"Bądź osobą dającą wsparcie. Świat ma już wielu krytyków." - Dave Willis ❤

czwartek, 19 czerwca 2014

Siła kruchego życia


Niewidoczne dla oczu
Lutz Sophie


ilość stron: 192
data wydania: 2014
wydawca: Św. Wojciech

Ocena: brak ze względu na tematykę







 
   Ludzie niepełnosprawni żyją wokół nas, mimo to często zdajemy się ich nie zauważać, gdyż nie wiemy, jak przyjąć i zaakceptować ich ułomność, jak z nimi rozmawiać, jak znaleźć wspólny język. Niektórzy jednak mają na co dzień do czynienia z osobami ograniczonymi fizycznie i intelektualnie. Jedną z takich osób jest francuska pisarka Sophie Lutz, mama czwórki dzieci, w tym dotkniętą kalectwem Philippine. Autorka zadebiutowała publikacją ''Filipina. Siła kruchego życia'', w której opisywała przygotowania i moment przyjścia na świat swojej chorej córki. Natomiast w książce ''Niewidoczne dla oczu'' poznajemy dalsze losy tego przejmującego świadectwa ukrytej miłości.

Od chwili narodzin Philippine jest więźniem własnego ciała i aparatury medycznej. Nie potrafi mówić, chodzić, nie widzi i ledwie słyszy. Czy w takim przypadku jej egzystencja ma w ogóle jakikolwiek sens? A może lepiej byłoby uwolnić się od ''niewygodnego'' problemu?

Jestem bardzo głęboko poruszona tą książką. Brak słów, aby wyrazić mój podziw do Sophie Lutz. To naprawdę wyjątkowa kobieta, a przede wszystkim wspaniała, troskliwa, kochająca matka. Z wielką wiarą, nadzieją i ufnością opowiada o swojej córce oraz pokazuje, jak najbliżsi odnaleźli się w tej nietypowej dla nich sytuacji. Cała rodzina pogodziła się z chorobą Philippine. Przyjęli na siebie to jarzmo akceptując je jako naturalną kolej rzeczy. Autorka dzieli się swoimi doświadczeniami z punktu widzenia matki, mężatki i chrześcijanki. Szczerze, otwarcie, bez owijania w bawełnę uświadamia, że nie zawsze jest pięknie i lekko. Wręcz przeciwnie. Wielokrotnie buntuje się przed sobą i przed Bogiem bolejąc na okrutnym losem. Nieraz wątpi w słuszność swoich przekonań moralnych, jednocześnie beszta się za swój egoizm.

Cierpienie jest tajemnicą, często przerasta nasze zdolności zrozumienia. Dźwigając swoje brzemię wielu ludzi pyta- dlaczego? Odpowiedzi należy szukać w krzyżu Chrystusa w wymiarze Odkupienia, które jest dziełem niepojętej miłości Boga do człowieka. Sophie bezpretensjonalnie przyznaje, że mimo różnych kryzysów, dzięki swojej córce czuje się szczęśliwa i spełniona, ponieważ umocniła się w wierze, nauczyła pokory wobec życia oraz wrażliwości na los innych. Nie wiem, czy byłabym w stanie wykazać się taką wielką duchową siłą. Myślę, że tylko najczystsza, cierpliwa, nieszukająca poklasku miłość matczyna jest w stanie tego dokonać.

To niezwykle budująca opowieść o trudnej codzienności. Całość napisana jest subtelnym, pięknym, elokwentnym językiem, bez przesadnego dramatyzmu czy sztuczności. Fabuła głównie oscyluje wokół rodziny Lutz, dzięki czemu mamy lepszy wgląd w ich życie, problemy, dylematy oraz możemy zobaczyć, jak mąż Sophie i jej trzej synowie postrzegają niepełnosprawność Philippine. Spotykając człowieka upośledzonego boimy się popełnić jakąś gafę, bowiem niełatwo jest być przy kimś, towarzyszyć mu swoją życzliwą obecnością i przemawiać do niego ze świadomością, iż nie uzyska się odpowiedzi. To niezwykle ważna i cenna lekcja bezinteresowności. Swoje trzy grosze do powstania tej książki dołożyli też niektórzy lekarze, opiekunowie, rehabilitanci lub dalsi krewni, co znacznie urozmaiciło i ubogaciło narrację.

Polecam każdemu bez wyjątku tę niesamowitą lekturę, w pierwszej kolejności rodzicom i rodzeństwu dziecka ułomnego, lekarzom, którzy wątpią w sens egzystencjalny upośledzonej osoby lub pracownikom socjalnym (pedagog, psycholog), którzy chcą pogłębić swoją wiedzę na temat opieki, lepszego zrozumienia czy odpowiedniego postępowania z człowiekiem niepełnosprawnym. Dzięki tej książce zmienisz spojrzenie na siebie, na bliźnich i na świat. Zrozumiesz istotę choroby, cierpienia i śmierci. Poznasz sens i wartość życia oraz otworzysz się na ideę nowego społeczeństwa, bardziej solidarnego i sprawiedliwego.

Sophie Lutz z Philippine (źródło)

 ''Zapraszam was, byście wraz ze mną ruszyli w szalone tany do utraty tchu, aż zakręci wam się w głowie. Byście razem ze mną zatańczyli taniec, w którym mimo wszystko odnajduje piękno i podczas którego serce, aby przetrwać, chwyta się dosłownie wszystkiego''.



***
Wydawnictwo Święty Wojciech.

środa, 18 czerwca 2014

Tragiczne wybory


WYBIERAM MIŁOŚĆ
McAdams Molly

 
Wydawnictwo Amber
Gatunek: new adult
Seria: Wybieram ciebie #2
Data wydania: 2014-05-27
Ilość stron: 272
Ocena: 4+/6







    ''Wybieram miłość'' Molly McAdams stanowi kontynuację powieści ''Wybieram Ciebie''. Osobiście pozytywnie wspominam pierwszy tom serii, dlatego nie mogłam oprzeć się pokusie, aby poznać ciąg dalszy zawiłych losów głównej bohaterki. Czy i tym razem jestem w pełni usatysfakcjonowana? Najpierw krótkie przypomnienie fabuły.

Osiemnastoletnia Harper wychowana pod kloszem przez ojca, oficera marines postanowiła uwolnić się z jego kontroli i zaczęła żyć własnym życiem jak najdalej od domu. Wkrótce zakochała się wzajemnością w Chase’u i Brandonie, dwóch zabójczo przystojnych chłopcach. Rozdarta pomiędzy nimi nie potrafiła zdecydować się z kim chce być. To los rozstrzygnął za nią. Kiedy wszystko wydaje się przesądzone niespodziewanie zdarza się tragedia, która sprawia, że nic już nie jest takie samo. Co się takiego strasznego wydarzyło? Z kim Harper będzie dalej dzielić swoje życie?

W porównaniu do swojej poprzedniczki bieżący tom wypada odrobinę słabiej, ale nie zmienia to faktu, że mi się podobało. Co prawda fabuła powiela utarte schematy. Ich dwóch, ona jedna. Typowy miłosny trójkąt, lecz autorka wprowadza do niego mnóstwo zamieszania, przez co cała historia nabiera całkiem innego, bardziej głębszego wymiaru. Wkradnie się podstępna, zdradziecka intryga, ból, cierpienie, wielkie nieszczęście, śmierć, potworne poczucie winy, walka z żałobą oraz nadzieja na drugą szansę.

Najbardziej na plus zaskakują bohaterowie, gdyż odsłaniają przed nami niespodziewane oblicza. Wprawdzie niektórzy z nich wydają się lekko przerysowani i przesłodzeni, ale i tak budzą sympatię. Widać jak ewoluują i dojrzewają emocjonalnie do zobowiązań. Na podstawie ich zachowań można się sporo nauczyć np. wybaczania, akceptacji, szacunku, przyjaźni, moralności, a przede wszystkim miłości zdolnej pokonać każdą przeszkodą.

Całość napisana jest prostym, konkretnym językiem, bez zbędnych opisów, czy udziwnień. Akcja płynie miarowym rytmem, ale nie ma poczucia stagnacji. Niestety zabrakło mi tu silnego napięcia oraz dynamizmu. Miałam nadzieję, że niektóre postacie znacznie gwałtowniej uzewnętrznią swoje uczucia i emocje, tymczasem wielokrotnie powstrzymywali je na wodzy, przez co powieść traciła na jakości. Pomimo tego nie żałuje czasu spędzonego z tą lekturą, ponieważ dostarczyła mi niezapomnianych wyruszeń i skłoniła do refleksji nad przemijalnością człowieka oraz nad odpowiedzialnym poszukiwaniu nowych lepszych dróg i rozwiązań.

Polecam tę książkę wszystkim, którzy mają za sobą tom pierwszy. Natomiast tych, którzy jeszcze nie sięgnęli po tę serię, zachęcam do nadrobienia zaległości. Może na tle innych powieści z tego gatunku nie wypada jakoś szczególnie spektakularnie, mimo to na swój sposób wciąga i angażuje, dlatego będę wspominać ją z osobliwym sentymentem. Dlatego mam nadzieję, że dacie jej szansę. Zainteresowanych zapraszam.

***
Wydawnictwo Amber

wtorek, 17 czerwca 2014

Salomonowy dylemat


Drogie Maleństwo
Julie Cohen

 
tytuł oryginału: Dear Thing

data premiery: 18 czerwiec 2014 rok
Liczba stron: 466
Wydawnictwo: Filia
Ocena: 5+/6








    Zakochany człowiek często nie myśli racjonalnie. Niejednokrotnie w przypływie emocji  oddałby wszystko, żeby uszczęśliwić wybranka serca. Ale jak daleko można posunąć się w swoich działaniach? Spróbujemy się tego dowiedzieć na przykładzie głównych bohaterów książki ''Drogie Maleństwo'' autorstwa Julie Cohen.

Romily jest samotną matką wychowującą kilkuletnią córeczkę Posie. Od czasów uniwersyteckich przyjaźni się z Benem i z jego żoną Claire. Często spędzają czas we czwórkę. Ben i Claire są małżeństwem idealnym w każdym calu. Mają praktycznie wszystko za wyjątkiem wymarzonego potomka. Po wielu bezowocnych próbach IVF Claire traci nadzieję i rezygnuje z dalszych starań o założenie rodziny. Załamany małżonek nie może pogodzić się z jej decyzją. W przypływie impulsu Romily proponuje przyjacielowi, że podda się sztucznemu zapłodnieniu i urodzi im dziecko. Mimo początkowych obaw małżonkowie akceptują jej pomysł.

''Zostałeś poczęte z chwilą, gdy troje osób zebrało się i postanowiło, że spróbuje Cię stworzyć. Nie mieliśmy pojęcia, na co się porywamy, lecz powinieneś wiedzieć. Że tamten dzień był piękny, a my kierowaliśmy się miłością''.

Wszystko przebiega bez najdrobniejszych komplikacji. Jednak ciąża z Benem wyzwala w Romily burzę emocji. Z każdym dniem coraz trudniej jej zapomnieć o maleńkiej istotce rozwijającej się pod jej sercem należącej do mężczyzny, w którym podkochuje się skrycie od czasów studenckich. Czy pomimo swojej sympatii  surogatka wywiąże się należycie z umowy? Jak w tej delikatnej, nietypowej sytuacji znaleźć idealne rozwiązanie?

Wielu osobom starania o dziecko zazwyczaj przychodzi bez najmniejszego trudu, zaś u niektórych jest nieplanowaną niespodzianką. Istnieją jednak małżeństwa, związki partnerskie, które mimo usilnych starań i ingerencji lekarzy nie mają szansy ujrzeć dwóch różowych kresek na teście ciążowym. W takim przypadku pozostaje adopcja bądź wynajęcie matki zastępczej. W tej sytuacji najwięcej kontrowersji wybudza korzystanie z usług surogatek. Czy warto tak daleko posunąć się do spełnienia marzeń o potomku? Dotychczas uważałam tę procedurę za całkowity bezsens, lecz lektura ''Drogiego Maleństwa'' uświadomiła mi, że w określonych okolicznościach to jedyne rozwiązanie. {Jeśli dotarłeś do tego miejsca, napisz w komentarzu: Co sądzisz o surogatkach? Czy ten ''zawód'' mieści się w normach etycznych? A jutro o godz. 15.00 wskażę osobę, która otrzyma ''Drogie maleństwo'' ufundowane przez wyd. Filia}.

Losy głównych bohaterów już od pierwszych scen chwyciły mnie za serce. Z jednej strony mamy perfekcyjne małżeństwo Claire i Bena, którym do pełni szczęścia brakuje jedynie owocu ich nieustającej miłości. Lata leczenia niestety nie przynoszą żadnych efektów. Claire czuje się zmęczona ciągłym mierzeniem temperatury, terminowym seksem, braniem zastrzyków, hormonów, poddawaniu się wszelkim medycznym zabiegom i nieustannym sprawdzaniem testu ciążowego. Wszystkie dostępne środki zawodzą. Z drugiej strony mamy Romily, która pod wpływem chwili pragnie pomóc przyjacielowi w potrzebie. Zgadza się zostać matką zastępczą jego dziecka, wszak on i jego żona kiedyś dużo dla niej zrobili pomagając w najbardziej kryzysowych momentach. Rozumiałam postawę Romily, bowiem dla ukochanego mężczyzny kobieta jest w stanie zrobić niemal wszystko. Ben nie był świadomy jej platonicznej miłości, zatem z radością przyjął ''podarunek'' od serdecznej przyjaciółki. Sytuacja ulega jednak diametralnej zmianie. Surogatka z każdym dniem coraz bardziej przywiązuje się do maleńkiej istotki, którą nosi w sobie. Co dalej począć? Dawno nie czułam się tak emocjonalnie rozdarta między dwiema kobietami. Romily i Claire: która z nich powinna wychowywać  drogie maleństwo mając u swego boku ukochanego mężczyznę? Okropny dylemat. Kolejny raz okazuje się, że życie nie jest takie czarno - białe jak się niektórym wydaje. Perypetie głównych bohaterów składają się z całej plejady kolorów i ich odcieni.

Nie chciałam czytać tej książki, bowiem bardzo emocjonalnie podchodzę do tematu macierzyństwa. Ale ujmująca okładka siłą rzeczy przywoływała mnie do siebie. Czy żałuje? Po tysiąckroć-nie! To bardzo piękna, głęboka historia o miłości, przyjaźni i chęci posiadania potomstwa. Napisana jest wprawnym i lekkim piórem, bez niepotrzebnych udziwnień, czy taniego sentymentalizmu. Akcja płynie miarowym rytmem, jednocześnie tak mocno absorbuje, że nie sposób oderwać się od czytania. Bohaterowie urzekają swoim realizmem, naturalnością i przede wszystkim prostotą. Romily i Claire są jak ogień i woda. Romily sprawia wrażenie człowieka wyluzowanego, nierozgarniętego i pewnego siebie. Z kolei Claire lubi mieć wszystko pod kontrolą, starannie planuje a potem wprowadza w życie jakiś plan. Jest jeszcze czuły, opiekuńczy i odpowiedzialny Ben oraz sympatyczna, pełna energii i wigoru Posie. Wszystkie postacie zarówno pierwszo jaki drugoplanowe są charakterystyczne i zapadają w pamięć. Zżyłam się z nimi, od początku im współczułam i bardzo przeżywałam ich problemy i rozterki. Natomiast zakończenie poruszyło mnie dogłębnie, na tyle, że nie dało się nie uronić łezki. Autorka zastosowała rozwiązanie najlepsze z możliwych, lecz w głębi duszy marzyłam o innym finale, dlatego czuje malutkie rozczarowanie.

 ''Drogie maleństwo'' jest jak silny sztorm na morzu z huraganowymi porywami. Przynosi łzy, rozczarowanie, chwile złości i zwątpienia jak również daje radość, nadzieję i wiarę w spełnienie marzeń. Pozwala zrozumieć istotę problemu bezpłodności, trudy macierzyństwa i skomplikowanych relacji międzyludzkich. To nie żaden banalny utwór o zdradzie bądź lukrowatej miłości. Wręcz przeciwnie. To niepowtarzalna, wzruszająca historia o ogromnej mocy rodziny, przyjaźni, poświęceniu, przeznaczeniu, popełnianiu błędów, dążeniu do realizacji własnych pragnień i podejmowaniu odpowiednich decyzji. Gorąco polecam. Satysfakcja i emocje gwarantowane.

***
Wydawnictwo FILIA.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

ps. Moi drodzy. Nie wiem, czy wszyscy zauważyli, ale w powyższej recenzji znajdowała się konkursowa podpucha :) Taka mała, ekspresowa niespodzianka dla uważnych czytelników mojego bloga :) 
Większość z was wykazała się spostrzegawczością i ochoczo wzięła udział w konkursie. Bardzo Wam za to dziękuję.
Wybór zwycięzcy był wyjątkowo trudny. Zaskoczyliście mnie ogromną kreatywnością. Niestety nagrodę mogę przyznać tylko jednej osobie, dlatego wybieram odpowiedź: Oblicza Rozy
Gratuluje.

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Odcięci od świata


Monument 14
Emmy Laybourne

 
Seria: Monument 14(#1)
Wydawnictwo: Rebis
Data premiery: 17.06.2014
Liczba stron: 344
Ocena: 4-/6








     Żyjemy w ciągłym biegu często nie zastanawiając się nad tym, co przyniesie jutro. Tymczasem los bywa bardzo kapryśny i okrutny. W ciągu jednej chwili może zburzyć nasz spokojny, poukładany świat. Na własnej skórze przekonali się o tym główni bohaterowie książki ''Monument 14. Odcięci od świata''’ autorstwa Emmy Laybourne.

Wybrzeże Stanów Zjednoczonych. Dwa autokary wiozą uczniów do pobliskiej szkoły. Niespodziewanie z nieba spada gigantyczny grad. Dochodzi do wypadku, z którego sześcioro licealistów, dwójka gimnazjalistów i szóstka mniejszych dzieci wychodzą cało. Wszyscy chronią się w pobliskim supermarkecie. To jednak nie koniec niespodzianek. Wręcz przeciwnie. To zapowiedź ciągu katastrof nawiedzających świat.

"W oddali, tuż nad górami unosi się gruby słup smolistej czerni niczym powiewająca na wietrze wstążka. Kolumna wzbijała się w górę, aż na poziomie chmur zaczynała rosnąć, stopniowo przemieniając się w lej."

Nad krajem przechodzi potężna burza, fala tsunami, trzęsienie ziemi, wybuch wulkanu, zaś ze zniszczonego ośrodka wojskowego wydostaje się tajemnicza broń chemiczna, straszliwie raniąca ludzi bądź zmieniająca je (w zależności od grupy krwi) w szaleńcze monstrum. Na dodatek pada łączność Sieci-wielkiego serwera odpowiedzialnego za kontakt z całym światem. Wystraszeni uczniowie, zdani tylko na siebie teraz muszą radzić sobie sami. Z jakim to wyjdzie rezultatem? Czy odniosą zwycięstwo w walce z niszczycielską siłą natury i człowieka?

Emmy Laybourne jest pisarką i aktorką. Jako artystka komediowa współpracowała m.in. z Comedy Central i MTV. "Monument 14" to jej debiut powieściowy, zarazem pierwszy tom serii, z zapowiedzią ekranizacji, nad którą pieczę roztoczy Brad Peyton. Zazwyczaj nie sięgam po książki dystopijne i antyutopijne, ale tym razem postanowiłam zrobić wyjątek. Czy warto było? W sumie tak, chociaż patrząc na świetny koncept spodziewałam się znacznie lepszego wykonania. Sama fabuła nie porywa żadną oryginalnością, bliźniaczo przypomina mi ''Mgłę'', adaptacje opowiadania Stephena Kinga, w której grupa ludzi także musiała walczyć o przerwanie w miejscowym supermarkecie.

Czuje lekki niedosyt, bowiem autor położył nacisk na wydarzenia wewnątrz Wal-martu, aniżeli na samą apokalipsę. Mamy grupę dzieci i młodzieży odciętych od świata, którzy mimo lęku i przerażenia próbują jakoś przetrwać szalejącą apokalipsę. Zaczynają tworzyć małą społeczność, organizują sobie życie, wyznaczają lidera, dzielą się obowiązkami, troszczą się o siebie nawzajem, opiekują i pocieszają. Ale jak to bywa w zespole, nie wszyscy pomimo starań potrafią zgodnie współdziałać z innymi. Dochodzi do różnych spięć, nieporozumień czy konfliktów. Ujawniają się wszelkie sympatie, antypatie oraz rozterki uczuciowe i zachwiania emocjonalne. Niestety nie potrafiłam wczuć się w fabułę i przeżywać akcję razem z bohaterami, którzy moim zdaniem w obliczu otaczającego ich kataklizmu zbyt szybko i łatwo przeszli do porządku dziennego zajmując się przyziemnymi rzeczami. Liczyłam na więcej dramatu, szaleństwa, niebezpieczeństw i na coś, co by mnie zaskoczyło. Przeszkadza mi również, że bez żadnego przygotowania czy wstępu Laybourne zaskoczyła nas całą plejadą różnorodnych nieszczęść. Nie wiemy skąd się wzięły wszystkie anomalie klimatyczne i dlaczego nikt wcześniej nie zauważył dziwnych symptomów tego zjawiska. Zabrakło także wzmianki w ocenie skutków apokaliptycznych wydarzeń, dzięki którym mogłabym się przekonać, jak wygląda świat po klęsce żywiołowej oraz jak społeczeństwo poradziło sobie w tych nietypowych dla siebie okolicznościach.

źródło
Kolejny mój zarzut to mnogość postaci. Jest ich trochę za dużo jak na tę historię. Może gdyby byli bardziej wyraziście i barwniej nakreśleni nie miałabym kłopotu z ich identyfikacją? Poza Dean’em, głównym narratorem w mojej pamięci nie zapisał się praktycznie nikt. Pozostali bohaterowie są nijacy, a ich problemy egzystencjalne niejednokrotnie ograniczały się do dylematu: jak umilić sobie wolny czas. Przynajmniej tak to odebrałam. Co prawda w drugiej połowie powieści widać, jak powoli ewoluują, zmieniają się i dojrzewają, dlatego mam nadzieję, że w drugim tomie serii ich osobowość, temperament i charakter będzie bardziej ukształtowany.

Powieść napisana jest językiem prostym, płynnym, poprawnym, pozbawionym plastycznych opisów. Brak też obrazowych epitetów czy też przenośni. Przeważająca część zdarzeń rozgrywa się w zamkniętym pomieszczeniu, w przeciągu dwunastu dni, mimo to jakoś specjalnie nie nuży. Samo zakończenie-dość intrygujące, otwiera drzwi do dalszej kontynuacji, na którą prawdopodobnie się skuszę.

''Monument 14. Odcięci od świata'' to całkiem ciekawa, wciągająca apokaliptyczna fantastyka dla młodzieży (i nie tylko). Autorka między wierszami uświadamia, jak ważny jest każdy dzień, dlatego warto przeżyć go w najlepszy możliwy sposób. W ogólnym rozrachunku wyszło nieźle, książka ma naprawdę duży, choć do końca niewykorzystany potencjał. Pomimo tego uważam, że zasługuje na uwagę. Zapraszam zainteresowanych.

***
Wydawnictwo Rebis

sobota, 14 czerwca 2014

Rodzinne sekrety


"Pensjonat na wyspie"
Colleen Coble


Wydawnictwo: Św. Wojciech
Ilość stron: 364
Ocena: 5/6










    Od czasu do czasu lubię sięgnąć po literaturę chrześcijańską, która w moim mniemaniu zyskuje coraz większą popularność nie tylko wśród osób głęboko wierzących, ale również wśród ludzi małej wiary. Tym razem mój wybór padł na "Pensjonat na wyspie" amerykańskiej pisarki Colleen Coble. Niezwykle klimatyczna okładka spowodowała, że czym prędzej zabrałam się za czytanie. Czy warto było? Najpierw kilka słów o fabule.

Libby wspólnie z Nicole, najlepszą przyjaciółką, zarazem wspólniczką w interesach zajmuje się renowacją zabytków i ich sprzedażą. Pewnego dnia w takcie rozmowy internetowej ktoś na jej oczach niespodziewanie porywa Nicole przebywającą na maleńkiej wyspie, w Hope Island. Przerażona tym incydentem Libby jak najszybciej przybywa na miejsce przestępstwa. Niestety sprawy przybierają nieoczekiwany obrót. Okazuje się, że wszelkie poszlaki ewidentnie wskazują na jej winę. Jakby tego było mało, ku zaskoczeniu wszystkich dziedziczy zabytkowy hotel wraz z połową wyspy, jako część spadku po nieżyjącym ojcu. Czy nasza bohaterka ma coś na sumieniu? A może ktoś ją wrabia?

"Pensjonat na wyspie" już od pierwszych stron wciągnął mnie w wir nieoczekiwanych wydarzeń, natomiast urokliwa sceneria Hope Island owiana tajemnicami i pradawnymi legendami pobudziła moją wyobraźnię. W ciągu kilku chwil odcięłam się od realnej rzeczywistości spacerując po pięknych plażach, wsłuchując się w szum morza oraz zwiedzając zapierające dech w piersiach krajobrazy i zabytki. Jednak niech nie zmyli was ta sielska atmosfera, bowiem autorka zaserwowała nam nie lada atrakcje, prawdziwy misz-masz. Mamy kłamstwa, intrygi, rodzinne sekrety, napaście, porwania, próby zabójstwa, tajemnicze ruiny i jaskinie oraz cenne skarby. Nie zabraknie także całej plejady uczuć, emocji i wiary.

Fabuła w dużej mierze oscyluje wokół głównej bohaterki podejrzanej o porwanie swojej najlepszej przyjaciółki. To właśnie Nicole poinformowała ją o nieoczekiwanym spadku zostawionym przez jej ojca, który przez kilkanaście lat uważany był za zmarłego, w rzeczywistości do niedawna miał się jeszcze całkiem dobrze. Teraz Libby jest właścicielką okazałego pensjonatu, na dodatek ma przyrodnie rodzeństwo Vanessę i Brenta. Wszyscy wokół są wobec niej bardzo nieufni. Czy mają ku temu podstawy? Colleen Coble umiejętnie i ciekawie zawiązała intrygę. Wprawdzie dość szybko odkryjemy, kim jest sprawca całego zamieszania, lecz ta wiedza w żaden sposób nie odbiera przyjemności czytania i odkrywania kolejnych atrakcji.

Lektura tej książki sprawiła mi wielką przyjemność i dostarczyła wielu wrażeń, emocji, wzruszeń i rozrywki. Całość napisana została stylem lekkim, a zarazem barwnym i malowniczym. Powieściopisarka paletą słów namalowała piękne obrazy zabytkowej architektury i pejzażu niewielkiej wysepki. Wprost jestem zachwycona. Tempo akcji jest miarowe i przyspiesza dopiero w końcowej fazie wydarzeń. Z kolei bohaterowie to postacie z krwi i kości. Mają swoje słabości, popełniają błędy i czasem zachowują się niegodziwie. Mimo to widać jak powoli ewoluują, dostrzegają swoje wady, niedoskonałości oraz otwierają się na Boga i na drugiego człowieka. Autorka w subtelny, mądry sposób wplotła wątki religijne, dzięki czemu jej powieść zyskuje głębię i drugie dno. Nie narzuca nikomu wiary w Boga, ani nie zmusza do jej przyjęcia. Jednocześnie przełamuje dotychczasowy stereotyp chrześcijanina - poważnego, umartwionego, zbolałego, uciekającego przed światem, przestawiając go, jako zwyczajnego człowieka, który umie połączyć wiarę z radością życia, jest otwarty na innych ludzi i gotowy do podzielenia się swoją przyjaźnią z Najwyższym Stwórcą.

Reasumując. To ciekawa, zagadkowa, z posypką wiary i z elementami kryminału, thrillera, sensacji i romansu powieść obyczajowa. Nie można się od niej oderwać, tak mocno absorbuje. Zapraszam zatem serdecznie na Hope Island, w niezwykle magiczne miejsce, gdzie kłopoty uderzają z siłą huraganu. Myślę, że nie będziecie zawiedzeni.

***
Wydawnictwo Święty Wojciech.