"Bądź osobą dającą wsparcie. Świat ma już wielu krytyków." - Dave Willis ❤

poniedziałek, 24 marca 2014

Konkurs z Małgorzatą Rogalą

Małgorzata Rogala
Tak naprawdę nie lubię mówić o sobie, wolę słuchać opowieści innych ludzi. Jestem uzależniona od czytania - najchętniej w towarzystwie filiżanki kawy z kardamonem i kawałka gorzkiej czekolady. Przepadam za francuskimi komediami i południową Francją. Zbieram pozytywki. Ich dźwięk kojarzy mi się z czymś sekretnym, co czeka na odkrycie, wywołuje tęsknotę i wzruszenie.


 Fan Page autorki na Facebooku: klik

Recenzja najnowszej książki ,,Kiedyś cię odnajdę'': klik

Tym razem zbieram pytania do Małgorzaty Rogala. Przez najbliższe kilka dni będzie można na moim blogu, w komentarzu zadawać swoje pytania (1-maksymalnie 3) do autorki. Następnie wraz z odpowiedziami zbiorę w formę wywiadu i umieszczę w odpowiednim poście.

 Trzy osoby, które według autorki wykażą się najciekawszym pomysłem na pytanie, otrzymają nagrodę, w postaci najnowszej powieści ''Kiedyś cię odnajdę'' ufundowaną przez wydawnictwo Replika.

Bardzo proszę również o uważne czytanie cudzych komentarzy, żeby wasze pytania do autorki nie pokrywały się z innymi. Jeśli coś takiego będzie miało miejsce, zdublowane pytanie zostanie zignorowane. Do dzieła kochani!!!

Regulamin:
1.Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga: Świat książek i ja...
2.Sponsorem nagród jest : wydawnictwo Replika.
3. Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest napisanie w komentarzu pytania (1- maksymalnie 3) do Małgorzaty Rogala na temat jej twórczości i nie tylko.
4. Konkurs trwa od 24 marca 2014 roku do 28 marca 2014 roku do godz. 23.59
5. Wywiad oraz ogłoszenie zwycięzcy nastąpi  ok. 2 kwiecień 2014 rok.
6. Nagrodą są 3 egzemplarze książki: ,,Kiedyś cię odnajdę''
7. W konkursie mogą brać udział osoby posiadające blogi oraz anonimowy uczestnicy, którzy popiszą się imieniem/nickiem oraz podadzą adres mailowy.
8. Konkurs skierowany do osób posiadających adres zamieszkania w Polsce.
9. Ze zwycięzcą skontaktuję się drogą mailową. W przypadku, gdy zwycięzca w ciągu 7 dni nie odpowie na wiadomość, nastąpi wybór innego wygranego.
10. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
                                               banerek dla zainteresowanych

sobota, 22 marca 2014

Czekam na Ciebie


Zaczekaj na mnie
J. Lynn

 
Tłumaczenie: Barbara Kowalska
tytuł oryginału: Wait for you
seria/cykl wydawniczy: Czekam na ciebie tom 1
wydawnictwo: Amber
data wydania: 4 marca 2014
liczba stron: 304
ocena: 6-/6






         "Zaczekaj na mnie" J. Lynn (pseudonim literacki Jennifer Armentrout) to kolejna powieść z nowego gatunku New Adult (Młodzi Dorośli) - o wchodzących w dorosłe życie ludziach (18-25 lat). Pierwsza książka z tej kategorii: ''Tylko Ty'' Jasindy Wilder, zrobiła na mnie niezwykle pozytywne wrażenie, dlatego nie mogłam oprzeć się pokusie, aby zaznajomić się z powyższą pozycją. Tym bardziej, że zdaniem wielu osób to fenomen wydawniczy 2013 roku. Wydana jako e-book w marcu 2013 weszła natychmiast na 1 miejsce ,,New York Timesa”. Czołowy amerykański wydawca kupił za sześciocyfrową sumę prawa do publikacji tej i dwóch nienapisanych jeszcze powieści z serii. W styczniu 2014 była najlepiej sprzedającą się książką największej amerykańskiej sieci księgarskiej Barnes & Noble. Czytelniczki zakochały się w tej powieści. Obsypały ją 43 000 ocen na portalu Goodreads. W czym tkwi sukces tej książki? Spróbuje odpowiedzieć na to pytanie, lecz najpierw kilka słów o fabule.

Wspomnienia są jak plama, której nie można nieraz sprać. Dziewiętnastoletnia Aveny Morgansten ma nadzieję, że po wyjeździe do college’u zapomni o tragedii sprzed pięciu lat, która na zawsze odmieniła jej życie. Zamierza zacząć wszystko od początku z dala od rodziny, znajomych i … wrogów. Zamknięta w sobie i aspołeczna pragnie jedynie nie rzucać się w oczy. Niestety już pierwszego dnia spóźniona biegnąc na zajęcia zderza się z Camerononem Hamilton przystojnym i niezwykle popularnym w szkolnych kręgach chłopakiem. Pozornie nic nieznaczący incydent wiele zmienia w życiu główniej bohaterki. Przeznaczenie popycha ich ku sobie, mimo to Aveny boi się do kogokolwiek zbliżyć i komukolwiek zaufać. Jednak Cam nie zamierza poddać się tak łatwo. Średnio raz dziennie zaprasza ją na randkę i chociaż nieustannie spotyka się z odmową, to ciągle ma nadzieję, że wreszcie jakoś przełamie jej niechęć i opór. Tymczasem nieoczekiwanie demony przeszłości ponownie dają o sobie znać. Morgansten zaczyna otrzymywać maile i telefony z pogróżkami, robi się naprawdę nieprzyjemnie. Co tak naprawdę wydarzyło się kilka lat temu w Haloween? Czy Cam pozna w końcu sekret dziewczyny.  I czy ich znajomość przerodzi się w coś większego- przyjaźń, a może miłość?

Jestem urzeczona tą książką. Pochłaniałam ją, nie mogąc nadążyć z przewracaniem stron. Uwielbiam ten stan, w którym mogę zatracić się w perypetiach danych bohaterów i wspólnie z nimi rozwiązywać problemy, dzielić radości oraz smutki. Podobnie było w przypadku bieżącej pozycji. Z dziwnym drżeniem w sercu śledziłam rozwój pięknej miłości pomiędzy głęboko zranioną dziewczyną, a czarującym, pewnym siebie Casanovą. Jestem jedynie wściekła na to, że opis książki w Internecie (na okładce na szczęście nie) od razu zdradza, co spotkało główną bohaterkę w przeszłości. Ten aspekt odbiera czytelnikowi największą przyjemność z odkrywania bolesnego sekretu Avery, dlatego przed rozpoczęciem lektury zalecam nie szukać na jej temat żadnych dodatkowych informacji.

Bohaterowie stanowią mocny trzon fabuły. Od razu ujęli mnie za serce i szybko zyskali moją sympatię. Avery to dziewczyna, z którą łatwo się utożsamić, a tym samym jeszcze bardziej zrozumieć to, co ją spotkało. Zachowuje dystans, jest zamknięta w sobie, buduje wokół siebie mur. Na szczęście Camowi oraz dwójce innych osób (Brit, Jacob, znajomi z roku) udaje się go zburzyć. Pomimo tego widmo paskudnej przeszłości ciągle stanowi przeszkodę w nawiązaniu poważniejszych relacji. Z kolei Cam to uroczy, zabawny, inteligentny, nieco zadufany w sobie chłopak. Wprawdzie ma opinię kobieciarza niestałego w uczuciach, ale odkąd na jego drodze pojawia się Morgansten, wszystkie panny idą w odstawkę. On również naznaczony jest swoistym piętnem tragedii, dlatego nie naciska Avery na zwierzenia, tylko cierpliwie czeka, aż sama wyzna mu wszystkie swoje tajemnice, by w zamian zrewanżować się tym samym. Jestem pełna podziwu dla ich dojrzałości emocjonalnej. Wbrew wszystkim i wszystkiemu sami decydowali o swoim losie i życiu. Także postacie drugoplanowe są niezwykle efektownie i wiarygodnie nakreślone. Bez przeszkód mogłam namalować ich w swojej wyobraźni. Ogromny plus daje za poczucie humoru, które niemal wylewa się z kolejnych stronic. Szczególnie ujęło mnie zabawne przekomarzanie się głównych bohaterów. Ich szermierka słowna dodaje całości kolorytu.

Podobał mi się rozwój związku Avery i Cam- od przyjaźni do miłości. Ich relacje ewoluowały do przodu w odpowiednim tempie, dzięki czemu wszystko wyglądało tak naturalnie i realistycznie. Z przyjemnością obserwowałam jak oboje cieszyli się swoją bliskością po przez przytulanie, pocałunki i niewinne pieszczoty. Nie zabrakło także pełnych napięcia scen erotycznych, które są niezwykle subtelne, zmysłowe i wysmakowane. Autorka posiada lekkie, przystępne pióro oraz niebywałą zdolność obserwacji i dedukcji. Wciągająca jest również akcja – wartka, bez niepotrzebnych dłużyzn, czy rozwleczonej narracji. Jedynym mankamentem, jaki zauważyłam, to sporadyczne literówki, na które natkniemy się podczas czytania. Można to jednak przeboleć biorąc pod uwagę całokształt powieści.

Gorąco polecam ,,Zaczekaj na mnie’’. To niesamowicie piękna, fascynująca i romantyczna historia o miłości, cierpieniu, budowaniu zaufania i nadziei na lepsze jutro. Bawi, wzrusza i jednocześnie dodaje otuchy. Pokazuje, że warto mieć nadzieje, gdyż często po deszczu wychodzi słońce i nagradza nas tęczą. Ponadto uświadamia, że są pewne rzeczy w życiu, na które warto czekać, których warto doświadczać, o które warto walczyć oraz rzeczy, których nie powinno się przemilczać. Krótko mówiąc, znakomita proza dla wielbicieli romansów i powieści obyczajowych ze szczyptą erotyki. Zapraszam, myślę, że nie będziecie zawiedzeni.

***
Book Trailer:  klik
Wydawnictwo Amber

piątek, 21 marca 2014

Jak pozbyć się pecha?


Nie zabija się czarnego kota
Wit Bonia

Wydawnictwo: Novae Res

Rok wydania: 2014
Liczba stron: 310
Ocena: 5+/6









      Wierzycie w przesąd, że czarny kot przynosi pecha? Wydaje mi się, że niektórzy są o tym święcie przekonani. Co prawda żyjemy w świecie nowoczesności, mimo to w dalszym ciągu odczuwamy pewne obawy przed wierzeniami naszych pradziadów. Ale może jednak w tych legendach istnieje jakieś ziarenko prawdy? Bona Wit (Bożena Witkowska), położna z zawodu i zamiłowania, studentka na Uniwersytecie Medycznym w Poznaniu, w swojej książce ,,Nie zabija się czarnego kota’’ pokazuje, że niektóre gusła mogą mieć jednak coś wspólnego z rzeczywistością. Przekonał się o tym osobiście Piotr Tylewski, główny bohater w/w powieści.

Piotr nigdy nie wierzył w żadne zabobony do czasu, kiedy w trakcie podróży z Poznania na Mazury przez przypadek przejechał samochodem czarnego kota. Od tego momentu jego życie staje się pasmem dziwnych zdarzeń i niefortunnych okoliczności. Pech zdaje się go nie opuszczać. Najpierw płonie tartak, jego rodzinny biznes, następnie dowiaduje się, że w wyniku przelotnego romansu ma pięcioletnią córkę Gabrysię. I jeszcze jakby tego było mało, ten dziwnie sformułowany testament nieżyjącej babci Zofii. Okazuje się, że staruszka przepisała wszystko na swojego wnuczka, ale darowiznę obwarowała dwoma warunkami: musi zameldować się i zamieszkać w nieruchomości, czyli w małej, rozpadającej się chatce w Gałkowo, urokliwej mazurskiej wsi, albo utworzyć w tym miejscu muzeum lub skansen z możliwością udostępnienia go zwiedzającym. Piotr koniecznie chce pozbyć się zbędnego jego zdaniem balastu, dlatego zamierza podważyć akt prawny swojej krewnej. Niestety najbliższa sąsiadka Bernadetta Kołacka stanowczo się temu sprzeciwia. Między nimi dochodzi do niemiłej wymiany zdań, po której mężczyzna wraca do Poznania. Postanawia zapomnieć o wszystkim i skupić się, jak zwykle na sobie.

Piotra nieoczekiwanie co noc zaczyna nawiedzać w snach kot z wypadku, który powoli staje się jego zmorą. Co jeszcze złego go spotka? Czy wypełni ostatnią wolę babci Zofii? Już wkrótce główny bohater będzie musiał zweryfikować całe swoje dotychczasowe życie i zmienić podejście do wielu spraw. Z jakim to wyjdzie rezultatem?

Biorąc do ręki tę książkę nie wiedziałam, czego się po niej spodziewać. Wprawdzie na tylnej okładce jest napisane, iż „Nie zabija się czarnego kota”- ''to nie kryminał. To opowieść o trudnych miłościach''. Pomimo tego fabuła była dla mnie jedną wielką niewiadomą. Na szczęście wraz z rozwojem wydarzeń stopniowo w mojej głowie pojawiać zaczął się bardzo wyraźny obraz całej historii. Nie przypuszczałam, że tak szybko dam się jej porwać. Od samego początku zafascynowały mnie zaskakujące perypetie Piotra. To trzydziestopięcioletni wieczny chłopiec, bawidamek, dla którego liczy się tylko dobra zabawa. Nagle w ciągu kilku chwil jego życie zmienia się o 180 stopni. Niespodziewanie pojawiają się kłopoty osobiste i zawodowe. Niczym grom z jasnego nieba spada na niego wiadomość o ojcostwie, zaś testament babci, który miał być potencjalnym zastrzykiem gotówki, okazuje się pasmem problemów. Czy winę za zaistniałą sytuacje rzeczywiście ponosi nieszczęsny czarny kot? Dlaczego notorycznie pojawia się w snach Tylewskiego? Może chce mu coś przekazać?

To ciepła, optymistyczna, lekko zabawna, momentami wzruszająca powieść. Z przyjemnością obserwowałam metamorfozę głównego bohatera, jak z Piotrusia Pana przeistoczył się w odpowiedzialnego, statecznego mężczyznę. A to wszystko dzięki swojej córce, która obudziła w nim instynkt ojcowski i sprawiła, że całkiem inaczej zaczął postrzegać świat. Ktoś jeszcze poruszył serce Tylewskiego. Tym kimś była Bernadetta, sąsiadka i zarazem najbliższa przyjaciółka babci Zofii. Istnieje jednak pewien problem a nawet dwa. Kobieta nie popiera jego zamiarów podważenia testamentu i ma kilkuletniego synka z zespołem Downa. Czy w tym przypadku Piotr nawiąże z nią cieplejsze relacje? Czy nadszedł  wreszcie czas na zmiany, na stabilizacje? Taki kobieciarz, outsider, miałby się wszystkiego wyzbyć na rzecz małżeństwa i rodziny? Ten wątek szalenie mi się spodobał. Autorka postawiła na naturalność i spontaniczność, dzięki czemu nie uświadczymy banalnej, lukrowatej miłości, lecz będziemy świadkami uczuciowych, bezradnych zmagań głównych bohaterów. Nie zabraknie też pewnej intrygi związanej z dwoma biznesmenami, którzy chcą ,,położyć łapę’’ na majątku nieżyjącej Pani Zofii. Z tym epizodem wiąże się kilka niepokojących momentów. Żałuje jedynie, że Pani Bonia nie doprowadziła do konfrontacji Piotra z matką dziewczynki, nie wyjaśniła sprawy z podejrzanymi przedsiębiorcami skupującymi ziemie od miejscowych z Gałkowa, jak również pozostawiła otwarte zakończenie. Mam tylko nadzieję, że ukaże się kontynuacja, w której poznam brakujące elementy tej układanki.

Proza Bony Wit zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Czytałam ją z wielkim zainteresowaniem oraz emocjonalnym zaangażowaniem. Całość napisana jest lekkim piórem i przystępnym stylem, bez oklepanych frazesów czy pustych słów. Akcja się toczy gładko i dość wartko, bez niepotrzebnych dłużyzn. Na uznanie zasługuje także kreacja bohaterów, z którymi przez cały czas się identyfikowałam odczuwając ich emocje. Podsumowując. To ciekawa, sympatyczna, wciągająca powieść obyczajowa, idealna dla umilenia sobie czasu, lub na poprawę nastroju. Bardzo się cieszę, że mogłam ją poznać. Serdecznie namawiam do sięgnięcia po tę książkę. Myślę, że wam się spodoba i nie będziecie zawiedzeni.

***

Wydawnictwo Novae Res

czwartek, 20 marca 2014

Miłość jedyna jest, miłość nie zna końca


Dźwięki wspomnień
Meres Katarzyna 

 
Wydawnictwo: Novae Res
Objętość: 104 stron
Rok wydania: 2014
Ocena: 4+/6









       Większość osób zazwyczaj interesuje się literaturą znanych i cenionych autorów. Ja natomiast wolę odkrywać debiutujących pisarzy. Ostatnimi czasy dowiedziałam się, że moja blogowa znajoma, bardzo dobra, rzetelna recenzentka książek, także spróbowała swoich sił w pisarskim fachu. Mowa tu oczywiście o Katarzynie Meres z Świata Kasiencjusza, dwudziestoletniej studentce drugiego roku socjologii na AGH w Krakowie. Autorka każdą wolną chwilę poświęca na rozwijaniu swojej pasji, jaką jest fotografowanie, czytanie i pisanie. Wystarczy odwiedzić jej bloga, aby przekonać się, że to niezwykle bystra, inteligentna, taktowna i uczuciowa osoba. Jak prezentuje się debiut Katarzyny? Czy odzwierciedla jej duszę i osobowość?

„Dźwięki wspomnień” to dwie różne historii o miłości. Pierwsza, prowadzona w formie pamiętnika opowiada o losach umierającej dziewczyny, która opisuje swoje myśli, uczucia, rozterki i emocje. Jej wewnętrzne przemyślenia są swego rodzaju testamentem dla ukochanego mężczyzny, następnie po latach owe zapiski trafiają do ich dorosłej już córki. Drugie opowiadanie jest wewnętrznym monologiem pewnej kobiety darzącej ogromną miłością swojego ukochanego, pomimo wielu wspólnych lat małżeństwa. Bohaterka płynie na fali wspomnień analizując każdy ich wspólny dzień.

,,Moje wspomnienia mają charakter rozprawy z samą sobą oraz mają na celu pokazanie prawdziwej, szczerej, czystej delikatnej miłości, która istnieje w tym świecie, pozbawionym wszelkiej wrażliwości’’.

Nie wiem, jak mam podsumować tę niewielką objętościowo książeczkę. Moje horyzonty myślowe są zbyt ubogie, aby pojąc nadzwyczajność takich lektur. Sama autorka przyznaje, że jej wzorem literackim od kilku lat pozostaje Eric-Emmanuell Schmitt, mistrz krótkiej formy, który potrafi w pozornie banalnych historiach zamknąć wyjątkowość ludzkiego przeznaczenia. Podobnie jest z ,,Dźwiękami wspomnień’’. To prawdziwa esencja emocji ukazująca szarą rzeczywistość w różnych jego odcieniach. Niestety czułam się przytłoczona jej głęboką, szlachetną treścią. Nigdy nie byłam miłośniczką ani koneserką poezji, dlatego lekko poetycko- liryczny styl Kasi Meres nie przypadł mi do gustu. Zdecydowanie wolę zwykły, prosty, wręcz dosadny przekaz. Może nie dojrzałam emocjonalnie do tak erudycyjnej treści? Jedno wiem na pewno, fabuła utworu jest świetna, tylko wolałabym ją w formie powieści. Szczególnie pierwsza historia ujęła mnie za serce. Ze wzruszeniem śledziłam zapiski młodej dziewczyny, którą dotknęło ogrom tragedii. Nieuleczalna choroba, ślepa miłość, ciąża, zakaz spotykania się z ukochanym, porzucenie i ... śmierć. Szkoda jedynie, że ta opowieść w moim mniemaniu została potraktowana nieco pobieżnie i lakonicznie. Liczyłam na dokładniejszą analizę życia głównych bohaterów, lecz z drugiej strony zdaje sobie sprawę, że schemat pamiętnika zazwyczaj opiera się na uczuciach i emocjach, a nie drobiazgowych opisach. Drugi utwór nie wzruszył mnie aż tak bardzo, jak poprzedni. Zakochana kobieta stawia na piedestale swojego męża czyniąc peany pochwalne na temat jego zalet, a nawet wad. W ich na pozór zwyczajnym związku dostrzega to, czego inni nie widzą.

,,Miłość to świadomy wybór.(…) Miłość rani, ale też umacnia. Droga idealnej miłości nigdy nie jest gładka, nie jest usłana różami. Potrzeba włożyć w nią mnóstwo pracy, aby przybrała piękny, nieskazitelny kształt. Czasami ona sama się formuje. Staje się piękna w swej prostocie, delikatna. Rośnie jak posadzone drzewko- na początku kruche, małe, z łamliwymi gałązkami, a później ma mocne korzenie, samo w sobie jest niezwykle silne, żyje własnym życiem’’.

Ten cytat uświadamia, że należy zachwycać się sobą wzajemnie, poznawać się w codzienności. Pielęgnować i umacniać swoje uczucie, aby nie zwiędło.

Serdecznie polecam ,,Dźwięki wspomnień’’ Katarzyny Meres. To nastrojowa i sentymentalna powieść o ludzkich problemach, kruchości życia, przemijaniu, a także o różnych obliczach miłości. Tutaj każde słowo wydaje się być czymś więcej niż tylko plątaniną nic nieznaczących literek. Osobiście dostrzegam potencjał drzemiący w autorce, który zapewne jeszcze nie raz umiejętnie wykorzysta. Tymczasem zapraszam do powyższej lektury. Mam nadzieję, że nie będziecie rozczarowani.

***
Blog Katarzyny Meres: klik

środa, 19 marca 2014

Wywiad z Grażyną Kamyszek

prosperiusz
1. Pani Grażyno, jestem byłym nauczycielem i niezwykle ciepło wspominam swoich uczniów. Jak Pani wspomina swoich?


G.K.
- Wspominam ich ciepło, szczególnie tych, których uczyłam w szkole podstawowej. Mam nadzieję, że oni mnie także zachowali miło w swojej pamięci. Minęło wprawdzie wiele lat, ale jeszcze niektórzy z nich poznają mnie na ulicy i z uśmiechem mówią  „dzień dobry”. Nieraz proszę, aby przypomnieli mi swoje imiona, bo pamięć ludzka jest zawodna. O dziwo, nazwiska pamiętam, gorzej z imionami.
 
Katarzyna K
1. Jeśli Pani książka zostałaby wystawiona na deskach teatru, albo ukazana na wielkim ekranie, to kto z dzisiejszych aktorów grałby główne role?


G.K.
- Kiedy zaczęłam konstruować postać głównej bohaterki, ciągle towarzyszyła mi twarz polskiej aktorki Anny Wendzikowskiej odtwarzającej rolę prawniczki Moniki w” M jak miłość”. To tak , jakbym pisała dla niej tę rolę. O innych nie myślałam, ale z pewnością znalazłoby się wielu, którzy pasowaliby do odtworzenia   postaci, które przedstawiłam w książce.

2. Czy w Renatę, bohaterkę Pani powieści, wpisała Pani cząstkę siebie? Co Panią łączy z bohaterką?

G.K.
-Renata niewiele ma ze mnie. W młodości byłam inna niż ona, chociaż jej lęk przed prowadzeniem samochodu jest moim lękiem. Prawo jazdy zrobiłam po pięćdziesiątce i jeżdżę bardzo niepewnie. Na autostradzie  bym nie pojeździła. Za szybko mkną…

alicjamagdalena
1. Czy ma Pani swój ulubiony wiersz?


G. K.
- Kocham poezję i jest wiele utworów, które lubię. Sama próbowałam  pisać.  Jak Pani zauważyła, w powieści cytuję kilku znanych poetów, jednak najbliższa memu sercu jest Halina Poświatowska i jej wiersz zaczynający się od słów „ najpierw trzeba się rodzić…”

2. Jakie emocje towarzyszyły Pani podczas trzymania pierwszego egzemplarza swojej debiutanckiej książki?

G.K.
- Oto owoc mojego dojrzałego życia i dziecko  marzeń, które wydałam na świat z pomocą moich bliskich i Białego Pióra. Gładziłam okładkę, wąchałam książkę i przerzucałam kartki . To jest wspaniale uczucie.

3. Bardziej woli Pani kino czy teatr?
Pozdrawiam serdecznie.

G.K.-
Lubię dobry film, ale też bardzo chętnie oglądam spektakle teatralne.

nieidentyczna
Przeczytałam, że promowała Pani poezję polskich klasyków. A czy czytuje Pani polską poezję współczesną? Jak Pani ją ocenia?

G.K.
- Tak jak powiedziałam wcześniej, kocham polską poezję. Stworzyłam swego czasu w szkole grupę poetycką „Wers”.  Był okres w mojej pracy zawodowej, że zafascynowana byłam tym  co robi Danuta Wawiłow – założycielka Klanu (Klub Ludzi Artystycznie Niewyżytych). Chciałam, aby w szkole powstała grupa nie tylko osób piszących, ale także chętnych do propagowania twórczości polskich poetów. Udało mi się zebrać grono wspaniałych, młodych, utalentowanych  ludzi, od których można było czerpać pokłady wrażliwości. Polubiłam to, co oni lubili. Razem z nimi odkrywałam E. Stachurę i wielu innych poetów. Wystawialiśmy widowiska poetyckie. To był ważny okres w mojej pracy zawodowej. Przy okazji – pozdrawiam moje kochane Wersiki, rozsiane nie tylko po Polsce, ale i po świecie ( być może – tak jak bohaterka mojej książki - za chlebem). Jeśli chodzi o polską poezję współczesną, myślę, że jest trochę niedoceniana. Mam na myśli tę prowincjonalną , nie mającą siły przebicia, a piękną i mądrą.  Takim przykładem jest ustecka poetka Lucyna Maria Wyroślak, której wiersze zawsze czytam z ogromną przyjemnością i wzruszeniem.

2. Proszę dokończyć zdanie: "Dobry pisarz to..."

G.K.
- Mający do przekazania  coś ważnego, co zaintryguje czytelnika.

3. Jaką zasadą kieruję się Pani podczas pisania, pracy twórczej?
Pozdrawiam serdecznie :)


G.K.
- Muszę jasno sprecyzować, o czym chcę pisać, co chcę przekazać, jak ukształtować bohaterów, aby czytelnicy zapamiętali ich na dłużej.

syl_ko91
Witam.
1. Gdyby wiedziała Pani, że ma przed sobą tylko jeden dzień życia co by Pani zrobiła w ten ostatni dzień?


G.K.
- Zrobiłabym rachunek sumienia i przeprosiła wszystkich, których być może kiedyś skrzywdziłam.

2. Jaki Pani zdaniem jest przepis na sukces?

G. K.
- Myślę, że nie ma takiego przepisu.  Ja nie potrafiłabym go sprecyzować.

3. Czy czuje się Pani w pełni szczęśliwa? Dlaczego?
Pozdrawiam.


G.K.
- Jestem człowiekiem szczęśliwym. Mam wspaniałą rodzinę, wspieramy się, jesteśmy na dobre i  na złe. To duże szczęście.

Martucha180
1. Zapewne ma Pani przyjaciółkę Wenę. Jaka ona jest?

G.K.-
Ta przyjaciółka jest bardzo często kapryśna i humorzasta. Nieraz wywołuje u mnie NPP, ale  radzę sobie z jej ujarzmieniem.

2.  Czym dla Pani jest SŁOWO?

G.K.-
Jest przekazem myśli, nad którymi należy mieć władzę.

3. Bycie polonistką może zarówno ułatwić napisanie powieści, jak i utrudnić.
Jak to było w Pani przypadku? Co Pani szło jak po maśle, a co jak po grudzie?
PS. Pozdrowienia od koleżanki po fachu :)


G.K.
- W moim przypadku utrudnia. Byłabym zarozumiała, gdybym powiedziała, że pisanie idzie mi jak po maśle.  Mam świadomość swoich niedoskonałości językowych i nieraz katuję tekst , by w końcu wszystko skasować i podjąć nową próbę jego napisania.

Kwiatusia
1. Co Pani czuła pisząc ostanie zdanie/słowo w powieści "Zobaczyć iskry''?


G. K.
- Powieść kończy się dla bohaterki optymistycznie, ale ja poczułam smutek, bo oto kolejna młoda, wykształcona , wrażliwa  Polka zostaje na obczyźnie. Tam urodzi dzieci, które nie zasiądą w polskiej szkole, być może nie będą chciały mówić  w ojczystym  języku swojej mamy… Czyż to nie smutne?

2. Czy ma Pani ulubione, szczególne miejsce w którym lubi Pani tworzyć?

G.K.
- Lubię spacery nad morzem. Idąc plażą, myślę o moich bohaterach, by po powrocie, w zaciszu pokoju , zapisać myśli, które podeśle mi morska bryza.

3. Zbliża się wiosna dlatego moje pytanie brzmi: czy jako dziecko/nastolatka chodziła Pani na wagary 21 marca? A jako nauczycielka, czy traktowała Pani nieobecność uczniów pierwszego dnia wiosny z przymrużeniem oka? A może wyciągała Pani konsekwencje wobec wychowanków?
Pozdrawiam serdecznie.


G.K.
- Oczywiście, że chodziłam na wagary. To przecież przywilej uczniów i nie można wyciągać z tego zbyt ostrych  konsekwencji,  chyba że niektórzy wagarowicze „zatracą” się i przyniosą ujmę szkole i rodzinie. To już inna para kaloszy. We wszystkim musi być umiar.

Bassia5
1. Dlaczego dopiero teraz zdecydowała się Pani zadebiutować w roli powieściopisarki?


G.K.-
Dziękuję za to pytanie. Sama je  sobie zadaję. Po co mi to było? Jak mogłam świadomie  zburzyć moje spokojne życie na emeryturze? Nie ukrywam swojego wieku, podkreślając  z odrobiną autoironii, że urodziłam się w połowie ubiegłego stulecia. Niektórych to może szokować, że jestem chyba najstarszą debiutantką w Polsce. To jest duży akt odwagi z mojej strony. Prawda jest taka, że pisałam od dawna.  Będąc uczennicą szkoły podstawowej i liceum w Sztumie próbowałam swoich pisarskich sił. Nagrodami były najczęściej bony książkowe, za które kupowałam słowniki językowe – służą mi zresztą do dzisiaj. W 2012  r. zainteresowałam się kwartalnikiem ”Prowincja” wychodzącym w moim rodzinnym Sztumie i tam wysłałam swoje opowiadania. Ukazywały się w kolejnych numerach kwartalnika. To zachęciło mnie do wydania powieści. Długo się wahałam, ale wsparcie rodziny i przyjaciół zaowocowało ukazaniem się powieści w Białym Piórze. Kiedy odchodziłam na emeryturę, pożegnałam moich kolegów fragmentem wiersza H. Poświatowskiej pt. „Koniugacja”( ja minę, ty miniesz) ,  po kilku latach zbuntowałam się przeciwko tym słowom. Stwierdziłam, że jeszcze nie minęłam. Chciałam udowodnić, że starsi ludzie, jakimi uczynił nas czas, mogą jeszcze wykrzesać z siebie iskry. Jest to moje przesłanie do tych wszystkich z odległych roczników, którzy z rezygnacją  patrzą w przyszłość.

2. Czy ma Pani w planach napisanie kolejnych powieści?
Pozdrawiam :)


G.K.
- Pracuję nad dalszymi losami bohaterów „Zobaczyć iskry”.

Iza.81
1. Niemcy dla większości Polaków kojarzą się ze stojącym katem z biczem nad wyzyskiwanymi pracownikami. Skąd w Pani powieści wziął się pomysł zmiany wyimaginowanego obrazu, który jest utrwalony w naszym społeczeństwie od czasów II Wojny Światowej?


G.K.
- Należę do pokolenia, które w szkole karmione było literaturą epatującą dobrego Rosjanina. To on przyniósł nam wolność, szczęście, dobrobyt , a  Niemiec to  bezwzględny kat.  I takim obrazem żyłam przez lata. Nie znałam innych przekazów. Kiedy jednak otworzyła się żelazna kurtyna, kiedy miałam okazję poznać niemiecką rodzinę męża, kiedy prowadziłam z koleżanką germanistką wymianę młodzieży z partnerskim miastem Kappeln – mój obraz nabrał innego wymiaru.  Wszędzie możemy spotkać aniołów i katów, w każdym kraju, w każdej społeczności. Mimo zakończonej wymiany szkolnej, nadal utrzymujemy bliskie kontakty z nauczycielami, pielęgnujemy naszą znajomość, odwiedzamy się. Wiele zależy od nas samych, od nastawienia do drugiego człowieka, bez względu na jego narodowość.

2. Jeśli napisze Pani kolejną książkę, to o czym ona będzie?

G.K.
- Tak jak wcześniej powiedziałam, zaczęłam pisać dalszy ciąg powieści ”Zobaczyć iskry”.  Robię to głównie z myślą o mojej rodzinie i przyjaciołach. Obiecałam im drugą część. Może się doczekają…Jeśli nie uda mi się wydanie wielonakładowe, to na pewno pojawi się kilkanaście egzemplarzy autorskich do własnego użytku.

3. Ukończyła Pani studia z bibliotekoznawstwa. Czy w związku z tym potrafiłaby się Pani odnaleźć w roli pani bibliotekarki? Czy taka praca byłaby dla Pani ciekawa?
Pozdrawiam wiosennie :)


G.K.-
Z powodu ogromnych kłopotów z gardłem, musiałam zrezygnować z pracy „ przy tablicy” i dlatego większa część mojego zawodowego życia związana jest z biblioteką. Kochałam tę pracę. Przez moje ręce przechodziły nowości wydawnicze, świeżutkie, pachnące…Bardzo mi tego brakuje. A do pracy w bibliotece wróciłabym od razu, tylko kto mnie przyjmie?

Klaudia Dutkiewicz
1. Dlaczego akurat Niemcy, a nie znana i popularna Anglia? 


G.K.
- Anglię znam z przekazów telewizyjnych , z książek i z relacji ustnych,  Niemcy i ich mieszkańców z autopsji.

2. Skąd czerpała Pani inspiracje do napisania tej książki? Jest Pani obserwatorką ludzi, a może marzycielką?

G.K.
- Inspiracją do napisania książki były osobiste kontakty i rozmowy z Niemcami, a także z opiekunkami z Polski i z Rosji, które poznałam w Gelsenkirchen. Nie jestem marzycielką, kiedyś może nią byłam. Teraz głównie obserwuję i słucham  tego, co inni mają do powiedzenia, a że niektórzy bardzo głośno mówią, to tematy do opisania niektórych sytuacji czerpię od przypadkowych osób z pociągu, autokaru czy lotniska. Samo życie.

Sylwka S.
1. Jaka jest Pani ulubiona książka i w jakim miejscu najlepiej się dla Pani czyta?


G.K.
- W młodości największe wrażenie zrobiła na mnie książka J. Londona „Martin Eden”, poza tym czytam  prawie wszystko, co wpadnie mi w ręce, ostatnio jest dużo  polskiej  prozy obyczajowej. Najlepiej czuję się w wygodnym fotelu z książką w ręce.

2. Jaki ma Pani sposób na odreagowywania stresów? Dlaczego akurat taki?

G.K.
- Dla mnie najlepszym sposobem na stres jest spacer z psem. Las  i morze to najlepsze tabletki kojące nerwy.

3. Gdyby miała Pani czarodziejską różdżkę i mogła spełnić 3 życzenia, kto zostałby by nimi obdarowany i dlaczego?
Pozdrawiam.


G.K.
- Trzykrotną moc różdżki wykorzystałabym do spełnienia jednego życzenia – wyleczyłabym ludzi chorujących na raka, aby mogli cieszyć się darowanym życiem.

Justyna
1. Dlaczego wybrała Pani zawód nauczycielki? Bardzo lubi Pani dzieci?


G.K.-
Od dziecka wiedziałam, że będę nauczycielką. Odkąd pamiętam, zawsze bawiłam się w szkołę.

2. Czy pamięta Pani najbardziej wzruszające wspomnienie z czasów bycia nauczycielką?


G.K.
- Pamiętam miłe listy od dzieci, które wyjechały z rodzicami do Niemiec w latach siedemdziesiątych, w ramach akcji łączenia rodzin. Pisały o swojej tęsknocie za mną , za szkołą, za swoją wsią. To było miłe.  One na pewno już tego nie pamiętają.

3.Mieszka Pani nad morzem. Czy jest to własny wybór czy zrządzenie losu? Jeśli miałaby Pani wybrać inne miejsce do zamieszkania, jakie by to było i dlaczego?
Pozdrawiam.


G.K.
- W Ustce zamieszkałam po wyjściu za mąż, więc trochę zrządzenie losu. Gdybym miała wybrać miejsce zamieszkania, miotałabym się między Ustką a Sztumem. Tak jest od lat.

Monika Klaudia
1. Czy przeżyła Pani jakąś sytuację, która znajduję się w książce "Zobaczyć Iskry" ?


G. K.
- Jest taka sytuacja, związana z wagarami. Byłam wtedy w kl. II szkoły podstawowej. Zamiast do szkoły, poszłyśmy z koleżanką  nad jezioro. Bardzo mi się podobała taka forma nauki, więc powtórzyłam ją następnego dnia sama. Za trzecim razem nie udało się, dostałam solidne lanie od mamy. A szkoda, bo nad sztumskimi jeziorami naprawdę jest cudnie.

2. Czy ma Pani takie miejsce (w domu, na świecie), w którym najlepiej się Pani pisze ? Jeśli istnieje takie, to może Pani go opisać?

G.K
- Mój mały pokoik w domu w Ustce. Tam jest mój azyl.

3. Co daje Pani motywacje w życiu?
Pozdrawiam cieplutko.


G.K
- Dobrzy, życzliwi ludzie wokół. Oni ładują moje akumulatory. Nie lubię zarozumialców, przekonanych o własnej wyższości. Staram się ich unikać.

Edyta Chmura
1. Czy jest pytanie, na które nienawidzi Pani odpowiadać, które męczy, jest kłopotliwe, irytujące? O co Pani nie pytać ;)?


G.K.
- Można mnie pytać o wszystko, najwyżej nie odpowiem i poproszę o inny zestaw pytań.

2. "Żyj, a nie myśl o życiu" - czy stosuje Pani to motto we własnym życiu?

G. K.
- Wspomniałam wcześniej, że jestem obserwatorką i słuchaczką. Kiedyś w pociągu byłam świadkiem rozmowy kobiet  rozważających problemy życiowe.  Jedna radziła drugiej, aby żyć, a nie myśleć o życiu. Zapamiętałam tę myśl, ale nie stosuję jej w moim prywatnym życiu. Mam nieco inny charakter.

3. Są bohaterowie literaccy, którzy nie pozwalają o sobie zapomnieć, gdy tylko ich poznamy coś się w nas zmienia. Czy ma Pani taką ulubioną postać? Jak ta znajomość wpłynęła na Panią?
Pozdrawiam!


G.K.
- Dużo czytam i zawsze odkrywam coś interesującego w danej postaci,  raz jest to Frida Kahlo,  innym razem   pani Róża opiekująca się chorym na raka Oskarem,  innym razem szklarka z „Herbaty szczęścia’ czy bohaterowie książek K. Folletta.  Ostatnio są to głównie bohaterowie polskich powieści obyczajowych, których na rynku jest mnóstwo.

Antykwariat z ciekawą książką
1. Jak Pani uważa, czy dobry jest czas obecny dla kobiet piszących powieści obyczajowe? Nie jest przypadkiem tak, że jest przesyt tego typu prozą? Proszę uzasadnić.


G.K.
- To jest bardzo trudny czas, bo rzeczywiście jest przesyt tego typu powieści. Wystarczy przejrzeć półki księgarskie i regały biblioteczne, że jest zdecydowanie więcej piszących niż czytających, no i jeszcze ( o zgrozo) jakaś nikomu nieznana Kamyszek dorzuciła do obyczajówki swoje iskry. Mam pełną świadomość  tego, że moja książka może okazać się kompletną klapą, ale gdybym nie spróbowała, żyłabym złudzeniami ,obżerałabym nerwowo paznokcie do siedemdziesiątki, a gdybym około osiemdziesiątki  wreszcie podjęła decyzję  i o laseczce dostarczyła  rękopis do wydawnictwa, rozsypałabym się razem z kartkami. Ja nie mam zbyt wiele czasu na dylematy. Zrealizowałam swoje marzenie.

2. Jakimi cechami powinien dysponować dobrze rokujący autor powieści dla kobiet? I czy ma Pani swojego ulubionego pisarza w tego typu prozie?

G.K.- Kiedy kilka lat temu przeczytałam książkę Barbary Kosmowskiej  pt. „Teren prywatny”, byłam urzeczona   stylem, świetnym humorem i doskonałym sportretowaniem postaci. Dla mnie właśnie pani Barbara jest niedoścignionym wzorem językowego kunsztu w powieściach dla kobiet. Chętnie sięgam po jej książki.

3. Jak ocenia Pani wpływ nowoczesnych mediów na życie literackie? Facebook, liczne strony internetowe i portale. Czy dzięki temu jest ciekawiej, czy wręcz przeciwnie, czytelnicy coraz rzadziej zaglądają do książek, preferują "nowocześniejsze" formy rozrywki?
Pozdrawiam serdecznie!


G.K.- Media mają ogromny wpływ na życie literackie i na kształtowanie się gustów czytelniczych. Wolność słowa na stronach i portalach internetowych jest nieograniczona i internauci mogą wyrażać wszystko, co sprawne palce zdołają wystukać  na klawiaturze. Jest to bardzo cenne, ale nie zawsze korzystne dla pisarzy i czytelników. Już kilka lat temu zauważyłam, że czytelnicy częściej sięgają  po streszczenia utworu niż po oryginał  i to stanowi dla wielu wystarczający materiał do zdobycia wiedzy i do osądu.   Wielu  nie chce po prostu tracić czasu na głęboką analizę tekstów,  wygodniej wziąć do ręki  bryk lub obejrzeć  ekranizację powieści,  ale dobrze, że w ogóle sięgają, bo to dowód ich zainteresowania literaturą, chociaż bardzo często złudny. Moim zdaniem nic nie zastąpi szelestu i przyjemności przerzucania  kartek.

 ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Dziękuję za pytania . Moim zdaniem wszystkie były ciekawe i ważne . Mam nadzieję, że  odpowiedzi są satysfakcjonujące i chociaż trochę pozwoliły na poznanie mojej osoby. Najchętniej obdarowałabym wszystkich, ale  tak bywa z konkursami, że trzeba wybrać. Moja decyzja jest następująca:

Nieidentyczna – sprowokowała mnie do dłuższej wypowiedzi na temat poezji,
Bassi5 -  dziękuję, że musiałam wytłumaczyć się ze swojego (ale obciach) późnego debiutu,
Iza.81 – za ważne pytanie dotyczące relacji polsko – niemieckich.

Wszystkich serdecznie pozdrawiam i życzę miłej lektury.

Grażyna Kamyszek

***

Ja również serdecznie dziękuję Pani Grażynie Kamyszek za poświęcony czas i niezwykle interesujący wywiad. 
 
Ponadto dziękuję wszystkim, którzy wzięli udział w konkursie i zadali pytania. JESTEŚCIE NIEOCENIENI ♥ 
 
Pozdrawiam!!!
Cyrysia