środa, 7 grudnia 2016

''Uratuj mnie'' Anna Bellon



Uratuj mnie
Anna Bellon
Cykl: The Last Regret (tom 1)
Wydawnictwo: OMGBooks
Liczba stron: 352
Ocena: 4/6

~~ * ~~

  Normalne życie Mai skończyło się, gdy zginął jej ukochany brat. Pogrążyła się w żałobie, zerwała kontakty z wszystkimi przyjaciółmi. Liczyły się tylko książki i muzyka.

Prawdziwe życie Kylera może się dopiero zacząć. Gdy skończy liceum, przestanie się przeprowadzać, zmieniać szkoły, gdy uwolni się od toksycznego ojca. Na razie jedyną ucieczką pozostaje muzyka. I prowokowanie otoczenia napisami na koszulkach.

„A później nauczyłam się wszystkiego od nowa. Pojawił się ktoś, kto przebił się przez wzniesiony przeze mnie mur. Wziął go szturmem i nie pozwolił mi się z powrotem za nim schować. Wszedł w moje życie, śpiewając lekko zachrypniętym głosem o dziewczynie ulotnej jak papierosowy dym”.

W nowej szkole Kyler poznaje Maię. I postanawia się z nią zaprzyjaźnić. Ale czy dziewczyna, która odtrąca od siebie wszystkich, jest na to gotowa? Czy Kyler ma w sobie tyle siły, by nie odpuścić?

I czy to na pewno przyjaźń?

  Anna Bellon autorka serii "The Last Regret". Urodziła się w 1996 roku w Lublinie, wychowała w Ostrowcu Świętokrzyskim, a na studiach postanowiła szukać szczęścia w Warszawie. Z natury sarkastyczna realistka, która paradoksalnie częściej patrzy w niebo niż pod nogi i dlatego zaczęła pisać. Zaczęła od wierszy, ale tylko na chwilę, bo poezja szybko przestała mieścić jej słowotok. Zapełniała zapisanymi stronami najpierw szuflady, a potem twardy dysk, aż trafiła na Wattpad. Na początku tylko po cichu czytała, aż w końcu spontanicznie podjęła decyzję, że zacznie się dzielić tym, co siedzi jej w głowie, ukrywając się pod nickiem AnaLeFay. W "The Last Regret" łączy pisanie z tym, co inspiruje ją najbardziej zaraz po ludziach – muzyką.

  „Uratuj mnie” to pierwsza część serii „The Last Regret”, opowiadającej o grupie przyjaciół z liceum, którzy zakładają zespół rockowy. Książka w zmienionej wersji była publikowana na Wattpadzie, gdzie uzyskała ponad milion odsłon.

  Etap nastoletni mam już dawno za sobą, mimo to jestem wielką fanką New Adult. Ten gatunek po prostu do mnie przemawia, dlatego nie mogłam odmówić sobie tej przyjemności i musiałam sięgnąć po debiutanckie dzieło naszej rodzimej autorki. Czy warto było? Na pewno nie żałuję, ale szczerze powiedziawszy spodziewałam się większego "bum", tym bardziej że w sieci aż kipi od pozytywnych recenzji.

  Sam pomysł na fabułę nie porywa żadną oryginalnością. Znowu mamy dobrze znany nam schemat: dziewczyna zmagająca się z traumą oraz chłopak z przeszłością. Mimo to z żywym zainteresowaniem zaczęłam śledzić przebieg tej znajomości, spodziewając się wielu emocji i wzruszeń. Niestety czegoś zabrakło. Nie potrafiłam w pełni przeżywać tej historii. Tak jakbym stała z boku i patrzyła na wszystko z dziwną obojętnością. Nie znaczy to jednak, że powieść jest zła. Po prostu nie do końca wykorzystano jej potencjał.

  Zacznę najpierw od minusów, żeby na osłodę zaprezentować plusy. Przede wszystkim razi po oczach inspiracja twórczością Collen Hoover, mam tu głównie na myśli ,,Maybe Someday’’. Może nie był to świadomy zabieg, ale wyszło jak wyszło. Mam także zastrzeżenie co do krótkich rozdziałów i poszarpanych gdzieniegdzie wątków. W efekcie brakuje pewnego wrażenia spójności i ciągłości przedstawionej historii. I strasznie jestem poirytowana brakiem tłumaczenia tekstów piosenek. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że w dzisiejszych czasach język angielski jest już standardem. Ale co z tymi osobami, które nie uczyły się go nigdy? Czuję wielkie rozczarowanie.

  Nie zachwycił mnie również wątek miłosny. Zwłaszcza początkowy etap, gdy rodzi się uczucie między bohaterami budzi mój sprzeciw. Dziewczyna, która dotychczas stroniła od ludzi, nagle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki otwiera się przed nowo poznanym przystojniakiem. Według mnie tempo rozwoju tej relacji było zbyt szybkie, a co za tym idzie – mało wiarygodne. Na szczęście po jakimś czasie widać już poprawę i w rezultacie mogłam bez irytacji obserwować tworzącą się między nimi więź opartą na wzajemnym zrozumieniu i zaufaniu.

  Podoba mi się natomiast wplecenie do narracji muzycznych elementów, które dodają powieści unikatowego nastroju i swoistej głębi. Warto także docenić ciekawie wykreowanych bohaterów. Ona – zamknięta w swoim świecie, obarcza się winą za tragiczną śmieć brata. On – ambitny, wrażliwy młody mężczyzna, pragnący akceptacji i ciepła rodzinnego domu. Oboje walczą ze swoimi słabościami, ze swoim strachem, ze swoimi ograniczeniami. Według mnie autorka całkiem sprawie dopracowała ich psychologiczny rys, kładąc szczególny nacisk na bolesne doświadczenia, co sprawia, że wydają się bardziej ludzcy i autentyczni w swoich poczynaniach. 

 Całość napisana jest poprawnym językiem, w sposób jasny i przejrzysty. Za sprawą pierwszoosobowej narracji prowadzonej z perspektywy Kylera i Mai, czytelnik od początku wnika w ich psychikę i dowiaduje się, o czym myślą i czego pragną. Jeżeli chodzi o tempo akcji jest dość miarowe, czasami zwalnia, a innym razem przyspiesza. Generalnie to dobra lektura. Liczę jednak, że kolejna powieść, która wyjdzie spod pióra pisarki będzie prezentować znacznie wyższy poziom – wszak praktyka czyni mistrza. 

Podsumowując:
  „Uratuj mnie” to subtelna i przejmująca historia o miłości, sile przyjaźni, cierpieniu i szukaniu swojego miejsca na ziemi. Z niezwykłą wrażliwością pokazuje, że jeśli tylko czegoś bardzo pragniemy, to wszystko jest możliwe. Wystarczy tylko chcieć i zrobić pierwszy krok. Polecam wszystkim zainteresowanym. 
 

32 komentarze:

  1. Ze względu na to, że ten gatunek to nie moja bajka, nie będę po tę książkę sięgać. Twoje zastrzeżenia co do niektórych elementów tylko mnie w tej decyzji utwierdzają:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam, wspominam całkiem dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam już o tej książce kilka recenzji. Jeśli będę miała okazję to na pewno ją przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Masz rację, inspiracja Hoover jest bardzo widoczna. Jednak mi to nie przeszkadzało w lekturze :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Może w przyszłości po nią sięgnę . Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja nie przepadam za tego typu gatunkiem literackim, jednakże tę książkę czytałam jakiś czas temu i nawet przypadła mi do gustu ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja czasami czytam New Adult i sama jestem zaskoczona, że lubię ten gatunek ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytam w recenzji: "Przede wszystkim razi po oczach inspiracja twórczością Collen Hoover, mam tu głównie na myśli "Maybe Someday". Oj, żeby się Autorka nie obraziła, bo niektórzy autorzy nie dopuszczają wskazywania takich podobieństw i w ogóle konstruktywnej krytyki, z której mogliby w kolejnych książkach wyciągnąć wnioski. Mam nadzieję, że Anna Bellon potrafi przyjąć uzasadnioną krytykę. Życzę Autorce powodzenia na rynku wydawniczym, doskonalenia warsztatu, własnych pomysłów bez inspiracji innymi książkami i zadowolenia ze swojej pracy.
    s-a

    OdpowiedzUsuń
  9. Dla mnie była to średnia książka, nic specjalnego, choć wszyscy tak zachwalali...

    OdpowiedzUsuń
  10. Mnie ta książka i tak za bardzo nie interesuje, ale siostra była nią zainteresowana.

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie czytałam i nadal jakoś mnie do niej nie ciągnie. Myślę, że nie przypadłaby mi do gustu, a moja tolerancja dla tego wątku miłosnego byłaby niska.

    OdpowiedzUsuń
  12. Widząc zdjęcie książki na torach pomyślałem, że to jakaś słaba pozycja i prosi się o potrącenie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozbroiłeś mnie swoją interpretacją zdjęcia :))

      Usuń
  13. Rzadko czytam New Adult, jakoś niespecjalnie mnie ciągnie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Już tyle czasu odkładam tą książkę... Chyba czas najwyższy się porządnie zmotywować.

    OdpowiedzUsuń
  15. Zastanowię się jeszcze, chociaż coś mnie do tej książki przyciąga :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Czytałam bardzo dużo negatywnych opinii. Na dodatek pomysł mi się nie podoba. Raczej nie przeczytam, ale doceniam wattpadowy sukces, bo robimy w tym samym. :)
    Pozdrawiam i zapraszam na nowy projekt http://fuzja-recenzentow.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie ciągnie mnie do tej książki zupełnie, bo tematyka to raczej coś, co zdecydowanie omijam.

    OdpowiedzUsuń
  18. Czytałam tą książkę kiedy jeszcze książką nie była i nie zachwyciła mnie, więc jakoś nie spieszy mi się z zapoznaniem się z jej papierową wersją. Niby wzbogacona, niby coś więcej... a jednak nie dla mnie. Naczytałam się tyle niezbyt pozytywnych, lub nawet negatywnych recenzji, że podziękuję, ale nie ;)
    Pozdrawiam cieplutko ^^ Książki bez tajemnic

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja za NA nie przepadam więc raczej i po tę książkę nie sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Sam tytuł jest dla mnie przyciągający :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Boże tak się czaje na tę książkę, a przeczytałam masę recenzji i mam mieszane uczucia. Jak z tym żyć?! Ciekawa i pouczająca recenzja.
    Pozdrawiam
    Sara z
    www.niesamowity-swiat-ksiazek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  22. Jako osoba, która nie jest specjalnie zainteresowana new adult, będę unikać tej książki, bo mam wrażenie, że nie jest to tytuł mogący przekonać mnie do gatunku.

    OdpowiedzUsuń
  23. Tym razem nie dla mnie, może bym się skusiła, gdybyś dała maksymalną ocenę;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Ja odpuszczam, bo coś czuję, że się w tej historii, w tym klimacie po prostu nie odnajdę :) Nic na siłę. Czytałam już kilka recenzji tej książki... Twoja utwierdziła mnie w przekonaniu, że nie, po prostu nie :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Na razie mam co czytać. Może gdy się ukaże cała trylogia, to po nią sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  26. Bardzo lubię tę historię, ale widzę tez jej niedostatki, o których wspomniałaś. Jednak Anna Bellon w przeciwieństwie do niektyórych "gwiazdek" potrafi przyjąć krytykę, a co za tym idzie - jest szansa, że w następnej powieści nas zaskoczy. Sama przyznasz, że ta historia dobrze rockuje ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. Czytałam i dość nawet mi się podobała. ;)

    OdpowiedzUsuń
  28. Mam ją w planach ;)
    http://justboooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  29. Na książkę miałam ochotę, ale zaraz po wydaniu. Obecnie jestem nieco przytłoczona tym gatunkiem, więc sobie raczej odpuszczę.
    Zwłaszcza, że nic nie denerwuje mnie bardziej w powieści niż kiedy autor ukazuje jakąś traumę, przeżycie, ale nie ma zielonego pojęcia o skutkach, więc pisze bzdury. Jak na przykład tematem przewodnim jest gwałt, a w całej powieści czytamy tylko o naiwnej bohaterce, która mimo takiego wydarzenia nic sobie z niego nie robi. Przecież w rzeczywistości tak to nie wygląda. Tak samo jak napisałaś powyżej o wątku miłości :)

    OdpowiedzUsuń

Zaglądaj, czytaj, przegryzaj moje słowa, ale wychodząc, zostaw po sobie niezatarty ślad swojej obecności...