Pamiętaj, że wszystko można zacząć od nowa. Jutro jest zawsze świeże i wolne od błędów. [Lucy Maud Montgomery, Ania z Zielonego Wzgórza] ❤

sobota, 30 kwietnia 2022

Muzyczna sobota - Dobre, bo polskie 🎶

Kochani ❤

W kolejnej odsłonie cyklu: Muzyczna Sobota - Dobre, bo polskie, proponuję klip ,,A ja mam kaca'' wykonywany przez warszawski band Witek Muzyk Ulicy.

A ja mam kaca
Wielkiego kaca
On do mnie wraca
No i co
No i co
No i nic
Opa hej

Rączki w górę wysoko do nieba, do nieba
Poniedziałek, wtorek, środa, a mnie ciągle boli głowa
Nie wiem w co mam włożyć ręce, nie pomaga nic
Zaraz przyjdzie do mnie sąsiad Który mnoży drożdże w beczce
Skaczą śledzie i ogórek
Tańce przy flaszeczce, wódeczce, wódeczce, hej

Kto nie pije ten nie żyje
W moim świecie są promile
Kto nie pije ten nie żyje
Hej, ho

Kto nie pije ten nie żyje
W moim świecie są promile
Kto nie pije ten nie żyje
Hej, ho

A ja mam kaca
Wielkiego kaca
On do mnie wraca
No i co
No i co
No i nic

Pierwszy toast, drugi trzeci
Budzą się znów w nas poeci
Mija chandra, smutek troski
Samogonu smak

Okolica już wesoła
Kamienica ożeniona
Polać, polać do jej szklanki
Wszyscy krzyczą
Zdrowie Hanki, Hanki, szklanki

Kto nie pije ten nie żyje
W moim świecie są promile
Kto nie pije ten nie żyje
Hej, ho

A ja mam kaca
Wielkiego kaca
On do mnie wraca
No i co
No i co
No i nic...

Basia, Kasia i Marysia
Wzięły w kółko pana Krzysia
Biedaczyna ciężko sapie
Kapie siódmy pot

Już śpiewamy hej sokoły
Waldek szuka nowej żony
Stary proboszcz wypił litra
Potem krzyżem, krzyżem, krzyżem padł

Kto nie pije ten nie żyje
W moim świecie są promile
Kto nie pije ten nie żyje
Hej, ho

A ja mam kaca
Wielkiego kaca
On do mnie wraca
No i co
No i co
No i nic...

piątek, 29 kwietnia 2022

ZAPOWIEDŹ: SERCE LASU - Patrycja Żurek

Moi Drodzy,

mam dla Was wspaniałą wiadomość!

W maju, pod skrzydłami Wydawnictwa Dragon, ukaże się powieść od Patrycji Żurek ''Serce lasu''. Blubra na okładkę tej pachnącej lasem książki napisała Aleksandra Rak – autorka serii obyczajowej ''Pensjonat na wzgórzu''.
Iwo rok temu stracił w wypadku narzeczoną i nie może poradzić sobie z jej śmiercią. Mężczyzna popada w depresję i zaniedbuje pracę w rodzinnym biznesie. Rodzice zmuszają go do wyjazdu na leczenie do Rymanowa. Choć Iwo bardzo chce przestać cierpieć, nie do końca wierzy w powodzenie terapii. Pewnego dnia na jego drodze staje Libusza – niezwykła kobieta, o której wszyscy wokół mówią, że jest czarodziejką i ma dar pozwalający jej na kontaktowanie się ze zmarłymi. Libusza jest przekonana, że ich spotkanie nie jest przypadkowe i że jej przeznaczeniem jest mu pomóc. Iwo bardzo sceptycznie podchodzi do wszystkiego, o czym mówi kobieta i nie wierzy w jej nadnaturalne zdolności. Przyciąga go do niej jednak jakaś dziwna siła, której nie może się oprzeć… Czy Iwo pozwoli sobie pomóc? Jaką jeszcze rolę odegra w życiu Libuszy? Niezwykła opowieść o przeznaczeniu, przed którym nie ma ucieczki i o miłości, która uzdrawia najgłębsze rany.



 Dodatkowo mam majówkową niespodziankę dla wszystkich Czytaczy. Wydawnictwo Dragon zrobiło nam wspaniały prezent i ebook jest dostępny na Legimi ❤ Skusicie się? 

wtorek, 26 kwietnia 2022

Wywiad z Katarzyną Zawodnik

Delishya

Nie bała się Pani zaszufladkowania pisząc pierwszą książkę o kobietach dla kobiet? A może to był świadomy wybór, definiujący przyszłe dzieła?

Nie sądzę, by była to literatura kobieca. Czytelnicy obojga płci czytają (choć fakt, kładą akcenty na różne rzeczy). Myślę, że gdyby ktoś przeczytał fragment, to nawet nie wiedząc, że książkę napisała kobieta, po stylu pisania odgadłby to, ale nie jest tak, że tylko kobiety są domyślnymi czytelnikami. Jestem debiutantką i dopiero szukam własnego literackiego głosu. Myślę, że trudno w ogóle szufladkować debiutantów.

martucha180 - NAGRODA

Czym dla Pani jest SŁOWO?

Trudne pytanie. Bezcennym przedmiotem codziennego użytku. Klejnotem do obróbki. Wyzwaniem i zabawą. Czasem tak długo odtwarzam w głowie jakieś słowo, aż staje się tylko dźwiękiem, jak gdyby z obcego języka. Wtedy okazuje się, że słowo oznaczające coś pospolitego brzmi melodyjnie i mogłoby być na przykład imieniem albo nazwą jakiejś obcej krainy. Weźmy choćby słowo „frustracja”. Nic dobrego, ale gdy wypowiedzieć je ze dwadzieścia pięć razy, to sama melodia tego słowa brzmi ładnie i mogłaby być to nazwa własna, np. wyspy lub jakiegoś dania. Bo czym różni się lasagne albo focaccia od frustracji? Frustracja z pesto i oliwkami. W lipcu lecimy z rodziną na Frustrację, a jesienią na Maderę. Dlaczego nie?

Co było dla Pani najtrudniejsze w pracy nad powieścią?

Zdecydowanie wymyślanie, co ma się zdarzyć dalej. Połączenie kluczowych momentów wątkami, które je scalą. Już nigdy nic nie napiszę bez uprzedniego sporządzenia planu.

Iwona N

Jakie przesłanie Pani towarzyszyło podczas pisania tej książki? Jaki cel chciała Pani osiągnąć? 

Najpierw nie myślałam o przesłaniu. Chciałam po prostu napisać historię o człowieku i robocie. Przesłanie przychodziło do mnie wraz z biegiem fabuły, z kolejnymi pomysłami. Moim celem było zapewnienie czytelnikom niebanalnej rozrywki, ale i danie do myślenia. Chciałam w nienachalny sposób, tak, by nie odstraszyć osób o odmiennych poglądach, zasygnalizować, dokąd prowadzą zmiany społeczne, które widzimy już teraz. Bo wiele zjawisk ukazanych w mojej książce to wynik efektu nożyc, czyli coraz szerszego zakresu tych zjawisk, które zaczynają się już dziś.

Czy łatwiej się Pani tworzyło postacie kobiece czy męskie?

Nie umiem powiedzieć. Wyzwania związane z postaciami wiązały się nie tyle z ich płcią, ile z charakterem i funkcją w fabule. Zauważyłam, że moi mężczyźni w większości są dość mało męscy. Jeszcze nie wiem, dlaczego takich ich właśnie napisałam. Uważam, że najlepiej wyszła mi postać Olgi, najtrudniej pracowało mi się nad Olivią, najłatwiej chyba nad bliźniakami.

Ania

Czy to, iż jest Pani niewidoma wpłynęło na Pani twórczość? W jaki sposób?

Z pewnością. To, jakie sprawy mnie interesują i jakich tematów dotykam, z tym się wiąże. Uważam, że gdybym była widząca, byłabym innym człowiekiem, więc i twórczość byłaby inna. Poza tym kwestia opisów. Musiałam mocniej się postarać, żeby opisy uruchamiały wyobraźnię wizualną czytelników. Czasem szukałam w internecie informacji, jaki coś ma kolor, choćby szerszenie albo jaśmin.  Czytałam także artykuły o mowie ciała, żeby opisać gesty. Niewidomi, którzy nigdy nie widzieli, niemalże nie gestykulują, więc nie wiedzą, co dzieje się z rękami, głową, poszczególnymi elementami twarzy, gdy wyraża się jakąś emocję. Najłatwiej było z opisami ludzi – to nie sprawiało mi problemu – najtrudniej z opisami górnego świata. Pomaga w tym czytanie wielu książek.

sw882656

Na ile ta "bezużyteczna wiedza", jak ją Pani nazywa, znajduje odbicie w Pani powieści? 

W powieści umieściłam np. informację o tym, że noworodki oddychają, pracując przeponą, a potem zatraca się tę umiejętność i wokaliści słono płacą, by ktoś z powrotem ich tego nauczył. Nie ma to znaczenia dla fabuły, ale jest bonusem. Imię jednej z bohaterek, Bibi, oznacza ciocia po indonezyjsku, babcia w suahili. Pasuje to do jej charakteru. Nie pamiętam, czy jest jeszcze coś podobnego. To są drobiazgi dodające fabule barw. Wiele elementów fabuły w ogóle dodaje się dla ozdoby i ożywienia, a nie dla sensu.

Skąd tak młoda kobieta czerpie pomysł na fabułę dojrzałej jednak powieści?

Jestem refleksyjna z natury i lubię obserwować. Książki, rozmowy, różne zdarzenia, które się dzieją strzępy tego wszystkiego składają się na moją fabułę. Powiedziałabym o sobie, że lubię myśleć, stawiać pytania. I lubię też szukać na nie konkretnych odpowiedzi, bo jestem osobą o mocno sprecyzowanym światopoglądzie, choć staram się z szacunkiem patrzeć na inność. Z pewnością to zasługa rodziców i wielu ludzi, których spotkałam w życiu. Ze mną dorośli zawsze chcieli rozmawiać i nauczono mnie, że to sposób na życie, szukanie mądrości i prawdy. Mam też szczęście przyjaźnić się z mądrymi i wyjątkowymi ludźmi, dzięki którym się rozwijam.

karolina.dylag

Czy doświadczenia z młodszych lat odzwierciedliła Pani w jakiś sposób w swojej książce? 

Nie odwoływałam się do żadnych konkretnych wydarzeń z mojego życia. Pewnie coś by się znalazło, ale to raczej doświadczenia wspólne wszystkim, jak choćby kompleksy nastolatki. Na pewno gdybym napisała tę książkę przed pojawieniem się na świecie moich bratanic, to nawet gdyby pomysł był ten sam, realizacja byłaby inna. A więc nie tyle odzwierciedlam w książce moje doświadczenia, ile one wpływają na to, jak opisuję pewne rzeczy. Ale to przecież truizm i każdy autor tak robi. Natomiast mogę powiedzieć, że książka powstawała na etapie mojego życia, gdy zastanawiałam się, jak chcę, by ono wyglądało pod względem życia rodzinnego. Myślę, że jakieś odpryski tych przemyśleń i poszukiwań się pojawiają.

Kiedy odkryła Pani powołanie pisarskie i jak zareagowali na nie Pani najbliżsi?

Od dziecka próbowałam pisać. Pierwszą moją próbą literacką była „Zwariowana klasa”, którą zaczęłam pisać chyba w czwartej klasie po przeczytaniu „Rekreacji Mikołajka”. Gdy panowała moda na pokemony, pisałam jakieś przygody w tym stylu. Gdy czytałam Siesicką  i Musierowicz, próbowałam pisać o nastolatkach, ekscentrycznych dziadkach i dojrzewaniu. Po przeczytaniu książek „O chłopcu, który szukał domu” i „Razmus i włóczęga” pisałam coś o dziewczynkach z domu dziecka, które rozumieją mowę zwierząt. Nasze dziecięce zabawy z bratem w dużej mierze polegały na tym, że wymyślaliśmy różne historie, czerpiąc z tego, co czytaliśmy. Na studiach napisałam ze dwa czy trzy wiersze.

Od szkoły średniej prowadziłam blogi, gdzie najpierw, o zgrozo, wywnętrzałam się w internecie, czego na szczęście poniechałam i potem już tylko opisywałam zabawne wydarzenia, których byłam świadkiem. Ten humorystyczny blog był naprawdę udany i miał jakichś stałych czytelników. 

Napisałam kilka opowiadań, a raczej mikropowieści, których nigdzie nie udało mi się opublikować, ale może kiedyś je rozszerzę. „Zapisz zmiany” też zaczęło się od mikropowieści, by potem się rozrosnąć.

W tych pisarskich próbach zawsze miałam wsparcie. Jestem wdzięczna moim rodzicom za to, że czegokolwiek próbowałam w życiu, cieszyli się tym i wierzyli w powodzenie, więc swobodnie mogłam szukać swoich talentów. Oczywiście bardzo stresujące jest dla mnie pokazywanie komukolwiek swojej twórczości, więc wiele z tych rzeczy było tylko do szuflady. Teraz również cała rodzina cieszy się, że wydałam powieść. Wszyscy kupili, nawet ci, którzy na co dzień nie czytają książek. Zawsze też znajdowali się pierwsi czytelnicy: czy to brat i bratowa, czy przyjaciele.

W imieniu Autorki dziękuję wszystkim Czytelnikom za udział w tworzeniu powyższego wywiadu. 

Ja również dziękuję Pani Katarzynie Zawodnik za obecność na łamach mojego bloga i za niezwykle interesujący wywiad.

Laureatom wyróżnionych pytań serdecznie gratuluję i czekam na maila wraz z podaniem swoich danych adresowych do przekazania nagrody.

Pozdrawiam Was Wszystkich Serdecznie,
Cyrysia

poniedziałek, 25 kwietnia 2022

KONKURS - poznaj mnie lepiej: Marcin Kaczmarczyk

Marcin Kaczmarczyk – Z wykształcenia dziennikarz. Facet, który kocha pisać. Pisze blog: Przerwa na życie. Napisał też siedem książek. W tym, najnowszą powieść pt. Święty Zdrajca. Od dzieciństwa zakochany w fantastyce. Laureat nagrody Feniks 2020 w kategorii „Książka dla młodzieży”. Prywatnie mąż i ojciec dwóch wulkanów energii, które dają motywację do codziennej pracy. Osoba szukająca między ludźmi mostów tam, gdzie najwygodniej stawia się mury. Wielki zwolennik hasła – Nie mebluj ludziom życia. Pokaż, jak umeblowane jest Twoje życie.




Dziś macie okazję poznać bliżej pana Marcina Kaczmarczyka. Przez najbliższe kilka dni można zadawać autorowi swoje pytania (1 - maksymalnie 2). Na wszystkie pytania autor odpowie w osobnym poście, w formie wywiadu.

    Jedna osoba, które zdaniem autora zada najciekawsze pytanie otrzyma nagrodę w postaci książki ,,Święty Zdrajca''


  Proszę nie powielać pytań ani nie stosować plagiatów. Jeśli coś takiego będzie miało miejsce, zdublowane/ukradzione pytanie zostanie zignorowane.

      Do dzieła kochani!!!


 Regulamin:
1. Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga: LITERACKI ŚWIAT CYRYSI
2. Sponsorem nagrody jest wydawnictwo Nowoczesne.
3. Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest zadanie pytań (1 - maks. 2) panu Marcinowi Kaczmarczykowi na temat jej twórczości, zainteresowań itp.
4. Konkurs trwa od 25 kwietnia 2022 roku do 30 kwietnia 2022 roku do godz. 23.59
5. Wywiad oraz ogłoszenie zwycięzcy nastąpi 7 maja 2022 roku.
6. Nagrodą jest egzemplarz powieści ,,Święty Zdrajca
'' Marcina Kaczmarczyka.
7. W konkursie mogą brać udział osoby posiadające blogi oraz anonimowy uczestnicy, którzy podpiszą się imieniem/nickiem. Adresu mailowego nie wymagam, ale jeśli ktoś chce podać, to bardzo proszę. Będę miała łatwiejszy kontakt z Wami w razie wygranej.
8. Konkurs skierowany do osób posiadających adres zamieszkania w Polsce.
9. Ze zwycięzcą skontaktuję się drogą mailową, o ile zapoda do siebie namiary. W przeciwnym razie laureat proszony jest skontaktowanie się z organizatorką konkursu. W przypadku, gdy zwycięzca w ciągu 7 dni nie odpowie na wiadomość, nastąpi wybór innego wygranego.
10. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)
11. Biorąc udział w konkursie, zgadzacie się na przetwarzanie waszych danych osobowych [zgodnie z ustawą z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2002 r. Nr 101, poz. 926, z późn. zm.) wyłącznie w celu przeprowadzenia konkursu]. Przeze mnie będą one magazynowane wyłącznie do czasu wysyłki nagrody.
12. Całą politykę konkursu znajdziecie w linku: klik

sobota, 23 kwietnia 2022

Muzyczna sobota - Dobre, bo polskie 🎶

Kochani ❤

W kolejnej odsłonie cyklu: Muzyczna Sobota - Dobre, bo polskie, proponuję klip Verba ft. Mikołaj "Zakazana miłość".

Verba – polski zespół muzyczny pochodzący z Piły, którego początki sięgają 1997. Powstał z grupy Squad Centralny. Początkowo Bartłomiej Kielar i Ignacy Ereński reprezentowali różne style muzyczne takie jak house, elektro i jungle, z elementami popu. Od 2012 roku zamiast Ignacego Ereńskiego w zespole razem z Bartasem śpiewa Przemysław Malita. W 2021 roku zespół obchodził swoje 25-lecie działalności. Z

Ref ) To były piękne dni, odeszły razem z nim 
          On nie przychodzi by, już nie pamiętać nic 
          A kwiaty więdną i deszcz już nie wskrzesi ich
          mogłaś to przetrwać by , po prostu dalej żyć   

1.  Młoda dziewczyna, duże miasto, niezłe możliwości
      dużo znajomych, fajnych ludzi z całej Polski
      kiedyś myślała o zabawie, dzisiaj o przyszłości 
      poznała spoko gościa przez zbieg okoliczności
      typ rozpoczął szczerze mówiąc, że ma żonę 
      spoko dla niej,  to  znajomość tylko jest na moment 
      można spędzić czas, pogadać, wypić zimną colę
     w końcu  przecież każde pójdzie w swoją stronę
     parę spotkań i rozmowy zwykłe z życia
     gdyby miało być tak łatwo, to nie miałbym o czym pisać 
     Nie miał to być żaden romans, przecież są zasady 
     Pokazywał zdjęcia córki z rodzinnej zabawy
     czy on łamał dystans? Trudno to ocenić
  w sumie nie dał jej sygnału, że chciałby coś zmienić 
     może nie powinien nawet z nią zamienić słowa  
      żona mogła by pomyśleć, że to wszystko sprowokował 

Ref ) To były piękne dni, odeszły razem z nim 
          On nie przychodzi by, już nie pamiętać nic 
          A kwiaty więdną, i deszcz już nie wskrzesi ich
          mogłaś to przetrwać by, po prostu dalej żyć   

2. Wiesz udowodniono, że wystarczy sto dwadzieścia godzin
     by zrodziło się uczucie, które może tu zaszkodzić   
      zwykła relacja, zamieniona w słabość 
      obustronna choć chwilowa zakończona zdradą 
      on się wystraszył dobrze wie, że jest winny
      to nie fair wobec żony, córki i dziewczyny 
      wycofanie, prośba zapomnieć musimy 
      lecz ona zapatrzona, nie ma na to siły 
      wypisywała, ale on wolał zamilknąć 
       tylko napisał do niej : Zostaw mnie kretynko !
       Próbowała go oszukać, pisząc że jest w ciąży 
       ten napisał : pożałujesz jeśli mnie pogrążysz 
       później będąc w pracy zobaczył kwiaty, do bukietu przyczepiona kartka i tam skromny napis
        „Kocham Cię mimo krzywd, to dla Ciebie, połóż je na grobie
           na moim pogrzebie…”

3.  Chyba widziałem gościa miesiąc później
      był przybity i nie chodził już tak dumnie 
       w podkrążonych oczach, 
      prośba by, powtórnie przeżyć te kilka chwil 
      stał pod blokiem jak bezdomny
      myśli tak mroczne wykończały go, 
      by spojrzał znów na rękę bez obrączki 
      w życie już zwątpił, sam by się uwolnił gdyby nie to, że kwiaty nosi jej co wtorki

Ref ) To były piękne dni, odeszły razem z nim 
          On nie przychodzi by, już nie pamiętać nic 
          A kwiaty więdną, i deszcz już nie wskrzesi ich
          mogłaś to przetrwać by, po prostu dalej żyć   2x

wtorek, 19 kwietnia 2022

Święty zdrajca - Marcin Kaczmarczyk

Święty zdrajca
Kaczmarczyk Marcin
Wydawca: Nowoczesne
Rok wydania: 25 kwietnia 2022
Liczba stron: 219
Ocena: 9/10
Patronat medialny:
    Każdy z nas ma swój ulubiony gatunek literatury w zależności od indywidualnych upodobań. Osobiście najchętniej odnajduję się w różnego rodzaju romansach, powieściach obyczajowych, thrillerach oraz horrorach. Dlatego kiedy otrzymałam propozycję zrecenzowania książki z działu fantastyki oscylującej wokół tematu religii i wiary – miałam spore obawy. Niemniej jednak postanowiłam sprawdzić, czy twórczość pana Marcina Kaczmarczyka przypadnie mi do gustu. Dla niewtajemniczonych dodam, że ww. autor jest blogerem, laureatem nagrody Feniks 2020 w kategorii: Książka dla młodzieży i twórczą książek: ''Bóg ma 20 lat'', ''Charyzmatyk z Nazaretu'', ''Biblia nie gryzie'', ''Strażnicy Raju i Boża Szkoła Determinacji''. Przez większość życia był poza Kościołem, wiarą i Bogiem. Kilka lat temu wrócił i stara się żyć tym, co widzi w Dobrej Nowinie o Jezusie Chrystusie. 

    Wracając do meritum. Fabuła poraża antyutopijnym obrazem świata, dalekim od naszej wizji na temat świetlanej przyszłości. Wyobraźcie sobie koniec XXI wieku, gdzie spełniają się najgorsze scenariusze dla całej ludzkości. Zaczyna brakować wody, pogłębia się kryzys społeczny, narasta migracja społeczeństwa i dochodzi do niespotykanej eskalacji wojen i przemocy względem osób o innych poglądach. W efekcie zostaje powołany Nowy Porządek – tymczasowy europejski rząd, której organem wykonawczym zostaje Izba Lordów, zrzeszająca najważniejszych przywódców. Wojsko Izby zyskuje miano BESTII. Utworzona jednostka specjalna ma za zadanie likwidować wszelkie przejawy religijności na Ziemi. Dowództwo nad nią obejmuje Daniel Stein, wprawny w ściganiu i zabijaniu pułkownik. Tymczasem po przeciwnej stronie barykady staje jego dawny przyjaciel Jakub – przywódca ruchu oporu, który partyzanckimi metodami, zamierza zrobić wszystko, aby następne pokolenia żyły w innym, lepszym świecie. Aby żyć bez lęku i strachu, z poczuciem wolności od przymusu walki i mordowania. Czy obydwaj mężczyźni będą skłonni do najwyższego poświęcenia podczas wzajemnej siłowej konfrontacji? 

    Początkowo ciężko było mi się wczuć w tą lekturę, była dla mnie trochę za skomplikowana, ale im dalej się w nią zagłębiałam, tym bardziej rosło we mnie przekonanie, że nie warto się zawczasu zniechęcać, bo może nam przejść koło nosa coś naprawdę wartościowego. ''Święty zdrajca'' jest tego najlepszym przykładem. Ta pozornie zwyczajna opowieść skrywa w sobie nie tylko wiele prawd o świecie i o nas samych, ale też zawiera ważne przesłanie i niesie ponadczasowe wartości, które towarzyszą nam na co dzień, ale często o nich zapominamy, gdyż przysłania je szara rzeczywistość. Jestem poruszona i szczęśliwa, że trafiła w moje ręce tak wyjątkowa historia.   

    Autor bez litości obnaża najmroczniejszą stronę ludzkiej natury: chciwość, bezwzględność, zdradę, fałsz, pychę, próżność, brak hamulców w dążeniu do uzyskania władzy i chorą żądzę tych, którzy chcą podporządkować sobie wszystkich. Zarazem uzmysławia, że istnieje siła potężniejsza od zła i nienawiści – dobro, miłość, prawda i heroizm. Tylko od nas samych zależy, którą ze ścieżek będziemy podążać. Jasną czy ciemną. Czy chcemy żyć razem w harmonii i pokoju, czy postawimy na  radykalny indywidualizm. A póki co, przekonajcie się, co może nas czekać, jeśli nie opamiętamy się w swojej pazerności, arogancji i poczuciu wyższości nad innymi. 

Świat nie jest zły, to ludzie robią w nim złe rzeczy. Od nas zależy, czy uczynimy go trochę lepszym czy też trochę gorszym.

    Z zapartym tchem śledziłam zmagania głównych bohaterów. Czułam dojmujący smutek, widząc oczyma wyobraźni grupy wierzących, którzy ukrywali się w trudno dostępnych jaskiniach, żyjąc z tego, co udało im się wyprodukować na jałowej ziemi; dreszcz przerażenia podczas bestialskiego unicestwiania tzw. gniazd chrześcijan przez żołnierzy Izby Lordów oraz piekielną wściekłość wobec sprawców całego zamieszania. Doznałam również niemałego szoku związanego z wątkiem o nazwie: projekt „APOSTOŁ”. Pewnie jesteście ciekawi, o co chodzi? Otóż jednostka archeologiczna znalazła śladowe ilości kodu genetycznego pierwszego papieża, czyli Piotra Apostoła, który według przekazu biblijnego był świadkiem życia Jezusa Chrystusa i w centrum genetyki medycznej postanowiono odtworzyć go z krwi i kości.  Co z tego wynikło? Powiem krótko: ciarki gwarantowane. 

– Piotr Apostoł ma być kluczem do zakończenia partyzanckiej wojny z wierzącymi. Za pomocą kontrolowanej stymulacji mózgowej oraz prawidłowemu jej wdrożeniu możemy uzyskać od następcy Jezusa wszystko, co tylko chcemy. Powie to, co wdrożymy w jego korę mózgową. [...]Masz doprowadzić do sytuacji, w której opowie historię o Jezusie z Nazaretu, tak jak my tego chcemy. Bez cudów, bez zmartwychwstania, bez zesłania Ducha Świętego. Apostołowie sfałszowali zmartwychwstanie dla władzy i doprowadzili do powstania przeciw Rzymianom. To jedyna wersja historii, która złamie wiarę każdego chrześcijanina na tej planecie.

   Zaletą tej książki są bez wątpienia znakomicie skonstruowane i wielowymiarowe postacie. Każdemu poświęcono tyle uwagi, ile tylko się dało. Najwięcej emocji wywołuje Daniel Stein, dowódca elitarnego oddziału BESTII. To prawdziwa maszyna do zabijania. Skąd w nim tyle bezduszności? Czy zawsze taki był? To już musicie odkryć sami. Z kolei Jakub zadziwia swoją odwagą do przekraczania własnych granic. Pomimo tego, że musi się ukrywać z swoimi przekonaniami, to daje z siebie maksimum zaangażowania i rzetelności. Wspomnę jeszcze o jednym szalonym osobniku - Lordzie Dorianie, który trzyma w garści najważniejszy ośrodek badań na świecie, gdzie prowadzi niezwykłe działania naukowe mające istotny wpływ na przyszłość planety. Jego wariactwo sprawia, że włos jeży się na głowie. Nastawcie się na makabryczny spektakl niosący za sobą okrutne żniwo śmierci. 

    Mimo ciężkiego wydźwięku powieść pochłania się w niewiarygodnym tempie. Duża w tym zasługa lekkiego stylu pisania autora, okraszonego odpowiednią proporcją przekonujących i żywych dialogów, połączonych z plastycznymi, działających na wyobraźnię opisami. A co ważne, choć pełno tu odniesień religijnych, to jednak nie uświadczymy żadnych nudnych, filozoficznych wywodów, przeplatanych moralizatorskim charakterem. Generalnie nie ma się do czego przyczepić. Wszystko jest poprawne, w logicznej kolejności, bez cienia przesadyzmu. Żałuję tylko, że nie dostałam jeszcze więcej scen z udziałem ożywionego Piotra Apostoła, ponieważ z nieskrywaną ciekawością śledziłam kłębiące się w nim emocje i ''pranie mózgu'', jakie mu zafundowano. Czuję również niedosyt z powodu niedokończonej sprawy dotyczącej  pewnej kobiety, która padła ofiarą samosądu. Aż chciałoby się wiedzieć, co dalej? Nie zmienia to faktu, że całokształt oceniam niezwykle wysoko. 

    Prawdziwą wisienką na torcie, dzięki której powieść nabiera zupełnie innego wymiaru i dodatkowo mocniej chwyta za serce jest jej głęboki przekaz. Pan Marcin mądrze uświadamia, że niezależnie od tego, w co wierzymy, jaki mamy kolor skóry, jakie mamy poglądy, wszyscy jesteśmy sobie równi i każdemu należy się poszanowanie dla jego godności. Bo każdy z nas najpierw jest człowiekiem, dopiero później chrześcijaninem, ateistą, Polakiem, Niemcem czy Nigeryjczykiem. Dlatego ''Nie mówmy innym, jak mają żyć, pokażmy jak sami żyjemy. Jeśli chcemy żyć, dajmy żyć innym.'' Jakże cenna lekcja tolerancji, którą warto zakodować w swojej głowie.

Rozmawiajmy zamiast krzyczeć, chciejmy budować zamiast niszczyć, bądźmy dla siebie ludźmi. [...] Każdy z nas dostał największy dar, jaki można dostać… życie! Nie spieprzmy go innym i sobie.

     Podsumowując: ''Święty Zdrajca'' to niebanalna opowieść, którą czyta się z rosnącym napięciem, a przede wszystkim – z mieszanką różnorodnych uczuć. Książka ta skłania do zastanowienia się nad iluzorycznością otaczającego nas świata i funkcjonujących w nim zasad moralnych, ale zarazem daje iskierkę nadziei, że przy odrobinie dobrej woli, pewnych rzeczy można uniknąć. Jak dla mnie, największe odkrycie tego roku! Zdecydowanie polecam.

 


 Skusicie się? 

czwartek, 14 kwietnia 2022

Muzyczna sobota - Dobre, bo polskie 🎶

Kochani ❤

W kolejnej odsłonie cyklu: Muzyczna Sobota - Dobre, bo polskie, proponuję singiel Aleksandry Dury „W tańcu dusz”.

To utalentowana wokalistka i uczennica IV Liceum Ogólnokształcącego w Ostrowie Wielkopolskim, chórzystka Chóru Mieszanego „Con Forza” Zespołu Szkół Muzycznych im. Krzysztofa Komedy-Trzcińskiego, a także laureatka tegorocznego Stypendium Starosty Ostrowskiego. 

Myślałam, że te kroki poprowadzą mnie W tym tańcu dusz tak łatwo potknąć się I czekałam na obrót spraw tyle lat, tyle lat Aż zapomniał o mnie świat, o mnie świat, o mnie świat Znam Cię na pół, ale bez Ciebie mylę kroki A układ gwiazd nie jest już taki sam Znam Cię na pół, ale bez Ciebie tracę wzrok I cały świat, który widzę w nas Myślałam, że ta melodia poprowadzi mnie W tym tańcu dźwięków tak łatwo przesłyszeć się A te akordy puste tak, puste tak, puste tak Jakby harmonii w nich brak i między nami brak Znam Cię na pół, ale bez Ciebie mylę kroki A układ gwiazd nie jest już taki sam Znam Cię na pół, ale bez Ciebie tracę wzrok I cały świat, który w sercu mam Znam Cię na pół, ale bez Ciebie mylę kroki A układ gwiazd nie jest już taki sam Znam Cię na pół, ale bez Ciebie tracę wzrok I cały świat, który w sercu mam Czekałam na obrót spraw tyle lat, tyle lat I wierzyłam słabo tak w lepszy czas, w innych nas

Wywiad z Agnieszką Janiszewską

Bożena Osowiecka - NAGRODA

Zakochałam się w Pani cyklu "Po drugiej stronie" - uwielbiam do niego wracać, czytać go... A Pani? Woli czytać, czy pisać? Poznawać wykreowany przez innych świat, czy samodzielnie go tworzyć?

Odp. Dziękuję za opinię na temat mojej powieści. Takie słowa są ważne dla każdego autora. Natomiast jeśli chodzi o Pani pytanie – odpowiedź nie jest jednoznaczna. Lubię pisać, bo oznacza to kreowanie własnej fabuły i bohaterów, a zarazem pozwala oderwać się od otaczającej rzeczywistości – zwłaszcza, gdy powieść rozgrywa się w odległej przeszłości, a zatem w innych realiach. To naprawdę wspaniałe doświadczenie, z drugiej jednak strony spory wysiłek i ciężka, choć przynosząca wiele satysfakcji, praca. Z kolei  lektura książek napisanych przez innych autorów pozwala mi odpocząć, zresetować siły. A zatem śmiało mogę powiedzieć , że  zarówno pisanie jak i lektura dają mi wiele radości. Zawsze, odkąd pamiętam, kochałam książki, i lubiłam spędzać czas w ich towarzystwie.

Monika D

Kto jest Pani pierwszym czytelnikiem, co rozdziewicza historię? Jeżeli miałaby Pani możliwość napisania książki w duecie, to kto to by był?

Pozdrawiam serdecznie i życzę nieustającej weny twórczej.

Odp. Bardzo dziękuję za życzenia i pozdrowienia. W przypadku mojej pierwszej, debiutanckiej powieści, zanim zdecydowałam się wysłać ją do wydawnictwa, poprosiłam o opinię moją cioteczną siostrę. Rynek wydawniczy był wówczas dla mnie wielką niewiadomą, dlatego zależało mi na zdaniu kogoś, kto był (i jest) wyrobionym czytelnikiem. Prosiłam, aby zrobiła to szczerze i obiektywnie, a ona, gdy tylko zapoznała się z lekturą, zachęciła mnie, bym odważyła się wysłać powieść do przynajmniej kilku wydawnictw. Co też uczyniłam.  Ale – powtórzę- tak było jedynie w przypadku pierwszej powieści.  W przypadku każdej kolejnej przyjęłam już inna „taktykę”. Zanim wysyłałam ukończona już powieść do wydawcy, czytałam ją przynajmniej dwukrotnie, wprowadzałam poprawki itd., i dopiero potem kierowałam ją bezpośrednio do wydawnictwa. Rodzina i pozostałe bliskie mi osoby otrzymywały  ode mnie  już gotowy, wydany egzemplarz.  Co do Pani pytania, dotyczącego ewentualnego pisania w duecie, to przyznam, że nigdy nie brałam pod uwagę takiej możliwości. Wolę pracować sama, i sama decydować o fabule i bohaterach. A także o tempie mojej pracy.  

Również serdecznie Panią pozdrawiam.

Daria723

Kto jest Pani autorytetem i dlaczego?

Odp. Zawsze podziwiałam i szanowałam ludzi, którzy potrafili (i potrafią) pomimo różnych nacisków, przykrości czy nawet rzucanych pod nogi kłód, zachować własne zdanie, nawet jeśli mogło być uznane przez wielu, za niepopularne czy wręcz niepoprawne. Którzy nie obawiają się mówić i pisać co myślą, choć wiedzą, że mogą ponieść za to poważne konsekwencje, czy choćby innego tego typu nieprzyjemności. Wymaga to odwagi i nie każdego na to stać. I być może – jak uważają niektórzy – nie każdy może sobie na to pozwolić. Tym większe moje uznanie dla tych, którzy mają odwagę pozostać sobą, w każdych okolicznościach. 

Gdyby mogła się Pani przenieść w dowolne miejsce w dowolnym czasie gdzie by się Pani znalazła i dlaczego właśnie tam?

Odp. Gdyby to było możliwe, przeniosłabym się do czasów, gdy w Europie panował względny spokój. Marzę o takim spokojnym życiu, i wiem, że z pewnością nigdy by mi się ono nie znudziło. Nie potrzebuje  adrenaliny, by znaleźć sobie interesujące i inspirujące zajęcie. A zatem mogłaby to być epoka fin de siecle’u, belle epoque, i niekoniecznie w Paryżu, bo także Kraków z przełomu XIX i XX wieku miał w sobie wiele uroku. A także wiele innych miejscowości. Choć oczywiście mam świadomość, że podobnie jak dziś, tak i wówczas, nie wszyscy w różnym stopniu mogli się cieszyć życiem pozbawionym materialnych trosk a zatem bez konieczności ciężkiej, codziennej harówki. W gruncie rzeczy każda epoka miała i ma swoje blaski i cienie.

Delishya

Co się wydarzyło/zainspirowało do napisania pierwszej książki? Nie jest to pytanie o wydany utwór.

Odp. Od dzieciństwa lubiłam „wymyślać” różne historie, już w szkole podstawowej pisałam moje pierwsze „powieści”, oczywiście w zeszytach i do szuflady, a wiernymi czytelniczkami były wówczas: moja siostra, kuzynka, koleżanki. Trwało to aż do ukończenia szkoły średniej (stąd uzbierało się trochę tych rękopisów), i dopiero podczas studiów uznałam, że taka „zabawa” nie ma już sensu, że najwyższy czas zejść z obłoków i stanąć twardo na ziemi, podjąć realne życiowe wyzwania. Znaleźć pracę, założyć rodzinę - i tak też się stało. Musiało upłynąć wiele lat, zanim zdecydowałam się odgrzebać moje dawne marzenia o pisaniu. Dosłownie odgrzebać, bo pewnego wieczoru wydobyłam pudło ze starymi rękopisami i zaczęłam je przeglądać. Czytając te najstarsze, z czasów, gdy byłam jeszcze jedenasto – dwunastoletnią dziewczynką, nieźle się ubawiłam, ale i wzruszyłam, bo przypomniałam sobie tamte emocje i moje pierwsze czytelniczki. Potem jednak, gdy zaczęłam czytać ostatni, niedokończony rękopis, z czasów, gdy byłam już na pierwszym roku studiów, przyszło mi do głowy, że z tą książką mogłabym spróbować coś zrobić. Oczywiście i ona wymagała przebudowania fabuły, i dopracowania bohaterów, ale uznałam, że jest to możliwe. Nie było mi łatwo wrócić do pisania bo tak długiej przerwie, ale stopniowo coraz bardziej wdrażałam się do tej pracy. By potem spędzać na pisaniu niemal każdą wolną chwilę, co dawało mi wiele radości. Jakbym wracała do siebie samej sprzed lat. 

Czy postacie w Pani książkach są inspirowane ludźmi, których Pani zna? Czy jednak tworzy Pani fikcyjną postać w całości?

Odp. Wykreowane przeze mnie postacie są w stu procentach fikcyjne. Zawsze jednak się staram, aby moi bohaterowie – zarówno ci pierwszoplanowi jak i z dalszych planów, byli możliwie jak najbardziej wiarygodni pod względem psychologicznym, z wadami i zaletami realnie żyjących ludzi, a wobec tego niekiedy można odnaleźć tam podobieństwa do niektórych osób. Co nie zmienia faktu, że postacie z moich powieści są wyłącznie wytworami mojej wyobraźni.

Ew

Skąd u Pani wzięło się takie zamiłowanie do historii?

Odp. Myślę, że w dużej mierze to zasługa mojej nauczycielki historii w szkole podstawowej. Choć moje pierwsze doświadczenia na lekcji historii, nie zapowiadały, że przedmiot ten stanie się w przyszłości moją wielka życiową pasją. Pierwsza odpowiedź ustna w moim wykonaniu była – oględnie rzecz ujmując – daleka od doskonałości. Potem jednak coś się zmieniło – zaczęła bardziej uważać podczas zajęć, i odkryłam, że to co opowiadała pani, fascynowało mnie coraz bardziej. Po latach, już jako uczennica klasy maturalnej podjęłam decyzję, że spróbuję przystąpić do egzaminu wstępnego do Instytutu Historycznego na UW. Udało się, co jednak nie znaczyło, że studia te były usłane samymi różami - nie raz bywało, że trzeba było się więcej uczyć niż do matury, zwłaszcza pierwszy rok był trudnym wyzwaniem. Lecz myślę, że mimo wszystko było warto.

Iwona N - NAGRODA

Co u Pani trwa dłużej research czy samo napisanie książki?

Odp. Zdecydowanie więcej czasu i wysiłku pochłania samo pisanie. Research nie jest dla mnie problemem; tworząc fabułę, odwołuje się do wydarzeń historycznych, które nie są dla mnie zagadką. I – przynajmniej jak dotąd – umiejscawiam swoje powieści w tych epokach i realiach, w których stosunkowo najlepiej się czuję. 

Dostaje Pani propozycję ekranizacji jednej swojej książki. Którą Pani wybiera? I dlaczego tą?

Odp. Tu odpowiedź nie jest łatwa. Wszystkie moje powieści są mi bliskie, każdej poświeciłam wiele serca i wysiłku. I do wszystkich moich bohaterów jestem przywiązana. Gdybym jednak naprawdę musiała dokonać takiego wyboru, zdecydowałabym się chyba na „Szepty i tajemnice”. To moja pierwsza powieść, i choćby dlatego zajmuje szczególne miejsce w moim sercu. Pamiętam, jak było mi żal, gdy napisałam ostatnie zdanie. Gdy żegnałam się z moimi bohaterami. Przez te wszystkie miesiące, gdy opisywałam ich losy, miałam takie niesamowite wrażenie, jakby naprawdę byli blisko mnie. Albo jakbym ja była pośród nich. Wyobrażałam ich sobie w najdrobniejszych szczegółach, do tego stopnia, że mogłabym brać udział w castingu aktorów wcielających się w poszczególne postacie :) Ale, rzecz jasna, to tylko takie niewinne marzenia, nic poza tym.

Biblioteka Edymona

Wszystkie Pani książki są nasączone historią. Przenoszą czytelnika do czasów z przeszłości. Ciekawa jestem natomiast gdzie przeniosłaby nas Pani i jak daleko, gdyby musiała sięgnąć w przyszłość.

Odp. W moich powieściach raczej nie będę sięgać w przyszłość. Zostawiam to autorom, którzy potrafią się z takiego zadania świetnie wywiązać i cieszą się zasłużonym uznaniem. Przyszłość jest wielką niewiadomą, fascynującą zagadką i choć często zastanawiam się nad różnymi jej aspektami, to raczej nie dotyczy to literatury.

Ile w Pani pisarstwie jest marzeń z dzieciństwa?

Odp. Jak już wcześniej wspomniałam, pierwsze „powieści” tworzyłam już w piątej klasie szkoły podstawowej, oczywiście w brulionach i – rzecz jasna- do szuflady. Jak każdy miałam wtedy swoje marzenia, które potem zweryfikowało życie. Szczerze mówiąc rzadko już teraz wracam do tamtych marzeń, zdecydowanie częściej wspominam ludzi i zdarzenia. Moich dziadków, nauczycieli, wyjazdy z rodzicami, przyjaciółki, kolegów i koleżanki ze szkoły i podwórka. Niemniej niektóre odpryski z tych wspomnień, a zwłaszcza atmosfera tamtych lat znalazły odbicie w niektórych moich powieściach.

Gosia

Mogąc wcielić się w wybraną dowolnie postać literacką kogo i dlaczego by Pani wybrała?

Odp. Gdy miałam jedenaście, dwanaście lat zakochałam się w powieści „Ania z Zielonego Wzgórza” i faktycznie zapragnęłam być taka jak główna bohaterka. Ania Shirley imponowała mi pod wieloma względami, zachwyciła mnie jej bujna, bogata wyobraźnia, sposób wyrażania się, uzdolnienia. Nadal od czasu do czasu lubię zajrzeć do cyklu powieści Lucy Maud Montgomery, ale raczej do kolejnych tomów, gdy Ania już stała się osobą dorosłą – jednak od dawna nie towarzyszy mi już ta przemożna chęć by ją naśladować.  Uwielbiam czytać, niektórzy autorzy imponują mi swoim kunsztem literackim, ale szczerze powiedziawszy już od dawna nie zastanawiałam się, w którą - z niekiedy po mistrzowsku nakreślonych postaci - chciałabym się wcielić.

Gotowanie w domu, czy jedzenie na mieście? I jaka jest Pani ulubiona potrawa?

Odp. Pracuję zawodowo i prowadzę dom, a zatem na co dzień sama przygotowuję posiłki i gotuję obiady. Lecz nie ukrywam, od czasu do czasu lubię tak zwane wyjścia i jedzenie na mieście. Miło jest być obsłużonym, zjeść takie potrawy, których raczej nie umiałabym przyrządzić, w każdym razie wymagałoby to ode mnie zbyt dużo pracy i nie  miałabym na to czasu. Lubię też specyficzny „klimat” takich wyjść -  kawiarnie, pizzerie, kręcących się wokół ludzi, i w ogóle odprężająca atmosferę tych spotkań.  itp. Choć oczywiście znacznie częściej zdarza się to podczas urlopowych wyjazdów.  Gdy jestem na miejscu, swoje „wyjścia” ograniczam przeważnie do spotkań przy kawie i ciastku w cukierniach lub niewielkich kawiarenkach. 

Nie jest mi łatwo odpowiedzieć na pytanie o ulubioną potrawę. Generalnie wszystko mi smakuje. Ale ostatnimi czasy najchętniej zamawiam sałatkę Cezar ( warzywa z bardzo  małymi kawałkami kurczaka, przyprawione pysznym sosem) :)

Beata

Jak  powieścią z tłem historycznym zachęcić uczniów do nauki historii?

Odp. Myślę, że metoda jest podobna jak w przypadku wykładu lub prezentacji. Trzeba to zrobić w sposób barwny, potoczysty, nie ograniczać się do suchej faktografii, nie uciekać od spraw trudnych i kontrowersyjnych ( jakich przecież w historii nie brakuje) a podczas przywoływania konkretnych zdarzeń, starać się  wniknąć w sposób rozumowania ludzi podejmujących takie a nie inne decyzje. Bo przecież za z tych decyzji  stały jakieś przesłanki,  jakieś za i przeciw, i naprawdę trudne dylematy. O samych  zaś ludziach mówić( i pisać) tak,  jak o postaciach z krwi i kości, a nie traktować  niczym spiżowe pomniki. Opowiadać, jacy byli także w życiu prywatnym – przecież na podstawie zachowanych źródeł sporo o tych sprawach my, historycy wiemy i możemy podzielić się tą wiedzą z naszymi czytelnikami i słuchaczami. Pomiędzy typową powieścią historyczną a powieścią z tłem  historycznym jest pewna, istotna różnica. Żadna z nich nie może być naukową monografią ani przypominać  narracji z podręcznika historii.  Zarówno powieść historyczna jak i obyczajowa z historią w tle mają fabułę, akcję, i swoich bohaterów. Różnica polega na tym, że powieść z tłem historycznym najważniejsze pozostają jednak wątki zbudowane wokół fikcyjnych postaci, którym przyszło żyć w takich a nie innych realiach  politycznych i historycznych. Niemniej zdarzenia te, nawet jeśli zostają w fabule pogłębione, nie dominują nad wątkami fabularnymi. A zatem trzeba je wpleść do akcji  powieści w taki sposób, by nie przytłaczały czytelnika, lecz zarazem sprawiły, zainteresował się danym okresem historycznym.

Kim Pani jest bardziej - historykiem, czy nauczycielem?

Odp. Myślę, że więcej jest we mnie historyka. Praca nauczyciela wymaga także podejmowania trudnych decyzji personalnych, wychowawczych, oceniania, a są to niekiedy naprawdę bardzo trudne wyzwania, wobec których nie czuje się komfortowo.

Kinga Salamon

1. Również jestem nauczycielem i wiem, ile czasu poświęcam na przygotowanie się do zajęć oraz wykonanie innych obowiązków jako nauczyciel oraz wychowawca klasy. Jaki ma Pani sposób, by pogodzić ze sobą obowiązki zawodowe i pisanie książek?

Odp. Rzeczywiście, pogodzenie pracy w szkole z pisaniem i pracą nad wydaniem książki, jest sporym wyzwaniem. Mam wrażenie, że z każdym kolejnym rokiem, coraz większym. Obie doskonale wiemy, ile czasu i wysiłku pochłania wykonywanie zawodu nauczyciela, zwłaszcza jeśli powierza się mu wychowawstwo klasy. To praca, która na ogół nie kończy się wraz z końcem zajęć szkolnym, a nie można przecież zapominać o obowiązkach domowych i rodzinnych. Mimo to  staram się, aby, w miarę możliwości, każdego dnia, znaleźć choćby godzinę czy pól godziny czasu na pisanie. Nie raz bywało, że koniecznie trzeba było dokończyć jakiś ważny watek, bo w przeciwnym razie mógłby gdzieś umknąć i trudno byłoby go potem odtworzyć – oznaczało to wówczas pracę nad książką do późnych godzin nocnych.  A jednak uważam, że warto podjąć takie wyzwanie. Warto robić coś, co wymyka się codziennej rutynie, daje jakąś możliwość oderwania się od niej, i uporządkowania własnych myśli.

Czy gdyby miała Pani możliwość cofnąć się o 20 lat, to czy zmieniłaby coś Pani w swoim życiu, a jeśli tak, to co by to było?:)

Odp. Czasami sama się nad tym zastanawiałam. Być może wybrałabym inny zawód. To znaczy byłabym historykiem, ale nie podjęłabym pracy w szkole. Nie mam jednak stuprocentowej pewności, czy oznaczałoby to naprawdę lepszy wybór. Być może podjęłabym inne decyzje dotyczące spraw osobistych, ale i tu trudno przewidzieć skutki tych innych wyborów.

Żyć nadal z pasją

Jakie są plusy i minusy bycia pisarką?

Odp. Obmyślanie fabuły, kreowanie bohaterów, tworzenie konstrukcji powieści – wszystko to jest ciekawym, jedynym w swoim rodzaju doświadczeniem, daje dużo radości i satysfakcji. Pozwala oderwać się od otaczającej, nierzadko trudnej rzeczywistości. Porządkuje myśli. Z drugiej strony trzeba też pamiętać, że to spore wyzwanie i ciężka, pochłaniająca sporo czasu praca. Konieczność narzucenia sobie surowej dyscypliny, zwłaszcza wtedy, gdy pisarza obowiązują ścisłe terminy wydawnicze, a oprócz tego musi się wywiązywać także z innych życiowych obowiązków. Opowieści i wyobrażenia, że egzystencja pisarza przypomina znane nam z literatury i filmów życie bohemy, w większości przypadków nie ma nic wspólnego (lub niewiele wspólnego) z rzeczywistością.  Czasem praca nad książka posuwa się bardzo powoli, a dzieje się tak nie tylko z powodu nawału innych zajęć.  Nie raz trzeba się poważnie zastanowić nad dalszym tokiem akcji, wprowadzić duże zmiany w fabule, bywa, że zacząć cała pracę od początku. Mimo to – jak już wcześniej wspominałam – warto podjąć się tego wyzwania.

Jakie książki Pani czyta? Pozdrawiam.

Odp. Czytam monografie historyczne, niekiedy biografie, a także książki popularnonaukowe. Ale lubię także beletrystykę, powieści obyczajowe, chętnie sięgam po niektóre kryminały, thrillery polityczne. Odkąd pamiętam, był to dla mnie najprzyjemniejszy sposób spędzania czasu wolnego. Również pozdrawiam.

W imieniu Autorki dziękuję wszystkim Czytelnikom za udział w tworzeniu powyższego wywiadu. 

Ja również dziękuję Pani Agnieszce Janiszewskiej za obecność na łamach mojego bloga i za niezwykle interesujący wywiad.

Laureatom wyróżnionych pytań serdecznie gratuluję i czekam na maila wraz z podaniem swoich danych adresowych do przekazania nagrody.

Pozdrawiam Was Wszystkich Serdecznie,
Cyrysia