Szczęście przychodzi wtedy, gdy przestajesz narzekać na problemy, które masz i zaczynasz doceniać to jak wiele innych problemów masz za sobą ❤

czwartek, 30 kwietnia 2020

ZAPOWIEDŹ: ''Candy'' Dominika Smoleń # PATRONAT MEDIALNY

Moi Drodzy,
w maju odbędzie się premiera powieści ''Candy'' Dominiki Smoleń.
Maja jest młodą, ambitną dziennikarką, która nie boi się zawodowych wyzwań. Wkrótce otrzymuje zlecenie, by przeprowadzić wywiad z Zetem – raperem, którego uwielbia i którego bardzo chciałaby poznać. Dziewczyna nie może doczekać się spotkania sam na sam, jednak w momencie, w którym przekracza kulisy, wszystko dzieje się nie tak, jak powinno.

Zet – a właściwie Kuba – to chłopak, który z pozoru ma wszystko: pieniądze, udaną karierę i inną dziewczynę każdej nocy. Brakuje mu jednak miłości, przez co odczuwa głęboką samotność. Zet nie spodziewa się, że niebawem cały jego świat stanie na głowie. Kiedy losy tej dwójki bohaterów skrzyżują się, nic już nie będzie takie jak dawniej. Pytanie tylko, czy chemia i namiętność są w stanie sprawić, że w życiu Mai i Kuby w końcu nastąpi happy end?

Skusicie się?

wtorek, 28 kwietnia 2020

ZAPOWIEDŹ: ''Obca miłość'' Katarzyna Grabowska # PATRONAT MEDIALNY

Moi Drodzy,
9 maja pojawi się w księgarniach "Obca miłość" Katarzyny Grabowskiej.
Oficjalny opis książki:


Weronika wiedzie na pozór szczęśliwe życie jako jedyna spadkobierczyni fortuny Skarbierskich. Zdradzona przez narzeczonego, stara się unikać miłości, ciągle żyjąc wspomnieniami nieudanego związku. Po nagłej śmierci dziadka wspierana przez współlokatorkę, a zarazem przyjaciółkę, Milenę Bielską, wraca w rodzinne strony, jednak na miejscu okazuje się, że nic nie jest już takie samo, jak kiedyś. Weronika nagle znajduje się w samym centrum dziwnych wydarzeń, które ukazują otaczających ją ludzi w zupełnie innym świetle. Być może śmierć dziadka nie była przypadkowa. Być może starszy pan skrywał pewien sekret, który zaważy na dalszym życiu dziewczyny. Być może nie każdemu przyjacielowi można ufać. Czy poznany przypadkiem syryjski uchodźca,Jusuf, okaże się cudownym wybawcą, który ocali Weronikę i sprawi, że jej serce otworzy się na miłość? A może to on stanie się jej najgorszym koszmarem?

Książka do kupienia na stronie Wydawnictwa Videograf SA jedynie za 24 zł!

Skusicie się?

niedziela, 26 kwietnia 2020

''Tańcząca w ogniu - część 2'' Magda Mila # PATRONAT MEDIALNY

Tańcząca w ogniu cz.2 
 Magda Mila
Wydawnictwo:Habanero
Cykl: Żywioły (tom 4)
Data premiery: 28 kwietnia 2020
Ocena: 10/10
Patronat medialny:
   Życie Ewy i Piotra wywraca się do góry nogami. Nowa rzeczywistość, której żadne nie planowało, zaczyna ich przytłaczać. Ograniczenia, problemy, ale i żądze oraz pragnienia, których nie mogą zaspokoić. Do tego bliscy snujący plany zagrażające ich bezpieczeństwu. Gdy na horyzoncie pojawia się tajemniczy mężczyzna, który próbuje się do nich zbliżyć, sytuacja jeszcze bardziej się komplikuje. Czy ulegną emocjom i pożądaniu? Postawią na szali wspólne życie i szczęście? A może uznają, że lepiej zapomnieć, kim się kiedyś było i poświęcić swoje potrzeby dla dobra rodziny? [opis wydawcy] 

   Magda Mila - Kolekcjonerka doznań. Z dystansem do świata i siebie, zwykle poza granicami i schematami. Kiedyś pisaniem zarabiała na życie, teraz, na ostrym zawodowym zakręcie, może to robić dla przyjemności. Erotycznie i pornograficznie, bo tak lubi. Zadebiutowała powieścią "Tonąca w błękicie" – erotyczną powieścią o szalonym seksie, przekraczaniu granic i potrzebie kochania, która jest pierwszym tomem zmysłowego i namiętnego cyklu "Żywioły". 27 lipca 2018 r. pojawiło się wznowienie pierwszego wydania książki,  7 sierpnia 2018 r. ukazała się kolejna część cyklu - "Tańcząca w ogniu", a 11 lutego 2020 r. na światło dzienne wyszedł trzeci tom: ''Błądząca we mgle''. W swoim dorobku literackim posiada jeszcze ''Wolf'', ''Cat'' - przesiąknięty erotyką świat dominacji i uległości cykl "Dzikie noce" oraz ''Uratowana'' ( jednotomowa historia).

   Uwielbiam twórczość Magdy Mili, ponieważ potrafi w znakomity sposób znaleźć równowagę między elementami obyczajowo-psychologicznymi a sferą seksualno-erotyczną. Dlatego każdą jej kolejną powieść pochłaniam niczym sucha gąbka wodę. Nie inaczej było i tym razem. Kiedy otrzymałam propozycję zrecenzowania "Tańczącej w ogniu - część 2" – czwarty tom zmysłowego cyklu "Żywioły", szczerze się ucieszyłam. Ciekawiło mnie bowiem, w jakim kierunku potoczyły się losy Ewy Linde - singielki, lubującej się w lubieżnych przygodach i jej szefa Piotra – wiecznego chłopca, nastawionego na niezobowiązujące imprezy. Oboje spotkali się w świecie uległości i dominacji, lecz życie nagle postanowiło spłatać im figla. Teraz, kiedy jestem już po lekturze, śmiało mogę napisać, że ani trochę się nie zawiodłam. Dostałam nawet więcej niż się spodziewałam. Po prostu rewelacja!

   Ostatnie miesiące były dla Ewy przełomowe. Niespodziewanie zaszła w ciążę, mimo iż ze względów medycznych teoretycznie nigdy nie miała szans na zostanie matką. Stało się jednak inaczej. Mogłoby się wydawać, że od teraz będzie przeszczęśliwa w roli opiekunki domowego ogniska. Nic bardziej mylnego. Piotr zdaje się być bardziej zachowawczy podczas seksu, jego koszmarna matka robi wszystko, by zniszczyć ich relacje, a mały Gucio często wyje w nocy jak opętany. Jak długo Ewa będzie w stanie to wytrzymać? A może pójdzie za głosem swojej dawnej, wyzwolonej natury?

   Uwielbiam powieści, które tętnią bogactwem emocji, a jednocześnie niosą ze sobą ważne przesłanie i  w pewnym stopniu prowokują czytelnika do różnych refleksji i przemyśleń. Taka jest właśnie niniejsza lektura. Nie tylko dostarcza wielu niezapomnianych wrażeń, ale przede wszystkim w subtelny i błyskotliwy sposób dotyka takich tematów, jak: blaski i cienie rodzicielstwa, zmiana priorytetów w związku, tłamszenie własnych pragnień, dominacja i uległość, balansowanie na granicy ryzyka oraz mierzenie się z konsekwencjami swoich decyzji. W rezultacie otrzymujemy kawał wyśmienitej pisarskiej roboty, która pokazuje, że życie nie zawsze jest łatwe, nie zawsze układa się tak, jakbyśmy chcieli oraz że nigdy niczego nie możemy być pewni. Ale pomimo tego warto zacisnąć zęby i zawalczyć o siebie i o swoje szczęście. Przygotujcie się na nie lada niespodzianki.

   Książka przemyca między wierszami ważną problematykę dotyczącą wyzbycia się indywidualności na rzecz ''wspólnego dobra'', w tym przypadku dziecka. Ewa dotychczas była silną, niezależną i zadowoloną z siebie babką, lecz po urodzeniu synka z trudem odnajduje się w nowej rzeczywistości.

''Przecież mam cudowne, zdrowe dziecko, pięknego i bogatego faceta, mieszkam we wspaniałej willi w Konstancinie i niczego poza zajmowaniem się dzieckiem nie muszę robić. Jestem w raju, nie? – Z trudem panuję nad łzami, które zbierają się w kącikach oczu.''

   Często towarzyszy jej złość, bezsilność, zniechęcenie, poczucie odrzucenia i tęsknota za dawną sobą. Jak wyrwać się z tej matni? Jak odnaleźć równowagę między strefą rodzinną, zawodową i własnym ''ja''.

''– Mnie to już nie bawi – mówię poważnym tonem. 
– To znaczy? 
– To znaczy, to znaczy… Zaciąłeś się? Piotr, do cholery! Co się z nami stało? – staram się nie podnosić głosu, ale z trudem hamuję irytację. – Od miesięcy wszystko się kręci wokół dziecka – najpierw ciąża, nie, nie powinniśmy, urodzisz i zobaczysz, jak poszalejemy – przedrzeźniam go. – Urodziłam, i co? Gówno – kończę cicho. Chce mi się płakać. 
– Chodzi ci o seks? 
Patrzę na niego. Naprawdę o to pyta? On? 
– O seks, o bliskość, o pożądanie! Gdzie my jesteśmy? Nigdzie, bo po prostu nas nie ma. Jest tylko Gucio i jego potrzeby.''

   Autorka mądrze uświadamia nam, że nie wolno zamykać w ciasnym pudełku z podpisem ''opieka rodzicielska''. Potrzebny jest zdrowy balans między codzienną rutyną a spontanicznością, by móc doświadczyć spełnienia i satysfakcji na każdym polu. W przeciwnym razie może dojść do poważnego kryzysu psychicznego. Nastawcie się na nieoczekiwane perturbacje w świecie Ewy i Piotra, które niejednemu z Was gwałtownie podniosą poziom adrenaliny.

   Napisanie dobrego wątku miłosnego wcale nie jest takie proste, a jednak autorce udało się stworzyć niesztampową odsłonę relacji damsko-męskich, zabarwioną odpowiednią dawką zazdrości, podskórnego napięcia, grozy, sensualności, śmiałego erotyzmu  i dezorientujących zagrywek. Ewa stara się jakoś funkcjonować w nowej strukturze, lecz w głębi duszy chciałaby znów poczuć poczuć się atrakcyjna, piękna, pożądana, ponownie wejść w tryb uległości i odbyć podróż do krainy rozkoszy i ekstatycznych doświadczeń. Nieoczekiwanie na jej drodze pojawia się tajemniczy Eryk Chojnacki, biznesmen, nurek jaskiniowy, malarz, który ewidentnie jest nią zainteresowany. Co z tego wyniknie? Czy dla podbudowania poczucia własnej wartości kobieta dopuści się zdrady?

''– Widziałem, jak patrzył na ciebie w klubie. Chciałby czegoś więcej. – Piotr przysuwa się bliżej i głaszcze dłonią moje biodro. – A ty? 
– Ja? – Udaję, że nie wiem, o co pyta. 
– Czy ty chciałabyś czegoś z nim? 
– Nie. Nie wiem. Nie sądzę. – Zaczynam się denerwować. I to nawet nie dlatego, że boję się być szczera w stosunku do Piotra. Ja po prostu nie potrafię rozgryźć samej siebie. Nie umiem zidentyfikować i nazwać emocji, które we mnie wywołuje ten facet.''

   Perwersji tu nie brakuje, ale nie obawiajcie się przekroczenia granicy dobrego smaku. Autorka umiejętnie otwiera nam drzwi do świata ludzkich żądz, w którym zaufanie i lojalność wobec drugiej osoby zostają poddane ciężkiej próbie, a wszystko to w klimacie pogłębiających się kłamstw i sekretów. Zapewniam, że będzie się działo. 

   Niewątpliwym atutem powieści są bohaterowie - niezwykle wyraziści, realistyczni, a przy tym silnie zróżnicowani pod względem charakterologicznym. Taka różnorodność wnosi do fabuły ciekawy koloryt i sprawia, że trudno domyśleć się, co dokładnie się stanie, jak ktoś się zachowa. Duży plus należy się także dla autorki za styl pisania. Nic nie jest tu przypadkowe, wszystko ma swoje miejsce, niczym puzzle ułożone w należytym porządku. Narracja jest wartka, język potoczysty, opisy plastyczne, a akcja toczy się w niesamowitym splocie intryg i nieprzewidywalnych zdarzeń. Ogólnie rzecz biorąc, nie mam się do czego przyczepić. To kawał znakomitej literatury z pogranicza soft porno, która zdecydowanie wyróżnia się na tle innych rodzimych tytułów tego typu. Oby tak dalej!

   Podsumowując: Magda Mila to mistrzyni niebanalnych erotyków, wyróżniających się czymś  więcej niż tylko przestrzenią cielesnych doznań i potrzeb.  "Tańcząca w ogniu - część 2" jest tego najlepszym przykładem. Ta książka porusza wyobraźnię do granic możliwości, wywołuje ciarki na całym ciele i sprawia, że człowiek całkiem inaczej patrzy na stałość, przewidywalność i poczucie bezpieczeństwa w związku. Jak dla mnie absolutna perełka w swoim gatunku!

Skusicie się?

sobota, 25 kwietnia 2020

Muzyczna sobota - Dobre, bo polskie 🎶

Moi Drodzy,

W kolejnej odsłonie cyklu: Muzyczna Sobota - Dobre, bo polskie, proponuję piosenkę zatytułowaną  ''Wznieś serce nad zło''  w wykonaniu Ryszarda Rynkowskiego.

Ryszard Rynkowski – polski piosenkarz, kompozytor, pianista, melorecytator i aktor. W latach 1978–1987 wokalista zespołu Vox, artysta solowy od 1987 roku. Odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski oraz Orderem Uśmiechu. 

Z żalu co przygniata cię, z czarnej nocy pełnej łez,
Nawet z beznadziei złej podniesiesz się.
Choćbyś już kamieniem był,
Choćbyś zwątpił albo pił,
Choćbyś całkiem był na dnie podniesiesz się.

Choćbyś wyparł się swych korzeni, bogów swych;
Spotkasz ludzi co, pokażą drogę ci.

Z głodu który zjada sny, z gęstych obojętnych dni,
Nawet z dna, co nie ma dna potrafisz wstać.
Choćbyś ogień w sobie zgniótł,
Choćbyś zabił w sobie bunt,
Jeśli iskrę wiary masz potrafisz wstać.

Wznieś serce nad zło,
Znajdź drogę przez mrok,
Wzleć ptakiem nad mgły,
W obłokach mieszka świt.
Wznieś serce nad zło!

Choćbyś wyparł się swych korzeni, bogów swych;
Spotkasz ludzi co, pokażą drogę ci.

Wznieś serce nad zło,
Znajdź drogę przez mrok,
Wzleć ptakiem nad mgły,
W obłokach mieszka świt.
Wznieś serce nad zło!
 

piątek, 24 kwietnia 2020

"Tańcząca w ogniu - część 2'' Magda Mila # FRAGMENT POWIEŚCI

Moi Drodzy,
Już 28 kwietnia odbędzie się premiera "Tańcząca w ogniu - część 2" Magdy Mili. Na zachętę mam dla Was fragment powieści.
   Staję przed wielkim lustrem w sypialni. Powoli, podziwiając się raz z jednej, raz z drugiej strony, zsuwam ręcznik, którym jestem owinięta. Patrzę z zachwytem na swoje nagie ciało – idealnie płaski, lekko umięśniony brzuch, nieduże, ale kształtne piersi, długie nogi. Przesuwam dłońmi po skórze i głośno wzdycham. Tak, jestem gotowa.
   – Kochanie! – słyszę zza drzwi.
   – Jeszcze kwadrans – odpowiadam i idę do łazienki. Szybki makijaż, ułożenie włosów. Potem szafa. Choć mam ochotę założyć dzisiaj najbardziej wyuzdaną sukienkę ze wszystkich, które posiadam, jednak sięgam po inną, dość grzeczną małą czarną – tą, którą miałam na sobie, gdy Piotr zobaczył mnie pierwszy raz w klubie.
   – Ciekawe, czy pamięta? – Uśmiecham się pod nosem.
   Potem wsuwam stopy w szpilki, łapię torebkę i szybkim krokiem wychodzę z pokoju.
   W samochodzie, gdy mkniemy przez ciemne już miasto, wciąż rozbrzmiewają mi w głowie słowa, które usłyszałam, gdy tylko pojawiłam się w holu: Piękna! Moja piękna!
Nareszcie! Tak długo na nie czekałam. I ten błysk absolutnego zachwytu w jego oczach. Biorę głęboki oddech i zerkam na Piotra.
   Ta noc będzie niezapomniana!
   Po niecałej godzinie zanurzamy się już w hedonistycznej atmosferze. Opieram się na jego ramieniu, gdy schodzimy wąskimi schodkami w dół, do jaskini rozkoszy. Przy barze sięgam po kieliszek wina i wtulam się w bok ukochanego mężczyzny. Jego dłoń błądzi po mojej talii, a ja drżę w oczekiwaniu – co zaplanował? Jak dzisiaj zechce dać nam spełnienie?
   – Na początek popatrzymy – mówi całując mnie w skroń.
   Ruszamy w stronę skąpo oświetlonego korytarza. Narasta we mnie napięcie, ale wiem, że to Piotr zdecyduje, kiedy i jak je uwolnię. Stajemy w drzwiach niedużego pomieszczenia. Na środku znajduje się słup, do którego przypięta jest naga kobieta. Widok cierpienia na jej twarzy wywołuje we mnie natychmiastowe drżenie. Piotr je wyczuwa.
   – Chciałabyś być na jej miejscu?
   Tylko głośno wzdycham. Patrzę, jak ubrany w białą koszulę i ciemne spodnie mężczyzna droczy się z nią. W jednym momencie przytula i głaszcze, by po chwili smagnąć pejczem bladą skórę.
   Przesuwamy się pod ścianę, w miejsce, skąd idealnie widzimy całą scenę. Kobieta wije się, przypięta za nadgarstki do metalowego kółka na szczycie słupa. Coraz głośniej jęczy, a moje wnętrze wibruje w rytm jej udręczonego głosu. Czuję dłonie Piotra na sobie. Podciąga dół sukienki, dotyka ud.
   Powietrze przecinają kolejne świsty pejcza. Palce mojego ukochanego coraz odważniej zmierzają do wilgotnego już wnętrza. Czuję na pośladkach, jak bardzo jest podniecony. Jeden ruch i nie mam majtek. Kolejny – wszyscy mogą podziwiać mój biust.
   – Chcesz być nią? Odpowiedz!
   – Tak – jęczę, bo dokładnie w tym momencie kobieta rozdzierająco krzyczy. Jej skóra jest pokryta różowymi śladami. Teraz oprawca znowu ją przytula i głaszcze. Potem rozgląda się. Zachęcająco kiwa głową w kierunku jednego ze zgromadzonych w pomieszczeniu mężczyzn.

Skusicie się?

czwartek, 23 kwietnia 2020

Wirtualne Targi Książki Szuflada 2020

W związku z zaistniałą sytuacją wszyscy wiemy, że Targów Książki w Warszawie nie będzie. Szuflada Jolanty Kosowskiej ma jednak rozwiązanie tego problemu. Postanowili zorganizować takie Targi w Szufladzie, a że dla nich nie ma rzeczy niemożliwych, a stadion stworzyli sobie sami, oficjalnie mówiąc: ZAPRASZAMY. Szuflada będzie gościć pisarzy reprezentujących różne gatunki literackie. Znanych i lubianych :) Postarają się zapewnić nam taką moc atrakcji, że nikt nie będzie narzekał na nudę. Mnóstwo niesamowitych osób i niespodzianki po to, by pokazać, że czytelnictwo łączy i jest dla każdego. To spotkanie to promocja polskiej literatury przez duże P.

Oto lista Gości :


Skusicie się?

wtorek, 21 kwietnia 2020

''Bezmiar cierpienia'' Adriana Rak # PATRONAT MEDIALNY

''Bezmiar cierpienia''
Adriana Rak 
Wydawnictwo: WasPos
data wydania: 21 kwietnia 2020 r.
Ocena: brak
Patronat medialny:
   Dwudziestojednoletnia Izabela właśnie zakończyła trudny związek, do czego skłoniła ją niewierność ukochanego. Dziewczyna jest załamana, ale z pomocą najbliższych staje na nogi i postanawia opuścić swój malowniczy Gdańsk, by wyjechać do Łeby, gdzie ma zacząć sezonową pracę.

   Adam to dwudziestoletni, niezwykle dojrzały, ale też pogubiony chłopak, który z powodu ciężkiej sytuacji życiowej musi podejmować się każdej pracy. Wyjazd do Łeby i opuszczenie swojego dwuletniego synka to dla niego konieczność. Chłopak żyje z dnia na dzień, bo doskonale zdaje sobie sprawę z tego, w jak beznadziejnej sytuacji się znalazł.

   Ta dwójka poharatanych przez los młodych ludzi poznaje się przypadkiem w restauracji, w której pracuje Adam. Już od pierwszych chwil nawiązują ze sobą niezwykłą więź, która przetrwa wiele przeciwności losu… Czy jednak przyjaźń wystarczy, by zapobiec temu, co podpowiadają myśli?

   Adriana Rak, urodzona 9 września 1993 roku. Absolwentka rygorystycznej szkoły katolickiej. Obecnie szczęśliwa matka i żona. Pasjonatka literatury. Od ponad trzech lat autorka bloga o książkach, którego znaleźć można pod nazwą Tajemnicze książki.Typ outsiderki, która zawsze słucha tylko i wyłącznie głosu własnego serca. Nienawidzi kłamstwa i fałszywości, w której potrafią funkcjonować inni ludzie. Zadebiutowała w 2018 roku powieścią pt: ''Uwikłani. Tom pierwszy''. Autorka książek: ''Marokańskie słońce'', a także współautorka antologii świątecznej ''Pod świątecznym niebem''.  Na swoim koncie posiada także: ''Uwikłani. Tom drugi'', ''I (nie) ślubuję Ci…'', ''Zagubieni'', ''Francuskie noce''  oraz bajkę dla dzieci pisana głównie z myślą o jej synku.

   Za każdym razem kiedy czytam historie oparte na faktach, czuję jakiś niewypowiedziany ciężar, który przygniata mnie od wewnątrz. Dlatego z reguły wolę czystą fikcję literacką, by nie przeżywać wszystkiego tak bardzo. Jeśli chodzi o twórczość Adriany Rak, to bardzo ją sobie cenię, ponieważ  wiarygodnie oddaje nasze realia i sytuacje, z którymi borykają się niektórzy ludzie, unikając jednocześnie ckliwości i popadania w banał. Dlatego z chęcią sięgnęłam po najnowszą, szóstą powieść autorki, licząc na miłą, lekką i przyjemną lekturę. I wszystko zapowiadało się doskonale, dopóki nie dotarłam do zakończenia, które rozwaliło mnie na łopatki, zostawiając w sercu niewymowną pustkę. Czegoś takiego się spodziewałam!

   Fabuła zaczyna się całkiem zwyczajnie. Poznajemy Izabelę - młodą dziewczynę, która załamana po zdradzie partnera wyjeżdża do Łeby, gdzie podejmuje pracę sezonową w sklepie spożywczym.

''Wyjazd do Łeby wydawał się idealnym pomysłem. Po pierwsze, niemalże całe dnie będę spędzać w pracy, dzięki czemu nie będę miała czasu na ciągłe rozmyślania i rozdrapywanie ran. Poza tym miałam już dwadzieścia jeden lat i chciałam wreszcie poczuć się niezależna, choćby w taki sposób. Nigdy wcześniej nie zarobiłam pieniędzy, więc sami rozumiecie – przyszedł czas, by dorosnąć i stać się niezależną, dojrzałą kobietą, która potrafi zadbać sama o siebie, na początek przez te krótkie dwa miesiące…''

   Przypadek, a może przeznaczenie stawia na jej drodze skromnego, sympatycznego Adama. Chłopak przyjechał do nadmorskiej miejscowości, aby dorobić sobie podczas wakacji. Bardzo naturalnie i szybko nawiązuje się między nimi więź, która wraz z upływem czasu przeradza się w serdeczną, piękną przyjaźń. Niestety, nie wszystko układa się tak, jak powinno. Okazuje się, że Adam zmaga się z pewnym problemem, który z dnia na dzień coraz bardziej wymyka się spod kontroli.

 ''Nigdy wcześniej nie pomyślałabym, że ten radosny, pełen energii chłopak, zdolny do podejmowania spontanicznych decyzji, posiada taką tajemnicę.''

   Czy Izabela pomoże Adamowi uporać się z wszelkimi trudnościami i przeciwnościami losu? A może sprawy przybiorą nieoczekiwany, katastrofalny w skutkach obrót?

   Biorąc do ręki powieść ''Bezmiar cierpienia'', nie wiedziałam, że to tak bardzo osobista książka autorki. Że znaczna większość wydarzeń opisanych w książce naprawdę miała miejsce. Że Adriana poznała niegdyś takiego ''Adama'', który w rzeczywistości miał na imię Arek. Spotkali się w Łebie w dniu, w którym odwiedziła jedną z restauracji, gdzie on akurat pracował. Już od pierwszych chwil nawiązali dobry kontakt, lecz ich relacja ostatecznie niespodziewanie została przerwana. Trudno jest pogodzić się z taką sytuacją i niejako "przejść nad nią do porządku dziennego". Dziwne poczucie winy tkwi zakorzenione w świadomości niczym zadra, która uwiera, jątrzy ranę i przeszkadza. Zabrzmiało enigmatycznie? Bo tak miało być. Wszystkiego dowiecie się z kart tej książki.

   Największym atutem powieści jest ciekawie przedstawiony wątek przyjaźni głównych bohaterów. Oboje są tak samo zagubieni i przytłoczeni własnym życiem, mimo to zawsze mogą na siebie liczyć. To dzięki Adamowi Izabela przeistacza się z niepewnej siebie i swojej wartości dziewczyny w odważną, nieustępliwą, odpowiedzialną i samodzielną kobietę, która potrafi cieszyć się chwilą i czerpać z życia garściami. Mogłoby się wydawać, że tak już będzie zawsze tak. Jednak los bywa okrutny... Przekonajcie się sami.

''Nigdy nie pomyślałabym, że przechodzi w swoim życiu takie piekło. Był wesołym i niezwykle dojrzałym jak na swój wiek facetem. Niestety, postanowił odejść, a ja… nigdy sobie tego nie wybaczę.''

   Bardzo spodobała mi się postać Adama. Był niesłychanie prawdziwy, wyrazisty i wiarygodny w tym, co robił. Po śmierci rodziców, których stracił w wieku siedmiu lat – zamieszkał z dziadkiem i razem próbowali jakoś wiązać koniec z końcem. Jednak mimo kłód rzucanych pod nogi nigdy nie tracił hartu ducha i nadziei na lepsze jutro. Do czasu... Niespodziewane informacje spadły na niego, jak grom z jasnego nieba - co popchnęło go do podjęcia radykalnej decyzji. Jakiej? Nie zdradzę nic więcej.

   Natomiast jeśli chodzi o kreację charakterologiczną Izabeli, pozostawia trochę do życzenia. Wprawdzie urzeka swoim ciepłem, dobrocią, empatią i delikatnością, ale z drugiej strony jest zwyczajnie nudna i pozbawiona jakiejkolwiek energii. Zabrakło mi przysłowiowego pazura w jej zachowaniu oraz bardziej burzliwego ukazania kryzysu w jej związku z marokańskim mężczyzną. Wszystko było zbyt łagodne i nijakie. To już znacznie więcej emocji budziła była dziewczyna Adama, która choć pojawiała się epizodycznie, to jednak nieźle szargała mi nerwy.

   Całość napisana jest prostym językiem, bez zbędnych literackich upiększeń i niepotrzebnego wodolejstwa. Opisy są krótkie i zwięzłe, lecz nie tracą plastyczności. Przeciwnie. Z łatwością można wyobrazić sobie daną scenę, stając się niejako ''uczestnikiem'' konkretnego wydarzenia. Tempo akcji jest miarowe, niezbyt szybkie, ale w żaden sposób nie nudzi. Niemniej zabrakło mi nuty dynamizmu, szerszego rozwinięcia niektórych wątków, czy głębszego nakreślenia pewnych spraw. Aczkolwiek nie jest łatwo skupić na poszczególnych detalach, kiedy przelewa się na ''papier'' cząstkę swojej duszy. Toteż, koniec końców, postanowiłam przymknąć oko na wszelkie niedociągnięcia.

   Podsumowując: "Bezmiar cierpienia" to przejmująca do szpiku kości opowieść o przyjaźni, dawaniu drugiej szansy, poszukiwaniu własnego szczęścia i mierzeniu się ze stratą. Z właściwą sobie subtelnością uczy nas doceniać zwykłą codzienność, czerpać radość z małych, drobnych rzeczy, a zarazem skłania do zastanowienia się nad kruchością ludzkiej egzystencji  oraz daje do zrozumienia, że świat nie kręci się tylko wokół naszej osoby. Czasem warto zapomnieć o własnych troskach i spojrzeć na cudze. Dzięki temu może unikniemy przykrych niespodzianek. Szczerze polecam i zachęcam do lektury.

niedziela, 19 kwietnia 2020

''Szczęście pod stopami'' Renata L. Górska # PATRONAT MEDIALNY

''Szczęście pod stopami'' 
Renata L Górska
Wydawnictwo: Replika
Data premiery: 21 kwietnia
Ocena: 10-/10
Patronat medialny:
    Nie pomogą żadne zaklęcia, jeśli szczęściu nie da się szansy.
Troje pod jednym dachem: nie matka, nie ojciec i nie ich córka. Czy taki układ ma szansę się sprawdzić?

   Monika opiekuje się dzieckiem swojej siostry i choć jednocześnie wciąż ma nadzieję na założenie własnej rodziny, wydaje się szczęśliwa i spełniona. Kiedy przewrotny los stawia na jej drodze mężczyznę, który burzy jej spokój – nie zamierza na to pozwolić i dać się ponieść emocjom. Zwłaszcza że od pierwszej chwili jest świadoma jego odmienności; przecież między innymi właśnie z tego powodu zdecydowała się wynająć mu pokój…

   Powieść z tajemnicą w tle, w której nic nie jest takie, jak się początkowo wydaje. [opis wydawcy]

   Renata L. Górska – polska autorka literatury obyczajowej, znana z takich powieści jak „Cztery pory lata”, „Za plecami anioła”, „Przyciąganie niebieskie” czy „Błędne siostry”. Publikuje też felietony i opowiadania. Lubi zabawę słowem, dzieci i koty. Jej dewizą jest „wszystko móc, nic nie musieć”.

       Żyjemy w czasach, kiedy dobra literatura nie obroni się sama. Zasada jest prosta: im lepsza reklama, tym owocniejsze są efekty. W rezultacie wiele pozytywnie odbieranych przez czytelników powieści ginie w gąszczu innych, przeciętnych tytułów. Podobne wrażenie odnoszę w przypadku twórczości Renaty L. Górskiej, która moim zdaniem jest zbyt mało promowana. Bardzo nad tym ubolewam, ponieważ to pisarka o wielkim talencie i niezwykłym zmyśle obserwacji. Wszystkie jej książki mają w sobie ''to coś'', co sprawia, że nie sposób o nich zapomnieć. Nie inaczej jest w przypadku ''Szczęścia pod stopami''. Po raz kolejny jestem oczarowana. Majstersztyk w każdym calu.

   Fabuła początkowo wydaje się mało odkrywcza, lecz im głębiej w nią wnikamy, tym bardziej zaskakuje swoją złożonością. Poznajemy Monikę - młodą dziewczynę, która wspólnie z ciocią Elżbietą wychowuje Marusię – córkę swojej siostry. Niestety, choroba i śmierć ukochanej krewniaczki powodują, że Monika nieoczekiwanie staje się jedynym opiekunem dziecka i wyłącznie na nią spada spłata kredytu hipotecznego.

>>Po raz pierwszy w życiu poczułam się jak prawdziwa sierota. Straciłam najbliższą osobę, zawsze mi przyjazną. Świat bez niej zubożał i stał się smutny. Ogromnie mi jej brakowało, ale załamanie nie wchodziło w rachubę. Musiałam pracować i spłacać kredyt, jeżeli nie chciałam zostać bez dachu nad głową. Na dodatek było jeszcze dziecko.<<

   Szukając wyjścia z impasu, postanawia przyjąć pod swój dach lokatora. Po przeanalizowaniu wszelkich plusów i minusów, i wziąwszy pod uwagę dobro dziecka – decyduje się na Jana Ondrasza –  geja, na co dzień pracującego jako operator telewizyjny. Jak ułoży się ich koegzystencja?  Czy aby za bardzo nie ryzykuje? A co, jeśli trafiła na kłamcę i szwindlarza? 

    Dostałam w swoje ręce niesamowicie piękną i wzruszającą historię o niezrozumieniu, odrzuceniu, próbie zdefiniowania własnej tożsamości, tęsknocie za rodzinnym ciepłem, walce o bezpieczeństwo i stabilizację, pragnieniu miłości i bliskości, a także o trudach i radościach życia. Z właściwą sobie subtelnością pokazuje, że wszystko, co się dzieje wokół nas, ma jakiś cel, jakieś przesłanie, a ludzie, których spotykamy na naszej drodze nie są przypadkowi. Każdy daje nam jakąś lekcję, czymś nas ubogaca i coś uświadamia. Dlatego... ''warto ustąpić, zgodzić się na niezrozumiałe. Jeżeli będzie nam dane, to życie odpowie, czemu miało to służyć. Dopisze ciąg dalszy.''

   Bez wątpienia największym atutem powieści są barwne i mocno zindywidualizowane sylwetki bohaterów. Jak każdy z nas mają swoje słabości, wady, zalety i pragnienia, a ich wybory i decyzje nie są w żaden sposób przekoloryzowane. Wśród nich prym wiedzie Monika, którą od najmłodszych lat wszyscy wokół traktowali, jak uciążliwy balast, jak powietrze. Jej ojciec zginął tragicznie w wypadku, a matka porzuciła ją i jej siostrę i uciekła za granicę. 

>>Nie zdołałam polubić tej kobiety, mojej biologicznej matki, jak zwałam ją w najlepszym razie. Pomimo nieczułości dziadków, byli mi bliżsi od niej, zwłaszcza babcia. Dla tych pracowitych ludzi liczyły się dobrze wykonane obowiązki, czytelne zasady. Wzruszenia były im obce, więc nie rozczulali się nad losem dzieci zmarłego syna, ale zajęli się nami praktycznie.<<

    Na szczęście przez te wszystkie lata nad Moniką czuwał anioł w osobie cioci Elżbiety, siostry babci Eugenii. To ona przyjęła ją pod swoje opiekuńcze skrzydła, dając ciepło domowego ogniska, a przede wszystkim poczucie bezpieczeństwa. Nie ukrywam, że bardzo polubiłam tę dziewczynę i ogromnie współczułam jej tego, co przeżyła w dzieciństwie. Natomiast jej siostra (Patrycja) od samego początku irytowała mnie swoim egoizmem, arogancją i bezczelnością. Tak samo, jak jej matka - zostawiła małą córeczkę, skupiając się na własnych potrzebach. 

>>Historia rodzinna przedziwnie zatoczyła krąg, gdy moja siostra poszła w ślady naszej matki. Chociaż z urody nie przypominała Hanki, to najwyraźniej przejęła inne jej geny. Patrycję również pociągał wielki świat, przez jakiś czas mieszkała w Anglii, by następnie przenieść się do Szkocji. Zaszła tam w niechcianą ciążę, a gdy się zorientowała, na aborcję było za późno.<<

   Nie mogłam również znieść pozostałych członków rodziny Wicherków (dziadków, wujostwo, kuzynów). Aż dziw bierze, jak można być aż tak podłym i wyrachowanym. Jak można karmić się nienawiścią do innych, gardzić wszystkimi, poza wąskim kręgiem własnych krewnych. Z całą pewnością nie chciałabym spotkać na swojej drodze takich wampirów energetycznych.

>>Powiada się, że w każdym człowieku tli się cząstka dobra. Kiedy autorzy powieści kreują nazbyt negatywne postaci, spotykają się za to z krytyką. Zarzuca się im przerysowanie lub deformację rzeczywistości. W realnym życiu podobno nikt nie jest całkiem dobry lub tylko zły. Może i racja, jednak gdy proporcje są poważnie zachwiane, niezwykle trudno doszukać się pozytywów.<<

   Na uwagę zasługują także ekscentryczne przyjaciółki Moniki: Julita i Roma. Pierwsza z nich ma bzika na punkcie ezoteryki i pragmatycznie podchodzi do wymiarów materialnych. A druga jest aktywną obrończynią zwierząt, ekolożką oraz orędowniczką feminizmu. Ale chociaż mają swój własny świat, to jednak mogą liczyć na siebie nawzajem. 

   Na koniec zostawiłam największą zagadkę, czy lokatora Moniki. Z jednej strony potrafi wyprowadzić z równowagi swoim sarkazmem i uszczypliwością, a z drugiej strony ujmuje wrażliwością na potrzeby innych, intelektem i zaradnością.

>>Człowiek, który wkroczył do mojego mieszkania, za nic w świecie nie kojarzył mi się z gejem. Miał blisko metr dziewięćdziesiąt wzrostu, barczyste ramiona i mocny zarys podbródka. Niedobór testosteronu nie wchodził tutaj w rachubę, w tym osobniku nie było nic zniewieściałego. Powiedziałabym nawet, kwintesencja męskości!<<

   Jednak najbardziej niepokojące jest to, że wyjątkowo mocno broni swojej prywatności, ujawniając jedynie mało istotne detale. Na dodatek, wraz z jego pojawieniem się wokół Moniki zaczynają dziać się dziwne rzeczy. O co w tym wszystkim chodzi? Sprawdźcie koniecznie!

  Docenić należy również niewątpliwie oryginalny i niestandardowy wątek miłosny. Po szeregu porażek randkowych Monika postanowiła skupić się jedyne na pracy i opiece nad Marusią. Kiedy jednak w jej domu pojawia się Ondra, ostrożna i trzeźwo myśląca dziewczyna zakochuje się w nim.

>>Spotkałam się ze spojrzeniem Ondry, spoważniał. Przeszyło mnie znowu osobliwe uczucie, którego nie umiałam porównać z niczym mi znanym. Jakbym otarła się o drzewo z zakazanym owocem, kuszona i jednocześnie odpychana. Byłam skołowana i zażenowana, zarówno tym, co działo się ze mną, jak tym, co widziałam w jego w oczach.<<

   Rozdarta pomiędzy wewnętrznym kodeksem moralnym, a podszeptem serca – nie wie, jak wydostać się z tego uczuciowego potrzasku. Czy istnieje jakiś cień szansy, że homoseksualny podnajemca odwzajemni jej zainteresowanie? Wygląda to niedorzecznie, a jednak autorce udało się uniknąć uproszczeń i banałów. Pod mozaiką pozornie niedopasowanych do siebie elementów dostajemy niezwykle czytelny obraz rodzącej się więzi przyjaźni, jak i miłości – stanowiący najlepszy przykład tego, że niekiedy warto zdać się na swój wewnętrzny radar i podążać za jego głosem. Przygotujcie się na nie lada niespodzianki. 

   Książka podejmuje wiele ważnych tematów, jak np. samotność, potrzeba bliskości z drugim człowiekiem, rodzinne sekrety latami zamiatane pod dywan, bezwzględna manipulacja, szantaż emocjonalny, przerzucanie odpowiedzialności na innych, zdrada, feederyzm, homofobia, pedofilia, wychodzenie ze swojej strefy komfortu oraz walka nie tylko o cudze dobro, ale i o własne szczęście. Tym samym uświadamia nam, że najważniejsze jest życie w zgodzie ze sobą, a nie pod czyjeś dyktando. Dlatego czasem warto wybrać mniejsze zło czy też poświęcić kogoś w imię większej sprawy.

    Całość napisana jest prostym językiem, a zarazem wyjątkowo plastycznym, bogatym i różnorodnym. Akcja płynie jednostajnie, bez żadnych dynamicznych twistów, według ściśle ustalonego harmonogramu. Mimo to nie nuży ani przez chwilę. Mamy tu bowiem dużo tajemnic, kłamstw, niejasności, podskórnego napięcia, a także sceny stwarzających okazję do refleksji oraz kilka zaskakujących momentów, które wbijają w fotel.  Prawdziwą wisienką na torcie jest jednak punkt kulminacyjny, w którym na jaw wychodzą pewne wstrząsające fakty. Czegoś takiego się nie spodziewałam. Jestem pozytywnie zszokowana i usatysfakcjonowana tak nieoczywistym rozwojem wydarzeń. Krótko mówiąc – autorka wykonała kawał dobrej roboty.

   Podsumowując: To kolejna piękna, poruszająca i wartościowa powieść w dorobku twórczym Renaty L. Górskiej. Zachwyca swoją realnością, otula emocjami, a przede wszystkim błyskotliwie udowadnia, że zawsze warto marzyć, oczekiwać zmian na lepsze i wierzyć w miłość. Nigdy bowiem nie wiadomo, kiedy i gdzie los obdarzy nas tym, co najlepsze. Bezapelacyjnie doskonały materiał na produkcję filmową. Nora Roberts ma godną siebie kontynuatorkę Szczerze polecam! 

Skusicie się?

sobota, 18 kwietnia 2020

Muzyczna sobota - Dobre, bo polskie 🎶

Moi Drodzy,

W kolejnej odsłonie cyklu: Muzyczna Sobota - Dobre, bo polskie, proponuję piosenkę zatytułowaną „Nie bój się chcieć" (piosenka z filmu „Zwierzogród") w wykonaniu Pauliny Przybysz.

Paulina Anna Przybysz znana również jako Lil'Sista i Pinnawela – polska piosenkarka i autorka tekstów. Członkini Akademii Fonograficznej ZPAV. Paulina Przybysz znana jest przede wszystkim z występów w zespole Sistars, w którym śpiewała wraz z siostrą Natalią w latach 2001–2006, 2011 i 2012–2013.

Oooo ouł! Oooo ouł! /x2

Niech mówią co chcą,
Ja jestem wierna snom.
I sama dobrze wiem,
Gdzie jak i co.
Nauczył mnie czas,
Upada się żeby wstać.
Bo ważne tylko są przyszłe dni.

Uciekam stąd,
W nudy mgle nie chcę żyć!
Czy do stracenia coś mam?
Chyba nic!

Nie poddam się, mnie nie złamie nic!
Każda z trudnych chwil tylko doda sił!
Marzenia są w nas, nie trzeba nic tylko chcieć!
Kto się nie boi ten już górą jest!

Nie poddam się, mnie nie złamie nic!
Chcę przed siebie biec, właśnie tak ma być!
Marzenia są w nas, nie trzeba nic tylko chcieć!
Kto się nie boi ten już górą jest!

Oooo ouł! Nie bój się chcieć! /x3

Oooo ouł!

Choć nie ma lekko, nie przejmuj się!
Raz zrobisz błąd, drugi raz już nie!
Więc nie bój się!

Oooo ouł! Nie bój się chcieć! /x4

piątek, 17 kwietnia 2020

Wywiad z Małgorzatą Starostą

Ew
Skąd pomysł na bohaterów? Czy tą różnorodność zapożyczyła Pani ze swojego otoczenia?

MS: Od zawsze powtarzam, że życie pisze najlepsze scenariusze i warto z niego czerpać inspirację. Co prawda żaden z bohaterów „Pruskich bab” nie jest odwzorowaniem prawdziwych osób, niemniej w każdej z postaci znaleźć można cechy ludzi, których poznałam lub zachowań, jakie zaobserwowałam. Różnorodność bohaterów to także pewien wymóg gatunku, w ten sposób można budować wielowątkową fabułę i przedstawiać różne perspektywy. 

Dlaczego za debiut wybrała Pani książkę z gatunku komedii kryminalnej? Dlaczego nie, na przykład, romans albo fantastyka?

MS: Odpowiedź na to pytanie jest bardzo oczywista - nie jestem wielbicielem ani romansów ani fantastyki, w zasadzie w ogóle, poza kilkoma wyjątkami, nie czytuję tego typu literatury. Jestem fanką, a nawet psychofanką, kryminałów a te napisane z przymrużeniem oka ukształtowały mój gust literacki, kiedy jako trzynastolatka po raz pierwszy zetknęłam się z twórczością Joanny Chmielewskiej. „Pruskie baby” wcale nie miały być komedią kryminalną, ale po postawieniu ostatniej kropki okazało się, że samo wyszło 😊. 

Ania G
Nawiązując do tytułu...a jakby Pani określiła by swoją osobę? Co chciałaby Pani przekazać nam za pomocą książki? 

MS: Nie jestem pewna, czy tytuł w jakikolwiek sposób obrazuje mnie. Żeby zrozumieć znaczenie tytułu „Pruskie baby” trzeba przeczytać książkę, a przynajmniej trzy czwarte książki 😉. Jest to opowieść o rodzinie rozumianej jako ludzie mocno ze sobą zżyci, dbający o siebie nawzajem, kochający się i stawiający wspólnie czoła różnym problemom. Myślę, że pokazanie tej więzi, jej niezwykłej siły i wartości, jakie wnosi do życia poszczególnych jej członków, było moim głównym zamiarem. Pod tym względem czuję się rzeczywiście Pruską babą, bo na własnej rodzinie oparłam drzewo genealogiczne głównej bohaterki a własną babcię zrobiłam pierwowzorem nestorki rodu. 

Karolina
Czy zgadza się Pani z powiedzeniem, że "z rodziną wychodzi się najlepiej na zdjęciu". W jaki sposób to stwierdzenie ma - a może i nie ma - odniesienie w Pani powieści?

MS: Moja rodzina była tak wielka, że na żadnym zdjęciu by się nie zmieściła 😊. A mówiąc nieco poważniej – w każdym tego typu powiedzeniu znajduje się całkiem sporych rozmiarów ziarno prawdy. Rodzina przedstawiona w powieści to indywidua, które potrafią przyprawić o ból głowy, z drugiej zaś strony każdy z bohaterów doskonale wie, że dzięki rodzinie poradzi sobie w każdej sytuacji. Nawet tak trudnej jak niespodziewane morderstwo jednego z jej członków. Myślę, że główna bohaterka powieści, Edyta, zdecydowanie zgodziłaby się z tym powiedzeniem, ale za żadne skarby nie zamieniłaby swojej rodziny na żadną inną. 

Czy utożsamia się Pani z jakimś bohaterem/bohaterką z powieści? Jeśli tak, poprzez jakie cechy?

MS: Żaden z bohaterów „Pruskich bab” nie jest moim autoportretem, ale zdecydowanie najwięcej łączy mnie z Edytą. Obdarowałam ją swoim wykształceniem, swoim dzieciństwem a nawet babcią. W kolejnych częściach dołożę jej jeszcze moje prywatne przyjaciółki, ale na tym w zasadzie podobieństwa między nami się kończą. Charaktery mamy bardzo odmienne, choć obie bywamy niecierpliwe i czasami zadajemy głupie pytania. A, prawda! Jeszcze jedną mamy cechę wspólną: żadna z nas nie lubi prowadzić samochodu 😊

Ewa Całuch - NAGRODA
Jest mnóstwo tytułów na rynku wydawniczym, gdyby Pani mogła w kilku słowach lub zdaniach zareklamować swoją książkę czytelnikom, dlaczego mają po nią sięgnąć?

MS: Po pierwsze, co ostatnio ustaliły książkowe recenzentki, nie ma na polskim rynku zbyt wielu powieści, których akcja osadzona została w czasie Wielkanocy. Po drugie: „Pruskie baby” wykraczają poza ramy gatunkowe komedii kryminalnej, eksplorując wątki rodowe i romansowe. Po trzecie: nikomu dotychczas nie udało się zgadnąć, kto jest mordercą! 😊

W czym odnajduje Pani szczęście? 

MS: W rzeczach najzwyklejszych – w szczerbatym uśmiechu mojej córki, niebieskich oczach syna, kubku mocnej kawy, w przyjemnym seansie filmowym, w leniwym wieczorze z mężem. Poza tym, jak każda osoba ambitna, czuję się szczęśliwa i spełniona, kiedy uda mi się zrealizować jakiś cel. Niestety to szczęście krótkotrwałe, bo niemal natychmiast pojawia się następny króliczek, którego trzeba gonić. 

Unknown
Dlaczego akurat baby pruskie są bohaterkami skoro bab jest tak duża różnorodność? Czy wiąże się to z Pani pochodzeniem sentymentem do Warmii i jej historii, bo jak sadzę w książce będzie do owej nawiązanie?

MS: Na pytanie dlaczego baby są pruskie niestety nie mogę odpowiedzieć, bo musiałabym zdradzić jedną z najzabawniejszych i moją ulubioną scenę z powieści. 

Rzeczywiście jednak fakt, że bohaterowie książki są mieszkańcami Augustowa, wyraźnie wpłynął na wybór tytułu. Ziemia Augustowska to rejon, który darzę ogromnym sentymentem i z tego powodu postanowiłam umiejscowić akcję na Podlasiu, choć z moim pochodzeniem nie ma nic wspólnego. Ja jestem wrocławianką z urodzenia i wyboru.

Jola Jola
Czy myślała kiedyś Pani o odpowiedzialności autora, która wiąże się z decyzjami podjętymi na podstawie przeczytanej książki? Mam na myśli sytuację, kiedy czytelnik postanawia diametralnie zmienić swoje życie po lekturze. Chce, podobnie jak bohater lektury, zacząć wszystko od nowa i kierowany impulsem podejmuje decyzje, które nie zawsze są korzystne w jego sytuacji.

MS: Mówiąc szczerze, nie potrafię sobie wyobrazić sytuacji, w której czytelnik gubi poczucie fikcji literackiej i przenosi do własnego życia zdarzenia przez kogoś wymyślone. Jeśli tak jest, to raczej mnie to przeraża. Nie sądzę też, żeby którykolwiek autor beletrystyki w ogóle brał pod uwagę, że jego historie będą wpływać na decyzje czytelników. Literatura popularna ma za zadanie bawić i to mamy na celu, tworząc swoje książki. Mogę natomiast z całą stanowczością stwierdzić, że bardzo często bywa wręcz odwrotnie: staram się, żeby wybory bohaterów, ich działania i zachowania były maksymalnie wiarygodne - może zatem się zdarzyć, że któraś z postaci zachowała się jak ktoś z mojego życia albo powiedziała zdanie, które faktycznie padło z czyichś ust. 

Pisze Pani też dla dzieci. Jakie są Pani ulubione bajki, książeczki z czasów dzieciństwa?

MS: Uwielbiam literaturę dziecięcą i cały czas śledzę nowości wydawnicze. Oczywiście kupuję te tony książek dla moich dzieci, bez dwóch zdań! 😊

W dzieciństwie czytałam bardzo dużo, nauczyłam się czytać na wierszowanych bajeczkach Tuwima i Brzechwy, później przyszła kolej na Astrid Lindgren  - przede wszystkim wzruszających „Braci Lwie Serce”, których ilustrowane wydanie z autografem Ilon Wickland do dziś zajmuje szczególne miejsce w mojej biblioteczce. Lubiłam baśnie, zwłaszcza klasyczne – Andersena i Braci Grimm, z wiekiem zaczęłam sięgać po przygodowe powieści Zbigniewa Nienackiego, Adama Bahdaja, Edmunda Niziurskiego. Czytałam też mnóstwo komiksów, począwszy od „Tytusa, Romka i Atomka” przez „Podróż Smokiem Dilodokiem” aż po całą serię „Kajko i Kokosz”. Następnie przyszła kolej na Małgorzatę Musierowicz, Krystynę Siesicką a wreszcie na Joannę Chmielewską (seria o Okrętce i Teresce) i przepadłam na zawsze. 

Karolina Ludmiła Mazur
Uwielbiam komedie kryminalne:) Czy myślała Pani o napisaniu sagi rodzinnej? Uwielbiam czytać wielopokoleniowe powieści:) może ma Pani w planach kontynuację losów bohaterów powyższej książki?

MS: Ja także uwielbiam! 😊 „Pruskie baby” to pierwsza część zaplanowanego tryptyku, który łączyć będzie postać głównej bohaterki, jej rodziny i oczywiście przedziwnych kryminalnych przypadków. Mam w planach także kolejną serię, której główna bohaterka będzie jeszcze bardziej zwichrowana niż Edyta i z pewnością będzie z czego się pośmiać. 

Monika D
Witam serdecznie Panią. Jeszcze nie miałam możliwości poznać Pani twórczości, myślę że w najbliższym czasie się zapoznam. Mam pytanie Skąd bierze Pani pomysły na książki? No i kto wymyśla tytuły?

MS: Gorąco zachęcam do przeczytania „Pruskich bab” i koniecznie do podzielenia się opinią. Bardzo jej jestem ciekawa!

Pomysły na książki przychodzą do mnie w postaci scen, zwykle wyobrażam sobie dialog jakichś postaci, siadam wtedy z nimi, piję kawę lub herbatę – w zależności od ich upodobań –  i słucham. Bywa też tak, że nagle przychodzi mi do głowy osoba, widzę ją wyraźnie, jakby stała obok i zaczynam się jej przyglądać, odkrywać jej charakter. A dzieje się to w przeróżnych sytuacjach, na przykład pomysł na drugą część przygód Pruskich przyszedł mi do głowy w drodze do Wodospadu Kamieńczyka w Szklarskiej Porębie, gdzie wybrałam się latem ubiegłego roku z przyjaciółkami. Stanęłyśmy wówczas na środku szlaku, włączyłyśmy dyktafon i tak powstała główna intryga. Tytuły wymyślam oczywiście sama, najtrudniej było z „Pruskimi babami”, bo przez trzy czwarte książki nie miałam absolutnie pomysłu, jak tę książkę zatytułować. Olśniło mnie nagle w środku dnia, kiedy akurat byłam czymś zajęta. 

Agnieszka Mycoffeetime
Czy są książki, do których Pani wraca? Jeżeli tak, to jakie i dlaczego?

MS: Jest mnóstwo książek, które czytałam wiele razy, szczególnie często wracam do twórczości Agathy Christie i Joanny Chmielewskiej – myślę, że nigdy mi się nie znudzą. Chętnie odświeżam sobie także mroczne kryminały retro autorstwa Marka Krajewskiego, kilka razy czytałam też cykl o Wiedźminie Andrzeja Sapkowskiego, którego fantastyka wyjątkowo mnie pociąga. Mam kilku ulubionych autorów, najczęściej są to twórcy kryminałów, których szczególnie cenię za walory literackie ich twórczości. Przywiązuję się do bohaterów, niekiedy nawet przejmuję ich maniery i spotkania z nimi traktuję jak odświeżenie znajomości. 

Komedia kryminalna to wyzwanie - balans na linie między nieprzesadzoną obyczajówką a... pełnokrwistym kryminałem. Dlaczego akurat ten gatunek?

MS: Rozpoczynając prace nad „Pruskimi babami”, w ogóle nie zamierzałam napisać komedii. A nawet kryminału. Miała to być opowieść o rodzinie z tajemnicą wyzierającą z dna szafy i zupełnie przypadkiem pojawił się trup. Skoro pojawił się trup, trzeba było znaleźć mordercę a przede wszystkim odgadnąć ten przeklęty motyw. Historia potoczyła się sama a ja tylko zapisywałam to, co ci moi nieszczęśni bohaterowie wyczyniali. W rezultacie okazało się, że te ich próby odnalezienia złoczyńców były naprawdę komiczne. 
Wychodzi na to, że ja chyba nie potrafię epatować makabrą i rozwlekać krwawych flaków, o wiele łatwiej przychodzi mi puszczanie oka do czytelników. 
Unknown
Co czujesz po skończeniu książki, bardziej się cieszysz po skończeniu pisania czy po wydaniu?

MS: Po skończeniu książki przez kilka sekund czuję zalewającą mnie falę radości. Zaraz potem przychodzi poczucie strasznej pustki, ogromnej tęsknoty – w końcu te niezliczone godziny z moimi bohaterami pozwoliły mi się z nimi zaprzyjaźnić. Dlatego niemal natychmiast zaczynam pisać coś nowego. Oczywiście należy też pamiętać, że między ostatnią kropką a ujrzeniem wydanej książki jest jeszcze cały ocean ciężkiej i nużącej chwilami pracy. 

Po wydaniu „Pruskich bab”, w chwili, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam te kilkaset tysięcy znaków zebranych w różowe cudeńko, poczułam euforię, jakbym właśnie została prezydentem wszechświata. To niesamowite uczucie, kiedy spełnia się najważniejsze i najbardziej pielęgnowane marzenie. Ale i ta euforia wkrótce ustępuje miejsca obawie o to, jak książka zostanie przyjęta, czy trafi w gust czytelników, czy aby na pewno jest wystarczająco dobra. Życie pisarza to emocjonalny rollercoaster 😊.

martucha180
Czym dla Pani jest SŁOWO?

MS: Narzędziem. Bardzo potężnym, ale jednak narzędziem. 

Dla mnie, mieszkanki dawnych Prus Wschodnich baby pruskie kojarzą się przede wszystkim z kamiennymi posągami. Jedną taką babę znaleziono u mnie koło zamku krzyżackiego, teraz stoi na dziedzińcu zamku w Olsztynie. Ile "pruskości" mają w sobie powieściowe baby, czy coś je łączy z pruskimi posągami?

MS: Żeby w pełni odpowiedzieć na to pytanie, muszę odesłać Panią do lektury powieści. Tytuł książki jest bardzo mocno wpisany w fabułę, bohaterów a także region, z którego pochodzą. Możemy wrócić do tego pytania, jak tylko przeczyta Pani powieść 😊.

Sylwia*książka na prezent*
Jak pracuje Pani nad książką, czy pisze Pani codziennie, czy to jakiś rytuał, czy może raczej z doskoku ? Czy istnieje u Pani coś takiego jak "wena", lub jej brak?

MS: Odpowiem od końca: wenę postrzegam jako nagły przypływ energii twórczej, nie mistyczne objawienie tylko zapał, który sprawia, że przybywa mi sił i ochoty do działania. Niestety zdarza się to stanowczo za rzadko, najczęściej pisanie to rzemieślnicza robota polegająca na tłuczeniu w klawisze. W przypływie owej weny najczęściej chwytam ołówek i brulion i piszę ciurkiem przez kilkadziesiąt minut. Staram się pisać codziennie, niestety ostatnie tygodnie postawiły moje życie na głowie, runęły wszystkie wypracowane schematy i ciężko jest mi się zorganizować. Uprawiam klasyczną prokrastynację, co przyznaję ze wstydem. Napisanie powieści to żmudne odsiedzenie kilkuset godzin przy komputerze a im bardziej regularnie się je odsiaduje, tym lepiej pisanie wychodzi. 

Anonimowy
Dlaczego wybrała pani Podlasie Augustów, żeby tam toczyła się akcja Pani książki i czy jest ona napisana na faktach?

MS: Augustów to miejsce, z którym wiążę cudowne wspomnienia z czasu praktyk, jakie odbyłam w trakcie studiów etnologicznych.  Zakochałam się w tym miejscu, zakochałam się w ludziach, których poznałam i którzy otworzyli przede mną swoje domy. Już wtedy, a było to naprawdę dawno temu, postanowiłam, że uwiecznię Ziemię Augustowską w którymś swoim utworze. 

„Pruskie baby” to powieść całkowicie wymyślona, choć miejsca akcji – Wrocław i Augustów – opisuję zgodnie z rzeczywistością. Wszystko poza tym jest wytworem wyłącznie mojej wyobraźni, choć niektóre dialogi czy sceny zaczerpnęłam z życia swojego i swoich znajomych, odpowiednio je literacko modyfikując. 

ALEKSANDRA MICZEK
U nas, na Kociewiu, "pruskimi babami" nazywa się twarde i niezłomne kobiety. Ile takiej właśnie kobiety drzemie w Pani samej?

MS: Myślę, że sporo. Wychowywano mnie na samodzielną i samowystarczalną osobę, od wczesnego dzieciństwa uczyłam się radzenia sobie z różnymi sytuacjami, dosyć szybko rodzice powierzali mi wiele obowiązków. Od zawsze byłam też bardzo ambitna i dużo od siebie wymagałam, co sprawiło, że postrzegano mnie jako niezłomnego prymusa. Z czasem zbudowałam sobie fasadę twardej babki, pod którą kryje się bardzo nieśmiała i introwertyczna dziewczyna.  

Autorzy, podobnie zresztą jak czytelnicy, mają swoje ulubione tematy, których nie boją się poruszać. O czym i z jakiego powodu nie chciałaby Pani napisać książki?

MS: Na pewno nigdy nie napiszę horroru, bo ze mnie jest straszny tchórz! Nie lubię też makabry, wulgarności, więc na brutalny thriller także nie ma co liczyć. Z pewnością też nie potrafiłabym opisać krzywdy dziecka – wzięłam się ostatnio za czytanie drugiej części słynnego „Mindhuntera” i musiałam odłożyć tę książkę po kilku stronach, bo brzuch mnie ze stresu rozbolał. Nie porwałabym się także do napisania książki historycznej, bo nie czuję się w żaden sposób kompetentna. 

Cyrysia
Jakie jest pani życiowe motto?

MS: Nie mam motta, ale trzymam się zasady, że „niewykorzystane okazje lubią się mścić”, więc nie warto się wahać, kiedy okazja się nadarza. Kilka razy boleśnie przekonałam się, że zastanawianie się nad tym, „co by było gdybym jednak to zrobiła/tam poszła/to wybrała” zemściło się na mnie okrutnie. Dlatego nie warto. 

Kto jest dla pani autorytetem i wzorem do naśladowania?

MS: Wiele osób i każda z innego powodu; gdybym jednak miała wskazać konkretną osobę, byłaby to moja babcia. Podziwiałam ją całe życie i chyba nigdy nie przestanę. To była twarda babka, bardzo mądra, zaradna, zabawna i pełna wigoru. Jak nikt nadaje się na bohaterkę literacką, drugiego takiego oryginału ze świecą szukać. 
          
Których polskich autorów najbardziej pani ceni i dlaczego?

MS: Oczywiście Joannę Chmielewską, za jej niezwykły talent do bawienia słowem i za płodność, której bardzo zazdroszczę. Wspomnianego już wcześniej Marka Krajewskiego, mojego krajana,  za wyjątkowy styl, który wysoko zawiesił poprzeczkę wszystkim autorom kryminałów retro i nie tylko retro. Katarzynę Bondę, za opowiadanie historii, od których ciężko się oderwać. Martę Kisiel za wspaniałe poczucie humoru i świadome zabawy językiem. Szczególnie lubię jej cykle „Dożywocie” i „Małe licho”, śmieję się przy nich jak szalona. 
W imieniu swoim oraz wszystkich Czytelników mojego bloga dziękuję Pani Małgorzacie Staroście za niezwykle interesujący wywiad.

Laureatowi wyróżnionego pytania serdecznie gratuluję i czekam na maila wraz z podaniem swoich danych adresowych do wysyłki nagrody.

Pozdrawiam wszystkich serdecznie,
Cyrysia