Szczęście przychodzi wtedy, gdy przestajesz narzekać na problemy, które masz i zaczynasz doceniać to jak wiele innych problemów masz za sobą ❤

poniedziałek, 18 maja 2020

KONKURS: 121 ŁEZ 💦

Moi Drodzy,

Przychodzę do Was z konkursem, w którym można wygrać ''121 łez'' I.M. Darkss

Zadanie konkursowe:

Każdy z nas ma inne doświadczenia życiowe i inaczej ukształtowaną wrażliwość. 
Podziel się z nami swoją historią, która doprowadziła Cię do łez.


Jedna osoba, która najbardziej zaintryguje mnie swoją historią otrzyma ''121 łez'' I.M.Darkss.
__

Będzie mi miło, jeśli:

- zostaniesz obserwatorem mojego bloga 
- udostępnisz informacje o moim konkursie

Do dzieła!!! Naprawdę warto!


   Regulamin:
1. Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga: LITERACKI ŚWIAT CYRYSI
2. Sponsorem nagrody jest wydawnictwo: Zysk i S-ka.
3. Aby wziąć udział w konkursie należy w komentarzu podzielić się z nami swoją historią, która doprowadziła uczestnika konkursu do łez.
4. Konkurs trwa od 18 maja 2020 roku do 23 maja 2020 roku do godz. 23.59
5. Ogłoszenie zwycięzcy nastąpi 26 maja 2020 roku.
6. Nagrodą jest egzemplarz powieści ''121 łez'' I.M. Darkss.
7. W konkursie mogą brać udział osoby posiadające blogi oraz anonimowy uczestnicy, którzy podpiszą się imieniem/nickiem. Adresu mailowego nie wymagam, ale jeśli ktoś chce podać, to bardzo proszę. Będę miała łatwiejszy kontakt z Wami w razie wygranej.
8. Konkurs skierowany do osób posiadających adres zamieszkania w Polsce.
9. Ze zwycięzcą skontaktuję się drogą mailową, o ile zapoda do siebie namiary. W przeciwnym razie laureat proszony jest skontaktowanie się z organizatorką konkursu. W przypadku, gdy zwycięzca w ciągu 7 dni nie odpowie na wiadomość, nastąpi wybór innego wygranego.
10. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)
11. Biorąc udział w konkursie, zgadzacie się na przetwarzanie waszych danych osobowych [zgodnie z ustawą z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2002 r. Nr 101, poz. 926, z późn. zm.) wyłącznie w celu przeprowadzenia konkursu]. Przeze mnie będą one magazynowane wyłącznie do czasu wysyłki nagrody.
12. Całą politykę konkursu znajdziecie w linku: klik

18 komentarzy:

  1. Moja historia jest króciutką. Kiedyś pewna mama poprosiła synka. Kochanie nie kręć mi się pod nogam. A synek na to muszę się kręcić bo znudziło mi się chodzenie prosto. No dobra przyznam się synek to ja

    OdpowiedzUsuń
  2. Było to kilkadziesiąt lat temu; Uczestniczyłem wraz z rodziną w pogrzebie wuja.Był kierowcą i umarł w dość młodym wieku. Uroczystości odbywały się w niewielkim miasteczku i zgromadziły sporą ilość żałobników. Kiedy ksiądz skończył swoje rytualne czynności zapanowała przejmująca cisza, którą przerwały uruchomione przez kolegów zmarłego klaksony w zgromadzonych przy ogrodzeniu cmentarza samochodach i autach. Przejmujący ryk klaksonów i odgłos spadającej na trumnę ziemi spowodowały taką dziwną pełną smutku i rozpaczy sytuację, że do moich oczu napłynęły łzy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Historia, która doprowadza mnie do łez. I nie jest szczęśliwa. W listopadzie w tamtym roku z mężem myśleliśmy, że w końcu nam się udało i bedziemy mieli dziecko. Robiłam bete w raz w tygodniu i wszystko wskazywało, że rośnie, czyli się udało. To był już 8 tydzień, za dwa dni mieliśmy jechać do ginekologa i potwierdzić na 100%. A tu nagle zniedzieli na poniedziałek trafiłam do szpitala, bo dostałam krwawienia. W szpitalu leżałam prawie tydzień. Wstępna diagnoza, poronienie. Od lekarki usłyszałam, że tomoja wina, bo jesem otyła i cały mój organizm jest chory. W czwartek, gdy już miałam wychodzić i czekało mnie ostatnie usg, lekarzowi coś się nie spodobało i po długiej dyskusji z tamtą lekarką trafiłam na stół operacyjny. I dzięki temu dzisiaj tu mogę opowiedzieć moją historię. A to dzięki temu, że na stole okazało się, że nie poroniłam, a ciąża była, tylko niestety pozamaciczna. I jakby nie tamten lekarz poszłabym do domu i nie wiadomo jakby mogło to się skończyć. Bo na stole operacyjnym ciąża była umiejscowiona w jajowodzie i mi pękł. To każdy może sobie dopowiedziec jakby to mogło być gdyby to się stało w domu. Więc moja historia ma dwa zakończenia smutne i szczęśliwe. Bo to była nasza szansa żeby powiększyć rodzinę, a tak może już się nie powtórzyć.

    OdpowiedzUsuń
  4. Marzyłam o dużej rodzinie. Wyszłam za mąż i od razu chciałam mieć dziecko, a nawet trójkę dzieci. Mój mąż podchodził do tenatu ostrożnie, najpierw poczekajmy do ślubu, później aż dostaniesz umowę na stałe i tak schodziło. Rok po ślubie zaczęliśmy się starać o dziecko, ja byłam umówiona na wizytę do ginekologa na cytologię, która notabene przekładałam o tydzień, bo dostałam okres. Jak się okazało ginekolog oznajmił mi, że jestem w piątym tygodniu. Powiedziałam, ale jak to miałam okres tydzień temu. Plamienia nie ustały, w dziewiątym tygodniu niestety lekarz stwierdził płód obumarły i trzeba było zrobić czyszczenie. Był to dla mnie ogromny cios. Ale postanowiłam się nie poddawać! I bardzo dobrze, bo właśnie w piątek urodziłam pięknego i zdrowego chłopca <3<3<3

    OdpowiedzUsuń
  5. To było parę dni temu. Koleżanka zamówiła ciuszki na market place i została oszukana. Odkładała pieniążki, przyszła z płaczem, ostatnie grosze... Dobrze wiedziała, jak się we mnie zagotowało. Wie, jak Kocham dzieci i jak wkurzają mnie osoby, które żerują na cudzym nieszczęściu. Z partnerem zrobiliśmy jej paczkę, ja nie zbiednieje, jej wróci nadzieja... Po paru dniach szczęśliwa i uśmiechnięta cieszyła się z ciuszków. Choć pewnie wie, kto był darczynca *dzielnie się cieszyła i udawała, że nie wierzy mi :) ja się cieszę, że wiara w ludzi od niej nie odeszła, cieszę się, że ona się cieszy 🍀

    OdpowiedzUsuń
  6. Niestety nie żyjemy w bajce i kazdy z nas ma jakieś przeciwności losu, którym musi stawić czoła. Rzeczywistość jest zupełnie inna niż w dzieciństwie sobie wyobrazaliśmy. Chcieliśmy być dorośli, chodzić do pracy i robić wszystkie rzeczy, które robią rodzice. Teraz jestem dorosła i wcale nie jest tak kolorowo. Wyjechałam za granicę do pracy, każdego dnia mierze się z samotnością wśród innych obcokrajowców i tęsknotą za najbliższymi. Bardzo brakuje mi ciepła rodzinnego domu i poczucia bezpieczeństwa. Jestem samotna i nie mam do kogo zwrócić się o pomoc, ponieważ wszyscy moi przyjaciele są wiele kilometrów ode mnie. Mój dzień zapełniony jest obowiązkami, lecz gdy wracam po pracy do pustego domu jest mi bardzo przykro. Nawet rozmowa z najbliższymi przez Skype jest coraz trudniejsza dla mnie, ponieważ mam świadomość jak wiele mnie umija (imprezy, grille, wyjazdy). Świat toczy się dalej, beze mnie. Wiele osób mówi "nie narzekaj, tam masz lepiej niż my", może i mam lepsze pieniądze, ale co z życiem? Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że większość znajomych odwróciła się ode mnie. Kontakt stopniowo sie urywał przez odległość i brak czasu, aż w końcu brakło dla mnie miejsca w ich życiu. To boli, gdy przyjazn, ktora miala byc na zawsze, nie przetrwala pierwszej próby. Osoby, ktore miały byc przy mnie cale lata, byly tylko na chwile, a uczucie zrozumienia i bliskości prysło jak bańka mydlana. Jeśli nie przyjaźń to co jest prawdziwe i wieczne?

    OdpowiedzUsuń
  7. Parę lat temu wreszcie udało mi się adoptować kotka, było to moje marzenie od dzieciństwa (czekałem ponad 20 lat). Wreszcie miałem swojego czworonożnego przyjaciela, który wszędzie za mną chodził, bawił się, zawsze mogłem się do niego przytulić w ciężkich chwilach. Nadszedł okres szczepień i weterynarze stwierdzili, że ma gorączkę więc podali mu leki i tak było za każdym razem. Zaczęły mu siadać organy (oni twierdzili, że to białaczka) i pewnego dnia skonał przy mnie w męczarniach (drugi weterynarz zamiast zaproponować uśpienie, to nie wiem co myślał), a ja do końca leżałem koło niego trzymając go za łapkę. To odejście było tym bardziej bolesne, że po pierwsze jeszcze nawet roku nie miał a po drugie dwa miesiące wcześniej pożegnałem swojego pradziadka, z którym spędziliśmy wiele wspólnych chwil przy jakichś pracach czy razem gawędząc. PS Po jakimś czasie nabyłem nowego kota, a właściwie kotkę i kolejny weterynarz stwierdził, że niektóre koty reagują na stres gorączką a tamci mało tego podawali jeszcze leki dla psów.

    OdpowiedzUsuń
  8. Chętnie wezmę udział w konkursie, a wszystkim również życzę powodzenia :D
    W życiu tak naprawdę spotkało mnie wiele historii pozytywnych oraz negatywnych,
    które niejednokrotnie doprowadziły moją osobę do łez. Dzisiaj opowiem Wam historię, która wydarzyła się jeszcze kiedy byłam dzieckiem. Od zawsze kocham zwierzęta i nigdy nie rozumiałam jak ludzie mogą traktować takie stworzonka jak zabawki. Będąc na spacerze z koleżanką przyplątał się do nas mały piesek z dużą czarną plamką na oku. Zauważyłyśmy, że temu maluchowi jego właściciele nie poświęcają zbyt dużo czasu, serca oraz uwagi tylko puszczają pieska na samopas i nawet nie zwracali uwagi, że gdzieś ucieka. Odprowadziliśmy malucha do domu, a następnego dnia ponownie wybrałyśmy się na spacer tą samą drogą.
    Pies tam czekał tak jakby nas się spodziewał, dlatego postanowiłyśmy codziennie tamtędy przechodzić i poświęcić temu zwierzaczkowi trochę naszej uwagi. Po dwóch tygodniach przyszłyśmy jak zawsze w to samo miejsce, ale mały czworonóg się nie zjawił. Jak się potem dowiedziałyśmy psiak został gdzieś przez właścicieli wywieziony, a jaki był jego dalszy los to już wielka niewiadoma. Wtedy po naszych policzkach spłynęło kilka łez, ponieważ przez ten krótki czas zdążyłyśmy się do niego przyzwyczaić.

    E-mail: prettygirls076@interia.pl

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Czy zastanawialiście się czasem, kim są wasi sąsiedzi? Ja nigdy się na tym nie zastanawiałam. Właściwie świat pędzi do przodu i kto by się tam przejmował tym, kto żyje za ścianą. Obok nas...
    Z dzieciństwa mam jedno wspomnienie: naprzeciwko mnie mieszka babcia z dziadkiem. Tak, mogę tak powiedzieć, ponieważ jak inaczej kojarzy nam się widok starszych, posiwiałych ludzi?
    Z czasem babcia i dziadek stali się dla mnie prawie jak moi prawdziwi dziadkowie.
    Mama zawsze powtarzała, że jak wrócę do domu i nikogo nie będzie, mam iść do sąsiadki. Wcześniej skończone lekcje a rodzice w pracy? Idź do sąsiadki. A u sąsiadki-babci było zawsze jak w domu. Serdeczne przyjęcie, radość, gwar. Sąsiadka-babcia zasypująca mnie powieściami o wojnie, jak to kiedyś było, o swojej młodości, o świecie...
    Sąsiada-dziadka pamiętam mniej. Najbardziej utkwiła mi w pamięci jego bezpośredniość. Jako zapalony czytelnik często przychodził do mojego brata podkradać mu książki :-) Wchodził jak do siebie, nie pukał, nie pytał. I nagle jego sylwetka pojawiała się w korytarzu. Niezłego stracha nam napędzał :-)
    10 lat temu schorowana sąsiadka upadła w domu. Akurat w odwiedziny przyszła do niej jej córka. Przybiegła do nas z krzykiem, że mama upadła.
    Niestety, mojej sąsiadki-babci nie udało się uratować.
    Przeżyliśmy to wszyscy.
    Niecałe dwa tygodnie później odszedł sąsiad. Mąż mojej babci. Byliśmy przekonani, że nie chciał już tęsknić do ukochanej. Chciał po prostu z nią być i dlatego odszedł.
    Ta historia na zawsze zostanie w mojej pamięci.
    Prawdziwych dziadków miałam krótką chwilę. Zazdroszczę innym, żę nawet w dorosłym życiu mają dziadków. Mieć dziadków – to bardzo piękne.
    Ja straciłam i tych prawdziwych – pierwszych , i tych drugich, którzy przychyliliby mi nieba. Bo fajnie było mieć kolejną wnuczkę, choćby przyszywaną.
    Tęsknię za nimi.

    Karolina

    OdpowiedzUsuń
  10. Przygoda, o której napiszę, nie dość, że jest zabawna (dzisiaj), to jeszcze nosi znamiona sensacji i o mały włos nie uczyniła ze mnie kryminalistki. Kilka lat temu zmieniłam mieszkanie. Przeprowadziłam się na przełomie grudnia i stycznia, a zima tamtego roku była zimą prawdziwą, z siarczystym mrozem i obfitą ilością śniegu. Lubię takie pogody, niestety mój samochód za nimi nie przepada. Mróz nie przeszkadza mu w tym, żeby uruchomić silnik. Mróz przeszkadza w tym, żeby się do niego dostać z powodu wiecznie przymarzających drzwi. Żaden z wielu podjętych przeze mnie zabiegów w celu uniknięcia przykrych zimowych niespodzianek nie przyniósł spodziewanych efektów, a biorąc pod uwagę ogromną sympatię, jaką darzę mojego seacika, nauczyłam się w nieco mniej konwencjonalny sposób otwierać owe przymarznięte drzwi. Pewnego dnia, krótko po przeprowadzce, musiałam skorzystać z samochodu. Zaopatrzyłam się we wszelkie niezbędne mi przy otwieraniu drzwi akcesoria i ruszyłam na parking. Wieczór już zapadł, ciemność okryła osiedle, mróz wygnał z alejek psy z ich właścicielami. Zostałam tylko ja w samotności walcząca z drzwiami samochodu. Tak mi się przynajmniej wydawało. Okazało się jednak, że moim poczynaniom z okna przyglądał się starszy pan z sąsiedniej klatki. Przyglądał się i oczom nie dowierzał. Aby przyjrzeć się temu, co robię z bliska, udał się wyrzucić śmieci. To, co zobaczył, utwierdziło go w przekonaniu, że trzeba wezwać policję, bo jakaś obca baba bezczelnie dobiera się do czyjegoś samochodu. Żeby czuć się pewnie, zawezwał posiłki w postaci swoich kolegów i ruszyli ku obronie mojego seacika przede mną samą tłumnie. Przed rozmową z funkcjonariuszami uratował mnie powrót z pracy wspólnego znajomego, który wytłumaczył moje przedziwne poczynania, bo moje słowa nie brzmiały dla panów zbyt wiarygodnie, czemu się nawet nie dziwię. Za to miny pana Kazika i jego kolegów- bezcenne. Tak samo jak ich komentarze, kiedy zimą po raz kolejny walczę z drzwiami samochodu.
    Ola M.

    OdpowiedzUsuń

Zaglądaj, czytaj, przegryzaj moje słowa, ale wychodząc, zostaw po sobie niezatarty ślad swojej obecności...