"Życie jest jak gra w szachy, gdzie za przeciwnika ma się los, ale ważne jest by ostatni ruch należał do Ciebie." [T. Dwornik] ❤

wtorek, 18 lutego 2020

ZAPOWIEDŹ: ''Fikcja'' Sylwia Bies # PATRONAT MEDIALNY

Moi Drodzy,
12 marca lutego pojawi się w księgarniach thriller psychologiczny "FIKCJA" Sylwii Bies.
Kiedy doświadczona bolesną przeszłością Kaja nareszcie odnajduje bezpieczną przystań u boku kochającego męża, los zakpił z niej kolejny raz. Nagła śmierć Wojtka to dopiero początek dramatu, z jakim przyjdzie się jej zmierzyć. Niespodziewana propozycja pomocy okazuje się śmiertelnie niebezpieczną pułapką. Kaja nikomu nie może ufać. Nawet samej sobie i własnym wspomnieniom. A może przede wszystkim im… Gdy już tylko cienka linia dzieli ją od obłędu, postanawia zawalczyć o prawdę za wszelką cenę. Czy dotychczasowe życie Kai to wyłącznie fikcja? Jak bolesna okaże się rzeczywistość?


Obraz może zawierać: 1 osoba, fotka z ręki i zbliżenie

Sylwia Bies - rocznik '88. Oświęcimianka z urodzenia i wyboru. Polonistka, styliska paznokci, nauczyciel zawodu, miłośniczka książek i dalekich podróży. Jej debiutancka powieść - thriller psychologiczny "FIKCJA" - wkrótce stanie się rzeczywistością!
 


Skusicie się?

poniedziałek, 17 lutego 2020

KONKURS: ➳ Ustrzel książkę 📚

KOCHANI,

Ostatnim razem razem nikomu nie udało się ustrzelić właściwej liczby. Zatem bawimy się dalej. 

 PIERWSZA OSOBA, która prześle do mnie zdjęcie/screen z licznikiem 3 266 666 wyświetleń mojego bloga - OTRZYMA powieść: ,,Nieodpowiednia dziewczyna'' J. Harrow.
Zgłoszenia proszę przesyłać tylko i wyłącznie na maila wraz z dopiskiem:

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych celem ogłoszenia wyników konkursu tj. podanie mojego imienia, nazwiska w przypadku wygranej.

kryniame@wp.pl  


Będzie mi miło, jeśli:

- zostaniesz obserwatorem mojego bloga
- polubisz fanpage mojego bloga na Facebooku 
-zaobserwujesz moje konto na Instagramie
- udostępnisz informacje o moim konkursie 
  
Do dzieła!!! Naprawdę warto!


Regulamin:
1. Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga: LITERACKI ŚWIAT CYRYSI
2. Sponsorem nagrody jest wydawnictwo Zysk i S-ka.
3. Aby wziąć udział w konkursie należy wykazać się refleksem i jak najszybciej podesłać do właścicielki bloga zdjęcie z licznikiem 3 266 666 wyświetleń bloga LŚC
4. Konkurs trwa od 17 lutego 2020 roku aż do momentu ''ustrzelenia'' ustalonego licznika wyświetleń. 
5. Ogłoszenie zwycięzcy nastąpi w niniejszym poście.
6. Nagrodą jest 1 egzemplarz książki: ,,Nieodpowiednia dziewczyna'' J.Harrow.
7. W konkursie mogą brać udział osoby posiadające blogi oraz anonimowy uczestnicy. 
8. Konkurs skierowany do osób posiadających adres zamieszkania w Polsce.
9. Ze zwycięzcą skontaktuję się drogą mailową.
10. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)

sobota, 15 lutego 2020

Muzyczna sobota - Dobre, bo polskie 🎶

Moi Drodzy,

W kolejnej odsłonie cyklu: Muzyczna Sobota - Dobre, bo polskie, proponuję piosenkę zatytułowaną ,,Skrzydła'' w wykonaniu zespołu ZOUZY.

ZOUZY - to wyjątkowa formacja kobieca. Cztery fantastyczne instrumentalistki oraz charyzmatyczna wokalistka Sabina Nycek, która swoim wykonaniem utworu „Roar" podbiła serca widzów VI edycji The Voice of Poland. Swoim kobiecym wdziękiem i delikatnym podejściem do muzyki dziewczyny wnoszą na Polska scenę muzyczną ciepło i uśmiech dla każdego słuchacza. Inspiracją dla zespołu były stylowe lata 70 oraz folkowe brzmienia gitar które w połączeniu z popowym charakterem tworzą coś wyjątkowego . ZOUZY to wrażliwość, radość i siła kobiet.

Ja mówię wreszcie dość i bum
Teraz wiem
Teraz wiem
Co robię
Energii w górę idzie słup
Nie ma zen
Nie ma zen
Jest ogień

Ja mówię wreszcie dość i bum
Późno, wiem
Lecz lepiej niż wcale
Mogłabym dłużej ciągnąć to

Podpalam most za mostem
Idę jak buldożer
Rozpędu siłą lądy tnę jak morze
Już nie odbierze mi tej mocy
Żaden inny człowiek
Bo już nigdy nie pozwolę mu

Ogłaszam dziś
Bo głos znowu mam
Podcięte skrzydła pilnie odkupię
Jak coś wiesz – daj znać
Gdzie mogę je znaleźć
Czy starczy ich tam
Podcięte skrzydła pilnie odkupię
Jak coś wiesz – daj znać!

Ilu jest takich co jak my
Beton ich, beton ich uziemił
Czasami trudno wyrwać się
Musisz się
Musiszsię
Sam zmienić

Ja powiedziałam wreszcie dość
Późno, wiem
Lecz lepiej niż wcale
Mogłabym dłużej ciągnąć to
Ale jestem światłem jak pochodnia
Ale przecież serce dobrze wie
Kiedy iść, a kiedy stać i czekać
Ono nigdy się nie myli, nie

Ogłaszam dziś
Bo głos znowu mam
Podcięte skrzydła pilnie odkupię
Jak coś wiesz – daj znać
Gdzie mogę je znaleźć
Czy starczy ich tam
Podcięte skrzydła pilnie odkupię
Jak coś wiesz – daj znać!

Ogłaszam dziś
Bo głos znowu mam
Podcięte skrzydła pilnie odkupię
Jak coś wiesz – daj znać
Gdzie mogę je znaleźć
Czy starczy ich tam
Podcięte skrzydła pilnie odkupię
Jak coś wiesz – daj znać!

piątek, 14 lutego 2020

PREMIERA: : ''Wieczny'' Agnieszka Ziętarska # PATRONAT MEDIALNY [fragment powieści]

Moi Drodzy,
Dzisiaj, tj. 14 lutego jest premiera powieści "Wieczny'' Agnieszki Ziętarskiej - finał cyklu ''Niezmienni''. Serdecznie zapraszam do nabycia ww. książki. Na zachętę krótki fragment:
Stałam w miejscu, oczekując, że zobaczę na własne oczy ich śmierć. Data wkrótce zmieniła się na ten dzień. Wzeszło słońce i... nagranie się skończyło. Czarny ekran potwierdził moje przypuszczenia. Skoordynowany atak nastąpił z zaskoczenia. Nie byli na to gotowi. Większość pewnie spała, gdy armia Przewodników postanowiła przerwać barierę.
   – Nic więcej tu nie znajdziemy – podsumował Amat, wstając z krzesła. Zobaczył moją minę i podszedł niepewnie. Następnie położył dłonie na moich ramionach.
   – Obiecuję ci, że zrobię to, co tylko będę mógł, żeby dowiedzieć się, czy przeżyli – powiedział.
   Musiałam przyznać, że wyglądał jak przywódca. Silny, pewny siebie oraz nieustraszony. Pasowała mu ta rola. Na nieszczęście ja byłam realistką, więc nie mogłam się z nim zgodzić.
   – Jeśli ktoś ocalał, już dawno usłyszelibyśmy o tym – szepnęłam, dalej stojąc w miejscu. Nie odnajdowałam pocieszenia w żadnych pustych obietnicach.
   – Przecież Primus był świadomy zagrożenia. Jestem pewien, że obmyślili kilka świetnych planów ucieczki – dodał Felis, prowadząc nas powoli w stronę lochu.
   Niepokój rósł w nas z każdym krokiem. Był niemal namacalny. Prosiłam i prosiłam, żeby doktor był tam, gdzie jego miejsce – za kratami. Na dole panowały całkowite ciemności, więc Amat za pomocą swoich umiejętności rozświetlił cele. Wszystkie żarówki zapaliły się jednocześnie. Podeszłam do krat, za którymi znalazłam jedynie ściany wymazane krwią. Kiedy ostatnio przyszłam się z nim zobaczyć, gryzmolił coś, mamrocząc pod nosem. Preus dołączył do mnie i chwycił za grube pręty, oddzielające mnie od krwawej tapety. Drzwi ani drgnęły, a cela dalej była zamknięta. Po co w ogóle fatygowali się po otwarciu krat?
   – Śmieszna sprawa – odparł Preus równie zdziwiony jak ja.
   – Obawiam się, że to wcale nie jest śmieszne – westchnął Amat i jednym dotknięciem otworzył zamek. Bez żadnych ceregieli wszedł do środka, dokładnie przyglądając się ścianom. Wyciągnął telefon i zrobił kilkanaście zdjęć.
   – Domyślasz się, co to może znaczyć? – zapytał Felis, obejmując mnie mocno. Dopiero teraz poczułam, jak bardzo jest mi zimno. Trzęsłam się dalej wpatrzona w przestrzeń.
   – Nie jestem pewien niektórych fragmentów, ale część potrafię rozczytać.
   Zaczął, wpatrując się w podłogę, którą również pokrywały ciemne, krwawe znaki.
   – I nadejdzie dzień, w którym zasmakują zdrady, bowiem jeden spośród nich będzie odpowiedzialny za cały zamęt. Mrok pochłonie jego marną duszę, sprowadzając na świat zwątpienie. Rozprzestrzeni się ono, a moc na powrót przyjmie odpowiedni kształt, by zwalczyć wszelkie ślady nieprawości. Tak oto Przewodnicy zdobędą to, czego pragną. Tak zakończy się czas dostatku, a przyjdzie niczym niezmącony strach. Posłuszeństwo zostanie nagrodzone, a nielojalność zmieciona raz na zawsze. 
   Wszyscy milczeliśmy. Czułam się tak, jakby sam doktor wypowiedział te słowa przepełnione nienawiścią. Nie był prorokiem, a szaleńcem, który dbał wyłącznie o swoje interesy.

Skusicie się? Znacie poprzednie części serii?

czwartek, 13 lutego 2020

Wywiad z Wojciechem Kulawskim

Daria723
Miał Pan problemy w trakcie pisania? Jakąś blokadę bądź chwile zwątpienia, że czytelnicy odrzucą Pana książkę?

Blokady oczywiście się zdarzają. W momencie, kiedy siadam do klawiatury, nie mam opracowanego dokładnego planu powieści, raczej coś w rodzaju uproszczonego konspektu z kluczowymi momentami i przede wszystkim zakończeniem historii. Dopiero podczas pisania wypełniam te punkty treścią, co nie ukrywam, bywa czasami trudne. Chodzę wówczas niczym struty, a moja rodzina nie wie, co się ze mną dzieje. Na szczęście, wcześniej czy później, udaje mi się te trudności pokonać. 

Pisząc książkę, nie myślę o czytelnikach. Staram się przede wszystkim stworzyć taką książkę, jaką sam chciałbym przeczytać. Dopiero potem liczę na to, że znajdą się zwariowani ludzie, którzy myślą podobnie jak ja i moja opowieść ich zainteresuje. Stawiam przede wszystkim na historię, która w mojej twórczości jest najważniejsza. Może kiedyś, kiedy będę już stary i znudzony fabułą, zajmę się formą i stworzę coś na wzór Ulissesa Jamesa Joyce’a 😉. Na razie bawię się w snucie opowieści, których w mojej głowie kotłuje się jeszcze sporo. I mam szczerą nadzieję, że nigdy nie zabraknie mi nowych pomysłów, bo to dla pisarza oznaczałoby literacką śmierć.

Gdyby mógł Pan stworzyć z kimś autorski duet, kto by był? Dlaczego akurat ta osoba?

Chciałbym napisać coś ze Stanisławem Lemem. To mój wielki mentor, niedościgniony wzór zarówno w kwestii warsztatu, jak i konstrukcji historii. Wielka szkoda, że w pewnym momencie fabuła przestała go interesować i nie pisał już beletrystyki. Już widzę, jak bardzo fragmenty napisane przeze mnie, różniłyby się na niekorzyść od prozy mistrza. Kilku redaktorów musiałoby się potem głowić, jak wyrównać i wygładzić nasze teksty. A może moje fragmenty byłyby pisane z narracji dziecka, wówczas może by to nawet przeszło 😉

Asia
Czy lubi Pan grać w piłkę nożną i której polskiej drużynie Pan kibicuje?

Uwielbiam grać w piłkę nożną. W szkole zawsze stałem na bramce, bo miałem dobry refleks i brak instynktu samozachowawczego 😉 tzn. rzucałem się na piłki, nie zważając na konsekwencje. Pamiętam, że cierpiały z tego powodu głównie moje palce, które co raz były wybijane przez mocniejsze piłki posyłane przez kolegów.

Nie mam ulubionej drużyny, bo piłka nożna w Rzeszowie niestety nie stoi na najwyższym poziomie, choć wywodzi się stąd wielu znanych piłkarzy jak choćby Pan Jan Domarski. Lubię za to oglądać mistrzostwa Świata czy Europy, w których gra reprezentacja Polski. Siedzę wówczas w towarzystwie znajomych i zagryzam paznokcie, kibicując naszym. 

Magdalena F
Czy potrafiłby Pan przekroczyć jakieś granice (oprócz granic kraju)?

Uważam, że człowiek raz na jakiś czas, powinien przekroczyć jakieś własne granice. Dzięki temu może się rozwijać. Chodzi w szczególności o wychodzenie z własnej strefy komfortu, doświadczanie czegoś nowego. Bo tylko w ten sposób można zakosztować czegoś nieznanego, sprawdzić, czy to ci pasuje. Oczywiście nie namawiam nikogo do przekraczania granic prawa, czy rzeczy niebezpiecznych, bo to już uważam za głupotę. Chodzi przede wszystkim o granice własnych ograniczeń.

Czy w książce znajdziemy choć jakieś małe wątki z Pana życia?

Oczywiście tak. Pisarz czerpie przede wszystkim z własnych doświadczeń, bo to sprawia, że jego proza jest prawdziwa. Braki uzupełnia odpowiednim researchem albo po prostu wyobraźnią. Osoby, które znają mnie bliżej, niemal od razu dostrzegą, które fragmenty są wymyślone, a które są z życia wzięte. Nawet pisząc fantastykę, należy się trzymać pewnych reguł i zasad, bez których historia przestaje być wiarygodna. Z tego powodu nie lubię na przykład fantasy z całym spektrum magii i czarowaniem, bo bardzo trudno jest znaleźć w niej racjonalną granicę dla stworzonej rzeczywistości. Do dziś pamiętam przeczytaną gdzieś historię, w której bohater, nie mając przy sobie brzytwy, ogolił się magią a potem zatrzymał się na rwącej rzece, której w żaden sposób nie był w stanie sforsować bez łodzi. Zresztą w fantastyce zawsze pozostaje to specyficzne mrugnięcie okiem do czytelnika, rodzaj umówienia się na pewną niedorzeczność. 

Gosia
Jakie jest Pana największe marzenie? A może udało się już je zrealizować?

Jestem racjonalistą i w miarę możliwości staram się realizować swoje marzenia. Pamiętam, że zawsze chciałem napisać, a potem wydać książkę. W momencie, kiedy mi się to udało, wyznaczyłem sobie nowe cele, do których dążę. Nie będę o nich opowiadał, aby nie zapeszać. Wyznaczanie sobie nowych wyzwań, to motor napędowy do życia. Jednak nic na siłę i za wszelką cenę, bo to się na długą metę nie opłaca. Nie sądzę, że należy dążyć do celu po trupach. Trzeba przede wszystkim pozostać człowiekiem i cieszyć się z tego, co mamy. Rodzina, zdrowie, praca i pasja. Czy można chcieć czegoś więcej? 

Skąd u Pana zamiłowanie do literatury? Kto je w Panu zaszczepił i czy stara się Pan nim zaczepić swoich najbliższych, szczególnie dzieci??

To dosyć dziwne, bo nikt w mojej rodzinie nie pisał. Wzięło się to u mnie chyba z potrzeby wyrażenia samego siebie. Będąc dzieckiem, rysowałem komiksy, potem tworzyłem proste gry komputerowe. Niestety dość szybko spostrzegłem, że w pojedynkę nie uda mi się porwać publiczności nowym Doomem czy Wiedźminem. Tworzenie gier i ogólnie oprogramowania to prawdziwy przemysł, gdzie pojedynczy człowiek jest tylko trybikiem (wiem coś o tym 😊). Przerzuciłem się wówczas na literaturę, bo tam twórca pozostaje sam ze swoim tworzywem (przynajmniej na początku). Zacząłem od opowiadań, potem przyszły dłuższe formy. Pisałem przede wszystkim fantastykę, bo ta pociągała mnie najbardziej. Nadal ją zresztą uwielbiam, choć uprawiam też inne formy, aby się rozwijać. Jeśli chodzi o moją rodzinę, to chwała im za to, że znoszą tę moją pisarską pasję. Nie jest łatwe godzenie obowiązków ojca, męża, pracy na etacie i pisania. Jeśli jednak ktoś kocha tworzenie historii, to zawsze znajdzie trochę czasu, aby realizować się twórczo. A czytanie u nas w domu jest na porządku dziennym, są książki i dla dzieci i dla dorosłych.

Kinga Grabowska - NAGRODA
Zdradzi nam Pan co sprawia Panu największą trudność w czasie pisania książki?

Tworzenie powieści dzielę na trzy fazy. Wymyślanie historii, tworzenie konstrukcji i samo pisanie.

Wymyślanie historii trwa czasem bardzo długo, bo kilka elementów musi zaskoczyć, abym doszedł do wniosku, że warto o tym napisać. Mam również zaprzyjaźnionego pasjonata książek, który czasami podrzuca mi różne pomysły. Najtrudniejsze w tym etapie jest układanie dużych klocków, dzięki którym cała ta wieża ma szansę ustać. I to jest pierwszy trudny moment.

Potem przychodzi etap konstrukcji powieści, kiedy rozpisuję wydarzenia w formie niezbyt szczegółowego konspektu. I tu również bywają zacięcia, kiedy coś do siebie nie pasuje. Chodzę wówczas z głową w chmurach, zastanawiając się nad przyczynami i skutkami działania mojego bohatera. Albo nad jego przeszłością, która ma wpływ na obecne zachowanie. To drugi trudny moment w opowiadaniu historii.

I potem przychodzi etap pisania, które ja żartobliwie nazywam „odgarnianiem śniegu”. Pierwsza wersja opowieści zawsze jest strasznie kwadratowa i bywa takim właśnie szukaniem ścieżki pod grubą warstwą śniegu. Czasami udaje się ją znaleźć, a czasami się błądzi. W każdym wypadku istnieje trudność w pierwszym zapisaniu słów na pustej kartce, które potem mają się zamienić w dłuższą historię. Dopiero mając pierwszą surową wersję tekstu widać, gdzie się popełniło błędy. 

Potem już jest łatwiej, bo cała historia jest już w głowie i to zwykle szczegółowo rozpracowana. Trzeba ją tylko poprawić, uwzględniając wiedzę, którą zdobyło się w trakcie „odgarniania śniegu”. I na koniec pozostaje wygładzanie, leżakowanie potem znowu wygładzanie. Niektórzy pisarze na tym etapie się zapętlają i poprawiają tekst w nieskończoność. Kiedyś sam tak robiłem. Obecnie nauczyłem się odkładać powieść w momencie, kiedy ilość włożonej pracy nie przekłada się już na jakość. Mam to szczęście, że na każdym etapie mogę porozmawiać z moim przyjacielem i zapytać go, co sądzi o historii. Ta pomoc jest tak nieoceniona i daleko idąca, że potem redaktor z wydawnictwa ma stosunkowo niewiele pracy i zwykle zgłasza ledwie kilkanaście uwag do konstrukcji tekstu. Potem pozostaje korekta, która również bywa uciążliwa, ale człowiek ma już wizję własnej książki w rękach, więc to go motywuje do pracy.

Czy istnieją jakieś tematy tabu, których nie chce Pan poruszać w swoich książkach?

Owszem, mam w głowie kilka pomysłów, które cały czas przekładam na potem, bo wiem, że są kontrowersyjne. Chciałbym napisać kiedyś powieść, która w sposób fabularyzowany będzie opowiadała o zmianach, jakie zaszły w religii katolickiej od jej zarania aż do dziś. I bynajmniej nie chciałbym tym tekstem niczego udowadniać a jedynie uświadomić, w jaki sposób powstaje religia, mit czy legenda. Sądzę, że zadaniem pisarza jest zadawanie odpowiednich pytań, a nie moralizowanie, albo co gorsze przekonywanie do swoich racji. To czytelnik ma we własnym sumieniu odpowiedzieć sobie na zadane pytania.

Chodzi mi również po głowie również historia fabularna związana z obozami koncentracyjnymi NKWD na ziemiach polskich w latach 1945–1948. To bardzo trudny i bolesny okres w historii powojennej Polski. Może kiedyś się odważę. 


Klaudia Adamczyk
Który researcher wspominasz najlepiej, a który był dla ciebie najtrudniejszy?

Na przełomie maja i czerwca 2020 nakładem Wydawnictwa CM ukaże się nowa seria sensacyjno-przygodowa ze szwajcarskimi archeologami w roli głównej. Zawsze pociągały mnie klimaty rodem z Tomb Rider, Mumii czy Indiany Jonesa, dlatego research dotyczący najciekawszych miejsc Syrii, gdzie dzieje się akcja pierwszej książki, był dla mnie szczególnie ciekawy. Wielka szkoda, że Syria została doszczętnie zniszczona wojną domową i wiele opisanych przeze mnie miejsc już nie istnieje. Mam również napisaną drugą książkę z serii. Tym razem bohaterowie zostaną umieszczeni w niebezpiecznym, rządzonym przez narkotykowe gangi Meksyku. W głowie mam też plan na trzecią część dziejącą się częściowo w Ameryce łacińskiej częściowo na Spitsbergenie. 

Jeśli chodzi o najtrudniejszy research to problematyczna była dla mnie Rosja i Petersburg, gdzie dzieje się akcja mojej niewydanej powieści Skopcy. Musiałem się sporo nagłowić i naczytać, żeby oddać realia tamtego miejsca i specyficznego rosyjskiego myślenia. Mam tylko nadzieję, że moja praca i trud nie pójdą na marne i kiedyś powieść się ukaże w druku.

Jak wyglądał proces tworzenia powieści "Poza granicą szaleństwa"?

Będę spojlerował, dlatego, jeśli ktoś nie czytał powieści „Poza granicą szaleństwa”, proszę pominąć moją odpowiedź. Na początku miałem napisane opowiadanie rozgrywające się w zakładzie psychiatrycznym na początku lat dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku. Pomyślałem sobie, że to byłby dobry początek jakiejś dłuższej historii. Chciałem napisać o walce dwóch grup, z których jedną stanowiłyby same kobiety. Wiedziałem, że będzie w powieści umieszczony jakiś taniec, bo to już jest tradycją w moich kryminałach. Do tego dochodziła kontynuacja starych wątków z poprzednich tekstów. Wiedziałem również, że chciałem stworzyć kobiecy odpowiednik ojca chrzestnego Vito Corleone z powieści Mario Puzo. I mając taki zlepek pomysłów, zacząłem pisać konspekt, zastanawiając się, jak to wszystko połączyć w strawną całość. Trwało to z miesiąc, aż dotarłem do momentu, kiedy mogłem zacząć pisać. Potem podczas tworzenia musiałem decydować o poszczególnych akcentach i pomniejszych tematach. 

Karolina
Taniec to dla mnie to żywioł, to wyrażanie swoich emocji, pragnień, to ucieczka od smutku, to siła do działania, to trochę taka metafizyka. A dla Pana czym jest taniec?

Postrzegam taniec podobnie. Szczególnie taniec w parach, to mistyczne połączenie dwóch osób, energia spajająca ciała i dusze. Radość z tańca można przyrównać tylko z ujrzeniem swojej wydanej powieści 😉. Uwielbiam szczególnie tańce latynoskie (Bachata, Kizomba, Salsa, Tango argentyńskie), bo jest w nich ten rodzaj energii, które szczególnie pozytywnie nastraja do życia. Powinniśmy się od Latynosów uczyć pogody ducha i radości. Ci ludzie zwykle materialnie mają niewiele, co wcale nie sprawia, że są smutni czy rozgoryczeni. Życzyłbym sobie, aby Polacy przeszli swoistą metamorfozę i potrafili cieszyć się ruchem i tańcem. Oczyma wyobraźni widzę tłum ludzi na placu zamkowym w Warszawie tańczących w zimie Salsową ruedę dla rozgrzewki 😉. 

Czerpie Pan inspiracje z NOCNYCH rozmów z ludźmi. Czy ludzie, w otoczeniu ciemności, w ciszy, są bardziej otwarci, są bardziej naturalni i prawdziwi? Serdecznie pozdrawiam

Cisza i noc nastraja do zwierzeń i intymnych rozmów. Szczególnie przy lampce wina ludzie opowiadają prawdziwe historie, które są głębokie i dużo ciekawsze, niż codzienne płytkie konwersacje. Długa i szczera rozmowa z drugim człowiekiem jest prawdziwą wartością. Niestety w dzisiejszym zabieganym świecie nie mamy czasu na podobne dyskusje. Mam też wrażenie, że ludzie nie potrzebują już takich rozmów, wystarczą nam smartfony i Instagram. A może boimy się, że przy takiej głębokiej dyskusji z drugim człowiekiem, moglibyśmy dowiedzieć się czegoś niewygodnego o samym sobie? 

Konrado98
Czy myślał Pan kiedyś o napisaniu kryminału, który toczy się właśnie w Rzeszowie, w mieście Pana zamieszkania, a w moim mieście studiów :P?

Myślałem o napisaniu zbioru opowiadań, którego akcja działaby się w dziewiętnastym wieku pod austriackim zaborem, gdzie trafił Rzeszów po rozbiorach. Chciałem stworzyć postać lekarza-medium, który pomagałby ludziom. Świat medycyny sprzed dwustu lat niezwykle mnie fascynuje, bo przypomina salę tortur. Mój bohater walczyłby z siłami zła, duchami zjawami oraz wszelkiego rodzaju monstrami opisywanymi w słowiańskich mitologiach. A przy okazji leczyłby okolicznych ludzi zgodnie ze sztuką i wiedzą uznawaną przez dziewiętnastowiecznych medyków. A o tym, co działo się w gabinetach lekarskich można przeczytać w kilku książkach, z których polecam na przykład „Stulecie Chirurgów” Jürgena Thorwalda. Najbardziej krwisty horror nie umywa się do tego, co dzieje na stronach tej książki. Może kiedyś wrócę do tego pomysłu. Potrzebuję jeszcze zrobić research, aby odpowiednio oddać klimat tamtej epoki.

Dlaczego podjął się Pan napisania książki, co w ogóle sprawiło, że zainteresował się Pan książkami, a szczególnie kryminalnymi, czy miały na to wpływ jakieś wydarzenia w Pańskim życiu? Jakie?

Zanim stworzyłem swój pierwszy kryminał „Listę sześciu”, wcześniej napisałem trzy książki science-fiction. Niestety żadne wydawnictwo nie chciało ich wydać, bo taki jest zwykle los nieznanego debiutanta. Kryminałem zaraziłem się podczas Międzynarodowego Festiwalu Kryminału, gdzie dostałem się dwukrotnie jako laureat konkursu na opowiadanie. Miałem tam warsztaty z takimi tuzami pióra jak Mariusz Czubaj, Marcin Wroński, Marta Mizuro, Robert Ostaszewski czy Marcin Świetlicki. Złapałem wówczas kryminalnego bakcyla i doszedłem do wniosku, że spróbuje uderzyć w tę właśnie nutę. I jak widać, opłaciło się. Poza kryminałami piszę również inne gatunki jak thriller, horror czy powieści sensacyjno-przygodowe. Jeśli wszystko się powiedzie, w czerwcu 2020 uda się zaprezentować czytelnikom moją całkiem inną twarz. 

Emilia Walczak
Jest Pan informatykiem skąd wzięła się pasja pisania kto jest ulubionym Pana pisarzem i gdy przez przypadek trafił do Pana wehikuł czasu, to co by Pan wybrał wrócić do przeszłości, i czy chciał by Pan wiedzieć, co go czeka w przyszłości?

To prawda, że jestem raczej umysłem ścisłym. Od kiedy jednak pamiętam, tkwiła we mnie potrzeba wyrażenia się, opowiedzenia o tym, w jaki sposób postrzegam świat. Chyba dlatego zacząłem tworzyć, aby wypełnić tę uwierającą mnie lukę. I faktycznie pisanie okazało się strzałem w dziesiątkę. Uwielbiam opowiadać historie. To jest coś, co daje mi spełnienie. A jeśli przy okazji moja historia spodoba się czytelnikom, to zadowolenie jest jeszcze większe. Nie ma nic lepszego niż opinia czytelnika, który zarwał noc, bo tak bardzo wciągnęła go moja książka. I z wypiekami na twarzy opowiada mi o swoich wrażeniach z lektury. To jest właśnie sens tworzenia. Dawanie ludziom czegoś od siebie.

Mam wielu ulubionych pisarzy i chyba nie potrafię wskazać jednego. Wielką estymą darzę Stanisława Lema i to nie tylko za jego twórczość, ale za to, jakim był człowiekiem i erudytą. A czytam zwykle seriami i tematycznie. Obecnie od kilku miesięcy lubuję się w literaturze faktu, czytam wywiady (np. ze świętej pamięci cudownym księdzem Janem Kaczkowskim) biografie (polecam Keith Richards – Życie, Paul Trynka - David Bowie. Starman. Człowiek, który spadł na ziemię czy Geniusza - A. Scott Berga). Pewnie jak mi się to znudzi, wrócę do beletrystyki a może do poradników o tym, jak żyć 😉.

Do przeszłości nie chciałbym wrócić, bo jeszcze przez przypadek coś bym zepsuł w moim dotychczasowym życiu. A szkoda niszczyć coś, co jest dobre. Jestem szczęśliwy tu i teraz. Niczego bym nie zmienił. Co do przyszłości, to chciałbym zobaczyć, jak będzie wyglądała ludzkość i świat za tysiąc lat. Ten rozwój cywilizacyjny, który osiągnęliśmy przez ostatnie lata, jest niezwykle imponujący. Uważam, że my ludzie możemy kiedyś odpowiedzieć na pytania dręczące nas od zarania dziejów. Nie wolno nam tylko poprzestawać w rozwoju. To jest nasza wspólna praca do wykonania. Mam tylko nadzieję, że nie zmarnujemy szansy i nie zniszczymy ziemi i przy okazji samych siebie. Takiej przyszłości nie chciałbym zobaczyć.
Basia P.
Staje przed Panem możliwość podróży w czasie. Wybrałby Pan podróż do przyszłości czy przeszłości? I dlaczego?

Do przyszłości i to tylko po to, aby zobaczyć, jak ludzkość wykorzystała swoje możliwości intelektualne na pożytek Ziemi i drugiego człowieka. W żadnym wypadku nie chciałbym wiedzieć, kiedy umrę, czy kiedy wydarzą się jakieś katastrofy. Wolę żyć w nieświadomości. Również podróż w przeszłość nieszczególnie mnie interesuje. Patrzę z optymizmem przed siebie i staram się realizować swoje plany.

Gdyby mógł Pan wybrać sobie jedną wyjątkową supermoc? Co to byłoby? Dlaczego akurat wybrał Pan tę moc?

Jako dziecko wielokrotnie śniłem, że latam. To było tak cudowne przeżycie, że pamiętam je do dziś. Kolega z aeroklubu Rzeszowskiego zabrał mnie do dwuosobowej awionetki. Dzięki tej przejażdżce zdałem sobie sprawę, jak niesamowitą wolność daje latanie. To coś zupełnie innego niż lot pasażerskim Boeingiem. Zazdroszczę ptakom, które mogą traktować z góry wszystkie te nasze ludzkie problemy.

Paweł
Pańskie powieści zdają się gonić za rzeczywistością, porusza Pan tematy innowacyjne i nierzadko doniosłe społecznie lub też z lekka kontrowersyjne. By nie zarzucić fasadowości ani zmanierowania należy stwierdzić, że istotną pobudką ich powstawania jest obserwacja otaczającego nas świata oraz chęć podzielenia się tymi obserwacjami w fabularnej formie. Czy istnieje możliwość, że zbliżone zapędy zaprowadzą Pana do sięgnięcia po literaturę faktu i napisania reportażu? Nie będę ukrywał, iż chętnie poddałbym krytyce taki utwór.

Poruszanie w powieściach spraw istotnych jest ważne, bo temu właśnie ma służyć literatura. Zadaniem pisarza jest zadawanie pytań, poruszanie zakrytych obszarów w podświadomości czytelnika i zmuszanie go do zastanawiania się nad istotnymi sprawami. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, aby przy okazji serwować dobrą rozrywkę. Na razie skupiam się na beletrystyce i wymyślaniu historii, bo to sprawia mi wiele radości. Mam ten luksus (nie utrzymuję się z pisania 😊 a mój wydawca nie narzuca mi, co mam pisać), że nie muszę się zamykać w jednym nurcie i mogę tworzyć literaturę z różnych gatunków. Współczuję pisarzom, od których wydawca wymaga skończenia trzydziestej piątej powieści kryminalnej, bo trzeba zrealizować budżet. Uważam, że to zabiłoby we mnie pasję, która w pisaniu jest dla mnie najważniejsza. Oczywiście nie wykluczam, że kiedyś sięgnę po reportaż i literaturę faktu. Pociąga mnie również tzw. mainstream, gdzie nie trzeba się trzymać gatunkowych ram. Sądzę jednak, że to raczej pieśń przyszłości.

Basia
Skąd czerpie pan wenę i pomysły i ten czas by pisać bo w świecie zabiegania pracy i rodziny coraz go mamy mniej Czy nie czy rodzina na tym nie jest poszkodowana ze ma pan go mniej dla nich? Pozdrawiam i życzę kolejnych sukcesów.

Wyrobiłem sobie rutynę, dzięki której jestem w stanie poświęcać na pisanie dwie godziny każdego dnia. Robię sobie przerwy w niedzielę, aby ten czas przeznaczyć dla rodziny. Osiągnąłem pewien rodzaj spokoju i schematyczności w mojej pracy twórczej, która pozwala mi siadać przed laptopem i nie marnować ani minuty. Choć niestety nie da się być pisarzem tylko przez dwie godziny dziennie. Wszystkie te historie siedzą mi w głowie i rozmyślam o nich po nocach, czy choćby podczas obiadu. Jestem wówczas nieobecny i patrzę pustym wzrokiem w talerz ziemniaków, zamiast porozmawiać z żoną, o tym, co wydarzyło się w pracy. Na szczęście moja lepsza połówka dość szybko dostrzega te moje „zawiechy” i szybko przywraca mnie do rzeczywistości 😉. Moja rodzina jest dla mnie wszystkim i dziękuję, że jest dla mnie tak wyrozumiała. Bardzo mnie wspiera w mojej pasji. Chyba traktują ją jako część mojej osobowości, bez której byłbym zupełnie kimś innym.
W imieniu swoim oraz wszystkich Czytelników mojego bloga dziękuję Panu Wojciechowi Kulawskiemu za niezwykle interesujący wywiad.

Laureatowi wyróżnionego pytania serdecznie gratuluję i czekam na maila wraz z podaniem swoich danych adresowych do wysyłki nagrody.

Pozdrawiam wszystkich serdecznie,
Cyrysia

środa, 12 lutego 2020

ZAPOWIEDŹ: ''Powiedz, że wrócisz'' Roma Nowicz # PATRONAT MEDIALNY

Moi Drodzy,
28 lutego pojawi się w księgarniach niezwykła powieść Romy Nowicz zatytułowana ''Powiedz, że wrócisz''.
Przyjaźnili się od zawsze. Ona i ich dwóch. Jeden został policjantem, a drugi gangsterem. Pewnego dnia stali się wrogami. Ona musiała dokonać wyboru pomiędzy tym, co słuszne, a tym, co podłe. Nie miała świadomości, że kierując się rozsądkiem, zamieni swoje życie w piekło, a siebie – w ofiarę. Dopiero po latach zrozumiała, iż przez cały czas żyła w kłamstwie, a przyjaciel okazał się jej największym zagrożeniem. Chcąc ochronić swoją największą miłość, jest gotowa milczeć, nawet za cenę utraty ukochanego. Czy prawda wyjdzie na jaw i odsłoni przebiegłą intrygę sprzed lat, czy zwycięży kłamstwo?

Opowieść o namiętności, żądzy posiadania i manipulacji oraz o tym, w jaki sposób można zniszczyć duszę drugiego człowieka, a zagubioną kobietę zamienić w bezwolną ofiarę.

wtorek, 11 lutego 2020

''Błądząca we mgle'' Magda Mila # PATRONAT MEDIALNY

Błądząca we mgle
Magda Mila
Cykl: Żywioły (tom 3)
Wydawnictwo: Habanero
Premiera: 11 lutego
Ocena:9+/10
Patronat medialny:
"Zawalił mi się świat. Tak po prostu, jednego dnia. Odkryłam wtedy, że całe moje siedemnastoletnie życie było wielkim kłamstwem. Co mogłam zrobić? Zanegowałam wszystkie zasady, wartości i inne shity, które mi przez całe życie wpajano. I postanowiłam zemścić się na ojcu, który zamiast leżeć w grobie, żył sobie szczęśliwie w jakiejś pieprzonej Warszawie. Pożegnałam Nowy Jork, powitałam wolność, szaleństwo i brak ograniczeń. Miałam czerpać z życia i nie liczyć się z nikim. Wydawało mi się, że tego właśnie chcę..." 

   "Błądząca we mgle" to porywająca, emocjonalna opowieść o nastoletniej Kate próbującej odnaleźć miłość, szczęście i poznać sens wybaczenia. Jaką cenę zapłaciła za poszukiwania nowej siebie? Gdzie ją to doprowadziło? I przede wszystkim - czy było warto? [opis wydawcy] 

   Magda Mila - Kolekcjonerka doznań. Z dystansem do świata i siebie, zwykle poza granicami i schematami. Kiedyś pisaniem zarabiała na życie, teraz, na ostrym zawodowym zakręcie, może to robić dla przyjemności. Erotycznie i pornograficznie, bo tak lubi. Zadebiutowała powieścią "Tonąca w błękicie" – erotyczną powieścią o szalonym seksie, przekraczaniu granic i potrzebie kochania, która jest pierwszym tomem zmysłowego i namiętnego cyklu "Żywioły". 27 lipca 2018r. pojawiło się wznowienie pierwszego wydania książki, a 7 sierpnia 2018r. ukazała się kolejna część cyklu - "Tańcząca w ogniu". W swoim dorobku literackim posiada jeszcze ''Wolf'', ''Cat'' - przesiąknięty erotyką świat dominacji i uległości cykl "Dzikie noce" oraz ''Uratowana'' ( jednotomowa historia). 

   Literatura erotyczna od kilku lat cieszy się niesłabnącą popularnością wśród czytelników. Osobiście bardzo lubię ten gatunek, gdyż pobudza moje zmysły i rozpala wyobraźnię. Mam nawet swoich ulubionych pisarzy, którzy dotąd mnie nie zawiedli. W tej ścisłej czołówce znajduje się między innymi Magda Mila, która jako jedna z nielicznych autorek powieści z pieprzykiem - z powodzeniem łączy elementy obyczajówki z rozbudowaną warstwą psychologiczną i z solidną dawką bezwstydnych opisów, unikając przy tym rażącej wulgarności. Dlatego z wielką chęcią sięgam po każdą jej publikację. Nie inaczej było w przypadku ''Błądzącej we mgle'', trzecim tomie serii „Żywioły”. Byłam nastawiona na niebanalną, nieprzyzwoitą lekturę, lecz to, co otrzymałam przekroczyło moje najśmielsze oczekiwania. Po raz kolejny jestem zachwycona. Oby tak dalej! 

   Poznajemy Kate, nastoletnią córkę Tomka Bergsona (znanego z pierwszej części serii: ''Tonąca w błękicie). Dziewczyna mieszka w Nowym Jorku, znajdując się pod opieką dziadków, pochodzących ze starych nowojorskich rodów. Jej rodzice zginęli w wypadku kiedy miała niecały rok. Zawsze grzeczna, bardzo lubiana, cicha, przyjacielska. Nie stwarza żadnych problemów. Mogłoby się wydawać, że jej życie to istna sielanka i tak już będzie zawsze. Jednak pewnego dnia cały jej świat wali się w posadach, kiedy przypadkiem dowiaduje się, że jej biologiczny ojciec żyje, mieszka w Polsce i ma się całkiem dobrze. Zszokowana i rozgoryczona postanawia skonfrontować się z mężczyzną, który zrzekł się do niej praw rodzicielskich. Co z tego wyniknie? Czego przy okazji się dowie? 

>>Zaciskam pięści i znowu z trudem powstrzymuję płacz. Nie mam już łez, a w środku czuję kompletną pustkę. Zaraz po powrocie do sypialni, trzy dni temu, odpaliłam komputer. Nie musiałam długo szukać. Thomasów Bergsonów było trochę, ale Tomasz, z oczami takimi jak ja, tylko jeden. Trup, od kilkunastu lat leżący w grobie, prowadzi biznesy w jakiejś pieprzonej Warszawie. Żyje sobie jak król i ma gdzieś dziecko, które spłodził, a potem się go pozbył. Czuję potworną bezsilność i niewiarygodny ból. Wszyscy mnie okłamywali, przez tyle lat. Nienawidzę całym sercem każdej osoby, która była blisko. i brzydzę się sobą, idiotką wierzącą w te bzdury. Tą, która pozwoliła się porzucić. Ale już jej nie ma – idealnej amerykańskiej dziewczyny. Będę nową Kate, która już nigdy nikomu nie zaufa i pokaże światu, do czego jest zdolna. Przełykam ślinę. Poradzę sobie.<< 

   Magda Mila po raz kolejny udowadnia, że jak mało kto potrafi pisać o ludzkich pragnieniach, tęsknotach, nadziejach i oczekiwaniach. Z właściwym sobie wdziękiem i finezją lawiruje między nienawiścią a miłością, radością a cierpieniem, zdradą a kłamstwami, które trudno wybaczyć. Zarazem dotyka niezwykle trudnych tematów, takich jak: zatajanie istotnych szczegół dotyczących życia najbliższych, bunt przeciwko hipokryzji funkcjonującej w niektórych rodzinach, przełamywanie własnych granic, odkrywanie w sobie nowych możliwości, pokonywanie kolejnych wyzwań, zepsucie moralne młodego pokolenia, manipulowanie drugą osobą, doświadczenie próby gwałtu, szantaż oraz seksting w sieci. Tak szerokie spektrum poruszanych zagadnień sprawia, że mamy do czynienia z równie ciekawą, co wartościową publikacją. 

   Powieść nie byłaby tak dobra i autentyczna, gdyby nie znakomicie wykreowani bohaterowie – obdarzeni zarówno zaletami, jak i wadami. Sprawiają wrażenie jakby istnieli naprawdę. Prym wiedzie oczywiście nastoletnia Kate, która w wyniku odkrycia druzgocącej prawdy przeistacza się z idealnej amerykańskiej dziewczyny w arogancką buntowniczkę. Ale w gruncie rzeczy, to dobra, wrażliwa osoba, tylko jest kompletnie zagubiona i przytłoczona zaistniałymi problemami, dlatego robi wszystko (nie zawsze właściwie), by odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Polubiłam także Igora, sąsiada Ewy (znanej z ''Tańczącej w ogniu''). Mimo młodego wieku, ma dobrze poukładane w głowie. Jest godny zaufania, odpowiedzialny i troskliwy. Z kolei Julka (nowa koleżanka Kate) od samego początku nie budziła mojej sympatii. Początkowo miła i pomocna przyjaciółka, ale z czasem pokazała swoje wredne, egoistyczne oblicze. Równie dużo kontrowersji budzi ''Zimny'' – szef pewnego szemranego towarzystwa. Wszyscy liczą się z jego zdaniem i robią, co im każe. Nawet jeśli to nielegalne lub po prostu złe. Strasznie irytujący typ, który w najmniej spodziewanym momencie odsłania swoje najgorsze instynkty. Miło też spotkać dobrze znanych z wcześniejszych powieści bohaterów, czyli Liliannę, Ewę i Tomka. Generalnie każda jednostka – nawet drugoplanowa, wnosi coś od siebie i uzupełnia pozostałe. 

  Co istotne, książka porusza dwie ważne kwestie: seksting oraz seks-moda wśród nastolatków. Skupię się najpierw na pierwszym niebezpiecznym zjawisku, który polega na wysyłaniu innym osobom za pośrednictwem sieci lub telefonu komórkowego swoich intymnych zdjęć lub filmów. To nowy, popularny trend wśród młodzieży, wynikający zazwyczaj z silnej presji ze strony rówieśników. Dziewczyny, czasem chłopcy – w ramach nudy, poprawienia swego wizerunku lub podniesienia swej atrakcyjności, wrzucają do wirtualnego świata roznegliżowane zdjęcia, nie bacząc na swoją reputację i inne konsekwencje. Czasami bywa też tak, że ktoś bez naszej wiedzy wrzuci do social media kompromitujące fotki, z zamiarem dokuczenia lub zemsty. Dlatego należy zachować szczególną ostrożność podczas rejestrowania, wysyłania czy upubliczniania wizerunku własnego ciała (nawet do zaufanej osoby). Ponieważ Internet nie zapomina niczego i niczego nie gubi. ''Niewygodne'' materiały, nawet po skasowaniu, mogą pozostać tam na zawsze. Jeśli nie wierzycie, zapraszam do przeczytania niniejszej lektury. 

>Szybko jednak wraca rozpacz. I słowa, które zawsze słyszałam od dziadka, a potem ojca – w internecie nic nie ginie, pamiętaj o tym i uważaj! Doigrałam się, od razu dałam czadu z grubej rury. Znowu zaczyna mi skręcać wnętrzności. Naprawdę chcę umrzeć.<

   Nie mniej ważna jest problematyka rozwiązłości seksualnej młodzieży. Coraz więcej młodych ludzi wchodzi w przypadkowe relacje seksualne np. dla przyjemności, by podnieść własną wartość lub w celu osiągnięcia własnych korzyści. Tylko czy tzw. "szybki numerek" z kimś przypadkowym daje poczucie spełnienia i szczęścia? Autorka nikogo nie umoralnia i nie ocenia konkretnych zachowań, lecz pokazuje drogę, którą warto podążać dla własnego dobra. Uświadamia nam, że można lubić różne dziwne rzeczy, niekoniecznie uważane przez większość za normalne, ale tylko i wyłącznie jeśli sami mamy na to ochotę. Jeśli natomiast przyczyną jest niezdrowa ambicja lub ślepa chęć dorównania innym, to skutki naszego postępowania zawsze będą destrukcyjne. 

>>Eksperymenty, badanie swoich granic, czy ich przekraczanie – to wszystko jest wspaniałe, pod warunkiem, że służy szukaniu tego, co sprawia przyjemność i co się lubi. Takie doświadczenia nigdy nie będą pozytywne, jeśli ktoś jest do nich namawiany i zmuszany, albo sam robi coś na siłę, dlatego, że inni to robią.<< 


   Bardzo lubię styl pisania Magdy Mili. Z niewymuszoną swobodą posługuje się barwnym, potoczystym językiem; zręcznie buduje dynamiczne dialogi; umiejętnie prowadzi wątki, równomiernie rozkładając napięcie; perfekcyjnie kreśli ludzkie charaktery oraz posiada naturalną łatwość budowania scen zarówno obyczajowych, jak i mocno bezpruderyjne, a przede wszystkim ma wielki talent do ubierania w proste słowa ważnych spraw. To wszystko powoduje, że ta książka jest czymś więcej niż czystą rozrywką. To jedyna w swoim rodzaju, mądra i wzruszająca historia o niewinności i dojrzewaniu, głębokiej przemianie i młodzieńczych porywach serca, pojednaniu i nowych szansach. Ja ją pokochałam. Mam nadzieję, że w waszym przypadku też tak będzie. 

   Podsumowując: ''Błądząca we mgle'' z pozoru może wydawać się banalna i szablonowa. Tak naprawdę kryje w sobie drugie dno mające bardzo ważny wydźwięk. Czy warto wbrew sobie przekraczać własne granice? Czy zemsta pomaga pozbyć się poczucia krzywdy? Czy przebaczenie zawsze jest możliwe? Jeśli chcecie się tego dowiedzieć, zapraszam do przeczytania tej przepięknej, łamiącej serce książki. Niezapomniane wrażenia – gwarantowane!

poniedziałek, 10 lutego 2020

Wywiad z Bartoszem Szczygielskim

Anne18
Na czym Pana polega największa trudność w pisaniu kryminałów?

Zacznijmy od tego, że samo pisanie książek do łatwych nie należy. Kryminały czy thrillery rządzą się swoimi prawami i trzeba się do nich trochę dostosować. Jako autor doskonale wiem, co wydarzy się dalej w powieści, więc muszę odpowiednio porozsiewać tropy tak, żeby czytelnik czuł, co może się stać, ale niekoniecznie, żeby od razu wiedział. Nie zawsze dla mnie najważniejsza jest „zagadka”, a mówiąc szczerze, to element, który jest po prostu wymogiem wybranej przeze mnie konwencji. Największą trudność sprawia mi więc dopasowanie pomysłu i przesłania do gatunku, który kocham.

Jak osoba pisząca kryminały definiuje dobry kryminał, a może takie pojęcie w ogóle nie istnieje ?

Uważam, że każdy ma swoją definicję dobrego kryminału i dla każdego oznacza ona coś innego. Dla mnie książka musi być zwyczajnie przemyślana i powinna poruszać czytającego. Intryga nie musi być do końca wiarygodna, ale powinna być dobrze umotywowana. Jestem w stanie przymknąć na niektóre rozwiązania oko, ale kiedy całość nie wywołuje u mnie żadnych emocji, to wtedy dopiero uważam, że z powieścią coś „jest nie tak”. Bez emocji każda książka jest nijaka, a to największa zbrodnia.

twór©zA
Jaki był pierwszy krok, czyli jak powstają pomysły na książki?

Tutaj nie ma żadnej reguły. W moim przypadku to jedno zdanie czy nawet słowo, które przychodzi do mnie w różnych chwilach. Jak jadę samochodem, piję kawę czy właśnie się budzę. Nie ma reguły. I jeżeli to zdanie mi pasuje, to z czasem kiełkuje wokół niego cała fabuła.

Ken.G
Książkę mam, nawet zrecenzowaną, ale pytanie chętnie zadam. Bardzo nurtuje mnie jedna kwestia: dlaczego krem Nivea? Skąd ten pomysł?
Autor już dobrze wie, o czym piszę ;)

Wiem doskonale 😊 Powód jest banalnie prosty. Krem pojawił się w książce, bo jest czymś, co znajdziemy w większości łazienek w polskich domach. Wprawdzie niekoniecznie tej konkretnej marki, ale chodziło o zasadę. I choć jego działanie nie jest dokładnie takie, jak opisałem w „Kroku trzecim”, to jednak nie powinno zaszkodzić. Nie polecam sprawdzać osobiście 😊

Karolina
Czy uważa się Pan za artystę?

Nie, raczej nie. Oczywiście tworzę, a to powinno oznaczać, że jestem artystą. To jednak inni powinni mnie tak nazywać, a nie ja sam. Mówię o sobie twórca i to na razie mi wystarczy.

Dlaczego akurat "Krok TRZECI"?

To bezpośrednie nawiązanie do programu dwunastu kroków. Dodatkowo chciałem pokazać, że dążenie do celu zaczyna się od wykonania pierwszego kroku, ale wbrew pozorom, to nie on jest najtrudniejszy. O wiele trudniejsze są te kolejne, które potwierdzają naszą chęć dążenia do celu.

Daria723
Miał Pan problemy w trakcie pisania? Jakąś blokadę bądź chwile zwątpienia, że czytelnicy odrzucą Pana książkę?

Zawsze mam obawy, że mój pomysł nie przypadnie do gustu czytelnikom. W tym przypadku obawy były jeszcze większe, bo i gatunek zupełnie dla mnie nowy. Na szczęście chyba się udało, bo odbiór powieści jest bardzo dobry. Ilości pisarskich blokad nawet nie zliczę, więc to przemilczę.

Gdyby mógł Pan stworzyć z kimś autorski duet, kto by to był? Dlaczego akurat ta osoba?

Pisanie w duecie to nie dla mnie. Chyba niebyłym w stanie pisać tak, żeby ktoś inny opisywał bohaterów, których ja wykreowałem lub ja miałbym robić to samo z jego postaciami. Muszę czuć postaci, ich emocje, a to najlepiej wychodzi mi w pojedynkę. Gdybym jednak został do tego zmuszony, to chyba postawiłbym na Roberta Małeckiego. Lubimy się prywatnie, więc pisanie też mogłoby wyjść całkiem znośnie.

Asia
Czy lubi Pan piłkę nożną i jakiej drużynie Pan kibicuje?

Nie jestem fanem sportu, więc siłą rzeczy nikomu nie kibicuję.

sw882656
Recenzenci piszą peany na temat tego, że utrzymuje Pan w swojej twórczości poprzeczkę bardzo wysoko, zarówno pod względem oryginalnej i przesyconej łamaniem tabu historii, jak i wymyślnej fabularnej konstrukcji / np. Paulina Stoparek / Moje pytanie nawiązuje do tych ocen i brzmi: Skąd czerpie Pan inspirację i pomysły swoich książek i co każe Panu właśnie w taki wymyślny sposób konstruować fabułę? Czy jest to działanie zamierzone i obliczone na przyciągnięcie czytelnika, czy potrzeba wynikająca z jakichś wyższych pobudek?

Inspiracje przychodzą do mnie „same”. Zaczyna się od jednego zdania, a czasem nawet słowa. Nie ma na to żadnej reguły. Sama konstrukcja fabuły także układa mi się wtedy w głowie, a następnie ją szczegółowo opisuję. Czekam chwilę, aż opadnie kurz i raz jeszcze wersyfikuję, czy nie ma dziur logicznych i tak dalej. Lubię bawić się z czytelnikiem, ale staram się nie wprowadzać zawiłości w książce „na siłę”. Tak po prostu mi to wychodzi.
Klaudia Adamczyk
Jak wyglądał researcher książki "Krok trzeci"?

Dużo czytania. Zarówno książek typowo lekarsko-naukowych, jak i tych odrobinę fabularyzowanych. Dodatkowo spotkania z terapeutami oraz uczestnictwo w terapii grupowej. Nie było łatwo to wszystko przełożyć później na karty powieści, ale mam nadzieję, że się udało.

Co podczas pisania książki "Krok trzeci" tworzyło ci najwięcej problemów, trudności?

Zmuszenie się do tego, by usiąść i zacząć pisać. Wszystko miałem obmyślone, zaplanowane i tak dalej, ale sam proces pisania zawsze sprawia mi największy kłopot. Kiedy już zacznę, to problem na szczęście częściowo mija, ale zanim się to stanie, to sporo czasu upływa.

KASIA92S - NAGRODA
Czy gdyby był Pan rośliną, to powiedziałby Pan, że kwitnie czy się ukorzenia - odwołując się do aktualnej pozycji w książkowym świecie?

Powiedziałbym, że się ukorzeniam. Nie piszę łatwych książek. Takich, które „łyka się” na raz i zapomina, a przynajmniej nie chciałbym, żeby z takimi pozycjami mnie kojarzono. To wymaga czasu, przyzwyczajenia czytelnika do mojego stylu i tego, że sięga on po coś więcej, niż tylko kolejną powieść, którą przeczyta w pociągu.

martucha180
Czym dla Pana jest SŁOWO?

Najważniejszym, co może być. Tworzywem, które staram się przerobić w coś więcej.

Jaki będzie Pana czwarty krok?

Kolejny krok to kolejna książka ;)

Jola Jola
Podobno nie umie Pan pływać. Czym to jest spowodowane? Pytam, bo u mnie jest to spowodowane strachem.

Miałem w podstawówce zajęcia z pływania w szkole i tam skutecznie zniechęcono mnie do pływania. Zły tryb nauki i zero wsparcia zrobiło swoje. Do dziś mi nie przeszło, ale nie wykluczam, że kiedyś spróbuję przełamać swój strach i zapiszę się na jakieś zajęcia.

Kto zaszczepił w Panu miłość do literatury?

Ojciec czytał mi wieczorami książki, kiedy byłem dzieckiem. Myślę, że to bardzo dużo pomogło, a potem już „jakoś poszło”.

Femina domi
Podobno pisarzom zadaje się wciąż te same pytania, czy jest takie, które jeszcze nigdy nie padło, a Pan bardzo chciałby na nie odpowiedzieć? ;)

Jasne, sporo pytań się powtarza, ale cóż, takie życie. I chyba nie mam pytania, które chciałbym usłyszeć. Lubię odpowiadać nawet na te, które już kiedyś mi zadano. 

Czy ma Pan ochotę wrócić, do którejś ze swoich książek i ją poprawić/zmienić?

Nieustannie. Jednak w pewnym momencie trzeba odpuścić, bo poprawianie w nieskończoność nie służy niczemu, a sprawia, że książka staje się ciężarem. Od tego, żeby wyłapać błędy, nielogiczności i tego typu rzeczy, są redaktorzy. I odwalono przy „Kroku trzecim” kawał dobrej roboty w tej kwestii.
Gosia
Jakie jest Pana największe marzenie, a może już udało się je spełnić? :)

Chciałbym pojechać do Norwegii i sądzę, że niedługo uda się to marzenie spełnić.

Co w tworzeniu książki jest dla Pana najłatwiejsze, a co najtrudniejsze?

W tworzeniu książki nie ma nic łatwego moim zdaniem, ale najłatwiejsze jest chyba wymyślanie tytułu. Przynajmniej mojej osobie przychodziło to zawsze bez większych problemów. Najtrudniejsze jest mierzenie się z samym sobą. To chyba zawsze będzie mnie prześladowało, bo chciałbym dawać swoim czytelnikom coraz lepsze książki.

Edyta Ch.
W książkach mamy okazję poznać bardzo różnych bohaterów: są tacy, z którymi się utożsamiamy, tacy, jakimi chcielibyśmy się stać lub tacy zupełnie zwariowani. Nie może też zabraknąć "czarnych charakterów" ;) Z tym związane jest moje pytanie - czy autor powinien lubić swoich bohaterów? Czy ci źli zasługują na sympatie autora?

Nie wiem czy musi ich lubić, ale powinien ich doskonale znać. W końcu to on ich stworzył, więc on ich zna najlepiej. Ja nie wszystkich swoich bohaterów lubię, ale potrafię zrozumieć ich motywacje. Wiem czemu zachowują się w konkretny sposób i im wierzę. Jeżeli postać jest dobrze napisana, da się ją zrozumieć i podążać za nią, nawet jeżeli jej nie lubimy. To samo dotyczy się także „czarnych charakterów”. Tutaj można sobie pozwolić na mieszanie konwencji czy też na bawienie się schematami. Reasumując uważam, że lubić bohaterów nie trzeba. Trzeba ich rozumieć.

Czy triki, które sprawiają, że czytelnik odczuwa stale pełzający pod skórą strach, są "do wyuczenia" czy to już trzeba mieć w sobie (może to rodzaj intuicji?)?

Ja stawiam trochę na intuicję. Niektórych rzeczy nie da się nauczyć z podręcznika, ale dużo pomaga czytanie innych powieści czy oglądanie filmów. W którymś momencie te „tricki” same zaczną się nam pojawiać w głowie.

W imieniu swoim oraz wszystkich Czytelników mojego bloga dziękuję Panu Bartoszowi Szczygielskiemu za niezwykle interesujący wywiad.

Laureatowi wyróżnionego pytania serdecznie gratuluję i czekam na maila wraz z podaniem swoich danych adresowych do wysyłki nagrody.

Pozdrawiam wszystkich serdecznie,
Cyrysia