wtorek, 31 lipca 2018

''Dom na wrzosowej polanie'' Halina Kowalczuk # PATRONAT MEDIALNY

 Dom na wrzosowej polanie 
Halina Kowalczuk
Wydawnictwo: Lucky
Ilość stron: 320
Ocena: 7+/10
Patronat medialny:
  Zdrada męża i utrata pracy to wydarzenia, które mogą przewrócić życie do góry nogami. Tak właśnie dzieje się w przypadku Aliny. Jej nowe życie rozpoczyna się w malowniczej wiosce u podnóża Tatr, gdzie ma szansę zacząć wszystko od nowa. Nieświadomie wkracza do krainy legend i niezwykłych historii z przeszłości, stając się ich częścią. Spotyka też niezwykłego mężczyznę. Marcin ukrywa jednak przed nią tajemnicę, która może zaważyć na ich wspólnej przyszłości...
Czy kolejny mężczyzna ją zdradził i okłamał?
Czy grozi jej niebezpieczeństwo?
Czy stara legenda znajdzie swoje zakończenie?

  Halina Kowalczuk – urodzona w ubiegłym stuleciu pomyliła drogi swojego życia, kierując się i kończąc Uniwersytet Szczeciński o kierunku ekonomii, zamiast filologii polskiej. Jednak zdążyła to naprawić, wydając wraz z Wydawnictwem „Lucky” swoją debiutancką książkę „Chata pod jemiołą”. Autorka wychowuje dwójkę dzieci, prowadzi dom i... pisze. W swoim dorobku literackim posiada między innymi: ,,Dwie Anny'', ,,Leśny dworek’’, ,,Dwórka królowej’’, ,,Pałacyk za mostem'', ''Dwór Anny'' ''Pensjonat pod Meduzą'' oraz ''Egipskie marzenie''.

  Znam niemal całą twórczość autorki i śmiało mogę napisać, że każda kolejna jej książka to prawdziwa uczta dla wyobraźni. Dlatego też kiedy w moje ręce trafił ''Dom na wrzosowej polanie'' – z wielką ekscytacją i z równie wielkimi oczekiwaniami zabrałam się za lekturę. I nie zawiodłam się ani trochę. Już od pierwszych stron zostałam wciągnięta w wir akcji, która kręci się wokół zdrad, intryg, rywalizacji o mężczyznę, spadkowych afer i niełatwych uczuć. A im dalej w las, tym więcej drzew i… wilków. Z całą pewnością nuda nikomu nie grozi. 

  Historia początkowo przypomina scenariusz telenoweli brazylijskiej. Poznajemy Alinę Sandor – czterdziestoletnią profesor na warszawskiej uczelni, gdzie wraz z mężem, także profesorem – prowadzi kadrę archeologii. Praca oplata praktycznie całe jej życie, wypierając z niego wszystko inne. Dlatego też zdaje się nie zauważać, że mąż od dłuższego czasu nie jest jej wierny. Dopiero poniewczasie w wyniku splotu pewnych okoliczności wychodzi na jaw, że obłudny małżonek zdradza ją nie z jedną, ale aż z dwiema kobietami.

<<Ale paranoja: żona podwozi narzeczoną męża, kiedy ten zabawia się z kochanką. Hahaha – zaśmiała się, ale gorycz, która w tym śmiechu rozbrzmiewała, była bardzo wyrazista, tak samo jak łzy, które wypełniły jej oczy.>>

  Jakby tego było mało, jedna z kochanek jest córką wysoko postanowionego w rządzie ministra, efektem czego Alina traci swoją lukratywną posadę i zostaje przeniesiona do miejscowości Bystry Potok pod Krakowem. Niestety szybko okazuje się, że nie ma co liczyć na spokój. Czy mimo licznych kłód rzucanych pod nogi, wszelkich przeciwności losu i dziwnych zawirowań – uda się Alinie osiągnąć upragnioną stabilizację i szczęście? A może happy end nie jest jej jednak pisany?

  Dostałam w swoje ręce interesującą powieść obyczajową z elementami romansu i metafizyki okraszonej lokalnymi legendami, która hipnotyzuje, porusza, kusi tajemnicą oraz obezwładnia umysł i serce. Halina Kowalczuk bazując na dobrze znanych w tego typu literaturze schematach – pokazuje, że koniec małżeństwa, to moment bardzo ciężki i smutny, lecz nie musi oznaczać tragedii. Gorsze jest trwanie w związku, który już się nie sprawdza. Dlatego lepiej zamknąć na kłódkę nieprzyjemną przeszłość i skupić się na tym co jest i co będzie. Bo… <<Czasami bywa tak, że musimy doznać przykrości, szoku, niepowodzeń, aby potem doświadczyć czegoś odwrotnego. Ból duszy powoduje, że zaczynamy doceniać to, co mamy…>>>

  Największą siłą tej książki są jej bohaterowi: barwni, charakterystyczni i niejednoznaczni.  Jak każdy z nas mają wady, zalety, popełniają błędy i ulegają pokusom. Dzięki temu łatwiej się z nimi zidentyfikować i współodczuwać przy ich życiowych zawirowaniach. Największą sympatią zapałałam do Aliny, choć nie ukrywam, że początkowo drażniła mnie jej naiwność i ślepota wobec niepokojącego zachowania jej męża. Niby podświadomie czuła, że coś jest nie tak, a mimo to udawała, że nie widzi problemu. Na szczęście poszła po rozum do głowy i udowodniła, że ma w sobie siłę i godność. Że potrafi podnieść się po upadku i ruszyć dalej. Równie ciekawą postacią jest Marcin Kosobucki – pewien obieżyświat zamieszkujący w domu gościnnym Tomasza Klimasa (właściciela posiadłości, w której zatrzymała się Alina). Mężczyzna wygląda niczym bezdomny, a jednak za tym niechlujnym wizerunkiem kryje się pewny siebie, elokwentny rozmówca, który chowa w sobie pewien sekret. Wspomnę jeszcze o tzw. czarnych charakterach, czyli byłym mężu Aliny oraz atrakcyjnej pani wójt – Alicji Grycan. Oboje zaślepieni zemstą szukają odwetu za domniemane krzywdy. Co z tego wyniknie? Przygotujcie się na emocjonującą walkę dobra ze złem.

  Bardzo fajnym zabiegiem było wplecenie między niektóre rozdziały powieści treści legend i podań związanych z Karkonoszami np. o Duchu Gór, o Giewoncie, o Bystrym Potoku lub o powstaniu Podhala. Najbardziej jednak zafascynowała mnie gawęda o Klotyldzie – szeptusze, mieszkającej w starym domu na Wilczej Polanie. Kilkaset lat temu pewien fanatyczny szlachcic wraz ze swoimi ludźmi porwał jej córkę Helenę, a następnie zgwałcił i jeszcze żywą wrzucił do pobliskiego stawu w lesie, gdzie dokonała żywota. Staruszka z rozpaczy doznała obłędu. Chodziły słuchy, że widywano ją w towarzystwie wilków, większych niż zwyczajne. Niektórzy ludzie zaś twierdzili, że patrzyła na nich zły okiem, a wkrótce po tym każdego z nich spotykało jakieś nieszczęście lub umierali dziwnych okolicznościach. Tymczasem Alina nieoczekiwanie spotyka ducha Klotyldy. Czy doświadczy zatem jakieś tragedii? Z całą pewnością nie zabraknie momentów grozy.

  Do gustu przypadł mi także umiejętnie poprowadzony wątek romantyczny okraszony intrygą, namiętnością, niespodziewanym dramatem i szczyptą nadprzyrodzonych zdarzeń. Alina szybko aklimatyzuje się w nowym otoczeniu i spotyka mężczyznę, który budzi w niej cieplejsze uczucia. Jednak w którymś momencie na horyzoncie pojawiają się ciemne chmury wątpiwości. Autorka raczy nas słodko-gorzką opowieścią, gdzie przyjaźń i miłość przeplatają się ze zdradą i kłamstwami, a fascynacja graniczy z chorą obsesją. Praktycznie do samego końca nie wiadomo, co jest prawdą, a co fałszem. Nastawcie się na niezapomniane wrażenia.

  Bardzo odpowiada mi styl pisania pani Haliny. Z dużą swobodą posługuje się  barwnym i jednocześnie przystępnym językiem, prowadzi zgrabną, żywą narrację oraz zręcznie tworzy naturalne, spontaniczne dialogi. Warto również docenić plastyczne opisy, dzięki którym z łatwością możemy ''zobaczyć'' malownicze doliny, sosnowe lasy, wąskie strumyki badź majestatyczne szczyty Tatr. Sceneria rodem z baśni. Aż chciałoby się tam być. Plusem jest także wartkie tempo wzajemnie napędzających się wydarzeń. Cały czas coś się dzieje. Mamy tutaj nagłe odkrycia, przebiegłe knowania, romanse, napięte konflikty oraz różne  duchy, zjawy, widma itp.

  Podsumowując: ''Dom na wrzosowej polanie'' to tętniąca magią i pozytywną energią opowieść o straconych złudzeniach, nowych początkach i poplątanych ścieżkach przeznaczenia, które rządzi się swoimi prawami. Momentami porusza, szokuje i skłania do refleksji oraz mądrze uświadamia, że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Więc zamiast rozpaczać nad swoim losem, lepiej wziąć sprawy w swoje ręce i powalczyć o siebie i o swoje szczęście. Zachęcam do lektury. Naprawdę warto.

14 komentarzy:

  1. Gratuluję ciekawego patronatu. Jestem zakochana w okładce tej książki. 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Też czytałam tę książkę i serdecznie gratuluję tak udanego patronatu! Książka moim zdaniem jest naprawdę bardzo ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
  3. Na razie mam w planach inne lektury.

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratuluję patronatu. :) Książkę chętnie przeczytam, bo coś czuję, że może mi się spodobać. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. We wakacje lubię sięgać po podobne tytuły :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ta okładka przyciąga wzrok, powieść wydaje się równie przyjemna :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Gratuluję patronatu Cyrysiu! Same świetne książki sygnujesz ! Pozdrowienia z burzowego południa Polski !

    OdpowiedzUsuń
  8. Wątek wplecionych legend brzmi bardzo interesująco :) Do tego jeszcze okładka z takim cudnym widokiem! Pozdrawiam Zakładka do Przyszłości

    OdpowiedzUsuń
  9. Nigdy nie pisałam tu komentarzy ale pod tą książką stwierdziłam że zostawie bo jest super

    OdpowiedzUsuń
  10. No to się zgrałyśmy, bo u mnie wczoraj też kilka słów o tej książce. Całkiem przyjemna powieść :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Myślę, że ta książka może mi się spodobać. Lubię obyczajówki, jakieś wątki metafizyczne. Nawet romans nie przeszkadza;) Teraz na lato, w sam raz takie książki :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Teoretycznie mam w planach, praktycznie jeszcze nie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Gratuluję patronatu i daję znać, że wysłałam do Ciebie mejla z zaproszeniem do pewnego projektu blogowego. Liczę na Twój udział mejl mógł wpaść do skrzynki Spamu jeśli nie masz go w odebranych.

    OdpowiedzUsuń
  14. Książka idealna dla mnie, na pewno będę na nią polować!

    OdpowiedzUsuń

Zaglądaj, czytaj, przegryzaj moje słowa, ale wychodząc, zostaw po sobie niezatarty ślad swojej obecności...