środa, 27 kwietnia 2016

KONKURS pełen szczęścia :)

Kochani,
 
  dziś jest premiera książki:
 
 
Z tej okazji zapraszam do konkursu.
 
Zadanie konkursowe:
 
 Opisz swój najszczęśliwszy lub najbardziej niezwykły dzień w życiu.
 
  ~~ * ~~

 Spośród wszystkich zgłoszeń wybiorę dwóch laureatów, którzy otrzymają jeszcze ciepły egzemplarz ,,Szczęścia na wagę''.
 __
 
  Będzie mi miło, jeśli:

         - zostaniesz obserwatorem mojego bloga
         - polubisz fanpage mojego bloga na Facebooku
- udostępnisz informacje o moim konkursie :)
 
 
Do dzieła!!! Naprawdę warto!!!
 
 Regulamin:
1. Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga: LITERACKI ŚWIAT CYRYSI
2. Sponsorem nagrody jest
wydawnictwo Czwarta Strona.
3. Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest opisanie w komentarzu swojego najszczęśliwszego dnia lub najbardziej nietypowego dnia.
4. Konkurs trwa od 27 kwietnia 2016 roku do 1 maja 2016 roku do godz. 23.59
5. Ogłoszenie zwycięzcy nastąpi 3 maja 2016 roku.
6. Nagrodą są dwa egzemplarze ''Szczęście na wagę'' Agnieszki Olejnik
.
7. W konkursie mogą brać udział osoby posiadające blogi oraz anonimowy uczestnicy, którzy podpiszą się imieniem/nickiem oraz podadzą adres mailowy.
8. Konkurs skierowany do osób posiadających adres zamieszkania w Polsce.
9. Ze zwycięzcą skontaktuję się drogą mailową. W przypadku, gdy zwycięzca w ciągu 7 dni nie odpowie na wiadomość, nastąpi wybór innego wygranego.
10. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)
 
  ⇒ Na moim fanpage też są dziś konkursy z okazji premiery ,,Szczęścia na wagę'' oraz ,,Tylko ty''. Zapraszam: klik + klik. 

28 komentarzy:

  1. W życiu człowieka można znaleźć wiele szczęśliwych i niezwykłych dni, które zasługują na pamięć i wspomnienia. Najlepszą formą ich utrwalenia jest fotografia. Ja wśród szczęśliwych chwil mogę wskazać narodziny siostrzeńca Kacperka. Przyszedł on na świat 24 marca 2013 roku. Był taki malutki. Początkowo bałam się wziąć go na ręce. Jednak po chwili zrobiłam to i wcale nie było to takie straszne. Z siostrą cieszyła się cała rodzina. Obecnie Kacperek jest radością i szczęściem całej rodziny. Ma już 3 latka. Do szczęśliwych chwil w moim życiu zaliczyć mogę także obronę pracy licencjackiej na ocenę bardzo dobrą, czy też wiadomość o publikacji mojego artykuł w czasopiśmie. Takich momentów w moim życiu można wyróżnić wiele. Jednak dla mnie każdy dzień jest szczęśliwy, jeśli mogę go spędzić z rodziną i bliskimi mi osobami. Czas jaki spędzam z rodziną jest dla mnie bezcenny.

    E- mail: monia.hetz@interia.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Najszczęśliwszy trudno wybrać bo były 4. Poznanie mojej żony, ślub i narodziny naszych dzieci.
    A najdziwniejszy jest także najszczęśliwszym, bo to dzień poznania mojej żony i to kilkugodzinne poszukiwanie jej domu :)

    Dawid Dmowski

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgłaszam się :)
    Obserwuję jako : Dagmara Janik
    Lubię na FB jako: Daga Janik
    Udostępniłam na FB
    Odpowiedź: Było to 31 sierpnia 2010 roku w Hiszpani. Byliśmy na wycieczce w Madrycie i postanowiliśmy na własną rękę troche pozwiedzać. Chłopak zdecydował, że pojedziemy metrem zwiedzić piękny Parku Retiro. Od rana miałam kiepski humor i już pierwszy kłótnia wywiązała się o plecak, który chciał ze sobą wziąć tylko po to żeby nosić wodę. Po dojechaniu na miejsce zaczeliśmy wszystko zwiedziać. Chłopak zaproponował, żebyśmy popływali łódką po pięknym stawie. Nie spodobał mi się ten pomysł byłam wykończona tym gorącem i chciałam jak najszybciej wracać. W końcu poszliśmy usiąsć do cienie i kazał mi zamknąć oczy a ja zamiast zrobić to potulnie znowu zaczełam marudzić, że kupił pewnie coś i zaraz mnie zdenerwuje. Kiedy otworzyłam oczy klękał przede mną z pierścionkiem i poprosił mnie o rękę. Do dzisiaj podziwiam jego święty spokój i że nie zryzygnował z pomysłu oświadczenia mi się :) Dzisiaj jestśmy małżeństwem od 4 lat i ciągle wspominamy ten dzień, jak każdy jego plan przez moje fimery spalał na manewce a on cierpliwie kombinował jak to zrobić żeby mnie nie zawiść i aby ten dzień był najwspanialszym dnie w moim życiu:)

    OdpowiedzUsuń
  4. W życiu jest wiele szczęśliwych dni, jedne bardziej drugie mniej... Mój dzień niezwykły i bardzo szczęśliwy zarazem to dzień porodu😊 wyczekany, wyobrażany. od rana do nocy było ciężko skurcze, bóle, potem tylko 11 godzin wycia i nareszcie jest -synek ponad 3,5kg szczęścia ❤
    Dziś ma 5 lat i jest wszystkim co mam najlepszego. Czy jest coś bardziej dającego radość?!....
    malwina-zarska@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  5. Co tu dużo pisać był to dzień, kiedy zostałem dziadkiem i od tej wspaniałej i odlotowej chwili wszyscy mówią do mnie dziadku. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Najszczesliwszy dzień w moim życiu to 2 lutego 2015 roku. Wtedy to urodziła się moja córka. Nie ma chyba piękniejszego dnia w życiu kobiety niż dzień narodzin własnego dziecka. Od pierwszego momentu gdy ja zobaczyłam pokochałam z całego serca i już wiem że miłość do dziecka jest czymś najwspanialszym !

    OdpowiedzUsuń
  7. Najszczesliwszy dzień w moim życiu to 2 lutego 2015 roku. Wtedy to urodziła się moja córka. Nie ma chyba piękniejszego dnia w życiu kobiety niż dzień narodzin własnego dziecka. Od pierwszego momentu gdy ja zobaczyłam pokochałam z całego serca i już wiem że miłość do dziecka jest czymś najwspanialszym !

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. 21.11.2003 pojechała z przyjaciółką, jej bratem, kuzynką i kolegą brata do kina. Zdarzenie, jak każe inne, jak wiele, innych. On zakochany, ja antyzwiązkowa. Trochę żartów, złośliwości i rozstanie. Potem kilka spotkań u przyjaciółki w domu, mój złożony przez niego komputer. Nic nadzwyczajnego. Aż pewnego grudniowego dnia roku 2005...
    Zakatarzona ciągnę się za facetem po korytarzach AGH, bo jeszcze tam, a jeszcze tu. Zła, zmęczona, spocona od gorączki. On znika na chwilę, bo ja odmawiam włażenia gdziekolwiek, zostaję na klatce. Wraca z Adamem, krótka gadka.
    Jestem u przyjaciółki, dowiaduję się, że kolega Adama kazał mnie ochrzanić, bo się z nim nie przywitałam jak byłam wtedy na AGH, a on siedział w tym korytarzu, do którego odmówiłam wejścia. Poprosiłam o numer gg, dostałam, napisałam przeprosiny. Na Wigilię posłałam życzenia, to był pierwszy przegadany dzień, w doskokach między kuchnią a pokojem. Po nim kolejne. Rozmowy od 8 rano do 2 w nocy. Niecierpliwe włączanie komputera w oczekiwaniu na wiadomość od niego. Świat zaczął się przewracać do góry nogami. Zakochiwałam się, po uszy, bez pamięci. W facecie, którego widziałam parę razy w życiu, którego znałam tylko z Internetu. Mój związek leciał na łeb na szyję, podtrzymywany jeszcze resztką przyzwoitości i jego namowami, bym to ratowała. A każdego wieczora siadając przed komputerem uświadamiałam sobie, że tylko jego chcę, że po to włączam komputer o 6 rano, by napisać dzień dobry. Że ranię jego, mojego ówczesnego faceta i siebie. Rozmowy coraz dłuższe, odważniejsze, pełne tęsknoty za przytuleniem, za głosem. Raz chciałam archiwum skopiować do Worda, nie udało się. Nie przyjmował nawet rozmów z dwóch tygodni, za dużo ich było. Poddałam się, zresztą, i tak wyrywki archiwum znam na pamięć. Nie, nie czytam ich namiętnie. Po prostu je znam, tak jak wiem, że przyjechał w słoneczny poniedziałek. Już Sylwester był pełen tęsknoty za nim. Potem już tylko się wzmagało.
    Umówiliśmy się do kina. Ja proponowałam, wiedząc, że skaczę na główkę nie umiejąc pływać. Nie wypaliło, nie było biletów. Poszliśmy na spacer. Z ulicy świętego Jana przez Rynek, Grodzką pod Wawel i plantami z powrotem. Znacie to zdanie: "Najbardziej odczujesz brak jakiejś osoby, kiedy będziesz siedział obok niej i będziesz wiedział, że ona nigdy nie będzie twoja."? Ja wtedy bardzo namacalnie poznałam co ono znaczy. Idąc obok i marząc, by wieczór się nie skończył. Nawet się nie dotknęliśmy…
    Szybkie spotkanie, bo potrzebowałam pewnej części, potem jeszcze jedno, po którym nie odwiózł mnie prosto do domu. Porwał mnie. Pojechaliśmy do Czernej, do klasztoru, pochodziliśmy alejkami, w deszczu, pod moim parasolem. Jeszcze bliżej, a jeszcze dalej… Tak bardzo chciałam Go pocałować…
    Czasem płakałam rozmawiając z nim. Usiłując mu wmówić, że to nie to, że się pomyliliśmy, że to zauroczenie, że minie… Jak wiedziałam, że cierpi…
    Pod koniec stycznia miałam dość codziennych mdłości, zawrotów głowy, zmęczenia… Zakończyłam związek. Wiedząc, że mogę zostać sama, nie oczekując od niego nic. Zrobiłam to dla siebie i dla byłego, bo nie kochałam, bo zaczynałam nienawidzić, że nie jest tym, o którym marzyłam…
    Umówiliśmy się do kina. Od rana cała się trzęsłam, z radości, tęsknoty, niepewności. Marzenia się ziszczały, mogłam się przytulić. Cała w środku dygotałam, nie pamiętam o czym myślałam, pamiętam za to w szczegółach cały ten wieczór…
    21.11.2003. Data jak każda inna, data niesamowicie odmienna. Zmieniła moje życie. Rozpoczynając szczęście, o którym się śni

    katarzyna.boron@outlook.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Monika Stanisławska
    monikastanislawska@op.pl

    Mój najszczęśliwszym dzień tak naprawdę miał być jednym z najgorszych w moim życiu a na całe szczęście okazał się super dniem.Po siedmiu latach naszego małżeństwa doszło do burzliwego rozstania między nami.My z synem rok czasu mieszkaliśmy osobno a z mężem kontaktowaliśmy się tylko w sprawach dotyczących syna.Wtedy też postanowiliśmy się rozstać.Jednak kiedy emocje i złość opadły doszłam do wniosku,że nadal go kocham i nie chcę się rozstawac i to samo zaobserwowałam u męża ba pierwszej rozprawie.Jednak duma i głupota nie pozwoliły nam wtedy dojść do porozumienia i zgody.Dopiero na ostatniej rozprawie porozumieliśmy i daliśmy sobie rok czasu.I to właśnie ten dzień był moim najlepszym dniem w życiu. Paradoksalnie od tamtego czasu układa nam się bardzo dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  11. Męża zapoznałam w autobusie na trasie Jelenia Góra- Wrocław. Przysiadł się do mnie i tak już został u moim boku i w sercu. Najgorsze było to, że ludzie, którzy wsiadali do autobusu omijali mnie, myślałam w jednej chwili, że może mam coś na twarzy, że żadna osoba nie chce się do mnie przysiąść. Osoby, które przechodziły, patrzyły na mnie dość dziwnie i ku mojemu dużemu zdziwieniu zasiadali gdzieś indziej. Gdy autobus ruszał doczłapało jeszcze 2 mężczyzn, muszę zaznaczyć że w całym autobusie były tylko wolne jeszcze dwa miejsca, jedno obok mnie i jedno z przodu. Kolega mojego męża usiadł z przodu no a mój obecny teraz mąż obok mnie.Jednak to nie koniec...oczywiście po drodze był wypadek, objazd i byliśmy skazani na siebie dodatkowo 1,5 h. Pech chciał, że pociąg który miałam z Wrocławiu do swojego miejscowości też się opóźniał, więc skazana byłam siedzieć na dworcu . Nieznajomy z autobusu pomógł mi zanieść torbę na dworzec i tam zostawił, tak też myslałam. Po 30 min. jednak ku mojemu zdziwieniu pojawił się ponownie. Zaprosił mnie do dworcowego McDonald s na kawę i ciastko...i tak owe ciastko z MacDonald nas do siebie zbliżyło.Wymieniliśmy się nr tel. na paragonie z MacDonald s. Nieznajomy/znajomy posiedział ze mną jeszcze do przyjazdu mojego pociągu, pomógł mi wybrać odpowiednie miejsce,odpowiedni przedział, abym była bezpieczna-cały czas zaznaczał i pożegnał się... Kiedy ruszył pociąg, a on stał jeszcze na tym peronie i mi machał widziałam ten blask w jego oczach..i tak się zaczęło, choć...dalsza część to już inna historia, nie było łatwo, bo odległość między nami była duża, ale co ma być komu pisane...no właśnie :-)a teraz jesteśmy już rodziną i mamy 3 dzieciaczków, a w planach czwarte

    OdpowiedzUsuń
  12. Jedną z najszczęśliwszych chwil w życiu było poznanie mojej pierwszej miłości. Dużo czasu spędzaliśmy wśród łan zboża..zieleni..na spacerach i pod gołym niebem gwiazd... wydawało mk się wtedy, że mógłby gen stan trwać wieczność...i że życie szybciej ucieka...jednakże..ten stan nie był długotrwały, bo życie jest skomplikowane...mój stan błogi ciągle coś przerywa.. i jestem niezadowolona z życia... z kolei miłość powędrowała sobie do nieba... tak mało mam szczęśliwych chwil, że można je policzyć na palcach jednej ręki... mail: jo7@spoko.pl

    OdpowiedzUsuń
  13. udostępniam baner na blogu, lubię, obserwuję...

    Niewątpliwie do chwil szczęśliwych inaczej podejdą kobiety, inaczej mężczyźni. To pojęcie względne i jakże ulotne. Dla jednych to narodzenie dziecka, dla innych dzień ślubu czy zaręczyn, a jeszcze dla kogoś - poznanie drugiej połówki.
    Z niektórymi z tych chwil ja się zgodzę – owszem! Ale nie byłabym sobą, gdybym nie spojrzała na sprawę inaczej.
    Kiedy był mój najszczęśliwszy i najbardziej niezwykły dzień? Dokładnie dziś – 27 kwietnia jest jego szósta rocznica! [nie mogę więc inaczej:)]
    A jak to się zaczęło? Ślub, podróż poślubna i marzenia… o cudzie, który maleńkim paluszkiem złapie mnie za kciuk, który obdaruje uśmiechem, który gdy podrośnie powie „kocham cię mamusiu”. O maleństwie, na które można patrzeć godzinami, gdy słodko śpi; które uczy się od ciebie poznawania tego co nas otacza. Tylko jak w świecie, w którym wciąż słyszy się tyle o niepłodności wierzyć w ten cud? Nie było starań „na akord”, nie było nóg w górze, nie było oczekiwania co miesiąc na decyzje ciała na „tak” lub „nie”.
    Kiedy 26 kwietnia 2010 roku nie pognębiła mnie kobieca przypadłość to rankiem 27 zrobiłam test. Ze spokojem, bez stresu… Jakoś czułam podświadomie jaki będzie wynik. Nie miałam histerii, nie trzęsły mi się ręce… Nie miałam paniki w oczach. Odłożyłam test na pralkę, odliczyłam… Zobaczyłam dwie kreski i … ze spokojem wyszłam z łazienki, by zawołać tatę kiełkującego we mnie cudu… Byłam tego tak pewna i tak o tym przekonana, że szczęście przyszło ze spokojem w parze. Moje serce już czuło, że nie jest samo, że nie ma czym się denerwować, ponieważ stres szkodzi maleństwu… To była bardzo wzruszająca i jedyna tak niesamowita chwila w moim życiu. Tak, dzień sprzed sześciu lat jest dla mnie tym najbardziej niezwykłym!

    OdpowiedzUsuń
  14. 17 października 2015 roku. Najgorszy i najszczęśliwszy dzień z życia w jednym. Zaczęło się późnym wieczorem 16 października. Morderczy ból. Próba samej siebie. Sprawdzian każdej kobiety. Szok. Niby przygotowana, a jednak wszystko dzieje się tak szybko i okazuje się być czymś, na co nie mozna się przygotować. 9 godzin pośród białych ścian, w białej koszuli. Czy dam radę? Dam? Nie dam? Nie wiem? Ale jak? 7 rano, werdykt - tniemy. Łzy i szok. Jak to? Dlaczego? Nie! Nie? Jak to nie?! Tak trzeba! 7.35 najpiękniejsza chwila z całego życia. Najpiękniejsza sekunda, minuta, chwila, wieczność. I jej płacz. Już nic się nie liczy, mam ją w ramionach. Patrzy na mnie swoimi dużymi granatowymi oczkami. Czuję jej bijące serduszką. Czuję zapach jej delikatnej, różowej skóry. Czuję jej piękne blond włosy na swojej twarzy. Czuję jej zaciśniętą piąstkę na swoim palcu. Czuję ją, czuję całą. Jest moja mała perełka, moja gwiazdka z nieba. Jest moja córeczka <3

    krainaksiazkazwana@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  15. Każdy dzień swojego życia mogłabym nazwać szczęśliwym dniem,codziennie zdarza się coś co mnie cieszy,uszczęśliwia.Ślub,narodziny córki,adopcja pieska ze schroniska,każdy taki moment daje szczęście.Jednak takim dniem,który zapadł mi w pamięć,jest dzień,kiedy moja niespełna czteroletnia córka została pełnoprawnym czytelnikiem biblioteki.Pamiętam do dziś dnia moment,kiedy trzymając mnie za rękę, przekroczyła ze mną próg biblioteki,wkraczając do świata książek,baśni i czarodziejskich opowieści.Szczęście biło z jej buzi niesamowite,tylko było córci przykro,że cztery książki pozwoliła pani wypożyczyć,a chciała więcej.Od tamtego dnia minęło już piętnaście lat,a ja mam w swoich oczach wciąż tę małą dziewczynkę,która załapała "bakcyla"do czytania i trwa on po dziś dzień.Jestem dumna,że udało mi się w córce zaszczepić miłość do literatury,a ja mam osobę z którą mogę godzinami rozmawiać o książkach i sprawia nam to obu niesamowitą frajdę :-)

    OdpowiedzUsuń
  16. Długo zastanawiałam się nad odpowiedzią na to trudne pytanie, bo czy pisanie lub rozmawianie o szczęściu może być łatwe? Czy faktycznie tak łatwo wytypować ten jeden dzień? A przede wszystkim czy najgorszy dzień może być także najlepszym? 30 października 2000 roku. Miałam 10 lat, a moja młodsza siostra jeszcze 7- następnego dnia miała skończyć 8. Z tej okazji przygotowywaliśmy z rodzicami niewielkie przyjęcie. W ostatniej chwili okazało się jednak, że zabrakło nam lodów. Mimo że był chłodny październik, żadna z nas nie umiała sobie wyobrazić zabawy bez nich. Mama, która zawsze była bardzo ostrożna, wyjątkowo pozwoliła nam iść do sklepu bez niej. Jeden przystanek od domu, kilka minut autobusem. Czy coś mogło pójść nie tak? Na dworze było zupełnie ciemno, a my wraz z kilkunastoma innymi osobami stałyśmy na przejściu dla pieszych. Kiedy zapaliło się zielone światło, wszyscy bez mrugnięcia okiem weszliśmy na ulicę. Nikt nie zauważył auta, które jechało ze zbyt dużą prędkością i nie zwolniło dojeżdżając do przejścia dla pieszych. Ten kierowca uderzył w moją siostrą, która na moich oczach przeleciała kilka metrów. Nie będę opisywać, co działo się dalej, bo to nie miejsce na żale. Dodam tylko, że ostatecznie wszystko dobrze się skończyło. Myślę, że ten najgorszy dzień mogę uznać również za najlepszy, w końcu dalej mam młodszą siostrę, moją jedyną siostrę.

    OdpowiedzUsuń
  17. Takie dni zdarzają się raz na kilka lat. Taki dzień zdarzył mi się w zeszłym roku. Po odebranym telefonie ze smutną wiadomością zaczęłam ryczeć. Nie płakać tylko ryczeć. Najcudowniejsze dla mnie było to, że z pokoju obok podszedł do mnie mój 17 letni syn i mocno mnie przytulił. To było coś czego się nie spodziewałam. To właśnie dla mnie było szczęście, bo uświadomiłam sobie, że jednak wychowałam syna na bardzo wrażliwego, ciepłego chłopaka. G. Grzesiak, graz2007@interia.pl

    OdpowiedzUsuń
  18. Mój najszczęśliwszy i najbardziej niezwykły dzień to dzień, w którym w naszym domu pojawił się mój dzisiaj najlepszy i najwierniejszy przyjaciel, nasz psiak. Było to prawie rok temu już.
    Długa podróż po niego, oczywiście obowiązkowo z lekturą, radość na jego widok, bezcenne.
    Nigdy nie zapomnę jak pierwszy raz usłyszał i przestraszył się nadjeżdżającego pociągu i wtulił we mnie, mimo iż mnie jeszcze nie znał. W konsekwencji jego pierwsza pani (cudowna kobieta swoją drogą) od razu zaproponowała, że zawiezie nas do domu swoim samochodem. Na szczęście maluszek większość drogi przespał i obyło się bez nieprzyjemnych niespodzianek.
    Najpiękniejsze chwile były już u nas w domu: Jego pierwsze niepewne kroki i poznawanie każdego konta w nowym domu, poznawanie domowników, nowego podwórka, sąsiadów, pierwsza radość na widok nowych zabawek, nowego legowiska (oczywiście u mnie w pokoju), pierwsze danie mu jedzenia, pierwszy spacer, pierwsza zabawa...
    Cóż, ceną była nieprzespana noc, ale warto było.
    Dziś to roczny pies i nie wyobrażam sobie by mogło go nie być z nami.

    OdpowiedzUsuń
  19. „Uwielbiam niedziele” – myślałam wpatrując się w leniwie płynące na lazurowym niebie białe chmurki. Było gorące letnie popołudnie, a ja leżałam na trawniku, co chwila odrywając się od „Pożegnania z Afryką”, aby rozejrzeć się jak pięknie jest u mnie w domu na wsi. Z ziemi wyskoczyło mnóstwo stokrotek, które uśmiechały się do mnie radośnie, zwracając swe główki ku słońcu. Różne myśli przychodziły mi do głowy i niczym kadry w filmie przeskakiwały obrazy z dzieciństwa, twarz Mamy, skakanie po kopkach siana z koleżankami i podjadanie czereśni z sadu sąsiada…To były lata! Mimo, że miałam dużo obowiązków i pracy, bo oczywiste było, że muszę pomagać rodzicom, a na wsi zajęć zawsze jest bez liku, to i tak dzieciństwo kojarzy mi się z taką błogością, jaką czuję właśnie teraz, leżąc sobie na kocyku i ciesząc się chwilą.
    „Mam nadzieję, że też będziesz miał szczęśliwe dzieciństwo, Maleńki” – powiedziałam na głos spoglądając na swój coraz większy brzuch. Byłam już w czwartym miesiącu ciąży i lekarz zapewniał, że niedługo poczuję, jak mój Skarbek pływa sobie beztrosko. Rozmawiałam z nim często, chciałabym aby znał mój głos, czuł miłość. „Może nie znamy się jeszcze zbyt dobrze, ale nie mogę się doczekać, kiedy się spotkamy :)”. Mój cud! Westchnęłam…chciałam wrócić do czytania, ale jakoś nie mogłam się skupić. Mama powtarzała, żebym nacieszyła się ostatnimi miesiącami wolności, bo potem już nie będę miała czasu na odpoczynek, książki i rozmyślania o niebieskich migdałach. Już nie będę się wsłuchiwać w cykanie koników polnych i poranne trele wróbli przy moim oknie, nie będę przypatrywać się chmurom, zastanawiając się, jaki kształt przypominają…całym moim światem stanie się dziecko, a codzienność zabierze mi leniwe niedziele. No cóż, jak zawsze, Mama miała rację, no może tylko co do książek się pomyliła, bo nie potrafię z nich zrezygnować i nawet kosztem swego snu, sięgam po nie każdego dnia.
    Ale dlaczego wspominam właśnie tamten letni dzień? Co było w nim takiego wyjątkowego? Dla mnie nastąpiło wówczas trzęsienie ziemi…z odległych krain, do których zawiodły mnie myśli, wyrwał mnie jeden kopniak, tak wyraźny, że już nie miałam wątpliwości, że synek przypomina mi o sobie…nareszcie! Odpowiedział mi, słyszy mnie, rozumie, jesteśmy jednością! Ucieszyłam się tak bardzo, że biegnąć (no dobra, człapiąc ;)) do męża z radosną nowiną sprawiłam, iż sądził, że trafiłam szóstkę w totka. Jeden ruch, odpowiedź na moje czcze gadanie, sprawił, że na zawsze zapamiętałam ten dzień :)

    Oczywiście lubię, obserwuję i udostępniam.

    OdpowiedzUsuń

Zaglądaj, czytaj, przegryzaj moje słowa, ale wychodząc, zostaw po sobie niezatarty ślad swojej obecności...