sobota, 25 stycznia 2014

Wywiad ze Zbigniewem Zborowskim

alicjamagdalena
1. Skąd wziął się pomysł na powieść ,,Nowy drapieżnik" ?


- Od opowiadania o wampirach. A może filmu? Nie pamiętam już dokładnie. W każdym razie zacząłem się zastanawiać, czy taki wampir mógłby istnieć naprawdę. Jakie warunki musiałby spełniać jego organizm, żeby mógł funkcjonować nie łamiąc praw natury? I czy byłby to nadal człowiek? A jeśli nie, to kto? Wyższe stadium ewolucji? To gdybanie kompletnie mną owładnęło. Zacząłem czytać o neurofizjologii, rozmawiać z lekarzami, kombinować, główkować. I w końcu wyszedł mi nowy drapieżnik. Dopiero później dorobiłem do niego fabułę.

2. Czy nie myślał Pan o wydaniu książki podróżniczej ze swoimi wspomnieniami z wypraw?

- Znacie postać Włóczykija z książek Tove Jansson o Muminkach? W którejś z części tej serii facet powiedział mniej więcej coś takiego: „Jeśli opowiadam o swoich wędrówkach, to nic mi z nich nie zostaje. Pamiętam tylko swoje własne opowiadanie, kiedy staram się przypomnieć, jak było”. Myślę, że coś w tym jest. Warto zostawić niektóre przeżycia tylko dla siebie. A poza tym… Jest tylu świetnie piszących podróżników, którzy przeżyli coś naprawdę ciekawego. Moja opowieść wypadłaby przy nich blado.

3. Czy podczas Pana podróży zdarzyła się jakaś przerażająca przygoda?

- Było kilka kryzysowych sytuacji. Skradziono mi służbowy aparat w pociągu z Agry do Varanasi, lekkomyślnie wdałem się w burdę na dyskotece między Kaszgarem a Urumczi… Ale w sumie to były drobiazgi. Tym, co wprawiło mnie w autentyczne przerażenie był… wywiad z nieżyjącą już Benazir Bhutto. Zdarzyło się to mniej więcej w środku podróży. Razem z kumplem (fotografem robiącym zdjęcia dla dziennika Życie Warszawy) dojechaliśmy akurat do Islamabadu w Pakistanie. Prezentowaliśmy się raczej żałośnie – aparatu fotograficznego już nie było, a ponieważ w Indiach dogonił nas monsun, nasze ubrania były spleśniałe i dziurawe, a mój dyktafon wysiadł. W tym opłakanym stanie wstąpiliśmy do polskiej ambasady. A tu poruszenie. W Pakistanie akurat upadł rząd (rok 1993) i do władzy wracała sławna pani Bhutto. Z głupia frant spytałem więc attache prasowego ambasady, czy załatwi mi z nią wywiad. Posmutniał, a potem powiedział że będzie ciężko, bo ona teraz nie udziela wywiadów. Zupełnie mnie to nie zdziwiło. W końcu byłem tylko zupełnie nieznanym dziennikarzyną z odległego kraju. Aż tu nagle, wieczorem, przychodzi odpowiedź, że tak. Pani Bhutto przyjmie mnie nazajutrz rano. Panika. Nie miałem ani jednych spodni bez dziury, dyktafon zepsuty, aparatu nie ma. Krótko mówiąc, na wywiad poszedłem w pożyczonym od naszego attache safari, z pożyczonym dyktafonem i wydębionym skądś na pięć minut przed spotkaniem aparatem. Niezły stres.

Karolina Małkiewicz
1.Co Pana skłoniło do obrania takiej a nie innej drogi życiowej? Skąd pomysł na zostanie reporterem?


- Głupia sprawa. Dziennikarzem zostałem dlatego, że… nie zostałem policjantem. Wszystko działo się w 1991 roku.  Nasz kraj dopiero co odzyskał suwerenność, ludzi ogarnął entuzjazm. Nowa Polska, nowa władza, no i policja zamiast znienawidzonej milicji. Moi kumple, z którymi uprawiałem kiedyś jakieś sporty, się zaciągnęli i namawiali też mnie. Poszedłem na komendę i mówię, że chcę wstąpić w szeregi. Spytali o wykształcenie. To mówię, że przedostatni rok studiów, ale nie ma problemu, mogę wziąć urlop dziekański lub przejść na indywidualny tok nauki. A ci na to, że owszem potrzebują nowych ludzi, ale albo rzucam studia, albo muszę najpierw je skończyć. Studenta przyjąć nie mogą, takie przepisy, koniec kropka. Tak się wkurzyłem, że napisałem o tym parę zdań. I zaniosłem do redakcji Sztandaru – takiej nieistniejącej już od lat gazety. Wydrukowali, zrobił się lekki szum, na mój list odpowiedział rzecznik stołecznej policji. No i zaproponowano mi staż w tej redakcji.

2. Czy traktuje Pan to zajęcie jak zawód, misję czy jeszcze w inny sposób?

- To wyświechtane słowo, którym wielu ludzi wycierało sobie przez ostatnie lata gęby, ale jednak go użyję. Tak, ta robota jest dla mnie przede wszystkim misją. Ale nie jakąś tam  spiżową, wiekopomną, pisaną  przez duże „em”. Po prostu chodzi o rzetelność, odpowiedzialność i uczciwość.

Joanna
1. Jak z perspektywy mieszkańca PRL wspomina Pan Berlin Zachodni? Kocham to miasto, dlatego jestem ciekawa Pana wspomnień z nim związanych, zwłaszcza, że jak rozumiem każdy tam pobyt niósł ze sobą spore ryzyko.


- Do Berlina Zachodniego po raz pierwszy przyjechałem (a raczej przyszedłem, bo początkowo wolno było dojechać tylko do Wschodniego, a potem przekroczyć granicę pieszo) w 1989 roku. No i opadła mi szczęka. W porównaniu z peerelowską rzeczywistością, to był naprawdę inny świat. Łaziłem po mieście (większość rodaków nie ruszała się wtedy dalej niż sklep Aldi obok Dworca ZOO), jak głupi zagadywałem tubylców. Ale wkrótce po tym pierwszym zachwycie przyszedł zimny prysznic. W jednym ze sklepów (i wcale nie był to polski sklep) zauważyłem napisaną po polsku kartkę: „Nie kradnij, jesteś pod stałym nadzorem kamer”. Wtedy przypomniałem sobie, po co sam tu przyjechałem – na handel. I zdałem sobie sprawę, że dla berlińczyków jesteśmy tylko bandą Hunów. Zgrzytnąłem zębami i postanowiłem, że kiedyś przyjadę tu jako turysta – na równych prawach, że tak powiem. W tamtych czasach wydawało się to niemal nierealne. A jednak, już kilka lat później, to marzenie się spełniło.

2. Jak prawdziwy podróżnik odnajduje się jako zastępca redaktor naczelnej "Pani Domu"?

- Świetnie się odnajduję. Przygotowanie każdego kolejnego numeru pisma to tak jakby nowa podróż. Trzeba się dobrze przygotować, przemyśleć wiele spraw, zastanowić, co ze sobą zabrać, a co zostawić w domu. Fajna sprawa.

3. Jak wygląda powrót do codzienności po tak emocjonujących podróżach?

- Ja akurat lubię powroty. Do znajomych miejsc, do moich bliskich. Dobrze się czuję w swoim, tutejszym świecie. Czemu więc podróżuję? Oczywiście po to, żeby zobaczyć kawałek świata i poznać innych ludzi. Ale także i po to, by poczuć jak mocno kocham tych, którzy na mnie czekają w domu.
fot. Iza Zborowska

monweg
1. Ciekawi mnie skąd pomysł na taką książkę i czy zamierza Pan "poruszać" się później w tej tematyce?


- Pomysł wziął się z gdybania na temat wampirów. Jak mógłby wyglądać współczesny wampir? Taki bez magii i czarów? W jaki sposób miałby zyskać swoje niezwykłe przymioty? Za jaką cenę? Gdybym miał więc napisać jeszcze kiedyś książkę, to chętnie poruszałbym się w tematyce „z pogranicza”. Macał dalej tę sferę gdzie to, co jest łączy się z tym, co mogłoby być.

2. Jeżeli mógłby Pan zabrać na bezludną wyspę jedną książkę - to jaka to by była książka i dlaczego?


- Byłby to „Lot nad kukułczym gniazdem” Kena Keseya. Pamiętacie scenę, w której główny bohater, McMurphy, zakłada się z innymi pensjonariuszami oddziału zamkniętego w wariatkowie, że wyrwie z podłogi potwornie ciężki węzeł sanitarny, a potem jeszcze ciśnie go w zakratowane okno torując im wszystkim drogę na wolność? Otaczają go świry i idioci, ale nawet oni wiedzą, że to niemożliwe. Przyjmują zakład. McMurphy obstawia wszystko co ma, a potem podchodzi do stalowo-betonowego bloku, chwyta go, natęża się… natęża… i nic. To przeklęte monstrum ani drgnie! On opada z sił, a oni ryczą ze śmiechu. Co wtedy mówi? „Czego się śmiejecie wariaci? Ja przynajmniej spróbowałem…”. Te słowa, to moje życiowe motto.

3. Jeśli Niebo istnieje, co chciałbyś usłyszeć od Boga docierając do bram raju?


- „Możesz wejść”.

Niekończące się Marzenia
1. Jak wygląda życie w Pakistanie, czy mentalność tamtejszej ludności nie była trudna do zaakceptowania ?


- Byłem tam dawno temu (pierwsza połowa lat 90.), więc sporo się od tego czasu zmieniło. Kiedy jeździłem po afgańsko-pakistańskim pograniczu świat właściwie nie słyszał jeszcze o talibach, Al-Kaidzie, islamskich ekstremistach. Za największego wroga uważano tam wtedy Indie, do Ameryki żywiono tylko pobłażliwą niechęć z lekką domieszką podziwu. Nie wiem, jak dziś, ale wtedy Pakistan był krajem ogromnych kontrastów. Z jednej strony zamożny i liberalny obyczajowo (choć pod pozorami poprawności religijnej) Islamabad, z drugiej pogranicze i Karakorum, gdzie ludzie żyli bardzo biednie hołdując plemiennym tradycjom, a islam i honor były dla nich wszystkim. To, co mnie uderzyło na pograniczu to wszechobecna broń. Wszyscy ją tam nosili i 12-letni chłopcy i siwi staruszkowie. Na rynkach małych miasteczek, obok barów z jedzeniem, królowały sklepy z domowej roboty kałasznikowami, rewolwerami, pistoletami. Wystarczyło trochę popytać, żeby dostać granatnik przeciwpancerny. Mimo tej militarnej otoczki, ludzie (a raczej powinienem powiedzieć - mężczyźni, bo kobietom z obcymi nie wolno tam rozmawiać) byli ogromnie życzliwi i otwarci. No i wszyscy - nawet dzieciaki z najmniejszych, położonych wysoko w górach wiosek - znali płynnie angielski.

2. Chiny wydają się być pięknym krajem, ale jak wyglądają "od środka" ?

- Od razu muszę się zastrzec - nie byłem w prawdziwych Chinach. Z Pakistanu wjechałem do prowincji Sinciang, która do Chin została przyłączona całkiem niedawno. Rdzenna ludność tego regionu to Ujugrowie, którzy wcale nie wydawali się szczęśliwi z powodu przynależności do Państwa Środka. Szeptem, z wielką ostrożnością, opowiadali mi o walce swego narodu o niepodległość. Przykład tej walki zobaczyłem od razu po przyjeździe do Kaszgaru - pierwszego miasta po przekroczeniu granicy z Pakistanem. Był to częściowo zburzony wybuchem bomby hotel. Trudno powiedzieć, na ile reprezentatywne dla całej ujgurskiej społeczności były te pospieszne, urywane i anonimowe wypowiedzi. Słyszałem je jednak dość często - w autobusie, na ulicy, na targowisku.
Podróż do rdzennych Chin natomiast mi nie wyszła. Banalna sprawa, zabrakło mi pieniędzy. Musiałem wracać przez Ałma atę i Moskwę do kraju.

nieidentyczna
1. Bycie reporterem - co to dla Pana oznacza?


- Nie chciałbym zostać posądzony o prawienie komunałów, ale bycie reporterem to dla mnie przede wszystkim szacunek wobec rozmówcy. Jeśli się uważasz za lepszego od kogoś - bardziej wartościowego, mądrzejszego, sprawiedliwszego – daj sobie spokój z robieniem o nim reportażu. Napiszesz o sobie, nie o nim.

2. Gdyby mógł Pan wybrać dowolne miejsce na ziemi i w czasie, to dokąd by się Pan udał, aby znaleźć ciekawy materiał na reportaż?

- Wielokrotnie już przekonałem się, że najlepsze tematy na reportaże są tu i teraz. Nie trzeba jechać do egzotycznych krajów ani marzyć o podróżach w czasie, by trafić na ciekawych ludzi i ich historię. Wystarczy tylko wyjść z domu i zdobyć się na odwagę, żeby zacząć pytać.

3. Proszę dokończyć zdanie: "Dobry pisarz to..."

- Nie jestem żadnym autorytetem w tej dziedzinie. Ale wydaje mi się, że dobry pisarz, podobnie jak dobry aktor, to ten, który ma „to coś”. Niby pisze jak wszyscy, używa tych samych liter i słów, a jednak to właśnie czytając jego książkę czujesz, że Ziemia drży w posadach.

bibliotekamutne
1. Kiedy i o czym będzie Pana kolejna książka?


- Dziękuję za zainteresowanie, ale trochę jeszcze za wcześnie, żeby się tym przechwalać. Mam pewien pomysł, który zaświtał mi całkiem niedawno, mój wydawca jest nim zainteresowany i mówi: pisz. Muszę jednak jeszcze to wszystko doprecyzować, poukładać, pogłębić źródła. To fajna praca, bardzo lubię ten etap, kiedy wszystko zaczyna układać się w głowie, ale przede mną jeszcze długa praca, a efekt niepewny.

Marek
1. Zwiedził Pan Pakistan, Chiny, Indie, Nepal i wiele innych krajów, co by Pan polecił do zwiedzenia w tych krajach, a czego nie ma w przewodnikach turystycznych i co ciekawego jadł Pan na miejscu, co kulinarnie Pana tam zdziwiło?


- Z tym polecaniem mam pewien kłopot. Bo trudno nie polecać powszechnie znanych z kart przewodników atrakcji turystycznych, powiedzieć komuś: "stary, daj sobie spokój z tym Tadż Mahal, omiń szerokim łukiem wybrzeże Gangesu w Varanasi". Niektóre rzeczy naprawdę trzeba zobaczyć. Tyle tylko, że panujący tam zgiełk, przewalające się tamtędy tłumy turystów, handlarzy i samozwańczych przewodników sprawiają, że już po kilku minutach człowiek ma ochotę pryskać. Równocześnie, to co naprawdę ciekawe, zdarza się niespodziewanie, niezależnie od miejsca. Pamiętam, jak kiedyś w Meksyku, cały dzień tłoczyłem się w prastarym kompleksie świątynnym Teotihuacan. Wszedłem na jedną piramidę, na drugą, obejrzałem rzeźby... Program obowiązkowy i tyle. Wieczorem, zmęczony, zakotwiczyłem w tanim, pobliskim hoteliku. Zszedłem napić się herbaty przed snem i trafiłem na kilku miejscowych rzeźników, którzy siedzieli sobie nad butelką naszej polskiej (uważanej w Meksyku za towar luksusowy) wyborowej. Zaprosili mnie do stolika. Piliśmy i rozmawialiśmy przez pół nocy. Głupia sprawa, ale ta rozmowa i to spotkanie dostarczyło mi dużo więcej emocji i wiedzy o kraju niż całodzienny kontakt z prekolumbijskimi ruinami...
A jedzenie - cóż, nie jestem smakoszem. W dodatku, podczas wszystkich swoich podróży raczej klepałem biedę. Jadłem więc na ulicy, w najtańszych garkuchniach. Np. w Delhi, w dzielnicy Paharganj, gdzie mieszkałem, znanej z tamujących ruch uliczny świętych krów. Wcinało się tam rozrywane palcami świeżutkie placki ciapatti, którymi trzeba było nabierać wonną i bardzo apetyczną masę nakładaną na blaszane talerze z wielkich garnków stojących na wolnym ogniu. Pan Tomek, pracownik polskiej ambasady, który spędził w Delhi ładnych parę lat, omal nie zemdlał, kiedy zaprosiłem go na taki obiad. "Człowieku!" - zakrzyknął. "Tu są Indie! Ameba, dur brzuszny, żółtaczka. Jadając w takich miejscach długo nie pożyjesz!". Jakoś jednak wyszedłem z tej kulinarnej przygody obronną ręką.

Anna Włodarczyk
1. Jak wygląda współpraca w redakcji zdominowanej przez panie, z szefem kobietą?


- Bardzo fajnie wygląda :) Naprawdę. Ja w ogóle bardzo lubię i podziwiam kobiety, a kobieta-szef to dla mnie idealny przełożony.

2. Czy był Pan przemytnikiem jak z książek Sergiusza Piaseckiego i czy praca w bieszczadzkim lesie miała w sobie tyle uroku co w "Siekierezadzie" Stachury?

- Sergiusz Piasecki? Rany, to nie moja liga! Nie śmiałbym się z nim porównywać. Nie nabroiłem też w życiu tyle, co on ;) A praca w Bieszczadach rzeczywiście była niezłą przygodą. Zatrudniłem się tam w roku 1990. Las wycinano jeszcze wtedy w sposób rabunkowy, metodą na hurra! Po przejściu idących tyralierą pilarzy i zebraniu drewna przez ciężkie steyery z potężnymi wyciągarkami, po puszczy zostawał księżycowy krajobraz. Smutne. Sami pilarze byli natomiast wesołą i raczej psotną zbieraniną z całej Polski - górale, górnicy, albo goście, których wcześniej wyrzucano z każdej roboty. Trudno było się po takiej ekipie spodziewać poszanowania dla zasad savoir vivre'u i cielesnej nietykalności bliźniego. W okolicy budzili lekki popłoch. Ale jakoś się dopasowałem i dobrze czułem się w tym towarzystwie. Fajne czasy. 

zjeżdżam po linie - w starej kopalni miedzi w Miedziance
3. Czy jest takie miejsce w Polsce, które jest dla Pana magiczne i do którego chętnie Pan wraca?

- Przyznam, że nie kolekcjonuję w pamięci takich miejsc. Jestem raczej zbieraczem chwil, bo "w życiu liczą się tylko chwile". A chwila to sytuacja - miejsce, czas oraz inni ludzie. Do czegoś takiego nie ma jednak powrotu. Niestety...


Aga Kamil
1. Jakie jest Pana postanowienie noworoczne?


- Tu mnie Pani przyłapała! Nie zrobiłem żadnych postanowień. Będzie, co będzie. Wierzę, że życie może mi jeszcze wiele zaoferować. A co konkretnie? Cóż, niespodzianki są najciekawsze!

Aneta
1. Co było większym wyzwaniem: wyprawa w nieznane miejsce wraz z jej niewiadomymi czy napisanie powieści? A może to praca w redakcji jest większym wyzwaniem? :)


- Gdyby Pani nie zadała tego pytania, nie przyszłoby mi do głowy, żeby te trzy rzeczy ze sobą połączyć. A przecież, faktycznie, mają one wspólny mianownik. Jest nim słowo: przygoda. Zarówno podróż, jak i pisanie książki, a także praca w redakcji, wiążą się z dużymi, pozytywnymi emocjami. Kupując bilet, siadając do pustej kartki, czy zaczynając planować kolejny numer pisma, trudno nie zadać sobie pytań: jak będzie? czy się uda? jak zareagują na to inni? Lubię te chwile.

2. Gdyby miał Pan wybrać najbardziej podobny kraj (z tych, które Pan zwiedził) do Polski - jaki byłby to kraj?

- Boliwia, Peru, Meksyk. To w ogóle, oprócz Polski, moje ulubione miejsca na świecie. Trochę chaotyczne, nieco nieprzewidywalne, pełne skrajności i improwizacji. Czasem wzruszające, czasem odrobinę straszne, zawsze przyjazne i otwarte na przybyszów (o ile ci za bardzo nie zadzierają nosa). Same podobieństwa!

3. Mieszkańcy jakiej narodowości najmocniej zapadli Panu w pamięci?

- Najlepiej się czułem i najfajniej bawiłem podróżując po Ameryce Południowej. Właśnie mieszkańców tamtejszych krajów wspominam najczęściej i najżyczliwiej. Nie znaczy to, że wzajemne relacje były zawsze sielanką. Różnie się czasem układało. Zdarzały się i drobne przepychanki. Ale nawet po awanturze, zawsze następowała zgoda, padanie sobie w ramiona, bratanie. Luz, spontaniczność, ekspresja i pozytywne nastawienie do życia - taka jest Ameryka Łacińska. I za to ją kocham.

anya_86
1. Jak i pod wpływem jakich rzeczy powstają pomysły na tak rewelacyjne książki?


- Oj! Dziękuję za komplement! Z pomysłem na "Nowego drapieżnika" nosiłem się przez dłuższy czas. Jednym z powodów, dla których zacząłem obracać w myślach temat obdarzonego szczególnymi zdolnościami chłopaka była zasłyszana tyrada jakiegoś naukowca, który twierdził że nastąpił kres ewolucji. Przynajmniej, jeśli chodzi o kręgowce, do których zalicza się człowiek. Pomyślałem, że to aroganckie słowa. W przyrodzie tkwi wielka i nieprzewidywalna siła. Lada dzień może zdarzyć się coś (a może już się zdarzyło?) co sprawi, że podręczniki biologii i medycyny trzeba będzie napisać od nowa.

2. Gdyby Pan mógł zmienić coś w swoim życiu, co by to było?

- Odpowiem słowami Edith Piaf: niczego nie żałuję. Nie chciałbym więc niczego zmieniać, cofać czasu, zaczynać od nowa. Nie brak w moim życiu, oczywiście, takich momentów, kiedy coś kompletnie schrzaniłem, których się trochę wstydzę, gdy kogoś skrzywdziłem. Ale trudno. To moje życie. Jedyne, niepowtarzalne. I choć jest dalekie od ideału, nie chciałbym go retuszować, pacykować, poprawiać. Niech zostanie, jak jest.

3. Czy czytuje Pan innych autorów?

- Jasne, że tak! Czytanie to świetna sprawa. Pozwala bezkarnie żyć życiem innych, bez konsekwencji popełniać ich błędy, podróżować i wędrować w czasie nie ruszając się z bujanego fotela. Przepraszam, że po tym mało odkrywczym zdaniu nie wyliczam teraz długiej (i ambitnej) listy ulubionych pisarzy, ale takowej nie posiadam. Czytam niemal wszystko - od Kapuścińskiego po Strugackich, od Carrola po Hłaskę, od le Carre po Kinga. I jeszcze wielu innych polskich autorek i autorów. Także z tzw. literatury kobiecej. Po książki sięgam bez planu - w zależności od nastroju i tego, co akurat wpadnie mi w łapy.

z moimi synkami: Brunem i Jeremi
Delfina
1. Jak to jest czytać pochlebne opinie o swojej książce i samym sobie?


- Bardzo fajnie jest się dowiedzieć, że to nad czym przesiedziałem wiele nocy, czym żyłem całymi tygodniami, co natrętnie siedziało mi w głowie, spodobało się także innym. Do lektury pierwszych recenzji mojej książki siadałem z wielką tremą i donośnie bijącym ze strachu sercem. Dziękuję Wam za każde dobre słowo. Z pokorą przyjmuję każdą krytykę.

2. Skąd czerpie Pan pomysł na fabułę? Z innych książek, z życia czy może z własnej głowy?

- Myślę, że po trochu z każdego z tych elementów. Pomysł rodzi się najpierw w głowie. Niewyraźny, ulotny. Obracam go w myślach, międlę, ugniatam niczym kawałek gliny. Kiedy już zaczyna coś przypominać sięgam po własne doświadczenia i historie, które mi ktoś opowiadał. Wydaje mi się, że każda fabuła powinna być utkana z prawdziwych zdarzeń. Wtedy jest wiarygodna. Fikcja, to tylko dodatek.

3. Wydanie książki to było marzenie czy raczej oczywistość do której Pan dążył?

- Zdecydowanie - marzenie! Może na początku, trochę nieuświadomione, skryte gdzieś głęboko, siedzące sobie cicho i czekające na właściwy moment. Ale kiedy zacząłem pisać, od razu zaczęło się wiercić i wyrywać na zewnątrz. Cieszę się, że się spełniło!

kwiatusia
1. Czy jest na świecie takie miejsce do którego by się Pan przeniósł bez zastanowienia (na przykład, gdyby wygrał Pan w lotto :) ), a może to w Polsce znalazł Pan swój azyl, swoje zacisze do którego uwielbia Pan wracać po dalekich podróżach i nie wyobraża sobie Pan żadnej przeprowadzki?


- Jest wiele pięknych miejsc. Znacznie piękniejszych od Warszawy, w której mieszkam "od zawsze". Ale nigdy w życiu nie chciałbym wyjechać stąd i zostać tam na stałe. Tylko tutaj się czuję na swoim miejscu.

2. Jako dziennikarz na pewno przeprowadził Pan wiele rozmów ze znanymi ludźmi. Czy któryś z wywiadów ma dla Pana szczególe znaczenie, a może któryś stał się inspiracją/„pomocą” w Pana twórczości pisarskiej?
O wywiadzie z kim Pan marzy?


- Głupia sprawa... ale rzadko mi się zdarza rozmawiać ze znanymi ludźmi. Staram się też unikać robienia wywiadów. Innym dziennikarzom wychodzi to dużo lepiej! Ja wolę reportaż, opisywanie historii zwyczajnych ludzi, którym przytrafiło się coś niezwyczajnego. Fajnie, kiedy przy okazji publikacji materiału uda się też komuś pomóc. Poruszyć sumienie urzędników, napisać jak było naprawdę. Teraz, kiedy więcej siedzę za biurkiem, tęsknię czasami za emocjami, którym towarzyszy wyjazd na reportaż.

3. Czy któreś z doświadczeń związanych z pracą przemytnika, robotnika leśnego i podróżnika – przydaje się w „babskim świecie" „Pani Domu” :)? Czy planuje Pan napisać książkę z gatunku „literatura kobieca”, czy pozostanie Pan jednak wierny mocnym akcentom sensacji i thrillera, które towarzyszą nam w „Nowym drapieżniku”?

- Tej pracy przemytnika odrobinę się wstydzę... Młody wtedy byłem, głupi, w gorącej wodzie kąpany. No i czasy były inne. Pod koniec lat 80. jakieś takie lekkie szaleństwo w ludzi wstąpiło, nieobliczalność. Udzieliło mi się.
A wracając do Pani pytania - tak, bardzo się przydały. Podróże z plecakiem i - mówiąc delikatnie - ograniczonym budżetem, czy ciężka praca w zupełnie nowym środowisku, a nawet te nieszczęsne popisy na niwie przemytniczej - uczą samodzielności, improwizacji i wiary we własne siły. To zawsze się w życiu przydaje. Nie tylko w "babskim świecie".

martucha180
1.  Dlaczego zdecydował się Pan przyjąć stanowisko zastępcy redaktor naczelnej kobiecego pisma? Czy była to oferta pracy, która spadła Panu jak manna z nieba, czy też jedna z wielu ofert, które Pan otrzymał?


- Oczywiście, że była to manna z nieba :).

2.  Kiedy złapał Pan podróżniczego bakcyla? Czy była osoba, która Pana zaraziła podróżowaniem?


- O podróżowaniu marzyłem od dziecka. Z wypiekami na twarzy przeczytałem wszystkie książki z serii Przygody Tomka autorstwa Alfreda Szklarskiego. Ale jakoś nie wpadłem an to, żeby spakować plecak i ruszyć w świat. Z tego bezruchu wyrwał mnie dopiero dawny kolega z wojska, Bogdan. "A może byśmy pojechali na pół roku do Azji?" - rzucił kiedyś lekkim tonem, a mnie opadła szczęka. Pół roku! W Azji! Nie mieściło mi się to w głowie. Wcześniej, jako dziecko, byłem tylko dwa razy z mamą na wczasach w Bułgarii a potem nieprzeliczoną liczbę razy w Berlinie Zachodnim. A tu inny kontynent! Zgodziłem się, choć przyznaję - miałem stracha. Pojechaliśmy. I choć po trzech miesiącach skończyły mi się pieniądze i z pół roku zrobiły się trzy miesiące, chwyciłem bakcyla. Zacząłem jeździć.

3. Praca dziennikarza wymaga lekkiego pióra. Jak z jego lekkością było w czasach szkolnych? Jak Pańskie wypracowania oceniali poloniści? Czy widzieli w Panu talent literacki, potencjał na dobrego dziennikarza, czy wręcz przeciwnie?

- W podstawówce byłem słabym uczniem. Sprawiałem kłopoty. Żaden nauczyciel (może poza panią od chemii) nie postawiłby na mnie złamanego grosza. W szkole średniej było już lepiej, ale i tam za bardzo nie błyszczałem. Bardziej od nauki pochłaniał mnie sport. Frajdę z pisania odkryłem dopiero na studiach.

z Izą (moją żoną) po Oceanie Indyjskim w okolicach Zanzibaru
Ola C.
1.Czy podróżowanie wniosło coś do Pańskiego życia?


- W pierwszej fazie, raczej wyniosło. Na podróże wydałem w sumie sporo forsy. W dodatku, w zamian dostałem jedynie coś bardzo ulotnego - wspomnienia. Ale i tak jestem zadowolony z tej transakcji :)

2. Czy trudno było Panu wydać książkę?

- Dopisało mi szczęście. Posłałem wydruk, a po miesiącu przyszła odpowiedź. Pozytywna. I to od świetnego wydawcy! Czego chcieć więcej?

3. Czy dla Pana „Nowy drapieżnik” jest sukcesem?

- Osobiście i prywatnie - tak. Bardzo się cieszę, że książkę przeczytało kilka osób, że się im spodobała, dzięki czemu mogę teraz odpowiadać na pytania ciekawych ludzi. To wielka nagroda i bardzo Wam za nią dziękuję!

Martyna Kuligowska
1. Załóżmy, że istnieje coś takiego, jak jednorazowe cofnięcie czasu. Czy kusiłoby Pana by cofnąć wypowiedziane słowa, czy też podjąć inną decyzję nie wiedząc jak dalej potoczy się Pana życie?


- Kusząca propozycja! Niech no się chwilę zastanowię... Nie. Jednak nie. Zamiast poprawiać swoją niedoskonałą przeszłość, wolę się skupić na tym, co dopiero mnie czeka. Przyszłość też niesie ze sobą wiele możliwości. A pamiętając o dawnych błędach, będę wiedział, co zrobić żeby ich nie powtarzać. Mam nadzieję…

2. Zwiedził Pan tyle miejsc, poznał Pan wielu ludzi i ich kultury. Jak mentalność Polaków wygląda na tle innych narodowości?

- Z mojej perspektywy - dobrze. Historia nas przeczołgała, sąsiadujące z nami narody skakały po nas w przeszłości jak po trampolinie. Teraz jesteśmy mądrzejsi, zaradniejsi, lepiej radzimy sobie z przeciwnościami. Żebyśmy tylko mniej zajadle się między sobą kłócili...

3. Być, czy mieć?

- Zdecydowanie - być. Ale fajnie byłoby też trochę - mieć.

kara.binek02
1. Co Pan czuł, kiedy wybierał się Pan w swoją pierwszą podróż?


- Mówiąc szczerze - miałem mocnego stracha. Słabo znałem język, do ambitnych planów podróżniczych (kilka miesięcy w Azji) nie przystawała ilość posiadanych środków płatniczych. Ale z podróżami jest tak, jak z wyjściem na ring. Boisz się dopóki nie przejdziesz przez liny. Potem już samo idzie.

2. Co sprawiło, że zainteresował się Pan podróżami i dziennikarstwem?

- W obydwu tych kwestiach zadecydował przypadek. W odpowiednich momentach życia ktoś mi zaproponował wyjazd, ktoś inny staż w redakcji. Teraz, po latach, myślę jednak że już dużo wcześniej była we mnie nieuświadamiana gotowość, marzenie by jeździć po świecie i pisać. Wygląda więc na to, że miałem cholerne szczęście - los sam, przez swoich wysłanników, pomógł mi odnaleźć przeznaczenie ;)

k_onwalia6
1. Czego dowiedział się pan, nauczył, pracując w kobiecym piśmie?


- O, dużo się nauczyłem. Już wiem, co to jest BMI, płyn micelarny oraz baskinka :) A tak na poważnie – nauczyłem się m.in. mówić o swoich emocjach. Faceci mają z tym problem. Najpierw milczą dusząc wszystko w sobie, a potem od razu wybuchają.

2. Z kim dzieli się pan zdjęciami z podróży?


- Z moją Żoną (choć ostatnio zwykle podróżowaliśmy razem). A w przyszłości - kiedy moje urwisy trochę podrosną - także i z dziećmi.

3. Co sam pan chciałby powiedzieć czytelnikom, o sobie, o swojej pracy, a pana jeszcze o to nie pytano?

- Mam wrażenie, że zapytano mnie już o wszystko! Rany, nie mam już żadnych tajemnic!

justyna.ma
1. Przemytnik, robotnik leśny, podróżnik, dziennikarz aż w końcu zastępca redaktor naczelnej w dwutygodniku ,,Pani Domu’’. Imponujący życiorys. Patrząc z perspektywy czasu, które zajęcie odegrało najważniejszą rolę w Pana życiu?


- Dziękuję Pani za słowo "imponujący" :) Szczerze mówiąc, do tej pory tak swojej biografii nie oceniałem. Długi czas nie wiedziałem po prostu, co ze sobą począć, więc życie rzucało mną to tu, to tam. To raczej przejaw bezradności niż jakiejś specjalnej fantazji. Wydaje mi się, że tym co mnie ukształtowało, nadało właściwy kierunek, były podróże i praca dziennikarza. Przy czym ta ostatnia daje mi chleb od przeszło 20 lat.

2. Polacy umieją pisać książki czy nie umieją..?

- No pewnie, że umieją! Jacek Dukaj, Dorota Masłowska, Wiesław Myśliwski, Olga Tokarczuk, Andrzej Stasiuk, Karolina Macios... Uf! Długo by jeszcze wymieniać.

3. Który drapieżnik jest według Pana najgroźniejszy?

- Powiedziałbym, że to nafaszerowany prochami 10-latek z kałasznikowem żerujący w Delcie Nigru lub Konga, albo korporacyjny menedżer zmuszający ludzi w Bangladeszu do pracy ponad siły nad produktami jakiejś "kultowej" światowej marki, gdyby nie teza którą uparcie lansuję w swojej książce: seryjny morderca lubi zabijać, drapieżnik - musi. Dlatego odpowiem, że najgroźniejszego drapieżnika żerującego na ludziach, nie widać gołym okiem. To lekooporna bakteria.

justynawpodrozy
1. Czy zna Pan Rudego Ryśka?


- Intrygujące pytanie... Nie, nie znam. Czy to błąd?

2. Czy unika pan walki wręcz, gdy trzeba bronić staruszek, czy wręcz przeciwnie?

- „Tyle wiemy o dobie, ile nas sprawdzono" - powiedziała Wisława Szymborska. Nie ma więc sensu gadać, co bym zrobił gdyby... Takie rzeczy weryfikuje po prostu życie.

3. Kiedy ostatni raz spotkał Pan wampira (może być, że i emocjonalnego).

- Osobiście nie spotkałem. Ale mam znajomego, który spotkał. Wampirzyca wyssała go do cna. Z domu, z rodziny, z godności. A kiedy  została z niego tylko sucha skórka, poszła szukać innych ofiar. Nie winiłbym jej jednak za to. Wampiry po prostu takie już są. Taka ich natura. On głupi, że nadstawiał szyję.

Jakub Kowalski
1. Zwiedził Pan wiele krajów, wiele z nich to kraje europejskie ale zdarzały się też takie perełki jak azjatyckie, Nepal czy Pakistan, którą podróż, ze wszystkich wspomina Pan najmilej? Gdzie został pan najlepiej przyjęty? Bo z pewnością takich wspomnień się nie zapomina.


- Najlepiej wspominam podróże po Ameryce Południowej. Nie wiem, co jest, ale prawie wszystko bezkrytycznie mi się tam podoba. Krajobraz, klimat, jedzenie, język. No i ludzie z ich ekspresyjnym i bardzo pozytywnym nastawieniem do świata. Góry. Dżungla. Cenotes z kryształową wodą. Ale najlepsze, najżyczliwsze, najbardziej bezinteresowne przyjęcie spotkało mnie w Ałma acie. Wracałem przez to miasto z długiej podróży po Azji i pieniędzy miałem akurat na to, by dojechać do polskiej granicy. A tu się okazuje, że muszę czekać pięć dni na pociąg. Pięć dni! Gdzie w tym czasie mieszkać? Co jeść? W dodatku miałem anginę. Przekichane, no. I wtedy przyjęli mnie pod swój dach miejscowi Rosjanie. Małżeństwo. Dali nocleg, nakarmili, ściągnęli nawet lekarza. Uratowali mi tyłek. Natasza i Giena, jeszcze raz wam dziękuję!

2. Co się panu podobało, smakowało, zachwyciło poza granicami naszego kraju, coś czego w Polsce próżno szukać? I czy jest coś takiego co chciałby pan przenieść w całości z innego kraju, (jakiś widok, regionalną potrawę, zabytek) do miasta w którym Pan mieszka?

- No, gdybym już musiał naprawdę grzebać w krajobrazie mojego miasta, to zamieniłbym Zalew Zegrzyński na którąś z morskich zatoczek Dominikany. Słońce, palmy, biały piasek, ciepła i przejrzysta woda, kolorowe rybki. Stolica oczyszczalnię ścieków od zeszłego roku ma, więc jest szansa, że szybko byśmy tego nie zepsuli ;)

3. Gdyby mógł Pan podziękować publicznie (akurat jest do tego świetna okazja) tylko jednej osobie, to kto to by był i za co konkretnie chciałby Pan jej podziękować, wydawca, rodzice, przyjaciel, może jakiś przewodnik z wypraw albo ktoś kogo poznał Pan właśnie na takiej podróżniczej eskapadzie?


- Chciałbym podziękować swojej Żonie. Jest moją pierwszą recenzentką, bardzo liczę się z jej zdaniem. Ale przede wszystkim - jest. I za to właśnie dziękuję Ci Izo.

Madzik
1. Czy "Pani Domu" jest perfekcyjna?


- Na szczęście nie :) To normalna kobieta, z krwi i kości. Bardzo emocjonalna ale konkretna,  zaradna ale nie pedantyczna, oszczędna, ale potrafiąca zaszaleć. Równa babka, po prostu.

2. Pisanie to męka twórcza, czy raczej emocjonująca przygoda, podróż w nieznane, a może sposób na dostatnie życie?

- Bez chwili wahania odpowiadam: to emocjonująca przygoda i podróż w nieznane. Z całą pewnością ani nie męka twórcza ani nie sposób na dostatnie życie.

3. Czy okładka "Nowego drapieżnika" to Pana pomysł?
Nie, nie mój. Tę okładkę zaprojektowała świetna graficzka Anna Damasiewicz. Ale kiedy tylko wydawca przysłał mi ten projekt do akceptacji, od razu poczułem, że to jest to. Bardzo mi się podoba!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Miałem duży kłopot ze wskazaniem dwójki zwycięzców. Najchętniej dałbym nagrody wszystkim! Ale skoro nagrody są dwie, wybrałem w końcu:

Karolinę Małkiewicz za pytania, które przypomniały mi dlaczego robię, to co robię i czym to coś dla mnie jest;

oraz

Jakuba Kowalskiego za to, że pozwolił mi wrócić wspomnieniem do chwili, kiedy dzięki czyjejś bezinteresownej pomocy odzyskałem wiarę w ludzi.

Serdecznie pozdrawiam i dziękuję za wszystko.

Zbyszek Zborowski


***

Z mojej strony gorąco dziękuje panu Zbigniewowi za niezwykle fascynujący wywiad oraz wam, moi drodzy czytelnicy, gdyż bez waszego zaangażowania, nic by się nie udało. 

Dziękuję z całego serca!

Pozdrawiam !!!

 Cyrysia

24 komentarze:

  1. Rany, bardzo dziękuję za wyróżnienie! Strasznie się cieszę:)
    A wywiad wyszedł wyjątkowo ciekawy!

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny wywiad :) - pomysłowe pytania oraz wyczerpujące i ciekawe odpowiedzi :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jaki dłuugi wywiad, super;)
    Gratuluję!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jaki bystry i zabawny! Zazdroszczę żonie :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo ciekawe odpowiedzi. Fajny, wesoły wywiad.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wyczerpujący wywiad, też miałabym problem z wyborem najlepszych pytań. :)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Super wypowiedzi, cudowne zdjęcia, brawo cyrysiu - udał Ci się ten wywiad!

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny wywiad. Gratuluję też zwycięzcą.

    OdpowiedzUsuń
  9. Gratuluję naprawdę ciekawego wywiadu. Zbigniew Zborowski wydaje się być naprawdę sympatycznym człowiekiem, postaram się niedługo sięgnąć po ,,Nowego drapieżnika".

    OdpowiedzUsuń
  10. Ale fajny wywiad wyszedł z naszych pytań :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Przygoda rzeczywiście niezła. :D Może i był stres, ale oczywiście P. Zborowski znalazł wyjście z sytuacji. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Gratuluję jak zawszę ciekawych pytań i świetnego wywiadu!

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo ciekawy wywiad i bardzo ciekawa postać. Na pewno sięgnę po "Nowego drapieżnika".

    OdpowiedzUsuń
  14. Wywiad przyjemny w odbiorze. Gratuluję Cyrysiu kolejnego udanego przedsięwzięcia :) Oby było ich więcej .

    OdpowiedzUsuń
  15. Świetny wywiad, w końcu mogłam przeczytać na spokojnie :)

    OdpowiedzUsuń

Zaglądaj, czytaj, przegryzaj moje słowa, ale wychodząc, zostaw po sobie niezatarty ślad swojej obecności...