czwartek, 13 września 2018

KONKURS: PŁATKI WSPOMNIEŃ 🍃🍃🍃

Moi Drodzy,

Przychodzę do Was z konkursem, w którym można wygrać ,,Płatki wspomnień'' Augusty Docher.

 Aby wygrać nagrodę należy w komentarzu pod niniejszym postem napisać o najpiękniejszym, najzabawniejszym albo najbardziej smutnym wspomnieniu ze swojego życia.

Wygrywają dwie najciekawsze (według mnie) wypowiedzi.

_____


Będzie mi miło, jeśli:

- zostaniesz obserwatorem mojego 
bloga 
- zostaniem obserwatorem mojego profilu w Google +
- udostępnisz informacje o moim konkursie


Do dzieła!!! Naprawdę warto!


   Regulamin:
1. Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga: LITERACKI ŚWIAT CYRYSI
2. Sponsorem nagród jest wydawnictwo Novae Res.
3. Aby wziąć udział w konkursie należy w komentarzu pod niniejszym postem napisać o najpiękniejszym albo najbardziej smutnym wspomnieniu ze swojego życia.
4. Konkurs trwa od 13 września 2018 roku do 19 września 2018 roku do godz. 16.00
5. Ogłoszenie zwycięzcy nastąpi 24 września 2018 roku.
6. Nagrodą są dwa egzemplarze powieści ''Płatki wspomnień'' Augusty Docher.
7. W konkursie mogą brać udział osoby posiadające blogi oraz anonimowy uczestnicy.
8. Konkurs skierowany do osób posiadających adres zamieszkania w Polsce.
9. Ze zwycięzcą skontaktuję się drogą mailową o ile zapoda swój adres mailowy w poście konkursowym. W przeciwnym razie laureat w ciągu 10 dni musi sam się ze mną skontaktować. Po upływie tego czasu nagroda przepada. 
10. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)
11. Udział w konkursie jest jednoznaczny z wyrażeniem zgody na nieodpłatne upowszechnianie, publikację prac w dowolnej formie (wraz z danymi osobowymi autorów).

18 komentarzy:

  1. Życzę powodzenia biorącym udział w konkursie !

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmmm niewiem czemu przypomniała mi się historia z czasów, kiedy mieszkałam w internacie. Pewnego dnia mijajalam chłopaka, który bardzo mi się podobał. Tez mieszał w internacie i często przesiadywal i opiekunek. Poprosił mnie, żebym poszła sprawdziła czy kontener na śmieci jest pusty bo opiekunka kazała sprawdzić. Wiec ja, ślepo zakochana i zapatrzona jak na skrzydłach popędziłem na dół i nurkuje w kontener szybko i spowrotem na gore. U profesorek już siedział mój luby a ja od razu wpadam i mowie „sorko, kontener jest pusty”. Ta patrzy na mnie, oczy otworzyła i mówi „ale ja nie rozumiem”. Patrzę na swoją miłość zycia a ten siedzi i się skręca na fotelu ze śmiechu. Obciach na cała bursę!

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo smutny dzień w moim życiu to śmierć mojego młodszego brata,Pojechał zarabiać na lepszą przyszłość za granice i wrócił w metalowej trumnie.Potem zamiast przeżywać smutek i żałobę musiałam z jego żoną szarpać i walczyć jego godność do końca.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mój mąż od paru lat namawiał mnie na adopcję psa. Nie zgadzałam się z oczywistych powodów: a to, że będzie pełno sierści lub będzie głośno, że trzeba karmić i dbać, wychodzić na spacery i do weterynarza. Jednak mąż wziął mnie sposobem, żeby tylko obejrzeć szczeniaki. No i przepadłam, zakochałam się w pięknych, wielkich brązowych oczach, ślicznym pyszczku, czterech łapkach i białej w czarne łatki sierści. To jest moje najmilsze wspomnienie, ponieważ od tamtej pory piesek jest z nami, daje codzienną radość i bezwarunkową miłość.
    Pozdrawiam Ewa Recka (mail: ewarecka86@o2.pl)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja mam dwa w jednym 😉 najsmutniejsze, a zarazem najpiękniejsze wspomnienia. Kiedy miałam 7 lat moja ukochana babcia Anielka zachorowała, wykryto u niej raka w głowie. Oczywiście szpital, na szczęście szpital nie daleko naszego domu 30 min na piechotę. Kiedy mama nie mogła iść ( była w zaawansowanej ciąży ) do babci, szłam ja z siostrą. Pani na recepcji jak i lekraze byli już "przekupieni" żeby nas wpyszczac na oddział. Pamiętam jak dziś jak smarowalam gładka jak aksamit twarz babci kremem Nivea, jak ja karmiłyśmy domowym rosolkiem. Babcia nigdy nie narzekała, że ja coś boli, zawsze była uśmiechnięta. Później ją przenieśli do specjalistycznego szpitala, gdzie pierwszy raz zetknęłam się z ludzim chorymi na raka, pamiętam że poszłam tam tylko 1 raz tak mnie przeraziły ich łyse głowy. I kiedy babcia mogła wyjść już że szpitala, została u nas na parę tygodni. Oj jak się kłóciłam z siostra, które z nas będzie spała z babcią😊 Do szkoły nie chciałam chodzić, żeby tylko zostać z babcią w domu. Nadszedł piękny maj, babcia wróciła do siebie do domu gdzie mieszkała z moją ciocia. Maj i moja komunia. Nagle tydzień przed komunia babcia źle się poczuła i już ciągle leżała. Na komunii oczywiście jej nie było, ale po kosciele pojechaliśmy do niej . Ja w tej białej sukience. Weszliśmy a babcia spała, czekałam 2 godziny przy jej łóżku, aż otworzy oczy i mnie zobaczy i się doczekałam. Babcia wyszeptała...jak pięknie wyglądasz jak aniołek, pamiętaj że ja będę Twoim Aniołem Stróżem będę cię pilnować i znów babcia zasnęła. Wieczorem już była w szpitalu znów. Codziennie do niej chodziłam a ona była coraz bardziej starsza. W środę już nas do babci nie chcieli wpuścić tylko mamę, później mama nas zaprowadziła do domu i zostawiła z tatą. Pamiętam oglądaliśmy serial W Labiryncie, kiedy do domu wróciła zapłakana mama, że babcia właśnie umarła. Pomimo,że byłam dzieckiem pamiętam to wszystko bardzo dobrze i nieraz mówię do mojego syna...o zobacz widzisz tą gwiazde ? To moja babcia Anielka patrzy z góry na nas i nas strzeże.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedy przeczytałam pytanie natychmiast przyszło do mnie wspomnienie o moim przyjacielu i sąsiedzie. Może dlatego, że niedawno minęło 23 lata odkąd nie żyje. Był pięć lat młodszy, jedynak, ale szczodry, uczynny, uśmiechnięty, bardzo lubiłam go odwiedzać. Czułam się w jego towarzystwie dobrze, zawsze witana szczerze, wiedziałam, że i on lubi te spotkania. Nasze dzieciństwo przypadło w trudnych czasach, moich rodziców nie na wszystko było stać, a on miał wiele modnych wtedy gadżetów. Ale był samotny, rodzice zabiegani a on samotność "zabijał" bawiąc się z psami. Nawet teraz pisząc to widzę go na podwórku, takie jakie było wtedy, jak biega ze swoimi przyjaciółmi. Kochał zwierzęta, napewno byłby dobrym człowiekiem.
    Pamiętam także jak rok wcześniej cieszył się z wejścia w dorosłość, jak uczyłam go tańczyć, jak wracając ze szkoły, potem pracy, przechodziłam obok jego domu a on zawsze kiedy mnie widział, albo juz czekał, odprowadzał do drzwi mojego.
    Bardzo przeżyłam jego śmierć ( nawet teraz pisząc poleciały łzy) miał tylko 19 lat. Pojechał na koniec wakacji z przyjaciółmi na biwak w pobliże Wisły i już nigdy nie wrócił. Utopił się.
    Ja wtedy pracowałam w małym sklepiku, bardzo lubił do mnie zachodzić, chwilkę porozmawiać lub tylko się przywitać. Miał taką swoją miejscówkę w której niezmiennie stawał i opierał się o murek lady. I do dziś nie wiem czy to był przypadek, czy przyszedł ostatni raz, bo w "jego" miejscu, dokładnie tego dnia kiedy się utopił zobaczyłam kałużę czystej wody. Pisząc dziś te słowa zrozumiałam a może wiedziałam od dawna, że był on moim pierwszym, prawdziwym przyjacielem o którym nigdy nie zapomnę. A może i on tam z nieba patrzy na mnie i pamięta....

    OdpowiedzUsuń
  7. A moje wspomnienie jest nostalgiczne - gdy jeszcze studiowałam w Krakowie, wyszłam z bardzo ważnego egzaminu którego mimo iż czułam się przygotowana, nie zdałam. Byłam wściekła, bo stypendium przeszło mi koło nosa. Było późne popołudnie - weszłam do nieznanej mi wcześniej kawiarni, zamówiłam cappuccino i pogrążona w swoich smutnych myślach nie zauważyłam, że na małej scenie rozkłada się zespół. Mieli właśnie próbę - kiedy zabrzmiały pierwsze akordy ulubionych jazzowych kawałków, dosłownie odpłynęłam. Smutek odszedł w siną dal. A ja delektowałam się cudowną muzyką na żywo. Nigdy później tej kapeli już nie słyszałam. A egzamin zdałam za kolejnym razem;)
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Najsmutniejszym a zarazem najpiękniejszym wspomnieniem w moim życiu jest choroba-wirusowe zapalenie mózgu, która wywołała całkowity paraliż lewej strony mojego ciała. Choroba ta przerwała moje szczęśliwe dzieciństwo w wieku 3 lat. Jako dziecko oczywiście nie byłam świadoma, że mogę już na zawsze pozostać osobą niepełnosprawną ruchowo, ani tego że choroba może pozostawić piętno w postaci opóźnienia w rozwoju. Kiedy po długim pobycie w szpitalu mogłam nareszcie zobaczyć całą swoją rodzinę, która przyszła mnie odebrać, moja siostra w "akcie miłości siostrzanej" oddała mi swój piękny głęboki wózek dla lalek, który dostała na urodziny na krótko przed moim zachorowaniem. Podobno dzieci nie pamiętają co zdarzyło się w tak wczesnym dzieciństwie, jednak ja do tej pory noszę w sercu tę najlepszą chwilę w życiu, kiedy wracamy ze szpitala, a ja (powłócząc, lewą nogą i z niesprawną ręką) idę dumne prowadząc mój pierwszy, wymarzony wózek dla lalek. Ze swoim pięknym prezentem nie rozstawałam się nawet podczas wędrówek na rehabilitacje, które wyjęły mi z życia 15 lat.

    OdpowiedzUsuń
  9. Najsmutniejszy moment w moim życiu. To trudny temat dla mnie. Ale przechodząc do rzeczy. Rok temu zmarła moja babcia. Chodź nie zawsze dobrze ją postrzegałam podczas pogrzebu i tak płakałam. Kiedy dowiedziałam się o tym że nie żyje na początku się nie przejęłam. Wiedziałam,że to kiedyś nastanie. Jednak było to bardzo smutne przeżycie. Choć teraz nie ma jej z nami uznałam że chociaż nie zawsze babcia i rodzice się dogadywali ja i tak włożę zdjęcia z nią do albumu. Troszeczke mi jej brakuje. Ale pogodziłam się z tą stratą po jakimś czasie. Nie da się ukryć że cały ten pogrzeb i sytuacja była bardzo smutna.
    Mail: daguska1133371@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Każdy w życiu ma wspomnienia . Te miłe, piękne , wzruszające , o których mówimy często i glosng. Jednak są też wspomnienia te starsze , wywołujące łzy i ból o których ciężko Nam mówić . Moje wspomnienie jest właśnie takie . Oczywiście mam wiele cudownych jednak o tym mi ciężko mówić i w sumie od niedawna zaczęłam . W wieku 30 lat zaszłam w upragnioną i długo wyczekiwaną ciążę. Byłam najszczęśliwszą kobieta na świecie . Palny , marzenia to mnie uskrzydlało. Jednak po kilku mc czar prysł. Tak nagle, niespodziewanie a moje życie wisiało na włosku ...pozostal ból , żal i nauka wszystkiego od nowa tzn zaufania , uśmiechania ..w moim przypadku czas nie uleczył rany ..jeszcze . Cieszy mnie jednak to , że zaczynam mówić o tym głośno , o tym co czułam , gdyż odepchnęłam od siebie wszystkich .

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam wiele smutnych wspomnień, jedno bardzo tragiczne, bo jak może inaczej nazwać swoje nieszczęście matka, która utraciła dziecko. Dziś jednak podzielę się z wami jednym z najpiekniejszych wspomnień. Mój ślub. Nie, nie był to ślub jakich wiele. Ja wzięłam ślub po kryjomu. Z moim partnerem nie wiedzieliśmy czy uda nam się tą sprawę załatwić tak, jak sobie wymarzyliśmy. Pierwszy krok to oczywiście ksiądz, gdzie spodziewaliśmy się największych problemów. I tu pierwsze zaskoczenie, zgodził się, przecież ogłaszając zapowiedzi nie podaje daty. Potem urząd i zaufani świadkowie. Wszystko się udało. Świat zasypany śniegiem, zimny wiatr, a w naszych sercach lato. Ślub w kościele, potem mała sesja u fotografa, który był zafascynowany i zszokowany naszym ślubem. Potem nam dziękował, bo jeszcze tak dobrze się nie bawił na ślubnej sesji. Wieczorem zjedliśmy uroczysty, późny obiad w restauracji wraz z naszymi świadkami. A noc należała do nas, tylko do nas i tu zakończę moją historię😉😍

    OdpowiedzUsuń
  12. Będąc w wieku senioralnym trudno nie mieć wielu, różnych wspomnień. Po dłuższym zastanowieniu doszłam do wniosku, że w moim życiu to jedno wydarzenie zasługuje na wspomnienie jako najsmutniejsze, najzabawniejsze i najpiękniejsze. A wydarzyło się to 24 lata temu. Otóż byliśmy małżeństwem z 19 letnim stażem, syn w liceum 16 - latek - jedynak, ustabilizowana praca zawodowa - moja i męża i mnóstwo planów do realizacji. I nagle niespodzianka od losu – mam 41 lat i jestem w ciąży. Nasz dom został „wywrócony do góry nogami”: niedowierzanie, zaskoczenie i jednak najpierw smutek i troska, czy w tym wieku urodzę zdrowe dziecko? Po pozytywnych wynikach badań prenatalnych, nastąpił spokój i czas oczekiwania. Po cichu rodziła się w nas radość. I przyszedł ten dzień narodzin nowego człowieka (płeć dziecka do końca nieznana). W wieku 42 lat w 20-tą rocznicę ślubu wieczorem siłami natury, urodziłam śliczną, zdrową córeczkę. Mąż gdy ją zobaczył „oszalał” z radości – tej nocy „powiadomił cały świat” i tu nastąpiło szereg zabawnych elementów tej historii. Rano koleżanki w pracy już nie przekazywały sobie tej wiadomości, bo od mojego męża wiedziały wszystkie, tak jak i cała rodzina. A syn już 17 - latek ubrany w biały fartuch, stojąc na korytarzu w szpitalu, czekał aż wyjdzie mąż (jedna osoba mogła stać przy łóżku), najpierw usłyszał od młodziutkiej pielęgniarki pytanie: „Pan do żony?”, a gdy druga zobaczyła jego zadziwienie w oczach, szybko zapytała: „Co masz brata czy siostrę?”. Wszedł do sali, usiadł na brzegu łóżka, spojrzał na swoją siostrzyczkę, leżącą w łóżeczku obok mnie i powiedział: „Mamo, udało się, jest dziewczynka, ale nie zróbcie mi tego jeszcze raz, bo drugi raz tego nie przeżyję!”. A jednak to najpiękniejsze moje wspomnienie, bo radość jaką wniosła do naszego domu ta mała istotka była bezgraniczna. Aktualnie nasza kochana niespodzianka skończyła studia licencjackie, od 4 lat jest w szczęśliwym związku, a od pół roku mieszka ze swoim chłopakiem w pięknym, nowym mieszkaniu (to mieszkanie to kolejna niespodzianka od losu, ale to już temat na inne wspomnienie) i czekamy na ślub. Córka ze swoim o 17 lat starszym bratem rozumie się bez słów, bardzo się kochają, są w ciągłym kontakcie, choć mieszkają w różnych dzielnicach stolicy.

    OdpowiedzUsuń
  13. 2017 rok będę wspominać z uśmiechem, ponieważ wydarzyło się więcej dobrego niż złego :) Jedną z takich pozytywnych rzeczy, zdarzeń była obrona pracy licencjackiej i bardzo dobre ukończenie studiów pierwszego stopnia :) Może dla niektórych to nic takiego, ale ja traktuję to jako swój mały sukces, dalszą motywację i energię do nauki, poszerzania swojej wiedzy, zainteresowań, pasji. Pamiętam, jakby to było wczoraj, ile stresu, nerwów, a im bliżej obrony ile nieprzespanych i zarwanych nocy mnie to kosztowało. Tym bardziej cieszę się, że mi się udało. Oczywiście teraz powiedziałabym, że nie ma się czego obawiać, po co ten stres, ale... :D Ta obrona dodała mi wiary w siebie i swoje umiejętności. Teraz moim celem jest bardzo dobra obrona na studiach stopnia drugiego :) A zważywszy na to że mam jeszcze na to trochę czasu to chętnie wypełniłabym te chwile ciekawą lekturą 😍 Książka z grafiki konkursowej wydaje się wręcz idealna - "Płatki wspomnień" - interesujący tytuł, piękna okładka, na pewno równie piękna i ujmująca treść <3

    OdpowiedzUsuń
  14. Moje wspomnienia są mieszanką piękna, radości i smutku. Kiedyś byłam nastolatką - był to wspaniały czas, czas pierwszej miłości. Tego chłopaka poznałam na dyskotece. Znacie to uczucie zakochania - niecierpliwość kiedy znów go zobaczę, uśmiech na twarzy i szczęście ze wspólnie spędzonych chwil. Początki były cudowne. Lubiliśmy tańczyć i przytulać się do siebie. To z nim spędziłam pierwsze prawdziwe wakacje nad morzem. On był taki szalony, przebojowy, zabawny i nieustraszony. Ciągle wypływał za linię ostrzegawczą i zwracał na siebie uwagę ratowników. To on nauczył mnie pływać. Ta sielanka trwała kilka miesięcy. Później przyszłym gorsze chwile. Piękne uczucia zastąpiły wyrzuty i przykre słowa. Ta osoba, która wcześniej chciała uchylić ci nieba, teraz chętnie stworzyłaby laleczkę wudu na twoje podobieństwo i wbiała szpilki w najczulsze punkty. Nigdy nie zapomnę tego cierpienia i bezradności, gdy wspólnym chwilowo nadszedł kres. Teraz wspomnienia mniej ranią chociaż czasami smucą. Jednak staram się pamiętać te radosne chwile: pocałunki, lampka wina i jego oczy wpatrzone w moje. Nie, przepraszam już nie jego. Teraz piszę nowe wspomnienia z najwspanialszym mężem na świecie. Z nim początki były trudne. Dostaliśmy sprawdzian od życia, który zaowocował wspólnym życiem i razem piszemy wspomnienia piękne, zabawne i czasami smutne - jak to w życiu...

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie lubię pisać smutnych historii, więc napiszę śmieszną 😊 😂
    Pamiętam jak mój mąż, który jeszcze wtedy nie był nawet moim chłopakiem, tak strasznie był we mnie zakochany, że k.4 nad ranem wybrał się ulicą na wędry z dwoma swoimi kolegami, aby zaśpiewać mi serenadę miłosną. Tak się wtedy niemiłosiernie darł i fałszował, że psy z budami i łańcuchami uciekały. Jakby tego było mało... miał ze sobą odpustową trąbkę, na której nie omieszkał zagrać! 😂 A ja nie świadoma niczego, tak jak i wszyscy domownicy, nie wiedzieliśmy co się dzieje! 😂 Musiał mnie baaaaardzo mocno kochać, żeby takie coś odstawić i to o tak nieludzkiej porze dnia 😂

    OdpowiedzUsuń

Zaglądaj, czytaj, przegryzaj moje słowa, ale wychodząc, zostaw po sobie niezatarty ślad swojej obecności...