czwartek, 6 listopada 2014

Wywiad z Danutą Noszczyńską

izabela81
1. Otrzymała Pani Nagrodę Pazura 2013. Co zatem według Pani musi posiadać literatura z pazurem, aby na takie miano zasłużyć?


Według jurorów konkursu powinna być przede wszystkim „o czymś” – czyli zawierać coś więcej niż wątek romansu,  mieć właściwą dawkę i poziom poczucia humoru i powinna być napisana poprawną polszczyzną.  

2.  Adela - bohaterka "Harpii" uważa, że jedynym sposobem na przetrwanie jest wyparcie wspomnień i odsunięcie od siebie wszelkich emocji. Czy Pani też tak uważa, czy w takich sytuacjach robi Pani coś wręcz przeciwnego?

Myślę, że każdy z nas wypiera niewygodne wspomnienia – taki mamy odgórnie wbudowany mechanizm obronny. Ale oczywiście nie może to być jedyny sposób na radzenie sobie z problemami, bo można w ogóle stracić poczucie rzeczywistości, jak moja Adela. 

3. Jak według Pani wygląda "harpia", którą możemy spotkać w prawdziwym życiu (a może miała Pani z taką harpią do czynienia)?

Nie zastanawiałam się nad tym obszerniej, ale myślę że Harpia charakteryzuje się przede wszystkim brakiem empatii, nie potrafi lub nie chce pochylić się nad cierpieniem drugiego człowieka, zaakceptować jego niedostatków. Jest po prostu bezwzględna.

Monika Piotrowska-Wegne
r
1. Może banalnie, ale mnie to ciekawi. Gdyby znalazła się Pani na bezludnej wyspie, to jaką książkę chciałaby Pani mieć ze sobą i dlaczego akurat tę?


Może Panią rozczaruję, ale wówczas wolałabym pisać niż czytać, w związku z tym chciałabym mieć księgę o czystych kartach i długopis z niewyczerpującym się tuszem.

2. Jak ostatnio obserwuję bardzo ciężko jest się wybić młodym pisarzom. Organizują najróżniejsze zbiórki i akcje wspierające projekt wydania książki. Jak Pani zapatruje się na taką inicjatywę i czy też musiała Pani sięgać po takie środki?

Jestem przeciwnego zdania – dziś łatwiej jest wydać książkę niż kiedykolwiek i jeśli  „młody pisarz” popełni coś rzeczywiście godnego uwagi, znajdzie wydawcę. Wydawanie książek na własny koszt lub z tzw. współfinansowaniem nie jest dobrym pomysłem – w takim  przypadku firmie wydającej książkę (bo to raczej nie są wydawcy) nie zależy ani na jej poziomie, ani na sprzedaży – tylko na wkładzie finansowym autora w przedsięwzięcie. A to przecież wydawca powinien płacić autorowi, nie odwrotnie. Tak właśnie było i jest w moim przypadku.

3. I teraz radykalna zmiana tematu i moje ulubione pytanie. Zakładając, że Niebo istnieje, co chciałaby Pani usłyszeć od Boga u bram Raju? Bardzo proszę o wysilenie wyobraźni.

Chciałbym usłyszeć tylko tyle (lub aż tyle), że Go nie zawiodłam.  

Sylwka S.
1. Czy warto walczyć o swoje marzenia? Czy czasami warto odpuścić tylko po to, aby kogoś nie skrzywdzić? Czy iść za słowami, że "życie jest tylko jedno" i dojść do niektórych rzeczy po trupach?


Oczywiście, że należy walczyć o marzenia, ale nigdy po trupach.  Zresztą nie widzę takiej potrzeby, aby niszczyć kogokolwiek po drodze do celu.  Moje cele nie wymagają ofiar :)

2. Wspomnienie z dzieciństwa, który pamięta Pani do dziś?

Mam ich wiele. Pamiętam na przykład, jak w szkole podstawowej kolekcjonowało się różne rzeczy – ja zbierałam wówczas  opakowania po czekoladzie. Wpadłam przy tym na chytry plan: napisałam do kilku wytwórni czekolady z prośbą o przysłanie mi takich opakowań. I proszę sobie wyobrazić, że w jednej z nich ktoś się rzeczywiście pofatygował i przysłał mi ich cała kolekcję! Z listem, pozdrowieniami i podpisem dyrektora fabryki. Łał! Dopiero po latach w pełni zrozumiałam wagę tego gestu –że kilku poważnych urzędników wraz z dyrekcją potraktowało serio prośbę jakiegoś małego, naiwnego  dzieciaka. Do dziś ciepło wspominam tych ludzi, choć niestety nie mam już tego listu i nie pamiętam nazwy fabryki ani nazwisk osób (chyba była to Goplana – ale głowy nie daję).

3. Każdy ma w życiu sytuacje, z których jest dumny lub odwrotnie.
Co najbardziej szalonego zrobiła Pani w swoim życiu, a co chciałaby jeszcze zrobić?


A to jest akurat temat rzeka – jako artystce, pisarce i osobie ciekawej każdego aspektu życia „szaleństwo” towarzyszy mi na co dzień. Na przykład? Kiedyś poprosiłam męża, żeby przewiózł mnie na dachu samochodu – i on moją prośbę spełnił. A nie był to krótki dystans bocznymi drogami…  Co jeszcze zwariowanego  chciałabym zrobić? Nie wiem. Jeśli coś wpadnie mi do głowy – po prostu to robię.

martucha180
1. Zapewne ma Pani przyjaciółkę Wenę. Jaka ona jest?


Wena jest jedna dla każdego, tak sądzę. Przede wszystkim kapryśna i nieprzewidywalna.

2. Czym jest dla Pani SŁOWO?

Słowo jest dla mnie nośnikiem, obrazem, ma kolor i kształt. Ale jest też narzędziem zbrodni, spiżowym pomnikiem rzeczy chlubnych i niechlubnych – raz wypowiedziane trwa na zawsze, dlatego trzeba ważyć swoje słowa, bo żadne kolejne nie wymażą tego, które już padło.

3. Pisanie książek wymaga lekkiego pióra. Jak z jego lekkością było w czasach szkolnych? Jak Pani wypracowania oceniali poloniści – co chwalili, a co krytykowali? Czy widzieli w Pani talent literacki czy wręcz przeciwnie?

Nie sądzę, żeby moi poloniści widzieli we mnie jakiś potencjał literacki. A nauczyciele plastyki – plastyczny (a skończyłam między innymi liceum plastyczne). Raz w życiu udało mi się napisać z języka polskiego  dobre wypracowanie, ale dostałam za nie pałę, bo pani uznała że nie jest to praca samodzielna J Myślę, że jednak jest to jakaś reguła i szkoła na ogół rzadko wyzwala  przyszłe talenty swoich uczniów.

K-Alinki
1. Pracuje Pani w Jaworznie. Czy ma Pani sprawdzone miejsca w jego okolicach gdzie lubi Pani czytać książki, bądź je tworzyć?


Owszem, mam. To mój pokój w moim domu :)

2. W jednej z Pani książek - "POD DWIEMA KOSAMI, czyli przedśmiertne zapiski Żywotnego Mariana" wykreowała Pani w formie pamiętnika opowieść o życiu prostego mężczyzny. Czy kiedy była Pani małą dziewczynką pisała Pani swój własny pamiętnik na kartkach zeszytu?

Niejednokrotnie podejmowałam się pisania pamiętnika, ale robiłam to na tyle nieregularnie, że po jakimś czasie (aż do następnego razu) porzucałam ten zamysł.

3. Ulubiona książka z dzieciństwa do której często Pani wracała i którą Panią inspirowała?

„Czarodziej chodził po mieście” – to książka, na którą wpadłam w trzeciej klasie podstawówki i która rzeczywiście mnie inspirowała, aczkolwiek nie literacko. W oparciu o nią przez dłuższy czas kreowałam swoje marzenia. 

Joanna Stoczko
1. „Człowiek jest jak garderoba- ściera się i niszczy. Musi jednak wytrzymać wszystkie rzeczy, które mu się przytrafią w życiu i nawet po upadku wracać do pionu”- możemy przeczytać w książce „Profesor Tutka” Jerzego Szaniawskiego. Czy pisząc „Harpie” dopadł Panią w pewnej chwili jakiś większy kryzys? Jeśli tak, to jak Pani sobie z nim poradziła? Jeśli nie, to czy może nam Pani zdradzić, co pomagało Pani w pisaniu kolejnych stron?


Kryzysy to rzecz ustawicznie towarzysząca osobom twórczym – tak wynika z doświadczeń moich i obserwacji innych. To teren mocno pagórkowaty, a czasem wręcz górzysty - im większa górka, tym większa dolina.   Ja radzę sobie z kryzysami  biorąc je na przeczekanie – wyciszam się  w dobrych, przyjaznych, sprawdzonych warunkach.

2. „Nikt nie może uciec przed własnym sercem. Dlatego już lepiej słuchać, co ono mówi. Aby żaden niespodziewany cios nigdy cię nie dosięgnął”- możemy przeczytać w „Alchemiku” Paula Coelho. W pracy i w życiu prywatnym częściej słucha Pani serca, czy jednak rozumu? Co w Pani przypadku jest bardziej zawodne?

U mnie zdecydowanie dominuje serce. Myślę, że ludzie dzielą się na dwa gatunki: jeden z nich ma w głowie rozum a w piersi serce – drugi na odwrót. W moim przypadku jakakolwiek próba zamiany miejscami tych organów nie kończy się dobrze.

3. Co jest dla Pani ważniejsze- iść czy dojść? Co czuła Pani w chwili pisania kolejnych stron książki? Jakie uczucia (być może ze sobą sprzeczne) Pani towarzyszyły, gdy ją Pani skończyła?

A to już są trzy pytania w jednym, ale niech będzie. Myślę, że dla mnie ważne jest jedno i drugie – czyli iść, od jednego małego celu – do drugiego, trzeciego, i tak dalej… W trakcie pisania moich książek czuję to samo, co moje bohaterki… Po skończeniu każdej książki uczucia są rzeczywiście sprzeczne – to rodzaj ulgi pomieszanej z żalem.

mam namyszy
1. Moja miłość do słodkości jest doprawdy nierozerwalna. Gdy się złoszczę- sięgam po słodycze, jestem szczęśliwy- także sięgam po słodycze. A gdyby dziwnym trafem zamieniła się Pani w "coś słodkiego", co by to było? Jakie miałaby Pani nadzienie?


Byłaby to czarna, gorzka czekolada z karmelowym nadzieniem i miętową nutą.  Nie każdemu by to smakowało. 

2. Słyszymy ją, gdy spokojnie powiewa w lesie. Dostrzegamy ją także ukrytą pomiędzy metrem, a ruchliwą drogą. Można powiedzieć, że jest niesamowitą czarodziejką, bowiem jak nikt działa na nasze uczucia. Rozwesela, smuci i zabawia. To właśnie melodia. Kobieta, której nie widzimy, ale słyszymy doskonale. Jaką melodią jest Pani życie? Czy jest pobudzającym rockowym koncertem, czy jednak powolną operą mydlaną?

Ależ skrajności… Ale dobrze, bo w tym celuję najbardziej i bliżej mi raczej do góralskiej (i innej, ludowej) muzyki w rockowym wydaniu, czy skoligaconej z reggae.  Ale nie chodzi o takie klimaty jak My Słowianie, a raczej coś takiego, co robi Sebastian K.B. czy Trebunie Tutki. Taki mam gust, styl i charakter.

3. Jaki tytuł miałoby Pani życie? Dlaczego?


Gdybym miała mojemu życiu nadać tytuł jak książce, brzmiał by on chyba dość banalnie: „Co by było, gdyby…” .  Ale moje życie od urodzenia toczące się pod tym hasłem gwarantuje mi niebanalną treść.

lirith
1.Jakie jest Pani największe marzenie?

Moim  największym  marzeniem  jest jak  najdłużej żyć, w takim życiowym układzie jaki mam teraz. Ale to jest tło i podstawa mojego innego marzenia:  chciałabym kiedyś mieć na tyle czasu i środków, by się udać w podróż swoimi własnymi szlakami, zatrzymywać się na noc tam, gdzie ta noc mnie zastanie i ruszać dalej kiedy zechcę, w dowolnie obranym kierunku.

2. Kim pani chciała zostać w dzieciństwie?

A to bardzo rożnie: nauczycielką, ekspedientką, lekarką. Takie zawody mnie wówczas naprzemiennie fascynowały.

3. Jaką radę dała by Pani początkującym pisarzom?

Nie wiem właściwie… Ale na pewno, by próbowali swoje książki wydać, w jakimś tradycyjnym, poczciwym wydawnictwie – broń Boże nie za własne pieniądze czy ze współfinansowaniem. Bo to tylko nabijanie kieszeni pseudowydawców.

Lustro Rzeczywistosci
1. Czy w Pani życiu był taki moment, które zadecydował o tym, że narodziła się Danuta - pisarka?


Tak. To był listopad 2007 roku.

2. Chciałaby Pani, by Harpię przeniesiony na deski teatru lub telewizyjny ekran?

Myślę, że jak każdy pisarz chciałabym zobaczyć swoje dzieło widziane oczami kogoś innego – scenarzysty, reżysera, aktorów.

3. Czy jest coś, co chciałaby Pani przekazać blogerom książkowym?

No cóż… Przede wszystkim chciałabym im podziękować za propagowanie czytelnictwa, za promowanie literatury  polskiej i właściwie za wszystko, co robią. Mam tylko małą uwagę – by w swoich recenzjach nie formułowali autorytatywnych, jedynie słusznych opinii i czasem używali sformułowań typu: moim zdaniem, według mnie itp. Spotkałam się już bowiem z recenzjami w tym tonie, jakby były one wyrazicielami opinii wszystkich czytelników na całym świecie. Na szczęście, są to jednostkowe przypadki…

Zosia Samosia :)
1. Jakie jest Pani motto, którym kieruje się w życiu?


Moje motto jest stałe, niezmienne i bardzo proste: szczęście to brak nieszczęść.

2. Do dziś pamiętam zapach ... ?

Perfumy, które dostałam od koleżanek na trzynaste lub czternaste urodziny. Do dziś nie udało mi się znaleźć zapachu o podobnej nucie.

3. Gdyby wiedziała Pani, że ma przed sobą tylko jeden dzień życia, jakby go Pani spędziła i co by robiła w tych ostatnich minutach? Oprócz spędzenia czasu z najbliższymi bo tego pragnie każdy z nas.

Myślę, że w miarę możliwości starałabym się naprawić jakieś błędy, spotkać się choć na chwilę ze wszystkimi ważnymi dla mnie ludźmi,  powiedzieć im to,  czego nie powiedziałam, a chciałam to zrobić. 

Adriana B

1. Lubię zazwyczaj dowiedzieć się o Autorze czegoś nietypowego, przypuśćmy, że jest pora obiadu, co Pani widzi na talerzu najchętniej?

Od lat jestem na diecie – więc niekoniecznie najchętniej, ale zazwyczaj widzę na swoim talerzu potrawy dietetyczne: warzywa, owoce, białe mięso, chude ryby.

2. Jaki jest Pani stosunek do rodzimej literatury? Czy uważa Pani, że Polska literatura, zaczyna odżywać na nowo?

Nie wiem, czy odżywa na nowo, ale jest coraz bardziej różnorodna w sensie i pozytywnym i negatywnym. Jedno jest pewne: rodzimych książek jest coraz więcej.

3. Przy czytaniu bądź pisaniu, jaki trunek Pani towarzyszy? Woli Pani orzeźwiającą mocną kawę, czy może wlewa Pani w siebie hektolitry herbaty?

Piję kawę, zielona herbatę i wodę. Praktycznie pisząc przez cały czas mam obok siebie  wielki czerwo kubek z czymś, co tu wymieniłam.

Justyna G.
1. Gdzie jest Pani miejsce na ziemi, gdzie czuje się najlepiej i najszczęśliwiej?


Moje miejsce to mój dom w moim ogrodzie, w mojej dzielnicy, w moim mieście. Tu najchętniej spędzam czas.

2. Czy uważa Pani, że każdy z nas może zostać pisarzem, czy potrzeba do tego choć trochę zdolności lub umiejętności?

Uważam, że do wszystkiego co się robi trzeba mieć jakieś predyspozycje. W tym przypadku rzeczywiście są to zdolności (wyobraźnia, fantazja) i umiejętności (biegła znajomość języka ojczystego) :)

3. Bardzo łatwo jest opisywać książkę, dla kogoś innego, a jakby Pani poleciła i zachęciła czytelników do przeczytania "Harpi"? Byśmy sięgnęli po tą pozycję bez mrugnięcia okiem.

Bez mrugnięcia to nie wiem. Chciałbym tak umieć. Ale powiem tak: jeśli ktoś myśli że jest w życiu całkowicie samowystarczalny i potrafi całkowicie panować nad swoja duszą i ciałem, przekorny los nam prędko udowodni, że tak nie jest. Jeśli kogoś interesuje taka teza, niech zmierzy się z Harpią. 

kwiatusia
1. Czy przed przystąpieniem do pisania książki ma Pani już stricte określoną fabułę; czy bohaterowie, ich losy, zwroty akcji powstają dopiero z chwilą tworzenia powieści?

U mnie z reguły wszystko toczy się na bieżąco, na początku znam tylko bohaterkę/bohatera i z grubsza wiem, o co mu chodzi w życiu. Reszta przychodzi z czasem.

2. Czy po wydaniu kilku książek Pani życie się zmieniło? Jakie są plusy i minusy bycia pisarką?

Myślę, że zmieniło się niewiele albo i nic. Od pierwszej powieści ten mechanizm jest taki sam: wysłanie tekstu do wydawcy, premiera, spotkania autorskie promujące książkę. I to są zresztą te dobre strony: lubię pisać, lubię swój pierwszy kontakt z nowo wydaną powieścią, lubię spotkania z czytelnikami. Zmieniło się tyle, że w międzyczasie zostałam dwukrotną laureatką nagrody literackiej Pióro i Pazur – w kategorii Pazur. Minusów z bycia pisarka nie widzę – no chyba, że ktoś liczy na wielkie pieniądze z pisania, wówczas ten minus dostrzeże.

3. Czy zgadza się Pani ze słowami: "Niewiele rzeczy ma na człowieka tak wielki wpływ jak pierwsza książka, która od razu trafia do jego serca" (cytat pochodzi z książki "Cień wiatru" Carlos Ruiz Zafón)? Jeśli tak, to proszę nam zdradzić tytuł pierwszej powieści, która Panią oczarowała.

W każdym okresie mojego życia była taka książka, o  książce mojego dzieciństwa pisałam już wcześniej: bajka „Czarodziej chodził po mieście” z pewnością uruchomiła we mnie świat wyobraźni i dostęp do sfery marzeń. Potem, też w  szkole podstawowej była „Mała księżniczka” Frances Hodgson Burnett, ta chyba wyzwoliła we mnie potrzebę nagradzania dobra i karania zła.  Następnie „Większy kawałek świata” Joanny Chmielewskiej – który trafił doskonale w mój ulubiony rodzaj poczucia humoru  i w pierwszej klasie liceum „Maria i Magdalena”, gdzie  Magdalena Samozwaniec  zaraziła mnie klimatem życia sfer artystycznych. To były książki, do których wracałam po raz drugi a może i częściej. 

Literatka M.
1. Proszę sobie wyobrazić, że może Pani uratować jakąś książkę przed zapomnieniem. Sprawić, że ktoś (chociaż jedna osoba) przeczyta ją za kilkaset lat i znajdzie w niej pocieszenie/ukojenie/dobrą radę. Jaka to by była książka? Taka, która kojarzy się Pani z dzieciństwem? A może jakaś poważniejsza lektura? Czy może Pani książka?


Byłaby to „Mała księżniczka” . Myślę, że ukojenie przynoszą tylko i wyłącznie bajki. 

2. Czy napisanie i wydanie książki było Pani marzeniem z dzieciństwa, czy może wzięła się Pani za swoją powieść tak 'z marszu' i się po prostu udało?

W dzieciństwie i jeszcze długo potem w ogóle nie podejrzewałam się o to, że mogłabym napisać i wydać książkę. I gdybym podchodziła do tego rozumowo – pewnie moja pierwsza powieść nigdy by nie powstała. A napisałam ją dokładnie tak, „z marszu i po prostu się udało”.

Edyta Chmura
1. Ktoś kiedyś powiedział, że powinna się Pani zaprzyjaźnić ze Śmiercią, bo szybko po Panią przyjdzie. Na szczęście Pani mama udowodniła, kto jest silniejszy w tej bitwie. A gdyby teraz spotkała Pani Kostuchę, ot tak, siedząc sobie na ławeczce i delektując się ciepłem słońca, o czym chciałaby Pani z nią porozmawiać?

Nie chciałabym, bo nie mam czasu na pogaduchy ze Śmiercią. Udawałabym, że jej nie widzę. A gdyby to ona zainicjowała pogawędkę poprosiłabym, żeby umówiła się na tę rozmowę i wyznaczyłabym jej bardzo długi termin…

2. Trzeba odwagi, aby wygrzebać z dna szuflady swoje teksty i pokazać je światu. Czy był taki moment (np. na spotkaniach autorskich albo w gronie rodzinnym), że przepełniona dumą i świadomością docenienia przez czytelników powiedziała sobie Pani: "Jestem dobra w tym co robię!"?

Nigdy  dokładnie taki sposób. Raczej tak: skoro jestem doceniana, to widocznie jestem dobra w tym co robię. Talenty i możliwości twórcze są darem, dlatego uważam, że winniśmy mieć wobec niego trochę pokory. Samozachwyt jest absolutnym końcem każdego procesu twórczego, z czym zresztą miałam się nieprzyjemność spotkać.

3. Ma Pani wspaniałe poczucie humoru, nieco złośliwe, ale pełne smaku…czyli dokładnie takie jakie lubię :) Nie zawsze jednak da się tryskać optymizmem. W jaki sposób odreagowuje Pani złość: rzuca Pani ciastem o stolnicę bezlitośnie je gniotąc, popada Pani w artystyczny szał, malując pełne zgrozy wizje, przelewa Pani emocje na - Bogu ducha winny – papier czy może siada cichutko w kącie i czeka, aż Pani przejdzie ;)?

To właśnie moje poczucie humoru pozwala mi odreagować złość, stworzyć odpowiedni dystans do osoby, zdarzenia, przedmiotu. Jeśli uda mi się coś wyszydzić i obśmiać, przestaje być złe czy irytujące. Bo coś co jest śmieszne z automatu przestaje być straszne – to się po prostu wyklucza.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


Dziękuję serdecznie Pani Danucie Noszczyńskiej za poświęcenie swojego czasu oraz za udzielenie Nam niezwykle interesującego wywiadu. 

Składam także gorące podziękowania wszystkim, którzy wzięli udział w konkursie i zadali pytania.

Nagrodę w postaci książki "Harpia'' otrzymują:

1. martucha180
2. mam namyszy


Gratuluje zwycięzcom i pozdrawiam!!! 

Cyrysia

20 komentarzy:

  1. Świetny wywiad i wyraźnie z niego wynika, iż pisarka to fantastyczna osoba. koniecznie muszę sięgnąć po Jej książki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Podoba mi się motto autorki, proste i klarowne. Świetny wywiad!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie znam twórczości tej autorki, ale po wywiadzie wynika, że jest naprawdę super osobą i myślę, że kiedyś sięgnę po jakąś książkę jej autorstwa :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo się cieszę, że osobiście poznam "Harpię", bo do tej pory nie miałam okazji poznać twórczości pani Danuty. Dziękuję za wyróżnienie moich pytań i gratuluję koleżance.

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny wywiad! a pomysł z jazdą na dachu samochodu mnie normalnie powalił :) super!:) sama bym chyba na to nie wpadła. Widać autorka ma ciekawe podejście do życia.

    OdpowiedzUsuń
  6. Gratuluję niezwykłego wywiadu!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Z niecierpliwością czekam, aż "Harpia" pojawi się u mnie w bibliotece. Znam wszystkie powieści autorki, więc najnowszą koniecznie muszę poznać.

    OdpowiedzUsuń
  8. Historia z wytwórnią czekolady bardzo fajna! Jako dziecko pisałam raz do Zielonej Sowy, że powinni dołączać maskotki do książek i robić takie włochate okładki ;), i rodzice, podszywając się pod wydawnictwo, odpisali. ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie miałam jeszcze przyjemności zapoznania się z powieściami autorki, a po wywiadzie mam ogromną ochotę zapoznać się na dobry początek z "Harpią" :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Pani Danuta, to świetna kobieta, świetne odpowiedzi :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak ja lubię te wywiady ^^

    naczytane.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  12. Mi się wydaje, że to "moim zdaniem" jest w podtekście zawsze. Gdy ktoś wchodzi na mojego bloga to chce się zapoznać z moim zdaniem. A czyje mam mieć? Niestety innego niż moje własne nie posiadam...

    OdpowiedzUsuń
  13. Widać, że pani Danuta bardzo poważnie podeszła do tego wywiadu. To przekłada się na jego jakość.

    OdpowiedzUsuń
  14. Jestem ciekawa co czuje autor zarzucony tak wieloma pytaniami na najróżniejsze tematy ;) Fajnie się to czyta :)

    OdpowiedzUsuń

Zaglądaj, czytaj, przegryzaj moje słowa, ale wychodząc, zostaw po sobie niezatarty ślad swojej obecności...