Nieważne, co ci się przytrafia, ważne, jak to wykorzystasz. Życie przypomina grę w pokera. Nie masz wpływu na to, jakie dostaniesz karty – ale tylko od Ciebie zależy, jak rozegrasz partię.❤ Regina Brett

czwartek, 2 grudnia 2021

Dżentelmen od święta - Melisa Bel

Dżentelmeni od święta
Melisa Bel
Wydawnictwo: Melisa Bel
Data premiery: 2 grudnia 2021 r.
Ocena: 10/10
Patronat medialny:

   Anglia, XIX w. Trzy splecione ze sobą, humorystyczne historie z niespodziewanym zakończeniem! Co robi stateczny hrabia, któremu pod opiekę powierzono młodziutką złośnicę? Jak reaguje dżentelmen, gdy dama atakuje go świecznikiem? Co czuje dojrzały mężczyzna, gdy kobieta jego życia od lat widzi w nim wroga? To wszystko w świątecznym klimacie przyprószonego śniegiem zamku, w którym… straszy! [opis wydawcy]

   Melisa Bel - autorka powieści obyczajowych, pełnych emocji i romantyzmu. Podbiła serca Polek takimi książkami jak „Diabelski hrabia” oraz „W paszczy lwa”. Miłośniczka wszystkich dziesięciu muz, dyplomowana wiolonczelistka, która bez sztuki nie wyobraża sobie życia. Kobieta niezmiennie ciekawa świata i ludzi. Zwiedziła ponad 20 państw, a do swoich najbardziej szalonych pomysłów zalicza półroczną wyprawę motocyklem wzdłuż Himalajów oraz kilkuletnią podróż dookoła Norwegii. Pisze w towarzystwie małej, czarnej kotki.

    Większość z Was zapewne wie, że nie jestem zagorzałą fanką powieści rozgrywających się w dawno minionych czasach. Zdecydowanie bardziej odnajduję się w literaturze osadzonej we współczesnych realiach. Ale nie w przypadku twórczości Melisy Bel. To chyba jedyna jak dotąd autorka, która zaszczepiła we mnie miłość do romantycznych historii z dawnych epok. Dla porównania, dwie ostatnie jej książki (''Bezczelna'' i ''Ekscentryczka''), będące obyczajówkami – nie wywołały u mnie efekt spektakularnego wow. Było poprawnie, lecz bez rewelacji. Natomiast najnowsza publikacja zatytułowana ''Dżentelmen od święta'' sprawiła, że przepadłam bez reszty, upojona nektarem różnorodnych emocji. Kocham ten stan. Chcę więcej!

   Fabuła utkana jest z trzech głównych, pozornie odrębnych wątków, które łączą się pod koniec w jedną spójną całość. Początkowo poznajemy Lorda Olivera Baltimore - najlepszego śledczego w Londynie, który na prośbę swojej matki udaje się do Szkółki Świętego Antoniego, aby odebrać jej nową podopieczną, Iliane Scott. Na miejscu jednak okazuje się, że nie jest to żadne spokojne dziewczę, lecz krnąbrna, pełna temperamentu ''diablica'' z rozwianymi rudymi włosami i wściekłym spojrzeniem. Czy tych dwoje znajdzie wspólny język? A może sprawy wymkną się spod kontroli? Zobaczcie sami. Następnie spotykamy Lorda Vincenta Baltimore - oficera Armii Brytyjskiej, który zostaje podstępnie zwabiony przez pannę Teodorę Spencer (damę do towarzystwa jego matki) do powrotu w stare mury rodziny Baltimore. Niestety nie wszystko przebiega zgodnie z planem. Już pierwszego dnia pobytu mężczyzna zostaje napadnięty. Kto i dlaczego zaatakował członka arystokratycznej rodziny? Oj, będziecie zaskoczeni. W dalszej kolejności śledzimy perypetie Lady Margaret, która w wyniku nieprzewidzianych okoliczności trafia pod opiekę swojego sąsiada i zarazem największego wroga. Tymczasem markiz, lord Gerald Munro prosi hrabinę o pewną przysługę. Co z tego wyniknie? Czy zakopią w końcu wojenny topór? A może konflikt między nimi jeszcze bardziej przybierze na sile? Pewna jest niepewność.

    Dostałam najwyborniejszy potrójny deser w postaci fascynujących historii miłosnych, którymi można się delektować bez końca, ilekroć przyjdzie na to ochota. Autorka jest mistrzynią w kreowaniu relacji damsko-męskich. Z właściwym sobie wdziękiem zaprasza nas do wysublimowanej gry w kotka i myszkę, pełnej słownych potyczek, nieuzasadnionych pretensji, wzajemnych fascynacji i głęboko ukrytych żądz. Wszystko to prowadzi do oczywistych wniosków: "kto się czubi ten się lubi". Przygotujcie się na urocze i przezabawne uczuciowe perturbacje.

     Na wyróżnienie zasługuje tu przede wszystkim niezwykle umiejętnie oddany przez autorkę klimat XIX Londynu, w którym pobrzmiewa echo ponurej legendy sprzed setek lat. Co roku na początku grudnia zaczynają się dziać w zamku różne osobliwe rzeczy np. spadają i giną różne przedmioty, w nocy słychać dziwne dźwięki, zwierzęta stają się niespokojne i czuć jakby czyjąś obecność. Czy to duchy gromadzą się w czasie świąt i snują po zimnych komnatach? A może grasuje tu jakiś złodziej? Uchylę rąbka tajemnicy i zdradzę, że będzie trochę strasznie, trochę ekscytująco, ale też i wzruszająco.

>> Rozejrzeli się, ale nikogo więcej nie zauważyli. W następnej chwili drzwi od każdej komnaty otworzyły się jednocześnie, zastygły nieruchomo i przez korytarz przedarł się tak potężny wiatr, że aby utrzymać się na nogach, wszyscy musieli się skulić. Do wiatru dołączył boleśnie przenikliwy, rozpaczliwy krzyk, po czym drzwi w jednym momencie zatrzasnęły się z łoskotem. I wtedy nastąpiła martwa cisza. <<


    Nie mogę wyjść z podziwu, że Melisa Bel napisała tę książkę w przeciągu 10 dni. Wszystko jest tu doskonale i starannie dopracowane, zarówno pod względem wizualnym, jak i fabularnym. Lekki język, błyskotliwy humor, świetnie skonstruowane dialogi, dynamiczna akcja oraz bardzo wyraziste, charakterne postacie, których nie sposób nie polubić. Zakończenie wywołało u mnie łzy, grając na zakurzonych strunach mojej ckliwej duszy. Czegoś takiego się nie spodziewałam. Na dodatek ostatnie zdanie sugeruje, że będzie dalszy ciąg. Skrycie na to liczę.

    Podsumowując: To jedna lepszych świątecznych powieści, jakie miałam okazję przeczytać w tym roku. Od początku do końca trzyma w napięciu, rozczula i rozśmiesza, jak również udowadnia, że przed przeznaczeniem nie da się uciec. Zapraszam w podróż do dziewiętnastowiecznej Anglii, do pełnego tajemnic zamku Stanford, aby wspólnie z dostojnymi dżentelmenami i niesfornymi damami poczuć dreszczyk niepokoju pomieszanego z podnieceniem oraz doświadczyć niezwykłej siły magii. Eksplozja wrażeń gwarantowana!


Skusicie się?

wtorek, 30 listopada 2021

MINI wywiad z Melisą Bel

Kochani,
Zapraszam do wysłuchania kilka słów od Autorki na temat książki ,,Dżentelmen od święta''.


 




 

Skusicie się na ,,Dżentelmenów od święta''?

niedziela, 28 listopada 2021

FRAGMENT POWIEŚCI: "Pustkowia spokoju" Anna Fobia 🐾🐺


Moi Drodzy,

6 grudnia swoją premierę będzie miała powieść "Pustkowia spokoju" Anny Fobii. Serdecznie zachęcam do zapoznania się z tym tytułem. Na zachętę mam dla Was krótki fragment powieści.

🐾🐾🐾🐺

Drobne iskry ciepłego ognia tańczyły w kominku, niszcząc w popiół gorzkie słowa niespełnionej obietnicy. Młoda kobieta przyglądała się gorącym płomieniom i zastanawiał, co zrobiła w życiu źle. Starła z policzków resztki łez i obiecała sobie, że już nigdy nie pokocha. Nie zdawała sobie jednak sprawy, że złamie dane sobie słowo szybciej niż byłaby sobie, to w stanie wyobrazić. Los bowiem miał dla niej inne plany, chciał podarować jej miłość tak piękną i prawdziwą, jakiej nigdy dotąd nie doznała.

Podarła ostatnią stronę listu od mężczyzny, dla którego poświęciła wszystko, a on zostawił ją i odnalazł szczęście u boku innej kobiety. Wrzuciła podarte kawałki do kominka, a potem przysiadła na miękkiej kanapie, otulając się już tylko puszystym kocem zamiast jego ciepłymi ramionami. Gdy emocje powoli opadały, a wraz z nimi gasł ogień w kominku, usłyszała ciche łkanie wyrywające ją z letargu, w którym trwała. Szybko rozwarła spuchnięte powieki i nasłuchiwała, czy oby się nie przesłyszała. Wyplątała się z koca i na bosaka ruszyła do okna, próbując ominąć skrzypiące stare deski na podłodze; te, które on obiecał naprawić. Zerknęła przez szybę, ale w ciemnościach Alaski ciężko było cokolwiek zobaczyć, nie docierały do niej już również żadne dźwięki. Ziewnęła ze zmęczenia i pokiwała z zażenowaniem głową, pomyślała, że głosy musiały jej się chyba przyśnić. Odwróciła się w kierunku wąskiego holu i ruszyła do sypialni. Pragnęła zasnąć i już nigdy się nie obudzić. Po chwili jednak przystanęła. Znowu to usłyszała i tym razem była już pewna, że to nie mogły być omany. Ciche łkanie przerodziło się w głośny płacz, który przygłuszało głośne wycie wilków. Zadrżała ze strachu. W panice podbiegła do drewnianej, starej skrzyni stojącej tuż przy drzwiach wejściowych i wyjęła z niej strzelbę, którą sprawdzała codziennie. Dom kobiety oddalony był kilometry od najbliższej wioski i musiała się jakoś bronić przed dzikimi zwierzętami. Włożyła na stopy ciepłe śniegowce ze skóry renifera i w samej koszulce wyszła na drewniane patio. Próbowała dostrzec cokolwiek w spowitym w mroku lesie. Coś poruszyło się w pobliskich krzakach, a płacz nabrał smutnego tonu, sprawiając, że pomimo strachu krążącego w całym jej ciele, czuła, że musi coś zrobić. Sięgnęła po małą latarkę, wiszącą na haku obok schodów i uderzyła nią kilka razy w barierkę, modląc się, aby zadziałała. Wiedziała, że jej chłopak miał zmienić w niej wczoraj baterie, ale się nie pojawił, wysłał tylko list, oświadczając, że odchodzi.

Wycie wilków przycichło i zmieniło się w ciche ujadanie, a potem w szczekanie.

Ile mogło ich być? — pomyślała, a potem krzyknęła i prawie upadła, gdy światło z latarki oślepiło jej oczy. Wycie przerodziło się w warczenie, czuła, że wilki chcą ją zaatakować. Wycelowała latarkę w kierunku dochodzących dźwięków i zadrżała, gdy jasność odbiła się w białych ślepiach dwóch potężnych wilków. Ostre kły wystawały im z pysków, a nosy marszczyły się przy każdym oddechu. Nogi  pod nią się ugięły, a lawina strachu wstrząsnęła jej ciałem. Wiedziała jednak, że nie może uciec, bo tuż za zwierzętami na śniegowej poduszce leżało małe, zmarznięte niemowlę.

Tylko krążąca w żyłach adrenalina dodała jej odwagi. Rzuciła na śnieg latarkę i szybko odbezpieczyła strzelbę. Oddała w niebo jeden strzał. Siła pocisku była tak gwałtowna, że upadła z krzykiem na ziemię. Wilki ucichły, płacz dziecka również, ale nie spowodowało to, że zwierzęta uciekły. W świetle latarki, na wpół przykrytej śniegiem zobaczyła dwa cienie wilków, zbliżające się w jej kierunku. Próbowała przeczołgać się na łokciach do drzwi, ale bestie były szybsze. Dopadły ją. Przykryła twarz dłońmi, czując zbliżającą się śmierć.

— Dostanę to, o co niedawno poprosiłam — wyszeptała. — Śmierć — załkała. Ale jej nie dostała. Poczuła za to zimne nosy, poruszające się po jej nagiej skórze nóg, a potem po policzkach. Wilki wąchały ją i lizały, ale żaden nie ruszył jej zębami. Zaskoczona odsłoniła twarz i zobaczyła jak zwierzęta powoli się oddalają. Jeden z wilków podniósł pyskiem latarkę i rzucił ją obok dwóch małych stworzeń. Potem zerknęły jej przelotnie w oczy i uciekł w las. Kobieta, podniosła się, spojrzała w świetlistą łunę i zobaczyła młodego wilczka, wtulającego się w małego ludzkiego chłopczyka; w dziecko, którego sama nigdy nie mogła urodzić.


Skusicie się?

sobota, 27 listopada 2021

Muzyczna sobota - Dobre, bo polskie 🎶

Kochani

W kolejnej odsłonie cyklu: Muzyczna Sobota - Dobre, bo polskie, proponuję piosenkę ,,Oczko w głowie'' w wykonaniu Tymka, Kuby Karasia i Urbańskiego.

Tymek lub Seven Phoenix, właściwie Tymoteusz Bucki – polski raper, piosenkarz, autor utworów muzycznych i tekstów, producent muzyczny oraz kompozytor. Jego płyty oraz utwory wielokrotnie osiągały status Platynowych i Diamentowych płyt.

Nocą wchodzę na dach
zaimponować światu
Strachy gonią w snach
Jakoś przeżyję lato
Piszę historię do gwiazd
Imiona zdobią ten padół
Bloki szare jak rap
Pomiędzy czarno i biało
Nocą wchodzę na dach
zaimponować światu
Strachy gonią w snach
Jakoś przeżyję lato
Piszę historię do gwiazd
Imiona zdobią ten padół
Bloki szare jak rap
Pomiędzy czarno i biało

Byłaś dla mnie oczkiem w głowie
Moim słońcem,
Moim darem z gwiazd
darem z gwiazd
Byłaś dla mnie oczkiem w głowie
Moim słońcem,
Moim darem z gwiazd
darem z gwiazd
Byłaś dla mnie oczkiem w głowie
Moim słońcem,
Moim darem z gwiazd
darem z gwiazd
Byłaś dla mnie oczkiem w głowie
Moim słońcem,
Moim darem z gwiazd
darem z gwiazd

Manewruję tym snem
Że tak lekko się płynie
Nagi wstaje świt
Delektuję się chwilę
Plany niosą na dach
Błyszczące gwiazdy tak miłe
Stąd taki mały świat
Niebo rozkwita jak życie

Jesteś dla mnie oczkiem w głowie
Moim słońcem,
Moim darem z gwiazd
darem z gwiazd

I gdybyś chciała złapać mnie za dłoń
Zabrałbym cię stąd w siną dal
Daleko tak

Jesteś dla mnie oczkiem w głowie
Moim słońcem,
Moim darem z gwiazd
darem z gwiazd

By poczuć luz przy którym ściany miękną
Każda z nich się kłania nam
Kłania nam

czwartek, 25 listopada 2021

Wywiad z Grzegorzem Dziedzicem

Daria723

Czy gdyby istniał wehikuł czasu przeniósłby się Pan wstecz? A może jednak w przyszłość?

GD: Nie sądzę, żebym chciał przenosić się w czasie, bo moje życie tu i teraz jest satysfakcjonujące. Jeśli już, to przeniósłbym się na kilka dni do czasów i miejsc, które opisuję, czyli do Chicago sprzed stu lat. W ten sposób poczułbym panujący tam klimat i zaoszczędził sobie sporo czasu spędzanego na reasearchu.

Jakie jest Pana najpiękniejsze wspomnienie?

GD: Moje najpiękniejsze wspomnienia związane są z podróżami i odkrywaniem nowych miejsc. Doświadczyłem w życiu kilku chwil, kiedy piękno i majestat przyrody na chwilę odebrały mi mowę. Dlatego nie przestaję podróżować. Jestem uzależniony od zachwytu nad pięknem świata. Żałuję tylko, że mam na podróże tak mało czasu.

Martucha180

Czym jest dla Pana SŁOWO?

GD: Słowo jest dla mnie przede wszystkim sposobem na życie. Jako terapeuta, zarabiam rozmawiając z ludźmi, wcześniej, jako dziennikarz też utrzymywałem się ze słowa, choć głównie pisanego. Teraz dołożyłem do tego pisanie książek, więc znowu – klejenie słów w zdania i opowiadanie historii to mój kolejny sposób na eksploatację słowa dla własnych potrzeb.

Jestem uzależniona od książek. Ostatnio czytam nawet na przystanku autobusowym, bo szkoda mi czasu. Jaką terapię można by zastosować w przypadku takiego uzależnienia?

GD: Proszę czytać tylko dobre książki :) Dopóki nie zaniedbuje Pani swoich obowiązków, dbania o siebie i relacji z ludźmi, nie ma się czego obawiać.

Anne18

Czy Pana zdaniem istnieje coś takiego jak książka idealna?

GD: Myślę, że żaden człowiek nie jest w stanie stworzyć dzieła idealnego. Nie sądzę też, że chciałbym przeczytać idealną książkę. Być może takie książki będzie pisała wkrótce sztuczna inteligencja. Książka musi mieć w sobie element ludzki, z ludzką niedoskonałością i chropowatością. Wolę prawdę i szczerość niż doskonałość. Lubię książki, od których nie mogę się oderwać, które mnie niepokoją i wzbudzają silne emocje. I które nie nudzą, a doskonałość jest nudna.

Jest Pan psychoterapeutą, więc zapytam. Która grupa zawodowa/ wiekowa Pana zdaniem będzie po ustaniu pandemii najbardziej potrzebować wsparcia właśnie psychologa/psychoterapeuty?

GD: Pandemia największe szkody emocjonalne wyrządziła dzieciom i młodzieży. Zdalne nauczanie w separacji od rówieśników zakłóciło naturalne etapy rozwojowe u dzieci. Dlatego obserwujemy teraz oblężenie gabinetów psychoterapeutów przez pacjentów w wieku szkolnym. Oczywiście nie tylko ta grupa wiekowa ucierpiała psychicznie na pandemii. Myślę, że pandemia i towarzyszące jej lęk i izolacja odcisnęły się na psychice wielu ludzi. Człowiek nie może funkcjonować bez kontaktu z drugim człowiekiem. Relacje są podstawą zdrowia psychicznego. A poza tym, terapia jeszcze nikomu nie zaszkodziła.

Unknown

W procesie tworzenia książki występuje wiele osób: redaktorzy, korektorzy, beta czytelnicy. Kto Pana zdaniem jest najważniejszy, oprócz autora oczywiście?

GD: Wszyscy są ważni, bo powstawanie książki to proces. Zaniedbanie na którymkolwiek z etapów tego procesu skutkuje gorszym produktem końcowym. Wydawanie książek to sport zespołowy. To, co teraz napiszę zabrzmi być może jak banał, ale najważniejsi są czytelnicy. Bez czytelników książka to martwy byt. Co komu po książce, której nikt nie chce czytać?

Evek/ewwwek/ewa

Z którym z bohaterów Twojej książki chciałbyś się spotkać na żywo? :)

GD: Trudne pytanie, bo nie ma w "Żadnych bogów, żadnych panów" ani jednej sympatycznej postaci, może poza Zosią. Intryguje mnie główny bohater, czyli Teo Rucki, choć nie sądzę, żeby poświęcił mi więcej niż pół minuty swojego czasu. Najwięcej ciepłych uczuć mam do księdza Romana. Gdyby to było możliwe, zaprosiłbym go do siebie na terapię, żeby zrobił coś ze swoim piciem.

Klaudek884

Czy któraś z Pana profesji wpłynęła bezpośrednio na chęć napisania książki? Jeśli tak, to w jaki sposób?

GD: Zacząłem pisać książkę, kiedy pracowałem jako dziennikarz w „Dzienniku Związkowym”, najstarszej i największej polskojęzycznej gazecie w Chicago. Miałem dostęp do archiwum gazety i chętnie zaglądałem do wydań z początku XX wieku. Okazało się, że polonijna rzeczywistość sto lat temu była zupełnie inna niż ta dzisiejsza. Zrozumiałem, że Polonia wyparła ze świadomości całe okresy historyczne i miejsca na mapie miasta, które kiedyś ją definiowały. Postanowiłem przypomnieć o tych białych plamach i napisałem powieść, która rozgrywa się w miejscach i realiach bliskich ówczesnej rzeczywistości. A że są to realia brutalne i szorstkie, świetnie pasowały do konwencji gotyckiego kryminału retro.

Ew

Skąd pomysł na napisanie książki?

GD: Część odpowiedzi jest zawarta powyżej. Po prostu byłem ciekaw, o czym chicagowska Polonia postanowiła zapomnieć. Okazało się, że o fascynujących kartach swojej historii: pracy w rzeźniach i stalowniach, polskich gangach, wewnętrznych konfliktach, zaangażowaniu Polaków w ruch anarchistyczny i socjalizm, wojnach z innymi grupami etnicznymi, itd. Kiedy dotarłem do faktów, okazało się, że mam gotowe tło do książki. A zostanie pisarzem od dziecka miałem w planach. Postanowiłem te plany zrealizować, szczególnie że polskie Chicago to praktycznie nietknięta literacka nisza.

Czy gdyby Pan miał szansę zmienić jedną rzecz w swoim życiu, co by to było?

GD: Pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to że próbowałbym zostać i żyć w Polsce, bo emigracja, pomimo swoich zalet, to rozdarcie i życie w obcym miejscu. Z drugiej strony, nie napisałbym wtedy „Żadnych bogów, żadnych panów”, a moje życie potoczyłoby się zupełnie inaczej. Czyli jednak nie zmieniłbym niczego.

Gosia

Psychoterapeuta to trudny zawód, dlaczego właśnie na niego się Pan zdecydował?

GD: Moim zdaniem górnik, rolnik czy nauczyciel to zawody o wiele trudniejsze. Jeszcze w Polsce chciałem studiować psychologię, ale w końcu wybrałem dziennikarstwo. Psychologię skończyłem dopiero w Chicago. W 2010 roku zacząłem pracować jako terapeuta uzależnień w programie odwykowym stworzonym dla bezdomnych Polaków i tak zaczęła się moja przygoda z terapią. Praca z ludźmi, asystowanie im przy zmianie życia, daje mi poczucie robienia czegoś sensownego. Tego poczucia celowości brakowało mi chociażby w gazecie, gdzie trzeba gonić za newsem, a sens wyznacza data kolejnego wydania. To nie dla mnie, dlatego nie mógłbym żyć tylko z pisania. Potrzebuję czuć się potrzebny. 

Jakie jest Pana największe marzenie literackie?

GD: Na to pytanie odpowiadam zaraz przed premierą mojego debiutu, więc mam takie krótkoterminowe marzenie, żeby moja powieść została zauważona, a nie przepadła w nawale wydawanych książek. A marzenie większe, żeby seria zdobyła czytelników, którzy z niecierpliwością będą czekali na kolejny tom. 

sw882656

Z Pana perspektywy; życie w Polsce czy w Stanach dostarcza więcej emocji i sytuacji godnych ich wykorzystania przez twórców jako literackich pierwowzorów w swoich książkach?

GD: Jeśli chcesz napisać powieść, miejsce nie ma znaczenia, bo wszędzie czają się dobre i warte opowiedzenia historie. Kiedy wyjeżdżałem z Polski ponad 20 lat temu, to był inny kraj niż dzisiaj. Życie było trudniejsze, utrzymanie się było wyzwaniem, a ludzie napędzani byli silnymi emocjami. W Stanach żyje się łatwiej, bo stosunek kosztów życia do zarobków jest korzystniejszy niż w Polsce. Z drugiej strony niektórzy określają Stany mianem „luksusowego obozu pracy”, bo łatwo tu wpaść w pułapkę ciągłego zarabiania pieniędzy. Jaki to wszystko ma wpływ na pisanie książek? Mówi się, że pełny żołądek nie wpływa dobrze na kreatywność i coś w tym jest. Z drugiej strony, nie wyobrażam sobie napisania wiarygodnej książki z akcją w Chicago bez poczucia klimatu tego wyjątkowego miasta. Tak jak trudno jest pisać o emigracji, nie będąc emigrantem. 

Czy tak różnorodna aktywność zawodowa odcisnęła swoje piętno na Pana twórczości i płynących stąd przekazów dla czytelników?

GD: Bez wątpienia odcisnęła. O wiele łatwiej pisze się o rzeczach, których się doświadczyło, czy to w przestrzeni osobistej czy zawodowej. Ja miałem okazję spróbować wielu zawodów. Na początku mojej amerykańskiej przygody pracowałem na budowie, sprzątałem parkingi wypożyczalni samochodów, a potem nauczyłem się fachu płytkarza. Do dziś lubię pracować rękami, bo to konkretne i organiczne. Jestem wdzięczny za te doświadczenia, nie tylko dlatego, że sam potrafię zrobić remont łazienki. W swojej książce piszę o robotnikach. Byłem robotnikiem więc wiem, o czym piszę. Potem pracowałem z bezdomnymi alkoholikami i narkomanami i to doświadczenie też uważam za bezcenne, a w mojej książce przewija się temat uzależnienia. W końcu zostałem psychoterapeutą i codziennie mam okazję poznawać ludzi, ich ból i tajemnice. Oczywiście nie wykorzystuję historii, które słyszę od moich pacjentów, ale wiele z nich jest dla mnie źródłem inspiracji. Wiedza o ludzkiej naturze i jej meandrach z pewnością pomaga w konstruowaniu postaci literackich.

Agnieszka Cz.

Która postać była dla Pana najtrudniejsza do napisania, która ma najwięcej Pańskich cech?

GD: Żadna z nich nie była znacząco trudniejsza od innych, ale chyba najwięcej problemów przysporzył mi kapitan Clayton Trotwood. Może dlatego, że niewiele nas łączy. Przyznam też, że łatwiej jest mi tworzyć postaci męskie niż kobiece, z oczywistego powodu bycia mężczyzną. Większość z pierwszoplanowych postaci mojej powieści ma coś ze mnie. Teodor Rucki to trochę taki ja, gdybym wyłączył lęk i stępił trochę wrażliwość. Z kolei moja ulubiona postać, czyli ksiądz Roman Ogorzałek, też ma sporo moich cech. To wersja mnie, gdybym  życiowo się nie pozbierał. Inne postaci są wzorowane na ludziach, których w życiu spotkałem, ale zaznaczam, że wszelkie podobieństwa do realnych zdarzeń i osób są zupełnie przypadkowe.

Pana wymarzony czytelnik to...?

GD: Taki, który po przeczytaniu mojej powieści nie będzie mógł doczekać się na sequel. Także taki, który wchodzi ze mną w dialog, zgłasza konstruktywną krytykę i jest dociekliwy. Zapraszam Państwa do dyskusji. Najłatwiej znaleźć mnie w mediach społecznościowych. Odezwijcie się, jestem niezmiernie ciekaw Waszych opinii. 

______________________________

Zwycięzcą/zwyciężczynią konkursu jest uczestnik/uczestniczka ukrywający/a się pod nickiem sw882656. 

W imieniu swoim oraz wszystkich Czytelników mojego bloga dziękuję Panu Grzegorzowi Dziedzicowi za niezwykle interesujący wywiad.

Laureatowi wyróżnionego pytania serdecznie gratuluję i czekam na maila wraz z podaniem swoich danych adresowych do przekazania nagrody.

Pozdrawiam Was Wszystkich Serdecznie,
Cyrysia