"Bądź osobą dającą wsparcie. Świat ma już wielu krytyków." - Dave Willis ❤

wtorek, 31 stycznia 2017

''Reap'' Tillie Cole [PATRONAT] - recenzja przedpremierowa

Reap
Tillie Cole
Cykl: Poranione dusze (tom 2)
Wydawnictwo: Filia
data wydania: 15 lutego 2017
Ocena: 6/6
Patronat medialny:
LITERACKI ŚWIAT CYRYSI 


  Przetrzymywany przez gruzińskich gangsterów i faszerowany nowym narkotykiem, zmuszającym do posłuszeństwa, 221 nie potrafi już myśleć, działać i żyć samodzielnie. Jest posłuszną marionetką swojego pana, który każe mu zabijać. Mierzący prawie dwa metry, ważący niemal sto piętnaście kilogramów, niezwyciężony w walkach na śmierć i życie mężczyzna skutecznie pomaga szefowi gruzińskiego klanu, trzęsącemu podziemnym przestępczym światem w Nowym Jorku.

Do czasu, aż 221 zostaje pojmany przez swoich wrogów.

Talia Tolstoi marzy, by wyswobodzić się ze szponów trudnej egzystencji. Chciałaby żyć inaczej – zerwać się ze smyczy ojca, jednego z liderów rosyjskiej Braci, i od pracy w brutalnych Kazamatach, rodzinnym interesie zajmującym się organizowaniem walk w klatkach. Wszystko się zmienia, kiedy dziewczyna poznaje więźnia swojej rodziny, który przypomina raczej zwierzę, i zaczyna odkrywać w nim człowieczeństwo. Ten potężny, piękny, poraniony mężczyzna przemawia do jej serca.

Jednak nie obejdzie się bez ofiar. 

  Tillie Cole pochodzi z małego miasteczka w północno-wschodniej Anglii. Wychowywała się na farmie z matką Angielką i ojcem Szkotem oraz starszą siostrą i niezliczona ilością bezpańskich zwierząt. W wieku 19 lat przeniosła się na północ do "Toon", Newcastle-Upon-Tyne, gdzie uczęszczała do Newcastle University i ukończyła go z wyróżnieniem w religioznawstwa. Dwa lata później ukończyła podyplomowe Certificate in Teaching High School Social Studies. Tillie pisze komedie romantyczne, romanse i nieco mroczniejsze rzeczy dla młodzieży i dorosłych, z ochotą dzieląc się w nich z czytelnikami uwielbieniem do niezłomnych, władczych mężczyzn (przeważnie z wielkimi mięśniami i tatuażami) oraz silnych kobiet.

   ''Raze'' wyrył niezatarty ślad w mojej pamięci i w moim sercu. Jeszcze długo po zakończeniu lektury nie mogłam się otrząsnąć. Dlatego kiedy dowiedziałam się, że wydawnictwo Filia wydaje drugi tom serii: Poranione dusze – moja radość nie miała granic. Z niecierpliwością podszytą ekscytacją, ale i z lekką obawą zabrałam się za czytanie i… przepadłam! Brak mi słów, by opisać, jak bardzo jestem przejęta. Zdecydowanie warto było czekać na kolejne genialne cudo w wykonaniu Tillie Cole.

   Poznajemy ludzką bestię, która od przeszło dwudziestu lat służy jako laboratoryjny szczur do testowania eksperymentalnego narkotyku. Środek ten oferuje stuprocentowe posłuszeństwo. Zapewnia również rozbudowę mięśni i zawiera substancję chemiczną wymazującą pamięć. Natomiast wysoka zawartość testosteronu, jak i innych hormonów tworzy idealny odruch zabijania. Potrzeba ta jest tak silna, że może doprowadzić do szaleństwa, jeśli nie zostanie zaspokojona.

,,Pan podszedł do przodu, zbliżył się do mnie, więc się spiąłem. Klepnął mnie w ramię.
– 221 jest cennym okazem, to prototyp, mój dzaghli, pies. Grzecznie służy. Spełni każdy rozkaz. Rano dostał skoncentrowaną dawkę serum A. Serum A tworzy podporządkowanych zabójców, serum B całkowicie uległe niewolnice, gotowe na wszystko, czego tylko zażądasz – mówił z ekscytacją Pan. 
– 221 zabija z doskonałą efektywnością. Unicestwia całkowicie.’’

   Pewnego dnia mężczyzna zostaje przechwycony przez nieprzyjaciół gruzińskiego klanu. Czyżby to koniec jego niewoli? A może czeka go jeszcze większe piekło?

   Fabuła stanowi poniekąd kontynuację Raze, zawodnika śmiercionośnego ringu, który po wyrównaniu rachunków ze znienawidzonym wrogiem – przygotowuje się do roli kniazia, by w przyszłości przejąć od ojca tytuł wora w zakonie. Niestety przeszłość nadal tkwi w nim jak zadra i dopóki nie spełni obietnicy danej przyjacielowi z Gułagu – nie zazna spokoju. I w tym momencie pojawia się człowiek nazywany numerem 221. Kim on jest? Nic Wam więcej nie zdradzę. Reszty musicie dowiedzieć się sami.

   Moim zdaniem to jeden z lepszych, a może nawet najlepszych Dark Erotic Romance, jaki w ogóle miałam okazję czytać. Pochłania, elektryzuje, rozczula, chwilami rzuca na kolana. Nie da się być niezaangażowanym i zdystansowanym obserwatorem. Perypetie bohaterów przeżywa się całym sobą; emocje przenikają na wskroś, docierając do najgłębszych zakamarków naszej duszy. Ból miesza się z wściekłością, szaleństwo z rozpaczą, a lęk z nadzieją. To wszystko uruchamia całą lawinę trudnych doświadczeń, zapewniając nam tym samym niecodzienne doznania literackie.

   Każda z postaci występująca w powieści jest prawdziwą perełką literacką. Niezwykle wyrazista, realistyczna, z umiejętnie dopracowanym portretem psychologicznym. Szczególnie sylwetka Zaala vel 221 została dopracowana do perfekcji. Skazany na egzystencję maszyny do zbijania niemal całkowicie utracił swoje człowieczeństwo.

,,Kołysałem się w kącie, szarpiąc skórę. Ból nie przechodził. Trucizna nigdy nie stygła. Każdą chwilę spędzałem, walcząc z bólem i wściekłością. Nie mogłem spać. Jad w moich żyłach powstrzymywał mnie przed zaśnięciem. Nie mogłem przypomnieć sobie nic z własnego życia. Pamiętałem jedynie twarz i głos mojego Pana.’’

  Wiarygodnie uchwycono jego myśli, uczucia, charakter, bolesne przeżycia oraz skrawki wspomnień. Wielokrotnie wzruszenie ściskało mnie za gardło podczas scen, w których miotał się niczym oszalałe zwierzę w klatce, gotowe w każdej chwili zaatakować. Przez ludzką niegodziwość, hipokryzje i manipulację stracił nie tylko całą swoją rodzinę, ale przede wszystkim szansę na normalność. Jedyne co mu pozostało to zagubienie, osamotnienie, niezrozumienie, poczucie bezsilności i bezsens egzystencji. Aż ciężko w to wszystko uwierzyć, a jeszcze trudniej pojąć to niewyobrażalne cierpienie. Równie dobrze scharakteryzowano Talię Tolstoi - córkę wielkiego Ivana Tolstoia. Dziewczyna zajmuje się ściąganiem sponsorów do Kazamat. Jej obowiązkiem jest zapewnienie im wystarczającej liczby zakładów i znalezienie najlepszych zawodników dla tego celu. Ale choć stale obraca się w gangsterskim półświatku, nie traci swojej wrażliwości. Gdy trzeba potrafi wyciągnąć pomocną dłoń i dostrzec coś więcej niż tylko to, co widoczne gołym. Nie mniej ważne są osoby drugoplanowe czy też epizodyczne. Każde z nich zachowuje swoją indywidualną tożsamość, ma swoje własne demony, z którymi musi sobie poradzić. Dzięki temu powieść nabiera głębszego wyrazu.

   Oprócz czystej brutalności można znaleźć również cudowny wątek romantyczny, który porusza najdelikatniejsze i najczulsze struny duszy. Dwoje ludzi spotyka się przypadkiem, walczą zasnym przeznaczeniem i w rezultacie zostają obdarzeni najczystszym rodzajem miłości okraszonej trudami, chwilami zwątpienia i strachem. Coś niesamowitego. Musicie TO poczuć! 

,,Staliśmy zatraceni w chwili, a nasze oddechy się mieszały. Puls na mojej szyi bił, jak oszalały, zatrzepotałam rzęsami, czekając na to, co wydarzy się dalej. Nasze zdesperowane spojrzenia się skrzyżowały. Wziął głęboki wdech. Następnie szepnął:
– Jesteś… dla mnie?
I wiedziałam, że przepadłam.
Przepadałam na amen.
„Jesteś… dla mnie?”. Trzy proste słowa, które rozbiły wszelakie bariery między nami.’’

   
 W przeciwieństwie do poprzedniczki, w tej części jest nieco mniej sadyzmu i bezwzględności, ponieważ autorka zrezygnowała z nielegalnych walk w klatkach, które szarpały nerwy do granic możliwości. Ma to swoją zaletę, gdyż w ten sposób uniknięto powielania schematów, acz z drugiej strony trochę brakowało mi mocniejszego zastrzyku adrenaliny. Mimo wszystko uważam, że nie jest to książka dla wrażliwców ani dla zbyt młodych czytelników, bo w pewnych momentach dochodzi do eskalacji barbarzyństwa.

   Całość doprawiona jest charakterystycznym stylem pisania, który osobiście uwielbiam. Autorka sprawnie posługuje się piórem, używając przystępnego słownictwa, żywej narracji i plastycznych opisów. Nie pozwala też na nudę. Z dużym wyczuciem prowadzi akcję, trzymając naszą uwagę w nieustannym napięciu i zainteresowaniu. Ciekawym smaczkiem jest wplecenie w tekst motywu dwóch zwaśnionych ze sobą gangów, co nadaje książce bardziej dramatycznego wydźwięku, ale także odsłania wartości takie jak honor, lojalność, poświęcenie i odwaga. Wspomnę jeszcze o zakończeniu – totalnie mnie rozwaliło. Wielki szok. Już nie mogę się doczekać następnego tomu. 

Podsumowując:
  Ta książka jest niesamowita. Okrutna, mroczna, nieposkromiona, ale zarazem piękna, delikatna i przejmująca. Wstrząsa, obezwładnia i odbiera racjonalne myślenie. DLA MNIE JEDNA Z NAJLEPSZYCH KSIĄŻEK EVER!

Chcesz stać się szczęśliwym posiadaczem REAP? Zgłoś się do konkursu: TU  lub TU.

poniedziałek, 30 stycznia 2017

ZAPOWIEDŹ: ''Jagoda'' Anna Kasiuk - pod patronatem medialnym LŚC

 Miło mi poinformować, iż mój blog: LITERACKI ŚWIAT CYRYSI objął patronatem medialnym książkę ,,Jagoda'' Anny Kasiuk.


"Jagoda" to trzecia odsłona sagi Anny Kasiuk zatytułowanej "Łowiska". 

Majka zamieszkała w starym domu nad jeziorem, z ogromnym zapałem prowadzi poradnię psychologiczną, a jej działalność cieszy się rosnącym zainteresowaniem wśród mieszkańców Szczytna. Wszystko wskazywać by mogło na szczęśliwe zakończenie tej niebanalnej historii, jaką zafundowało jej życie. Ale tak nie jest...


 Premiera: 14.02.2017
 
 - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -  

Recenzja w okolicach premiery. Będą też konkursy 😊

Jesteście zainteresowani tym tytułem?

WYNIKI KONKURSU: Badaj się i żyj!

Moi Drodzy,

Czas ogłosić wyniki konkursu, w którym można było wygrać najnowszą powieść Agnieszki Lis zatytułowaną ,,Karuzela''.
 
 Bardzo dziękuję wszystkim uczestnikom, którzy zdecydowali się wziąć udział w konkursie i nadesłali przepiękne banery nawołujące do profilaktyki zdrowotnej. 
 
 Wybór był szalenie trudny, dlatego poprosiłam o pomoc Panią Agnieszkę Lis. Razem wybrałyśmy laureata. Nie przedłużając - nagroda wędruje do... Grażyny Wróbel.  
 
Gratuluję!
 
 

niedziela, 29 stycznia 2017

''Dama z kotem'' Iwona Czarkowska [PATRONAT]

Dama z kotem
Iwona Czarkowska
Wydawnictwo: Replika
Data premiery: 30 stycznia
Ocena: 5/6
Patronat medialny:
LITERACKI ŚWIAT CYRYSI
  Roztrzepana i lekkomyślna Zuzanna Roszkowska tym razem spróbuje swoich sił jako… prywatny detektyw.
 
    Zu – najlepsza z żon, a także kobieta zdolna do wszystkiego – daje się namówić mężowi na roczny wyjazd do niewielkiej miejscowości o wdzięcznej nazwie Bangladesz. Na miejscu niemal przysłowiowe „cisza i spokój”, zwykle wiązane z życiem na wsi, będą musiały ustąpić przed niezwykłą skłonnością Zu do wpadania w tarapaty. 

Kiedy gospodyni pensjonatu, w którym zamieszkali Roszkowscy z dziećmi, znika nagle bez słowa, zaledwie dzień po przyjeździe swoich nowych lokatorów, Zuzanna od razu przeczuwa zbliżające się kłopoty. Jednak wszyscy wokół zdają się lekceważyć jej obawy o los zaginionej. 

Tym razem Zu będzie musiała zmierzyć się z przedstawicielami tajemniczej fundacji, niegrzecznym Panem Małpką, pojawiającymi się i znikającymi rondlami, a także… koniem, świnią, kozą, królikiem, gąsiorem oraz kotem – za jedyną pomoc mając podręcznik dla początkujących detektywów.

Iwona Czarkowska debiutowała jako autorka opowiadań i książek dla dzieci. Swoją pierwszą powieść dla dorosłych czytelników opublikowała w roku 2009 – była to „Słomiana wdowa”; rok później ukazała się jej kontynuacja: „Kobieta do zadań specjalnych”. Z wykształcenia jest dziennikarzem. Pracuje również jako tłumacz. Autorka bloga:http://truskawkiwmilanowku.blox.pl/html

  "Dama z kotem" opowiada o perypetiach Zuzanny - żonie lekarza Michała Roszkowskiego, pieszczotliwie nazywającego swoją ukochaną „kotem-Zuzotem”, znanej również z książek "Słomiana wdowa" i "Kobieta do zadań specjalnych". Szczerze powiedziawszy nie miałam pojęcia o istnieniu dwóch poprzednich tomów, mimo to bez problemu odnalazłam się w obecnej fabule. Co więcej, uważam, że nie trzeba znać wcześniejszych części, gdyż każda z nich opowiada inną historię. Łączy je jedynie rodzina Roszkowskich.

  Powieść pani Iwony to świetna komedia pełna nieoczekiwanych zbiegów okoliczności i zabawnych pomyłek. Doskonałe antidotum na wszelkiego rodzaju smutki i ponury nastrój. Autorka kupiła mnie swoją zakręconą fabułą i nietuzinkowym podejściem do tematu. Szczególnie fajnym pomysłem było nazwanie polskiej wsi – Bangladesz, co od razu budzi skojarzenia z państwem w Azji Południowej. Ciekawym urozmaiceniem jest również wplecenie detektywistycznej zagadki podanej ze szczyptą żartobliwej grozy. W efekcie otrzymujemy wiele groteskowych sytuacji, które wywołują uśmiech na twarzy, a niekiedy atak niekontrolowanej głupawki.

,,Zabiłaś policjanta? – zapytała Baśka i zakrztusiła się herbatą. 
– To dlaczego cię nie wsadzili? Ukrywasz się? Ale heca!
– Żadna heca! Ja nikogo nie zabiłam! Nie opowia­daj bzdur! – ofuknęła ją siostra. 

– Spadł ze schodów na strychu i złamał sobie nogę.
– Aha! – Baśka pokiwała ze zrozumieniem głową. 

– Czyli nie zabiłaś, tylko zrzuciłaś biedaka ze scho­dów. To też nie wygląda dobrze. Na pewno masz już swoje akta w tutejszym komisariacie. No, no, no… Jak komuś zginie kura albo koza, to zaraz cię wsadzą do ciupy jako element podejrzany.’’

  Jestem oczarowana tą książką. Komizm goni komizm i komizmem popędza. Duża w tym zasługa perfekcyjnie wykreowanych bohaterów i ich wzajemnych relacjach okraszonych trafnymi spostrzeżeniami, ciętymi ripostami i dobrym humorem. Numerem jeden jest oczywiście Zu - ,,najlepsza z żon’’. Prawdziwa chodząca katastrofa. Szalona, roztargniona, o niebezpiecznie wybujałej wyobraźni i z talentem do pakowania się różne niecodzienne przygody. Jej mąż to istny anioł, bo każdy inny facet uciekałby od takiej wariatki gdzie pieprz rośnie. Nie zmienia to jednak faktu, że bardzo polubiłam tę dziewczynę. Sympatię wzbudzają także drugoplanowe postacie. Każda różni się od siebie i jest oryginalniejsza od poprzedniej. Nie sposób ich wszystkich wymienić, ale z całą pewnością dodają powieści niesamowitego kolorytu i świeżości.

  Całość napisana jest niesamowicie lekkim, błyskotliwym i dowcipnym językiem, bez zbędnych wywodów czy przedłużających się opisów, co pozytywnie wpływa na komfort czytania. Akcja toczy się wartko i nieprzewidywalnie, zaś umiejętnie uknuta intryga wciąga czytelnika w psychologiczną grę, zapewniając mu wyborną rozrywkę. Praktycznie do samego końca nie potrafiłam rozgryźć, co tak naprawdę stało się z Anielą – gospodynią pensjonatu w starym dworku. Czy wyjechała gdzieś nie mówiąc nikomu, czy faktycznie ktoś ją porwał. A jak było naprawdę? Tego musicie dowiedzieć się sami. Urzekł mnie także ciepły klimat sielskiej wsi, gdzie panuje przyjazna atmosfera, serdeczna troska i wyrozumiałość dla innych. Nic więc dziwnego, że mieszkańcy Bangladeszu z pobłażliwością spoglądali na dziwaczne zachowanie żony doktora Roszkow­skiego. Ogólnie rzecz biorąc, jestem w pełni zadowolona z otrzymanej lektury. Poprawiła mi samopoczucie i pomogła odstresować się po ciężkim dniu. Czego chcieć więcej? 

Podsumowując.
   To dowcipna, urzekająca i absolutnie zwariowana powieść kobieca, wobec której nie można przejść obojętnie. Zapewniam, że będziecie chichotać ze śmiesznych tekstów i z zapartym tchem śledzić kolejne rozdziały. Warto przeczytać i przekonać się osobiście.

sobota, 28 stycznia 2017

Wywiad z Joanną Jurgałą-Jureczką

W radiu Kraków
Elaho
Czy jak pisze Pani książki to ma Pani w głowie całą opowieść, czy raczej przelewa Pani na papier myśli, a potem nanosi poprawki i dodaje nowe wątki?

Chciałabym pisać bez poprawek i uzupełnień, ale nie potrafię. Często więc poprawiam, dodaję wątki, zmieniam i przerabiam całe fragmenty.

niunia 5001
Co Panią zainspirowało do napisania książki w tej pięknej scenerii (Nazare, polskie Stawiska)? I dlaczego 7 spódnic?


Tytuł „Siedem spódnic” jest metaforyczny, wiąże się z opowieścią, którą usłyszałam w Nazare i którą przytaczam w pierwszej części powieści. Piszę o miejscach prowincjonalnych, które sama odwiedziłam (Nazare), często odwiedzam (Molunat) i w których mieszkam (Stawiska). Stawiska są nazwą fikcyjną, ale krajobrazy są autentyczne. Wybrałam je dlatego, że kocham prowincję z cała jej urodą, z jej wadami i zaletami.

izabela81
Bohaterka "Siedmiu spódnic Alicji" - Alicja Modrzewska interesuje się dziejami arystokratycznych rodów, światem magnaterii, elit, szlacht. Czy Panią również fascynuje ten świat i co takiego jest w nim najbardziej porywającego?


Fascynuje mnie świat arystokratów, szlachty, świat elit. Od ponad dwudziestu lat zajmuję się rodziną Kossaków. Kossakowie mieli herb szlachecki, choć legitymowali się talentem, a nie majątkiem. Majętne za to były ich żony.

Mówi się, że miłość nie zna żadnych granic. Pani w swojej najnowszej powieści podejmuje się m.in. tego tematu. A jak Pani uważa - czy w dzisiejszych czasach różnica pochodzenia może odgrywać ważną rolę w miłości?

Różnica pochodzenia i obycia towarzyskiego może stanowić i dzisiaj barierę, choć nie jest tak poważną przeszkodą, jak dawniej. Bywa, że ludzie wysoko urodzeni szukają partnera czy partnerki, która będzie mogła swobodnie zachowywać się w ich elitarnym świecie.

lirith
Tytuł Pani książki traktuje o spódnicach, czy Pani jest miłośniczką tego elementu garderoby czy raczej woli Pani spodnie czy sukienki?


Czy lubię spódnice i sukienki? To pytanie, przyznam, zaskoczyło mnie i dłuższą chwilę zastanawiałam się nad odpowiedzią. Chyba lubię, zwłaszcza letnie sukienki, albo suknie balowe, odświętne. Zależy też od okoliczności, od okazji i sytuacji. Prawdę powiedziawszy, najczęściej chodzę w spodniach, ponieważ są wygodne.

Gdyby miała Pani wehikuł czasu to w jaki wiek by Pani chciała się przenieść i dlaczego?

Gdybym miała wehikuł czasu, chciałabym pobyć w Polsce szlacheckiej, ewentualnie w czasach XX-lecia międzywojennego. Dlaczego? Ponieważ chciałabym poznać ludzi, o których czytam i piszę, na przykład kobiety należące do rodu Kossaków i ich przodków. To były bardzo ciekawe osoby, na przykład Aniela z Kurnatowskich Gałczyńska. Wiele podróżowała, słyszała koncertującego Chopina, jako mała dziewczynka siedziała na kolanach cara. Mogłaby mi sporo opowiedzieć.

Perus
Czy łatwo jest przejść od twórczości naukowej i popularnonaukowej do literatury pięknej, czy to raczej trudna i wyboista droga? Napisanie powieści wymaga przecież innego sposobu nawiązania kontaktu z czytelnikiem, przekazywania myśli, operowania słownictwem...


Droga jest bardzo trudna. Wciąż się uczę, jak opowiedzieć o rzeczach, które zdarzyły się naprawdę i to w dodatku przed wielu laty, językiem odpowiednim dla współczesnego czytelnika. Jak go zainteresować i wciągnąć w tę historię na tyle, żeby poczuł się uczestnikiem zdarzeń.

Aldona H.-L.
Ma Pani ogromne doświadczenie zawodowe. Czy praca pisarki daje większe spełnienie w życiu niż wcześniejsze zajęcia?


Wszystko to, co do tej pory robiłam, wykorzystuję teraz w pracy pisarskiej. Od wielu lat piszę, ale pisanie to spełniało przeróżne funkcje w moim życiu zawodowym. Były teksty dziennikarskie i naukowe, popularnonaukowe i różnego rodzaju próby literackie. Jako pisarka czuję się spełniona. Zawsze zmierzałam do wykonywania takiej właśnie profesji.

Alannada
Czy korzystała Pani z pomocy beta readerów?


Taką funkcję spełniają w wydawnictwach korektorzy i redaktorzy. W moim wydawnictwie trafiłam na bardzo rzetelne i mądre osoby, które analizowały mój tekst i potem dzieliły się ze mną swoimi uwagami i wątpliwościami. Jestem im za to bardzo wdzięczna. Autor musi mieć tego rodzaju wsparcie. Jest ono bardzo potrzebne.

martucha180
Czym dla Pani jest SŁOWO?


Słowo jest bardzo ważne. Nie rzuca się słów na wiatr, słowem można zranić, albo wzruszyć i pocieszyć. Czuję się odpowiedzialne za wypowiadane i zapisywane słowa.

Co Pani ułatwia pisanie książek, a co utrudnia, jeśli weźmie się pod uwagę Pani wykształcenie?

Rodzaj wykształcenia, jakie zdobyłam ułatwia i utrudnia pisanie. Brzmi to paradoksalnie, ale tak właśnie jest i pytanie jest bardzo zasadne.

Ponieważ badam i opisuję cudze teksty, a często są to teksty klasyków, znakomitych literatów, wiem, że nie mam i nigdy nie będę miała odpowiedniego warsztatu, nie potrafię tak konstruować fabuły, budować napięcia, tworzyć nastroju. Z drugiej strony, obcowanie z tekstami mistrzów powoduje, że człowiek jednak czegoś się od nich uczy.

beata.gor
Jest Pani mamą trójki dzieci, w jaki sposób kształtowała Pani, czy też kształtuje ich stosunek do literatury, miłość do książek, czytania.


Moje dzieci są matematykami, więc nie przejęły mojej fascynacji przedmiotami humanistycznymi, ale nie znaczy to, że nie czytają książek. Od czasów dzieciństwa synowie i córka byli nimi otoczeni, czytaliśmy im bajki. Potem nasze dzieci same dokonywały wyborów - i tych życiowych, i tych, związanych z czytanymi książkami. 

Co w Śląsku Cieszyńskim jest niezwykłego, magicznego i ciekawego, co Panią najbardziej urzeka i co mogłaby Pani polecić mi, osobie kochającej podróże, zwiedzanie i poznawanie nowych miejsc w Polsce.

Śląsk Cieszyński to ziemia kresowa, przygraniczna. Takie tereny są naznaczone wieloma pięknymi i dramatycznymi zdarzeniami i ludźmi, którzy tu żyli i tworzyli a nawet przyjeżdżali z wielkiego świata, bo ta ziemia ich zauroczyła.

Asiulla
W Pani dotychczasowych książkach tło stanowi głównie Śląsk Cieszyński, Skoczów. Skąd nagle podróż do Chorwacji? Co tak urzekło Pani w tym kraju? Czy była Pani już w Chorwacji?

Dość często podróżuję. Kocham prowincję, ale lubię ją porównywać z innymi miejscami na świecie. Molunat w Chorwacji to miejscowość, w której bywam co roku od sześciu lat. Odkrył ją nasz przyjaciel, któremu oficjalnie w posłowiu podziękowałam. Zaraził grupę znajomych swoją fascynacją, a wyraz mojej fascynacji dałam w ostatnim rozdziale powieści.

Skąd Pani fascynacja życiem Zofii Kossak-Szatkowskiej? Czy dostrzega Pani podobieństwa między Wami ? ;)

Zofia Kossak mieszkała na Śląsku Cieszyńskim. Przypadkiem, kiedy pracowałam jako dziennikarka, trafiłam do jej muzeum w Górkach Wielkich i miałam wielkie szczęście spotkać wtedy córkę pisarki, Annę Bugnon-Rosset i w dodatku być świadkiem odnalezienia obrazu Witkacego, który był spowinowacony z rodziną. Tak się zaczęła moje wielka przygoda z Kossakami, która trwa do dziś.

Nie ośmieliłabym się porównywać z Zofią Kossak. Byłą mistrzynią, poważną kandydatką do literackiej Nagrody Nobla.

Małgorzata Stępień
Czy zdarza się Pani po napisaniu dłuższego fragmentu tekstu przeczytać go ponownie i stwierdzić, że to jednak nie to, po czym zwyczajnie go wyrzucić?

Oczywiście. Bardzo często.

W jaki sposób dopiera Pani tytuły do książek? Czy są one wybrane przed rozpoczęciem pisania, czy może po napisaniu książki tytuł sam się nasuwa? A może jest to najtrudniejszy element samego pisania ;) ?

Tytuły rodzą się w trakcie pisania książki, albo przed jej powstaniem, a potem bywają zmieniane. Zdarza się, że ktoś, kto książkę przeczytał przed jej wydrukowaniem, podpowie inny tytuł, doradzi, albo odradzi. Uważnie słucham takich opinii, ponieważ tytuł jest bardzo ważny.

Zuzanna P
Czy od dziecka marzyła Pani by zostać pisarką, czy to "powołanie" przyszło, gdy była już Pani trochę starsza?


Od zawsze kochałam książki i chciałam w życiu robić coś, co będzie miało z nimi związek.

W dzisiejszych czasach większość młodych ludzi woli spędzać czas przed komputerem niż czytając książki. Jak zachęciłaby Pani młodzież do czytania książek?

Warto czytać, bo dzięki temu możemy wyobrazić sobie inny świat, możemy w tym świecie być szczęśliwi, zakochani, możemy też być kim tylko zechcemy, zagrać rolę, której w realnym życiu nigdy nie zagramy. Nie jeden raz literatura otworzy nam drzwi, czegoś nauczy, uratuje przed złym humorem, a może nawet depresją i rozpaczą.

Angel Oscuro
Może Pani tylko jednym zdaniem zareklamować Cieszyński. Jak je Pani złoży, by odbiorca się zakochał i chciał poznać głębiej tamten region?


Śląsk Cieszyński, jak głosi legenda, powstał w momencie, kiedy Pan Bóg, stwarzając świat, uśmiechnął się. To jest ziemia powstała z uśmiechu Boga. Lepszej rekomendacji nie trzeba.

Paulina S
Jakie jest Pani pierwsze skojarzenie związane ze słowem "książka"?


Stare, trochę zakurzone tomiska leżące na drewnianych, solidnych regałach biblioteki, półmrok, sączące się przez okna światło i specyficzny zapach staroci.

Czy ma Pani jakieś inne zainteresowania/hobby/pasje poza pisaniem i nauczaniem?

Od kilku lat zajmuję się już tylko pisaniem, ale, oczywiście, całego dnia nie spędzam przy biurku. Bardzo lubię pracować w ogrodzie, czasem maluję dla przyjemności, gram na gitarze, dziergam swetry i serwetki, lubię jeździć na rowerze. Jednym słowem – nigdy w życiu się nie nudziłam.

Kamil Z.
Czy tworząc postaci w książce inspiruje się Pani kimś ze swojej rodziny, znajomymi?


Pisarz nie tworzy w próżni, obserwuje ludzi i wykorzystuje swoje obserwacje. Nigdy nie portretuję wprost kogoś, kogo znam, ale zdarza mi się wykorzystywać czyjeś powiedzenia, charakterystyczne gesty i zachowanie.

Jakie cechy charakteru są potrzebne aby zostać świetnym pisarzem.

Świetni pisarze bywali bardzo różni. Jedni bardzo pracowici, inni pisali tylko wtedy, kiedy mieli natchnienie. Bywali wrażliwi, albo nieczuli i bezwzględni. Bywali znakomitymi ojcami rodzin i mężami, albo trudno było z nimi w domu wytrzymać. Kobiety piszące z kolei spełniały się jako żony i matki, albo domagały się swobody i chciały być nowoczesne, wyzwolone i niezależne. Nie ma recepty. Moim zdaniem, żeby dobrze pisać, trzeba być znakomitym obserwatorem, człowiekiem oczytanym, wytrwałym i mieć w sobie to „coś”, co bardzo trudno nazwać, niektórzy mówią, że to talent.

Beata B.
Czy łatwo zdobyć prawdziwe informacje na temat regionu o którym Pani Pisze? Skąd czerpać takie wiadomości?


Na temat Śląska Cieszyńskiego powstało wiele opracowań, przewodników a także powieści (na przykład dawniej bardzo znanego, a dziś już nieco zapomnianego pisarza Gustawa Morcinka). Dla tych, którzy nie czytają książek, źródłem informacji może być Internet.

Czy w Pani książkach jest więcej fantazji autora ,czy są to historie choć w części prawdziwe?

Wiele historii opowiedzianych w moich książkach zdarzyło się naprawdę. Oczywiście, zmieniam pewne fakty, łączę je, ale prawie wszystkie legendarne i prawdziwe opowieści dotyczące przeszłości mają swój pierwowzór w dokumentach, artykułach, opowieściach, które usłyszałam, albo przeczytałam.

Szczęśliwa Mama
Często dowiaduję się, że ulubionym zwierzęciem domowym dla Pisarzy jest kot. "Podobno mruczenie kotów może sprawić, że zrosną się nawet pogruchotane na miazgę kości albo czyjaś dusza ozdrowieje. Jednak kiedy tak się stanie, koty odchodzą, nie oglądając się nawet za siebie. Miłość kota pozbawiona jest nieśmiałości. Nie stawia warunków, ale też nie składa obietnic"- ja również kocham koty i uważam, że to właśnie koty wybierają swoich właścicieli. Co Pani o tym sądzi? Czy również posiada Pani kota?


Lubię zwierzęta, ale nasz kot jest niezależny i chodzi swoimi ścieżkami, wiec teraz nie siedzi obok i nie mruczy, kiedy piszę. Wiosną i latem jednak często przychodzi na taras, gdzie zwykłam siadać z laptopem, wygrzewa się w słońcu i wtedy zdarza mu się mruczeć. Nie znam dobrze charakteru naszego kota, ale mam wrażenie, że się lubimy, natomiast ma pewność, że najważniejszą osobą z naszej rodziny jest dla niego moja córka, która opiekuje się nim, odkąd był malutki. 

W Alpach
Bieganie, sport... Dla niektórych to jak wyprawa w kosmos. Jeszcze do niedawna sama należałam do osób, które poczynania sportowe/fizyczne podziwiały jedynie przed ekranem telewizora, ale odkąd sama zaczęłam biegać, to bardziej wierzyć w siebie i po takim wysiłku łatwiej mi potem podejmować kolejne życiowe wyzwania, Do biegania motywują mnie słowa Marca Buhla: "Biegacz to nie ten, kto szybko biega. To ten, który nie ustaje w walce". Kocham bieganie :) A jak sport jest Pani ulubionym? Który dodaje Pani siły i chęci do działania? Może fitness?

Sport jest bardzo ważny, zwłaszcza jeśli prowadzi się taki tryb życia, jaki prowadzę, kiedy intensywnie pracuję nad nową książką. Koniecznie trzeba wówczas zadbać o kondycję fizyczną. Staram się więc codziennie jeździć na rowerze.

Bogdan N
Uwielbiam czytać, ale gdy porównuję siebie z moją żoną, to wychodzi na to, że moja żona czyta i więcej, i szybciej ;) Co Pani na to, aby wprowadzono w Polsce Dzień Kobiet Czytających?


Znam wielu panów, który czytają bardzo szybko, więc to chyba nie ma związku z płcią.

Uwielbiam piec, oczywiście głównie dla Mojej Żony :) Ostatnio specjalizuję się w ciastkach owsianych z różnymi dodatkami, np. rodzynki, orzechy, suszona żurawina. Wspólnie z Żoną kochamy serniki. A jakimi ciastkami/ciasteczkami Pani najchętniej się delektuje? Sama Pani piecze?

Gratuluję Panu umiejętności. Nie mogę się, niestety, odwdzięczyć opisem moich kulinarnych dokonań. Radzę sobie wprawdzie, ale nie jest to dziedzina mojej działalności, którą chciałabym się jakoś szczególnie pochwalić.

Gab riela
Lektury szkolne. Jedni uważają je za wytwór bardzo dobry, potrzebny i w pełni zgadzają się z tym, by dzieci czytały książki wcześniej ustalone przez system i nauczycieli. Inni mówią natomiast, że lektury są złe, ponieważ zniechęcają do czytania książek, gdyż są narzucane z góry, trzeba je przeczytać w danym terminie, a jeśli nie, to uczeń otrzymuje stosowną ocenę. Niektórzy sądzą, że właśnie przez to tak niewielu Polaków czyta książki, gdyż nie kojarzą ich z tymi dziełami, które są ciekawe i naprawdę dobre, tylko z tymi narzuconymi wcześniej książkami, przez co nie patrzą na czytanie jako na przyjemność, ale na przymus. Jakie jest Pani zdanie o lekturach szkolnych i co o nich sądzi? Potrzebne czy zbędne?


Wiele zależy od mądrego nauczyciela, który potrafi lekturę zinterpretować i zainteresować nią uczniów. Podstawowy kanon lektur jest potrzebny, ponieważ trzeba znać utwory, żeby zrozumieć odwołania i nawiązania w sztuce. Nie trzeba daleko szukać, satyra i kabaret wiele razy bawi nas poprzez skojarzenia związane z naszą historią, literaturą i kulturą. Nawet przeciętnie wykształcony człowiek powinien wiedzieć, o co chodzi. Nie można założyć, że młodzi ludzie czytają tylko to, co lubią, ponieważ literatura też ich kształtuje i uczy.

Jeśli miałaby Pani możliwość otrzymania dowolnej książki, nawet takiej, która pochodzi z IX wieku, z dedykacją i autografem autora, jaka książkę by Pani wybrała i dlaczego?

Wybrałabym Zofię Kossak, której biografią i twórczością zajmuję się od ponad dwudziestu lat. Nie miałam szans jej poznać, a chciałabym zdobyć jej autograf i dedykację dla siebie. To jednak jest niemożliwe. Dedykacje, które wpisywała w książkach zawsze były życzliwe pełne ciepła, a nieraz bardzo oryginalne.

Gosia Pawlaczyk
Kocham czytać bajki. Obawiam się, że nigdy nie wyrosnę z tego. Zawsze dziadek mi czytał, potem czytałam sama i teraz nie wyobrażam sobie, żebym moim dzieciom nie czytała. Moje dzieci i ja kochamy bajki braci Grimm. Czy lubi Pani czytać bajki? Jakie by nam Pani poleciła?


Bardzo polecam książkę Zofii Kossak „Kłopoty Kacperka góreckiego skrzata”. To bardzo mądra i świetnie napisana baśń.

Czym jest dla Pani przyjaźń? Z którym bohaterem Pani książek najbardziej chciałaby Pani się zaprzyjaźnić i dlaczego akurat z tym? Czym takim wyróżniałby się ten przyjaciel?

Mam wielu znajomych i przyjaciół. Bez takich ludzi bylibyśmy przeraźliwie samotni. Przyjaciele są zawsze do dyspozycji, kiedy trzeba pomóc, albo po prostu porozmawiać.

Prawdę powiedziawszy, ze wszystkimi moimi bohaterami się zaprzyjaźniam. Muszą zaistnieć w mojej wyobraźni, żebym mogła ich potem opisać.

Ania Wolniak
Często zdarza mi się, że kupuję książkę dzięki rekomendacji znanej osobistości: aktorki, dziennikarki czy innej pisarki. Przyznam, że jeszcze nigdy nie zawiodłam się i dzięki temu nasza domowa biblioteczka rozrasta się w błyskawicznym tempie. Czyje rekomendacje na stronie tytułowej Pani książek byłyby dla Pani satysfakcjonujące?


Panie, które rekomendowały moją książkę są oczytane, inteligentne i wrażliwe. Jestem im wdzięczna za to, że przeczytały i zechciały wydać opinię o „Siedmiu spódnicach Alicji”. 

Gdyby żyła Pani w ubiegłym stuleciu, to którą ze znanych osób chciałaby Pani być i dlaczego?

Nawet gdybym żyła w ubiegłym stuleciu, chciałabym być sobą. Każda biografia osób znanych, a nawet odnoszących sukcesy ma swoje blaski i cienie, czasy szczęścia i porażek, więc nie wybrałabym żadnej z nich.

Aneta Pachurka
Co czuje pisarz, gdy odnosi sukcesy? Gdy jego książki zbierają pozytywne opinie, gdy wszyscy zachwycają się pomysłem, polecają książki innym? Jakie emocje towarzyszyły Pani, gdy Pani książki się podobają?

To oczywiste, że jestem szczęśliwa, kiedy książka spodoba się czytelnikom, kiedy wiążą się z nią ich własne emocje i wzruszenia. Bardzo cieszą mnie też recenzje, z których wynika, że autor odczytał też sens podany nie wprost, że czyta nie tylko na poziomie zwykłego przebiegu zdarzeń, ale doszukał się ukrytych, metaforycznych znaczeń.

Czy myślała Pani o ekranizacji Pani książki? Które Pani dzieło powinno być przeniesione na duży ekran jako pierwsze? Kto powinien zagrać główne role?

Prawdę mówiąc nie zastanawiałam się nad tym, ale wiele osób pytało mnie, dlaczego nikt nie przygotował jeszcze filmowej opowieści o Zofii Kossak. Na pewno osoba o tak bogatym, dramatycznym i nietuzinkowym życiorysie zasługiwałaby na film.

Ewelina Poc
Pisanie na pewno wciąga i uzależnia. Spróbowało się raz i chce się jeszcze, więcej. Jakie są więc Pani dalsze plany pisarskie? Czy myślała Pani o pisaniu książek dla dzieci i młodzieży? Czy pozostanie Pani w kręgu powieści dla dorosłych?

Pisanie dla dzieci i młodzieży jest bardzo trudnym zadaniem. Próbowałam kiedyś się z tego rodzaju zadaniem zmierzyć. Może wrócę do zaczętych wątków. Jeden z nich, początek historii kulawego pieska, znalazł się w nowej powieści jako niewielki epizod. Na razie pracuję nad powieścią historyczną dla dorosłych. Znów wracam do Kossaków.

"– Jeanno, kobiety potrafią kochać o wiele mądrzej niż my! One nie kochają mężczyzny dla jego wyglądu. Nawet jeśli on się im bardzo podoba. – Joaquin westchnął błogo. – Kobiety kochają cię przez wzgląd na twój charakter. Twoją siłę. Twoją mądrość. Albo dlatego, że potrafisz zaopiekować się dzieckiem. Bo jesteś dobrym człowiekiem, masz honor i godność. One kochają cię inaczej niż mężczyzna kobietę. Nie z powodu kształtnych łydek ani nie dlatego, że w swoim garniturze budzisz zazdrość u jej koleżanek z pracy. Owszem, istnieją też takie kobiety, ale są tylko jak zły przykład dla innych" (Nina George "Lawendowy pokój"). Co sądzi Pani o tym cytacie? Czy uważa Pani, że kobiety i mężczyźni inaczej kochają? Co dla kobiet jest ważne w miłości, w wyborze Tego Jedynego?
 
Myślę, że dla kobiet miłość ma wiele znaczeń i wymiarów. Trudno mi się wczuć w psychikę mężczyzny, ale z moich obserwacji wynika, że my, kobiety, jesteśmy bardziej romantyczne, wrażliwe i marzymy o mężczyźnie silnym i rycerskim.

Adolfinia
Gdyby miała Pani pisać książki w czasach sprzed wynalezienia komputerów i Internetu, z czego by pani korzystała: kartka i pióro czy maszyna do pisania?


Bardzo lubię pisać piórem na pożółkłym, solidnym papierze, więc wybrałabym taki sposób. Oczywiście, maszyna ułatwiłaby pracę, więc może korzystałabym także z niej. Tak robiła Zofia Kossak. Część tekstów pisała odręcznie, a część na maszynie.

Edyta Chmura
Jak przeczytałam w jednej z recenzji w Pani najnowszej książce miłość ukazana jest jako uczucie wyważone, co jest dość nietuzinkowym sposobem opisania tego uczucia. Zwykle mamy przyspieszone bicie serca, gwałtowność emocji, istny szał. Dlaczego zdecydowała się Pani na taki zabieg? Stawia Pani po prostu na realizm, nie romantyzm? :) 

W Czarnogórze
Bardzo nie lubię przesady i egzaltacji. Uczucia są tak ważnym elementem naszego życia, że często próbując opisać je zbyt dosłownie, powodujemy, że opis staje się zbyt przesadzony, albo zbyt płytki. Czasem zdejmowanie rękawiczki umiejętnie przedstawione w literaturze albo filmie niesie z sobą wyraźniejszy podtekst emocjonalny, niż tak zwana „scena łóżkowa”.


Co daje Pani pisanie? Czy mogłaby Pani bez niego normalnie funkcjonować? 

Pisanie jest moim sposobem na życie, próbą opisania świata i przedstawienia własnych emocji i uczuć. Czy mogłabym normalnie funkcjonować nie pisząc? Z pewnością tak, bo życie niesie różne wyzwania, do których trzeba się przystosować. Czegoś by mi jednak wciąż brakowało.



W imieniu swoim oraz wszystkich Czytelników mojego bloga dziękuję Pani Joannie Jurgale-Jureczce za niezwykle interesujący wywiad. 
 
Nagrodę w postaci książki ,,Siedem spódnic Alicji'' otrzymuje:
 
martucha180 oraz Bogdan N
     
Gratuluję i pozdrawiam,
Cyrysia

Muzyczna sobota - Dobre, bo polskie!

Kochani,

W kolejnej odsłonie cyklu: Muzyczna Sobota - Dobre, bo polskie, proponuję piosenkę ,,Cicho, ciepło'' Natalii Kukulskiej.
 
 Artystka urodziła się 3 marca 1976 roku w Warszawie.
Talent muzyczny z pewnością odziedziczyła po rodzicach - znanych artystach. Ojciec - Jarosław Kukulski jest kompozytorem, twórcą wielu przebojów; mama - Anna Jantar - była jedną z największych gwiazd polskiej piosenki lat 70. Nic więc dziwnego, że Kukulska zadebiutowała bardzo wcześnie, już jako siedmioletnie dziecko, osiągając ogromny sukces. 


 Piękna, nastrojowa piosenka. Czyż nieprawda?


Cicho, ciepło i ciemno
Poza tym deszcz
Jak pigułkę nasenną
Weź mnie proszę weź
Niech w dal odpłyną wszystkie dzienne sprawy
Niech da od siebie nam odpocząć świat
W czułości twoich dłoni chcę się schronić
I tę noc prześnić tak

Gdy kołysze mnie serca twego rytm
Moje serce z twoim chce śpiewać
Jeszcze więcej czuć jeszcze wyżej być
Wspiąć się po drabinie do nieba
Z tobą chcę 

Spójrz jak księżyc bezwstydnie
Podgląda nas
Noc zasypia i wreszcie
Czas ma dla nasz czas
Nie prośmy tej miłości o nic więcej
Obietnic żadnych niech nie składa nam
Bo krucha i ulotna jest jak szczęście
A zdarzyła się nam 

Gdy kołysze mnie serca twego rytm
Moje serce z twoim chce śpiewać
Jeszcze więcej czuć jeszcze wyżej być
Wspiąć się po drabinie do nieba
Z tobą dziś kochany chcę 

Jeśli to jest tylko sen
Niech ten sen nie kończy się 

Gdy kołysze mnie serca twego rytm
Moje serce z twoim chce śpiewać
Jeszcze więcej czuć jeszcze wyżej być
Wspiąć się po drabinie do nieba
Z tobą dziś kochany chcę