czwartek, 13 sierpnia 2015

Kontrowersyjny konkurs

 ~~~

 Dziś przychodzę do Was z konkursem, w którym do wygrania jest powieść ''Złączeni'' Carol Cassella.

Recenzja książki: klik

Aby zdobyć nagrodę należy przedstawić swój punkt widzenia w stosunku do poniższych pytań:

Kto Twoim zdaniem powinien decydować o życiu lub śmierci pacjenta w stanie wegetatywnym? Lekarz czy osoba z najbliższej rodziny? 
 A może człowiek nie powinien zajmować miejsce Pana Boga? 
Jakie jest Wasze zdanie na ten temat?

Osoba, która poda najbardziej przekonujące argumenty w tej sprawie otrzyma ''Złączeni'' Carol Cassella.

Jestem bardzo ciekawa Waszych uzasadnień. Możecie potraktować moje zdanie konkursowe jako formę dyskusji - wymianę zdań.

Do dzieła kochani!!!

 
 Regulamin:
1. Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga: LITERACKI ŚWIAT CYRYSI
2. Sponsorem nagród jest
wydawnictwo Prószyński i S-ka.
3. Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest napisanie w komentarzu: Kto Twoim zdaniem powinien decydować o życiu lub śmierci pacjenta w stanie wegetatywnym?
4. Konkurs trwa od 13 sierpnia 2015 roku do 18 sierpnia 2015 roku do godz. 23.59
5. Ogłoszenie zwycięzcy nastąpi 20 sierpnia 2015 roku.
6. Nagrodą jest jeden egzemplarz
''Złączeni'' Carol Cassella.
7. W konkursie mogą brać udział osoby posiadające blogi oraz anonimowy uczestnicy, którzy popiszą się imieniem/nickiem oraz podadzą adres mailowy.
8. Konkurs skierowany do osób posiadających adres zamieszkania w Polsce.
9. Ze zwycięzcą skontaktuję się drogą mailową. W przypadku, gdy zwycięzca w ciągu 7 dni nie odpowie na wiadomość, nastąpi wybór innego wygranego.
10. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
banerek dla zainteresowanych 

40 komentarzy:

  1. Nie powiem - trudne zadanie konkursowe. No ale spróbujmy.
    "Kto Twoim zdaniem powinien decydować o życiu lub śmierci pacjenta w stanie wegetatywnym? Lekarz czy osoba z najbliższej rodziny?"
    Najprostszą odpowiedzią byłoby - zresztą tak nakazywałaby logika - aby o sobie sam mógł decydować pacjent. W końcu to on jest głównym zainteresowanym. Jednakże każdy zdaje sobie sprawę, że to jest oczywiście niemożliwe - jakby nie było znajduje się w stanie wegetatywnym. Na szczęście - lub nie szczęście, w zależności od punktu widzenia - można o tym zadecydować wcześniej. Pamiętacie scenę u prawnika z "Daję nam rok", gdy małżonkowie decydowali o swoich losach w razie kolejnych to nieszczęśliwych wypadków. Tak więc teoretycznie pacjent mógłby kiedyś tam wcześniej uznać - "Gdybym miał już nigdy nie oddychać samodzielnie, należy mnie odłączyć". I teoretycznie wszystko byłoby "ok". W końcu pacjent sam o sobie zadecydował, prawda?
    Tyle, że może być gorzej/lepiej, niż to pacjent sobie wyobraził. Jakby nie patrzeć, sam siebie nie widzi i nie może ocenić swego stanu, aby na koniec uznać "Możecie mnie odłączyć". I wtedy guzik przyjdzie z tego, że w odległej przeszłości pozaznaczał u adwokata odpowiednie jego zdaniem okienka.

    Poza tym jest rodzina. Rodzina, która najczęściej wbrew rozsądkowi - smutnej prawdzie - decydują się o ratowaniu życia. Nie rozmyślając o konsekwencjach, o tym, że później będą się tą osobą zajmować i na koniec zaczną biadolić, że ich synek w stanie wegetatywnym znajduje się już x czasu i ciągle brak poprawy. Jakoś to tak jest, że rodzina nie myśli logicznie za wszelką cenę chcąc uratować członka swojej rodziny. Choćby nie wiadomo co. A potem rozpaczają, bo zgodnie z ich życzeniem uratowano syna, który potrzebuje pomocy z każdą rzeczą i mają pracę na 24h dziennie, do tego uznają to za odpowiedzialność państwa, które "W końcu powinno im pomóc". Takie rodziny z pewnością sprzeciwiałyby się decyzji tego, kto podpisał papierki.

    Oczywiście, jest również drugi typ rodziny. Ten, który ze strachu przed konsekwencjami życia tej osoby, przed odpowiedzialnością za pomoc takiej osobie, przed cierpieniem, które jej zadadzą - tym wszystkim razem lub pojedynczo - decydują się na odłączenie. Lecz to w Polsce należy do wyjątku.

    Zresztą ciekawa sprawa. Według badań, w Polsce za wszelką cenę ratujemy życie wbrew wszelkiej rodzinie. Czy to wcześniakom czy osobom znajdującym się w stanie wegetatywnym. Teoretycznie - chwali się, bo istnieje na przykład taki "Budzik", który zrobił dużo dobrego. W takiej Ameryce czy Australii dużo częściej zapada decyzja o odłączeniu.

    Ale nie tylko to różni nas od zachodu. W Polsce według tych samych badań zdanie rodzin nie jest brane za bardzo pod uwagę. Lekarze biorą pod uwagę tylko zdanie swoje lub innych lekarzy. Tak więc, wbrew woli rodziny życie jest podtrzymywane lub wręcz przeciwnie, bo lekarz tak sobie zażyczył. Zresztą, bałabym się dawać swoje życie w ręce rodziny, zwłaszcza w Polsce, gdzie lekarze postępują zgodnie ze swoim sumieniem, a nie etyką lekarską - patrz, sprawa Chazana.

    Komu dać zatem prawo do decydowania o swoim życiu? Każda odpowiedź jest równie zła, co inne. Ja oddałabym swoje chyba rodzinie, bo mniej więcej wiem, co by zrobili. Ale chyba najlepiej zrobić sobie taką listę, co zrobić, gdyby..., przedyskutować cały temat z rodziną - choć owszem, to nie jest rozmowa do obiadu - no i chyba tylko lekarza poinformować nie można, bo nie wiadomo to się trafi. Odpowiedź jest niejednoznaczna bo i temat jest trudny i niejednoznaczny.

    mail: maromirus@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za Twoją odpowiedź.

      To prawda - tematyka niezwykle trudna, ale jakże ważna. Dlatego chciałam o niej ''podyskutować''. Dowiedzieć się, jakie jest Wasze zdanie na ten temat.

      Przyznam, że sama mam dylemat w tej sprawie. Z jednej strony człowiek kurczowo trzyma się nadziei na poprawę stanu zdrowia chorego, ale z drugiej, rokowania pacjenta w stanie wegetatywnym są zazwyczaj beznadziejne. I co w takiej sytuacji robić? Kierować się sercem czy rozumem?
      Podobno w Polsce można postarać się o tzw. Testament życia, czyli prawo człowieka do złożenia dyspozycji co do braku zgody na leczenie, podtrzymywania życia w sytuacji gdy osoba ta znajdzie się w stanie nierokującym żadnych możliwości wyleczenia czy też w stanie wegetatywnym. Tylko czy takie oświadczenie jest na pewno dobre? A co jeśli pacjent zmieni zdanie i nie zdąży ''wycofać'' takiego oświadczenia? Jak widać, ciężko o jednoznaczną ocenę.

      Usuń
    2. Z drugiej strony trzeba dać pacjentowi taką możliwość. W końcu to jego ciało, jego decyzje. Tylko co jeśli pacjent jest małoletni? Dziecko niekoniecznie musi podejmować racjonalne decyzje - choć tu powinna wywiązać się dysputa, dlaczego to magiczna liczba 16 lat musi oznaczać podejmowanie racjonalnych decyzji przez człowieka - , zatem zdanie powinni mieć rodzice, kierując się logiką. Tylko czy oni wybiorą coś, co będzie najlepsze dla dziecka, czy też będą starać się uratować życie dziecka? To samo z ludźmi pogrążonymi w depresji, mającymi choroby psychiczne etc. Tak przynajmniej uważa prawo, bo przecież człowiek taki będzie myśleć nielogicznie, w sposób dla samego siebie szkodliwy.

      Do tego dochodzimy jeszcze do wspominanego przez Ciebie i mnie testamentu. To znaczy dwóch. Decyzji dorosłego, w której chwili odłączyć - nie mam pojęcia, jak się to nazywa i czy w ogóle istnieje, widziałam coś takiego tylko w filmie (nota bene, jeśli to istnieje, to jest to coś strasznie intymnego i trochę człowiekowi uwłaczającego, bo jak można zaważyć życiem opierając się tylko na wyobrażeniach, odsiewając mniejsze cierpienie od tego większego) - i tego o woli życia - bałabym się podpisywać coś takiego, nie wiadomo w końcu, co myślałabym sobie będąc w stanie wegetatywnym.

      Usuń
  2. To faktycznie trudne zagadnienie i w Polsce niewykonalne a zwłaszcza przy władzy kleru. Dyskusja nad zamrożonymi zarodkami wywołuje u mnie objawy obłędu.Ja osobiście chciałabym być odłączona i moja rodzina o tym wie. Patrzyłam jak odchodzi moja ukochana babcia i byłam bezradna, choć nie jestem pewna jaką podjęłabym decyzję gdyby mnie o to zapytano. Nadzieja umiera ostatnia.Są jednak sytuacje gdy tej nadziei nie ma, jest tylko ból i poniżenie a to przecież nie jest życie. Lekarze niektórzy, moim zdaniem źle postrzegają kwestie sumienia, życie za wszelką cenę ! A ta cena jest często zbyt wysoka. Mam w rodzinie dziecko, które za szybko postanowiło przyjść na świat, powinno jeszcze być w łonie matki przez ponad trzy miesiące. Lekarze postawili sobie za punkt honoru ratować, udało się, lekarze dokonali cudu ! A ten cud spędza sen z powiek swoich rodziców bo nigdy nie będzie samodzielny, tu mam naprawdę mieszane uczucia. Wracając do tematu marzeniem by była komisja lekarska stwierdzająca jaki jest stan chorego, komisja kierująca się wiedzą medyczną a nie doktrynami kościoła.Stan wegetatywny chorego jemu samemu nie pozwoli podjąć decyzji a rodzina w swojej rozpaczy często jest nieracjonalna. Podsumowując, jeżeli chory ma tzw. testament życia to go uszanować, jeżeli nie to komisja lekarska. Co by nie powiedzieć zawsze będą jakieś wątpliwości ale ja osobiście bardzo bym chciała móc zadecydować o sobie w stosunku do bliskich nie mam już takiej pewności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam podać maila :
      eleonora.chojnowska@gmail.com

      Usuń
    2. Tak to jest, niestety. Btw, według badań prowadzonych w Australii i Polsce, polscy lekarze mają nieco chore pojęcie życia. Żyć za wszelką cenę, ratować kolejną istotę, nieważne jakim kosztem. Tyle, że nie zastanawiamy się, co później stanie się z takimi "cudami" - osobami, które wybudziły się ze śpiączki po kilkunastu latach, wcześniakami etc. A przecież to one później są ciągłymi gośćmi kolejnych szpitali, nie będąc w pełni samodzielnymi. Cierpiącymi za decyzje lekarzy - bowiem, niestety większość polskich lekarzy ma w nosie, to co mówi rodzina.

      Usuń
  3. Kto Twoim zdaniem powinien decydować o życiu lub śmierci pacjenta w stanie wegetatywnym?
    Oj pytanie jest bardzo bardzo trudne, ale chcę zawalczyć o tę książkę więc odpowiem.
    Lekarz czy osoba z najbliższej rodziny?
    A może człowiek nie powinien zajmować miejsce Pana Boga?
    Jakie jest Wasze zdanie na ten temat?
    Powiem tak jestem młodą osobą, która już sporo w życiu przeszła i, która mimo młodego wieku lubi rozmyślać i snuć filozoficzne refleksje. Myślę, że są dwa wyjścia, albo rodzina, bo to ona zna tę osobę najlepiej ona z nią rozmawia choć w sumie nie... chyba nie bo czy ktoś inny zna nas lepiej niż my sami siebie ? Nie tak więc człowiek nie może stawiać się na miejscu Pana Boga i być Panem życia czy śmierci. Są różne drogi oświadczenia zgody pełnomocnictwa, ale co znaczy podpis w obliczu ludzkiego życia ? Kompletnie nic. Nie wiem czy należy kierować się sercem czy rozumem może lepiej zdać się na los ? Są jeszcze przecież względy etyczne moralne i masa innych . Ja jako katolik powiem tak. Może warto w takich chwilach pójść do Kościoła i tam w zaciszu zapytać samego siebie i Pana Boga " Ty jesteś sędzią, Ty dałeś mi życie, a ja nie mam prawa odbierać go innym co zrobić"? Może wtedy dostaniemy jakiś znak , sygnał znajdziemy coś co ułatwi/ pozwoli na podjąć decyzję. Nawet jeśli ktoś jest ateistą , agnostykiem może zadać to pytanie tylko wtedy na miejscu słowa Boże stawia imię tej osoby, która choć wciąż żyje to jej puls słabnie . Nie wiem może jestem naiwna, ale wierzę, że po czymś taki jest/ będzie łatwiej. Może to coś da nam wskazówkę, której choć nie zobaczymy na papierze poczujemy w sercu ... Takie jest moje zdanie.
    E- mail ania. glod@amorki.
    Banner zaraz trafi do odpowiedniej zakładki na blogu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wypadek,choroba . Jedna sekunda i z człowieka robi się warzywo. Przez jakiś czas jest w szpitalu a później często wraca do domu,i choć nie ma szans na poprawę trzeba się tym warzywkiem opiekować. W tym przypadku rodzina ,po dokładnych konsultacjach z lekarzami, z psychologiem powinna decydować o odliczeniu tej osoby. Bo kto się warzywkiem zajmie kiedy matka umrze,żona będzie miała dosyć? Na pewno jest to sprawa trudna,ale trzeba podjąć jakąś decyzję i to rodzina powinna ją podjąć. Nie lekarze dla których najważniejsze jest uratowanie pacjenta,ani nie Ci dla których to kolejny pacjent,taki sam jak inni. Śmierć kogoś bliskiego jest bardzo trudna. Wiem to z własnego doświadczenia,ale po jakimś czasie człowiek się przyzwyczaja,idzie dalej do przodu. Dalej tęskni ,ale nic fizycznie go w związku z tym nie ogranicza. A gdy przez całe życie trzeba się zajmować prawie martwym mężem,dzieckiem ,matką to nadal się tęskni a przy tym ta osoba nas ogranicza. Nie możemy jechać na wa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wakacje bo kto zajmie się warzywkiem. Nie mogę iść na studia,do normalnej pracy. Dlatego to rodzina powinna postanowić czy daje sobie radę, czy odpuszcza co również nie jest złe. Bo kiedy i tak trzeba będzie pozwolić odejść..

      Usuń
  5. Wczoraj byłam w księgarni i natknęłam się na książkę o mężczyźnie, który był w stanie wegetatywnym. Podjęto decyzję o dokonaniu eutanazji. On – skazany na śmierć przez rodzinę i lekarzy nie mógł się porozumieć z nimi. Ale słyszał wszystko, czuł, odbierał informacje z zewnątrz. Miał dwadzieścia cztery godziny, by udowodnić wszystkim, że żyje, że nie powinni go zabijać.

    W mediach słyszy się o "cudach" przebudzenia się. Może nawet gdzieś obok nas zdarzają się takie sytuacje. Wiele jest sytuacji, gdzie człowiek budzi się po kilku latach nawet przebywania w stanie wegetatywnym. A co jęli zabije się jakiegoś człowieka, choć on miał szansę się przebudzić?

    Myślę, że tylko ktoś, kto dał człowiekowi życie, ma prawo je odebrać. Nie mam na myśli matki, ale Boga. On jest Stwórcą, On dał życie każdemu z nas. Tylko On ma prawo je odebrać. Człowiek nie może bawić się w Boga, bo to na pewno źle się skończy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. co to była za książka? Pamięta może Pani tytuł? Z góry dziękuję.

      Usuń
  6. Jolanta Murawska
    Kto powinien decydować ,o życiu lub śmierci pacjenta w stanie wegetatywnym -- uważam ,że na tak trudne pytanie ,nikt nie jest w stanie ulożyć i wymyślić dobrej odpowiedzi .
    Być może powinny zostać wprowadzone regulacje prawne .Możliwe byłoby aby człowiek odbierający dowód osobisty ,wypełnial dodatkową rubrykę w ktorej zaznaczał by --co mają zrobić jeżeli znajdzie sie w takim stanie ,np, czy pozwolić mu odejśc po np,2 latach leczenia ,bez jakiejkolwiek poprawy ? czy trzymać przy życiu do końca /?czy nie podawać leków ?
    Patrząc z innej strony ,kto chcialby wydać wyrok na samego siebie ?
    Kto chciałby wydać wyrok na ojca lub matkę?
    Do końca nie wiemy czy odłączenie respiratora jest dobrym wyjsciem ?
    Czy nie jest morderstwem ?
    Myślę ,z enauka traci nieraz pieniądze i czas na bezsensowne badania ,wiec moze naukowcy wzięli by sie do szczegółowych badań ludzkiego umysłu ,?
    Wiem ,że nie wymysliłam nic mądrego ,ale czy my możemy wyręczać Pana Boga ? który stworzył nas i to wszystko co nas otacza ,dał życie --chyba nie powinniśmy Go wyręczać .
    Opowiadała mi znajoma ,ze byla swiadkiem jak na strasznego raka umierało dziecko -ojciec prosił to dziecko aby nie lękało sie i aby już odeszło ,bo nie mogl patrzeć na jego męki --dziecko posluchało ojca i skonało .Jak bardzo ten ojciec kochał to dziecko ,ze prosil sam aby ulżyć mu w bólu -aby odeszło z tego świata .To są tak delikatne sprawy ,ze jeszcze sie taki nie urodził ,żeby wymyślił dobre rozwiązanie .
    Spodobała mi się wypowiedz a wrecz wzruszyłą mnie pana Don Wasyla --który powiedział -my cyganie nie oddajemy rodziców do domu starców ,u nas rodzice do końca są szanowani i zostaja przy dzieciach i bliskich <3 jakie to piękne ,ten szacunek do rodzica
    Powinniśmy się tego uczyć od Romów ,a gdzie tu dopiero mowić o eutanazjii/?
    Zostawmy te sprawy Panu Bogu --bo czasami wycznie powoduje wiecej szkody niż zysku .<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. mój adres
      jolantamurawska8@wp.pl

      Usuń
  7. adres moje poczty
    jolantamurawska8@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  8. Pytanie faktycznie kontrowersyjne. Myślę, że takiej decyzji nie powinien podejmować lekarz, ponieważ jest On niespokrewniony z pacjentem i nie ma prawa decydować o jego życiu, bądź śmierci. Może oczywiście zasugerować taką odpowiedź, ale może narzucać swojego zdania. Czy rodzina może podjąć taką decyzję ? Myślę, że również nie, choć zależy to oczywiście od rodziny. U mnie zdarzyły się dwa przypadki chorych, którzy po wylewie nie wrócili już nigdy do pełnej sprawności, pozostali tzw. roślinkami. Jednak nigdy nikt z nas nie rozważał decyzji o uśmierceniu ich. Pierwszy przypadek był z moją babcią, przeszła ciężki wylew i udar móżdżku, opiekowała się nią moja mama. Kąpała ją, przebierała, oklepywała i karmiła. Pomagała jej przy tym pielęgniarka, ale tylko chwilami. Moja mama twierdziła, że jest to winna babci, za trud jej wychowania, przecież kiedyś to, babcia się opiekowała mamą, karmiąc ją i przewijając. Wiem, że żadna dorosła osoba nie chce być takim ciężarem dla swojego dziecka. Jednak nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy jak tylko pojawi się problem szukają najprostszych wyjść z sytuacji. Wymówką dla wielu jest praca i własne życie, otóż moja mama też pracowała miała rodzinę i potrafiła wszystko pogodzić. Wystarczy chcieć. Uważam, że nikt nie ma prawa decydować w tej sprawie, nie my dajemy życie i nie możemy go odbierać. Jednak w chwilach gdy chory sam jest na tyle świadomy, aby podjąć taką decyzję, nie potępiam go. Istnieją choroby, przy których się cierpi i czeka na śmierć, mój dziadek cierpiał na raka, już wiedział, że nie ma dla niego ratunku, wiele razy nam mówił, że gdyby mógł podjąć taką decyzję ukróciłby swoje cierpienia.
    http://ksiazkomiloscimoja.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. adres e-mail ksiazkomiloscimoja@gmail.com

      Usuń
    2. Tylko co jeśli cierpienie jest zbyt duże? Sama mam wątpliwości, czy odłączyłabym osobę nie mającą praktycznie żadnych szans na samodzielne życie, ba! na samodzielnie wykonywanie poszczególnych czynności, takich najprostszych.
      Odłączenie nie jest wymówką, bo praca, bo szkoła, bo własne życie. To często zastanowienie się nad tym, czy będąc na miejscu osoby bliskiej, chcielibyśmy tak żyć, zdani na drugą osobę, będąc ciężarem, ale również będąc nieco odarci z godności. Nie wiem, czy chciałabym żyć, wiedząc, że codziennie czeka mnie cierpienie, powolne umieranie, coraz mniej zdając się na własne ciało, które zawodzi i zawiesza się coraz bardziej, a w większymi stopniu zdając się na bliskich. Nie wiem, jaki masz stosunek do osób, które w podobnej sytuacji co Twoja mama, zadecydowaliby o odłączeniu, ale zapewniam Cię, że to nie jest taka decyzja "hop, siup", bo chcę mieć własne życie i brak ciężaru. Często podjęcie decyzji, by odłączyć człowieka jest o wiele trudniejsza niż pozostawienie przy życiu.

      Usuń
  9. Moje poglądy często spotykają się z krytyką, ale myślę, że każdy z nas powinien móc decydować o sobie. Gdybym w przyszłości miała ulec wypadkowi i wylądować w stanie wegetatywnym to chciałabym żeby bliscy mnie odłączyli. Nie chciałabym być dla nich ciężarem i nie chciałabym żeby oni cierpieli widząc mnie w takim stanie. Zresztą chciałabym też być dawcą organów, gdyby nastąpiła śmierć mojego mózgu. Moje organy wtedy mogłyby uratować życie innym ludziom. Decydować o nas powinni najbliżsi, na pewno nie lekarze i ich klauzula sumienia. Sumienie lekarza niejednokrotnie różni się od naszego. Od mojego na pewno, bo jestem za aborcją, co też wiele osób potępia.

    braggaxyz@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Witam :)
    Kto Twoim zdaniem powinien decydować o życiu lub śmierci pacjenta w stanie wegetatywnym? To jest naprawdę bardzo trudne zagadnienie. Już na początku zaznaczę, że decyzja w takiej sprawie należy do najbliższych i jakakolwiek by była, nikt nie ma prawa jej podważać i krytykować. Związane to jest z wiarą i kulturą w jakiej człowiek wzrastał i żył. Nawet sąsiad (nie mówiąc o lekarzu) mógł być inaczej kształtowany przez życie i będzie miał na to inny pogląd.
    Moi bliscy są młodzi, ale był czas śmierci mojej Mamy, osoby starszej, przez całe życie schorowanej bardzo poważnie, a przez ostatnie 2-3 lata z pełnym alzheimerem i bezwładnym ciałem. Pogotowie było wzywane dość często w ciągu tych lat, lecz przyszedł czas, gdy lekarz powiedział, że już nic nie pomoże, że według niego to stan agonii. Zażądałam, aby wzięto ją do szpitala, z nadzieją, że tam jak zawsze ją odratują i podleczą. Nawet mi przez myśl nie przeszło, aby nie robić nic, aby po prostu zmarła. Przechodziliśmy z Nią i Jej chorobami totalne piekło, wszyscy byliśmy wyczerpani psychicznie i fizycznie, ale to człowiek, to moja najbliższa osoba. Z pewnością nie liczyłam na cud cofnięcia się chorób itp itd Jednak jeżeli człowiek nie cierpi w swoim stanie, to dlaczego skracać mu życie?
    Nikt nie może zamieniać się z Bogiem i przecinać za Niego nić życia. W medycynie rzadko, ale jednak zdarzają się "cuda", których mędrzec nie umie wytłumaczyć. Trzeba do końca robić wszystko i liczyć na ten "cud", bo przecież o człowieczeństwie świadczy także nasza zdolność do poświęceń.

    Dorota - dorota2603k@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  11. Powodzenia, z chęcią poczytam odpowiedzi konkursowe. Myślę, że powinna o tym zdecydować rodzina, jednak na pewno jest to dla niej trudne.

    OdpowiedzUsuń
  12. Uważam że powinny być u nas w Polsce przynajmniej, częściej spotykane takie formularze.Bo w końcu to moje życie i mam prawo decydować czy chce być warzywem czy raczej wolę odejść w spokoju, nie obarczajac rodziny tak dużym ciężarem i odpowiedzialnością. Pozatym mimo wszystko uważam że lekarz jest bardziej obiektywną osobą.Rodzina owszem kieruje się uczuciami, być może naszym dobrem ale.. czy to faktycznie odpowiednie? Przetrzymywac człowieka przy życiu który zostaje pozbawiony jakiegokolwiek zdania?godności? A także w wielu przypadkach szansy na to że kiedykolwiek jego stan się poprawi? Uważam ze dopóki jest jakakolwiek szansa trzeba człowieka ratować jednak gdy zrobiło się wszystko i nie ma dobrych rokowań.. trzeba pozwolić takiej osobie odejść. natalia.kurgan@interia.pl

    OdpowiedzUsuń
  13. Piękny i bardzo trudny temat. Uważam, że od odbierania życia jest Pan Bóg, jednak, wiadomo, czasem bywa i tak, że moment i człowiek staję się ciężarem dla bliskich, nikim praktycznie. Uważam, że każdy z nas powinien nosić przy sobie karteczkę - tak jak zgodę na pobranie narządów, tak też, w razie obumarcia mózgu, w razie kiedy już nie będzie żadnych szans na eutanazję. Bo do czasu wypadku przecież jesteśmy osobami myślącymi i powinniśmy zawczasu o sobie decydować.
    E-mail
    iwet100@gmail.com
    Na FB jako Iwona Udała

    OdpowiedzUsuń
  14. Temat trudny a jak jeszcze podejdzie się do tego od swojej strony ... Jeżeli lekarz to człowiek, któremu ufa rodzina to uważam, że on może pomóc rodzinie w podjęciu decyzji lub przekonaniu ich o swojej racji w sprawie odłączenia pacjenta od aparatury. Lecz w naszych polskich realiach to człowiek tylko patrzy czy ten lekarz nie myśli tylko o oszczędnościach dla NFZ i czy nie jest on naciskany "odgórnie". Uważam, że w Polsce taką decyzję powinna podjąć tylko i wyłącznie rodzina , wysłuchując np. opinii kilku niezależnych lekarzy. Może się jednak zdarzyć tak, że pacjent za życia podejmie decyzje co ma się z nim stać w czasie ciężkiej choroby czy wegetacji. Barbara Kominek

    OdpowiedzUsuń
  15. Moim zdaniem to lekarze powinni podejmować tą decyzję. Czemu? Cóż przecież to ich zawód - na tym znają się najlepiej. Rodzina traci kogoś bliskiego, a przecież gdybyśmy mogli chcielibyśmy by ta osoba żyła. Lekarze mają z tym do czynienia o wiele częściej niż my - ile razy ktoś umiera na stole operacyjnym. Według mnie rodzina powinna się o tym dowiedzieć wcześniej, by się na to przygotować, ale nie decydować, dlatego że życie pisze różne historie, a przyjęcie ich nie jest łatwe. Ja nie potrafię sobie wyobrazić bólu, kiedy pielęgniarka pyta, czy decydujemy się na życie, lub śmierć pacjenta w takim stanie. Lekarze przecież wiedzą co robią - żadna kochającą żoną, lub mąż nie potrafiłby powiedzieć - śmierć. Po prostu śmierć. Niech umrze. Może tak byłoby lepiej, ale czy prościej? Do końca życia myśleć o tym, że to ty skazałaś go na śmierć? Każdy będzie ci mówił, że to nie twoja wina, ale to ty powiedziałaś śmierć. Ja powiedziałabym życie i chyba większość osób też. Dlatego to powinno być zadanie lekarzy - bo my w tym momencie nie myślimy racjonalnie, nie jesteśmy w stanie tego zrobić. Nie mówię, że im jest łatwo, bo na pewno nie jest. Ale bardziej doświadczeni nauczyli się w tak trudnych do rozwiązania sytuacjach zachować zimną krew.

    OdpowiedzUsuń
  16. To pytanie to prawdziwe wyzwanie.
    Po dłuższym zastanowieniu odpowiedzi jest tyle że trudno je ubrać w słowa. Stawiając się w miejscu osoby która była by w stanie wegetatywnym na pewno nie chciałabym być podtrzymywana w nieskończoność. Więc najbliższe mi osoby zostały by o tym poinformowane na wszelki wypadek tak samo jak już wszyscy moi najbliżsi wiedza jak chce być pochowana. Więc w sumie tak naprawdę w tej sytuacji powinni decydować pospołu i moi bliscy znający moją wolę jak i lekarz, który jest w stanie określić czy medycyna jest w stanie jeszcze coś dla mnie zrobić. Śmierć jest zawsze czymś strasznym, tragicznym jednakże moim zdaniem trzeba o niej rozmawiać by się z nią oswoić i gdy przyjdzie czas czy ty w świadomy dla nas sposób czy nie - nie bać się jej. Dlatego o śmierci pacjenta nie powinien decydować tak naprawdę ani lekarz ani bliscy a wspólny dialog pomiędzy nimi i decyzja również powinna być wspólna.
    carmenta1982@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie jestem osobą wierzącą i sądzę, że takie sprawy, podobnie jak wiele innych, powinno oddzielać się od spraw Kościoła. Żyję mottem "każdy jest kowalem własnego losu", moim zdaniem człowiek należy tylko do siebie i to on powinien o sobie decydować. Jeśli znajduje się w stanie wegetatywnym, to powinna być to najbliższa osoba - w pierwszej kolejności mąż/żona, a w przypadku dzieci rodzice. Na pewno nie powinien być to lekarz, bo on nie jest w żaden sposób (ani więzami krwi, ani emocjonalnie) związany z pacjentem, a ludzkie życie nie jest od włączania i wyłączania kiedy się chce. Tak więc decyzję powinna podjąć najbliższa osoba - w przypadku dorosłych jedna, bo gdyby chciało się podejmować decyzję wspólnie, to na pewno dochodziłoby do różnicy zdań, która uniemożliwiałaby jej podjęcie. Najlepiej byłoby jednak, gdyby to sam pacjent mógł o tym zadecydować. Mamy oświadczenie woli w związku z oddawaniem narządów po śmierci, a więc powinno być też takie oświadczenie, które określałoby, co z nami zrobić, jeśli zdarzy nam się wypadek i doprowadzi do stanu wegetatywnego. Myślę, że te sytuacje są w gruncie rzeczy podobne i dobrze byłoby je potraktować podobnie.
    e-mail: cicercumcaulee@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  18. Kto powinien decydować o życiu lub śmierci pacjenta w stanie wegetatywnym? Dla mnie jako osoby wierzącej odpowiedź będzie tylko jedna: Bóg. Ponieważ lekarz może się pomylić w swojej diagnozie i nie rokować szans na uzdrowienie takiego pacjenta, na temat śmierci mózgowej wypowiada się dr n.med.o. Norkowski OP. Może też być tak, że lekarz prowadzący ma podpisaną jakąś ustną umowę z transplantologami, gdzie jest parcie na przeszczepy. Dobrym przykładem, że lekarz nie powinien mieć w tej kwestii nic do powiedzenia jest działalność kliniki "Budzik" prowadzonej przez Ewę Błaszczyk, gdzie wybudzane są dzieci ze śpiączki, które gdyby nie determinacja rodziców pewnie już dawno zostałyby odłączone od aparatury.
    Zdarzyć się może również i tak, że rodzina chce się pozbyć "problemu" (przypadek Terry Schiavo) i decyduje o odłączeniu od aparatury.

    e-mail: bozenaw.7608@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  19. Bardzo ciężkie pytanie, ale ze względu na to, że książka strasznie mnie ciekawi, spróbuję:)

    Mimo zdaniem, żaden człowiek nie powinien decydować o życiu i śmierci. I nie jest to kwestia mojej wiary. Taka decyzja powinna leżeć w kwestii Boga, losu, fortuny, fatum, bez względu na to jakim mianem określimy tę siłę.
    Człowiek nie jest w stanie podjąć takiej decyzji, to ponad jego siły...

    Załóżmy, że taką decyzję miał podjąć człowiek rodziny, jesteś w stanie wyobrazić sobie, co czuliby np. rodzice dwudziestolatki, której pozwolili umrzeć, gdyby za rok czy dwa udało się wybudzić kogoś, kto był w podobnym stanie do ich córki? Przez resztę życia zastanawialiby się, czy podjęli dobrą decyzję, dręczyliby się myśląc, czy gdyby zdecydowali inaczej ich dziecko by żyło.
    A co byłoby gdyby to lekarz podejmował tę decyzję? Cóż jeśli lekarz miałby szczęście może udałoby mu się przetrwać całą karierę bez podejmowania tej ciężkiej decyzji, ale gdyby mu tego szczęścia zabrakło? Ile osób musiałby skazać na śmierć? Jak silnym trzeba być, by stanąć twarzą w twarz z bliskimi chorego i powiedzieć, że zamierza zakończyć życie ich syna/męża/ojca?
    Lekarz też jest człowiekiem, odczuwa, ma swoją wrażliwość i wytrzymałość i nie wierzę, że byłby w stanie zdecydować się na odłączenie pacjenta od aparatury a później jak gdyby nigdy nic wrócił do domu i pojechał do kina. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś kto ma w sobie choć trochę empatii był w stanie bez uszczerbku na własnej psychice decydować o życiu i śmierci...

    e-mail: sandrii1994@tlen.pl

    OdpowiedzUsuń
  20. ja zawsze stawiam się w roli chorego. czy chciałabym tak wegetując do końca - odpowiedź brzmi nie. decyzję ma podjąć moja rodzina, najbliższa rodzina(mąż, siostra, dzieci). jeśli nie było uszkodzeń w mózgu to dobrze, ale kiedy mam być tylko warzywem - wolę umrzeć na własnych warunkach. lekarz jest tylko narzędziem - rodzina mnie zna i wie czego bym chciała.

    OdpowiedzUsuń
  21. Niezwykle delikatny temat do rozważenia. Ile ludzi tyle argumentów, tak naprawdę wszystko zależy od sytuacji i wielu istotnych czynników, teraz możemy spokojnie o tym rozmawiać i rozważać, ponieważ nikt z nas nie stanął przed takim wyborem, w obliczu śmierci człowiek zmienia zdanie. Gdybym to ja była przykutą do łóżka rośliną, która bardzo cierpi i dla której nie ma nadziei to chciałabym, aby odłączono mnie od aparatury podtrzymującej życie i pozwolono godnie umrzeć, a moje organy oddać do przeszczepu. Nikt z nas nie chce być dla swoich bliskich ciężarem i przykrym obowiązkiem. Chciałabym żeby moja rodzina zapamiętała mnie jako zdrową i szczęśliwą, a nie przykutą do łóżka, cierpiącą, której nikt nie może pomóc. Wydaje mi się, że bezsilność bliskich w obliczu choroby jest równie bolesna jak sama strata. Moja rodzina o tym wie, dlatego byłaby to moja decyzja a nie bliskich, oni tylko wypełniliby moją prośbę.

    dagadam19@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  22. Ciężkie zagadnienie i ciężka sytuacja dla bliskich osoby znajdującej się w takim stanie. Kiedy ja sobie pomyślę, że miałabym znaleźć się w takim stanie i jeszcze nie daj boże słyszeć co się dzieje wokół mnie, myśleć i nie móc zupełnie nic zrobić, w żaden sposób się porozumieć, chciałabym aby ktoś natychmiast to zakończył. No, można by odczekać kilka miesięcy, ale gdyby nie było poprawy, absolutnie nie chciałabym tkwić w takim stanie, mając pełną świadomość tego że wokól są moi bliscy, ale nie mogę ich zobaczyć, dotknąć, przytulić, to byłby największy koszmar mojego życia! Z kolei zdaję sobie sprawę, że dla nich najgorsze byłoby pozbycie się nadzieii pozwolenie mi odejść Największym problemem takiej sytuacji jest to , że nie można w takiej chwili decydować o sobie, natomiast wydaje mi się że lekarz powinien sugerować jako fachowiec, czy są ewentualnie szanse na wybudzenie i na jakim poziomie i poinformować jak będzie wyglądało życie pacjenta po ewentualnym wybudzeniu, jednak oststeczną decyzję powinni podejmować najbliźsi. Dlatego też uważam, że w rodzinie nie powinniśmy bać się tematu śmierci i ewentualnych rozwiązań, powinniśmy rozmawiać jakie są nasze oczekiwania w takich sytuacjach a reszta rodziny powinna je uszanować. Dla mnie byłoby to niezwykle trudne, gdyby mój mąż znalazł się w stanie wegenatywnym, jeżeli jednak jego wola byłaby taka aby ten stan przerwać, pewnie z ogromnym trudem i po kilku miesiącach walki, ale starałabym się spełnić jego wolę gdyby prawo na to pozwalało. Reasumując, uważam że o naszym życiu w takich przypadkach powinniśmy decydować my sami za pomocą naszych najbliższych i przy wsparciu lekarzy, ale nie prawo, w tym konkretnym wypadku.
    Karolina
    e-mail: karolina_sikora@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  23. Leżę.
    Zapach szpitala.
    Piiiip…
    Piiiip….
    Piiiip…
    Dźwięk aparatury.
    ‘A więc jestem w szpitalu, bingo!’ Przebłyski świadomości i strzępki wspomnień pojawiają się w mojej głowie.
    Jadę samochodem z żoną.
    Tir.
    Jej krzyk.
    A potem ciemność i pustka.
    ‘Zaraz, zaraz, ktoś otwiera drzwi.’ Kroki i dźwięk jakby coś sunęło po podłodze. ‘Tylko czemu do cholery nie mogę się ruszyć?!’
    Dwie osoby.
    Rozpoznaję ten głos. Próbuję się wyrwać, ale kołdra nie chce ustąpić. Chcę krzyczeć: ‘Kochanie, moja śliczna żono! Jesteś tu żeby mnie odwiedzić, chcę Cię dotknąć, przytulić… Tu i teraz! JUŻ! Strasznie się cieszę, że cię…’, jednak mój głos słyszę tylko ja.
    - Panie doktorze, to była taka trudna decyzja… Nigdy sobie tego nie wybaczę! – Szloch. – Ale to już tyle trwa… ponad 3 lata! Nie mam pieniędzy, rodziny, nikogo, kto by się nami zajął i ten durny wózek… sam Pan widzi!
    Kolejny wybuch spazmatycznego płaczu. I to cholerne: piiiiip…. piiiip… piiip…
    - Chciałabym się tylko pożegnać… proszę nas zostawić.
    Słyszę kroki wychodzącego lekarza. Wokół nadal ciemność i pustka. Czuję jak żona łapie mnie za rękę, całuje usta… Czuje jej łzy spływające po moim policzku, nosie, czole.
    - Kocham cię…- szepcze.
    Zdaje sobie sprawę że to ostatnie ‘kocham cię’ w moim życiu. Wysilam wszystkie mięśnie, chcę krzyczeć, wrzeszczeć, próbuję się szarpać. Nic. Chcę płakać, ale nawet te pieprzone łzy odmawiają posłuszeństwa. Jak w tych snach, kiedy ktoś nas goni a my nie możemy uciec. ‘Tak, tak to musi być sen, bardzo zły sen!’.
    Znów słyszę kroki.
    Dwie osoby.
    Głos lekarza i ktoś jeszcze.
    Zbliżają się…
    Damskie perfumy, delikatne i dźwięk tych śmiesznych drewnianych butów odbijający się od szpitalnej podłogi.
    ‘Ehe… to pielęgniarka.’
    Nagle trzask, pstryk.
    Cisza.
    Duszę się.
    ‘Błagam! NIE! Pozwólcie mi żyć! Błagaaaaaam!‘
    Piiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiip.
    Niech decyduje Bóg.
    k.mac-dolek@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  24. Moim zdaniem każdy człowiek, który skończy 18 lat powinien wziąć odpowiedzialność także za swoje przyszłe życie lub śmierć. Skoro może głosować w wyborach, to może i zabrać głos w kwestii swego ciała. W dniu tych najważniejszych urodzin wraz z wnioskiem o wydanie dowodu osobistego powinien złożyć deklarację odnośnie ewentualnej transplantacji oraz podejmowania leczenia lub jego zaprzestania. Może też wyrazić zgodę, by jego ciało po śmierci oddać do akademii medycznej, by przyszli lekarze mogli się na nim uczyć. Taka deklaracja byłaby zapisana w ogólnopolskim (a może i światowym) systemie komputerowym oraz zaznaczona na dowodzie osobistym za pomocą jakiegoś symbolu. Wówczas nikt z rodziny ani z lekarzy nie musiałby podejmować tak trudnych decyzji w obliczu życia i śmierci. Moje życie, moje ciało i ja o nim decyduję.
    I jeszcze jedno, może to się wydać nieco bezduszne – stan wegetatywny to stan, w którym jedną nogą człowiek jest w grobie. Koszty utrzymania go przy życiu są ogromne. Jeśli jest medyczna szansa na jego powrót do zdrowia (klinika „Budzik” potrafi zdziałać cuda), to walczyć; jeśli szansy nie ma, to pozwolić człowiekowi godnie umrzeć.

    martucha180@tlen.pl
    (banerek na blogu)

    OdpowiedzUsuń
  25. Uff, bardzo ciężki temat. Sama ostatnio się nad tym zastanawiałam po lekturze "Obietnicy gwiezdnego pyłu" (przy okazji polecam wszystkim, którzy jeszcze nie czytali). Nie ma tutaj tak naprawdę złych ani dobrych odpowiedzi.
    Już pomijając polskie warunki jeśli nie byłoby szans na poprawę i na normalne życie ja sama nie chciałabym być utrzymywana przy życiu.
    Najlepiej jeśli zdecydować może sam pacjent, choćby rozmawiając wcześniej z bliskimi czego życzył by sobie w takiej sytuacji. Wiadomo, nikt nie chce myśleć, że coś takiego może go spotkać, ale nikt nie wie co się wydarzy. Powinniśmy mieć możliwość zadecydowania czego byśmy chcieli poprzez jakieś "oświadczenie woli". Wtedy człowiek sam mógłby decydować o sobie, o swoim życiu. Przy okazji oszczędziłoby to dramatycznych decyzji rodzinie.
    Wyobrażam sobie, że dla rodziny osoby w stanie wegetatywnym decyzja o kontynuowaniu bądź zaprzestaniu leczenia musi być niesamowicie trudna i bolesna. Ciężko wyobrazić mi sobie trudniejszą decyzję. Ale to rodzina najlepiej zna pacjenta, jest w stanie powiedzieć, czego by sobie życzył. Z drugiej strony rodzina może za wszelką cenę chcieć utrzymać pacjenta przy życiu, mając nadzieję na poprawę, nawet jeśli nie ma na to najmniejszych szans.
    Tutaj lekarz potrafi obiektywnie ocenić sytuację i szansę pacjenta, jednak nie zna go, nie wie czego by chciał.
    Podsumowując najlepszym rozwiązaniem byłoby podjęcie wcześniejszej decyzji przez osobę poszkodowaną. Jeśli takjej decyzji nigdy nie podjął powinna ona należeć do rodziny. Rodzina zaś powinna podjąć decyzję w oparciu o to, czego mógłby chcieć pacjent i w oparciu o rzeczywiste rokowania przedstawione przez lekarzy. Jeśli nie ma najmniejszych szans na jakakolwiek poprawę, a pacjent prawdopodobnie nie chciałby być utrzymywany przy życiu w stanie wegetatywnym rodzina powinna to uszanować i pozwolić godnie odejść.
    Oczywiście nie jest to takie proste, bo koszty emocjonalne jakie ponosi rodzina są przeogromne, a jedyne co im pozostaje to choćby cień nadziei, nawet jeśli nierealny.

    ewa.sawicka6@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  26. Jako osoba wierząca uważam, że o narodzinach i śmierci człowieka powinien decydować Bóg. Ale jak to bywa z zasadami, nie sposób uniknąć wyjątków. Przebywanie w stanie wegetatywnym jest efektem postępu medycyny, trzeba więc pamiętać, że gdyby nie pomoc lekarzy człowiek ten zapewne już nie byłby na tym świecie i żadnych decyzji nie trzeba by podejmować. Zadaniem lekarzy jest przedstawienie faktów - jaki jest stan pacjenta, jakie są jego szanse na powrót do zdrowia, czego można spodziewać się po wybudzeniu...nie powinien on jednak decydować o odłączeniu aparatury w sytuacji, gdy bliskie osoby pełne nadziei czekają przy łóżku. Jeśli już ktoś ma przechylić drżący palec w dół, to osoby, które najlepiej znały pacjenta. W przypadkach, gdy szanse na obudzenie się są praktycznie zerowe i można jedynie czekać na cud, mnie przekonałaby możliwość "podarowania" życia komuś innemu, komuś kto czeka na przeszczep. Jakby cząstka bliskiej nam osoby przetrwała w biorcy. Marne to pocieszenie dla rodziny, ale jeśli to jedyne światełko w tej tragicznej sytuacji? Ofiarowywać życie można na różne sposoby, także poświęcając najcenniejszy skarb - kogoś bliskiego. Wyobrażam sobie pękające na miliony kawałków serce, gdy trzeba zadecydować o czyimś życiu lub śmierci. Nikt nie chciałby się znaleźć w takiej sytuacji. Gdybym to ja leżała nieprzytomna na łóżku z rurką w każdej części ciała, chciałabym by moim najbliżsi pozwolili mi odejść.
    edyta.cha@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  27. Ja napiszę krótko, przytaczając słowa Tolkiena: "Wielu spośród żyjących zasługu­je na śmierć. A nieje­den z tych, którzy umierają, zasługu­je na życie. Czy możesz ich im ob­darzyć? Nie bądź tak pochop­ny w fe­rowa­niu wy­roków śmier­ci. Na­wet bo­wiem najmędrszy nie wszys­tko wie.".
    Nikt z nas nie ma prawa wyrokować nad czyjąś śmiercią. Nie jestem wielce pobożna osobą, ale dla mnie tylko Bóg ma prawo dać życie i je odebrać.

    OdpowiedzUsuń

Zaglądaj, czytaj, przegryzaj moje słowa, ale wychodząc, zostaw po sobie niezatarty ślad swojej obecności...