"Bądź osobą dającą wsparcie. Świat ma już wielu krytyków." - Dave Willis ❤

wtorek, 4 września 2018

"W promieniach szczęścia" Agata Przybyłek # PATRONAT MEDIALNY

 "W promieniach szczęścia" 
Agata Przybyłek
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Ilość stron: 384
Ocena: 9/10
Patronat medialny:
Chwytająca za serce opowieść o poświęceniu, prawdziwej miłości i szczęściu. I o tym, że czasem rezygnując z siebie, można zyskać najwięcej.

  Kiedy Łucja znajduje porzucone dziecko, jej życie diametralnie się zmienia. Ponieważ dziewczynka jest chora i żadna rodzina nie decyduje się na adopcję, Łucja postanawia wziąć za nią odpowiedzialność. Niestety, otwierając się na miłość, musi porzucić swoje marzenia i plany. Czy będzie gotowa  na tyle poświęceń?  Justyna leczy się z powodu depresji. W młodości podjęła niewłaściwe decyzje, przez które teraz nie potrafi w pełni cieszyć się życiem. Tkwi w marazmie i nic nie wskazuje na to, że kiedykolwiek zazna jeszcze miłości. [opis wydawcy].

  Agata Przybyłek – Autorka lekkich i zabawnych serii powieściowych oraz poruszających i romantycznych historii, które dotykają tematów bliskich każdej z nas. Absolwentka psychologii na Uniwersytecie Gdańskim, blogerka i recenzentka (prowadzi „Informator czytelniczy”), swego czasu dziennikarka portalu rodzicielskiego. Przygodę z literaturą zaczęła od opowiadań, z których  kilka  zostało nagrodzonych w różnych konkursach literackich i ukazało się drukiem, potem pisała wiersze, a następnie powieści. To tym oddała serce. Jest wielką fanką literatury obyczajowej, komedii romantycznych oraz dramatów psychologicznych. Z  jednej strony interesuje ją humorystyczna, rodzinna codzienność, ukazana w przerysowany sposób, a z drugiej także pisanie o mrocznej stronie natury człowieka. No i oczywiście wzruszające historie miłosne! Na napisanie pierwszej powieści zdecydowała się po zawodzie miłosnym, a tworzenie fabuły potraktowała jako autoterapię. Tak powstała jej debiutancka, humorystyczna powieść ''Nie zmienił się tylko blond'' wydana w 2015r. Szybko okazało się, że jej książki podbiły serca fanów w całej Polsce, dostarczając zarówno uśmiechu, jak i wzruszeń. Jak mówi w wywiadach, jej książki pisze za nią samo życie.

  Twórczość autorki znam nie od dziś i bardzo ją sobie cenię, ponieważ bez krzy przesadyzmu – potrafi sportretować rzeczywistość, która nas otacza. W dodatku umie wyłuskać z niej to, co najistotniejsze i ubrać w barwne pejzaże. Każda jej powieść to niezapomniana uczta literacka pełna ciepła, optymizmu, realnych marzeń, wzlotów i upadków, doskonale wyważonego humoru oraz piętrzących się życiowych problemów. Nie inaczej jest tym razem. ''W promieniach szczęścia'' nie tylko urzeka swoją historią, ale przede wszystkim stawia ważne pytania o sumienie, słuszności dokonywanych wyborów, odpowiedzialność, empatię, wrażliwość na krzywdy innych i człowieczeństwo. Jednocześnie udowadnia, że w każdej sytuacji los może się do nas uśmiechnąć. Najważniejsze, to nie tracić nadziei i spokoju ducha. 

  Fabuła zaczyna się nietypowo. Pewnego zimowego poranka dziewiętnastoletnia Łucja (studentka prawa), znajduje w altanie śmietnikowej noworodka, z którym nawiązuje nieoczekiwaną więź.

''– W szpitalu okazało się, że Gloria urodziła się w nocy. Była wyziębiona. Lekarze szybko zdiagnozowali też u niej zespół dziecka potrząsanego.
– Czym to się objawia?
–Wrzucenie do śmietnika z dużej wysokości spowodowało uraz mózgu.''

 Ku niezadowoleniu rodziców, Łucja rezygnuje z dalszej edukacji, żeby adoptować uratowane maleństwo, a co za tym idzie – w pełni poświęcić się jego wychowaniu. Tylko czy to na pewno dobra decyzja? Czy świeżo upieczona matka sprosta opiece nad dzieckiem, w dodatku chorym?

  Dotąd mam dreszcze, jak myślę o tej całej sytuacji. Jestem przerażona tym, że matki, zamiast kochać, porzucają swoje pociechy. Rocznie w całej Polsce w podobnych okolicznościach znajdowanych jest od kilkunastu do kilkudziesięciu noworodków. Często owinięte są tylko jakąś szmatą lub wsadzone do reklamówki i zaniesione gdzieś do parku, na dworzec autobusowy bądź kolejowy, czy też do pojemników na śmieci. Koszmar! Czyż nie lepiej zostawić niemowlę w szpitalu bądź oddać do okna życia, niż skazywać go na pewną śmierć? To bardzo kontrowersyjny temat, który budzi ogrom różnych (nierzadko skrajnych) emocji. Rodzą się pytania: jak można być tak bezdusznym? Dlaczego tak się dzieje? Tymczasem autorka przejmująco, lecz bez popadania w moralizatorski ton uświadamia nam, że zdarzają się w życiu człowieka takie chwile załamania, które przerastają jego możliwości radzenia sobie. I tu dochodzimy do sedna sprawy, czyli do biologicznej matki Glorii. Okazuje się, że Justyna wbrew pozorom wcale nie jest jakąś małoletnią głupią gąską, przerażoną niespodziewaną ciążą. Dziewczyna pochodzi z zamożnej, wykształconej i przede wszystkim kochającej się rodziny. A mimo tego – przewrotny los w pewnym momencie z niej zadrwił i wszystko posypało się ja domek z kart. Jesteście ciekawi, co popchnęło ją do tak radykalnych czynów? Przygotujcie się na nieoczywistą oczywistość.

  Natomiast oczy szklą się ze wzruszenia, kiedy myślę o niezwykłej postawie Łucji. Mało jest takich osób na świecie, które świadomie zrezygnowałby ze swoich planów i marzeń na rzecz kogoś/czegoś innego. A jednak główna bohaterka poszła za głosem serca i przysposobiła chorą dziewczynkę. Heroizm czy głupota? Niech każdy sam to oceni. Ja w każdym razie nie mogę wyjść z szoku. Rodzicielstwo to naprawdę ciężki kawałek chleba, a wychowywanie dziecka w pojedynkę to dopiero poważne wyzwanie. Nieprzespane noce, choroby, ciągłe dziury w domowym budżecie, napięcie, pośpiech, stres, brak czasu dla siebie, obawa o bezpieczeństwo  i przyszłość – to ciemna strona bycia rodzicem. Jest jednak coś, co sprawa, że wszystkie problemy tracą na znaczeniu. To uśmiech dziecka pełny szczerej miłości.  To największa nagroda, która daje wiele siły do walki z codziennością. Czy Łucja też tak uważa? Przekonajcie się sami.

  Przez karty powieści przewija się wiele charakterystycznych postaci, posiadających typowo ludzkie cechy. Jak każdy z nas muszą walczyć ze swoimi słabościami i stawiać czoła niełatwej rzeczywistości. Dzięki temu łatwiej nam się z nimi utożsamić oraz głębiej przeżywać ich losy. Nie ukrywam, że największą sympatią zapałałam do Łucji. To zwyczajna, sympatyczna  "dziewczyna z sąsiedztwa", a jednocześnie wyjątkowa istota o wielkiej odwadze, determinacji i złotym sercu. Ledwo wiążę koniec z końcem, a mimo to nie traci pogody ducha i wiary w ludzi. Jednym słowem – chodząca inspiracja. Z kolei Justyna budziła we mnie ambiwalentne uczucia. Z jednej strony współczułam jej, że znalazła się w fatalnym położeniu – między młotem a kowadłem. Z drugiej strony zbulwersował mnie sposób, w jaki pozbyła się niechcianego balastu. 

''Weszłam do altany śmietnikowej i po prostu odwinęłam ją z szalika, a potem z rozmachem wrzuciłam do jednego z kontenerów, aż po altanie śmietnikowej rozszedł się głośny dźwięk. Chyba upadła na coś twardego… Do moich uszu dobiegł jeszcze jej płacz, ale uciekłam stamtąd w popłochu''.

  Może była w jakimś szoku poporodowym, ale żeby traktować bezbronnego maluszka jak szmacianą lalkę, rzucając go osiedlowego śmietnika! To wprost nie do pomyślenia! Nie znajduję usprawiedliwienia dla takiego bestialstwa. Ten ''problem'' można było inaczej załatwić, bez robienia fizycznej krzywdy. Wspomnę jeszcze o Łukaszu – młodym dziennikarzu, który zaimponował mi swoją cierpliwością, wytrwaniem i zdecydowaniem. Doskonale wiedział, czego, a raczej kogo chce i pomimo pewnych przeszkód konsekwentnie dążył do obranego celu. To się ceni.
  
  W książce pojawia się także subtelnie poprowadzony wątek miłosny. Pewnego dnia Łucja przypadkowo spotyka mężczyznę, który wywiera na niej piorunujące wrażenie. Wzajemne zainteresowanie powoli przeradza się w coś więcej. Niestety pojawiają się pewne komplikacje, które rzutują negatywnie na przyszłość ich związku. Czy uda im się pokonać wszelkie przeciwności i znaleźć zasłużony spokój oraz szczęście? Autorka przedstawia nam  różne wymiary i oblicza miłości, nie tylko tej macierzyńskiej i partnerskiej, ale i zawiedzionej czy też nieodwzajemnionej. Tym samym pokazuje, że miłość to piękne i niezwykle skomplikowane zjawisko. Często przynosi nam wiele przyjemności i satysfakcji, ale niekiedy bywa źródłem smutku i poczucia porażki.

  Uwielbiam styl pisania Agaty Przybyłek. Pisze niezwykle lekko, używając bogatego języka i plastycznych opisów, co przekłada się na przyjemność w odbiorze powieści. Narracja prowadzona jest z kilku punktów widzenia, dzięki czemu mamy lepszy wgląd w myśli, marzenia, lęki i sekrety poszczególnych jednostek. Z malowniczym realizmem opisano również Leśny Zakątek – położony w cichym i spokojnym miejscu nieopodal morza. Aż chciałoby się tam być, wygrzewać w słońcu, na ciepłej plaży lub godzinami zbierać przeróżne muszelki. Dużym plusem jest również dobre tempo akcji, które od samego początku aż do finiszu trzyma uwagę odbiorcy w ryzach.  Aż żal mi było kończyć lekturę. Na szczęście już ukazała się kolejna powieść pisarki zatytułowana ''Wierność jest trudna'', która także oczarowuje swoją niezwykłością.

  Podsumowując: ''W promieniach szczęścia'' to wspaniałe i poruszające świadectwo ludzkiego altruizmu, a zarazem drastyczna historia ku przestrodze wszystkich przyszłych rodziców. Poraża swoją autentycznością, zaskakuje, wstrząsa, rozczula i mądrze uzmysławia, że czasem warto coś stracić, by zyskać coś znacznie więcej. Gwarantuje, że tak książka na zawsze zapisze się w Waszej pamięci. Gorąco polecam!

13 komentarzy:

  1. Gratuluję tak zacnego patronatu. 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Podobała mi się, od tej książki zaczęła się moja przygoda z książkami autorki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Też lubię powieści A. Przybyłek. Gratuluję patronatu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratuluję świetnego patronatu !

    OdpowiedzUsuń
  5. Polubiłam się z tą autorką, więc chętnie bym coś przeczytala nowego od niej :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie rozumiem jak można w taki sposób porzucić dziecko i narazić jej na najgorsze. Książka z pewnością wzbudza emocje, poszukam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Kolejna intrygująca książka - skąd Ty je wszystkie bierzesz?;)
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
  8. O autorce trochę słyszałam, ale nie czytuję raczej takich książek, więc nie sądzę, żebym się skusiła :)

    OdpowiedzUsuń

Zaglądaj, czytaj, przegryzaj moje słowa, ale wychodząc, zostaw po sobie niezatarty ślad swojej obecności...