Szczęście przychodzi wtedy, gdy przestajesz narzekać na problemy, które masz i zaczynasz doceniać to jak wiele innych problemów masz za sobą ❤

niedziela, 5 lipca 2020

Wywiad z Agnieszką Jeż

Bardzo dziękuję za wszystkie pytania – były inspirujące i ciekawe. Wybrałam 21, a wyróżniam pytającą aagnieszkaa1.

sw882656
Jest Pani młodą, wykształconą, szczęśliwą i pełną wiary w sens życia osobą; skąd zatem zainteresowanie tak odległym od Pani doświadczeń tematem, na którym zbudowana została fabuła książki, skąd czerpała Pani wzory głównych bohaterów i wiedzę o tak odległych czasach?

Dziękuję za miłe słowa. Proszę jednak zawsze pamiętać, że to co widzimy i jak kogoś oceniamy, to nasze subiektywne odczucia, które nie muszą znajdować pokrycia w rzeczywistości. Ot, weźmy mnie i moją wiarę w sens życia – to, że w tym momencie, na tym etapie, to prawda, nie oznacza, że tak było zawsze. Mam za sobą dramatyczne przeżycia, które na wiele lat zepchnęły mnie w rejony smutku. Dziś, teraz, jestem inną osobą – starszą, doświadczoną, wewnętrznie poukładaną, a przede wszystkim – pogodzoną ze stratą oraz z faktem, że są wyroki losu, od których odwołać się nie da. Z tych doświadczeń zapewne bierze się moja nostalgia – lubię powroty do przeszłości, interesują mnie dawne historie i – zawsze – losy jednostek na tle wydarzeń dziejowych.
Przygotowując się do pisania książki, zawsze robię staranną kwerendę – czytam. Tym razem to były dzienniki wojenne, książki o Otwocku i Zofiówce, wspomnienia i opracowania historyczne. Odwiedzam też miejsca, o których piszę. Chcę, żeby czytelnik zobaczył je moimi oczami, żeby, czytając, miał poczucie, że jest tam, gdzie się toczy akcja. 

aagnieszkaa1 - NAGRODA
Gdybyś mogła w jeden dzień wcielić się w jakąś postać literacką, jaka postać to by była? I dlaczego?

Małgorzata z „Mistrza i Małgorzaty”. Ta powieść to absolutny majstersztyk, na wielu poziomach; ponadczasowa. Każda kolejna lektura pozwala mi odkryć w niej coś nowego. A gdy czyta ją Marek Kondrat!... No i miłość Małgorzaty i Mistrza! Bułhakow pisze tak: "Za mną, czytelniku! Któż ci powiedział, że nie ma już na świecie prawdziwej, wiernej i wiecznej miłości?" Taka miłość jest i zaczyna się w ten sposób: „No więc ona mówiła, że wyszła tego dnia z bukietem żółtych kwiatów właśnie po to, bym ją wreszcie odnalazł, i gdyby tak się nie stało, otrułaby się, bo jej życie było pozbawione sensu.” Fantastyczny wstęp, prawda? Potem jest równie ekscytująco: pisarz dziwak, zwany Mistrzem, z powodu fiaska swojej powieści o wędrownym proroku ląduje w psychiatryku, a Małgorzata tak bardzo chce go stamtąd wyrwać, że zgadza się na rolę gospodynią na balu u szatana. 
Brzmi co najmniej tajemniczo, ale ten, kto czytał, rozumie, a ten, kto nie – musi przeczytać. 
Ważny jest tu także kontekst - pierwowzorem Małgorzaty była Jelena Szyłowska, Lusieńka. Dla szaleńczego uczucia oboje całkowicie przemeblowali swoje życia – odważnie, wbrew wszystkiemu, sięgnęli po swoje szczęście.  I je złapali, choć na krótko. Bułhakow zmarł kilka lat po ślubie, Jelena postawiła sobie za cel wydanie jego powieści. 

Martyna K.
Skąd pomysł na fabułę najnowszej powieści?

Z podróży. Bardzo dużo chodzę, jeżdżę, zwiedzam. Uwielbiam poznawać nowe miejsca, nowych ludzi, nowe historie. W zeszłym roku na wiosnę wybrałam się do Otwocka, na wędrówkę szlakiem starych sanatoriów – w ten sposób poznałam Zofiówkę i jej historię. Zestawienie tego, co zobaczyłam – zrujnowane budynki ze śladami dawnej świetności, a potem zdjęcia z najlepszego okresu tego sanatorium plus wojenny dramat, który miał tu miejsce, to była potężna dawka emocji. Czytałam o ludziach, którzy tam pracowali, leczyli się, zostali zamordowani. I tak, z różnych nitek losów powstał pomysł na dwutorową fabułę, która łączy przeszłość z teraźniejszością i niesie potężny ładunek emocji.

Natalia K.
Jakie jest pytanie na które najbardziej nie lubi Pani odpowiadać?

Ile zarabiają pisarze 😉

Jaki tytuł mogłaby nosić książka o Pani?

Na Pęksowym Brzyzku, pięknym, starym zakopiańskim cmentarzu, na jednym z grobów widnieje napis: „Jeden z tych, co czynem marzyć chcieli”. „Jedna z tych, co czynem marzyła” – to by do mnie pasowało. Tak żyję: przekuwam marzenia w czyn.

Gosia
Matematyka to królowa nauk, która niekoniecznie jest lubiana przez uczniów, skąd u Pani zainteresowanie tym przedmiotem i dodatkowo trudną fizyką?

Z domu. Moja mama była matematyczką, dokładniej skończyła matematykę teoretyczną z elementami programowania maszyn, czyli dzisiejszą… informatykę. A oprócz tego bardzo lubiła czytać. Zaraziła mnie jedną i drugą pasją. Matematyka nie jest trudna, co więcej – jest fascynująca. Ciekawe, że dzieci, nim wpadną w tryb szkolny, lubią matematykę i dobrze sobie z nią radzą. Schody zaczynają się później. Matematyka bardzo pomaga w życiu – łączenie faktów, analiza, synteza, logika, dyscyplina – jak to się przydaje podczas… pisania powieści! Fizyka dołączyła w liceum, bo chciałam zdawać na medycynę. Przez cztery lata przygotowywałam się do egzaminów, by po maturach odkryć, że jednak filologia to mój konik. Miesiąc szaleńczej nauki i zdałam na filologię polską i bałtycką. Nie potrafiłam wybrać jednego kierunku, więc skończyłam oba. Życie jest cudowne w swojej nieprzewidywalności, a dla chcącego trudne staje się możliwe.

Anne18
Jak Pani sądzi, czy pisania książki można się tak po prostu nauczyć np. na warsztatach, czy jednak ta tak zwana iskra Boża jest do tego niezbędna?

Pisarstwo zaczyna się od czytania. Gdy ktoś mnie pyta, jak się zostaje pisarką, odpowiadam, że najpierw przez czterdzieści lat trzeba dużo czytać. Warsztat jest ważny, bo pomaga nie tylko redaktorowi, ale przede wszystkim samemu pisarzowi – gdy się świetnie panuje nad słowem, łatwiej się pisze. Do tej pory mówiliśmy o rzeczach wyuczalnych – można zostać mistrzem poprawności, można być otrzaskanym w literaturze, ale mimo wszystko czegoś w powieściach brak. Czasem pomysłu na fabułę, a czasem właśnie talentu czy tej iskry. Bywa, że przez jedne teksty się płynie, one nas pociągają, pochłaniają, myślimy sobie: „Tak samo czuję, ale nie potrafię tego tak oddać”, a inne nie mają takiej mocy nad nami.
Pozostaje pytanie, jak to matematycznie zsumować: ile w dobrej literaturze jest rzemiosła, a ile talentu?...

Jakiej powieści nigdy by Pani nie napisała i dlaczego?

Science fiction. Jestem nostalgicznie zanurzona w przeszłości, zajmuje mnie teraźniejszość, a przyszłość (ta fantastyczna właśnie) – nie, tam nie sięgam. Lubię namacalność, rzeczywistość – to moje rewiry. 

martucha180
Czym jest dla Pani SŁOWO?

Wszystkim: sposobem wyrażania siebie, opowiadania o świecie, łącznikiem z drugą osobą. Słowo to mój żywioł i mój konik. Mój sprzymierzeniec i mój atut. Jan Parandowski pisał: „Słowo jest wielką tajemnicą. Magiczna siła słowa tkwi w jego zdolności wywoływania obrazów. Jest ono niewidzialnym znakiem rzeczy postrzeganych zmysłami”. Doskonała definicja. 

Kinga Salomon
Mamy lato, za chwilę wakacje, dzieci uwolnią się od nauki zdalnej, dorośli pomyślą o wypoczynku. Czy wolałaby spędzić Pani ten czas odpoczynku w tropikalnych temperaturach, np. w Grecji, Egipcie czy Chorwacji; czy jednak w chłodniejszym klimacie, np. Norwegia, Irlandia, Anglia?

Jeśli chodzi o klimat, jestem człowiekiem środka: ani tropiki, ani wieczna zmarzlina. Kiedyś wydawało mi się, że jestem bardziej ciepłolubna, ale ostatni urlop w Dalmacji, gdzie temperatura przekraczała 40 stopni w cieniu, zrewidował ten pogląd. Marznąć też nie lubię,  sople lodu na szaliku nie dla mnie. Najlepiej mi jest w przedziale 15-25 stopni. I tak było na Maderze, która mnie zachwyciła. A co do wakacji: nie lubię miejsc turystycznych, szukam spokoju i ciszy oraz autentyczności. Mogę się obyć bez wody, za to bez gór mi trudno, a tak w ogóle to marzę, by pojechać do Kornwalii. „Kornwalia, piękny to kraj, kraj osobliwy. Romantyczny, staroświecki i wspaniały", pisała Zofia Kossak. No po prostu coś dla mnie. 

Tytuł Pani najnowszej książki to "Miłość warta wszystkiego". Ten tytuł kojarzy mi się z poświęcaniem wszystkiego dla miłości. Czy uważa Pani, że dla miłości należy wszystko poświęcić czy jednak są pewne granice poświęcenia, których nie należy przekraczać? :)

Tytuł jest cytatem z tekstu Jeanette Winterson; nie zdradzając zbyt wiele z powieści (bo są tu elementy zaskoczenia i zwrotów w kacji), powiem, że to raczej zaproszenie do rozważań o miłości, niż sztywna jej definicja. A co do poświęcania – nie lubię tego określenia. Ono sugeruje, że coś tracimy, i to coś, co jest dla nas ważne, z czym rozstajemy się nie bez żalu. Poświęcenie bywa też tarczą i obroną: „tyle dla ciebie poświęciłam”, „moje życie było pasmem poświeceń”. Nie brzmi dobrze, prawda?... W kontekście miłości wolę mówić o odwadze i akceptacji. Odwaga jest potrzebna do każdej życiowej zmiany: do wejścia na nową ścieżkę, rewidowania poglądów, przyznawania się do błędów. Akceptacja (siebie i drugiej osoby) daje spokój ducha i przynosi ład. 

Dorota Falęcka
Czytałam dwie pierwsze Pani książki z serii Dom pod Trzema Lipami. Podczas czytania daje się odczuć niezwykły szacunek do starszych pokoleń i do przeszłości, do historii. W ręce bohaterki trafia pamiętnik jej prababci. Czy prowadziła Pani kiedyś swój pamiętnik, w którym skrzętnie zapisywała wydarzenia ze swojego życia i emocje im towarzyszące? W związku z Pani zamiłowaniem do historii nasuwa mi się drugie pytanie: Czy przyszło kiedyś Pani na myśl stworzenie drzewa genealogicznego swojej rodziny, dotarcie do jakiś nieujawnionych tajemnic swoich przodków, zawiłych rodzinnych powiązań?

Nie, nigdy nie pisałam pamiętnika. Takie pokusy zwykle się miewa we wczesnej młodości, a ja byłam bardzo żywiołowym dzieckiem, a do tego typem chłopczycy: roznosiła mnie energia, ciągle byłam w ruchu i nie odczuwałam potrzeby zwierzania się pamiętniczkowi. Zapisywałam natomiast różne zdania, wyrazy, urywki historii – coś, co mnie zafrapowało, jakoś zainteresowało; robię tak zresztą do dzisiaj. 
O drzewie genealogicznym myślę; los mojej rodziny tak się potoczył, że wcześnie zostałam pojedyncza. Nie było już kogo pytać o przeszłość, a to ciekawa, rozstrzelona historia: Żmudź, Galicja, góralszczyzna. Zaczęłam więc szukać. Jestem po kwerendzie archiwalnej i znam historię po mieczu, od XVIII wieku. To nazwiska i daty, ale ile tropów i przypuszczeń, pomysłów na fabuły. 
Myślę sobie też, że moje spoglądanie w przeszłość i nostalgia wynikają właśnie z tego rodzinnego zagubienia, osierocenia. Chciałabym znać swoją przeszłość, tę plątaninę genów i losów, to dla mnie ważne. 

Viki
Rozważna czy romantyczna, jaką jest Pani kobietą?

Da się połączyć ogień i wodę? Widać da, bo jestem i rozważna, i romantyczna, jak to pisarka, która skończyła licealny mat.-fiz. i studia filologiczne. Zawodowo i odpowiedzialnościowo jestem rozważna, w uczuciach – romantyczna. 

taagataczyta
Czy pokusiłaby się Pani na napisanie powieści, której bohaterem byłaby jakaś znana postać z literatury (np. ktoś od Jane Austen), oczywiście z zachowaniem wszelkich zasad praw autorskich itp. Tak jak na przykład powstała książka "Maryla z Zielonego Wzgórza"?

To trudne pytanie; z jednej strony taka myśl jest pokuśna, a z drugiej – miałabym pewien opór. Każda postać literacka, zwłaszcza ta dobrze wykreowana, jest silnie związana z autorem, który oddaje jej cząstkę siebie. Gdybym przejęła pałeczkę po innym autorze, autorce, jej lub jego postać byłaby już inna – z innych emocji, pobudek i doświadczeń utkana. To by było trochę jak podszywanie się. 

Jaką formę interakcji z czytelnikami lubi Pani najbardziej - za pomocą mediów społecznościowych, spotkania online, spotkania autorskie na żywo, Targi Książki?

Pisarstwo to samotniczy zawód; wiele godzin spędza się przy biurku, w wyimaginowanym świecie. Dobrze jest potem wpaść do tego prawdziwego i spotkać się z prawdziwymi ludźmi. Lubię spotkania z czytelnikami, najchętniej na żywo – nic nie zastąpi tej formy kontaktu, ale nabyta pogoda ducha pozwala im akceptować ostatnie zmiany – choć z nadzieją na absolutnie realne targi w Krakowie. 

Karolina Ludmiła Mazur
Gdzie lubi Pani odpoczywać? zapraszam do słonecznego Siemienia, pełnego stawów, ryb i ptaków słodkowodnych:)

Siemień to dla mnie ziemia nieznana, ale dziękuję za inspirację – może to się zmieni. Lubię spokój i ciszę, zgiełk i tłumy mnie odstręczają. Wypoczywam ciałem i duchem – pierwsze potrzebuje ruchu, wysiłku fizycznego – uwielbiam chodzić, muszę chodzić. Chodzenie pozwala mi zebrać myśli, porządkuje w głowie, daje radość. Duch łaknie nowych krajobrazów i doznań, ale nieprzetworzonych przez przemysł turystyczny. 
Najbardziej lubię góry, ale wrodzona ciekawość świata i nabyty optymizm sprawiają, że każda wyprawa i przygoda mnie cieszą. 

Martyna S
Seria "Dom pod Trzema Lipami" skradła moje serce. Lubi Pani las, kwiaty, można zauważyć, że kontakt z naturą jest dla Pani czymś zupełnie naturalnym i priorytetowym. Moje pytanie więc brzmi czy ma już Pani swoje miejsce na ziemi? Czy jest już Pani w tym miejscu, w którym można rzec "już więcej do szczęścia mi nie potrzeba"? Czy jednak w sercu są jeszcze marzenia o takim miejscu?

Stałe miejsce w moim sercu mają: Kraków, miasto mojej mamy i mojego dzieciństwa; góry, skąd pochodził mój tata, i ulica Zielna w centrum Warszawy, gdzie mieszkaliśmy. W dorosłym życiu moim miejscem jest Sulejówek – miasto z wyboru, gdzie mam wszystko, co mi daje radość: stary dom z pięknym piecem, duży taras i tajemniczy ogród, a obok domu cudowny las. Do Warszawy mam blisko, mogę korzystać z rozrywek i uroków stolicy, a jednocześnie nie dotykają mnie wielkomiejskie bolączki. Ostrożnie, nie zapeszając, powiem więc: „jestem szczęśliwa, nic mi więcej nie potrzeba”.

Karolina
„Taka miłość się zdarza”, „Miłość warta wszystkiego”. Czy według Pani istnieje idealna miłość i jeśli tak – jakie cechy by jej Pani przypisała?

Z ideałem jest jak z gwiazdami – dosięgnąć trudno. Można się natomiast według nich orientować, one mogą wyznaczać drogę. Dla mnie miłość to głębokie, dojrzałe uczucie między dwojgiem ludzi, które sprawia, że oni zarówno pojedynczo, jak i w parze, są lepszymi ludźmi; to uczucie, które przyczynia się do powstawania dobra. Miłość początkowo może być napędzana uczuciami, na które nie ma się wpływu – zakochanie, amok, huśtawka hormonów. Potem wkracza wola i postanowienie, wciąż odnawiane: chcę być z tobą. Idealna miłość zatem to dla mnie taka, której przytrafia się ten pierwszy etap, potem para potrafi przejść w etap drugi i powstaje z tego wspomniane na początku dobro i spełnienie. 

Pani definicja szczęścia?

„Człowiekiem szczęśliwym jest ten, który zdobył swe szczęście (Eugène Delacroix). Lubię mieć poczucie sprawczości w życiu – czuć, że to, iż jest mi dobrze – ze światem, z kimś bliskim, ze sobą samą – to efekt moich działań, a nie podarek ślepego losu (los się przydaje, ale jako wędka, nie ryba). Szczęście na co dzień to mąż, dzieci i Fifka obok, brak trosk o zdrowie, zapał do pracy i czas na odpoczynek. 

Iza
Pisanie na pewno wciąga i uzależnia. Spróbowało się raz i chce się jeszcze, więcej. Jakie są więc Pani dalsze plany pisarskie? Czy myślała Pani o pisaniu książek dla dzieci i młodzieży? Czy pozostanie Pani w kręgu powieści dla dorosłych?

Pisanie wciąga, równo mocno jak czytanie. Czytam różne gatunki i formy literackie, więc z pisaniem mam podobnie – jest chęć, by spróbować czegoś innego. Ba, ta chęć już się przekuła w czyn – niebawem nowe książki z moim nazwiskiem na okładce, a w środku: opowiadanie dla młodzieży i kryminał. Jesień jawi się ekscytująco!

Bogdan
Lubimy grać. Popularną grą w Polsce jest toto-lotek. Dziś wygrywa Pani horrendalną sumę pieniędzy. I co wtedy? Zakłada Pani swoje wydawnictwo? Może kupi Pani bezludną wyspę i w spokoju będzie tam Pani tworzyła kolejne dzieła? A może zbuduje Pani super nowoczesny szpital i ludzi będą tam leczenie bez kolejek i bezpłatnie? Co zrobi Pani z tą sumą pieniędzy?

O, to ja zadaję kłam twierdzeniu, że lubimy grać. Kilka razy w życiu zdarzyło mi się obstawić liczby w totku i zawsze bez efektu. Więcej: udało mi się nie trafić żadnej liczby. Może dlatego nie gram; a może, zgodnie z powiedzeniem, skoro mam szczęście w miłości, to karty i gry losowe nie uczynią mnie bogatą?...
Nie jestem materialistką; przedmioty mnie nie uszczęśliwiają, spełnienie dają mi przeżycia, emocje i inni ludzie. Lubię podróże – wygrana na pewno by sprawiła, że częściej pakowałabym walizki i jeździła, zachwycając się światem. A oprócz tego – pomagałabym bardziej tym, którzy potrzebują wsparcia. Zostawić coś po sobie, nie przeżyć życia w czczy sposób, popchnąć świat w stronę dobra – to moje priorytety życiowe. 
W imieniu swoim oraz wszystkich Czytelników mojego bloga dziękuję Pani Agnieszce Jeż za niezwykle interesujący wywiad.

Laureatowi wyróżnionego pytania serdecznie gratuluję i czekam na maila wraz z podaniem swoich danych adresowych do wysyłki nagrody.

Pozdrawiam wszystkich serdecznie,
Cyrysia

13 komentarzy:

  1. Niesamowicie ciekawe odpowiedzi. Nie spodziewałam się wyboru Małgorzaty, ale rozumiem i bardzo szanuję! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Teraz pozostaje przeczytać książkę.
    Gratuluję laureatce!

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ciekawe pytania i równie ciekawe odpowiedzi. 😊

    OdpowiedzUsuń
  4. Z przyjemnością przeczytałam ten interesujący wywiad. Gratuluję! 😊

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo ciekawy wywiad powstał. Gratuluję Cyrysiu :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Też uwielbiam postać Małgorzaty z powieści Bułhakowa.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ekstra wywiad wyszedł. Dziękuję autorce za odpowiedź na moje pytania.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziękuję!!! E-mail wysłany :) Pozdrawiam gorąco :)

    OdpowiedzUsuń
  9. bardzo fajna wartościowa osóbka z autorki:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wspaniały wywiad. Bardzo lubię tę autorkę. Jej ostatnia powieść już zakupiona.

    OdpowiedzUsuń

Zaglądaj, czytaj, przegryzaj moje słowa, ale wychodząc, zostaw po sobie niezatarty ślad swojej obecności...