wtorek, 20 grudnia 2011

KONKURS...

***
Dla większości z was koniec miłości, to zapewne jeden z bardziej przykrych momentów w życiu, przecież gorąco chcemy wierzyć, że  uczucie będzie trwało wiecznie i nic nie stanie mu na przeszkodzie. Niekiedy jednak, nieoczekiwane wydarzenia powodują rozstanie.  Co wtedy? Czy żyć dalej nie oglądając się na to co było? Zapomnieć? A może spróbować dać sobie kolejną szansę na odbudowanie tego, co kiedyś było tak ważne?


    Temat konkursu.

Czy warto wchodzić dwa razy do tej samej rzeki? Czy straconą miłość można odzyskać? A może lepiej dać sobie z nią spokój i spróbować zacząć żyć od nowa?

Jakie jest wasze zdanie na ten temat?

Najciekawszą odpowiedź wybierze Anna Górska, fundatorka nagrody książkowej ,,Nie zapomnę''.
Dla zainteresowanych recenzja książki : TUTAJ.

Czas trwania konkursu 20-27 grudnia. Wyniki zostaną ogłoszone 28 grudnia.

            Banerek:




Nagrodą jest książka ,, Nie zapomnę'' z autografem i imienną dedykacją od autorki. Wysyłka tylko na terenie Polski.


Powodzenia !!!!!!!

15 komentarzy:

  1. Jeżeli byłaby to wielka miłość mojego życia, na pewno spróbowałabym ją odzyskać. Bo utracenie tej drogiej sercu osoby, bolałoby całe życie i mogłoby się zdarzyć, że w nowym związku ciągle myślałabym o tym co straciłam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Warto :) Jeśli się kocha to zawsze można wszystko odbudować i odzyskac. O zwiazek trzeba dbać i kiedy kocha się ta drugą osobę to można zaczać jeszcze raz od nowa i wszystko naprawić.
    Trzeba dawać drugą szanse żeby ten ktoś mógl sie zrehabilitować i udowodnić swoje uczucia. Jesli nie damy komus, kto nas zawiódł a kogo nadal kochamy drugiej szansy to mozemy przegapić coś ważnego. Prawdziwe uczucie przetrwa wszystko. Jeśli dwóm osobą na sobie zależy napewno uda im sie odbudaować wszystko przez co moga stać się sobie jeszcze bardziej bliscy. Każdy zasługuje na drugą sznase :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wchodzenie dwa razy do takiego samego miejsca jest ryzykowne. Jednak jak ktoś powiedział: "Nie ma ryzyka, nie ma zabawy". Człowiek ma tylko jedno życie. No i pojawiają się dwie drogi.
    Jeżeli cofniesz się, żeby zasmakować tego, co już raz było w zasięgu dłoni tracisz czas. Znasz to. Nie wyszło raz więc po co się wysilać?
    Gorzej gdy komuś zależy. Wtedy nie zastanawia się i rzuca cały świat. Takie uczucia są niezwykle barwne. Ludzie potrafią postawić wszystko na jedną kartę i walczyć o to, co naprawdę jest dla nich ważne.

    Straconą miłość można odzyskać. Jednak nie zawsze jest sens. Może to jest tak jak z przyjaźnią? Jeżeli związek uległ zniszczeniu to można go nazywać takimi wielkimi słowami? To zależy od wielu czynników. Dlaczego wcześniej doszło do rozstania, czy warto zadawać sobie trud i tak dalej.

    Zanim zacznie się układanie życia na nowo trzeba zrobić jedną rzecz. Nie da się otwierać nowych bram, nie zamykając za sobą poprzednich. Czyli typowe palenie mostów. Jednak kim bylibyśmy bez wczorajszych doświadczeń? Nikim. To właśnie one kształtują naszą osobowość i sprawiają, że jesteśmy właśnie tacy. Jedyni na świecie, niepowtarzalni i popełniający błędy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Może tym razem dam szansę innym :D Jednakże obrazek na bloga wkleję:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Moim zdaniem często warto zaryzykować i powrócić do raz przerwanego związku. Wcześniej poznaliśmy się już z drugą połówką, w mniejszym lub większym stopniu wiemy, czego się spodziewać, znamy słabości i mocne strony, a przede wszystkim - część procesu "docierania" już za nami...

    Nie mniej nie można zbytnio przywiązywać się do "starego" związku i w nowych miłościach doszukiwać się cech "byłego". Należy być otwartym na nowości, świeże charaktery. A jeśli NAPRAWDĘ tak bardzo brakuje nam jakiejś cechy, może warto rozważyć powrót...

    OdpowiedzUsuń
  6. Stereotyp mówi, że faktycznie nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, ale jest także tekst piosenki: "Miłość ci wszystko wybaczy...". Wszystko zależy od danej osoby i jej toku myślenia, ale także od tego co było przyczyną rozpadu związku. Sama uważam, że nie ma ryzyka nie ma zabawy, a samo życie jest za krótkie by zastanawiać się co by było gdyby i wiecznie chować urazy. Człowiek jest tylko człowiek i popełnia błędy i nie sztuką jest nienawidzić, sztuką jest wybaczać u dać drugą szansę. Miłość nie odchodzi od tak sobie, nawet jeśli związek się kończy nasze serce nadal należy do drugiej osoby i bije dla niej mocniej, choć czasami ciężko nam się do tego przyznać.
    Jeśli jest to prawdziwa miłość, przetrzyma wszystko, nawet największe problemy i rozczarowania, błędy i niedociągnięcia.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam nadzieję, że do 27 grudnia uda mi się coś naskrobać :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zgłaszam się.
    Jestem bardzo zainteresowana tą książką tym bardziej, że mieszkam w Kielcach.

    Gdy byłam mniejsza z naiwnością dziecka zastanawiałam się jak to jest z tą miłością. Ludzie najpierw się kochają, a później rozstają. A co się dzieje z tą miłością? Znika jak sen jakiś złoty? A może nigdy jej nie było? Jeśli na początku jest takie szaleńcze zakochanie jak na koniec mogą pojawiać się tak negatywne uczucia? A co z przysięgami? „Będę kochał/a cię zawsze, wbrew wszystkiemu i wbrew i wbrew wszystkim”. Czy gdy osoby zakochane to mówiły to czy kłamały?
    A gdy już się rozstaniemy… Najczęściej gdy dochodzi do zerwania jesteśmy na siebie wściekli, zranieni. Na pewno nieskłonni do jakichkolwiek ugod, sama myśl, że moglibyśmy być kiedykolwiek z tym człowiekiem ponownie przyprawia nas o mdłości. Ale różne rzeczy w życiu się zdarzają z czasem gdy emocje ucichają, to dawne się rozbudzają. I co wtedy?
    Z jednej strony co skoro coś raz się zniszczyło z jakiegoś powodu, związek rozpadł się to jaką mamy gwarancje, że to samo nie stanie się drugi raz. Żadnej. Ale to chyba tak jak zawsze. Nigdy nie ma całkowitej gwarancji. Nigdy nie mamy pewności, że to będzie na zawsze. Chyba tylko w środku nas jest większa niepewność większa. No bo przecież Heraklit mawiał, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki… Teraz warto zapytać czy reanimowanie dawnych związków ma sens. Wiadomo, że po rozstaniu nic nie będzie takie samo. Można związek skleić, ale rysy pozostaną, przypominając o tym złym co się stało. I wszystko znów może pęknąć w tych samych miejscach. A może koniec to koniec. Ostateczny? Strata boli, ale warto się zastanowić czy znów nie powtórzy się scenariusz z pierwszego podejścia. Poza tym czy każdy zasługuje na drugą szansę? Ludzie wcale tak łatwo się nie zmieniają. Zmiana czyjejś psychiki, mętalności, poglądów jest długotrwałym procesem i nie dzieje się to od ręki.
    A czy straconą miłość można odzyskać? Wszystko można. Ale po co? Skoro coś już raz się zakończyło dlaczego nie można poszukać czegoś nowego, z nadzieją że to nowe „coś” będzie lepsze od tego starego?
    Przeczytałam moją wypowiedź i zauważyłam że składa się z prawie samych pytań. Myślę, że jest to bardzo wymowne. Każdą sytuacje należy rozpatrywać indywidualnie i wszystko zależy od okoliczności. Dlatego też nie mogę dać jednoznacznej odpowiedzi.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jest mnóstwo mądrych myśli, cytatów, złotych rad o miłości tylko prawdziwej...prawda jest taka, że każdy z nas ma jej inny model, czego innego tak naprawde w tej miłości szuka, dlatego nie ma prawd uniwersalnych czy jednego tylko wzoru...niedawno usłyszeliśmy z mężem o sobie w formie komplementu, że jesteśmy takim normalnym małżeństwem. Nigdy nie sądziłam, że będa takie czasy, kiedy normalność będzie czymś aż tak wyjątkowo pozytywnym. A przecież my poniekąd drugi raz weszliśmy do tej samej rzeki, a tak naprawdę to wchodzimy codziennie, walcząc z własnymi słościami, wadami czy humorami, pokonując trudności, które na naszej drodze stawia życie, czasem dalej, czasm bliżej siebie, ale zawsze w tej samej, naszej rzecze, która jest ciągle wodą, a zmieniamy się my.
    Pozdrawiam
    Joanna

    OdpowiedzUsuń
  10. W konkursie udziału niestety nie wezmę (czas, żeby tylko się poprzyglądać) ale infomacja o konkursie ląduje na moim blogu ;]

    OdpowiedzUsuń
  11. Tak naprawdę, żeby powiedzieć czy warto (czy nie warto) wchodzić 2 razy do tej samej wody, możemy tylko stwierdzić przeżywając 2 życia. Jedno-ryzykując, drugie - zacząć wszystko od nowa. Wtedy możemy sprawdzić, porównać…
    Ale niestety jest to niemożliwe, dlatego osobiście pokusiłabym się o stwierdzenie, że jednak nie warto. Jeśli coś nie przerwało tak ciężkiej próby, że konieczne było rozstanie, widocznie nie było na tyle silne by trwać dalej. A prawdziwa miłość „wszystko znosi,/ wszystkiemu wierzy,/ we wszystkim pokłada nadzieję,/ wszystko przetrzyma./ Miłość nigdy nie ustaje”.
    W przypadku rozstań i powrotów zawsze pozostanie w pamięci ten niesmak, wzajemne obarczanie się winą, i mimo wybaczenia będzie bariera dzieląca miłość na pół – a w miłości nie powinno być podziałów – jest jedność ciał i dusz :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Moim zdaniem nie warto wchodzić dwa razy do tej samej rzeki.Straconej miłości nie można odzyskać i lepiej dać sobie z nią spokój oraz spróbować żyć od nowa.
    Nie wierzę,że ludzie zmieniają się z dnia na dzień jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.Jeśli ktoś kogoś mocno kocha ,to nie szuka pocieszenia u kogoś innego ,tylko stara się pielęgnować istniejącą i zaskakiwać pomysłami,aby związek nie był nudny,tylko wręcz przeciwnie :wciąż rozkwitał.Jeśli ktoś kocha,a potem odchodzi,to nasuwa się pytanie:to była miłość czy tylko chwilowe zauroczenie,fascynacja?...A później ,gdy przychodzi z powrotem,z prośbą o drugą szansę,to skąd mamy wiedzieć,że mówi prawdę?...Że znowu chwilowo będzie przy nas,a potem znów zniknie?Nie wiemy tego do końca i faktem jest ,że jeśli nie spróbujemy,to się nie przekonamy.Ale czy warto podjąć się tego ryzyka?Czy będziemy na tyle silni,aby w razie niepowodzenia przeżyć cierpienie od nowa - i to podwójnie?!Zaufać?!Ja nie.Nie wyobrażam sobie ,że najpierw mój były zabawiał się z inną,a teraz mu się nagle odmieniło.Niech szuka pocieszenia lub zabawy gdzie indziej.
    Są jednak wyjątki,gdzie nieprzychylni związkowi ludzie robią wszystko,aby kochającą parę rozdzielić ze względu na pochodzenie,wiarę czy robiąc odpowiedni fotomontaż zdrady.Później,po wielu latach para spotyka się przypadkiem ,są dalej samotni,a cała prawda wychodzi na jaw.W takim wypadku można zastanowić się czy nie dać sobie ponownie szansy na utraconą miłość,miłość przerwaną w wyniku cudzych intryg...Ale taką chyba można znaleźć tylko w filmach...

    OdpowiedzUsuń
  13. Super konkurs ;) Dodałam u siebie bannerek :)
    Powodzenia wszystkim !

    OdpowiedzUsuń
  14. Mówić o miłości, to trochę tak, jak tańczyć o literaturze albo śpiewać o malarstwie. Niby można, a jednak coś nie pasuje. Mimo usilnych starań, nigdy do końca nie jest się w stanie wyartykułować tego, co siedzi na dnie serca. Bo gdyby to, co łączy dwie jednakie dusze można było uprościć do uniwersalnego schematu czy wzoru, zamknąć na końcu zdecydowaną kropką, to już od stuleci uczucie przepisywano by na receptę, albo dołączano do powiększonych zestawów w McDonald’s.
    Tymczasem każdy kocha po swojemu. Jeden szasta uczuciami z sobie tylko znaną gracją, drugi skrywa je głęboko, czekając na ten jeden dzień, na te jedną chwilę, w której otwierają się w człowieku wszystkie pary mosiężnych drzwi. Kiedy zgodnie z przepowiednią ks. Twardowskiego „głupieje się mimo dyplomu, z dwojga złego wybiera trzecie, a w zdartej korze czeremchy wyczuwa się słodycz migdałów.” Potem już rzadko można mówić o logice, ale komu ona potrzebna, kiedy spotyka się „księcia”. Gdy świat mieni się w pastelowym różu, a wiatr wieje dokładnie pod skrzydłami. Niestety nie każda bajka kończy się happy endem, bo nikt nie obiecywał, że życie nią będzie.
    Więc jak, za pomocą niedoskonałych słów mam kogokolwiek przekonać, że miłość między dwojgiem ludzi nie jest, jak myśli współczesny świat, prezentem od losu? Że to ciężka, wspólna praca, cegiełka po cegiełce, dzień po dniu, dwóch serc, które mają wizje wspólnego domu. Wspólnej przyszłości. Praca, która sezonowo bywa dodatkowo utrudniana przez fatum, los, niesprzyjającą karmę. W której zdarzają się kontuzje i wtedy jedna ze stron przejmuje ciężar na swoje barki. Że, jak się kocha, to jest to najsłodszy z ciężarów i najnaturalniejszy z odruchów. Pierwotny. Bezwarunkowy. Że miłość, ta prawdziwa nigdy nie mija, mimo pęknięć w fundamencie, rys na szybach, a nawet wtedy gdy śmierć pali wszystkie plany. Do tego brak związków frazeologicznych i synonimów. Taką miłość trzeba po prostu przeżyć na własnej skórze.
    A potem można się uśmiechać szeroko do wszelkich truizmów o dwukrotnie odwiedzanych rzekach, do autosugestywnych wyliczanek, że ktoś na nas nie zasługiwał, że gdzieś tam czeka ktoś godniejszy. Bo ten, kto w życiu spotkał prawdziwą miłość, kto czuł jej siłę, wsparcie i zrozumienie, uskrzydlony nią wznosił się ponad wszelkimi ograniczeniami wie, że nie ma takiej rzeczy, której człowiek by dla niej nie zrobił. Jeśli trzeba by było, to przepłynąłby tą rzeką do morza i z powrotem tuzin razy. A jeśli tego nie robi, jeśli racjonalizuje i wylicza, zamiast słuchać serca, albo co gorsza, jeśli serce milczy – to można mówić o wszystkim, ale nie o tym, że chodzi tutaj o miłość. Bo jak się kocha, to na przekór sobie, na przekór wątpliwościom drugiej osoby, na przekór światu… w sposób na który nikt i nic nie ma wpływu. A skoro to nie była miłość… po co tracić energie na nic nie znaczące rzeczy? Szkoda by było, żeby ze zmęczenia ominąć swoją szansę na szczęście.

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie warto, lepiej zacząć od nowa. Moja historia jest dość niezwykła, a zarazem szalona. Koleżanki nazywają ją "rodem z komedii romantycznej". Całe życie marzyłam o wyjeździe do Paryża, niestety mąż sknera odkładał każdy grosz, nie wiadomo po co, bo trudności z utrzymaniem jako tako nie mieliśmy ani też na nic szczególnego nie zbieraliśmy. Tak więc za czasów małżeństwa, jeśli chodzi o wycieczkę, musiałam obejść się smakiem. Dlatego też zaraz po rozwodzie, choć wydarzenie to, nie należało do najłatwiejszych w moim życiu, zaczęłyśmy planować z przyjaciółką upragniony wyjazd do Paryża. Na siłę szukałam czegoś, co mogłoby mi poprawić nastrój, a Paryż był strzałem w dziesiątkę! Nigdy nie pomyślałabym, że poznam tam miłość swojego życia... Zacznijmy od początku. Wybrałyśmy się z przyjaciółką na wycieczkę. W planach miałyśmy wieżę Eiffla, Luwr, Łuk Triumfalny i inne miejsca, bez których wizyta w Paryżu nie miałaby sensu. Paryż - najromantyczniejsze miasto, więc nie obeszło się bez wymysłów naszej wybujałej wyobraźni. Wybrałyśmy się na podróż statkiem, który przepływa pod mostem zakochanych. Przepływając pod mostem, osoby, które siedzą na statku obok siebie, powinny się pocałować. Wtedy przepowiada to miłość na całe życie. Wiedziałyśmy o tych "paryskich zabobonach" i pomyślałyśmy: co nam szkodzi? Celowo usiadłyśmy osobno i wyczekiwałyśmy przystojnego księcia na białym koniu. Niestety nikt taki się nie pojawiał. Pierwsza z gry odpadła przyjaciółka - dosiadła się do niej starsza pani, która raczej nie przypominała przystojnego młodzieńca i nie przygnała na białym koniu. Ja czekałam dalej, ale jak na złość nikt nie chciał się dosiąść. Kiedy już całkiem zrezygnowałam, usłyszałam głos pewnego mężczyzny, który zapytał czy obok jest wolne. Nie był księciem i nie przyjechał na białym rumaku, ale był niezły. Po chwili odpłynęliśmy od brzegu. Kiedy przepływaliśmy pod mostem stało się coś cudownego. To, co wyobrażałyśmy sobie z przyjaciółką stało się rzeczywistością. Przystojny sąsiad pocałował mnie, a kiedy chciał przeprosić, chociaż tak naprawdę nie miał za co, okazało się, że jest Polakiem. Dalszą część wycieczki spędziliśmy już we trójkę i chyba nie muszę mówić, że z nieznajomym sąsiadem ze statku jesteśmy teraz małżeństwem?

    montagne@wp.pl

    OdpowiedzUsuń

Zaglądaj, czytaj, przegryzaj moje słowa, ale wychodząc, zostaw po sobie niezatarty ślad swojej obecności...