"Bądź osobą dającą wsparcie. Świat ma już wielu krytyków." - Dave Willis ❤

wtorek, 17 kwietnia 2018

KONKURS: A gdyby tak... ustrzelić książkę 😊

KOCHANI

Zapraszam na kolejny ''strzelecki konkurs''. 😊

PIERWSZA OSOBA, która prześle do mnie zdjęcie/screen z licznikiem 2 466 666 wyświetleń mojego bloga - OTRZYMA ,A gdyby tak...'' Sylwii Trojanowskiej.

AKTUALIZACJA:


Tym razem aż trzy osoby ''ustrzeliły'' właściwą liczbę. W tym przypadku o zwycięstwie decyduje zasada: kto pierwszy ten lepszy. Zatem najszybsza okazała:
A. Frąckowiak


Gratuluję! A już niebawem kolejny konkurs :)
  



Życzę powodzenia! 


(mail: kryniame@wp.pl)
  


Będzie mi miło, jeśli:

- zostaniesz obserwatorem mojego bloga
- zostaniem obserwatorem mojego profilu w Google +
- polubisz fanpage mojego bloga na Facebooku
- udostępnisz informacje o moim konkursie 
  
Do dzieła!!! Naprawdę warto!





   Regulamin:
1. Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga: LITERACKI ŚWIAT CYRYSI
2. Sponsorem nagród jest wydawnictwo Czwarta Strona.
3. Aby wziąć udział w konkursie należy wykazać się refleksem i jak najszybciej podesłać do właścicielki bloga zdjęcie  z licznikiem 2 466 666 wyświetleń bloga LŚC
4. Konkurs trwa od 17 kwietnia 2018 roku aż do momentu ''ustrzelenia'' licznika wyświetleń. 
5. Ogłoszenie zwycięzcy nastąpi w niniejszym poście.
6. Nagrodą jest 1 egzemplarz książki ,,A gdyby tak...'' Sylwii Trojanowskiej.
7. W konkursie mogą brać udział osoby posiadające blogi oraz anonimowy uczestnicy. 
8. Konkurs skierowany do osób posiadających adres zamieszkania w Polsce.
9. Ze zwycięzcą skontaktuję się drogą mailową.
10. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

''Nikt nie może się dowiedzieć'' Agnieszka Rusin # PATRONAT MEDIALNY

Nikt nie może się dowiedzieć
Agnieszka Rusin
Liczba stron: 272
Wydawnictwo: Lucky
Rok wydania: 2018
Ocena: 7+/10
Patronat medialny:
Nigdy nie jest zbyt późno na odzyskanie skradzionego szczęścia ...

  W młodości Ola straciła nie tylko ukochanego chłopaka, który zostawił ją bez słowa wyjaśnienia. Straciła także dziecko, które zmarło podczas porodu.

  Po wielu latach Ola, targana skrajnymi uczuciami, postanowiła pojechać do rodzinnej miejscowości, aby pożegnać się z umierającą matką. To miała być formalność, jednak kobieta na łożu śmierci wyznała straszną prawdę. Teraz Ola musi zmierzyć się z nową rzeczywistością. Czy mimo przeciwności losu uda jej się spełnić swoje największe marzenie?

  Agnieszka Rusin z wykształcenia jest ekonomistką, jednak tak naprawdę zawsze pragnęła studiować polonistykę. Lubi wyzwania, górskie wędrówki i taniec. Marzycielka i romantyczka, która cieszy się z tego co ma w życiu. Pisanie jest dla niej częścią spełniania własnych marzeń. Zadebiutowała powieścią ''Rodzinny sekret''. Następnie ukazały się: ''Przypadkowe spotkanie'', ''Miłość w spadku'' oraz ,,Pokojówka na salonach''.
  Znam całą dotychczasową twórczość autorki i z przyjemnością obserwuję, jak pięknie rozwija swój warsztat, zarówno pod względem języka, jak i konstrukcji fabularnej. Jednocześnie potrafi być wierna swoim regułom, kreując proste, życiowe historie o blaskach i cieniach otaczającej nas rzeczywistości, w której każdy może odnaleźć cząstkę siebie. Toteż nie mogłam odmówić sobie okazji poznania najnowszej publikacji pani Agnieszki, o jakże intrygującym tytule – ''Nikt nie może się dowiedzieć''. Czy jestem usatysfakcjonowana? A może spotkało mnie rozczarowanie. Nie będę trzymać Was dłużej w niepewności i zdradzę, że według mnie jest świetnie. Pod płaszczykiem pozornie banalnej historyjki kryją się prawdziwi ludzie zaplątani w realne problemy, przepełnione uczuciami i emocjami. Czego chcieć więcej? 

  Poznajemy Olę, która w dziesiątą rocznicę ślubu dowiaduje się od swojego męża Marka, że znalazł sobie inny obiekt zainteresowań. Zrozpaczona szuka wsparcia u przyjaciółki. Szybko jednak okazuje się, że to nie koniec przykrych niespodzianek. Nieoczekiwanie dostaje wiadomość, że jej matka, z którą nigdy nie utrzymywała bliskich relacji – jest umierająca i chciałabym się z nią spotkać.

<<Nie chciała spotkania z matką, taka była prawda, choć brzmiało to okrutnie. Niepodziewanie została zmuszona, by powrócić do wydarzeń sprzed lat, by stanąć twarzą w twarz z własnymi lękami i bolesnymi wspomnieniami z przeszłości.>>

  Chcąc, nie chcąc, Aleksandra przyjeżdża do rodzinnego miasta, aby raz na zawsze uwolnić się od dręczących wspomnień i zamknąć za sobą przeszłość. Tymczasem rodzicielka wyjawia jej pewną szokującą informację, która nie tylko zwala z nóg, ale przede wszystkim poważnie rzutuje na jej dalsze losy. O co tu chodzi? Jakie tajemnice wyszły światło dzienne?  

  To przejmująca powieść obyczajowa o zdradzie, przyjaźni, utraconym macierzyństwie, głęboko skrywanych sekretach, szukaniu własnej drogi oraz niezłomnej determinacji i walce o rodzinę i lepsze jutro. Z dużą dozą wrażliwości pokazuje nam, że los lubi płatać dziwne figle i pisać przeróżne scenariusze, zaś  ludzie nie zawsze są tacy, jacy się nam wydają. Zarazem uświadamia, że  wszystko co nas spotyka ma swój ukryty sens. Każde doświadczenie, nawet najbardziej bolesne uczy czegoś ważnego, a mianowicie kształtuje nasz charakter i pozwala dojrzeć do brania odpowiedzialności za swoje życie.

<<Każdy z nas za każdym razem czegoś się uczy, wyznacza nowe szlaki w życiu, a niepowodzenia podobno też są po coś.>>

  Największym atutem książki są wyraziści i zapadający w pamięć bohaterowie. Jak każdy z nas mają wady i zalety, cierpią, popełniają błędy i nieustannie próbują stawać na wysokości wyznaczonych sobie zadań. Prym bezsprzecznie wiedzie Aleksandra. Los nigdy ją nie rozpieszczał. Brak ciepła i wsparcia ze strony rodziców, utrata dziecka, porzucenie przez ukochanego oraz bolesna zdrada ze strony niewiernego małżonka. Mogłoby się wydawać, że wyczerpała już limit nieszczęść. Niestety już wkrótce kobieta przekonuje się, jak trudno budować swoje szczęście. Równie ciekawie naszkicowane są postacie drugoplanowe, z których każda wnosi coś od siebie, urozmaicając całą akcję i dodając jej sporo ożywczego kolorytu. 

  Styl autorki jest bez zarzutu. Umiejętnie posługuje się prostym słownictwem, bez wyszukanych, poetyckich porównań; kreśli nader plastyczne i przemawiające do wyobraźni opisy, buduje całkiem naturalne dialogi i zgrabnie prowadzi nas przez całe spektrum różnorodnych wydarzeń – od dramatycznych i pełnych smutku momentów po dogłębnie poruszających i tchnących nadzieją chwil. Dzięki czemu całość czyta się płynnie i z autentycznym zainteresowaniem. Mam jednak małe zastrzeżenia do kilku wątków. Niektóre z nich mogłyby być trochę bardziej rozwinięte, zaś jeszcze inne wydają się lekko naciągane. Aczkolwiek mimo wspomnianych mankamentów jest to pozycja warta uwagi i zdecydowanie nie żałuję czasu na nią poświęconego.

  Podsumowując: ''Nikt nie może się dowiedzieć'' to gorzko-słodka opowieść o odkrywaniu druzgocących faktów z przeszłości, próbie konfrontacji z własnymi marzeniami i lękami oraz niezwykłym dążeniu do realizacji  zamierzonego celu. Od pierwszych stron wciąga jak ruchome piaski, porusza czułe struny naszej wrażliwości, a zarazem wnosi niesamowitą wiarę w to, że nigdy nie jest za późno, by zacząć wszystko od nowa, zostawiając za sobą poszarpaną pajęczynę przeżyć i patrząc z optymizmem w przyszłość. Serdecznie zachęcam do lektury. Na pewno się nie zawiedziecie.



niedziela, 15 kwietnia 2018

''Cichy Zachód'' Artur Justyński # PATRONAT MEDIALNY

Cichy Zachód"
Artur Justyński
DATA PREMIERY: 11.04.2018
WYDAWNICTWO: Warszawska Firma Wydawnicza
ILOŚĆ STRON: 164
OCENA: 7/10
PATRONAT MEDIALNY:

  „Cichy Zachód” to swoisty zapis fascynacji ziemiami odzyskanymi wsparty wspomnieniami autora, z pierwszych tutaj dni spędzonych. To historia starszego człowieka, mieszkańca nadodrzańskiej wsi zaczerpnięta z jego wspomnień dzięki imaginacji ubarwiona. To opowieść o przyjaźni, samotności i przemijaniu okraszona pewnym niewiarygodnym wydarzeniem połączonym z morderstwem, w pamiętną mroźną zimę w Świnoujściu, tuż po wojnie dokonanym z najsłynniejszą historią sprzed dwóch tysięcy lat ściśle powiązanym.

  Artur Justyński – miłośnik literatury, pisarz, autor zbioru opowiadań ''Opowieści zza rzeki''. Obecnie mieszka i tworzy w Szczecinie. O pasji autora do rzemiosła pisarskiego najdobitniej mówią słowa Neila Gaimana: <<Dorastałem, kochając i szanując opowiadania. Wydawały mi się najczystszymi i najdoskonalszymi dziełami ludzkimi: w najlepszych nie znalazło się ani jedno zbędne słowo. Jedno machnięcie ręki autora i nagle powstał świat, mieszkający w nim ludzie, idee. Początek, środek i koniec, które zabiorą was przez cały wszechświat i doprowadzą z powrotem.>>

  Miałam już przyjemność poznać twórczość autora, dzięki jego debiutanckiej antologii prezentującej różne oblicza fantasy i science-fiction, która przeogromnie przypadła mi do gustu. Dlatego też bez wahania zgodziłam się przeczytać kolejną publikację pisarza — tym razem w formie prozatorskiej. Czy w pisaniu dłuższych tekstów fabularnych pan Artur jest równie dobry, jak w sferze zwięzłych form narracyjnych? Nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Pewne elementy nieznacznie przemawiają na korzyść ''Opowieści zza rzeki'', aczkolwiek ''Cichy Zachód'' także posiada wiele atutów. Niemal na każdym kroku intryguje, zadziwia, urzeka swoją wieloznacznością i tajemniczym, nieco psychodelicznym klimatem, a także zmusza do głębszych przemyśleń na temat istoty wiary, złożoności ludzkiej natury i zasad panujących we wszechświecie. Z całą pewnością jest pozycja warta polecenia.

  Poznajemy Artura, młodego mężczyznę, który zaprzyjaźnia się z Cichym – sympatycznym i zagadkowym staruszkiem, mieszkańcem nadodrzańskiej wsi. Oboje spędzają ze sobą bardzo dużo czasu, odkrywając nawzajem siebie, swój światopogląd i charakter. Nieoczekiwanie starszy pan umiera, co staje się zaczątkiem do odświeżenia wspomnień. Wspomnień, które budzą nostalgię, beztroskę, a także swoisty niepokój i pragnienie wyjaśnienia pewnej tajemnicy. Wkrótce Artur przekonuje się, jak łatwo zatracić się w swoich wyobrażeniach i jak szokujące może być ich skonfrontowanie z rzeczywistością.

  Dostałam w swoje ręce kawał innowacyjnej lektury, która wmyka się jednoznacznym interpretacjom i daje niesamowite pole do popisu naszej wyobraźni. Przenosimy się na zachodnią granicę Polski, gdzie pomimo upływu kilkudziesięciu lat od wojny, czas zdaje się stać w miejscu. Autor zabiera nas w sentymentalną podróż po śladach "minionej epoki", ukazując jego pejzaż, architekturę (popegeerowskie gospodarstwa, małe miasta obwarowane zabytkowymi murami), niepowtarzalny nastrój oraz pewien rodzaj wrogości, podszytej uprzedzeniami.

<<Tutaj zawsze tak było, my zza Buga, tamci z centrali, inni ze Śląska i Bóg jeden wie, skąd jeszcze. Wszyscy na wszystkich wilkiem patrzyli. Każdy obcy.>>

  Uległam swoistej magii tamtych czasów. Jakby coś chciało się ze mnie uwolnić i wyjść na zewnątrz. Jakaś niewypowiedziana siła, skąpana w intensywnej iluzji wykraczającej poza percepcję zmysłową. 

<<Ludzie z Ziem Odzyskanych zaraz po wojnie mieli swoją przeszłość. Przeszłość, o której nie mówili. Często wstydliwą bądź niebezpieczną. Przeszłość, od której uciekali. Przeszłość, która budziła w nocy bądź nie pozwalała spojrzeć w lustro.>>

  Bezsprzeczną zaletą tej powieści jest nietypowy wątek kryminalny. Wiele lat wcześniej w zakładzie energetycznym, w którym Cichy pracował jako dyspozytor – doszło do makabrycznego incydentu: ktoś próbował ukrzyżować Antoniego, starego elektryka. A co dziwniejsze, na miejscu czynu nie ujawniono żadnych śladów wskazujących na udział osób trzecich. 

<<Był przybity do ściany. Gwoździami. Rozłożone na boki ręce były przybite w nadgarstkach, a gołe stopy razem jednym gwoździem pół metra nad podłogą. Buty ułożone starannie stały obok. Wisiał przybity gwoździami do ściany.
– Jak Jezus? – zapytałem też, wstając. Siedząc, czułem się dziwnie. Nie dość poważnie, lekceważąco.
– Jak Jezus.
– Ktoś go musiał przybić, sam by się przecież nie przybił.
– Ano nie – odparł Cichy, nie zmieniając pozycji.(…) Nie było żadnych śladów ani żadnych oprawców.
– Jak to nie było?
– Tak to – odparł poirytowany. – Nie było i już.
– Szukał pan?
– Przebiegłem dookoła budynek. Nic nie znalazłem. Tylko moje ślady i jego. (…) – Nie było wyjścia na dach, w budynku nie było okien, tylko luksfery wysoko pod sufitem. Cztery metry nad podłogą.>>

  O co tu chodzi? Czyżby zadziałały tu siły wyższe? A może da się to jakoś logicznie wytłumaczyć? Próbowałam poukładać elementy układanki w sensowną całość, lecz bezskutecznie. Pan Artur całkiem zgrabnie nakreślił zagadkę, której rozwiązania trudno się domyślić. Idąc wytyczonym sobie torem serwuje nam niekończące się pasmo pytań bez odpowiedzi. Jak zakończy się ta sprawa? Czy prawda ujrzy światło dzienne? Przekonajcie się sami.

  Całość napisana jest zrozumiałym językiem, dzięki czemu treść czyta się zdumiewająco łatwo i do tego przyjemnie. Plastyczne opisy pozwalają odbiorcy popuścić wodze fantazji i wczuć się w atmosferę fabuły. Akcja płynie wolnym nurtem, mimo to trzyma w ryzach naszą uwagę. By jednak nie było za słodko, w tej beczce miodu, dodam malutką łyżkę dziegciu. Nie przypadła mi zbytnio do gustu konstrukcja narracji, w której brak płynności w przechodzeniu do kolejnych rozdziałów. Czasem pojawiały się też jakieś niepotrzebne wypełniacze, nie wnoszące nic konkretnego do opisywanej historii. Liczyłam również na bardziej szczegółową charakterystykę postaci, co pozwoliłoby mi lepiej zwizualizować daną jednostkę. Pomijając jednak wspomniane uwagi – jestem zadowolona z niniejszej prozy. Ma bowiem w sobie to ''coś'', jakiś pierwiastek abstrakcji i szaleństwa, który przyciąga jak magnes i pozostawia w pamięci swój ślad.

  Podsumowując: ''Cichy Zachód'' to nieszablonowa, przepojona oniryzmem opowieść o samotności, przemijaniu, potrzebie przyjaźni i bliskości drugiej osoby. Już od pierwszych stron wprowadza czytelnika na nieznane ścieżki Ziem Odzyskanych, gdzie zaciera się cienka granica pomiędzy światem realnym, a przestrzenią imaginacji. Dzięki tej książce możesz stać się częścią fascynującej przygody. Sprawdź, czy jesteś gotów na tak niecodzienne doznania. Polecam!

sobota, 14 kwietnia 2018

Muzyczna sobota - Dobre, bo polskie!

Moi Drodzy

W kolejnej odsłonie cyklu: Muzyczna Sobota - Dobre, bo polskie, proponuję piosenkę ,,Na wszystko przyjdzie czas'' w wykonaniu Agnieszki Adamczewskiej.

Agnieszka Adamczewska to polska artystka specjalizująca się w popie. Z muzyką związana jest od lat najmłodszych, jednak prawdziwym przełomem w jej karierze okazała się wygrana w „Bitwie na głosy” i udział w finale programu O!Polskie Przeboje. Jej debiutancki singiel – „Na wszystko przyjdzie czas” – został wydany w 2018 roku; piosence towarzyszył teledysk nagrany w Bracelonie.


Za dużo chciałam naraz, wyszło mniej niż nic
Goryczy pełna czara, nie chcę z niej pić
Nie wiele mam do odrętwienia
Przychodzi mi przez myśl

Na wszystko przyjdzie czas
Co dzień Amerykę odkrywam
Na wszystko przyjdzie czas
Testuję anielską cierpliwość
Uwierzę jeszcze raz
Powietrze nie ujdzie już ze mnie
Czasami spadam z gwiazd
Choć wstaję silniejsza codziennie

Koleje losu wypadają z szyn i stąd
Sinusoida szczęścia w punkcie dno, dno
Różowy front, pędzący na mnie
Czuwania włączam tryb

Na wszystko przyjdzie czas
Co dzień Amerykę odkrywam
Na wszystko przyjdzie czas
Testuję anielską cierpliwość
Uwierzę jeszcze raz
Powietrze nie ujdzie już ze mnie
Czasami spadam z gwiazd
Choć wstaję silniejsza codziennie

Co złe to zapominam
Jutro jednak bardziej liczy się
Czy będę swoim snem

Na wszystko przyjdzie czas
Co dzień Amerykę odkrywam
Na wszystko przyjdzie czas
Testuję anielską cierpliwość
Na wszystko przyjdzie czas
Siedzimy więc jak w poczekalni
Nie wywołują nas
Przepraszam, kto z Państwa ostatni
Na wszystko przyjdzie czas
Na wszystko przyjdzie czas
Poczekać tylko, poczekać
Na wszystko przyjdzie czas

piątek, 13 kwietnia 2018

Wywiad z Gretą Gulsen

martucha180
Czym dla Pani jest słowo?

Odp: Źródłem wyrazu, sposobem opisywania świata, naszych emocji i uczuć. Na słowie opiera się wszystko co znamy, cała nasza rzeczywistość i my sami.  "Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo". Reasumując, słowo jest po prostu warunkiem naszego istnienia. 

Mateusz Wąsik
Co wpłynęło że zaczęła Pani interesować się okresem międzywojennym?

Odp: Trudno powiedzieć, właściwie od zawsze pociągały mnie tamte czasy. Od małego, nie wiem nawet jak to nazwać... Tęsknota? Myślę, że każdy ma jakiś okres historyczny, który jest mu szczególnie bliski, w moim przypadku jest to między innymi międzywojnie. Niemniej jeśli chodzi o kino międzywojenne, to bardziej złożona historia. Zaczęło się pięć lat temu, kiedy koncertowo "skopałam" maturę i potrzebowałam skutecznego narzędzia, by o tym nie myśleć. Pewnego dnia skakałam po kanałach telewizora i natrafiłam na zapowiedź filmu przedwojennego emitowanego w wieczornym paśmie TVP HISTORIA, zaciekawiło mnie jak wtedy kręcono filmy, więc postanowiłam sprawdzić. Obejrzałam i tak mi już zostało. :-) 

Czy uważa Pani że człowiek musi swoje wycierpieć by móc stać się silniejszym jak tytułowy Feniks z popiołów, upaść by powstać?

Odp: Jestem na to klasycznym przykładem, większość mojego życia to odradzanie się z popiołów. Od początku miałam w życiu pod górkę. Jeśli można tak to nazwać, to normalnego dzieciństwa nie miałam a i potem nie było wcale lepiej. Zmieniły się tylko problemy i dopiero pierwsze wydanie "Jak Feniks z popiołów" latem ubiegłego roku, coś w tej sprawie zmieniło. Niestety nie na długo, ale ufam, że najlepsze dopiero przede mną. Wielu wybitnych pisarzy, artystów w historii musiało zmagać się z przeciwnościami losu nim zostali naprawdę docenieni, więc to chyba jakiś schemat, w którym jestem i bardzo się z tego cieszę. Uważam, więc, że tak, człowiek musi swoje wycierpieć, by otrzymać to co jest mu przeznaczone. W życiu nie ma nic za darmo, a  jeśli czeka nas coś naprawdę dobrego to najpierw musimy sobie na to zasłużyć. Inaczej nie bylibyśmy w stanie docenić dobra, które ofiarowuje  nam wszechświat. 

lyanna gl
Jak rozumie Pani zwrot ,,odrodzić się jak feniks z popiołów''? I w jakiej sytuacji można tego zwrotu użyć?

Odp: To przede wszystkim niezłomność w obliczu klęski, wiara we własne możliwości i stawianie czoła kłopotom pojawiającym się na drodze do upragnionego celu. Każdy z nas w ciągu całego swojego życia doświadcza klęski, ale tylko nieliczni potrafią zamienić ją w triumf. Myślę, że we właśnie takich przypadkach to powiedzenie jest najbardziej adekwatne. 

Czy w Pani życiu jest coś co mogłaby Pani zmienić na lepsze, co to by było?

Odp: Jestem odrobinę niestabilna emocjonalnie i często irytuje tym ludzi, więc chciałabym umieć nad sobą panować. Za dużo też myślę, filozofuję, wszystko rozkładam na czynniki pierwsze. To bywa męczące, czasem przydałoby mi się móc włączyć pauzę w swoim mózgu. 

Kris Krzysztof
Gdyby mogła Pani zmienić coś w dziejach Historii, to co by to było, i dlaczego ?

Odp: Zabory i obie wojny światowe. Oczywiście rozumiem, że wojny i wszelkiego rodzaju katastrofy mają uczyć, są niezbędne, aby ludzkość zrozumiała jak ważny jest pokój. Niemniej, byłabym rada, gdybym mogła cofnąć czas i jakoś spróbować wyeliminować te zdarzenia z historii. 

red_sonia
W książce zawarłaś wszystkie swoje pasje - medycyna, muzyka i czas międzywojenny (mój ulubiony ;) a w jaki masz sposób na wyciszenie? Na uporządkowanie myśli i ich natłoku, który pewnie towarzyszy przy pisaniu? Pozdrawiam :)

Odp: W pisaniu mam spore przerwy, nie piszę codziennie, nie zmuszam się do tego. Jednakże jeśli już mnie odblokuję, potrafię w kilka tygodni nadrobić miesiące pisarskiej niemocy. To jest chyba klasyczny przykład weny twórczej. Tak czy inaczej, kiedy już ta wena jest, po prostu zamykam się w pokoju z laptopem i nic nie jest w stanie mi przeszkodzić. Nawet natłok myśli, który w moim przypadku jest czymś zupełnie naturalnym. Również pozdrawiam. :-)  

Agnieszka Mycoffeetime
Jaka jest Pani ulubiona kawa?

Odp: Cappuccino, choć według wielu to nie jest kawa. 

Henryka Bieranowska
Podobno nie jest ważne ile razy ktoś upada, ale ile razy podnosi się po upadku... A co by Pani poradziła osobom, które w tym momencie sięgają dna, aby mogły się podźwignąć? Jak wstać, skąd czerpać siłę, za czym/kim podążyć, w co uwierzyć?

Odp: Z autopsji, wiem, że nie ma sensu słuchać "dobrych rad". W większości pouczają nas ludzie, którzy nigdy nie byli w takiej sytuacji, a wydaje im się, że wyświadczają nam wielką przysługę swoimi "radami. Tak naprawdę tylko kopią leżącego.  Jeśli ktoś mówi nam co mamy robić, po prostu odetnijmy się od niego. Przeczekajmy, choć wiem, że to nie jest proste, ale wiem też, że czas leczy rany, a każda pozornie ciężka sytuacja hartuje nas i uczy pokory wobec życia. Możemy porozmawiać z kimś życzliwym, wypłakać się, wyżalić. Nieistotne, najważniejsze, żeby potraktować to co się stało jak doświadczenie, doświadczenie, które miało nas czegoś nauczyć. Żyjąc tu i obserwując ten świat, dopatrzyłam się w nim jednej prostej zasady: zawsze dostajemy tyle bagażu ile jesteśmy w stanie unieść i wszystko to na co zasłużyliśmy. Jeśli, więc sięgamy dna to nie bez przyczyny. Przede wszystkim należy jednak pamiętać, że po każdej burzy wychodzi słońce.

Gosia
Dlaczego zdecydowała się Pani na publikację książki pod pseudonimem i skąd taki wybór?

Odp: Zawsze się wyróżniałam i lubiłam to podkreślać. Moje imię, choć ładne wydało mi się oklepane. Potrzebowałam czegoś bardziej oryginalnego, czegoś co wyróżni mnie z tłumu, poza tym już wtedy wiedziałam co chcę pisać, wiedziałam, że będą to raczej pozycje na nasze warunki bardzo kontrowersyjne. "Jak Feniks z popiołów" obnaża prawdę o nas samych i świecie, w którym żyjemy, a następna moja powieść (nieukończona) porusza kwestię homoseksualizmu, wobec tego uznałam, że bezpieczniej będzie się jakoś zakamuflować. Nie chciałam jednak zupełnie rezygnować z imienia, bo bałam się, że urażę rodziców, wybór padł na Gretę, germańską skróconą formę mojego imienia. Tak nazywali mnie znajomi, bo zresztą tak od dłuższego czasu funkcjonowałam w mediach społecznościowych, w których bycie incognito jest wręcz wskazane moim zdaniem. Miałam, więc już imię, teraz wypadało wymyślić fikcyjne nazwisko, Gulsen było najrzadziej występującym nazwiskiem w Polsce w dodatku w połączeniu z imieniem brzmiało całkiem nieźle. Postanowiłam to wykorzystać i tak się też przechrzciłam. Zorientowałam się jednak, że mój plan nie wypalił, kiedy pierwszy wydawca umieścił odnośnik do mojego konta na Facebooku na stronie wydawnictwa. Nie wiem czy bardziej byłam zła o to, że ktoś łamie moją prywatność, czy o odkrycie przed czytelnikami  mojej prawdziwej tożsamości. Wydawca mnie zdemaskował, ale Greta Gulsen brzmi bardziej światowo i może za parę lat ten pseudonim pomoże mi w osiągnięciu międzynarodowej kariery. :-)   

Mnie zawsze przerażała medycyna i odpowiedzialność tego zawodu. Czy Pani marzyła kiedyś by stać przy stole operacyjnym ze skalpelem w ręku?

Odp:  Na chirurga ze względu na kłopoty zdrowotne raczej bym się nie nadawała, ale owszem. Przez jeden krótki moment miałam plan, by skończyć medycynę, potem się to jakoś rozmyło. Zresztą znając moją szeroką gamę zainteresowań, raczej bym jej nie skończyła i zniechęciła się po miesiącu. Wolę o niej pisać i wystarczy mi rola pacjentki. 

Muzyka, medycyna, literatura...wiele pasji. Jak udaje się Pani to wszystko pogodzić czasowo?

Odp: Większość moich pasji realizuję w teorii, więc daje się to połączyć. Pisząc stale dopracowuję swój warsztat, mogę pisać o muzyce i medycynie, często też włączam muzykę w tle. Poza tym pracuję zdalnie, więc mogę łączyć przyjemnie z pożytecznym.  

Sabina
Czym Pani zajmuje się na co dzień?

Odp: Przez pewien czas pracowałam w bibliotece, a od niedawna wdrażam się w świat copywritingu.

Jakie są Pani marzenia?

Odp: Miło byłoby móc zobaczyć, którąś ze swoich powieści na ekranie. 

Księgozbiór Kasiny
Bardzo ciekawy pseudonim-ma jakąś genezę? 

Odp: Greta to skrócona niemiecka forma imienia Małgorzata, nazwisko wzięłam z Internetu. Dosłownie. Mając już imię potrzebowałam "drugiego" nazwiska, postanowiłam poszukać czegoś pod względem częstotliwości występowania. Norweskie nazwisko "Gulsen" noszą w Polsce tylko dwie osoby (według danych, do których dotarłam.) Nie zastanawiałam się dłużej. 

Skąd zainteresowanie okresem międzywojennym? Jest jakiś szczególny powód?

Odp: To irracjonalne, ale..."Czuję się tam "jak w domu". Nie potrafię tego inaczej wyjaśnić, ale oglądając filmy albo wtedy kręcone, albo opowiadające o tych czasach, już jako mała dziewczynka czułam szczególną więź z tym okresem historycznym. Tak naprawdę interesuje mnie szczególnie cały wiek XIX aż do końca lat 30-tych XX stulecia, a międzywojnie łapie się w tych granicach. Reinkarnacja? Nie mam innego wytłumaczenia.  

Ewelina Łukawska
Co pobudza Panią do działania w chwilach słabości?

Odp: Chwilę słabości staram się biernie przeczekać. W moim przypadku działanie w takich momentach tylko pogarsza sprawę. Wkładam maksimum pracy, a dostaję minimum efektu. Czekam na lepsza energię, na lepszy dzień. 

Czy ma Pani jakieś szczególne skojarzenia z Feniksem? Jest dla Pani jakimś symbolem?

Odp: Przede wszystkim kojarzy mi się teraz z moją powieścią. :-) Upatrzyłam go sobie, bo moim zdaniem jest wspaniałą metaforą ludzkiego życia, o czym w dużej mierze opowiada ta książka. 

Karolina Magdalena
Do jakiego pisarza/pisarki może się Pani porównać, z którym utożsamia się Pani?

Odp: Ciężko jest się do kogokolwiek porównywać, bo każdy jest indywidualnością...Hm, jednakże wydaje mi się, że pod względem tematyki, klimatu i przekazywanych wartości najbliżej mi do Olgi Tokarczuk i Doroty Terakowskiej. Kiedy archaizuje język przypominam Rodziewiczównę, filozofuję jak Maria Dąbrowska, bywam romantyczką niczym Mniszkówna w "Trędowatej". Lubię pisać udane historie społeczno-obyczajowe w stylu Jane Austin i wplatać w to zdarzenia oraz bohaterów historycznych jak Sienkiewicz. Fabułę tworzę filmowo, jak Reymont.  W sumie mam cechy każdej z tych osób, a jednocześnie wciąż pozostaje indywidualnością.  

Czy tworząc postacie wzoruje się Pani na osobach, które Pani zna, czy są one tworzone od podstaw, a może któraś postać jest odzwierciedleniem Pani?

Odp: To zależy, podam dwa przykłady. W "Jak Feniks z popiołów" jest wiele mnie, bo powieść w dużej merze powstawała na bazie moich doświadczeń. Występują tam, także inni bohaterowie, którzy mają cechy moich bliskich. Druga sytuacja to taka, kiedy w powieści umieszczam historycznych bohaterów. Jak teraz pisząc "Motyl w kolorze indygo", gdzie z racji opisywania fabularyzowanej historii Titanica obowiązkowo umieściłam kluczowe osoby związane z tym statkiem. Szczególne miejsce w fabule zajmuje mój ulubieniec, projektant statków, Thomas Andrews, którego wątek w powieści nie jest stricte biograficzny, ale wszystko mieści się w granicach dobrego smaku. Mówimy przecież o postaci historycznej, a w takich przypadkach szczególnie należy uważać na to co się pisze. Podsumowując, wszystko tak naprawdę zależy od rodzaju powieści. 

Jaka książka zajmuje w Pani sercu i biblioteczce szczególne miejsce i jaka wiąże się z nią historia?

Odp: Jestem wybredną czytelniczką i raczej daleko mi do mola książkowego, w związku z tym wszystkie książki, które przeczytałam w swoim dorosłym życiu musiały mieć w sobie jakąś głębię. Ale jednocześnie nie wiążą się z nimi jakieś szczególne historie. Bardzo lubię "Damę kameliową" oraz "Portret Doriana Greya".  

W imieniu swoim oraz wszystkich Czytelników mojego bloga dziękuję Grecie Gulsen za niezwykle interesujący wywiad.

Laureatem zwycięskiego pytania zostaje:
Karolina Magdalena

Serdecznie gratuluję i czekam na maila.

Pozdrawiam wszystkich bardzo gorąco,
Cyrysia