niedziela, 31 stycznia 2016

KONKURS: Amber - Gail McHugh

Moi Drodzy,
dziś przychodzę do Was z konkursem, w którym można wygrać jeden egzemplarz książki ''Amber'' Gail McHugh.
 
Recenzja: klik

Co trzeba zrobić, aby zdobyć tę wyjątkową nagrodę? 

  Należy pobrać okładkę książki ''Amber'' na swój telefon, tablet, czytnik itp. i stworzyć ciekawą kompozycję zdjęciową 

Dla przykładu podaje przecudne zdjęcia w wykonaniu autorki bloga Niebieska zakładka: klik lub klik.


 Jedna osoba, której praca najbardziej przypadnie mi do gustu otrzyma najnowszą powieść Gail McHugh.

Zgłoszenia proszę przysyłać na maila: kryniame@wp.pl lub podesłać link do swojej pracy, już uprzednio opublikowanej na swojej stronie. 

 
Do dzieła!!! Naprawdę warto!!!
 
 Regulamin:
1. Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga: LITERACKI ŚWIAT CYRYSI
2. Sponsorem nagrody jest
wydawnictwo Akurat
3. Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest stworzenie własnej kompozycji zdjęciowej z okładką książki ''Amber''.
4. Konkurs trwa od 31 stycznia 2016 roku do 6 lutego 2016 roku do godz. 23.59
5. Ogłoszenie zwycięzcy nastąpi 8 lutego 2016 roku.
6. Nagrodą jest jeden egzemplarz ''Amber''
Gail McHugh.
7. W konkursie mogą brać udział osoby posiadające blogi oraz anonimowy uczestnicy, którzy podpiszą się imieniem/nickiem oraz podadzą adres mailowy.
8. Konkurs skierowany do osób posiadających adres zamieszkania w Polsce.
9. Ze zwycięzcą skontaktuję się drogą mailową. W przypadku, gdy zwycięzca w ciągu 7 dni nie odpowie na wiadomość, nastąpi wybór innego wygranego.
10. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
banerek dla zainteresowanych 

sobota, 30 stycznia 2016

Wywiad z Agnieszką Lis

Monika Stanisławska
3. Ma Pani możliwość zrealizowania swojego najskrytszego marzenia ale musi Pani złamać swoje zasady i ideały, którymi kieruje się Pani w życiu. Co Pani robi pozostaje sobie wierną czy spełnia swoje marzenie?

Szukam rozwiązania. Takiego, które pozwoliłoby mi na spełnienie marzenia bez łamania ideałów. Czym jestem starsza, tym więcej we mnie kompromisu. Zrozumienia dla konieczności dopasowania. Może mądrości – ale to tylko mam nadzieję ;-) jednak to pytanie jest tak trudne, że mogę tylko przypuszczać, jak bym się zachowała. Bo kto z nas wie tak naprawdę, jak by się zachował w ekstremalnej sytuacji?

Patrycja Sudoł
3. Jakie ma Pani rady dla początkującego pisarza lub osoby, która marzy, aby coś napisać, a boi się, ze to się nie uda?


Pisać. Pisać. Pisać. Potem długo, długo nie ma żadnej sensownej rady.

A jak już będzie napisane – to wierzyć w siebie i swoje pisanie. Polecam się uczyć – dużo, jak najwięcej. Można to robić poprzez czytanie, polecam szczególnie literaturę tzw. wysoką (tylko proszę mi nie kazać tego pojęcia definiować. Ja takiej definicji nie znam, chociaż często tego rodzaju sformułowanie słyszę – wysoka, pierwszoligowa, głównonurtowa, artystyczna… ale definicji – chyba nie ma?, skro nikt nie potrafił mi jej podać). Ale nie tylko. Czytać po prostu jak najwięcej. Poza tym uczyć się konstruowania fabuły, formułowania myśli, tworzenia bohatera, etc. Jest mnóstwo książek o pisaniu, jest wiele kursów pisarskich, dłuższych i krótszych, są grupy wsparcia dla pisarzy… możliwości jest wiele.

A na koniec, jak już będzie naprawdę napisane, poprawione, sczytane, skorygowane – wysyłać. Na konkursy, do wydawców… i nigdy się nie poddawać.

Czyli:

1. Pisać

2. Pracować nad pisaniem.

3. Czytać.

4. Wierzyć.

5. Wysyłać.

6. Grzać się w świetle sukcesu.

Krzycho
1. Co sprawia Pani największą frajdę : nauka muzyki, gry na fortepianie czy może zajęcia "uczytelniające" dla dzieci? A może jest jeszcze coś w czym czuje się Pani najbardziej spełniona?

Z całą pewnością pisanie. To moje marzenie, spełnienie. Pasja. Niezwykle lubię uczyć muzyki. Przede wszystkim lubię dzieci, więc praca z nimi po prostu sprawia mi satysfakcję i przyjemność. Praca z maluchami nad szeroko rozumianym „uczytelnieniem” – czytanie im, wyrażanie opowieści w sposób plastyczny, robienie ilustracji do przeczytanych fragmentów – to wszystko jest wspaniałe i bardzo to lubię. Niemniej, jeśli miałabym powiedzieć co sprawia mi radość największą – to to jest właśnie pisanie.

martucha180
2. Jak to się stało, że systematycznie czyta pani dzieciom bajki w przedszkolu? Kto wpadł na ten wspaniały pomysł?


Życie :) Napisałam cykl piętnastu bajek dla mojego starszego syna. Wygrały konkurs literacki i przez jakiś czas były dostępne na e-booku. Synek „wygadał” się wychowawczyni… a ona zaprosiła mnie do przedszkola. Proszę sobie wyobrazić, jaka była radość dzieciaków, gdy w czytanej opowieści pojawił się ich kolega, wymieniony z imienia, potem ich wychowawczyni, także wymieniona z imienia.. a i wielu z nich się tam pojawiło. Obserwowanie reakcji dzieci było fascynujące. Potem zaprosiły mnie na owo czytanie wychowawczynie innych grup. Potem inne przedszkole. Potem szkoła mojego synka… Ostatnio czytam trochę mniej, mam dużo innych obowiązków, ale – jako że lubię dzieci i uważam ich reakcje za bezcenne – to staram się być z nimi w kontakcie.

3. Którą książkę poleciłaby Pani młodszym uczniom podstawówki jako lekturę obowiązkową? Którą książkę zdaniem Pani warto by było omawiać na lekcjach, by uczniowie czytali, by częściej sięgali po książki?

Nie sądzę, żeby była jedna lektura warta polecenia. Myślę raczej, że po prostu trzeba dopasowywać lektury do poziomu emocjonalnego dzieci z jednoczesnym uważnym uszanowaniem ich aktualnych fascynacji. Mody wśród dzieci się zmieniają. Harry Potter jest świetny, niemniej już trochę dzieciom i młodzieży się opatrzył, potrzebują czegoś nowego. Na pewno w pierwszych latach szkolnych powinny to być książki przygodowe, z domieszką fantazji, może fantastyki nawet. Mój syn musiał nie tak dawno przeczytać lekturę „Puc, Bursztyn i goście”… i z całym szacunkiem, po prostu się nudził. Potem dałam mu w ręce „Baśniobór” – i nie mógł się doczekać, kiedy przeczyta nastopny rozdział. Tak, myślę, że zestaw lektur powinien się regularnie zmieniać.

Wielka jest w tym zakresie rola pedagogów, niektórzy potrafią rozkochać dzieciaki w czytaniu, inni – nie. Ogromna też jest rola bibliotek. To akurat zmienia się bardzo na plus. Biblioteki częstokroć, na szczęście, to już nie przykurzone mauzolea, ale tętniące życiem ośrodki życia kulturalnego. Tak powinno być i tak coraz częściej jest.

Danuta Kisiel
1. W Pani książkach są poruszane zwykłe, codzienne tematy życiowe, a zarazem tak trudne i ważne dla naszej "zdrowej" egzystencji. Czy jest w Pani głowie jakiś trudny temat, do opisania, w kolejnej książce? Albo odwrotnie, czy jest jakiś temat, którego nie chciałaby Pani opisać na swoich kartach?


Mam taki temat… Dotknął mnie w dość bliskim sąsiedztwie… to choroba i śmierć młodej matki. Bardzo szybka śmierć. Nic więcej zdradzać nie będę, książka się pisze.

Nie wiem, czy jest temat, którego nie chciałabym opisać. Nie znajduję takiego w tej chwili. Jeśli już, to ze względu na to, że wydałby mi się nie wystarczająco nośny. Nieciekawy dla Czytelników. Lub taki, do którego nie miałabym „metody”. Nie potrafiłabym znaleźć odpowiedniej narracji, bohaterów, fabuły… Ale raczej nie uciekam przez żadnym tematem.

Justyna Ernest
1. Bohaterka Pani książki "Jutro będzie normalnie" jako chyba jedna z nielicznych kobiet nie przepada za czekoladą. Stad też moje pytanie - czy ma Pani typową dla kobiet słabość , której notorycznie Pani ulega?


No cóż,… niestety, lubię słodycze… To strasznie trudne wyznanie, proszę je docenić!

2. Książka "Samotność we dwoje" to opowieść widziana oczami mężczyzny. Czy napisanie jej sprawiało pani trudności?

Sprawiało mi bardzo dużo trudności. Konsultowałam je z różnymi mężczyznami. Niektórzy mówili: „facet tak nie myśli”. Ale większość przytakiwała. Jeden z kolegów, gdy przeczytał rękopis (chyba powinnam powiedzieć „drukopis”?), już następnego dnia mi go oddał z pretensją: „Skąd to wiesz? Jak śmiałaś o mnie napisać?” Straciłam dobrego kolegę, ale upewniłam się, że męski świat wcale nie jest taki „macho”, jak próbuje się to tłumaczyć nam, biednym słabym kobietkom. Faceci tak samo czują, chociaż wielu z nich nie chce się do tego przyznawać. Poza tym są tak samo różni jak my, kobiety. To dopiero odkrycie, prawda? Warto było dla niego napisać książkę :)

W każdym razie pisanie tej książki było dla mnie trudne, bez wątpienia. Ale której niby nie było?

3. Komu spodoba się Pani nowa książka "Pozytywka" ?

Tym, którzy lubią zastanowić się, dlaczego w życiu zachowujemy się w określony sposób. Lubią pomyśleć. Za naszymi decyzjami, sposobem myślenia, postępowaniem – zawsze stoją jakieś przeżycia. I na co dzień się nie zastawiamy, dlaczego nasz znajomy się zachowuje tak, a nie inaczej… może dzięki POZYTYWCE chociaż kilka osób się nad tym zastanowi?

izabela81
1. Samotność pośród ludzi, strata, marzenia - to niektóre tematy, jakie porusza Pani w "Pozytywce. Który był dla Pani najtrudniejszy i najważniejszy?


Samotność. Uważam, że wszyscy jesteśmy w jakiś sposób samotni. Niektórzy tylko chwilowo, inni często. Ale każdy z nas jest. To „ja” muszę wystawić ramię do bolesnego zastrzyku, nie zrobi tego za mnie żaden przyjaciel (jeśli to „ja” mam wyzdrowieć). To „ja” muszę wyjść przed jakieś tam audytorium i wystąpić publicznie. To „ja” muszę ostatecznie umrzeć… jak każdy z nas. Nawet najbliższa bliskość nie pozbawi nas całkowicie samotności. Nie zmienimy tego, tak po prostu jest.

A marzenia są po to, żeby pomagać nam ową samotność oswoić. Niezbędne. Bez nich nie da się żyć.

2. Fabuła "Pozytywki" schodzi na dalszy plan, najważniejsza jest główna bohaterka i jej przeżycia. Czy według Pani w ten sposób łatwiej przykuć uwagę czytelnika, skupiając się na emocjach?

Myślę, że to jedna z metod. Nie jedyna i nie uniwersalna. Inaczej konstruuje się bohatera w powieści akcji, inaczej w obyczajowej, a jaszcze inaczej w romansie.

bukroom
1. Czy kreując postać w książce jej charakter i zachowania wymyśla Pani od początku do końca sama czy opiera je Pani na zachowaniach zaobserwowanych w Pani otoczeniu?


No cóż, wstyd się przyznać… często podglądam… ale ani przez dziurkę od klucza, ani lornetką. Raczej obserwuję zachowania ludzi. Jednak właściwie nigdy nie wykorzystuję ich wprost. Traktuję raczej jako inspirację. Bohatera konstruuję w myślach, tworząc jego sposób myślenia i odbierania świata. Wyobrażam go sobie, opisuję, czasami notuję jego przykładowe (wymyślone) zachowania. Tworzę oczywiście kwestionariusz bohatera. Myślę jednak, że życie jest najbardziej oryginalnym scenarzystą, więc korzystam z jego podpowiedzi.

Iza
1. Załóżmy, że na jeden dzień mogłaby Pani przenieść się do świata przedstawionego w dowolnej powieści. Do jakiej powieści chciałaby się Pani przenieść i dlaczego? A może do żadnej?


Dla mnie tutaj odpowiedź jest oczywista. Mistrz Bułhakow i „Mistrz i Małgorzata”.

2. Załóżmy, że proces napisania i wydania książki to potrawa. Jakie powinny według Pani jej składniki?

Oj, chyba nie będę oryginalna.

Pomysł.

Konspekt.

Zamieszać.

Kwestionariusz bohatera (bohaterów).

Przepisać konspekt.

Narracja – wymyślić, popróbować z różnymi przyprawami. Pierwszoosobowa może się gryzie z głównym bohaterem? Dosypać trochę retrospekcji.

Fabuła – oj, tutaj trzeba będzie przepisać konspekt jeszcze raz. Porządnie wymieszać, i to wielką chochlą, bo łyżeczka już utonie. I dodać kilka punktów kulminacyjnych, trochę zagadki.

A na koniec – pociąć, powykrzywiać, zlepić inaczej. Pozaginać, odwrócić do góry nogami. Co się nie wysypie – zostawić. Resztę – do kosza. Z tego wyjdzie jakaś konstrukcja tekstu.

A jak już przejdziemy te etapy, to okaże się czego brakuje i jak trzeba przyprawić. Wtedy to już zostanie tylko gotować. Pardon, pisać.

Jak już, zmęczeni, skończymy gotowanie, to odkładamy potrawę do spiżarni. Czasem, jak się odstoi, trzeba rozpocząć wszystko od początku… a czasem wystarczy wyrzucić tylko 30 % tekstu, dodać wątek, zmienić płeć bohatera… i już JEST!

Jest powieść gotowa na przejścia z pierwszymi krytykami. Jak są dobrzy i życzliwi, to dzięki ich uwagom pracę zaczynamy od początku. A jak fałszywi i obłudni, to wmawiają nam, że smaczne…

Beata Lewandowska
1. Czy uważa Pani że dzieci są dobrymi słuchaczami- dlaczego?

Dzieci są najlepszymi słuchaczami. Mają antenki nastawione na najmniejszy podmuch fałszu. Dlatego tak cenne jest dla mnie doświadczenie czytania im bajek. Po ich reakcjach doskonale widziałam, które miejsca należy po prostu zmienić. Gdy dzieci zaczynały się wiercić – sygnał był czytelny. Fragment należy bezwzględnie skrócić! Zmienić, uprościć. Coś jest w nim musiało być fałszywe, skoro dzieci przestawały słuchać.

Poza tym - dziecięca wyobraźnia nie ma granic. Szkoda, że tak szybko przestajemy być dziećmi…

2. Wymarzona podróż gdzie?

Ja tak lubię podróżować, że właściwie wszędzie chętnie pojadę. Najlepiej na pół roku. Najlepiej co pół roku…

Tak poważnie – to rzeczywiście lubię podróżować, chociaż nie mam ku temu wielu okazji. Lubię po prostu oglądać inne miejsca, nowe miejsca, poznawać obyczaje ludzie, oglądać kulturę, która jest mi obca. Ciekawią mnie ludzie.

Szczęśliwa Mama
1. Często dowiaduję się, że ulubionym zwierzęciem domowym dla Pisarzy jest kot. "Podobno mruczenie kotów może sprawić, że zrosną się nawet pogruchotane na miazgę kości albo czyjaś dusza ozdrowieje. Jednak kiedy tak się stanie, koty odchodzą, nie oglądając się nawet za siebie. Miłość kota pozbawiona jest nieśmiałości. Nie stawia warunków, ale też nie składa obietnic"- ja również kocham koty i uważam, że to właśnie koty wybierają swoich właścicieli. Co Pani o tym sądzi? Czy również posiada Pani kota?


Nie, nie mam kota… nawet, muszę to przyznać z pewnym wstydem, nie przepadam za kotami. Czy będzie jednak dla mnie pewnym usprawiedliwieniem, jeśli powiem, że lubię psy? Nie mogę mieć w domu żadnych futerkowych zwierząt ze względu na alergie występujące u moich bliskich, niemniej bardzo lubię bawić się z psami.

2. Bieganie, sport... Dla niektórych to jak wyprawa w kosmos. Jeszcze do niedawna sama należałam do osób, które poczynania sportowe/fizyczne podziwiały jedynie przed ekranem telewizora, ale odkąd sama zaczęłam biegać, to bardziej wierzyć w siebie i po takim wysiłku łatwiej mi potem podejmować kolejne życiowe wyzwania, Do biegania motywują mnie słowa Marca Buhla: "Biegacz to nie ten, kto szybko biega. To ten, który nie ustaje w walce". Kocham bieganie :) A jak sport jest Pani ulubionym? Który dodaje Pani siły i chęci do działania?


Czytanie. Zdecydowanie czytanie jest moim ulubionym sportem. Natomiast słowa Marca Buhla to motto nie tylko dla biegaczy. Ono prowadzi każdego, kto ma cel i do niego dąży. Dla mnie takim celem było wydanie kolejnej książki, i napisanie i kolejnej, i jeszcze kolejnej... aż wzroku, pomysłów i sił starczy.

3. Pisanie na pewno wciąga i uzależnia. Spróbowało się raz i chce się jeszcze, więcej. Jakie są więc Pani dalsze plany pisarskie? Czy myślała Pani o pisaniu książek dla dzieci i młodzieży? Czy pozostanie Pani w kręgu powieści dla dorosłych?

Napisałam już cykl bajek dla przedszkolaków, a także zbeletryzowaną historię muzyki dla dzieci w wieku szkolnym. Pierwsze ukazały się kilka lat temu na e-booku (już dzisiaj chyba niedostępnym), druga książka nie została jeszcze wydana, chociaż może ukaże się jako audio-book (wydany w częściach). Poza tym napisałam jednoaktowy monodram, i kilka opowiadań (między innymi wydanych z antologiach Stowarzyszenia Autorów Polskich)… ja po prostu uwielbiam pisać. Nie zamykam się w żadnym gatunku, próbuję i chcę pisać różne rzeczy.

Niemniej… odkryję tutaj moją słabość. Nie umiem pisać poezji. Nie i już. Jakkolwiek bym nie próbowała, zawsze wyskoczy jakieś częstochowskie coś, co to się nie nadaje do czytania. Ubolewam nad tym, bo poezję uwielbiam, ale nie potrafię jej pisać :) 

Bogdan N
1. Uwielbiam czytać, ale gdy porównuję siebie z moją żoną, to wychodzi na to, że moja żona czyta i więcej, i szybciej ;) Co Pani na to, aby wprowadzono w Polsce Dzień Kobiet Czytających?

Rewelacyjny pomysł! Każdy powód jest dobry do świętowania! 
 
3. Uwielbiam piec, oczywiście głównie dla Mojej Żony :) Ostatnio specjalizuję się w ciastkach owsianych z różnymi dodatkami, np. rodzynki, orzechy, suszona żurawina. Wspólnie z Żoną kochamy serniki. A jakimi ciastkami/ciasteczkami Pani najchętniej się delektuje? Sama Pani piecze?

Piekę, smażę, gotuję… Widzi pan, jakie motywacje mogą być podobne. Pan piecze dla swojej żony, ja dla swojego męża nauczyłam się gotować… Moja teściowa gotuje znakomicie, i po prostu nie wypadało mi odwalać chałtury. Moje popisowe ciasto to szarlotka (ha! Teść ją uwielbia, to chyba największy komplement), ale bez cynamonu (nie lubię, cóż poradzić). Kruche ciasto na spód wychodzi mi takie, że po prostu… no mniód malina. Poza tym często piekę ciasto o wdzięcznej nazwie „salceson” – a to dlatego, że zawiera duże kawałki jabłek, które w obróbce termicznej stają się szkliste i sprawiają wrażenie właśnie „salcesonowate”. No i wafle – przepis, który podłapałam kiedyś jako nastolatka (było to sto lat temu, albo i więcej), i do dzisiaj z powodzeniem wykorzystuję. Jest to deser typu „goście idą” który można zrobić udając, że się wychodzi na chwilę umyć ręce.

Oczywiście nie zdradzę przepisów, a przynajmniej nie na publicznym forum!

Gosik
1. Czym jako pisarka najbardziej chciałaby Pani uwieść czytelnika: oryginalną fabułą, ciekawymi postaciami bohaterów, czy własnym, niepowtarzalnym stylem?


Sądzę, że własny, niepowtarzalny styl zawiera wszystkie wymienione przez Panią elementy, a pewnie i jeszcze więcej. To i oryginalna fabuła, ujęta w sposób właściwy dla danego autora, i ciekawe postacie bohaterów, skonstruowane w indywidualny dla autora styl, i szczególny język, i ujęcie całości…

2. Czy sama również czytuje Pani powieści obyczajowe? A może dla rozrywki preferuje Pani inne gatunki np. kryminały lub horrory?


Czytam dużo, chętnie i bardzo różne rodzaje literatury. Omijam tylko romanse. Poza tym czytam i powieści grozy, i sensację, dużo obyczajówki, przepadam za kryminałami. Czytam eseje i często książki tzw. trudne, gdzie mierzenie się z materią słowa jest tylko powierzchownym odczytaniem zawartości książki.

3. Czy zdarzyło się Pni kiedyś nie dokończyć czytanej książki? A jeśli tak, to w jaki sposób autor Panią zawiódł?


Niestety, zdarzyło się. Raz w moim życiu. Jestem cierpliwym czytelnikiem i czytam uparcie do końca. A ten jeden raz… to był „Nocnik”. Książka jak tytuł. Wszystko wrzucone do jednego kubełka, jak w nocniku mieszają się bez pomysłu uplecione słowa, wulgarne z miałkimi. „Nocnik” miał być przeciwieństwem „dziennika”, ale wyszedł znacznie bardziej dosłowny… więzienie dla tej książki było chyba dla niej jedynym marketingowym ratunkiem.

mariaxdex
1. Z jakiego gatunku nie odważyła by się Pani napisać książki i dlaczego?

Nie potrafię napisać horroru (chociaż lubię poczytać), przynajmniej dotychczas mi się to nie udawało. Czym bardziej chciałam, żeby było strasznie, tym bardziej Czytelnicy byli rozbawieni. Może powinnam skupić się na komedii?

nvm44
1. Co skłoniło Panią do napisania książki?


Absolutna konieczność. Po prostu muszę pisać i już. Nie proste to zadanie, gdy na takie pisanie nikt nie czeka. Mam „normalne” obowiązki – pracuję, mam dzieci, muszę zadbać o dom… W sumie myślę sobie czasami, że chciałabym żyć w dziewiętnastym wieku… być taką damą w mitenkach, z klimatu „arszenik i koronki”, i nic nie musieć, tylko główkować. Służąca robi wszystko wokół, moje zmartwienie to założyć pasującą do długiej spódnicy bluzkę. Oczywiście, myślę tak tylko do chwili, kiedy wyobrażam sobie, czego nie byłoby mi w związku z tym wolno… a wolność to akurat cenię sobie niezmiernie. Ale zaraz zaraz, czy ja odpowiadam na właściwe pytanie?

Wracając zatem do pytania – pisałam od zawsze. Najpierw jako dzieciak, zapisywałam swoje myśli uważając je za niezwykle przenikliwe i wzniosłe. Potem pisanie okazało się metodą na „ból” – opisanie kłopotu pomagało nabrać do niego dystansu i znaleźć rozwiązanie. A jeszcze potem okazało, że pisanie rzeczywiście leczy ból duszy… ale to już zupełnie inna historia.

3. Gdzie pisała Pani swoją książkę? Przy biurku pełnym papierów, czy może w kawiarni lub parku?

Piszę w domu, przy swoim biurku. Raczej uporządkowanym. Papiery się mnie trzymają i ciągle ich wokół mnie dużo, ale w czasie pisania staram się utrzymywać porządek. Trudno mi się skupić, gdy nadmiar rzeczy mnie rozprasza.

Iza Czyta
2. Czy Monika bohaterka POZYTYWKI jest do Pani podobna czy jest wręcz Pani przeciwieństwem charakterologicznym?


Zupełnie nie jest do mnie podobna! Moja pierwsza powieść była w dużej mierze autobiograficzna. Niestety. Była też powieścią zdecydowanie niedobrą, i dlatego nigdy się nie ukaże.

3. Sama próbuję pisać lecz moja twórczość leży w szufladzie... jak się odważyć, jak Pani się to udało? czy za namową kogoś bliskiego czy sama Pani zdecydowała, że czas pokazać światu swoją twórczość?
 
Nie ma co czekać na cud. Proszę brać sprawy we własne ręce. Nie czekać na zachwyty. Tylko czytać, uczyć się… świetnie sprawdzają się pisarskie grupy wsparcia, na przykład na FB, poza tym jest mnóstwo podręczników pisania, różne stacjonarne i internetowe kursy. O tym było już wyżej. Proszę z nich skorzystać (jeśli jeszcze Pani tego nie zrobiła, a uważa Pani, że może się czegoś nauczyć) i jeśli jest (lub będzie) Pani przekonana, że jest w tekście dokładnie to, co Pani chciała napisać – proszę wysyłać. Na konkursy literackie (świetny sposób na zaistnienie!), do wydawnictw. I pod żadnym pozorem proszę się nie zrażać. Niejedna odmowa Panią zapewne czeka. I co z tego? Ważne, żeby w końcu książka się ukazała. Tolkienowi też mnóstwo razy odmówiono…

Jest jeden warunek – Pani musi wierzyć w swoja książkę. Nie mąż / partner / chłopak, dzieci, rodzice, przyjaciele. Pani.

Sylwka S.
1. Czy warto walczyć o swoje marzenia? Czy czasami warto odpuścić tylko po to, aby kogoś nie skrzywdzić? Czy iść za słowami, że "życie jest tylko jedno" i dojść do niektórych rzeczy po trupach?


Moim zdaniem o marzenia trzeba walczyć i nigdy z nich nie rezygnować. Jednak to jest względne „nigdy”. Bo nie wyobrażam sobie życia na zasadzie „po trupach”. Marzenia – tak, czyjaś krzywda – nie.

Monika Wilczyńska
1. Gdyby miała Pani wybrać się na wymarzone wakacje to preferowałaby Pani morze, czy raczej góry, a może ma Pani jakieś inne ciekawe miejsce?

Morze! Jestem Pomorzanką i nad morze mnie ciągnie. Nie przepadam za górami. Pewnie nie bez znaczenia jest pewne przykre przeżycie z dzieciństwa. Na góry mogę patrzeć, doceniam ich urodę. Jednak chodzić po górach nie lubię. Inna sprawa z morzem. W swoim czasie brałam do samochodu (dokładnie do bagażnika combi z otwartą półką – co dodaję tak na wszelki wypadek, żeby od razu było wiadomo, że żadna krzywda się zwierzęciu nie działa) mojego psa i jechałam kilka kilometrów nad morze. Uwielbiałam to szczególnie jesienią – plaża była pusta, ja robiłam sobie wielokilometrowy spacer, a pies kopał głębokie doły, które nikomu nie przeszkadzały. Tak wyobrażam sobie szczęście :)

2. Czy pisząc powieść zdarzyło się Pani tak zżyć z bohaterem i wniknąć w opisywane wydarzenia, że przeniosła się Pani niemal całkowicie do tej fikcyjnej rzeczywistości i zapomniała o prawdziwym świecie?

Ależ oczywiście! U mnie w pisaniu powieści następuje taki moment, w którym przychodzi do mnie bohater i mówi – a teraz napiszesz to tak, jak ja chcę. Nie spieram się wtedy – dopasowuję pierwotną myśl, zmieniam konspekt… któż miałby lepiej wiedzieć, jak mają się splatać wątki fabuły? Jak toczyć losy bohatera? No przecież - bohater! W końcu to książka o nim…

3. Myślę, że ma Pani już pomysły na kolejne książki. W związku z tym chciałabym zapytać, czy będą to również powieści obyczajowe, czy może ma Pani pokusę aby spróbować swoich sił w innych gatunkach np. kryminał, thriller czy powieść fantasy?

Chodzi mi po głowie kryminał… ale to kiedyś. Jak się odważę :)

Małgorzata P
1. Dotyka Pani w książce tak trudnego tematu jak samotność mimo otaczających ludzi. Czy jest Pani osobą, która otacza się przyjaciółmi, czy raczej taką, której zaufanie trudno zdobyć? Czy czuła się Pani kiedyś bardzo samotna?

Wszyscy bywamy samotni, nawet w otoczeniu najbliższych. I oczywiście, że czułam się kiedyś samotna. A nawet czasami czuję się bardzo samotna.

Generalnie jestem osobą mało towarzyską. Najlepszy wieczór? – z książką w domu. I tak miałam od dziecka. Chyba, że jestem w podróży.

Towarzyskie spotkanie ze znajomymi? W małym gronie? Tak. Ale takie, w którym mamy możliwość porozmawiania i nacieszenia się wzajemną obecnością. Lubię wtedy ugotować coś dobrego i ugościć przyjaciół. Natomiast nie rozumiem idei wielkich imprez. Bywanie i bawienie się klubach? Po co? Co miałabym tam robić?

2. Początek roku to także czas postanowień noworocznych. Czy Pani ma jakieś postanowienia na ten rok i czy chociaż jedno mogłaby Pani zdradzić?

Unikam noworocznych postanowień. Jeśli już jakieś podejmuję, to staram się to zrobić… w listopadzie. Noworoczne postanowienia kojarzą mi się z fiaskiem w ich realizacji.

W ubiegłym roku w listopadzie podjęłam postanowienie, że przez pięć dni w tygodniu napiszę po ileś tam znaków. Wyznaczyłam sobie limit. Jak dotąd – skutecznie postanowienie realizuję…

3. Czy zgodziłaby się Pani ze zdaniem, że pisanie jest jak muzyka: wycisza, wzbudza uśmiech i szczęście, dodaje skrzydeł?

Zdecydowanie tak. Samo dobre jest w pisaniu.

Grażyna Wróbel
1. "Uczy muzyki, gry na fortepianie, prowadzi zajęcia "uczytelniające" dla dzieci - gdzie razem czytają, rysują i rozwijają wyobraźnię. Prowadzi warsztaty kreatywnego pisania i szkolenia pisarskie.

I, oczywiście, pisze."

Skąd Pani znajduje na to wszystko czas? Działa Pani w jakimś zaplanowanym harmonogramie?


Kusi mnie, aby skłamać i powiedzieć, że mam czarodziejską różdżkę i moja doba ma czterdzieści osiem godzin… ale tylko chciałabym, żeby tak było.

Po pierwsze – działam w dość ścisłym harmonogramie. Poukładanym, rzadko mam miejsce na odstępstwa. Piszę określoną ilość znaków dziennie, w konkretnych godzinach prowadzę lekcje i inne zajęcia, jest w moim dniu czas na zajęcia z własnymi dziećmi (ktoś musi dopilnować odrabiania lekcji! – chociaż czasem zadanie wywołuje u mnie jęk i dramatyczne pytanie: dlaczego ja???). Po drugie - co najmniej jednej rzeczy NIE robię – w ogóle nie oglądam telewizji. Jeśli mam ochotę na film – idę do kina. Nie mam czasu na programy, które może są i ciekawe, ale z mojego punktu widzenia zaśmiecają mi głowę, a przede wszystkim zabierają czas. Po trzecie – unikam sytuacji – zjadaczy czasu. Każdy ma inne. Ja staram się wyłapywać działania, które nie przynoszą mi pożytku i je eliminować. Po czwarte - tutaj opisze mój domowy luksus: Mój mąż przyjaźni się z odkurzaczem… tylko proszę, nie zdradźcie tego nikomu.

W dużym skrócie – przestrzegam zasady, że najpierw rzeczy ważne, a potem pilne. Jeśli nie napisałam odpowiedniej ilości znaków danego dnia, nie zajmuję się czym innym. Na przykład nie mogę zrobić sobie przyjemności i napisać wywiadu…

A na koniec przeczytałam to, co napisałam i się przeraziłam. Wyszłam z tego obrazka jako cyborg. Wróciłam właśnie z łazienki. W lustrze widać, że jestem jednak człowiekiem. Też czasami robię odstępstwa od planu :)

3. Co najbardziej lubi Pani wśród swoich czytelników?

Otwartość. Dużo pytań. Trudnych pytań – takich, jak dostałam do Cyrysi. Cudo!

Edyta Chmura
3. Pisze Pani mądre, niebanalne historie, które mają skłonić do refleksji. Co przede wszystkim chciałaby Pani przekazać poprzez swoją twórczość? Jakie reakcje wywołać?


Chciałabym skłonić Czytelników do zastanowienia się… nad drugim człowiekiem. To oczywiście wielka idea, może zbyt wielka, ale może chociaż trochę się uda?

Molek Molek
2. Pisanie książek, moim zdaniem, jest ciężką sprawą. Poszczególne wątki muszą mieć wspólny mianownik, a losy bohaterów zawsze mnie zadziwiają. Gdy Pani zaczyna pisać to cały pomysł na książkę już jest? Czy też powstaje w trakcie, pod wpływem chwili i impulsu?


Przed rozpoczęciem pisania jest nie tylko pomysł. Ale też konspekt. Czasami rozpisany co do sceny. Pomysł to za mało. Można mieć potem problem z połapaniem wątków, uporządkowaniem fabuły, nie mówiąc o tym, że ta fabuła może się w ogóle nie kleić. Nie masz całościowego pomysłu – nie zaczynaj. Najpierw trzeba wiedzieć o czym się pisze. Na tej kanwie można dopiero budować szczegóły. Znam pisarkę, która twierdzi, że pisanie książki zaczyna… od ostatniego rozdziału. Dopiero po napisaniu zakończenia zabiera się do pracy. Przy czym sam początek pisze na końcu.

Nie każdy tak robi, ale to bez wątpienia pokazuje, że nie można, nie powinno się pisać bez precyzyjnego planu. Kiedyś tak zrobiłam i nie było to najmądrzejsze...

3. Atrybuty pisarza z którymi się Pani nie rozstaje praktycznie nigdy to...?

Chciałbym powiedzieć, że pióro i notes, pasowałoby mi to do wizerunku… Notes mam, oczywiście z gumką, jak pisarzowi przystało, a nawet mam takie dwa. Jeden nawet noszę ze sobą, chociaż pisarskie pomysły notuję raczej w tym drugim. Czyli notes odhaczony. Pióro, ze względów praktycznych, zamieniłam na długopis, chociaż mam swoje ukochane, z laki ze srebrną zakręcaną skuwką… piękne, ale niesłychanie mało praktyczne. Za dużo piszę, żeby się nim posługiwać na co dzień. Piszę natomiast, dużo i dość szybko, na komputerze. Czyli wychodzi na to, że laptop? Nie, pozostańmy przy notesie.

Rose Belle
1. Co daje Pani pisanie? Przyjemność, wyzwolenie czy jeszcze coś innego?


Wszystko. Poczucie bycia twórcą. Wolność w wymyślaniu historii (chociaż jest to wolność ograniczona ścisłą dyscypliną słowa i logiki historii). Radość. Spełnienie. Realizację… i wiele innych wielkich słów.

Generalnie – polecam!

2. W Pani życiu dużo się dzieje, ile czasu dziennie poświęca Pani na pisanie i w jakich okolicznościach (gdy czeka Pani w kolejce do dentysty, w zatłoczonym autobusie czy może raczej w ciszy własnego domu?)?

Piszę wyłącznie w domu. Gdzie indziej (w kolejce, w oczekiwaniu na…) załatwiam sprawy, odpisuję na maile (cóż za wygoda, dzisiejsze smartfony!), dzwonię. Umawiam dzieci na wizyty lekarskie, odwołuję zajęcia, załatwiam sprawy w elektrowni i różne inne przyziemne, a konieczne do załatwienia sprawy. Piszę jednak – tylko w mojej bibliotece, jak pieszczotliwie nazywam pokój z książkami. Komputer, w miarę puste biurko, i – proszę mi nie przeszkadzać!

3. Gdzie najchętniej wyjechałaby Pani na wakacje? Co jest takiego pociągającego w innych krajach i dlaczego ludzie wolą wyjechać, niż zwiedzić Polskę? Według Pani, gdzie w Polsce jest najpiękniej i jakie miejsce by Pani poleciła do zwiedzenia?

Całkiem nieźle znam Polskę i uważam, że nasz kraj jest przepiękny. Częstokroć mało przez naszych rodaków znany. Jako dziecko bardzo dużo podróżowałam z moim rodzicami po całej Polsce. Dzisiaj te miejsca (i jeszcze inne) staram się pokazywać moim dzieciom. Za granicę wyjeżdżamy najwyżej na dwa tygodnie w roku. Poza tym mamy ferie zimowe, świąteczne i ponad miesiąc wakacji – na zwiedzanie naszego kraju. Ja wprawdzie jestem trochę obieżyświatem, i chętnie pojeździłabym gdzieś dalej, ale warunki nie zawsze na to pozwalają. Jeździmy więc po Polsce i pomimo tego, że dużo widziałam – wciąż znajduję miejsca do odkrycia.

Dla mnie – pewnie ze względu na miejsce mojego urodzenia – najpiękniejsze jest polskie morze. Tam zawsze odpoczywam najlepiej i to jest miejsce, do którego tęsknię, gdy odczuwam zmęczenie.

Edyta
3. Teraz mamy piękną, śnieżną zimę, ale każda pora roku posiada swą specyfikę, charakter, symbole. Która pora roku, według Pani, najpełniej określa Pani naturę?

Jesień! Uwielbiam zapach ziemi przykrytej liśćmi, feerię barw klonów. Wciąż jeszcze jest ciepło, dni bywają słoneczne, a wieczory są zamglone, klimatyczne. To oczywiście wersja złotej jesieni, ale taką właśnie lubię najbardziej.

Gosia Pawlaczyk
1. Kocham czytać bajki. Obawiam się, że nigdy nie wyrosnę z tego. Zawsze dziadek mi czytał, potem czytałam sama i teraz nie wyobrażam sobie, żebym moim dzieciom nie czytała. Moje dzieci i ja kochamy bajki braci Grimm. Czy lubi Pani czytać bajki? Jakie by nam Pani poleciła?


Czytanie bajek jest przepięknym, niestety zamierającym zwyczajem. Uwielbiam czytać moim dzieciom, między innymi dlatego też zgodziłam się na czytanie własnych bajek w przedszkolu.

Nie sposób polecić konkretnych bajek – przecież wszystko zależy od wrażliwości dzieci, a przede wszystkim od ich wieku. Baśnie braci Grimm czy Andersena to klasyka. Z moimi dzieciakami „przerobiliśmy” je w pierwszych latach ich życia, chociaż nie ukrywam, że Grimmów raczej w złagodzonej wersji. Ostatnio sięgnęliśmy po „Baśniobór”, wszystkie pięć tomów razem z synkiem (tak! ja też!) „połknęliśmy”. Młodszy jest jeszcze na etapie krótszych historii… odradzam Pani słuchanie czyichś rad w tym zakresie. Proszę czytać to, co spodoba się dzieciom. W bibliotekach jest sporo fajnych pozycji, warto po prostu spróbować. Tym bardziej, że naprawdę wartościowych książek dla dzieci pojawiło się bardzo dużo. Trudno polecić konkretne pozycje, ale na pewno warto przyjrzeć się chociażby wydawnictwom, których książki są nagradzane przez IBBY.

3. Okładki Pani książek jest cudowne. Gdy jestem w księgarni, to aż krzyczą do mnie: "Przeczytaj mnie! Nie odchodź beze mnie!". Ma Pani na nie wpływ? Może sama Pani je projektuje?

Niestety. Piszę, gram na instrumencie. Szydełkuję, gotuję. Ale nie umiem rysować ani malować… Okładki projektowali profesjonalni graficy, i jestem im za nie niezmiernie wdzięczna. I to pomimo moich czasami (głupich?) zastrzeżeń, redakcja i graficy zrobili swoją robotę. Dobrą robotę. W szczególności dziękuję tutaj zespołowi Wydawnictwa Czwarta Strona… Znosili z ogromną cierpliwością moje uwagi. 

Aneta Pachurka
1. Co czuje pisarz, gdy odnosi sukcesy? Gdy jego książki zbierają pozytywne opinie, gdy wszyscy zachwycają się pomysłem, polecają książki innym? Jakie emocje towarzyszyły Pani, gdy Pani książki się podobają?


Hm… obawiam się, że jeszcze nie wiem jak to jest z tym sukcesem J Jeśli natomiast czytam dobrą recenzję, lub po prostu rozmawiam z zadowolonym Czytelnikiem, to zwyczajnie rosną mi skrzydła. Po prostu wiem, że warto. Chce mi się dalej chcieć. To taki moment, w którym trochę brakuje słów, bo „dziękuję” to zwyczajnie za mało. Ale jak to powiedzieć inaczej? No cóż, DZIĘKUJĘ moim Czytelnikom!

2. Czy myślała Pani o ekranizacji Pani książki? Które Pani dzieło powinno być przeniesione na duży ekran jako pierwsze? Kto powinien zagrać główne role?

Nie myślałam, ale byłoby super. Kto? Oczywiście! Dorociński! Już dla Niego piszę! Od jutra!

3. Napisała już Pani książki i dla dzieci, i dla dorosłych. Czy pisząc książki myśli Pani już o blogerach i krytykach literackich? Zdarzyło się Pani zmienić coś w książce specjalnie, ponieważ uznała Pani, że to się nie spodoba?

Ależ ja bardzo coś zmieniam w tekście! Głównie dlatego, że mnie się nie podoba… przyjmuje także z wdzięcznością sugestie redaktorów, Czytelników… wszystkich, jeśli są uargumentowane. Każde zdanie jest ważne. Ale nie myślę o krytykach, tylko o Czytelnikach.

Ania Wolniak
1. Często zdarza mi się, że kupuję książkę dzięki rekomendacji znanej osobistości: aktorki, dziennikarki czy innej pisarki. Przyznam, że jeszcze nigdy nie zawiodłam się i dzięki temu nasza domowa biblioteczka rozrasta się w błyskawicznym tempie. Czyje rekomendacje na stronie tytułowej Pani książek byłyby dla Pani satysfakcjonujące?
Na okładce POZYTYWKI jest fragment rekomendacji Katarzyny Bondy. To autorka, którą bardzo cenię i cieszę się niezmiernie, że zgodziła się napisać blurba do mojej powieści.

Generalizując – wolę rekomendacje osób, którym ufam artystycznie – przede wszystkim pisarzy, ewentualnie osób znanych z twórczej działalności. Nie bardzo przekonują mnie rekomendacje celebrytów, ludzi znanych z tego, że są znani i którzy ładnie wyglądają na ściankach. Z nieufnością podchodzę także do książek, które sprzedawane są pod nazwiskiem aktorów czy innych znanych osób. Oczywiście, są wyjątki, ale wielu z nich nie napisało swoich książek. Pisali je za nich tzw. ghost-writerzy… to nie znaczy, że pisali je ludzie nie znający się na pisaniu, broń Boże. Chodzi tylko o to, że napisał je ktoś inny, czyli to takie trochę oszustwo… a ja nie lubię być tak prostacko nabierana. No bo co innego, być nabraną z wdziękiem, prawda?

2. Gdyby żyła Pani w ubiegłym stuleciu, to którą ze znanych osób chciałaby Pani być i dlaczego?

Bardzo chciałabym doświadczyć życia dziewiętnastowiecznego… Ale w swojej własnej skórze. Nie chciałabym być kimś innym, bo skoro byłabym kimś innym, to nie mogłabym być sobą, czyż nie? Jak wtedy mogłabym wiedzieć, że jestem gdzie indziej, skoro to nie byłabym ja? :)

3. Również kocham muzykę klasyczną, a Bacha w szczególności, dlatego bardzo marzyłam, by pojechać do Lipska, zwiedzieć Bachmusem i zrobić sobie zdjęcie przed pomnikiem Bacha przy Thomaskirche ;) To zdjęcie mam nadal na pulpicie mojego komputera :) Co Pani jest w stanie zrobić, by spełnić swoje marzenia?

Dużo. Przede wszystkim moim marzeniem było i jest – pisać. I chociaż nie zawsze warunki temu sprzyjają – piszę. Wieczorami, gdy dzieci pójdą spać. Albo kosztem mojego snu. Albo jakiegoś spotkania. Piszę, bo to kocham, wybaczcie Państwo wielkie słowo. To moje marzenie i właśnie je spełniam.

Beata Kandzia
2. Skąd bierze Pani natchnienie do pisania w tak szerokim zakresie?


Z codzienności. Z życia. Po prostu jest błysk – i jest pomysł. On potem dojrzewa, często długo, przepoczwarza się, zlewa z innym. Ale pierwszy impuls jest zawsze z życia...

Agnieszka Kotłowska
1. Co jest dla Pani źródłem szczęścia w życiu? Co zrobiłaby Pani, gdyby było przed Panią kilka dni życia?

Spędziłam bym je z moją rodziną. Z mężem i dziećmi. W najbardziej intensywny sposób, spełniając ich marzenia i pragnienia.

Ola Migoń-Grenda
1. Co sprawia Pani najwięcej radości?

Pisanie. Czas z moją rodziną. Czas z książką. Jak widać, wychodzę na rodzinną domatorkę, zamkniętą w czterech ścianach… nie jest aż tak źle…. ale coś w tym jest…

 
 ~~ * ~~
 
  W imieniu swoim i czytelników mojego bloga, dziękuję Pani Agnieszce za udzielenie niezwykle interesującego wywiadu. 

Nagrodę w postaci książki ''Pozytywka'' otrzymuje: Bogdan N oraz Szczęśliwa Mama

Gratuluję i pozdrawiam,
cyrysia