Szczęście przychodzi wtedy, gdy przestajesz narzekać na problemy, które masz i zaczynasz doceniać to jak wiele innych problemów masz za sobą ❤

piątek, 5 czerwca 2020

''Gra. Z klas(yk)ą w łóżku'' Augusta Docher # FRAGMENT POWIEŚCI

Moi Drodzy,
17 czerwca pojawi się w księgarniach "GRA'' Augusty Docher, drugi tom cyklu łączący współczesność z niepowtarzalnym klimatem dawnej epoki. Na zachętę mam dla Was fragment powieści.
Oto więc od czterech dni pochłania mnie namiętność. (…)
Żyję wyłącznie jednym: myślę o niej we dnie, śnię w nocy.
Muszę mieć tę kobietę, aby się ocalić od śmieszności zakochania:
dokąd bowiem nie zdoła zaprowadzić niezaspokojone pragnienie?


Sebastian
   Marianna de Tourvel to najnudniejsza kobieta, jaką znam. Co za cholerna mimoza, wierzyć się nie chce, że jest pisarką, chyba że jej książki to poradniki, jak praktycznie poradzić sobie z bezsennością. Ciekawe, po ilu stronach przybiłbym gwoździa? Stawiam na góra trzy stroniczki, w tym dwie tytułowe. Ona cała jest jak uosobienie nudy i nijakości, uśmiecha się bez wyrazu. Jak brzmi jej śmiech? Tego nie wie nikt, bo nie da się rozbawić pani Marianny, powiesz coś dowcipnego, a ona co najwyżej lekko uniesie kąciki ust — oczywiście one też są nijakie.
Czyli co? Zupełna klapa, przyznacie, ale…
   No właśnie! Co, do jasnej kurwy, tak mnie przyciąga do tej baby?
Poza tym, że ma mnie w dupie i traktuje jak natręta? Pewnie, że to spora zachęta, nic tak nie działa na samca jak olewczy stosunek potencjalnej ofiary, lecz to ciągle odrobinę za mało. Obojętność nie wystarczy, by rozmyślać nad strategią dotarcia do jej zamkniętego na cztery spusty i kłódkę serduszka. A właśnie to zajmuje mi co najmniej połowę czasu. Pływam — myślę o Mariannie, zasypiam — wiercę się i kręcę, myśląc o niej, w trakcie posiłków co rusz na nią zerkam; za chwilę się zorientuje, że okazuję jej nadmierne zainteresowanie, i jeszcze gotowa nade mną zatryumfować.
   Wóz albo przewóz: wrócić do miasta lub zostać tu tak długo, jak zaplanowałem. Jeśli wrócę — dobra wymówka zawsze się znajdzie — stracę wakacje, a nic tak nie koi nerwów jak pobyt w zamku mojej ciotki, zresztą muszę dać coś z siebie, jeśli chcę w przyszłości spacerować po ogrodach zamkowych jako pan na włościach. Wyjazd odpada, zatem powinienem obmyślić strategię. Wersja na luzaka nie robi na niej wrażenia. Może uderzyć w czułe tony? Ciotka mówiła, że Marianna i jej stary są hojni, chętnie dzielą się kasą, a pani de Tourvel przekazuje jedno euro z honorarium od sprzedaży każdego egzemplarza swoich książek na jakąś fundację. Prócz tego pracuje jako wolontariuszka w schronisku dla zwierząt, to naprawdę przedziwny sposób spędzania wolnego czasu, ale skoro to lubi…
   Biedzę się z opracowaniem planu, kiedy los daje mi szansę. Czyli jednak szczęście mi sprzyja! Już referuję: wysyłam Azolana do miasteczka, bo mam wielką ochotę na ser, specjalny, prosto od chłopa, jedyny w swoim rodzaju, polecony mi swego czasu przez ciotkę. Mój lojalny do bólu, a co najważniejsze, bystry, spostrzegawczy i ciekawy świata Roux wraca i opowiada, co przytrafiło się Christianowi Echeverri, właśnie temu rolnikowi, który wytwarza to jedyne na świecie, najgenialniejsze brie. Otóż jego córka mieszka w Paryżu, a przynajmniej mieszkała dotychczas, bo nie wiedzie się biedactwu. Nie dość, że zaszła w ciążę z jakimś birbantem i obibokiem, to jeszcze straciła kwaterę, którą wynajmowała na bardzo korzystnych warunkach. I co ona teraz pocznie? — martwi si􀂫 ojciec. Dziewczynie został rok studiów, wypadałoby skończyć, a ojca nie stać, by płacić horrendalne kwoty, jakie wołają sobie paryscy kamienicznicy.
   I wtedy wkraczam ja. Wybieram się do miasteczka, odwiedzam rolnika, kupuję jeszcze kilka kawałków wyśmienitych serów, a potem uchylam mu nieba.
   — Sebastianku, muszę cię pochwalić. Naprawdę, chłopcze, masz dobre serce. — Ciotka wpatruje się we mnie jak w święty obrazek.
   — Ja? Ale o co chodzi? — Cofam głowę. W udawaniu głupka jestem niezły.
   — Już nie bądź taki skromny. — Chichocze. Rozgląda się wokół, czy wszyscy obecni przy stole skupili uwagę, czyli Marianna, nasz proboszcz (ostatnio bywa na co drugim obiedzie, jeszcze chwila i uznam, że zapałał afektem do ciotki, bo słodzi jej nieustannie), oczywiście ja i mój Roux.
   — Nie wiem, o czym mówisz. — Wzruszam ramionami, sięgam po karafkę i nalewam sobie wody. Będzie mi potrzebna, bo też emocje sięgają zenitu, gdy widzę, jak ciotka odchrząkuje, czeka kilka sekund, by wzmóc napięcie, i zaczyna mówić:
   — Mój siostrzeniec ma wielkie serce. Otóż, najmilsi, kilka dni temu odwiedził drogiego Christiana Echeverri. To mój dobry znajomy, prosty, ale bardzo zacny i uczciwy człowiek, rolnik, wytwarza doskonałe sery — zagaja. Potem następuje kilkuminutowa charakterystyka zarówno serów, jak i jego wytwórcy, by nareszcie ciotka mogła przejść do rzeczy. Opowiada, jak to wyświadczyłem Christianowi ogromną przysługę, poratowałem w biedzie, oferując jego córce wynajem garsoniery w bardzo przyzwoitej lokalizacji, a co najważniejsze, zrezygnowałem całkowicie z odstępnego. Co za dobroć!
   — To małe mieszkanko, ale ponoć ślicznie urządzone, na pierwszym piętrze, blisko centrum i przystanków — peroruje. — Córka Christiana jest w ciąży… — powtarza to chyba piąty raz — …będzie miała wygodnie. Sebastianie, serdecznie ci dziękuję. Muszę cię zrugać, dlaczego nic nie powiedziałeś? Cóż to za sekrety przed starą ciotką?!
   — Udaje, że się gniewa.
   Dobra nasza. Robię kwaśną minę, spoglądam na Azolana i burczę pod nosem, ale tak, żeby wszyscy usłyszeli:
   — Papla.
   — Ja? — Oburza się natychmiast. — Ja nic nie wygadałem!
Przecież mówił pan, że mam trzymać język za zębami.
   — Samo się wygadało?
   — Nie miej do niego pretensji, Sebastianku. Nie puścił pary z ust. To Julia, pokojówka Marianny wypaplała o wszystkim mojej Vivienne, a ta dowiedziała się o tym od naszej Arianne. Postanowiłam zasięgnąć informacji u źródła, pojechałam więc do miasteczka, żeby się rozmówić z Christianem, od niego znam szczegóły. Jeszcze raz kazał ci serdecznie podziękować.
   Czyli plan się powiódł, a stara zabawa w głuchy telefon przyniosła odpowiedni efekt. Wszyscy już wiedzą, jakie mam szlachetne serce. Teraz czekam na profity, w końcu zainwestowałem trochę czasu w to przedsięwzięcie, nie wspominając o utraconych korzyściach z czynszu.
Lichą nagrodę otrzymuję jeszcze przed kolacją. Jak codziennie, dzisiaj też idę popływać — ciotka miała genialny pomysł z odrestaurowaniem starego basenu! — ale tym razem, wracając do zamku, spotykam na swojej drodze Mariannę. Spurpurowiała, zobaczywszy, że mam na sobie wyłącznie kąpielówki i ręcznik narzucony na barki.
   — Cudowny czas. Ciepło, lecz nie upalnie — bąka. Ale ona chrzani. W duchu zarykuję się ze śmiechu, widząc, co się z nią wyprawia. Umyka wzrokiem, żeby na mnie nie patrzeć, a jednocześnie nie potrafi się oprzeć. Cnotka niewydymka. Z której planety spadłaś, kosmitko?
   — Idziesz popływać? — Wyszczerzam zęby.
   — Nie, skądże znowu — natychmiast zaprzecza.
   — Swoją drogą, chyba nie widziałem, żebyś korzystała z basenu, a uwierz, warto. Świetna woda. — Przesuwam dłoni a po mokrych włosach.
   — Nie lubię pływać, ale za to uwielbiam rowerowe wycieczki.
   — O, widzisz! Doskonały pomysł. Może wybierzemy się dokądś po kolacji? — proponuję.
   — Nie mam roweru.
Idiotka, myśli, że tak łatwo odpuszczę?
   — Ja też nie mam, za to ciotka posiada ich tuzin. Są w jednej ze stajni. Coś wybierzemy.
   — Och… — Robi skromną minkę.
   — Tchórzysz? — Postanawiam wziąć ją pod włos. — Chyba się mnie nie boisz?
   — Nie.
   — Nie jestem taki zły, przyznaj? — Mrugam porozumiewawczo. Piję do rozmowy przy obiedzie.
   — Nie jesteś, przeciwnie. Dobry z ciebie mężczyzna, przyzwoity. — Milknie na moment.
   Dobry, przyzwoity mężczyzna? Dotychczas nikt mnie tak nie obraził.
   — Zresztą nigdy nie twierdziłam inaczej. Każdemu, kto pojawia się w moim życiu, udzielam kredytu zaufania, niestety, czasami spotyka mnie rozczarowanie, ale ty… — znowu ucina. — To bardzo miłe, że pomogłeś bezinteresownie tej dziewczynie.
   Zaraz się rozpłaczę ze wzruszenia. Jeszcze jedno zdanie i będę musiał wychlipać całą żałość w jej pierś zakrytą szaroburą dzianiną workowatej kiecki.
— Drobiazg. I tak mieszkanko stało puste, bo to bardzo mała kawalerka, ma niezbyt fortunny układ i jest bez balkonu.
   — Drobiazg? — Uroczo się uśmiecha. — Można żyć bez balkonu, ale bez własnego lokum znacznie trudniej.
   — Zatem idziemy? — pytam.
   — Ale dokąd?
Chryste. Donikąd.
   — Poszukać rowerów.
   — A tak, rowery. — Patrzy na mnie spłoszonym wzrokiem.
   — Rowery — potwierdzam, szczerząc zęby.
No to się władowałaś, moja droga…



Skusicie się?

14 komentarzy:

  1. Nie ma innej opcji, muszę przeczytać 😀

    OdpowiedzUsuń
  2. Raczej słuchaj nie dla mnie, ale wiem już komu polecić. Pozdrawiam Cyrysiu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie dla mnie ale dla młodych par może byłoby dobre.

    OdpowiedzUsuń
  4. Najpierw przeczytam pierwszy tom cyklu, a potem zdecyduję, co dalej. 😊

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja się waham, ale chyba jest większa szansa, że ją nie przeczytam niż przeczytam. Nie pomaga fakt, że nie znam pierwszego tomu.

    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie trzeba znać pierwszego tomu, gdyż nie jest on ściśle powiązany z ,,Grą''. Przeciwnie. Rozdroża są na motywach "Dziwnych losów Jane Eyre" Charlotte Brontë, natomiast niniejsza publikacja to fanfic oparty na motywach znanej, wielokrotnie przenoszonej na ekran powieści Pierre`a Choderlosa de Laclos "Niebezpieczne związki".

      Usuń
  6. Czytałam "Bezdroża", bo "Dziwne lisy Jane Eyre" były kiedyś moją ulubioną lekturą. Ta nowość jakoś mnie nie pociąga.

    OdpowiedzUsuń

Zaglądaj, czytaj, przegryzaj moje słowa, ale wychodząc, zostaw po sobie niezatarty ślad swojej obecności...