ludźmi. Tylko czy to przyniesie zamierzony skutek? Autorka uświadamia, że dojrzewanie oraz wchodzenie w dorosłość to trudna sztuka, zwłaszcza, gdy jest się zamkniętym w sobie introwertykiem. Jednak dla każdego jest nadzieja. Wystarczy odrobina chęci i dobrej woli, by wyrwać się ze swojej skorupy. Tylko tyle i aż tyle. Jak ten proces będzie przebiegał  w przypadku Carrie? Tego musicie dowiedzieć się sami. 

  Caren Lissner stworzyła bardzo wnikliwy portret psychologiczny głównej bohaterki. Przybliża nam jej przeszłość, osobowość, a także objaśnia przyczynę niechęci, negatywnego nastawienia do podejmowania aktywności z innymi ludźmi. Niestety nie potrafiłam polubić Carrie, utożsamić się w jakikolwiek sposób z nią. Irytowało mnie jej lekceważenie, zarozumiałość i opryskliwość. Patrzyła na innych z dystansem, tak, jakby byli gorsi. Czy przyjdzie zatem taki moment, kiedy zrozumie, że nie należy oceniać wartości człowieka, siebie czy innych, w zależności od wyników testów czy renomy uczelni? Nic nie zdradzę. 

  Całość napisana jest przystępnym językiem, z filozoficznym zacięciem. Dużo tutaj refleksji, przemyśleń i poglądów na temat życia, wiary, stosunków międzyludzkich, naginania zasad moralnych i norm etycznych etc. To właśnie czyni tę publikację wyjątkową. Niemniej nadmiar powyższych zagadnień sprawia, że tempo akcji jest powolne i mniej cierpliwych może nużyć. W ogólnym rozrachunku - całkiem dobra książka, lecz nie dla każdego. 

  Podsumowując – niecodzienna, głęboka powieść psychologiczno-obyczajowa o dorastaniu, poszukiwaniu swojej drogi i tożsamości oraz pokonywaniu własnych ograniczeń i lęków Porusza i ożywia umysł. Skłania do stawiania trudnych pytań i szukania na nie odpowiedzi. Polecam zainteresowanym.

***
Wydawnictwo HarperCollinsPolska
 

środa, 25 listopada 2015

Konkursowy wywiad z Aleksandrą Troszczyńską

Aleksandra Troszczyńska  

Młoda pisarka, zakochana w psychologii, kawie i literaturze polskiej. Uwielbia wgłębiać się w podstawy ludzkich emocji i z ogromnym entuzjazmem opisywać każdą z nich. Przysłuchuje się rozmowom, obserwuje i tworzy swoje własne światy. Obsesyjnie uwielbiająca puchate zwierzaki i dobrą, rockową muzykę. Wierna swym marzeniom i przyjaciołom, których uważa za największy życiowy skarb. 30 listopada ukaże się jej debiutancka powieść zatytułowana ''Niemy krzyk''.

Recenzja ''Niemego krzyku'': klik

 Dziś macie szansę na bliższe poznanie Aleksandry Troszczyńskiej. Przez najbliższe kilka dni można zadawać autorce swoje pytania (1-maksymalnie 3). Następnie gotowy wywiad zostanie opublikowany w osobnym poście.

  Jedna osoba, która zdaniem autorki zada najciekawsze pytanie otrzyma nagrodę w postaci książki ''Niemy krzyk''

Sponsorem nagród jest
Wydawnictwo Pearlic. 
Fan Page wydawnictwa na Facebookuklik  

Proszę nie powielać pytań ani nie stosować plagiatów. Jeśli coś takiego będzie miało miejsce, zdublowane/ukradzione pytanie zostanie zignorowane.
 

Do dzieła kochani!!! 

Regulamin:
1. Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga: LITERACKI ŚWIAT CYRYSI
2. Sponsorem nagród jest
wydawnictwo Pearlic.
3. Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest zadanie pytań (1-maks. 3) Aleksandrze Troszczyńskiej na temat jej twórczości, zainteresowań itp.
4. Konkurs trwa od 25 listopada 2015 roku do 31 listopada 2015 roku do godz. 23.59
5. Wywiad oraz ogłoszenie zwycięzcy nastąpi 11 grudnia 2015 roku.
6. Nagrodą jest jeden egzemplarz ''Niemego krzyku'' Aleksandry Troszczyńskiej.

7. W konkursie mogą brać udział osoby posiadające blogi oraz anonimowy uczestnicy, którzy podpiszą się imieniem/nickiem oraz podadzą adres mailowy.
8. Konkurs skierowany do osób posiadających adres zamieszkania w Polsce.
9. Ze zwycięzcą skontaktuję się drogą mailową. W przypadku, gdy zwycięzca w ciągu 7 dni nie odpowie na wiadomość, nastąpi wybór innego wygranego.
10. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
                                                  banerek dla zainteresowanych

wtorek, 24 listopada 2015

''Niemy krzyk'' pod patronatem medialnym LITERACKI ŚWIAT CYRYSI


Niemy krzyk
Aleksandra Troszczyńska

Wydawnictwo: Pearlic
Premiera: 30 listopada
Patronat medialny:
LITERACKI ŚWIAT CYRYSI








,,Anioły są wszędzie. Wystarczy tylko otworzyć oczy.’’

  Noelle jako dziecko straciła matkę w wypadku. Nie mając żadnego wyboru pozostała pod opieką ojca, który zamiast być wsparciem dla swojej córki, staje się sprawcą jej bólu, strachu i poniżenia. Pewnego dnia dziewczyna przypadkiem poznaje Williama, miłego, sympatycznego chłopca. Po przełamaniu początkowej nieufności nawiązuje się między nimi nić porozumienia i sympatii. Ale jedna rzecz nie daje Williamowi spokoju - dlaczego Noelle się nie odzywa? Czy młody mężczyzna odkryje prawdę? 

  ,,Niemy krzyk’’ Aleksandry Troszczyńskiej to książka, która chwyta za serce i poraża swoją treścią. Autorka przenosi nas w inną, bolesną rzeczywistość, gdzie mamy do czynienia z molestowaniem seksualnym dziecka. Dobry ojciec powinien kochać bezgranicznie i bezwarunkowo swoją pociechę, być dla niej wzorem do naśladowania i gwarancją bezpieczeństwa. Ale nie zawsze tak jest. Zdarzają się degeneraci, którzy niszczą dla niezrozumiałej satysfakcji to co piękne i szlachetne. Złowrogim obrazem takiej destrukcyjnej miłości jest ''związek'' Noelle z ojcem. Zaczęło się całkiem niewinnie od całowania i przytulania. Ale z czasem pieszczoty zaczęły nabierać zupełnie innego znaczenia…
 ,,Gdy nie dostawał, czego chciał, wpadał w furię. Tak właśnie stało się tym razem. Najpierw uderzył ją z całej siły w brzuch, co spowodowało jej upadek. Gdy próbowała się podnieść, pociągnął ją za włosy i popchnął na drzewo, przypierając dziewczynę własnym ciałem.
- Lepiej nie zaczynaj kochanie, bo pożałujesz. – wyszeptał głosem pełnym pogardy i nie chcąc robić przedstawienia w miejscu publicznym – choć park i tak był opuszczony – oplótł palce wokół jej wątłego nadgarstka i pociągnął za sobą. Do domu. Do prawdziwego piekła. Pociągnął ją w świat okrucieństwa, agresji, obrzydliwych jęków i sprawiającego ból dotyku.’’

  Pani Aleksandra wiarygodnie przedstawia dramat, jaki dotknął główną bohaterkę.  Wychowana przez strach, pielęgnowany każdego dnia, stroni od ludzi, a przede wszystkim od mężczyzn. I nieustannie walczy z powracającymi traumatycznymi wspomnieniami. Wspomnieniami, które pragnie  z siebie zmyć, zdrapać. Pozbyć się ich na zawsze.  Niestety jakiekolwiek próby ucieczki lub samookaleczenia zdają się na nic. Czy ten koszmar się kiedyś skończy? Tego musicie dowiedzieć się sami. 

  W powieści pojawia się subtelny wątek miłosny. Dziewczyna spotyka na swej drodze Williama, który usilnie próbuje przebić się przez gruby mur, jakim się otoczyła. Czy mu się to uda? Z drżeniem w sercu obserwowałam kiełkującą przyjaźń tych dwojga. Noelle przypominała dzikiego, wystraszonego kotka, który za nic nie daje się oswoić. Ale po jakimś czasie stopniowo otwiera się przed swoim ''aniołem'' i wyrzuca z siebie skrywane w ciemnych zakamarkach, tajemnice. Czy spotka się ze zrozumieniem i współczuciem? A może doświadczy obojętności i odrzucenia? Nic nie zdradzę. 

  Fabuła w dużej mierze skupia się na dwójce głównych bohaterów, nakreślonych niezwykle realistycznie. Idealnie rozpisano ich myśli, obawy, targające nimi emocje, które są widoczne w każdym geście, w każdym ruchu. Nie sposób również nie docenić czarnego charakteru budzącego silną antypatię. Sceny z jego udziałem mocno oddziaływują na ludzką wyobraźnię i psychikę.

  To bardzo specyficzna lektura i na swój sposób oryginalna. Wymaga skupienia i wczucia się w perypetie osoby ''zhańbionej''. Całość napisana jest z lekkim podtekstem filozoficznym, co tworzy niezapomnianą atmosferę. Akcja płynie spokojnie, nieśpiesznie, lecz porywa czytelnika swoim klimatem. Jednak prawdziwą wisienką na torcie jest zaskakujące zakończenie, które wywraca wszystko do góry nogami. Totalny szok. 

  Podsumowując: Przejmująca historia, która z każdym słowem nabiera coraz bardziej makabrycznych barw. Bez retuszu pokazuje, jakie konsekwencje dla psychiki młodej ofiary niesie ze sobą molestowanie. Ale jednocześnie uczy na nowo
zachwycać się światem, na nowo odkrywać to, co wydaje się już dawno odkryte. W skrócie - to jedna z tych książek, o których tak łatwo się nie zapomina. Serdecznie polecam.



***
Wydawnictwo Pearlic. 

poniedziałek, 23 listopada 2015

Wywiad z Rafałem Lewandowskim

Iga
1. Kiedy zobaczyłam Pana imię i nazwisko, pomyślałam, że jest Pan tym sławnym piłkarzem, a  Pana książki to jakieś biografie :)
Takie nazwisko bardziej ułatwia czy uprzykrza życie?

Na co dzień nie ma to praktycznie żadnego wpływu, a już na pewno niczego mi to nie ułatwia. Niestety, nikt zarządzający finansami Bayernu Monachium nie przelał przez pomyłkę pieniędzy na moje konto. To oczywiście żart. Nie określiłbym, że takie nazwisko uprzykrza życie, bo to byłaby lekka przesada, ale przyznaję, że czasami bywa to denerwujące. Od kilku lat wydaję te moje książki, pracując w ten sposób na swoje nazwisko i chciałbym być kojarzony właśnie ze swoją twórczością, a gdy widzę, że któraś osoba z kolei przekręca moje imię (co ostatnio zdarza się dość często), to myślę sobie, że to daremny trud. Ogólnie samo nazwisko Lewandowski jest jednym z najpopularniejszych nazwisk w tym kraju (według aktualnych danych chyba siódme) i już samo to sprawia, że ciężko zaznaczyć w ten sposób swoją indywidualną działalność, np. jeśli chce się znaleźć jakieś informacje o mojej twórczości na stronie Biblioteki Narodowej, to trzeba przebić się przez osiem stron Lewandowskich, którzy coś tam wydali. Przez to trudno zostać zapamiętanym, prawidłowo zapamiętanym, podkreślam.

bookworm
1. Jest Pan bardzo młody, swoją pierwszą książkę wydał Pan w wieku 20 lat, czyli dokładnie w takim wieku jak ja teraz. 5 lat później, ma Pan w swoim pisarskim dorobku 8 książek. Jak Pan to zrobił? Skąd czerpie Pan taki ogrom pomysłów? I czy kilka lat temu, dopuszczał Pan do siebie myśl, że osiągnie Pan tak duży sukces?

Jak to zrobiłem? Najkrócej rzecz ujmując: usiadłem, napisałem, wydałem. Teraz oczywiście wydaje mi się to takie proste, ale na początku nie wyglądało to tak łatwo. Trzeba było się do tego przyłożyć, włożyć mnóstwo pracy, poświęcić ogrom czasu, zrezygnować z czegoś. Czy było warto? Coraz częściej myślę, że nie, chociaż z drugiej strony cieszę się, że jednak spróbowałem coś zrobić w tym kierunku, nawet jeśli efekt tych działań niekoniecznie jest taki, jak bym sobie tego życzył. Pomysły czerpię praktycznie zewsząd, a te, które doczekały się realizacji, to zaledwie niewielki odsetek tego, co przychodziło mi do głowy. Wiele z nich nie zostało zamienione na powieść i już nie zostanie. Jeśli zaś chodzi o sukces i jego rozmiar, to Pani wyobrażenie jest zupełnie błędne. Nie sądzę, żeby to, co do tej pory osiągnąłem, można było nazwać sukcesem, a już z całą pewnością nie dużym sukcesem. Raczej wręcz przeciwnie. Moje literackie cele, które wyznaczyłem sobie na początku tej drogi, wciąż pozostają dla mnie nieosiągalne, mimo że założenia te wcale nie były zbyt wygórowane.

2. Czy od dziecka chciał Pan pisać książki, czy raczej inaczej wyobrażał sobie swoją przyszłość? Jaki był Pana wymarzony zawód z dzieciństwa?

Tak, od bardzo dawna chciałem pisać książki, aczkolwiek długo wydawało mi się to niemożliwe. Bo niby, jak to tak? Usiąść i napisać całą powieść? Przecież nie dam rady. Ale minęło parę lat, w trakcie których podjąłem parę nieudanych prób i w końcu jakimś cudem udało mi się napisać swój przyszły debiut do końca.

Iza, po.zachodzie.slonca
1. Jakie jest Pana ulubione danie?
Jak już przy tym jesteśmy, załóżmy, że proces napisania i wydania książki to potrawa, jakie według Pana powinny być jej składniki?

Nie mam jednego ulubionego dania. Ważne tylko, żeby w większości składało się ono z mięsa i żeby było dobrze przyprawione. To podstawa, bo np. obiad bez mięsa, to dla mnie nie obiad. Teraz druga część pytania – książka jako potrawa. Najpierw trzeba określić, jakie danie chcemy przygotować, a więc pomysł. Potem trzeba skompletować odpowiednie składniki, czyli przygotować plan wydarzeń. Potem wziąć odpowiedniej wielkości naczynie (gruby pusty zeszyt). Posiłek musi być treściwy, a książka musi być o czymś, dlatego zaczynamy od najważniejszego: w kuchni od mięsa, w książce od osi całej historii; krótko mówiąc – tu i tu samo mięcho. Potem trzeba to czymś doprawić, więc w książce konieczne są tu zwroty akcji i stopniowanie napięcia. Później można dodać parę warzyw, czyli skupić się na mniej istotnych, pobocznych wątkach opisywanej historii. Następnie trzeba cierpliwie czekać, aż danie będzie dopieczone, czyli korekta i ostatnie poprawki w tekście. Warto też zadbać, by posiłek został apetycznie podany, czyli w przypadku książki trzeba przygotować ciekawą okładkę. Tak, żeby już na pierwszy rzut oka poczuć głód i rzucić się do jedzenia oraz analogicznie zamówić książkę i natychmiast po jej otrzymaniu zacząć „jeść”, czyli czytać. Najlepiej do momentu, gdy talerz będzie pusty, czyli aż do ostatniej strony. Głodni? Oczywiście mojej najnowszej książki…

2. Przypisze Pan do każdej litery imienia i nazwiska cechę, która odzwierciedla Pana?

A zaskoczę Panią, nie przypiszę. To bardzo ciekawe pytanie, ale sądzę, że moje nazwisko jest zbyt długie, by do każdej litery przyporządkować jakąś cechę, która naprawdę oddawałaby moją osobowość. Tak właściwie to tylko wymówka, gdyż spróbowałem sprostać temu zadaniu i nawet sporo udało mi się dopasować. Problem w tym, że przychodziły mi do głowy same wady i to absolutnie nie nadawało się do publikacji. Np. nie wiedzieć czemu, pierwsza cecha na literę „l”, która przyszła mi do głowy, to lenistwo. Cała trylogia w rok i lenistwo? Chyba za dużo od siebie wymagam. Później było już tylko gorzej, więc po dotarciu do litery „n” postanowiłem sobie odpuścić.

Beata Lewandowska
1. Co lubisz robić w jesienne wieczory?

Odpowiedź na to pytanie nie będzie chyba szczególnie zaskakująca. Najbardziej lubię czytać i to nie tylko wieczorem i nie tylko jesienią. Dużo czasu spędzam też słuchając muzyki. Do niedawna w wolnych chwilach również sporo pisałem, czego efektem jest chociażby tegoroczna „Niema Trylogia”.

Tajemnica33
1. Czy jest temat, czy jest taka sfera życia o której bałby się Pan wspomnieć w swojej książce. A może wstydziłby się Pan o czymś "opowiadać" w swojej książce?

Absolutnie nie. Zawsze pisałem, co chciałem, jak chciałem, kiedy chciałem i, przede wszystkim, o czym chciałem. Według mnie można pisać o wszystkim, poruszyć każdy temat, który wydaje się interesujący, nawet jeśli byłby on dość kontrowersyjny czy wręcz wstydliwy. Najlepszym potwierdzeniem tego, że nie wstydzę się o niczym „opowiadać” w swoich książkach jest chociażby  „Niema Trylogia”, w której pozwoliłem sobie miejscami na coś, co nazwałbym czymś w rodzaju takiego mentalnego ekshibicjonizmu. Myślę, że gdyby ją Pani czytała i zwróciła uwagę na dość osobiste fragmenty „Bloku” czy samo zakończenie „Dziedzica”, odpowiedź na to pytanie byłaby oczywista. Czyli krótko mówiąc, nie ma takich tematów ani takiej sfery życia, o której bałbym się wspomnieć w swoich książkach. W takich przypadkach nie pojawia się we mnie strach czy wstyd przed podjęcie jakiegoś wątku, raczej obawa, czy to, co dla mnie jest ważne i warte opisania, będzie równie interesujące dla czytelnika. Jednak podkreślam, że najważniejsze jest tu moje zadowolenie i satysfakcja z kształtu własnej książki, reakcja odbiorcy ma znaczenie drugorzędne. Jest ona ważna, ale nieco mniej, nie wstydzę się do tego przyznać.

Justyna Kobryło
1. Panie Rafale, jest Pan osobą oddaną kulturze, do Pana zajęć należy głównie pisanie, jak również wydawanie. Ciekawi mnie, czy takie zajęcie jest dla Pana satysfakcjonujące finansowo? Pasja to ważna sprawa, jednak utrzymanie siebie i rodziny to sprawa bezapelacyjnie priorytetowa. Czy można wyżyć z pasji?

Z tą osobą oddaną kulturze to nie przesadzajmy, po prostu sobie piszę. Odnosząc się już do samego pytania, może i można wyżyć z pasji, aczkolwiek osobiście nic mi o tym nie wiadomo. Pisania nie traktuję jako zajęcia zarobkowego, gdyby tak było, zrezygnowałbym z tego już po debiucie. Jeśli ma Pani ochotę rzucić pracę i zająć się wyłącznie pisaniem, to odradzam, bo sądzę, że nawet ci najlepsi polscy autorzy, o których jest dość głośno, nie utrzymują się wyłącznie ze sprzedaży swoich książek. No może z nielicznymi wyjątkami, ale myślę, że ciężko dołączyć do tego grona wybrańców, którym się to udało. Ja z całą pewnością do tych szczęściarzy nie należę i nie pozostaje mi nic innego, jak tylko się z tym pogodzić. Już dawno przestałem się łudzić, że może być inaczej. Nie to miejsce, nie ten czas, nie ten człowiek, nie ta branża. Może i zabrzmiało pesymistycznie, za to szczerze.

Magdalena Sz L - NAGRODA!
1. Prowadzi Pan "Artystyczny Bełchatów", pisze książki, a jak jest z muzyką? Słucha Pan pisząc, czy tylko w czasie relaksu? Czy w ogóle Pan słucha i lubi muzykę? Jeśli tak to czego/kogo?

Owszem, słucham, aczkolwiek nie w trakcie pisania. Słucham różnej muzyki, ale najwięcej chyba polskiego rapu. Jeśli chodzi o ulubione zespoły i wykonawców to będzie to na pewno Grammatik, Pezet, Skor, Zeus i naprawdę wielu, wielu innych, mógłbym tak wymieniać bez końca. Lubię też lokalnych bełchatowskich raperów takich jak Nado Andrzejewski, Em Pio, Hary, Magier czy Kaerzet One. Ogólnie ciężko mi krótko odpowiedzieć, kogo lubię słuchać, bo praktycznie co sezon pojawia się ktoś nowy, na kogo warto zwrócić uwagę, więc ta lista ulubionych ciągle się poszerza. Dotyczy to tak samo muzyki jak i literatury. Jest w czym wybierać, mamy w Polsce wielu zdolnych twórców.

2. Ulubiony książka lub powieści ulubionego autora, jeśli jest taki/taka, którą zabrałby Pan na bezludną wyspę czy np. w podróż koleją transsyberyjską (oczywiście na całej trasie :) ) ?

Myślę, że akurat na bezludnej wyspie przydałyby mi się bardziej praktyczne przedmioty niż książka. Chociaż tam mógłbym sobie w spokoju poczytać, nikt by mi nie przeszkadzał. Może nie wziąłbym tam książek ulubionego autora, tylko zabrałbym coś ambitniejszego, czego normalnie nie miałbym ochoty czytać. Może wszystkie tomy „W poszukiwaniu straconego czasu” Prousta? Gdybym bardzo się tam nudził i miał do czytania tylko to, to może udałoby mi się przebrnąć przez wszystkie te grube tomy, których o ile dobrze kojarzę jest siedem. Pytanie tylko, jak bym je tam ze sobą zabrał? Z takim obciążeniem pewnie poszedłbym na dno, zanim dopłynąłbym do jakiejkolwiek wyspy. Natomiast w podróż koleją transsyberyjską (chociaż nie mam w planach takiej wycieczki) wziąłbym coś interesującego, trzymającego w napięciu, żeby nie zasnąć po drodze. Myślę, że mógłby to być cykl o Harrym Hole’u autorstwa Jo Nesbø lub jakiś inny cykl skandynawskich kryminałów. Na pewno nie wziąłbym tam „Morderstwa w Orient Expressie” ani żadnej innej książki, w której opisywane śledztwo dotyczyłoby zwłok znalezionych w jakimkolwiek pojeździe szynowym.

3. Co najbardziej Panu przeszkadza podczas pisania, co wytrąca z rytmu a co Pana najbardziej denerwuje w społeczeństwie o czym chciałaby się napisać z wściekłością? (pytanie właściwie dotyczy dwóch odrębnych i różnych sytuacji, ale tak mi przyszło do głowy i tak spłynęło z palców na klawiaturę i tak już niech zostanie :)

W pisaniu przeszkadzają mi często takie pojawiające się nieplanowane zajęcia, które trzeba wykonać, a których nie uwzględniłem w swoim harmonogramie prac nad książką. Do pisania potrzebuję też ciszy, dźwięki płynące z telewizora czy radia strasznie mnie rozpraszają. Chyba jednak najbardziej przeszkadzam sobie sam, twierdząc, że robię sobie przerwę i włączam komputer tylko po to, by sprawdzić pocztę i zaraz wracać do pisania, a później okazuje się, że zmarnowałem dłuższy czas na właściwie nie wiadomo co. Na szczęście nad tym panuję i zazwyczaj proces pisania przebiega bez większych zakłóceń i bez szczególnych odstępstw od wyznaczonego planu. Natomiast jeśli chodzi o drugą część Pani pytania, to owszem, jest parę kwestii, które mnie denerwują, ale raczej niewiele uwagi poświęcam im w swoich książkach. Tworzę głównie literaturę często określaną mianem rozrywkowej, a nie zaangażowaną społecznie, chociaż siłą rzeczy czasem o pewne tego typu kwestie zahaczam i parę takich prywatnych uwag czy spostrzeżeń zawsze gdzieś tam między wierszami, a czasem wprost, przemycę. Jednak stanowi to tylko dodatek. Jeszcze chyba nigdy nie zdarzyło mi się napisać książki, która byłaby od początku do końca oparta na jakimś procesie czy zjawisku społecznym, które wywoływałoby we mnie negatywne czy też mieszane odczucia.

Musza K.
1. Czy miejsce zamieszkania jest pana główną inspiracją artystyczną, czy może pana twórczość wyglądałaby tak samo, niezależnie od tego, gdzie by pan mieszkał?

Wydaje mi się, że miejsce zamieszkania nie ma jakiegoś szczególnego wpływu na moją twórczość. Podejrzewam, że gdybym mieszkał gdzie indziej (niezależnie, czy na wsi, czy w jakimś dużym mieście), to większość moich książek wyglądałaby dokładnie tak samo. Jedynym wyjątkiem byłaby może „Zbrodnia w BTW”, gdyż akcja tej mini-powieści rozgrywa się właśnie w moim rodzinnym mieście. Chociaż i w tym przypadku trzon intrygi kryminalnej pozostałby zapewne niezmienny, zmieniłoby się tylko tło dla opisywanych tam zdarzeń, ale myślę, że czytelnikom nie robiłoby to specjalnej różnicy.

2. Czy uważa pan, że polscy autorzy mają duże, czy raczej małe szanse, aby zaistnieć na rynku nie tylko ogólnopolskim, ale wykroczyć i poza granice naszego kraju?

Myślę, że pod względem poziomu i czysto literackich umiejętności polscy autorzy w niczym nie odstają od zagranicznych. Każdy z nas zapewne czytywał gorsze jak i lepsze książki, ale to przecież nie narodowość autora decyduje o tym, które powieści cenimy sobie wyżej. Przecież wiele gniotów wyszło spod ręki tak chętnie czytywanych u nas autorów amerykańskich, angielskich czy skandynawskich i nie można tego oceniać tak ogólnie, twórczość każdego pisarza (niezależnie polskiego czy zagranicznego) powinna być rozpatrywana indywidualnie. Po prostu w każdym kraju są lepsi i gorsi twórcy. Według mnie nie mamy się co wstydzić naszych rodzimych autorów. Myślę, że ich szanse na zaistnienie na rynku ogólnopolskim są takie same, jak i w przypadku powieści tłumaczonych na język polski. Inaczej jednak ma się sytuacja polskich autorów na arenie międzynarodowej. Tutaj szanse na osiągnięcie przez nich wielkiego światowego sukcesu wydają mi się znacznie mniejsze. Jak już wspominałem na początku tej wypowiedzi, nie jest to kwestia poziomu. Oczywiście mamy takich autorów (jak, np. Krajewski, Miłoszewski czy Chmielewska), których książki zostały przetłumaczone i wydane w kilku czy nawet kilkunastu krajach, ale są to jednostkowe przypadki. Poza tym i tak wydaje mi się mało prawdopodobne, by jakikolwiek współczesny polski autor był wymieniany przez obcokrajowców jednym tchem obok takich literackich sław jak Larsson, Coben czy Läckberg. Trochę szkoda, bo moim zdaniem, np. Katarzyna Puzyńska, której książki chyba jeszcze nie doczekały się żadnego przekładu, w niczym nie ustępuje wspomnianej wcześniej królowej szwedzkiego kryminału. Ogólnie jednak siedząc cały czas w Polsce ciężko jest mi obiektywnie ocenić szanse na sukces i popularność naszych autorów na świecie. Z tego miejsca trochę brakuje mi takiego nieco szerszego spojrzenia na to zjawisko, więc moja opinia na ten temat może nie pokrywać się w stu procentach ze stanem faktycznym.

izabela81 
1. Recenzenci trylogii "Niemego" piszą, że bardzo dobrze nakreślił Pan postać Rafaela Wellsa od strony psychologicznej, z jego wątpliwościami, obawami i lękami. Czy było to dla Pana (tak młodego autora) trudne zadanie?

Nie, nie było to wcale takie trudne. Na tym etapie, gdy napisałem już wcześniej kilka powieści, nie było to trudne. Gdybym zabrał się za tę historię parę książek i lat temu, pewnie efekt nie byłby tak satysfakcjonujący ani dla mnie samego, ani dla czytelników. Udało mi się dobrze scharakteryzować tę postać, nakreślić jej odpowiedni portret psychologiczny, bo od samego początku prac nad tą trylogią miałem ściśle określoną wizję tego, jaki ten bohater powinien być, jak powinien się zachowywać, jak powinien reagować na opisane w tych trzech książkach zdarzenia. Te wątpliwości, obawy i lęki głównego bohatera, ich przedstawienie, nie sprawiło mi szczególnych trudności, gdyż po części są to także moje prywatne odczucia, dzięki temu nie musiałem się zastanawiać, jak powinienem je opisać, by wyglądały w miarę wiarygodnie, ja to po prostu wiedziałem. Nie musiałem tu teoretyzować, wystarczyło ubrać moje własne refleksje i przemyślenia w odpowiednie słowa, chociaż samo to też nie zawsze jest takie proste.

2. "Niemy", "Blok", "Dziedzic" - co oprócz głównego bohatera łączy tę trylogię? Jaki jest jej wspólny punkt?

Takich punktów łączących wszystkie tomy tej trylogii jest kilka. Pierwszym i chyba takim najbardziej rzucającym się w oczy jest zastosowanie pierwszoosobowej narracji, dzięki której można było poznać myśli niemego bohatera. Dzisiaj nie wyobrażam sobie, że mógłbym to zrobić inaczej, więc chyba była to dobra decyzja. Drugi wspólny punkt to humorystyczne akcenty, które pozwalają czytelnikowi na chwilę oddechu podczas śledzenia akcji rozgrywającej w dość szybkim tempie i na stosunkowo niewielkiej ilości stron. Ponadto w każdym z tomów bohater odkrywa jakieś tajemnice z przeszłości, wyciąga wszystkie brudy zarówno ze swojego życia, jak i z życia swoich najbliższych. Ostatnim ze wspólnych punktów, o którym tu wspomnę, jest, mam przynajmniej taką nadzieję, wysoki poziom wszystkich tych trzech tomów. Jednak nie zamierzam się przy tym upierać, zostawiam to do oceny czytelnikom. Oczywiście ta trylogia ma jeszcze inne wspólne cechy, ale nie psujmy zabawy tym, którzy jeszcze jej nie czytali, niech odkryją je na własną rękę.

3. Na swojej oficjalnej stronie pisze Pan: "Po „Niemej Trylogii” bowiem nie będzie już nic." Czy rzeczywiście nie będzie już nic? A może wkręca nas Pan?

Rzeczywiście, po „Niemej Trylogii” nie będzie już nic. Należy traktować to dosłownie, bez żadnych podtekstów, nie jest to żadna zagrywka marketingowa ani nic w tym stylu. W latach 2008-2013 przygotowałem materiał na osiem książek, w latach 2010-2015 je wydałem; myślę, że niezależnie od tego, który z tych przedziałów czasowych przyjmiemy, to i tak zrobiłem w tym okresie całkiem sporo. Pisanie powieści to bardzo czasochłonne zajęcie, wymagające dużego nakładu pracy. Poświęciłem na to kawał swojego życia i uważam, że po prostu już wystarczy. Poza tym nie wydaje mi się, bym po „Niemej Trylogii”, a szczególnie po opisanych w niej wątkach dotyczących bezpośrednio mnie, mógłbym jeszcze czymkolwiek zaskoczyć czytelników. Jak przeczytacie ten cykl, to zapewne przyznacie mi rację.

Ania K
1. Wow! Mieszkam w odległości zaledwie 15 kilometrów, a pierwszy raz o Panu słyszę! To moja czytelnicza porażka. W takim razie bardzo chciałabym poznać Pana twórczość;) A z racji tego, że doskonale znam Bełchatów i okolice mam pytanie: jak trudno było się przebić na literackim rynku? Czy wydawnictwa oraz czytelnicy przyjęli Pana ciepło czy raczej trwała ciągła walka o "pokazanie się" światu?

Z tą porażką to zależy od punktu widzenia. Może nie jest to porażka czytelnicza, tylko promocyjna? Nieistotne, ważne, że w końcu Pani usłyszała. Walka o „pokazanie się” nieustająco trwa, z każdą kolejną książką staram się docierać do coraz to szerszego grona odbiorców, choć wcale nie jest to łatwe zadanie. Wydaje mi się, że strasznie trudno przebić się dzisiaj na literackim rynku. Konkurencja jest ogromna i prezentuje wysoki poziom. Zarówno wydawcy, jak i czytelnicy mają w czym wybierać. Sądzę, że tacy autorzy jak ja, czyli niewspierani przez żadne duże wydawnictwo, mają niewielkie szanse, by odnieść naprawdę znaczący sukces w tej niełatwej branży. Myślę jednak, że ci czytelnicy, do których udało mi się dotrzeć, byli zadowoleni z moich książek; opinie, które dostaję od nich, a także od recenzentów, są zazwyczaj pozytywne.
 
vaapku
1. W materiale dotyczącym stypendium mówisz, że starasz się wplatać w swoje powieści elementy humorystyczne. Jaki rodzaj humoru jest ci najbliższy?

Rzeczywiście, w swych ostatnich powieściach wplatałem pewne humorystyczne elementy. Myślę, że każdy z czytelników „Niemej Trylogii” uśmiechnął się chociaż kilka razy przy czytaniu poszczególnych tomów. Zdecydowanie najbliższe jest mi takie nieco ironiczne poczucie humoru, pewnie dlatego tak lubiłem śledzić poczynania serialowego „Dr House’a”. Oczywiście nie znaczy to jeszcze, że nie bawią mnie inne rzeczy.

martucha180
1. Zapewne ma Pan przyjaciółkę Wenę. Jaka ona jest?

Jaka ona jest? Nieobecna. Nie traktuję swojego pisania w takich metafizycznych wręcz kategoriach. Wena, natchnienie czy jakkolwiek to nazwać, bywa zazwyczaj świetną wymówką dla tych, którym nie chce się na poważnie przysiąść do pisania. Stworzenie całej powieści polega na systematycznej pracy wykonywanej przez dłuższy czas, jest to zajęcie wymagające przede wszystkim konsekwencji w działaniu. Bez względu na okoliczności i rozleniwienie, trzeba się ogarnąć, otworzyć zeszyt czy plik w komputerze i pisać. Gdybym cały czas wmawiał sobie, że zwlekam z pisaniem, bo czekam aż spłynie na mnie jakieś bliżej nieokreślone natchnienie, to pewnie nadal jeszcze siedziałbym nad rozpapranym pierwszym rozdziałem swojego debiutu, którego nigdy bym nie skończył.

Agnieszka K.
1. W jakich okolicznościach tworzy Pan swoje powieści, czy ma Pan ulubione miejsca, pory dnia, harmonogram, który sprzyjają pisaniu? Czy może odbywa się to zupełnie spontanicznie, bez planu, specjalnego czasu i miejsca?

Najczęściej piszę je przy swoim biurku, zazwyczaj jak już przysiadam na poważnie do pisania, to siedzę tak przy tym cały dzień. Oczywiście, gdy mam już dokładnie przygotowany konspekt całej powieści, to staram się ustalić jakiś harmonogram prac nad zamienianiem tego planu wydarzeń w gotową książkę, ale nie trzymam się go tak ściśle, bo tak się po prostu nie da. Owszem, można sobie założyć, że będzie się pisało po, załóżmy, pięć stron dziennie przez miesiąc, ale w rzeczywistości ciężko te założenia zrealizować. Jednego dnia uda się napisać te pięć stron, a innego góra dwie czy trzy. Nic na siłę. Jednak jakoś do tego pisania trzeba się przygotować, opracować jakiś plan, bo bez tego ciężko nad tym wszystkim zapanować. Takie zupełnie spontaniczne próby stworzenie czegoś oczywiście kiedyś mi się zdarzały, ale efekty tych działań zazwyczaj nie były szczególnie satysfakcjonujące. W przypadku pisania zdecydowanie jestem zwolennikiem planowania. Może brzmi to bardziej rzemieślniczo niż artystycznie, ale według mnie nie da się spontanicznie napisać całej powieści, a już na pewno nie dobrej powieści. Takie nieplanowane porywy twórcze mogą sprawdzać się jedynie w przypadku krótkich form, takich jak np. opowiadanie.

2. Czy już jako dziecko czuł Pan potrzebę pisania, tworzył Pan powieści do "szuflady" w tajemnicy przed światem? Kiedy zrodził się pomysł, aby napisać pierwszą powieść i czy pisząc "Niemego" był w Panu zamysł, aby powstała trylogia, czy dopiero w trakcie pisania zrodził się pomysł na trzytomową serię?

Tak, swoich pierwszych literackich prób rzeczywiście nikomu nie pokazywałem, ale to akurat dobrze, że nikt nie musiał tego czytać. Nawet materiał na swój debiut przygotowywałem w tajemnicy, praktycznie wszyscy dowiedzieli się o nim tuż przed premierą. Wcześniej nie chciałem się tym chwalić, na wypadek gdyby jednak coś nie wyszło i nie udało mi się wydać tej książki. Pomysł by napisać coś własnego zrodził się dość wcześnie, ale dopiero będąc w liceum udało mi się napisać w całości pierwszą powieść. Odnosząc się do ostatniego członu Pani pytania, historia niemego Rafaela Wellsa od samego początku miała przybrać formę trylogii. Jeszcze przed napisaniem „Niemego” miałem przygotowane konspekty na dwa kolejne tomy. Przy tej okazji wspomnę, że zamierzam trzymać się tych założeń i „Dziedzic” definitywnie kończy ten cykl, z pewnością nie będzie czwartej części przygód niemego bohatera.

Klaudia
1. Jakie uczucia towarzyszą Panu w czasie pisania?

Przeróżne. W zasadzie od zapału i chęci do działania, poprzez zmęczenie, aż do całkowitego zniechęcenia. Można powiedzieć, że towarzyszy mi cały wachlarz uczuć.

2. Kiedy skończył Pan pisać pierwszą książkę czuł Pan radość, ponieważ wreszcie udało się napisać ostatni fragment czy może smutek, że opuszcza Pan już świat bohaterów? A może jeszcze inne uczucie?

Kiedy skończyłem pisać swój debiut czułem głównie jedno. Ulgę. Ulgę, że wreszcie udało mi się doprowadzić tę historię do końca, co w trakcie ośmiu miesięcy prac nad tą książką wcale nie było takie oczywiste, bo wielokrotnie miałem ochotę zwyczajnie sobie odpuścić i zrezygnować z pisania. Z pisania tej powieści i chyba z pisania w ogóle. Po postawieniu ostatniej kropki debiutanckiego „Efektu motyla” pomyślałem sobie – nareszcie to skończyłem. Później było już łatwiej. Do tego stopnia, że teraz gdy „Niema Trylogia” dobiegła końca, czuję pewnego rodzaju żal, że to już wszystko. Przyzwyczaiłem się zarówno do wykreowanych w niej bohaterów, jak i do tego stylu, w którym utrzymany był cały ten cykl. Nawet nie wiem, czy potrafiłbym się teraz przestawić i napisać coś zupełnie innego, w innym klimacie i przy wykorzystaniu innych środków językowych. Podejrzewam, że w kolejnych powieściach byłyby dostrzegalne jakieś naleciałości z „Niemej Trylogii”, co niekoniecznie byłoby przeze mnie pożądane. Ale to oczywiście czysto hipotetyczne rozważania, gdyż nie planuję więcej pisać.

Paula Korobejko
1. Gdyby mógł Pan wybrać się w podróż do świata którejś z ulubionych książek, to do jakiej książki chciałby Pan się wybrać i dlaczego ?

W wolnych chwilach najchętniej sięgam po kryminały i thrillery, więc ze względu na specyfikę opisywanych tam historii i kreowanych światów, raczej nie chciałbym się tam wybierać. Chociaż jak teraz to sobie przemyślałem, to nawet na chwilę chętnie wstąpiłbym do willi w Mechlinie, czyli siedziby pięciu zwariowanych Natalii, tak świetnie przedstawionych przez jedną z moich ulubionych polskich pisarek – Olgę Rudnicką. Pytanie tylko, jak długo dałbym radę wytrzymać w towarzystwie pięciu sióstr Sucharskich?

Grażyna Wróbel
1. Czy uważa Pan, że Pana przeszłość ma wpływ na przyszłość?

Uważam, że tak, zresztą w każdym z tomów „Niemej Trylogii” pokazuję, że tak właśnie jest. Myślę, że to stwierdzenie w realnym życiu także jest bliskie prawdy. Np. decyzje związane z wyborem ścieżki edukacji, determinują to, jak później odnajdziemy się na rynku pracy i czy w ogóle się na nim odnajdziemy. Poza tym, gdybym w przeszłości nie zajął się pisaniem, nie wydał debiutu, a potem kolejnych książek, to zapewne nigdy nie miałbym okazji udzielać tego wywiadu i odpowiadać na to właśnie pytanie.

Joanna Mikulec
1. Czy według Pana każdy może zostać pisarzem?

Nie każdy. Opiera się to dokładnie na tej samej zasadzie, którą można odnieść do każdego rodzaju działalności zawodowej czy hobbystycznej. Tak jak człowiek mdlejący na widok krwi nie powinien zostawać lekarzem czy rzeźnikiem, tak jak ktoś z lękiem wysokości nie powinien podejmować próby zdobycia któregoś z himalajskich ośmiotysięczników, tak samo jak klaustrofobik nie powinien dorabiać sobie jako tester trumien, tak samo osoba nieznająca zasad gramatyki oraz ortografii i nieczytająca książek nie powinna zabierać się za ich pisanie. Nie każdy ma ku temu predyspozycje, nie każdy kto uważa się za humanistę, w rzeczywistości nim jest. Oczywiście jeśli chodzi o pisanie to wiele się można nauczyć, sam od czasu debiutu rozwinąłem swoje umiejętności, wręcz wypracowałem je sobie, ale samo to nie wystarczy. Nie chce mi się wierzyć, by ktoś, kto przeczytał w całym życiu zaledwie parę książek i nie lubił tego robić, był w stanie napisać własną powieść, nawet niekoniecznie genialną, ale choćby w miarę poprawną. Wątpię w to. Nie każdy może zostać pisarzem, co więcej, nie każdy powinien nim zostawać, ale paradoksalnie każdy może dziś książkę wydać. Bez względu na poziom i umiejętności, dlatego też sądzę, że nie każdy, kto ma na swoim koncie jakąś publikację, może zaraz uznawać się za pisarza. Wydana książka nie czyni jeszcze z nikogo pisarza, tak jak pijackie zawodzenie prawie że w rytm melodii nie robi z nikogo wokalisty.

Edyta Chmura
1. Czytałam, że marzy Pan o ekranizacji swojej powieści, np. "Bonusu". Którego aktora widziałby Pan w roli Łukasza Widerskiego? A może dobór aktorów ma mniejsze znaczenie, a marzenie dotyczy określonego reżysera?

Mimo że jest to marzenie raczej z kategorii tych nie do zrealizowania, to kiedyś rzeczywiście nawet zastanawiałem się nad obsadą takiego filmu. Akurat z wyborem człowieka, który mógłby się wcielić w głównego bohatera „Bonusu” miałem pewne trudności, bo raczej nie widziałbym w tej roli żadnego z moich ulubionych aktorów. Dlatego też pomyślałem sobie, że Łukasza Widerskiego mógłby zagrać ktoś świeży, jakaś zupełnie nowa twarz, niekojarząca się jeszcze z żadną dużą rolą. Natomiast na obsadzenie ról pozostałych postaci miałem już bardziej konkretne wizje. Gdybym mógł o tym decydować, to w roli rodziców głównego bohatera chętnie zobaczyłbym Dorotę Kamińską i Mirosława Bakę, jako jego teściów Iwonę Bielską i Mariana Dziędziela, a jako żonę Sylwię Juszczak-Arnesen. Tak bym to właśnie widział na kinowym ekranie, szkoda, że chyba nigdy nie będę miał takiej okazji.

2. Utrata którego zmysłu byłaby dla Pana najbardziej dotkliwa?

Wydaje mi się, że wzroku. Byłby to dla mnie koniec oglądania telewizji, koniec czytania książek, koniec swobodnego surfowania po internecie, praktycznie koniec normalnego życia. Z rozrywek pozostałoby mi tylko słuchanie muzyki, a wtedy, z braku innych sposobów spędzania wolnego czasu, pewnie nadużywałbym jej tak, że jeszcze bym ogłuchł.

 Molek Molek
1. Jakim typem człowieka Pan jest? Marzyciel, indywidualista, a może buntownik?

Trudno tak oceniać samego siebie, ale raczej określiłbym się jako indywidualistę. Myślę, że żeby pisać powieści trzeba być właśnie kimś takim. Nie wyobrażam sobie bym mógł np. pisać z kimś książkę na spółkę. Zresztą, zawsze jak czytam książki dwojga lub więcej autorów, to zastanawiam się, jak oni dali radę to zrobić, jak dwie osoby mogły stworzyć jedno spójne dzieło. Oczywiście potrafię współpracować z innymi, aczkolwiek nie na takim twórczym gruncie, tu lubię decydować o wszystkim sam.

2. W wywiadzie z Panem przeczytałam, że jest Pan osobą małomówną. Czy właśnie dlatego postanowił Pan przelewać słowa na papier?

Po części może i tak, ale z pewnością nie był to główny powód. Zawsze marzyłem o napisaniu i wydaniu książki, lubiłem i nadal lubię czytać. Po prostu chciałem się przekonać, jak to jest zrobić coś takiego samemu. Bycie wyłącznie odbiorcą cudzej twórczości mi nie wystarczało, więc w końcu sam zacząłem podejmować jakieś literackie próby.

 ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Dziękuję serdecznie Rafałowi Lewandowskiemu za poświęcenie swojego czasu oraz za udzielenie niezwykle interesującego wywiadu.  

Składam także gorące podziękowania wszystkim, którzy zadali autorowi pytania.  


Osoba wyróżniona otrzymuje nagrodę w postaci pakietu Niemej Trylogii, czyli ''Niemy'', ''Blok'', ''Dziedzic''.

Gratuluję i pozdrawiam!!!

cyrysia