wtorek, 23 stycznia 2018

''Nasza MIŁOŚĆ, moja ZDRADA, twoja ŚMIERĆ'' Ray Klunn || PATRONAT MEDIALNY

Nasza MIŁOŚĆ, moja ZDRADA, twoja ŚMIERĆ
Ray Klunn
Tłumaczenie: Ryszard Turczyn
Wydawnictwo: Amber
tytuł oryginału: Komt een vrouw bij de dokter
data wydania: 11 stycznia 2018
liczba stron: 320
Ocena: brak
Patronat medialny:
Ta książka wywołała burzę!
Jedni nie mogli jej znieść.
Inni nie mogli się od niej oderwać.
Jedni uznali ją za wyraz największej podłości.
Inni – największej miłości.

  Stijn i Carmen są młodzi, piękni, bogaci i zakochani. Mają świetnie prosperujące firmy, dom w Amsterdamie, mnóstwo przyjaciół i cudowną córeczkę. Czerpią z życia pełnymi garściami. Aż do chwili, kiedy u radosnej, beztroskiej Carmen zostaje zdiagnozowana niezwykle rzadka i agresywna odmiana raka piersi...

 Stijn jest z Carmen podczas zabiegów, pobytów w szpitalach. Wspiera ją swoją miłością. Wieczorami jednak rzuca się w nocne życie i… w ramiona innych kobiet. 

  Aż wreszcie wiąże się z jedną z nich.

  Przygniata go poczucie winy, lecz jest rozdarty między uczuciem, jakie połączyło go z kochanką, a miłością do coraz bardziej cierpiącej żony. A kiedy jej ból staje się nie do zniesienia, Stijn pomaga Carmen odejść... na jej własnych warunkach.

,,Nasza MIŁOŚĆ, moja ZDRADA, twoja ŚMIERĆ'' to fabularyzowana autobiografia RAYA KLUUNA, która stała się międzynarodowym bestsellerem w 31 krajach. W samej Holandii została sprzedana w 1,2 miliona egzemplarzy. Zdobyła Publieksprijs voor het Nederlandse boek 2006 (Nagrodę Czytelników dla Książki Niderlandzkiej), a w 2009 została zekranizowana.

  Nie jest łatwo czytać historie oparte na faktach, zwłaszcza jeśli wiemy, jak się kończą. Mimo to postanowiłam zaryzykować i poznać bliżej przeżycia autora, który nieoczekiwanie musiał zmierzyć się  z czymś bardzo bolesnym i niewyobrażalnym, a mianowicie ze stratą ukochanej osoby. Jak sobie poradzić z tym brzemieniem? Jak żyć ze świadomością, że każdy dzień z żoną może być tym ostatnim? I wreszcie, jak przygotować się na ostatnie pożegnanie? Odpowiedzi na te pytania i wiele innych znajdziecie w niniejszej publikacji. 

  Stijn i Carmen są małżeństwem niemalże idealnym. Mają wspaniały dom, dobrą pracę, uroczą córeczkę, grono wiernych przyjaciół i miłość, która mimo upływu lat nie gaśnie. Jednak pewnego dnia sielanka zostaje przerwana, gdy Carmen znajduje na swojej piersi niepokojące zwyrodnienie. Seria specjalistycznych badań przynosi druzgocący wyrok: bardzo agresywna odmiana nowotworu. 

,, Wciąż jeszcze nie mogę tego pojąć. Mamy po trzydzieści sześć lat, cudowną córeczkę, każde z nas prowadzi własny biznes, żyjemy w Amsterdamie jak bogowie, mamy tabuny przyjaciół, robimy, co nam się żywnie podoba i nagle w Dniu Królowej siedzimy i przez pół dnia gadamy tylko o raku.''

  Zrozpaczona kobieta podejmuje się różnych metod leczenia, ale niestety po roku pojawiają się przerzuty. Mimo ogromnego bólu i zmęczenia Carmen nie poddaje się tak łatwo okrutnej chorobie. Tymczasem Stijn szuka ukojenia i zapomnienia w przygodnym seksie, a następnie wdaje się w romans, który nagle przeradza się w poważny związek. Czy w takiej sytuacji odejdzie od umierającej żony? A może zostanie z nią dopóki nie opuści ziemskiego padołu?

źr.
  To kawał mocnej, kontrowersyjnej prozy, której nie da się czytać ze spokojem. Emocje aż kipią. Złość, oburzenie, niedowierzanie, smutek i przygnębienie - niezmiernie trudno utrzymać je w ryzach. Autor szczerze, bez owijania w bawełnę opowiada o swojej niewierności, nieradzeniu sobie z przerażającą rzeczywistością, a także o wielkiej sile uczuć, która zmienia sposób postrzegania świata i uczy korzystać z każdej chwili, gdy przyszłość jest niepewna. Nie wybiela siebie ani swoich zachowań. Nie udaje, że jest wzorowym mężem. Przeciwnie. Jak na spowiedzi przyznaje się, że…

,,Jestem hedonistą, a zarazem ciężkim przypadkiem monofobii. Hedonistyczną część mnie Carmen uważała za wspaniałą – od razu stworzyło to naszą więź. Co do mojego panicznego strachu przed monogamią, to od samego początku już mniej to jej odpowiadało.''

  Z całą pewnością wiele osób nie zapała sympatią do Stijna. Jak można bowiem być tak podłym egoistą, zdradzać na lewo i prawo, kiedy małżonka jest jedną nogą w grobie? A ja mimo wszystko nie zamierzam go krytykować, oceniać czy dawać lekcje moralności. Co więcej – poniekąd rozumiem jego zachowanie. Nie próbuję nikogo usprawiedliwiać, ale ludzie robią czasem dziwne rzeczy, kiedy nie mogą sobie poradzić z własnymi problemami. Niektórzy uciekają się w pracę, inni popadają w uzależnienie od alkoholu czy narkotyków, a jeszcze inni drogę do uwolnienia znajdują w seksie. 

,,Facet z monofobią jest uzależniony od dreszczyku, jaki daje zdrada. Emocje takie jak żal i poczucie winy – dla normalnych ludzi jest to wbudowany w psychikę hamulec, który chroni ich przed zdradzaniem – są czymś, czego się oduczył. Facet z monofobią (kobitka też, ale to rzadsza sprawa) wmawia sam sobie, że nie wyrządza swojej partnerce żadnej krzywdy, kiedy pieprzy się z kimś za jej plecami. Mówiąc rzeczy w rodzaju: „dopóki ona o niczym nie wie”, „naprawdę wcale jej przez to mniej nie kocham, że uprawiam seks z kimś innym”, czy „potrafię oddzielić seks od miłości”, mydli tylko oczy sobie i innym. Głęboko w środku taki monofobiczny facet doskonale wie, że to wszystko tylko po to, żeby nie mieć moralnego kaca i żeby móc nadal dobrze o sobie myśleć. Bo nikomu nie udałoby się utrzymać takiego stylu życia, gdyby uważał siebie za kompletnie zakłamanego. Facet z monofobią w żadnym razie nie uważa, że jest nie w porządku.''

  Dodam jedynie, że Carmen doskonale wiedziała o monofonicznej przypadłości swojego męża. Sama też nie była nieskazitelnie niewinna. Dlatego uważam, że nie należy wylewać pomyje na Kluuna wypominając mu tylko złe rzeczy. Trzeba wspomnieć również o jego dobrych gestach: wspieranie żony podczas chemioterapii, pomoc przy załatwianiu potrzeb fizjologicznych czy spełnianie jej wszystkich zachcianek np. kupno nowego domu itp.

 źr.
źr.
  W książce poruszono również niebywale delikatny temat eutanazji – czyli śmierć na życzenie. Dotychczas byłam przekonana, że to zła decyzja, że to swoista forma samobójstwa, niezgodna z aspektem religijno-moralnym. Jednak przykład Carmen sprowokował mnie do innego spojrzenia na tę kwestię. Zdałam sobie sprawę z tego, że możemy zabronić nieuleczalnie choremu, będącemu w stanie terminalnym zakazać godnie odejść z tego świata. Że czasami lepiej ukrócić cierpienie niż trwać w koszmarnej agonii. A Wy jak się zapatrujecie na takie rozwiązanie?

Podsumowując:
  ,,Nasza MIŁOŚĆ, moja ZDRADA, twoja ŚMIERĆ'' przejmujące świadectwo walki o zdrowie, nieuchronności losu i  umiejętności pogodzenia się z tym, na co nie mamy wpływu. Przeraża, chwyta za serce, skłania do refleksji nad kruchością życia, ale jednocześnie pokazuje, jak cieszyć się każdym dniem, odnajdować radość w drobiazgach i doceniać codzienność jako dar. Polecam! 

19 komentarzy:

  1. Bardzo interesująca książka. Zapisuję sobie jej tytuł.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mocno zaciekawiła mnie ta książka. Będę miała ją na uwadze.:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Walczę o nią w Twoim licznikowym konkursie ale nawet jeżeli tradycyjnie już "przestrzelę" książkę, mam ją już w schowku i na pewn kupię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdradzę, że będzie jeszcze jeden konkurs z tą książką, gdzie będzie liczyła się najlepsza moim zdaniem wypowiedź na dane pytanie. ;)

      Usuń
    2. Będę się wznosić na wyżyny mozliwości :)

      Usuń
  4. a ja zapytam z innej bajki. Z patronatu medialnego masz tylko logo bloga na okładce książki i satysfakcję czy coś jeszcze ?

    OdpowiedzUsuń
  5. Trafiłam licznik, ale o 1 więcej, haha :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Pewnie będę płakała! Ale już nie mogę się doczekać kiedy ja przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dopisuję ten tytuł do swojej listy, jestem bardzo ciekawa tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  8. Gratuluję patronatu, ale tym razem pasuję.

    OdpowiedzUsuń
  9. Na razie na pewno się na nią nie skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  10. Trudno zdecydować się na ocenę, wcale się nie dziwię.

    OdpowiedzUsuń
  11. Przeraża mnie fabuła tej książki, a zarazem strasznie chce ją przeczytać ;0 zobaczymy co wygra.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja raczej podziękuję, bo chyba bym nie mogła zrozumieć takiego postępowania.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ojej, mocna historia. Muszę ją sobie zapisać na listę.

    OdpowiedzUsuń
  14. Do mnie już dziś dotarła :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Gdzie ja byłam, że do tej pory o niej nie słyszałam? Koniecznie muszę ją mieć. Uwielbiam takie pełne emocji lektury. A skoro mówisz, że oparta jest na faktach, to emocje są podwójne, ba! potrójne.

    OdpowiedzUsuń
  16. jakis czas temu natknęłam się na recenzje tej ksiązki i wywiad z autorem i nie ukrywam że bardzo się zniechęciłam i czekam na moment az się przemoge i po nią sięgne, choc z drugiej strony sobie myslę że chyba dobrze że coś wywołuje tak skrajne emocje, daje do myslenia i zostaje na długo w pamięci, bo co komu po ksiazce i historii która przechodzi bez echa powoli chyba dobijam do momentu żeby po nią siegnąć choć strasznie się jej boje

    OdpowiedzUsuń
  17. to musi byc naprawdę niesamowita historia...

    OdpowiedzUsuń

Zaglądaj, czytaj, przegryzaj moje słowa, ale wychodząc, zostaw po sobie niezatarty ślad swojej obecności...