"Bądź osobą dającą wsparcie. Świat ma już wielu krytyków." - Dave Willis ❤

piątek, 23 maja 2014

Wywiad z Anną Szczęsną

Anastazja
1.  Z recenzji Cyrysi powieść kompletnie nie odzwierciedla tytułu, a raczej jest zdecydowanie ciepła, niżeli trudna i pesymistyczna. Skąd zatem wzięła Pani pomysł na tytuł tak mylący, jakim jest "Smutek Gabi"?


Moim zdaniem tytuł nie jest mylący. W dzisiejszym świecie nie ma przyzwolenia na smutek. Każdy reklamowany produkt ma nas uszczęśliwić, problemy należy albo rozwiązywać błyskawicznie, albo zamieść pod dywan, absolutnie o nich nie mówić, no chyba że na terapii. Nikt nie chce przebywać w towarzystwie osoby przygnębionej. W pogoni za szczęściem nie ma czasu na zadumę, zmierzanie się z żałobą, smutkiem czy negatywnymi uczuciami, które przecież istnieją. W życiu są zarówno dobre, jak i złe chwile, czasami te drugie przeważają, co wtedy? Gabi musi zmierzyć się z tymi trudnymi uczuciami, które skrywa głęboko w sobie, pozwoliłam jej na to, ale nie pozwoliłam, aby zdominowały jej historię. Wręcz przeciwnie, chciałam dać jej nadzieję.

2. Wiele osób marzy o napisaniu własnej powieści, o książce na półce z własnym imieniem i nazwiskiem. Jednak napisanie jakiejkolwiek pozycji nie jest łatwym zadaniem. Trzeba na to poświęcić wiele czasu, zaangażowania i samodyscypliny bo po pewnym czasie przychodzi tak zwany kryzys twórczy. Jak Pani udało się przebrnąć przez ten cały proces, a może miała Pani przy sobie jakieś osoby, które skutecznie motywowały do działań?

Oczywiście, że tak. Mam znajomych, którzy skutecznie mnie dopingowali, ale  to przede wszystkim silna wola pozwoliła mi na ukończenie książki. Żadnego kryzysu nie dopuszczałam do siebie. Owszem, pojawiały się momenty, gdy byłam po prostu zmęczona albo zniechęcona. Wtedy pozwalałam sobie na chwilę oddechu, rozmowę z przyjaciółmi i mogłam wrócić do pisania.

3. Książek jest wiele, tak samo wykreowanych bohaterów-jak w mrowisku. Czy ma Pani gdzieś w sercu takiego bohatera literackiego, który kropka w kropkę odzwierciedla Pani wady, zalety, zachowania i przyzwyczajenia?


Nie mam. Mam jednak bohaterkę, która jest dla mnie ważna. Kilka lat temu moje serce zawojowała Lisbeth Salander, postać z bestsellerowej trylogii Stiega Larssona. Może nie posiadam takich cech tej kontrowersyjnej postaci jak  genialny umysł czy bezkompromisowość, ale tak jak ona staram się być silna i się nie poddawać.

Aga Ś
1. Od długich listów, przez opowiadania, mikropowieść aż do wydanej książki - można powiedzieć, że Pani przygoda pisarki przypomina rozpoczynającą się drogę "od pucybuta do milionera". A jaki będzie następny przystanek-cel tej podróży?


Po prostu chcę pisać, doskonalić swój warsztat, tworzyć wyraziste postaci i historie, o których nie zapomina się zaraz po przeczytaniu ostatniej strony. Oczywiście chciałabym wydać kolejną książkę. Co będzie dalej? Sama jestem ciekawa.

2. Z jednej strony opowiadania grozy, z drugiej twórczość humorystyczna i optymistyczna - Anna Szczęsna straszna i Anna Szczęsna wesoła - a jaka jest Anna Szczęsna na co dzień ?

I straszna i wesoła, zależy od pory dnia :)

3. "Wyboista droga zaprowadziła ją do pierwszej poważnej publikacji"- jakie wyboje były najbardziej wyboiste ? :)

Te osobiste. Organizacja czasu, którego wciąż brakuje, i wątpliwości, czy moje pisanie jest coś warte. No ale z tym ostatnim szybko sobie poradziłam z pomocą przyjaciół.

mam namyszy
1. Znalazła już pani swoje miejsce na świecie? Jakie ono jest?


Wciąż szukam.  

2. Czego nauczyła panią wyboista droga literacka? Co przez to pani zyskała?


Przede wszystkim dotarło do mnie, że w życiu nie ma nic za darmo. Trzeba ciężko pracować, przygotować się na porażki i cieszyć się nimi, bo czasami są jak wskazówki, co robimy nie tak.

3. Wygląda pani przez okno, a tam ...? :)

Przekwitające bzy.

Burlesque
1.Czy w "Smutku Gabi" jest coś, co chciałaby Pani zmienić?


Szczerze powiem, że po ukazaniu się książki nie przeczytałam jej właśnie z obawy, że będę chciała w niej zmienić dosłownie wszystko.  

kwiatusia
1. Czy po wydaniu pierwszej powieści Pani życie się zmieniło? Jakie są plusy i minusy bycia autorką?


Na razie dostrzegam same plusy. Satysfakcja, że coś udało mi się doprowadzić do końca, że książka podoba się czytelnikom, że „Smutek Gabi” stał się pretekstem do odnowienia znajomości z czasów szkolnych. Polecam każdemu :)

2. Co Pani czuła pisząc ostatnie zdanie / słowo w swoich książkach?


Ulgę.

3. „Wonderful world”, czy jednak ”Dziwny jest ten świat”?

Zdecydowanie „dziwny jest ten świat”. Z każdym dniem mam coraz większe oczy. Im jestem starsza, tym mocniej do mnie dociera, że nie ma czegoś takiego jak „norma”. Również pozdrawiam.

iza.81
1. Przeczytałam, że jest pani stałą bywalczynią bibliotek. Ja też to kocham. Czy zauważyła pani, że te bardziej rozchwytywane książki panie bibliotekarki przechowują u siebie w biurku? U mnie są zapisy na dane książki i czasami czeka się całymi miesiącami aż dorwie się wymarzoną książkę. A przecież tyle się mówi, że Polacy nie czytają książek. Nie zgadzam się z tym, a co pani zauważyła w bibliotekach?


Wydaje mi się, że tak jest tylko z najpopularniejszymi tytułami. Z drugiej strony, nie wszyscy muszą czytać to samo, tak jak nie wszyscy łowią ryby czy fascynują się kinem skandynawskim.

2. W "Smutku Gabi" pokazała pani, że nie warto chować urazy, nawet jeśli ktoś zranił nas bardzo dotkliwie i głęboko. A czy pani byłaby w stanie wybaczyć wszystko?

Do tej pory dobrze mi idzie. Miałam też dużo szczęścia, bo nie musiałam wybaczać zbyt wiele, ale wiem, że chowanie urazy potrafi zatruć życie, czasem rozbić rodzinę czy zniszczyć wieloletnią przyjaźń. Nie warto, jeśli choć trochę lubimy siebie - wybaczajmy.

3. Czy pamięta Pani swój pierwszy napisany tekst?

Niestety nie. Nie jestem zbyt sentymentalna, raczej skierowana na przyszłość niż przeszłość.  Wciąż przechowuję gdzieś moje pierwsze nieudolne próby literackie, ale bardziej z powodu z braku czasu na sprzątanie niż z żalu, że miałabym je wyrzucić.

monweg
1. Proszę sobie wyobrazić, że znalazła się Pani na bezludnej wyspie. Jaka książkę chciałaby Pani mieć przy sobie i dlaczego akurat tę?


Tylko jedną? To okrutne. Pójdźmy na kompromis, wybieram ukończoną Pieśń Ognia i Lodu w jednym tomie, chociaż praktyczniej byłoby mieć jakiś poradnik survivalowy.

2. "Smutek Gabi" to podobno ciepła i lekka historia. Skąd pomysł na książkę o szukaniu swojego miejsca na ziemi?

Według mnie to bardziej książka o wchodzeniu w dorosłość, konfrontacji rzeczywistości z marzeniami. Pomysł zaczerpnięty został oczywiście z życia.

3. Zakładając, że Niebo istnieje, co chciałaby Pani usłyszeć od Boga u bram Raju? (wiem, że jest Pani bardzo młodą osobą, więc proszę wysilić wyobraźnię).

Tekst ze skeczu kabaretu Neonówka - że się zdzwonimy na moją komóreczkę, jesteśmy „in tacz”, jak coś, mam walić na niebieską linię, albo że pomyliłam piętra i niżej czeka na mnie Lucek ;)
 
Sylwka S.
1. Jaka jest Pani definicja szczęścia?


Szczęście to chwila bez trosk.

2. Z czym kojarzy się dla Pani dom rodzinny?

Z bezpieczeństwem, gwarem i chaosem kontrolowanym.

3. Czy w "Smutku Gabi" jest choć cząstka prawdziwej historii, Pani bądź kogoś znajomego?

Myślę, że każdy może odnaleźć tam cząstkę swoich przeżyć, ale gdy pisałam „Smutek Gabi” nie miałam na myśli nikogo konkretnego.

syl_ko91
1. Pisze Pani i lubi czytać w każdej wolnej chwili, jakie książki najbardziej przypadają Pani do gustu? Czy są to książki z pieprzykiem, czy wręcz odwrotnie, kryminały?


Temat rzeka. Nie wybieram książek pod kątem gatunku. Uwielbiam książki dziwne, mało znane, czasem szokujące, niesmaczne, wywracające nasze postrzeganie rzeczywistości, takie których się nie zapomina. Często do nich wracam, m.in.: „Jarmark Odmieńców” Katherine Dunn, „Siostry” Lori  Lansens i „Opowieść żony” tej samej autorki. „Skóra” (Kathe Koja). Te akurat połączone są motywem, ludzkim ciałem, które znacznie odbiega od przyjętej normy, jest zmodyfikowane, wynaturzone. Szczerze polecam. Bardzo lubię też powieści tradycyjne w formie. Zawsze z przyjemnością sięgam po Sarah Waters. Podobała mi się powieść Fabera „Szkarłatny płatek i biały”. Cunningham i Irving - do nich mam zaufanie. Z krótkich form, kocham opowiadania Trumana Capote’a, co zawdzięczam Almodóvarovi (w moim ulubionym filmie „Wszystko o mojej matce” czytany jest fragment „Muzyki dla kameleonów”). Mile zaskoczona byłam „Służącymi” Kathryn Stockett. Wrażenie zrobiły na mnie „Księga Diny” i „Wichrowe wzgórza”, w tych powieściach czuć przestrzeń. Z polskich autorów zdecydowanie Hanna Kowalewska, Krystyna Kofta, Jan Jakub Kolski, a ostatnio Kazimierz Kyrcz. Mogłabym tak wymieniać bez końca.

2. Do dziś pamiętam zapach ... ?

Ziemi zroszonej potem pod sceną na Woodstocku. Tego nie da się zapomnieć.

3. Gdyby wiedziała Pani, że ma przed sobą tylko jeden dzień życia, jakby go Pani spędziła i co by robiła w tych ostatnich minutach?

Trudne pytanie. Jeden dzień to bardzo mało, pewnie zaczęłabym produkcję karteczek ze wskazówkami dla mojej rodziny, oraz spisałabym oświadczenie woli, moje organy mogą przecież jeszcze komuś się przydać.

martucha180
1. Zapewne ma Pani przyjaciółkę Wenę. Jaka ona jest?


Jest bardzo neurotyczna.

2. Czym jest dla Pani SŁOWO?

Narzędziem.

3. Pisanie książek wymaga lekkiego pióra. Jak z jego lekkością było w czasach szkolnych? Jak Pani wypracowania oceniali poloniści – co chwalili, a co krytykowali? Czy widzieli w Pani talent literacki czy wręcz przeciwnie?

Moje prace były przeciętne, ale też ze wstydem muszę przyznać, że się nie przykładałam. Sztampowe tematy szkolnych rozprawek skutecznie zabijały kreatywność i jakąkolwiek chęć samodzielnego myślenia. Za to na studiach na fakultatywnych zajęciach z literatury powszechnej mogłam poszaleć. Do dziś pamiętam temat pracy zaliczeniowej: Cena wolności na przykładzie Holly Golightly ze „Śniadania u Tiffaniego”. Pisałam ją z ogromną przyjemnością.


JaneS
1. A może z książkami jest jak z kremami? Do jakiej grupy zaliczyłaby Pani „Smutek Gabi”? Do kategorii +20 czy jednak +35? Pani książka jest przeznaczona zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn? Większość czytelników po przeczytaniu może stwierdzić, ze tak naprawdę jest ona dla wszystkich, ale zależy mi na Pani zdaniu. Więc spytam inaczej- głównie dla kogo skierowała Pani „Smutek Gabi”?


Pisałam z myślą o osobach, które już coś przeżyły, które próbują żyć na własny rachunek. Doświadczenie nie zawsze związane jest z wiekiem, więc ciężko określić mi ramą czasową „skierowane do osób w wieku od – do”.

2. Czytać można wszędzie. Każde miejsce jest do tego odpowiednie, ale do niektórych książek trzeba się przygotować, znaleźć idealne warunki. Pragnę zatem dowiedzieć się w jakim miejscu najlepiej czytać „Smutek Gabi”? W jakim miejscu można w pełni zrozumieć sens książki? Jakie miejsce jest idealne, aby dogłębnie przeanalizować historię Gabrieli?

„Smutek Gabi” to nie rozprawa naukowa ani filozoficzna przypowieść, nie trzeba specjalnych warunków, by ją zrozumieć. Przesadne analizowanie też nie jest wskazane, bo łatwo popaść w przesadę i znaleźć rzeczy, których tam po prostu nie ma. Zalecam po prostu sprzyjające okoliczności, wygodną kanapę, tudzież kocyk pod jabłonią w ciepły dzień, coś dobrego do picia i pogryzania. To idealna książka na wakacje. Lekka i przyjemna, ale z nutą goryczy, która nadaje książce charakteru.

3. Wchodzi Pani do windy, a tam schody? Jak zareagowałaby w takiej sytuacji?

Pewnie nawet bym nie zauważyła ;)

Edyta Chmura
1. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że pisarze uczą się swojego fachu. Czy pasja, oryginalny pomysł i talent to za mało? Jaki powinien być dobry pisarz?


Gdy pisarz ma pasję, oryginalny pomysł i talent - to już połowa sukcesu, ale ten pomysł trzeba jeszcze uzewnętrznić, czyli poświęcić swój czas i pracę, by mógł powstać tekst. Dobry pisarz musi mieć chociaż odrobinę samozaparcia.

2. Gdyby miała Pani opisać swój charakter za pomocą koloru, to jaki on by był?

Zdecydowanie fioletowy, chociaż nie umiem tego uzasadnić.

3. Budzi się Pani rano i z niedowierzaniem stwierdza, że została przeniesiona do wykreowanego literackiego świata. W jakiej książce chciałaby się Pani znaleźć i z którym bohaterem porozmawiać przy kawce?


Wiem na pewno, w której rzeczywistości znaleźć bym się nie chciała. Sołżenicyn, Dostojewski, Remarque odpadają (nawet gdy ten ostatni zamiast kawą kusi calvadosem). King, Ketchum, Martin, brrr… mogłabym tego nie przeżyć. Literackie światy, do których zaglądam, rzadko bywają przyjazne i bezpieczne. Salander raczej na pogaduszkach przy kawie nie bywa, chociaż chętnie bym ją poznała. Myślę jednak, że interesująco byłoby spotkać „Paskudną dziewczyną” z powieści Margrit Schriber, najlepiej u pani Janki ze „Smutku Gabi”. Julia Pastrana, czyli tytułowa „Paskudna dziewczyna”, mogłaby się tam czuć swobodnie. No i może zaprosiłabym jeszcze Ellinga, piewcę kiszonej kapusty z trylogii Ingvara Ambjørnsena. Myślę, że też by się odnalazł w podwarszawskich okolicznościach pod skrzydłami mamy Macieja.

ulvang
1. Co sprawia Pani więcej przyjemności pisanie powieści obyczajowych czy może opowiadania lub horrory?


Każdy tekst to wyzwanie. Z powieściami dopiero zaczynam przygodę. Myślę, że po trzeciej będę mogła odpowiedzieć na to pytanie.

2. Mieszka Pani we Wrocławiu, studiowała w Toruniu. Czy była Pani kiedykolwiek na meczu żużlowym?(może tak warto napisać jakąś książkę o dylematach sportowców).

Chciałabym sprostować. Urodziłam się i chodziłam do szkoły we Włocławku. We Wrocławiu nie mieszkałam nigdy. Na meczu żużlowym nie miałam jeszcze okazji być (czekam na zaproszenie). O sportowcach ciężko byłoby mi pisać, bo obcy jest mi temat rywalizacji. Ale kto wie?

3. Jak często ludzie pytają Panią czy nie jest Pani krewną Wojciecha Szczęsnego?:)

Jeszcze mi się nie zdarzyło. Za to mam brata Macieja Szczęsnego ;)

skahio
1. Gdyby mogła Pani poprosić dowolną osobę na świecie o szczerą recenzję swojej jednej książki, to który tytuł poddałaby Pani krytyce i komu przypadłoby to zadanie?


Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, o zdanie pytam moich najbliższych i na ich zdaniu zależy mi najbardziej.

2. Czy wciąż pisuje Pani tradycyjne listy, od których zaczęła się przygoda z literaturą czy też emaile i brak czasu wyparły tą tradycję całkowicie?

Niestety nie, napisanie i wysłanie zwykłej pocztówki to dla mnie spory wysiłek, choć listy są o wiele bardziej intymne i osobiste. Żałuję, ale w moim wykonaniu są coraz większą rzadkością.

Zuzia Stępińska
1. Czy lubi Pani czytać informacje o sobie?


Nie, wolę czytać informacje o moich utworach.

2. Jak wygląda Pani wyimaginowany czytelnik? Pisze Pani do konkretnych ludzi z konkretnymi upodobaniami, czy do wszystkich ludzi?

Przede wszystkim piszę z myślą o najbliższych, rodzinie, przyjaciołach i znajomych. Zastanawiam się co też Asia, Dorota, Migota albo moja mama powiedzą, czy moi bracia będą w stanie przez to przebrnąć, czy też powiedzą: sis, znajdź sobie normalne hobby. Dalej myślą nie sięgam, bo nie dociera do mnie jeszcze, że ktoś spoza tego kręgu może przeczytać historię w całości stworzoną przeze mnie.

3. "Smutek Gabi" jest o szukaniu swego miejsca na ziemi. Czy Pani znalazła już takie miejsce? Gdzie jest Pani azyl?

O miejscu już pisałam. Jeszcze go nie znalazłam, ale za azyl uważam dom mojej babci w Lubrańcu. Zawsze będzie mi się dobrze kojarzył i zawsze będę się tam dobrze czuła.

Szczepan Szulczykiewicz
1. Pisząc można czerpać z życia lub z wyobraźni. Można więc określić to procentowo, np. 30% prawdziwych przeżyć, 70% fantazji. Wszystko oczywiście w dużym przybliżeniu. Jak ten "stosunek" wygląda u pani?


Czerpię pełnymi garściami (albo raczej pełnymi zdaniami) i z życia, i z wyobraźni. Myślę, że proporcje rozkładają się po równo.

2. Też studiowałem w tym zacnym mieście. Co z Torunia szczególnie pani utkwiło?


Atmosfera, anioły na każdym kroku, gotyk na dotyk, kamienica na Mostowej, kot Ikar, Zezowate Szczęście na ul. Ducha Świętego, noce w Milsie i w Tratwie, Marylin Mongoł w  Horzycy, zamek Dybowski, Człowiek Warzywo (Pozdrawiam) na Szerokiej i jeszcze kilka rzeczy i osób, które przywołują wspomnienia i na myśl o których się uśmiecham.

3. Co panią boli?


Niesprawiedliwość ekonomiczna na świecie i zbytnia łatwość, z jaką osądzamy innych.

***

Bardzo dziękuję za wszystkie pytania i za udział w konkursie. 

Pozdrawiam serdecznie.
Anna Szczęsna.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Dziękuję serdecznie Annie Szczęsnej za poświęcony czas i niezwykle interesujący wywiad.


Również składam gorące podziękowania wszystkim, którzy wzięli udział w konkursie i zadali pytania. ♥

Do nagrody autorka wytypowała:

Anastazja
Iza81
Szczepan Szulczykiewicz
(proszę o kontakt mailowy)

Gratuluje i pozdrawiam!!!

Cyrysia

czwartek, 22 maja 2014

Rodzina czy kariera?


Zabójczy mezalians
Arkadiusz Babczyk


Wydawca: Novae Res, 2014
Liczba stron: 380
Ocena: brak (ze względu na tematykę)










    W obecnych czasach wykształcenie jest niezwykle istotne. Bez dyplomu wyższej uczelni bardzo ciężko znaleźć lukratywną posadę. Ale czasami coś lub ktoś stoi na przeszkodzie ukończenia studiów. Co wtedy zrobić? Czy za wszelką cenę pozbyć się piętrzących trudności? A może ze spokojem przyjąć to, co nieoczekiwanie daje nam los? Spróbujemy się tego dowiedzieć na przykładzie głównych bohaterów ,,Zabójczego mezaliansu’’ Arkadiusza Babczyka.

Rafał i Aleksandra od kilku lat są zgodną, szczęśliwą, kochającą się parą. On, syn bogatego biznesmena jest świetnie zapowiadającym się programistą komputerowym studiującym na czwartym roku politechniki. Ona, córka ubogiej sprzątaczki właśnie dostała się do Akademii Ekonomicznej w Katowicach. Świat stoi przed nimi otworem. Jednak sielanka nie trwa zbyt długo. Nieplanowana ciąża wywraca ich życie do góry nogami. Dziecko automatycznie przekreśla wszelkie marzenia o dyplomie prestiżowej uczelni i świetlanej karierze. W zaistniałej sytuacji Ola chce usunąć niechcianego insekta.

,,-Nie rozumiesz baranie, że ja nie jestem matką Polką, czyli głupią suką, dla której najważniejszym celem w życiu jest narobienie gromadki bachorów?- tłumaczyła. – Ja marzę o ukończeniu studiów. O wysokim stanowisku. O dobrych samochodach. Wypasionym domu i zagranicznych podróżach’’.

Jak dalej potoczą się losy Oli i Rafała? Czy przewartościowują swoje życiowe priorytety i cele?

To moje pierwsze spotkanie z twórczością Arkadiusza Babczyka, absolwentem Wyższej Szkoły Ekonomii i Administracji w Bytomiu. Autor zadebiutował powieścią ,,Podwójna zemsta’’, zaś obecnie nakładem wydawnictwa Novae Res ukazał się ,,Zabójczy mezalians’’.

Zaintrygowana blurbem na okładce powieści nawiązującym do historii głośnego, medialnego dzieciobójstwa postanowiłam przyjrzeć się temu bliżej. Czy warto było? Sama nie wiem. Czuje ogromny mętlik w głowie i emocjonalne rozdarcie. Historia Oli i Rafała wstrząsnęła mną dogłębnie. Mam wrażenie, że to wszystko zakrawa na jakiś wielki absurd. Ich zachowanie było delikatnie mówiąc irracjonalne. Kiedy podczas intymnego zbliżenia pękła prezerwatywa nie zrobili nic, aby zapobiec niechcianej ciąży np. postarać się o tzw. tabletki ,,po stosunku’’, tylko zbagatelizowali sprawę. Szczególnie bezmyślna postawa Oli wprawiła mnie w zdumienie. Ta bystra, inteligentna dziewczyna, która dostała się do jednej z najbardziej prestiżowej uczelni w Katowicach wstydziła się iść do ginekologa po dodatkowe zabezpieczenie. Zgroza! Przecież to dorosła kobieta, która regularnie od kliku lat współżyje ze swoim chłopakiem, dlatego powinna wziąć na siebie część odpowiedzialności za ewentualne następstwa. Dalej wcale nie jest lepiej. Na wieść o ciąży Ola koniecznie chce się pozbyć ,,tego gada’’ i nie ważne, że wszyscy wokół deklarują swoją chęć pomocy. Liczy się tylko to, co ona chce. Przecież w dzisiejszych czasach wiele młodych matek studiuje i świetnie sobie radzi z wychowaniem dziecka. Ta dziewczyna po prostu jest bez serca. Nawet w trakcie porodu pokazała swoje szatańskie oblicze.

,,- Pępowina oplotła się wokół szyi- stwierdził podenerwowany lekarz i ją przeciął. Sprawdził tętno. – Nie wyczuwam tętna. – Rozpoczął reanimacje.
- Żeby zdechło. Żeby zdechło- wyszeptała Ola.
Położna nachyliła się nad Olą i złowrogo na nią spojrzała.
- Co ty gadasz?
- Żeby zdechło’’.


Jestem wstrząśnięta tematyką tej książki. Ciągle mam w pamięci słynną katowicką tragedię o pewnej dzieciobójczyni, dlatego nie potrafię przestać szukać podobieństw, które notabene niemalże widać na każdym kroku. Praktycznie to ta sama historia tylko w innym ,,opakowaniu’’. Autor perfekcyjnie połączył prawdziwe fakty z literacką fikcją, tworząc coś na kształt powieści a’la dokumentalnej. Całość napisana jest niezwykle prostym, potocznym językiem, momentami bardzo dosadnym. Akcja mknie cały czas do przodu i porywa w wir wydarzeń, które często wywołują mnóstwo emocji, zazwyczaj skrajnych i trudnych do opisania. Bohaterowie są niesamowicie wiarygodni i naturalni. Z zależności od charakteru i sytuacji budzą sympatie i antypatie. Są postaciami, które mieszkają być może gdzieś za rogiem, może niedaleko w sąsiedztwie. Ola (podobnie jak bezduszny ojciec Rafała) to osoba zdeterminowana, zdolna usunąć każdą przeszkodę stojącą na drodze do jej celu. Dla niej liczą się tylko pieniądze, elitarna szkoła i życie na poziomie. Jest chłodna emocjonalnie i niezdolna do empatii czy wyższych uczuć moralnych. Z kolei Rafał to szczery, otwarty, pracowity i odpowiedzialny chłopak. Od razu całym sercem pokochał swoje nienarodzone dziecko i bez mrugnięcia okiem poświęcił dla niego studia oraz późniejszą karierę. I co najważniejsze nigdy tego nie żałował. Zakończenie posiada szokujący, dramatyczny przebieg. Babczyk stworzył własną wersje wydarzeń, która co prawda brzmi nieco mało wiarygodnie, mimo to przypadła mi do gustu.

,,Zabójczy mezalians’’ jest jak dynamit, który rozrywa na kawałki. Momentami czułam się dziwnie pusta i oziębła, by innym razem wybuchnąć wściekłością i niepohamowaną żądzą mordu. Wielka fala emocji zawładnęła moim umysłem, ciałem, duszą i sercem. Reasumując. To jedna z tych książek, obok której nie przechodzi się obojętnie, po którą często się wraca i której nigdy się nie zapomina. Polecam serdecznie.

***
Wydawnictwo Novae Res


środa, 21 maja 2014

Matczyna miłość


Jeszcze jeden dzień 
Mitch Albom
 
Data wydania: 21-05-2014
Wydawnictwo: Znak / Literanova
Ilość stron: 216
Ocena: 5/6









    Głębia matczynego uczucia jest niezwykle piękna, niestety nie zawsze doceniania. Często wydaje nam się, że mamy mnóstwo czasu, aby zdążyć okazać swoją wdzięczność kobiecie, która dała nam życie. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, że ani się nie spostrzeżemy, gdy będzie na to już za późno. Mimo to Charles Benetto, główny bohater książki ,,Jeszcze jeden dzień’’ Mitcha Albom, dzięki cudownemu splotowi okoliczności dostał szansę, by powiedzieć swojej mamie, jak bardzo jest dla niego ważna. Jak do tego doszło?

Charley to samotny mężczyzna w średnim wieku, były, niespełniony bejsbolista. W dzieciństwie boleśnie przeżył rozwód rodziców. Aby zaspokoić niebosiężne ambicje własnego ojca, sprzeciwił się woli matki porzucając naukę na rzecz kariery sportowej. Niestety nie odniósł na tym polu zbyt wielkiego sukcesu. W życiu prywatnym również mu się nie poszczęściło. Popadł w kłopoty finansowe, rozstał się z żoną i stracił kontakt z jedyną córką, która nawet nie raczyła zaprosić go na swój własny ślub. Teraz tylko alkohol daje mu ulgę i złudne poczucie wolności od wszelkich problemów. Z dnia na dzień coraz bardziej się zatraca. W końcu postanawia skończyć ze sobą raz na zawsze. Podchmielony wsiada do samochodu i jedzie odwiedzić Pepperville Beach, swój rodzinny dom. Jednak w trakcie podróży zdarza się wypadek, w którym niespodziewanie spotyka swoją zmarłą sprzed ośmiu laty rodzicielkę. Czy to sen, iluzja, pijackie omamy? A może jakaś siła wyższa stworzyła dla Charley'ego szansę naprawienia swoich błędów w relacjach z matką?

Mitchell David "Mitch" Albom to amerykański autor kilku bestsellerów, dziennikarz, dramatopisarz, scenarzysta, prezenter radiowy i telewizyjny oraz muzyk. Udziela się również charytatywnie. Założył i zorganizował między innymi: "The Dream Fund", "A Time to Help" i "A Hole in the Roof", grupy wolontariuszy i fundacje dla potrzebujących dzieci. W swoim dorobku literackim, oprócz bieżącej pozycji posiada także: "Wtorki z Morriem" (oparta na faktach), "Pięć osób, które spotykamy w niebie" i ‘’Zaklinacz czasu’’. Jego książki sprzedały się na świecie w ponad 35 milionach egzemplarzy, zostały wydane w 48 krajach i przetłumaczone na 44 języki. Na ich kanwie powstały cieszące się uznaniem filmy, nagradzane nagrodą Emmy.

Dotychczas nie miałam sposobności obcować z twórczością tego pisarza, ale kiedy nadarzyła się taka okazja, postanowiłam z niej skorzystać. Czy warto było? Moim zdaniem tak, ponieważ dzięki lekturze ,,Jeszcze jeden dzień’’ uświadomiłam sobie wiele istotnych spraw. Patrząc z perspektywy czasu często nie doceniałam mojej mamy. Zwłaszcza będąc nastolatką wielokrotnie sprawiałam jej przykrość swoim buntowniczym zachowaniem. To, co kiedyś odbierałam, jako atak, tak naprawdę było formą obrony przed otaczającym mnie zewsząd złem. Na szczęście w porę zrozumiałam swój błąd i doceniłam szczere intencje mojej rodzicielki. Nie każdy jednak może mieć tyle szczęścia, dlatego warto już teraz ocieplać bądź naprawiać swoje stosunki z rodzicami.

Powieść Mitch’a Albom’a to historia obyczajowa oparta na wydarzeniach autentycznych, zadedykowana pamięci jego mamy. Podejmuje niezwykle ważną, życiową tematykę dotyczącą macierzyństwa, miłości do dziecka i rodziny, wewnętrznego zagubienia, uzależnienia i jego zgubnych następstwach. Opowiada też o skomplikowanych relacjach międzyludzkich i sile, z jaką pewne jednostki potrafią oddziaływać na innych. Nieraz nieświadomie rodzice wywierają presję na swoich dzieciach uzależniając je od siebie. Nie potrafią zrozumieć, iż błądzenie i popełnianie błędów jest częścią życia człowieka, dlatego każdy sam dobrowolnie powinien decydować o własnym losie.

Książkę czyta się nadzwyczaj płynnie. Rozdziały są krótkie, napisane prostym językiem, i co najważniejsze, treściwe i na temat. Wątki teraźniejsze przeplatają się z retrospekcjami z dzieciństwa i wczesnej młodości głównego bohatera. Dzięki temu możemy lepiej poznać jego relacje z rodzicami oraz dowiedzieć się, jaka sytuacja zapoczątkowała jego ciężki kryzys życiowy. Niestety drażnił mnie brak konkretnej chronologii. Nie lubię chaotycznego przeskakiwania między wątkami, chociaż po jakimś czasie pomału przyzwyczaiłam się do tego. Zabrakło mi także emocji. Niby współczułam cierpiącemu Charlesowi, mimo to jakoś nie poruszył mojego serca. Jedynie podczas epilogu łza zakręciła się w moim oku. To wtedy też odkryłam, kim jest anonimowa pisarka, która postanowiła spisać wspomnienia Benetto dodając jego fragmenty dziennika oraz swoje osobiste zapiski. Przyznam, że moje zdumienie nie miało granic.

To poruszająca, mądra, subtelna i wywołująca rozliczne refleksje książka. Nie można obok niej przejść obojętnie. Uczy, jak doceniać ludzi, których można łatwo stracić i szanować tych, którzy dali nam życie, niezależnie od tego, jak postępują. Serdecznie polecam.


***
Wydawnictwo Znak literanova

wtorek, 20 maja 2014

Wywiad z Karoliną Pastuszak

Mała Pisareczka
1. Co rozumie Pani jako szczęście?


Szczęście to dla mnie życie w zgodzie ze sobą i z innymi. To codzienne drobne przyjemności i chwile spędzone w gronie najbliższych. Zawsze staram się pamiętać o tym, że mogę przeżyć każdy dzień tylko raz i więcej on nie powróci. Nauczyłam się nie rozdrabniać i nie płakać nad rozlanym mlekiem. Cieszę się każdą chwilą i staram się nie wybiegać w przyszłość. Przecież żyję tu i teraz, a nie za tydzień lub miesiąc.

2. Psy to najlepsi przyjaciele człowieka - zgodzi się z tym Pani i dlaczego?

Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Ludzie są zawodni, psy nigdy. Dorosły pies nigdy nie przekroczy umysłowo progu trzyletniego dziecka, dzięki temu może być niezwykle empatyczny i czuły. One rozumieją nas bez słów, są jak radary odbierające nasze emocje. Problemy komunikacyjne są winą ludzi, którzy nie potrafią porozumiewać się ze zwierzęciem w sposób dla niego zrozumiały. Mój Amigo od samego początku otoczony był troską i miłością i każdego dnia odpłaca mi się dokładnie tym samym.

nieidentyczna
1. Przeczytałam, że uwielbia Pani podróże. A czy stanowią one inspirację dla Pani twórczości?


Zdecydowanie tak! Podróże inspirują mnie do tego stopnia, że podczas wyjazdów zawsze towarzyszy mi notatnik, do którego  na bieżąco wpisuję wszystkie złote myśli, próbuję przelewać atmosferę miejsc, uchwycić magię chwili. Miejsca opisywane przeze mnie w „Ups…” to miejsca, które znam i które zrobiły na mnie wrażenie.

2. Może mogłaby Pani udzielić kilku rad młodym i równie ambitnym początkującym pisarzom? Czym się kierować, jak pisać etc.?

Nie czuję się autorytetem, który mógłby udzielać rad w tej dziedzinie. Każdy powinien kierować się sercem, bo jeśli jego zabraknie w powieści, czytelnicy to odczują. Ale najważniejsze to pisać, pisać i jeszcze raz pisać. Nie można się poddawać, nawet jak są chwile słabości i należy wierzyć we własne możliwości, bo są nieograniczone.

3. Proszę dokończyć zdanie: "Dobry pisarz to..."

Dobry pisarz to artysta, który potrafi przelać swoją pasję na papier i zarazić nią czytelników. To ktoś, kto potrafi skłonić nas do refleksji, kto będzie od nas wymagał odblokowania uczuć i przyjrzenia się szerszej perspektywie.

Doomisia♥
1. Skąd wzięła Pani pomysł na tak niebanalny tytuł książki "Ups...No to wpadłam"?


Ten tytuł wymyśliłam spontanicznie. Okazało się, że doskonale pasuje do przygód Marisy i wszystkim następnym propozycjom czegoś brakowało.

2. Widzę, że lubi Pani podróżować. Co w tym podróżowaniu jest takiego, że -tak jak przeczytałam- najchętniej wracałaby Pani do domu, tylko po to aby przepakować walizkę?

Nie znoszę monotonii, uwielbiam nowe wyzwania i przygody. Lubię poznawać nowe kultury, wsłuchiwać się w brzmienie obcych języków, rozmawiać z obcokrajowcami. Czuję się obywatelką Świata i chciałabym móc go jak najlepiej poznać.

barwinka
1. Bohaterki Pani książek pracują w wydawnictwach. Czy inspirowała się Pani swoimi doświadczeniami, pisząc o ich pracy?


W pewnym stopniu wzorowałam się na moich doświadczeniach, ale nie trzymałam się ich kurczowo. Podczas gdy moje bohaterki początkowo parzyły kawę i zajmowały się kserowaniem dokumentów, ja byłam redaktorem działu. Niemniej jednak moje doświadczenie redakcyjne pomogło mi oddać klimat pracy dziennikarza oraz edytora.

2. Czy myśli Pani o kolejnej książce? Jeśli tak, to może uchyli Pani rąbka tajemnicy i zdradzi zarys fabuły.

Na tym etapie mogę jedynie zdradzić, że ukaże się ona jesienią i będzie w niej jeszcze więcej akcji. Pojawi się również burzliwa, trudna miłość, która nigdy nie powinna się zrodzić.

Burlesque
1. Udając się w podróż - co ZAWSZE znajduje się w Pani walizce? Bez czego nie potrafi Pani podróżować?


Najczęściej podróżuję z bagażem podręcznym, a w nim nie może zabraknąć notatnika, pióra oraz czytnika e-booków.

mojedamskiemysli
1. Co ma Pani zawsze w swojej torebce ?


Bałagan :) Oprócz tego kilka opakowań chusteczek higienicznych, które nieustannie wszędzie mi towarzyszą w związku z alergią. Nie rozstaję się również z czytnikiem, w którym zawsze czeka na mnie kilka nowości.

2. Co Pani sądzi o czytających w tramwajach i autobusach ?

Robi mi się ciepło na sercu kiedy widzę ludzi zaczytanych w książce, nieobecnych, przenoszących się w inny świat. Zastanawiam się często gdzie właśnie są i co czują. Czasami staram się odgadnąć to po minie lub tytule.

3. Najdziwniejsza historia w Pani życiu (o ile taka się Pani zdarzyła).

Niedługo po tym jak poznałam mojego męża okazało się, że ukończyliśmy tą samą podstawówkę i liceum. Co więcej chodził on do klasy z moją przyjaciółką. Poznaliśmy się jednak dopiero po studiach. To dziwne, że mijając się na korytarzach przez tyle lat nigdy nie zamieniliśmy ani jednego słowa. Widać przeznaczenie pchało nas ku sobie i w końcu się udało :)

makomt
1."Ups... No to wpadłam!" - wyobrażam sobie, że takie słowa mogą przyjść do głowy niejednemu człowiekowi, ale także zwierzakowi. Czy Pani labrador miał jakąś przygodę, która mogłaby zostać spuentowana takim właśnie stwierdzeniem?


Amigo przeżywa bez przerwy mniejsze lub większe przygody. Jednak mina wyrażająca „Ups…” kojarzy mi się najbardziej ze wskakiwaniem na kanapę. Nie wolno mu tego robić, a jednak czasami próbuje niepostrzeżenie wślizgnąć się na nią. Dopóki go ignoruję wygląda jakby myślał: „Udało się? Może mnie nie zauważy?”. Kiedy pytam go gdzie się wgramolił, robi się zmieszany i jestem pewna, że gdyby umiał mówić powiedziałby: „Ups… No to wpadłem!”.

2. Skąd pomysł na osadzenie akcji w Katalonii oraz wykreowanie bohaterów niebędących Polakami?

Podróże stanowią bardzo istotny element mojego życia. Często wracam do Hiszpanii i podczas pobytu w Barcelonie zrobiła ona na mnie na tyle duże wrażenie, że postanowiłam właśnie w tym mieście umiejscowić akcję książki. Hiszpania częściej będzie się pojawiać w moich powieściach, ponieważ darzę ten kraj wyjątkowym sentymentem. Nie tylko mówię po hiszpańsku, ale jestem wielką fanką hiszpańskiego kina, muzyki i jedzenia.

Zjadam Skarpety
1. Jest Pani entuzjastką podróży - w jakie miejsca udało się już odwiedzić? Czy po wojażach zawsze były tylko pozytywne wrażenia, czy może są miejsca, w które drugi raz Pani by nie wróciła? Którą z podróży najlepiej Pani wspomina?


Odwiedziłam tyle miejsc, że ciężko jest mi wszystkie wymienić. W Europie największe wrażenie zrobiły na mnie Rzym i Wiedeń – z niewiarygodną wręcz ilością przepięknych zabytków. Natomiast z dalszych podróży na myśl przychodzi mi Nowy Jork z połyskującymi drapaczami chmur i falującymi na wietrze flagami. To co cenię w USA, to bezwzględny patriotyzm odczuwalny na każdym kroku. Najmniejsze wrażenie zrobił na mnie chyba Budapeszt. Dosyć blado wypadł w porównaniu z innymi europejskimi stolicami.

2. Jeszcze pytanie w związku z tematem podróży: wiele osób wydaje obecnie książki na temat miejsc, które zwiedziły, opisują w nich swoje przygody, zabawne sytuacje oraz zdarzenia, które naprawdę napędziły strach. Czy i Pani chodziło kiedyś po głowie, by coś w tym rodzaju napisać?

Taka książka może znaleźć uznanie, jeśli napisana jest przed podróżnika z krwi i kości. Ja wolę tworzyć fikcyjną fabułę uzupełnioną moimi przeżyciami.

3. Praca redaktorki to niełatwy kawałek chleba, wymaga kreatywności i pomysłowości, więc może być dobrą zabawą, ale gdy brakuje weny, może być udręką. Czy w Pani przypadku realizuje się Pani w pracy marzeń? A może chciałaby Pani to wszystko rzucić i zająć się czymś innym?

Do tej pory nie dopadł mnie brak weny. Uwielbiam pracę ze słowem w każdym aspekcie.

kwiatusia
1. Czy po wydaniu powieści "Meksykańska miłość" Pani życie się zmieniło? Jakie są plusy i minusy bycia autorką?


W moim odczuciu nic się nie zmieniło. Dla mnie pisanie książek to pasja. Początkowo miałam pisać do szuflady, ale koleżanka i mąż namówili mnie żebym rozesłała swoją propozycję do wydawców. I udało się. Kiedy mówię komuś, że wydałam dwie książki jest zaskoczony i zaciekawiony równocześnie. Często słyszę, że to coś niezwykłego i wtedy się zastanawiam czy tak rzeczywiście jest. Jak śpiewał Jerzy Stuhr „Śpiewać każdy może…”, czy z pisaniem nie jest tak samo?

2. Czy jest na świecie takie miejsce do którego by się Pani przeniosła bez zastanowienia (na przykład, gdyby wygrała Pani w lotto) ;), a może znalazła Pani już swój azyl, swoje zacisze do którego uwielbia Pani wracać po dalekich podróżach i nie wyobraża sobie Pani żadnej przeprowadzki?

Już odnalazłam swoje miejsca na świecie, zapuściłam korzenie, jestem szczęśliwa. Natomiast gdybym wygrała w lotto zwiedziłabym cały świat. Po co kupować dom na Malediwach, skoro co miesiąc można się przenosić w inne, cudowne miejsce?

3. „Wonderful world”, czy jednak ”Dziwny jest ten świat”? :)

I jedno i drugie. Świat jest cudowny, przekonuję się o tym codziennie. Trzeba tylko uważnie patrzeć i pozwolić sobie na odczuwanie. Mam wrażenie, że żyjemy za szybko, wiele rzeczy nam umyka w tym ciągłym biegu. Cały czas uczę się zatrzymywać i czuć. Patrzeć i widzieć to też dwie różne rzeczy.

mam namyszy
1. Ciekawość, według pani, to pierwszy stopnień do piekła czy jednak drogowskaz, który pozwala nam poznawać świat? Jak dużo można przez ciekawość stracić, a ile zyskać? Jak pani doświadcza ciekawości na własnej skórze?


Ciekawość napędza świat, to dzięki niej możliwy jest wszelki postęp. Dopóki nie narusza ona zasad bezpieczeństwa czy prywatności innych osób, nie widzę w niej nic złego. U mnie ciekawość objawia się głównie podczas planowania podróży i później na miejscu. Również pisząc książkę staram się zawrzeć w niej możliwie dużo ciekawostek, robię obszerny research.

2. Kupiła pani najnowszą książkę autora X. Zaczyna pani ją czytać, ale przypadkowo zauważa, że ostatnia strona jest inna od wszystkich poprzednich. Wygląda na to, że jest ona swego rodzaju kopertą z czymś w środku. Jak by się pani zachowała w tej sytuacji? Co może się tam kryć?

Nie mam pojęcia co mogłaby kryć koperta, jednak poczekałabym z jej otwarciem do samego końca. Nigdy nie czytam najpierw zakończenia, bo to psuje całą zabawę.

3. Pewnie ma pani w sercu termometr uczuć, który reaguje na wszystko i nigdy nie spada poniżej zera. Kiedy wskazuje on 40 stopni Celsjusza?

Kiedy spędzam czas z bliskimi mi osobami oraz podczas pisania. Jeśli nie czuję motylków w brzuchu, nie napiszę ani jednego zdania. Wolę chwilę na nie poczekać, niż pisać coś, czego nie czuję.

iza.81
1. Czy nie myślała pani, aby fabułę "Ups... No to wpadłam!" umieścić na rodzimym gruncie?


Nie i cieszę się, że pojawiło się to pytanie. To, że jestem polską autorką nie szufladkuje mnie i nie obliguje do umieszczania akcji w Polsce. Jak pisałam wcześniej podróże są dla mnie niezwykle istotne, fascynują mnie i są moją inspiracją. Nie mogę sobie narzucić, że akcja tym razem będzie się rozgrywała w Warszawie czy Wrocławiu. Pomiędzy miejscem, które opisuję i mną konieczna jest chemia. Nie twierdzę jednak, że nigdy nie napiszę książki, której akcja rozgrywa się w Polsce.

2. "Ups... No to wpadłam!" to taka mieszanka filmów: "Szklana pułapka", "Ojciec chrzestny", "James Bond Agent 007" i "Gotowe na wszystko". Czy pisząc tę powieść wzorowała się pani na tych filmach?

Nie, nigdy nie wzoruję się na dziełach, które już powstały. Staram się stworzyć zupełnie nową, nieopowiedzianą wcześniej historię widzianą moimi oczami.

3. Uwielbia pani podróżować. Zatem czy ma pani takie wymarzone wyobrażenie miejsca (istniejące lub nie), które chciałaby zwiedzić?

Obecnie są to Hawaje i Kalifornia. Ciągnie mnie również do Tajlandii.

joanna.stoczko
1. Na czyim zdaniu zależy Pani najbardziej, jeśli chodzi o Pani książki? Na zdaniu czytelników czy raczej na Pani własnym? Dlaczego?


Oczywiście na pierwszym miejscu są czytelnicy oraz wydawca. Waga mojego zdania kończy się w momencie, kiedy oddaję maszynopis. Najważniejsze jest to, co z moją książką dzieje się później. Mam w sobie ogromnie dużo pokory, na bieżąco wyciągam wnioski i staram się uczyć. Jeśli spotykam się z konstruktywną krytyką nie obrażam się, tylko traktują ją jako lekcję.

3. Może z książkami jest jak z kremami? Do jakieś grupy zaliczyłaby Pani "Ups... No to wpadłam!''? Do kategorii +20 czy +35? Pani książka jest przeznaczona zarówno dla kobiet jak i dla mężczyzn?

Nie sądzę żeby „Ups…” mogło wciągnąć męską część czytelników. To jest mimo wszystko romans. Pisząc książkę nie skupiam się na dotarciu do konkretnej grupy wiekowej, jednak okazuje się, że moje powieści są dosyć uniwersalne i zyskują uznanie kobiet w różnym wieku.

monweg
1. Proszę sobie wyobrazić, że znalazła się Pani na bezludnej wyspie. Jaką książkę chciałaby Pani mieć ze sobą i dlaczego akurat tę?


Z pewnością postawiłabym na „Szkołę przetrwania” Beara Gryllsa. Nigdy nie chciałabym znaleźć się na takiej wyspie, czułabym się zagubiona i bezbronna.

2. "Ups...No to wpadłam" to - jak czytałam - całkiem niezła książka o bardzo ciekawej tematyce (mam nadzieję, że niedługo przeczytam). Skąd pomysł na taką właśnie książkę i czy kolejne będą utrzymane w tej samej konwencji?

Pomysł zaczerpnęłam ze snu. Przyśniło mi się, że jestem na eleganckim przyjęciu i arogancki przystojniak oprowadza mnie po pięknej posiadłości. Zostawia mnie na moment w bibliotece, z której przez okno widzę egzekucję. Dokonujący jej zbir niespodziewanie spogląda w okno na piętrze i widzi mnie. Nasze spojrzenia spotykają się, czuję przyspieszone bicie serca i wiem, że wpadłam w tarapaty. Obudziłam się i szybko zapisałam pomysł. Resztę musiałam wymyślić.
Jeśli chodzi o kolejne książki, to staram się łączyć akcję z wątkiem miłosnym. Czy może być bardziej pociągające zestawienie jak niebezpieczeństwo i romans?

Sylwka S.

2. Z czym kojarzy się dla Pani dom rodzinny?

Z ogromną dawką śmiechu. Moja mama jest niezwykle pogodną i wesołą osobą, zawsze zaraża wszystkich dobrym humorem. Wydaje mi się, że przejęłam od niej tą cechę i mój dom często rozbrzmiewa śmiechem.

3. Jakie jest Pani najlepsze lub najśmieszniejsze wspomnienie z dzieciństwa?

Mam całe mnóstwo takich wspomnień. Uważam, że miałam wyjątkowo szczęśliwe i beztroskie dzieciństwo. Jeśli jednak mam przytoczyć jedno wspomnienie, na myśl przychodzi mi pisanie pierwszej powieści. Miałam wtedy mniej więcej czternaście lat i razem z przyjaciółką postanowiłyśmy napisać romans, którego akcja umiejscowiona była w Starożytnym Egipcie. Napisanie pięćdziesięciu kilku stron zajęło nam ponad miesiąc, później przez kilka dni przepisywałyśmy notatki odręczne na maszynie do pisania i dumnie przedstawiłyśmy swoje dzieło sąsiadce - nauczycielce języka polskiego. Potraktowała nas pobłażliwie nie chcąc ugasić naszego entuzjazmu, jednak czytając tę powieść po latach zaśmiewałam się do łez. Co prawda napisana jest patetycznym tonem pełnych „ochów” i „achów”, ale mimo wszystko znalazła miejsce na mojej półce obok „Meksykańskiej miłości” oraz „Ups… No to wpadłam!”.

martucha180
1. Zapewne ma Pani przyjaciółkę Wenę. Jaka ona jest?


Kapryśna. Zdarza się, że kiedy mam czas i chcę pracować nad powieścią odmawia posłuszeństwa. Po chwili jednak wraca przepełniona nowymi pomysłami i zabiera mi stanowczo więcej czasu, niż w danym momencie posiadam.

2. Czym jest dla Pani SŁOWO?

Życiem. Spróbujmy bez słów opisać co czujemy lub czego oczekujemy. Nie da się. Jest z jednej strony narzędziem komunikacji, z drugiej kluczem do zrozumienia świata i innych ludzi.

3. Pisanie książek wymaga lekkiego pióra. Jak z jego lekkością było w czasach szkolnych? Jak Pani wypracowania oceniali poloniści – co chwalili, a co krytykowali? Czy widzieli w Pani talent literacki czy wręcz przeciwnie?

Od małego bardzo dużo czytałam. Początkowo były to przynoszone przez moją mamę książeczki Disneya, które stopniowo zastępowały coraz grubsze tomy. To mama zaraziła mnie miłością do czytania i chyba dzięki temu wyrobiłam sobie warsztat. Nie wyobrażam sobie pisarza, który nie lubi czytać. To się zwyczajnie nie może udać. Język polski zawsze był moim ulubionym przedmiotem, zawsze byłam w nim bardzo dobra. W liceum miałam wspaniałą nauczycielkę, bardzo wymagającą, pełną pasji. Wtedy zaczęłam pisać wiersze, a ona je sprawdzała, rozmawiała ze mną o nich i dawała mi wskazówki. Pamiętam zabawną sytuację, kiedy ta sama polonistka pytała wszystkich uczniów, kim chcą zostać w przyszłości. Kiedy przyszła moja kolej dumnie odpowiedziałam, że chcę iść w jej ślady i pójdę na polonistykę. Zapytała mnie wtedy: „Chcesz zostać nauczycielką?”. Ja na to wypaliłam: „W najgorszym wypadku”. Cała klasa wybuchła śmiechem, nauczycielka również. Fakt jest jednak taki, że odegrała ona ważną rolę w moim życiu.

Inna Niezwykła
1.Uwielbia Pani podróże więc czy ma Pani jakieś miejsce do którego z wielką chęcią wraca i nigdy się tam Pani nie nudzi ?


Staram się nie jeździć dwa razy w to samo miejsce. Świat jest ogromny i stoi otworem. Wolę poznawać nowe miejsca, zawsze się przy tym czegoś ucząc.

2. Ma Pani coś co pomaga Pani pisać ? Nie wiem może jakąś szczególną piosenkę albo film z którego może pani czerpać nieustannie inspirację ?

Muzyka bardzo mnie inspiruje. Zawsze tworzę sobie playlistę, które towarzyszy mi podczas pisania konkretnej powieści. W ten sposób wprowadzam się w nastrój, staram się wcielić w rolę mojej bohaterki i poczuć to co ona. Staram się aby moje bohaterki były wiarygodne, często ich decyzje są moimi decyzjami, a ich reakcje moimi reakcjami.

monalisap
1. Jak wygląda Pani typowy dzień pracy?


Nie mam typowego dnia pracy. Kreatywność wyklucza takie pojęcie. Nie pracuję za biurkiem, w związku z czym każdy dzień jest kompletnie inny od poprzedniego.

2. Co Panią najbardziej zaskoczyło w tym, co piszą czytelnicy o Pani książkach?

Najbardziej zaskoczyło mnie, że oczekują osadzenia akcji w polskich realiach. Jest bardzo wielu polskich autorów, którzy piszą o otaczającej nas rzeczywistości. Ja piszę o zagranicznych przygodach, staram się przenieść czytelnika w zupełnie inny świat, oderwać go od tego, co już zna i pobudzić jego wyobraźnię.

Anastazja
1. Witam serdecznie. Wiadomo, pisanie jest najlepszą formą spędzania czasu. A Pani od zawsze chciała napisać powieść, czy to przyszło nagle typu "o a może napiszę książkę, będzie fajnie"?


Napisanie książki przyszło spontanicznie. Podobnie jak „Ups…”, również „Meksykańska miłość”, którą zadebiutowałam, oparta jest na śnie. Sen był tak naładowany emocjami, że nie mogłam o nim zapomnieć, koniecznie musiałam przelać go na papier. Po napisaniu kilku stron doszłam do wniosku, że nie dam rady. Po paru dniach wróciłam jednak do pisania i robiłam to w tajemnicy. Bałam się krytyki. Nie chciałam usłyszeć, że tracę czas, że i tak nikt tego nie wyda. Później przyznałam się koleżance, która zaczęła na bieżąco czytać rozdziały i dopingowała mnie do dalszego pisania. Następnie dowiedział się mój mąż i on również zaczął mnie wspierać. Wśród moich bliskich nie spotkałam się z ani jedną negatywną reakcją. Rodzicom przyznałam się na krótko przed premierą pierwszej powieści. Osłupieli, myśleli, że żartuję. Teraz mam w nich najwierniejszych czytelników.

3. Pisanie, czytanie, tworzenie.. Nocą czy nad ranem?

Nocą i wcześnie rano. W ciągu dnia za dużo spraw mnie rozprasza, ciągle jest coś do zrobienia, obowiązki się nie kończą. Wieczorem mam czas żeby się wyciszyć i wtedy najłatwiej jest mi zebrać myśli. Wcześnie rano lubię ponownie czytać to, co napisałam i świeżym okiem nanosić poprawki.

Aleksandra X
2. Kto jako pierwszy przeczytał Pani debiutancką książkę i jaką wyraził opinię?

Jak już pisałam wcześniej była to koleżanka. Zachwyciła się samym pomysłem napisania powieści i ciągle dopytywała, czy napisałam coś więcej. Chciała się dowiedzieć jak potoczą się losy mojej bohaterki i to mnie motywowało. Później przesłała kilka rozdziałów swojej siostrze i ona również zaczęła się dopytywać o ciąg dalszy. Jestem świadoma tego, że znajomi i rodzina nie są obiektywni, jednak wsparcie jakie otrzymałam okazało się bezcenne.

3. Czy miała Pani obawy przy wydaniu pierwszej książki? Bała się Pani opinii czytelników?

Oczywiście, obawiałam się odbioru. Opinia czytelników jest bardzo ważna. Jeśli powieść się nie spodoba, oznacza to dla niej śmierć. Ufałam jednak wydawcy. Skoro postanowił wydać moją powieść, musiała być wystarczająco dobra.

syl_ko91
1. Pisze Pani i lubi czytać w każdej wolnej chwili, jakie książki najbardziej przypadają Pani do gustu? Czy są to książki z pieprzykiem, czy wręcz odwrotnie, kryminały?


Najbardziej lubię książki, które łączą w sobie jedno i drugie. Przeczytałam całą „Sagę o Ludziach Lodu”, która miała czterdzieści siedem tomów. Nie stronię jednak od książek, które traktują tylko o przygodach lub tylko o miłości. Obecnie skończyłam najnowszą „Bridget Jones. Szalejąc za facetem” i zaczynam „Inferno” Dana Browna.

2. Do dziś pamiętam zapach ... ?

Kremu mojej mamy „Pani Walewska”. Jak dziś pamiętam granatowy słoiczek stojący przy lustrze na toaletce.

Edyta Chmura
1. Optymiści to gatunek na wyginięciu - takie mam wrażenie. Narzekanie to chyba jedna z naszych cech narodowych ;) Jak Pani przekonuje "wiecznych maruderów" do tego, aby spojrzeli na świat przez różowe okulary? Zaraża Pani śmiechem czy może szczuje strachem, żeby zastosować terapie wstrząsową ;)?


Staram się zarażać uśmiechem i udowadniać, że szklanka jest w połowie pełna. Pokazanie innej perspektywy jest stosunkowo proste, wszystko zależy od tego, czy druga osoba chce dostrzec pozytywne aspekty, czy nie. Ważne jest nastawienie do świata. Jestem zdania, że optymizm da się wyćwiczyć, ale to ciężka praca. Mam często wrażenie, że ludziom nie chce się zmieniać punktu widzenia. Najłatwiej jest narzekać bez końca.

2. Trzeba odwagi, aby wygrzebać z dna szuflady swoje teksty i pokazać je światu. Czy był taki moment (np. na spotkaniach autorskich albo w gronie rodzinnym), że przepełniona dumą i świadomością docenienia przez czytelników powiedziała sobie Pani: "Jestem dobra w tym co robię!"?

Jestem dość samokrytyczna, więc o dumie na razie nie mogę mówić. Uważam, że początkujący autor, który jest z siebie bezwzględnie zadowolony niczego się nie nauczy i nie będzie robił postępów. Oczywiście należy się cieszyć z tego, że książka dostępna jest w księgarniach i z każdej dobrej recenzji, należy jednak zachować równowagę i wsłuchać się również w głosy krytyczne, bo to one podpowiedzą nam jak możemy stać się jeszcze lepsi i spełnić oczekiwania czytelników. Oczywiście jest mi bardzo miło, kiedy słyszę, że moja powieść spodobała się czytelnikom. Nie popadam jednak w samozachwyt. To byłoby trochę jak strzelenie samobójczego gola.

3. Przepraszam, bo może jest to zbyt osobiste pytanie, ale nasunął mi je tytuł Pani powieści...Czy nieplanowana ciąża oznaczałaby dla Pani koniec wojaży po świecie czy uważa Pani, że dziecko wcale nie przeszkadza w rozwijaniu pasji, można je spakować i w drogę? :)

Dla mnie ani ciąża, ani dziecko nie są żadną przeszkodą. Wszystko zależy od indywidualnego podejścia. Podróżowanie z dzieckiem wymaga dokładniejszego planowania, początkowo zmniejsza spontaniczność wypadów, jednak ich nie przekreśla.

ulvang
1.  Czym zachęciłaby Pani męskie grono czytelników do swoich książek?


Nie zamierzam tego robić, gdyż panowie nie są fanami romansów. Nie śmiałabym zachęcać ich do czytania moich książek.

***

Ps. Niektóre pytania zostały świadomie pominięte przez autorkę, ponieważ nie były związane z jej twórczością i zainteresowaniami. Z góry serdecznie przepraszam, jeśli ktoś poczuł się urażony.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Dziękuję serdecznie Karolinie Pastuszak za poświęcony czas i wywiad.


Również składam gorące podziękowania wszystkim, którzy wzięli udział w konkursie i zadali pytania. ♥
Do nagrody autorka wytypowała:

martucha180
Edyta Chmura 
 


Gratuluje i pozdrawiam!!!

Cyrysia

poniedziałek, 19 maja 2014

Uważaj o czym marzysz


Kochaj i jedz, Brazyliszku
Michalina Kłosińska-Moeda

Data premiery:
11.06.2014
Liczba stron: ?
Ocena: 5-/6










     Niebawem swoją premierę będzie miała najnowsza książka Michaliny Kłosińskiej-Moedy zatytułowana "Kochaj i jedz, Brazyliszku". Autorka w swoim dorobku literackim posiada jeszcze ,,Miłosne kolizje’’ oraz ,,Kota lubi szanuje''. Obie poprzednie pozycje wywarły na mnie całkiem pozytywne wrażenie, dlatego bardzo chętnie zabrałam się za bieżącą lekturę. Jakie pasjonujące przygody czekały na mnie? Zapraszam do czytania.

Nocznik, mała miejscowość położona nieopodal Świebodzina. To właśnie tutaj poznajemy dwudziestoletnią Edytę, kelnerkę pracującą w pobliskim Bistro w Copacabanie. Dziewczyna niedawno ukończyła technikum hotelarskie, niestety nie ma żadnych, ciekawych perspektyw na przyszłość. Zafascynowana Brazylią marzy o tym, by spotkać na swojej drodze przystojnego Latynosa, który ,,porwie’’ ją w gorących rytmach samby. Pewnego dnia dowiaduje się, że Rafał Tokarz, syn jej szefa zaręczył się w Niemczech z Brazylijką imieniem Edwiges (polski odpowiednik-Jadwiga), z którą planuje wziąć ślub w rodzinnej wiosce. Wkrótce do Nocznika zjeżdżają się pierwsi, egzotyczni goście. Edyta jest w siódmym niebie. Podczas wesela poznaje nieziemsko przystojnego Césara, kuzyna panny młodej oraz tajemniczego Marka Mirga, który również posiada jakieś brazylijskie korzenie. Obaj mężczyźni są wyraźnie zainteresowani młodziutką, sympatyczną kelnerką, na dodatek z wzajemnością. Tylko Piotrek, skromny, uczynny chłopak z sąsiedztwa nie jest zadowolony z takiego obrotu sprawy, ponieważ niemal od dziecka podkochuje się w Edycie. Co z tego dalej wyniknie? Komu dwudziestolatka ofiaruje swoje serce?

Urzeczona piękną, klimatyczną okładką liczyłam na to, iż jej wnętrze okaże się równie fascynujące. Na szczęście moje oczekiwania zostały w dużej mierze zaspokojone. Dostałam lekką, ciepłą, optymistyczną, nieco żartobliwą powieść obyczajową, przy której na moment zapomniałam o szarej rzeczywistości. Fabuła już od pierwszych scen wciąga w wir nieprawdopodobnych wydarzeń i nie pozwala na dekoncentrację. Nocznik to mała, urokliwa wioska, w której próżno szukać jakiś wielkich atrakcji. Jednak za sprawą obecności Brazylijczyków zaczyna się prężnie rozwijać. Dzięki Markowi, który ma niebywałą smykałkę do interesów w iście rekordowym czasie powstaje tu ośrodek rekreacyjno-turystyczny, co za tym idzie pojawia się też pensjonat, Spa, gościńce i sklepy z pamiątkami. Ale największą rozrywką dla tutejszych mieszkańców jest szukanie sensacji i ploteczki. A tego w ostatnim czasie akurat nie brak. Będziemy świadkami przygotowań do polsko-brazylijskiego wesela, otwarcia wielkiej hodowli bydła i stadniny koni oraz poczujemy smak intrygi spiskowej, która wzbudzi wokół wiele zamieszania.

Książkę cechuje prostota stylu, jasność przekazu oraz dbałość o różne detale związane z Brazylią. Akcja szybko i sprawnie mknie do przodu, a wydarzenia układają się w sensowną całość. Istotnym elementem jest także humor słowny, który towarzyszy czytelnikowi niemalże na każdej stronie. Bohaterowie są barwni i wyraziści, łatwo zapadają w pamięć. Niestety nie polubiłam głównej postaci. W moim mniemaniu była irytująca, niezdecydowana, niedojrzała, momentami nieco sztuczna. Zachowywała się nieraz jak nierozgarnięta małolata, która nie potrafi nic sensownego powiedzieć, poza swoim ,,Jaa-cie’’. Szkoda, że autorka ,,zepsuła’’ jej wizerunek. Również niepotrzebnie spolszczyła imię Edwinges, która cały czas figurowała jako ''Jadzia''. Przez ten zabieg powieść odrobinę straciła na jakości. Przypadł mi za to do gustu wątek miłosny, który śledziłam z ogromną przyjemnością. Nie był jakoś szczególnie nachalny, nie rzucał się w oczy, jak w przypadku wielu podobnych historii, tylko podążał swoim naturalnym rytmem. Zakończenie, chociaż przewidywalne, mnie usatysfakcjonowało. Natomiast ciekawym posunięciem było wplecenie kilku istotnych informacji dotyczących Brazylii (tzw. quiz z pytaniami i odpowiedziami), jej kultury oraz kuchni (przepisy na różne dania, ciastka, desery lub drinki i koktajle).

To relatywnie dobra, interesująca, kolorowa niczym karnawał w Rio de Janeiro komedia romantyczna. Napawa optymizmem, podnosi na duchu, niezwykle szybko przywraca dobry nastrój i wywołuje uśmiech na twarzy. Pokazuje, że na marzenia trzeba uważać, na ich spełnienie tym bardziej. Serdecznie polecam. Moim zdaniem naprawdę warto.

***
Wydawnictwo Replika.