"Bądź osobą dającą wsparcie. Świat ma już wielu krytyków." - Dave Willis ❤

sobota, 7 grudnia 2013

Przypadkowe nieporozumienie


Kwiaty nie są konieczne
Cari Quinn 

 
tłumaczenie: Wolin Julia
tytuł oryginału: No Flowers Required
seria/cykl wydawniczy: Miłość jest konieczna tom 1
wydawnictwo: Amber
data wydania: 24 października 2013
liczba stron: 240
ocena: 5-/6






      Cari Quinn jest kolejną osobą stawiającą pierwsze kroki w pisarskim fachu. Jakiś czas temu, dokładnie jesienią 2012 zadebiutowała powieścią ,,Kwiaty Nie Są Konieczne’’, która jest początkiem serii ,,Miłość Jest Konieczna’’. Zaraz po wydaniu książka weszła na listę „USA Today” oraz na 3. miejsce Amazonu pozostając przez wiele tygodni w czołówce najlepszych współczesnych romansów. Jej nakład rozszedł się blisko w 100 000 egzemplarzy i znalazł w Top 10 największej amerykańskiej sieci księgarskiej Barnes & Noble. W obliczu takiej popularności nie mogłam przejść obojętnie wobec tej pozycji. Jak przebiegło owe spotkanie? Zapraszam do przeczytania moich wrażeń.

Alexa Conroy przejmuje w spadku po Roz, nieżyjącej byłej opiekunce małą, stylową kwiaciarnię, która znajduje się na skraju bankructwa. Mimo kłopotów dziewczyna nie zamierza się poddać. Aby związać koniec z końcem sprzedaje swój wymarzony dom i przeprowadza się do obskurnego mieszkanka nieopodal swojego miejsca pracy. Właścicielem całego budynku jest wielka, prężna korporacja należąca do Corina Santngelo, człowieka odpowiedzialnego za niebotyczne długi Conroy, który ma w planach wyeksmitować ją z jej sklepu, żeby przerobić ten lokal na bar z mrożonymi jogurtami. Tymczasem Alexa próbuje jakoś zaaklimatyzować się w nowym miejscu, chociaż nie jest łatwo. Kapiące krany, zepsute okna, pająki to zaledwie wierzchołek góry lodowej tego, co ją czeka. Na szczęście los stawia na jej drodze Jamesa Dillona, szalenie seksownego, atrakcyjnego nadzorcę budowlanego, który pomaga dziewczynie w remoncie. Od samego początku między nimi aż iskrzy z pożądania. W końcu oboje ulegają wzajemnej namiętności. Dziewczyna nie wie jednak, że Dillon coś ważnego przed nią ukrywa. Ten sekret definitywnie zniszczyłby ich związek. Jakie tajemnice chowa w zanadrzu majster i czy ma to jakiś związek z podupadającym biznesem Alexy?

Biorąc do ręki ,,Kwiaty Nie Są Konieczne’’ liczyłam na niezwykle energetyczny, iskrzący emocjami romans. Troszkę się jednak zawiodłam, chociaż ogółem nie było źle. Pomysł na fabułę uważam za całkiem trafiony. Odrobinę przypomina moją ulubioną komedię romantyczną ,,Masz wiadomość’’(1988r.) tylko w znacznie bardziej pikantniejszej oprawie. Opowiada o rozkwitającej miłości, która dopadła dwoje ludzi. Alexa to kobieta zagadka. Na jej temat nie znajdziemy zbyt wiele informacji. Kiedyś była bardzo rozrywkową, swawolną osobą, lecz pewne okoliczności sprawiły, że musiała szybko zacząć twardo stąpać po ziemi. W obliczu kryzysu zgrywa dzielną wojowniczkę, lecz tak naprawdę ciężko jej sprostać oczekiwaniom własnym i rodziny. Z kolei James to notoryczny playboy, nie miałby kłopotu z zaciągnięciem jakiejkolwiek dziewczyny do łóżka. Pomimo tego spotkanie z Conroy nie uważa za jednorazową przygodę wręcz przeciwnie. Z każdym dniem coraz mocniej angażuje się w ten związek. Bardzo mi się podobał jego opiekuńczy charakter w stosunku do Alexy oraz jego interakcje z bratem, ciepłe uczucia wobec matki oraz odpowiedzialność do wszystkiego, co stanowiło w jego życiu jakąś wartość. W tym wszystkim pojawił się tylko jeden istotny problem. Przypadkowe nieporozumienie i kłamstwo ciągnie za sobą kolejne skutki. Dillon w obawie przed utratą ukochanej nie mówi jej wszystkiego na swój temat. Kim zatem jest ten mężczyzna? Przekonajcie się o tym sami.

Jak to z debiutami bywa, raz są lepsze, a raz gorsze. Także w tej książce znalazłam zarówno wady jak i zalety. Styl jest względnie prosty, bez zbędnych opisów czy ozdobników. Dialogi prezentują dość nierówny poziom. Zabrakło mi również rozbudowania wątków pobocznych. Autorka mogła bardziej dopracować detale, rozwinąć treść. Sceny erotyczne są zgrabnie wkomponowane, nie przyćmiewają całości, jednakże liczyłam na nieco więcej napięcia, perwersji i wyuzdania. Sylwetki głównych bohaterów charakteryzują się całkiem wyrazistą osobowością. Szkoda tylko, że drugoplanowe postacie zostały zepchnięte na margines. Mam nadzieję, że ten aspekt w drugim tomie będzie będzie zacznie lepiej dopracowany. Na plus zasługuje natomiast żwawa akcja. Ma odpowiednie tempo, przy którym z pewnością nie będziemy się nudzić. Także zakończenie jest takie jak lubię, romantyczne i pełne optymizmu.

Nie żałuje czasu spędzonego przy lekturze tej książki. To taki typowy romans z lekkim akcentem erotycznym, jednocześnie zawiera pewne minimalne wartości. Między wierszami Cari Quinn próbuje nam uświadomić, że biznesie nie wszystko należy rozpatrywać według kryterium zysku i strat, ponieważ oprócz zarabiania pieniędzy ważniejsze są więzy międzyludzkie. Ponadto pokazuje, że w kryzysowych momentach nie zawsze warto unosić się dumą, czasami lepiej odrzucić w kąt wszelakie wątpliwości i przyjąć pomocną dłoń.

Szukasz ucieczki od rzeczywistości? Chcesz, aby twoja wyobraźnia przejęła stery? W takim razie serdecznie polecam ,,Kwiaty Nie Są Konieczne’’. Nie jest to literatura najwyższych lotów, ale nie zmienia to faktu, że mi się podobała. Znalazłam w niej szczyptę humoru, przypadkowe nieporozumienia, desperacje, niegrzeczny seks, miłosną chemię oraz intensywne emocje. Zapewne miłośnicy współczesnych romansów będą zadowoleni. Zapraszam.


***

Wydawnictwo Amber



piątek, 6 grudnia 2013

Wyniki Mikołajkowego konkursu



Nadszedł decydujący moment- ogłoszenie wyników Mikołajkowego konkursu, w którym nagrodą jest książka ,,Alex'' Pierre Lemaitre.  .

Na wstępie pragnę WSZYSTKIM uczestnikom zabawy bardzo gorąco podziękować. Nie spodziewałam się tak wielkiego zaangażowania z waszej strony. Jesteście nieocenieni !!!

Wybór zwycięzcy był naprawdę szalenie trudny i wielokrotnie zmieniałam swoje typowania. Moim zdaniem każdy z WAS zasługuje na nagrodę. Niestety reguły gry są jasne.

Tylko jedna osoba może otrzymać nagrodę i tym razem będzie to: alicjamagdalena

***
Zacznę od prezentu, który wspominam najgorzej:) Był to prezent os Św. Mikołaja, który przekazał poprzez kolegę z klasy podczas tzw. losowanych Mikołajek w klasie I gimnazjum (miałam wtedy 13 lat). Oczywiście losowania były tajne, nikt nie wiedział, kto go ma. Wszystkie dzieci dostały swoje prezenty piszcząc z zachwytu. Ja przekazałam koleżance również piękną, drogą niespodziankę od Mikołaja ma się rozumieć, a sama czekałam i czekałam i nic... Trochę było mi przykro, ale udawałam, że trzymam się dzielnie. Psiapsióła odważnie zaproponowała mi podzielenie się swoim prezentem otrzymanym ode mnie na pół. W pewnej chwili wszedł spóźniony kolega. Podał mi torebkę, na której dnie znajdowała się figurka - sikający mężczyzna ;] Sięgnęłam na dno torby, aby wydobyć resztę, ale... więcej nic nie było. Tak więc przyniosłam tę dziwną figurkę do domu, a mama zapytała się co to za brzydactwo i gdzie pozostała część prezentu... Od tej pory nie chciałam już klasowych Mikołajek. Pamiętam, że od II klasy jeździliśmy już do kina i to było lepsze rozwiązanie. 
*** 
Myślę, że tego uzasadnienia nie trzeba za wiele komentować. Chyba nikt nie chciałby dostać figurki sikającego faceta? Ja z pewnością nie, dlatego współczuje nietrafionego prezentu.

Natomiast z nutką zazdrości przeczytałam o ulubionym podarunku alicjimagdaleny, mianowicie- list od samego Świętego Mikołaja. To wielki zaszczyt poznać lepiej tak ważną osobistość i dostać od niego zaproszenie na wizytę :)

***

Prezent, który wspominam natomiast najlepiej to...list od Św. Mikołaja, otrzymany w 1995r. :) Byłam wówczas w zerówce i pisaliśmy w klasie z dziećmi krótkie listy. List wyglądał tak, że gryzmoliliśmy taki sam wstąp i zakończenie, a od myślników, co chcemy otrzymać (było to uzależnione od angielskich słówek jakie znaliśmy, a znaliśmy ich niewiele). Pewnego dnia do domu przyszedł mi list w pięknej kopercie, którą w stresie i pośpiechu porwałam, więc się nie zachowała. Niesamowite, że otrzymałam odpowiedź od samego Św. Mikołaja. Byłam szczęśliwa i bardzo dumna, tym bardziej, że jako jedyna z klasy go dostałam. Oczywiście zazdrosne dzieci mi nie wierzyły. Dokuczyły mi mówiąc, że to moi rodzice napisali list i podobne bzdury. Najlepsze jest to, że z listu nic nie zrozumiałam w owym czasie, nie miał mi kto go pomóc przetłumaczyć, bo jednak większość borykała się z barierą językową. Parę zdań wyjaśniła mi ciocia, która co nieco rozumiała. List jest schowany wśród moich najważniejszych skarbów, żaden prezent nie będzie od niego ważniejszy. W zasadzie niedawno wpadłam na pomysł, że przetłumaczę go dokładniej. Co roku chwalę się nim znajomym i rodzinie, aż mają mnie dosyć, co zrobić skoro odpisał mi sam Mikołaj i to na tak pięknej papeterii :) W zasadzie list nie zawierał odpowiedzi na moje ówczesne prośby, tylko wyjaśnił jak żyć - być dobra dla ludzi i zwierząt. Mikołaj opisał swoje miejsce pracy i zaprosił. Mam nadzieję, że uda mi się go kiedyś odwiedzić :) 

***

Gratuluje!!!

Raz jeszcze dziękuje pozostałym uczestnikom konkursu i pozdrawiam wszystkich serdecznie :)

czwartek, 5 grudnia 2013

Wywiad z Katarzyną Gubała

Recenzje Kiti
1. Skąd pomysł na napisanie książki?


Mam tak dużo samotnych koleżanek, że postanowiłam im pomóc. Bardzo chciałam, żeby znalazły sobie drugą połówkę pomarańczy. Dlatego „Faceci z sieci” nie są wyłącznie powieścią, ale także swoistym poradnikiem, jak szukać ukochanej osoby prze Internet. Stworzyłam miłosnego bloga www.porywyserca.pl i tam wiele osób wyznaje, że chciałoby poznać ukochaną osobę. Książka miała więc być nie tylko rozrywką, ale też zachętą do poszukiwań własnej miłości. Znam tyle samotnych osób, które marzą o uścisku dłoni, o namiętnym pocałunku, o wspólnej kolacji. To wszystko jest możliwe, jeśli tylko zalogujemy się na portalu randkowym.

2. Czy wierzy Pani, że znajomość w Internecie naprawdę może przerodzić się w coś więcej?

Wierzę, a nawet mam tego namacalne dowody w postaci własnego męża i kilku przyjaciół. Jestem absolutnie przekonana, że tych wszystkich ludzi nie poznałabym, gdyby nie światłowód.

miqaisonfire
1. Co w przypadku, gdy faktycznie przychodzi Pani do głowy wyjątkowy pomysł, jednak w nietypowej sytuacji (fotel u dentysty, kąpiel w wannie, stanie w kolejce na poczcie). Jak sobie Pani radzi? Stara się Pani zapamiętać daną ideę, czy gdzieś zapisuje Pani swoje pomysły?


Zawsze zapisuję. Mogą to być małe karteczki, przypadkowe strony z jakiejś gazety, a nawet wyblakłe rachunki fiskalne. Wierzę też w to, że dobre pomysły zagnieżdżają się w głowie. I nie uciekają szybko. Jeśli są dobre, rozmyślam o nich długo. Dlatego potem trudno je zapomnieć.

2. Czy pracuje Pani obecnie nad jakąś książką? Jeśli tak, to proszę uchylić rąbka tajemnicy.

Druga książka jest prawie skończona. Jest przede wszystkim o miłości, bo to ona jest motorem naszych działań, dodaje nam skrzydeł albo zrzuca w otchłań nicości. Będzie też o grupie przystojnych mężczyzn i pewnej tajemnicy, którą bohaterka będzie musiała odkryć. Lubię, gdy książka oprócz zwykłej fabuły, niesie ze sobą jeszcze jakieś podteksty, drugie dno, ciekawostki. Dlatego sporo w mojej pierwszej książce zajęły przypisy. Druga też będzie ich pełna.

3. Co jest najtrudniejsze w pracy pisarza, a co należy do najprzyjemniejszych jej aspektów?

Najłatwiej jest książkę napisać :) Najtrudniej książkę sprzedać. Przecież na półkach jest tyle innych ciekawych pozycji. Jak zatem przekonać czytelników, żeby sięgnęli właśnie po moje dzieło? To bardzo trudne.

Katarzyna K
1. Jakie uczucia towarzyszyły Pani, kiedy trzymała Pani w rękach swoją wydaną książkę?


Po prostu i zupełnie szczerze – cieszyłam się jak dziecko. Myślę, że każdy by się cieszył. Pokazywałam ją każdemu, kto chciał ją ze mną oglądać. Pierwsze egzemplarze przyszły do mnie szybciej niż te, które pojawiły się na półkach księgarń. Książka była wprawdzie w przedsprzedaży w wirtualnych sklepach, ale wiadomo – to nie to samo. To dokładnie jak z wirtualnymi randkami – niby fajnie się z kimś pisze, ale dopóki się go nie dotknie w realu, to mała z tego przyjemność. Tak samo było w przypadku „Facetów z sieci”. Kiedy znalazłam pierwszy egzemplarz w księgarni znów cieszyłam się niesamowicie. To takie pozytywne emocje, które dają człowiekowi kopa do życia na wiele tygodni.

2. Do których pisarzy i książek powraca Pani najchętniej? Czy z którąkolwiek, przeczytaną przez Panią książką, związana jest jakaś szczególna historia?

Jednym z moich ulubionych pisarzy jest Ferenc Mate. Łączy w sobie wszystko co lubię – Węgry (bo jest Węgrem), Toskanię (bo tam mieszka na stałe) i pisarstwo (bo pisze o prostym życiu wśród niezwykłych ludzi). Mam taki plan, żeby go kiedyś odwiedzić. Raz już nawet byłam o rzut kamieniem od jego winnicy w Montalcino, ale się nie odważyłam. Stałam przy drodze i zastanawiałam się czy powinnam do niego zagadać po węgiersku, włosku czy angielsku. Ostatecznie zdezerterowałam, ale wierzę, że ta chwila jeszcze przede mną.

Tosia
1. Na jaki temat byłoby Pani najtrudniej napisać książkę?


Najtrudniejsza jest dla mnie motoryzacja. Pracowałam prze wiele lat w radiu, a potem w dzienniku. Zajmowałam się prawie każdą tematyką – od kryminalnej po urodową. Niestety najtrudniejsza była zawsze motoryzacja. Kiedyś przez dwa dni przeżywałam okropne katusze relacjonując w radiu Rajd Polski. Ledwie rozróżniałam marki samochodów! Ale jakoś poszło. Wpadki nie było, ale nerwów cały worek. Z tej lekcji wyciągnęłam wniosek. Odtąd nie zajmuję się sprawami, które nie są w zasięgu mojego umysłu :)

2. Jakie swoje cechy dała Pani głównej bohaterce książki „Faceci z sieci”?

Taki mix niepoukładania połączony z germańskim ordnungiem :) Jedną z moich wad jest pewien specyficzny rodzaj bałaganiarstwa, który staram się okiełznać maksymalnym porządkiem. Może stąd w książce pewne rozdźwięki. Karolina na początku książki radzi – nie wsiadaj z obcym facetem do jednego auta, a parę kartek dalej umawia się z Maxxymalistą na wyprawę w sklepie z dywanami. Rozum i serce zawsze we mnie walczą. I na szczęście nie ma w tej bitwie przegranych :)

kasandra_85
1. Jak zmieniło się Pani życie po wydaniu książki "Faceci w sieci"?


Hmmm… Mam więcej pracy :) Bo pisanie książek wciąga, więc od razu pojawiły się pomysły na kolejną i na kolejną. Poza tym to naprawdę fajna sprawa mieć na półce biblioteczki swoją własną książkę. To dodaje skrzydeł. Człowiek wierzy, że może o wiele więcej. Ergo – książka dodaje pewności siebie. Tak sobie teraz myślę, że to świetna terapia dla ludzi z kompleksami czy mało asertywnych. Kiedy już mają w rękach swoje dzieło mogą wreszcie odetchnąć i powiedzieć: hej, udało mi się, nie jestem taki kiepski, jak mi się wydawało!

2. Jakie inne tytuły Pani książki były brane pod uwagę? A może od początku chciała Pani tak ją nazwać?


Roboczy tytuł brzmiał „Jak złapać męża w sieci”. Taka zresztą idea przyświeca bohaterce i taki jest sens tej książki – jeśli się najbardziej na świecie pragnie mężczyzny, to jak to zrobić, żeby on obok nas się pojawił. Potem trzeba było wymyślić ten ostateczny tytuł. I tutaj na szczęście przyszły mi z pomocą moje kochane koleżanki, które zrobiły burzę mózgów i już po kwadransie miałyśmy tuzin dobrych tytułów. Wygrał „Faceci z sieci”, choć przez długi czas upierałam się przy tytule „Nim zjedzą mnie koty”. Przyznacie jednak, że ten pierwszy był bardziej optymistyczny i chwytliwy. Czasami warto dać dojść do głosu rozumowi, a nie sercu :) Choć koty nadal uwielbiam.

alicjamagdalena
1. Jestem Dolnoślązaczką podobnie jak Pani. Ciekawi mnie, jakie miejsca z naszego regionu są pani szczególnie bliskie.


Bardzo lubię Wałbrzych. Tam przez wiele lat pracowałam w radiu, tam chodziłam do liceum. Tam mam wielu przyjaciół. Ale też okolice są dla mnie fantastyczne. Zjeździłam na kolażówce Góry Sowie. Jestem zakochana w Bolkowie i Świnach. Eksplorowałam nie raz kompleks RISE w Walimiu, Osówce i Włodarzu. Chyba nie ma takiego miejsca na Dolnym Śląsku, o którym bym nie pisała jako dziennikarz Gazety Wrocławskiej, ani takiego, w którym bym nie była osobiście. To wspaniały region, pełen tajemnic, mrocznych zagadek i cudownych ludzi.

2. Jakie porady może dać Pani początkującym pisarzom?

Być sobą i uwierzyć w siebie. Czasami książkę wydaje się od razu, czasami po latach. Wierzę, że książka mieszka w nas, gnieździ się gdzieś między mózgiem, a duszą i prędzej czy później musi się z nas wydobyć. Jeśli ktoś czuje, że musi się podzielić ze światem tą wiedzą – to niech robi to. To naprawdę wspaniała przygoda.

3. Jak odnosi się Pani do zdrowego trybu życia? Czy jest Pani bliski?


Zdrowie to podstawa, żeby mieć możliwość cieszenia się życiem. Niesamowicie potrzebny do szczęścia jest też optymizm, spokój i śmiech. Regularnie ćwiczę jogę i wiem, że daje mi ona niesamowitą energię na cały dzień. Nie ma nic lepszego nić zacząć dzień od stania na głowie. Działa lepiej niż kawa czy inne pobudzacze.
Lubię też piec chleb i bułki. Osiągnęłam w tym mistrzostwo. Do tego swoje przetwory, wypieki, jogurty. Lubię wiedzieć co jem.

Iva
1. Jak wygląda procedura napisania przez Panią powieści? (czy najpierw są to stosy brudnopisów, czy też od razu pisze Pani na komputerze)?


Zwykle wstępny plan zapisuję w zeszycie. A potem, kiedy już mam wszystko rozplanowane, zaczyna się praca przy komputerze. Muszę być w miarę poukładana, bo teksty zwykle piszę w tramwaju. Mam prawie godzinę jazdy w jedną stronę do pracy i z tyle samo z powrotem. To daje 2 godziny pisania dziennie. Dla mnie to dużo.

2. Czym zajmuje się Pani oprócz pisania? Jakie ma Pani zainteresowania i hobby?

Głównie jestem redaktor naczelną „Przepisu na Ogród” miesięcznika interaktywnego w wydawnictwie Burda. Dlatego spora część moich zainteresowań ociera się o rośliny, ogród i zdrowie. Sama mam sporą działkę i uprawiam na niej głównie warzywa. Mam też trochę owocowych krzewów i drzew. Taka działka genialnie odstresowuje i jest jednocześnie dostarczycielką świetnych powideł, dżemów i innych pikli. Kiedy zaś nie jestem w biegu, nie pracuję i nie zajmuję się domem i rodziną, staram się regularnie ćwiczyć jogę. Kilka lat temu wyrzuciliśmy z mieszkania telewizor. Dzięki temu czasu dla siebie i bliskich mam o wiele więcej.

3. Przed nami Boże Narodzenie. Proszę opowiedzieć o swoich niezapomnianych świętach oraz o najwspanialszym/najciekawszym/najfajniejszym prezencie?
Pozdrawiam serdecznie!


Mikołaj czasami potrafi mieć fantazję. Tak też było w moim przypadku. Święty wiedział, że moją wielką pasją jest historia II wojny światowej, dlatego dostałam od niego zaproszenie na weekend z noclegiem w Jugowicach. Spędziłam dwa dni na zwiedzaniu i eksplorowaniu Włodarza – największych podziemi kompleksu RISE. Jeździłam na tyrolce, brodziłam po kolana w wodzie nosząc wielki ponton, zjeżdżałam na linie szybem wentylacyjnym, jeździłam czołgiem, a na koniec szukałam skarbu SS. Może nie był to najromantyczniejszy prezent, jaki dostałam od Mikołaja, ale na pewno najbardziej ekscytujący i pełen przygód. Gorąco polecam każdemu Mikołajowi takie aktywne podarki.

finkaa
1. Pisze Pani o miłości w nieprzypadkowym wydaniu. Co to jest miłość? Czy gdy zauroczenie przeminie, a ludzie nadal chcą być razem, nie powinniśmy mówić o przyzwyczajeniu? Jak odróżnić słowo "kocham", od zwykłego "chcę z nim być"?


Miłość jest ponadczasowa. Zauroczenie czy namiętność to uczucia ulotne. Miłość to szacunek, spokój i bliskość. Przyzwyczajenie jest wtedy, kiedy dwie osoby nie mają o czym ze sobą rozmawiać, ani nie muszą ze sobą zbyt blisko przebywać. Kiedy się kocha, to należy założyć, że miłość ta będzie się zmieniać. Raz będzie namiętna, raz spokojna. Na przestrzeni lat my się zmieniamy i nasze życie, to ma ogromny wpływ na miłość pomiędzy dwojgiem ludzi. Dlatego jeśli uczucie się pojawi, warto nad nim pracować. Każdego dnia. To bardzo ciężka robota, ale satysfakcja jest długofalowa. To nie jest coś, co nas spotyka i już. Miłość to proces i warto mieć tego świadomość. Być gotowym na dawanie i branie oraz na wspólne tworzenie. Nie wystarczy sama deklaracja o byciu z kimś. Za tym powinny iść czyny. Każda ze stron oddaje cząstkę siebie dla tej drugiej ukochanej osoby.

kwiatusia
1. Przeczytałam, że jest Pani wielką fanką miłości w nieprzypadkowym wydaniu, czy to oznacza, że lubi Pani swatać samotnych znajomych aranżując dla nich spotkania? :) A może miłość w nieprzypadkowym wydaniu oznacza tyko historie związane z szukaniem miłości w sieci?


Trafiła Pani, jestem ciągłą swatką. Na każdym kroku próbuję wydać za mąż koleżanki, ożenić kolegów. Rozpytuję, kto nie ma pary, kto chciałby spotkać kogoś. Mam też bardzo miłe odzewy po lekturze „Facetów z sieci” na moim blogu www.porywyserca.pl Piszą do mnie ludzie, którzy dzięki książce postanowili poszukać miłości w sieci, także ponownie. To leje miód na moje serce. Taki właśnie był cel. Niech miłość opanuje cały świat :)

2. Czy autorce „F@cetów z sieci” zdarzyło się szukać miłości w Internecie? ;)

Tak, mam męża z tegoż przybytku :) Sieć to jedno z lepszych miejsc do znalezienia ukochanego. I mnie się taki trafił, a właściwie znaleźliśmy się metodą prób i błędów, z podobną determinacją, jak Karolina i z równie przedziwnymi przygodami po drodze.

3. Napisała Pani paraporadnik dla samotnych. Czy planuje Pani napisać kolejny poradnik? Czy Pani sięga po tego typu literaturę? Jeśli tak, to czy korzysta Pani z rad, wskazówek które się w niej znajdują?
Pozdrawiam serdecznie,


Lubię poradniki, szczególnie te o samorozwoju. Z każdego z nich można się czegoś ciekawego dowiedzieć o sobie i o życiu innych. Potem testuję to na sobie, sprawdzam, czy autor dobrze radził. Ucieszyłam się, kiedy wiele kobiet zaczęło dzięki „Facetom z sieci” także szukać ukochanej osoby w Internecie. Wielu poradnik się przydał i to dla autora jest naprawdę budujące.

martucha180
1. Teraz aż się prosi napisać książkę o kobietach z sieci. Czy mężczyźni z Pani otoczenia nie domagają się takiego parapodręcznika dla siebie? Czy ma Pani plan napisania takiej książki?


Ha, ha, ha, mój maż poznany przez Internet odgrażał się już na początku, że jeśli książka stanie się bestsellerem, to on napisze wersję dla mężczyzn o kobietach z sieci. Myślę, że byłoby to równie zabawne i budujące dzieło. Osobiście wolę jednak pisać dla żeńskiej części czytelniczek. Kobiety są wspaniałymi odbiorcami, są życzliwe, krzepiące i wspierające. Wciąż dostaję miłe słowa od czytelniczek i nie zamieniłabym je na nic innego.

2. Z jakim kwiatem się Pani utożsamia? Który kwiat najbardziej do Pani pasuje?

Jeśli miałabym poruszać się w tematyce roślinnej to kwiaty zamieniłabym na jakieś owoce. Od kilku lat uprawiam działkę wyłącznie w celach użytkowych, a nie rekreacyjnych. Jedyne kwiatki jakie na niej mam to nagietki (na toniki) i trochę chwastów, które zakwitają po to by opanować mój zielony raj. Dlatego z roślin wybrałabym jabłka. Przepadam za ich smakiem, są niepospolite i pełne witamin.

3. Czytając Pani słowa o sobie samej, odniosłam wrażenie, iż jest Pani zakochana w prowincji. Jeśli tak, to za co Pani kocha prowincję? A tak przy okazji, czy zna Pani książki Katarzyny Enerlich o Prowincji?

Książki znam i bardzo lubię. Rozkoszuję się niespiesznym życiem toskańskiej wsi czy węgierskiej puszty. Tam wszędzie czas płynie inaczej. Lubię życiu nadawać sensy i tylko w takich wyciszających miejscach jest to możliwe. Sama mieszkam w mieście, ale takiej części Wrocławia, gdzie jest mnóstwo zieleni, parków, działek i terenów spacerowych. Nikt by nie pomyślał, że tu jest miasto. I oto właśnie chodzi. O swój kawałek raju, gdziekolwiek się znajdujemy.

agf
1. Wiem jak to jest czytać książkę i nie móc się oderwać. Znam to uczucie, gdy mówię sobie "jeszcze jedna karta, jeszcze jeden rozdział"... A jak to jest z pisaniem? Czy zna Pani zakończenie już na początku czy też akcja tworzy się, że tak powiem na bieżąco? I jak wygląda pisanie takiej powieści - codziennie po trochu czy też tak jak czytanie potrafi wciągnąć na kilka godzin?


Mnie ogranicza trasa tramwajowa. Piszę głównie w tramwaju na laptopie i kiedy pojazd dojeżdża do pętli, czas wysiąść. I tyle. No mercy. Nawet jeśli bohaterzy są w trakcie pikantnej sceny w alkowie, ja muszę wysiąść. To uczy dyscypliny i pisania konkretów. Z góry znam zakończenie, choć czasami pozwalam bohaterom na wycieczki w głąb mojego mózgu i przy wsparciu wyobraźni. Jednak bez względu na to, co zrobią, z góry skazuję ich na miłość. I zdania nie zmieniam. Ciężko pracowali przez wszystkie kartki, więc wielkie uczucie im się należy :)

2. Co chciałaby Pani dostać na Mikołajki? :)

Mój Mikołaj zwykle przynosi mi pod choinkę upragnione książki. W tym roku też tak jest. Zrobiłam długa listę, a Mikołaj sukcesywnie ja realizuje.

3. Na jakie pytanie nie chciałaby pani publicznie odpowiedzieć?

To zbyt publiczne pytanie :) A tak serio, to nie opowiadam o swojej rodzinie, bo uważam, że to ich prywatna sprawa.

Delfina
1. Jak to jest tworzyć książkę, a później widzieć ją na półkach w księgarni?


Super, extra, niesamowicie, genialnie, megawspaniale. To coś tak odlotowego, że życzę tego każdemu. Naprawdę warto podjąć trud tej pracy, aby doprowadzić sprawę do końca.

2. Czy książka została całkowicie wymyślona czy może można w niej odnaleźć elementy Pani życia?

Sporo swoich emocji dałam bohaterce. Jest kilka takich scen, które w pewien sposób zdarzyły się moim znajomym, zostały jednak w mojej głowie przemielone i okraszone wyobraźnią. Moja bohaterka, tak jak ja, uwielbia Węgry, Toskanię, książki Witolda Jabłońskiego, a jej największym bohaterem jest Józef Bem. Tylko dając opowieści cząstkę siebie można w pewien sposób zachować autentyczność, a mnie na niej najbardziej zależy.

3. Czytując inne książki czerpie Pani z nich pomysły czy raczej unika Pani tych samych tematów?

W mojej głowie rodzi się tyle pomysłów, że czasami zastanawiam się, gdzie to się mieści. Inne książki są dla mnie kolejnymi przygodami. Nie patrzę na nie przez pryzmat warsztatu, ale doskonałej zabawy, ubogacenia życia i ogromnej intymności.

agasam9
1. Czy postacie w Pani powieściach mają swoje prawdziwe odwzorowania?


Jest taka jedna osoba, która istnieje, ale została mocno pozmieniana. Dla utrudnienia dodam, że nie jest to mężczyzna. Zwykle jednak staram się wymyślać postacie gruntownie. Ostatnio koleżanka zapytała mnie czy jak piszę we wstępie o Helence z Koszalina, to czy ją miałam na myśli. I co ja miałam odpowiedzieć? Że Koszalin był takim samym miastem jak Wrocław, Gdańsk czy Puławy. Ot, się pomyślało. Ot, się napisało. Ot, się wydrukowało. Upss…

karolina2701
1. Jaka jest Pani recepta na miłość?


Ciężka praca. Uważam, że w życiu nic nie jest za darmo i po to mamy dwie ręce i rozum, aby z nich korzystać. Dlatego zarówno kobieta jak i mężczyzna powinni wspólnie pracować nad tym, co udało im się stworzyć pod wpływem strzały amora. To szansa od życia. Ale czy będziemy mieć dość siły, aby ją wykorzystać? A może dość rozumu, żeby odpuścić, kiedy z tej miłości nic nie będzie? Warto próbować patrzeć na siebie i partnera i zastanawiać się, co z tego będzie za 10, 20 czy 30 lat. Jeśli już teraz nie możemy znieść wspólnej jazdy autem do teściowej, to po co się katować?

2. Co jest wg Pani miarą dobrego życia?


Spokój wewnątrz siebie, a co za tym idzie spokój też na zewnątrz. Jeśli możemy na chwilę przystanąć i zastanowić się nad swoim życiem, to zróbmy to. A najlepiej gdybyśmy takie refleksje mieli często. Emocjonujemy się polityką, życiem gwiazd, skandalami, wrednym mężem sąsiadki, niewychowanymi dziećmi kuzynki, a tak naprawdę unikamy emocji wewnątrz nas. To sobie powinniśmy się najpierw przyjrzeć i znaleźć swoje największe zalety i wady. Pracować nad sobą, szkolić się, doskonalić, czytać książki, patrzeć na tworzące się w nas emocje. To sprawi, że dowiemy się kim jesteśmy i czego w życiu chcemy. Kiedy będziemy to wiedzieć, zacznijmy do tego dążyć. Dobre życie to kierunek do jakiego zmierzamy i jaki świadomie wybieramy.

3. Czy uważa Pani, że pisanie jest darem czy można się go nauczyć?

Wierzę, że wielu rzeczy można się nauczyć, także pisania. Kiedyś nie umiałam pisać opowiadań, choć byłam dobrym dziennikarzem i reporterem. Potem przez kilka lat trenowałam pisanie opowiadań i dłuższych form literackich. Gdyby nie ten czas, nie potrafiłabym chyba dobrze skonstruować fabuły czy pociągnąć intrygę. Czasami na pisarskich warsztatach pokazuje się adeptom także techniki pobudzania wyobraźni do kreowania wyimaginowanych światów. Dlatego uważam, że i fantazję da się wyszkolić. Pytanie tylko, ile mamy w sobie determinacji? Każdy ma w sobie wiele darów, które z nich będzie chciał rozwinąć, zależy wyłącznie od jego silnej woli. Wierzę, że to jest motor do działania.

Magnolia044
1. Jak zachęciłaby Pani w kilku zdaniach czytelnika by sięgnął po Pani książkę? Czytelnika - singla i czytelnika - mężatkę?


Nie ważne ile masz lat i w jakim jesteś wieku, pośmiejesz się z perypetii nieco szalonej Karoliny, która za punkt honoru postawiła sobie znalezienie męża przez Internet. Jeśli jesteś singlem – dowiesz się, jak skutecznie poruszać się w sieci i jak postępować z mężczyznami poznanymi przez portal randkowy. Jeśli natomiast jesteś mężatką, to dzięki tej lekturze dowiesz się, jak to dobrze, że twój ukochany facet jest, jaki jest. Zawsze mogłaś przecież gorzej trafić… Na pewno zaś dowiesz się dlaczego Józef Bem największym bohaterem narodowym był, dlaczego Irena Santor może uratować każdą imprezę i dlaczego nie należy zgłaszać pretensji do zakupywanych hamburgerów.

2. Czy zdarzyło się Pani ocenić książkę po okładce? Czy uznaje Pani okładkę za integralną część książki? Czy wręcz przeciwnie i jest pani zdania że „nie ocenia się książki po okładce”?

Okładka jest integralną częścią książki. To tak, jak ważne dla produktu jest opakowanie. Powinno być spójne z zawartością.

3. Czy aprobuje Pani powstawanie książek w postaci audiobooków i e-booków? Czy jest Pani miłośniczką tradycyjnych książek i ma Pani nadzieję, że książka w takiej wersji nigdy nie zniknie?

Jestem miłośniczką papierowych wersji, ale uważam za zbawienne także inne formy książek. Sama korzystam przede wszystkim z audiobooków. Jeżdżę bardzo dużo rowerem, właściwie bardzo często poruszam się nim po mieście. Wtedy nie mam szansy czytać. Audiobook jest wybawieniem. Zdarzało się, że wciągał mnie bezgranicznie. Tak było z Sensacjami XX wieku Bogusława Wołoszańskiego. Pan Bogusław swoim niesamowitym głosem opowiadał kolejne tajemnice II wojny światowej, a ja jechałam rowerem. W pewnym momencie zorientowałam się, że jeżdżę dookoła parku, bo nie mogę się doczekać rozwikłania zagadki gdzie Himmler ukrył dzieła sztuki czy dlaczego Hermann Goering zdradził. Każda forma popularyzacji literatury jest dobra, byleby nie była piracka.

jasmin
1. Czy jest Pani szczęśliwa i spełniona jako kobieta?


Uważam, że tak, ale… No właśnie, uważam, że miłość, podobnie jak szczęście czy spełnienie jest bardzo ulotnym zjawiskiem. I żeby zostało z nami na dłużej, rozgościło się w naszych sercach i opanowało nasze umysły potrzebna jest ciężka praca. Zacząć należy od siebie, a nie od innych. Dlatego spełnienie to tylko taka umowna chwila. Mam tyle planów, tak wiele celów krótko i długoterminowych, więc spełniać zamierzam się przez całe życie.

2. Jaki otrzymany prezent sprawił Pani najwięcej radości?


Wciąż uwielbiam dostawać prezenty, małe, duże, proste i skomplikowane. Mam naturę dziecka, więc potrafię się ucieszyć i zwykłym plastikowym prezentem i zagraniczną wycieczką. Ostatnio cieszę się z prezentów od czytelników. Polubień na moim FB KatarzynaGubalaPisarka, wyznań na moim blogu porywyserca.pl. To takie bezcenne prezenty. Gdybym mogła, to za każdą taką wypowiedź ściskałabym i przytulała. Zresztą każdego, kto wziął udział w tym konkursie, też bym przytulała. Jest we mnie tyle pozytywnej energii od ludzi, że mogę ją tylko rozdawać.

montagne
1.  Skąd pomysł na powieść? Poznała Pani kiedyś kogoś w sieci?


Poznałam męża i paru przyjaciół właśnie przez Internet. Wierzę w to, że to świetny sposób na znalezienie bardzo wartościowych ludzi. No chociażby ja i osoby zadające mi pytania odnalazły się tutaj - na tym świetnym blogu. Książką chciałam nakłonić wiele samotnych osób, a szczególnie kobiet, żeby się nie poddawały, żeby uwierzyły, że miłość czeka na nas tuż za rogiem. Trzeba jednak szczęściu pomóc. Zalogować się, opracować plan i szukać. Od pewnego momentu w życiu spada prawdopodobieństwo trafienia na swoją drugą połówkę pomarańczy w realu. Internet zwiększa nasze szanse niesamowicie i znów pozwala wrócić do gry, randkować, umawiać się, całować, chodzić za rękę na spacery. To wszystko jest możliwe dzięki sieci. To genialne. Każdy może znaleźć ukochaną osobę w Internecie, musi tylko chcieć i mieć odpowiednią determinację. Dlatego tak ważne jest wzięcie życia w swoje ręce, tylko samemu możemy sobie pomóc. Wystarczy chcieć.

2. Ile czasu Pani spędza na pisaniu? To hobby czy raczej ciężka praca?

W tej chwili to hobby. Na co dzień jestem redaktor naczelną „Przepisu na Ogród” siedzę po pachy w roślinnej dżungli :) Pisanie jest wielką przyjemnością, polecam każdemu. Odstresowuje, pozwala uwolnić umysł i kreuje alternatywne światy. To wielka frajda, dlatego polecam każdemu, kto czuje, że ma coś do powiedzenia. Czasami jednak tak w życiu bywa, że hobby przeradza się w zawodowy fach.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


W imieniu Katarzyny Gubała dziękuję wszystkim uczestnikom, którzy wzięli udział w powyższym wywiadzie.

Do nagrody autorka wytypowała:
 
kwiatusia
 
Gratuluje !

Pozdrawiam wszystkich bardzo gorąco!!!

 Cyrysia

wtorek, 3 grudnia 2013

Wywiad z Renatą L. Górską

Jola
1. Od lat mieszka pani z rodziną poza granicami kraju. Zbliżają się święta. W pani domu będzie to typowo polskie świętowanie, czy będą również elementy przemycone z kultury niemieckiej?

Mój dom jest swoistą „enklawą” polskości, zatem święta obchodzę zgodnie z tradycją, w jakiej wzrastałam. Nierzadko zresztą jestem w tym czasie w Kraju.

2. Sarenki, kot-z którym zwierzęciem chciałaby pani porozmawiać w wigilijna noc?

Zdecydowanie z kotem i to konkretnym – z moim Dali, który po 14 latach życia u nas zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach. Dręczy mnie to dzisiaj, chciałabym wiedzieć, co zaszło.

3. Jest pani osobą poważną i pełną melancholii czy raczej wesołą i pełną energii kobietą jak bohaterki pani powieści?

 Jak każda kobieta (a też moje bohaterki) – zmienną! ;) Nie brakuje mi poczucia humoru, z energią to już różnie, miewam jednak również fazy wyciszenia się i refleksji.

Mała Pisareczka
1. Jaki jest Pani stosunek do słowa pisanego po polsku? 


Prawdziwie wyrażać siebie i tworzyć potrafię jedynie w języku ojczystym. W odróżnieniu np. od niemieckiego, język polski „czuję duszą”, a nie odbieram tylko rozumem. Jest w tym jakaś metafizyka.

2. W jaki sposób Pani pisze? Przygotowuje zawczasu cały plan, czy to się dzieje odruchowo podczas pisania, kiedy historia tworzy się sama?

Wszystko zaczyna się od pojedynczej idei. Jeżeli jest na tyle przekonująca, by rozpalić we mnie iskrę zapału, przystępuję do pisania. Plan jest zwykle bardzo mglisty i przeważnie nie ma dużo wspólnego z gotową książką. Historia rozwija się z fragmentu na fragment, acz z kontrolą nad fantazją (jakby nie było, wątki trzeba później powiązać). Najtrudniejsze są ostatnie rozdziały.

3. Jakich słów by Pani użyła, by zachęcić młodych ludzi do czytania?

Czytanie książek to zapełnianie „procesora” mądrością i wiedzą, najlepsza ochrona przed wirusem bezmyślności oraz gwarantowane przyspieszenie łącza! ;)

Katarzyna K
1. Którą z Pani powieści, widziałaby Pani na wielkim, kinowym ekranie?


Oczywiście wszystkie! ;) A poważnie, pisząc „widzę” te sceny i przypuszczam, że wizja twórców adaptacji filmowej mogłaby mnie zawieść. Gdybym jednak miała taką możliwość, zaproponowałabym „Błędne siostry” i może tę najnowszą („Historia kotem się toczy”).

2. Skąd biorą się pomysły na Pani powieści? Samo życie? Czy to Pani wyobraźnia?


 Początkowa idea pojawia się znienacka – pod wpływem jakiegoś przeżycia, miejsca, a raz nawet snu. Ciąg dalszy to fantazja wsparta obserwacjami i doświadczeniem.

3. W swojej książce "Przyciąganie niebieskie" poruszyła Pani temat wiary, Boga? Jaki ma Pani do tego stosunek osobiście?

Jestem wierząca w Boga (i wierząca Bogu), ale nie religijna.

Niekończące się Marzenia
1.  Łatwo się Pani przyzwyczaiła do życia w obcym kraju, czy trudno jest sobie poradzić z tęsknotą?


Zaletą młodego wieku jest m.in. łatwość w przystosowaniu się do zmian. Poza tym, nie byłam sama, wyjechałam ze swoją rodziną. Tęsknota pojawiła się dużo później i z upływem lat nawet wzrasta. Najlepszym lekarstwem na nią są pobyty w Polsce, pomaga również telewizja sat. oraz Internet.

Kinusia
1. Co Panią inspiruje-napędza przy pisaniu książek?


Obrazy i muzyka. Te pierwsze wywołuję głównie z pamięci, a tak się korzystnie składa, że wzrokową mam bardzo dobrą. Chętnie też przeglądam zdjęcia krajobrazowe. Natomiast muzyka jest podkładem „klimatu”. Pisząc, włączam sobie radio internetowe (np. rmfon.pl), gdzie spory wybór muzyki pod każdy nastrój.

2. Czy któraś z książek będzie miała kontynuacje-ciąg dalszy?

Nie przewiduję

3. Jaka jest pani ulubiona pora roku oraz miesiąc ?

Lubię wszystkie cztery pory roku, byleby dni były słoneczne. Wyjątkowy i chyba nietypowo przychylny stosunek mam do listopada - miesiąca, w którym się urodziłam.

Kyou
1. Lubi pani koty? Jeśli tak... rasowe czy zwykły, kochany dachowiec?


Koty lubię wszystkie bez wyjątku! Moim pierwszym był śliczny Pers, równie uroczy jest nierasowy kot syna, lecz najbardziej wolną naturę i niepowtarzalną indywidualność posiadał jednak mój czarny dachowiec Dali. Widząc jakiegoś kota, nie przejdę, aby go nie pogłaskać - z reguły wszystkie pozwalają mi na to. :)

2. Czy chciałaby Pani napisać na przykład... książkę o tematyce fantastycznej, czy raczej nie widzi się w tym gatunku?


Napisałam kilka opowiadań mogących podchodzić pod s-f, lecz fantastyka w rodzaju Tolkiena (podziwiam!) przekracza moje możliwości. Pozostanę raczej przy „fikcji obyczajowej”.

3. Pani książki mają świetne tytuły. Zachęcające. Ciekawa jestem, czy powstają po napisaniu książki czy... przed. (Ja na przykład jak coś piszę, to najpierw pojawia mi się w głowie tytuł, później to już z górki)

 Dziękuję. :) U mnie najpierw jest tytuł roboczy, a ten właściwy rodzi się w trakcie pisania powieści. Jedną z nich miałam już prawie skończoną, gdy ukazała się książka innej polskiej autorki o tym samym tytule. Z bólem serca musiałam swój zmienić (też dopasować treść do nowego tytułu) – lecz ostatecznie powieści wyszło to na dobre. ;)

yl_ko91
1. Czy rozgranicza Pani życie pisarza od życia prywatnego? Czyli czy w Pani powieściach są umieszczone historie z życia prywatnego?


Odgraniczam grubą krechą! W momencie wyłączenia komputera wygasa dla mnie świat fikcji literackiej. Staram się nie wtrącać do niej zdarzeń prawdziwych, a już w żadnym razie tych z własnego życia.

2. Czy pisanie jest Pani jedyną pasją?

Jedyną, która absorbuje mnie w takim wymiarze, ale posiadam też wiele dalszych zainteresowań.

3. W którym kraju czuje się Pani najlepiej?

W Polsce :)

Magnolia044
1. Z pewnością ludzie zadają pani wiele pytań odnośnie Pani twórczości. Jakie było najdziwniejsze, a może najśmieszniejsze pytanie?


Ktoś chciał koniecznie wiedzieć, ile słów/stronic piszę na godzinę/dzień? Być może pomylił pisarkę z maszynistką…;)

2. Zgodziłaby się Pani napisać książkę o tematyce erotycznej? Co Pani sądzi o tego typu literaturze, która w ostatnim czasie jest bardzo popularna?

To są dwa pytania. ;) Po pierwsze: nie piszę niczego na zlecenie. Idea na książkę musi nie tylko prawdziwie zaiskrzyć, ale płonąć potem przez wiele miesięcy – obawiam się, że taka tematyka szybko wypaliłaby się u mnie. Co innego pojedyncze sceny erotyczne – bardzo chętnie. Po drugie: skoro jest popyt na takie książki, to widać, zapełniły jakąś lukę. Monotematyczna „fabuła” z detalicznym opisem akrobacji i anatomii kochanków jednych wciąga, podnieca, innych drażni i śmieszy – ja należę do tych ostatnich.

3. Pytanie z innej beczki :) Gdyby miała Pani uciekać jak najprędzej i jak najdalej nie oglądając się za siebie, co zabrałaby Pani ze sobą? (jest na to tylko chwilka zastanowienia).

Z rzeczy? Laptopa!

Ola C.
1. Gdyby ktoś zadał Pani takie pytanie: jak żyć - jaka byłaby Pani odpowiedź ?


To bardzo trudne pytanie i nie ma jednej odpowiedzi dla wszystkich. Mogłabym co najwyżej temu komuś poradzić: „Nie podważaj sensu życia, lecz postaraj się mu go nadać! Znajdź sobie zajęcie, które daje ci zadowolenie i spełniaj się w nim.”

Delfina
1. Jak czuje się pisarka, która czyta pochlebne opinie o swoich książkach?


Otrzymywać potwierdzenie dla tego, co się robi, zawsze jest przyjemne i budujące. Mam dostatecznie dużo dystansu do swoich książek, toteż ani nie zepsują mnie pochlebstwa, ani nie złamie krytyka. 

2. Czy większość radość sprawia Pani pisanie dla siebie czy raczej dla przyszłych czytelników i dlaczego?

Jedno nie wyklucza drugiego. Odczuwam radość, gdy opowieść posuwa się do przodu, a już największą, gdy uda się ją ładnie zakończyć. Jednocześnie cieszy mnie wyobrażenie, iż być może sprawię nią przyjemność czytelnikom.

3. Czy czytając inne książki czerpie Pani z nich jakieś inspiracje i tematy? Czy może omija Pani tematy, które już ktoś poruszył?
Umberto Eco zauważył, że „wszelka opowieść snuje historię już opowiedzianą”. Zgadzam się z nim, ponieważ wbrew pozorom, ludzie się nie zmieniają, a też od wieków przechodzimy przez te same etapy życia, przeżywamy jednakowe emocje. Świadomie nie wzoruję się na nikim, lecz przeczytałam w życiu tak wiele książek, iż nie da się wykluczyć ich wpływu na mnie. Uważam jednak, że nawet b. podobny temat czy tę samą historię można przedstawić oryginalnie, na sto lub więcej sposobów. Czyli nie tyle ważne „co”, ale „jak” napisane.

monalisap
1.  Jak Pani myśli, co Pani kot powiedziałby w Noc Wigilijną, gdyby umiał mówić? (pytanie z przymrużeniem oka)


Jeżeli dobrze wyczuwam naturę kocią, to są jedynymi zwierzakami, które w noc wigilijną trzymałyby swoje pyszczki na kłódkę. ;)

2. Ma Pani w planach kolejną książkę? Jeśli tak, to w klimacie "Historia kotem się toczy" czy coś kompletnie innego?

Zaczęłam coś nowego, tym razem będzie bliżej do „Za plecami anioła”. Podobna sceneria, reszta inna, choć jak często – z tajemnicą w tle.

nieidentyczna
1. Proszę o dokończenie zdania: "Dobry pisarz to taki..."


… w którego książkach każdy znajdzie coś dla siebie: przeciętny czytelnik dobrą historię, a wybredny - mądre przesłanie i bogactwo słowa.

Tadeusz Kaiser
1. Mając "zdrowe", a dla innych "konserwatywne" poglądy na dzisiejsze kościoły chrześcijańskie, czy nie uważasz, że niemieckie zbory protestanckie, albo wiele z nich ( bo sam poznałem bardzo zasadniczy i oparty na zdecydowanie konserwatywnym podejściu do Słowa Bożego zbór w Klingenthal) nie zaczyna się wzorować na amerykańskich megakościołach i na ewangelii sukcesu?


Za mało znam ten problem, aby móc wypowiadać się o nim. Jak napisałam wyżej, jestem wierząca, lecz nie religijna.

2.Co inspiruje Cię najbardziej do pisania kolejnych, pięknych powieści. Niemiecka rzeczywistość, czy też więcej słowiańska dusza i polskie korzenie?


Z pewnością bardziej to drugie, choć wykorzystuję też doświadczenia z życia na obczyźnie.

3. Pochodzisz ze Śląska. W związku z czym zadam Ci pytanie w gwarze śląskiej:
Jak bydzie wyglądała u Ciebie dziołcha wilijo, bydzie po ślonsku,polsku, niymiecku, abo
wymiyszane wszystko?


 Bydzie miyszano, chopie, ślonsko-polsko. ;)

martucha180
1. Jakim cudem kobieta nie znosząca dat, numerów i liczb ma wykształcenie ekonomiczne?


Moja niechęć do wszelakich „cyferek” jest m. in. wynikiem owego (błędnie podjętego) kierunku.

2.  Jak zachęciłaby Pani mężczyzn do przeczytania swoich książek?

 „Pragniecie wizy do świata kobiet? Sięgnijcie po książki Renaty l. Górskiej!” :)

3. Czym się Pani kieruje przy wyborze imienia dla głównych bohaterek?

Imiona głównych bohaterek wiążą się z konkretnymi osobami z mojej rodziny (np. Marta – moja babcia, Dominika - mój syn to Dominik), natomiast do pobocznych postaci wybieram je mniej lub więcej spontanicznie.

Wanda
1. Czy myśli Pani o napisaniu jakiejś wspaniałej książeczki - bajki dla swoich przyszłych wnucząt?


Zastanowię się nad tym, gdy te wnuki już się pojawią! ;)

2. Każda z Pani bohaterek ma pod Pani piórem swoją historię i to bardzo różną . Czy zatem jest możliwe, by stworzyć kolejną powieść łącząc wszystkie bohaterki w jedno spotkanie, kończące powieść wzajemnym poznaniem się i wspaniałą przyjaźnią, która każdego roku sprowadzała by je do jednej posiadłości np. na wyspie Wolim w celach kontynuacji wspólnych wypadów nad morskie wyprawy lub inne miejsce ? :0))

Wg ankiety http://ankiety-r-l-gorskiej.blogspot.de/  większość czytelników moich książek nie lubi kontynuacji. Osobiście także uważam, że lepiej zakończyć w taki sposób, by pozostawić czytelnikom pole do wyobraźni. Co - jak widać po Pani sugestii – zadziałało wyśmienicie! :)

3. Myślała Pani o powstaniu powieści , której akcja zakończyła by się pod Złotą Bramą w Jerozolimie ?. Moim zdaniem 3 pytanie w połączeniu z drugim pytaniem
mogło by stworzyć wspaniałą kompozycję . Co Pani na to?. Bardzo cieplutko pozdrawiam.


Jeżeli kiedykolwiek będę w Izraelu, to być może wykorzystam wrażenia z takiej podróży. Na razie trzymam się miejsc znanych – aby o czymś pisać, muszę „czuć ducha” tych krain.

kwiatusia
1. Kot pojawił w tytule najnowszej Pani książce; znalazł się na okładce i miesza w życiu bohaterów.:) A jak jest w rzeczywistości, czy czarny kot który przebiegnie Pani drogę oznacza nadchodzącego pecha? Wierzy Pani w przesądy ( nie tylko te związane z kotami :))?


Nie jestem przesądna, a wręcz walczę z przesądami i zabobonami - mam je za bzdurę, uwłaczającą intelektowi ludzkiemu (oraz za zaprzeczenie ufności Bogu). Np. od lat konsekwentnie przerywam przysyłane mi łańcuszki szczęścia, a mój ostatni kot był właśnie czarny.

2. Czy jest na świecie takie miejsce do którego by się Pani przeniosła bez zastanowienia (na przykład, gdyby wygrała Pani w lotto) ;), a może to w Niemczech znalazła Pani swój azyl, swoje zacisze i nie wyobraża sobie Pani już żadnej przeprowadzki?


 Gdybym wygrała w lotto wróciłabym do Polski. Najchętniej w polskie góry – nazwisko zobowiązuje! ;)

3. Czy są jakieś przysmakami z polskiej i ze śląskiej kuchni za którymi Pani tęskni? A może wszystko można kupić i przygotować poza granicami Polski?


W latach „żelaznej kurtyny” brakowało mi np. polskich słodyczy (michałki!). Obecnie nie ma większego problemu w zdobyciu polskich produktów, są nawet polskie sklepy.

Erivan
1. Pani mąż również zajmuje się działalnością artystyczną, jak w domu dogadują się pisarka i artysta malarz? 


Przypuszczam, że lepiej, niż z kimś nie rozumiejącym, czym jest praca twórcza. Cenimy się wzajemnie i wspieramy.

2. Kto jest pani najwierniejszym czytelnikiem i osobistym krytykiem literackim? 

Na etapie pisania – moja kuzynka Ania i przyjaciółka Bożena, które cierpliwie śledzą narodziny kolejnych fragmentów. Po ukazaniu się powieści przede wszystkim mój mąż (ostatnio dołączył też syn), jednak tych „wiernych czytelników”, z których opinią się liczę, jest dużo więcej.

3. Pracowała pani w wielu instytucjach. Czy doświadczenia z nich wyniesione miały jaki wpływ na pani książki?

Jak dotąd, posłużyłam się tylko doświadczeniem z pracy w księgarni (Nela z „Czterech pór roku”).

alicjamagdalena
1. Jestem ciekawa jaki ma Pani stosunek do gór? Czy z racji Pani nazwiska lubi się Pani po nich wspinać czy może woli oglądać w tv bądź na obrazkach? 


Uwielbiam góry, ale tylko te zalesione – za skalistymi nie przepadam. W młodości przewędrowałam Beskidy i Karkonosze, w ostatnich latach niestety już rzadko tam bywam. Częściej wspinam się na niewysokie góry w pobliżu obecnego miejsca zamieszkania.

2. W jakim była Pani wieku, kiedy poczuła Pani natchnienie pisarskie?

Mogłam mieć wtedy z 12 lat. Spisywałam historie w brulionach, wędrowały potem po koleżankach (niestety, żaden się nie zachował). Jedno z moich wczesnych opowiadań wydrukował „Płomyk”.

3. Z jaką książką/ książkami była Pani szczególnie związana w dzieciństwie ( czy są takie ulubione pozycje, które Pani miło wspomina)?

„Dzieci z Bullerbyn” A. Lindgren, „O czym szumią wierzby” K. Grahame’a „Plastusiowy pamiętnik” M. Kownackiej, „Czarna Julka” G. Morcinka,  wszystkie „Anie” i „Tomki” oraz wiele, wiele więcej.

Kasia J.
1. W jaki sposób rozpoczęła Pani przygodę pisarską? Co radziłaby Pani początkującym pisarzom?


 Pominę początki w latach młodości, o tym wspomniałam wyżej. W dorosłym życiu po latach ćwiczenia się w krótszych formach i paru nieudanych podejściach do napisania powieści, pewnego dnia postanowiłam nie tylko zacząć, ale i skończyć. Udało się. I tutaj pierwsza rada dla początkujących pisarzy: dyscyplina! Niestety, talent, chęci i zgrabne pomysły to jeszcze nie wszystko, bowiem książka nie napisze się sama. ;) Kiedy już doprowadzi się projekt do końca, życzę odwagi w zmierzeniu się z rynkiem wydawniczym (mnie długo jej brakowało). Dobrze jest przyjrzeć się ofertom wydawnictw, a też warunkom, na jakich przyjmują propozycje wydawnicze. Osobiście odradzam te, które żądają od autora jakichkolwiek opłat. Moją debiutancką powieścią szybko zainteresowały się dwa wydawnictwa, zatem miałam wiele szczęścia. Nie jest to droga typowa, dlatego doradzam cierpliwość, a też otwarcie się na konstruktywną krytykę. A przede wszystkim, nie zrażać się i pisać, pisać, pisać!

2. Czy woli Pani czytać czytać książki w wersji drukowanej,tradycyjnej czy elektronicznej?

Bez dwóch zdań – wolą książki „papierowe”. Przed około rokiem polubiłam audiobooki, więc nie wykluczam, że przekonam się również do czytników.

3. Czy promuje Pani swoją twórczość, np. podczas spotkań literackich w bibliotece? A jeśli tak,to które spotkanie zapamiętała Pani najbardziej?

Nie promuję swoich książek w ten sposób, jednak kiedyś zwabiono mnie (fortelem) do małej księgarni, gdzie czekało na mnie grono czytelniczek. Było b. miło i dla mnie znośnie, gdyż półprywatnie.

Iva
1. Jak wygląda procedura napisania przez Panią powieści? (czy najpierw są to stosy brudnopisów, czy też od razu pisze Pani na komputerze)?


 Od razu zasiadam do komputera. Jakieś notatki robię sobie już w trakcie pisania (w oddzielnym pliku).

2. Czym zajmuje się Pani oprócz pisania? Jakie ma Pani zainteresowania i hobby?

Czytam – interesuje mnie wszystko związane z człowiekiem, od antropologii, poprzez psychologię do filozofii. Namiętnie oglądam filmy (fabularne i dokumenty film.), lubię muzykę i taniec, wędrówki i rower, fotografowanie. Hobby jako takiego nie mam (oprócz zbieractwa książek, filmów i muzyki).

3. Przed nami Boże Narodzenie. Proszę opowiedzieć o swoich niezapomnianych świętach oraz o najwspanialszym/najciekawszym/najfajniejszym prezencie?

 Niezapomnienia święta wiążą się z moim dzieciństwem – przepraszam, ale zabrakłoby miejsca, aby opisać je tutaj. ;) Najfajniejszy prezent z tamtego okresu to paczka z dziesięcioma książkami (nie przeszkadzało mi wcale, że były z antykwariatu).

Marzena Strawa
1. Pisze Pani, że po skończeniu każdej powieści przemienia się Pani w trochę inną osobę niż na początku, bo żyje Pani życiem swoich bohaterów. Czy zawsze są to zmiany na lepsze i czy domownicy akceptują taką nieustanną zmianę osobowości?


Napisane przeze mnie książki w żadnym razie nie zmieniają mojej osobowości!  :) Stwarzam nie tylko historię, lecz staram się wgłębiać w psychikę ludzką. Dużo wtedy rozmyślam i dochodzę do wniosków i refleksji, które (mam nadzieję) wzbogacają treść powieści, lecz również  mnie samą. Przemiana jest więc raczej rozwojem, z każdą książką mocniej dojrzewam.

Edyta Chmura
1.  Ucząc się języka niemieckiego zachwycały mnie jego jasne zasady i twarda wymowa, tylko z zapamiętaniem tych okropnych zaimków "der, die, das" miałam problem. Czy Pani z przyjemnością uczy się tego języka czy tylko w takim zakresie jaki jest konieczny, czyli żeby umieć poprosić o śmietanę w sklepie :) ?


W języku niemieckim podoba mi się możliwość słowotwórstwa, zasady są b. logiczne, lecz co do wymowy, to istnieje wiele pułapek (nie tylko z powodu przegłosów). Opanowałam go wystarczająco do moich potrzeb. :)

2. Z której napisanej przez siebie książki jest Pani najbardziej zadowolona, dlaczego właśnie z tej?

Proszę mi wybaczyć, ale nie potrafię dokonać takiego wyboru. W każdej z powieści znajduję rzeczy, których dzisiaj nie umiałabym już chyba tak napisać, ale też w każdej coś bym zmieniła. Być może ta, z której będę w pełni zadowolona, jest dopiero przede mną?

3. Czy chciałaby Pani zwiedzić Sandomierz? Chętnie Panią oprowadzę :D

Bardzo chętnie, ponieważ dotąd nie byłam w Sandomierzu, a słyszałam wiele pochwał na jego temat!

Joanna Sobczak
1. Jakiego tematu nigdy nie podjęłaby Pani w swojej książce, bo "nie wypada", "nie potrafiłabym o tym pisać" czy "zupełnie się na tym nie znam"?


Jako, że poruszam się w świecie fikcji, nie ma dla mnie tematu-tabu. Nikogo nie oceniam personalnie, a bohaterzy mają prawo do własnych przekonań. Nie podjęłabym się chyba tematyki II wojny światowej, zostawiam ją świadkom czasu. „Nie znać się na czymś” nie jest jednak przeszkodą, gdyż można zebrać potrzebne informacje.

2. Czy były takie chwile kiedy pomyślała Pani "uff... jak to dobrze, że wyjechałam z Polski"?

„Uciekłam” przed komunizmem, więc póki w Polsce nie upadł, doceniałam możliwość życia w kraju wolnym, demokratycznym.

3. Gdyby zechciała Pani zdradzić nam swój ulubiony cytat lub motto, które sprawia, że złe myśli mijają, wraca dobry humor i nadzieja na lepszy dzień.

Czytam wówczas Psalmy biblijne, moim ulubionym jest 91.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

W imieniu Renaty L. Górskiej dziękuję wszystkim uczestnikom, którzy wzięli udział w powyższym wywiadzie.

Do nagrody autorka wytypowała:
 
Mała Pisareczka

Delfina

 
Gratuluje zwycięzcom!

Pozdrawiam wszystkich bardzo gorąco!!!

 Cyrysia
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

ps. Z przykrością muszę zawiadomić o przesunięciu daty premiery książki "Historia kotem się toczy" Renaty L. Górskiej. Nowa data premiery to 10 grudnia 2013.

niedziela, 1 grudnia 2013

Cud przemiany


Motylek
Jolanta Mausch 

 
wydawnictwo: Novae Res
data wydania: 28 listopada 2013
liczba stron: 342
ocena: 5+/6









        ,,Motylek’’ to debiutancka powieść Jolanty Mausch, która niedawno miała swoją premierę dzięki wydawnictwu Novae Res. Zauroczona subtelną, minimalistyczną okładką tej książki nie mogłam oprzeć się pokusie, aby poznać jej ,,zawartość’’. Już teraz śmiało napiszę, warto było uciec w świat wykreowany przez autorkę.

Kiedy kogoś napotykasz na swej drodze, nie jesteś w stanie przewidzieć, czy to spotkanie nie odmieni czasem twojego życia...

Magda, młoda pani psycholog za namową Wojtka, swojego kolegi z czasów studenckich przeprowadza się do małego miasteczka, gdzie obejmuje posadę w pobliskim Domu Dziecka. Ponieważ zamierza osiąść tutaj na stałe kupuje jedną część dwurodzinnego domu. Druga połowa mieszkania należy do Piotra, artysty plastyka z burzliwą przeszłością i problemem alkoholowym. Ich pierwsze spotkanie nie przebiega zbyt w przyjaznej atmosferze. Mężczyzna jest opryskliwy i nieprzyjemny. Pomimo tego Magda nie zraża się gburowatym zachowaniem sąsiada. Stopniowo krok po kroku zdobywa jego zaufanie i przyjaźń. Z czasem dochodzi do tego skrywana, wzajemna fascynacja. Niestety pewna tragiczna tajemnica powstrzymuje Piotra przed zrobieniem pierwszego kroku. Co z tego dalej wyniknie? Czy mężczyzna odważy się kiedyś wyjawić sąsiadce wszystkie swoje bolesne sekrety? Jak Magda ustosunkuje się do jego wstrzemięźliwego zachowania? A może da sobie jednak z nim spokój?

Jestem ogromnie zadowolona, że mogłam przeczytać ,,Motylka’’. Jolanta Mausch stworzyła niezwykle piękną, mądrą, optymistyczną współczesną powieść obyczajową o przyjaźni, miłości, akceptacji, pokonywaniu własnych słabości i nadziei na lepsze jutro. To główni bohaterowie są źródłem jej głębokiego, wartościowego wymiaru. Magda jest postacią nieco pospolitą. Taka typowa szara myszka niemniej jednak bije od niej wewnętrzne ciepło, empatia, wrażliwość i zrozumienie. Z kolei Piotrek początkowo jawi się, jako nieszkodliwy pijaczek. Za każdym razem odrzuca pomocną dłoń od innych i ucina wszelkie osobiste rozmowy na swój temat, gdyż obawia się doświadczać goryczy i upokorzenia. Dopiero spotkanie z wścibską, otwartą i zarazem serdeczną sąsiadką sprawia, że po wielu wypełnionych marazmem miesiącach, coś w nim wreszcie się przełamuje. Kończy się ponure odrętwienie, uporczywy żal i poczucie beznadziejności, zaś kiełkuje ziarenko optymizmu i ufności w lepsze jutro. Przy Magdzie artysta czuje się wreszcie swobodnie i bezpiecznie. Nie musi udawać obojętności, niechęci i ironii, którą często okazywał innym ludziom. Z ogromnym zainteresowaniem patrzyłam na powolną transformacje Piotra z larwy zamkniętej w ciasnym kokonie bólu i ograniczeń w wolnego motyla żyjącego pełnią życia. Niezapomniana metamorfoza. Na takie chwile warto czekać.

Wbrew pozorom nie jest to zwyczajny, ckliwy romans, jakich wiele wręcz przeciwnie. Autorka zawarła tutaj mnóstwo wartościowych wniosków. W prosty i rzeczowy sposób uświadamia, że fundamentalną wartością w związku jest przyjaźń, zaufanie, szacunek, cierpliwość, uczciwość, pieczołowitość, tolerancja  i harmonia międzyludzka. Te wszystkie elementy są podstawą każdej miłości. Kolejnym ważnym tematem są nasze uprzedzenia względem zachowania odbiegającego od normy społecznej. Jak bowiem mówi stare porzekadło: jakim Cię widzą, takim Cię piszą. Nikt nie chce się zadawać z osobą, która wygląda niechlujne lub jest w jakiś sposób wybrakowana. Powinnyśmy jednak pamiętać, że nie zawsze liczy się wygląd, najważniejsze jest wnętrze. Nie zabrakło także zagadnień związanych z alkoholizmem. To straszny, zgubny nałóg, wpływa destrukcyjnie na czyjeś życie, ale można wyzwolić się spod jego więzów. Wszystko zależy od dobrej woli, siły charakteru i właściwego bodźca, który skutecznie zmotywuje do zerwania z chorym uzależnieniem.

Lektura tej książki dostarczyła mi wielu wrażeń, emocji i wzruszeń. Napisana jest lekkim, prostym i naturalnym językiem, dzięki czemu czyta się ją nadzwyczaj swobodnie i przyjemnie. Dialogi brzmią naturalnie, przedstawiają, a nie naśladują rzeczywistą konwersację. Akcja poprowadzona jest zgrabnie, stopniowo odkrywa kolejne zaskakujące fakty. Niekiedy pojawia się humor sytuacyjny, który dodaje całości kolorytu. Wszyscy bohaterowie zostali skonstruowani z niezwykłą dbałością o szczegóły. Są wielowymiarowi, wyraziści i bardzo ludzcy. Mimo wielu walorów znalazłam też kilka drobnych mankamentów. Przede wszystkim nie spodobały mi się skoki czasowe opisywanych zdarzeń występujące między rozdziałami. Niby ciekawy zabieg, ale zabrakło mu łagodniejszej formy przejścia. Liczyłam również na to, że poznam punkt widzenia rodziców Magdy na jej ostateczne relacje z Piotrem. Także zrywanie z alkoholowym nałogiem wydało mi się lekko sztuczne. Leczenie tej choroby, to długa, żmudna, kręta i wyboista droga, zaś autorka ukazała ten proces nadzwyczaj łatwo i bezproblemowo. Nie bacząc na powyższe uwagi proza Jolanty Mausch szalenie mi się podobała i nie żałuje, że ją poznałam.

Wszystkim miłośnikom romansów, powieści obyczajowych i każdemu, kto lubi interesujące, konstruktywne historie o miłości serdecznie polecam przeczytać ,,Motylka''. W tej na pozór przeciętnej książce autorka przemyca wiele istotnych treści. Pokazuje, że nie wolno ulegać zwątpieniu i rozpaczy, ponieważ na wszystko przyjdzie odpowiedni moment i właściwa osoba. Ponadto uzmysławia, że tylko dzięki przyjaźni i miłości ofiarowanej przez drugiego człowieka można otrzymać pewność siebie, poczucie własnej wartości i wyzwolić się z życiowego impasu. Zapraszam, naprawdę warto.

***
Wydawnictwo Novae Res