czwartek, 21 lipca 2016

KONKURS: Jaką książkę zabierzesz ze sobą na bezludną wyspę?

Wakacje to dobry czas, żeby pomarzyć o jakiejś bezludnej wyspie, gdzie można odpocząć przy ciekawej lekturze.

 Ja mam już nawet swoje trzy typy:
(po kliknięciu w okładkę zostaniecie przeniesieni na stronę księgarni, gdzie znajduje się dokładny opis książki).

http://www.gandalf.com.pl/b/slodkie-opetanie/
http://www.gandalf.com.pl/b/ta-chwila-e/

http://www.gandalf.com.pl/b/oddech-smierci-a/


A Ty, jaką książkę i dlaczego zabrałbyś/zabrałabyś ze sobą na bezludną wyspę?


Trzy najciekawsze odpowiedzi otrzymają ode mnie voucher o wartości 30 zł każdy do wykorzystania w sklepie www.Gandalf.com.pl.

  
 Regulamin:
1. Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga: LITERACKI ŚWIAT CYRYSI
2. Sponsorem nagród jest
Księgarnia Gandalf.
3. Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest udzielenie odpowiedzi na pytanie: Jaką książkę i dlaczego zabrałbyś/zabrałabyś ze sobą na bezludną wyspę?
4. Konkurs trwa od 21 lipca 2016 roku do 25 lipca 2016 roku do godz. 23.59
5. Wywiad oraz ogłoszenie zwycięzcy nastąpi 27 lipca 2016 roku.
6. Nagrodą są 3 
vouchery o wartości 30 zł każdy do wykorzystania w sklepie www.Gandalf.com.pl.
7. W konkursie mogą brać udział osoby posiadające blogi oraz anonimowy uczestnicy, którzy podpiszą się imieniem/nickiem. Adresu mailowego nie wymagam, ale jeśli ktoś chce podać, to bardzo proszę. Będę miała łatwiejszy kontakt z Wami w razie wygranej.
8. Konkurs skierowany do osób posiadających adres zamieszkania w Polsce.
9. Ze zwycięzcą skontaktuję się drogą mailową. W przypadku, gdy zwycięzca w ciągu 7 dni nie odpowie na wiadomość, nastąpi wybór innego wygranego.
10. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)

44 komentarze:

  1. Nie zabrałabym żadnej,tylko napisała własną ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Na pewno zabralabym książkę która ma dużo stron żeby na dłużej starczyla ale jeśli miałabym wybierać to na pewno bez słów

    OdpowiedzUsuń
  3. Na pewno zabralabym książkę która ma dużo stron żeby na dłużej starczyla ale jeśli miałabym wybierać to na pewno bez słów

    OdpowiedzUsuń
  4. Zebralabym książkę Agaty Przybylek Takie rzeczy to tylko z mężem nie czytałam jej a wydaje sie fascynująca dlatego bym ja zabrała Obserwuje na fb jako Barbara Pawlik tutaj jako anonimowy bo sie mi inaczej nie da logować

    OdpowiedzUsuń
  5. Na bezludną wyspę zabrałabym Biblię. To jedyna książka, którą moim zdaniem jest sens czytać wiele razy. Jeżeli miałabym wybrać inną, to musiałabym ocenić ją po tytule, okładce i opisie, ponieważ nie wracam do przeczytanych książek po raz drugi. Jak powszechnie wiadomo, taka ocena nie jest dobra i może być rozbieżna z poczuciem zadowolenia, jakie powinna dawać w trakcie czytania. Dlatego Biblia - najbezpieczniejsza opcja! ^^

    OdpowiedzUsuń
  6. Na bezludną wyspę? Tylko i wyłącznie Harry Potter. Odrobina magii w sytuacji kryzysowej potrafi zdziałać cuda. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Małgorzata Heimelczwartek, 21 lipca, 2016

    Jedna jedyna?
    Tak sie chyba nie da...��
    Zeby tam przetrwac..musialabym cos jesc ha ha...
    Wiec moze ksiazka...
    Jadalne robaczki i inne male zyjatka z bezludnej wyspy?

    OdpowiedzUsuń
  8. Na bezludna wyspę, to tylko z książkami Beara Gryllsa . Ten facet to guru surwiwalu , wiec z Nim z pewnością bym nie zgineła. Facet nawet z powietrza zrobi czekoladę! Do tego przystojny, a ksiazki maja duzo zdjeć, wiec i PKO nacieszę:-).

    OdpowiedzUsuń
  9. Na bezludną wyspę zabrałabym książkę "Flashman" George`a Macdonalda Frasera. To powieść awanturnicza z elementami przygodowymi i batalistycznymi rozgrywająca się na przełomie 30. i 40. lat XIX wieku, spisana jest w formie wspomnień. Autor w umiejętny sposób pomieszał fikcję z wydarzeniami, które miały miejsce naprawdę. Dzięki temu możemy dowiedzieć się sporo ciekawostek i informacji, o których dotąd nie mieliśmy pojęcia lub o wydarzeniach tylko wspomnianych na lekcjach historii. Pomimo tego, że Flashman to tchórzliwy fircyk, rozpustnik, samochwała, kobieciarz, łamacz serc, intrygant, pijak, to w jakiś sposób można go polubić. Zresztą sam nie ukrywa kim jest i się tym wcale nie przejmuje. Otwarcie zaś mówi, że jest tchórzem i nie wie co to wyrzuty sumienia. Flashman wszędzie ściąga na siebie kłopoty, jednak dzięki sprytowi zawsze spada na cztery łapy. A co do jego stosunku do kobiet i ich traktowania... no cóż, chętnie rozwaliłabym mu patelnię na głowie! Według niego kobiety to głupiutkie gąski, wredne jędze, a nawet stworzone do miłości maszyny erotyczne. Flashman nie liczy się z uczuciami kobiet i traktuje je bardzo osobliwie. Miał nawet kilka kochanek jednocześnie, choć żadna nie była tą jedną i na stałe. Zmieniał je i bawił się nimi, dosłownie jak dziecko zabawkami. Nie potrafił się pohamować, a słowo „wstrzemięźliwość” nie istniało w jego słowniku. Dla mnie jako kobiety współczesnej dziwne było to, jak bardzo można być nieuświadomionym seksualnie i na przykład trzymanie za piersi uznać za normalne tzw. „grzecznościowe” zachowanie mężczyzny wobec kobiety. Bardzo kontrowersyjna postać. Z taką książką i takim bohaterem z pewnością nie miałabym czasu na nudę. :)

    iza.81@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja zabralabym najpiękniejszą książkę na świecie "Jeździec miedziany ".
    etka4@op.pl

    OdpowiedzUsuń
  11. Książki to wielka przyjemność, Zabralabym że sobą całe mnóstwo, aby nie nudzić się na takiej wyspie, ale gdybym miała wziąć tylko jedna to postawiłbym zdecydowanie na taka, która pomoże mi przetrwać w trudnych warunkach;)
    "ŻYCIE W WARUNKACH" EKSTREMALNYCH Frances Ashcroft,
    Tak, to właśnie ją Zabralabym w moją podroz.
    To napewno nie jest podręcznik o tym jak przetrwać, to wogole nie jest podręcznik, to książka pełna ścisłej, ale doskonale podanej wiedzy książka popularnonaukowa, opowiadająca o tym, jak ludzki organizm radzi sobie z różnego rodzaju ekstremalnymi warunkami środowiska. 
    Podczas gdy było by mi zimno, gorąco, gdybym Nie miała wody, zastanawiałam się jak sobie z tym poradzić.
    W tej książce jest dużo porad, technik jak sobie poradzić w trudnych sytuacjach, a poza tym świetnie się ja czyta!;)

    patyszkaaa@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  12. rozsądek mi podpowiada by na taką wyspę wziąć poradnik jak przetrwać w dziczy albo jakiś podręcznik surviwalowy ale rozsądna nie jestem w doborze książek. Także wzięłabym taką która ma w sobie dużo stron by się nią delektować, gdzie jest jakiś przystojniak by o nim śnić, by była ciekawa fabuła, magia (by przetrwać na wyspie i nie popaść w marazm i obłęd magia się przyda), gdzie dużo się dzieje… z tego wychodzi, że zabrałabym Harry’ego Pottera i Zakon Feniksa (dlaczego erotyki są takie krótkie) chociaż zastanawiam się czy nie lepszym pomysłem by było zabranie czegoś nowego i nie znanego ;) no dobra jednak Zakon Feniksa :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Zabrałabym którąś z książek Franza Kafki, bo uwielbiam z nim być sam na sam.

    OdpowiedzUsuń
  14. Na bezludna wyspę zabrałabym ze sobą moją najgrubsza ksiażke czyli
    "Sherlock Holmes. Księga wszystkich dokonań". Ma ona 1124 stron także nie musiaabym w kółko czytać tego samego. Zanim bym ja przeczytała minęłoby trochę czasu :) Gdybym wzięła jakąś krótsza książkę bym pewnie co dziennie musiała zaczynać czytać ją od poczatku :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Jestem wielką fanką Guillaume Musso. Przeczytałam wszystkie jego książki więc "Ta chwila" znajduje się na liście książek, które MUSZĘ przeczytać. Do dnia premiery zostało jednak jeszcze kilka dni. Jeśli miałabym wyruszyć już dziś, na bezludną wyspę zabrałabym ze sobą "Pierwsza przychodzi miłość" Emily Giffin. To również jedyna książka autorki (mojej ulubionej),której jeszcze nie miałam okazji przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  16. Gdybym miała zdecydować, teraz, już ! tak na gorąco to sięgnęłabym do półki po książkę Katarzyny Krentz i Juli Bielak "Księżyc myśliwych". Ta książką już jakiś czas gości w mojej biblioteczce i jakoś nie ma okazji żeby ją przeczytać, a bezludna wyspa byłaby do tego celu idealna. Emoni monikasz27@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja bym zabrała wszystkie które czekają w kolejce na przeczytanie na moich półkach, a że jest ich sporo to musiałabym popłynąć duuużą tratwą :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Zabrałabym " Robinsona Crusoe'a. To jest książka ' podręcznik ' , na podstawie, którego , jestem w pełni przekonana dałabym sobie rade. A jeszcze jak by się tam pojawił Piętaszek byłabym bardzo ale to bardzo zadowolona. Czegóż chcieć więcej?

    OdpowiedzUsuń
  19. Przeczytałam sporo książek i trudno mi wybrać z nich wszystkich tylko jedną, ale myślę, że byłaby to lektura Ernesta Hemingwaya - "Stary człowiek i morze". Może to wydawać się dziwne jak taką książkę, przecież jest taka krótka itp. Myślę, że czytając ją po raz kolejny, nauczyłabym się tego co Santiago, czyli żyć w zgodzie z naturą, być jej całkowicie oddanym, bo w końcu żyłabym w samotności bez ludzi... Również Santiago byłby moją motywacją do osiągnięcia wyznaczonego przez siebie celu, pomimo niesprzyjających mi warunków, myślałabym o nim i wytrwale dążyła do celu!:) Uważam, że jest to idealna książka.:)

    OdpowiedzUsuń
  20. sarajewianka
    Za udział w konkursie podziękuję, ale chętnie podzielę się moimi ukochanymi książkami. Z literatury "mojego Południa" to:
    - "Prokleta avlija" ("Przeklęte podwórze") - opowiadanie jedynego pisarza z krajów b. Jugosławii, który otrzymał nagrodę Nobla, czyli Ivo Andrića, piewcy wielonarodowej, wielokulturowej Bośni (dodam, że był związany z UJ, angażował się w akcję uwolnienia polskich profesorów wywiezionych do obozu koncentracyjnego). Więzienie z "Przeklętego Podwórza" to metafora całego świata!
    - "Tvrdjava" ("Twierdza") Mešy Selimovića, długoletniego dyrektora Teatru narodowego w Sarajewie, w której przedstawił wnikliwe portrety nabożnych, ubogih, ascetycznych derwiszów.
    Z polskiej literatury zdecydowanie:
    - "Przekroczyć próg nadziei" Karola Wojtyły. Wspaniała, głęboka!
    A z innych...:
    - "Na wschód od Edenu" Johna Steinbecka,opowieść o rodzinie kalifornijskich ranczerów, w warstwie filozoficznej nowoczesna wersja biblijnego mitu o Kainie i Ablu...
    - "Księga z San Michele" Axela Munthe - niezwykła opowieść lekarza-neurologa o życiu, przemijaniu oraz o malowniczych zakątkach na CAPRI, gdzie spędził wiele czasu...

    OdpowiedzUsuń
  21. sarajewianka
    Za udział w konkursie podziękuję, ale chętnie podzielę się moimi ukochanymi książkami. Z literatury "mojego Południa" to:
    - "Prokleta avlija" ("Przeklęte podwórze") - opowiadanie jedynego pisarza z krajów b. Jugosławii, który otrzymał nagrodę Nobla, czyli Ivo Andrića, piewcy wielonarodowej, wielokulturowej Bośni (dodam, że był związany z UJ, angażował się w akcję uwolnienia polskich profesorów wywiezionych do obozu koncentracyjnego). Więzienie z "Przeklętego Podwórza" to metafora całego świata!
    - "Derviš i smrt" ("Derwisz i śmierć") oraz "Tvrdjava" ("Twierdza") Mešy Selimovića, długoletniego dyrektora Teatru narodowego w Sarajewie, w których przedstawił wnikliwe portrety nabożnych, ubogih, ascetycznych derwiszów.
    Z polskiej literatury zdecydowanie:
    - "Przekroczyć próg nadziei" Karola Wojtyły. Wspaniała, głęboka!
    A z innych...:
    - "Na wschód od Edenu" Johna Steinbecka,opowieść o rodzinie kalifornijskich ranczerów, w warstwie filozoficznej nowoczesna wersja biblijnego mitu o Kainie i Ablu...
    - "Księga z San Michele" Axela Munthe - niezwykła opowieść lekarza-neurologa o życiu, przemijaniu oraz o malowniczych zakątkach na CAPRI, gdzie spędził wiele czasu...

    OdpowiedzUsuń
  22. Na bezludną wyspę zabrałabym "Igrzyska śmierci" Suzanne Collins. Książka ta jest tak piękna w swoim przesłaniu, że nie mogłabym jej nie zabrać. Czytałabym ją z milion razy, za każdym razem dawałaby mi nadzieję na lepsze jutro i pomogłaby osiągnąć swój cel. Sama akcja igrzysk odbywa się w bezludnym miejscu więc na pewno znalazłabym jakieś wskazówki w tej książce. Samotność nie doskwierałaby mi z taką waleczną i pozytywną bohaterką jak Katniss. Poza tym może nauczyłabym się strzelać z łuku..? :)
    recenzjeankiblog@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  23. NA bezludną wyspę wzięłabym "Mały książę", bo bezludna wyspa byłaby taką książęcą Planetą
    marzent@interia.pl

    OdpowiedzUsuń
  24. Na bezludną wyspę najchętniej zabrałabym jakiś dobry kryminał! Być może coś pani Lackberg, np. "Pogromca lwów". Mogłabym skupić się całkowicie na tym, co czytam. Poza tym znam siebie i wiem, że podczas czytania "straszniejszych" fragmentów co chwilę odwracałabym się i sprawdzała czy kogoś za mną nie ma. ;) Takie miejsce jak bezludna wyspa z pewnością świetnie nadawałoby się na czytanie powieści grozy czy kryminałów. ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. Na bezludną wyspę zabrałabym książkę,która jest gruba i dzięki temu szybko by się nie skończyła. I na pewno byłaby to książka,której jeszcze nie czytałam i nie miałam okazji jej poznać.A dlaczego zabrałabym książkę,której nie znam?Właśnie po to żeby ją poznać,żeby móc w ciszy i spokoju delektować się każdym przeczytabym rozdziałem. Książką,która spełnia te moje warunki i którą właśnie bym zabrała było by Morderstwo i cała reszta Marty Reich.A i jeszcze w jednej książce miałabym kilka wątków z kryminalny,tajemniczy i miłoisny(tak przynajmniej pisało w recenzji:-)

    OdpowiedzUsuń
  26. Na bezludną wyspę zabrałbym jakiś romans. Pewnie „Trzy metry nad niebem”. Oglądałem z moją dziewczyną film, który bardzo mi się podoba, ale na książkę nie miałem odwagi. Jeżeli znalazłbym się sam na takiej wyspie i nikt nie widziałby, co czytam… Czemu nie? W końcu raz się żyje. Nawet gdyby czytanie szło mi opornie i tak musiałbym zmęczyć ten romans. Przecież zanudziłbym się na śmierć na takiej wyspie, a książka to zawsze jakiś „czasoumilacz”. ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. A ja zabralabym Atlas anatomii by móc wreszcie wszystko wykuc na pamięć ! Dużo czasu, nuda.. nic tylko czytać łacińskie nazwy wszystkich kostek :) gdyby się udało później wydostać z bezludnej wyspy każdy szpital chciałby mnie zatrudnić z moja wiedza ! (Dobry elektroradiolog powinien mieć anatomie wykuta na blache - słowa moich wykładowców :) )

    OdpowiedzUsuń
  28. Witam!
    Na bezludną wyspę zabrałabym książkę autorstwa ulubionego zagranicznego pisarza - "List w butelce" Nicholasa Sparksa. Książki tego autora to za każdym razem niesamowite przeżycie - czytelnicza uczta dla duszy, podróż w głąb siebie, dawka potężnych emocji, wielobarwnej palety uczuć. Ta historia poruszyła mnie mocno i odcisnęła trwały ślad. Dlaczego zabrałabym ją ze sobą? Idąc za głównym bohaterem wysyłałabym listy w butelce. Codziennie jeden. Kto wie jak skończyłaby się ta przygoda? Każdy z nas ma ster życia w swoich dłoniach, od nas zależy jak będzie wyglądać nasze życie. Każdy dzień daje nam nowe szanse. Może jeden z moich listów trafiłby do Nicholasa Sparksa siedzącego nad brzegiem oceanu i piszącego swoją najnowszą powieść???

    OdpowiedzUsuń
  29. Szkoda, że można wybrać tylko jedną książkę, ale muszę się zdecydować i moim typem będzie "Real" Katy Evans. Bezludna wyspa, więc i gorąco, temperatura wysoka, po prostu nie dałoby się wytrzymać. A tak, kiedy książka jest bardziej gorąca od największego upału, kiedy rozpala do czerwoności może się dziać co tylko chce. Choćby piasek zaczął płonąć a woda wyparować. Do tego byłabym z moim książkowym mężem, a wtedy to już prawdziwa pełnia szczęścia. Mogłabym tam spędzić trochę czasu i nie tęskniłabym za niczym. No, może tylko za drugą częścią i trzecią, choć ona jeszcze nie jest wydana...

    OdpowiedzUsuń
  30. tak sobie pomyślałam że zabrałabym najchętniej książkę której jeszcze nie czytałam, np. "Rewizję" Mroza, której co prawda jeszcze nie mam, ale gdybym się miała wybierać na bezludna wyspę na pewno bym się zaopatrzyła. A tak w ogóle to jedną książkę wziąć ze sobą to jakieś niewykonalne dla mnie zadanie :P gdybym już wiedziała że dziwnym trafem znajdę się na bezludnej wyspie albo celowo się tam wybierała, zabrałabym tyle książek ile zdołałabym unieść. A teraz żeby moja wypowiedź była tak przewrotna jak chciałam żeby była, bo ja kobieta niezdecydowana do granic możliwości. Gdy już napisałam to pomyślałam że jest pewna książka którą zabrałabym jako jedyną- to "Dzieci z Bullerbyn" naprawdę! czytałam ją wiele razy i wcale nie byłoby mi przykro gdybym z braku innych książek musiała ją czytać ( tam musiała, chciałabym ją czytać :) a zaraz po tym jak napisałam o "Dzieciach.." to pomyślałam że jakaś wielka antologia Szekspira uradowałaby moje serce i jako jedyna mogłaby zagościć w mojej bezludnowyspowej( oho takie nowe słowo :) biblioteczce. Więc skoro Ty masz trzy typy to niech i ja przy tych trzech typach pozostanę :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Na bezludną wyspę zabrałabym książkę "Jesteś cudem" Reginy Brett. Jeszcze się z nią nie zapoznałam, ale czytałam "Bóg nigdy nie mruga" tej autorki i wiem, że byłaby to idealna pozycja. Książka pomaga zmienić się na lepsze i dostrzegać pozytywne strony każdej sytuacji a co jak co, ale bezludna wyspa to chyba nie jest najlepsza sytuacja, więc książka dostarczyłaby wskazówek jak odnaleźć szczęście. Autorka pisze prostym i zabawnym językiem, więc z pewnością bym się ne nudziła :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Gdybym mogła zabrać na bezludną wyspę tylko jedną książkę, to byłaby to jednak z książek Katarzyny Grocholi, może "Nigdy w życiu"... To książka łatwa, lekka i przyjemna a jednocześnie z dużym dystansem do świata i pokazująca, że każdą sytuację można interpretować inaczej w zależności od momentu w którym się znajdujemy, że na wszystko trzeba patrzeć trochę z przymrużeniem oka i że kiedy coś na prawdę chce się w życiu osiągnąć to świat nam sprzyja. To książka, którą można czytać wiele razy i za każdym razem będzie wspaniałą odskocznią od świata (lub wyspy), na którym się znajdujemy.
    Banerek jest na blogu cytrulina.blogspot.com
    Pozdrawiam wszystkich!

    OdpowiedzUsuń
  33. Zabiorę oczywiście książkę kucharską ;) To właśnie podczas urlopu, a na bezludnej wyspie spędzę właśnie wymarzony urlop, mam czas na zabawę w kuchni. Teraz analizuję "Kuchnię filmową" Pauliny Wnuk. To fenomenalna książka. Dzięki niej mam kolejne hobby: GOTOWANIE. Idealna dla takiego kinomaniaka jak ja. Mogę połączyć 3 pasje: filmy, książki i gotowanie. Wg mnie to najlepsza książka z dotychczasowych kulinarnych, jakie czytałam. Przepisy są proste w wykonaniu, mało skomplikowane i niezbyt czasochłonne, a dania smakują wprost wybornie, to same delicje. Z uwagi na to, że kocham jeść, to jestem zachwycona. Nie mam kłopotów z przygotowaniem dań, a gotować dopiero się uczę. Dzięki przyrządzonym potrawom mogę poczuć się jak prawdziwa gwiazda. Jem dania, które można w filmie obejrzeć, które jedli moi ulubieni bohaterowie. Potrawy z tej książki wzbogacają moje codzienne menu. Na bezludnej wyspie się wszystkie ładnie nauczę i po powrocie na każde spotkanie ze znajomymi zrobię te dania, np. niebieską zupę Bridget Jones czy legendarne cheeseburgery z „Pulp Fiction”, krem sułtański z "Dziewczyny do wzięcia", a na wieczór panieński mojej przyjaciółki przygotuję drink cosmopolitan z „Seksu w wielkim mieście”. Moim faworytem kulinarnym z tej książki jest bezsprzecznie ciasto czekoladowe Pani Trunchbull z filmu „Matylda". Zrobi furorę wśród moich znajomych. Będę częściej zapraszana na różne spotkania towarzyskie. Stanę się popularna. A jak wiadomo, przez żołądek do serca... Gorąco polecam każdemu, kto marzy o gotowaniu i sporządzaniu wytwornych potraw. Jestem oczarowana tą książką. Jest pięknie wydana, ma barwne zdjęcia i dobrą jakość papieru. Będzie mi towarzyszyć każdego dnia w kuchni :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Najchętniej zabrałabym całą biblioteczkę! Mogłabym na niej swobodnie dryfować, lub stworzyć porządną tratwę. ;) A do tego nie ograniczałabym się do jednej tylko powieści, bo kto wie, kiedy nadszedłby ratunek i ile by to w sumie trwało?
    Nie mam ulubionej książki. To tak, jakbym miała wskazać, które dziecko bardziej kocham - trochę to nieetyczne. ;) Niemniej, jeśli już musiałabym jakąś wybrać, to „Trzy młode pieśni”. Właśnie jestem w trakcie czytania „Pasji według Einara”, która jest przedostatnią częścią cyklu Północna Droga autorstwa Elżbiety Cherezińskiej. Nie zaznałabym spokoju, jeśli nie dowiedziałabym się, jak dalej potoczyły się losy bohaterów.
    Ponadto zakładam, iż wylądowałabym gdzieś na tropikalnej bezludnej wyspie, więc czytanie o poczynaniach Wikingów, mieszkających na mroźnej Północy, byłoby miłą odmianą od wszechogarniającego słońca i upału! ;)

    magdalena.robert@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  35. bezludna wyspa to miejsce, które szcególnie sprzyja rozwojowi wyobraźni. W związku z tym, aby dobrze ją pobudzić do działania zabrałabym ze sobą albo Harrego Pottera (ale tylko którąś z pierwszych czesci, bo od 5 w górę to trochę zbyt mroczne klimaty jak na wakacje) albo Anię z Zielonego Wzgórza (wyobrażnia Ani jest nie do pobicia) albo Małą Księżniczkę (bo ona przecież mimo wszystko była też bardzo samotna i czytanie o tym jak sobie radziła z przeciwnościami mogłoby być niezłą ispiracją do działania na takiej bezludnej wyspie) :)

    aga.smidoda@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  36. Ja na bezludną wyspę niewątpliwie zabrałabym niezrównanego „Lesia” mojej ukochanej polskiej „kryminalistki” Joanny Chmielewskiej. Jest to zdecydowanie moja ulubiona książka, powalająca poczuciem humoru Autorki. Wciąż pamiętam, jak udało mi się ją wreszcie dorwać w bibliotece miejskiej prawie 20 lat temu, miesiąc przed maturą (dzisiaj mam już własny egzemplarz). Jak zaczytywałam się w niej zamiast w „Vademecum maturzysty z biologii”. Jak siłą odrywałam się od niej, żeby zaoszczędzić sobie trochę „na potem”. Jak zaraziłam miłością do Chmielewskiej siostrę, gdy czytałyśmy sobie na zmianę „Lesia” na głos, zaśmiewając się do łez. Pomimo, że tyle razy przeczytany, wciąż nie przestaje nas śmieszyć (podobnie jak „Wszyscy jesteśmy podejrzani”-jak dla mnie, prequel „Lesia”). Ponadto na cześć mojej ulubionej powieści-i postaci literackiej-moja chomisia miała na imię Lesia (miał być oczywiście Lesio, ale okazało się, że to dziewczynka :) ). Nie można też nie wspomnieć o tym, że Lesio wychodził cało z różnych opresji (w które najczęściej sam się pakował), więc dzięki niemu i ja pewnie poradziłabym sobie na bezludnej wyspie :P

    Małgorzata Bula
    melisa2004@gmail.com

    OdpowiedzUsuń

Zaglądaj, czytaj, przegryzaj moje słowa, ale wychodząc, zostaw po sobie niezatarty ślad swojej obecności...