czwartek, 3 września 2015

Wywiad z Anną Kasiuk

lirith1
1. Mieszka Pani w małym domku, na pewno ma Pani i ogródek. Jakie kwiaty Pani lubi? Jakie cieszą Pani oko?


Rzeczywiście mam ogródek. Ale nie mogę pochwalić się posiadaniem w nim wielu kwiatów. Mam zaledwie konwalie, bo w sumie same się posiały, mam lawendę, bo lubię jej cierpki zapach i mam takie żółte kwiatki, bo jest to pamiątka, jaka pozostała mi po mojej babci. Tylko nie bardzo wiem, jak się nazywają…Nie mam kwiatów, ponieważ bardzo przypominają o przemijaniu, uciekającym czasie… A mnie jest tak bardzo żal, że potrafię zatrzymać tylko jego momenty, chwile, które zapisuję.


2. Co, lub, kto zainspirował Panią do napisania "Lewego brzegu"?


Właściwie nie mam jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Miłość do Mazur tkwi głęboko we mnie. Kocham szum wody, zapach lasu i swobodę, nieograniczoną niczym przestrzeń, która jest kontrastem do tego, co mnie przeraża. Inspiracją była właśnie ta miłość, tęsknota za niezależnością i wolnością, gdzie chcę jest równoznaczne z mogę. Dlatego też przeciwstawiłam Mazury warszawskiej Pradze.


3. Jaka jest Pani największa zaleta, a jaka wada?


Moją największą wadą i zaletą równocześnie są prawdomówność i szczerość. Tak twierdzi mój mąż. Ale wychodzę z założenia, że nawet najgorsza prawda jest lepsza niż najlepsze kłamstwo. Czasem oczywiście przysparza mi to kłopotów i raczej nie zaskarbiam sobie bliskości ludzi, ale cóż znaczą takie fałszywe przyjaźnie? Został nam dany pewien czas a co za tym idzie, mamy jakiś plan do zrealizowania, im wcześniej zdamy sobie sprawę z roli, jaka mamy do odegrania, tym lepiej dla nas, tym bliżej spełnienia i zadowolenia. Dlatego pojęcie wad, zalet, wyznawanych teorii wydaje mi się być pojęciem bardzo względnym.


Książko Miłości Moja

1. Dowiedziała się Pani od wydawnictwa, że Pani książka zostanie wydana, jakie wtedy emocje Pani towarzyszyły?

Chcąc odpowiedzieć na to pytanie, muszę wspomnieć o pierwszej mojej powieści. Nigdy bowiem nie zapomnę uczucia, kiedy kurier przywiózł pod bramę karton z egzemplarzami autorskimi. Poprosiłam, żeby otworzył to pudełeczko, bo nie wiem, co jest w środku a nie oczekiwałam żadnej przesyłki tamtego dnia. Kiedy to uczynił, stałam po prostu i patrzyłam na równo ułożone książeczki i wiedziałam, że to moje… Moje myśli, uczucia i kawałek mnie, który pozwoliłam poznać światu. Kiedy natomiast Replika potwierdziła chęć wydania Lewego brzegu, moje uczucia były zupełnie inne.  To jest inny wydawca, ja mam większą świadomość tego, co się dzieje wokół mnie. Nie zmienia to jednak faktu, że w obu przypadkach rozpierała mnie duma i cieszyłam się jak dziecko.


2. Czytanie i pisanie to wiadomo pasja, ale jakie jeszcze zainteresowania ma Pani?


Właściwie ciężko mówić o moich zainteresowaniach. Mój dzień jest tak wypełniony zajęciami, że nawet nie zastanawiam się nad tym, czy miałabym ochotę skupić się jeszcze na czymkolwiek innym, co zasłużyłoby na miano dodatkowego zainteresowania. Bardzo lubię jazdę na rowerze. Ostatnio spróbowaliśmy spływu kajakiem. Często zdarza mi się szukać i znajdować zajęcia, które fascynują, ale nie są to zainteresowania. Raczej zajęcia, które mają być atrakcją dla dzieciaków.


3. Czy jest książka, która poleca pani każdemu? Jak tak to, jaka?


Takich ulubionych książek mam kilka. Kiedyś wspominałam już, że jestem zagorzałą fanką twórczości Anne Rice… Zapiera mi dech w piersiach barwny sposób opisywania uczuć, niesamowicie kontrastowe porównania, wyobraźnia i wszystko…. Absolutnie wszystko inne.. Warto zapoznać się z twórczością tej autorki. Później poleciłabym Pachnidło Patricka Suskinda, chociażby z powodu niesamowitego sposobu przedstawienia olfaktorycznych zdolności głównego bohatera. Niesamowity, bogaty obraz odbierania świata za pomocą zmysłów. Z polskich autorów czytałam ostatnio Adriana Saddlera „ Żyjmy wiecznie!”… Męskie, twarde spojrzenie na erotyzm, czasem zdaje się aż ocierać o wulgaryzm, denerwuje, ale za chwilę autor wznosi się na wyżyny subtelności, delikatności… Podobało mi się. Poza tym mamy naprawdę wiele fantastycznych rodzimych autorek! Panie Gargaś, Walczak, Chojecka, Świętek. Musiałabym długo wymieniać…

Katarzyna Kat.
1. Z jakich powodów pokochała Pani Mazury?


Zachłysnęłam się krajobrazem Mazur, oszołomił mnie swoją bezgraniczną przestrzenią, wolnością. Mazury są jak tęsknota za czymś, co nieuchwytne, ale takie wciąż ludzkie. Nie ma tam przepychu a jednak to, co oferują uświadamia nam nasze ukryte pragnienie spokoju, odpoczynku i innego wymiaru czasu. Chyba, dlatego je pokochałam. Są jak valium, prozac w jednym.


2. Jak udaje się Pani pogodzić pracę jako planistka z pisaniem?


P.roszę wybaczyć, na to pytanie nie odpowiem.

3. Czy inspirowała się Pani jakimiś konkretnymi osobami przy tworzeniu bohaterów powieści "Lewy brzeg"?

 
Bohaterowie każdej z moich powieści są istotami fikcyjnymi. Jednak każda z nich została obdarowana częścią cech charakteru tych, których znam, którzy według mojej opinii zasługują na wieczne życie na kartach książki, którzy zrobili na mnie wrażenie, podczas lat znajomości, bądź krótkich chwil, które dane nam było spędzić ze sobą.

Teresa Kłos-Zakrzewicz
1. Czy pisząc inspiruje się Pani konkretnymi istniejącymi osobami czy jest to czysta fikcja i Pani fantazja ?


Nie ukrywam, że moi bohaterowie posiadają pewne cechy, których protoplastami są ci, których znam, których kiedyś spotkałam. Jestem raczej obserwatorem, wiele rzeczy przykuwa moją uwagę, zapisuję je i wykorzystuję prędzej czy później. Tematy, które poruszam nie są tylko fikcją literacką. W większości miejsca, opisy przyrody, cechy ludzi mają swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości.


2. Jak Pani godzi swoje życie osobiste i rodzinne z życiem zawodowym, czy te dwa światy nie kolidują ze sobą, a może przeciwnie jeden wpływa na drugi?


Życie zawodowe wywiera ogromną presję na życie prywatne. Wiele zachowań, reakcji, którymi nacechowała nas nasza praca przenosimy do domu i w rezultacie pojawiają się tarcia. Tak też potrafi być w moim przypadku. Pracuję w prężnie działającej organizacji, gdzie czas i jego efektywne wykorzystanie odgrywają ogromną rolę, dlatego często wracając do domu potrafię być nieznośna zanim nie „zejdę z obrotów”. Bywa to bardzo destruktywne dla relacji między domownikami, stąd mój sposób na rozładowanie nadmiaru energii, zachowanie harmonii i proporcji między pracą i życiem prywatnym. Okazało się, że najlepszym lekarstwem jest pisanie.  Proszę mi wierzyć, kiedy w domu robi się cicho, słyszę spokojne oddechy śpiących dzieci, a dom zdaje się wyciszać po całym dniu gwaru, przychodzi ten czas, który mogę poświęcić tylko i wyłącznie sobie i pielęgnowaniu swojej pasji. Budzę się wtedy do życia ponownie, zapominam o ograniczeniach i zasadach panujących w realnym świecie i odpoczywam a słowa wtedy płyną niczym potok :)


3. Ostatnie pytanie dotyczy zwierząt, czy ma Pani u siebie jakieś zwierzątko, które zamieszkało z Panią w tak uroczym domu w tych malowniczych mazurskich stronach?


Wkradła się tu mała nieścisłość- nie mieszkam na Mazurach. Staram się odwiedzać je przynajmniej raz w roku, ale nie dostąpiłam tego szczęścia by tam mieszkać. Mieszkam pod Warszawą. Na tyle jednak daleko od stolicy, by cieszyć się ciszą, spokojem i otaczającymi mnie urokami, jakie niesie życie z dala od wielkomiejskiego blichtru. I mam zwierzęta! Poza sarnami, które przychodzą pod ogrodzenie i dzikami, które przedzierają się pod siatką na działkę, mam jeszcze psa, kota i rybki.

Magdalena Sz L
1. Od czego zaczęła się miłość do Mazur? od konkretnego miejsca, miasta, może na jakiejś wycieczce?


Mazury poznałam w momencie trudnym dla mnie. Bardzo potrzebowałam wtedy zmiany otoczenia, oderwania się od rzeczywistości, która mnie przytłoczyła. Pojechałam na długi weekend do Szczytna. Moja siostra uczyła się tam. Czasem wystarczy nam zaledwie chwila, by nastąpił zwrot, coś wyjątkowego, co zwróci uwagę na pozytywne strony naszego życia. I wtedy chyba coś drgnęło. Ten spokój, przestrzeń i wrażenie, że jednak na ziemi są takie zakątki, które przypominają nam o boskim planie. Taka namiastka raju. Tak właśnie widzę Mazury, jako niezmącony hałasem wielkich miast skrawek ziemi, który dano nam, byśmy mogli stanąć na nogi.


2. Dlaczego "Lewy brzeg", a nie prawy :) ?


Akcja powieści rozgrywa się na Mazurach, ale swój początek bierze na Pradze. Warszawskiej Pradze, która pamięta wiele, jest zniszczona, nadgryziona czasem, wojną. Różni się zdecydowanie od lewego brzegu Wisły. Tu czas zatrzymał się w miejscu, nawet ludzie są inni, niż ci, którzy skierowali kroki swojej kariery i życia na drugą stronę. Lewy brzeg jest parabolą pomiędzy możliwościami, jakie daje świat znajdujący się po lewej stronie rzeki a tym, który pomija przyziemność i przyjemności płynące z dostatku a w zamian oferuje coś głębszego, zupełnie jak Mazury :)


3. Jaki jest Pani ulubiony kierunek wakacyjnego wypoczynku?


Nie mam wielkich oczekiwań wobec miejsca, gdzie miałabym odpoczywać. Odpoczywam w domu każdego dnia po powrocie z pracy. Udało nam się stworzyć miejsce, gdzie czujemy się bezpiecznie i dobrze, dlatego kiedy wracam do domu, zamykam za sobą furtkę a wszystkie zmartwienia zostają na zewnątrz. Czego więcej chcieć? Nie znoszę upałów, więc świetnie czuję się schowana w cieniu na swojej niezawodnej huśtawce z komputerem i śpiącym na kolanach kotem.
Ale wyjeżdżać trzeba, by poszerzać horyzonty dzieciaków J Dlatego szukamy takich miejsc, które będą kształtowały w nich wrażliwość, uczyły szacunku do historii i pielęgnowały wspomnienia. Stąd Mazury, bo to moja miłość i azyl zaraz po moim domu, Bieszczady, bo stamtąd pochodził mój Tato i tam spędzałam wakacje. Nie lubię biernego wypoczynku, dlatego morze latem omijam szerokim łukiem.

Beata Lewandowska

1. Gdyby mogła pani zmienić świat, jaki on by był?
 
Z pewnością zaczęłabym zmieniać świat od swojego podwórka. W moim świecie nie byłoby miejsca na obłudę, kłamstwo i podłość. Cenię sobie uczciwość i prawdomówność. Gdyby każdy z nas postępował w zgodzie ze swoim sumieniem i kierował się dobrem drugiego człowieka, z pewnością żyłoby nam się łatwiej. Te wartości staram się wpoić moim dzieciakom. Oczywiście w zdrowych proporcjach. W świecie, w jakim przyszło nam żyć, nie ma miejsca na nadmierny altruizm i dobroduszność. Niestety.


2. Jakie jest Pani największe marzenie?


Nie potrafię klasyfikować marzeń, jako mniejsze bądź większe. Generalnie wychodzę z założenia, że one się spełniają, należy tylko zrzucić różowe okulary i mierzyć swoje możliwości na zamiary. Miałam do tej pory dwa wielkie marzenia, które towarzyszyły mi od czasu studiów. I udało się. Osiągnęłam to, o czym marzyłam. Życie nabiera innych barw, kiedy stoją przed nami cele bez względu na to, jak je nazywamy. Moim wielkim pragnieniem na tym etapie mojego życia jest, by nazwisko Kasiuk interpretowane było z przyjemną literaturą. 


3. Jaki gatunek filmów lubi Pani oglądać?

 
Właściwie staram się nie tracić czasu na oglądanie telewizji. Po powrocie z pracy próbuję raczej wyciszyć się, uspokoić i zająć tym, co daje mi wytchnienie, więc spędzam ten czas z rodziną i piszę. Zdarzają się jednak i takie chwile, kiedy chcę coś obejrzeć. Wtedy wybieram zdecydowanie kino francuskie. Jest lekkie i przyjemne. Ach i mam swój jeden ulubiony serial, Grę o tron.

Po zachodzie słońca...
1. Jaka jest Pani recepta na szczęście?

 
Bardzo chciałabym znać taką receptę. Ale obawiam się, że jej po prostu nie ma. Dlatego zaspokajamy naszą potrzebę szczęścia na tyle różnych sposobów. Jedni podróżują, inni wpadają w wir pracy a ktoś jeszcze pisze. Wszystko to ma pozwolić nam utrzymać się na powierzchni, nie zwariować.


2. Gdyby mogła Pani przenieść się do świata przedstawionego w dowolnej powieści, jaka by to była powieść i dlaczego?

 
Z pewnością wybrałabym jakąś powieść przygodową, fantasy. Może Władcę Pierścieni? Albo Opowieści z Narnii? Trochę magii, fantazji potrafi skutecznie pobudzić wyobraźnię. A może Upadłych? Czytałyśmy tę historię z córką na głos, kiedy nasi chłopcy spali. Fantastyczne chwile. 


3. Jaka była najbardziej szalona rzecz, jaką Pani w życiu zrobiła?


Hm, chyba nie powinnam odpowiadać na to pytanie. Z pewnością bowiem wpłynęłam w destruktywny sposób na równowagę psychiczną moich rodziców w okresie mojej młodości. Ale wszyscy wiemy, że młodość rządzi się swoimi prawami. Czy to mnie tłumaczy w jakiś sposób?
Aktualnie robię wiele rzeczy, które malują się zdziwieniem na twarzy mojej mamy, ale nie sądzę, bym szokowała swoim zachowaniem. Potrafię na przykład zabrać dzieciaki na wycieczkę rowerową do lasu i odkrywać tereny, w których nigdy nie byliśmy. Potrafi nam to zabrać sporo czasu i przemierzamy wtedy nawet do 20 km! Albo leżymy latem na kocu i patrzymy w gwiazdy, kiedy wokół wszyscy już śpią… Takich pomysłów mam pełną głowę.

martucha180
1. Dlaczego akcję powieści osadziła pani na Mazurach? Co wyróżnia tę krainę spośród innych w Polsce, że to właśnie tu umiejscowiła Pani swych bohaterów?

 
Mazury wybrałam dlatego, że kojarzą mi się z relaksem, odpoczynkiem i ostoją spokoju. Są według mnie miejscem najlepiej oddającym klimat raju, czyli stanu ducha, do osiągnięcia którego dążymy. Moi bohaterowie są wyjątkowo blisko tamtego świata, stykają się z nim i czują obecność sił nadprzyrodzonych i ciężar ten próbują dźwigać.  Ukołysani urokiem miejsca, Łowisk akceptują brzemię, jakim jest dla nich klątwa.


2. Skoro pisanie stało się codziennym rytuałem, to co teraz dla Pani jest odskocznią od codzienności?


Nic się nie zmieniło. W momencie, kiedy na rynku pojawiło się Piąte nie zabijaj, pisanie przestało być dla mnie tylko odskocznią. Ja czuję się wspaniale, kiedy mogę zasiąść wygodnie i słowo po słowie przenosić się do stworzonego przez siebie świata. Wciąż czuję niedosyt i rozpierające mnie zadowolenie. Mogę kreować, tworzyć, dzielić się swoimi przemyśleniami. To już nie jest tylko odskocznia, to coś więcej. 


3.  Pracuje Pani jako planistka. A jak było z powieścią – czy ją Pani też jakoś zaplanowała, zanim zasiadła do pisania, czy dominował żywioł i niespodziewane pomysły?


To prawda, że praca potrafi wywierać presję na życie codzienne. Nie mogę użyć tu stwierdzenia niestety, ponieważ lubię moją pracę. Wniosła wiele do mojego życia i wbrew ogólnie panującym opiniom na temat korporacji, są to umiejętności, które pomagają mi na co dzień. Myślę, że dobry plan absolutnie nie wyklucza momentów, kiedy dajemy się ponieść wyobraźni. Owszem, miałam przygotowany ogólny zarys tego, co zamierzałam opisać, ale w trakcie całego procesu bardzo często pozwalałam ponieść się fantazji, czego efekt niejednokrotnie mnie zaskakiwał.

izabela81
1. Akcja "Lewego brzegu" rozgrywa się na Mazurach. Sama tam mieszkam i chyba nie wyobrażam sobie innego miejsca zamieszkania i podobnie jak Pani jestem zakochana w jego magicznym klimacie. A w której części Mazur Pani była? 

 
Pierwszy raz ujrzałam Mazury kilkanaście lat temu, kiedy podczas długiego weekendu odwiedziłam siostrę w szkole w Szczytnie. Pojechałam do Niej z moją małą Julką. Całymi dniami jeździłyśmy po okolicy, siadywałyśmy na brzegu jeziora, karmiłyśmy kaczki. To właśnie przez sentyment opisałam w powieści Szczytno. Później poznałam Mrągowo, gęste soczyste lasy wokół a w tym roku byłam w Krutyni. Klimatycznej wsi, gdzie czas stanął w miejscu, w oknach drewnianych chałupek wiszą zasłonki z szydełkowymi koronkami a w karczmie nie można płacić kartą J A przysłowiową wisienką na torcie mazurskiego uroku są ukryte pośród lasów jeziora z przeglądającymi się w ich toni wysokimi drzewami, co mogłam podziwiać w tym roku.


2. W "Lewym brzegu" poruszyła Pani ważny temat pracy za seks. Czy sama osobiście spotkała się Pani z tym problemem, a jeśli nie, to jak by Pani zareagowała na taką propozycję?


Osobiście nie spotkałam się z takim zjawiskiem. Nie słyszałam również, by dotknął on kogokolwiek z moich znajomych. Gdybym jednak znalazła się na miejscu Ewy, znała reputację personalnego, z pewnością zastanowiłabym się nad „transakcją” tego typu. Widać bardzo jej zależało na tej posadzie, skoro zbagatelizowała sygnały o możliwym zagrożeniu.

3. W jedne z recenzji przeczytałam, że "Lewy brzeg" to opowieść o wątpliwościach względem drugiego człowieka i obdarowania go nadmiernym zaufaniem. A jak jest w Pani przypadku - czy obdarowuje Pani ludzi nadmiernym zaufaniem, czy jest Pani raczej typem powściągliwym?

 
To pytanie, którego sens zaczyna się dostrzegać z upływającym czasem. Tępię tę przypadłość bardzo skrupulatnie, ale wciąż zdarzają mi się sytuacje, które zaskakują i ulegam naiwnie. Otrzymałam kilka niechcianych prezentów od losu, które były skutkiem mojej szczerości, a raczej naiwności. Ciężko jest się niestety pogodzić z tym, że ludzie nie mają problemu, by patrząc w oczy, wykorzystywać czyjąś wrażliwość i chęć pomocy. Jak to powiedział Anthony Hopkins- Kiedyś traktowałem ludzi dobrze, teraz, ze wzajemnością. I tej maksymy staram się trzymać. Ale w wyważonych proporcjach, by nie traktować wszystkich jedną miarą. 


Wojtek Q
1. Jaka jest Anna Kasiuk?


To trudne pytanie… Czy człowiek powinien oceniać siebie samego? Jesteśmy przecież zbyt subiektywni i przejawiamy nadmierne tendencje do idealizowania swoich pragnień. Spróbuję jednak.
Proszę sobie wyobrazić zbuntowaną istotę, głodną doznań i bardzo niecierpliwą. Proszę nie zapomnieć o odrobinie subtelności, głęboko ukrytych pragnieniach, których samo istnienie stanowi ogromne ryzyko. To wszystko proszę zrosić chęcią próbowania i krztą buntu. A do piersi jej przycisnąć trzy ziarna rzucone na jej żyzną glebę. Niech Pan nie zapomni o tęsknocie za wolnością, bosych spacerach po szorstkiej trawie i kąpielach w chłodnej nocą wodzie a na koniec proszę zacisnąć na szyi tej istoty gruby powróz ręcznie utkany z rzeczywistości i czekać… To jest Anna Kasiuk:)

2. Gdyby Pani życie zamieniło się w książkę, jaki byłby jej tytuł i gatunek?


Obawiam się, że w moim życiu nie wydarzyło się nic tak nadzwyczajnego, co mogłoby zainteresować. Ot takie zwykłe życie, jakie wiodą inni ludzie. Pewnych rzeczy bardzo pragnęłam a że z natury jestem zawzięta i nie poddaję się łatwo, udało mi się je osiągnąć. Obstawiałabym, zatem tytuł Życie a gatunek Obyczaj J

3. Jaki jest Pani przepis na ciasto ANTYRUTYNOWE, aby żaden dzień nie okazał się zakalcem?


Ja nie wiem, co to jest nuda. Nie umiem się nudzić. A nawet jeśli chciałabym, to zasobność członków mojej rodziny pomnożona o ich pomysłowość absolutnie nie pozwala mi na to. Wszystko, drogi Panie Wojtku tkwi w szczegółach, nie sądzi Pan? Czasem wystarczy zmienić drobny element w codziennych czynnościach, by uczynić dzień wyjątkowym. Odrobina odwagi, by pójść krok dalej mimo wszystko, spróbować a przede wszystkim chcieć, do wszystkiego podchodzić z pasją.
Mnie ogromnie przypadł do gustu pewien cytat:
Wrzuć do naczynia zainteresowania i wizje a następnie delikatnie wstrząśnij. Dodaj dużo wytrwałości i chęci. Wszystko dobrze wymieszaj a na koniec posyp szczyptą szczęścia… To jest właśnie przepis na pasję.

Iva

1. Czy lubi Pani podróżować? 

Lubię podróż, czyli ten czas, który spędzam w samochodzie jadąc. Lubię zatrzymywać się po drodze, a to w jakimś miasteczku, bo coś tam przykuło uwagę moją bądź reszty podróżujących a to w lesie, bo możliwe, że już nigdy go nie odwiedzimy a mamy ochotę zatrzymać się i rozprostować nogi. Takie rzeczy, drobiazgi składają się na całą podróż i są dla nas nie lada atrakcją. To po pierwsze. Bardzo lubię odwiedzać miejsca, które odgrywały jakieś znaczenie czy to w historii kraju, czy nawet w naszej rodzinie. Stąd często wracamy do Przemyśla. Bardzo lubię zwiedzać i zauważyłam, że moje dzieciaki również są tym bardzo zainteresowane.


2. Woli Pani morze czy góry? Proszę o uzasadnienie dlaczego?


Nie lubię bezczynności, dlatego morze latem nie jest miejscem, gdzie spędzamy wakacje. Przyznam, że nad morzem w okresie letnim byłam raz. I to w miejscu, w którym wcześniej, ale jesienią spędziłam trzy tygodnie będąc w sanatorium z córką. Sądziłam, że to dobra decyzja. Myliłam się. Nie potrafię leżeć plackiem i smażyć się na słońcu. Zdecydowanie wolę góry, choć też raczej nie w miesiącach letnich. Czynny wypoczynek, zdobywanie i rywalizacja to jest to, co lubimy. 


3. Skąd się wzięła chęć pisania książek?


Swoją pierwszą dłuższą pracę, którą potraktowałam bardzo poważnie spisałam na podstawie snu. Przyśniło mi się coś, co wiadomo, rano było już zaledwie strzępem wspomnień, ale zrobiło na mnie duże wrażenie i ubarwiłam tę historię nieco. A dlaczego to zrobiłam? Chciałam pamiętać uczucie towarzyszące mi, kiedy przebudziłam się.
Niestety, kiedy po latach sięgnęłam po ten twór nie czułam już euforii, jak wtedy, kiedy się obudziłam. Poza tym zawsze ciągnęło mnie do pisania, zapamiętywania uczuć w ten właśnie sposób.


Lucy2
1. Pracując w zawodzie planistki, czy myślała Pani o możliwości wykorzystania swojego doświadczenia do napisania powieści kryminalnej?

 
Nie myślałam o napisaniu kryminału. Ja staram się unikać słuchania czy oglądania wiadomości, gdzie mówi się o krzywdzie innych. Bardzo przeżywam takie historie. Wydaje mi się, że kryminał w moim wydaniu byłby raczej horrorem…


2. Czy planuje Pani w przyszłości zrezygnować z dotychczasowej pracy i poświęcić się całkowicie pisaniu książek? 


P.roszę wybaczyć, na to pytanie nie odpowiem.
 
3. Kumulacja w totolotku - 35mln zł. Pani wygrywa. Na co przeznaczyłaby Pani te pieniądze?


Uwielbiam ten temat! 35 mln złotych to kupa forsy! Na początek zadbałabym o przyszłość moich dzieci, potem spłaciłabym wszystkie moje długi, zadbałabym o Mamę i Jej zdrowie. Wybudowałabym sobie dom gdzieś w mazurskim lesie z dostępem do jeziora a resztę kasy poświęciłabym na pomoc tym, którzy jej potrzebują. Głównie mam na myśli dzieci. Cierpię, kiedy krzywda dzieje się dzieciom. Nie ma dla mnie nic gorszego.

Ewelina Wiśniewska
1. Czy miłość, która nas rani i niszczy to na pewno jest miłość? Czy może to tylko jej złudzenie?

 
Pani Ewelino, to zależy, co ma Pani na myśli. Są przecież tacy ludzie, którzy czując potrzebę udowodnienia sobie i otoczeniu swojego znaczenia, siły i wartości wiążą się z ludźmi, którzy odstraszają innych np. swoją barwną przeszłością. Jeśli uda im się wyciągnąć partnera na prostą, to będzie ich sukces i dlatego świadomie godzą się na miłość serwującą im w zestawie masę atrakcji życiowych. Dla nich to jest miłość.

Czy miłość, którą czuje Paweł do Majki jest miłością? Przecież on ją również rani, budzi w niej skrajne uczucia a jednak Majka nie jest w stanie zapomnieć o nim. Coś ją do niego ciągnie i to od czytelnika zależy, jak zinterpretuje to, co ich łączy. Może to właśnie jest miłość?  Kapryśna, niezdecydowana, smagająca nas ciągłymi wątpliwościami ale nie monotonna, rutynowa i nudna? Jak Pani to widzi?

Edith

1. Na Pani profilu na portalu społecznościowym przeczytać można Pani ulubiony cytat: „Wrzuć do naczynia zainteresowania i wizje a następnie delikatnie wstrząśnij. Dodaj dużo wytrwałości i chęci. Wszystko dobrze wymieszaj a na koniec posyp szczyptą szczęścia. Oto przepis na pasję...”. Czy posiada Pani podobny przepis na stworzenie dobrej książki?

Ten właśnie przepis oddaje wszystko, co potrzebne jest do odniesienia sukcesu. Można mieć temat, warsztat, ale proszę sobie wyobrazić, że zabraknie Pani szczęścia. Np. wydawca okaże się niekompetentnym partnerem, bądź dzieło trafi na półki w złym czasie. I już jest po wszystkim. Każda książka może być dobra. Trzeba tylko dopracować szczegóły, zahipnotyzować czytelnika tak, by uwierzył w przedstawiany punkt widzenia i świat, do którego przenosi się czytając ją. Trzeba pisać ją tak, jakby opowiadało się ją człowiekowi, który siedzi obok, wyobrażać sobie jego twarz, uczucia malujące się na niej a emocje dawkować tak, by budowana atmosfera pochłaniała go i wypluwała na chwilę by zaczerpnął oddechu. Trzeba pamiętać o wyważeniu proporcji i o pasji J Bez tego ani rusz.

2. Jak wiadomo, nic nie jest nam dane na zawsze… Gdyby była Pani kiedyś zmuszona do rezygnacji z jednej rzeczy lub czynności, co byłaby Pani w stanie poświęcić?


Myślałam kiedyś nad tym. Z czego byłabym gotowa zrezygnować, jeśli musiałabym.. Gdybym została postawiona przed koniecznością wyboru, który miałby uratować moje dzieci, rodzinę przed jakimś niebezpieczeństwem, chorobą, czymkolwiek innym, byłabym w stanie zrezygnować ze wszystkiego. Bez względu na to, z jakimi konsekwencjami miałoby się to wiązać. Chciałabym tylko, by rzeczywiście od mojej decyzji cokolwiek zależało. Dla mnie naprawdę nadrzędną rolę w życiu odgrywa moja rodzina i dla nich jestem gotowa zrobić wszystko. 


3. Z wykształcenia jest Pani magistrem ubezpieczeń i pracuje w międzynarodowym koncernie. Czy myślała Pani kiedyś o porzuceniu swojego zawodu i poświęceniu się wyłącznie pisaniu?


P.roszę wybaczyć, na to pytanie nie odpowiem.
 
Nadia

1. Czy sądzi Pani, że osoby z problemami psychologicznymi, które są napiętnowane swoją przeszłością są w stanie porzucić to wszystko i żyć dalej nie przejmując się tym, co było?

Myślę, że jest to możliwe jedynie wtedy, kiedy osoby te ukryją przed światem swoją przeszłość, staną twardo na ziemi i będą gotowe spojrzeć w zimne oczy otaczającej nas rzeczywistości. W naszym świecie nie mam miejsca na obnoszenie się ze swoimi słabościami.


2. Czy miłość, która nie jest tak słodka i urocza tylko mroczna, i tajemnicza, którą trudno jest spotkać w powieściach, może być tak samo pochłaniająca człowieka jak ta przesłodzona?


Z pewnością tak. Uważam, że tak samo, jak przyciągają nas rzeczy zakazane, ludzie, których powinniśmy omijać szerokim łukiem, tak samo mocno ulegamy mrocznej zakazanej miłości. Pójdę krok dalej; To, do czego nie mamy dostępu, kłóci się z ogólnie wyznawanymi dogmatami potrafi niejednokrotnie dostarczać głębszych doznań niż to, co mamy na wyciągniecie ręki. Zawsze kusiło nas to, co niepoznane. I o ile na początku przeżywamy fascynację, doświadczamy nieopisanych wrażeń, tak samo łatwo możemy zatracić się. Ta granica jest krucha i bardzo łatwo ją przekroczyć a z powrotem bywa różnie. 


3. Czy sądzi Pani, że ludzie, którzy pomagają innym, pomagają im przestać żyć w leku, żyć normalnie, mogą łączyć swoje życie prywatne z zawodowym? Czy mogą zakochiwać się w osobach, którym pomagają?


Dlaczego nie? Jeśli tylko osoby, które mają świadomość słabości ich partnera są w stanie dźwigać ten ciężar, żyć z tym i mimo wszystko kochać, to czyż nie jest to wspaniałe? Byleby teoria miłości interpretowana była przez obie strony w ten sam sposób, to mamy sukces! Wszystko jest dla ludzi, sekret natomiast drzemie w proporcjach J

Book Worm
1.Są książki, które uczą, są takie które śmieszą, niektóre z nich inspirują a inne wzruszają. Czy jest taka książka, przy której zdarzyło się Pani szlochać w poduszkę? Jeśli tak to jaka to książka i co Panią skłoniło do łez?


Z pewnością płakałabym czytając książki, gdzie poruszane są tematy, które bez znaczenia na formę przekazu przyprawiają mnie o łzy. Gdybym przeczytała Oskara i panią Różę, z pewnością długo zbierałabym się. Ale wiem, o czym jest ta książka i nie przeczytam jej. Bardzo duże wrażenie zrobiły na mnie lektury klasy IV szkoły średniej. Rozmowy z katem, Zdążyć przed Panem Bogiem, czy inne poruszające temat faszyzmu, obozów koncentracyjnych. Mam na to swoją teorię, ale chyba lepiej, żebym się nią nie dzieliła publicznie. Te książki jednak spowodowały, że płakałam. Długo po ich przeczytaniu. 


2. Czy podczas czytania książek zdarza się Pani podglądać ostatnie strony, żeby poznać zakończenie?


Spojlerowanie. Moja córka stosuje tę metodę… I choć książkę i tak przeczyta, to koniec musi poznać wcześniej. Nie. Nie robię tego. Choć ostatnio przeczytałam Collide i ciągnęło mnie momentami, by  rzucić okiem na to, co będzie się działo za kilka stron. Strasznie nie nasze realia opisane są w tej książce i to mnie irytowało. Ale powstrzymywałam się i przeczytałam całość strona po stronie. Bez podglądania.

3. Czy pisząc książki pozwala Pani zerknąć komuś na zarys tekstu, żeby wysłuchać ewentualnych uwag, wnieść poprawki czy trzyma Pani historię ‘pod kluczem’ aż do postawienia ostatniej kropki?

 
Nie jestem aż tak tajemnicza. Najpierw, jeszcze zanim zabiorę się za pisanie, opowiadam mężowi o temacie, który zamierzam opisać. On jest najsurowszym krytykiem, jakiego ziemia święta nosi i jeśli zmarszczy nos i przytaknie mi kilkakrotnie, jest to dla mnie jednoznaczne z aprobatą pomysłu. Podczas pisania raczej nie zdarza mi się dzielić z nikim tym, co piszę. To trochę wyglądałoby, jak oglądanie panny młodej w podwiązkach a tradycja nakazuje przecież inaczej. Nie potrafiłabym również podsyłać fragmentów mojej pracy innym, by ocenili jej efekt na każdym etapie. Czasem rzeczywiście czytam wybrane fragmenty mojej córce, jeśli zależy mi na sprawdzeniu, czy udało mi się poruszyć w odbiorcy uczucia, na których zależało mi. Staram się jednak nie pokazywać całości przed ukończeniem. Owszem opowiadam o tym, co piszę, zdradzam te mniej istotne szczegóły, ale całość pozostawiam jednak w tajemnicy. Wspaniałym uczuciem jest widzieć zadowolenie na twarzy czytelnika po przeczytaniu całej pracy. Wydaje mi się, że warto czekać na ten widok. Zachowanie w tajemnicy dalszych losów moich bohaterów nie było proste w przypadku Łowisk. Składają się one z trzech części. Moi pierwsi czytelnicy przeczytali już dwie z nich, ale pamiętam oburzenie mojej koleżanki, która poprosiła, bym drugą część pisała trochę szybciej niż pierwszą i przynosiła jej, choć rozdziały do czytania, bo czekanie kolejnego roku na to, aż skończę pisać jest nieuczciwe z mojej strony. Ale byłam wtedy szczęśliwa..


Gab riela
1. Czy pamięta Pani dzień, w którym coś podpowiedziało, że mogłyby Pani przeczytać jakąś książkę? Jak dawno temu to było i co dokładnie się stało, że aktualnie pisze Pani książki i jak sadzę, również lubi je czytać?


Miłość do książek i ich czytania zaszczepił we mnie mój Tato. Zanim jednak zaczęłam kupować je i puszyć się z powodu ich posiadania, czytałam wszystko to, co czytał Tata. Zaczęłam, więc od historii Jacka Londona. Indianie i historie z nimi związane po prostu zapierały mi dech w piersiach. Później czytałam komiksy z Hansem Klossem. Do tej pory mam stare pożółkłe egzemplarze. Jeszcze później pojawiły się horrory. O jakże jak uwielbiałam czytać horrory! To było w okresie buntu, kiedy to jako nastolatka zapragnęłam mieć własne zdanie a co więcej, by wszyscy się z nim liczyli. Zanim jednak otarłam się o tak poważną literaturę, czytywałam książeczki, które kupowała mi Mama. Kiedy ja byłam mała, wychodziły takie serie- Poczytaj mi Mamo. Miałam ich bardzo dużo. Do tej pory leżą złożone w pokoju moich dzieciaków, jednak służą Im raczej za jakieś zabytkowe dzieła, nad którymi wzdychają z bojaźnią. W tamtym okresie nie myślałam o tym, że będę pisała i stanie się to moją ogromną pasją. Skąd. W liceum rzeczywiście zaczęłam pisać opowiadania, krótkie historie i wiersze. Moja Mama przechowuje je do tej pory. A powód, dla którego zaczęłam pisać jest banalny. Nie doznałam olśnienia, które tchnęło we mnie nieposkromioną chęć przelewania myśli na papier ani chęci zmiany świata. Ja potrzebowałam czegoś, co pozwoliłoby mi odreagować nawarstwiające się kłopoty związane z dotykającym mnie i moją rodzinę kłopotami. Mąż stracił większość kontraktów, doświadczyliśmy finansowego upadku. Wszystko wokół nagle straciło kolor i przygnębiało. Chcąc zachować równowagę i być oparciem dla męża i nie pogrążać naszej niestabilnej sytuacji zaczęłam pisać. To dawało mi wytchnienie i pozwalało utrzymywać się na powierzchni. Czyli w moim wypadku znaczenie słów: Art never comes from happiness jest wyjątkowo prawdziwe. W tej chwili wszystko wydaje się poprawiać, tylko ja nie mogę już przestać.

2. Życie wielu książkowych bohaterów wcale nie jest łatwe. Bardzo często postacie postawione są w sytuacji bez wyjścia, gdy ktoś przypiera ich do muru. Nie wiedzą jak sobie poradzić, ale mimo to się nie poddają. Co Pani robi w takiej sytuacji? Poddaje się, czy może walczy? Jeśli tak, to w jaki sposób?


Nigdy się nie poddaję. Tego nie można mi zarzucić. Potrafię się jednak wycofać na bezpieczną odległość, kiedy uznaję, że to będzie lepsze, mniej krzywdzące rozwiązanie. Ja po prostu nie wierzę w sytuacje bez wyjścia. Czasem po prostu ofiara, którą musimy ponieść jest większa, niż tego oczekiwalibyśmy. A jak walczę? To zależy od sytuacji. Zawsze jednak powtarzam, że szczerość jest lekarstwem na wszystko. Nienawidzę kłamstwa. I niestety pamiętam, kiedy ktoś mnie okłamuje. Nie zaufam po raz kolejny komuś, kto mnie oszukał. Doszłam już w życiu wystarczająco daleko, by móc sobie na ten komfort pozwolić.

3. Jaki tytuł nosi Pani ulubiona książka z dzieciństwa? Jak często Pani do niej wracała?


Wszystkie pozycje Wiliama Whartona. Do książek tego autora wracałam. Porywały mnie prostotą  i prozaicznością opisywanych tematów. Wydawało mi się, że autor jest mi bliski, pisze dla mnie i o tym, co dzieje się obok mnie.

Danuta Kisiel
1. " (...)Przecież każdą drogę zaczynamy od postawienia pierwszego kroku...."

Jaki najtrudniejszy był pierwszy Pani "krok" w życiu?

Było kilka takich kroków, które podjąć musiałam, mimo że niekoniecznie czułam się na siłach. Ale najbardziej utkwił mi w pamięci dzień, kiedy musiałam wyjść ze szpitala z moją nowonarodzoną córką… To był istny koszmar. W szpitalu czułam się pewnie, bo wiedziałam, że mogę liczyć na pomoc tych, którzy znają się na opiece nad tak małymi istotami. Mimo, że przez całą ciążę przeczytałam masę książek i pism wiedziałam, że mogę natknąć się na sytuacje, o których nie wspomniano w żadnej z przeczytanych publikacji. Bałam się okropnie być mamą. Ale jak się później okazało nie aż tak bardzo, by moja córka mogła zostać jedynaczką J

Małgorzata P
1. Życie układa się różnie. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć tego, co nam los przyniesie. Każdy jednak ma swoje marzenia. Jak Pani wyobrażała sobie swoją przyszłość mając kilkanaście lat? Co Pani wówczas chciała robić?


Powinnam zacząć snuć teraz opowieści o tym, kim to ja chciałam być, kiedy byłam małą dziewczynką…Ale nie będę wymyślała. Nie chciałam być ani lekarzem, ani prawnikiem. Nawet królewną nie chciałam być. Zawsze bawiłam się samochodami, chyba łatwiej było zdobyć je w sklepie. Lalkę miałam jedną, którą babcia przywiozła z Rosji. Popsułam ją bardzo szybko. Wszędzie było mnie pełno, zawsze rzucałam się w oczy bez względu na to, czy zasłużyłam na to czy nie. Byłam takim nieszczęsnym dzieckiem, które znajdowało się w nieodpowiednich miejscach i w nieodpowiednim czasie. A chciałam zostać zakonnicą. To było moje ogromne marzenie. Oczywiście życie zweryfikowało je dość brutalnie, ale widać nie było to prawdziwe powołanie, skoro nie rozpaczam w tej chwili :)

2. Wiele ludzi pisze w młodości, lecz zazwyczaj są to tylko marzenia. Co lub kto był takim impulsem do zaryzykowania i przedstawienia swojej pierwszej powieści?


Ja nigdy nie miałam problemów z pisaniem. Zawsze ciągnęło mnie  w tym kierunku. Pisałam opowiadania, historie, które wpinałam do segregatora. Nigdy jednak nie nosiłam się z zamiarem zrobienia z nimi czegoś więcej. Cały proces oczyszczał, dawał satysfakcję a moje twory spoczywały finalnie w segregatorze i zeszytach, które przechowuje moja mama. Pomysł na napisanie mojej pierwszej powieści był reakcją na kryzys, jaki wdarł się do naszego domu. Rzeczywistość przez chwilę przygięła nasze karki bardzo nisko i potrzebowałam czegoś, co uchroni mnie przed załamaniem. Potrzebowałam odskoczni, zajęcia, które oderwie mnie od kłopotów. To był niesamowity czas. Potrafiłam wyłączyć się i myśleć tylko o tym, co pisałam. Czułam zapach, smak potraw i uczucia, którymi nacechowałam moich bohaterów. To dawało mi ogromną siłę, by przetrwać trudny okres, być oparciem dla moich bliskich. I na tym moje pisanie miało się zakończyć. Dopiero mój mąż zaczął przebąkiwać, że powinnam zdecydować się pójść dalej, chociażby po to, by postawić sobie dzieło mojej pracy na półce. I posłuchałam. Spodobało mi się. Pisanie jest terapią, pozwala na zdystansowanie się do świata. 

3. Słyszy się często o przyjaźni. Czy ma Pani osobę, którą może Pani nazwać prawdziwym przyjacielem? Czy Pani zdaniem przyjaźń istnieje?


Przyszło nam żyć w trudnych czasach. Wciąż słyszymy o niewyobrażalnych okrucieństwach, których dopuszczają się ludzie wobec swoich bliskich, innych ludzi. To wszystko jest reakcją na trudy, jakie niesie ze sobą codzienność. W większości czasu skupiamy się na zaspokojeniu potrzeb niezbędnych do życia. Gonimy za pieniądzem, ułatwiamy sobie naszą drogę tak, jak możemy. Jesteśmy bardziej nieczuli na krzywdę innych, co jest wynikiem reakcji na niemoc. Żyjąc szybko, szukamy szybkich rozwiązań, bo na inne nie mamy po prostu czasu. I tym też tłumaczę nadużywanie określenia przyjaciel. Więcej teraz wokół nas przyjaciół niż kolegów czy znajomych. Miłe gesty, na które zdobywają się niekiedy ludzie z naszego otoczenia, odbieramy jako sygnały przyjaźni, choć uważam, że zbyt szybko zaprzyjaźniamy się. Pojęcie przyjaźni jest w naszych czasach przejaskrawione, wyraża naszą potrzebę bliskości z drugim człowiekiem, tęsknotę za poczuciem bezpieczeństwa.
Wcale jednak nie twierdzę, że przyjaźni nie ma. Według mnie przyjaciel to osoba, dla której moje szczęście znaczy tyle samo, co jego. Który gotów jest dać mi wiele, ale któremu i ja muszę być gotowa ofiarować to samo. To człowiek, do którego uczucia osiągnęły poziom ponad miłością, ponad zwykłą sympatią. To taka druga ja, której jestem pewna, za której decyzje gotowa jestem ponieść najwyższą ofiarę. Za przyjaciela nie wychodzi się za mąż, nie żeni się z nim, to nie jest możliwe i zawsze źle się skończy.
Miałam takiego przyjaciela. Był dla mnie ważny, bardzo ważny. Ale życie, jak granat, odrzuciło nas od siebie. Choć czasem zastanawiam się, czy to nie fakt, że on jest mężczyzną a ja kobietą przeważył o naszych losach? Kontakt odbudowaliśmy, ale już nie jest tak samo.
Teraz mam bardzo dobrą koleżankę. Wspaniałą, inteligentną, twardo stąpającą po ziemi. Jest moim sznureczkiem, podczas gdy ja lewituję, jak balonik w powietrzu. I dla jej dobra jestem w stanie przemilczeć wiele rzeczy.
 

vaapku                       
1.Wena i paniczny bieg do komputera/notatnika, by zapisać jakąś szczególną myśl, która     przyszła do głowy w trakcie lepienia pierogów, czy raczej metodyczna praca i siedzenie nad tekstem każdego dnia niezależnie od nastroju? Jaka jest Pani metoda pisania?

 
Zdecydowanie stosuję metodę przygotowania planu, szkieletu tego, co mam zamiar stworzyć. Jednak w trakcie pisania zdaję się na intuicję i spontaniczny potok myślowy, które ubarwiają całość. Dość często zdarza mi się odrywać od czynności, które akurat wykonuję i zapisywać myśli. Niekoniecznie związanych z tym, co w tamtym czasie piszę. Dlatego nauczyłam się mieć obok siebie zawsze coś do pisania. 


2. Czy siadając do pisania nowej książki, wie Pani, jak z grubsza potoczy się fabuła, czy też kształtuje się ona w trakcie pracy?

 
Zdecydowanie z grubsza wiem, co będzie się działo. Przygotowuję sobie plan a później zdaję się na wyobraźnię, która uwypukla fabułę. Myślę o tym bardzo często, łączę ze sobą sytuacje, szukam dróg i ich rozwiązań. 


3. Kiedy sięgam po książki amerykańskich autorów, w większości z nich na końcu znajduję obszerne podziękowania dla całego sztabu ludzi, którzy mieli udział w pracy nad nią. Wygląda na to, że pomiędzy napisaniem a oddaniem do druku zachodzi długi proces szlifowania - nie mam na myśli tylko korekty językowej, ale również pracę nad dialogami, czasem zmianom podlega także fabuła. A jak to wygląda w Pani wypadku? Oddaje Pani książkę wydawcy ze słowami "ja już swoje zrobiłam", czy też dostaje po jakimś czasie listę uwag i zasiada ponownie do pracy?


O tak, cały ten proces jest zdecydowanie dłuższy, niż wydaję się nam na początku. Rzeczywiście kończę pracę, odkładam ją na jakiś czas, by ponownie zabrać się za jej przeczytanie po raz kolejny, kiedy już odetnę się od historii, nabiorę innego spojrzenia na to, co pisałam.  Przesyłam ją do wydawcy dopiero, kiedy według mnie wszystko jest jasne, przejrzyste i zgodne z moim zamierzeniem. Po kilku tygodniach książka wraca z mniejszymi bądź większymi poprawkami naniesionymi przez korektora i zaczynamy dyskutować. W Lewym brzegu pojawił się pewien motyw, którego moja korektorka za nic na świecie nie chciała zostawić. Mnie wydawało się zupełnie naturalne zachowanie bohatera, jej w żadnym wypadku nie. Cóż, jesteśmy różnymi ludźmi, każde z nas kieruje się w życiu innymi wartościami i zasadami. Przeanalizowałam punkt widzenia pani korektorki i uległam. Nie upierałam się, zmieniłam nieco treść przyjmując, że pani korektorka jest oczami moich czytelników a zmiana dotyczyła szczegółów.

Grażyna Wróbel
1. Czy prawdziwa realna miłość w naszym życiu jest możliwa?

 
Oczywiście, że jest możliwa! A nawet, jeśli mamy wątpliwości, co do tego, to dzieje się tak dlatego, że nie zetknęliśmy się z nią do tej pory, bądź nie zauważamy tej, która siedzi w pokoju obok J ponieważ wciąż czegoś nam w niej brakuje. Miłość to sztuka kompromisu, akceptacji i wielka próba wytrzymałości, według mnie. Jeśli zatem pomnożymy to razy dwa, bo potrzeba do niej dwojga i efekt widać, to znaczy, że kochamy prawdziwie :)

2. Jest już jakiś pomysł na kolejną powieść? Jeśli tak, to czy uchyli Pani rąbka tajemnicy?


Tak, mam już pomysł na kolejną powieść. Tym razem chciałabym skupić się bardziej na męskim pojęciu przywiązania do domu, rodziny i spojrzeniu na miłość w ekstremalnym środowisku.


3.  Ile czasu poświęca Pani na pisanie dziennie, a może całej powieści?

 
Nie potrafię sprecyzować czasu, jaki poświęcam na pisanie dziennie. Bywa, że zabiera mi to kilka godzin, czasem nie siądę do pisania wcale, bo nie mam aktualnie nic do napisania, jestem zbyt zmęczona albo muszę pilnie zająć się czymś innym a pośpiech przy pisaniu nie jest wskazany. Szkoda czasu, by potem wszystko wyrzucać. Jednak następnego dnia nadrabiam zaległości. Napisanie powieści zabiera mi około roku. Muszę się przygotować, zebrać potrzebne mi materiały, zrobić zdjęcia, porozmawiać z ludźmi i zbudować atmosferę, która będzie mi towarzyszyła przez okres pisania. A potem już wszystko się układa…

 
Marta Pawlaczyk
1. Jakimi zasadami kieruje się Pani w życiu?

 
Staram się wkładać serce we wszystko, co robię, postępować zgodnie z planem i skrupulatnie przestrzegać związku przyczynowo skutkowego w życiu. Nic nie dzieje się przez przypadek, wszystkie zdarzenia są skutkiem czyjegoś zamierzonego postępowania. A grunt to poczucie spełnienia i zadowolenia, które płyną z uczciwego podejścia do swoich zajęć. Ale jestem też spontaniczna. Czasami :)


2. Jakie jest Pani motto życiowe?

 
Patrz punkt 1.


3.  Ulubiona maksyma, złota myśl?

 
Mam ich kilka… W sumie ci, którzy wymyślają te złote myśli budzą mój podziw…
Zgodnie z tym, co napisałam wyżej, przytoczę trzy złote myśli, które są moimi drogowskazami:
A)  Przecież każdą drogę zaczynamy od postawienia pierwszego kroku....
B) Wrzuć do naczynia zainteresowania i wizje a następnie delikatnie wstrząśnij. Dodaj dużo wytrwałości i chęci. Wszystko dobrze wymieszaj a na koniec posyp szczyptą szczęścia. Oto przepis na pasję.
C) Kiedyś traktowałem ludzi dobrze, teraz ze wzajemnością.

Katarzyna Jaworska-Balawejder
1. Skąd bierze Pani wenę i pomysły, czy to wyobraźnia, czy może doświadczenie?

 
Pomysł jest z pewnością efektem wyobraźni. Coś przychodzi mi do głowy, zaczynam myśleć o tym intensywnie, dobierać zdarzenia i personalizować moich bohaterów. Szukam odpowiedniego miejsca, w którym chciałabym umiejscowić akcję. W piąte nie zabijaj wybrałam góry, są one dla mnie wyjątkowo ekspresyjnym miejscem, potężnym, surowym. Odzwierciedlają mocno siły, które władają tym światem. Bohaterowie stanęli przed poważnym wyborem, decydującym o ich życiu a dramat sytuacji podkreślał niedostępny krajobraz gór. To są moje wrażenia w reakcji na to, co widziałam. Zatem pisanie jest sztuką łączenia wszystkiego, co składa się na doświadczenie oraz zbudowania atmosfery, dzięki której zaintrygujemy czytelnika a to już wyobraźnia. A wena, cóż ona ma chyba naturę trochę kota… Jeśli temat jest dobry, wciąga to i ona pozostanie przy autorze…


2. Dlaczego akurat pisarstwo? Co skłoniło do tego, że wybrała Pani taką drogę? Co chce Pani przekazać czytelnikom w swoich książkach?


Jest to trudne pytanie i chyba nie ma na nie jednoznacznej odpowiedzi.. Codziennie rano wstaję, zawożę dzieciaki do szkoły i pędzę do pracy. Po drodze mam jeszcze masę innych obowiązków; odrabiam lekcje, sprzątam, gotuję, piorę, prasuję itd.. Brzmi znajomo, prawda? Zwyczajne życie. I każdego dnia ten harmonogram powtarza się, bo to jest życie.  A ja chciałabym, jak każdy człowiek uwolnić się od rutyny, chociaż na chwilkę przenieść do innego świata . I to jest odpowiedź na moje pytanie. Pisanie pozwala odreagowywać, przenosić się do innego świata, kreować, tworzyć, budować. W tym świecie wszystko przybiera takie kształty, jakie ja nadaję. Dają namiastkę nierealności w świecie rzeczywistym. Moje książki mają pokazywać świat rzeczywisty z domieszką fantazji, zwracać uwagę na to, że otacza nas magia, tylko trzeba umieć ją dostrzec.

Teresa Kłos-Zakrzewicz
1.  Mnie zawsze ciekawi jedno czy bujna fantazja a taką chyba powinien posiadać każdy pisarz, aby móc tworzyć nie przeszkadza w normalnym prywatnym życiu? Jak rozdziela Pani te dwa światy, czy stawia sobie Pani granice miedzy życiem osobistym a zawodowym? Jak już Pani tworzy to inspiruje się Pani na rzeczywistych osobach czy jest to czysta fikcja i Pani wyobraźnia?


Nie wydaje mi się, by fantazja przeszkadzała mi w życiu. Jeśli natomiast patrzeć przez jej pryzmat na otaczające nas rzeczy, czy zdarzenia, tematy do opisania cisną się same :)


A poza tym świat wygląda całkiem inaczej, widzimy wszystko w innej, szerszej perspektywie, kiedy włączamy swoją wyobraźnię.
Jednak oddzielam pisanie od życia zawodowego. Właściwie nawet nie muszę się starać tego robić, będąc, bowiem w pracy nie mam możliwości myśleć o niczym innym, tylko o niej. Tak, jak już pisałam w odpowiedzi na jedno z wcześniejszych pytań, praca w korporacji rządzi się swoimi prawami, czas przybiera tam inny wymiar i zbyt wiele zależy od organizacji i skupienia, by ryzykować. Po wielu latach wykonywania tego zawodu, mam to już poniekąd we krwi, więc absolutnie naturalne jest dla mnie wyłączenie się i poświęcenie się tylko i wyłącznie pracy.

Zanim zabiorę się za pisanie, przygotowuję sobie plan, oraz nadaję odpowiednie cechy bohaterom. Lubię sobie wtedy wyobrażać, jak wyglądają, co noszą, czego słuchają. Nie są to jednak osoby z mojego otoczenia, ani znajomi. Nadaję moim bohaterom cechy ludzi, którzy stanęli kiedyś na mojej drodze, ale nie czyni ich tożsamymi postaciami.
Poza jednym wyjątkiem… Jeden z bohaterów powieści Piąte nie zabijaj jest postacią rzeczywistą. Wszystkie jego cechy, wygląd i zachowania, które opisałam są wzorowane na człowieku, którego poznałam a który urzekł mnie w pewnym momencie mojego życia.


 ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Dziękuję serdecznie Annie Kasiuk za poświęcenie swojego czasu oraz za udzielenie Nam niezwykle interesującego wywiadu.  

Składam także gorące podziękowania wszystkim, którzy wzięli udział w konkursie i zadali pytania.  


Nagrodę w postaci książki ''Lewy brzeg'' otrzymują:

Wojtek Q 
martucha180 

Gratuluje zwycięzcom i pozdrawiam!!!

cyrysia

17 komentarzy:

  1. Dziękuję za odpowiedzi :) i gratuluje zwycięzcom!

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się co do Anne Rice. To wspaniała pisarka. Porywająca...

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratuluję zwycięzcom! A wywiad Ogromny, ale mimo to czyta się go szybko :)
    pozdrawiam Justyna z książko miłości moja

    OdpowiedzUsuń
  4. O masz, wygrałam :) Bardzo się cieszę! Dziękuję i gratuluję Wojtkowi :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję za wywiad!
    Gratuluję zwycięzcom!

    OdpowiedzUsuń
  6. Książka mnie zainteresowała pod względem fabuły, więc i wywiad przeczytałam z ciekawością.
    Gratuluję!

    OdpowiedzUsuń
  7. Serdecznie gratuluję Cyrysiu wywiadu oraz wygranym osobom :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo ciekawy wywiad. Książkę "Lewy brzeg" mam w planach i mam nadzieję że będę miała okazje ją przeczytać. Jestem ogromnie ciekawa :).

    OdpowiedzUsuń
  9. Anna Kasiuk jest bardzo miłą osobą:) Można to wyczuć nawet na przy sporadycznym kontakcie na fb:) Cieszę się, że mogłam poznać Łowiska, a teraz doczytać sobie u Ciebie więcej na temat autorki:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Gratulacje dla zwycięzców :). Bardzo ciekawy wywiad.

    OdpowiedzUsuń
  11. Choćbym chciała, to nudzić się nie umiem, jak Pani Anna...

    OdpowiedzUsuń
  12. Chciałabym kiedyś wziąć udział w spływie kajakowym. Gratuluję ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Cieszę się, że autorka poleca nasze polskie pisarki. :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Skuszę się na książkę autorki :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Skuszę się na książkę autorki :)

    OdpowiedzUsuń

Zaglądaj, czytaj, przegryzaj moje słowa, ale wychodząc, zostaw po sobie niezatarty ślad swojej obecności...