wtorek, 23 lutego 2016

KONKURS - Dobrze widzi się tylko sercem ...

Moi Drodzy,
dziś przychodzę do Was z konkursem, w którym można wygrać jeden egzemplarz książki ''Ósmy kolor tęczy'' Martyny Senator.
 
Recenzja: klik

   ,,Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu” - ten piękny i ważny cytat przytoczył lis Małemu Księciu. 

 A czy Ty doświadczyłeś kiedyś aktu bezinteresownej i niespodziewanej dobroci ze strony innych ludzi? Podziel się swoimi doświadczeniami.
 
 Jedna osoba, której wypowiedź najbardziej przypadnie mi do gustu otrzyma najnowszą powieść Martyny Senator.

~ * ~
 
Miło mi będzie, jeśli zostaniecie obserwatorem mojego bloga: http://cyrysia.blogspot.com/ (opcja tylko dla blogerów) oraz polubicie fanpage mojego bloga: Literacki Świat Cyrysi
  i fanpage sponsora nagrody wydawnictwo Videograf SA.

Do dzieła!!! Naprawdę warto!!!
 
 Regulamin:
1. Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga: LITERACKI ŚWIAT CYRYSI
2. Sponsorem nagrody jest
wydawnictwo Videograf
3. Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest odpowiedź na pytanie: czy doświadczyłeś kiedyś bezinteresownej dobroci ze strony innych ludzi.
4. Konkurs trwa od 23 lutego 2016 roku do 29 lutego 2016 roku do godz. 23.59
5. Ogłoszenie zwycięzcy nastąpi 3 marca 2016 roku.
6. Nagrodą jest jeden egzemplarz ''Ósmy kolor tęczy'' Martyny Senator.

7. W konkursie mogą brać udział osoby posiadające blogi oraz anonimowy uczestnicy, którzy podpiszą się imieniem/nickiem oraz podadzą adres mailowy.
8. Konkurs skierowany do osób posiadających adres zamieszkania w Polsce.
9. Ze zwycięzcą skontaktuję się drogą mailową. W przypadku, gdy zwycięzca w ciągu 7 dni nie odpowie na wiadomość, nastąpi wybór innego wygranego.
10. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
banerek dla zainteresowanych

20 komentarzy:

  1. Doświadczyłam bezinteresownej dobroci: w mieście w którym mieszkam są na parkingach parkomaty niedawno wybrałam się na zakupy samochodem i musiałam wykupić taki bilet. Gdy już zaparkowałam i poszłam wykupić bilet po chwili zatrzymał się koło mnie samochód i kierowca zawolam mnie żebym wzięła jego bilet bo wykupił godzinę a wykorzystał tylko 15 minut i zostało 45 minut. Bardzo się ucieszyłam z takiego gestu że kierowca zamiast wyrzucić postanowił mi go dać. Dodam że to była obca osoba co było dla mnie podwójnym zaskoczeniem.
    Mój mail nati_853@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałam ogromną przyjemność dostąpić takiej dobroci. Jako że jestem wolontariuszką, mam okazję spędzać dużo czasu z osobami niepełnosprawnymi. To od nich tego doświadczam, zawsze. Nie ważne jaki mam kryzys, czy jestem pogrążona w najgirszych emocjach, od nich zawsze czeka na mnie uśmiech. Potrafią jakoś magicznie wyleczyć mi serduszko. To jest jedynu taki przypadek, gdzie ktoś zawsze wychodzi do mnie z uśmiechem, jeśli potrafi mówić to i z miłym słowem i zawsze bardzo chętnie mnie wyprzytula.

    marysia.17.s@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  3. bezinteresowna pomoc? ha! tam gdzie mieszkam to mozna sobie kijem w oko smagnac i tak nikt nie zwroci uwagi. mialam wypadek ze potrzbowalam podwozki do szpitala. czy ktos w ogole popatrzyl nam nei wspolczujaco i zapytla czy potrzebuej pomocy? nie. czy ktos zaproponowal chociaz chusteczke by wytrzec zatrzymac krwawienie? nie. tutaj ludzie sa bezwgledni i niestety mam zla opinie o ic. oni nie zrobia niczego bezinteresownie tylko jeszcze beda wymagac nagrody i zadoscucczynienia. tyle mam do powiedzenia- takie mam marne doswiadczenia :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Historia z wczoraj dosłownie ;).
    Dorabiam sobie jako niania i wczoraj wracałam około 23.00 od mojej Tosi. Szłam na autobus. W pewnym momencie zaczepili mnie jacyś kolesie - lokalne dresy, tacy co jedyne widzą to piwko w zasięgu wzroku i komu by tu przywalić. Miałam akurat sukienkę, więc tym bardziej zaczęły się docinki: "A kto to taki ładny wraca sam po ciemku", "A gdzie to lalunia się tak spieszysz, chodź tu do nas" itp. Nie powiem, zaczęło mi walić mocniej serce, wiadomo jak to jest. Aż tu nagle zza marketu wyskoczyło dwóch przysłowiowych panów "meneli" i do tamtych z tekstem "Odwalić się od pani dobrodziejki! Ale już!" Tamci w szoku, ale odpuścili. Dopiero później zobaczyłam, że ci panowie to bezdomni, którym kiedyś dałam niezjedzone kanapki, czy pożyczyłam fajkę. Jeszcze zapytali czy wszystko w porządku, że oni tu będą się kręcić w te dni, gdy jestem u mojej dziewczynki, żeby się sytuacja nie powtórzyła. No i niech mi ktoś powie, że dobro nie wraca! :)

    asia.rysiewicz@gmail.com

    Pozdrawiam ;**

    OdpowiedzUsuń
  5. Raz w życiu doświadczyłam dobroci ze strony drugiej osoby. Pewnego dnia wracałam do domu wieczorem po zerwaniu z chłopakiem. Jak to bywa w życiu każdego człowieka, nawet tego najsilniejszego, dopada słabość. Tak właśnie było ze mną i po prostu siadłam płacząc nad promenadą. Po chwili poczułam, że ktoś przy mnie siada, a że nie lubię płakać przy kimś (zwłaszcza przy obcych) od razu udałam, że wszystko w porządku. Była to starsza pani, która pracuje w kinie w moim mieście. O nic nie pytała, tylko zaczęła mówić. O swoim zmarłym mężu, który umarł na raka pół roku po ich ślubie. Myślała, że nie zakocha się ponownie, ale to się stało, gdy miała 35 lat i od 40 lat jest szczęśliwa. Później po prostu wstała i odeszła. Do tej pory pamiętam jej słowa, które mi powiedziała na koniec swojej opowieści: "Płaczesz to znaczy, że kochałaś naprawdę. On to zrozumie, ale na pewno za późno. Pewnego dnia za to poznasz mężczyznę, który nie będzie widział po za Tobą świata i nigdy nie doprowadzi Cię do płaczu". Czasami dobroć innego człowieka nie ukazuje się w czynach, w tym co dla nas zrobią. Ukazuje się w słowach, których potrzebujemy. Bez pytań. Mam nadzieję, że spotkam na swojej drodze jeszcze wielu ludzi takich jak ta pani i życzę tego każdemu z osobna.

    E-mail: poetka69#gmail.com

    Buziaki i trzymam kciuki za wszystkich uczestników konkursu. :**

    OdpowiedzUsuń
  6. Do 18 roku mieszkałam w małej miejscowości. Gdy miałam 17 lat w mieszkaniu moich sąsiadów wybuchł pożar. Wszystkie czternaście mieszkań było ze sobą połączonych ścianami. Nim zdążyli przyjechać strażacy, ogień bardzo się rozprzestrzenił. Akcja była nieudana, nie udało się uratować żadnego z tych domów. Spalił się cały dobytek, a wszyscy mieszkańcy tych mieszkań patrzyli jak płonie ich całe dotychczasowe życie, łącznie z moją rodziną, której nie było wtedy w domu. Byłam tylko ja, wybiegłam z domu w piżamie i samych kapciach. Pamiętam, że przybyło całe miasto oglądać zajście. Niektórzy nagrywali, inni wyśmiewali, a inni z przerażeniem patrzyli to na zgliszcza, to na rozpadających się ludzi. Myślałam wtedy o tym jak bardzo ich nienawidzę, do momentu, aż usłyszałam, że kiedy już zaczęło się palić trzecie mieszkanie, ludzie z miasta zaczęli organizować zbiórki materiałów potrzebnych do życia. Dla dzieci, dla dorosłych, nawet dla zwierząt. Zanim jeszcze wszystkie 21 rodzin przeniesiono do internatu, mieliśmy już ubrania, przybory itd. Następnego dnia miał odbyć się festyn. Mieszkańcy miasta zrezygnowali z niego, a w zamian postanowili urządzić imprezę, na której były zbierane pieniądze dla pogorzelców. Koleżance, której spalił się pies- obdarowano nowym przyjacielem. Pamiętam, że ludzie ze szkoły również organizowali zbiórkę dla swoich uczniów, uczniowie z naszych klas robili plakaty. Pamiętam również, że dostałam paczkę od koleżanki z drugiego końca Polski, która przesłała ciuchy. Ojciec innej koleżanki z innego końca rozpłakał się, gdy zobaczył wszystko w telewizji, a kiedy dowiedział się, że to koleżanka jego córki była w to wszystko również "wmieszana" wysłał pieniądze, abym przyjechała do nich na wakacje i odpoczęła od wszystkiego psychicznie.

    Nigdy nie zapomnę tej bezinteresowności mieszkańców, która bardzo mnie zaskoczyła i niezmiernie wzruszyła. Będę im wdzięczna do końca życia.

    bohaterkatragiczna@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  7. W moim życiu pojawił się ktoś- bratnia blogowa dusza- kto od jakiegoś czasu mi pomaga ogarnąć się z trudnego dla mnie czasu. Mimo, że to z pozoru obca osoba daje mi więcej wsparcia niż rodzina czy ludzie, których do tej pory uważałam za przyjaciół. Wierzy we mnie bardziej niż ja sama wierze w siebie. Najcudowniejsze jest to, że nigdy o pomoc nie prosiłam, a wręcz dawałam tej osobie powody by już dawno mnie skreślić, a jednak tego nie zrobiła. Ta pomoc znaczy dla mnie bardzo dużo, bo dzięki niej staje się innym człowiekiem. Mogę popatrzeć na moje życie i moje problemy Jej oczami co pomaga mi wstać i się otrząsnąć. Nigdy nie myślałam, że dzięki blogowemu światu poznam tak wspaniałą osobę, pełną empatii, ciepła i cierpliwości do mnie. Dzięki blogowi zyskałam kogoś kto stał się częścią mojego realnego życia i na kogo mogę liczyć w każdej sytuacji.

    Anewiz / anka.m1985@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Byłam w drodze do pracy, w której byłam ofiarą mobbingu. Nie mogłam się z niej uwolnić przez jakiś czas z wielu powodów- zwłaszcza finansowych. Wolałam znosić upokorzenie ale mieć stałe źródło dochodu, by zwyczajnie mieć za co żyć. Każdego dnia budziłam się i zakładałam sztuczny uśmiech na twarz. Udawałam, że wszystko jest w porządku. Pewnego dnia coś we mnie pękło. Stojąc na przystanku i czekając na autobus do pracy nie wytrzymałam i łzy same poleciały mi po policzkach. Płacz zamienił się w szloch i chociaż patrzyli na mnie ludzie w koło ja nie mogłam się powstrzymać. Podeszła do mnie wtedy zupełnie obca kobieta. O nic nie pytała tylko mnie przytuliła i powiedziała, żebym płakała ile potrzebuje. Wtuliłam się w tą kobietę jakby była moją ostatnią deską ratunku. Jakby była w tamtej chwili najbliższą mi osobą. Kiedy się uspokoiłam nie mogłam wydusić z siebie ani słowa. Uśmiechnęła się do mnie i powiedziała, że nie muszę nic mówić. Złapała mnie tylko za ramiona zmuszając bym popatrzyła Jej w oczy. Powiedziała, że wszystko będzie dobrze. Że cokolwiek by się nie działo nie ma sytuacji bez wyjścia. I że trzyma za mnie kciuki. Mówiła to z taką pewnością, że Jej uwierzyłam. Kiedy odchodziła zdołałam tylko krzyknąć, że dziękuje. To był ostatni tydzień w tamtej pracy. Ta kobieta otworzyła mi oczy i dodała sił. Obca osoba, której nigdy wcześniej ani później nie spotkałam. Jestem Jej wdzięczna, bo dzięki niej podjęłam decyzję o zwolnieniu się z tamtej pracy i uwierzyłam w to, że mogę zawalczyć o lepszą przyszłość dla siebie.

    Basia / basiakuba@onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  9. Kiedyś "złapałam gumę" i nie potrafiłam zmienić koła. stałam jak taka sierotka na poboczu drogi, ani telefonu przy sobie ani chętnych by pomóc. Zatrzymał się starszy Pan eleganckim samochodem i mi pomógł. Wcale na takiego co pomoże nie wyglądał, więc nawet nie próbowałam zatrzymać a tu takie zaskoczenie!

    A w zeszłym roku w wakacje, jak to na urlopie, człowiek rozkojarzony, pochłonięty myślami różnymi... wysiadamy z samochodu na parkingu na uboczu kierujemy się na obiad a samochód obok nas zakluczony, portfel na siedzeniu z przodu, z tyłu torba w misie, pewnie z przyborami dla niemowlaka, bo fotelik był i obok tego właśnie fotelika drzwi otwarte na wszerz. poczekaliśmy z mężem chwilę czy się ktoś zjawi, nikogo. Postanowiłam więc napisać kartkę z informacją, że samochód był otwarty i prosząc o rozwagę następnym razem. położyłam na foteliku dziecięcym, zamknęłam cypelek w drzwiach i zamknęłam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  11. Czy doświadczyłam kiedyś bezinteresownej dobroci?
    Kilka razy. Drobne rzeczy, pomoc, nic wielkiego. Na przykład pomoc w pobieraniu rzeczy, które rozsypałam na chodniku, czy sąsiadka wzięła mnie do domu i dała obiad gdy rodzice nie zdążyli do domu na czas wrócić.
    Od osób, których nie znam.

    po.zachodzie.slonca@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  12. Szczerze mówiąc musiałam się kilka dni zastanowić, którą sytuację chciałabym opisać. Zdecydowałam się w końcu na jedną. To było kilka lat temu. Razem z przyjacielem jeździliśmy do pobliskiej wioski, gdzie uczyliśmy dzieciaczki tańczyć. Ogromny przedział wiekowy (od 5 do 14lat). Bywało różnie, czasami wracałam rozpromieniona, a czasami wściekła jak to już z dziećmi bywa. Zbliżały się moje urodziny i cały tydzień przed nimi chodziłam bardzo zła. Mój przyjaciel w ogóle nie miał dla mnie czasu, zbywał mnie na każdym kroku. Nadszedł dzień urodzin. Tego dnia również byliśmy u "naszych" dzieciaczków. Po kilku tańcach bardzo prosiły o chwilę przerwy. Ogólnie były niespokojne i dziwnie nadpobudliwe. Cóż słońca, dzień wolny od szkoły no i możliwość doprowadzenia mnie do szału robiły swoje. Nagle zrobiło się dziwnie cicho po czym nagle nie wiadomo jak i skąd zaczęły odgrywać teatrzyk. Zaangażowane były wszystkie dzieci, same zrobiły dekoracje, przygotowały stroje a z pomocą mojego przyjaciela teksty i fabułę. Odegrali kilka scenek z mojego życia, kończąc pięknym tańcem, którego ich uczyłam, a oni byli na niego bardzo oporni. Na koniec dostałam od każdego chłopca bukiecik polnych kwiatów, a od dziewczynek rysunki wykonane różnymi technikami. Okazało się, że mój dobry przyjaciel jeździł do nich cały tydzień po swojej pracy, a oni przychodzili dzielnie na próby po szkole, żeby sprawić mi odrobinę przyjemności. Sprawili. Uśmiech zagościł na mojej twarzy a z oczu poleciały łzy szczęścia. Nigdy nie zapomnę tego dnia i trudu jaki każdy z nich włożył w zorganizowanie całej akcji.

    Daria krainaksiazkazwana@gmail.com ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Doświadczyłam w życiu cierpienia i dobroci bezinteresownej pomocy.

    Istnieje na świecie osoba, którą od najmłodszych lat źle oceniałam, błędnie postrzegałam jej postępowanie wobec mnie, w nieodpowiedni sposób odczytywałam dobre intencje. Ona widziała we mnie przyjaciela, bliskiego człowieka, a ja nie potrafiłam tego docenić. Dopiero po wielu latach dotarło do mnie, jak wielki skarb mam obok - siostrę, która w każdej sytuacji była (jest) w stanie skoczyć za mną w ogień. Dziękuję losowi, że postawił na mojej drodze przeszkody, zesłał przeciwności i trudności, bo dzięki nim przekonałam się, kto jest moim prawdziwym przyjacielem. Opowiem od początku...
    Siostra jest ode mnie starsza o pięć lat. Od dzieciństwa nie dogadywałyśmy się, nie potrafiłyśmy znaleźć wspólnego języka - teraz wiem, że z mojej winy. Ona próbowała się mną opiekować, pomagać, doradzać w różnych sprawach, a ja odbierałam to zupełnie inaczej - oskarżałam ją o nadopiekuńczość, wtrącanie się w moje życie. Buntowałam się przeciwko temu, a ona to tolerowała. Czasami w ramach zemsty, za nadgorliwe interesowanie się moją osobą, podsłuchiwałam jej prywatne rozmowy ze znajomymi, podkradałam kosmetyki i ubrania, odzywałam się niekulturalnie. Teraz wiem, że z mojej strony była to podłość. Jako starsza siostra, chciała się mną zająć, przestrzec przed różnymi zagrożeniami, podzielić się doświadczeniami. Ona chciała, abyśmy były prawdziwymi siostrami. Wielokrotnie próbowała się ze mną porozumieć, pogodzić, a ja odpychałam próby pojednania. Teraz, na przestrzeni wielu lat, uświadomiłam sobie, że chyba trochę z nią rywalizowałam o zawładnięcie uczuciami rodziców.
    Wszystko zmieniło się w jednym momencie, kiedy...
    Kilka lat temu znalazłam się na zakręcie życiowym. Nie zauważyłam znaków ostrzegawczych, które postawiła siostra, na mojej drodze. Próbowała mnie przestrzec, powstrzymać przed popełnieniem ogromnego błędu. Nie posłuchałam jej. Po raz kolejny uznałam, że się wymądrza i uważa za lepszą ode mnie. Teraz tego żałuję. Potknęłam się o własną dumę, zabłądziłam, pogubiłam się. Podążyłam nie tą ścieżką, co powinnam. Podjęłam bardzo złą decyzję, na przekór siostrze. Przez to, straciłam wiele. Nie mogłam sobie spojrzeć w twarz. Życie bardzo mnie doświadczyło. Znalazłam się w dołku.Odwróciła się ode mnie nawet najlepsza przyjaciółka. Nie chciała mi pomóc. Zostałam sama, osamotniona, bez nikogo. Wtedy pomocną dłoń wyciągnęła do mnie Ona. Ta, której w dzieciństwie uprzykszałam życie. Nie mogłam uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. To ona pomogła mi pokonać depresję. Była przy mnie, wspierała, otaczała troską, opieką i miłością. Dała mi nadzieję na lepsze jutro. Okazała serce, choć na to nie zasługiwałam. Czuwała nade mną, niczym Anioł Stróż.
    To właśnie wtedy, zdałam sobie sprawę, że moje postępowanie wobec niej było okropne. W końcu ujrzałam w niej człowieka, bratnią duszę, przyjaciółkę...siostrę. Dokładnie pamiętam moment naszego pojednania - przeprosiłam ją za wszystko, co zrobiłam złego.Obie popłakałyśmy się i wtuliłyśmy w siebie.
    Jestem jej ogromnie wdzięczna za to, że była i jest przy mnie.
    Przykre doświadczenia i zdarzenia życiowe "otworzyły" mi oczy. Dzięki nim, zupełnie inaczej, niż na początku, spojrzałam na moją siostrę. Zaskoczyła mnie. Znalazłam w niej wsparcie i pomoc.
    Potrzebowałam wielu lat, by docenić siostrę. Żałuję, że nasze dzieciństwo wiązało się z wieloma konfliktami i nieporozumieniami. Potrafiłam kłócić się z nią o wszystko, zamiast wyznawać jej miłość.
    Teraz jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami. Ufamy sobie, pomagamy, wspieramy. Jesteśmy razem. Droga naszej przyjaźni była bardzo długa i ciężka, ale warto było ją przejść.
    Siostra, pomogła mi bezinteresownie. Była przy mnie, kiedy wszyscy inni się ode mnie odwrócili. Obdarzyła bezwarunkową miłością, choć nie byłam jej warta. Trzymała za rękę w trudnym okresie, bezpiecznie przeprowadziła na spokojny brzeg. Nie oczekiwała nic w zamian. Pomogła mi bezinteresowne...

    anetakasza28944@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Przypomina mi się taka sytuacja, która miała miejsce ponad rok temu. Wtedy przekonałam się, że siódemka to szczęśliwa i magiczna liczba;)
    Było wczesne popołudnie, strasznie bolała mnie głowa więc zażyłam tabletkę przeciwbólową. Po kilkunastu minutach zauważyłam niepokojące objawy – zaczęła mi puchnąć twarz, głównie usta i policzki. Czułam jakby mnie coś rozpychało od środka, a cała twarz pulsowała tępym bólem.
    Narzeczony natychmiast zawiózł mnie do przychodni i zarejestrował do lekarza rodzinnego.
    Wchodzimy do poczekalni, a tam jak zwykle multum ludzi – byłam ósma w kolejce. No nic, siadam i czekam, przy czym strasznie się denerwuję, bo nie wiem co mi jest, a przy tym strasznie boli mnie cała twarz.
    Ludzie spoglądają na mnie z zaciekawieniem. Wreszcie starsza pani nie wytrzymuje i pyta, co mi się stało. Narzeczony tłumaczy sytuację i stwierdza, że prawdopodobnie uczuliły mnie tabletki przeciwbólowe. Zaczyna się dyskusja: ludzie pytają co to za tabletki, narzekają na ich działanie, a właściwie jego brak, na skutki uboczne i na mnóstwo chemii, które w nie teraz pchają, i jak to jest, że mają one leczyć i pomagać, a okazuje się, że jednak szkodzą i trują! Siedzę, słucham i tylko przytakuję, bo nie bardzo mogę mówić – usta mam już tak wielkie jak po mega dawce botoksu!
    Z gabinetu wychodzi wreszcie pacjent i lekarz woła następnego… i tutaj wielka niespodzianka.
    - To może niech pani teraz wejdzie – mówi nieśmiało w przestrzeń miły pan.
    Wszyscy przytakują – „tak, tak idzie pani”, „oczywiście, im szybciej tym lepiej”, „biedactwo”, „proszę, proszę szybciutko”.
    Jestem bardzo zaskoczona i wzruszona ich dobrocią. Wszyscy jak jeden mąż byli zgodni, nikt nie protestował i się nie wkurzał, nikt nie psioczył i krzywo na mnie nie patrzył, nikt nie narzekał, że będzie musiał dłużej tam siedzieć, nikt nie czuł się bardziej chory;)
    Trafiła mi się w tej poczekalni siódemka cudownych ludzi, którzy przejęli się moim losem, którzy wykazali ogromną troskę o mnie, którym moje cierpienie nie było obojętne:)
    Justyna Potomska
    juta18@vp.pl

    OdpowiedzUsuń

Zaglądaj, czytaj, przegryzaj moje słowa, ale wychodząc, zostaw po sobie niezatarty ślad swojej obecności...