poniedziałek, 15 maja 2017

''Zaraz wracam'' Anita Scharmach [PATRONAT]

Zaraz wracam
Anita Scharmach
Wydawnictwo: Lucky
Data premiery: 15 maja
Ocena: 5/6
Patronat medialny:
LITERACKI ŚWIAT CYRYSI 


  Marta wraca do Polski ze Stanów Zjednoczonych po 10 latach nieobecności, gdzie wyjechała po tym, jak w wyniku wypadku straciła nie tylko ukochanego męża, ale także dwie córki. W Gdyni ma objąć stanowisko szefa w korporacji zajmującej się PR-em. Jednak to nie tylko powrót do ojczyzny, to także powrót do tragicznej przeszłości, z którą będzie zmuszona na nowo się zmierzyć.
Marta będzie musiała stawić czoła rzeczywistości i wspomnieniom, które w Gdyni wracają ze zdwojoną siłą. Wspierać ją będzie jej najlepsza przyjaciółka, rodzice, a także pewien przystojny mężczyzna, który spróbuje ją w sobie rozkochać.

  Anita Scharmach – Niepoprawna optymistka, gdynianka, zakochana w Trójmieście i terenach kaszubskich. Nie może przejść obojętnie nad krzywdą zwierząt. W jej powieściach bohaterami często są zwierzęta, również te po przejściach. Zawodowo spełnia się jako księgowa, prowadząc księgi największych, prestiżowych wspólnot mieszkaniowych. Prywatnie córka, żona, matka – szczęśliwa kobieta. Debiutowała w listopadzie 2016 powieścią „Mogę wszystko”, która została okrzyknięta książką grudnia, niedługo potem książka otrzymała status bestsellera utrzymując się długo na Top liście.

  Nie od dziś wiadomo, że życie pisze najbardziej zaskakujące scenariusze. Czasami naładowane jest dużą ilością pięknych chwil, a niekiedy obfituje w ogromną ilość negatywnych doświadczeń, często bardzo bolesnych. Niestety nie da się kontrolować swojego losu, złamać jego zaklęcia. To on rozdaje karty, a my tylko nimi gramy. Można się o tym przekonać czytając ''Zaraz wracam'' – najnowszą powieść Anity Scharmach, która pokazuje, jak kruchą istotą, bezsilną wobec potęgi przeznaczenia, jest człowiek.

  Fabuła intryguje już od pierwszych stron, a im bardziej się w nią zagłębiamy - tym więcej zyskuje na swojej wartości. Poznajemy trzydziestokilkuletnią Martę Kowalską, która z powodu rodzinnej tragedii, uciekła do Los Angeles, by rzucić się w wir intensywnej pracy i zapomnieć o rozdzierającej serce przeszłości. Jednak po dziesięciu latach nieobecności wraca do kraju, gdzie czeka na nią lukratywny etat w pewnej firmie PR. Powrót w rodzinne strony ze zdwojoną siłą przywraca gorzkie myśli i przejmujące obrazy. Czy Marta pogodzi się w końcu ze stratą najbliższych? A może już na zawsze otoczy się twardą skorupę oddzielającą ją od otoczenia?

  Ta książka naprawdę boli, ale ten ból z każdą kolejną stroną staje się mniejszy, aż wreszcie ustępuje miejsca kiełkującej nadziei na lepsze jutro. Przyznam szczerze, że nie potrafiłam ze spokojem czytać sceny, w których Marta w dniu Wigilii traci męża i dwie córeczki. Jak podnieść się po takiej tragedii? Jak odnaleźć wewnętrzny spokój? Autorka nie daje nam cudownego antidotum na pogodzenie się z czyjąś śmiercią. Przeciwnie - bez zbędnego koloryzowania czy dramatyzowania uświadamia, że proces żałoby wymaga czasu, wymaga wykrzyczenia złości i uporania się z poczuciem skrzywdzenia. Często wiąże się też z doświadczaniem buntu, złości czy pretensji, np. na Pana Boga. Potem jednak przychodzi moment, kiedy rany się zabliźniają, a człowiek zaczyna dostrzegać wartość i przyjemność w prostych rzeczach. Dla Marty takim punktem przełomowym jest spotkanie z wokalistą zespołu Golden Life, który słowami swojej piosenki kruszy zbudowany przez lata mur i obraca go w pył. Tylko czy to wystarczy, by całkowicie odciąć się od dręczących wspomnień? Tego musicie dowiedzieć się sami.

  Najmocniejszą stroną lektury jest kreacja główniej bohaterki. Wyraziście nakreślona i wiarygodna pod względem psychologicznym. Początkowo jawi się jako zgorzkniała, kąsająca jadem ''suka'', która drwi ze wszystkich, nie okazuje żadnych uczuć, a mężczyzn traktuje jako obiekty do spełnień seksualnych. Lecz z czasem przechodzi metamorfozę. Z nieznośniej kobiety przeistacza się w lepszą wersję siebie, nie tracąc przy tym pazura i zadziorności. Również drugoplanowe postacie są ciekawie naszkicowane i wnoszą jakiś koloryt. Wszyscy razem wzajemnie się uzupełniają, tworząc barwną plejadę osobowości, których nie da się zapomnieć.

  W powieści pojawia się też wątek romantyczny. Nieoczekiwanie na drodze Marty staje pewien przystojny prawnik – Artur. Bardzo szybko zaczyna między nimi iskrzyć. Pojawiają się jednak pewne drobne przeszkody, nieporozumienia i niedomówienia. Czy mimo uczuciowych perturbacji uwierzą we wspólną przyszłość? Niezmiernie się cieszę, że autorka postanowiła wyrwać młodą wdowę z marazmu i nadać jej szarej egzystencji trochę radości. Wprawdzie odrobinę przeszkadzało mi zbyt szybkie tempo tej znajomości, ale postanowiłam skupić się na czymś znacznie ważniejszym. A mianowicie na głębi przekazu, który subtelnie daje nam do zrozumienia, że śmierć ukochanej osoby nie przekreśla szansy na szczęście, miłość i normalne życie. Że warto dać życiu okazję, by znów nabrało pięknych, choć z pewnością nieco innych barw.

  Całość napisana jest prostym w odbiorze językiem, bez skomplikowanych dialogów, czy drobiazgowych opisów. Pierwszoosobowa narracja z punktu widzenia Marty, umiejętnie przeplata się z retrospekcjami, ukazującymi ciężar traumatycznych wydarzeń, jakie ją dotknęły. Dzięki temu możemy mocniej utożsamić się z jej cierpieniem i lepiej zrozumieć jej motywy postępowania. Duży plus należy się również za popularyzację adopcji bezdomnych zwierząt ze schronisk oraz za nakłanianie do udzielania się w akcje charytatywne. Intrygujące jest także zakończenie. Pozostawia czytelnika w niepewności i w stanie permanentnego napięcia. Wszystko tworzy zgrabną, spójną i przemyślaną konstrukcję literacką. Ale żeby nie było tak słodko w tej beczce miodu, dodam malutką łyżkę dziegciu. Cała historia jest naprawdę świetna, ale mam wrażenie, że jest za mało rozbudowana, miejscami wręcz lapidarna. Niektóre sceny aż się proszą o dalsze rozwinięcie. Mam nadzieję, że w kolejnym tomie serii (nad którym autorka już pracuje) zniknie to poczucie niedosytu.

Podsumowując:
  ''Zaraz wracam'' to przejmująco realistyczna opowieść o przeżywaniu żałoby, rodzinnych zadrach, uzdrawiającej sile przebaczenia i drugich szansach, jakie daje nam los. Porusza najczulsze struny wrażliwości, wyciska łzy z oczu, a jednocześnie napawa optymizmem i pozwala wierzyć, że nawet pośród ciemnych chmur gorzkiej rzeczywistości, można uchwycić promienie słońca, które ożywią to, co popadło w ruinę. Gorąco polecam!

 https://www.facebook.com/magdalenamajcherautorka/?fref=ts

22 komentarze:

  1. Brak mi słów <3
    Piękna recenzja a ja teraz będę czekać aż książka trafi w moje ręce <3
    Dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetna recenzja, książka zachęcająca, ale no. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem ciekawa książki. A że będzie kolejny tom to nie wiedziałam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Na myśl o takim dramacie jak ten w Wigilię, aż przechodzą dreszcze.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zachęcająca lektura, będę miała na uwadze :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zachęcająca recenzja ;) zapiszę tytuł ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Serdecznie gratuluję kolejnego patronatu, a o samej książce z pewnością będę pamiętać ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam takie poruszające książki... Na pewno się za nią rozejrzę :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zainteresowałaś mnie tą pozycją.

    OdpowiedzUsuń
  10. Czyli powieść do popłakania i wielkich emocji. Koniecznie muszę ją przeczytać.
    P.S. piękne stokrotki :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo wnikliwa recenzja :). Czytałam "Mogę wszystko" i bardzo jestem ciekawa, czy takim samym stylem jest napisana ta książka. Tak więc szykuję się na lekturę :)
    s-a

    OdpowiedzUsuń
  12. Gratuluję! Książkę chętnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  13. I jeszcze moja imienniczka główną bohaterką... Trzeba przeczytać!

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie słyszałam o tej powieści, ale może warto sięgnąć, bo mnie zaciekawiłaś :) Gratuluję kolejnego patronatu :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Aktualnie trudno czyta mi się książki ze smutnymi motywami, dlatego na razie dziękuję. Ale ogólnie nie mówię nie.

    OdpowiedzUsuń

Zaglądaj, czytaj, przegryzaj moje słowa, ale wychodząc, zostaw po sobie niezatarty ślad swojej obecności...