Nigdy nie odmawiaj zaproszenia. Nigdy nie opieraj się nieznanemu. Po prostu otwórz się na świat i napawaj przeżyciami. A jeśli się sparzysz? Cóż, trudno… Pewnie nie na darmo… [Martyna Wojciechowska] ❤

czwartek, 13 lutego 2020

Wywiad z Wojciechem Kulawskim

Daria723
Miał Pan problemy w trakcie pisania? Jakąś blokadę bądź chwile zwątpienia, że czytelnicy odrzucą Pana książkę?

Blokady oczywiście się zdarzają. W momencie, kiedy siadam do klawiatury, nie mam opracowanego dokładnego planu powieści, raczej coś w rodzaju uproszczonego konspektu z kluczowymi momentami i przede wszystkim zakończeniem historii. Dopiero podczas pisania wypełniam te punkty treścią, co nie ukrywam, bywa czasami trudne. Chodzę wówczas niczym struty, a moja rodzina nie wie, co się ze mną dzieje. Na szczęście, wcześniej czy później, udaje mi się te trudności pokonać. 

Pisząc książkę, nie myślę o czytelnikach. Staram się przede wszystkim stworzyć taką książkę, jaką sam chciałbym przeczytać. Dopiero potem liczę na to, że znajdą się zwariowani ludzie, którzy myślą podobnie jak ja i moja opowieść ich zainteresuje. Stawiam przede wszystkim na historię, która w mojej twórczości jest najważniejsza. Może kiedyś, kiedy będę już stary i znudzony fabułą, zajmę się formą i stworzę coś na wzór Ulissesa Jamesa Joyce’a 😉. Na razie bawię się w snucie opowieści, których w mojej głowie kotłuje się jeszcze sporo. I mam szczerą nadzieję, że nigdy nie zabraknie mi nowych pomysłów, bo to dla pisarza oznaczałoby literacką śmierć.

Gdyby mógł Pan stworzyć z kimś autorski duet, kto by był? Dlaczego akurat ta osoba?

Chciałbym napisać coś ze Stanisławem Lemem. To mój wielki mentor, niedościgniony wzór zarówno w kwestii warsztatu, jak i konstrukcji historii. Wielka szkoda, że w pewnym momencie fabuła przestała go interesować i nie pisał już beletrystyki. Już widzę, jak bardzo fragmenty napisane przeze mnie, różniłyby się na niekorzyść od prozy mistrza. Kilku redaktorów musiałoby się potem głowić, jak wyrównać i wygładzić nasze teksty. A może moje fragmenty byłyby pisane z narracji dziecka, wówczas może by to nawet przeszło 😉

Asia
Czy lubi Pan grać w piłkę nożną i której polskiej drużynie Pan kibicuje?

Uwielbiam grać w piłkę nożną. W szkole zawsze stałem na bramce, bo miałem dobry refleks i brak instynktu samozachowawczego 😉 tzn. rzucałem się na piłki, nie zważając na konsekwencje. Pamiętam, że cierpiały z tego powodu głównie moje palce, które co raz były wybijane przez mocniejsze piłki posyłane przez kolegów.

Nie mam ulubionej drużyny, bo piłka nożna w Rzeszowie niestety nie stoi na najwyższym poziomie, choć wywodzi się stąd wielu znanych piłkarzy jak choćby Pan Jan Domarski. Lubię za to oglądać mistrzostwa Świata czy Europy, w których gra reprezentacja Polski. Siedzę wówczas w towarzystwie znajomych i zagryzam paznokcie, kibicując naszym. 

Magdalena F
Czy potrafiłby Pan przekroczyć jakieś granice (oprócz granic kraju)?

Uważam, że człowiek raz na jakiś czas, powinien przekroczyć jakieś własne granice. Dzięki temu może się rozwijać. Chodzi w szczególności o wychodzenie z własnej strefy komfortu, doświadczanie czegoś nowego. Bo tylko w ten sposób można zakosztować czegoś nieznanego, sprawdzić, czy to ci pasuje. Oczywiście nie namawiam nikogo do przekraczania granic prawa, czy rzeczy niebezpiecznych, bo to już uważam za głupotę. Chodzi przede wszystkim o granice własnych ograniczeń.

Czy w książce znajdziemy choć jakieś małe wątki z Pana życia?

Oczywiście tak. Pisarz czerpie przede wszystkim z własnych doświadczeń, bo to sprawia, że jego proza jest prawdziwa. Braki uzupełnia odpowiednim researchem albo po prostu wyobraźnią. Osoby, które znają mnie bliżej, niemal od razu dostrzegą, które fragmenty są wymyślone, a które są z życia wzięte. Nawet pisząc fantastykę, należy się trzymać pewnych reguł i zasad, bez których historia przestaje być wiarygodna. Z tego powodu nie lubię na przykład fantasy z całym spektrum magii i czarowaniem, bo bardzo trudno jest znaleźć w niej racjonalną granicę dla stworzonej rzeczywistości. Do dziś pamiętam przeczytaną gdzieś historię, w której bohater, nie mając przy sobie brzytwy, ogolił się magią a potem zatrzymał się na rwącej rzece, której w żaden sposób nie był w stanie sforsować bez łodzi. Zresztą w fantastyce zawsze pozostaje to specyficzne mrugnięcie okiem do czytelnika, rodzaj umówienia się na pewną niedorzeczność. 

Gosia
Jakie jest Pana największe marzenie? A może udało się już je zrealizować?

Jestem racjonalistą i w miarę możliwości staram się realizować swoje marzenia. Pamiętam, że zawsze chciałem napisać, a potem wydać książkę. W momencie, kiedy mi się to udało, wyznaczyłem sobie nowe cele, do których dążę. Nie będę o nich opowiadał, aby nie zapeszać. Wyznaczanie sobie nowych wyzwań, to motor napędowy do życia. Jednak nic na siłę i za wszelką cenę, bo to się na długą metę nie opłaca. Nie sądzę, że należy dążyć do celu po trupach. Trzeba przede wszystkim pozostać człowiekiem i cieszyć się z tego, co mamy. Rodzina, zdrowie, praca i pasja. Czy można chcieć czegoś więcej? 

Skąd u Pana zamiłowanie do literatury? Kto je w Panu zaszczepił i czy stara się Pan nim zaczepić swoich najbliższych, szczególnie dzieci??

To dosyć dziwne, bo nikt w mojej rodzinie nie pisał. Wzięło się to u mnie chyba z potrzeby wyrażenia samego siebie. Będąc dzieckiem, rysowałem komiksy, potem tworzyłem proste gry komputerowe. Niestety dość szybko spostrzegłem, że w pojedynkę nie uda mi się porwać publiczności nowym Doomem czy Wiedźminem. Tworzenie gier i ogólnie oprogramowania to prawdziwy przemysł, gdzie pojedynczy człowiek jest tylko trybikiem (wiem coś o tym 😊). Przerzuciłem się wówczas na literaturę, bo tam twórca pozostaje sam ze swoim tworzywem (przynajmniej na początku). Zacząłem od opowiadań, potem przyszły dłuższe formy. Pisałem przede wszystkim fantastykę, bo ta pociągała mnie najbardziej. Nadal ją zresztą uwielbiam, choć uprawiam też inne formy, aby się rozwijać. Jeśli chodzi o moją rodzinę, to chwała im za to, że znoszą tę moją pisarską pasję. Nie jest łatwe godzenie obowiązków ojca, męża, pracy na etacie i pisania. Jeśli jednak ktoś kocha tworzenie historii, to zawsze znajdzie trochę czasu, aby realizować się twórczo. A czytanie u nas w domu jest na porządku dziennym, są książki i dla dzieci i dla dorosłych.

Kinga Grabowska - NAGRODA
Zdradzi nam Pan co sprawia Panu największą trudność w czasie pisania książki?

Tworzenie powieści dzielę na trzy fazy. Wymyślanie historii, tworzenie konstrukcji i samo pisanie.

Wymyślanie historii trwa czasem bardzo długo, bo kilka elementów musi zaskoczyć, abym doszedł do wniosku, że warto o tym napisać. Mam również zaprzyjaźnionego pasjonata książek, który czasami podrzuca mi różne pomysły. Najtrudniejsze w tym etapie jest układanie dużych klocków, dzięki którym cała ta wieża ma szansę ustać. I to jest pierwszy trudny moment.

Potem przychodzi etap konstrukcji powieści, kiedy rozpisuję wydarzenia w formie niezbyt szczegółowego konspektu. I tu również bywają zacięcia, kiedy coś do siebie nie pasuje. Chodzę wówczas z głową w chmurach, zastanawiając się nad przyczynami i skutkami działania mojego bohatera. Albo nad jego przeszłością, która ma wpływ na obecne zachowanie. To drugi trudny moment w opowiadaniu historii.

I potem przychodzi etap pisania, które ja żartobliwie nazywam „odgarnianiem śniegu”. Pierwsza wersja opowieści zawsze jest strasznie kwadratowa i bywa takim właśnie szukaniem ścieżki pod grubą warstwą śniegu. Czasami udaje się ją znaleźć, a czasami się błądzi. W każdym wypadku istnieje trudność w pierwszym zapisaniu słów na pustej kartce, które potem mają się zamienić w dłuższą historię. Dopiero mając pierwszą surową wersję tekstu widać, gdzie się popełniło błędy. 

Potem już jest łatwiej, bo cała historia jest już w głowie i to zwykle szczegółowo rozpracowana. Trzeba ją tylko poprawić, uwzględniając wiedzę, którą zdobyło się w trakcie „odgarniania śniegu”. I na koniec pozostaje wygładzanie, leżakowanie potem znowu wygładzanie. Niektórzy pisarze na tym etapie się zapętlają i poprawiają tekst w nieskończoność. Kiedyś sam tak robiłem. Obecnie nauczyłem się odkładać powieść w momencie, kiedy ilość włożonej pracy nie przekłada się już na jakość. Mam to szczęście, że na każdym etapie mogę porozmawiać z moim przyjacielem i zapytać go, co sądzi o historii. Ta pomoc jest tak nieoceniona i daleko idąca, że potem redaktor z wydawnictwa ma stosunkowo niewiele pracy i zwykle zgłasza ledwie kilkanaście uwag do konstrukcji tekstu. Potem pozostaje korekta, która również bywa uciążliwa, ale człowiek ma już wizję własnej książki w rękach, więc to go motywuje do pracy.

Czy istnieją jakieś tematy tabu, których nie chce Pan poruszać w swoich książkach?

Owszem, mam w głowie kilka pomysłów, które cały czas przekładam na potem, bo wiem, że są kontrowersyjne. Chciałbym napisać kiedyś powieść, która w sposób fabularyzowany będzie opowiadała o zmianach, jakie zaszły w religii katolickiej od jej zarania aż do dziś. I bynajmniej nie chciałbym tym tekstem niczego udowadniać a jedynie uświadomić, w jaki sposób powstaje religia, mit czy legenda. Sądzę, że zadaniem pisarza jest zadawanie odpowiednich pytań, a nie moralizowanie, albo co gorsze przekonywanie do swoich racji. To czytelnik ma we własnym sumieniu odpowiedzieć sobie na zadane pytania.

Chodzi mi również po głowie również historia fabularna związana z obozami koncentracyjnymi NKWD na ziemiach polskich w latach 1945–1948. To bardzo trudny i bolesny okres w historii powojennej Polski. Może kiedyś się odważę. 


Klaudia Adamczyk
Który researcher wspominasz najlepiej, a który był dla ciebie najtrudniejszy?

Na przełomie maja i czerwca 2020 nakładem Wydawnictwa CM ukaże się nowa seria sensacyjno-przygodowa ze szwajcarskimi archeologami w roli głównej. Zawsze pociągały mnie klimaty rodem z Tomb Rider, Mumii czy Indiany Jonesa, dlatego research dotyczący najciekawszych miejsc Syrii, gdzie dzieje się akcja pierwszej książki, był dla mnie szczególnie ciekawy. Wielka szkoda, że Syria została doszczętnie zniszczona wojną domową i wiele opisanych przeze mnie miejsc już nie istnieje. Mam również napisaną drugą książkę z serii. Tym razem bohaterowie zostaną umieszczeni w niebezpiecznym, rządzonym przez narkotykowe gangi Meksyku. W głowie mam też plan na trzecią część dziejącą się częściowo w Ameryce łacińskiej częściowo na Spitsbergenie. 

Jeśli chodzi o najtrudniejszy research to problematyczna była dla mnie Rosja i Petersburg, gdzie dzieje się akcja mojej niewydanej powieści Skopcy. Musiałem się sporo nagłowić i naczytać, żeby oddać realia tamtego miejsca i specyficznego rosyjskiego myślenia. Mam tylko nadzieję, że moja praca i trud nie pójdą na marne i kiedyś powieść się ukaże w druku.

Jak wyglądał proces tworzenia powieści "Poza granicą szaleństwa"?

Będę spojlerował, dlatego, jeśli ktoś nie czytał powieści „Poza granicą szaleństwa”, proszę pominąć moją odpowiedź. Na początku miałem napisane opowiadanie rozgrywające się w zakładzie psychiatrycznym na początku lat dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku. Pomyślałem sobie, że to byłby dobry początek jakiejś dłuższej historii. Chciałem napisać o walce dwóch grup, z których jedną stanowiłyby same kobiety. Wiedziałem, że będzie w powieści umieszczony jakiś taniec, bo to już jest tradycją w moich kryminałach. Do tego dochodziła kontynuacja starych wątków z poprzednich tekstów. Wiedziałem również, że chciałem stworzyć kobiecy odpowiednik ojca chrzestnego Vito Corleone z powieści Mario Puzo. I mając taki zlepek pomysłów, zacząłem pisać konspekt, zastanawiając się, jak to wszystko połączyć w strawną całość. Trwało to z miesiąc, aż dotarłem do momentu, kiedy mogłem zacząć pisać. Potem podczas tworzenia musiałem decydować o poszczególnych akcentach i pomniejszych tematach. 

Karolina
Taniec to dla mnie to żywioł, to wyrażanie swoich emocji, pragnień, to ucieczka od smutku, to siła do działania, to trochę taka metafizyka. A dla Pana czym jest taniec?

Postrzegam taniec podobnie. Szczególnie taniec w parach, to mistyczne połączenie dwóch osób, energia spajająca ciała i dusze. Radość z tańca można przyrównać tylko z ujrzeniem swojej wydanej powieści 😉. Uwielbiam szczególnie tańce latynoskie (Bachata, Kizomba, Salsa, Tango argentyńskie), bo jest w nich ten rodzaj energii, które szczególnie pozytywnie nastraja do życia. Powinniśmy się od Latynosów uczyć pogody ducha i radości. Ci ludzie zwykle materialnie mają niewiele, co wcale nie sprawia, że są smutni czy rozgoryczeni. Życzyłbym sobie, aby Polacy przeszli swoistą metamorfozę i potrafili cieszyć się ruchem i tańcem. Oczyma wyobraźni widzę tłum ludzi na placu zamkowym w Warszawie tańczących w zimie Salsową ruedę dla rozgrzewki 😉. 

Czerpie Pan inspiracje z NOCNYCH rozmów z ludźmi. Czy ludzie, w otoczeniu ciemności, w ciszy, są bardziej otwarci, są bardziej naturalni i prawdziwi? Serdecznie pozdrawiam

Cisza i noc nastraja do zwierzeń i intymnych rozmów. Szczególnie przy lampce wina ludzie opowiadają prawdziwe historie, które są głębokie i dużo ciekawsze, niż codzienne płytkie konwersacje. Długa i szczera rozmowa z drugim człowiekiem jest prawdziwą wartością. Niestety w dzisiejszym zabieganym świecie nie mamy czasu na podobne dyskusje. Mam też wrażenie, że ludzie nie potrzebują już takich rozmów, wystarczą nam smartfony i Instagram. A może boimy się, że przy takiej głębokiej dyskusji z drugim człowiekiem, moglibyśmy dowiedzieć się czegoś niewygodnego o samym sobie? 

Konrado98
Czy myślał Pan kiedyś o napisaniu kryminału, który toczy się właśnie w Rzeszowie, w mieście Pana zamieszkania, a w moim mieście studiów :P?

Myślałem o napisaniu zbioru opowiadań, którego akcja działaby się w dziewiętnastym wieku pod austriackim zaborem, gdzie trafił Rzeszów po rozbiorach. Chciałem stworzyć postać lekarza-medium, który pomagałby ludziom. Świat medycyny sprzed dwustu lat niezwykle mnie fascynuje, bo przypomina salę tortur. Mój bohater walczyłby z siłami zła, duchami zjawami oraz wszelkiego rodzaju monstrami opisywanymi w słowiańskich mitologiach. A przy okazji leczyłby okolicznych ludzi zgodnie ze sztuką i wiedzą uznawaną przez dziewiętnastowiecznych medyków. A o tym, co działo się w gabinetach lekarskich można przeczytać w kilku książkach, z których polecam na przykład „Stulecie Chirurgów” Jürgena Thorwalda. Najbardziej krwisty horror nie umywa się do tego, co dzieje na stronach tej książki. Może kiedyś wrócę do tego pomysłu. Potrzebuję jeszcze zrobić research, aby odpowiednio oddać klimat tamtej epoki.

Dlaczego podjął się Pan napisania książki, co w ogóle sprawiło, że zainteresował się Pan książkami, a szczególnie kryminalnymi, czy miały na to wpływ jakieś wydarzenia w Pańskim życiu? Jakie?

Zanim stworzyłem swój pierwszy kryminał „Listę sześciu”, wcześniej napisałem trzy książki science-fiction. Niestety żadne wydawnictwo nie chciało ich wydać, bo taki jest zwykle los nieznanego debiutanta. Kryminałem zaraziłem się podczas Międzynarodowego Festiwalu Kryminału, gdzie dostałem się dwukrotnie jako laureat konkursu na opowiadanie. Miałem tam warsztaty z takimi tuzami pióra jak Mariusz Czubaj, Marcin Wroński, Marta Mizuro, Robert Ostaszewski czy Marcin Świetlicki. Złapałem wówczas kryminalnego bakcyla i doszedłem do wniosku, że spróbuje uderzyć w tę właśnie nutę. I jak widać, opłaciło się. Poza kryminałami piszę również inne gatunki jak thriller, horror czy powieści sensacyjno-przygodowe. Jeśli wszystko się powiedzie, w czerwcu 2020 uda się zaprezentować czytelnikom moją całkiem inną twarz. 

Emilia Walczak
Jest Pan informatykiem skąd wzięła się pasja pisania kto jest ulubionym Pana pisarzem i gdy przez przypadek trafił do Pana wehikuł czasu, to co by Pan wybrał wrócić do przeszłości, i czy chciał by Pan wiedzieć, co go czeka w przyszłości?

To prawda, że jestem raczej umysłem ścisłym. Od kiedy jednak pamiętam, tkwiła we mnie potrzeba wyrażenia się, opowiedzenia o tym, w jaki sposób postrzegam świat. Chyba dlatego zacząłem tworzyć, aby wypełnić tę uwierającą mnie lukę. I faktycznie pisanie okazało się strzałem w dziesiątkę. Uwielbiam opowiadać historie. To jest coś, co daje mi spełnienie. A jeśli przy okazji moja historia spodoba się czytelnikom, to zadowolenie jest jeszcze większe. Nie ma nic lepszego niż opinia czytelnika, który zarwał noc, bo tak bardzo wciągnęła go moja książka. I z wypiekami na twarzy opowiada mi o swoich wrażeniach z lektury. To jest właśnie sens tworzenia. Dawanie ludziom czegoś od siebie.

Mam wielu ulubionych pisarzy i chyba nie potrafię wskazać jednego. Wielką estymą darzę Stanisława Lema i to nie tylko za jego twórczość, ale za to, jakim był człowiekiem i erudytą. A czytam zwykle seriami i tematycznie. Obecnie od kilku miesięcy lubuję się w literaturze faktu, czytam wywiady (np. ze świętej pamięci cudownym księdzem Janem Kaczkowskim) biografie (polecam Keith Richards – Życie, Paul Trynka - David Bowie. Starman. Człowiek, który spadł na ziemię czy Geniusza - A. Scott Berga). Pewnie jak mi się to znudzi, wrócę do beletrystyki a może do poradników o tym, jak żyć 😉.

Do przeszłości nie chciałbym wrócić, bo jeszcze przez przypadek coś bym zepsuł w moim dotychczasowym życiu. A szkoda niszczyć coś, co jest dobre. Jestem szczęśliwy tu i teraz. Niczego bym nie zmienił. Co do przyszłości, to chciałbym zobaczyć, jak będzie wyglądała ludzkość i świat za tysiąc lat. Ten rozwój cywilizacyjny, który osiągnęliśmy przez ostatnie lata, jest niezwykle imponujący. Uważam, że my ludzie możemy kiedyś odpowiedzieć na pytania dręczące nas od zarania dziejów. Nie wolno nam tylko poprzestawać w rozwoju. To jest nasza wspólna praca do wykonania. Mam tylko nadzieję, że nie zmarnujemy szansy i nie zniszczymy ziemi i przy okazji samych siebie. Takiej przyszłości nie chciałbym zobaczyć.
Basia P.
Staje przed Panem możliwość podróży w czasie. Wybrałby Pan podróż do przyszłości czy przeszłości? I dlaczego?

Do przyszłości i to tylko po to, aby zobaczyć, jak ludzkość wykorzystała swoje możliwości intelektualne na pożytek Ziemi i drugiego człowieka. W żadnym wypadku nie chciałbym wiedzieć, kiedy umrę, czy kiedy wydarzą się jakieś katastrofy. Wolę żyć w nieświadomości. Również podróż w przeszłość nieszczególnie mnie interesuje. Patrzę z optymizmem przed siebie i staram się realizować swoje plany.

Gdyby mógł Pan wybrać sobie jedną wyjątkową supermoc? Co to byłoby? Dlaczego akurat wybrał Pan tę moc?

Jako dziecko wielokrotnie śniłem, że latam. To było tak cudowne przeżycie, że pamiętam je do dziś. Kolega z aeroklubu Rzeszowskiego zabrał mnie do dwuosobowej awionetki. Dzięki tej przejażdżce zdałem sobie sprawę, jak niesamowitą wolność daje latanie. To coś zupełnie innego niż lot pasażerskim Boeingiem. Zazdroszczę ptakom, które mogą traktować z góry wszystkie te nasze ludzkie problemy.

Paweł
Pańskie powieści zdają się gonić za rzeczywistością, porusza Pan tematy innowacyjne i nierzadko doniosłe społecznie lub też z lekka kontrowersyjne. By nie zarzucić fasadowości ani zmanierowania należy stwierdzić, że istotną pobudką ich powstawania jest obserwacja otaczającego nas świata oraz chęć podzielenia się tymi obserwacjami w fabularnej formie. Czy istnieje możliwość, że zbliżone zapędy zaprowadzą Pana do sięgnięcia po literaturę faktu i napisania reportażu? Nie będę ukrywał, iż chętnie poddałbym krytyce taki utwór.

Poruszanie w powieściach spraw istotnych jest ważne, bo temu właśnie ma służyć literatura. Zadaniem pisarza jest zadawanie pytań, poruszanie zakrytych obszarów w podświadomości czytelnika i zmuszanie go do zastanawiania się nad istotnymi sprawami. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, aby przy okazji serwować dobrą rozrywkę. Na razie skupiam się na beletrystyce i wymyślaniu historii, bo to sprawia mi wiele radości. Mam ten luksus (nie utrzymuję się z pisania 😊 a mój wydawca nie narzuca mi, co mam pisać), że nie muszę się zamykać w jednym nurcie i mogę tworzyć literaturę z różnych gatunków. Współczuję pisarzom, od których wydawca wymaga skończenia trzydziestej piątej powieści kryminalnej, bo trzeba zrealizować budżet. Uważam, że to zabiłoby we mnie pasję, która w pisaniu jest dla mnie najważniejsza. Oczywiście nie wykluczam, że kiedyś sięgnę po reportaż i literaturę faktu. Pociąga mnie również tzw. mainstream, gdzie nie trzeba się trzymać gatunkowych ram. Sądzę jednak, że to raczej pieśń przyszłości.

Basia
Skąd czerpie pan wenę i pomysły i ten czas by pisać bo w świecie zabiegania pracy i rodziny coraz go mamy mniej Czy nie czy rodzina na tym nie jest poszkodowana ze ma pan go mniej dla nich? Pozdrawiam i życzę kolejnych sukcesów.

Wyrobiłem sobie rutynę, dzięki której jestem w stanie poświęcać na pisanie dwie godziny każdego dnia. Robię sobie przerwy w niedzielę, aby ten czas przeznaczyć dla rodziny. Osiągnąłem pewien rodzaj spokoju i schematyczności w mojej pracy twórczej, która pozwala mi siadać przed laptopem i nie marnować ani minuty. Choć niestety nie da się być pisarzem tylko przez dwie godziny dziennie. Wszystkie te historie siedzą mi w głowie i rozmyślam o nich po nocach, czy choćby podczas obiadu. Jestem wówczas nieobecny i patrzę pustym wzrokiem w talerz ziemniaków, zamiast porozmawiać z żoną, o tym, co wydarzyło się w pracy. Na szczęście moja lepsza połówka dość szybko dostrzega te moje „zawiechy” i szybko przywraca mnie do rzeczywistości 😉. Moja rodzina jest dla mnie wszystkim i dziękuję, że jest dla mnie tak wyrozumiała. Bardzo mnie wspiera w mojej pasji. Chyba traktują ją jako część mojej osobowości, bez której byłbym zupełnie kimś innym.
W imieniu swoim oraz wszystkich Czytelników mojego bloga dziękuję Panu Wojciechowi Kulawskiemu za niezwykle interesujący wywiad.

Laureatowi wyróżnionego pytania serdecznie gratuluję i czekam na maila wraz z podaniem swoich danych adresowych do wysyłki nagrody.

Pozdrawiam wszystkich serdecznie,
Cyrysia

12 komentarzy:

  1. Kolejny bardzo ciekawy wywiad. Super. 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z zainteresowaniem czyta się zarówno zadawane pytania, jak i odpowiedzi. Nie poznałam jeszcze twórczości pisarza, ale może czas to zmienić :)

      Usuń
  3. Dzień dobry gdyby ktoś chciał zadać pytanie poza konkursem to jestem do dyspozycji.
    Wojciech Kulawski

    OdpowiedzUsuń
  4. Wywiad jak zawsze na wysokim poziomie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Hmmm też takie kiedyś pisałam wiersza: takie które sama chciałabym otrzymać. Teraz piszę już inaczej, bardziej dla oddania chwil.

    OdpowiedzUsuń
  6. If you're attempting to lose pounds then you have to start following this totally brand new custom keto meal plan diet.

    To create this service, licensed nutritionists, fitness couches, and professional chefs have united to provide keto meal plans that are powerful, decent, cost-efficient, and delightful.

    Since their grand opening in January 2019, thousands of individuals have already remodeled their figure and well-being with the benefits a smart keto meal plan diet can offer.

    Speaking of benefits: in this link, you'll discover 8 scientifically-proven ones offered by the keto meal plan diet.

    OdpowiedzUsuń

Zaglądaj, czytaj, przegryzaj moje słowa, ale wychodząc, zostaw po sobie niezatarty ślad swojej obecności...