"Bądź osobą dającą wsparcie. Świat ma już wielu krytyków." - Dave Willis ❤

poniedziałek, 10 czerwca 2024

Ostatnie dni beztroski - Wiktoria Gische || FRAGMENT POWIEŚCI

Moi Drodzy,

29 maja nakładem wydawnictwa MANDO odbyła się premiera nowej książki Wiktorii Gische, autorki historycznych powieści obyczajowych, w tym między innymi "Rozdzieliło nas życie" i "Siostra Nazisty". Książka "Ostatnie dni beztroski" jest pierwszym tomem nowej "Sagi Estery".  Na zachętę mam dla Was fragment powieści.

Kraków, koniec września 1939 roku

   Elegancki zegar z wahadłem nieubłaganie odmierzał czas. Godzina za godziną. Od chwili, kiedy znany wszystkim świat rozpadł się na kawałki, a pewność, że zastana rzeczywistość jest niewzruszona, stała się zaledwie mrzonką, minęło kilkanaście dni. Pierwszy szok już minął, ale strach, który trzymał wszystkich za gardło, nie odpuszczał. A jednak gdyby spojrzeć z boku na ludzi spieszących się to tu, to tam, mogłoby się wydawać, że to, co miało miejsce pierwszego września, jest tylko wytworem wyobraźni, senną marą. Porannym koszmarem, który znika, kiedy leniwie otwiera się oczy. 
   Estera Kaufmann powoli podeszła do okna. Od kilku dni powtarzała ten rytuał codziennie. Budziła się zawsze niewyspana, ponieważ od tamtego dnia, kiedy wszystko legło w gruzach, nie mogła spać. Sen przychodził dopiero nad ranem. Lekki, czujny niczym drzemka zająca kryjącego się w wysokich trawach na polach. Nie od razu otwierała oczy. Leżała w łóżku cichutko, nasłuchując odgłosów domu. 
   Jeszcze kilka dni temu można tu było usłyszeć głośne, radosne rozmowy. Matka, Zofia Kaufmann, zazwyczaj przekomarzała się z ojcem. Mówiła dużo i głośno. Zawsze była skora do rozmowy, przy której żywo gestykulowała. Ognisty temperament i gderliwość odziedziczyła po swoim dziadku, Guidzie Molarze, który pochodził z małej apulijskiej wioski na południu Włoch. Gdzieś z głębi dochodził donośny głos jej siostry, która lubiła włączać się do powadzonej przez rodziców porannej pogawędki. Estera uśmiechnęła się na myśl o siostrze. Aleksandra zawsze była milczkiem. Odzywała się rzadko, a kiedy już zadano jej jakieś pytanie, odpowiadała półsłówkami, żeby jak najszybciej uciąć rozmowę. Wszystko się zmieniło, kiedy wraz z mężem wyjechała do Londynu. Zrobiła się bardziej otwarta i rozmowna. Wreszcie stała się całkiem podobna do reszty rodziny. Po pewnym czasie do panującego już gwaru dołączał starszy brat Estery Dawid, bliźniak Oli, który od dnia ukończenia studiów przed dwoma laty prowadził rodzinny dom handlowy razem z ojcem, Aaronem Kaufmannem. Jednak ten gwar stał się już tylko wspomnieniem. Dalekim, prawie zapomnianym. Aż trudno było uwierzyć, że zaledwie w kilka dni świat zmieni się nie do poznania. Nie tylko ten zewnętrzny, ale także ten mały, wewnętrzny, osobisty, rodzinny.
   Przestronne mieszkanie na pierwszym piętrze kamienicy stojącej na rogu ulicy Mikołajskiej i Małego Rynku pod numerem 1 tonęło w ciszy tym bardziej przerażającej, że będącej wynikiem obawy, niepewności, co przyniesie jutro, i przerażenia, które pojawiało się każdego kolejnego dnia zmieniającej się rzeczywistości.
   6 września wraz z wkroczeniem niemieckich wojsk do miasta wprowadzono godzinę policyjną, ograniczając wolność i swobodę mieszkańców, którzy nagle musieli nauczyć się nowych zasad.
   – To dopiero początek – skwitował tamtego wieczoru ojciec, który od niepamiętnych czasów każdego dnia, nie bacząc na pogodę, wychodził przed snem na spacer na stary Rynek, zachwycając się nieodmiennie jego pięknem i atmosferą, której nie potrafił znaleźć w żadnym innym mieście w Europie. A jako młodzieniec bez zobowiązań zwiedził ją wzdłuż i wszerz.
   Niczym ponura przepowiednia słowa Kaufmanna zaczęły się sprawdzać już niebawem. 13 września przy Pomorskiej zainstalowało się Gestapo. Zamknięto żydowskie domy modlitwy, a kilka dni później do życia powołano Zarząd Żydowskiej Gminy Wyznaniowej, której zwierzchnikiem po stronie wroga został oficer SS Paul Siebert. I kiedy wydawało się, że na chwilę okupant pozwolił mieszkańcom odetchnąć, przyszedł do Kaufmannów list z nieznoszącym sprzeciwu rozkazem, o którym Estera nie chciała nawet myśleć, ale i tak nie potrafiła wyrzucić go z głowy. To dlatego od kilku dni stawała rano przy oknie. Czekała na wroga, który miał z nimi zamieszkać. Truchlała ze strachu na samą myśl o obcym człowieku, najeźdźcy, który miał zająć pokój gościnny w ich mieszkaniu.
   Odgłos wybijanej godziny wyrwał ją z otępienia. Zerknęła przez ramię. Większa ze wskazówek przesuwała się leniwie, jakby z trudem, ale wciąż parła do przodu bez wytchnienia.
   A gdyby tak wpłynąć na nią siłą woli? Spróbować zaczarować? Sprawić, że zamiast do przodu, nagle zaczęłaby się cofać. Najpierw powoli, z niedowierzaniem, nie rozumiejąc, co się dzieje, a mimo to z każdym kolejnym cyknięciem przesuwałaby się szybciej i szybciej, aż w końcu żadna siła nie byłaby jej w stanie zatrzymać. Cofałaby godziny, dni, tygodnie… Czy można było ją zaczarować? Estera westchnęła ciężko.
   Nie, pomyślała, nie ma na świecie takiej siły, która potrafiłaby cofnąć czas. Z trudem odwróciła wzrok od tarczy cyferblatu.
   – Długo jeszcze będziesz tam stać?
Wzruszyła ramionami, nie odwracając się do siedzącej na sofie siostry, wciąż hołdującej starym przyzwyczajeniom, do których z pewnością zaliczała się przedpołudniowa kawa. Jej silny aromat już zaczął unosić się w mieszkaniu. Za chwilę Marianna wniesie pełny dzbanek do salonu. Postawi na stoliku przed Aleksandrą i z uśmiechem, który zawsze gości na jej twarzy, wróci do kuchni, w której czuje się jak ryba w wodzie.
   – Ogłuchłaś? – Ola nie dawała za wygraną. 
   Do uszu Estery doleciał dźwięk lejącego się płynu. Wsłuchała się w niego. Wciąż ignorowała siostrę. Nie zamierzała odpowiadać na to pytanie. Ani na to, ani na żadne inne. W ogóle nie była w nastroju do pogawędek, do picia kawy, do czytania. Nie miała nawet ochoty malować czy spacerować po mieście, a przecież
kochała to robić. Nie miała ochoty na śmiech. Na płacz też nie, chociaż pewnie gdyby tak usilnie nie powstrzymywała szlochu, łzy płynęłyby cały czas.
   – Nie mamy na to wpływu.
Młodsza z panien Kaufmann drgnęła przestraszona, kiedy nagle głos Aleksandry rozległ się tuż obok jej ucha. Zamyśliła się tak bardzo, że nawet nie usłyszała, kiedy siostra podeszła do okna.
   – Co masz zamiar tam wypatrzeć? Myślisz, że odgadniesz, który to? Spójrz tylko. – Mówiąc to, Aleksandra podeszła bliżej szyby i zerknęła znacząco na ulicę, po której z pochylonymi głowami przemykali mieszkańcy unikający wzroku niemieckich żołnierzy spacerujących powoli, pewnie, jakby byli u siebie. – To może być każdy z nich. Ten. – Wskazała palcem, rysując po szybie, na której został ślad jej opuszek. – Albo ten – dodała po chwili. – Tracisz tylko czas, czekając albo szukając odpowiedzi, dlaczego to wszystko się dzieje.
   Aleksandra zacisnęła dłoń na ramieniu siostry. Ten czuły gest miał dodać Esterze otuchy.
   – Nie możesz snuć się tak po domu. Wystarczy, że matka już się snuje. Ta cisza powoli nas zabija. Nie widzisz tego? To deprymuje ojca, który i tak ma teraz dużo na głowie. Powinniśmy zachowywać się jak dawniej. Kłócić się z nim. Strofować go. Ta namiastka normalności będzie nam bardzo potrzebna, kiedy… – Ola nie dokończyła. Machnęła tylko ręką i wróciła na swoje miejsce. Na sofę.
I chociaż kawa dawno już wystygła, panna Kaufmann miała zamiar nadal się nią delektować.
   – Więc co radzisz? – Estera wreszcie spojrzała na siostrę. – Kawusię? Może coś słodkiego do kawki? Może coś mocniejszego? O tak, to pewnie byłoby bardziej wskazane. Upić się. Upić do nieprzytomności. Rzucić na łóżko. Zasnąć i obudzić się, kiedy wszystko znów będzie po staremu. Tego chcę. To pragnę wypatrzeć.
   Na chwilę ponownie odwróciła się do okna, ale złość dopiero w niej narastała. Estera pragnęła się na kimś wyładować, dlatego znowu zwróciła się w stronę Oli.
   – Po co  przyjechałaś? Dlaczego nie zostałaś w  Londynie? Tam jest bezpiecznie. Nie musiałabyś sobie zawracać mną głowy. Nami. – Mówiąc to, zrobiła ruch ręką, jakby chciała zatoczyć koło.
   Ola nagle podniosła się z kanapy. Podeszła nieco bliżej. Zrobiła taki gest, jakby chciała przytulić Esterę, ale ta odsunęła się na kilka kroków, obejmując się ramionami.
   – Nie potrafię już żyć jak kiedyś. Przynajmniej na razie.
   Estera znowu zerknęła przez okno. Uwielbiała ten widok. Od dziecka stawała w tym miejscu i wyglądała na zewnątrz. Przyglądała się ludziom. Lubiła na nich patrzeć i zgadywać, czym się zajmują w życiu. Kim są? Gdzie pracują? Czy mają rodziny? Dziś nie widziała nikogo, chociaż na placu zawsze było tłoczno. Nie widziała ani ludzi, ani domów. Po prostu patrzyła przed siebie. Patrzyła, nie widząc.
   – Nie potrafię nie myśleć o tym, co się wydarzyło. Nie potrafię się nie zastanawiać, co jeszcze się zdarzy. Wiesz, że na Pomorskiej urzęduje Gestapo, prawda? – zapytała, ale nie czekała na odpowiedź. – Czy wiesz, że zamknięto wszystkie żydowskie domy modlitwy? Och, wiem, co powiesz. Że wcale do nich nie chodziliśmy i że tak naprawdę żydem jest tylko ojciec, ale papa lubił tam chodzić. Tak, wiem, że bardziej dla towarzystwa niż z religijnego powołania, miał tam jednak przyjaciół. Toczył z nimi pogawędki. Długie dysputy, których nie mógł albo nie chciał prowadzić w domu. Bo i z kim? Ze mną, a może z tobą? No bo chyba nie z mamą? I z pewnością nie z Dawidem. I jeszcze ta ostatnia wiadomość… – Estera na chwilę zawiesiła głos. – Nie martwi cię to? Nie obawiasz się? Nie jest to dla ciebie żenujące? Obcy wśród nas. Wróg, z którym będziesz musiała rozmawiać. Traktować go po przyjacielsku, bo przecież nie okażesz mu nienawiści. To niepodobne… – Estera podniosła głos. – A może cię to nie obchodzi.
W końcu w każdej chwili możesz wyjechać. Może powinnaś?
   Udzielały jej się emocje, które od tak dawna tłamsiła w sobie. Zdawała sobie sprawę, że rani siostrę, ale nie potrafiła zamilknąć. Ola zamierzała właśnie coś odpowiedzieć, kiedy głośny hałas dzwonka do drzwi sprawił, że z jej lekko otwartych ust nie wydobył się żaden dźwięk.
   Siostry zastygły w oczekiwaniu. Estera nasłuchiwała. Nikt nie kwapił się otworzyć. Nie było słychać kroków spieszących do drzwi. Ojciec od rana siedział w swoim gabinecie. Matka zapewne nie wstała jeszcze z łóżka, chociaż dochodziła jedenasta. Marianna prawdopodobnie się bała. Dawid z samego rana ruszył do sklepu. Tylko on starał się zachowywać normalnie.
   – Całe szczęście, że pracować jeszcze nie zakazali – powiedział kilka dni temu podczas kolacji.
   Nikt nie odważył się zaprzeczyć czy wyrazić wątpliwości, ale Estera była pewna, że w głowie każdego tliła się myśl, że pewnie i to jest tylko kwestią czasu.
   Aleksandra z przestrachem spojrzała na siostrę, która w końcu wyrwała się z odrętwienia. Pokręciła głową z dezaprobatą na takie zachowanie i pewnie ruszyła do przedpokoju. Sięgnęła do klamki w chwili, kiedy dźwięk dzwonka ponownie zagłuszył martwą ciszę panującą w mieszkaniu Kaufmannów. Otworzyła drzwi z impetem. Na widok stojącego na progu mężczyzny chciała zamknąć je równie szybko, ale zamiast tego gapiła się tylko na niego niezdolna do najmniejszego gestu. Wreszcie, kiedy na jego ustach pojawił się uśmiech, odzyskała głos.
   – To ty – powiedziała, patrząc w najbardziej niebieskie oczy, jakie kiedykolwiek widziała. Oczy, o których nie mogła zapomnieć i które były powodem cofnięcia słowa, które dała innemu mężczyźnie. Jej przerażony wzrok prześliznął się po męskiej sylwetce zamkniętej w dopasowanym niemieckim mundurze. Zabrakło jej
słów. To nie mógł być przypadek. To nie mógł być zbieg okoliczności. To złośliwy los zadrwił z niej okrutnie.
 


💔 Sięgnijcie po „Ostatnie dni beztroski” i dajcie się zaprosić do świata pełnego intryg, wielkich nadziei i zakazanych uczuć.

sobota, 8 czerwca 2024

Muzyczna sobota - Dobre, bo polskie 🎶

Moi Drodzy,

W kolejnej odsłonie cyklu: Muzyczna Sobota - Dobre, bo polskie, proponuję utwór  ,,Nic Za Złe'' Anita Lipnicka & Paweł Domagała. 

Obserwuj oficjalne profile Anity Facebook:   / anitalipnicka   Instagram:   / anita.lipnicka   Obserwuj oficjalne profile Pawła Facebook:   / paweldomagala.oficjalna   Instagram:   / paweldomagala  

To opowieść o rozstaniu z czułością. Bez żalu i wzajemnych pretensji. O próbie zabrania ze sobą tego, co było dla nas ważne, piękne i cenne w byciu razem. To piosenka o dawaniu sobie wzajemnego wsparcia w najtrudniejszym momencie relacji - podczas pożegnania... 
Gdzieś daleko Tam za rzeką Hen za siódmą z gór Wstaje słońce To którego Nie starczyło tu Tak się starałam Dałam co mogłam dać Duchem i ciałem Chciałam przy Tobie trwać Nie przewidziałam Że kiedy przyjdzie zmierzch Na nasz dom Spadnie cień Gdzieś daleko Hen za rzeką Za dziewiątą z bram Ktoś otwiera Przed kimś niebo Obiecane nam Tak się starałem Walczyłem ile sił Duchem i ciałem Chciałem przy Tobie być Nie przypuszczałem Że przyjdzie zimny front Spadnie śnieg Na nasz dom Proszę pozwól mi już odejść Zabrać z sobą to co dobre z nas Póki jest na to czas Proszę nie miej mi nic za złe Miłość wolna jest jak światem świat Migruje niczym ptak… Za morzami Za lasami Tam gdzie nie ma win Może kiedyś Się spotkamy Dośnić nasze sny Ja się postaram Dam Ci co mogę dać Duchem i ciałem Będę przy Tobie trwać W miłości wiara Dopóki z nami jest Była tu Znikła gdzieś Proszę pozwól mi już odejść Zabrać z sobą to co dobre z nas Ocalić tamten czas Proszę nie miej mi nic za złe Miłość wolna jest jak światem świat Migruje niczym ptak Nie zatrzymamy jej Już ją porywa wiatr… Patrz!

poniedziałek, 3 czerwca 2024

Ostatnie dni beztroski - Wiktoria Gische || ZAPOWIEDŹ

Moi Drodzy,

29 maja nakładem wydawnictwa MANDO odbyła się premiera nowej książki Wiktorii Gische, autorki historycznych powieści obyczajowych, w tym między innymi "Rozdzieliło nas życie" i "Siostra Nazisty". Książka "Ostatnie dni beztroski" jest pierwszym tomem nowej "Sagi Estery". 

Rok 1933. Uzdolniona artystycznie Estera Kaufmann jest córką właściciela krakowskiego domu handlowego. Na balu maskowym w Wiedniu dziewczyna poznaje fascynującego mężczyznę, Svena. Mimo że jego tożsamość jest dla niej tajemnicą, Estera od razu daje się ponieść porywczemu uczuciu pierwszej miłości.

Aleksandra wdaje się w namiętny romans z żonatym mężczyzną, który porzuca dla niej wygodne życie w Londynie. Państwo Kaufmannowie stanowczo zakazują córce tej relacji, ale siła namiętności jest większa niż rodzicielskie przykazania.

W Berlinie Hitler dochodzi do władzy i na świat pada złowrogi cień.
Manfred, brat Svena, postanawia pójść w ślady ojca i wkracza w brutalny świat SS. Wkrótce zostaje przydzielony do obozu w Dachau.

Czy rodzinne powiązania Svena z SS zniszczą miłość młodziutkiej Estery, a Kaufmannowie pogodzą się z romansem Aleksandry?

❤❤❤

Wiktoria Gische serwuje czytelnikom historię napisaną z wielkim rozmachem, wspaniałą kreacją postaci oraz doskonałą znajomością realiów epoki. Miłość, namiętność, rozczarowania i cała paleta ludzkich emocji na tle niepokojących wydarzeń poprzedzających wybuch II wojny światowej gwarantują niezapomnianą lekturę. Polecam gorąco!

Edyta Świętek – pisarka



💔 Sięgnijcie po „Ostatnie dni beztroski” i dajcie się zaprosić do świata pełnego intryg, wielkich nadziei i zakazanych uczuć.

poniedziałek, 27 maja 2024

„Sylwetka doskonała” Rafała Lewandowskiego już u mnie!

Moi Drodzy,

22 maja odbyła się premiera powieści kryminalnej pt. ,,Sylwetka doskonała'' Rafała Lewandowskiego. Papierowy egzemplarz właśnie dotarł w moje ręce. Na żywo książka prezentuje się jeszcze piękniej.

Zachęcam serdecznie do lektury. Ta historia nie tylko wbija szpony głęboko w umysł i nie pozwala o sobie zapomnieć!

👇

PRZECZYTAJ RECENZJĘ - KLIKNIJ TUTAJ

👇

Przy zamówieniu 3 egzemplarzy (lub więcej) wysyłka gratis.



Skusicie się?

środa, 22 maja 2024

„Sylwetka doskonała” Rafał Lewandowski

Sylwetka doskonała
Rafał Lewandowski
Gatunek: Kryminał
Liczba stron: 608
Ocena: 5/6
Patronat:
   Co roku na rynku wydawniczym ukazuje się mnóstwo polskich książek z każdego gatunku literatury. Z reguły najchętniej sięgamy po twórczość najpopularniejszych pisarzy, gdyż wiemy, czego można się po nich spodziewać, czego możemy od nich oczekiwać. Warto jednak dać szansę mniej znanym nazwiskom, bo można się mile zaskoczyć. Tak właśnie było w moim przypadku. ''Sylwetka doskonała'' to nie pierwsze dzieło Rafała Lewandowskiego. W 2010 roku opublikował ''Efekt motyla''. Później wydał: ''Koncert słów'', ''Nieodwzajemnione uczucie'', ''Bonus'', ''Zbrodnię w BTW'' i cykl - Niema trylogia („Niemy”, „Blok”, „Dziedzic”). Większość z tych tytułów miałam sposobność przeczytać i wspominam je nader pozytywnie. Dlatego bez wahania przyjęłam propozycję zrecenzowania najnowszej publikacji autora. I nie żałuję tej decyzji ani trochę. Otrzymałam wiele godzin intelektualnej rozrywki na bardzo przyzwoitym poziomie. Aż chciałoby się więcej.

   Fabuła zaczyna się standardowo, ale im dalej w las, tym więcej nieoczywistych zagrywek. Pewnego dnia dwudziestodziewięcioletnia Nina Rudzka – uwielbiana przez klientki instruktorka fitness – zostaje uduszona gumą do ćwiczeń. Sprawa trafia w ręce policji: komisarz Urszuli Czyż i aspiranta Szymona Kubika z Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego. Przed nimi nie lada wyzwanie, ponieważ praktycznie wszystkie osoby przesłuchiwane wyrażają się bardzo pochlebnie o denatce. Według nich była chodzącym ideałem: : piękna, mądra, pracowita, kochająca żona i wspaniała córka. A mimo to ktoś pozbawił ją życia. Czy to możliwe, by zginęła jedynie dlatego, że była doskonała w każdym calu? A może jednak miała na swoim koncie jakieś grzeszki czy brudy z przeszłości?

   ''Sylwetka doskonała'' to świetnie skonstruowany kryminał z mocno rozbudowanym wątkiem psychologiczno-obyczajowym. Autor zagląda w najciemniejsze zakamarki ludzkiej natury, obnażając jej nieprzewidywalność, dwoistość i podatność na wszelkie pokusy i żądze. Odkrywa prawa i wzorce, które kierują naszymi emocjami, działaniami i decyzjami. Każdy człowiek pragnie zrozumienia, akceptacji i bliskości w relacjach międzyludzkich. Jest nam to niezbędne do normalnego funkcjonowania. Lecz niektórzy zrobią dosłownie wszystko, żeby tylko przypodobać się innym. Podlizują się, kłamią, nie przyznają się otwarcie do swoich poglądów. Często przynosi to efekt przeciwny do zamierzonego. Nie wierzycie? To koniecznie sięgnijcie po tę książkę.

<< Wystarczy spojrzeć choćby na media społecznościowe. Co liczy się tam najbardziej? Na pewno nie treść. Najważniejsze są liczby. Wyświetlenia, lajki, komentarze i tak dalej. To są dzisiejsze liczniki akceptacji. Pamiętajmy jednak, że czasem te wskaźniki bywają bezlitosne. Zdarza się, że zamiast akceptacji i szczęścia dają nam coś zupełnie odwrotnego. >>

   Najmocniejszą stroną powieści są zróżnicowani, realni bohaterowie, którzy dodają kolorytu całej historii. Umiejętnie pokazano ich charaktery oraz nić powiązań między nimi. Jak każdy z nas mają jakieś wady, słabości, marzenia i nadzieje. Dzięki temu łatwiej ich sobie wyobrazić i zapamiętać. Na szczególne uznanie zasługuje nietuzinkowa kreacja komisarz Czyż. Często bywa ostra, nieprzyjemna i nie cofnie się przed niczym, byle dopiąć swego. Świetnie zna się na policyjnej robocie, lecz prywatnie jest samotniczką. Nie ma przyjaciół, ani nawet znajomych, z którymi mogłaby choćby sporadyczne spotkać się w czasie wolnym. Czy rzeczywiście jest taką zimną suką, za jaką uchodzi? A może pod tą skorupą chłodnej służbistki tkwi wrażliwe wnętrze? Przekonajcie się sami.

   Kolejnym plusem tej historii jest rewelacyjnie skonstruowana zagadka kryminalna. Bardzo mocno zapętlona i sensownie umotywowana. Przez ponad 500 stron ciężko odgadnąć, kto jest tym złym i jakie pobudki nim kierują. Autor umiejętnie kluczy, sprytnie podsuwa mylne tropy i do samego końca trzyma czytelnika w napięciu i w poczuciu niewiedzy. Teoretycznie każdy miał mniejszy bądź większy powód, aby pozbyć się nieskazitelnej instruktorki fitness. Dla pieniędzy. Dla awansu. Z zemsty lub zazdrości. Jaka jest jednak prawda? Zapewniam, będziecie mocno zaskoczeni.

<< A może właśnie o to chodzi? – przemknęło jej przez myśl. Może po prostu ktoś nie mógł znieść tego, że była takim ideałem? W końcu tacy ludzie często działają innym na nerwy. Zwłaszcza tym, którym w życiu nie wyszło, którzy nie potrafili nad nim zapanować, zrealizować swoich celów i marzeń. Tym nieidealnym. Nieperfekcyjnym. Tylko czy wywołana czymś takim zawiść to wystarczający powód do morderstwa? >>

   Rafał Lewandowski prezentuje bardzo sprawny warsztat pisarski daleki od banalności i przekoloryzowanych fars. Nic dziwnego, skoro od 2016 roku pracuje w jednym z wydawnictw, gdzie zajmuje się m.in. redakcją, korektą i pisaniem rozmaitych tekstów. To z kolei przekłada się na lepszą efektywność i jakość jego prozy. Z właściwą sobie swadą tworzy płynną narrację, konstruuje wiarygodne dialogi i konsekwentnie popycha akcję do przodu. Ale żeby nie było tak idealnie, to do tej beczki miodu dodam łyżkę dziegciu. W szczególności rozpraszały mnie krótkie wstawki z punktu widzenia pobocznych postaci, które były prowadzone w różnych ramach czasowych. Zabrakło mi też pociągnięcia wątku męża denatki i jej przyjaciółki oraz kilku twistów sytuacyjnych, dzięki którym atmosfera napięcia byłaby znacznie wyższa. Pomijając jednak wspomniane aspekty, jestem zadowolona z lektury i mogę ją z czystym sumieniem polecić. Ma bowiem w sobie to ''coś'', jakąś ukrytą głębię i przesłanie, które prowokuje do zaangażowanej refleksji na temat coraz bardziej skomplikowanego i pełnego sprzeczności świata.

   Jeśli szukacie czegoś więcej niż tylko zwykłego kryminału - "Sylwetka doskonała" będzie doskonałym wyborem. Ta historia nie tylko wbija szpony głęboko w umysł i nie pozwala o sobie zapomnieć, lecz przede wszystkim brutalnie uświadamia, jak zgubne bywają skutki braku wsparcia i zainteresowania ze strony najbliższych, a zło nie zawsze ma tą samą twarz. Krótko mówiąc – każdy znajdzie coś dla siebie. Serdecznie zapraszam!