niedziela, 2 lipca 2017

KONKURS: Weselny klimat :)

Moi Drodzy,

Mam dla Was do wygrania 3 egzemplarze książki ''Panna młoda ucieka'' SUSAN ELIZABETH PHILLIPS [recenzja - KLIK]

Zadanie konkursowe:

Chyba nie ma takiej mocy, która w dniu ślubu trzymałaby wszystko w ryzach i nie pozwoliła na jakąkolwiek wpadkę.  

Opisz zabawną sytuację/komplikację weselną, jaka przytrafiła się Tobie, bądź Twojemu znajomemu, lub członkowi rodziny.

Mile widziane zdjęcia, bądź krótkie filmiki 😏


Najciekawsze (moim zdaniem) historie zostaną nagrodzone egzemplarzami książki ,,Panna młoda ucieka''.
 
  Fotki lub filmiki proszę przysyłać na maila: kryniame@wp.pl
 __


Będzie mi miło, jeśli:

- zostaniesz obserwatorem mojego
bloga
- zostaniem obserwatorem mojego profilu w Google +
- polubisz FP wydawnictwa Amber 
- udostępnisz informacje o moim konkursie


Do dzieła!!! Naprawdę warto!


   Regulamin:
1. Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga: LITERACKI ŚWIAT CYRYSI
2. Sponsorem nagrody jest wydawnictwo Amber.
3. Aby wziąć udział w konkursie należy opisać zabawną wpadkę weselną, których uczestnikiem bądź świadkiem był sam autor komentarza.
4. Konkurs trwa od 2 lipca 2017 roku do 7  lipca 2017 roku do godz. 23.59
5. Ogłoszenie zwycięzcy nastąpi 9 lipca 2017 roku.
6. Nagrodą są 3x
''Panna młoda ucieka'' SUSAN ELIZABETH PHILLIPS.
7. W konkursie mogą brać udział osoby posiadające blogi oraz anonimowy uczestnicy.
8. Konkurs skierowany do osób posiadających adres zamieszkania w Polsce.
9. Ze zwycięzcą skontaktuję się drogą mailową.
10. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)

19 komentarzy:

  1. Monika Stanisławska

    Ja nigdy nie zapomnę wizyty przedślubnej u fryzjera. W moim przypadku wyszło tak, że do fryzjera podrzucił mnie wtedy mój narzeczony i miał na mnie poczekać tak się umawialiśmy. U fryzjera jak to bywa troszkę się przedłużyło bo wszystko musiało być perfekcyjne w końcu miałam robioną fryzurę ślubną. Pani fryzjerka upięła mi nawet od razu welon żeby wszystko wyglądało perfekcyjnie.Wychodzę z salonu a tam mojego narzeczonego a przyszłego męża nie ma.Ludzie na ulicy się na mnie patrzą i jeszcze dodatkowo oglądają za siebie. No bo rzadko na ulicy stoi dziewczyna w welonie ślubnym, bluzę na ramiączka, dżinsach i trampkach. Widok musiał być nieco komiczny a może i dziwny. Postanowiłam, że zadzwonię do domu i niech ktoś po mnie przyjedzie. Szukam komórki w torebtorebce i okazuje się, że zostawiłam ją w domu. Zamknęłam w myślach i w panice myślę co by tu zrobić i skąd zadzwonić. Zobaczyłam sklep zoologiczny weszłam( Pan sprzedawca był lekko zdumiony, chyba Jeszcze klientki w welonie nie miał) i spytałam czy mogłabym skorzystać z telefonu.Na całe szczęście Pan był bardzo miły i udostępnił mi telefon. Po 20 minutach mój narzeczony dotarł na miejsce i w końcu mogłam wrócić do domu i dalszych przygotowań.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiem, że miało być śmiesznie, ale w moim przypadku będzie pouczająca wpadka weselna.
    Znajomi kilka miesięcy temu organizowali wesele w pensjonacie, blisko miejsca swojego zamieszkania. Wszystko super, goście się bawią, alkohol się leje. Prezenty i koperty z pieniędzmi świadkowie zanieśli do pokoju, który miał służyć jako schowek. Przed samą imprezą okazało się, że pensjonat nie ma na stanie sejfu, nikt wcześniej nie pomyślał, żeby o to zapytać, znaleźć coś do wypożyczenia. Skończyło się jedynie na zamku w drzwiach. No i pech chciał, że w tym przypadku to nie wystarczyło. Do pokoju się włamano, o czym zorientowano się dopiero w niedzielę, kiedy świadek poszedł zanieść koperty od kilku gości, którzy pojawili się dopiero na poprawinach.
    Koperty, które leżały w koszu zniknęły. Kilkanaście, albo nawet kilkadziesiąt tysięcy. No, bo przecież nie wiadomo było, jaka dokładnie suma zniknęła.
    Skończyło się na tym, że policja ma złodzieja, który jednak nie przyznaje się do winy, pieniędzy też nie odnaleziono.
    Smutne, ale prawdziwe. Pokazuje to tylko, że musimy myśleć o wszystkim i mimo wielu obowiązków przedweselnych dopilnować nawet najdrobniejszych szczegółów.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kuzynka mojego męża wychodziła za mąż. Wszyscy chyba znacie tekst przysięgi składanej przed księdzem. Wszystko szło pięknie i gładko do momentu, gdy musiała za księdzem powtórzyć - I nie opuszczę Cię już do śmierci. Wtedy ona wypaliła - I nie dopuszczę Cię już do śmierci. Cały "kościół" ryknął śmiechem, a pani młoda spaliła cegłę.

    A pointa była taka, że dopuściła i to nie raz, gdyż mają trójkę dzieci :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurczę no dobra opowiem :P Zaprosiłam pewnego przystojniaka poznanego na wakacjach u dziadków na wesele ich córki,( dodam że wesele w lutym ,nie widzieliśmy się prze tyle miesięcy w ogóle,utrzymywaliśmy tylko kontakt listowny) no i hm tak tańcował że spodnie na szwie mu się porwały :P Ubaw po pachy , oczywiście nie dla niego :P on skrępowany bo przecież tak mało się znaliśmy, więc wstydził się :D Całe szczęście że po drugiej stronie ulicy przy której była sala weselna , mieszka jego koleżanka.Poszłam z nim i to ona zaszyła mu spodnie :P byśmy dalej sie bawili :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak to na weselach bywa dużo osób pije, aż tu nagle przychodzą oczepiny, a jak już wypiliśmy więcej to zdecydowanie znika skrępowanie i bawimy się znacznie lepiej! Od razu robimy się odważniejsi i pewniejsi siebie!
    Na weselu mojej siostry, gdzie notabene byłam również świadkiem nadszedł czas rzucania welonu! Przed ślubem nasłuchałam się, że nie powinien on upaść na ziemię, bo to przynosi nieszczęście, rozwody itp.
    Więc, kiedy moja siostra rzuciła welonem, a ja spostrzegłam że nikt się po niego nie wyrywa i za moment spadnie na ziemię, najzwyczajniej w świecie się na niego rzuciłam! Dokonałam zamachu na welon lądując na kolanach i całe szczęście, że miałam długą sukienkę, która zakryła zdarte kolano!
    Ale przynajmniej siostra w małżeństwie nie będzie miała pecha! W końcu czego się nie robi dla siostry! Nawet jeśli znajomi i rodzina do dzisiaj śmieją się z mojego zamachu i szybkiej chęci wyjścia za mąż :) a ja przecież robiłam to dla dobra ich małżeństwa :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Na moim ślubie było kilka wpadek, już na początku gdy stałam z tatem na końcu Kościoła a Ksiądz już wyszedł z przyszłym mym mężem czekaliśmy aż organista zacznie grać... Ksiądz musiał mu przypominać kilka razy by zaczął :D później powtarzając słowa przysięgi Ksiądz spojrzał na mnie i powiedział: ja za Ciebie nie wyjdę, mów przysięgę do swojego męża ;) później pomyliliśmy obrączki, mąż założył mi swoją a ja nie mogłam mu wcisnąć mojej na palec ;D a na koniec gdy Ksiądz zbierał na tace włączył się w Kościele alarm ;) a jeszcze przed ślubem moja mama wzięła pieniądze z bankomatu i wywróciła się na chodniku skręcając kostkę. Ja jako Panna młoda twardo wzięłam sobie tylko wysokie szpile na ślub, koło północy stopy tak mi spuchły, że koleżanka jechała do swej mamy kilka km pożyczać mi balerinki :D dostałam je w prezencie ;D a oczepiny zorganizowałam z siostrą i koleżanką w trakcie ich trwanie, miało ich nie być ale cóż, grajek zaczął oczepiny więc musiały powstać :D i zapomniałam z mężem kroków do pierwszego tańca i skończyliśmy tańczyć w połowie ;D u koleżanki na ślubie, chłopak robił takie wygibasy, że poszły mu spodnie na szwie na tyłku i wszyscy zobaczyli jego gacie, ale on dumnie dokończył konkursowe zadanie a Panna Młoda z zamkniętymi oczami odgadywała przedmioty, które mężczyźni trzymali na wysokości przyrodzenia, jej mina gdy wzięła w rękę kiełbasę była bezcenna :D Nela Radoń ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mariola Marszałek: mariola163@onet.eu

    Komplikacją na ślubie mojej siostry byłam ja sama we własnej osobie – w wieku zaszczytnym 5 lat. Już od początku byłam jednym wielkim problemem – przeszkadzałam podczas szykowania sali – zabierałam dla siebie balony, czyściłam tyłkiem schody zjeżdżając po nich i denerwując „obsługę”, szwendałam się nieproszona po kuchni psując to bigos, to jakieś łopatki do mieszania, to bijąc szklanki. Moja siostra już wtenczas zachowywała się jak burza gradowa, bo ja oczywiście miałam to wszystko gdzieś – byłam dzieckiem, nudziło mi się.
    Natomiast w dniu ślubu już w kościele wierciłam się, gadałam na głos i wystawiałam gościom język, a moja siostra była cała czerwona – jak burak xD Gdy wyszliśmy z kościoła oczywiście musiałam pozbierać sobie wszystkie drobniaki, którymi została obrzucona para młoda. A jak siostra nie chciała mi oddać swoich – rozryczałam się. Już wtedy mama zastanawiała się czy nie zostać ze mną w domu, ale jednak poszliśmy na wesele. Ja oczywiście podczas wesela zdążyłam podrzeć sukienkę, rozwalić paski od sandałków, umorusać się błotem i zrobić z włosów jeden wielki kołtun (a to było dopiero połowa imprezy). Jak już zostałam przebrana, wymyta i uczesana, żeby wyglądać jak człowiek (i skończyłam swoje historyczne płacze za butami i sukienką) druga z sióstr zabrała mnie z powrotom na wesele (rodzicielka już nie miała do mnie siły tego dnia.) Ja oczywiście musiałam znowu coś odwalić – podczas tańca pary młodej wlazłam siostrze pod sukienkę (to były lata 90-siąte, suknie były długie i faliste) i uniosłam ją do góry – oczywiście siostra dała mi ostro w łeb i zostałam zabrana z wesela do domu. Później nie odzywałam się do nikogo przez 2 dni, a jak próbowali na nie to wymusić choć jedno słowo to ryczałam. Dzisiaj siostra oczywiście wypomina mi mój „dziecięcy debilizm”, ale co poradzić – byłam dzieckiem xD

    OdpowiedzUsuń
  8. Julia Senator: juliasenator2002@gmail.com

    Moja zabawna wpadka podczas ślubu? Kilkanaście lat temu miałam nieść obrączki na ślubie mojej chrzestnej. Wszystko ładnie, pięknie, grają organy, no to do przodu. Leci Marszałek Weselny i idziemy do przodu.
    Jednak jako dziecko byłam dosyć ciekawska i lubiłam błyszczące rzeczy. Gdy szłam myślałam tylko o tym, by z pod mojej długiej białej sukienki zobaczyć lśniące buciki. Robiłam duże kroki... nie pomogło. Próbowałam różne typy chodu i nic! W końcu idąc zaczęłam podskakiwać, a niesione przeze mnie obrączki spadły z poduszki.
    Srebrzyste okręgi toczyły się po podłodze, a wszyscy gapie wstrzymali oddech. Oprócz panny młodej, która była tak zestresowana, że niezauważyła jak obrączki spadają i przykryła jedną z nich swoją suknią. Ja mała pięciolatka skoczyłam za obrączką! I prawie wywróciłam ciocię! Weszłam pod spódnicę, złapałam błyskotkę, wyszłam z pod niej i znalazłam drugą. Pamiętam jak babcia do mnie szybko podbiegła, położyła mi obrączki na poduszce i kazała usiąść na krześle i ich pilnować by nie uciekły.
    Przez resztę mszy bałam się, że mnie nie lubią i chcą mi uciec! Była to dosyć ciekawa przygoda.

    Miałam też drugą jakieś 4-5 lat temu. Wystrzyknęłam na dudka grupkę dziewcząt.
    Wiadomo oczepiny! No to panny ustawiają się wkółko. Moje rozumowanie było takie: urodziłam się we wrześniu... jestem panną! I chyc 10-letnia Julia do kółka. Wszystko okay? No to jedziemy. Zaczęłyśmy się kręcić i nagle:
    RAZ
    DWA
    TRZY
    PANNĄ MŁODA RZUCA WELON!
    Widzę białą tkaninę lecącą w stronę pani po prawej i nagle wyskakuje i łapię welon! Cała rodzina w śmiech.
    Ale teraz rzut muszką!
    Powiedzmy, mało kto był chętny. W końcu taki wujek wziął tą nieszczęsną muchę i poprosił mnie do tańca. Wziął mnie na ręce i mną rzucał po sali!
    Od tamtej pory obiecałam sobie nigdy nie łapać welonu... 😂

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *Marsz Weselny przepraszam za błąd... autokorekta

      Usuń
  9. Była to pewna przedślubna sytuacja, choć zabawna dopiero z perspektywy czasu.
    Kilka lat temu, w dniu ślubu mojego starszego kuzyna, zgodnie z rodzinną tradycją, najbliżsi krewni pana młodego najpierw przyjechali do jego domu, by następnie wspólnie udać się do panny młodej. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że mieszkanie pana młodego znajdowało się na 10. piętrze. Wraz z rodziną przybyliśmy jako jedni z pierwszych gości. Zadowoleni, że już niedługo będziemy bawić się na weselu, wsiedliśmy do windy. Do siódmego bądź ósmego piętra wszystko było w porządku, jednak nagle osobowy dźwig zatrzymał się pomiędzy kondygnacjami. Z pewnością nie muszę opisywać, co czuje się w takim momencie. Dzień zapowiadał się wspaniale, aż tu niespodziewanie taka awaria. Sprawny był na szczęście przycisk alarmowy i po pewnej chwili przybył ratunek, choć czas wtedy niezwykle się dłużył i rzeczywiście zaczynało robić się duszno... Nie bez trudu, bo w odświętnych strojach i spomiędzy dwóch pięter, ale udało nam się uwolnić. Na szczęście dla pozostałych gości, w bloku znajdowała się też druga, sprawna winda, dzięki której nie było konieczne bieganie po schodach.
    Tą niespodziewaną komplikację weselną wspominam teraz z uśmiechem na twarzy, bo można sobie wyobrazić, jak po takim wstępie wyglądała właściwa weselna impreza. ;)

    Edyta :)

    OdpowiedzUsuń

Zaglądaj, czytaj, przegryzaj moje słowa, ale wychodząc, zostaw po sobie niezatarty ślad swojej obecności...