piątek, 8 czerwca 2018

Wywiad z Anną Płowiec

​Anna Płowiec, fot. szarareneta/Wydawnictwo Znak

Magdalena F
Magnolie...czy z magnoliami jest związana jakaś Pani historia bądź przygoda, która zdążyła się w życiu?

Tak, choć nie jest to żadna wielka historia ani tym bardziej przygoda. Jestem osobą która bardzo lubi zmiany, lubię gdy coś się dzieje, lubię się przemieszczać, nigdy nie mogę długo usiedzieć w jednym miejscu. I pewnie dlatego, jak sobie wyliczyłąm, w ciągu ostatnich dziesięciu lat przeprowadzałam sie już pięć razy w obrębie Krakowa, wracając i tak zawsze do tego samego mieszkania, w którym mieszkam obecnie. Ale, uświadomiłam to sobie ostatnio, wszędzie gdzie mieszkałam, widziałam ze swojego okna magnolię. Teraz też, pisząc te słowa, widzę ją przez okno. Moje obie siostry mają przed domem zasadzone magnolie, w rodzinnym domu, w którym się wychowałam, dalej rośnie na podwórku. Więc chyba ta magnolia już się wtopiła w moje życie. A w książce pojawiła się sama, bez żadnego głębszego zamysłu z mojej strony. Widocznie patrząc przez kuchenne okno oczami Alicji odruchowo widziałam juz kwitnącą magnolię.

Pisanie książek jak zrodziła się ta twórczość ...marzenie z dzieciństwa a może chęć spróbowania czegoś nowego w życiu ?

Napisanie powieści było moim marzeniem już wtedy, gdy byłam dzieckiem. Jeszcze w podstawówce zaczęłam pisać książkę w zeszycie w kratkę. Jej początek był o dzieciach, które jechały na wakacje. Jedno zdanie tylko pamiętam z tej książki: „Proszę bilety do kontroli – rozległ się tubalny głos konduktora.” Celowo teraz mówię, gdy byłam dzieckiem, a nie od dzieciństwa, ponieważ ja o tym marzeniu na jakieś 20 lat zapomniałam. Po studiach pracowałam 17 lat w biurze maklerskim i zajęłam się zarabianiem pieniędzy, dla siebie i dla innych. Wpadłam w codzienny wir życia. Jednak przestałam tam pracować, gdyż uświadomiłam sobie, że pracując w nielubianej pracy przez 8 godzin dziennie tracę jedną trzecią życia, a odliczając jeszcze czas na sen, to tak naprawdę tracę połowę. I zaczęłam szukać czegoś, czym sensownie mogłabym tę połowę wypełnić. Życiowo byłam już poukładana - miałam idealną rodzinę, miałam czym się zająć na co dzień i z czego żyć, generalnie – czułam się szczęśliwym człowiekiem, i wszystko niby było na swoim miejscu. Ale czułam, że nie jestem spełniona. To było bardzo namacalne odczucie - miałam w swoim zasięgu prawe wszystkie części puzzli, z których mogłam poskładać swoje szczęśliwe, udane życie, brakowało tylko jakiegoś jednego elementu, którego w żaden sposób nie mogłam namierzyć. Nie wiedziałam, czym mam się na poważnie zająć, by dawało mi to satysfakcje i spełnienie. Męczyłam się bardzo. Próbowałam podejść do tematu zdrowej kuchni, podróżowałam w dalekie kraje,  zrobiłam studia podyplomowe z zakresu coachingu i szkoleń, założyłam nawet własną firmą. Ale to wszystko było nie to. Dopiero po różnych warsztatach, na których poszukiwałam sposobu wyrażenia siebie, przypomniałam sobie swoje marzenie z dzieciństwa i doszłam do tego, że prawdopodobnie pisanie jest moją drogą. Aż w końcu przyśnił mi się proroczy sen, o czym napisałam w podziękowaniach na końcu swojej książce, i od tego momentu zaczęły się moje poszukiwania już nie pod tytułem „co”, tylko pod tytułem „jak”. 

Szczęśliwa Mama
Bieganie, sport... Dla niektórych to jak wyprawa w kosmos. Jeszcze do niedawna sama należałam do osób, które poczynania sportowe/fizyczne podziwiały jedynie przed ekranem telewizora, ale odkąd sama zaczęłam biegać, to zaczęłam bardziej wierzyć w siebie i po takim wysiłku łatwiej mi potem podejmować kolejne życiowe wyzwania, Do biegania motywują mnie słowa Marca Buhla: "Biegacz to nie ten, kto szybko biega. To ten, który nie ustaje w walce". Kocham bieganie :) A jak sport jest Pani ulubionym? Który dodaje Pani siły i chęci do działania? Może fitness?

Bardzo mnie pani zmotywowała tym pytaniem i przytoczonym cytatem. Od kilkunastu lat robię podejścia do systematycznego biegania i raz mi to wychodzi lepiej, raz gorzej. Po bieganiu zawsze jestem pełna euforii i chęci do działania, a wiele rzeczy, które zadziały się w mojej książce wymyśłiłam własnie w trakcie treningu. Mój mąż mnie zawstydza, bo biega maratony i ma mnóstwo medali. Na tym tle nie wypadam imponująco z moimi dwoma zdobytymi na dużo skromniejszych biegach, ale w końcu nie chodzi o to, żeby porównywac się do innych, ale by pokonywać swoje własne ograniczenia. Ją tą walkę jeszcze czasami przegrywam, ale czuję, że jestem już na dobrej drodze, a Pani pytanie dodatkowo mnie wzmocniło😊.

Aneta Pachurka
Czy myślała Pani o ekranizacji "W cieniu magnolii"? Kto powinien zagrać główne role?

Oczywiście, że myślałam. Bardzo bym chciała zobaczyć stworzonych przez siebie bohaterów jak żyją, poruszają się i odczuwają. Zobaczyć, jak ktoś inny postrzega i interpretuje ich postacie. Myślę, że gdyby w roli niezdecydowanej, nie umiejącej podjąć decyzji Alicja zagrała Marta Żmuda-Trzebiatowska albo Basia Kurdziel-Szatan, w roli przebojowej Danki Agnieszka Dygant, w postać brutalnego Leszka wcieliłby się Borys Szyc, to film z taką obsadą przyciągnąłby publiczność. Zabrakło mi tylko pomysłu na prostego, szlachetnego Janka.

Ewelina Poc
Pisanie na pewno wciąga i uzależnia. Spróbowało się raz i chce się jeszcze, więcej. Jakie są więc Pani dalsze plany pisarskie? Czy myślała Pani o pisaniu książek dla dzieci i młodzieży? Czy pozostanie Pani w kręgu powieści dla dorosłych?

Tak, rzeczywiście wciąga i uzależnia. Sam proces pisania i tworzenia, ale także bohaterowie, którzy w pewnym momencie nie dają o sobie zapomnieć i wręcz domagają się, by ich historia była opowiadana dalej, a oni żyli na kartach powieści. Wciągają też pozytywne recenzje od czytelników i ich oczekiwania na więcej, dlatego kolejną książkę pisze się też dla tych osób, które już się o nią dopominają, co bardzo motywuje do pracy, ale jednocześnie wywołuje obawy, czy się sprosta😊 Co do zmiany gatunku, moje pierwsze próby literackie zaczęłam od wierszy, z których zresztą byłam bardzo dumna. Mieliśmy w domu kota, więc pierwszy wiersz był o kocie, potem o innych zwierzętach. Były to wiersze dla dzieci. Wydrukowałam je wszystkie, ponaklejałam obrazki, zrobiłam z tego książkę i dałam córce na dwunaste urodziny. Było to cztery lata temu. Idąc dalej w tym kierunku zaczęłam pisać książkę przygodową dla dzieci, ale poprzestałam na mniej więcej 30 stronach. Potem w domu pojawił się pies, więc zainspirowana zaczęłam pisać kolejną książkę dla dzieci. Tym razem historia miała być o psie, opowiedziana z jego punktu widzenia, ale też mnie to nie porwało. Kolejna próba była już tą właściwą, która zaowocowała książką „W cieniu magnolii”. Więc tak naprawdę nie wiem, gdzie dalej poprowadzi mnie pisarska droga, ale próby twórczości dla dzieci chyba mam już za sobą 😊

Izabela Wyszomirska
W swojej powieści porusza Pani temat toksycznego związku - manipulacje, zastraszenie, przemoc, wykorzystanie. To problem, o którym mówi się coraz więcej i chyba nie ma już takiego społecznego przyzwolenia na to, by kobiety samotnie w czterech ścianach znosiły cierpienie. Czy według Pani w tym temacie jest jeszcze coś do zrobienia? Jak sprawić, by kobiety nie bały się powiedzieć: dość? 

Niestety, jak obserwuję życie, wiele jest kobiet, które tkwią w niechcianych związkach. I cierpią. Czasami wcale to nie jest cierpienie fizyczne - cierpienie psychiczne potrafi boleć jeszcze bardziej. Jedne nie odchodzą z lenistwa, bo nie chce im się nic zmieniać w życiu, bo trzeba podjąć jakiś trud, inne ze strachu, że partner może im zaszkodzić, a jeszcze inne boją się, że zostaną same i nikogo już nie znajdą, nikt ich nie będzie chciał. Często są to kobiety atrakcyjne, mądre, dające sobie radę w życiu i osoba z zewnątrz zupełnie nie potrafi pojąć, dlaczego taka kobieta męczy się w nieudanym związku. Czasami życie musi bardzo mocno dopiec, żeby kobieta się ocknęła i poczuła, że dłużej już nie może, ale nawet i wtedy często jest trudno odejść. Myślę, że żeby kobieta mogła pokonać strach przed czymkolwiek, przed trudną zmianą, przed samotnością, przed zemstą partnera, musi mieć mocno ugruntowane poczucie własnej wartości i poczucie własnej godności. A niestety, nasz system wychowania, i w domu, i w szkołach raczej to tłumi niż rozwija i umacnia. Szkoły nie uczą, jak radzić sobie w relacjach, jak być pewnym siebie, z domu też najczęściej dobrych przykładów nie wynosimy. Dlatego co możemy zrobić, to same zadbać o własną osobę, o swój rozwój. Sięgnąć po pomoc - pójść do terapeuty, jeździć na warsztaty, poznawać siebie. Do tego słuchać innych mądrych kobiet i ich trudnych historii, wyciągać z tego wnioski. A czego my się nauczymy o własnym życiu i o sobie, dostaną od nas nasze córki i one już będą miały łatwiej.  

Piotr Iwanowski
Jakie najpiękniejsze wspomnienia z dzieciństwa ma Pani w sercu? 

Moje najpiękniejsze wspomnienia nierozerwalnie wiążą się z moją najbliższą rodziną. Moje dzieciństwo przypada na późne lata siedemdziesiąte i pamiętam, jak z dwiema młodszymi siostrami - pięć osób w maluchu, jechaliśmy cztery do pięciu godzin w jedną stronę do dziadków na wieś i wracaliśmy stamtąd załadowani po dach ziemniakami i marchwią, skrzynkami z pomidorami, jajkami zawiniętymi każde osobno w gazetę, ogórkami do kiszenia, białym serem, plackiem drożdżowym wypiekanym w wielkich blachach w piecu na węgiel. Takie rarytasy można było mieć wtedy tylko ze wsi. Jajka dawało się wtedy do piwnicy w garnku napełnionym szarą, kamienną solą, pomidory układało do słońca na parapecie, żeby powoli dojrzewały, a marchew przechowywało się w kopczyku z piasku. W czasie długiej drogi wspólnie wszyscy śpiewaliśmy, zadawaliśmy sobie zagadki, graliśmy w różne słowne gry, a czasami, jak to między dziećmi bywa, wykłócałyśmy się. Ja zresztą szybko odkryłam, że czytanie w samochodzie idealnie zapełnia czas, i już żadna podróż nie trwała dla mnie zbyt długo. Niestety, rodzice byli zdania, że powinnam podziwiać widoki i zabawiać młodsze siostry, więc te podróże też wspominam jako rozdarcie między chęcią czytania, a powinnością wobec rodziny😊 Z podobnym sentymentem wspominam rodzinne wyjazdy na wakacje Skodą 100S, przełom lat 70/80, do Bułgarii pod namiot. Postoje przy drodze i niezapomniany smak gotowanego na kuchence gazowej makaronu z konserwą, pierwsze zdziwienie na widok bakłażana, co to jest i jak to się je, wichura która porwała namiot, kilkugodzinne poszukiwania młodszej siostry, która idąc się przespać pomyliła namioty i głęboki, długi sen zmorzył ją u sąsiadujących z nami na campingu Niemców, przebywających akurat na plaży. Te wszystkie wyjazdy bardzo nas do siebie zbliżały i może dlatego, nawiązując do kolejnego pytania, rodzina jest dla mnie tak ważna i cenna. Ta rodzina, w której się wychowałam i ta, którą mam teraz sama, moja dorastająca córka I mąż.

Co jest dla Pani w życiu najważniejsze?

Poza moją rodziną najważniejsze jest dla mnie poczucie szczęścia i spełnienia w życiu. Poczucie, że to co robię, ma sens dla mnie i dla innych, że swoim działaniem mogę nie tylko sobie, ale i komuś coś dać. Książka, którą napisałam, mieści się właśnie w tej kategorii. Mnie samej dała wiele przyjemności w trakcie pisania oraz mnóstwo satysfakcji, a jednocześnie, jak słucham opinii czytelników, dostarczyła im wielu wzruszeń, młodzieńczych wspomnień czy głębszych refleksji, a przede wszystkim - przyjemności z lektury.  

W imieniu swoim oraz wszystkich Czytelników mojego bloga dziękuję Pani Annie Płowiec za niezwykle interesujący wywiad.

Laureatem zwycięskiego pytania zostaje:
Izabela Wyszomirska

Serdecznie gratuluję i czekam na maila.

Pozdrawiam wszystkich bardzo gorąco,
Cyrysia

14 komentarzy:

  1. Choć już w momencie zapowiedzi książki bardzo chciałam ją przeczytać,to ten świetny wywiad jeszcze bardziej mnie do tego zachęcił. 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Interesujący wywiad, dziękuję :)
    A co do prostego, szlachetnego Janka... nie znam jego kreacji, ale myślę, że do jego roli mógłby pasować Grzegorz Daukszewicz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że Grzesiu idealnie nadawałby się do roli Janka :)

      Usuń
  3. Muszę poczytać o książkach tej pani 😊

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratuluję. Lektura książki tej autorki jeszcze przede mną.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wywiad ciekawy, aż mam ochotę przeczytać powieść autorki.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wywiad świetny. Jak wszystkie na Twoim blogu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo lubię Twoje posty z wywiadami :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Doskonały wywiad, gratuluję !

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny wywiad, fajnie się czytało!
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń

Zaglądaj, czytaj, przegryzaj moje słowa, ale wychodząc, zostaw po sobie niezatarty ślad swojej obecności...