Pamiętaj, że wszystko można zacząć od nowa. Jutro jest zawsze świeże i wolne od błędów. [Lucy Maud Montgomery, Ania z Zielonego Wzgórza] ❤

poniedziałek, 3 października 2022

FRAGMENT POWIEŚCI: Piastunka róż - Katarzyna Michalak

Moi Drodzy,

28.09 swoją premierę miała zupełnie nowa – wzruszająca, odważna i magiczna – powieść Katarzyny Michalak! Już niebawem podzielę się z Wami swoją opinią, a tymczasem zapraszam do przeczytania fragmentu książki.
 

    Może myślisz, droga papierowa przyjaciółko, że moje „boję się” to histeria, fanaberie, czy co tam Liwia wymyśli. Ach: lenistwo, zapomniałabym o  lenistwie! Powiedz to ludziom, którzy mają arachnofobię. Zaproponuj komuś, kto panicznie boi się pająków, by wziął do ręki wielką włochatą tarantulę. Albo komuś, kto nawet patrzeć nie może na rekiny, by wskoczył do oceanu i popływał z żarłaczami. A kogoś z lękiem wysokości postaw na szczycie strażackiej drabiny i każ mu przejść po wąskiej kładce do okna wieżowca…

Że wyjście na dwór nie jest tak niebezpieczne jak spotkanie z żarłaczem? Wierz mi, dla mnie jest. Nie wiem, jak to nazwać: parę razy przed Tunezją byłam przerażona, ale potrafiłam sobie ze strachem poradzić, opanować się, wytłumaczyć sobie, że to tylko pusty strych, na którym na pewno nie ma duchów. Tak, tak, kiedyś strzeliło do głowy moim kumpelom i mnie, żeby wywoływać duchy na starym zapuszczonym strychu. Potem przez dłuuugi czas omijałam ten dom szerokim łukiem. Ale to był tylko strach.

Natomiast tego, co czułam, gdy po półrocznym domowym leczeniu mojego PTSD, fobii, depresji i czego tylko chcesz próbowałam wyjść na dwór, do ludzi… nie dało się opisać słowami. Strach był dosłownie paraliżujący. Stałam na klatce schodowej i nie mogłam ruszyć ręką ani nogą. Nawet specjalnie się nie trzęsłam z przerażenia. Zdrętwiałam. Nie mogłam nabrać powietrza, krtań zacisnęła się tak, że walczyłam o oddech. Serce po prostu oszalało, nigdy w życiu nie bałam się tak strasznie. Chyba nawet wtedy nie byłam aż tak przerażona, gdy bandzior wycelował do mnie z karabinu. Tak. W tamtej chwili po prostu się bałam. Strasznie, potwornie, ale potrafiłam wyszeptać parę słów, które uratowały mi życie. Jednak gdy pół roku później próbowałam przełamać lęk przed ludźmi, strach mnie pokonał.

Fot. Getty Images/iStockphoto

Postałam tak długo albo krótko  – nie pamiętam  – po czym następne, co zakonotowałam, to bieganina mamy i taty dookoła mojego łóżka. Ponoć zbladłam, jakby odpłynęła ze mnie cała krew, i straciłam przytomność.

Jednak nie to był koniec. Rodzice prosili i błagali, bym walczyła o powrót do normalnego życia, a ja przecież zrobiłabym dla nich wszystko. Naprawdę wszystko! Więc próbowałam. Co parę miesięcy, za namową terapeutów, znów robiłam ten krok, jeden, za próg naszego domu. I za każdym razem kończyło się tak samo: przerażenie odbierające oddech, serce niemal wyskakujące z piersi, a potem utrata przytomności. Potworny strach rodziców o  mnie. Ich łzy i moje łzy.

Darowaliśmy sobie po kilkunastu takich jazdach, ale życie ma dla mnie, jak widać, następną katorgę... Liwia zamierza mnie wyeksmitować z domu. Jak? Nie mam pojęcia. Wyniesie nieprzytomną przed blok i niech się nade mną lituje zbłąkany wędrowiec? Ona by mogła. Niech myśli. Niech kombinuje. Była przy trzech próbach „leczenia” mnie z  fobii. Niech już dziś rezerwuje miejsce w  karetce. Albo w  kostnicy. Prawdę mówiąc, wszystko mi jedno. Jestem zmęczona…


Skusicie się?

sobota, 1 października 2022

Muzyczna sobota - Dobre, bo polskie 🎶

Moi Drodzy,

W kolejnej odsłonie cyklu: Muzyczna Sobota - Dobre, bo polskie, proponuję piosenkę ,,Niewypowiedziane'' w wykonaniu LUNY.

Luna to wokalistka, którą szybko nazwano fenomenem polskiej muzyki alternatywnej. Zanim dorobiła się tajemniczego pseudonimu, występowała pod własnym imieniem i nazwiskiem - Ola Wielgomas. W 2020 roku zaprezentowała singiel "Luna" i pokazała słuchaczom całkiem nowe oblicze. 

Dzisiaj wszystko widzę trochę ostrzej
Nasze ciała (nasze ciała)
Pokrył mróz
Tak trudno mi złapać sen i oddech
Bo nie wierzę w nic
Nie wierzę w nic już
Zamknięta wszystko słyszę trochę głośniej
Pod skórą lęk
Ukryty gniew
Wiem Ty też czujesz się gorzej
Gorzej, gdzie oddech
Oddech zamyka nam usta, słowa nieznane
W sobie noszę
Niewypowiedziane
Pozwól mi być
Kim tylko chcę
Zrozum, że jesteś jedynym tchem
Ile tu znaczy każdy dzień
Pozwól mi tylko być
Tylko być
Pozwól mi czasem pomylić się
Gdy dopada mnie to co złe
Ile tu znaczy każdy dzień
Pozwól mi tylko być
Tylko być
Mmmmm
Aaaaah
Dzisiaj zamknąć oczu już nie mogę
Ciągnie mnie (mnie)
Do wzburzonych wód
Jak złapać sens, jak porzucić fobie
To, co tak ciągnie w dół
Kiedy nie wiem czy cokolwiek znaczę
Złap tylko dłoń
Moją dłoń
Wiesz, że znów czuję się gorzej
Gorzej, ten oddech
Oddech zamyka nam usta, słowa nieznane
W sobie noszę
Niewypowiedziane
Pozwól mi być
Kim tylko chcę
Zrozum, że jesteś jedynym tchem
Ile tu znaczy każdy dzień
Pozwól mi tylko być
Tylko być
Pozwól mi czasem pomylić się
Gdy dopada mnie to co złe
Ile tu znaczy każdy dzień
Pozwól mi tylko być
Tylko być
Mmmmm
Aaaaah
Huuu
Pozwól mi tylko być, tylko być
Mmmmm

czwartek, 29 września 2022

Inspirujące spotkanie z Katarzyną Miller "Jak żyć i nie zwariować?" w Poznaniu!

Kochani,

Dom Wydawniczy REBIS oraz Biblioteka Raczyńskich zapraszają na inspirujące spotkanie z Katarzyną Miller „Jak żyć i nie zwariować?”.

 6 października, godzina 18.00, plac Wolności 19 | Wstęp wolny

 Link do wydarzenia na Facebooku:

👇

https://www.facebook.com/events/5355505761170977


Skusicie się?

niedziela, 25 września 2022

ZAPOWIEDŹ: Piastunka róż - Katarzyna Michalak

Moi Drodzy,

28.09 premierę będzie miała zupełnie nowa – wzruszająca, odważna i magiczna – powieść Katarzyny Michalak! 
 

Opowieść o magicznym ogrodzie i jego opiekunce

 Uratowała mnie róża. Nie rosarium, októrym kiedyś marzyłam, nie różany zakątek wogrodzie, którego nie miałam, nawet nie bukiet róż. Uratował mnie skromny, ale niezwykły krzaczek, ztrudem walczący opromyk słońca”.


SĄ TAKIE WSPOMNIENIA, KTÓRE KRADNĄ ŻYCIE. JĄ URATOWAŁA RÓŻA.

Flora przestała wychodzić z pokoju, zdana na łaskę – czy raczej niełaskę – swojej siostry. Jedyną jej radością był rosnący tuż za oknem wątły krzaczek róży, który uparcie walczył o każdy promień słońca. Flora skazała się na samotność z własnej woli. Nic nie przerażało jej bardziej niż inni ludzie. Nie po tym, co przeżyła siedem lat temu...

CZASEM TRZEBA SIĘGNĄĆ PO KŁAMSTWO, ŻEBY KOMUŚ POMÓC. PODSTĘPEM MOŻNA KUPIĆ ŚMIERĆ. ALE MOŻNA TEŻ PODAROWAĆ NOWE ŻYCIE.

Gdyby nie szantaż siostry, Flora nigdy nie odważyłaby się odpowiedzieć na to ogłoszenie. A przecież pielęgnowanie różanego ogrodu, gdzieś przy zagubionym wśród nadmorskich lasów dworku, było jej marzeniem. Kochała róże bardziej niż cokolwiek na świecie, ale strach przed światem skuwał jej serce. Nie mogła się domyślić, że tam, w tym samym ogrodzie, swoje demony oswaja ktoś, kogo już kiedyś spotkała. I to w dniu, o którym ze wszystkich sił pragnęła zapomnieć…

CZY TO MOŻLIWE, ABY TE DWA ZRANIONE SERCA BYŁY DLA SIEBIE JEDYNYM RATUNKIEM?
CZY KTOŚ, KTO NIE WIE JAK ŻYĆ, MOŻE NAUCZYĆ TEJ SZTUKI UKOCHANĄ OSOBĘ?

OPINIE CZYTELNICZEK

„Z utęsknieniem czekałam na nową powieść Katarzyny Michalak i jestem nią zachwycona! Pisarka kolejny raz dowiodła, że jest absolutną mistrzynią! Co za rozmach! Co za emocje! Co za akcja! Dawno nie miałam w ręku książki, która wzbudziłaby we mnie zarówno łzy wzruszenia, jak i uśmiech szczęścia. Uwielbiam!”
CzytamyDobreKsiazki


„Są takie wydarzenia, które rujnują całe życie i nic później nie jest już takie samo. Katarzyna Michalak wiernie oddała pełen lęków i samotności świat osób z zespołem stresu pourazowego. Pisarka doskonale portretuje uczucia, jakie targają ich sercami, pokazując bezradność i nierówną walkę z tą okrutną chorobą. Polecam wszystkim, którzy mają serce do kochania!”
OlgaCzyta


„Nie jest to powieść o miłości, choć dwa spragnione serca łakną bycia kochanym. Nie jest to historia traumy, choć jej źródłem jest jedno dramatyczne wydarzenie. Nie jest to również opowieść o kłamstwie, choć gdyby nie podstęp, nic by się nie zaczęło. „Piastunka róż” to opowieść o walce o siebie. Najbardziej bohaterskiej, bo tym, z kim mamy walczyć, jesteśmy my sami. Genialna!”
BiblioteczkaJoli


Skusicie się?

sobota, 24 września 2022

Muzyczna sobota - Dobre, bo polskie 🎶

Moi Drodzy,

W kolejnej odsłonie cyklu: Muzyczna Sobota - Dobre, bo polskie, proponuję piosenkę ,,Mamy czas'' w wykonaniu Ewy Jach.

Wokalistka jest laureatką wielu festiwali, współpracowała z takimi muzykami jak Kayah, Kasia Wilk, czy Mezo, z którym wykonała piosenkę "Kryzys".
Na własne konto zadebiutowała piosenką "Mamy czas", którą napisała razem z finalistą "Fabryki Gwiazd", Przemkiem Pukiem (muzyka i produkcja). Utwór odniósł spory sukces na listach przebojów (m.in. na Popliście RMF FM). Klip do utworu kręcony był we Wrocławiu, a za jego realizację odpowiada Grupa13.

To jak sen który spełnił się
W dłoni dłoń jedno bicie serc
Tylko ty chwytasz każdy zmysł
Teraz wiem czym miłość jest
Znika lęk kiedy zjawiasz się
Jesteś jak na pustyni deszcz
Noc i dzień twoje imię ma
Dla nas nie istnieje czas
Oh oh oh cały mój świat
To jak na ziemi raj kiedy ty jesteś przy mnie
Oh oh oh to cały mój świat
A w nim znaczenia brak kiedy nie ma cię dla mnie
Wierzę w nas wierzę w każdą obietnicę
Mamy czas zatrzymamy czas
Czekam aż staniesz u mych drzwi
Twoja twarz wszystko powie mi
Jeszcze wciąż płomień tli się w nas
Nie dopuśćmy żeby zgasł
Oh oh oh cały mój świat
To jak na ziemi raj kiedy ty jesteś przy mnie
Oh oh oh to cały mój świat
A w nim znaczenia brak kiedy nie ma cię dla mnie
Wierzę w nas wierzę w każdą obietnicę
Mamy czas zatrzymamy czas
Przezwyciężę każdą burzę
Pokonam mocny wiatr
Niech patrzą wszyscy
Ja chcę poczuć Cię bliżej
Nie słucham słów doradców
Co mówią ginie gdzieś
Ja i tak czuję że
Oh oh oh cały mój świat
To jak na ziemi raj kiedy ty jesteś przy mnie
Oh oh oh to cały mój świat
A w nim znaczenia brak kiedy nie ma cię dla mnie
Wierzę w nas wierzę w każdą obietnicę
Mamy czas
Czuję że
Oh oh oh cały mój świat
To jak na ziemi raj kiedy ty jesteś przy mnie
Oh oh oh to cały mój świat
A w nim znaczenia brak kiedy nie ma cię dla mnie
Wierzę w nas wierzę w każdą obietnicę
Mamy czas zatrzymamy czas

poniedziałek, 19 września 2022

ZAPOWIEDŹ: "Pomiędzy piekłem a niebem" Katarzyna Grabowska

Moi Drodzy,

4 października do Waszych rąk trafi najnowsza książka. "Pomiędzy piekłem a niebem" Katarzyny Grabowskiej. To niezwykła historia o miłości, wybaczaniu, miłosierdziu, ale także o złości, nienawiści i bólu. Wraz z bohaterami odwiedzicie Nowy Jork, Waszyngton, Las Vegas. Przeniesiecie się na hawajskie plaże i odwiedzicie zaułki Salem. Przepłynięcie pod wodospadem Niagara, staniecie na krawędzi Wielkiego Kanionu i zanurkujecie z delfinami w falach oceanu. Gwarantuję, że nie zapomnicie tej podróży. To jak, dacie się na nią zaprosić?

Opis wydawcy

Abigail, słysząc diagnozę lekarską, traci nadzieję. Dobrze zapowiadająca się tancerka, dla której balet był całym życiem, nagle uświadamia sobie, jak ulotne jest ludzkie istnienie. Mimo sprzeciwu rodziców postanawia zrezygnować z uciążliwej terapii i wyrusza w wielką podróż po Stanach.

Spotkanie ze starą zielarką w Salem, magiczna data, dwudziesty czwarty czerwca, gdy siły ciemności obejmują władzę nad światem, zerwana o północy gałązka ligustru, spadająca gwiazda i wypowiedziane w myślach życzenie są początkiem niezwykłej przygody Abigail. Do walki o duszę dziewczyny staną wysłannicy Piekła i Nieba – nieziemsko przystojny Raum i nieco zagubiony we współczesnym świecie Hanael. Dwa anioły, z których jeden podąża ścieżką zła, zrobią wszystko, by wygrać to starcie. Jednak czy uda się im osiągnąć cel, gdy nagle w łączące ich relacje wkradnie się uczucie? Ile może poświęcić anioł, by uratować ukochaną osobę? I do czego zdolny jest wysłannik piekieł, jeśli na swojej drodze napotka miłość?

"Pomiędzy piekłem a niebem" to niezwykle romantyczna historia o życiu, które dobiega kresu, i o sile miłości, która może sprawić, że nawet kilka krótkich chwil stanie się wiecznością.

Skusicie się?

sobota, 17 września 2022

Muzyczna sobota - Dobre, bo polskie 🎶

Moi Drodzy,

W kolejnej odsłonie cyklu: Muzyczna Sobota - Dobre, bo polskie, proponuję piosenkę ,,Weź mnie tam'' w wykonaniu Kamili.

To młoda wokalistka z Bielska-Białej szturmem podbiła serca fanów swoim debiutanckim singlem „Pasujesz”, dobijając tym samym prawie 6.000.000 wyświetleń na oficjalnym kanale VEVO.
Weź mnie tam gdzie czeka wielki blask
Weź mnie tam gdzie palmy głaszcze wiatr
Weź mnie tam gdzie wodospady gwiazd
Tam gdzie morze luster woła nas
Chce uciec stąd w ten podły czas
Wiem gdzie jest niebo numer dwa
Zostawmy te planetę całą słonych chmur
Za horyzontem czeka wielki kosmiczny luz
Zabierz mnie stąd nim mnie opuści nadzieja
Zabierz mnie stąd niech dla nas będzie niedziela
Weź mnie tam gdzie czeka wielki blask
Weź mnie tam gdzie palmy głaszcze wiatr
Weź mnie tam gdzie wodospady gwiazd
Tam gdzie morze luster woła nas
Ja wierzę, że za chwilę start
Nie muszę się ciemności bać
Zabierz mnie stad nim mnie opuści nadzieja
Zabierz mnie stąd niech dla nas będzie niedziela
Weź mnie tam gdzie czeka wielki blask
Weź mnie tam gdzie palmy głaszcze wiatr
Weź mnie tam gdzie wodospady gwiazd
Tam gdzie morze luster woła nas
Weź mnie tam
Weź mnie tam

piątek, 16 września 2022

Spacer śladami łódzkiego getta z Anetą Krasińską

Moi Drodzy,
Zapraszam Was na spacer śladami łódzkiego getta z Anetą Krasińską, autorką książek „Nauczycielka z getta”.

Start godzina 14.00, miejsce spotkania: Plac Piastowski. Spacer śladami getta będzie prowadzić Patrycja Czudak z łódzkiego biura turystycznego Cicerone.

Po spacerze zapraszam na spotkanie z autorką książki w Bibliotece SŁÓWKA przy ul. Boya-Żeleńskiego 15. Spotkanie rozpocznie się o godz. 16.00, poprowadzi je Ewa Karwan-Jastrzębska.

Historia Łodzi nierozerwalnie związana jest ze społecznością żydowską w mieście. Kolebka średniowiecznej Łodzi, czyli okolice Rynku Starego Miasta to miejsce dawniej najliczniej zamieszkane przez żydowskich mieszkańców. Przed II wojną światową Żydzi stanowili bowiem ponad 30% mieszkańców. Zajmowali się handlem, kupiectwem, przemysłem lub byli to ludzie wolnych zawodów.

Wydarzenia II wojny światowej były tragiczne dla mieszkańców Łodzi, a zwłaszcza jej żydowskiej części. Miasto znalazło się na terenie Kraju Warty, zmieniło nazwę na Litzmannstadt, w którego obrębie utworzono getto. Getto było największym gettem po warszawskim. Przetrwało bardzo długo, aż do jego likwidacji w sierpniu 1944 roku. W czasie istnienia getta zostało w nim zamkniętych ponad 200 tys. osób. Byli to Żydzi z Łodzi i okolic miasta oraz ludność m. in. z Berlina, Pragi, Luksemburga czy Wiednia.

W czasie spaceru autorka opowie historie o społeczności, która częściowo odeszła w zapomnienie. Poszuka śladów żydowskiej obecności z czasów wojny. Swoje opowieści połączy z narracją i fabułą książki ,,Nauczycielka z Getta''.


Zapraszam na spacer szlakiem prawdziwych wydarzeń historycznych i fabuły książki.

Trasa spaceru: plac Piastowski, ul. Lutomierska, ul. Zachodnia, Bałucki Rynek, plac Kościelny, , ul. Łagiewnicka, ul. Wojska Polskiego, Franciszkańska, Boya Żeleńskiego.


Skusicie się? 

środa, 14 września 2022

Miła niespodzianka :)

 Moi Drodzy,

Rzadko kiedy się chwalę, ale tym razem postanowiłam zrobić wyjątek, gdyż już dawno nikt nie zrobił mi tak miłej i słodkiej niespodzianki, jak pan Kamil z Pasieki Miodowe Wzgórze. Otrzymałam od niego w prezencie 4 cudowne miodki😊  Dziękuję!

Na rynku brakuje dobrego, pewnego miodu prosto od pszczelarza. Pasieka Miodowe Wzgórze powstała w 2015r. Zlokalizowana jest w czystym regionie Warmii i Mazur. Liczy w zależności od sezonu od 30 do 50 rodzin pszczelich w ekologicznych, drewnianych ulach Dadant. Tylko drewniane ule zapewniają specyficzne eko-środowisko do pozyskiwania produktów pszczelich.


Nie ukrywam, że najbardziej jestem ciekawa smaku miodu nektarowo-spadziowego, który powstaje z nektaru malin, chabru oraz spadzi liściastej. Ma piękny, ciemno brązowy kolor oraz nieziemski smak z domieszką czekolady i korzennych aromatów. Już nie mogę się doczekać, jak spróbuję tego specjału 😊  
Miód ma niesamowite właściwości lecznicze. Pomaga przy leczeniu chorób serca, układu krążenia, budowaniu odporności na infekcje i przeziębienia, leczeniu chorób dróg oddechowych (astma, zapalenie płuc, zapalenie oskrzeli), przy problemach z trawieniem, a także przyspiesza gojenie się ran i poprawia stan skóry i włosów. I jest oczywiście zdrowszą alternatywą dla cukru.

Jeśli zatem ktoś z Was poszukuje miodu od sprawdzonego pszczelarza, to szczerze polecam MiodoweWzgorze.pl

Satysfakcja gwarantowana!


Skusicie się? 

poniedziałek, 12 września 2022

ZAPOWIEDŹ: Lothar, jesteś mój! - Iwona Feldmann

Moi Drodzy,

18 października 2022 odbędzie się oficjalna premiera powieści ''Lothar, jesteś mój'' Iwony Feldmann To komedia romantyczna, w której zakochasz się po uszy, po różowe uszy króliczka!😍 🐰
Olga rujnuje wieczór panieński swojej siostry i omyłkowo zostaje obwołana lesbijką. Na drugi dzień przekonuje się, że to nie ona skupia uwagę wszystkich na ślubie! Tajemniczy Lothar powoduje popłoch w rodzinie pana młodego. Jedni mówią, że jest on biznesmenem, inni, że przestępcą, a może nawet mordercą. W każdym razie Olga sama musi poznać swojego konkurenta i robi to wbrew woli całej rodziny. Tylko… jak ma odkryć prawdę, skoro ON jest Niemcem i nie zna polskiego, a ona ma okropną awersję do niemieckiego?

Czy niezrównanej Oldze, studentce stomatologii, która uwielbia leczyć mleczaki, uda się wyjść obronną ręką ze znajomości z przystojnym Lotharem? Czy straci serce i fantazyjną duszę? Czego dowie się i co odkryje, gdy Lothar wejdzie w jej życie i spróbuje wciągnąć w trójkąt, o jakim jej się nie śniło?
To radosna i bardzo wzruszająca opowieść o szalonej studentce z Wrocławia i mężczyźnie z Frankfurtu, który jest wielką tajemnicą, tak samo jak jego przeszłość.


PRZEDSPRZEDAŻ AUTORSKA 02.09-03.10.2022r.

Kochani, na stronach: TUTAJ oraz TUTAJ trwa przedsprzedaż autorska nowej książki "Lothar, jesteś mój!"😍🐰🔥 Można ją dostać z imienną dedykacją i darmową zakładką. Zapraszam!
Promocją objęte są wszystkie książki i boxy Iwony Feldmann: - VIGO. Mrocze serce. - Felix. Mroczna zemsta - Boxy z gadżetami Piszcie na maila autorki lub wejdźcie od razu na stronę sklepu - adresy podane są na grafice.

Skusicie się?

sobota, 10 września 2022

Muzyczna sobota - Dobre, bo polskie 🎶

Kochani ❤

W kolejnej odsłonie cyklu: Muzyczna Sobota - Dobre, bo polskie, proponuję utwór ,,Bez Ciebie'' w wykonaniu Arka Kopaczewskiego.

Arek Kopaczewski urodził się 21.08.1989 w Toruniu. Tato jest muzykiem. Był basistą legendarnej grupy rockowej ZAKAZ, która ma na swoim koncie wiele sukcesów. To właśnie on zaszczepił w nim miłość do muzyki. W wieku 16 lat rozpoczął naukę w Zespole Szkół Technicznych we Włocławku. W parze z nią szła nauka w Diecezjalnym Studium Organistowskim. Po 3 latach ukończył DSO z dyplomem II stopnia w ręku. Po pierwszym roku nauki w szkole średniej dostał się do Państwowej Szkoły Muzycznej II stopnia w klasie organów. Więcej info: tutaj.

1. Nie ma takich słów bym powiedzieć mógł Kim naprawdę jesteś, ile znaczysz dla mnie Tak niewiele chcę, w sercu schowaj mnie Zamknij serce na klucz, wszystko jest takie realne Ty jak jedna na milion Niczym kwiat na pustyni Serce szybciej mi bije Jakoś mnie to nie dziwi REF: Nie wiem jak żyłem bez Ciebie Twe imię to szczęścia garść Nie wiem czy może być lepiej Gdy niebo przy Tobie mam 2. Piękny bukiet róż, w liście parę słów Wtedy oczy Twe były tak roześmiane Tak jak pierwszy raz, w Ciebie cały czas Zapatrzony jestem tak jak w jakiś obrazek Mówią, że tylko w filmach kocha się doskonale Może właśnie te role dla nas są napisane REF: Nie wiem jak żyłem bez Ciebie...

poniedziałek, 5 września 2022

Wywiad z Emilem Szwedą

martucha180

Czym dla Pana jest SŁOWO?

- Narzędziem pracy. Żyję z pisania i właściwego doboru słów. Czyli właśnie z używania narzędzi. Słowa są dla mnie tym, czym nuty dla muzyka i kolory dla malarza. Może te porównania brzmią pompatycznie, ale tak właśnie jest. Posługujemy się swoimi narzędziami, aby w ostatecznym rozrachunku odbiorca nie był świadomy ich istnienia. Słuchacz usłyszy muzykę, ale nie zobaczy nut. Widz obejrzy obraz nie znając kolorów, które zostały wymieszane. Czytelnik widzi słowa, jeśli na nich skoncentruje swoją uwagę. Dla pisarza lepiej, żeby tak nie było. Dla pisarza lepiej, żeby czytelnik widział od razu całość, przeniósł się w wymyślony świat i zapomniał, że trzyma w ręku książkę, że w ogóle coś czyta, że są jakieś słowa, szyk zdań, melodia. Aby to było możliwe, trzeba dobrać odpowiednie słowa. Takie, których „nie będzie widać”, nie trzeba będzie czytać dwa razy, żeby znaleźć w nich sens. Właściwe są takie, które porywają czytelnika w opowiadaną historię i pozwalają zapomnieć o istnieniu słów.

Co Pana najbardziej przeraża w ludziach, którzy nie szanują Matki Natury, i dlaczego?

- Ludzie mnie nie przerażają. Staram się rozumieć intencje, które stoją za takim lub innym czynem. Rozumiem, że każdy z nas ma swoje DNA, swoje doświadczenia życiowe i decyzje każdego z nas z osobna wynikają właśnie z tych dwóch najważniejszych czynników. Niektóre rzeczy musimy robić, niektóre powtarzamy po przodkach, niektóre chcemy, bo tacy właśnie jesteśmy. Za największą ludzką przywarę uważam natomiast egoizm i brak pokory. Egoizm, który pozwala np. politykom podejmować decyzje niekorzystne dla milionów w imię własnej fortuny. A w mniejszym wymiarze – szkodzić środowisku, a więc i ogółowi, w tym ludziom o tysiące kilometrów stąd, dla własnej wygody. Arogancja z kolei pozwala ludziom wygłaszać poglądy (i podejmować na ich podstawie decyzje) mimo braku choćby najmniejszych kompetencji, zalążków wiedzy na dany temat. Znów – spójrzmy jak wielką władzę mają politycy, którym chyba się wydaje, że naprawdę znają się na wszystkim. Brak pokory pozwala zignorować głosy mądrzejszych od siebie w danej dziedzinie, egoizm postawić własne korzyści ponad ogółem. To przepis na katastrofę. I tu właśnie jesteśmy.

Pani Ogrodowa

Dlaczego akurat kryminał? 

- To może wydawać się dziwne, ale nie planowałem napisania kryminału. Pierwsza scena, prolog, z którego ostatecznie zrezygnowałem, zapowiadała raczej powieść o kryzysie wieku średniego, o gruntownej przemianie, która zachodzi w dorosłych przecież ludziach. I jeśli przyjrzymy się bliżej bohaterom, również drugoplanowym, można jeszcze dojrzeć echa, tego pierwotnego zamysłu.

W miarę rozwoju koncepcji, zmieniłem gatunek i cel. Od kilkunastu lat, od obejrzenia „Niewygodnej prawdy” (później ją także przeczytałem) datuję „narodziny” swojej świadomości klimatycznej. Jako dziennikarz finansowy starałem się zwracać uwagę czytelników na ten aspekt rzeczywistości, skłonić ich do uwzględniania go w swoich planach, ale chciałem też wyjść ze swojego pudełka. Zacząłem od bloga, ale ten pomysł szybko upadł. Nie odpowiadał mi. Wymyśliłem więc książkę – to ona miała być nośnikiem i wyrażeniem moich obaw o przyszłość. W książce mogę pozwolić sobie na o wiele więcej niż w artykułach. Po drugie, pisanie jest spełnieniem moich młodzieńczych marzeń. A kryminał – bo jest to jedyny dostępny mi gatunek, spośród popularnych gatunków literackich. Ani romans, ani saga o wampirach lub elfach nie są gatunkami, w których czułbym się dobrze.

I czy utożsamia się Pan z którąś z postaci swojej książki?

- Byłoby idealnie, gdybym tworząc bohaterów nie zastanawiał się, co zrobiłbym na ich miejscu, ale co oni zrobiliby w danej sytuacji. Z drugiej strony można pisać tylko o tym, co samemu się przeżyło, opisywać emocje, tak jak sami ich doświadczamy. Siłą rzeczy, w każdym z bohaterów jest trochę mnie. W jednej postaci jest mnie trochę więcej niż w innych, ale nie po to się za nią schowałem, żeby się ujawnić w wywiadzie ;-). Zgadywanie i interpretacja to ta część zabawy, w której główną rolę gra czytelnik.

Kinga Grabowska

Jakiej rady związanej z pisaniem udzieliłby Pan samemu sobie na przyszłość po napisaniu debiutanckiej książki?

- Wszystko jest takie, jakie ma być. To nie jest próżność, ale właśnie rada. Dewiza, którą staram się kierować i przywoływać, kiedy tego potrzebuję. Przydaje się w trudnych chwilach. Jedno z wydawnictw wydawało mi się wprost stworzone do tego, żeby nawiązać z nim współpracę. Niestety, nie było zainteresowane. Przeżyłem gorycz rozczarowania z powodu własnych oczekiwań. Wkrótce pojawiło się inne wydawnictwo, a współpraca pomogła mi znacznie poprawić niektóre rozwiązania, wejść na wyższy poziom. Ostatecznie wydałem książkę jeszcze gdzie indziej, ale każdy z tych etapów był potrzebny, każdy przyniósł jakieś doświadczenie i naukę. Więc teraz moja rada dla siebie brzmi – pamiętaj, żeby każda sytuacja uczyła cię czegoś nowego. 

Zdradzi nam Pan co sprawiało największą trudność w czasie pisania książki "Prawda nie krzywdzi?

- Pierwszych sto stron ;-). Wydawało mi się, że jestem już zaawansowany w pracy, kiedy trafiłem do Szkoły Pisania Powieści. Wiedza, którą tam zdobyłem sprawiła, że tych pierwszych sto stron porzuciłem i zacząłem od nowa. Była to bolesna decyzja, ale konieczna. Czasem lepiej zrobić kilka kroków wstecz i zacząć od nowa, niż poprawiać to, co jest złe. Takich momentów, kiedy trzeba kasować całe zdania, akapity, a nawet rozdziały, zdarza się bardzo wiele. Myślę, że z fragmentów, które usunąłem dałoby się uskładać – objętościowo – osobną książkę. To są bolesne operacje dla każdego pisarza, zwłaszcza, że w tych kasowanych fragmentach często kryją się piękne zdania, z których jesteśmy dumni. Nie jestem pewien, czy Stephen King to właśnie miał na myśli, kiedy radził innym pisarzom „musisz zabijać to, co kochasz”, ale ta sugestia dobrze oddaje to, każdy pisarz musi robić – kasować swoje własne teksty.

Iwona N

Dla mnie czytanie pełni funkcję terapeutyczną. Czy dla Pana taką funkcję pełni pisanie?

- Tak! Przynajmniej takie miałem wrażenie, po napisaniu pierwszej powieści. Że duchowo mnie uzdrowiła. Teraz jednak myślę o tym inaczej. Pisanie to oczywiście eskapizm i to w czystej formie. Siłą rzeczy myśli pisarza błądzą po innej rzeczywistości, spotyka (i poprawia!) wciąż innych ludzi, trochę sobie nieznanych. W dodatku tego nie robi się tylko pisząc, ale przez cały czas! Zwykle piszę wieczorami i rano (przed i po pracy), ale w ciągu dnia cały czas myślę o bohaterach, zapisuję pomysły, zdania, które przyjdą mi do głowy w czasie spaceru czy obiadu. To naprawdę pozwala zapomnieć o rzeczywistości, czasem aż za bardzo.

Ta stała, codzienna, czasem mozolna praca, przypomina trochę wizyty na siłowni. Wykonujemy żmudne ćwiczenia, ale też – jeśli jesteśmy systematyczni – praca ta przynosi efekty. Liczba napisanych stron rośnie, mięśnie się powiększają, zmienia się umysł i ciało i zwykle jesteśmy z tych zmian zadowoleni. Po napisaniu książki jestem przecież – co oczywiste – lepszym pisarzem niż byłem przed jej napisaniem. A rozwijać mogę się w nieskończoność i to też jest budujące. W tym sensie pisanie pełni rolę terapii – pomaga mi być lepszym w tym, co robię. A przez to wpływa też na moje samopoczucie, zadowolenie z siebie.

Co jest dla Pana najprzyjemniejsze, a co najtrudniejsze w procesie powstawania książki?

- Dwa momenty są szczególnie przyjemne. Pierwszy, to ten, w którym powieść się planuje, tworzy bohaterów, wymyśla scenerię, oś akcji, fabułę. Na tym etapie jest dużo leżenia i wpatrywania się w sufit, spacerów po lesie i oglądania seriali w poszukiwaniu rozwiązań fabularnych. W ogóle wymyślanie komuś kłopotów, w jakie się wpakuje, jest sprawą przyjemną i zazwyczaj zabawną. Drugi przyjemny moment, to ten, w którym książka idzie do druku i wiadomo, że już nic nie można zrobić, że etap poprawiania, ciągłej gonitwy myśli masz już za sobą.

Najtrudniejsze momenty, to te, w których trzeba zacząć. Zmobilizować się. Odrzucić wszystkie inne zajęcia i zanurzyć się w ten świat. Kiedy już się zacznie, zazwyczaj staje się to przyjemnym doświadczeniem, ale sama mobilizacja jest trudna. Im dłużej trwała przerwa, tym trudniej było się zebrać. Znacznie łatwiej było mi zachować dyscyplinę, kiedy pisałem codziennie niż wtedy, kiedy robiłem dłuższe przerwy.

Kathy Leonia

Skąd inspiracja do pisania kryminalnych historii?

- Częściowo na pytanie odpowiedziałem wcześniej. Dodam tylko, że uwielbiam gry, w których trzeba wykazać się przebiegłością, inteligencją, kalkulacją. Kryminał też jest rodzajem takiej gry, którą prowadzi autor z czytelnikami. Autor wodzi czytelników za nos, zmienia się w iluzjonistę, który usiłuje przekonać czytelnika, że od samego początku dawał mu oczywiste wskazówki, których czytelnik nie zauważył. Lubię ten rodzaj rozrywki. Niestety dla mnie, współczesne kryminały często emanują brutalnością, wulgarnym językiem, czerpią siłę przekazu ze strachu. Dlatego wolę skandynawskich autorów, szczególnie Jo Nesbo, za którego powieściami zwykle stoi też świetny research.

Daria723

Gdyby mógł Pan napisać z kimś duet kto by to był i dlaczego?

- Praca pisarza, to praca… zespołowa! Wprost nie do wiary, jak wielu ludzi pracuje na sukces konkretnego tytułu. Redaktorzy, korektorzy, betaczytelnicy, graficy, inni pisarze dzielący się radami i przemyśleniami – jest mnóstwo osób, które wpływają na ostateczną treść książki, więc nie mam nic przeciwko pracy zespołowej. O ile ta praca coś wnosi.

Wyobrażam sobie, że taki duet mógłby mieć sens, gdyby dwóch (a nawet więcej) autorów, pisało historię z perspektywy osobnych bohaterów. Zresztą takie duety powstają i tak właśnie dzielą się pracą – ktoś odpowiada na narrację jednego bohatera, ktoś inny za drugiego. Co ciekawe, rzadko narracja jest prowadzona w pierwszej osobie, zwykle jest to narracja trzecioosobowa, ale z jednokrotnym punktem widzenia (czyli widzimy świat oczami protagonisty – tę właśnie narrację wybrałem na swojej książki). Myślę, że byłoby to ciekawe doświadczenie, tym ciekawsze, gdyby część narracji prowadziła kobieta, a część mężczyzna. Gdybyśmy pisali komedię, mogłaby być osnuta wokół zamiany ciał. Wówczas ja byłbym mężczyzną w ciele kobiety, a moja partnerka kobietą w ciele mężczyzny. Powiedzmy, że ta historia dzieje się tuż przed ślubem, a jedno z bohaterów stara się do niego nie dopuścić, drugie zaś rozpaczliwie naprawia wszystkie postępki pierwszego. Ktoś chętny?

Gdyby mógł się Pan przenieść w dowolne miejsce, gdzie by to było i dlaczego?

- Uch. Musiałbym zrobić najpierw porządny research. Wybrałbym takie miejsce, w którym nie zabraknie wody pitnej, a upały nie będą zanadto dokuczliwe. Czyli mówimy o północy Europy, Skandynawia sama nasuwa się na myśl. Nie przeszkadza mi samotność, więc jakiś domek na odludziu, na brzegu jeziora byłby w sam raz. Byłoby świetnie, gdybym mógł mieć swój ogródek i sad, własną studnię, panele słoneczne i magazyn energii. Mówiąc krótko – miejsce, w którym czułbym niezależność od świata. Dzięki temu czułbym się bezpieczny. Niezależność czasem oznacza bezpieczeństwo.

Aleksandra MiczekNAGRODA

Pierwsze literackie dziecko na świecie. Zanim zaczął Pan je tworzyć, na pewno miał pan pewne wyobrażenia na temat pracy pisarza. 

- Cóż, miałem już pewne wyobrażenie, bo wcześniej napisałem sporo opowiadań, a nawet… jedną powieść. Z założenia miała trafić do szuflady. W każdym razie wiedziałem już czego potrzebuję do pracy. Ciemności i ciszy, ewentualnie klimatycznej muzyki. Czasem słucham pisząc nagranych dźwięków burzy, ulewy. Pomaga mi wyciszyć „tło”. Bo przez okno zawsze coś słychać.

Tak lubię pracować. Im mniej bodźców, tym łatwiej mi się przenieść do fikcyjnego świata. Dlatego dziwią mnie wszelkie wyobrażenia pisarzy, siedzących nad oceanem albo piszących w kawiarni pełnej ludzi. Nie byłbym w stanie pisać w takich warunkach. Natomiast lubię gapić się na ludzi, podpatrywać ich zachowania i wykorzystywać później te drobne scenki, których byłem świadkiem. Teraz, kiedy gapię się na innych, mogę przynajmniej tłumaczyć sobie, że robię to w ramach pracy ;-). 

Co Pana zaskoczyło w pisarskim rzemiośle?

- Że sama melodia do pisania to o wiele za mało. Bo wszystko jest ważne. Jeśli jesteś świetny w błyskotliwych dialogach, to nie znaczy, że możesz opuścić nieco opisy przyrody. Albo że jeśli masz wzbudzających emocje bohaterów, z którymi mogą się identyfikować czytelnicy, to historia jest mniej istotna. Liczy się dosłownie wszystko, każde słowo, każdy detal ma znaczenie i nad każdym fragmentem trzeba długo pracować, żeby osiągnąć zaplanowany efekt. O ile ma się jakiś efekt zaplanowany, bo ważna jest także sama konstrukcja, trzeba wiedzieć, do czego się zmierza, nie można pozwolić sobie na luźne uwagi pozbawione znaczenia. I teraz wyobraź sobie, że musisz nadać znaczenie każdemu z osiemdziesięciu tysięcy słów, których użyłeś. To ogromne wyzwanie.

Anonimowy

Jak zareagowali najbliżsi na wieść o tym, że napisał Pan swoją książkę?

- „Skończyłeś? Cudownie, bardzo się cieszę. Możesz wreszcie wyrzucić choinkę?”. To oczywiście żart. Nie robiłem tajemnicy z tego, że piszę, trudno byłoby to zrobić. Ale nie zdradzałem fabuły. Byli więc bardzo ciekawi samej książki, a kazałem im czekać aż do dnia oficjalnej premiery. Cóż, jestem dziennikarzem, zawsze coś piszę. Tym razem było po prostu trochę więcej czytania. Bycie pisarzem nie zwalnia z żadnych obowiązków, nikt nie trzyma parasola ochronnego. Dla bliskich to po prostu rodzaj absorbującego hobby, nie są specjalnie szczęśliwi z tego powodu, że mają w swoim gronie pisarza. Liczy się to, jakim jesteś człowiekiem, a nie co robisz ze swoim czasem.

Rośnie inflacja. Szaleje kryzys klimatyczny. Jak Pan sądzi, co trzeba zrobić, by to w porę powstrzymać? 

- Nie da się powstrzymać czegoś, co już się wydarzyło. Punkty krytyczne zostały minięte i lepiej nie będzie. Trzeba sobie zdać z tego sprawę. Era wzrostu dobrobytu się skończyła, czekają nas tylko wyrzeczenia. To może wydawać się fatalną diagnozą, ale nie musi tak być. Przemiana w człowieka, który żyje w zgodzie swoimi potrzebami, a nie konsumenckimi przyzwyczajeniami, może być fantastycznym procesem dającym znacznie więcej radości niż posiadanie. Zaspokajanie ego – przez posiadanie, pokazywanie w mediach społecznościowych zdjęć z fantastycznych wakacji, kolacji, nowych samochodów, domów itd. – daje krótki efekt radości, po którym zwykle czujemy się puści. Bo tak jest. Nie krytykuję. Sam byłem takim człowiekiem.

Ograniczanie konsumpcji daje paradoksalnie ogromną swobodę, dosłownie zwraca wolność. Wystarczy zmienić nastawienie. Na poziomie mikro, zanim coś kupię/zrobię zadaję sobie jedno pytanie – czy czegoś potrzebuję czy chcę? Jeśli tylko chcę, rezygnuję. Inne pytania wymagają dłuższego namysłu. Czy to co robię, przynosi korzyści innym i nie powoduje strat dla jeszcze większych grup? Czy moje działania służą większym i możliwie szlachetnym celom? Jakie są moje prawdziwe pobudki?

Trzeba nauczyć się żyć dla innych, odnaleźć w tym swój cel, a życie stanie się przyjemne, mimo inflacji. Najlepiej z nią walczyć, ograniczając swoje potrzeby.

Na ogólniejszym poziomie: metoda walki z inflacją jest brutalna i znana – podwyżki stóp procentowych. Stopy powyżej inflacji pomagają ją zdławić. Jeśli banki centralne spóźniają działania, podwyżki stóp muszą być wyższe. Im dłużej trwał bal, tym większy będzie kac. Może nawet dłuższy niż sam bal. 

Jeśli chodzi o ograniczenie skutków zmian klimatu, konieczne są oddolne działania. Nie dlatego, że nasze ograniczenia coś zmienią w globalnym bilansie, ale dlatego, że politycy zaczną działać w naszym imieniu. Na razie ludzie nie chcą ograniczeń, więc politycy nie działają w tym kierunku. Próbują nam skompensować wyrzeczenia, do których nie jesteśmy gotowi. A nam – wyborcom - nie wystarczy powiedzieć – chcemy ograniczeń… od innych. Musimy sami stać się przykładem, wzorem do naśladowania. Jeśli sąsiedzi zobaczą, że co rano uśmiechamy się wsiadając na rower, to może zrezygnują ze swoich SUV-ów, których tankowanie powoduje u nich coraz większy grymas. Trzeba więc dawać przykład. Uszczęśliwić najpierw siebie i zarazić swoim szczęściem innych. Ale póki co widzę coś przeciwnego - wzbudzamy zazdrość swoją konsumencką postawą i robimy innym apetyt na konsumpcję. To droga w przepaść. 

Dziękuję Panu Emilowi Szwedzie za obecność na łamach mojego bloga i za niezwykle interesujący wywiad.

Laureatowi wyróżnionego pytania serdecznie gratuluję i czekam na maila wraz z podaniem swoich danych adresowych do przekazania nagrody.

Pozdrawiam Was Wszystkich Serdecznie,
Cyrysia