"Bądź osobą dającą wsparcie. Świat ma już wielu krytyków." - Dave Willis ❤

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Wywiad z Katarzyną Stachowiak.

Karolina K.
1. Czy podróżowała Pani na Daleki Wschód, a jeśli tak, to co było dla Pani najciekawsze w tych wyprawach? 


Niestety, na Daleki Wschód nie dane mi było jeszcze trafić, chociaż nie tracę nadziei, że to marzenie uda się mi kiedyś zrealizować. Chciałabym odwiedzić Indie, Chiny i Koreę Południową.

2. Jakie pamiątki z podróży Pani przywiozła? 

  Jeśli miałabym przywieźć jakieś pamiątki z podróży to na pewno byłyby to stroje charakterystyczne dla danego kraju oraz biżuteria. Wprost marzę o koreańskim hanboku i chińskim hanfu. Nie pogardziłabym też kolejnymi pięknymi sari do kolekcji.

3.  Skąd miłość akurat do Dalekiego Wschodu?

Skąd wzięła się moja miłość do Dalekiego Wschodu? Myślę, że takim impulsem był prezent jaki otrzymałam – pierwsze sari. Uległam jego urokowi i zaczęłam poważnie interesować się kulturą hinduską.

Katie -Niepoprawna Romantyczka
1. Co inspiruje panią do tworzenia?


 Trudno powiedzieć, co mnie inspiruje do tworzenia. Może to być jakaś myśl, jakieś zdarzenie, czasem strzęp zasłyszanej przypadkowo rozmowy. Właściwie wszystko, nawet mało istotne rzeczy. Potrzeba impulsu i nagle zapala się w mej głowie światełko z nowym pomysłem.

2. Czy ma Pani tak że pomysł na akcję, fabułę przychodzi Pani w każdym możliwym miejscu np. : w autobusie, na przystanku, w pracy, podczas jakiegoś spotkania?

Pomysły przychodzą mi do głowy nagle i w bardzo różnorodnych miejscach. Gdy wybieram się na zakupy, jadę tramwajem, czy nudzę się na wykładzie, w mojej głowie jednocześnie trwa proces tworzenia kolejnych losów bohaterów. Żyję niejako ich życiem, gdyż nie opuszczają mnie ani na chwilę.

Aleksandra Nightmare
1. Interesuje się Pani dalekim wschodem, czy lubi Pani również tamtejszą kuchnię?


Typowej kuchni wschodniej nie próbowałam. Na pewno nie skosztuję nigdy sushi, gdyż nie spożywam ryb. Smakuje mi za to makaron ryżowy, który często wykorzystuję w domu. Lubię również ryż z kawałkami kurczaka i warzywami – jednak są to moje własne wariacie, w znikomym stopniu mające coś wspólnego z prawdzie tradycyjną kuchnią wschodu.

2. Co Pani myśli o postępie w Chinach, który zniszczył tamtejszą kulturę?

Chiny w bardzo szybkim, wręcz błyskawicznym tempie nadrobiły wiele lat opóźnienia, co niestety odbiło się to na ich środowisku naturalnym i dziedzictwie kulturowym. Wiele cudownych miejsc uległo degradacji, bezcenne zabytki zostały zrównane z ziemią, a wszystko po to, aby móc postawić kolejny gmach biurowca lub fabrykę. Wystarczy przypomnieć chociażby Zaporę Trzech Przełomów zbudowaną na rzece Jangcy, dla powstania której zatopiono ogromne połacie lądu, niszcząc wiele zabytków historycznych i przesiedlając  prawie półtora miliona osób. Myślę, że rozwój gospodarczy Chin ma dwie strony. Jedna z nich to ta pozytywna – bogacenie społeczeństwa, poprawa warunków życia; druga negatywna – strata dziedzictwa narodowego, degradacja środowiska. Nie ma nic za darmo. Można coś zyskać, ale coś innego trzeba stracić. „Nie ważne czy kot jest czarny czy biały, ważne aby łowił myszy” – jak powiedział kiedyś Deng Xiaoping. To był ich wybór – my możemy się z nim nie zgadzać, może się nam nie podobać, ale za dużo nie mamy w tej sprawie do powiedzenia. W każdym razie w krótkim, czasie  stali się potęgą gospodarczą.

3. Co Pani myśli o tym, że tam na wschodzie, gdy urodzi się dziewczynka traktowana jest jako zły omen lub w najgorszym przypadku zostaje porzucona przez rodziców?

 Niestety takie traktowanie dziewczynek jest dziedzictwem kulturowym narodów Wschodu. Myślę, że potrzeba naprawdę wielu lat, aby zaczęła się zmieniać mentalność ludzi.  Oczywiście nie aprobuję takiego nastawienia, które od chwili narodzin (a nawet jeszcze wcześniej) skazuje dziewczynki na czasem bardzo okrutny los. Sama mam dwie córki i nie wyobrażam sobie, abym kochała je mniej niż synów (których nie mam), czy żebym żałowała, że je urodziłam. Jednak ja wychowana jestem w kulturze Zachodu. Świat Wschodu rządzi się swoimi prawami.  Myślę, że przede wszystkim potrzebna jest dobra wola samych mieszkańców Wschodu i uświadomienie im znaczenia problemu. Można zauważyć, że np. filmy Bollywood, zaczynają przemycać w swojej fabule przesłanki podkreślające, że dziewczynki nie są czymś gorszym, że można cieszyć się z ich narodzin (wystarczy przypomnieć chociażby baśniowy „Paheli”).  Powstają też ruchy mające na celu ochronę kobiet i nienarodzonych dziewczynek. Prawo również się zmienia, chociaż niestety na razie nie jest jeszcze w pełni przestrzegane, a rządni pieniędzy lekarze zawsze są chętni do „pomocy” rodzicom spodziewającym się narodzin córki. Potrzeba lat, ale zmiany na pewno nastąpią.

Dominika Kowalska
1. "Zbiór rękopisów składający się z kilkudziesięciu zeszytów nadal czeka na przepisanie."- co możemy odnaleźć w tych rękopisach i czy któraś z tych historii była inspiracją do napisania książki? 


W tych pożółkłych zeszytach znaleźć można moje najwcześniejsze powieści. Przeróżne tematycznie. Wśród nich jest saga rodzinna opowiadająca historię rodziny brytyjskich przedsiębiorców (pełna intryg, trudnych miłości – między innym miłość do księdza, miłość do Muzułmanina). Tej powieści poświęciłam kilka lat i pisałam ją wszędzie nawet w autokarze jadącym do Paryża. Kolejną historią jest opowieść obyczajowa o miłości nastolatki do chłopaka swojej najlepszej przyjaciółki. Szukając dalej znalazłoby się też  dwie powieści fantasy – jedną o podróży w czasie z wojną atomową w tle, a drugi o dziewczynie, która trafiła do Krainy Szczęścia, aby stanąć do walki z władcą Krainy Smutku. Żadnej z tych historii  nie wykorzystałam przy przypisaniu najnowszych powieści. Jedynie tę ostatnią zaczęłam modyfikować i być może powstanie z niej całkiem nowa książka (ale to jeszcze nic pewnego).

2. Dlaczego daleki wschód, co w nim takiego fascynującego? 

Daleki Wschód intryguje mnie ze względu na swoją tajemniczość. Przez setki, tysiące lat, pozostawał poza naszymi możliwościami poznawczymi. Chiny, Korea i Japonia były państwami zamkniętymi dla ludzi z Zachodu i na nasze ziemie docierały jedynie baśniowe opowieści o cudach tam istniejących.  Historia i kultura Wschodu mają w sobie nutkę magii.

3. Co daje Pani tworzenie książek?

Piszę, bo lubię, bo to daje mi pewien komfort psychiczny. Z szarej Łodzi przenoszę się daleko, daleko, tam gdzie nie sięga ludzki wzrok. Tworzę własny świat, tak odmienny od tego, co mnie otacza.

Jola
1. Jak to się stało, że akurat romans paranormalny stał się pani wyzwaniem jako pisarki ?


Właściwie to był przypadek. Pisałam wcześniej dużo innych powieści, których nigdy nie zdecydowałam się na opublikowanie. To moja córka poprosiła mnie o napisanie konkretnej powieści („W kolorze krwi. Wieczna miłość”). Basia sprecyzowała o czym ma być, więc nie miałam zbyt dużego pola manewru, jednak gdy zaczęłam pisać, dałam się ponieść (stąd powstanie czterech tomów). Poza tym dobrze poczułam się w tym gatunku, bo mogłam puścić wodze fantazji na maksa, co widoczne jest w kolejnych częściach. Niemniej na pewno nie ograniczę się tylko do tego jednego gatunku. W chwili obecnej mam rozpoczęte kilka projektów, wśród których jest współczesna historia obyczajowa, gdzie ważnym elementem są wydarzenia z 11 września 2001 roku. Mam również w przygotowaniu zbiór opowiadań, które zaliczyłabym nawet do nurtu psychologicznego, gdyż  w każdym z nich narrator (a są to różne osoby) prowadzi monolog z kimś, kto znaczył bardzo wiele w jego życiu. W tym zbiorze chciałam przedstawić miłość od tej drugiej strony – jako uczucie stające się przyczyną tragedii, stawiające przed trudnymi wyborami, ulokowane niewłaściwie, źle pojmowane, niedostępne. Jedno z tych opowiadań zatytułowane „Matka” zgłosiłam do konkursu literackiego organizowanego przez „Chomikuj” – tam jest dostępny do pobrania w wersji PDF.

2. Który pisarz jest tym "wzorcem" dla pani twórczości.

Chyba nie mam jakiegoś wzoru, na którym bym się koncentrowała. Lubię twórczość wielu autorów. Na bezludną wyspę zabrałabym ze sobą na pewno cienką książeczkę autorstwa Byrona a zatytułowaną „Giaur”. Pisana wierszem, ale przemawia bardzo do mej wyobraźni. Czytałam ją dziesiątki razy i przeczytam jeszcze drugie tyle. Kolejną pozycją, którą na pewno wzięłabym ze sobą jest powieść Manna „Czarodziejska góra” . Poza tym lubię Lucy Maud Montgomery za jej serię o Ani z Zielonego Wzgórza (pierwszy tom po prostu kocham, kolejne wywołują we mnie pewną nostalgię).

3. Następna powieść-pisze się, jest w planach-podobne klimaty czy całkiem inne wyzwanie?

Kolejną powieścią, którą napiszę (mam taką nadzieję, ale trudno przewidzieć, co przyniesie los) będzie kontynuacja „Magii ukrytej w kamieniu” zatytułowana „Las Potępionych”. Mam także napisaną w ¾ powieść „Pomiędzy piekłem a niebem”, którą jakiś czas temu publikowałam na blogu. Dokończę ją jednak dopiero po „Magii…”. W dalszej kolejności czeka wspomniana wcześniej powieść „Chwile życia”, w której ważnym punktem są wydarzenia z 2001 roku. W międzyczasie kończę również zbiór opowiadań „Oblicza miłości” – myślę, że będą gotowe pod koniec września.

 martucha180
1. Skąd u Pani zamiłowanie akurat do strojów hinduskich? Co Pani robi z sari? Czy one tylko wiszą w szafie?


Stroje hinduskie urzekają mnie swoimi barwami. Są zwiewne, szalenie kobiece, powabne. Sari trzymam schowane w szafie – czasem zakładam je po domu. Nie odważyłabym się jednak wyjść w nich na ulicę, mimo iż je uwielbiam. Społeczeństwo polskie nie jest zbyt tolerancyjne.  Kiedyś często nosiłam salwar kameez (tunika, szerokie spodnie i dupatta czyli szal). Czułam się w nich wyjątkowo, a co więcej na upały były niesamowicie wygodne i przewiewne. Niestety wzbudzałam sensację. Dlatego też obecnie, wychodząc z domu, rzadko zakładam hinduskie stroje. Oczywiście, jak już wspomniałam w jednym z wcześniejszych pytań, bardzo chciałabym mieć koreańskie hanboku i chińskie hanfu. Mam jedną chińską sukienkę tzw. qipao i bardzo ją lubię. Miałam na sobie nawet podczas chrztu najmłodszej córki :-)

2. Daleki Wschód dla Polaka jest bardzo egzotyczny. Który kraj z Dalekiego Wschodu najbardziej Panią fascynuje i dlaczego?

Od dawna fascynują mnie Indie, a w trakcie studiów zapałałam miłością do Chin (chociaż miałam chwile zwątpienia podczas nauki tego języka – znaczki chińskie są niezwykle skomplikowane, a do tego dochodzi wymowa tonowa, nigdy nie potrafię wyłapać który to ton). Ostatnio dzięki filmom koreańskim zainteresowałam się również tym krajem.  Trudno mi dokonać wyboru – jestem rozdarta pomiędzy  trzema. Ze względu na historię na pewno prym wiodą Chiny, ze względu na kulturę i bogactwo obrzędów Indie. Korea fascynuje mnie swoją zagmatwaną historią XX wieku, rozbiciem, podziałem i tym jak jeden naród stał się niejako dwoma, wrogimi sobie.

3. Pisała Pani odkąd poznała literki, zawsze i wszędzie. Jak w takim razie nauczyciele poloniści oceniali Pani wypracowania? Co chwalili, co krytykowali, a nad czym kazali popracować?

W szkole podstawowej miałam szczęście przez rok (dokładnie w klasie 6) mieć polonistkę, która dostrzegła we mnie to coś. Lekcje z nią to była przyjemność. Niestety odeszła do innej szkoły, a jej miejsce zajęła okropna baba :-) Przepraszam, że tak mówię, ale ta pani miała swoich ulubieńców i wszyscy inni, byli jej po prostu zawadą na lekcjach. Teraz wydaje się mi to prawie nieprawdopodobne, ale w 8 klasie o mało przez nią nie zdałam. Krytykowała każde moje wypracowanie, skutecznie obrzydzała lekcje polskiego. Jakoś jednak przetrwałam ten ciężki okres, a w liceum zaczęła się inna bajka. Tu dane mi było poznać wspaniałą nauczycielkę panią Królikowską, która wpłynęła na całe moje dalsze życie. Jej pierwszej pokazałam moje wiersze. Doceniła, doradziła. Na nowo pokochałam język polski i mogłam rozwinąć skrzydła. Nie miałam problemów z tym przedmiotem (moim jedynym słabym punktem są przecinki, które zazwyczaj pojawiają się nie tam gdzie powinny) – jako jedyna otrzymałam 6 na maturze (byłam pierwszym rocznikiem, który na maturze miał sześciostopniową skalę ocen). Zarówno w liceum jak i na studiach zawsze chwalono mój styl pisania ponoć bardzo plastyczny.

Ew
1. Jak zaczęła się Pani przygoda z pisaniem i kiedy postanowiła przenieść Pani swoje "wypociny" na bloga?


Moja przygoda zaczęła się od poznania literek :-) Jakoś tak pod koniec pierwszej klasy napisałam króciutką bajkę. Bardzo lubiłam wiersze więc sama napisałam ich sporo. Chyba właśnie w klasie 6 zaczęłam pisać pierwsze poważne opowiadanie. Pisałam przez całe liceum, ale nic z tego nigdy nie opublikowałam. Czas studiów to przeważnie poezja. Po długiej przerwie, właśnie na prośbę starszej córki Basi, zabrałam się za pisanie kolejnej, jak mi się wydawało, krótkiej opowieści. Jakoś tak przypadkiem trafiłam wtedy na blogi i zaczęłam zastanawiać się, czy może nie opublikować czegoś, aby poznać opinie innych. Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Założyłam bloga na Onecie i zaczęłam zamieszczać w odcinkach tekst „Ku wieczności”, obecnie znany jako  „W kolorze krwi”.

2. Skąd wziął się pomysł, aby pisać o "krwiopijcach"? Czy pomysł na wampira narodził się pod wpływem panującej aktualnie mody?

Pomysł został narzucony przez córkę. Zapytała, czy potrafiłabym napisać taką historię. Lubię wyzwanie, więc zgodziłam się spróbować. Ponieważ jednak uznałam, że nie chcę powielać tego, co już było i jest w przesycie, postanowiłam umiejscowić akcję powieści w XIX wieku. Basia miała kilka sugestii, kilkakrotnie musiałam zmieniać akcję, bo nie przypadła jej do gustu, ale wreszcie powstało coś, co zostało przez nią zaaprobowane. Gdy popłakała się przy zakończeniu, poczułam, że chyba się mi udało. To miał być definitywny koniec, ale pod wpływem głosów Czytelników bloga, zdecydowałam się na kontynuację i nie żałuję, bo pierwsza część nie jest może zbyt dobra i niektórzy zarzucają jej podobieństwo do „Zmierzchu”, ale w kolejnych trzech chyba nikt nie dopatrzy się żadnych podobieństw, a co więcej, przynajmniej w moim odczuciu, historia ewaluowała i wreszcie nabrała prawdziwego koloru krwi.

3. Dlaczego Elisabeth i XIX Anglia?

XIX wiek (zwłaszcza lata 50 i 60) był bardzo barwny i nieodłącznie kojarzy się mi z powieścią „Przeminęło z wiatrem”. Uwielbiam takie klimaty, dlatego moi bohaterowie wprost z wiktoriańskiej Anglii przenieśli się do Ameryki. Elizabeth – to imię podobało się mi od dawna i dlatego postanowiłam wykorzystać je w powieści. Brzmi dźwięcznie i pasuje do bohaterki, a poza tym jakoś tak od razu kojarzy się mi z angielską arystokratką.

prosperiusz
1. Czy lubi Pani twórczość Anne Rice?


Może to głupio zabrzmi, ale na razie nie czytałam żadnej książki tej autorki. Na pewno jednak nadrobię te braki.

 Kratka
1. Polscy pisarze nie zbyt optymistycznie są nastawieni do gatunku paranormal romance. jak pani myśli, dlaczego?


Myślę, że Polacy wolą pisać o poważnych rzeczach, pragnąc stać się twórcami wielkiej literatury. Lepiej być drugim Sienkiewiczem, Prusem, czy nawet Nałkowską niż zajmować się czymś, co nie przynosi chluby. Wydaje się mi, że paranormal romance nie jest czymś co nobilituje i stanowi jakby margines literatury. Jego twórcy są traktowani trochę po macoszemu, a ich prace, chociaż zyskują grono czytelników, często trafiają pod krytykę „znawców”, którzy nie pozostawiają na nich przysłowiowej „suchej nitki”.

2. Czy czyta pani powieści dla nastolatek? Jeśli tak, czy dzięki temu wiąże się to z jakimiś wspomnieniami z tego niezwykłego okresu pani życia?

Świetne pytanie :-) Uwielbiam powieści dla nastolatków. Czasem wydaje się mi, że nigdy nie przekroczyłam magicznej bariery 18 lat. Niby dorosłam, powinnam być poważną matroną zajętą domem, pracą i dziećmi, ale ja czuję inaczej. Ze starszą córką jesteśmy przyjaciółkami, wspólnie robimy wiele rzeczy i naprawdę świetnie się bawimy. Nie dalej jak w zeszłym miesiącu przypomniała sobie doskonałe powieści na lato kierowane do młodego czytelnika „Podróż za jeden uśmiech” (śmieję się za każdym razem, gdy ją czytam), oraz „Mama, Kaśka, ja i gangsterzy”. Wspomnienia z dzieciństwa i młodości są we mnie ciągle żywe, kojarzą się z delikatnym dotykiem słońca na twarzy i moją babcią. Wakacje z książką, poznawanie niezwykłego świata, zapominanie o otaczającej nas rzeczywistości. Och tak, te chwile żyją we mnie wiecznie.

3. Czy podczas pisania swoich książek wyobrażała sobie pani, że jest główną bohaterką i to pani przeżywa te wszystkie niesamowite przygody?

Nie. Nie mam czegoś takiego, że wyobrażam sobie, iż jestem główną bohaterką moich powieści. Bohaterowie ci istnieją w mojej wyobraźni, ale są osobnymi bytami. Towarzyszą mi cały czas, mają swoje przygody, które ja dowolnie mogę tworzyć, modyfikować, jednak nie są mną. Żyję ich życiem, pasjonuję się nim, ale nie jestem jedną z nich.

Marzena Strawa
1. Skąd u Pani wzięło się zainteresowanie światem magii, wampirów, skoro pisze Pani o swojej fascynacji Dalekim Wschodem. Czy to właśnie Daleki Wschód pobudza Pani wyobraźnię czy może jest to związane zupełnie z czym innym ? Może są to dwie niezależne fascynacje ?



Świat magii interesował mnie na długo przed Dalekim Wschodem. Moje pierwsze studia (etnologia) pozwoliły mi na zapoznanie się z wierzeniami ludowymi, obrzędami. Lubię ten magiczny, tajemniczy aspekt życia, który pozostaje dla nas ukryty, ale zagłębiając się w niego można odkryć wiele fascynujących szczegółów. Właśnie analizując wierzenia ludów świata odkryłam sens życia i uwierzyłam w reinkarnację. Dzięki temu mam swoją własną filozofię, którą można odnaleźć w moich powieściach. Daleki Wschód znajduje ważne miejsce w moim sercu i jego echa można również odszukać w mojej twórczości (reinkarnacja, pochodzenie głównej bohaterki „Dziedzictwa przodków” – matka Hinduska, przesłania mówiące o tym, że wszystko jest częścią składową większej całości, wiara w przeznaczenie itp.). Myślę, że te dwie fascynacje, chociaż są od siebie niezależne, jednak bardzo ściśle ze sobą współgrają i uzupełniają się nawzajem. Bez fascynacji Dalekim Wschodem nie potrafiłabym tak połączyć ze sobą wszystkich elementów.

2. Czy chciałaby Pani po kolejnym przeczytaniu swojej książki coś w którejś zmienić, ulepszyć, dodać, opuścić ? A może nie wraca Pani już do swoich książek i uważa je za rozdział zamknięty w swoim życiu.

Zawsze, gdy ponownie czytam swoją powieść (lub tylko ją przeglądam), widzę mnóstwo rzeczy do poprawy i zmiany. Często mam wrażenie, że powinnam to inaczej poprowadzić, może nawet zmodyfikować fabułę. Nie potrafię się z nimi tak na dobre rozstać, gdyż są częścią mnie. Na pewno jeszcze wielokrotnie zerknę na którąś z nich i stwierdzę „o mogłam to napisać inaczej” :-)

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


Dziękuję wszystkim za udział w zabawie i pytania. Mam nadzieję, że udało się mi na nie odpowiedzieć w sposób satysfakcjonujący. Pakiety ebooków z powieścią „W kolorze krwi” oraz ,,Magia ukryta w kamieniu'' wędrują do autorów najciekawszych (moim zdaniem) pytań:

Karolina K.
Aleksandra Nightmare
Dominika Kowalska
martucha180
Kratka


Poza tym pozostałym uczestnikom zabawy, którzy zadali mi pytania, chciałabym podarować po egzemplarzu ebooka (w pliku PDF) „Magia ukryta w kamieniu”.

Pozdrawiam serdecznie i mam nadzieję, że spotkamy się jeszcze.

Katarzyna Stachowiak.

sobota, 17 sierpnia 2013

Odnaleźć siebie.


Jezioro szczęścia
Lisa Wingate 

 
tłumaczenie: Katarzyna Karpińska
tytuł oryginału: Larkspur Cove
wydawnictwo: Replika
data wydania: 6 sierpień 2013 
liczba stron: 372
ocena: 5/6







    Lisa Wingate, wielokrotnie nagradzana dziennikarka, felietonistka, popularny mówca motywujący, jest zarazem autorką ponad dwudziestu bestsellerowych książek. Jej twórczość literacka wpisuje się w nurt prozy chrześcijańskiej i działa terapeutycznie mając za zadanie pokazać czytelnikom, że mimo przeciwności losu zawsze warto walczyć o swój pomyślny los. ,,Jezioro szczęścia’’ to pierwsza powieść pisarki na polskim rynku wydawniczym, która jednocześnie rozpoczyna słynną serię o miasteczku Moses Lake w Teksasie.

Trzydziestoośmioletnia Andrea Henderson ma za sobą bardzo trudny rok. Niedawno rozwiodła się z mężem i teraz samotnie wychowuje nastoletniego syna Dustina. Dzięki pomocy swoich rodziców przeprowadza się do ich domku nad jeziorem położonym w małym miasteczku Moses Lake. Znajduje tam również pracę, jako doradca na kontrakcie dla Departamentu do spraw Rodziny i Ochrony Praw Dziecka. Pomału aklimatyzuje się w nowym miejscu w przeciwieństwie do swojego syna, który bardzo tęskni za ojcem. Pewnego dnia chłopak wpada w poważne tarapaty i ląduje na ,,dywaniku’’ u  Marta McClendona, leśnego strażnika. Stróż prawa informuje Andreę, że Dustin za swój wybryk musi przyjąć mandat i iść do sądu dla nieletnich, bądź zapisać się na kurs z bezpieczeństwa na wodzie. To jeszcze nie koniec kłopotów. Wspólne drogi Marta i pani Henderson ponownie się splatają podczas rozwiązywania tajemniczej sprawy związanej z małą dziewczynką, która od jakiegoś czasu przebywa pod opieką Lena, miejscowego odludka. Jak dalej potoczą się losy tych dwojga. Czy połączy ich tylko praca, czy może coś więcej? I kim tak naprawdę jest podopieczna okolicznego dziwaka?

Jestem pod ogromnym wrażeniem tej książki. Początkowo byłam przekonana, że czeka mnie typowy, zwyczajny romans, jakich wiele. Na szczęście moje przypuszczenia okazały się mylne, ponieważ tutaj nadrzędną wartością jest istota wiary oraz dobro drugiego człowieka. Moses Lake i jego mieszkańcy są niczym ciepłe gniazdko, w którym można odnaleźć upragnione poczucie bezpieczeństwa. Podobnie było w przypadku główniej bohaterki. Wcześniejsze tragiczne wydarzenia z przeszłości sprawiły, że kobieta przestała ufać Bogu. Niemal identyczna sytuacja miała miejsce w przypadku Marta, również naznaczonego dramatycznym jarzmem przeszłości. Bardzo mi się podobała swoista chemia panująca między nimi. Ten zawiązek płynął swoim własnym naturalnym, swobodnym rytmem bez zbędnych erotycznych uniesień. Dla ich najważniejsze było dobro pewnej małej dziewczynki, z którą los obszedł się niezbyt łaskawie. Moses Lake to miasteczko pełne ludzi ciepłych, prostolinijnych i serdecznych. Każdy każdemu próbuje pomóc nie oczekując niczego w zamian, jak w przypadku Lena. Staruszek nie posiadał odpowiednich warunków mieszkalnych, dlatego nie mógł stworzyć prawdziwego domu dla swojej nowo przybyłej podopiecznej, ale na szczęście miał wokół życzliwe osoby, które wyciągnęły do niego pomocną dłoń.

,,Jezioro szczęścia’’ to niezwykle wciągająca historia, która na długi czas zapada w pamięć. Lekki, klarowny styl oraz miarowa spokojna akcja sprawiają, że bez zbędnego pośpiechu możemy delektować się treścią tej książki. Nie zabraknie tutaj również elementu zaskoczenia okraszonego nutką grozy i sensacji. Natomiast bohaterowie urzekają naturalnością zachowań. Są jakby żywcem wyjęci z realnego świata. Reasumując, całość stanowi kawał dobrej literatury kobiecej, obok której nie sposób przejść obojętnie.

Lubisz pełne nadziei, wiary i miłości historie? Polecam, zatem najnowszą powieść Lisy Wingate, gdzie niemal z każdej strony bije iście magiczna aura, niepowtarzalny klimat i swoista energia. W Moses Lake jest coś takiego, co zmienia ludzi. Każdy, kto chociaż raz tutaj zajrzy od razu poczuje, że znalazł się we właściwym miejscu. Przekonaj się o tym osobiście. Polecam.

***
Wydawnictwo Replika.


Wyniki konkursu z ,,Bezdomną'' Katarzyny Michalak.


Nadszedł decydujący moment, aby ogłosić wyniki konkursu z książką ,,Bezdomna''.

Należało stworzyć krótki zarys fabuły kolejnej, wyimaginowanej powieści Kasi Michalak. Tematyka i gatunek dowolny. Liczyła się tylko wasza kreatywność i inwencja twórcza.

Wybór był szalenie trudny, ale ostatecznie nagroda wędruje do:

Meg Sosenka
Anna pochodzi z poważanej i bogatej rodziny. Rodzice od zawsze starali się kontrolować wszystkie jej decyzje i kierować jej dalszym losem. Wybrali jej nawet kierunek studiów, medycynę. Dziewczyna wyjeżdża do Wrocławia. Tam poznaje Michała i zakochuje się w nim od pierwszego wejrzenia. Michał pracuje jako kucharz w malutkiej knajpce i jest sporo starszy od dziewczyny. Postanawiają zostać parą, co budzi sprzeciw rodziców Anny. Mimo to młoda kobieta po raz pierwszy postanawia wziąć los w swoje ręce i nie rezygnować z wielkiej miłości, efektem czego jest zerwanie kontaktu z rodziną.
Mija 5 lat. Anna i Michał są szczęśliwymi rodzicami dwuletniej Basi. Jednak ich szczęście burzy poważny wypadek Anny. Kobieta zapada w śpiączkę.
Zrozpaczony Michał wpada w krótką depresję, a w międzyczasie rodzice Anny postanawiają postarać się o tymczasowe prawo opieki nad Basią, co z resztą im się udaje. Wkrótce Michał rozpoczyna walkę o swoje dziecko, jednak nie jest to łatwe, gdyż rodzice Anny mają sporo asów w kieszeni, a w dodatku jego związek z ukochaną nie jest sformalizowany. Mężczyzna przedstawiony jest przed sądem jako osoba niezdolna do opieki nad dzieckiem.

 Max i Artur są braćmi, ale poza więzami krwi niewiele ich łączy. Pierwszy jest szalenie przystojny, pewny siebie, odważny, ambitny i towarzyski. Artur jest nieśmiały, melancholijny, wrażliwy, o przeciętnej urodzie, ale dużej inteligencji. Niespodziewanie w ich życie wkracza piękna Luiza - dziewczyna "znikąd", o tajemniczym uśmiechu, bystrym spojrzeniu, niewiele o sobie opowiada, ale potrafi szybko zyskać sympatię. Zostaje zaakceptowana i włączona do grona mieszkańców Akacjowej Alei.
Max rozpoczyna umizgi do dziewczyny. Nie robi to na niej większego wrażenia. Bardziej intryguje ją stojący na uboczu Artur. Bez pośpiechu, naturalnie i nienachalnie zbliżają się do siebie, a po dwóch latach biorą ślub. Max nie może się z tym pogodzić. Między braćmi niejednokrotnie dochodzi do zwad, nie tylko słownych, ale i rękoczynów. Mężczyzna zawsze jest w pobliżu tylko czekając na okazję, by zaciągnąć Luizę do łózka. W końcu udaje mu się, po poważnej kłótni małżonków, kobieta ulega mu. Za ten błąd będzie musiała płacić do końca życia. Po jakimś czasie okazuje się bowiem, że Luiza jest w ciąży. Wie, że jest to owoc tamtej nocy z Maxem, ale milczy...przecież nikt się nie dowie, nie domyśli. Rodzi syna.
Kłamstwo ma jednak krótkie nogi.
Luiza ma bowiem mroczną przeszłość. Udało jej się uciec od mafijnych powiązań, prostytucji i szemranych interesów. Ale prześladowcy nie ustaną póki jej nie znajdą i nie zlikwidują. Pojawiają się, kiedy kobieta sądzi, że nic jej nie grozi, kiedy ustatkowała swoje życie i ma dziecko.
Czy Arturowi uda się obronić rodzinę? Co zrobi gdy dowie się o zdradzie i jej skutkach? Czy Luiza znów zostanie sama? Czy ucieknie od przeszłości?

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Osobiście bardzo mi się podobają obie historie i mam nadzieję, że kiedyś, ktoś na ich podstawie napiszę książkę. Tymczasem- gorąco gratuluje!!!

Pozdrawiam.

Cyrysia.

czwartek, 15 sierpnia 2013

Tajemniczy dar.


Odwrócony Mag
Aleksandra Szałek

Wydawca: Novae Res
Liczba stron: 238
Ocena: 4+/6










    Julie Ellis wraz z młodszą siostrą i rodzicami mieszka w małej miejscowości na północy Stanów Zjednoczonych. Wychowana w gronie artystów (mama pianistka, ojciec malarz) sama również pokochała sztukę i zaczęła tańczyć w balecie. Teraz wjeżdża na studia do Nowego Jorku, aby móc szlifować swoje taneczne umiejętności w prestiżowej szkole baletowej. Pewnego dnia podczas drogi powrotnej z koncertu Julie poznaje Patricka Varnera, tajemniczego, przystojnego i nieco aroganckiego gwiazdora filmowego. Oboje umawiają się nazajutrz na spotkanie, lecz niestety mężczyzna nie pojawia się w umówionym miejscu. Rozczarowana studentka próbuje zapomnieć o tym niemiłym epizodzie. Tymczasem wokół niej zaczynają dziać się niewytłumaczalne zjawiska. Zszokowana odkrywa, że potrafi przywracać ludziom życie. To jednak nie koniec zaskakujących wydarzeń. Wszędzie tam, gdzie zdarzają się wypadki dziwnym trafem pojawia się także Patrick. Kim tak naprawdę jest Julie i jej nowo poznany adorator?

Nie spodziewałam się po tej książce niczego nadzwyczajnego, wręcz przeciwnie. Byłam przekonana, że to kolejna, typowa kobieca opowiastka, jakich wiele, lecz autorka wykorzystała tutaj motyw istot nadprzyrodzonych, co sprawiło, że konwencja tej historii nabrała różnorodnych barw. Pierwszoosobowa narracja prowadzona jest z perspektywy Julie oraz Patricka, dzięki czemu możemy poznać ich myśli, uczucia oraz punkt widzenia na daną sytuacje. Przekaz jest prosty, konkretny i klarowny, zaś akcja dynamiczna, momentami zaskakująca. Z zapartym tchem śledziłam zawiłe losy Julie i jej bliskich znajomych. Aleksandra Szałek udowodniła, że ma wybujałą wyobraźnie i umie z niej korzystać. Wprawdzie było kilka zbyt pobieżnych wydarzeń i niewyjaśnionych kwestii m.in. nie znalazłam przyczyny  migrenowych bólów głowy u Julie oraz nie uzyskałam odpowiedzi, dlaczego rodzice Ellis nie byli świadomi jej ,,daru’’. Żałuje również, że magiczne zdolności głównych bohaterów nie zostały wykorzystane na znacznie szerszą skalę, ponieważ ten wątek był szalenie emocjonujący i zarazem przerażający. Także zakończenie pozostawiło we mnie ogromny niedosyt i poczułam się niczym mała dziewczynka, której zabrano dopiero, co ofiarowanego lizaka. Moim zdaniem pani Szałek trochę za szybko i pochopnie zakończyła intrygujące perypetie nietypowej studentki, dlatego skrycie liczę na to, że może ukaże się kiedyś jej ciąg dalszy.

,,Odwrócony Mag’’ to powieść, która pokazuje wielką moc dobra, zła i jego znaczenie w otaczającym świecie. Dzięki niej zrozumiesz, że ,,gdyby nie było cierpienia, nie byłoby szczęścia. Gdyby nie było choroby, nie byłoby zdrowia, gdyby nie było śmierci, nikt nie doceniałby życia. Gdyby nie było wrogów, nie istniałoby pojęcie przyjaciel. Wszystkie wartości, wszystkie najbardziej doceniane przez ludzi zjawiska są tylko i wyłącznie dlatego, że jest ta druga strona’’. Zapraszam do czytania.

***
Wydawnictwo Novae Res.


środa, 14 sierpnia 2013

Wywiad z Moniką Oleksą.

Dominika Kowalska
1. W obu książkach widnieje słowo "miłość". Jakby Pani zdefiniowała właśnie to z pozoru puste i zwykłe słowo, ale równocześnie słowo, które dla większości ludzi jest najważniejsze na świecie?


Nie ma piękniejszej i doskonalszej definicji miłości niż ta, opisana słowami Św. Pawła w Pierwszym Liście do Koryntian. Miłość. Jej łagodne ciepłe oczy patrzą na mnie tak, że wiem, jak bardzo jestem dla niej ważna. Czuję jej milczącą obecność przy sobie przez cały czas. Jest cierpliwa i nie lubi się spieszyć. Potrzebuje czasu, aby każdego człowieka lepiej poznać. Przygląda się każdemu z osobna i uczy go na pamięć. Nie zazdrości, tylko wspiera pomimo wszystko. Jest łaskawa i obdarowuje człowieka tak, że niczego więcej już nie potrzebuje.

2. Czy zdarzyła się Pani sytuacja, kiedy w Pani głowie było tysiące pomysłów, ale kiedy przyszło je spisać zawiało pustką?

W mojej głowie codziennie jest tysiące myśli i wiele pomysłów na nowe książki. Nie ma pustki, bo każdy temat, zanim zacznę o nim pisać, dojrzewa we mnie i ma swój czas. Moi bohaterowie ustawiają się grzecznie w kolejce i rozumieją, że któryś z nich musi poczekać, bo inny w tym momencie jest ważniejszy.

3. Jakby Pani zareklamowała swoje książki i zachęciła czytelnika by po nie sięgnął?
Myślę, że najlepszą reklamą są recenzje tych, którzy już moje książki przeczytali. Moja reklama byłaby nieobiektywna. To, że ludzie przekazują moją książkę dalej i dzielą się nią z tymi, którzy są dla nich ważni – to najlepsza zachęta, aby po książkę sięgnąć.   

Kulturalna
1.Świat jak długi i szeroki oferuje nam szeroką gamę zawodów, zapytam więc dlaczego pisarstwo ?


Czym jest zawód? Myślę, że najpierw trzeba sobie odpowiedzieć na to pytanie. Dla mnie zawód to wykonywane codziennie zajęcie, które zapewni utrzymanie mnie i mojej rodzinie.  Pisarstwo, niestety, przynajmniej w Polsce, rzadko daje takie możliwości. Gdybym miała z tego nakarmić moje dzieci, już dawno pomarlibyśmy z głodu, taka jest smutna prawda… Dlatego pisanie to moja pasja. Nałóg, który jest silniejszy ode mnie.

2. Skoro wybrała Pani ten trudny zawód jakim jest pisanie, dlaczego akurat porusza Pani temat miłości i wszystkiego co z nią związane.

W swoich książkach poruszam trudne sprawy, z którymi zmagają się zwyczajni ludzie. Ja sama jestem zwyczajna, a do tego życie pokazało mi, jak  wiele niejednokrotnie musimy doświadczyć rzeczy bolesnych, aby odnaleźć w sobie siłę potrzebną do uniesienia codzienności. Gdyby nie miłość ludzi, którzy są wokół nas, nie poradzilibyśmy sobie z tym. Każdy z nas jej potrzebuje.  Dlatego o tym piszę. O miłości, ale nie tylko tej między kobietą a mężczyzną. Jest wiele odmian miłości, ale to ona właśnie jest motorem naszego życia. Bez niej życie byłoby pozbawione piękna i smaku, a my sami stalibyśmy się jedynie pustymi naczyniami, które tak łatwo stłuc czy uszczerbić.

3.Czy gdyby Pani miała jeszcze raz wybrać swoją ścieżkę zawodową znowu wybór padł by na pisanie książek?

Nie potrafię nie pisać. Jak już wspomniałam, pisanie to nałóg i pasja. Potrzeba pisania, która jest we mnie, jest tak silna, że po prostu muszę to robić, muszę „wylać” z siebie słowa, które nieustannie przychodzą i których w mojej głowie jest taki przesyt, że jeśli ich się stamtąd nie pozbędę i nie zapiszę na kartce papieru, po prostu oszaleję. Kiedy zaczyna chodzić za mną jakaś książka, robi to tak intensywnie, że nie potrafię skupić się na czymkolwiek. Dlatego muszę po prostu wziąć do ręki pióro i pójść za tym, co przychodzi. A potem czekać, gdzie mnie to doprowadzi i czego oczekuje ode mnie mój bohater. Z tym się po prostu urodziłam? i nie chciałabym tego wymienić  na cokolwiek innego.     

Anne18
1. Jakie są zasadnicze różnice przy pisaniu powieści i zbioru opowiadań ?


Powieść i opowiadanie bardzo różnią się od siebie. Zdecydowanie trudniejsze i stawiające więcej wymagań jest napisanie powieści. Opowiadanie jest krótką, zamkniętą formą, w której trzeba zmieścić treść na tyle czytelną, aby każdy, kto sięgnie po nie miał cały obraz wydarzeń, bez niedopowiedzeń, ale też bez przesadnego wdawania się w szczegóły, i na tyle wyraźny, że się nie pogubi idąc za bohaterem. Opowiadanie pisze się szybko; po prostu przychodzi nagle potrzeba utrwalenia czegoś, w jednym krótkim ciągu wydarzeń. Powieść jest już bardziej wymagająca, bo pochłania czas, wciska się w życie autora na dłużej i niejednokrotnie przyprawia o ból głowy. Powieść wymaga skupienia i oddania się autora niemal całkowicie. Ważne są szczegóły, krzyżujące się ze sobą wątki i rozłożona w jakimś czasie akcja. Przy pisaniu powieści robię wiele notatek, często wracam do czegoś, co napisałam wcześniej; irytuję się, gdy przychodzi niemoc twórcza, a zdarza się tak przy każdej książce, zwłaszcza gdy pisana jest intensywnie. W pewnym momencie przychodzi przesyt, i po prostu trzeba od tego odpocząć, aby nie zepsuć książki pisząc byle co. Obie formy lubię, i trudno mi powiedzieć, w której lepiej się czuję. Lubię wyzwania, więc chyba jednak powieść, która daje więcej możliwości rozpisania się.

2. O czym będzie Pani kolejna książka i kiedy się ukaże.

Moja kolejna książka, nad którą obecnie intensywnie pracuję, dotyka problemu samotności. Myślę, że każdy z nas jej w jakimś stopniu w życiu doświadczył. Jest wiele odmian samotności, podobnie jak miłości. Samotność to nie tylko brak kogoś, z kim możemy podzielić życie na pół; samotności doświadczamy również w rodzinie, w małżeństwie, wśród ludzi. Moja bohaterka „przyszła” do mnie pewnego listopadowego dnia i zaczęła w mojej głowie opowiadać mi swoją historię. Nie chciałam jej początkowo posłuchać, bo byłam w trakcie pisania innej książki ( którą na jakiś czas odłożyłam); ale ona nie dawała mi spokoju. Patrzyła na mnie tymi swoimi smutnymi oczami i bezgłośnie prosiła. Nie miałam wyjścia, poszłam za nią i zaczęłam zapisywać to, co mi opowiada. Z każdą moją książką tak jest; przychodzi do mnie jej bohater i wprowadza mnie w swoją historię, którą  obserwuję z boku i zapisuję. Kolejna książka będzie więc o samotności w wielu odmianach i planuję skończyć ją do jesieni. Potem wszystko już zależy od wydawcy.     

Anne18
1. Jedna z Pani książek nosi tytuł " Ciemna strona miłości" . Tak więc jakie zdaniem Moniki Oleksy są te nieco gorsze aspekty tak pięknego uczucia jak miłość ?


Tytuł mojej książki związany jest z jej treścią i nie chciałabym wyjawiać wszystkiego, żeby nie zepsuć przyjemności poznawania tego przez czytelnika, który jeszcze po książkę nie sięgnął. Miłość sama w sobie jest najpiękniejszym uczuciem, jakie nosimy w sobie i jakim człowiek może obdarować drugiego człowieka Czasami jednak miłość, która jest uniesieniem i szaleństwem kończy się nie tak, jakbyśmy tego oczekiwali. Owocem miłości jest dziecko, a nie na każdym etapie życia jesteśmy na nie gotowi. Moja bohaterka, wówczas młodziutka, dziewiętnastoletnia dziewczyna staje przed takim dylematem na starcie życia – przed nią dopiero rozpoczęte studia i życie, które sobie zaplanowała po swojemu, a w tym życiu „nieproszony gość” i problem, z którym zostaje zupełnie sama. Ciemną stroną miłości jest również miłość toksyczna, jeśli pozwalamy drugiemu człowiekowi, którego obdarowaliśmy uczuciem, niszczyć nas samych i nie jesteśmy w stanie się od tego uwolnić.

Bassia5
1.Czy ma Pani jakąś ukochaną historię miłosną z literatury, filmu. Którą parę kochanków darzy Pani największą sympatią?


Moja najukochańsza historia życia i miłości to Barbara i Bogumił Niechcic z „Nocy i dni” Marii Dąbrowskiej. Cudownie zagrali ich w filmie Jadwiga Barańska i Jerzy Binczycki. Nasze polskie „Przeminęło z wiatrem”, ale dla mnie o niebo lepsze!

2.  Gdzie Pani kupiła taki piękny wisiorek? ;D

Oczywiście w Dąbkach!

nieidentyczna
1. Choć powstało już tak wiele książek o miłości, Pani także stworzyła dwie nowe. Nie bała się Pani krytyki i tego, że ktoś powie: "To już było!"?


Krytyki tak czy tak, autor nie uniknie. Zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie miał książce coś do zarzucenia i rozumiem to, bo sama jestem wymagającym czytelnikiem. Pisałam to, z czym przyszedł do mnie bohater. Nie pytałam: Czy to już było?; tylko poszłam za tym, bo to właśnie było we mnie w danym momencie. Napisałam książki, które sama chciałabym przeczytać.

2. Przeczytałam, że najlepiej pracuje się Pani w nadmorskich Dąbkach i Nałęczowie. Dlaczego akurat tam? Szczególna aura? Klimat? Ludzie?
I jak wygląda Pani praca nad tekstem? Ma Pani jakieś swoje rytuały?


Moje Dąbki to Dom Wypoczynkowy „Maria” i jego właściciele, Państwo Maria i Franciszek Sawiccy, którzy są mi tak bliscy jak najbliższa rodzina. Mój czas tam to czas wypełniony pisaniem i spotkaniami z ludźmi. Mam tam swoje miejsca do pisania, gdzie pióro samo biegnie po papierze – mój leżak, który „natycha”, taras tonący w kwiatach i od lat ten sam pokój. Spędzam tam prawie całe lato i piszę, czując wokół siebie tyle serdeczności, że nawet w pochmurne dni jest mi ciepło. A Nałęczów ma swój niepowtarzalny klimat dwudziestolecia międzywojennego, epoki, w której się zatrzymałam? Odreagowuję tam, gdy mi codzienność dokuczy i czerpię spokój z tego miasteczka, również bliskiego mojemu sercu.
Jedynym moim rytuałem jest zeszyt (duży, formatu A4,w kratkę) i moje pióro. Bez nich mam w głowie pustkę. Moja praca nad tekstem wygląda różnie, w zależności od tego, gdzie piszę. W domu siadam przy biurku, w swoim gabinecie, lub przy dużym, rodzinnym stole, gdy dom jest pusty i piszę przy filiżance kawy, którą wypijam w przerwie między zajęciami. W moich ukochanych Dąbkach piszę o różnych porach dnia i w przeróżnych miejscach, nawet na plaży! W zimie korzystałam z  gościnności Dwóch Księżyców w Kazimierzu i pisałam nieprzerwanie,zaszywając się w swoim pokoju z widokiem na kazimierską Farę. Najlepiej pisze mi się, gdy nikt mi niczego nie narzuca, swoim rytmem i wśród ciepłych, życzliwych ludzi.

3. Lubi Pani gotować?

 Nie! Nie mam do tego serca, natomiast uwielbiam piec i robię to w każdą sobotę.

alicjamagdalena
1.W jaki sposób zaraża Pani miłością do języka angielskiego? Może jakieś wskazówki, jak uczyć się - tak aby osiągnąć dobre efekty. Czy jest jakiś sprawdzony sposób, żeby przyśpieszyć naukę?


O to należy zapytać moich uczniów, a mieliby dużo do opowiedzenia? Myślę, że tajemnica tkwi w podejściu do ucznia i tym, że ja ten język naprawdę kocham i lubię to co robię. Moja praca nie jest koniecznością, jest świadomym wyborem i wykonuję ją z oddaniem i pasją. Nie uczę w szkole; prowadzę własną działalność i z każdym uczniem pracuję indywidualnie. W związku z tym znam go bardzo dobrze i wiem, na czym mamy się skupić, aby osiągnąć najlepsze efekty i jakie są jego słabości i mocne strony. Mój uczeń to dla mnie drugi człowiek, którego ogromnie szanuję. „Moje” dzieci i młodzież czują to i chętnie współpracują ze mną, a to przynosi efekty. Nauki nie da się przyspieszyć, bowiem języka uczymy się całe życie. Dla siebie. Wytrwałość i systematyczność – to klucz do sukcesu.

2. Jak łączy Pani pisanie z macierzyństwem? Skąd u Pani tyle sił na tak dobrą organizację? Kiedy czas na sen? :)
Dzięki nietypowym godzinom pracy mam możliwość spędzać ze swoimi dziećmi przedpołudnia i pobyć z nimi przed szkołą lub tuż po ich powrocie ze szkoły. Całe wakacje spędzam z nimi i za to błogosławię swoją  pracę. Jestem Koziorożcem i nie znoszę bezczynności, która mnie męczy. Dlatego wciąż muszę coś robić. Zaległości w spaniu nadrabiam na wakacjach?

3. Jakie uczucia towarzyszyły Pani podczas pisania ostatnich zdań w swoich książkach?

Ogromna radość i satysfakcja, że dotarłam do końca. A potem niepewność – jak przyjmie tę książkę czytelnik? 

Antyśka
1. Jaka książka wywarła na Pani największy wpływ i dlaczego, jeżeli jest Pani w stanie to wyjaśnić?


„Ania z Zielonego Wzgórza” i wszystkie kolejne jej części. Pokochałam tę rudowłosą dziewczynę i zaprzyjaźniłam się z nią na całe życie. Dała mi siłę do podejmowania nawet najtrudniejszej codzienności i nie poddawania się, choćby nie wiem co. Pomogła mi uwierzyć w marzenia i w to, że ja też mam swojego Gilberta, z którym uda mi się stworzyć tak ciepły dom, jak miała Ania.

2.Czy pamięta Pani pierwszą książkę/baśń/wiersz, od którego rozpoczęła się Pani przygoda z książkami?

Nie pamiętam tytułu, ale pamiętam tę nieodpartą potrzebę czytania, która zmuszała mnie do biegania do biblioteki co drugi dzień. Gdybym robiła to codziennie, pani bibliotekarka nie uwierzyłaby mi, że pochłaniam książki tak szybko, dopiero zaczynając szkołę. A potem już się zaczęła przygoda z literaturą dziecięcą, młodzieżową i tak zostało do dziś. Teraz moi chłopcy czytają te same książki, które ja czytałam będąc dzieckiem, a dla mnie to jak powrót do przeszłości. 

3.Marzenia to dość skomplikowane zjawiska. Raz się spełniają, raz nie. Czy wychodzi Pani z założenia, że największych marzeń nie powinno się wyjawiać w obawie przed "pechem"? Czy może nie stosuje się Pani do tych zabobonów?

Wierzę, że jeżeli wypowiem moje marzenie głośno; a potem będę je powtarzać wielokrotnie, ono prędzej czy później się spełni, bo w nie uwierzę. Bo przecież tak naprawdę wszystko jest w nas, a marzenia będą miały taką siłę, na jaką im pozwolimy.

kwiatusia
1.Pani Moniko czym jest dla Pani pasja i czy wyobraża sobie Pani życie bez niej? Czy to pisanie jest Pani jedynym zamiłowaniem?


 Pasja to uczucie, które mnie przepełnia gdy robię coś, czemu oddaję całą siebie. To coś, co robię z ogromną przyjemnością i co sprawia mi niesamowitą satysfakcję. I co robiłabym bez względu na wszystko. Nie wyobrażam sobie życia bez niej, bo ona nadaje mu specyficzny, niepowtarzalny smak. Obok pisania, pasją jest również moja praca zawodowa. Wkładam w to co robię swoje serce i myślę, że moi uczniowie to czują.

2. Pamięta Pani kiedy narodziła się u Pani chęć pisania? Czy w tej chwili spontanicznie chwyciła Pani za długopis, a może wróciła Pani do tego pomysłu po pewnym czasie?

Mam wrażenie, że chęć pisania narodziła się razem ze mną? Będąc dzieckiem pisałam opowiadania i wierszyki, a będąc w czwartej klasie szkoły podstawowej napisałam swoją pierwszą książkę. Była starannie wykaligrafowana i miała również ilustracje! W piątej klasie powstała następna i tak pisałam te swoje książki w jednym egzemplarzu, który krążył potem po klasie i znajomych. Niestety, wszystkie gdzieś przepadły.

3. Jak wykreować bohatera, który będzie wzbudzał w czytelniku skrajne emocje i nie pozwoli o sobie łatwo zapomnieć?


 Trudne pytanie. Pisząc książkę, nie zadaję sobie takich pytań. Po prostu idę za bohaterem i opisuję to, co mi „opowiada”. Może zabrzmi to nieprawdopodobnie, ale jak zaczynam pisać książkę nigdy nie wiem, jak ona się skończy. To wszystko rozwija się z czasem, w trakcie pisania, zupełnie tak, jakby mój bohater chciał, abym poznawała go powili i niczego po drodze nie ominęła. Dzięki temu mamy czas, aby się ze sobą zżyć i abym zaczęła odczuwać te emocje, które odczuwa moja bohaterka, bo zazwyczaj piszę o kobietach. Z tego powstaje postać, którą potem poznają czytelnicy. 

Jola
1. W jaki sposób określiłaby pani swoje książki by przybliżyć je czytelniczkom-powieść obyczajowa, romantyczna, a może ma pani jakieś inne, swoje określenie?


Wszyscy, którzy czytali moje książki i którzy rozmawiają ze mną na spotkaniach autorskich, wieczorach literackich lub w mailach określili moje książki jako powieść obyczajowo-psychologiczna. I wydaje mi się, że takie właśnie one są. Z psychologiczną głębią.

2. Literatura polska czy zagraniczna-która jest pani tak naprawdę bliższa?


Zdecydowanie polska! Na siedem książek polskich czytam jedną zagraniczną.

3. Czy uważa pani, że promocja książki szeroko pojęta/spotkania z czytelnikami, Facebook, Internet czy wreszcie bloogi recenzenckie są autorowi potrzebne, czy może pani zdaniem dobra literatura jest w stanie się obronić sama?

Bez Internetu i wsparcia czytelników, nawet najlepsza literatura zatonie gdzieś wśród setek innych tytułów. Żyjemy w świecie, który przemawia do ludzi szybkością przekazu informacji; po książkę się sięga, jeśli się o niej wiele razy usłyszy. A  im więcej razy, tym lepiej dla książki.

Kyou
1. Czy gdyby nie była Pani autorem tych książek - przeczytałaby je Pani i pokochała?


Zdecydowanie tak! Piszę książki takie, jakie lubię czytać – pełne emocji i głębokich przeżyć bohaterów. Lubię wiedzieć, co oni tak naprawdę czują i lubię tę głębię, która pozwala mi zajrzeć  w ich serce. Nie lubię w książkach powierzchowności i skupiania się jedynie na opisie dziejącej się akcji z płytkością uczuć. Dlatego sięgnęłabym po swoje książki i czekała na kolejne tej autorki, wierząc, że każda będzie lepsza i dojrzalsza, a nie coraz płytsza i pisana tak samo.

2. Marzyła Pani o wydaniu książek czy to wyszło tak 'przypadkiem'?

Piszę od dziecka, więc marzenie o wydaniu moich książek towarzyszy mi od bardzo dawna. Była to jednak długa i wybrukowana kamieniami droga, ale wiem, że było warto wierzyć w marzenia i konsekwentnie pukać do tych pozamykanych drzwi.

3. Czy to przypadek, że w Pani rodzinie wszyscy mają imiona na M?
:)

 „Przypadkiem”, choć w takie nie wierzę, był jedynie mój mąż, Marcin. Nie szukałam męża na literę „M”, on sam się pojawił i mnie zaczarował? Naszych synów zdecydowaliśmy się nazwać imionami zaczynającymi się na literę „M”, ponieważ „M” to Miłość, jak nasze małżeństwo i dzieci, które się w nim pojawiły. Z miłości. 

Mała Pisareczka
1. Czy czytała Pani kiedykolwiek swoje prace po ich wydaniu?


Zawsze czytam swoje książki po ich wydaniu i ze zgrzytaniem zębami wychwytuję błędy, które znalazły się w tekście po korekcie redakcyjnej. Dla mnie czasami nawet jeden przecinek akurat w tym miejscu, a nie innym ma sens i swoją wymowę; niestety, redaktor patrzy na to suchym, pozbawionym emocji wzrokiem i potem podnosi mi się ciśnienie, bo czytelnicy przypisują przecież każde językowe potknięcie w książce autorowi. Poza tym myśląc o kolejnej części jakiejś książki, wracam do niej, aby wejść w jej klimat na nowo i pociągnąć w ten sam sposób wątki dalej.

2. Do pisania mobilizowała się Pani sama, czy może pomagali w tym Pani najbliżsi?

Pisanie to moja pasja, która mnie spala. Potrzebuję pisania tak, jak każdy człowiek potrzebuje powietrza. To jest silniejsze ode mnie i wiedzą to ci, którzy mnie znają. Przychodzą jednak momenty wypalenia, kiedy siedzę nad zapisaną do połowy kartką i nic, ani drgnie. Pustka. Wtedy wiem, że muszę to zostawić na jakiś czas, aby dojrzeć i nie pisać byle co, i byle jak, bo szanuję swoich czytelników. W takich chwilach mobilizuje mnie mój mąż, który ogromnie mnie wspiera, oraz moi przyjaciele, którzy są w takich chwilach blisko. Teraz ogromną motywacją do pisania są moi czytelnicy, którzy w ciepłych słowach piszą o oczekiwaniu na kolejną książkę.

3. Jakie to uczucie, trzymać w ręku SWOJĄ książkę i kłaść ją na półkę wśród dziesiątek ulubionych pozycji?

Niesamowite i nie do opisania! Wdzięczność za dar, który otrzymałam; ogromna radość, że miesiące ciężkiej pracy zostały uwieńczone tak pięknym finałem i duma, że mogę postawić swoją książkę obok innych wielkich nazwisk, które całe życie były dla mnie przykładem. 


Paula
1. Czy według Pani książki mogą być drogowskazem w życiu?


Oczywiście, że tak. Jest wiele mądrych, dojrzałych i głębokich książek, z których czerpiemy i które w pewien sposób pomagają nam żyć. Każdy z nas na pewno niejednokrotnie trafił na taką książkę, która stała się tą jedyną, która podniosła, umocniła, dała nadzieję, podpowiedziała, wskazała kierunek i stała się drogowskazem. Dla mnie taką „książką” jest Biblia, ale obok niej wielu pisarzy dało mi coś niepowtarzalnego, co w życiu pomogło i poprowadziło.

2. Czy ma Pani ukochaną książkę z dzieciństwa, do której miłość chciałaby Pani przekazać swoim synom?

Moja ukochana książka z dzieciństwa… niestety wzgardzona przez moich synów „Ania z Zielonego Wzgórza” i „Karolcia”.

3. Na ile ważne jest dla Pani piękno życia, dostrzegane w drobiazgach, szczegółach, ulotnych chwilach? Czy z takich zamyśleń i refleksji potrafi Pani czerpać siłę?

Każdy poranek jest dla mnie ogromną radością i każdy witam z wdzięcznością za nowy dzień. W nawet najbardziej ponury dzień potrafię dostrzec coś, mały drobiazg, który sprawi, że chociaż raz się uśmiechnę i pomyślę, że dziś jest trudno, ale jutro będzie lepiej. W codzienności szukam swoich okruszków szczęścia i umiem je dostrzegać.

Grzegorz Justyna Rojek
1.Gdyby zaproponowano ekranizację Pani książek to kogo widziałaby Pani w rolach głównych i kto miałby być ich reżyserem?


Jeszcze o tym nie myślałam i trudno mi odpowiedzieć na to pytanie, ale wydaje mi się, że gdyby zaproponowano mi ekranizację którejś z moich książek, ja, jako autor, miałabym najmniej do powiedzenia…

2. Czy ma Pani jakieś pomysły jak skłonić rząd do dotowania młodych i zdolnych pisarzy?


A czy rząd można do czegokolwiek skłonić? Wątpię…

3. Czy ma Pani jakieś swoje pisarskie rytuały?

Piszę piórem z czarnym atramentem w dużym zeszycie, inaczej nie potrafię. Najlepiej pisze mi się w pustym domu, przy filiżance ulubionej kawy. W Dąbkach muszę mieć swój leżak, jedyny i wyjątkowy? A poza tym raczej jestem mało wymagająca. Potrafię pisać wszędzie i w każdych warunkach. Byle na kartce papieru.

donpedro9
1. Monika, Michał, Miłosz i Marcin. M jak Miłość? M jak mężczyźni? Czy M jak Magiczna Moc Marzeń ? Skąd tyle M w Pani życiu? To przypadek czy zaplanowane działanie?


No to pytanie odpowiadałam już we wcześniejszym komentarzu. ,, Nie szukałam męża na literę „M”, on sam się pojawił i mnie zaczarował? Naszych synów zdecydowaliśmy się nazwać imionami zaczynającymi się na literę „M”, ponieważ „M” to Miłość, jak nasze małżeństwo i dzieci, które się w nim pojawiły’’. Jednym słowem tak po prostu- M jak Miłość!

Irytacja
1.Niekiedy podczas czytania książek doświadczamy uczucia, że są one idealne pod każdym względem. Świetnie wykreowani bohaterowie, porywająca fabuła i tak dalej. Sięgamy po kolejną książkę tego samego autora i pojawia się to samo uczucie. Potem jeszcze raz, i jeszcze raz... Gdyby mogła Pani przez tydzień zasmakować życia autora, który jest dla Pani niedoścignionym ideałem, to kim stałaby się Pani na te siedem dni?


Chętnie potowarzyszyłabym Marii Dąbrowskiej w czasie pisania „Nocy i dni”. Poprzyglądałabym się epoce, w której żyła i dotknęła tego osobiście. Fascynuje mnie tamten świat i ludzie.

2. Czy będąc dzieckiem pisała Pani "dziecięce" opowiadania, zmyślone historie, wierszyki?

Pisałam od dziecka. Najpierw opowiadania, wierszyki, a od czwartej klasy szkoły podstawowej swoje „książki”. Zawsze miałam swój świat wyobraźni, do którego się chowałam, gdy mi było źle.

3. Rozpoczynając pisanie - w dorosłym już życiu - powiedziała sobie Pani, że ma Pani zamiar wydać właśnie teraz swoją pierwszą książkę i cokolwiek by się nie działo to Pani tego dokona czy raczej pisała Pani dla siebie, a dopiero potem wpadła Pani to głowy myśl - "to jest tak dobre, że może powstałaby z tego książka?"?

 Po wielu latach pisania dla siebie i do szuflady, przyszło takie postanowienie – to musi być wydane, choćby nie wiem co! Wiedziałam, że zrobię wszystko i zapukam do każdych drzwi, okien i lufcików, aby wydać książkę, która powstawała. Jestem upartym Koziorożcem i zawsze dążę do wytyczonego sobie celu. Dlatego, gdy raz powiedziałam sobie – wydam to!; jestem konsekwentna.   

recenzencki
1.Kiedyś na Pani blogu przeczytałam, że "Kobieta jest melodią"... więc kim według Pani jest mężczyzna?


Mężczyzna jest siłą, która wspiera kobietę i chroni przed złem tego świata. Jest buforem, który bierze na siebie ciosy od życia i dopełnia kobietę, aby mogła przy nim wydobyć z siebie swój naturalny blask.

bursztynowy
1. Na tle różnorodnego rzemiosła i wielu profesji pisarstwo wydaje się być najbardziej specyficzne, ponieważ każdy twórca posiada nieograniczoną swobodę nie tylko pod względem inspiracji, ale także w doborze miejsca do kreacji utworów. Stephen King we „Wszystko jest względne” ujawnia, że uwielbia pisać na poddaszu własnego domu, a najlepsze pomysły wpadły mu do głowy pod prysznicem. Z kolei chociażby Jarosław Grzędowicz, podczas któregoś ze spotkań autorskich, stwierdził, że jego idee rodzą się bezpośrednio z obserwacji, zaś aby połączyć je w spójną całość konieczne jest dla autora wyizolowanie się od społeczeństwa w ustronnym pokoju, gdyż szczerze oznajmił, że nawet mucha potrafi go rozproszyć. A jak wygląda Pani źródło natchnień i ulubiony zakątek do tworzenia?


Moje natchnienie przychodzi do mnie w najmniej oczekiwanym momencie i nigdy nie wiem kiedy i jak to nastąpi. Czasami pierwsze zdanie przychodzi w pracy, kiedy zupełnie co innego zajmuje moje myśli i uwagę; często słowa pchają się do głowy właśnie pod prysznicem?, przed snem, na spacerze z psem; w czasie jazdy autobusem lub samochodem. Lubię obserwować życie i ludzi, ale refleksje przychodzą do mnie nieco później, po „przetworzeniu”. A kiedy przychodzi taka nieodparta potrzeba pisania, po prostu muszę za nią pójść. To jest silniejsze ode mnie. Ulubionym zakątkiem do tworzenia są moje ukochane Dąbki, ale tylko latem mam możliwość zaszyć się tam na dłużej. W domu piszę przy swoim biurku, lub przy rodzinnym stole z filiżanką kawy. Mile widziana jest cisza wokół mnie, ale potrafię skupić się także na zapełnionej ludźmi plaży i w domu pełnym znajomych dźwięków i hałasów. Jestem mamą, więc nie mogę za bardzo marudzić, a człowiek może się przyzwyczaić do pracy w każdych warunkach.

2. Mnóstwo pisarzy próbuje odciąć się od konkretnych nurtów i powielania tematyki na rzecz czegoś całkowicie innowacyjnego lub brnięcia w stronę różnego rodzaju tabu. Czasami jest to spowodowane obawą niezauważenia w czytelniczym świecie, a czasami znużeniem powszechnością danych aspektów życia codziennego. Pani jednak nie chowa głowy w piach i udanie podejmuje w swoich powieściach tematy, które nie tylko są pospolite, ale również mogą dotyczyć każdego. Czy wybór takiego, a nie innego spektrum zagadnień wynika z potrzeby konfrontacji z rzeczywistością, czy może jest pewną formą odzwierciedlenia Pani osobowości, swoistym „cellar door” duszy i charakteru?

Piszę o tym, co jest mi bliskie i znajome; a  swoim bohaterom daję wiele z siebie – moje emocje, wrażliwość, sposób postrzegania świata. Przelewam na papier to, co jest we mnie, bez wydziwiania i potrzeby zwrócenia na siebie uwagi. Jak Pan to mądrze zauważył, moje książki to bardziej forma odzwierciedlenia mojej osobowości, niż potrzeba konfrontacji z rzeczywistością. Jeśli ktoś chce mnie poznać bardziej, głębiej; powinien przeczytać moje książki. W każdej z nich jestem ja; nie jako konkretna postać czy zdarzenie, ale w emocjach i sposobie patrzenia na świat.  

martucha180
1. W ciągu dnia zaraża Pani dzieci, młodzież i dorosłych miłością do języka angielskiego. Czy zaraża ich Pani równocześnie lub przy okazji do literatury angielskiej? Do czytania książek w ogóle? (już nie mówię, że po angielsku). Jeśli tak, to jak Pani to robi?


Staram się zarażać tą miłością do czytania w ogóle, ale jest to trudne, bo młodzież woli łatwiejsze środki przekazu i rozrywki; książki ich męczą. Nie dotyczy to na szczęście wszystkich, bo mam wielu uczniów, z którymi wymieniamy się książkami, czy polecamy sobie tytuły warte przeczytania. Do takich mówię o literaturze angielskiej i dzielę się swoimi ukochanymi pisarzami. Jeżeli opowiada się o czymś z pasją, można tym zarazić.

2. Pani 2 książki w tytule zawierają słowo MIŁOŚĆ. Na Pani blogu można znaleźć przepisy ze szczyptą miłości, a ja singielka poproszę o przepis na miłość. Jakie składniki i w jakich proporcjach?


Przepis na miłość…  Trzeba uwierzyć, że jest przeznaczona każdemu i wyjść  jej naprzeciw. Nie zamykać się w swoich bezpiecznych ścianach czekając, że przyjdzie, zapuka i powie „Jestem”; ale pozwolić drugiemu człowiekowi zbliżyć się do siebie. Miłość zawsze przychodzi do człowieka przez człowieka i jeden z nich może doprowadzić nas tam, gdzie jest Miłość, ta przeznaczona dla nas. A to wszystko najlepiej doprawić prośbą i modlitwą. Ja swoją miłość wymodliłam.

3. Mówi się, że Lublin to miasto kultur. Co pani dało/daje to miasto?

Lublin to moje miasto rodzinne i nie wyobrażam sobie innego miejsca dla siebie. Daje mi spokój, który to miasto posiada pomimo zgiełku i pędu; przyjaciół, którzy są blisko – fizycznie i emocjonalnie; mam tam swoje ulubione miejsca, pracę, którą kocham i rodzinę, z którą jestem związana. Brakuje mi w nim tylko teatrów; my mamy ich niewiele.

Marzena Strawa
1.Gdyby ktoś zaproponowałby teraz Pani wymazanie z życiorysu świata jakąś Pani książkę i napisanie jej trochę inaczej, czy chciałaby Pani w którejś z nich coś zmienić?


Myślę, że w żadnej z moich książek niczego bym nie zmieniła. Każda z nich pojawiła się w jakimś momencie mojego życia, kiedy musiałam wyrzucić z siebie takie, a nie inne emocje. Każda miała swój czas i powstała właśnie taka, jaka trafiła do czytelnika. Gdybym cokolwiek zmieniła, nie byłaby tą książką, w którą włożyłam siebie.

2.Pisze Pani, że nie lubi wyróżniać się z tłumu. A gdyby mieszkała Pani w świecie, gdzie książkę można sprzedać tylko będąc straszliwie wyróżnialnym, innym, nietypowym, bądź niejako lizusem mediów -czy dalej pisałaby Pani ( może tylko dla siebie)?

Pisałabym, bo to jest silniejsze ode mnie i wierzyłabym, że ta książka trafi do jakiegoś człowieka. Choćby jednego, ale i tak byłoby warto.

 Zielonooka blondynka
1. Jeśli miałaby Pani możliwość cofnięcia czasu i naprawienie/zmienienie tylko jednej rzeczy - skorzystałaby by Pani? A jeśli tak - co by Pani zmieniła?


Pokusa cofnięcia czasu jest zawsze silna w człowieku. Gdybym miała taką możliwość, myślę, że wcześniej zrozumiałabym, że czasami warto pomyśleć o sobie i być choć trochę egoistą, a nie oddawać całą siebie tym, którzy tego nie docenią, ale wykorzystają.

2. Pisze Pani książki z miłością o miłości. Czy tego zawsze Pani pragnęła? Czy może marzenia z dzieciństwa, co do zawodu, miała Pani zupełnie inne?

Potrzeba miłości od zawsze była we mnie i to się nie zmieniło. Dzisiaj potrafię tą miłością obdarowywać, kiedyś sama bardzo jej potrzebowałam. Pisać chciałam zawsze i marzyłam o tym, że będę pisarką. Lubię jednak w życiu aktywność i przebywanie wśród ludzi, więc te moje plany na zawodową przyszłość zmieniały się, choć pisanie wciąż tam było. Traktowałam je jednak jak pasję i ogromną przyjemność, a nie zawód, który będę musiała wykonywać. Jako dziewczynka chciałam być nauczycielką; moje misie i lalki były bardzo wyedukowane:) Długo myślałam o dziennikarstwie, była również myśl o pisaniu scenariuszy. Mój rodzinny Lublin bardzo jednak ograniczał te marzenia; w czasach kiedy byłam studentką nie było w moim mieście takich kierunków, a dwadzieścia lat temu nie każdego było stać na studiowanie w innym mieście. Moje plany na zawodową przyszłość mocno ewaluowały, ale pisanie było w nich od dziecka.

Thrish NeedLove
1. Ma pani w planach kolejną powieść? Może już pani nad nią pracuje? Proszę uchylić rąbka tajemnicy
.

Odpowiedź na to pytanie była już udzielona we wcześniejszym pytaniu.

2. Próbuje pani zarazić wszystkich miłością do języka angielskiego. Czym on dla pani jest? Jak to się stało, ze zakochała się w nim pani?
Język angielski był dla mnie paszportem do wolności i zupełnie innego świata niż ten, w którym dorastałam. Jestem jeszcze tym pokoleniem, które w szkole zgłębiało język rosyjski. Dziś ten język podoba mi się, kiedyś uczono nas na siłę i traktowaliśmy to jak karę. Angielski był czymś egzotycznym i niedostępnym dla każdego. Dawał nadzieję na lepsze życie. Był kolorowy w szarzyźnie PRL-u. Dlatego, gdy zaczęłam się go uczyć, w szóstej klasie szkoły podstawowej, zakochałam się w nim bez pamięci. Wiem z doświadczenia, że dla dzisiejszych dzieciaków i młodzieży jest to jeden z wielu szkolnych przedmiotów, które trzeba wykuć. Dla mnie był przyjemnością i czymś, co mnie zafascynowało. Bardzo ubolewam nad podejściem wielu szkolnych nauczycieli do tego języka, sami młodych ludzi do niego zniechęcają swoją postawą. Zazwyczaj lubimy przedmiot, jeśli lubimy nauczyciela. Wielu z nich jednak chce udowodnić, że jest nad-człowiekiem, a uczeń jest po prostu uczniem, który powinien znać swoje miejsce. Brak w tej relacji wzajemnego szacunku. A przecież każdy z nas na niego zasługuje.

3. Czytając pani opis i przeglądając pani bloga zauważyłam, że wokół pani jest pełno miłości. Dlaczego?

Może dlatego, że obdarowuję tą miłością innych, i to nie tylko tych najbliższych? Ona jest po prostu we mnie. Dzielę się nią, bo wiem, że ludzie jej potrzebują, a nie każdy potrafi ją dostrzec.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Wybór trzech osób był szalenie trudny, bo podobało mi się więcej pytań; ale mam być konsekwentna! "Ciemną stronę miłości" otrzymuje:

 alicjamagdalena

Natomiast "Miłość w kasztanie zaklęta" dostanie:

Paula
bursztynowy 

Gratuluje!!!

Dziękuję również pozostałym uczestnikom zabawy. Pozdrawiam wszystkich bardzo gorąco!!!