"Bądź osobą dającą wsparcie. Świat ma już wielu krytyków." - Dave Willis ❤

poniedziałek, 8 lipca 2024

Książka dla fanów Downton Abbey, The Crown i Agathy Christie!

 

 J.P. O'Connell
"Hotel Portofino"
Tłumaczenie: Piotr Królak
Premiera: 10 lipca 2024

 

O KSIĄŻCE

Prowadzenie hotelu jest tak łatwe jak jego goście. Przekonuje się o tym Bella Ainsworth, właścicielka działającego od kilku tygodni ekskluzywnego hotelu Portofino, zlokalizowanego na włoskiej riwierze. W jednym czasie zjeżdżają do niego nietuzinkowe postacie: Julia, dawna miłość męża Belli, wraz ze swoją córką Rose, którą rodzina Ainsworthów pragnie wydać za syna Belli – pokiereszowanego emocjonalnie weterana pierwszej wojny światowej; marszand Jack Turner z ciemnoskórą tancerką, która rozpala wyobraźnię gości i mieszkańców miasteczka; wiecznie niezadowolona lady Latchmere, skrywająca bolesną historię; były student medycyny z Indii, który podczas wojny opiekował się rannym synem Belli; uznany tenisista z żoną; oraz hrabia Albani z synem, jedyni Włosi w tym towarzystwie.

Bella robi wszystko, aby jej goście miło spędzili czas – od tego zależy powodzenie jej przedsięwzięcia. Na drodze staje jej jednak skorumpowany lokalny polityk, zwolennik Mussoliniego, grożąc zamknięciem hotelu, a napięcie sięga zenitu, gdy znika cenny obraz Rubensa należący do męża Belli i wszystkie osoby przebywające w hotelu zostają zamknięte na czas śledztwa. Każda z nich ma swój sekret, którego musi strzec.

Porywający dramat historyczny z intrygą i faszystowskimi rozgrywkami w tle. Na podstawie książki powstał serial o tym samym tytule.




">Hotel Portofino<, którego akcja dzieje się na oszałamiającej włoskiej riwierze, podbije twoje serce i sprawi, że będziesz przerzucać strony szybciej, niż zdążysz przygotować kakao."
Women.com

"Autor buduje ogromne emocje za pomocą kilku ostrych pociągnięć. Wdzięcznie przechodzi od komedii do melodramatu łamiącego serce, a zaraz potem do scen pełnych napięcia. Brawurowe przygody, rozgrywające się późną nocą ucieczki i kradzieże dzieł sztuki równoważą spokojniejsze momenty, w których uchwycono ludzką dobroć i piękno przemijającego świata. Urocza, poruszająca i zapadająca w pamięć powieść."
Historical Novels Review



Skusicie się? 

 

sobota, 6 lipca 2024

Muzyczna sobota - Dobre, bo polskie 🎶

 Moi Drodzy,

W kolejnej odsłonie cyklu: Muzyczna Sobota - Dobre, bo polskie, proponuję najnowszy singiel Sebastiana Karpiel-Bułecki otwierający tryptyk, to owoc współpracy z charyzmatyczną Belą Komoszyńską z zespołu Sorry Boys do utworu „Szczęście”.

Sebastian Karpiel-Bułecka to słynny wokalista i lider zespołu "Zakopower". Muzyk pochodzi z Zakopanego i w swoich utworach popularyzuje muzykę folkową.

Bela Komoszyńska, wokalistka zespołu Sorry Boys, autorka tekstów, etnolożka. Pochodzi z Działdowa, gdzie kochała się w śpiewie kurpiowskim, książkach Hermanna Hessego, Virginii Woolf i Arthurze Rimbaudzie.
Przeszliśmy świat w poprzek i wzdłuż, na stopach pył nieskończonych dróg. Przed siebie biegniemy, szukając na ziemi miłości i siebie – może nam się uda spotkać znów. Im dalej w las, tym więcej drzew, im więcej dni, tym jest trudniej biec. Drogami krętymi szukamy na ziemi miłości i siebie. Może nam się uda. Może się jeszcze kiedyś szczęście nam przydarzy – złapiemy je ostrożnie, tuląc twarz do twarzy... Drogami krętymi szukamy na ziemi miłości i siebie. Może nam się uda. Może się jeszcze kiedyś szczęście nam przydarzy - złapiemy je ostrożnie, tuląc twarz do twarzy... Ej, na téj długiéj dródze, na téj naséj ceścié, ej, niekze, Panié Boze, siejé sié nám scénścié! Może się jeszcze kiedyś szczęście nam przydarzy – złapiemy je ostrożnie, tuląc twarz do twarzy... Z miłością do twarzy... ZAKOPOWER WWW: http://www.zakopower.pl Facebook:   / zakopower   Instagram:   / zakopower_official   KAYAX WWW: http://www.kayax.pl​ Facebook:   / kayaxmusic​   Instagram:   / kayax_music​   TikTok: https://vm.tiktok.com/ZSVfDcdM/​ Twitter:   / kayaxmusic​   Spotify: https://spoti.fi/35yl1IE​

niedziela, 30 czerwca 2024

''To tylko kolejna zaginiona'' Gillian McAllister w nowym thrillerze

Moi Drodzy,

już 3 lipca premiera książki ,,To tylko kolejna zaginiona'' Gillian McAllister. Po bestsellerowym thrillerze Nie to miejsce, nie ten czas brytyjska autorka ponownie zaskakuje i oszałamia.

To nie jest kolejny thriller o poszukiwaniach zaginionej osoby. Tym razem niespodziewane sploty wydarzeń prowadzą do tych najmroczniejszych tajemnic i trudnych moralnie wyborów.

Poczuj się jak detektyw.
Stań przed dylematami, które wywróciłyby świat każdego do góry nogami.
O KSIĄŻCE

Dwudziestodwuletnią Olivię po raz ostatni widziano na nagraniach z monitoringu, gdy wchodziła do ślepej uliczki, z której nigdy już potem nie wyszła.

Julia, która zajmuje się sprawą zaginięcia dziewczyny, sądzi, że wie, czego się spodziewać. Zna tego typu przypadki. Z jednej strony zrozpaczona rodzina Olivii i nieubłaganie uciekający czas, a z drugiej – szansa, że osoba stojąca za porwaniem popełni jakiś błąd.

Nie wie jednak, że ten, kogo ściga, zna jej najbardziej skrytą, najpaskudniejszą tajemnicę. Życie jej męża i córki zależeć będzie od tego, aby Julia nie tylko nie znalazła Olivii, ale też wrobiła kogoś innego w jej morderstwo.



KSIĄŻKĘ POLECAJĄ

Podczas czytania był taki moment, że zerwałam się z miejsca i krzyknęłam ze zdumienia. Przeczytacie tę książkę jednym tchem, gwarantuję.
JODI PICOULT

Gillian McAllister już po raz kolejny przeszła samą siebie w tej rewelacyjnie zaplanowanej i skonstruowanej powieści kryminalnej wypełnionej po brzegi niesamowitymi zwrotami akcji i pięknie wykreowanymi postaciami. Po prostu fantastyczna.
LISA JEWELL



Gillian McAllister – autorka reprezentująca pisarstwo zagadkowe i złożone. Autorka thrillerów, które wielokrotnie znajdowały się na listach bestsellerów New York Timesa. Ukończyła anglistykę, po czym przez lata pracowała jako prawniczka. Obecnie mieszka w Birmingham i w pełni poświęca się powieściopisarstwu. Stworzyła również i współprowadzi cieszący się popularnością podcast Honest Authors.

Skusicie się? 

sobota, 29 czerwca 2024

Muzyczna sobota - Dobre, bo polskie 🎶

Moi Drodzy,

W kolejnej odsłonie cyklu: Muzyczna Sobota - Dobre, bo polskie, proponuję ,,Sign of the Times'' PO POLSKU w wykonaniu Janusza Radka.

Harry Styles króluje na scenie muzycznej już od kilku lat. Lansuje przebój za przebojem i zdobywa sympatię słuchaczy z całego świata. Tym razem z utworem brytyjskiego wokalisty zmierzył się… Janusz Radek. I nie zaśpiewał klasycznego coveru, a stworzył polski odpowiednik jednego z największych hitów H. Stylesa.

***
Utwór oryginalny: Harry Styles - Sign of the Times
Tekst polskiej wersji: Janusz Radek
Fortepian/wokal: Janusz Radek
Syntezatory: Adam Drzewiecki
Zdjęcia: Adam Drzewiecki

Jak Wam się podoba to wykonanie? Ja jestem nim zauroczona. 😍 💛

poniedziałek, 24 czerwca 2024

Bestsellerowa, debiutancka seria Jakuba Szamałka w nowej odsłonie! | Trylogia antyczna

 Moi Drodzy,

Czy znacie Leocharesa, agenta w służbie greckiej demokracji i speca od spraw niemożliwych? 

Po latach nieobecności powraca, w zmienionej szacie graficznej!

Pobierz obrazki

Bestsellerowa, debiutancka seria Jakuba Szamałka w nowej odsłonie!


Leochares, agent w służbie greckiej demokracji i spec od spraw niemożliwych podbił serca czytelników sprytem, wiedzą i odwagą.

Po latach nieobecności na polskim rynku, w zmienionej szacie graficznej, powraca debiutancka seria kryminałów Jakuba Szamałka, autora bestsellerowej „Ukrytej sieci”!


W skład serii „Czarne echa” o przygodach agenta Leocharesa wchodzą „Złoty pył”, „Gorzkie wino” oraz „Woskowa maska”.


Złoty pył

Ateny, schyłek lata 430 roku p.n.e. Miasto oblegają wojska Spartan. Tymczasem Leochares – agent w służbie greckiej demokracji, spec od spraw niemożliwych – musi stawić czoła niebezpiecznej siatce szpiegowskiej i groźbie zniszczenia miasta od środka. Perykles, najważniejszy z ateńskich polityków i równocześnie jego pracodawca, mierzy się ze swoimi ambicjami i pokusą zdobycia jeszcze większej władzy. Ale i Leochares musi uporać się z własnymi słabościami. Małżeńskie problemy nie chcą się same rozwiązać, związek trzeszczy w szwach od kłótni,
a zjawiskowo piękny niewolnik Demokles miesza mu w głowie i robi wszystko,
żeby zdobyć jego uczucie…


Gorzkie wino

Leochares, niegdyś agent greckiego wywiadu, przybywa do królestwa Bosporu, położonego nad Morzem Czarnym, w poszukiwaniu wytchnienia i szansy na kolejny życiowy start. Liczy, że z dala od wyniszczających wojen i wielkiej polityki zbuduje swój nowy dom, co zresztą szybko mu się udaje. Jednak po kilku latach beztroski trafia, wbrew własnej woli, w samo centrum niebezpiecznego spisku. W siedzibie władcy Bosporu zostaje zamordowany poseł prowadzący sekretne negocjacje. Leochares musi przedrzeć się przez sieć pałacowych intryg i odnaleźć zabójcę, nie naruszając kruchego pokoju. Przy okazji jego żona daje się poznać jako sprawna śledcza – lecz wspólne dochodzenie, zamiast przybliżać, znów ich od siebie oddala. Tymczasem starożytny świat znów drży w posadach…


Woskowa maska

421 r. p.n.e., Veii, dwadzieścia kilometrów na północ od Rzymu. Leochares podejmuje się swojego ostatniego detektywistycznego zadania – ma odkryć, kto stoi za zabójstwem etruskiego króla. Jednak wszystko idzie nie tak, jakby jakieś siły sprzysięgły się przeciwko Leocharesowi. Wspólnik mordercy woli zginąć niż pomóc w śledztwie, a główny świadek ledwo uchodzi
z życiem podczas zamachu. 2015 r. n.e.,
Londyn. Młoda archeolożka Inga Szczęsna przygotowuje prezentację na prestiżową konferencję naukową. Przypadkowo staje przed wielką tajemnicą, do rozwiązania której kluczem są antyczne ludzkie kości. Dwie zbrodnie i dwa śledztwa, które dzieli ponad dwa tysiące lat. Zabójca jest jeden.
I tylko czytelnicy mają szansę go zdemaskować.


 
 

Pobierz obrazki


Skusicie się?

poniedziałek, 17 czerwca 2024

"Małe kobietki" - Louisa May Alcott

Moi Drodzy,

Przedstawiam Wam książkę, która od półtora wieku łączy kolejne pokolenia.

 Louisa May Alcott
"Małe kobietki"
Tłumaczenie: Anna Bańkowska
Premiera: 19 czerwca 2024

 

 

 

Stany Zjednoczone, lata 60. XIX wieku. W rodzinie Marchów pod nieobecność ojca walczącego w wojnie secesyjnej opiekę nad czterema córkami sprawuje ich matka, która wyraźnie wyprzedza swoją epokę, wpajając dziewczynkom ideały wolności i namawiając je, by znalazły własną drogę w życiu.


Córki pani March – stateczna Meg, żywiołowa Jo, nieśmiała Beth oraz nieco przemądrzała Amy – starają się urozmaicić swoje naznaczone ciągłym brakiem pieniędzy życie, chociaż boleśnie odczuwają niedostatek i tęsknotę za ojcem. Nieważne, czy układają plan zabawy czy zawiązują tajne stowarzyszenie, wszystkich zarażają swoim entuzjazmem. Poddają mu się nawet Laurie, samotny chłopiec z sąsiedniego domu, oraz jego tajemniczy, bogaty dziadek. Młody dziedzic z zazdrością patrzy na skromny dom Marchów, bo któż nie chciałby ogrzać się w jego cieple? Kto odrzuciłby przyjaźń czterech dziewczynek o diametralnie różnych osobowościach, ale jednakowo dobrych sercach?

Najsłynniejsza powieść z gatunku coming-of-age należąca do kanonu literatury światowej w tłumaczeniu Anny Bańkowskiej.




Skusicie się?

poniedziałek, 10 czerwca 2024

Ostatnie dni beztroski - Wiktoria Gische || FRAGMENT POWIEŚCI

Moi Drodzy,

29 maja nakładem wydawnictwa MANDO odbyła się premiera nowej książki Wiktorii Gische, autorki historycznych powieści obyczajowych, w tym między innymi "Rozdzieliło nas życie" i "Siostra Nazisty". Książka "Ostatnie dni beztroski" jest pierwszym tomem nowej "Sagi Estery".  Na zachętę mam dla Was fragment powieści.

Kraków, koniec września 1939 roku

   Elegancki zegar z wahadłem nieubłaganie odmierzał czas. Godzina za godziną. Od chwili, kiedy znany wszystkim świat rozpadł się na kawałki, a pewność, że zastana rzeczywistość jest niewzruszona, stała się zaledwie mrzonką, minęło kilkanaście dni. Pierwszy szok już minął, ale strach, który trzymał wszystkich za gardło, nie odpuszczał. A jednak gdyby spojrzeć z boku na ludzi spieszących się to tu, to tam, mogłoby się wydawać, że to, co miało miejsce pierwszego września, jest tylko wytworem wyobraźni, senną marą. Porannym koszmarem, który znika, kiedy leniwie otwiera się oczy. 
   Estera Kaufmann powoli podeszła do okna. Od kilku dni powtarzała ten rytuał codziennie. Budziła się zawsze niewyspana, ponieważ od tamtego dnia, kiedy wszystko legło w gruzach, nie mogła spać. Sen przychodził dopiero nad ranem. Lekki, czujny niczym drzemka zająca kryjącego się w wysokich trawach na polach. Nie od razu otwierała oczy. Leżała w łóżku cichutko, nasłuchując odgłosów domu. 
   Jeszcze kilka dni temu można tu było usłyszeć głośne, radosne rozmowy. Matka, Zofia Kaufmann, zazwyczaj przekomarzała się z ojcem. Mówiła dużo i głośno. Zawsze była skora do rozmowy, przy której żywo gestykulowała. Ognisty temperament i gderliwość odziedziczyła po swoim dziadku, Guidzie Molarze, który pochodził z małej apulijskiej wioski na południu Włoch. Gdzieś z głębi dochodził donośny głos jej siostry, która lubiła włączać się do powadzonej przez rodziców porannej pogawędki. Estera uśmiechnęła się na myśl o siostrze. Aleksandra zawsze była milczkiem. Odzywała się rzadko, a kiedy już zadano jej jakieś pytanie, odpowiadała półsłówkami, żeby jak najszybciej uciąć rozmowę. Wszystko się zmieniło, kiedy wraz z mężem wyjechała do Londynu. Zrobiła się bardziej otwarta i rozmowna. Wreszcie stała się całkiem podobna do reszty rodziny. Po pewnym czasie do panującego już gwaru dołączał starszy brat Estery Dawid, bliźniak Oli, który od dnia ukończenia studiów przed dwoma laty prowadził rodzinny dom handlowy razem z ojcem, Aaronem Kaufmannem. Jednak ten gwar stał się już tylko wspomnieniem. Dalekim, prawie zapomnianym. Aż trudno było uwierzyć, że zaledwie w kilka dni świat zmieni się nie do poznania. Nie tylko ten zewnętrzny, ale także ten mały, wewnętrzny, osobisty, rodzinny.
   Przestronne mieszkanie na pierwszym piętrze kamienicy stojącej na rogu ulicy Mikołajskiej i Małego Rynku pod numerem 1 tonęło w ciszy tym bardziej przerażającej, że będącej wynikiem obawy, niepewności, co przyniesie jutro, i przerażenia, które pojawiało się każdego kolejnego dnia zmieniającej się rzeczywistości.
   6 września wraz z wkroczeniem niemieckich wojsk do miasta wprowadzono godzinę policyjną, ograniczając wolność i swobodę mieszkańców, którzy nagle musieli nauczyć się nowych zasad.
   – To dopiero początek – skwitował tamtego wieczoru ojciec, który od niepamiętnych czasów każdego dnia, nie bacząc na pogodę, wychodził przed snem na spacer na stary Rynek, zachwycając się nieodmiennie jego pięknem i atmosferą, której nie potrafił znaleźć w żadnym innym mieście w Europie. A jako młodzieniec bez zobowiązań zwiedził ją wzdłuż i wszerz.
   Niczym ponura przepowiednia słowa Kaufmanna zaczęły się sprawdzać już niebawem. 13 września przy Pomorskiej zainstalowało się Gestapo. Zamknięto żydowskie domy modlitwy, a kilka dni później do życia powołano Zarząd Żydowskiej Gminy Wyznaniowej, której zwierzchnikiem po stronie wroga został oficer SS Paul Siebert. I kiedy wydawało się, że na chwilę okupant pozwolił mieszkańcom odetchnąć, przyszedł do Kaufmannów list z nieznoszącym sprzeciwu rozkazem, o którym Estera nie chciała nawet myśleć, ale i tak nie potrafiła wyrzucić go z głowy. To dlatego od kilku dni stawała rano przy oknie. Czekała na wroga, który miał z nimi zamieszkać. Truchlała ze strachu na samą myśl o obcym człowieku, najeźdźcy, który miał zająć pokój gościnny w ich mieszkaniu.
   Odgłos wybijanej godziny wyrwał ją z otępienia. Zerknęła przez ramię. Większa ze wskazówek przesuwała się leniwie, jakby z trudem, ale wciąż parła do przodu bez wytchnienia.
   A gdyby tak wpłynąć na nią siłą woli? Spróbować zaczarować? Sprawić, że zamiast do przodu, nagle zaczęłaby się cofać. Najpierw powoli, z niedowierzaniem, nie rozumiejąc, co się dzieje, a mimo to z każdym kolejnym cyknięciem przesuwałaby się szybciej i szybciej, aż w końcu żadna siła nie byłaby jej w stanie zatrzymać. Cofałaby godziny, dni, tygodnie… Czy można było ją zaczarować? Estera westchnęła ciężko.
   Nie, pomyślała, nie ma na świecie takiej siły, która potrafiłaby cofnąć czas. Z trudem odwróciła wzrok od tarczy cyferblatu.
   – Długo jeszcze będziesz tam stać?
Wzruszyła ramionami, nie odwracając się do siedzącej na sofie siostry, wciąż hołdującej starym przyzwyczajeniom, do których z pewnością zaliczała się przedpołudniowa kawa. Jej silny aromat już zaczął unosić się w mieszkaniu. Za chwilę Marianna wniesie pełny dzbanek do salonu. Postawi na stoliku przed Aleksandrą i z uśmiechem, który zawsze gości na jej twarzy, wróci do kuchni, w której czuje się jak ryba w wodzie.
   – Ogłuchłaś? – Ola nie dawała za wygraną. 
   Do uszu Estery doleciał dźwięk lejącego się płynu. Wsłuchała się w niego. Wciąż ignorowała siostrę. Nie zamierzała odpowiadać na to pytanie. Ani na to, ani na żadne inne. W ogóle nie była w nastroju do pogawędek, do picia kawy, do czytania. Nie miała nawet ochoty malować czy spacerować po mieście, a przecież
kochała to robić. Nie miała ochoty na śmiech. Na płacz też nie, chociaż pewnie gdyby tak usilnie nie powstrzymywała szlochu, łzy płynęłyby cały czas.
   – Nie mamy na to wpływu.
Młodsza z panien Kaufmann drgnęła przestraszona, kiedy nagle głos Aleksandry rozległ się tuż obok jej ucha. Zamyśliła się tak bardzo, że nawet nie usłyszała, kiedy siostra podeszła do okna.
   – Co masz zamiar tam wypatrzeć? Myślisz, że odgadniesz, który to? Spójrz tylko. – Mówiąc to, Aleksandra podeszła bliżej szyby i zerknęła znacząco na ulicę, po której z pochylonymi głowami przemykali mieszkańcy unikający wzroku niemieckich żołnierzy spacerujących powoli, pewnie, jakby byli u siebie. – To może być każdy z nich. Ten. – Wskazała palcem, rysując po szybie, na której został ślad jej opuszek. – Albo ten – dodała po chwili. – Tracisz tylko czas, czekając albo szukając odpowiedzi, dlaczego to wszystko się dzieje.
   Aleksandra zacisnęła dłoń na ramieniu siostry. Ten czuły gest miał dodać Esterze otuchy.
   – Nie możesz snuć się tak po domu. Wystarczy, że matka już się snuje. Ta cisza powoli nas zabija. Nie widzisz tego? To deprymuje ojca, który i tak ma teraz dużo na głowie. Powinniśmy zachowywać się jak dawniej. Kłócić się z nim. Strofować go. Ta namiastka normalności będzie nam bardzo potrzebna, kiedy… – Ola nie dokończyła. Machnęła tylko ręką i wróciła na swoje miejsce. Na sofę.
I chociaż kawa dawno już wystygła, panna Kaufmann miała zamiar nadal się nią delektować.
   – Więc co radzisz? – Estera wreszcie spojrzała na siostrę. – Kawusię? Może coś słodkiego do kawki? Może coś mocniejszego? O tak, to pewnie byłoby bardziej wskazane. Upić się. Upić do nieprzytomności. Rzucić na łóżko. Zasnąć i obudzić się, kiedy wszystko znów będzie po staremu. Tego chcę. To pragnę wypatrzeć.
   Na chwilę ponownie odwróciła się do okna, ale złość dopiero w niej narastała. Estera pragnęła się na kimś wyładować, dlatego znowu zwróciła się w stronę Oli.
   – Po co  przyjechałaś? Dlaczego nie zostałaś w  Londynie? Tam jest bezpiecznie. Nie musiałabyś sobie zawracać mną głowy. Nami. – Mówiąc to, zrobiła ruch ręką, jakby chciała zatoczyć koło.
   Ola nagle podniosła się z kanapy. Podeszła nieco bliżej. Zrobiła taki gest, jakby chciała przytulić Esterę, ale ta odsunęła się na kilka kroków, obejmując się ramionami.
   – Nie potrafię już żyć jak kiedyś. Przynajmniej na razie.
   Estera znowu zerknęła przez okno. Uwielbiała ten widok. Od dziecka stawała w tym miejscu i wyglądała na zewnątrz. Przyglądała się ludziom. Lubiła na nich patrzeć i zgadywać, czym się zajmują w życiu. Kim są? Gdzie pracują? Czy mają rodziny? Dziś nie widziała nikogo, chociaż na placu zawsze było tłoczno. Nie widziała ani ludzi, ani domów. Po prostu patrzyła przed siebie. Patrzyła, nie widząc.
   – Nie potrafię nie myśleć o tym, co się wydarzyło. Nie potrafię się nie zastanawiać, co jeszcze się zdarzy. Wiesz, że na Pomorskiej urzęduje Gestapo, prawda? – zapytała, ale nie czekała na odpowiedź. – Czy wiesz, że zamknięto wszystkie żydowskie domy modlitwy? Och, wiem, co powiesz. Że wcale do nich nie chodziliśmy i że tak naprawdę żydem jest tylko ojciec, ale papa lubił tam chodzić. Tak, wiem, że bardziej dla towarzystwa niż z religijnego powołania, miał tam jednak przyjaciół. Toczył z nimi pogawędki. Długie dysputy, których nie mógł albo nie chciał prowadzić w domu. Bo i z kim? Ze mną, a może z tobą? No bo chyba nie z mamą? I z pewnością nie z Dawidem. I jeszcze ta ostatnia wiadomość… – Estera na chwilę zawiesiła głos. – Nie martwi cię to? Nie obawiasz się? Nie jest to dla ciebie żenujące? Obcy wśród nas. Wróg, z którym będziesz musiała rozmawiać. Traktować go po przyjacielsku, bo przecież nie okażesz mu nienawiści. To niepodobne… – Estera podniosła głos. – A może cię to nie obchodzi.
W końcu w każdej chwili możesz wyjechać. Może powinnaś?
   Udzielały jej się emocje, które od tak dawna tłamsiła w sobie. Zdawała sobie sprawę, że rani siostrę, ale nie potrafiła zamilknąć. Ola zamierzała właśnie coś odpowiedzieć, kiedy głośny hałas dzwonka do drzwi sprawił, że z jej lekko otwartych ust nie wydobył się żaden dźwięk.
   Siostry zastygły w oczekiwaniu. Estera nasłuchiwała. Nikt nie kwapił się otworzyć. Nie było słychać kroków spieszących do drzwi. Ojciec od rana siedział w swoim gabinecie. Matka zapewne nie wstała jeszcze z łóżka, chociaż dochodziła jedenasta. Marianna prawdopodobnie się bała. Dawid z samego rana ruszył do sklepu. Tylko on starał się zachowywać normalnie.
   – Całe szczęście, że pracować jeszcze nie zakazali – powiedział kilka dni temu podczas kolacji.
   Nikt nie odważył się zaprzeczyć czy wyrazić wątpliwości, ale Estera była pewna, że w głowie każdego tliła się myśl, że pewnie i to jest tylko kwestią czasu.
   Aleksandra z przestrachem spojrzała na siostrę, która w końcu wyrwała się z odrętwienia. Pokręciła głową z dezaprobatą na takie zachowanie i pewnie ruszyła do przedpokoju. Sięgnęła do klamki w chwili, kiedy dźwięk dzwonka ponownie zagłuszył martwą ciszę panującą w mieszkaniu Kaufmannów. Otworzyła drzwi z impetem. Na widok stojącego na progu mężczyzny chciała zamknąć je równie szybko, ale zamiast tego gapiła się tylko na niego niezdolna do najmniejszego gestu. Wreszcie, kiedy na jego ustach pojawił się uśmiech, odzyskała głos.
   – To ty – powiedziała, patrząc w najbardziej niebieskie oczy, jakie kiedykolwiek widziała. Oczy, o których nie mogła zapomnieć i które były powodem cofnięcia słowa, które dała innemu mężczyźnie. Jej przerażony wzrok prześliznął się po męskiej sylwetce zamkniętej w dopasowanym niemieckim mundurze. Zabrakło jej
słów. To nie mógł być przypadek. To nie mógł być zbieg okoliczności. To złośliwy los zadrwił z niej okrutnie.
 


💔 Sięgnijcie po „Ostatnie dni beztroski” i dajcie się zaprosić do świata pełnego intryg, wielkich nadziei i zakazanych uczuć.

sobota, 8 czerwca 2024

Muzyczna sobota - Dobre, bo polskie 🎶

Moi Drodzy,

W kolejnej odsłonie cyklu: Muzyczna Sobota - Dobre, bo polskie, proponuję utwór  ,,Nic Za Złe'' Anita Lipnicka & Paweł Domagała. 

Obserwuj oficjalne profile Anity Facebook:   / anitalipnicka   Instagram:   / anita.lipnicka   Obserwuj oficjalne profile Pawła Facebook:   / paweldomagala.oficjalna   Instagram:   / paweldomagala  

To opowieść o rozstaniu z czułością. Bez żalu i wzajemnych pretensji. O próbie zabrania ze sobą tego, co było dla nas ważne, piękne i cenne w byciu razem. To piosenka o dawaniu sobie wzajemnego wsparcia w najtrudniejszym momencie relacji - podczas pożegnania... 
Gdzieś daleko Tam za rzeką Hen za siódmą z gór Wstaje słońce To którego Nie starczyło tu Tak się starałam Dałam co mogłam dać Duchem i ciałem Chciałam przy Tobie trwać Nie przewidziałam Że kiedy przyjdzie zmierzch Na nasz dom Spadnie cień Gdzieś daleko Hen za rzeką Za dziewiątą z bram Ktoś otwiera Przed kimś niebo Obiecane nam Tak się starałem Walczyłem ile sił Duchem i ciałem Chciałem przy Tobie być Nie przypuszczałem Że przyjdzie zimny front Spadnie śnieg Na nasz dom Proszę pozwól mi już odejść Zabrać z sobą to co dobre z nas Póki jest na to czas Proszę nie miej mi nic za złe Miłość wolna jest jak światem świat Migruje niczym ptak… Za morzami Za lasami Tam gdzie nie ma win Może kiedyś Się spotkamy Dośnić nasze sny Ja się postaram Dam Ci co mogę dać Duchem i ciałem Będę przy Tobie trwać W miłości wiara Dopóki z nami jest Była tu Znikła gdzieś Proszę pozwól mi już odejść Zabrać z sobą to co dobre z nas Ocalić tamten czas Proszę nie miej mi nic za złe Miłość wolna jest jak światem świat Migruje niczym ptak Nie zatrzymamy jej Już ją porywa wiatr… Patrz!